Bezsenność. Jak odzyskałam noc - Bregje Hofstede
28.00 zł

Reflow text when sidebars are open.
Po raz pierwszy zobaczyłam Drogę Mleczną w wieku jedenastu lat. Było to pewnej letniej nocy na Peloponezie, w słabo zaludnionej części Grecji, gdzie spędzałam wakacje z rodzicami i siostrami.
Po całym dniu spędzonym na morzu wspięliśmy się wieczorem na wzgórze do podupadającej restauracji, zagubionej wśród gajów oliwnych. Było już późno i byliśmy głodni. Zachodzące słońce wydłużyło nam cienie do dwudziestu metrów, pewnie po to, żebyśmy szybciej mogli sięgnąć szczytu.
Noc dotarła na czubek wzgórza, kiedy już jedliśmy smażonego kurczaka, którego postawiła przed nami "ciocia Niki". A kiedy oblizaliśmy palce, taras wśród drzew oliwnych stał się pomarańczową tratwą na czarnym jak smoła morzu.
Zapaliliśmy latarkę i podreptaliśmy w noc.
Była ciemniejsza niż wszystkie noce, jakie do tej pory widziałam. Nigdzie nie było żywej duszy, a wyboista droga była nieoświetlona. Intensywna czerń wokół była tak nasączona muzyką cykad, że jedna zdawała się częścią drugiej. Ogłuszająca ciemność.
Jasna wiązka światła tańcząca na ścieżce przed nami oświetlała drogę rodzicom, ale nam, podskakującym kilka metrów za nimi, trudno było dojrzeć ścieżkę pod nogami. Raz ja, raz moja siostra domagałyśmy się latarki, żeby ją nieść na zmianę, aż w końcu niezdarnie przekazywana upadła i zgasła.
Szukałyśmy jej po omacku. Podobnie jak skały żarzyła się jeszcze gasnącym światłem, ale nie chciała się już zapalić.
Kiedy poświata zgasła, wydało nam się, że światło latarki się skurczyło i zostało uniesione w górę. Nad naszymi głowami pojawiły się niezliczone gwiazdy, a w środku pomiędzy nimi przebiegała biała smuga.
Ojciec odłożył na bok irytację z powodu zepsutej latarki i wyjaśnił nam, co widzimy. Powiedział, że ta świetlisty szarfa, którą przepasane jest niebo, w rzeczywistości składa się z setek miliardów gwiazd. Owe gwiazdy to część Drogi Mlecznej, galaktyki, w której skład wchodzi również nasze Słońce. Galaktyka ma kształt ogromnej spirali, której widzimy tylko część. Słońce jest jedną z miliardów gwiazd w owej spirali, a Ziemia to niewielki kawałek skały, który krąży wokół tej jednej gwiazdy.
Trudno było mi uwierzyć w to, co mówił. Że Droga Mleczna była tam zawsze. W domu po prostu się jej nie widziało. Uznałam za szaleństwo to, że coś tak niewyobrażalnie wielkiego i na dodatek świecącego może być ukryte przed wzrokiem za sprawą ulicznych latarń, reflektorów, lamp oświetlających ganki. Że coś tak arcyważnego można uczynić niewidocznym za pomocą czegoś tak banalnego.
W tamtym czasie spałam dobrze. Bezrefleksyjnie. Spałam tak, jakbym oddychała.
Dwadzieścia lat później letnią nocą szłam przez Amsterdam. Było już późno, a ja chciałam zdążyć do supermarketu jeszcze przed zamknięciem. W brudnożółtym zmierzchu brzęczały motorowery.
W Albert Heijnie przy Sarphatistraat na jasno oświetlonych półkach szukałam czegoś, co pomogłoby mi przetrwać noc. Już od wielu tygodni nie spałam dobrze i moje oczy były suche ze zmęczenia. Przeczytałam gdzieś, że pomóc mi może zjedzenie na noc produktu bogatego w białko. Im więcej białka, tym wolniej się to trawi i tym mniejsze prawdopodobieństwo, że w nocy obudzi cię burczenie w brzuchu. Nie wiedziałam, czy tak jest naprawdę, ale byłam gotowa spróbować wszystkiego.
Mrugając oczyma, czytałam etykiety.
Białko. Tłuszcz, także ten nasycony.
Miałam trzydzieści lat, a bałam się nadchodzącej nocy tak bardzo, jak nigdy nie bałam się w dzieciństwie. Szukałam czegoś, czego mogłabym się trzymać. Pigułki, proszki, zatyczki do uszu, herbatki na dobranoc, dobre nawyki. Każde z tych "rozwiązań" było promykiem nadziei, za którym podążałam, póki nie zgasł, po czym znów musiałam szukać czegoś innego.
Tamtego wieczoru kupiłam specjalny twarożek z dodatkiem białka. Dwanaście i pół grama na sto.
Wiedziałam, że problem mojej bezsenności nie leży w gramach. Wiedziałam, że coś mi umyka. Ale nie miałam zielonego pojęcia, co robić. Wypróbowałam wszystkie wskazówki i podpowiedzi, jakie mogłam znaleźć.
Wyszłam z zakupami na zewnątrz i nie spojrzałam w górę. Między latarniami nigdy nie było dużo widać. Najwyżej księżyc, prawie żadnych gwiazd, a już z pewnością nie Drogę Mleczną.
Dzisiaj wiem, że mniej więcej czterdzieści procent ludzkości nigdy nie widzi Drogi Mlecznej. Zbyt duże jest zanieczyszczenie świetlne. Zbyt wiele oddziela nas od gwiazd: satelity, latarnie uliczne, połączony blask wszystkich naszych ekranów, lamp i neonów.
Niektórym ludziom się to nie podoba. Zakładają różne stowarzyszenia, takie jak Międzynarodowe Stowarzyszenie Ciemnego Nieba. Zwracają uwagę na negatywne konsekwencje tego całego błądzącego nocnego światła dla rozmaitych zwierząt i domagają się prawa do oglądania rozgwieżdżonego nieba. Włącznie z Drogą Mleczną, tym skrawkiem galaktyki, którego częścią jesteśmy my sami.
W rzeczywistości roszczą sobie prawo do szerszego obrazu.
Przez całe lata źle spałam. Przez większą część życia po dwudziestce toczyłam z nocą wojnę pozycyjną, szybko tracąc każdy teren, który udało mi się zdobyć. Wyglądało na to, że nigdy nie dojdzie do żadnego rozstrzygnięcia. W złych okresach zmęczenie było jak ściana, przez którą niewiele widać.
Sen stał się namiętnością, być może nawet obsesją. Odczuwałam to tak, jakbym została porzucona przez ukochanego, o którego nigdy specjalnie się nie troszczyłam - aż w końcu on odszedł, a ja zrozumiałam, że nie mogę bez niego żyć. I jakkolwiek bardzo go kusiłam, nie wracał.
Od tej bezsenności uwolniłam się dopiero wtedy, gdy uświadomiłam sobie, że mój problem nie jest związany ze spaniem. Że nie ma nic wspólnego z tym, w jaki sposób radzę sobie z zasypianiem ani z takimi praktycznymi sprawami, jak herbatki na dobranoc, tabletki nasenne, moja sypialnia czy też "higiena snu", która miała mi pomagać w przygotowaniu się do niego. Podczas gdy uważnym spojrzeniem świdrowałam noc, problemem była cała doba: moje dnie i to, jak je spędzałam. Dopiero kiedy zaczęłam widzieć swoją bezsenność jako sygnał, zaproszenie do przyjrzenia się i gruntownego przemyślenia, ponownie odnalazłam drogę przez swoje noce.
Zrozumiałam, że muszę zadać sobie pytanie, co podświadomie dręczy mnie w życiu tak bardzo, że nie mogę zasnąć. No i że muszę coś z tym zrobić. To nie moje noce były problemem, lecz dnie. Właściwie to całe życie. To tak oczywiste, że aż wstydzę się teraz o tym pisać. A jednak ten wniosek, niezależnie od tego, jak dużo czytałam o śnie, stał się dla mnie jasny dopiero po długich rozmyślaniach. Wniosek, z którym nie spotkasz się zbyt często, ponieważ nie pasuje on do dzisiejszych poglądów naukowych z ich ogromnym upodobaniem do tego, co neurologiczne i mechaniczne. Chociaż to naukowe podejście może nam wiele powiedzieć o spaniu, to jednak jest niekompletne. Przewlekłe problemy ze snem często nie są wynikiem jego niewłaściwej higieny, a zatem nie można ich rozwiązać za pomocą zmiany wieczornych rytuałów lub nowego materaca. Złe noce są następstwem twojego dnia. A nawet więcej - świata, w którym ów dzień minął.
Dojście do tego wniosku zajęło mi mniej więcej dekadę. Gdyby dziesięć lat temu ktoś powiedział mi, że aby dobrze spać, muszę dobrze przemyśleć dwadzieścia cztery godziny mojego codziennego życia, nie uwierzyłabym mu. Dlatego właśnie chcę cię zabrać w podróż do świata snu.
To, co w rzeczywistości zajęło mi całe lata, przedstawiam tutaj w ramach jednej symbolicznej doby. Doba ta zaczyna się od bezsennej nocy i związanych z tym psychologicznych zmagań ze snem. Następnie w porannym świetle (neuro) nauki omawiam biologię niespania. Po południu następuje punkt zwrotny - uznaję, że bezsenność może być sygnałem, iż to nie mój umysł szwankuje, ale coś może być nie w porządku z moim życiem. Wreszcie wieczór poświęcam na omówienie sposobów wsłuchiwania się w ten sygnał. Głównie chodzi tu o zrewidowanie swojego stosunku do podstawowych kwestii, takich jak pieniądze, czas, miejsce, w którym mieszkam, ego i ludzi wokół mnie.
Jeśli sięgnąłeś po tę książkę, to najprawdopodobniej znasz pustkę nocy, podobnie jak ja. To miłe miejsce, jeśli odwiedzasz je czasem z przyjaciółmi, żeby napić się alkoholu, ale nora, jeśli musisz tam siedzieć na okrągło. Najprawdopodobniej, podobnie jak ja, próbowałeś już wszystkiego, żeby lepiej spać, lecz nadal nie możesz zasnąć. Zapraszam więc, byś towarzyszył mi w moich nocnych poszukiwaniach. By to uczynić, trzeba wyjść poza higienę snu. Bo jeśli moje nieprzespane noce czegoś mnie nauczyły, to właśnie tego, żeby problemy ze snem widzieć w szerszym kontekście.
Czasami, kiedy nie mogłam zasnąć, wciśnięta w kąt kanapy w moim pokoju w Amsterdamie oglądałam filmy o zwierzętach.
Najbardziej lubię wydry. Unoszą się w wodzie na grzbietach ze złożonymi na piersiach łapkami, a futro na ich brzuszkach jest pełne pozlepianych mokrych kosmyków. Kiedy są dwie, obejmują się podczas snu przednimi łapami, żeby nie oddalić się od siebie. Widziałam film z wydrą dryfującą na grzbiecie, podczas gdy na jej brzuchu leżało jej małe. Maluch spał kołysany oddechem matki i ogromnego wodnego łóżka pod spodem.
Śpiących słoni morskich szukałam trochę dłużej, ale było warto. Na ciemnoniebieskim tle porysowanym skośnymi promieniami rozszczepionego światła słonecznego, ważące dwa tysiące kilogramów ciało słonia morskiego sunie przez toń. Kiedy zanurzy się wystarczająco głęboko - z dala od orek i rekinów - obraca się na grzbiet, składa przednie łapy na brzuchu i w bezruchu opada coraz głębiej w ciemną wodę. Komentator nazywa to the falling leaf chase (fazą spadającego liścia). Kiedy liść powiruje tak przez kwadrans, ponownie staje się zwierzęciem, zaczyna się poruszać i potężnymi uderzeniami ciała wydobywa się na powierzchnię, żeby złapać oddech[2].
Istnieją zwierzęta, które potrafią spać na stojąco. Na przykład flamingi z ogrodu zoologicznego Artis, wzdłuż którego latami przejeżdżałam na rowerze, śpią, stojąc na jednej nodze, podczas gdy drugą chowają między ciepłymi piórami na brzuchu.
Właściwie nie znamy gatunku zwierząt, który by nie spał. Śpi nawet delfin, który nie może przestać się poruszać, bo wtedy by utonął; w tej sytuacji śpi jedna półkula jego mózgu, druga zaś czuwa, dzięki czemu zwierzę może pływać. Najwyraźniej sen jest tak ważny, że zawsze sobie jakoś poradzi.
Zdaniem naukowców sen musiał się pojawić wraz z pierwszymi formami życia. To stała ewolucyjna, która nie omija żadnego gatunku. Pająk podkurcza nogi i jego metabolizm zwalnia. Dżdżownice przyjmują do snu specjalne pozycje - są lekko zgięte niczym kij do hokeja. Nawet najprostsze organizmy jednokomórkowe mają fazy aktywne i pasywne, które korespondują z dobowym rytmem naszej planety[3].
Mimo to do wielu ludzi sen nie znajduje drogi. Jeżeli stoisz w kolejce w supermarkecie, możesz być pewien, że co piąta czekająca wraz z tobą osoba ma z nim problemy[4]. Wejdź do klasy w szkole średniej, a okaże się, że połowa nastolatków, których tam spotkasz, każdej nocy kręci się i niespokojnie przewraca w łóżku[5]. I mniej więcej co dziesiąty z nas spełnia kliniczne kryteria insomnii, czyli bezsenności[6].
Gdybym mogła mierzyć się z dżdżownicą pod względem umiejętności spania, nigdy nie napisałabym tej książki. Jeżeli sen nie sprawiałby ci problemu, prawdopodobnie nigdy byś po nią nie sięgnął.
Tak czy inaczej człowiek, jedyny gatunek cierpiący na bezsenność, skomplikował spanie[7]. Na przykład, uznając sen za stracony czas - co stwarza pokusę, by mu nie ulegać.
Gdy naprawdę nie mogłam zasnąć, właziłam na kanapę, odpalałam laptopa i mówiłam sobie: A niech to diabli, zrobię coś pożytecznego. Po czym siedziałam tam naburmuszona i wymięta. Jak dziecko, które mówi: "Wcale nie muszę iść na to twoje głupie przyjęcie urodzinowe!".
@elonmusk
the colour orange is named after the fruit
Wpatrywałam się w tę informację, która bez żadnego kontekstu pojawiła się na mojej osi czasu. Doczekała się setek komentarzy, między innymi:
@moment_in_time
Go to sleep lol
@yoboibleach
Elon what the Frick tis 3am u tweet that does Elon ever sleep?
Nie, Elon nigdy nie śpi. Szef Tesli i SpaceX znany jest nie tylko ze swego geniuszu i rytmu pracy, ale także z niepowtarzalnych nocnych tweetów. Jego fani odpowiadają regularnie: Elon, go to sleep.
Ale on uważa spanie za stratę czasu. W wywiadzie dla "The New York Times" powiedział, że jego tydzień pracy to sto dwadzieścia godzin, a noce to zwykle wybór "między brakiem snu a ambienem", znanym środkiem nasennym[8].
Od dawna próbowano kontrolować sen, chociaż kiedyś wyglądało to nieco inaczej. Był taki czas, gdy postawa Muska była całkiem normalna, Zwłaszcza w XIX i XX wieku przywiązanie do snu było oznaką słabości, podczas gdy umiejętność czuwania była pożądanym talentem. Wciąż są ludzie, którzy nie szukają snu, lecz go lekceważą.
Na przykład Donald Trump od lat kultywuje swój obraz top dog, przywódcy, który nie potrzebuje wiele snu. Śpi tylko sześć godzin na dobę. Tak przynajmniej pisał w swoim pierwszym bestsellerze, Trump: The Art of the Deal. Ale to było w 1987 roku. W 2004 wydał nową książkę, Trump: Think Like a Billionaire, w której utrzymuje, że nie śpi dłużej niż cztery godziny na dobę. Dłużej możesz spać tylko wtedy, gdy chcesz być nieistotny, an also-ran in life. W swoim ostatnim dziele - Think Big and Kick Ass in Business and Life - potrzeba snu Trumpa skurczyła się już do trzech godzin. (Czekam teraz, aż oświadczy, że podczas swojej prezydentury w ogóle nie spał).
A wszystko dlatego, że jest pełen pasji. "Jeśli lubisz to, co robisz, to prawdopodobnie nie będziesz spał dłużej niż trzy lub cztery godziny"[9]. Zmęczenie to problem motywacji. Deze 7 succesvolle ondernemers slapen bijna niet (Tych 7 odnoszących sukcesy przedsiębiorców prawie nie śpi). 5 Bizarre Slaapgewonten van Succesvolle Mensen (5 dziwnych nawyków sennych ludzi sukcesu). How Much Sleep Do Millionaires Get? Zo Telt de Elite Schapen (Jak długo śpią milionerzy? Tak elity liczą barany). How Many Hours Do Celebrities Sleep? (Jak długo śpią celebryci?).
Niewiele, jeżeli można wierzyć tym źródłom. Jack Dorsey (Twitter) - cztery do sześciu godzin na dobę. Tom Ford (projektant mody) - trzy godziny. Richard Branson (Virgin) - pięć do sześciu godzin. Winstonowi Churchillowi wystarczały cztery; Napoleon również rzadko spał dłużej.
Trudno powiedzieć dokładnie, jak długo ludzie spali dawniej, ale wiele szacunków mówi o mniej więcej siedmiu godzinach[10]. A zatem mniej niż osiem, zalecane przez Światową Organizację Zdrowia. Beztroski czas, kiedy ludzie mogli wysypiać się do woli, nie zważając na pracę, hałas czy ból, nigdy nie istniał. Również idea, że sen to strata czasu, nie jest nowa[11]. Ale prawdziwe negowanie snu stało się modne właściwie w XVIII wieku. Nieprzypadkowo, był to bowiem przydatny pogląd - idea, że prawdziwemu mężczyźnie wystarczą cztery godziny snu znakomicie pasowała do wymagań, jakie rewolucja przemysłowa miała wobec robotników. Kto kupował drogie maszyny parowe i budował fabryki, najszybciej otrzymywał zwrot z inwestycji wtedy, gdy pracowały one dzień i noc. Fabryki włókiennicze i huty produkowały przez dwadzieścia cztery godziny. A to udawało się najlepiej wtedy, gdy ludzie odpowiedzialni za tę produkcję możliwie jak najbardziej przypominali maszyny, które obsługiwali. Żelazny rytm maszyn, które chodziły dzień i noc. Żeby w te ramy wcisnąć sen, konieczne stały się budziki.
W XVIII wieku nie tylko fabryki, ale i sklepy w dużych miastach coraz częściej były otwarte do północy; ta tendencja już nigdy nie uległa zmianie. Rozwój wypadków przyspieszył około 1880 roku wraz pojawieniem się żarówki. Nagle wszędzie, gdzie się pojawiła, łatwo i za przystępną cenę można było pozbyć się ciemności[12].
Właściwie była to jedyna rzecz, która stała jeszcze na przeszkodzie rozwoju idealnego systemu gospodarczego - ten dziwny ludzki nawyk, żeby przez kilka godzin na dobę pozostawać bez przytomności[13].
[...]
Tytuł oryginału:
Slaap vatten. Hoe een slapeloze de nacht terugwon
Polish Language Translation Copyright ? 2023 by Linia sp. z o.o.
Copyright ? 2021 Bregje Hofstede and Das Mag Publishers
Published by arrangement with Cossee Publishers
Wydawca jest wdzięczny Holenderskiej
Fundacji dla Literatury (Nederlands Letterenfonds)
za finansowe wsparcie publikacji tej książki.
Redakcja:
Krzysztof Środa, Anita Widman-Drzewiecka
Korekta:
Anita Widman-Drzewiecka, Beata Wydrych
Ilustracja na okładce:
Agnieszka Kutylak-Hapanowicz
Opracowanie okładki:
Darek Pepłoński
Skład:
Anna Dąbrowska
Seria: Biała Plama
www.bialaplama.pl
Linia sp. z o.o.
www.wydawnictwolinia.pl
ISBN: 978-83-66667-33-4 (EPUB); 978-83-66667-33-4 (MOBI)
Konwersja publikacji do wersji elektronicznej