Podekscytowana wleciałam przez drzwi biura, które wielkością przypominało raczej łupinę orzecha, ale przynajmniej prezentowało się przytulnie. Natychmiast zawisłam nad moją przyjaciółką, z którą miałam szczęście dzielić gabinet.
- No i co? Szef dał ci ten urlop? - spytałam, nie zawracając sobie głowy przywitaniem. Nawet ja słyszałam nadzieję we własnym głosie.
Anka się skrzywiła i spojrzała na mnie spod zmarszczonych brwi.
- O nie, nie - zaoponowałam, zanim zdążyła odpowiedzieć. - Nawet mnie nie denerwuj!
- Przykro mi, kochana. - Westchnęła i z jękiem oparła się o zagłówek fotela. - Stwierdził, że nie ma takiej możliwości, żebyśmy dostały wolne w tym samym terminie.
- Chyba sobie żartujesz! - syknęłam. - Przecież prosimy jedynie o przedłużony weekend. To nie będzie nawet pełny tydzień! - Dla podkreślenia słów puknęłam palcem w wytarty blat jej biurka.
- Myślisz, że tego nie wiem? - wycedziła przez zęby. - Ale znasz tego dupka... - Ściszyła głos i przysunęła się do mnie. - Mam go już powyżej dziurek w nosie. Próbowałam z nim dyskutować, ale wiesz, że on zawsze zbywa mnie ostentacyjnym machnięciem ręki, jakbym była jakimś natrętnym owadem. - Potrząsnęła dłonią, prezentując odruch przełożonego.
Pokręciłam głową, przypominając sobie ten parszywy gest. Nasz szef nie miał za grosz ogłady. Gdy chodził, słoma wystawała mu z butów. Niemal dosłownie.
- Wiesz co? - Nagle zaświtał mi w głowie pewien pomysł. - Chrzanić go! Ja cofnę swój wniosek urlopowy, a ty zaraz wypiszesz nowy. Jeśli ja zrezygnuję, to tobie będzie musiał go udzielić... I... po prostu wezmę na ostatnią chwilę L4, tuż przed wylotem - dokończyłam szeptem.
Anka karcąco uniosła brew.
- Zwariowałaś! Wiesz, że to nie przejdzie! Jak ty to sobie wyobrażasz? Weźmiesz zwolnienie lekarskie i polecisz na wakacje?!
- A masz lepszy pomysł? - Zjeżyłam się. W tym momencie chwytałam się ostatniej deski ratunku i nie myślałam o konsekwencjach.
- Odetta, do cholery - skarciła mnie, standardowo używając mojego pełnego imienia, którego szczerze nie znosiłam. Że też moja matka musiała być miłośniczką "Jeziora łabędziego" i nazwała mnie po tytułowej królowej. - Bądź rozsądna! Szef to bałwan, ale nie skończony idiota. Przecież od razu wyczuje pismo nosem! Będzie wiedział, że wyjechałyśmy razem, naśle na ciebie kontrolę z ZUS-u i będziesz miała problemy! Poza tym to nieuczciwe!
Stęknęłam i usiadłam w fotelu. Ona i ten jej niezachwiany kręgosłup moralny.
- No to już sama nie wiem! - Z rezygnacją potarłam twarz. - Wkurza mnie to, że nie możemy razem podróżować! Do tej pory nigdy go o nic nie prosiłyśmy! Zasuwamy jak dzikie bąki, więc ten jeden raz mógłby nam odpuścić! Co za skoń...
- Odi, spójrz na mnie - przerwała mi Anka.
- Mm... - burknęłam.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.