Bestia z Wadowic - Sebastian Krawczuk

Kup ebooka

29.56 zł
24.53 zł (24,33 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Ania miała być w domu już bardzo dawno. Właściwie o tej porze powinna już oglądać dobranockę w wygodnym łóżku, trzymając w dłoniach miękkiego misia. Nie mniej jednak z niewytłumaczalnych przyczyn mama nie pojawiła się po południu, by odebrać ją od Karoliny, co poskutkowało dziwnym splotem zdarzeń, wskutek którego ośmiolatka została zmuszona tego wieczoru przejść samotnie przez kilka ulic, aby wrócić do siebie. Zbliżało się Wszystkich Świętych, zatem rodzice jej koleżanki byli w ciągłym biegu między piekarnikiem, w którym szykowały się wypieki, a telefonem, poprzez którego ustalano porę rodzinnego zgromadzenia z całymi armiami ciotek, wujków i kuzynek. Miała zwyczajnie pecha. Złe miejsce i zły czas.

- Nie mam czasu, ale to tylko kilka uliczek Aniu, znasz drogę. Na pewno dasz sobie radę, przecież często sama już wychodzisz. Zrób tak samo teraz, jest tylko troszeczkę ciemniej, ale to nic! Nikt co nie zrobi krzywdy. - wymamrotała w progu matka Karoliny, jasno dając do zrozumienia, że nie może na nią liczyć. Moment później Ania stała już przed posesją. Drobna blondynka z warkoczykami w różowej, puchowej kurteczce. Typowa, młoda Wadowiczanka, którą czeka pewnie ucieczka do Krakowa za dziesięć lat w pogoni za lepszym życiem. Jej zadaniem było teraz ruszenie naprzód, przejście po średnio oświetlonej ulicy obok czterech domostw, po czym skręcenie w lewo, minięcie paru wielkich kamienic i kolejny skręt, tym razem w prawo, gdzie w oddali widziałaby już zarys swojego skromnego domu jednorodzinnego. Po chwili wahań udało jej się wyciszyć wyobraźnię pokazującą złowrogie wizje złego pana z trującymi cukierkami, którym straszono ją od przedszkola i ruszyła.

Przed nią było pusto, na suchych podjazdach stały jedynie zaparkowane auta, gdzieniegdzie zmuszające ją do niemalże przeciskania się bokiem między nimi a bramami. Skręcając na ulicę dalej, nagle usłyszała trudne do określenia dźwięki daleko za plecami. Po chwili już wiedziała mniej więcej, czym one są. Ktoś za nią szedł. Dziwne, bo jak opuszczając posesję, rozglądała się po okolicy, to nie było widać żywej duszy. Nie miała odwagi się teraz odwrócić. Kroki były coraz wyraźniejsze, a jej krótkie nóżki były za słabe, by to ustało. Była tuż przed finałowym zakrętem, wokół którego ciągnął się pas zieleni, krzaków, całego kawałka ziemi zapomnianego przez władze miasta, które to były zbyt zajęte przekopywaniem kolejnych dróg. Ania nawet nie zorientowała się kiedy kroki za nią ucichły. Stanęła w zakłopotaniu i zaczęła się powoli odwracać. Przesuwające się kamienice były ostatnią rzeczą ujrzaną przez jej oczy, zanim nastała ciemność, po której dla niej nie było już niczego.

Poczuła na dosłownie sekundę tylko ciepło w boku. Bardzo dziwne ciepło.

Rozdział II: Nie zawracaj w tył

Alicja była już potwornie wkurwiona. Kolejne przesłuchania ciągnęły się bezsensownie, a efektów dalej brak. Właśnie zawijali od radiowozu kolejnego mężczyznę, za którym wiernie podążała partnerka.

Maciek nigdy by czegoś takiego nie zrobił! - krzyczała zrozpaczona dziewczyna. Pewnie miała rację. Poszlaki wskazujące, że w całą sprawę był zamieszany jej luby były bardzo wątpliwej jakości. Właściwie głównie kamery pokazały, że w okolicy śmierci jednej z dziewczynek był dosłownie parę ulic dalej i istniała szansa, że do czasu zabójstwa mógł dotrzeć dokładnie na jego miejsce. Nie mniej jednak to był bardzo marny dowód. To, co robili, było wręcz w jej odczuciu żenujące, ale takie są obowiązki. - No to kto to kurwa zrobił? Może ty? My tu ciągle tylko myślimy, że to jakiś chłop, no ale miło by było, jakby czasem jakaś kobieta była seryjnym mordercą. No kurwa! Pokażmy swoją siłę, my, kobiety!

Jej policyjny towarzysz popatrzył na nią dziwnie, a rozmówczyni zamilkła, sama nie wiedząc, czy to już moment na jak najszybszą ewakuację, czy jeszcze jakimś cudem nie.

- Dobra Hubert, zawijamy. Dajmy szanownej furiatce spokój. Jak by co, to ja wcale nie chcę, żebyś została damską wersją tego psychola. Jakbyś zamieniła dzieci na policjantki, to za wiele byś nie pomordowała.

Zostawili zakłopotaną towarzyszkę, której mina wyrażała więcej, niż najbardziej emocjonalne momenty w aktorskiej karierze Jacka Nicholsona, po czym wsiedli do radiowozu i ruszyli w stronę posterunku.

- Słuchaj, sąsiedzi tej pierwszej małej byli sprawdzani, ta? - Byli, są czyści. Raczej tam nie mieszka ta cała kochana Bestia z Wadowic, jak na nią teraz mówią. - A ten cały najebus od drugiej? - A wiesz co, chyba nikogo nie wysyłaliśmy, żeby go obczajał.

Wygląda na to, że znalazła sobie nareszcie ciut rozluźniające zajęcie. Obserwowanie podejrzanych niczym w filmie szpiegowskim było na swój sposób ogromnie relaksujące. Wreszcie nie było ton mundurowych co krok i różnych gówien do załatwiania w ciągłym biegu, tylko cisza, spokój i jeden ludek do kontroli. Przepis na idealny weekendowy wieczór.

Podjechała w pobliże jego kamienicy osobistym samochodem, dla oczywistego stwarzania pozorów. Wyjęła ze schowka biedronkową drożdżówkę i zerkając intensywnie co raz w stronę budynku, konsumowała ją ze smakiem. W takiej atmosferze nawet jedzenie psiego gówna dla niej byłoby niczym kolacja u Magdy Gessler. Czasem zastanawiała się nad odejściem stamtąd, znalezieniem pracy, w której lepiej by się spełniała i nie przemęczała na każdym kroku. Zawsze po chwili jednak pojmowała, że taki jest już jej los i albo czeka ją to, albo życie w być może ciągłej niepewności. Na ten moment wystarczyło jej, że nie jest przekonana co do tego, czy ona i jej ludzie nie skompromitują wymiaru sprawiedliwości w oczach całego kraju.