ROZDZIAŁ 2TATA MARK, czyli najlepszy napastnik świata
Mark Bellingham ma dziś 48 lat, a grubo ponad połowę życia spędził na... boisku. I wierzcie nam, drugiego takiego piłkarskiego zapaleńca ze świecą szukać. To prawdziwy ewenement. Ba, z czystym sumieniem można stwierdzić, że tata Jude'a jest LEGENDĄ angielskiego futbolu amatorskiego, tutaj określanego jako non-league football (wymawiaj: non-lig futbol).
Zacznijmy jednak od wyjaśnienia, jak wygląda system rozgrywek w angielskim futbolu. Wiedza ta przyda nam się nie tylko do opowieści o tacie Jude'a, ale także do historii jego samego.
Otóż na szczycie piłkarskiej piramidy w Anglii są 4 ligi, w których występują 92 drużyny. Najwyższa, najlepsza i zdecydowanie najbardziej prestiżowa to słynna Premier League (wymawiaj: Premier Lig). Kolejne to: Championship, League One i League Two (wymawiaj: Czempjonszip, Lig Łan, Lig Tu). Wszystkie grające w nich zespoły są w pełni zawodowe. Co to oznacza? Ano to, że zawodnicy podpisują kontrakty, zarabiają pieniądze, a kluby są dla nich po prostu miejscami pracy.
Od 5. ligi w dół zasady się zmieniają. Na górze walczą jeszcze ekipy o statusie półamatorskim, ale im niżej w hierarchii, tym więcej mamy klubów i piłkarzy, dla których futbol nie jest sposobem na zarabianie pieniędzy, lecz po prostu okazją do robienia tego, co się kocha. Gracze trenują i jeżdżą na mecze na własny koszt. Dodajmy, że struktura ligowa w Anglii - bądź co bądź ojczyźnie futbolu - jest niesamowicie rozbudowana. W niektórych regionach liczba szczebli, na których rywalizują zespoły, przekracza 20!
Wracajmy jednak do pana Marka Bellinghama.
Wiecie, na którym poziomie ligowym grał?
Najczęściej od 8. do 11.
Porównując to z polskim systemem - to klasa A, B i C. Z tym, że u nas ta ostatnia jest najniższym szczeblem rozgrywek, podczas gdy w Anglii to dopiero połowa piramidy (przy okazji, to także jedna z przyczyn, dlaczego piłka nożna w Anglii jest o niebo lepsza niż w naszym kraju).
Teraz, jak myślicie, w ilu amatorskich klubach grał Bellingham senior? Oficjalnie w 17, choć nawet najbardziej dociekliwi statystycy w przypadku kilku sezonów nie potrafią wskazać zespołu pana Marka, a i on sam też już tego nie pamięta. Wiadomo za to, że zdecydowana większość tych klubów i klubików ma siedziby w najbliższych okolicach Birmingham.
To wręcz niewiarygodne, ale od kiedy tata naszego bohatera w wieku 18 lat rozpoczął występy w dorosłej piłce (ale - powtórzmy jeszcze raz - na poziomie amatorskim), biegał po boiskach do lipca 2019 roku. Miał wtedy 43 lata, a jego syn błyszczał już wśród zawodowców (rok później za 30 milionów euro przejdzie do Borussii Dortmund!). I choć ich nazwy nic Wam raczej nie powiedzą, wymieńmy kilka z klubów, w których grał Bellingham senior: East Thurrock United, Chelmsford City, Halesowen Town, Bromsgrove Rovers, Leamington, Wolverhampton Casuals czy Paget Rangers (wymawiaj: Ist Turrok Junajtyd, Czelmsford Siti, Helosołen Tałn, Bromsgrołw Rołwers, Leminton, Łolwerhampton Kaszuals, Pejdżet Rendżers).
Niezły zestaw, prawda?
Ciekawi Was też pewnie, czemu tata Jude'a tak często zmieniał kluby?
Otóż było to związane z jego pracą.
Pan Mark, jak już wiecie, na co dzień pracował w policji, w stopniu sierżanta. A ponieważ otrzymywał różne zadania, często się przeprowadzał. Zresztą nawet kiedy się nie przeprowadzał - jak po narodzinach synów - amatorska kariera była dla Marka Bellinghama całym życiem. Uwielbiał nowe wyzwania, poznawanie ludzi, chętnie zmieniał otoczenie, w którym grał.
Czemu nigdy nie spróbował sił w profesjonalnej piłce? Bo uważał, że nie jest na tyle utalentowany, by utrzymać się z zawodowego grania w piłkę. Być może zniechęcili go do tego rodzice, może trenerzy. Nie wiemy.
Cokolwiek by jednak mówić, na szczeblu amatorskim tata Bellingham strzelał gole naprawdę seryjnie. Tak wiele, że 10 września 2016 roku jego ówczesny klub, Paget Rangers, zamieścił na Twitterze (dziś portal X) wpis oznajmujący, że 40-letni wówczas Mark Bellingham zdobył właśnie bramkę numer... 700 w karierze! Jak wynika ze zdjęcia, był to fantastyczny strzał lewą nogą z rzutu wolnego nad murem rywali. Zdajecie sobie sprawę, że nawet jeżeli gania się za piłką do 43. roku życia, to strzelenie tylu goli wymaga trafiania do siatki średnio 30 razy w sezonie?
Dlatego powiedzmy to sobie jasno: tak, na swoją skalę Mark Bellingham był piłkarzem wybitnym.