Rozdział I
- Tatusiu, pobaw się ze mną - rozległ się ciepły głos małej dziewczynki o imieniu Emma.
- Nie teraz - odpowiedział jej tata. Tata Artur, to wysoki, ciemnowłosy biznesmen, który bardzo dużo pracuje.
- Tatusiu, pobaw się ze mną - ponawia prośbę Emma, która jest już nieco zmęczona, ale wciąż pragnąca zabawy z tatą.
- Emma, nie widzisz, że jestem zajęty? - Artur odpowiada już nieco podniesionym głosem.
- Tatusiu, pobaw się ze mną... - nieśmiało cichutkim głosem Emma próbuje jeszcze raz.
- Emma!!! - tata już tym razem krzyknął.
- Dobranoc... - powiedziała i wyszła z ciemnego pokoju, rozświetlonego jedynie monitorem komputera.
Emma wtuliła się w poduszkę, przytuliła do swojego ulubionego misia - Psotka i zasnęła.
- Chyba nawet nie zauważyłeś, że powiedziała Ci "dobranoc"? - zapytała mama Emmy - Ania.
- Muszę skończyć ten projekt do jutra, a spójrz tylko ile jeszcze mi zostało? Ona wciąż chce zabawy, ciągle jej mało - odpowiedział Artur.
Ania, nie kontynuowała. Poszła do Emmy, by ją uściskać i dać buziaka na dobranoc. Po raz kolejny jednak czuła, że relacja ojciec - córka gdzieś się zatraca i trudno będzie to odbudować. Ona sama nie pracowała, była zależna finansowo od Artura. Była przekonana, że nie może więc nic mu kazać, nie może nalegać na zabawę z Emmą. Wiedziała, że jej mąż dużo pracuje, że zarabia pieniądze, że tak naprawdę nie brakuje im niczego, a jednak...
Do pełni szczęścia brakowało czułości, miłości, zrozumienia i bliskości. Artur oddalił się nieco od swojej rodziny, choć on sam nie widział problemu. Tego wieczoru dokończył projekt, czuł satysfakcje i wiedział, że prezes wielkiej firmy architektonicznej, pochwali go.
Rano wszyscy obudzili się w dobrych humorach, ale jak zwykle w pośpiechu. Artur zaspał nieco i musiał spieszyć się do pracy, a przy okazji zawieźć Emmę do przedszkola.
- Emma! Pospiesz się, ile jeszcze zamierzasz siedzieć nad tym śniadaniem?! - tata nerwowo pyta Emmę
- Artur! To tylko dziecko! - uspakaja go nieco Ania.
- Tatusiu czy dziś się ze mną pobawisz? - Emma zadała pytanie, które zdenerwowało Artura jeszcze bardziej.
- Emma, a ty znów swoje! Dziecko czy ty naprawdę nie masz co robić? Aż tak się nudzisz? - Artur rzucał retoryczne pytania w kierunku Emmy. Dziewczynka nie wiedziała co ma odpowiedzieć.
Ania, przytuliła córkę i obiecała, że jak tylko wróci z przedszkola razem zagrają w jakąś grę planszową a potem zjedzą obiad i pójdą na pyszne czekoladowe lody, które Emma tak uwielbiała.
Artur w pośpiechu zabrał plecak Emmy, swoją teczkę z projektem, dał szybkiego buziaka Ani i wyszedł z córką, po czym odjechali. Ania miała tego dnia jakieś dziwne obawy. Czuła się nieswojo. Nie wiedziała dlaczego, ale winę próbowała zrzucać na karb tego, że wczorajszy dzień zakończył się smutno dla Emmy. Bardzo chciała pokazać Arturowi swój nowy rysunek, czekała na niego cały dzień, będąc pewną, że kiedy wróci na pewno się z nią pobawi. Niestety stało się inaczej. Wszystko przez pośpiech, nowy projekt i chęć awansu. Zapomniał jakby o tym, że ma sześcioletnią córkę, która potrzebuje go.
Emma razem ze swoim tatą dotarli pod bramę przedszkola.
- Pójdziesz sama? - zapytał Artur.
- Dlaczego sama? A ty? - odpowiedziała, wierząc, że tata jednak nie zostawi jej samej.
- Emma, dziś mam ważny dzień w pracy, naprawdę się spieszę. Zobacz, masz dwa kroki do budynku przedszkola, jesteś już dużą dziewczynką. No już bierz plecak i zmykaj.
Emma wysiadła z samochodu, a tata ruszył czym prędzej do pracy. Starała się pomachać mu na pożegnanie, ale on już tego nie widział. Był zbyt pochłonięty i podekscytowany nowym projektem. Wiedział, że zrobił go dobrze, a za jego wspaniale wykonaną prace czeka go awans na wiceprezesa ENT Architekt.
Emma założyła plecak i odwróciła się w stronę budynku. Chciała już ruszyć w jego stronę, gdy naglę zobaczyła podbiegającą do niej kobietę. Miała rude, kręcone włosy, ciemne okulary i szpilki.
- Cześć - powiedziała do Emmy głosem tak miłym i czułym, jakim w zasadzie mówi do niej tylko mama.
- Nie znam Pani. Muszę już iść. Do widzenia. - Emma była nieco przestraszona, nigdy nie była w sytuacji, gdy obca kobieta zaczepia ją samą na ulicy.
W sumie nigdy nie była sama na ulicy. Zawsze, ale to zawsze była z mamą, tatą lub kimś z starszym z rodziny. Zawsze była odprowadzana do szatni, tata lub mama pomagali jej się przebrać. Ten jeden, jedyny raz było inaczej. Emma czuła się zaniepokojona i chciała jak najszybciej znaleźć się w budynku przedszkola.
- Nie bój się, jestem Lila. Jestem przyjaciółką Twojej mamy. Powiedziała, żebym dziś zabrała cie na lody i do kina, chcesz? - kobieta starała się być mocno przekonywująca.
Emma wiedziała co zawsze powtarzała jej mama. By nigdy nie rozmawiała z obcymi i nigdy, nigdzie z nimi nie szła.
- Nie. - odpowiedziała, nerwowo rozglądając się wokół i szukając kogoś, kto mógłby jej pomóc.
- Przecież nie zrobię ci krzywdy. Zobaczysz to będzie fajny dzień. - kobieta o rudych włosach wciąż próbowała namówić dziewczynkę, choć ta nie chciała dać się przekonać.
Emma rzuciła się więc do ucieczki, ale na nic zdały się jej szybkie i zwinne ruchy. Tuż przy chodniku stał czarny samochód z zaciemnionymi szybami, a ze środka wypadł muskularny, wysoki mężczyzna. Łysy i mający mnóstwo dziwnych tatuaży. Zatrzymał dziewczynkę, przyłożył dłoń do ust, tak by nie była w stanie wydobyć nawet pisknięcia. Razem z rudowłosą kobietą wciągnęli Emmę do samochodu i odjechali w pośpiechu. Nikt nie zauważył całej sytuacji. Budynek przedszkola znajdował się dużo dalej od ulicy a przed oknami znajdowało się mnóstwo przeróżnych iglaków, które zasłaniały okna. Emma przez chwilę rzucała się i krzyczała w samochodzie. Jednak otumaniona wstrzykniętą dziwną substancją - zasnęła.
Artur w tym czasie zaczął świętowanie swojego sukcesu. Został wiceprezesem ENT Architekt. Prezesowi bardzo spodobał się jego projekt i go zaakceptował.
Ania natomiast sprzątała cały dom, gotowała obiad i ani się obejrzała a była już dwunasta, czas w którym powinna odebrać Emmę z przedszkola. Dziewczynka niestety była już wtedy bardzo daleko od domu... Gdy tylko się wybudzała, rudowłosa kobieta wstrzykiwała kolejne dawki substancji oszołamiającej. Jedyne co Emma zapamiętała z całej podróży to jej głos, który w kółko powtarzał: "Będzie świetnym towarem, byle tylko była teraz cicho."