Bezpieka pogranicza. Historia zwiadu Wojsk Ochrony Pogranicza 1945-1990 - Lech Kowalski

Kup ebooka

34.99 zł
29.03 zł (29,33 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1. POWOJENNE GRANICE POLSKI

Granice państwowe, zwłaszcza jeśli mają charakter naturalny, tworzony przez rzeki, góry, mokradła, puszcze, wybrzeże morskie itp., z czasem - jak twierdzi prof. Władysław Markiewicz - ulegają mitologizacji. "Polega to na tym, że obszary pogranicza stopniowo obrastają w świadomości społecznej, w opowieściach, legendach, wierzeniach, w tak zwane "miejsca święte" [...]. Okolice te uchodzą za wyjątkowo piękne, niepowtarzalne w swym uroku po prostu dlatego, że są nasze. Jako takie właśnie urastają do rangi symbolu, stają się czynnikiem identyfikacji narodowej i regionalnej" - dodaje Markiewicz8. I taki stan rzeczy przewrócił do góry nogami sowiecki dyktator i satrapa, generalissimus Józef Stalin, który nie zważając na owe "miejsca święte", wspomniane rzeki, góry, mokradła, puszcze i wybrzeża morskie, postanowił narzucić Polsce takie granice, jakie uważał za stosowne. A sam zaanektował na potrzeby "kołchozowego imperium" przeszło 50 proc. kresowego terytorium Polski przedwojennej. Tak skwitował to poeta Zbigniew Herbert w wierszu Pan Cogito - powrót: "zaorane pola, mordercze wieże strzelnicze, gęste zarośla drutu". Polska powojenna przypominała oblężoną twierdzę, którą komuniści obudowywali zasiekami z drutu kolczastego, bo bali się powiewu wolności z Zachodu oraz prawdy o sobie9.

Kiedy z mocy stalinowskiej konstytucji z 22 lipca 1952 roku zaczęto używać terminu "Polska Rzeczpospolita Ludowa" (PRL), to zbudowany z drutu kolczastego płot graniczny miał już długość ponad 2000 km, wzdłuż niego usytuowano 1300 wież strażniczych, i pas zagrabionej ziemi mierzący ponad 3000 km. Gdzieś na tej przestrzeni trwał na pozycjach operacyjnych liczący 30 tys. ludzi kontyngent Wojsk Ochrony Pogranicza, a w jego ramach bezwzględna bezpieka wojskowa zwana zwiadem WOP. Najszczelniejszą barierę stworzono na liczącej 460 km granicy zachodniej, gdzie ustawiono 470 km płotu z drutu kolczastego i 316 wież strażniczych, przeciętnie co 1450 m. Od 1948 roku zaczęto montować na tej granicy też rakiety sygnalizacyjne, które wykrywały intruzów i alarmowały o tym wopistów. W 1955 roku liczba tego typu pułapek przekraczała 13,5 tys. sztuk. I wcale nie chodziło tu o ochronę granicy przed zagrożeniami zewnętrznymi, lecz raczej o izolację własnych obywateli, o odgrodzenia ich od wpływów z zewnątrz, by skuteczniej ich zniewolić. Im mniej "masy proletariackie" wiedziały o tym, w jakim systemie przyszło im żyć, tym łatwiej było rządzącym komunistom nad nimi zapanować. Rozwiązanie to zostało wcześniej przetestowane w Kraju Rad, w którym polscy komuniści pobierali nauki, i to na długo przed zainfekowaniem Polski systemem bolszewickim. Dlatego też przez cały PRL komuniści tworzyli najróżniejsze przeszkody i zapory prawno-ustrojowe ograniczające wyjazdy Polaków, bo to pozwalało im na pełniejszą kontrolę nad społeczeństwem. Obywatele, którzy nie godzili się z takim stanem rzeczy, podejmowali decyzje o wydostaniu się z Polski nielegalnie. W niniejszej pracy poświęcimy im dużo miejsca10.

Wracając do korzeni systemu komunistycznego w Polsce - Polacy nie byli naiwni i bardzo szybko się zorientowali, co ich czeka z rąk wschodnioazjatyckich "wyzwolicieli". Wielomilionową Armię Czerwoną, prymitywnych sołdatów i gwałcicieli, która wtargnęła w granice Polski, oraz zbrodnicze dywizje NKWD, które za nią nadciągnęły, by terroryzować kraj i zwalczać polskie podziemie antykomunistyczne, czy też sowiecki kontrwywiad wojskowy Smiersz, który rekrutował się ze zwyrodnialców i morderców, pacyfikujących szeregi "wojska ludowego", i nie tylko, bo zwalczał również polskie podziemie niepodległościowe - większość Polaków zdefiniowała jako uosobienie wszelkich patologii ustroju bolszewickiego i nie chciała mieć z nimi nic do czynienia. Wiedza o zwyrodnialstwie i destrukcyjnej sile Sowietów nie była zresztą dla Polaków nowa. Już bowiem poległy w powstaniu warszawskim młody poeta Józef Szczepański w pierwszych słowach niepublikowanego w czasach PRL wiersza Czerwona zaraza pisał: "Czekamy na ciebie, czerwona zarazo, / byś wybawiła nas od czarnej śmierci. / Byś nam kraj, rozdarłwszy na ćwierci, / była zbawieniem, witanym z odrazą [...]. / Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły / Nowa się Polska - zwycięska narodzi. / I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić, / czerwony władco rozbestwionej siły". "Bracia Moskale" wiedzieli, co czynili, zniewalając Polskę. Zabrali nam wolność i próbowali ukraść duszę, co nie do końca im się udało. Reszty dzieła zniszczenia Polski podjęli się rodzimi komuniści11.

By zrozumieć sytuację, w jakiej powstawała powojenna Polska i jej formacje, należy poznać międzynarodowy kontekst. Czas się zatem przenieść na salony. Na konferencji w Teheranie (28 listopada - 1 grudnia 1943), w której uczestniczyli Józef Stalin, Winston Churchill i Franklin Delano Roosevelt, sowiecki satrapa wytargował więcej terytoriów, niż zdołał ugrać, zawierając układ z Adolfem Hitlerem 23 sierpnia 1939 roku (do historii ów dokument przeszedł jako pakt Ribbentrop-Mołotow). Po niemieckim ataku na Polskę 1 września 1939 roku i sowieckim 17 września zagrabione ziemie polskie zostały podzielone porozumieniem granicznym z 28 września 1939 roku. To wówczas Stalin tak się rozsmakował w polskich ziemiach kresowych, że nie zamierzał już nigdy zwrócić ich Polsce, co potwierdził zresztą na konferencji w Teheranie. Zniedołężniały i schorowany prezydent Stanów Zjednoczonych oraz mało liczący się w tej triadzie premier Wielkiej Brytanii musieli na to przystać, zatajając tę zdradę przed światem, a zwłaszcza przed sojuszniczą Polską. Przejęte terytoria polskie Stalin nazwał Zachodnią Białorusią i Zachodnią Ukrainą i wcielił do imperium bolszewickiego. Wprawdzie po wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej 22 czerwca 1941 roku Sowieci stracili te ziemie na rzecz Niemiec, ale nigdy nie wyzbyli się myśli, że je odzyskają. Stalin nie spuszczał oka z tych terytoriów, o czym świadczy to, że w latach 1941-1945 wysłano pod nadzorem NKWD na te obszary w sumie 212 oddziałów, 7316 agentów i radiotelegrafistów, którzy zapoczątkowali potężny ruch partyzancki. Mieli oni działać za linią wojsk niemieckich, podejmując akcje dywersyjne, ale w istocie zostali ukierunkowani na zwalczanie m.in. polskiego kresowego podziemia zbrojnego. Z czasem walka z Niemcami zeszła na drugi plan. Sowieci wysłali na te obszary łącznie 2222 operacyjnych grup bojowych, które z pomocą miejscowych kolaborantów zdążyły częściowo się rozprawić z polskim podziemiem niepodległościowym, zanim na te tereny wkroczyła Armia Czerwona. Nie da się więc ukryć, że Stalin miał te sprawy od dawna głęboko przemyślane12.

Po Teheranie politycy z pierwszych stron gazet coraz częściej napomykali, że wschodnia granica Polski powojennej powinna się oprzeć na linii Curzona, która z małymi korektami odzwierciedla obecną wschodnią granicę państwa. Jednocześnie obiecano Polsce przesunięcie jej terytorium na zachód kosztem pokonanych Niemiec. Na kolejnej konferencji międzynarodowej, która odbyła się w Jałcie w dniach 4-11 lutego 1945 roku - kiedy armia sowiecka trwała w boju nad Odrą, a do Berlina było około 60 km - obdarowano Stalina granicami, które wytargował w Teheranie. Ponownie przejął polskie ziemie kresowe, i to na swoich warunkach. Polska nie miała w tej sprawie wiele do powiedzenia13. A tak na marginesie, Stalin w Jałcie - jak napisał prof. Tadeusz Wolsza - drwił z Franklina D. Roosevelta i Winstona Churchilla. Nagminnie ich oszukiwał i wprowadzał w błąd14. Z kolei wybitny sowietolog Aleksander Bergman odnotował: "Chwilami [Stalin] dawał przywódcom anglosaskim zasłużoną nauczkę. [...] Stalin nie musiał być geniuszem, aby w tej sytuacji osiągnąć w praktyce wszystko, co chciał. Z każdej jego wypowiedzi biła pewność siebie, wiedział, że może sobie pozwolić na wszystko. Najbardziej bezczelne słowa pozostawały przecież bez odpowiedzi: jawne kpiny z partnerów przełykane były przez nich bez grymasu"15. I jeszcze raz prof. Wolsza: "Stalin w kontaktach z politykami zachodnimi uchylał się ponadto od wszelkiej poufałości, choć powszechnie było doskonale wiadomo, że lubił przyjęcia i alkohol [...]. Wymownym też milczeniem zbył określenie prezydenta USA na swój temat: "Wujek Józio" (Uncel Joe)". W taki sposób Polska została w Jałcie przehandlowana. Wspomniani zaś dwaj stetryczali przywódcy anglosascy okazali się naiwni, co podkreślił Bergman: "Mocarstwa zachodnie przyjmowały tezę sowiecką w sprawach konkretnych, oddawały Rosji terytoria, ściśle określone uprawnienia i przywileje, podczas gdy w zamian Rosja udzielała gołosłownych i w gruncie rzeczy niewiążących przyrzeczeń, do których dotrzymania nie mogła być zmuszona". Tymczasem Roosevelta i Churchilla uznaje się do dziś za wybitnych przywódców państwowych16. Stalin umiał wykorzystać naiwność przywódców Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, miał asy w rękawie i umiejętnie się nimi posługiwał, podczas gdy przywódcy państw zachodnich nie przykładali się do tej gry. Uważali, że Stalin potrzebował sojuszników w równym stopniu co oni, prawda jednak była inna, alianci zachodni byliby w stanie w tamtym okresie wygrać wojnę bez sowieckiej pomocy. W 1945 roku Niemcy stawiali bowiem zaciekły opór zbrojny, gdyż wiedzieli, co ich czeka ze strony zdziczałej Armii Czerwonej, wobec wojsk państw zachodnich ten opór bywał słabszy, pojawiała się też nadzieja na zaprzestanie działań militarnych. Tymczasem stojący wówczas nad grobem Roosevelt w ogóle nie brał takiego rozwiązania pod uwagę. W jego koncepcji to wojska Stalina miały zdobyć Berlin, po czym jak najszybciej trafić do Azji, by wesprzeć wojska amerykańskie w walce z Japonią. I to było zadanie priorytetowe dla Stanów Zjednoczonych, Polska w tych kalkulacjach zupełnie się nie liczyła.

Kolejna konferencja Wielkiej Trójki odbyła się w Poczdamie w dniach od 17 lipca do 2 sierpnia 1945 roku i była jeszcze większą farsą dyplomatyczną. Stany Zjednoczone reprezentował na niej Harry Truman, który zastąpił zmarłego 12 kwietnia Roosevelta. Udział Churchilla też był ograniczony, bo przegrał z Clementem Attlee wybory w Wielkiej Brytanii, opuścił Poczdam 26 lipca i więcej nie powrócił. W tym nowym układzie Stalin rządził niepodzielnie, początkujący przy poczdamskim stole Truman i Attlee pozwolili sowieckiemu przywódcy na zajęcie terytorium Polski. Nie da się ukryć, że obecny kształt polskich granic niemal w każdej konfiguracji (wschodniej i zachodniej) został ustalony osobiście przez sowieckiego dyktatora. Nie inaczej było z dostępem do Bałtyku oraz z granicą południową. Sowieci stali się faktycznymi władcami Europy Środkowo-Wschodniej i przystąpili do obsadzania rządów swoimi komunistycznymi marionetkami w państwach w takich jak Polska17.

Po wojnie - jak pisał Robert Service w książce Towarzysze: "Kult Stalina stawał się coraz bardziej ekstrawagancki. Przywódca stawał się bogiem i najwyższym kapłanem jednocześnie, współobywatelom podsuwano setki milionów egzemplarzy jego książek i portretów. Nie rozważał już dłużej sposobów na poprawienie funkcjonowania istniejących instytucji, lecz stał się komunistycznym konserwatystą. Powierzył większą część władzy organom rządowym. Partia nadzorowała ideologię i dobierała kadry, nie wolno jej było się wtrącać do innych spraw. Wszelkie pomysły, by armia, świeżo po triumfie nad Wehrmachtem mogła zyskać jakąkolwiek autonomię, zostały zduszone w zarodku [...]. Jednostki wywiadu działały wszędzie (wywiadu i kontrwywiadu). Ich dowódcy często się zmieniali. Stalin nie dopuszczał, by jakikolwiek szef policji czuł się bezpieczny na swoim stanowisku: istniało nieustające zapotrzebowanie na lojalne, skrupulatne wykonywanie obowiązków pod czujnym okiem pierwszego sekretarza. Urzędy działały w szczególnych warunkach podwyższonej gotowości"18. I taki właśnie wzorzec ustrojowy został wszczepiony Polsce na długie dekady istnienia komunistycznego PRL, z czym nie możemy się uporać do czasów obecnych.

Aby nie mieć złudzeń, o jaką powojenną Polskę chodziło Moskwie, warto się odwołać do specjalnego memorandum z 1943 roku autorstwa ambasadora ZSRS w Wielkiej Brytanii Iwana Majskiego, który o przyszłej Polsce napisał: "Celem ZSRS powinno być stworzenie niepodległej i zdolnej do samodzielnego istnienia Polski, nie jesteśmy jednak zainteresowani powstaniem Polski zbyt wielkiej i nazbyt silnej [...]. Należy ostrożnie tworzyć powojenną Polskę na możliwie najmniejszym terytorium, surowo przestrzegając zasady granic etnograficznych. Konkretnie - wschodnia granica Polski powinna biec wzdłuż granicy 1941 roku lub w jej pobliżu (na przykład wzdłuż linii Curzona), przy czym Lwów i Wilno w każdym wypadku powinny pozostać w granicach ZSRS"19. Tak też się stało, co potwierdziły konferencje w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. Przy okazji warto odnotować, że terytorium ZSRS rozszerzyło się na zachód poza granice byłego imperium carskiego i objęło tereny, które nigdy wcześniej nie były we władaniu carów. Zdołał je zagarnąć dopiero "car bolszewicki"20.

Powojenna Polska, rządzona przez komunistóww pełni uzależnionych od towarzyszy sowieckich, została ograniczona do obszaru liczącego 312,5 tys. km kw., co oznaczało, że była mniejsza o 77,2 tys. km kw. w stosunku do obszaru z 1938 roku, kiedy do państwa polskiego przyłączono Śląsk Zaolziański. Wówczas nasz kraj liczył 389,7 tys. km kw. Po wojnie zmieniły się granice państwa, które uległy skróceniu z 5229 km w 1938 roku do 3566 km w 1947 roku. W 1938 roku granica z Niemcami wynosiła 1912 km (czyli 34,5 proc. całej długości granic), a w 1948 roku jedynie 456 km (niemal 4,5-krotnie mniej). I z wyjątkiem niewielkiego odcinka na północy została oparta na naturalnych elementach geograficznych - rzekach Odrze i Nysie Łużyckiej. Podobnie było z granicą ze Związkiem Sowieckim - została skrócona z 1412 km do początkowo 1321 km, a ostatecznie do 1244 km. Uległa natomiast wydłużeniu granica z Czechosłowacją - z 984 km do 1292 km. W przeważającej mierze przebiegała ona naturalnymi szczytami łańcuchów górskich Karpat i Sudetów, a na niektórych odcinkach wyznaczały ją potoki i rzeki (Poprad, Dunajec, Opawa). W ramach regulacji granicznych Polska utraciła też granicę z Rumunią. Sowieci zrobili tu swoje. Na Bałtyku natomiast zyskaliśmy, bo przedwojenna granica wynosiła 140 km, powojenna wydłużyła się do 581 km. Tracąc przeszło 77 tys. km kw. z terytorium Drugiej Rzeczypospolitej, Polsce ubyło 11 mln obywateli. Nasze państwo po wojnie - urządzane na wzór i podobieństwo cywilizacyjne proletariuszy sowieckich - zostało uznane na forum międzynarodowym jeszcze w 1945 roku. Inaczej potoczyły się sprawy z nowo wytyczonymi granicami, spory o nie trwały latami i nie obeszło się bez nacisków Moskwy.

Powojenne granice nie podobały się ani Polakom, ani Niemcom (zarówno tym z NRD, jak i z RFN), ani Czechom i Słowakom. Na granicy z NRD kwestią sporną pozostawała linia na Odrze, jej inne rozumienie przez Polaków i Niemców tłumaczono odmiennością przepisów prawnych tych państw. A to była nieprawda! Niemcy z NRD nie chcieli odstąpić Polakom nawet najmniejszego kawałka strefy granicznej przebiegającego nurtem Odry. Zachowywali się bezwzględnie, jak spadkobiercy Trzeciej Rzeszy. Ale co tu się dziwić, to byli ci sami Niemcy, tyle że ci wschodni chwilowo byli trzymani na krótkiej smyczy przez "braci Moskali". Nie mogli więc zbyt dużo wskórać, ale próbowali. Problemy graniczne ponownie odżyły w 1989 roku, okazało się wówczas, że podpisana w Berlinie w lutym 1952 roku umowa graniczna pomiędzy oboma krajami nie rozwiązała konfliktu. Po drugiej wojnie światowej tłumieniem napięć wywołanych niezadowoleniem z ustalonych granic zajmowała się Moskwa. To pod naciskiem Kremla podpisano 7 grudnia 1970 roku układ o normalizacji wzajemnych stosunków Polski z Republiką Federalną Niemiec, która przy okazji uznała linię Odra-Nysa Łużycka za granicę zachodnią naszego kraju. Te przepychanki ukazały jak na dłoni, że społeczeństwo polskie nie miało praktycznie żadnego wpływu na kształt granic powojennej Polski. O ile inaczej było w 1918 roku, gdy po 123 latach zaborów sami wyrąbywaliśmy sobie kształt polskich granic państwowych i gwarantowaliśmy pełną suwerenność państwową21.

Analizując sytuację na wschodniej granicy Polski, nie sposób nie dostrzec licznych anomalii występujących na tym pograniczu - od razu rzuca się w oczy brak dostosowania linii granicznej do lokalnych struktur etnicznych, dawnych więzi gospodarczych, nie wspominając o uwarunkowaniach historycznych. Sowieci nie zważali na takie niuanse, z obszarami pogranicza obchodzili się bezceremonialnie. W praktyce oznaczało to, że zostały pozrywane liczne węzły kolejowe, dojazdy drogowe, jak chociażby połączenie Przemyśla z Zagórzem - tylko dlatego, że Chyrów i Dobromil znalazły się po stronie wschodniej. Wiele dróg prowadziło teraz donikąd. Podobnie stało się z Puszczą Romincką i Puszczą Białowieską, które podzielono i wyznaczono w nich pasy przygraniczne. Nie inaczej było z Kanałem Mazurskim i Mierzeją Wiślaną, z tą ostatnią mamy zresztą problemy do dziś. Rosja blokuje Polskę, wykorzystując mierzeję do upokarzania naszego kraju. Rozgraniczenie wód terytorialnych w Zatoce Gdańskiej pomiędzy Sowietami a PRL uregulowano dopiero w 1958 roku. A rozgraniczenia szelfu kontynentalnego w tej samej zatoce i w południowo-wschodniej części Morza Bałtyckiego dokonano zaś dopiero w 1969 roku. To Sowieci rozdawali tu karty, a strona polska tak naprawdę tylko statystowała i choć polscy komuniści próbowali coś wytargować, były to wysiłki bezskuteczne22.

Nietrudno sobie wyobrazić, jaki chaos migracyjny wywołały regulacje granic. Nie tylko zresztą w Polsce, podobnie było w całej Europie Środkowo-Wschodniej, spacyfikowanej przez zbrojne hordy stalinowskie. Wszędzie panował niewyobrażalny rozgardiasz i bezprawie. Armia Czerwona niewiele miała wspólnego z regularnymi i zdyscyplinowanymi siłami zbrojnymi, za to sporo z bezwzględną, mongolską tradycją podbojów, sięgającą czasów Czyngis-chana. Sowieckiego wojska zawsze należało się obawiać, w relacjach z miejscową ludnością było nieobliczalne. Jak pisze Anne Applebaum: "Lata 1945, 1946 i 1947 to okres uchodźców: Niemcy uciekali na zachód, Polacy i Czesi wędrowali na wschód z obozów koncentracyjnych i obozów pracy przymusowej w Niemczech, deportowani wydostawali się ze Związku Radzieckiego, żołnierze różnych armii przemieszczali się z różnych teatrów wojny, uchodźcy wracali z wygnania w Wielkiej Brytanii, Francji lub Maroka. Niektórzy z nich pojawiali się w domu, a stwierdziwszy, że dom nie jest już tym, czym był, ruszali znów w drogę"23. Nie do końca radzono sobie również z przesiedleniami Niemców ze wschodnich terenów przylegających do Odry i z innych obszarów Polski. Sowieci próbowali rozgrywać stronę polską, wykorzystując byłych obywateli Trzeciej Rzeszy. Komendanci Armii Czerwonej w wielu miejscowościach pozyskanych przez Polskę stawiali na samorządy niemieckie, gdyż łatwiej było im rozkradać majątek, który został przydzielony naszemu państwu. To zjawisko było wręcz nagminne. Polacy, którzy się pojawiali na tych terenach, często byli przez Sowietów zniechęcani do osiedlania się.

W wyniku zawieruchy wojennej i regulacji granicznych w latach 1939-1950 miejsce zamieszkania zmienił co czwarty obywatel Polski. Okoliczności te w niewyobrażalny sposób odcisnęły piętno na naszym narodzie - miliony wyrywano z korzeniami z ich ojcowizny. W innych państwach bloku wschodniego było podobnie. Jak pisał Snyder: "Ponad 15 mln ludzi w Europie Wschodniej - Niemców, Polaków Ukraińców, a także mniejsze liczby Węgrów i Słowaków - zostało zaraz po wojnie przymusowo przesiedlonych w odległe miejsca. Deportacje zatwierdzane, a często inspirowane przez Stalina, nacechowane były bezprawiem i bardzo mocnym poleganiem na przymusie państwowym"24. Ledwie skończyła się wojna, a już rozpoczynał się kolejny koszmar.

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy przesiedleniach niemieckich. "Ani jeden Niemiec nie powinien zostać na polskiej ziemi [...], wyrzucić ich musimy, bo wszystkie kraje buduje się na zasadach narodowych [...], nie chcemy wśród Polaków ani jednego Niemca"25. Problem ten łączył wszystkie siły polityczne w Polsce, a cytaty jak ten powyżej było można spotkać w prasie nie tylko związanej z komunistami, lecz także w prasie opozycyjnej związanej z Polskim Stronnictwem Ludowym (PSL) - kierującym wzrok na polski rząd w Londynie. Niemcy, którzy w 1948 roku wciąż mieszkali w Polsce, a ostatecznie wyemigrowali do RFN lub NRD, byli zróżnicowani - dzielił ich status prawny, tożsamość narodowa oraz wola wyjazdu. Z Niemców zamieszkujących ziemie zachodnie deportacji uniknęło ponad milion osób, które uznano za polską ludność rodzimą. Druga z grup, liczona w dziesiątkach tysięcy, uniknęła wysiedlenia, gdyż w jej szeregach byli pracownicy niezbędni w różnych zakładach (górnicy, robotnicy rolni). Pozostali także więźniowie i jeńcy wojenni oraz folksdojcze, wobec których nie zapadła ostateczna decyzja, czy utracą obywatelstwo, czy zostaną zrehabilitowani. Uważano również za Niemców mieszkańców polsko-niemieckiego pogranicza etnicznego, którym bliżej było do Niemców niż do Polaków. Kto jest kim i kim chciałby być? Oto było pytanie, na które odpowiedzi szukały też czasem placówki Wojsk Ochrony Pogranicza. W każdym razie - niektórzy przypominali sobie, że są Niemcami po czasie, inni nie mieli wątpliwości i od razu to zgłaszali. Nikt w Polsce na siłę ich nie trzymał i w latach 1949-1989, a więc poza główną falą emigracyjną z okresu 1945-1948, do RFN i NRD wyemigrowało prawie 1,2 mln ludzi26.

W granicznym rozgardiaszu w Polsce nie sposób było przeoczyć polskojęzycznych pomocników Sowietów, których instalowano w strukturach nowej władzy i w resortach siłowych. Odegrali oni - obok imitujących Wojsko Polskie janczarów Stalina oraz Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego - kluczową rolę w spacyfikowaniu narodu. "Odziani w polskie rogatywki - na których zaczepiono kawałek blachy, wycięty w kształt Białego Orła"27 - tak postrzegał przedwojenny oficer płk Ignacy Matuszewski tych, których przywiódł w granice Polski ze wschodu stalinowski agent gen. Zygmunt Berling. Polakom wmawiano, że to ich armia, podczas gdy prawdziwe wojsko polskie walczyło w strukturach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Komuniści, wspierając się na bagnetach wojsk Berlinga oraz sowieckich, od razu przystąpili do urządzania Polski na wzór Kraju Rad. Wraz z sowieckimi służbami specjalnymi spod znaku NKWD i Smiersza oraz urzędami bezpieczeństwa i wspomnianym KBW siły te przystąpiły do bezwzględnej rozprawy z wszystkimi obywatelami, którzy nie akceptowali wizji Polski komunistycznej. "Ta lewicowa alternatywa rozwiązania kwestii polskiej - jak stwierdził prof. Wojciech Materski - szykowana była w Moskwie od przełomu 1942 i 1943. Wówczas to zaczęło narastać przekonanie, iż Armia Czerwona ma szanse jako pierwsza wkroczyć do Europy Środkowej i podyktować warunki co do jej przyszłości [...]. Rozpoczęto szeroko zakrojone działania, zmierzające do tworzenia komunistom Polski, Czechosłowacji i Jugosławii podstaw do sięgnięcia po wojnie po władzę w celu stworzenia wzdłuż granic zachodnich (północno-zachodnich, południowo-zachodnich) pasa państw znajdujących się pod ścisłą kontrolą Moskwy"28.

I tak też się stało. A mogło być jeszcze inaczej, gdyż jak wynika z ustaleń prof. Krzysztofa Jasiewicza: "Szykując się do ataku na Hitlera, Stalin już w 1941 r. zamierzał powołać do życia polską dywizję Armii Czerwonej"29. Taka decyzja została podjęta 4 czerwca 1941 roku przez Biuro Polityczne WKP(b). "Polska dywizja" miała liczyć 10298 osób i powstać "z kadry narodowości polskiej i znającej język polski"30.

U schyłku sowieckiego "oswobadzania" Polski nastał czas pospiesznego zabezpieczania nowych granic państwowych, a zwłaszcza tworzenia systemu uniemożliwiającego ich naruszenie. Granicę wschodnią obsadzili na Bugu pogranicznicy Związku Sowieckiego, którzy równolegle zabezpieczali południowo-wschodni odcinek granicy polsko-czechosłowackiej. Pośpiech i sowiecka wyłączność na tych obszarach wzięły się stąd, że nie brakowało chętnych do ucieczki z imperium sowieckiego. Dużym problemem były także granice, poprzez które wiodła droga do wolnego świata, czyli zachodnia i południowa, oraz granica morska, przez którą Polacy uciekali z kraju najczęściej. By opanować sytuację, sowieccy decydenci dążyli więc do niezwłocznego zabezpieczenia granic jednostkami wojskowymi oraz służbami specjalnymi, które miały uniemożliwić samowolne przemieszczanie się ludzi, a jednocześnie przyspieszyć proces zasiedlenia i zagospodarowania nowych nabytków terytorialnych. W rejony przygraniczne skierowano w trybie niemal alarmowym komunistyczne formacje zbrojne z 1 oraz 2 Armii Wojska Polskiego (w tym czasie formacje Wojsk Ochrony Pogranicza jeszcze nie istniały). Oddziały te kontrolowały także osadnictwo Polaków wysiedlonych z przedwojennych Kresów Wschodnich.

Warto przy okazji wspomnieć, że milionom Kresowiaków władze zaczęły wpisywać w dowodach osobistych jako miejsce urodzenia "ZSRR". W ten sposób komuniści chcieli wyrwać z polskiej pamięci kulturowej coś, co każdemu Polakowi było drogie i cenne. Zabrali się do tego tak nieudolnie, że nie mogło się to skończyć sukcesem31.

Po wojnie jako pierwsza wróciła do kraju 2 Armia dowodzona przez gen. broni Karola Świerczewskiego, tego samego, który w szeregach wojsk bolszewickich nacierał na Polskę w 1920 roku i któremu zawsze było bliżej do Sowietów niż do Polaków. W trakcie wojny domowej w Hiszpanii (1936-1939) ściśle współpracował z NKWD i GRU, w imieniu których przeprowadzał czystki w szeregach ochotników międzynarodowych oraz pośród jeńców wojennych. W 1938 roku powrócił do Kraju Rad. Ten sowiecki generał, stale nadużywający alkoholu, omal nie doprowadził w bitwie z Niemcami pod Budziszynem (kwiecień 1945) do zagłady podległych mu wojsk. Gdy Niemcy dosłownie rozjechali 2 Armię na dwie części, w sztabie armii nie znalazł się nikt na tyle odważny, by ocucić generała i powiadomić go o katastrofie grożącej armii. Świerczewski został zapamiętany także jako kat polskich oficerów i żołnierzy, zwłaszcza tych ze stażem przedwojennym i rodowodem akowskim. Zapamiętano go też, jak zwykł chodzić w sztabie w samej bieliźnie i z pistoletem w dłoni. Osobowość i pijaństwo Świerczewskiego nie przeszkadzały jego przełożonym, powierzono mu bowiem Rozkazem nr 00264 z 17 maja 1945 roku obsadzenie wschodniego brzegu Odry i Bystrzycy. Do akcji tej Świerczewski miał skierować pięć podległych mu dywizji piechoty (5, 7, 8, 10, 12). Dziesięć dni później, będąc prawdopodobnie w upojeniu alkoholowym, polecił dowódcom wymienionych dywizji obsadzić granicę wzdłuż Odry i Nysy Łużyckiej, od wybrzeża bałtyckiego (w rejonie Kamienia Pomorskiego) - kończąc na Łomnicy Sudeckiej. W walkach na Łużycach z winy Świerczewskiego w podległej mu armii życie straciło 4902 żołnierzy, 2798 zaginęło, a 10 532 zostało rannych. Niemcy pozbawili go więc 20 proc. ogólnego stanu armii, co oznaczało, że stracił co piątego żołnierza. Świerczewski utracił także 57 proc. posiadanych na stanie armii czołgów i dział pancernych oraz ponad 20 proc. artylerii32.

Kiedy zabezpieczono granicę zachodnią, przystąpiono do organizowania ochrony granicy południowej. Najwcześniej, bo pod koniec maja 1945 roku, obsadziła granicę południową 10 Dywizja Piechoty. Wojska tej jednostki przejęły odcinek zachodni granicy od tzw. worka żytawskiego po Kotlinę Kłodzką. Wkrótce (12 czerwca) w rejonie tej granicy pojawił się też 1 Korpus Pancerny, którego wojska przejęły odcinek pomiędzy Prudnikiem a Cieszynem. W tym samym czasie do akcji wkroczył 10 Pułk Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, przejmując odcinek granicy od Cieszyna do Jabłonki (pow. Nowy Targ). Powyższe przejęcia graniczne zostały unormowane Rozkazem nr 00333, który wydał naczelny wódz marsz. Michał Rola-Żymierski33. Z czasem w pasie granicy południowej pojawiły się również jednostki 8 Dywizji Piechoty. Obsadzanie granicy południowej zakończono w czerwcu 1945 roku.

Jednostki wojskowe 8 DP zabezpieczały także odcinek południowo-wschodni, na którym wcześniej rządzili sowieccy pogranicznicy, czyhający na działające w tych okolicach oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). W rejonie odpowiedzialności operacyjnej 8 Dywizji Piechoty znalazły się więc m.in.: Jabłonka, Jawornik, Tylicz, Nowy Targ, Czertyżne, Jasło, Użok, Nowy Sącz, Sanok. Nie oznaczało to, że na tym zakończono rotowanie wojsk na południowej rubieży Polski. Wkrótce wspomniane dywizje 2 Armii zostały zluzowane, a straż na granicach przejęły dywizje 1 Armii WP (2, 6, 8, 10) pod dowództwem sowieckiego generała broni Stanisława Popławskiego, cierpiącego na tę samą przypadłość co Świerczewski. Od Świerczewskiego i Żymierskiego różniło go jednak to, że był dobrze oceniany na zajmowanych stanowiskach: dowódcy pułku, szefa sztabu dywizji, dowódcy dywizji czy dowódcy korpusu. W szeregach polskich formacji zbrojnych Stalina Popławski pojawił się we wrześniu 1944 roku34.

W pierwszym okresie powojennym zachodnią granicę ochraniały więc jednostki 2 Armii WP pod dowództwem gen. Świerczewskiego, a południową jednostki 1 Armii WP dowodzone przez gen. Popławskiego. Ówcześnie żadna z tych armii nie posiadała jednostek wojskowych wyspecjalizowanych w ochronie granic państwowych. Postawiono więc na improwizację35.

Podział graniczny pomiędzy Polską a Czechosłowacją był obciążony sporym błędem. Bywało bowiem, że grunty orne obywateli jednego państwa znalazły się na terytorium drugiego, co wymagało częstego przekraczania granicy. Aby uregulować tę sytuację, zaadaptowano na potrzeby owego "małego ruchu granicznego" przepisy przedwojennej konwencji polsko-czechosłowackiej z 30 maja 1925 roku oraz rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych z 27 czerwca 1927 roku. Nowa powojenna granica południowa tętniła życiem jeszcze z innego powodu - to tędy przejeżdżały liczne transporty repatriantów z amerykańskiej strefy okupacyjnej i z innych państw Europy Południowej. Na tym kierunku przemieszczali się także różni przestępcy wojenni (gestapowcy, esesmani, nacjonaliści ukraińscy, słowaccy i rumuńscy), jak również pospolici spekulanci i przemytnicy. Z południowych szlaków korzystało także polskie zbrojne podziemie antykomunistyczne, m.in. kurierzy podtrzymujący łączność z rządem w Londynie, wkrótce nieuznawanym na arenie międzynarodowej. Tymczasem ciągle jeszcze coś korygowano na tej granicy. Przede wszystkim strony graniczne wydzierały sobie wzajemnie skrawki terenu, niekiedy dosłownie pasemka gruntu, i wzajemnie się oskarżały o to, kto rozpoczął pierwszy szarpaninę terytorialną. Wkrótce powrócimy do tej tematyki36.

Na moment skierujmy jeszcze wzrok na granicę wschodnią. Choć początkowo Sowieci przejęli ciężar jej ochrony, sytuacja na niej niezwykle się skomplikowała. Głównym powodem było silne oddziaływanie polskiego i ukraińskiego podziemia zbrojnego, problem stanowiły także wracające z zachodu wojska sowieckie. Trudno opisać, co po drodze wyczyniali żołnierze frontowi Kraju Rad w nowych granicach Polski. Można byłoby to przyrównać do czasów pustoszenia Imperium Rzymskiego przez hordy Wandali albo Hunów. Próbując temu zaradzić, marsz. Żymierski polecił generałom Popławskiemu i Świerczewskiemu wyłączenie ze składów podległych im armii dywizji piechoty (1, 3 i 9) i przerzucenie ich na wschodnie pogranicze, by choć częściowo opanować sytuację w tym regionie. 1 Dywizja Piechoty przegrupowała się w rejon Siedlec, 3 DP trafiła do Lublina, a 9 DP do Rzeszowa. Ponadto decyzją dowódcy wojsk pancernych i zmotoryzowanych WP dwie z wymienionych dywizji otrzymały wsparcie: 1 DP przydzielono 1 Warszawską Brygadę Pancerną, a 3 DP Samodzielny Batalion Zwiadowczy. Okazało się jednak, że to niewystarczające siły, by zapanować nad Armią Sowiecką, bo Sowieci mieli za nic polskie formacje wojskowe. W tym samym czasie jednostki wojska ludowego, wspierane przez wielotysięczne sowieckie służby specjalne (NKWD i Smiersz), przystępowały do rozprawy z polskim zbrojnym podziemiem niepodległościowym oraz z opozycją polityczną, które były szczególnie aktywne w pasie pogranicza wschodniego. Rubieże te od wieków były tradycyjnie polskie i katolickie, komunistów tu nie tolerowano i odmawiano im prawa do reprezentowania ludności miejscowej. Jednocześnie jednostki wojskowe, które przybyły w te okolice, poczęły podejmować działania militarne wymierzone w Ukraińską Powstańczą Armię, ale to bardziej dotyczyło rejonu południowo-wschodniego. Do rozprawy generalnej z banderowcami było jednak jeszcze daleko. Podsumowując, to pogranicze stało w ogniu i nikt nad nim nie panował37.

W tym czasie na granicy północnej panoszyli się Sowieci, zajęci grabieżą dóbr poniemieckich i polskich dóbr przedwojennych na Pomorzu. W dzień rabowali i zabijali stawiających opór, a nocą gwałcili kobiety - Polki, Niemki, cudzoziemki oraz kobiety sowieckie powracające do ojczyzny z robót przymusowych czy obozów koncentracyjnych.

Przyznane Polsce tereny północne obejmowały przedwojenne polskie województwo pomorskie i tereny dawnej niemieckiej prowincji pomorskiej oraz Wolne Miasto Gdańsk z przyległym obszarem. Granica polsko-niemiecka na tym odcinku przebiegała od ujścia Warty wzdłuż linii Odry do Bałtyku, Szczecin i Świnoujście ostały się w Polsce. Środkowy odcinek tej granicy i północno-wschodni stanowił obszar wodny Bałtyku aż po styk z nową granicą polsko-sowiecką. Z chwilą stopniowego "oswobadzania" wybrzeża morskiego do zabezpieczenia granicy morskiej i portów zorganizowane zostały Rozkazem Komendanta Głównego MO nr 123 z 28 stycznia 1945 roku jednostki Morskiej Milicji Obywatelskiej. Sowieci nie liczyli się z nimi, przeganiali je, poniżali i upadlali. By temu zaradzić, Polacy już w czerwcu 1945 roku zaczęli osiedlać żołnierzy rezerwistów w powiatach przygranicznych (woliński, kamieński, gryfiński, chojeński). Problemem na tym obszarze było też szabrownictwo Polaków z głębi kraju, którzy przybywali tu tysiącami i pustoszyli te tereny. Kradziono mienie poniemieckie i wywożono je tam, gdzie szybko było można je spieniężyć. Tym procederem parały się polskie gangi ściśle współpracujące z sowieckimi władzami wojskowymi, zwłaszcza wyspecjalizowanymi w demontażu i grabieży38.

Trudno nie zauważyć, że skierowane do ochrony nowych granic państwowych wojska 1 i 2 Armii WP nie były jednostkami przygotowanymi do takich działań. Jak więc sobie radzono? Chroniąc przydzielone odcinki graniczne, wzorowano się na zasadach obowiązujących w obronie pułku na szerokim froncie. Wyglądało to tak, że każdy pluton wystawiał ze swojego składu najczęściej po dwie drużyny wzmocnione jednym lub dwoma ręcznymi karabinami maszynowymi (rkm). W praktyce każda z drużyn pełniła służbę na jednej placówce. Wysyłane w teren posterunki ruchome składały się zazwyczaj z 2-3 żołnierzy. W miejscach mniej widocznych wystawiano tzw. podsłuchy (brak bliższych danych, co to oznaczało). Dodatkowym zabezpieczeniem były dwu-, trzyosobowe patrole, pełniące funkcje kontrolne i łącznikowe między placówkami a dowódcą plutonu. Jednocześnie przez całą dobę kontrolowano drogi prowadzące do granicy i od granicy w głąb kraju. Każda kompania strzelecka pełniła służbę na granicy co 10 dni. Wszyscy, kadra i żołnierze, mieli świadomość, że było to rozwiązanie doraźne. Oficerowie i żołnierze frontowi nie czuli się najlepiej w tej roli, często też traktowali służbę na granicach niczym wakacje i wypoczynek po trudach frontowych, nie przykładając się do nowych obowiązków. Tymczasowość służby granicznej potęgował fakt, że na większości obszaru granicznego, który przejęły jednostki frontowe, nie istniał jeszcze żaden system administracyjny i prawny, zorganizowany przez komunistyczne władze państwowe. Sytuacja przypominała Dziki Zachód rodem z amerykańskich filmów kowbojskich. Nie funkcjonował m.in. system kontroli paszportowo-celnej osób i środków transportu przekraczającego granice Polski. Ten stan rzeczy był nie do utrzymania i komuniści zdawali sobie z tego sprawę. Na razie jednak nikt nie wiedział, jak miała wyglądać ochrona granic państwowych narzuconych Polsce przez Sowietów. To oni ustalali w początkowym okresie powojennym reguły gry na poszczególnych pograniczach39.

2. FORMOWANIE WOJSK OCHRONY POGRANICZA

Naczelny dowódca Wojska Polskiego Michał Rola-Żymierski 13 września 1945 roku rozkazem organizacyjnym nr 0245 powołał do życia Wojska Ochrony Pogranicza. To zawsze tak się odbywało, od kiedy komuniści przejęli władzę w Polsce - najpierw powoływali jakiś twór organizacyjny, a dopiero potem się zastanawiali, jaki kształt powinien on przybrać. Podobnie było i w tym wypadku. Wprawdzie Żymierski określił zadania WOP, jego skład i strukturę, a także instytucje odpowiedzialne za sprawny przebieg ich formowania, ale zabrakło pomysłu, jak tę ideę wcielić w życie. Było to działanie iście bolszewickie, oparte na improwizacji. Wspomniany rozkaz został poprzedzony niedatowanym dekretem o Wojskach Ochrony Pogranicza, podpisanym przez prezydenta Bolesława Bieruta, prezesa Rady Ministrów Edwarda Osóbkę-Morawskiego oraz ministra obrony narodowej marsz. Michała Rolę-Żymierskiego. W dekrecie czytamy: "Na podstawie ustawy z dnia 3.01.1945 r. o trybie wydawania dekretów z mocą ustawy (Dz.U. RP nr 1, poz. 1) Rada Ministrów postanawia, a Prezydium Krajowej Rady Narodowej zatwierdza, co następuje: Art. 1. Dla ochrony granic Rzeczypospolitej Polskiej, zabezpieczenia ich nietykalności i całości, zapewnienia bezpieczeństwa ruchu granicznego na czas pokoju powołuje się Wojsko Ochrony Pogranicza. Art. 2. Wojsko Ochrony Pogranicza jest integralną częścią składową Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej"40.

W pierwszej kolejności w dekrecie określono zakres działania WOP. Od tego momentu funkcjonariusze tej służby mieli zabezpieczać granicę, jak to ujęto: "pod względem politycznym i bezpieczeństwa publicznego, celnym i wojskowym". Warto zwrócić uwagę na kolejność ustanowionych powinności WOP, gdzie na pierwszym miejscu postawiono zadania polityczne i bezpieczniackie. Po ich zabezpieczeniu wopiści w kolejnych czynnościach mieli nie dopuszczać do przewożenia i przenoszenia towarów przez granice z pominięciem obowiązujących przepisów celnych, śledzić, demaskować i ścigać przekroczenia celno-skarbowe, a także strzec nienaruszalności znaków i urządzeń granicznych, a ponadto nie dopuszczać do nielegalnego ruchu towarowego i osobowego na wodach granicznych. W dalszej części wśród zadań WOP podkreślano potrzebę współdziałania z innymi służbami specjalnymi, mając na uwadze bezpieczeństwo publiczne, a te reprezentowały oddziały Urzędu Bezpieczeństwa oraz Milicja Obywatelska. Nie mogło w tym gronie zabraknąć organów Głównego Zarządu Informacji, a więc bezpieki wojskowej, z której z czasem wyłoniła się Wojskowa Służba Wewnętrzna, jak również wywiadu cywilnego i wojskowego, nie wspominając o agenturze, która z każdą kolejną dekadą będzie się rozrastała do monstrualnych rozmiarów. Ów światek służb specjalnych wkrótce wykreował niejedno wirtualne zagrożenie, wyciszył niejeden przekręt na granicy, w tym we własnych szeregach - i pilnie strzegł rodzimych interesów w obrębie pogranicza, a zwłaszcza w portach na Wybrzeżu i na terenie portu lotniczego na Okęciu w Warszawie. Służby te dbały także o całkowitą kontrolę granicy zachodniej i południowej, na których miały najwięcej pracy operacyjnej, bo przemyt towarów i ludzi był tam na porządku dziennym. Granicę wschodnią wopiści traktowali nieco po macoszemu, gdyż na niej główną rolę odgrywali Sowieci41.

Z cytowanego dekretu wynikało również, iż kompetencje wopistów nie ograniczały się tylko do pasa granicznego, w przypadku bowiem ścigania przestępstw celno-skarbowych byli upoważnieni do działania na terenie całego kraju. W takich okolicznościach ściśle współdziałali z innymi służbami specjalnymi i ich agenturą. Posiadali także prawo do użycia na służbie broni, zgodnie z Rozporządzeniem o użyciu broni przez organa służby bezpieczeństwa publicznego i ochrony granic (Dz.U. RP nr 27 z 1928 r., poz. 243). Oficerom i podoficerom zawodowym przyznawano specjalny dodatek graniczny w wysokości 40 proc. uposażenia miesięcznego, a szeregowym niezawodowym 100 proc. żołdu. Jednocześnie kadrze zawodowej zaliczano lata czynnej służby do wysługi emerytalnej w stosunku 16 miesięcy za 12 miesięcy, czyli za 1 rok służby mieli odnotowane 1,5 roku. Każdy wopista, który w trakcie pełnienia służby utracił całkowitą zdolność do pracy wskutek napaści, nieszczęśliwego wypadku lub innych dolegliwości, otrzymywał niezależnie od zaopatrzenia emerytalnego jednorazowe odszkodowanie w wysokości dwuletniego uposażenia.

Naczelną instytucją nowej formacji był Departament Wojsk Ochrony Pogranicza z siedzibą w Warszawie, który podporządkowano II wiceministrowi obrony narodowej, sowieckiemu generałowi Wsiewołodowi Strażewskiemu42. Departament liczył 48 etatów wojskowych i pięciu pracowników kontraktowych. W jego skład weszło pięć wydziałów: zwiadowczy (jego pierwszym szefem został mjr Włodzimierz Karpiński), operacyjno-liniowy, szkolenia bojowego, łączności i ewidencji personalnej. Departament nie był instytucją dowódczą, lecz jedynie nadzorująco-kontrolującą, częściowo też inspirującą - mimo to sprawował ścisłe kierownictwo nad służbami, m.in. zwiadem i pionem operacyjno-liniowym, odpowiedzialnymi bezpośrednio za ochronę granicy. Z kolei w terenie powołano przy poszczególnych dowództwach okręgów wojskowych sześć wydziałów służby pogranicza (z czasem nazywanymi wydziałami WOP). Miały zostać sformowane do 1 listopada 1945 roku. Każdy wydział składał się z sekcji: wywiadowczej (zwiadowczej), operacyjno-liniowej, szkolenia bojowego i granicznego, łączności, ewidencji osobowej, konfliktów granicznych oraz przejściowych punktów kontrolnych. Wydziały WOP były odpowiedzialne za zabezpieczenie i ochronę granic w obrębie danego okręgu wojskowego. Na czele każdego wydziału stał szef, który podlegał bezpośrednio dowódcy okręgu wojskowego, a w sprawach granicznych szefowi Departamentu WOP. Ta dwutorowa podległość mogła się przyczynić do powstawania konfliktów. Szczególnie interesująca nas sekcja zwiadowcza realizowała rozkazy i wytyczne spływające bezpośrednio z Departamentu WOP w zakresie prac wywiadowczych prowadzonych na pograniczu43.

Okręgowym wydziałom Wojsk Ochrony Pogranicza podlegały bezpośrednio formowane w tym samym czasie oddziały WOP, które funkcjonowały w obrębie każdego okręgu wojskowego. W sumie było ich 11. Na czele każdego oddziału stał szef, który miał trzech zastępców: do spraw politycznych, liniowych i zwiadu. W oddziałach tych szczególną rolę odgrywały sztaby kierowane przez szefów sztabu. Taki sztab składał się m.in. z sekcji operacyjnej, szkolenia, zwiadu, ewidencji, sekcji szyfrowej i informacji. Istotną rolę w tej strukturze odgrywały pododdziały przypisane do sztabu, w tym grupa manewrowa, składająca się z plutonu kawalerii, plutonu strzeleckiego, fizylierów, cekaemów oraz plutonu samochodowego oraz kompanii gospodarczej i łączności. I co niezwykle ważne - podstawową komórkę organizacyjną w systemie ochrony granic stanowiły strażnice WOP, podporządkowane bezpośrednio dowódcom komend odcinków. To one stanowiły w terenie pierwszą linię frontu na pograniczu. W skład każdej strażnicy wchodzili: komendant strażnicy, zastępca ds. zwiadu, zastępca ds. polityczno-wychowawczych, instruktor tresury psów służbowych, instruktor sanitarny oraz dwie drużyny strzeleckie (10 żołnierzy), drużyna fizylierów (11 żołnierzy), drużyna łączności (10 żołnierzy) i drużyna gospodarcza (10 żołnierzy). W sumie było to 46 żołnierzy. To oni bezpośrednio ochraniali granice, ściśle współdziałając z granicznymi placówkami kontrolnymi (GPK). To oni pierwsi podejmowali interwencje i narażali życie. Ich przełożeni przebywali daleko, jedni w stolicy, inni w dowództwach okręgów wojskowych, a to zawsze były duże aglomeracje miejskie.

Podsumowując i przedkładając opis struktury WOP na język mniej sformalizowany, rzecz sprowadzała się do tego, że powołana formacja składała się z Departamentu WOP z siedzibą w Warszawie oraz z sześciu terenowych wydziałów WOP zlokalizowanych przy poszczególnych dowództwach okręgowych. Poza tym liczyła 11 oddziałów WOP rozmieszczonych wzdłuż granicy państwowej, którym bezpośrednio podlegały 53 komendy odcinków granicznych, 248 strażnic i 51 przejściowych punktów kontrolnych (PPK). Według stanu na 1 grudnia 1945 roku Wojska Ochrony Pogranicza liczyły 28 476 osób (oficerów, chorążych, podoficerów i szeregowych). Należy też podkreślić, że etatowy skład osobowy struktur organizacyjnych WOP nie był jednolity, różnica wynikała z liczby komend w oddziale lub strażnic w komendzie odcinka44.

W dniu 29 września 1945 roku ukazał się Rozkaz organizacyjny nr 1 Departamentu Wojsk Ochrony Pogranicza, podpisany przez generałów Strażewskiego i Czerwińskiego (pierwszego szefa WOP, o czym szerzej wspomnimy poniżej), w którym dokonano podziału granic polskiego państwa komunistycznego na odcinki. Podział oparto na założeniu, że granice państwa mierzyły wówczas 3538 km, które zamierzano zabezpieczyć siłą 11 oddziałów WOP, 53 komend odcinków i 249 strażnic (stan na 1.12.1945). Z tej arytmetyki wynikało, że każdy oddział miał chronić 321,6 km granicy, komenda odcinka - 66,7 km, a strażnica 14,4 km odcinka granicznego. Przypomnijmy, że w tym samym czasie skład etatowy WOP liczył 28 476 żołnierzyi 23 pracowników kontraktowych. W dużej mierze była to przypadkowa zbieranina, niemająca wcześniej nic wspólnego z ochroną granic państwowych. Jednocześnie dowództwo Departamentu WOP oficjalnie przyznawało, że powojenna ochrona granicy państwowej była wzorowana na systemie wypracowanym przez przedwojenny Korpus Ochrony Pogranicza (KOP) oraz Wojsk Pogranicznych Związku Sowieckiego. Z czasem nikt z rodzimych komunistycznych pograniczników nie będzie się przyznawał do osiągnięć "kopistów" - jak o nich mawiano. Staną się wyklęci niczym żołnierze powojennego polskiego podziemia zbrojnego. Komuniści będą ich tępili na równi z innymi przedstawicielami służb specjalnych Drugiej Rzeczypospolitej.

Według rozkazu Departamentu WOP 11 terenowych oddziałów WOP miało być dyslokowanych w następujących miejscowościach: 1 oddział w Żaganiu, 2 w Rzepinie, 3 w Stargardzie, 4 w Gdańsku, 5 w Węgorzewie, 6 w Sokółce, 7 we Wrocławiu, 8 w Przemyślu, 9 w Nowym Sączu, 10 w Koźlu i 11 w Bolkowicach45.

Czas poznać pierwszego szefa Wojsk Ochrony Pogranicza, którym został sowiecki pułkownik Gwidon Czerwiński46. To on zdecydował, że w pierwszym okresie powojennego naboru do służby w Departamencie WOP kierowano głównie wychowanków wojska ludowego oraz byłych oficerów Korpusu Ochrony Pogranicza i Straży Granicznej. Jednostki wojskowe oddawały do dyspozycji Departamentu WOP przeważnie tych oficerów i podoficerów, których chciały się pozbyć. Wielu kandydatów na wopistów przybywało do miejsca służby w stanie upojenia alkoholowego albo po prostu odmawiało służby na granicy. Zwłaszcza że w tym czasie były to miejsca bardzo niebezpiecznie, o zagrożeniach czyhających na granicach krążyły wręcz legendy. W najtrudniejszym okresie formowania WOP stan osobowy ich kadry zawodowej był sowiecko-polski. Jeden z szefów wydziału, ppłk Mikołaj Grajworoński, wcześniej służył w wojskach pogranicznych ZSRS, pozostali szefowie wydziałów byli natomiast polskimi przedwojennymi oficerami liniowymi bądź służyli w polskich formacjach granicznych. W sumie w Wojskach Ochrony Pogranicza oficerowie sowieccy stanowili około 12 proc. stanu etatowego, a 5 proc. oficerowie armii przedwrześniowej. Pozostali byli wychowankami polskich formacji komunistycznych i nie mieli doświadczenia w służbie granicznej. Zważywszy, że wopiści potrzebowali do zabezpieczenia granic Polski powojennej blisko 30 tys. ludzi, w tym około 5 tys. oficerów i specjalistów, niedobory przeszkolonej kadry stanowiły spory problem. Sytuację komplikowało także to, że nie istniało jeszcze wówczas szkolnictwo WOP, które kształciłoby specjalistów. Etap formowania jednostek pogranicznych zakończono w kwietniu 1946 roku wraz z przejściem do ochrony granicy morskiej, co było najtrudniejszym zadaniem. Pierwotny termin zakończenia formowania był przewidziany na 1 listopada 1945 roku47.

W środowisku kadry zawodowej WOP nowe granice wywoływały niemal entuzjazm, podkreślano, że poprawiły geograficzne, polityczne i strategiczne położenie Polski. Argumentowano też, że państwo zostało oczyszczone z mniejszości etnicznych, mieszkających głównie na wschodzie i południu, rozsadzających spoistość wewnętrzną Polski. Śmiem twierdzić, że nie były to opinie rekrutującej się z KOP przedwojennej kadry oficerskiej, lecz komunistycznego narybku wojskowego. Przedstawiciele tej grupy podkreślali: "Po raz pierwszy w historii - czytamy - Polska na całej długości swych granic zaczęła sąsiadować z przyjaznymi państwami, co umożliwiło współdziałanie z organami ochrony granic państw sąsiednich". W tych propagandowych opiniach wyraźnie wyczuwało się powiew wiatru ze wschodu. Wkrótce pogląd ten stanie się jedynym obowiązującym, gdyż przedwojenna kadra zawodowa zostanie z WOP usunięta, a wielu jej przedstawicieli dotkną represje. Ten stricte bolszewicki sposób działania (bolszewicy wykorzystywali przy formowaniu swoich oddziałów kadrę zawodową z okresu carskiego, a później bezwzględnie ją eliminowali) był regułą także w innych rodzajach służb i wojsk.

Formowanie struktur WOP nie odbywało się w oderwaniu od bieżących problemów, z którymi formacja borykała się na granicach. Dowództwo Okręgu Wojskowego (DOW) Śląsk donosiło: "Za usiłowanie nielegalnego przekroczenia granicy zatrzymano: z Polski do Czech 8 osób, z Czech do Polski 1 osobę, w tym 6 Polaków i 3 Niemców". "Patrol strażnicy Gorzyce w składzie szer. Charubka Marian i Czerwiński Jan nastąpił na minę, wskutek czego obaj ww. ponieśli śmierć". W innym dowództwie okręgu raportowano: "Patrol strażnicy usiłował wylegitymować kilka osób podchodzących do granicy w rejonie Cedyni, którzy na wezwanie patrolu nie chcieli się zatrzymać. Patrol użył broni i ranił 3 Niemców, a 1 Niemkę zabił". W DOW Kraków z kolei odnotowano taką sytuację: "We wsi Kalników zjawiła się grupa uzbrojonych ludzi, umundurowanych częściowo w mundury radzieckie, a częściowo w ubrania cywilne, grupa prowadziła agitację za porzuceniem pracy i paleniem dobytku". W DOW Lublin raportowano: "Oficer Informacji odcinka WOP w Terespolu przeprowadził rewizję u osób podejrzanych zamieszkałych na terenie strażnicy Wygoda. U ob. Panasiuka Daniela znaleziono pistolety, maski gazowe, lufy do ckm i do rkm"48.

Wojska Ochrony Pogranicza musiały się także zmierzyć z problemami większego kalibru. W jednym z meldunków operacyjnych znad granicy południowej czytamy: "Ostatnio Oddziały WOP stwierdziły cały szereg przygotowań wojskowych ze strony Czechów w pasie granicznym, które wskazują na to, iż mają oni zamiar pretensje swoje poprzeć siłą. Niemcy prowadzą również krecią robotę wśród mniejszości niemieckiej mieszkającej w strefie granicznej Polski. Ostatnio zostały wykryte przez WOP nowe niemieckie bandy hitlerowskie. Liczne wypadki znajdywania broni u zatrzymanych za różne przestępstwa Niemców oraz częste wykrywanie przez żołnierzy WOP ukrytych składów broni należącej do niemieckiej organizacji wskazują na to, że Niemcy przygotowują się do jakieś akcji zbrojnej"49.O tym, jak trudne były warunki pracy wopistów, może świadczyć to, że nie radziły sobie nawet rozlokowane na wschodniej granicy niemieckiej oddziały pograniczne Armii Czerwonej. Mimo że surowo rozprawiały się z przestępczością graniczną, zjawisko nie tylko nadal istniało, ale jeszcze miało tendencję zwyżkującą. Zapanowanie nad granicą zachodnią było utrudnione również z powodu wielomilionowej repatriacji i wysiedleń Niemców. Przepuszczano ich głównie przez przejściowe punkty kontrolne: Szczecin, Kaława, Zgorzelec, Kostrzyn i Słubice. Było to trudne przedsięwzięcie operacyjne. Zgodnie z Rozkazem nr 002 z 22 czerwca 1945 roku, podpisanym przez dwóch sowieckich oficerów, dowódcę 1 Korpusu Armii WP gen. Jakutowicza i szefa sztabu płk. Denisowa, zalecano: "wysiedlanie Niemców zamieszkałych na wschód od rzeki Odry przeprowadzać stanowczo, pamiętając o tym, że to jest wykonanie zadania o wielkim politycznym znaczeniu". I faktycznie tak było. Z analiz statystycznych za ten okres wynikało, że przestępcami granicznymi byli przeważnie Niemcy, gdyż wśród zatrzymanych 62 osób było tylko sześciu Polaków, dwóch Czechów i jeden Rumun, resztę stanowili Niemcy. Niemcy zresztą po tym, jak otrząsnęli się z szoku po zetknięciu się z armią sowiecką, zaczęli wracać do Polski, początkowo byli to głównie mężczyźni w wieku od 24 do 35 lat. Wracali, przeważnie przekraczając granice nielegalnie, do miejsc, w których mieszkali przed wojną, lub na tereny tzw. Ziem Odzyskanych. Najczęściej wybierali województwa: szczecińskie, pomorskie, śląskie i poznańskie. Niektórzy z nich twierdzili, że wracali, bo w Polsce było lepiej pod względem aprowizacyjnym. W tej sytuacji pomocna okazywała się polska ludność napływowa. Niechęć do Niemców była wśród niej tak powszechna, że wielu jej przedstawicieli dobrowolnie współpracowało z polskimi formacjami granicznymi. Niektórzy z nich stali się z czasem kwalifikowaną agenturą WOP. I tak osadnik z miejscowości Rozporitz (nazwa niemiecka miejscowości), kiedy zauważył trzech osobników ukrywających się w niezamieszkanym domu, od razu powiadomił pobliską placówkę WOP. Zatrzymanymi okazali się Niemcy, którzy powrócili w nowe granice Polski. Z kolei w rejonie Siekierek inny Polak wskazał wopistom miejsce ukrywania się 18-osobowej bandy zbrojnej, nie podano narodowości jej członków. Zatrzymania zdarzały się również na granicy morskiej - rybaków niemieckich, którzy przekraczali granice, by łowić ryby na polskich wodach terytorialnych. Wygłodniali, nie zważali na nic w pogoni za lepszymi połowami. Za każdym razem, gdy zatrzymały ich patrole WOP, tłumaczyli się, że pobłądzili50.

Względny spokój panował natomiast na granicy wschodniej, którą charakteryzował - poza legalnym przekraczaniem granicy w ramach istniejącego porozumienia o wzajemnej repatriacji ludności między Polską a ZSRS - niewielki ruch graniczny. Ruch repatriacyjny z Polski do ZSRS i do Polski odbywał się przejściowymi punktami kontrolnymi: Przemyśl, Dorohusk, Terespol, Czeremcha i Kuźnica. Nielegalne przekraczanie granicy raczej się nie zdarzało, choć było kilka wyjątków. O jednym z nich czytamy w meldunku operacyjnym WOP: "Dnia 22.4.46 r. z ZSRR do Polski usiłowało przekroczyć granicę ok. 50 osób z Litwy. Na skutek ostrzału ze strony posterunków radzieckich granicę przekroczyły tylko 2 osoby, za którymi wysłano pościg. Poszukiwania na razie bez rezultatu"51. Na granicy morskiej z kolei ważniejszych odcinków granicznych, w tym wód terytorialnych oraz portów handlowych i rybackich, nadal strzegły jednostki Milicji Morskiej, a portów wojennych i całej związanej z tym logistyki militarnej wyłącznie sowieckie jednostki wojskowe. To one faktycznie kontrolowały Wybrzeże. Strona polska miała cokolwiek do powiedzenia jedynie na wschód od Kołobrzegu, i też nie do końca, tu Sowieci początkowo odmówili Polsce praw do Słupska i Lęborka. Jednocześnie niepodzielnie panowali wzdłuż całego obszaru nabrzeżnego portu szczecińskiego. Dopiero w październiku 1947 roku "bracia Moskale" nieco się przesunęli do Świnoujścia, gdzie trwali po kres PRL.

W takich okolicznościach były formowane zalążki i struktury organizacyjne WOP. Od listopada 1945 do jesieni 1946 roku formacja ta przejęła służbę na całej granicy państwowej. Stworzono system ochrony granicy o wiele skuteczniejszy od tego, który obowiązywał w okresie przejściowym, kiedy granicy państwowej strzegły frontowe jednostki liniowe52.

Mimo wszystko nie był to jeszcze system ochrony granicy, który satysfakcjonowałby Departament WOP czy kierownictwo MON. Od razu dało się zauważyć, że system dwutorowej podległości - o czym wspominaliśmy - był wadliwy i spowalniał podejmowanie decyzji, a także działania operacyjne. Powołane przy poszczególnych okręgach wojskowych wydziały WOP niewiele wnosiły do systemu dowodzenia. Licznych korekt wymagały również dotychczasowe dyslokacje oddziałów WOP i podległych im struktur, rozpoczęło się szukanie dogodniejszych rejonów, co spowodowało liczne przetasowania graniczne. Nie będziemy opisywali tych zmian na granicach, bo nie to jest istotą tej pracy. Warto jednak wspomnieć, że pierwszą poważniejszą reorganizację przeprowadzono na mocy Rozkazu Naczelnego Dowódcy WP nr 0153 z 21 września 1946 roku, likwidując wydziały przy okręgach wojskowych. Pozyskana w ten sposób kadra zawodowa zasiliła Departament i terenowe oddziały WOP. W tych okolicznościach Departament rozrósł się do 96 etatów wojskowych i 17 pracowników cywilnych. Od tej pory, 1 października 1946 roku, wszystkie oddziały WOP w terenie zostały bezpośrednio podporządkowane Departamentowi WOP. Duże zmiany zaszły także w dotychczasowym systemie organizacji łączności pomiędzy poszczególnymi strukturami tej formacji. Zlikwidowano istniejące przy oddziałach WOP samodzielne kompanie łączności, a było ich 17, i w ich miejsce powołano na szczeblu centralnym węzeł łączności (52 etaty wojskowe) oraz oddziałowe kompanie łączności, które utraciły status samodzielnych kompanii. To były istotne posunięcia organizacyjne. Nie zapominajmy, że łączność była i jest nerwem każdej struktury militarnej, a w wypadku wymogów granicznych, gdzie liczyła się każda sekunda, powyższa decyzja była na wagę złota. Ponadto warto odnotować, że w ramach reorganizacji utworzono 12 Oddział Wojsk Ochrony Pogranicza w Gdańsku. I co również istotne, skorygowano dyslokację poszczególnych przejściowych punktów kontrolnych. Było to nieodzowne wobec nowych wymogów szybko rozwijającego się międzynarodowego systemu wymiany gospodarczej i towarowej, nie wspominając o ruchu osobowym na granicach, zwłaszcza zachodniej, południowej i morskiej. Ponadto w pierwszej połowie 1947 roku rozformowano w oddziałach WOP grupy manewrowe, które dotychczas miały odgrywać rolę odwodów w sytuacji zagrożenia na granicy. W ramach zmian przeprowadzonych Rozkazem Ministra Obrony Narodowej nr 055/Org. z 20 marca 1948 roku dokonano zmiany nazewnictwa, w wyniku czego Departament Wojsk Ochrony Pogranicza stał się Głównym Inspektoratem Ochrony Pogranicza (GIOP), a oddziały WOP od tej pory nazywały się brygadami ochrony pogranicza. W tym samym czasie komendy odcinków przemianowano na samodzielne bataliony ochrony pogranicza. Zostawiono jedynie strażnice, natomiast dotychczasowe przejściowe punkty kontrolne (PPK) stały się granicznymi placówkami kontrolnymi (GPK). Funkcjonujące w Departamencie WOP wydziały PPK i KG przemianowano zaś na wydziały ruchu granicznego i konfliktów granicznych. I co najistotniejsze, po reorganizacji brygady WOP różniły się znacznie stanami osobowymi, przykładowo od 973 etatów w brygadzie mazurskiej do 2014 w brygadzie sudeckiej. Poza tym przybyło etatów w Głównym Inspektoracie Ochrony Pogranicza, wzrosły z dotychczasowych 111 do 155 etatów wojskowych, w tym trzy generalskie, 115 oficerskich, 26 podoficerskich oraz 11 szeregowych (bez węzła łączności)53.

W nowym rozdaniu organizacyjnym strażnice i graniczne placówki kontrolne podlegały dowódcom batalionów WOP, przy czym w zależności od sytuacji w skład każdego batalionu wchodziło od czterech do ośmiu strażnic oraz poszczególne GPK. Każdy dowódca batalionu posiadał aparat dowodzenia i zaopatrzenia, który składał się ze sztabu batalionu, sekcji politycznej, sekcji zwiadu i sekcji tyłów. Bataliony podlegały natomiast dowódcom poszczególnym brygad. Również w zależności od sytuacji na granicy w skład każdej brygady wchodziło od trzech do pięciu batalionów liniowych. Dla przykładu: brygadom 12, 15 i 16 podlegały po dwa bataliony portowe oraz po cztery dywizjony okrętów pogranicza. Z tym, że 12 brygadzie w ostateczności przydzielono jedynie dwa dywizjony. W tym samym czasie w skład Wojsk Ochrony Pogranicza wchodziły: Oficerska Szkoła WOP, Podoficerska Szkoła Łączności, Szkoła Specjalistów Morskich, Baza Remontów i Technicznego Zaopatrzenia Okrętów i Kutrów WOP i Zakład Tresury Psów Służbowych. Wojska Ochrony Pogranicza składały się więc: z dowództwa, 12 brygad, 48 batalionów liniowych, czterech batalionów portowych, czterech dywizjonów okrętów pogranicza, 262 strażnic liniowych, 21 strażnic portowych, 48 granicznych placówek kontrolnych i pięciu innych samodzielnych jednostek wojskowych. W teorii reorganizacja robiła wrażenie logicznej, w praktyce wyglądało to zupełnie inaczej - na granicach panował chaos. Wopiści nie byli w stanie samodzielnie zapanować nad pograniczem, potrzebowali wsparcia. "We wspólnej, nieustępliwej walce na śmierć i życie [z polskim podziemiem niepodległościowym i nacjonalistami z UPA], jaką prowadziły załogi strażnic WOP i posterunków MO, rodziła się i utrwalała przyjaźń i bojowe współdziałanie WOP z funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwai Milicji Obywatelskiej (MO). Okres ten zapisał na trwałe wiele pięknych kart bojowej chwały żołnierzy WOP, funkcjonariuszy MO i Służby Bezpieczeństwa" - czytamy w meldunku operacyjnym (rozkaz nr 0228). Takie były początki utrwalania władzy ludowej w Polsce, widziane z perspektywy tworzenia kolejnych struktur WOP. W pojedynkę wopiści zostaliby wybici co do jednego, bo usytuowane na pierwszej linii ognia strażnice nie stanowiły większej przeszkody dla zbrojnego polskiego podziemia niepodległościowego, nie wspominając o ukraińskich banderowcach. Wartość bojowa strażnic była więc znikoma, a umiejętności operacyjne wopistów nikłe. Od razu też dało się zauważyć, że wiele założeń organizacyjnych nowych struktur WOP było błędnych, co potwierdziła praktyka. Zauważono np., że rola sztabów batalionów sprowadzała się najczęściej do przepisywania wydawanych przez sztaby brygad WOP rozkazów i zarządzeń i rozsyłania ich do podległych strażnic i GPK. Dlatego postanowiono zlikwidować sztaby batalionów w większości brygad oraz zmniejszyć odcinki ochraniane przez niektóre brygady, a jednocześnie zreorganizować kilka nowych brygad, wykorzystując pozyskane etaty ze likwidowanych batalionów WOP, oraz przejść na bezpośrednie kierowanie organizacją służby na strażnicach przez sztaby poszczególnych brygad WOP. Było to kolejne rozwiązanie, które chwilowo poprawiło sytuację, ale nie zlikwidowało chaosu organizacyjnego, nad którym władze Wojsk Ochrony Pogranicza nie potrafiły zapanować. Zresztą w samym szefostwie też stale się reorganizowano, wkrótce chaos organizacyjny zdominował wszystkie poziomy struktur WOP54.

W powołanym Głównym Inspektoracie Ochrony Pogranicza (GIOP) znalazły się sztab i wydziały: operacyjny, zwiadowczy, szkolenia bojowego, łączności, organizacyjno-ewidencyjny, łączności specjalnej, ruchu granicznego i konfliktów granicznych oraz morski i uzbrojenia. Z kolei powołane samodzielne bataliony ochrony pogranicza (80 etatów wojskowych) składały się ze sztabu, referatu zwiadowczego, plutonu łączności, drużyny ochrony, kwatermistrzostwa oraz punktu sanitarnego i weterynaryjnego. Jak wspomnieliśmy, zbędne okazały się sztaby batalionów. Pozostawiono je jedynie tam, gdzie przestępczość graniczna była największa, a więc na odcinkach zachodniej i południowej granicy państwowej. W takich przypadkach nawet zwiększono etaty - do pięciu oficerów operacyjno-szkoleniowych. Przejście na bezpośrednie kierowanie strażnicami przez sztaby brygad również wymagało wzmocnienia poszczególnych komórek sztabowych w brygadach, m.in.: politycznej (politrucy musieli być wszędzie), zwiadu (bezpieki) i tzw. tyłów, czyli kwatermistrzostwa. Czyniono to kosztem likwidowanych sztabów batalionów. Strażnice terenowe, o które tak zabiegano, podzielono na trzy kategorie (I, II i III) i pozostawiono im nieco szczuplejsze stany osobowe. Szkolenie kadry strażnic i GPK miało się teraz odbywać w sztabach brygad, a jednocześnie, by podnieść poziom ich skuteczności operacyjnej, postanowiono, że sztaby brygad będą posiadały ze wszystkimi strażnicami łączność przewodową, a na czas działań pościgowych także łączność radiową. Zadbano także o to, by kadra i żołnierze strażnic byli zazwyczaj pierwszymi, którzy mieli stawać do zbrojnej konfrontacji z przeciwnikiem. Rannych w takich bezpośrednich starciach, którzy wymagali leczenia medycznego, miano kierować do brygadowych izb chorych (w tym celu zwiększono liczbę łóżek z 24 do 40), a w przypadkach ciężkich obrażeń ranni mieli trafiać bezpośrednio do szpitali podległych Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego. Wspomnianą powyższej reorganizację szefostwo WOP zamierzało zrealizować w czterech kolejnych etapach. Nie podano jednak, jak miało to wyglądać w praktyce55. Przy okazji restrukturyzacji wymieniono też szefa tej instytucji. Szefem GIOP został płk Marian Gutaker (oficer narodowości żydowskiej), dotychczasowy szef Departamentu WOP gen. Czerwiński powrócił w maju 1947 roku do Związku Sowieckiego56.

W zreformowanej postaci Wojska Ochrony Pogranicza pozostały do momentu przejścia ze struktur Ministerstwa Obrony Narodowej do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, co zostało uregulowane Rozkazem Ministra Obrony Narodowej nr 205/Org. z 4 grudnia 1948 roku. Z dniem 1 stycznia 1949 roku wopiści znaleźli się więc we władaniu MBP.

Zmiana podległości resortowej wynikała m.in. ze stale zaogniających się stosunków międzynarodowych pomiędzy sowieckim wschodem Europy a demokratycznymi państwami Zachodu. Mówiono nawet, że wojna wisiała na włosku. W 1949 roku z inicjatywy Stanów Zjednoczonych zawarto pakt północnoatlantycki (NATO), a we wrześniu została utworzona Republika Federalna Niemiec (RFN). Tego samego roku zaczęło nadawać też Radio Wolna Europa. Te czynniki w znacznym stopniu utrudniły komunistom głoszenie propagandy. W takich okolicznościach ochrona powojennych granic wymagała nowego nadzorcy, ściślej powiązanego z sowieckimi służbami specjalnymi. Granice wymagały bowiem dodatkowego uszczelnienia, a tego resort obrony narodowej nie był w stanie zapewnić. I tak na pograniczu nastał czas rządów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego57.

Od początku istnienia resortów obrony narodowej oraz bezpieczeństwa publicznego charakteryzowała je inna struktura obsady personalnej. W MBP dominowali bezwzględnie oddani Moskwie polscy komuniści, w większości pochodzenia żydowskiego, m.in.: Stanisław Radkiewicz, Mieczysław Mietkowski, Józef Czaplicki, Anatol Fejgin, Józef Światło czy Julia Brystygier. Wspierał ich najważniejszy wówczas, tuż obok Bolesława Bieruta, współwładca kraju Jakub Berman (również pochodzenia żydowskiego), który osobiście nadzorował wiele śledztw i inspirował do walnej rozprawy z polskim podziemiem niepodległościowym. To ta grupa absolwentów szkół i kursów NKWD starała się w ramach tworzenia nowych struktur Polski zdobyć jak największą niezależność, "próbowali się postawić ponad partię i rząd" - podkreślił Marian Spychalski. Dlatego przejmowali pod swoje skrzydła kolejne nowe struktury państwa. A że Moskwie było to wówczas na rękę, nie miała nic przeciwko temu, by i granice Polski stały się łupem MBP. W tym samym okresie Ministerstwo Obrony Narodowej nie cieszyło się zaufaniem Kremla. Kierownictwu tego resortu zarzucano m.in. zbytnie nasycenie wojska ludowego przedwojenną kadrą zawodową i byłymi żołnierzami Armii Krajowej.

By zmienić tę sytuację, decyzją Stalina nowym szefem MON został w listopadzie 1949 roku marsz. Konstanty (Konstantin) Rokossowski. Wraz z nim do Polski przybyło kilkudziesięciu generałów i setki wyższych oficerów sowieckich, by ostatecznie zapanować nad wojskiem ludowym. Rokossowski ze zdwojoną energią zabrał się za rusyfikację polskich formacji zbrojnych.

W tej sytuacji nie było już potrzeby dalszego utrzymywania WOP w strukturach MON i znaleziono tej formacji inne miejsce. Komunistom chodziło też o zwiększenie kontroli nad wopistami na wzór sowieckich zwyczajów (terror na granicach, inwigilacja, agentura) - na to głównie stawiali. I rzeczywiście po przejściu Wojsk Ochrony Pogranicza w struktury Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego śledztwa, areszty i przesłuchania na polecenie wyższych przełożonych oraz zastraszanie ludności w pasach przygranicznych stały się normą. Wroga widziano niemalże w każdym.

W rejonach przygranicznych wszyscy mieli się bać i być pod stałą kontrolą i obserwacją WOP. Wojskowi nowej polityce by nie podołali, dlatego podporządkowanie WOP Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego było koniecznością. Tematykę tę niebawem rozwiniemy58.

Wraz z tak zwaną odwilżą polityczną po październiku 1956 roku i nastaniem ery rządów Władysława Gomułki na stanowisku I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej nastąpił odpływ sowieckich kadr z szeregów wojska ludowego, przystąpiono do redukcji zatrudnienia w resortach siłowych (MON i MSW). Zmiany te zostały zapowiedziane wcześniej uchwałą rządu PRL z 3 września 1955 roku. Rozformowano wówczas m.in.: jeden korpus armijny, trzy dywizje piechoty i sześć brygad artylerii oraz zmniejszono liczebność żołnierzy w 12 dywizjach wojsk lądowych i wielu jednostek w innych rodzajach sił zbrojnych. Uchwałą rządu z 17 sierpnia 1956 roku postanowiono dokonać dalszej redukcji sił zbrojnych o 50 tys. żołnierzy, z tego 50 proc. poza normą wojska, które utrzymywały inne resorty. Czyniono to głównie ze względów oszczędnościowych. Poza tym Gomułka miał wyraźną awersję do wydatków na resorty siłowe, ta niechęć pozostała mu po kres sprawowania rządów, do 1970 roku. Postanowienia tej rangi nie mogły nie wpłynąć także na Wojska Ochrony Pogranicza. Aby temu zapobiec, dowódca WOP słał alarmistyczne pisma do ministra spraw wewnętrznych. W jednym z nich, z 5 lipca 1956 roku, czytamy: "Uszczuplenie wojsk na granicy wschodniej spowodowało obniżenie dyscypliny ludności w zakresie przestrzegania przepisów granicznych, nieprzychylne i dwuznaczne komentarze społeczeństwa oraz znaczne zagrożenie granicy przez przestępców". Tymczasem był to proces nie do zahamowania. Wkrótce w miejsce grup manewrowych WOP wprowadzano oddziały zastąpione później brygadami, o czym wspomnieliśmy już wcześniej. Równolegle przystąpiono do ujednolicania struktur Wojsk Ochrony Pogranicza na pozostałych granicach państwowych. Był to długoletni proces, który trwał aż do 1975 roku, kiedy to wyeliminowano ze struktury WOP ostatnie bataliony. Rozkazem szefa MSW z 5 listopada 1958 roku utworzono natomiast Eskadrę Lotnictwa Rozpoznawczego WOP z przeznaczeniem głównie do ochrony granicy morskiej, strzeżonej wespół z trzema batalionami portowymi oraz dywizjonem okrętów pogranicza sprawującym dozór na wodach terytorialnych. Istotnym wydarzeniem był również ponowny powrót formacji WOP w szeregi MON, co stało się zgodnie z wolą wyrażoną w Zarządzeniu Prezesa Rady Ministrów z 24 czerwca 1965 roku. Patrząc na tę kolejną zmianę podległości WOP, można było odnieść wrażenie, że rządzący nie do końca wiedzieli, co czynić z tą formacją graniczną. W gestii ministra spraw wewnętrznych pozostawiono jedynie przejścia graniczne, które ochraniali funkcjonariusze MO. W MSW powołano (19.10.1965) Zarząd Kontroli Ruchu Granicznego, a w komendach wojewódzkich MO wydziały kontroli ruchu granicznego. Miało to na celu usprawnienie pracy na przejściach granicznych59.

Tuż po ponownym przejściu w struktury MON rozformowano dowództwo i sztab WOP i powołano w to miejsce Szefostwo Wojsk Ochrony Pogranicza MON. Szefem tej nowej-starej pogranicznej struktury został płk Mieczysław Dębicki, postać, której warto poświęcić nieco uwagi, gdyż był on zaufanym pracownikiem gen. Wojciecha Jaruzelskiego60. Dębicki prawdopodobnie pozostałby na stanowisku dłużej niż do 1971 roku, gdyby nie bunt robotniczy na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku (przeszło 40 zabitych i ponad 1000 rannych), który przeraził nie tylko komunistyczną ekipę rządzącą, lecz także zaniepokoił Sowietów. Komuniści po stłumieniu buntu, chcąc zapobiec podobnym wydarzeniom, postanowili objąć szczególną ochroną operacyjną całe Wybrzeże. W ramach działań chcieli tak uszczelnić granice, by do Polski nie przedarło się z północy nic, co w ich mniemaniu byłoby wrogie. Chodziło im głównie o literaturę antykomunistyczną (biuletyny, prasa, wydawnictwa książkowe itp.), a także osoby z Zachodu, które przybywały do Polski, by - jak twierdzili - jątrzyć i podburzać społeczeństwo. W owych "imperialistach" od zawsze widzieli głównych sprawców własnych niepowodzeń w kierowaniu państwem i w podtrzymywaniu właściwych relacji ze społeczeństwem. Aby osiągnąć cel, postanowiono na wzmocnienie Wojsk Ochrony Pogranicza i uczulenie tej formacji na wspomniane powyżej problemy. Dlatego Decyzją nr 104 Prezydium Rządu z 30 lipca 1971 roku podporządkowano po raz drugi Wojska Ochrony Pogranicza resortowi spraw wewnętrznych. Warto podkreślić, że ta decyzja nosiła znamiona paranoi i paniki i wiązała się z lękami rządzących Polską komunistów. Przerzucali oni bowiem wopistów z MON do MSW wtedy, gdy czuli się zagrożeni lub chcieli zwiększyć kontrolę nad społeczeństwem. A ponieważ strach nie jest dobrym doradcą, ich decyzje były schematyczne, ocierające się o naiwność. Trudno rozstrzygnąć, czy komuniści naprawdę wierzyli, że takimi metodami zdołają zapanować nad nastrojami społecznymi i wyeliminują przerzut tzw. bibuły z Zachodu, ograniczą liczbę ucieczek z kraju czy napływ obcej agentury do Polski.

Abstrahując od intencji władz państwowych, jest faktem, że komuniści uczynili granicę państwową pierwszą zaporą na linii frontu walki z własnym narodem. Wprzęgnięte ponownie w struktury resortu bezpieczeństwa formacje WOP musiały zostać zmodernizowane, by stawić czoła nowym wyzwaniom. Zmiany były niezbędne zwłaszcza w zwiadzie (bezpiece), z którym wiązano coraz większe nadzieje. W dowództwie WOP zapadła decyzja o wprowadzeniu do użytku służbowego w organach zwiadu Tymczasowej instrukcji o pracy operacyjnej organów zwiadu WOP, którą 4 września 1971 roku zdążył jeszcze podpisać ówczesny szef WOP gen. Dębicki. W ekspresowym tempie powołano też wspólną komisję MSW i MON w sprawie zmiany podporządkowania WOP, której przewodniczył gen. Eugeniusz Dostojewski z MSW. Odzwierciedlenie tego stanu rzeczy odnajdujemy w Zarządzeniu MSW i MON z 18 maja 1971 roku, które podpisali stojący na czele MON gen. Wojciech Jaruzelski i szef MSW gen. Franciszek Szlachcic. Wypracowano także generalne założenia współpracy i wzajemnych świadczeń resortów obrony narodowej i spraw wewnętrznych po zmianie podporządkowania Wojsk Ochrony Pogranicza. Wopiści mieli pozostać w objęciach bezpieczniaków z MSW po kres PRL61.

Generała Mieczysława Dębickiego na stanowisku dowódcy WOP zastąpił gen. bryg. Czesław Stopiński62, jego zastępcami zostali typowi bezpieczniaccy wojskowi: Feliks Stramik, Izydor Koper, Edward Tarała i Henryk Chmielak. Zwłaszcza Tarała odegrał u boku gen. Czesława Kiszczaka jako szefa MSW ponurą rolę w dziejach resortu spraw wewnętrznych. To za rządów gen. Stopińskiego utworzono Dowództwo WOP wraz ze sztabem i rodzajami służb. Jednocześnie zgodnie z zarządzeniem ministra spraw wewnętrznych przyznano pogranicznikom wszystkie graniczne placówki kontrolne (52) wraz z pełną obsadą. I co było istotne - z dniem 1 października 1971 roku Morska Brygada Okrętów Pogranicza wraz z podległymi dywizjonami (łącznie z lotnictwem rozpoznawczym) została podporządkowana Marynarce Wojennej. Niewątpliwie była to dobra decyzja, gdyż pozwalała skuteczniej zgrać działania operacyjne z innymi jednostkami MW, a jednocześnie flota i lotnictwo były nadal zobowiązane do współpracy z poszczególnymi formacjami WOP.

Lata 70. XX wieku pod rządami Edwarda Gierka charakteryzowały wstrząsy na scenie politycznej. Gierek bowiem był rządny sukcesu, pochwał, uwielbienia i by je zdobyć, stale eksperymentował z materią strukturalną państwa, co chwilę zaskakując współtowarzyszy rozmaitymi pomysłami. Jednym z nich, co gorsza zrealizowanym, była reforma administracji państwowej z 1975 roku wprowadzająca nowy podział terytorialny kraju (w miejsce dotychczasowych 17 województw utworzono 49). Chodziło w tej zmianie tylko o to, by osłabić władze wojewódzkie w myśl zasady "dziel i rządź". Koszty tego eksperymentu nie grały roli, choć były niebagatelne (nowe gmachy KW PZPR, tysiące kolejnych stanowisk nomenklaturowych, następne wojewódzkie komendy MO, dodatkowo rozbudowane struktury SB i podobne im samorządowe). Doprowadziło to także do niewyobrażalnego chaosu. W tym samym czasie nastąpiło zacieśnienie współpracy pomiędzy Wojskami Ochrony Pogranicza a Zmotoryzowanymi Oddziałami Milicji Obywatelskiej (ZOMO), co było czymś trudnym do zrozumienia. Zomowcy służyli bowiem do pacyfikowania niepokornych obywateli, którym nie podobał się komunizm, podczas manifestacji i buntów społecznych. Wydaje się, że miało to niewiele wspólnego z ochroną granic przez WOP. Tymczasem, przynajmniej od 1972 roku, wopiści byli zobowiązani do wspierania kadrowego ZOMO. W piśmie płk. Czesława Kurpisza, szefa Inspektoratu Operacyjnego KG MO, do gen. Kazimierza Chojnackiego, komendanta głównego MO, czytamy: "Przedkładam wniosek z zatwierdzeniem, propozycję rozdziału 1030 żołnierzy WOP - kandydatów do ZOMO, którzy z dniem 15 lipca br. mają być skierowani do jednostek celem skoszarowania. Proponuję skierować do ZOMO: Szczecin - 280; Poznań - 200; Gdańsk - 180; Kraków - 190; Katowice - 180". W podobnym tonie było utrzymane pismo gen. Teodora Mikusia, dyrektora Departamentu Kadr MSW, do gen. Chojnackiego: "Departament Kadr MSW uprzejmie informuje, że z dniem 15 stycznia 1973 roku kończą przeszkolenie unitarne w jednostkach WOP poborowi III-go wcielenia przewidziani do jednostek ZOMO Centralnego Podporządkowania". I jeszcze jeden przykład współpracy pomiędzy WOP a ZOMO: "W związku z decyzją zakończenia w 1973 r. organizowania w 8 jednostkach ZOMO skoszarowanych Batalionów Centralnego Podporządkowania - czytamy - Komenda Główna MO zaplanowała wcielenie w br. do WOP, a następnie do ZOMO, następującej liczby poborowych: w końcu kwietnia 1973 r. - 700 poborowych; w końcu lipca 1973 r. - 900; w końcu października 1973 r. - 700. Razem 2300 poborowych". Ze strony WOP nadzór na tego typu współpracą sprawował dowódca Wojsk Ochrony Pogranicza gen. Stopiński. W procederze wspomagania ZOMO uczestniczyły brygady WOP, m.in.: kaszubska, pomorska, lubuska i górnośląska. Ta współpraca szkoleniowa trwała aż do stanu wojenny, a o tym, jak było później, wspomnimy w ostatnim rozdziale niniejszej książki. Niemniej jeszcze w styczniu 1981 roku skierowano do jednostek WOP na szkolenie unitarne dla potrzeb ZOMO Centralnego Podporządkowania - 772 poborowych, przyszłych funkcjonariuszy ZOMO63.

Powróćmy jeszcze do podziału administracyjnego Polski z 1975 roku, który zdezorganizował działania operacyjne Wojsk Ochrony Pogranicza w terenie. Otóż okazało się, że dotychczasowe odcinki graniczne, strzeżone przez brygady, bataliony i strażnice, rozmijały się z nowym podziałem administracyjnym kraju. Trzeba było wszystko ponownie poukładać, a czas naglił, dlatego też zrezygnowano w pośpiechu z batalionów, a oddziały na granicy wschodniej przeformowano w brygady, co więcej, zamiast placówek - głównie na granicy wschodniej i południowej - utworzono strażnice. Przy okazji Gierek zliberalizował politykę turystyczną Polaków. Świat stawał się dla nich coraz bardziej dostępny. A to z kolei oznaczało, że na granicznych placówkach kontrolnych było coraz bardziej tłoczno i coraz więcej podejrzanych. Próbując podołać nowym wyzwaniom, postawiono na modernizację środków łączności (UKF, radiotelefony, ulepszony system łączności przewodowej oraz nowe środki transportu i uzbrojenia). Unowocześniono także system ochrony granicy morskiej oraz granicy zachodniej, tam w miejsce przestarzałych motorówek rzecznych wprowadzono kutry rozpoznawcze, a na granicy morskiej zmodernizowano system radiolokacyjny, za­pewniając ciągłość obserwacji linii brzegowej. Jednocześnie strażnice morskie wyposażono w nowoczesne kutry morskie. Okrętów używano od tej pory głównie do patrolowania wód terytorialnych. W 1978 roku poszerzono polski pas wód terytorialnych z 6 do 12 mil, co jednocześnie wymagało dodatkowych inwestycji m.in. w sprzęt radiolokacyjny. Warto też nadmienić, że w tym samym czasie postanowiono również zacieśnić współpracę z SB, MO i ludnością pogranicza, co wiązało się ze zwielokrotnieniem agentury zwiadu WOP i SB w obrębie pogranicza. Manewr ten pozwolił na objęcie kontrolą większego rejonu w głąb strefy i pasa granicznego. Analizę reformowania WOP w latach 80. XX wieku pozostawimy do osobnego rozpatrzenia ze względu na ogrom podejmowanych wówczas spraw podyktowanych stanem wojennym i rządami mundurowych.

Wspomniane reorganizacje niewiele miały wspólnego z faktyczną ochroną granic, w znacznej mierze były przeprowadzane pod kątem zablokowania napływu do Polski literatury antykomunistycznej, sprzętu drukarskiego, elektronicznego i radiowego, który opozycja w kraju wykorzystywała do walki z systemem, oraz eliminowania tych, którzy podejmowali próby nielegalnego opuszczenia kraju albo próbowali do niego powrócić po wydaleniu przez służby specjalne PRL64.

WSTĘP

Zwiad Wojsk Ochrony Pogranicza (WOP), stanowiąc integralną część struktury organizacyjnej tych wojsk, był niczym innym jak kolejną bezpieką - początkowo osadzoną w Ludowym Wojsku Polskim (LWP) tuż obok sowiecko-peerelowskiej zbrodniczej Informacji Wojskowej (IW) i jej następczyni Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW). Wchodząc w struktury Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (MBP) i późniejszego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (MSW), bezpieczniacy WOP współdziałali bezpośrednio m.in.: z funkcjonariuszami urzędów bezpieczeństwa (UB) i Służby Bezpieczeństwa (SB) oraz z Korpusem Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), a także z Milicją Obywatelską (MO), Ochotniczą Rezerwą Milicji Obywatelskiej (ORMO), Służbą Ochrony Kolei (SOK) i innymi strukturami paramilitarnymi. W tej współpracy nie mogło oczywiście zabraknąć najważniejszych, czyli "braci Moskali", tuż po wojnie reprezentowanych na terytorium "oswobadzanej" Polski przez dywizje NKWD i kontrwywiad wojskowy Smiersz oraz sowieckich pograniczników, którzy byli pierwszymi dowódcami i mentorami przyszłych wopistów. Współpraca nie ograniczała się do zabezpieczania granic państwowych, lecz miała szerszy wymiar, głównie represyjno-inwigilacyjny wobec obywateli Polski, którzy nie zaakceptowali ustroju narzuconego przez Związek Sowiecki i rodzimych, wynarodowionych komunistów. W tych okolicznościach bezpieka WOP stała się jednym z istotniejszych elementów machiny ucisku społeczeństwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (PRL) przez służby specjalne. Wespół z bezpieką cywilną (UB i SB) wopiści odcisnęli piętno na życiu milionów obywateli, zwłaszcza mieszkających w pobliżu granic państwowych i tych, którzy znaleźli się tam z różnych powodów, często turystyczno-rekreacyjnych.

Wspomniane służby łączył niewątpliwie sowiecki rodowód strukturalno-organizacyjny oraz zbrodnicze procedury postępowania operacyjnego i śledczo-dochodzeniowe, a także duży odsetek funkcjonariuszy pochodzenia żydowskiego na szczeblach kierowniczych. Niewątpliwym spoiwem owych służb była także prymitywna i zwyrodniała ideologia bolszewicka oraz bezwzględne podporządkowanie się partii rządzącej. Początkowo była nią Polska Partia Robotnicza (PPR), nieznana ówczesnym Polakom swego rodzaju sowiecka jaczejka komunistyczna, która przekształciła się w Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą (PZPR) - wielomilionową machinę rządzącą Polską ponad cztery dekady. Przełożeni owych tworów partyjnych kryli się za murami Kremla i stamtąd wydawali dyrektywy i rozporządzenia, które należało wykonaać bez większego sprzeciwu. Z tego samego kierunku napływały zadania dla służb specjalnych PRL, a więc także dla bezpieki pogranicza.

Tymczasem wbrew przytoczonym powyżej faktom wopiści próbują się zapisać w dziejach Polski Ludowej jedynie jako służba zwiadu i przejść do historii jako dzielni zwiadowcy. To oczywiste, słowo "zwiadowca" brzmi bowiem znacznie lepiej niż "bezpieczniak". Mam jednak nadzieję dowieść niniejszą pracą, że byli tymi drugimi i swoją postawą doprowadzili do wielu patologii zarówno na pograniczu, jak i w głębi kraju. W niczym też nie nawiązywali do tradycji przedwojennego Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP), gdyż tenże takich jak oni bezwzględnie zwalczał na wschodnich rubieżach przedwojennej Polski1.

Przyznaję, nie lubię pisać wstępów. Wydaje mi się bowiem, że muszę się tłumaczyć, dlaczego dana książka powinna zaistnieć na rynku wydawniczym, że tracę tylko czas i w pewnym sensie się wymądrzam. Co mają bowiem do rzeczy wyjaśnienia, dlaczego podjąłem akurat ten temat, albo to, kto co wcześniej napisał w tej sprawie? W takich sytuacjach mój wstęp stawia mnie w niekomfortowej pozycji cenzora. Ja bowiem zawsze byłem i nadal jestem - jak mawiał Napoleon Bonaparte - po stronie słabszych batalionów i tego już nikt oraz nic nie zmieni.

Pisząc wstęp do niniejszej publikacji, natrafiłem na dodatkową trudność. Większość prac o wopistach powstała w okresie siermiężnej Polski komunistycznej i kiedy będę odwoływał się do ustaleń tamtych autorów, to niestety na powrót ich spopularyzuję. A oni pisali ku "pokrzepieniu serc własnych, towarzyszy i gawiedzi", pławiąc się w zachwytach nad dokonaniami wopistów. W istocie autorzy ci podejmowali tę tematykę dla ludzi ze swojego środowiska, najczęściej też służyli wcześniej w służbach mundurowych. Pozostała po nich spuścizna - kto chce, może ją czytać, kto nie - niech wyrzuci te wątpliwej jakości dzieła na śmietnik historii. Podobni im zapisali się również w historii wielu innych służb specjalnych PRL.

Mam przed oczami wstępy do książek autorów tamtejszych prac i muszę stwierdzić, że są one do siebie podobne. Autorzy najpierw oddawali hołd sowieckim "myślicielom", którzy w danej sprawie cokolwiek bąknęli, dopiero potem przypominali, że tę tematykę podejmowali także inni badacze, by na koniec dodać swój wkład i wyjaśnić, dlaczego pomimo tylu pozycji naukowych oni zdecydowali się na napisanie kolejnej. Ja w tym uczestniczyć nie chcę, bo to koszmar intelektualny, powielany niemal przez cały okres PRL. A jeśli chodzi o moje motywy, o podjęciu tematu wopistów postanowiłem wtedy, gdy dotarło do mnie, że legenda o bohaterskich czynach zwiadu WOP nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, a formację tę tworzyli typowi ubecy i esbecy mundurowi, którzy siali strach i przerażenie. Zirytowały mnie też opowieści rozprowadzane w różnych telewizjach przez Henryka Piecucha, funkcjonariusza tejże bezpieki, który wychwalał profesjonalizm tej służby i jej oddanie Polsce. (Pytanie tylko - jakiej Polsce - które zadał Antoni Macierewicz w jednym z programów telewizyjnych). W swoim czasie Henryk Piecuch publikował niemalże każdego roku naiwne i wydumane prace o służbach specjalnych.

Dotychczasowy przekaz o WOP zdominował w literaturze przedmiotu Henryk Dominiczak, który od 1949 roku służył w Wojskach Ochrony Pogranicza, potem w Milicji Obywatelskiej (1958-1961), a następnie postanowił spróbować sił w nauce i pnąc się po szczeblach kariery (od 1981 roku był zastępcą kierownika Katedry Historii i Archiwistyki w Akademii Spraw Wewnętrznych w Warszawie), w roku 1988 został profesorem. W latach 1989-1990 funkcjonował na stanowisku pułkownika-profesora, co dawało mu swobodny dostęp do archiwów resortowych. Dominiczak jest autorem prac, takich jak: Wojska Ochrony Pogranicza w latach 1945-1948 (Warszawa 1974); Powstanie i rozwój organizacyjny Wojsk Ochrony Pogranicza w latach 1945-1983 (Warszawa 1984); Żołnierze granicznych dróg (Warszawa 1984); Organy bezpieczeństwa PRL 1944-1990: rozwój i działalność w świetle dokumentów MSW (Warszawa 1997). Odegrał podobną rolę w popularyzacji WOP jak płk prof. Mieczysław Jaworski w apoteozie KBW, którego był funkcjonariuszem. W odpowiedzi na dorobek naukowy prof. Jaworskiego wydałem książkę Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego a Żołnierze Wyklęci. Walka z podziemiem antykomunistycznym w latach 1944-1956 (Poznań 2016). Profesorowi Dominiczakowi odpowiem natomiast niniejszą pozycją.

Oprócz Henryka Dominiczaka temat Wojsk Ochrony Pogranicza podjął także Jan Ławski, autor pracy Ochrona granic Polski Ludowej 1945-1948 (Warszawa 1974). Skoncentrował się on na omówieniu założeń organizacyjno-strukturalnych przyjętego po wojnie i zrealizowanego przez MON systemu zabezpieczenia powojennych granic państwa. To był najłatwiejszy i najbezpieczniejszy aspekt zagadnienia. Tymczasem Dominiczak znaczną część swoich prac poświęcił omówieniu kwestii, takich jak: wkład wopistów w walkę o utrwalanie władzy ludowej, zwalczanie przestępczości granicznej i ich udział w odbudowie kraju.

Nie sposób nie wspomnieć również o Henryku Kuli, autorze pracy Granica morska PRL 1945-1950 (Warszawa 1979), który prześledził wiele zjawisk związanych z ochroną granicy na Bałtyku, a co istotne - przedstawił mało znaną historię Milicji Morskiej, która od maja 1945 do stycznia 1946 roku wykonywała zadania straży granicznej na Wybrzeżu.

Z prac popularnonaukowych dużym powodzeniem w okresie PRL cieszyła się książka autorstwa Teofila Bieleckiego i Jana Ławskiego Gdy umilkły ostatnie strzały (Warszawa 1969). Według autorów została napisana "z zamiarem upowszechniania wśród społeczeństwa historii i trudu żołnierskiego na najdalszych rubieżach Polski". Jak wynika z opracowania Piotra Majera Stan badań nad historią resortu spraw wewnętrznych. Próba oceny i wnioski, początkowy okres funkcjonowania WOP doczekał się trzech monografii i piętnastu prac przyczynkarskich, dwóch wydawnictw popularnonaukowych, trzech artykułów oraz dziesięciu prac magisterskich. Takie były skromne początki2.

Dlatego gdy dotarły do mnie informacje przekazane publicznie przez dyrektora Wojskowego Biura Historycznego (WBH) dr. hab. Sławomira Cenckiewicza o tym, że niszczenie archiwów wojskowych w czasach rządów SLD-PSL i PO-PSL nie miało charakteru jednostkowego, lecz dotyczyło pokaźnej części archiwów wojskowych w Polsce, nie byłem zaskoczony. Dyrektor WBH jedynie potwierdził to, co przypuszczałem, że przetrzebiono m.in. materiały archiwalne Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, sądów i prokuratur z okresu stalinowskiego, Zarządu II Sztabu Generalnego WP (wywiadu), Wojskowej Służby Wewnętrznej, Głównego Zarządu Informacji (GZI) i szefostwa Wojsk Ochrony Pogranicza. A więc wiele prac i publikacji autorów okresu PRL powstało na podstawie archiwaliów, po których dzisiaj nie ma śladu, gdyż zostały w Trzeciej Rzeczypospolitej zniszczone i wyeliminowane z obiegu naukowego. I za taki stan rzeczy tylko częściowo odpowiadają generałowie Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak. Większą winą obarczam kolejnych ministrów obrony narodowej, m.in.: Jerzego Szmajdzińskiego, Bronisława Komorowskiego, Janusza Onyszkiewicza, a także Bogdana Klicha czy Tomasza Siemoniaka. Do Siemoniaka dr hab.Cenckiewicz nawet wprost napisał: "Dziękujemy Panu [Tomaszowi Siemoniakowi] i Pana kolegom za nadzór nad archiwami. Niech już Pan nigdy nie wraca do MON - bo strach dla pamięci historycznej".

Dodam, że współodpowiedzialni za zniszczenia zasobów są także dyrektorzy Centralnego Archiwum Wojskowego (CAW), m.in.: kmdr Waldemar Wójcik czy płk Czesław Żak, który już dawno powinien wyjaśnić, jak to się stało, że wiele wojskowych źródeł archiwalnych zostało wydanych pod egidą Instytutu Historii Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach, zatrudniającego sporo byłych wojskowych.

Najgłośniejszym echem odbiły się wypowiedzi dr. hab. Cenckiewicza o spustoszeniu źródłowym m.in. w archiwach WOP, ale ten problem został zauważony wcześniej.

W 2013 roku Marcin Kłodziński, podejmując tematykę działania operacyjnego zwiadu (bezpieki) WOP na Wybrzeżu wymierzonego w Solidarność i opozycję antykomunistyczną w latach 1980-1983, stwierdził: "Niestety, o wykorzystaniu w pracy operacyjnej w tym okresie agentury Wydziału II (bezpieki) Kaszubskiej Brygady WOP wiemy niewiele. Ma to związek z niezachowaniem się teczek osobowych źródeł informacji z Trójmiasta". Nie inaczej było w przypadku pozostałych brygad tej formacji, archiwalia zostały wyczyszczone3.

Próbując powoli zostawić autorów prac o wopistach z poprzedniej epoki, muszę podsumować, że byli oni liderami dezinformacji w zakresie tej tematyki. Obok nich funkcjonowali też inni, którzy równie ochoczo chwytali za pióro i uprawiali propagandę w podobnym stylu. Wystarczy przejrzeć tygodnik branżowy Wojsk Ochrony Pogranicza "Granica" albo sięgnąć po "Biuletyn Zarządu Politycznego Wojsk Wewnętrznych" czy po opracowania wewnętrzne, firmowane przez szefostwo WOP. Zważywszy na degrengoladę archiwalną, o której wspominali Cenckiewicz i Kłodziński, warto się z tymi publikacjami zapoznać mimo ich propagandowego charakteru.

Muszę też w tym miejscu przyznać, że prowadząc kwerendy archiwalne, zorientowałem się, iż nie dałoby się opracować powyższej tematyki bez skorzystania z licznych prac dyplomowych i magisterskich, których autorami byli wopiści, i nie tylko. To one mnie ratowały, bo przejęte przez IPN materiały dotyczące zwiadu WOP nie na wiele się zdały. Przejrzałem i sfotografowałem kilka tysięcy tych dokumentów i - opierając się na moich 35-letnich doświadczeniach w kwerendach archiwalnych - doszedłem do wniosku, że dział bezpieki WOP został z całą premedytacją wyczyszczony z kluczowych dokumentów operacyjnych. Wiele materiałów pochodzących z kuźni kadr pograniczników z Kętrzyna, które trafiły do Warszawy np. w formie mikrofilmów, jest nieczytelnych. Po co więc się je udostępnia, skoro dla badaczy to tylko strata czasu? Czy to przypadek, że przekazano zbutwiały materiał archiwalny?

Podobnie sprawa wygląda z dokumentami operacyjnymi, z których korzystali autorzy wspomnianych przeze mnie resortowych prac magisterskich i dyplomowych, tych archiwaliów nie ma. Czyżby zapadły się pod ziemię? Nie, one zostały zniszczone lub wybrakowane w majestacie prawa, wystarczyło w tym celu zmienić ich kwalifikację archiwalną. I tak czyniono przez kolejne dekady Trzeciej Rzeczypospolitej, za rządów kolejnych ministrów obrony narodowej. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że najprawdopodobniej nikt nie odpowie za zniszczenie tych bezcennych dokumentów.

Jakże anegdotyczna wydaje się w tej sytuacji reakcja premiera Tadeusza Mazowieckiego, kiedy na początku lat 90. minionego stulecia poinformowano go, że w MSW na masową skalę niszczona jest dokumentacja operacyjna resortu. Mazowiecki miał wówczas powiedzieć: "powiadomcie o tym Kiszczaka". Tymczasem to właśnie za wiedzą i przyzwoleniem gen. Kiszczaka, wicepremiera i szefa MSW, ta akcja dopiero się rozkręcała. Czego nie udało się wówczas spalić i zniszczyć lub przekazać "braciom Moskalom", unicestwili ci, o których wspominał Sławomir Cenckiewicz4.

O skali niszczenia niewygodnych peerelowskich dokumentów osobiście mogłem się przekonać, kiedy na początku lat 90. XX wieku prowadziłem kwerendę w archiwum wewnętrznym Sekretariatu Komitetu Obrony Kraju (KOK) przy ulicy Olszewskiej w Warszawie. Wielokrotnie zdarzało się wówczas, że w jednym tygodniu korzystałem z bardzo ważnych partii dokumentów operacyjnych KOK, a w kolejnym już nie mogłem do nich powrócić, bo zostały zdjęte z ewidencji archiwalnej. Zatrudnieni w archiwum wojskowi niszczyli je niemalże na moich oczach, a ja nic nie mogłem zrobić. I nikogo z ówczesnego kierownictwa MON to nie obchodziło. Dlatego akta, do których wtedy dotarłem - ręcznie przepisałem wówczas przeszło 1500 stron dokumentów najwyższej wagi państwowej, gdyż nie zezwolono mi na ich kserowanie - są dziś w dużej mierze jedynymi poświadczającymi działalność KOK w okresie Polski Ludowej. Wykorzystałem je później w książce Komitet Obrony Kraju (MON-PZPR-MSW) (Warszawa 2011). Wciąż pamiętam spojrzenia wyższych oficerów, zwłaszcza z kierownictwa, zatrudnionych w archiwum Sekretariatu KOK, gdy się pojawiłem z dokumentem zezwalającym mi na przeprowadzenie kwerendy archiwalnej. Pismo to sygnował ówczesny szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) Jerzy Milewski. Prawdopodobnie byłem ostatnim, który skorzystał z setek dokumentów tej instytucji, obecnie już zniszczonych5.

Oprócz peerelowskiej literatury dotyczącej zwiadu Wojsk Ochrony Pogranicza są także publikacje współczesne poświęcone temu zagadnieniu. Ich autorami są młodzi naukowcy, jak chociażby Jacek Wygoda, autor artykułu Zwiad Wojsk Ochrony Pogranicza jako organ bezpieczeństwa państwa w rozumieniu ustawy lustracyjnej. Rok później pojawił się artykuł Łukasza Grabowskiego i Marcina Maruszaka Zarys struktur oraz zadania zwiadu Wojsk Ochrony Pogranicza i Kontroli Ruchu Granicznego w latach 1945-1991. W kolejnym roku swoją pracę Wydział II Kaszubskiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza wobec Solidarności oraz opozycji antykomunistycznej (1980-1983) opublikował wspomniany już Marcin Kłodziński. Dwa lata później pojawił się z kolei materiał Łukasza Grabowskiego Referat szefa Zarządu VII Zwiadowczego Dowództwa WOP płk. Stefana Sobczaka, oceniający sytuację w pionie zwiadu WOP w pierwszym półroczu 1955 r. W 2016 roku ten sam autor opublikował artykuł Zasady współpracy Wojsk Ochrony Pogranicza i Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego w latach 1954-1956 w ujęciu oficera zarządu II zwiadowczego WOP ppłk. Hipolita Sławińskiego6.

Jestem pełen podziwu, że ci naukowcy młodego pokolenia - cywile, którzy nigdy nie służyli w formacji zbrojnej - sięgają po tematy, które kryją dla nich setki niewiadomych, i wychodzą ze zmagań badawczych zwycięsko. Oby było jak najwięcej takich niezależnych naukowców, a wtedy postpeerelowskie manipulacje historią zostaną obnażone. Panowie, dużo skorzystałem z Waszego dorobku, dziękuję.

Pozostaje mi jeszcze skreślić kilka słów o pracy mojego autorstwa. Liczy ona sześć rozdziałów, w których wyeksponowałem specyfikę funkcjonowania bezpieki Wojsk Ochrony Pogranicza na poszczególnych granicach: północnej, zachodniej, południowej i wschodniej. Każdej z granic poświęciłem oddzielny rozdział. Najbardziej problematyczna była granica wschodnia - przede wszystkim dlatego, że bezpieka WOP niemal w całości oddała tam pole sowieckim pogranicznikom. To oni rozdawali tu karty, a wopiści tylko im w tym asystowali.

Polskie granice powojenne - gdyby nie gwarantował ich żelaznym uściskiem moskiewski patronat - spływałyby krwią od momentu ich ustanowienia, nikomu bowiem nie pasowały. Polakom, bo Sowieci zabrali połowę przedwojennego terytorium Rzeczypospolitej, mieszkańcom Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD), gdyż Polska przejęła z woli Stalina ich ziemie wschodnie. I żadne propagandowe hasła typu "byliśmy, jesteśmy, będziemy", którymi komuniści próbowali przekonać Polaków do tego przejęcia, nie zlikwidują napięć na tym tle. Od wschodu czyhali Ukraińcy, którzy zgłaszali pretensje terytorialne niemal po Kraków, Białorusini też próbowaliby coś uszczknąć. W gotowości byli (i są nadal) również Litwini, by sięgnąć po Suwalszczyznę, i nie tylko. A Czesi i Słowacy zajęliby nasze ziemie od Spiszu i Orawy po Zakopane i Nowy Sącz (które okupowali za czasów Adolfa Hitlera).

Dużo miejsca poświęciłem w niniejszej pracy także latom 80. XX wieku, czyli dyktaturze generałów nie do końca przygotowanych do sprawowania władzy. W trakcie moich badań udało mi potwierdzić, że w stanie wojennym i latach 80. zwiad WOP był niczym innym jak bezwzględną bezpieką, dławiącą własne szeregi i ludność zarówno na pograniczu, jak i w głębi kraju. Od narodzin tej formacji jej członkowie byli ubekami, a później esbekami mundurowymi, którzy czynnie zapoczątkowali utrwalanie władzy ludowej, zwalczając z bronią w ręku polskie podziemie niepodległościowe. A u schyłku zmurszałego systemu komunistycznego swój oręż skierowali przeciwko Solidarności, spinając klamrą dziejową te dwa bardzo ożywcze w historii Polski wydarzenia, które były na miarę epokowych zrywów naszego narodu7.

Szanowni Czytelnicy! Kończąc wstęp, pragnę podkreślić, jak ważne, moim zdaniem, było powstanie tej książki. Nie można bowiem nadal nazywać zmanierowanych ideologicznie bezpieczniaków pogranicza zwiadowcami Wojsk Ochrony Pogranicza. Ja się na to nie godzę! Byli tak samo cyniczną i prymitywną bezpieką, jak inne peerelowskie służby specjalne, i powinni zostać rozliczeni na takich samych zasadach jak ubecy i esbecy z dawnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Pytanie: Kto to zrobi? Ręka do góry! Chętnych nie widzę! I to jest problem.

PRZYPISY

1 Szerzej: Armia Czerwona/Radziecka w Polsce w latach 1944-1993. Studia i szkice, red. K. Filip i M. Golon, Borne Sulinowo-Bydgoszcz-Gdańsk 2014; M.L. Krogulski, Okupacja w imię sojuszu. Armia Radziecka w Polsce w latach 1944-1956, Warszawa 2000; Polska w dokumentach z archiwów rosyjskich 1949-1953, wybór i oprac.: A. Kochański, G.P. Maruszko, A.F. Noskowa, A. Paczkowski, K. Persak, Warszawa 2000, s. 41-47. W opracowaniu tym warto zwrócić uwagę na pismo z 14.07.1949 r., skierowane przez ambasadora ZSRS w Warszawie Wiktora Lebiediewa do ministra spraw zagranicznych ZSRS Andrieja Wyszynskiego, o sytuacji w kierownictwie PZPR, czytamy w nim: "W zeszłym roku w Polskiej Partii Robotniczej zdemaskowano i rozbito prawicowe, nacjonalistyczne odchylenie, na czele którego stał ówczesny przywódca partii Gomułka [...]. Jednak życie idzie naprzód i ujawnia nowe sprzeczności. Kierownicze jądro partii stanowią: Bierut [Bolesław], Berman [Jakub], Minc [Hilary]. Jako czwarty do grupy tej należy Zambrowski [Roman]. Wśród nich tylko Bierut jest narodowości polskiej".By zgłębić istotę komunizmu wojennego w wersji sowieckiej, polecam: J. Baberowski, Czerwony terror, Warszawa 2009, s. 161-199, gdzie czytamy: "Czerwony terror rozpoczął się bezpośrednio po wkroczeniu sowieckich wojsk do wschodniej Polski [...]. Oddziały NKWD pojawiały się niespodziewanie. Ofiary miały jeszcze czas, aby włożyć coś na siebie i wepchnąć do kieszeni najpotrzebniejsze przedmioty, zanim enkawudziści wypędzili je z domu. Gdzieniegdzie dzieci powracające ze szkoły nie zastały już rodziców. Rodziny, przyjaciół i krewnych rozdzielano w czasie wywózki. Prawie nigdzie ofiary nie dowiadywały się, co spowodowało, że zamknięto ich w bydlęcych wagonach i wywieziono z ojczystej ziemi". Do tej pory nie potrafimy się uporać z tym problemem. Kaci i mordercy komunistyczni wciąż spoczywają na największej nekropolii w Polsce - na Powązkach w Warszawie, a ich ofiary nadal wydobywamy z jam cmentarnych, porozrzucanych po całym kraju. Polecam w tym miejscu najnowszą książkę Aldony Zaorskiej, Poznaj ich prawdziwe nazwiska, Warszawa 2019.

2 P. Majer, Stan badań nad historią resortu sprawa wewnętrznych, Warszawa 1980, MSW w Warszawie [1944] 1954-1990, Archiwum IPN BU, sygn. 02147/13; W. Frazik, B. Kopka, G. Majchrzak, Dzieje aparatu represji w PRL (1944-1989). Stan badań, Warszawa-Kraków 2004, s. 4-63.

3 Według Sławomira Cenckiewicza kompletnie zniszczone zostały m.in.: akta szefostwa WOP za lata 1975-1985, materiały archiwalne WSW z lat 1976-1978 oraz dokumenty Zarządu II Sztabu Generalnego WP z 1973 r. czy dokumenty dotyczące "złotego funduszu", który promował kadrę oficerską chowu sowieckiego (https://www.tvp.info/37767328/cenckiewicz-o-niszczeniu-akt-nie-mowimy-o-czasach-jaruzelskiego-ale-o-xxi-wieku). W przypadku WOP spustoszenie archiwalne jest dużo większe, brakuje m.in.: dokumentacji operacyjnej z okresu walk ze zbrojnym polskim podziemiem niepodległościowym oraz opozycją polityczną okresu powojennego, z udziału WOP w tłumieniu buntów robotniczych, np. w 1956 r. w Poznaniu, z udziału bezpieki WOP w czystkach antysyjonistycznych w Polsce z lat 1967-1968, ze współudziału w tłumienia buntu na Wybrzeżu w grudniu 1970 r., ze stanu wojennego, w wypadku którego zachowały się tylko szczątkowe informacje. Za każdym razem w wymienionych wydarzeniach wopiści od razu przystępowali do blokady granic i wyłapywania uciekających z kraju obywateli poszukiwanych przez peerelowskie służby specjalne. Od tego rozpoczynali działania operacyjne, by później podejmować działania śledczo-dochodzeniowe niczym nieróżniące się od ubecko-esbeckich spod szyldu MSW; Zob. M. Kłodziński, Wydział II Kaszubskiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza wobec Solidarności oraz opozycji antykomunistycznej (1980-1983), "Aparat represji w Polsce Ludowej 1944-1989" 2013, nr 11, s. 195-218.

4 Postawa i stanowisko zajęte wówczas przez T. Mazowieckiego nie powinny dziwić, zwłaszcza po zapoznaniu się z artykułem S. Cenckiewicza, Jak Mazowiecki zwalczał podziemie, "Historia Do Rzeczy" 2013, nr 1, s. 10-13. Mazowiecki atakował w artykułach z lat 50. XX w. Polskie Państwo Podziemne, a zwłaszcza Armię Krajową, jak również polskie podziemie antykomunistyczne i Kościół katolicki. Brał też czynny udział w medialnej nagonce na bp. Czesława Kaczmarka, kiedy komuniści wytoczyli mu proces karny. Tymczasem postkomuniści fundują Mazowieckiemu popiersia, jego nazwiskiem nazywają ulice, a w planach mają także pomniki.

5 Szerzej: L. Kowalski, Komitet Obrony Kraju (MON-PZPR-MSW), Warszawa 2011.

6 J. Wygoda, Zwiad Wojsk Ochrony Pogranicza jako organ bezpieczeństwa państwa w rozumieniu ustawy lustracyjnej, "Aparat represji w Polsce Ludowej 1944-1989" 2011, nr 1/8-9, s. 97-117; Ł. Grabowski, M. Maruszak, Zarys struktur oraz zadania zwiadu Wojsk Ochrony Pogranicza i Kontroli Ruchu Granicznego w latach 1945-1991, "Pamięć i Sprawiedliwość" 2012, nr 2 (20), s. 303-329; M. Kłodziński, Wydział II Kaszubskiej Brygady..., op.cit.; Ł. Grabowski, Referat szefa Zarządu VII Zwiadowczego Dowództwa WOP płk. Stefana Sobczaka, oceniający sytuację w pionie zwiadu WOP w pierwszym półroczu 1955 r., "Przegląd Archiwalny IPN", t. 8, Warszawa 2015, s. 247-267; Ł. Grabowski, Zasady współpracy Wojsk Ochrony Pogranicza i Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego w latach 1954-1956 w ujęciu oficera zarządu II zwiadowczego WOP ppłk. Hipolita Sławińskiego, "Przegląd Archiwalny IPN", t. 9, Warszawa 2016, s. 279-306.

7 Wopiści mają też na sumieniu udział w zwalczaniu młodzieży walczącej. Gros tego typu organizacji młodzieżowych (66 proc.) powstało po 1948 r., kiedy leśni żołnierze podziemia zbrojnego nie byli już w stanie prowadzić ofensywnych działań zbrojnych w obronie Polski przedwojennej. W tym czasie Wyklęci walczyli jedynie o przetrwanie. To wtedy na scenie dziejowej pojawili się polscy młodzi patrioci (często w wieku zaledwie 20-21 lat), którzy przejęli pałeczkę. Dlatego polecam w całości lekturę "Biuletynu IPN" 2019, nr 3, a szczególnie artykuły: J. Wołoszyn, Konspiracyjne organizacje młodzieżowe; B. Noszczak, Moja wojna z czerwonymi; K. Rajski, Młodzi kontynuatorzy Polski Podziemnej oraz M. Wenklar, Kolumbowie. Rocznik 30. Polecam również opracowanie J. Wołoszyna Zapomniane ogniwo. Konspiracja młodzieżowa na ziemiach polskich 1944-1956, Warszawa 2019, s. 5-70.

8 W. Markiewicz, Granica jako przedmiot badań - refleksje socjologiczne, [w:] Problemy granic i obszaru odrodzonego państwa polskiego 1918-1990, Poznań 1992, s. 207.

9 By zrozumieć, jak wykuwaliśmy sobie wolność i granice tuż po zaborach prusko-austriacko-rosyjskich i jaki to miało związek z granicami Polski po II wojnie światowej, polecam lekturę "Biuletynu IPN" 2019, nr 5, gdzie wielu autorów, m.in. A. Kuprianis w artykule O zachodnią granicę II Rzeczypospolitej. Walki z Niemcami i komunistami w Zagłębiu Dąbrowskim, przybliża nam zmagania o te ziemie. T. Sikorski w artykule Bunt Żeligowskiego. Harcerskie oddziały bojowe w wyprawie na Wilno dopowiada, w jakich okolicznościach państwo polskie ponownie zespoliło się z Litwą. Inny z autorów, ks. Jarosław Wąsowicz, w artykule Młodzież w walce o granice odrodzonej Polski wybija na sztandary chwały udział polskiej młodzieży w walkach m.in. w obronie Lwowa, Przemyśla, w powstaniu wielkopolskim, trzech powstaniach śląskich i w bojach o Śląsk Cieszyński, w wojnie polsko-bolszewickiej i w plebiscytach prowadzonych na terenach spornych. Inny z autorów, W. Brenda, w artykule Polska czy Prusy Wschodnie? Przegrany plebiscyt odwołuje się m.in. do opinii ks. Antoniego Ludwiczaka, który tak to podsumował: "Sto pięćdziesiąt lat rządu pruskiego i kilka ostatnich miesięcy gwałtów i fałszów zrobiły swoje". To niewątpliwie była porażka Polski na Warmii i Mazurach.

10 Pisarz i publicysta Leopold Tyrmand ironizował przed październikiem 1956 r.: "Paszporty na Zachód otrzymywali: a) ludzie godni zaufania, a więc - wysocy urzędnicy, karierowicze z dyplomacji i handlu zagranicznego o wypróbowanej wierności, różna zawiesina partyjna i bezpartyjna na usługach tzw. cyrku Stalina, który załatwiał zjazdy intelektualistów, kongresy pokoju itp., paksowcy (PAX), marynarze, ubiacy (UB) do pilnowania ich wszystkich oraz Jarosław Iwaszkiewicz i Jan Kott; b) ludzie niezbyt godni zaufania, ale których trzeba było choć raz pokazać, jak różni sportowcy, matematycy, kompozytorzy, zawsze skrupulatnie dobierani pod kątem pozostawionych rodzin, aby nie przyszło im coś do głowy. Zob. L. Tyrmand, Porachunki osobiste, Warszawa 2002, s. 25. Szerzej: J. Molenda, Ucieczki z PRL, Warszawa 2015, s. 26-28.

11 Dzieje Koszalina, red. B. Polak, t. 2, Koszalin 2016, s. 17.

12 W 1939 r. Związek Sowiecki zagarnął 200 tys. km kw. Polski przedwojennej, którą zamieszkiwało 13,4 mln ludności (w tym ok. 5 mln Polaków), Niemcy zajęły 189 tys. km kw. z 21,8 mln ludności. Wynika z tego, że 52 proc. terytorium Polski przypadło w udziale Sowietom, a 48 proc. Niemcom. Zob. J. Łojek, Kalendarz Historyczny, 1989 (bez numeracji stron). Szczególnie polecam: W. Churchill, Druga Wojna Światowa, Gdańsk 1944, gdzie m.in. w t. 1 ks. 2 (s. 46-47) w sprawie agresji na Polskę w 1939 r. czytamy: "W czasie gdy my gromadziliśmy się na spotkaniach Gabinetu Wojennego, Hitler - zgodnie ze stosowanymi przez siebie metodami - wprowadzał w życie swój dawno opracowany plan szybkiego i niemal mechanicznego zniszczenia słabszego kraju. Polska wystawiona była na inwazję niemiecką aż z trzech stron [...]. Liczebnością i sprzętem armia polska nie mogła się równać ze swoim przeciwnikiem [...]. Teraz przyszła kolej na Sowietów. Do głosu doszło to, co teraz nazywają oni "demokracją". 17 września (1939 r.) rosyjskie wojska przelały się przez wschodnią granicę Polski, praktycznie niebronioną i ruszyły na zachód szerokim frontem". Ciekawym studium, jak broniliśmy się przed okupantami, jest opracowanie Bitwy września 1939 roku. Studia z dziejów polskich działań obronnych, red. B. Polak, t. 7, Koszalin 1999; M. Hastings, Tajna wojna 1939-1945. Szpiedzy, szyfry i partyzanci, Kraków 2017, s.503-504. Szerzej: J. Karski, Wielkie mocarstwa wobec Polski 1919-1945. Od Wersalu do Jałty, Lublin 1998; K. Slepyan, Partyzanci Stalina. Radziecki ruch oporu w czasie II wojny światowej, Poznań 2008, s. 344-376.

13 Jak napisał Piotr Zychowicz: "Polska nie została sprzedana w Jałcie. Już w 1939 r. Wielka Brytania gotowa była zgodzić się na aneksję ziem wschodnich przez Stalina". W tym konkretnym przypadku odwołuje się do alarmującego memoriału nestora polskiej geopolityki Władysława Studnickiego, który m.in. stwierdził: ""Największe niebezpieczeństwo ze strony Anglii polega na tym, że pragnie udziału Rosji sowieckiej w koalicji. Czym jednak za ten czyn może Rosji zapłacić? Tylko ziemiami polskimi, tylko naszym wschodem, tj. województwami leżącymi za Bugiem i Sanem". I tak się rzeczywiście stało". Zob. P. Zychowicz, Jak Churchill zdradził Polskę, "Historia Do Rzeczy" 2018, nr 4, s. 8-11; Podobnie dobitnie ten graniczny przekręt opisał M. Gałęzowski w artykule Dyktat jałtański, dodając: "Sojusznicza i zwycięska Polska została potraktowana w sposób bardziej bezwzględny niż wrogowie i pokonane Niemcy - tak twierdził gen. Kazimierz Sosnkowski". W innym miejscu artykułu Gałęzowski odwołuje się do przedjałtańskiej rozmowy Churchilla z ministrem spraw zagranicznych Anthonym Edenem, w której szef MSZ stwierdził: "Muszą być bardzo głupi (Polacy), jeżeli wyobrażają sobie, że zamierzamy rozpocząć wojnę z powodu polskiej granicy wschodniej". Zob. "Historia Do Rzeczy" 2018, nr 4, s. 20-22.

14 T. Wolsza, Za żelazną kurtyną. Europa Środkowo-Wschodnia, Związek Sowiecki i Józef Stalin w opiniach polskiej emigracji politycznej w Wielkiej Brytanii 1944/1945-1953, Warszawa 2005, s. 30-35.

15 T. Wolsza, op.cit., s. 30-35

16 Ibidem. Szerzej: E. Guz, Londyński rodowód PRL. Od Mikołajczyka do Bieruta, Warszawa 2014, s. 13-81.

17 Sowieci w Jałcie nie tylko uszczuplili terytorium Polski, lecz także przyłączyli do Kraju Rad Litwę, Łotwę i Estonię. Wcześniej (12.09.1944) odebrali Rumunii Mołdawię Wschodnią (Besarabię) i północną Bukowinę. Nie inaczej postąpili z Finlandią (19.09.1944), przejmując rejon Wyborga, okolice Petsamo oraz część Karelii. Ponadto po zdobyciu Królewca w styczniu 1945 r. nazwali go Kaliningradem i wraz z przyległym obszarem włączyli do nowych nabytków terytorialnych. Z kolei Czechosłowacji odebrali Ruś Zakarpacką. Z czasem każdą połać ziem zagarniętych innym narodom Sowieci doprowadzili do ruiny gospodarczej, a przejętą ludność do zapaści cywilizacyjnej, i to na dekady. Nie bez kozery mówiło się swego czasu, że Związek Sowiecki przypominał Górną Woltę: uzbrojoną po zęby, ale za to z gołą d[...]ą. Wystarczy pojechać na dawne polskie ziemie kresowe, by się o tym przekonać. Zob. P. Eberhardt, Polska granica wschodnia 1939-1945, Warszawa [b.d.], s. 190-191.

18 Jak napisał Service: "Ludzie mieli znaczenie dla Stalina tylko jako narzędzia do realizacji polityki państwowej [...]. Należało uczyć "masy" posłuszeństwa wobec wszystkiego, co zarządził Wódz i jego akolici. Takie postawy wszczepiano jako główne elementy marksizmu". Zob. R. Service, Towarzysze. Komunizm od początku do upadku. Historia zbrodniczej ideologii, Kraków 2008, s. 274-276. Szerzej: D. Wołkogonow, Siedmiu wodzów, Warszawa 1999, s. 120-248.

19 T. Snyder, R. Brandon, Stalin i Europa 1928-1953, Poznań 2014, s. 246.

20 Sowieci przesunęli przedwojenną granicę polsko-sowiecką o 250 km na zachód od linii Curzona, linii demarkacyjnej zaproponowanej przez brytyjskiego ministra spraw zagranicznych George'a Curzona w 1919 r. Ta linia nigdy nie była granicą wschodnią przedwojennego państwa polskiego. Sowieci uczepili się jej już w trakcie wojny, gdyż było to dla nich wygodne. Umiędzynarodowili tę sprawę, wskazując, że jakoby to sami Brytyjczycy uznali dużo wcześniej, że to sprawiedliwa linia graniczna. Zob. G. Motyka, Na białych Polaków obława. Wojska NKWD w walce z polskim podziemiem 1944-1953, Kraków 2014, s. 37.

21 Problemy granic i obszaru odrodzonego państwa polskiego, red. A. Czubiński, Poznań 1992, s. 202; W. Borodziej, Od Poczdamu do Szklarskiej Poręby. Polska w stosunkach międzynarodowych 1945-1947, Londyn 1990, s. 145-153; R. Service, op.cit. Ostatecznie powierzchnia przydzielonego Polsce przez Sowietów terytorium daje nam 70. miejsce na świecie i 9. w Europie. Pod względem liczby ludności zajmowaliśmy 34. miejsce w świecie, a 6. w Europie. Jesteśmy wprawdzie dużym krajem, przynajmniej jak na warunki europejskie, ale bez kręgosłupa, czyli ziem kresowych, które od wieków były siedliskiem najbardziej patriotycznej części społeczeństwa. Obecnie długość kraju na osi północ-południe wynosi 649 km, rozpiętość między granicami wschodnią i zachodnią to 689 km. Długość granicy morskiej to 440 km. Na południu graniczymy z Czechami (796 km) i Słowacją (541 km), a od wschodu z Białorusią (418 km) oraz z Ukrainą (535 km) i od północy z Litwą (104 km), a także z obwodem kaliningradzkim na odcinku 210 km. Zob. T. Snyder, op.cit.; P. Eberhardt, op.cit., s. 200-221; Umowa między rządem PRL a rządem NRD ws. żeglugi na wodach granicznych oraz ws. eksploatacji i utrzymania wód granicznych, podpisana 6.02.1952 r. w Berlinie, Archiwum IPN BU, sygn. 0152/30.

22 Warto sobie również uświadomić, że repatriacje (do końca 1946) z ziem przejętych prze ZSRS objęły prawie 1,5 mln osób. W tym samym czasie przesiedlono do ZSRS ponad 0,5 mln ludności ukraińskiej zamieszkałej na południowo-wschodnich obszarach Polski. Pamiętajmy też, że w chwili "oswobadzania" Polski przez Sowietów poza jej granicami było w sumie blisko 4,5 mln obywateli, w tym ponad 2 mln na ziemiach wcielonych do ZSRS oraz 1,5 mln wywiezionych do Rzeszy (nie licząc 200 tys. żołnierzy polskich przebywających w niewoli) i ok. 800 tys. w innych krajach (Francja, Anglia, Belgia, Włochy, Szwajcaria, Iran, Szwecja), do których wyemigrowali w okresie kampanii wrześniowej i później. Ponadto ziemie zachodnie i północne opuściła także znaczna część obcokrajowców: Włochów, Francuzów, Czechosłowaków, Jugosłowian i innych ludzi przywiezionych tu przez Niemców na roboty przymusowe. Tuż po wojniena terenie Rzeszy znajdowało się ok. 3 mln obywateli ZSRS, 90 tys. Litwinów, 60 tys. Łotyszy i 15 tys. Estończyków - wywiezionych na roboty. Ludność ta powracała w rodzinne strony przeważnie przez ziemie polskie. W sumie od maja 1945 do końca 1948 r. granice państwa polskiego przekroczyło, nie licząc wojska, ok. 12 mln osób. I jeszcze kilka liczb dla pełniejszego zobrazowania sytuacji. Od listopada 1945 do marca 1947 r. granicę zachodnią Polski przekroczyło 6 326 189 osób, w tym do kraju przybyło 2 551 932, a z Polski wyjechało 3 774 257 osób (nie licząc wojska). W ciągu 30 miesięcy organa WOP (od listopada 1945 do kwietnia 1948) skontrolowały na granicach państwa 11 624 198 osób, czyli średnio 12 016 osób dziennie. W okresie 17 miesięcy (1946-1948) skontrolowano 156 610 pociągów, 73 190 samochodów i innych pojazdów mechanicznych oraz 15 685 statków morskich. Zob. J. Kukułka, Traktaty sąsiedzkie Polski odrodzonej, Wrocław 1998, s. 60; W. Materski, Dyplomacja polski "lubelskiej", lipiec 1944 - marzec 1947, Warszawa 2007, s. 65-74; Z. Przybyłowicz, 6 Brygada WOP i jej walka o utrwalanie władzy ludowej w latach 1945-1948, praca magisterska, Warszawa 1983, Archiwum IPN BU, sygn. 1510/4845.

23 A. Applebaum, Za żelazną kurtyną. Ujarzmienie Europy Wschodniej 1944-1956, Warszawa 2013, s. 46. Podobnie ujął exodus Polaków Ryszard Terlecki, pisząc: "W Polsce w tym czasie trwała prawdziwa wędrówka ludów. Warszawiacy wracali do zburzonej Warszawy, wysiedleni przez Niemców mieszkańcy Wielkopolski wracali do Poznania i do swoich domów, z centralnej Polski na Zachód jechały tłumy przedsiębiorczych handlarzy i "szabrowników", kuszonych porzuconym mieniem niemieckim. Z Zachodu z kolei ciągnęły masy więźniów i jeńców, uwolnionych z obozów, przymusowych robotników, a także uciekinierów przed sowieckim potopem, którzy nie zdążyli dotrzeć do amerykańskich i brytyjskich pozycji [...]. W Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu przesiedlenia miały się zakończyć w grudniu 1945, we Lwowie - w marcu 1946, na Wileńszczyźnie - dopiero w czerwcu 1946 roku". Zob. R. Terlecki, Polska w niewoli 1945-1989, Historia sowieckiej kolonii, Kraków 2015, s. 25; Rozkaz ND WP nr 002 z 22.06.1945 r. Wysiedlenie cywilnej ludności niemieckiej, objęcie stanowisk komendantów wojennych przez Wojsko Polskie i pełnienie służby ochrony pogranicza, Archiwum IPN BU, sygn. 771/4/67.

24 T. Snyder, R. Brandon, op.cit., s. 253.

25 D. Stola, O paradoksie masowej emigracji z państwa zamkniętego, wyjazdy do Niemiec w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych, [w:] Władza a społeczeństwo w PRL. Studia historyczne, Warszawa 2003, s. 55-76.

26 Ibidem.

27 S. Cenckiewicz, Geneza Ludowego Wojska Polskiego 1943-1945, Warszawa 2017.

28 W. Materski, op.cit., s. 11.

29 K. Jasiewicz, My, czerwona brygada, "Historia Do Rzeczy" 2013, nr 8, s. 48-51.

30 Jak napisał płk Matuszewski: "Zamyka się krąg okrucieństwa. Porwano ludzi z domostw za to, że byli Polakami. Więziono, skazywano na głód, nędzę i śmierć - za to, że byli Polakami... Dziś czyni się sprawę najpodlejszą i najokrutniejszą: przymusem i gwałtem każe się Polakom walczyć z Polską. Pod dźwięk "Jeszcze Nie Zginęła" każe się żywym iść ku Jej śmierci. Pod polskim sztandarem nakazuje się niewolnikom niszczyć to, czego walczącemu narodowi przemocą odebrać nie zdołano: jego praw, jego honoru... Módlmy się za nich. Bo są to najnieszczęśliwsi wśród nieszczęśliwych. Najnieszczęśliwsi, gdyż nawet śmierć ich nie Tej służy, którą kochają, lecz tym, co pragną rękami niewolników cały naród polski zakuć w kajdany niewoli. Zob. S. Cenckiewicz, Geneza Ludowego Wojska..., op.cit., s. 86-87. Szerzej: H. Stańczyk, S. Zwoliński, Wojsko Berlinga i Żymierskiego 1943-1945, Warszawa 2015, s. 11-107.

31 Jak mundurowi komuniści rozprawiali się z uciekinierami z kraju, potwierdza ten oto przypadek: "Strz. Mirzyński Henryk i strz. Kazimierczak Henryk - czytamy w rozkazie dowódcy Wojsk Wewnętrznych gen. Juliusza Hibnera - z Jednostki Wojskowej nr 2445, pełniąc służbę patrolową sterroryzowali przy pomocy broni cywilną i bezbronną załogę kutra rybackiego i nakazali jej płynąć w kierunku Szwecji. Zamierzali oni, w razie udania się ucieczki, wstąpić do armii amerykańskiej. Schwytani na pełnym morzu, zostali oddani pod sąd [...]. Powołani do ochrony granic Polski Ludowej przed zakusami imperializmu amerykańskiego i jego popleczników strzelcy Mirzyński i Kazimierczak zdradzili ojczyznę [...]. Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał Mirzyńskiego i Kazimierczaka na karę śmierci. Wyrok na zdrajcach został wykonany". Zob. Rozkaz nr 040/51 z 14.12.1951 r., Archiwum IPN BU, sygn. 2220/416. Szerzej: J. Szarek, Kresy są wszędzie, "Biuletyn IPN" 2019, nr 1-2, s. 5-7.

32 H. Stańczyk, S. Zwoliński, Wojsko Berlinga..., op.cit., s. 330.

33 W 1927 r. Michał Rola-Żymierski został skazany na pięć lat więzienia za nadużycia gospodarcze w wojsku. Jednocześnie pozbawiono go odznaczeń państwowych i zdegradowano ze stopnia generała brygady do szeregowego. Po odbycia kary wyjechał do Francji, gdzie w 1932 r. został zwerbowany przez sowiecki wywiad cywilny INO NKWD. Tam też wstąpił do Komunistycznej Partii Polski. W czasie okupacji niemieckiej związał się z Gwardią Ludową (GL) i Armią Ludową (AL). Próbował też wstąpić w szeregi Armii Krajowej, a nawet Narodowych Sił Zbrojnych, ale nie został przyjęty. Za zasługi dla partyzantki komunistycznej został awansowany przez Stalina na stopień generalski. Od lipca 1944 r. został naczelnym dowódcą WP, a w maju 1945 r. awansowany na marszałka Polski. O dowodzeniu wojskami miał niewielkie pojęcie. Obwiniano go o przeszło 60-proc. straty w szeregach 1 Armii WP w czasie walk z Niemcami na Pomorzu. Szerzej: J. Patka, J. Poksiński, Michał Żymierski 1890-1989, Warszawa 2015.

34 To właśnie gen. Stanisławowi Popławskiemu błyskawiczną karierę wojskową i pierwszą gwiazdkę generalską zawdzięczał Wojciech Jaruzelski. Popławski upatrzył sobie też Jaruzelskiego na męża dla swojej jedynej córki Izy. Do mariażu wprawdzie nie doszło, ale gen. Popławskiemu pozostał sentyment do Jaruzelskiego. Kiedy w 1956 r. Popławski opuszczał Polskę, miał rzekomo powiedzieć do oficjeli mundurowych żegnających go na Okęciu w Warszawie: "Pozostawiam wam tu bardzo dobrego oficera, tylko go nie zmarnujcie". Zob. L. Kowalski, Jaruzelski. Generał ze skazą. Biografia wojskowa generała armii Wojciecha Jaruzelskiego, wyd. 2, Poznań 2012, s. 230.

35 J. Jagiełło, 10 Oddział Wojska Ochrony Pogranicza w latach 1945-1948, praca magisterska, Instytut Nauk Społeczno-Politycznych Akademii Spraw Wewnętrznych (ASW), Warszawa 1979, Archiwum IPN BU, sygn. 001834/941; M. Szczurowski, Dowódcy Wojska Polskiego na froncie wschodnim 1943-1945, Pruszków 1996, s. 102-103; J. Ławski, Ochrona granic Polski Ludowej 1945-1948, Warszawa 1974, s. 80; J. Ławski, C. Żmuda, Wojska Ochrony Pogranicza w latach 1945-1946, "Wojskowy Przegląd Historyczny" 1966, nr 4, s.17.

36 Z. Przybyłowicz, 6 Brygada WOP..., op.cit., s.22-45, Archiwum IPN BU, sygn. 1510/4845; Z. Parucki, Geografia polityczna i wojenna, Warszawa 1970, s. 129-174; W. Materski, op.cit., s. 75-96; M. Kamiński, Polsko-czechosłowackie stosunki polityczne 1945-1948, Warszawa 1990, s. 84-86.

37 Wspierając zbrojne formacje komunistyczne, sowieccy "oswobodziciele" dopuszczali się na terenie Polski niewyobrażalnych zbrodni. Wstrząsające wrażenie robią opisy gwałtów na Polkach. Najczęściej dochodziło do gwałtów zbiorowych (po 3-4 bolszewików na jedną Polkę, a bywało, że gwałciło je po kilkudziesięciu). Zdarzały się też zabójstwa broniących się kobiet albo ich oślepianie, by ofiara nie mogła rozpoznać sprawców. Sowieci zabijali także mężów i braci, którzy stawali w obronie żon i sióstr. Oprawcy nie zważali też na wiek ofiar, były wśród nich zarówno niespełna 10-letnie dziewczynki, jak i staruszki po osiemdziesiątce. Szacuje się, że łącznie sowieccy żołnierze zgwałcili od 40 do 100 tys. Polek. Wiele z nich zarażono chorobami wenerycznymi. Zob. G. Motyka, Na białych..., op.cit., s. 298-310; P. Kołakowski, Pretorianie Stalina. Sowieckie służby bezpieczeństwa i wywiadu na ziemiach polskich 1939-1945, Warszawa 2010, s. 291-376; L. Żebrowski, Czerwona trucizna. Mity przeciwko Polsce, Warszawa 2015, s. 15-57; L. Żebrowski, W szponach czerwonych. Komunizm i (post)komunizm w Polsce po 1944 r., Sandomierz 2016, s. 11-32; L. Żebrowski, Walka o prawdę. Historia i polityka, Warszawa 2013, s. 25-33.

38 W dniu 28.02.1945 r., trzy dni po utworzeniu Komitetu Specjalnego, gen. Nikołaj Bułganin (zastępca ludowego komisarza obrony) wydał Rozkaz nr 039 dotyczący wojskowych organów i jednostek "trofiejnych", które przyporządkowano szefowi Zarządu Tyłów Armii Czerwonej. Od tej chwili każdy sowiecki front czy armia dysponowały wydziałami ds. zdobyczy wojennych. Na mocy ww. rozkazu powołano 80 batalionów roboczych, 8 samodzielnych batalionów samochodowych, 20 baz armijnych, 5 baz centralnych z kompaniami samochodowymi. Każdy batalion roboczy liczył 500 osób. Ogółem Sowieci powołali 80 tys. osób, które zajmowały się jedynie grabieżą dóbr wskazanych przez szefa Zarządu Tyłów Armii Czerwonej. Mieli decydujący udział w rozkradaniu dóbr z ziem przejętych przez Polskę. Najbardziej ucierpiały: Pomorze, Górny Śląsk i tereny wzdłuż pogranicza zachodniego. Do 1.05.1947 r. Sowieci zdemontowali na terenie Polski 1119 zakładów produkcyjnych, a żeby wywieźć ich mienie, potrzebowali 211 500 wagonów. Zob. B. Musiał, Wojna Stalina 1939-1945. Terror, grabieże, demontaż, Poznań 2012, s. 273 i 339; Dwa powroty Polski nad Bałtyk, 1920 i 1945, red. B. Polak, Koszalin 1985, s. 431; Działania militarne na Pomorzu, red. W. Wróblewski, Warszawa 2001, s. 303; Armia Czerwona/Radziecka... op.cit., s. 20-23; H. Różański, Śladem wspomnień i dokumentów (1943-1948), Warszawa 1988, s. 317-382; M. Krogulski, op.cit., s. 170-182.

39 Tylko w lipcu i sierpniu 1945 r. punkty kontrolne na granicy zachodniej i południowej, zorganizowane przez dywizje 2 Armii, przyjęły ok. 100 tys. Polaków. Jednym z istotniejszych zadań było również niedopuszczenie do powrotu na ziemie polskie Niemców, którzy uciekli przed Armią Czerwoną. A chętnych, gdy sytuacja zaczęła się stabilizować i minął pierwszy szok, były tysiące. W wielu wypadkach Sowieci lepiej traktowali Niemców na obszarach włączonych do Polski niż napływową ludność polską, która przybywała na te tereny, by się osiedlać. Zob. A. Ogrodowczyk, Nad Odrą i Bałtykiem. Osadnictwo wojskowena zachodnich i północnych ziemiach Polski po drugiej wojnie światowej, Warszawa 1979, s. 27-28; B. Bełczewski, Udział ludowego Wojska Polskiego w zagospodarowaniu ziem zachodnich i północnych, Warszawa 1964, s. 21.

40 Dekret z dnia [b.d.] 1945 r. o Wojsku Ochrony Pogranicza, Archiwum IPN BU, sygn. 3105/5.

41 Agentura w działaniach bezpieki WOP odgrywała istotną rolę w pracy operacyjnej. Oto przykład - w raporcie o założeniu sprawy agenturalnego sprawdzenia "Blondynka" czytamy: "Ja, Kierownik Sekcji II 54 Batalionu WOP por. Staniszewski Feliks, rozpatrzywszy materiały dotyczące: 1. Sabiński Teodor (lekarz chirurg) zatrudniony w Szpitalu Powiatowym w Ludwinowie; 2. Kruczewska Joanna, wykształcenie średnie, zatrudniona w PPRN Ludwinów jako pracownik umysłowy; 3. Myszalski Bronisław, wykształcenie powszechne, nie pracuje [...]. Stwierdziłem, że Sabiński Teodor i Kruszewska Joanna noszą się z zamiarem ucieczki z kraju. Współdziałał z nimi w tym kierunku Myszalski Bronisław, który zwrócił się do ob. Felińskiego o udzielenie pomocy wymienionym w nielegalnym przekroczeniu granicy. Feliński jest zatrudniony w Rejonowym Urzędzie Dróg Wodnych w charakterze technika urządzeń odwadniających i z racji wykonywania funkcji stale przebywa na rzece Nysie, zna jej głębokość i sposób ochrony granicy przez WOP. W związku z powyższym wnoszę o założenie sprawy agenturalnego sprawdzenia pod kryptonimem "Blondynka" o zabarwieniu "przygotowanie do ucieczki za granicę" i zarejestrowanie jej w Zarządzie II Dowództwa WOP". Do rozpracowania agenturalnego bezpieka WOP wprowadziła do sprawy TW "Śliwkę", TW "Świerkowskiego" oraz TW "Hansa". Zob. Archiwum IPN BU, sygn. 771/3928; L. Kowalski, Krótsze ramię Moskwy. Historia kontrwywiadu wojskowego PRL, Warszawa 2017, s. 544-548.

42 Wsiewołod Strażewski urodził się na Suwalszczyźnie 21.08.1897 r. Ukończył seminarium nauczycielskie w Surażu (1914-1917), był też absolwentem oficerskiej szkoły piechoty i Akademii Sztabu Generalnego ZSRS im. Frunzego (1935-1936). W Armii Czerwonej od 1923 r. W okresie czystek w armii sowieckiej był w śledztwie (1938-1940), pozostając w rezerwie. W okresie wojny sowiecko-niemieckiej doszedł do stanowiska szefa sztabu 33. Gwardyjskiego Korpusu Piechoty. W marcu 1944 r., w stopniu pułkownika, został skierowany do zbrojnych formacji komunistycznych dowodzonych przez gen. Zygmunta Berlinga na terenie ZSRS (agenta sowieckich służb specjalnych, dezertera z armii gen. Władysława Andersa, zdegradowanego do stopnia szeregowego przez rząd Polski na uchodźstwie i zaocznie skazanego na karę śmierci). W stalinowskim wojsku pełnił m.in. funkcję szefa sztabu 1 Armii WP. W listopadzie 1944 r. otrzymał awans na generała brygady. W marcu 1945 r. został odwołany z frontu i skierowany do organizacji Ministerstwa Obrony Narodowej. W latach 1945-1946 był II wiceministrem obrony narodowej. A później kolejno: dowódcą Okręgu Wojskowego III (1946-1948), OW I (1948-1949), OW IV (1949-1954). Karierę wojskową w Polsce zakończył w 1955 r. na stanowisku dowódcy Śląskiego Okręgu Wojskowego. Żona miała na imię Olga, a córka Jelena. Polskę opuścił w listopadzie 1956 r. Zmarł w 1973 r. Zob. M. Szczurowski, op.cit., s. 134-135.

43 Skład etatowy wydziałów WOP przedstawiał się następująco: w Warszawskim Okręgu Wojskowym wydział liczył 26 etatów wojskowych i trzech pracowników kontraktowych, w Lubelskim OW składał się z 12 wojskowych i pracownika kontraktowego, w Krakowskim OW było 26 wojskowych i trzech pracowników kontraktowych, w Śląskim OW - 31 wojskowych i czterech pracowników kontraktowych, w Pomorskim OW - 26 etatów wojskowych i trzech pracowników kontraktowych, w Pomorskim OW- 26 etatów wojskowych i trzech pracowników kontraktowych, w Poznańskim OW 12 etatów wojskowych i pracownik kontraktowy. Zob. H. Dominiczak, Wojska Ochrony Pogranicza w latach 1945-1948, Warszawa 1971, s. 65-77; Tymczasowa instrukcja dla Służby Granicznej dla Wojsk Ochrony Pogranicza z 27.10.1945 r., Archiwum IPN BU, sygn. 2575/5; Instrukcja o pracy zwiadowczej WOP oraz Tymczasowa instrukcja dla Służby Granicznej (1.12.1945), Archiwum IPN BU, sygn. 2574/3.

44 W Warszawskim Okręgu Wojskowym były 2 oddziały, 8 komend odcinków, 32 strażnice i 9 PPK; w Lubelskim OW - 1 oddział, 4 komendy odcinków, 16 strażnic, 3 PPK; w Śląskim OW - 3 oddziały, 15 komend odcinków, 75 strażnic i 18 PPK; w Poznańskim OW - 1 oddział, 5 komend odcinków, 25 strażnic, 4 PPK; w Pomorskim OW - 2 oddziały, 11 komend odcinków, 55 strażnic, 7 PPK. Zob. Ibidem; Wojska Ochrony Pogranicza - reorganizacja, udział w kontroli, porty polskie, notatka służbowa, korespondencja, Archiwum IPN BU, sygn. 1584/121.

45 O wstępnych problemach kadrowych WOP dobitnie poświadcza m.in. meldunek Czerwińskiego do Strażewskiego z 2.01.1946 r., w którym czytamy: "Na ostatniej odprawie Marszałek Polski Żymierski postawił mi zarzut, jakoby oficerowie młodsi i lepsi - przysłani przez Departament Personalny do Wojsk Ochrony Pogranicza - byli odsyłani z powrotem, zaś oficerowie o przekonaniach reakcyjnych byli wszyscy przeze mnie przyjmowani. Marszałek dodał przy tym, że na całej granicy uprawiany jest przemyt i spekulacja". Oskarżenie to było groźne, więc Czerwiński, tłumacząc się Żymierskiemu, dodawał: "Wojska Ochrony Pogranicza - do dnia 10.12.1945 r. - zatrzymały przemyt w walutach i kosztownościach wartości większej niż 3 000 000 zł. Zatrzymaliśmy ponad 2000 przestępców granicznych. Zlikwidowaliśmy 6 band [polskie podziemie zbrojne], położyliśmy trupem ponad 30 bandytów i przemytników. W działaniach tych mieliśmy 7 zabitych i 4 rannych". Zob. Archiwum IPN BU, sygn. 3105/6 i sygn. 001708/2413; H. Dominiczak, Zarys historii Wojsk Ochrony Pogranicza, Warszawa 1985, s. 42-47.

46 Gwidon Czerwiński był zawodowym pogranicznikiem. W 1929 r. ukończył Oficerską Szkołę Wojsk Pogranicza w Mińsku. Wcześniej, jako podoficer, pełnił służbę w 27 Samodzielnym Dywizjonie Wojsk NKWD, będąc wyznaczonym do zadań specjalnych w służbie granicznej. Objęty czystką w Armii Czerwonej, od listopada 1937 do kwietnia 1940 r. przesiedział w więzieniu. Do wojska powrócił po wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej. Brał udział w obronie Moskwy, a później walczył na froncie leningradzkim i wołchowskim. Najwyższe stanowisko, jakie w tym czasie zajmował, to dowódca 185 Pułku Piechoty. Na początku 1943 r. został ciężko ranny. Tego samego roku, w stopniu majora, trafił do 1 DP im. T. Kościuszki, obejmując dowództwo 2 Pułku Piechoty. Walczył pod Lenino. Wkrótce awansował na zastępcę dowódcy 1 komunistycznej dywizji piechoty. Kolejne stanowiska, które piastował w wojsku ludowym, to: dowódca 1 Brygady Piechoty Zmotoryzowanej, komendant Oficerskiej Szkoły Broni Pancernej. A od września 1945 do 14 lutego 1947 r. był dowódcą, a następnie szefem Departamentu Wojsk Ochrony Pogranicza. W dniu 9.05.1946 r. został awansowany do stopnia generała brygady. W maju 1947 r. powrócił do ZSRS. Zmarł w Sołnecznogorsku pod Moskwą 3.12.1969 r. Zob. M. Szczurowski, op.cit., s. 31-32.

47 W tym czasie szefami wydziałów WOP w poszczególnych okręgach wojskowych byli: w Warszawskim Okręgu Wojskowym - ppłk Kazimierz Gut, w Pomorskim OW - ppłk Karol Bacz, w Poznańskim OW - mjr Lucjan Kępiński, Śląskim OW - płk Mikołaj Grajworoński, Krakowskim OW - płk Wacław Spilczyński i w Lubelskim OW - płk Emil Czapliński. Warto odnotować fakt, iż pierwszym szefem wydziału zwiadowczego w Departamencie WOP został mjr Włodzimierz Karpiński. Zob. J. Ławski, C. Żmuda, op.cit., s. 55; L. Górnik, Wkład żołnierzy 7 Oddziału Wojsk Ochrony Pogranicza w utrwalanie władzy ludowej 1945-1949, praca dyplomowa, Warszawa 1983, s. 15, Archiwum IPN BU, sygn. 1708/1665.

48 Meldunki operacyjne WOP (1945-1946), Archiwum IPN BU, sygn. 3105/6.

49 Ibidem.

50 Protokół przekazania WOP Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego przez MON oraz dwa referaty dowódcy WOP na odprawę dowódców i zastępców brygad WOP (1949), Archiwum IPN BU, sygn. 2320/1; Meldunki operacyjne WOP (1945-1946), Archiwum IPN BU, sygn. 3105/6.

51 Meldunki operacyjne WOP (1945-1946), Archiwum IPN BU, sygn. 3105/6.

52 Wiosną 1946 r. wprowadzono w WOP czapki garnizonowe w formie rogatywek (wkrótce znikną rogatywki) z otokiem koloru jasnozielonego. Inaczej było w portach morskich, gdzie obowiązywało umundurowanie jak w Marynarce Wojennej z napisem na otoku: Wojska Ochrony Pogranicza. Kołnierz kurtki i płaszcza był dodatkowo przyozdobiony odznaką broni, a naszywka była wydłużona z poziomym trójkątem, z wypustką granatową przez środek. Zob. H. Dominiczak, Zarys historii..., op.cit., s. 55; Rozkaz nr 002 z 22.06.1945 r., Archiwum IPN BU, sygn. 771/4/67.

53 Oto nowe etaty oddziałów WOP i ich zmienione nazwy (według stanu z września 1946): Łużycki Oddział WOP (5 komend, 25 strażnic, 1900 wojskowych i 14 cywilów); Poznański Oddział WOP (5 komend, 25 strażnic, 1900 wojskowych i 14 cywilów); Szczeciński Oddział WOP (4 komendy, 20 strażnic, 1597 wojskowych i 14 cywilów); Bałtycki Oddział WOP (4 komendy, 20 strażnic, 1804 wojskowych i 13 cywilów); Mazurski Oddział WOP (4 komendy, 16 strażnic, 1409 wojskowych i 14 cywilów); Białostocki Oddział WOP (4 komendy, 16 strażnic, 1409 wojskowych, 14 cywilów); Lubelski Oddział WOP (4 komendy, 16 strażnic, 1409 wojskowych, 14 cywilów); Rzeszowski Oddział WOP (6 komend, 26 strażnic, 2015 wojskowych, 14 cywilów); Krakowski Oddział WOP (4 komendy, 20 strażnic, 1597 wojskowych, 14 cywilów); Katowicki Oddział WOP (5 komend, 25 strażnic, 1900 wojskowych, 14 cywilów); Wrocławski Oddział WOP (5 komend, 25 strażnic, 1900 wojskowych, 14 cywilów); Gdański Oddział WOP (3 komendy, 15 strażnic, 1548 wojskowych, 13 cywilów). Zob. Rozkaz organizacyjny ND WP nr 0153 z 21.09.1946 r., Archiwum IPN BU, sygn. 1572/2527. Po czym Rozkazem Ministra ON nr 055/Org. z 20.03.1948 r. zmieniono nazwy. I tak: 1 Oddział Łużycki stał się 6 Brygadą Łużycką; 2 Oddział Poznański stał się 10 Brygadą Lubuską; 3 Oddział Szczeciński przyjął nazwę 8 Brygady Pomorskiej; 4 Oddział Bałtycki przemianowano na 12 Brygadę Bałtycką; 5 Oddział Mazurski stał się 7 Brygadą Mazurską; 6 Oddział Białostocki od tej pory był 11 Brygadą Białostocką; 7 Oddział Lubelski został 1 Brygadą Chełmską; 8 Oddział Rzeszowski stał się 15 Brygadą Przemyską; 9 Oddział Krakowski przyjął nazwę 19 Brygady Karpackiej; 10 Oddział Katowicki to 21 Brygada Górnośląska; 11 Oddział Wrocławski to 23 Brygada Sudecka; 12 Oddział Gdański przemianowano na 4 Brygadę Kaszubską i Krośnieński Samodzielny Batalion otrzymał nazwę Krośnieński Samodzielny Batalion Ochrony Pogranicza. Zob. H. Dominiczak, Wojska Ochrony..., op.cit., s. 127; Rozkaz organizacyjny MON nr 055/Org. z 20.03.1948 r., Archiwum IPN BU, sygn. 1572/2527; H. Dominiczak, Zarys historii..., op.cit., s. 66; G. Goryński, Wojska Ochrony Pogranicza w latach 1945-1965. Próba oceny, część 1, "Biuletyn COSSG" 2011, nr 1, s. 65-67; C. Achilles, Przyczyny reorganizacji WOP w latach 1946-1948, "Biuletyn COSSG" 2008, nr 3, s. 95; M. Gospodarek, Rozwój organów kontroli ruchu granicznego WOP w latach 1945-1960 na przykładzie Punktu Kontrolnego Warszawa-Okęcie, praca dyplomowa, Warszawa 1978, s. 26; Rozkazy organizacyjne WOP (1947-1948): nr 077/Org., nr 0189/Org., nr 0194/Org., nr 0252/Org., Archiwum IPN BU, sygn. 1572/3652.

54 Bezpieka WOP ściśle współdziałała także z prokuraturą wojskową, która początkowo funkcjonowała w Głównym Inspektoracie Ochrony Pogranicza, brygadach i samodzielnych batalionach WOP. W 1949 r., wraz z przejściem w struktury Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, system nadzoru prokuratorskiego zmodernizowano. Utworzono Wydział VII Nadzoru nad Śledztwem dla Jednostek Ochrony Pogranicza i KBW w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej oraz stanowiska podprokuratora ds. brygad WOP w prokuraturach rejonowych w Katowicach, Białymstoku, Szczecinie i Gdańsku. Do 15.01.1949 r. sformowano dziewięć ekspozytur wojskowych prokuratur rejonowych (WPR), które zatrudniały po dwóch wojskowych w każdej z nich - według etatu nr 31/71: WPR Kraków z siedzibą w Nowym Sączu, Szczecin z siedzibą w Koszalinie, Poznań z siedzibą w Krośnie nad Odrą, Wrocław z siedzibą w Kłodzku, Rzeszów z siedzibą w Krośnie i Przemyślu, Lublin z siedzibą w Chełmie, Olsztyn z siedzibą w Kętrzynie. Ekspozytury te były utrzymywane poza normą wojska. To z reguły bezpieka WOP wystawiała ww. strukturom prokuratorskim sprawy, które wcześniej rozpracowywała pod względem operacyjnym. Zob. Rozkaz organizacyjny nr 0228/Org. MON z 30.12.1948 r., Archiwum IPN BU, sygn. 1572/3652; Wojska Ochrony Pogranicza - reorganizacja, udział w kontroli, porty polskie, notatka służbowa, korespondencja, Archiwum IPN BU, sygn. 1584/121.

55 Wojska Ochrony Pogranicza - reorganizacja, udział w kontroli, porty polskie, notatka służbowa, korespondencja, Archiwum IPN BU, sygn. 1584/121.

56 W lutym 1948 r. za zgodą ministra obrony narodowej marsz. Żymierskiego Gutaker zmienił nazwisko na Graniewski. Urodził się we Lwowie w 1918 r. Był synem żydowskiego szewca. Ukończył szkołę powszechną i trzyletnią szkołę zawodową, uczęszczał na kurs maturalny. W 1940 r. został wcielony do Armii Czerwonej. W 1941 r. ukończył szkołę oficerską w Tbilisi. Jesienią 1941 r. został zwolniony z Armii Czerwonej i skierowany do batalionów roboczych. W lipcu 1943 r. trafił do 1 DP im. T. Kościuszki. Został zastępcą dowódcy kompanii ds. polityczno-wychowawczych w samodzielnym batalionie szkolnym. Brał udział w bitwie pod Lenino. W 1944 r. awansował na zastępcę dowódcy 8 Pułku Piechoty ds. polityczno-wychowawczych. Sześć miesięcy później był już zastępcą dowódcy 9 DP ds. polityczno-wychowawczych. Brał udział w walkach na froncie, m.in. nad Nysą i na kierunku Drezna. Wojnę zakończył na terenie Czechosłowacji w ugrupowaniu 2 Armii WP. W 1945 r. został mianowany podpułkownikiem, a osiem miesięcy później pułkownikiem. W 1945 r. został wyznaczony na stanowisko zastępcy dowódcy Pomorskiego Okręgu Wojskowego ds. polityczno-gospodarczych. W latach 1949-1950 studiował w Akademii Wojskowej im. K. Woroszyłowa w Moskwie. Od 1953 r. przebywał na misjach wojskowych w Korei i Laosie. Po powrocie został wyznaczony w 1956 r. na zastępcę szefa Sztabu Generalnego ds. planowania i materialno-technicznego zabezpieczenia. W lutym 1958 r. awansowany na stopień generała brygady. Od 1961 r. główny inspektor planowania i techniki MON, zastępca szefa Sztabu Generalnego. Z wojska ludowego został usunięty w 1968 r. przez szefa MON gen. W. Jaruzelskiego w ramach czystek antyżydowskich. Odbyło się to w okolicznościach urągających godności, co opisałem w biografii Jaruzelskiego (L. Kowalski, Generał ze skazą. Biografia wojskowa gen. armii Wojciecha Jaruzelskiego Warszawa 2001, s. 310-312). Miał żonę Danutę oraz dwóch synów. Zmarł w Warszawie w 2007 r. Szerzej: H.P. Kosak, Generalicja polska, t. 1, Pruszków 2001; J. Królikowski, Generałowie i admirałowie WP 1943-1990, t. 1, Toruń 2010.

57 Do organizacji resortu bezpieczeństwa publicznego przystąpiono w Chełmie 25.07.1944 r. Początkowo funkcjonował w ramach Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN). Z tego sowieckiego tworu z 1.01.1945 r. wyłoniło się Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego (MBP). Resort ten budowano od podstaw, wzorując się na sowieckich rozwiązaniach i doświadczeniach. W skład MBP wchodzili głównie przeszkoleni w Szkole Specjalnej NKWD w Kujbyszewie byli oficerowie i żołnierze ze zbrojnych formacji Berlinga oraz członkowie Komunistycznej Partii Polskiej (KPP), Polskiej Partii Robotniczej (PPR) i przedstawiciele sowieckich jaczejek zbrojnych w Polsce, wywodzący się zarówno z Gwardii Ludowej (GL), Armii Ludowej (AL), jak i z oddziałów partyzantki sowieckiej. To oni stanowili podstawowy trzon kadrowy komunistycznej Polski, który z czasem począł wychowywać i kształcić nowych pracowników aparatu bezpieczeństwa w Polsce. W stosunku do polskiego podziemia zbrojnego i opozycji niepodległościowej nie używali innych nazw niż bandy i bandyci. W 1946 r. w MBP utworzono specjalne struktury ukierunkowane na zwalczanie polskich patriotów, a w wojewódzkich urzędach bezpieczeństwa publicznego (UBP) - reprezentujących MBP w terenie - powołano samodzielne wydziały ds. walki z bandytyzmem. Komuniści przeznaczali na MBP niebotyczne sumy, ośmiokrotnie przewyższające wydatki na powojenną odbudowę Polski. W momencie przechodzenia WOP w struktury MBP resort ten liczył: 41 tys. wojsk Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), 57 tys. funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej (MO), 32 tys. wopistów, 10 tys. funkcjonariuszy Straży Więziennej i 125 tys. członków Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej (ORMO). To było państwo w państwie, zinstytucjonalizowana machina do mordowania, w której dobrze odnajdowali się najróżniejsi psychopaci. Zob. W. Wolski, Organy Bezpieczeństwa Publicznego 1944-1955, "Wojskowy Przegląd Historyczny" 1982, nr 2, s. 92-114. Szerzej: K. Szwagrzyk, Aparat bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza, t. 1, 1944-1956, Warszawa 2005.

58 W MON na początku 1946 r. na stanowisku dowódców okręgów wojskowych oraz dowódców dywizji i pułków w rejonach szczególnie zagrożonych przez polskie podziemie niepodległościowe celowo wyznaczano generałów i oficerów armii przedwrześniowej, m.in. Stefana Mossora, Gustawa Paszkiewicza, Brunona Olbrychta, Mikołaja Prus-Więckowskiego, Mieczysława Borutę-Spiechowicza, Józefa Kuropieskę. Te nominacje miały dodatkowo legitymizować nowe władze komunistyczne. Tragizm tej sytuacji polegał na tym, że niekiedy ci oficerowie ścigali byłych podkomendnych. O to właśnie komunistom chodziło, by przeciwstawiać sobie i skłócić kadrę zawodową II RP. Sowieci często wykorzystywali metody operacyjne tego typu, a polscy komuniści niemal we wszystkim ich naśladowali. Tak m.in. relacjonował te wydarzenia marsz. Marian Spychalski na spotkaniu z pracownikami Wojskowego Instytutu Historycznego (WIH). Szerzej: T. Honkisz, Państwowa Komisja Bezpieczeństwa (marzec-czerwiec 1946), "Wojskowy Przegląd Historyczny" 1987, nr 4.

59 Zarządzeniem MSW z 3.01.1962 r. ws. ogłoszenia przejść granicznych lądowych przeznaczonych dla ruchu granicznego, rodzajów ruchu granicznego przez te przejścia oraz przejścia graniczne morskie i lotnicze, jak również w sprawie czasu otwarcia przejść granicznych ustalono, co następuje. Na granicy między PRL a CSRS funkcjonowały następujące przejścia graniczne: Barwinek, Chałupki, Chyżne, Cieszyn, Chochołów, Głuchołazy, Krzaczyna, Jakuszyce, Kasprowy Wierch, Słone, Lelechów, Lubawka, Łysa Polana, Mieroszów, Międzylesie, Niedzica, Przesieka, Zawidów, Zebrzydowice. Na granicy z NRD ustanowiono przejścia: Bielawa Dolna, Bobolin, Szczecin-Gumieńce, Gubin, Kostrzyn, Kunowice, Miłów, Gryfino, Rosówko, Świecko, Trzebież, Turoszów, Widuchowa, Zasieki, Zgorzelec. Na granicy z ZSRS: Braniewo, Czeremcha, Dorohusk, Krynica Morska, Kuźnica Białostocka, Medyka, Skandawa, Terespol. Na wybrzeżu morskim: Darłowo, Dziwnów, Gdańsk, Gdynia, Górki Zachodnie, Hel, Kołobrzeg, Łeba, Świnoujście, Szczecin, Ustka, Władysławowo. Przejścia lotnicze: Poznań-Ławica, Warszawa-Okęcie. W każdych z tych przejść granicznych dochodziło do ścisłej współpracy z SB, MO, zwiadu WOP oraz służb pogranicznych państw sąsiedzkich. Zob. Zbiór przepisów o ochronie granic państwowych, Warszawa 1962, s. 51-54, Archiwum IPN BU, sygn. 0423/9221; Ochrona bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego w Polsce 1944-1988, red. T. Walichnowski, Warszawa 1989, s. 162-166.

60 Mieczysław Dębicki urodził się 4.09.1926 r. w Pikułowicach. Służbę wojskową rozpoczął w 1944 r. w szeregach 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich AK, który to pułk w tym czasie stacjonował w rejonie Lwowa. Skończyłby marnie jak większość kadry i żołnierzy AK, którzy dostali się w ręce Sowietów. Był jednak na tyle sprytny, że wstąpił w szeregi 4 Pomorskiej Dywizji Piechoty, jednej z komunistycznych formacji zbrojnych, które wraz z Sowietami nadciągnęły do Polski ze wschodu. Został ranny w walkach o Kołobrzeg. Po wojnie szybko piął się po szczeblach kariery. W 1948 r. ukończył Centrum Wyszkolenia Piechoty (CWP) w Rembertowie, gdzie nawiązał bliższą znajomość z Wojciechem Jaruzelskim, co procentowało przez całe życie. Następnie rozpoczął służbę w szeregach WOP, był m.in.: pomocnikiem zastępcy komendanta odcinka ds. zwiadu 11 Oddziału WOP, później zastępcą szefa sztabu 23 Brygady, 5 Brygady, szefem wydziału w dowództwie WOP oraz dowódcą 16 Brygady w Gdańsku oraz szefem sztabu brygady w Kłodzku. W 1959 r. ukończył Akademię Sztabu Generalnego (ASG), a 1965 r. Wyższą Szkołę Nauk Społecznych przy KC PZPR. Dodatkowo w 1973 r. uzyskał stopień doktora nauk wojskowych. Generałem brygady został w 1967, a generałem dywizji w 1975 r. Formacjami WOP dowodził w latach 1965-1971, po czym objął stanowisko zastępcy szefa Sekretariatu Komitetu Obrony Kraju (KOK). Na tym stanowisku przetrwał do 1982 r., czynnie włączając się w przygotowanie stanu wojennego. W latach 1982-1986 był prezydentem Warszawy, a od 1986 do 1988 r. I zastępcą głównego inspektora obrony terytorialnej. Od 1985 do 1990 r. pozostawał członkiem Prezydium Rady Naczelnej Związku Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBOWiD). Zmarł 7 marca 2003 r. Został pochowany na Powązkach. Zob. L. Kowalski, Generał ze skazą..., op.cit., s. 449; A. Kępiński, Z. Kilar, Kto jest kim w Polsce, Warszawa 1984, s. 163; J. Królikowski, op.cit., t. 1, Toruń 2010, s. 323-326; L. Kowalski, Komitet..., op.cit., s. 203-225.

61 Ciekawym studium na ten temat jest praca zbiorowa pod redakcją A. Czubińskiego pt. Problemy granic i obszaru odrodzonego państwa polskiego (1918-1990), Poznań 1992, a zwłaszcza zamieszczony tam artykuł W. Markiewicza, Granica jako przedmiot badań..., op.cit., s. 205-210; Przepisy dyrektora Zarządu I MSW (1971), Archiwum IPN BU, sygn. 01254/855; Zarządzenie Szefa WOP nr 040 z 4.09.1971 r., Archiwum IPN BU, sygn. 2575/1; Zarządzenie MSW i MON z 18.05.1971 r., Archiwum IPN BU, sygn. 01254/121.

62 Generał Czesław Stopiński miał pospolity życiorys żołnierski, typowo mundurowo-komunistyczny. Urodził się 23.07.1922 r. w Przemyślu. Był absolwentem przemyskiego liceum z 1944 r. Średnie wykształcenie pozwoliło mu na karierę w wojsku ludowym, inni oficerowie tej formacji kończyli co najwyżej kilka klas szkoły podstawowej i z trudem czytali i pisali. Nie stanowili więc dla niego żadnej konkurencji. Do wojska wstąpił 2.02.1945 r. We wrześniu 1945 r. ukończył Oficerską Szkołę Piechoty w Inowrocławiu. Od 1.10.1945 r. służył w WOP, zaczynając od podstawowych stanowisk. Doszedł do stanowiska szefa sztabu 26 Brygady WOP w Koszalinie (1.01.1951), a później dowódcy 12 Brygady WOP w Szczecinie. W latach 1958-1961 studiował w ASG. Generałem brygady został w październiku 1968 r. Dowódcą WOP został w 1971 r. i przetrwał na tym stanowisku do maja 1983 r., co oznacza, że to on przeprowadził przez stan wojenny formacje WOP. W 1984 r. został zwolniony z zawodowej służby wojskowej, miał 62 lata. Warto jeszcze dodać, że w latach 1981-1986 był zastępcą członka KC PZPR. Zginął wraz z żoną w wypadku samochodowym koło Nidzicy 29.02.1992 r. Pochowano go na cmentarzu wojskowym w Przemyślu. Zob. J. Królikowski, op.cit., t. 3, s. 531-533.

63 KG MO. Żołnierze - kandydaci do służby w ZOMO. Przekazywanie z jednostek WOP. Nadzór nad Departamentem Kadr MSW. Wykazy jednostek, rozdzielniki, korespondencja: 1972, 1973, 1977, Archiwum IPN BU, sygn. 1585/96; Departament WOP. Żołnierze zawodowi i pracownicy cywilni (1974), Archiwum IPN BU, sygn. 1585/9753.

64 Komuniści mieli się czego obawiać. By to zrozumieć, polecam pracę K. Łabędź pt. Wydawnictwa historyczne drugiego obiegu w Polsce. Materiały do bibliografii adnotowanej za lata 1980-1987, Warszawa 1989, s. 9-387; Ochrona bezpieczeństwa państwa..., op.cit, s. 162-164; J. Łojek, Kalendarz..., op.cit.; J. Łojek, Wokół sporów i polemik, Lublin 1991, s. 342-346; J. Eisler, Siedmiu wspaniałych. Poczet pierwszych sekretarzy KC PZPR, Warszawa 2014, s. 253-305; J. Rolicki, Edward Gierek. Życie i narodziny legendy, Warszawa 2002, s. 225-226. W swojej publikacji Rolicki podkreślał: "Edward Gierek okazał się jedynym z nielicznych polityków komunistycznych pozbawionych fobii wobec Zachodu. Zachód był dla niego zawsze synonimem nowoczesności i wysokiego poziomu cywilizacyjnego [...]. Jako jedyny chyba sekretarz wojewódzki w Polsce przez długie lata zaczynał codzienną lekturę prasy od paryskiego "Le Monde". Starał się oglądać filmy francuskie w wersji oryginalnej". Brało się to stąd, że w młodości pracował w kopalniach francuskich i belgijskich, gdzie zetknął się z ruchem komunistycznym, zgoła odmiennym od sowieckiego. Dlatego miał wyjątkowo nieschematyczne jak na PRL przygotowanie do prowadzenia polityki otwarcia na Zachód. I Polacy to odczuli w życiu codziennym, na masową skalę zaczęli korzystać z "dobrodziejstw komunistycznych". Niewątpliwie przysporzyło to masę dodatkowej pracy bezpiece pograniczna, gdyż na granicach ruch turystyczny wzmógł się na tyle, że był wręcz nie do opanowania.