Benita von Falkenhayn - Jolanta Knitter-Zakrzewska
Kup ebooka
28.27 zł
23.46 zł
(24,03 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
Benita
Wracają do mnie przeróżne obrazy; Częstochowa; lipcowy deptak, liście drzew podświetlone słonecznymi promieniami - idę razem z Jurkiem na Jasną Górę - moje ukochane wspomnienie, ale potem cień przesuwa się po mojej twarzy, gasną światła, wraca po chwili inny widok - największa ulicy Berlina - Unter den Linden, intensywnie pachną lipy; pamiętam ten zapach... Jeszcze tylko kilka kroków i przede mną wznosi się Brama Brandenburska; jeszcze jest tak spokojnie, tak beztrosko, a zaledwie kilka lat później w bruk uderzą podkute i idealnie wypastowane buty młodych bojówkarzy z S.A. - Sturmabteilung - oddziałów szturmowych NSDAP - w brunatnych mundurach ze swastyką. Kroczą z butą, jakby nic poza nimi nie miało się ostać, niosą sztandary nazistowskie na drzewcach zakończonych metalowymi szpikulcami, po drodze wybijają szyby w witrynach żydowskich sklepów, zajmują całą ulicę, tak, że trzeba im ustąpić, bo nie zważają po drodze na nikogo, uderzyła im do głowy mrzonka o nieskończonej sile i mocy. Wszyscy oni, przekonani o swoim znaczeniu, wspinają się na szczyt, którego nie ma. Teraz wiem, że Jurek się nie mylił - to walka o duszę. Przez chwilę nabrałam pewności, że nic mi już nie grozi, że niebezpieczeństwo mam za sobą, coraz rzadziej widywałam się z Jurkiem, rozpoczęłam przecież nowe życie. Jednak po niewielu jasnych dniach, nadeszła bezgwiezdna noc. Jest 17 lutego 1935 roku, tuż przed północą. Jutro o świcie... zresztą... nie... nie muszę teraz o tym myśleć, mogę być gdziekolwiek indziej, kiedy tylko zamknę oczy...
Tej nocy moja samotność jest jak wielki, pusty dom, w którym pogaszono światła i wyniesiono meble, echo odbija się od pustych ścian, na próżno mogłabym szukać ciepłego pokoju; przytulnego schronienia. Tulę do siebie tylko ciężką ciszę, zamiast kochanka. Nie mam już nadziei, ale to dobrze, bo mieć nadzieję na coś, co się nie spełni - to tortura. Miejsce nadziei wypełnia spokój, wielki jak Sprewa, tonąca we mgle o świcie. Jutro, zanim jeszcze wstanie słońce, będzie po już po wszystkim. Zamykam oczy. Umysł jest potęgą. Mogę być teraz, gdzie tylko zechcę. Wybieram ze wspomnień - kolejny raz - Częstochowę, promenadę wiodącą do położonego na wzgórzu Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej, Jurek trzyma mnie za rękę, idziemy razem w kierunku Jasnej Góry. Chcę być teraz właśnie tam, zamiast w Berlinie...
Benita
Kiedy miałam niespełna 19 lat ukończyłam szkołę z internatem w Godesbergu, gdzie opanowałam łacinę, język francuski i angielski, literaturę, historię, matematykę i grę na pianinie. Od roku pomagałam w Czerwonym Krzyżu, opatrywałam chłopców z niemieckiej armii, którzy byli w moim wieku albo nawet młodsi, a umierali od nieuleczalnych ran. Zakończyła się wreszcie Wielka Wojna. Został podpisany Traktat Wersalski, wprowadzający pokój w Europie i nowy ład na świecie. Na paryskiej konferencji przeniesiono pełną odpowiedzialność za wybuch wojny na Niemców, co stanowiło punkt wyjścia do dalszych niekorzystnych dla Berlina postanowień. Niemcy odebrali to jako poniżenie pokonanych i zapewne dlatego w późniejszych latach poparli w wyborach Hitlera, który obiecywał powrót niemieckiej potęgi, a wstąpienie do NSDAP gwarantowało zawrotną i szybką karierę. Tymczasem na mocy Traktatu Wersalskiego Francja odzyskała Alzację i Lotaryngię, Czechosłowacja otrzymała ziemię hulczyńską, Polsce przyznano Wielkopolskę oraz część Pomorza z 144 km linii brzegowej. Gdańsk wraz z przyległymi terenami został ogłoszony Wolnym Miastem pod zarządem Ligi Narodów. Na Warmii i Mazurach miał zostać ogłoszony plebiscyt. Oczywiście niemiecka organizacja i propaganda miały tam tak dużą siłę przebicia, że głosujący "opowiedzieli się" za Niemcami. W części V traktatu nakazano zmniejszenie liczebności armii niemieckiej do 100 tysięcy żołnierzy oraz zakazano wprowadzania powszechnego obowiązku służby wojskowej. Miał obowiązywać zakaz wyposażania armii w czołgi i samoloty bojowe. Marynarka wojenna mogła posiadać z większych okrętów jedynie: sześć pancerników, sześć krążowników, dwanaście niszczycieli i tyleż samo torpedowców. Reichsmarine nie mogła posiadać okrętów wojennych i lotnictwa morskiego. Skutki klęski, którą Niemcy ponieśli podczas wojny i postanowienia Traktatu Wersalskiego były nie do zniesienia dla władz niemieckich i większości niemieckiego społeczeństwa. Niemcy nie chciały uznać ustalonych w Wersalu ograniczeń i granic. Szybko zaczęły przygotowywać się najpierw do odzyskania utraconych obszarów, a następnie do zajęcia ziem polskich. Niemcy pogardliwie nazywali Polskę "państwem sezonowym". Głównodowodzący Reichswehry generał Hans von Seeckt już w 1922 roku podkreślał: "Egzystencja Polski jest nie do zniesienia, nie do pogodzenia z życiowymi interesami Niemiec. Polska musi zniknąć i zniknie przez swą słabość i z naszą pomocą!" W 1925 roku Niemcy podpisały układ w Locarno. Niemcy zagwarantowali wówczas bezpieczeństwo granic z Francją i Belgią, ale odmówili podobnych gwarancji dla Rzeczypospolitej. Oznaczało to milczącą zgodę na rewizję wschodnich granic przez władze Republiki Weimarskiej. Niemcy potajemnie zaczęli się zbroić, co było sprzeczne z ustaleniami Traktatu w Wersalu. Te zbrojenia budziły w Polsce ogromny niepokój. Stąd też Sztab Generalny Wojska Polskiego dążył do utworzenia w Niemczech sieci wywiadowczej. To dlatego poznałam Jerzego Sosnowskiego... O tym jednak opowiem trochę później. Zostańmy jeszcze w Berlinie w latach mojego beztroskiego szczęścia. Postanowienia Traktatu Wersalskiego, potajemne zbrojenia, kryzys; to wszystko wtedy niewiele mnie obchodziło, nie wpływało na moje życie, nie zmieniało moich celów i marzeń. Owszem klęska w Wielkiej Wojnie wywołała w Niemczech ogromny kryzys gospodarczy, jednak Berlin szybko zaczął żyć własnym, szalonym życiem. "Chleba i igrzysk" - wołano przed wiekami w Rzymie i tak samo wołano teraz w Berlinie - Berlińczycy dostali chleb, na tyle było ich stać - i kabaret. Inflacja szalała a ludzie oddawali się szaleństwu oglądania półnagich tancerek. Pokonani Niemcy musieli radzić sobie z zapłatą reparacji, katastrofalnie spadła wartość wartości waluty. Niemcy finansowali działania wojenne za pomocą dodruku pieniądza, licząc na to, że zwycięstwo pozwoli zrekompensować poniesione koszty. Porażka zniweczyła te nadzieje i spowodowała powstanie hiperinflacji. Wiosną 1920 roku 1 dolar amerykański wart był ponad 83 marki, dla porównania w sierpniu 1914 roku można było za niego dostać tylko 4 marki. Reakcją na spadek wartości pieniądza było dalsze zwiększenie jego emisji, co pogłębiło tylko jeszcze bardziej dewaluację niemieckiej waluty. W rezultacie w lutym 1922 roku dolar osiągnął wartość ponad 200 marek. Latem 1923 roku inflacja była już ogromna. Nieco wcześniej, w styczniu, Francuzi i Belgowie rozpoczęli okupację Zagłębia Ruhry, najważniejszego regionu przemysłowego Niemiec. Miała to być kara za zaległości w zapłacie reparacji wojennych. Hitler wraz z NSDAP opowiadał się za rewizją Traktatu Wersalskiego, czym zyskał sobie aprobatę Niemców. Tymczasem jednak, paradoksalnie Berlin, pomimo kryzysu, stawał się światową metropolią. Ściągali tu naukowcy, artyści, tancerki, architekci, jednostki zarówno wybitne jak i reprezentujące wszelkie formy ekstremum obyczajowego. Można powiedzieć, że tak jak w starożytności mawiano, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak teraz zapanowała tendencja, że wszystkie drogi prowadzą do Berlina. Za przyjazdem do Berlina przemawiała słabość marki; każdy, kto przyjeżdżał tu z odrobiną odłożonej gotówki, nagle stawał się "bogaty", a zniesienie cenzury spowodowało, że prężnie rozwijał się sektor rozrywkowy. Nie było żadnych konwencji, moralnych i obyczajowych ograniczeń. Berlińczycy byli zmęczeni wojną, rozczarowani postanowieniami Traktatu Wersalskiego, kryzys zdawał się nie mieć końca, pieniądze straciły na wartości - każdy szukał zapomnienia i jeśli tylko mógł - oddawał się przyjemnościom. Berlin stał się miastem kontrastów - z jednej strony panowała nędza, z drugiej kolorowym rewiom, nocnym kabaretom - nie było końca. Ja żyłam w tym bogatszym świecie, w którym nie dotykały mnie troski materialne; odkrywałam pierwsze produkcje filmowe, chodziłam do teatru, kabaretu, cieszyłam się każdą chwilą, żyłam pełnią życia. Nie interesowała mnie wówczas polityka. Chciałam żyć, kochać, bawić się, doświadczać sztuki, mieć udane życie osobiste; dobrego męża, rodzinę... Życie zweryfikowało moje marzenia...