Bez Ciebie do końca świata - Elżbieta Zwolińska-Skwara

Kup ebooka

15.38 zł
12.77 zł (13,07 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

"Śmierć dziecka - nie ważne, w jakim wieku - jest czymś tak nienaturalnym i niewłaściwym, że po takiej tragedii trudno na nowo odszukać sens życia..."

- Dean Ray Koontz

Drogi Czytelniku, daję Ci do rąk książkę, w której opisuję tragiczną historię matki, związaną ze śmiercią syna, czasem jej przeżywania, pomocy sobie samej, wyjścia z otchłani, w którą wpadła, a wreszcie - rozliczeniu z życiem.

Książka opisuje samobójczą, ale czy tak naprawdę samobójczą? śmierć młodego chłopca, jego życie i cierpienie matki. Jest refleksją, przesłaniem dla młodych ludzi.

Zwracam się do Was, młodzi przyjaciele, do Was, rodzice, życie jest piękne, nie ma nic piękniejszego na tym świecie. Wierzcie mi, że gdy jesteście smutni, macie problemy ze sobą, przeżywacie porażki, zawsze jest jakieś wyjście z sytuacji, wydawałoby się, bez wyjścia. Nigdy nie ma tak, że jest koniec i nic się nie da zrobić.

Przypadek, o którym piszę, to śmierć młodego, zakochanego chłopca, a przyczyną tej śmierci, tak tragicznej, była zawiedziona miłość, która przeminęła. A może jednak nie? Może to tylko chorobliwa zazdrość wzięła we władanie jego duszę, a może był to nieszczęśliwy wypadek lub morderstwo?

Kochać można nie tylko jeden raz, lecz wiele razy, jak to się mówi, "każda miłość jest pierwsza i każda miłość najważniejsza". Nie warto dla kogoś, kto nas już nie kocha, unieszczęśliwiać innych i dla niego tracić swoje życie. Życie to dar, piękno, nie powinno się tak łatwo uciekać od problemów w samobójstwo, nie można odrzucać tego, co dobrego jeszcze przyniesie nam los. Przecież nie wiemy, co nas czeka, ale czy ktoś tak zdesperowany myśli logicznie? Chyba nie. A jednak zawsze trzeba walczyć.

Wiedz, że gdy kochasz, musisz pamiętać, żeby nie osaczać, pozwól na przestrzeń wokół niej czy niego. Każdy, każdy człowiek chce być wolny i każdy ma prawo się odkochać, szczególnie, gdy ma się naście lat.

Przed młodym człowiekiem całe życie. Trzeba walczyć i nigdy się nie poddawać. I wiedz, że nigdy nikogo nie można zmusić do miłości.

Rozdział IIISpotkanie i spowiedź

Słuchałam, słuchałam i słuchałam, a Urszula mówiła. Chwilami łzy spływały jej po policzkach. To nie był szloch, tylko cierpienie, tak jakby przeżywała to kolejny raz i kolejny. Nagle przerwała swoją opowieść. Zerknęłam na zegarek, zrobiło się bardzo późno. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przez chwilkę siedziałyśmy naprzeciwko siebie i nie odzywałyśmy się. Ona patrzyła na mnie, a ja na nią. Tylko ta cisza między nami, nieznośna, musiałam ją przerwać.

- Pani Urszulo, dziękuję, niestety już jest późno i muszę wracać do domu. Współczuję - dodałam po chwili.

- Dziękuję, że wysłuchała mnie pani. Mam prośbę, czy mogę mówić do pani po imieniu?

- Oczywiście, ja jestem Kasia, a ty Urszula. Tak będzie lepiej, gdyż wydaje mi się, że to nie będzie koniec naszych spotkań - powiedziałam i pomyślałam, że muszę wysłuchać tej opowieści do końca. - Urszulo, będę się zbierała, spotkamy się znowu, zadzwonię do ciebie i wtedy się umówimy.

Zabrałam notatnik, dyktafon, długopis i wstałam.

- Dobrze, Kasiu, będę czekała na telefon. - Uśmiechnęła się, również wstała i wyszłyśmy do przedpokoju.

Założyłam płaszcz, wezwałam taksówkę i pożegnałyśmy się. Wyszłam w ciemny wieczór, stałam przed blokiem, czekając na taksówkę i rozmyślałam. Jak człowiek, słaba kobieta, matka, może przeżyć taką tragedię i jak można z niej się uwolnić? Nie rozumiałam, co znaczy stracić syna, nie miałam dzieci, nawet nie byłam w stanie sobie tego wyobrazić. Taksówka nadjechała, wsiadłam, podałam mój adres i nie mogłam się uwolnić od tych natrętnych myśli, jakie mnie ogarnęły. Każde jej słowo krążyło mi po głowie. Myślę, że nawet dyktafon nie był mi potrzebny, tak wszystko zapamiętałam.

Naraz się zatrzymaliśmy, byłam przed moim domem. Zapłaciłam taksówkarzowi, otworzyłam drzwi i weszłam do mojego pięknie urządzonego domu. Byłam głodna, otworzyłam lodówkę, wyjęłam jajka i usmażyłam je na kiełbasie, lubię takie. Zagotowałam wodę, wlałam do szklanki, wkładając torebkę z herbatą. Jajka mi się usmażyły, usiadłam przy stole, wzięłam do ręki chleb i zaczęłam jeść. Byłam bardzo głodna, więc zjadłam wszystko ze smakiem. Rozebrałam się, założyłam szlafrok i usiadłam w ulubionym fotelu. Wzięłam książkę do ręki, chciałam czytać, ale jakoś nie szło mi czytanie. Zajrzałam do notatek, dopisałam, że mam zadzwonić do Urszuli. Zrobiło się bardzo późno. Odłożyłam książkę, nalałam wody do wanny, wskoczyłam z przyjemnością do ciepłej wody o zapachu lawendy. Już nie myślałam o Urszuli, myślałam o łóżku, byłam bardzo śpiąca. Po kąpieli zawsze jestem śpiąca, pewnie dlatego, że zrelaksowana. Myślałam, że nie zasnę z nadmiaru wrażeń, ale natychmiast odpłynęłam.

Rano obudził mnie budzik, wstałam. Lubię wcześniej wstać, żeby spokojnie zjeść śniadanie, ubrać się, zrobić makijaż i jeszcze spokojnie posiedzieć, poczytać i pomyśleć, co na dzisiaj mam zaplanowane. Tak też zrobiłam i w godzinę byłam gotowa do wyjścia. Ubrałam płaszcz i wyszłam z domu. Do pracy miałam kilka przystanków autobusowych. Postanowiłam, że muszę sobie kupić auto, nie będę traciła czasu na dojazdy. Ileż to razy już mówiłam i ciągle nic, auta nadal nie mam. Pomyślałam: "Często wyjeżdżam i autem byłoby mi wygodniej, nie musiałabym jechać pociągiem ani brać ze sobą zmotoryzowanej koleżanki".

W pracy jak zwykle gonitwa, zbliżał się termin oddania materiałów do drukarni. Nie myślałam o Urszuli, ale bardzo chciałam usłyszeć ciąg dalszy jej opowieści. Wiedziałam już, że w numerze kwietniowym nie zamieszczę tego reportażu. To wszystko tak ślamazarnie szło, a ja nie miałam czasu na kolejne spotkanie. Zaczęłam się zastanawiać: "Przecież muszę to skończyć, muszę napisać ten reportaż, szef czeka i ciągle mi przypomina. To ma być reportaż, który przyciągnie czytelników, zwiększy sprzedaż pisma!". Postanowiłam, że zadzwonię do Urszuli i umówię się z nią na następne spotkanie. Gdy zadzwoniłam, Urszula szybko odebrała telefon.

- Dzień dobry Urszulo, miło mi ciebie słyszeć, co słychać, czy możemy umówić się na następne spotkanie?

- Oczywiście jestem do twojej dyspozycji, Kasiu, podaj datę i godzinę spotkania.

- Może znowu w środę, o osiemnastej? Czy tak ci pasuje?

- Dobrze, jestem wolna, środa to dobry dzień. Do zobaczenia Kasiu, będę czekała na ciebie. Adres pamiętasz?

- Tak pamiętam, do zobaczenia, Urszulo.

Rozłączyłam się i znowu wróciły myśli o jej synu, o jego samobójczej śmierci. Nawet sobie pomyślałam, że nie słyszałam o tym wypadku. Tak długo już pracuję w redakcji, jest to dziwne dla mnie, muszę sprawdzić, odszukać w archiwum notatki, może coś znajdę. Może popytam znajomych dziennikarzy z innych redakcji.

U nas w archiwum nic nie znalazłam, żadnej wzmianki. Nazajutrz rano zadzwoniłam do zaprzyjaźnionej redakcji, do koleżanki dużo starszej ode mnie.

- Cześć Olu, jak się masz? Mam do ciebie pytanie. Kilka lat temu był wypadek, chłopiec młody, dwudziestoletni, popełnił samobójstwo, czy może pamiętasz taką sprawę?

- Cześć Kasiu, kopę lat, miło cię słyszeć. O tej sprawie nie, nie pamiętam, ale poszukam w archiwum, musieliśmy o tym pisać. A dlaczego to cię interesuje, to dawna sprawa?

- Piszę reportaż o sile kobiet i spotkałam kobietę, która straciła syna. Jestem ciekawa, co pisano wtedy o tym wypadku. - Podałam Oli dokładne dane. - Olu, jakbyś mogła i coś wiedziała, to daj mi znać - poprosiłam.

- Zadzwonię jak będę coś miała.

- Dzięki, będę czekać, cześć.

- Cześć Kasiu, będę pamiętała.

Zajęłam się swoimi sprawami, pisałam, piłam kawę, zrobiłam sobie chwilę relaksu i pomyślałam, że po południu będę musiała zrobić zakupy, nie miałam już nic w lodówce. Pojadę do marketu, tam kupię wszystko, czego potrzebuję.

I tak też zrobiłam. Po pracy pojechałam do marketu na zakupy. Zajęło mi to ze dwie godziny. Kupiłam wędliny, ser, jajka, mięso, warzywa i moje ulubione jabłka, uwielbiam jabłka. Kupiłam też środki czystości i inne drobiazgi. Obładowana, podeszłam na przystanek autobusowy. Chciałam już jechać do domu, a okazało się, że musiałam długo czekać, ponieważ mój autobus odjeżdżał dopiero za pół godziny. Usiadłam na ławce i czekałam. Zamyślona nagle usłyszałam swoje imię. Patrzę i co widzę? Urszula, chyba z mężem, właśnie wyszła z marketu i szła w moją stronę. Zobaczyła mnie z daleka i zawołała:

- Kasiu, czy czekasz na autobus? Chodź, podwieziemy cię do domu.

Zgodziłam się i poszłyśmy w stronę parkingu.

- Dziękuję, Urszulo, chętnie skorzystam, musiałabym około pół godziny czekać na autobus.

- Kasiu, poznaj mojego męża, to jest Szymon. - Urszula przedstawiła mnie: - A to jest Kasia, dziennikarka.

Podałam mu rękę i powiedziałam, że bardzo miło mi go poznać.

- Również, miło mi.

Wsiadłam do ich auta, trochę rozmawialiśmy, ale nic o naszych spotkaniach, tak o pogodzie, zakupach, w zasadzie o niczym. Szybko podjechaliśmy pod mój dom, podziękowałam. Udało mi się. Nie wiem, kiedy byłabym w domu, gdybym ich nie spotkała. Mąż Urszuli pomógł mi zanieść zakupy pod dom.

- Dziękuję, Szymonie, do widzenia.

- Proszę bardzo, do widzenia. - Odszedł do auta.

- Urszulo, bardzo dziękuję jeszcze raz i do zobaczenia w środę!

- Dobranoc, Kasiu - powiedziała i odjechali.

Zmęczona po całym dniu rozpakowałam tylko zakupy, wzięłam kąpiel i położyłam się spać. Myślałam o Urszuli, czekałam na następne spotkanie.

Gdy tylko przyszłam następnego dnia do pracy, zadzwonił mój telefon, odebrałam, dzwoniła Ola.

- Cześć Olu, chyba coś masz dla mnie, czy tak? -zapytałam niepewna.

- Tak, znalazłam coś, tylko krótką notatkę. Pisaliśmy, że młody chłopak popełnił samobójstwo, powiesił się w parku na osiedlu, znalazł go rowerzysta jadący do pracy. Ludzie mówili o różnych przyczynach śmierci, że stało się to po alkoholu, że zdradziła go dziewczyna. Nic więcej nie wiem. Nie chcieliśmy, przypominam sobie, rozmawiać z rodzicami, ponieważ uważaliśmy, że to by było dla nich za trudne - powiedziała mi Ola.

- Dziękuję Olu, prześlij mi tę notatkę, jeżeli możesz.

- Zaraz ci wysyłam.

Ucieszyłam się, pomyślałam, wykorzystam notatkę, to będzie długi reportaż, a może to będzie książka i to ciekawa książka. Nagle przyszło mi do głowy: może rzeczywiście napiszę książkę?

- Do zobaczenia Olu. - Kończąc rozmowę, jeszcze raz jej podziękowałam.

- Do zobaczenia Kasiu, musimy się spotkać i porozmawiać, co ty na to?

- Byłoby miło, odezwę się do ciebie - powiedziałam i rozłączyłam się. Już musiałam lecieć na zebranie redakcyjne.

Ola to była cudowna koleżanka, starsza ode mnie, ale zawsze miałyśmy dobry kontakt. Lubiłam ją, miałyśmy podobne charaktery, była tajemnicza, można było jej się zwierzyć.

Jutro już wypadała środa, następne spotkanie z Urszulą. Nie mogłam się tego dnia doczekać. Dużo pisałam, czytałam, trochę sprzątałam w domu, odwiedziłam siostrę, ponieważ dawno się nie widziałyśmy, przeważnie rozmawiałyśmy tylko przez telefon.

Zdjęcie autora na okładce Photo Fun.gliwice

Projektant okładki Elżbieta Zwolińska Skwara

Korekta, skład, opracowanie graficzne Zespół Ridero

Korekta Renata Szynszecka

? Elżbieta Zwolińska-Skwara, 2019

? Elżbieta Zwolińska Skwara, projekt okładki, 2019

"Bez Ciebie do końca świata" to rozmyślania na tematy życia i śmierci, analiza życia rodziny dotkniętej tragedią. Matka, która wini siebie za śmierć zupełnie niepotrzebną, ma wyrzuty sumienia. Zmaga się ze swoimi myślami i tęsknotą, żeby po wielu trudnych latach poradzić sobie z traumą po śmierci dziecka. Biograficzna książka z nutą psychologii, której napisanie pozwoliło autorce uporać się z przeszłością.

ISBN 978-83-8155-126-7

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero