Rozdział pierwszy
Hannah otoczyła ramionami szyję gniadego kuca i zdjęła mu uzdę, przywierając policzkiem do jego miękkiej grzywy. Sierść konika była ciepła po sesji na zewnętrznej ujeżdżalni i pachniała cudownie, jak słodkie ciastko. Dziewczyna przymknęła oczy, a kuc się w nią wtulił. Przez kilka sekund pozwoliła sobie wierzyć, że zwierzę należy do niej. Wszystko inne gdzieś zniknęło, kiedy tak stali w milczeniu, oddychając równym rytmem.
Tak samo przytulała się kiedyś do Wispy: przywierała policzkiem do ciepłej szyi klaczy, spoglądając w dół na jej doskonale białe skarpetki. Potrząsnęła głową. To wspomnienie nadal było zbyt świeże i bolesne.
- Wolfie - wyszeptała, gładząc go po grzywie.
Przybycie tego kuca sprawiło, że rana w jej sercu zaczęła się zabliźniać.
Nagle zwierzak zastrzygł uszami i uniósł łeb, a zaczarowana chwila się skończyła.
- Jak minął ranek? - zapytał ojciec.
Dudniący dźwięk jego głosu, teraz niezbyt głośny, potrafił wypełnić stadion i uciszyć widownię. Henry Boland - mistrz olimpijski w skokach przez przeszkody.
- Uwaga, wchodzę - rozległ się inny głos.
Hannah mimowolnie skrzywiła się, słysząc matowy, szorstki ton stajennego Ashleya. Był synem Johno, który pracował dla jej rodziny od dawna, jeszcze zanim Hannah się urodziła. Teraz jednak Johno przechodził na emeryturę i Ashley miał przejąć obowiązki ojca. Dziewczynka szczerze go nienawidziła.
- Hannah jeździła dziś na tym gniadym - ciągnął Ashley. - Wszystko idzie dobrze.
- Nazywasz się Wolfie - wyszeptała Hannah z determinacją, a mały kuc spojrzał na nią z zaciekawieniem. - Nie żaden "ten gniady".
Dla Ashleya koń nie nazywał się Lennie, Silver, Bertie czy jakkolwiek inaczej mówiono na niego w stadninie rodziny Hannah. Dla niego był to "ten gniady", "ten siwy" albo nawet "ta beznadziejna kasztanka". Nie dostrzegał w nich klaczy ani wałachów, zawsze mówił "ten" albo "ta".
Hannah nie mogła zrozumieć, dlaczego jej rodzice, którzy twierdzili, że kochają konie, pozwalali Ashleyowi tak o nich mówić. Kiedyś ich o to spytała, ale powiedzieli tylko, żeby nie zawracała sobie tym głowy.
- To świetnie! - zawołał ojciec, wyraźnie zadowolony. - Mamy już na niego kupca, niemal pewnego. To ta młoda zawodniczka, uprawiająca skoki przez przeszkody.
Kiedy obaj mężczyźni odeszli, omawiając możliwą sprzedaż, Hannah bezwładnie wsparła się o szyję Wolfiego. Wiedziała, że niedawno jakaś dziewczyna przyjechała, żeby go przetestować. Wolfie był pięknym kucem, a do tego wybitnie utalentowanym, czuła więc, że ojciec sprzeda go za doskonałą cenę.
Bolandowie skupowali kuce, ale tylko te najlepsze, żeby odsprzedać je po przeszkoleniu. Henry sprowadzał konie z całej Europy, starając się wybierać te z najlepszym rodowodem i potencjałem. Ośrodek jeździecki Heartwood cieszył się taką popularnością, że czasami wszystkie dwadzieścia boksów było zajętych. Starali się sprzedawać konie jak najszybciej, żeby rozpocząć szkolenie nowej potencjalnej gwiazdy.
Klienci zainteresowani kupnem patrzyli z podziwem na nieskazitelnie utrzymany dziedziniec, drzwi do stajni w eleganckim odcieniu ciemnej zieleni i jasny piasek ujeżdżalni, otoczonej starannie przystrzyżonym żywopłotem. Pod koniec zwiedzania mogli też podziwiać padok otoczony drewnianym ogrodzeniem, gdzie na bujnej, zielonej trawie pasły się kuce o błyszczącej sierści. Stadnina Bolandów była szczytem luksusu, a pochodzące stąd kuce nie miały sobie równych.
Jeśli Henry Boland miał czas i dobry humor, goście byli zapraszani na herbatę do siodlarni. Zasiadłszy naprzeciw najwyższej klasy pralki i pięknej, starej kuchni firmy Rayburn, Henry opowiadał im o najważniejszych momentach swojej długiej i błyskotliwej kariery jeździeckiej, wskazując na medale i rozetki, pokrywające każdy centymetr ściany.
Wolfie delikatnie trącił Hannah pyskiem. W ten sposób grzecznie prosił o smakołyk, którym zawsze nagradzała go po jeździe. Z uśmiechem przeszukała kieszenie bryczesów i wyjęła miętówkę. Poczuła jego oddech, kiedy zjadł pudrową pastylkę z jej dłoni.
- Hannah! - rozległ się wysoki, radosny głos, a dziewczynka przewróciła oczami.
Millie. Dobrze znała ten ton. Millie najwyraźniej czegoś od niej chciała. Poklepała Wolfiego, sprawdziła, czy zwierzę ma wystarczającą ilość siana, i dopiero potem z ociąganiem otworzyła drzwi stajni. Zobaczyła przed nimi swoją siostrę, która stała ze splecionymi ramionami i niecierpliwie postukiwała stopą w skórzanych butach.
Millie stanowiła całkowite przeciwieństwo Hannah, która odziedziczyła po tacie ciemne włosy, brązowe oczy i niski wzrost. Millie była wysoka i szczupła, miała płowe włosy, zwykle związane w koński ogon. Jej jasnoniebieskie oczy lśniły niczym paciorki, kiedy wbiła wzrok w siostrę.
- Zapomniałaś, prawda? - W jej dźwięcznym głosie było słychać irytację. - Powiedziałam ci, że muszę dokończyć wideo Wolfiego. Osiodłaj go jeszcze raz. Mamy teraz doskonałe światło.
Hannah spojrzała na siostrę groźnie. Nie myliła się. Millie zawsze czegoś od niej chciała.
- Właśnie odprowadziłam go do boksu - odrzekła. - Nie powinno się go znów wyprowadzać. Naprawdę dobrze się dziś spisał i zasłużył na odpoczynek.
Nie dodała, że na samą myśl o byciu filmowaną żołądek podchodził jej do gardła.
- To zajmie tylko pięć minut - upierała się Millie. - Dosiądź go jeszcze raz. Dobrze wiesz, że sama bym się na nim przejechała, gdybym była taka niska jak ty. Ten kupiec jest już niemal gotowy wpłacić zaliczkę. Chcę nagrać tyle ujęć, ile się da, zwłaszcza że kuc pójdzie za naprawdę duże pieniądze. - Z niezadowoloną miną zmierzyła siostrę wzrokiem. - Mogłabyś się przebrać?
Hannah zerknęła w dół. Wyblakły T-shirt z nazwą ulubionego zespołu i stare granatowe bryczesy wyglądały całkiem nieźle. Nagle Millie nie wiadomo skąd wyjęła koszulkę jeździecką i bryczesy w kolorze jaskrawego różu.
- Najmodniejszy kolor w nowej kolekcji firmy Ponydazzle - oznajmiła triumfalnym tonem. - Śliczny, prawda? Mówiłam ci, że pomagałam przy projekcie?
- Ten kolor jest obrzydliwy - jęknęła Hannah. - Będę w nim wyglądała jak gigantyczna malina. I tak, wspominałaś o tym chyba milion razy.
- Będzie ci w nim do twarzy - zapewniła Millie. - Idź się przebrać. To największa z dotychczasowym kampanii Ponydazzle. I wybrali nas, a ściśle mówiąc mnie, na swoją rzeczniczkę.
- Żebyś namówiła setki dziewczyn do zakupu? - Hannah przewróciła oczami. - A ten różowy prawie wcale się nie różni od różu z poprzedniej kolekcji.
- Raczej setki tysięcy dziewczyn, ale dzięki. - Millie była z siebie wyraźnie dumna. - Jeszcze nigdy nie miałam tak wielu followersów. A jeśli uważnie się przyjrzysz, zobaczysz, że to zupełnie inny kolor.
Pozornie bezwiednie rozejrzała się po dziedzińcu, omiatając spojrzeniem niedawno zakupione przeszkody do skoków, świetnie wyposażone stanowisko do mycia koni oraz najlepszej jakości derki, wiszące przy każdym boksie. Hannah podążyła za wzrokiem siostry i westchnęła. Nie widziała, jak to dokładnie działa, ale czuła, że za większością tych zakupów stoi właśnie Millie. Zawsze były jakieś rachunki do zapłacenia.
- Czy jeśli zrobię, o co mnie prosisz, to zerkniesz na najnowsze wideo Jensona? Nakręcił filmik o sztuczkach na deskorolce i chciałby usłyszeć twoją opinię.
Millie parsknęła śmiechem, a Hannah skrzywiła się lekko. Jenson bardzo poważnie poprosił ją, żeby pokazała nagranie siostrze. Sam nie miał na to odwagi.
- Serio? - spytała Millie. - Jego konto śledzi najwyżej czternaście osób.
- Teraz już ponad pięćdziesiąt - wymamrotała Hannah, chociaż wiedziała, że dla siostry to nie ma znaczenia.
Millie odrzuciła do tyłu swój koński ogon.
- Nie zerknę. I w ogóle dlaczego miałoby mnie to interesować? - Potrząsnęła głową, niecierpliwie postukując butem. - Powiedz mu, żeby na początek kupił sobie dobrą kamerę.
Hannah wiedziała, że nie ma sensu nalegać. Millie nigdy nie miała czasu dla nikogo, a co dopiero dla przyjaciół siostry. Nic dla niej nie znaczyło to, że Hannah i Jenson dorastali razem.
- W takim razie dlaczego miałabym zrobić to dla ciebie? - zapytała Hannah, ale w tej samej chwili na horyzoncie pojawił się tata.
- Dajcie spokój, dziewczynki - nakazał. - Hannah, nie kłóć się. Wiesz przecież, że to ważne. To będzie szybkie nagranie.
- Przygotuję Wolfiego. - Millie ruszyła w stronę stajni, a Hannah westchnęła z rezygnacją.
Wiedziała już, że przegrała.
Kilka minut później przebrała się w siodlarni w nowy strój i zobaczyła, jak Millie wyprowadza kuca na dziedziniec. Będzie jej brakowało Wolfiego, kiedy zostanie sprzedany. Znów poczuła bolesne ukłucie w sercu. Wispa odeszła tak niedawno, więc strata Wolfiego wydawała się szczególnie okrutna.
Wolfie nie rozumiał, dlaczego musi znów opuścić boks, ale ponieważ był grzecznym i dobrze ułożonym kucem, nie opierał się. Hannah chwilę jechała kłusem, potem przynagliła konia do galopu, starając się nie patrzeć na Freddiego, który nagrywał dla Millie każdy jej ruch. Nie wiedziała, co zrobić z rękami, i już zdążyła się spocić w nowym stroju. Ściągnęła pięty mocno w dół, nie chcąc, żeby w internecie krytykowano jej postawę. Wolfie sam o nią zadbał, w pięknym stylu pokonując przeszkody.
- Uśmiechnij się, Han - upomniał ją łagodnie Freddie. - To ma być reklama.
Hannah poprawiła się w siodle i starała się rozciągnąć usta w uśmiechu, chociaż była pewna, że będzie wyglądała, jakby zgrzytała zębami. Nie znosiła być w centrum uwagi.
Freddie uniósł kciuk, kiedy go mijała. Zawsze był miły i cierpliwy.
Studiował medioznawstwo, ale jako dziecko jeździł konno i Hannah musiała przyznać, że odwalał dla Millie kawał dobrej roboty. Często robił ujęcia całkiem przypadkowych rzeczy, takich jak czyszczone końskie kopyto lub uzda wisząca na haku, a potem dodawał muzykę, zmieniał tempo albo światło i wychodziło mu z tego wspaniałe nagranie. Filmy na profilu Millie biły na głowę wszystkie inne. Hannah nie widziała w tym najmniejszego sensu. Wolała cieszyć się towarzystwem koni w prawdziwym życiu, a nie popisywać się nimi w internecie. Ale przecież Hannah i Millie zawsze się od siebie różniły.
Siedem lat temu, kiedy Henry po raz ostatni wziął udział w zawodach London International Horse Show, na koniec konkursu całą rodzinę zaproszono na parkur. Mama poprowadziła Hannah i Millie na środek placu, gdzie stanęły obok taty i jego najlepszego konia, Mistrala.
Millie wystąpiła w ślicznej aksamitnej sukience, z długimi blond włosami zaplecionymi w warkocz. Z szerokim uśmiechem machała do publiczności. Hannah miała na sobie ogrodniczki i ukrywała twarz w rękawie mamy. Na środku areny stanęła obok Mistrala, który również kończył karierę sportową. Objęła go i do dzisiaj pamiętała, jak delikatnie dotykał jej policzka pyskiem, taki dzielny i spokojny, mimo panującej wokół radosnej wrzawy.
Następnego dnia, kiedy przed lekcjami stała na boisku z Gaby i Jensonem, swoimi szkolnymi przyjaciółmi, jedna z nauczycielek, która nie uczyła jej klasy, podeszła do niej i poprosiła o autograf na programie wczorajszych zawodów.
Hannah spojrzała na nią pytająco.
- Mam to wziąć do domu i poprosić tatę o podpis? - upewniła się.
Nauczycielka uśmiechnęła się pogodnie.
- Jeśli nie masz nic przeciwko temu, chciałam prosić o twój autograf - wyjaśniła. - Moja córka, która jest w twoim wieku, widziała cię wczoraj podczas ceremonii zakończenia zawodów. Nie wiedziałam, że mamy w szkole taką znakomitość w dziedzinie skoków konnych. Córka bardzo się przejęła, kiedy się o tym dowiedziała.
Gaby i Jenson patrzyli zaskoczeni, kiedy Hannah niezgrabnie złożyła podpis na programie. Zatrzymała wzrok na zdjęciu Mistrala na okładce. Czuła się w tej sytuacji bardzo nieswojo i wiele by dała, żeby znaleźć się w towarzystwie tego pięknego zwierzęcia.
Mistrala już nie było. Kilka lat wcześniej odszedł spokojnie na swoim pastwisku. Po prostu zasnął i już się nie obudził. Kiedy Hannah rozszlochała się z żalu, Johno poklepał ją po ramieniu i powiedział, że to była najlepsza śmierć, jaka mogła go spotkać. Ten piękny koń został pochowany w lesie, a prosty krzyż oznaczył miejsce jego spoczynku.
Johno płakał, kiedy kopał dół za pomocą koparki. Próbował to ukryć, ale Hannah dostrzegła łzy spływające po jego ogorzałych policzkach. Nie potrafiła sobie wyobrazić, żeby Ashley mógł zapłakać po śmierci konia. Jeszcze długo potem dziewczynka wraz z Johno i tatą zanosiła kwiaty na grób Mistrala. Po jakimś czasie trudności z chodzeniem nie pozwoliły staremu stajennemu na dalsze wyprawy, a kiedy on nie odwiedzał już grobu Mistrala, tata również przestał tam chodzić.
Rozdział drugi
Kiedy skończyli nagrywanie, Hannah uściskała Wolfiego i doszła do wniosku, że musi choć na chwilę oddalić się od padoku. Wzięła kask, wskoczyła na rower, minęła bramę i pomknęła w dół wzgórza ku wsi. Od razu poczuła się znacznie lżejsza.
Nadchodził piękny wieczór wczesnego lata. Panujący w dzień upał zelżał, powietrze stało się wyraźnie chłodniejsze. Na skrzyżowaniu skręciła w prawo, mijając miejscowy pub, przed którym kilkoro opalonych mężczyzn i kobiet w kraciastych koszulach oraz zakurzonych butach roboczych piło piwo i śmiało się w promieniach słońca. Wszyscy mówili, że tego roku żniwa zaczną się wcześniej, z powodu upałów. Medale taty błysnęły za oknami pubu, kiedy przemknęła obok. Wewnątrz, na ścianach toalety, wisiały oprawione okładki czasopism ze zdjęciami Henry'ego.
Hannah popędziła dalej ze schyloną głową i skręciła na podjazd kamiennego domu, odsuniętego nieco od drogi. Chociaż miejscowość zmieniła się ze wsi w małe miasteczko, nadal wszyscy się tu znali.
Heartwood, górujący nad miasteczkiem wielki szary dom na skraju wrzosowisk, od pokoleń należał do rodziny Bolandów. W zależności od pory roku prezentował się pięknie lub ponuro. Hannah zerknęła w tył przez ramię i stwierdziła, że dzisiaj wygląda pięknie. Zielenie i brązy wrzosowiska nadawały imponującej budowli łagodniejszy charakter.
- Cześć, skarbie! - usłyszała, gdy opierała rower o ogrodzenie. Vanessa Mountjoy, uśmiechnięta jak zwykle, pojawiła się w bocznych drzwiach swojego domku. - Gaby jest w stajni.
- Dzięki, Vanesso - odrzekła Hannah. - Co z nogą Diega?
- Sama zobacz. - Starsza kobieta szeroko się uśmiechnęła.
Kiedy przeszły razem za dom, piękny czarny koń zwinnie podbiegł do ogrodzenia i zarżał cicho. Chociaż był lekko zakurzony od tarzania się po wybiegu, od razu było widać, że to koń wysokiej klasy.
Hannah pogładziła jego bok.
- Dobrze wygląda, prawda? - stwierdziła Vanessa. - Weterynarz wróci w poniedziałek, żeby go ocenić, ale wszyscy są zadziwieni, że od czasu wypadku zrobił takie postępy. To było długie pół roku.
- Świetnie się nim opiekowałaś - powiedziała Hannah. - Diego ma szczęście, że przy nim jesteś.
- Tak wiele mi dał - odparła kobieta. - Chociaż tyle mogę zrobić dla naszego staruszka. Zdobył mnóstwo nagród i wyróżnień na konkursach ujeżdżania. Świetnie się razem bawiliśmy. Weterynarz zapowiedział, że teraz będzie się nadawał tylko do lekkich przejażdżek, ale to mnie nie martwi. Nadal jest ze mną. Mam dużo szczęścia.
Hannah nadal poklepywała Diega, wspominając ten okropny dzień, kiedy poślizgnął się na polu i poważnie uszkodził sobie więzadło. Vanessa włożyła wiele pracy w to, żeby wydobrzał.
Pręgowany kot leniwym krokiem podszedł do nich po ogrodzeniu, a Vanessa go pogłaskała.
- Pytałam twojego tatę, czy mogę przyprowadzić do was Diega w poniedziałek - ciągnęła Vanessa. - Weterynarz chce zobaczyć, jak chodzi na lonży po równej powierzchni, bo jak wiesz, moje pole jest trochę wyboiste.
Hannah się uśmiechnęła.
- To bardzo dobrze.
- Diego pewnie będzie zachwycony waszym placem - stwierdziła Vanessa smutnym głosem. - Jak na takiego wspaniałego konia u mnie zawsze miał bardzo skromne warunki.
Hannah spojrzała na stajnię. Któregoś lata dziewczynki pomalowały drzwi na biało i różowo, a wiszące kosze z kwiatami dodawały budynkowi kolorów. Oba konie, Diego i Muffin, miały ręcznie malowane tabliczki z imionami, stworzone przez Vanessę, która była bardzo uzdolnioną artystką. Hannah pomyślała o stajniach w Heartwood. Żaden z koni nie miał swojej tabliczki nad boksem, w każdym razie od jakiegoś czasu. Tabliczka Mistrala została umieszczona na krzyżu w lesie, a w dniu, w którym zabrano Wispę, Hannah wcisnęła jej tabliczkę na dno swojej szafy. Teraz żaden kuc nie pozostawał w stadninie na tyle długo, żeby doczekać się tabliczki z imieniem.
- A ja myślę, że to świetne miejsce - oznajmiła. - I Diego jest tu szczęśliwy. - Chciała dodać, że ma tu własny dom, na stałe, nie tak jak Wispa i Wolfie.
Nadal trudno jej było mówić o Wispie. Czuła, że zaczyna ją ściskać w gardle, a łzy same napływają do oczu.
Kątem oka dostrzegła swoją przyjaciółkę, Gaby, prowadzącą szarego kuca Muffina. Kilka miesięcy temu, tuż po odejściu Wispy, Gaby przestała przychodzić do stadniny Bolandów. Vanessa, stara przyjaciółka rodziny, zaproponowała jej możliwość przejażdżek na Muffinie, a Gaby najwyraźniej wolała jej gospodarstwo niż stajnie Bolandów. Hannah była zbyt dumna, żeby przyznać, jak bardzo brakuje jej wspólnych jazd z przyjaciółką.
Piękne długie, ciemne włosy i oliwkowa cera sprawiały, że nawet w znoszonej kurtce przeciwdeszczowej, starych szortach i T-shircie Gaby wyglądała jak modelka na wybiegu.
- Gabs! - zawołała Hannah. - Jak się masz?
- Zostawię was same, dziewczynki - powiedziała Vanessa i ruszyła w stronę domu.
- Cześć, Han. - Gaby przywiązała Muffina przed stajnią i odwróciła do góry nogami dwa kubły stojące przy ścianie.
Gestem zachęciła przyjaciółkę, żeby usiadła obok niej.
Hannah oparła głowę o chłodne cegły.
- W tym tygodniu sprzedadzą Wolfiego. Na sto procent. Tej dziewczynie, która przyjechała, żeby go przetestować - oznajmiła. - Chyba już nawet wpłaciła zaliczkę.
Gaby położyła dłoń na jej ramieniu.
- Przecież wiedziałaś, że tak się to skończy, prawda?
Hannah westchnęła.
- Wiedziałam. Ale cztery miesiące to dla nas całkiem długi czas. Jeździłam z nim na konkursy i szkolenia w całym hrabstwie. Pozwalali mi na to. Mama i tata nawet mnie zachęcali. Sądziłam... miałam nadzieję, że właśnie jego będę mogła zatrzymać.
- Podobnie było z Wispą - wtrąciła Gaby. - Nawet ja myślałam, że Wispa zostanie. Ale skoro ona musiała odejść, to nie ma powodu, żeby zatrzymali Wolfiego. - Uśmiechnęła się do przyjaciółki ze współczuciem. - Bardzo mi przykro. Naprawdę.
Hannah spuściła głowę.
- Tak bardzo się starałam do niej nie przywiązywać. Ale czy to w ogóle było możliwe? Ogromnie za nią tęsknię.
- To była naprawdę śliczna klacz - powiedziała Gaby z uśmiechem. - Brakuje mi naszych wspólnych jazd.
- Tak, była śliczna i kochana. Te jej doskonałe białe skarpetki! I strzałka na czole! - Hannah się uśmiechnęła. - Bardzo tęsknię za jej towarzystwem. - Przygryzła paznokieć kciuka, a łzy, które dotychczas udawało jej się powstrzymać, teraz popłynęły po policzkach. - Tata mówił, że Wispa zostanie. - Otarła oczy. - Obiecał mi to!
- Wiem - potwierdziła Gaby. - Pamiętam.
- Smuciło mnie, kiedy inne konie szły na sprzedaż, ale wierzyłam, że Wispa zostanie tu na zawsze. A teraz jej nie ma, a i Wolfie wkrótce odejdzie.
Przez niemal dwa lata Hannah i Wispa przeżywały przygodę za przygodą. To jej dziewczyna zwierzała się ze swoich sekretów, dzieliła się z nią troskami, nadziejami i marzeniami. Nie przeszkadzało jej nawet to, że Wispa występowała w filmikach. Millie pokazywała siostrze miłe komentarze o tej słodkiej, małej klaczy.
- Oglądałaś kiedyś vlog Millie o Wispie? - spytała Gaby, a Hannah potrząsnęła głową i skrzywiła się, ponieważ przypomniała sobie, jak siostra próbowała ją nakłonić, żeby powiedziała coś do kamery na temat sprzedaży Wispy.
- Nie mogę - odrzekła. - Mówi tam tyle nieprawdziwych rzeczy i udaje smutek. Powiedziała wszystkim, że Wispa była już dla mnie niewystarczająco dobra, że ją przerosłam. Wcale tak nie było, prawda?
Gaby potrząsnęła głową.
- Było inaczej. Dobrze wiesz.
- Nawet po naszym ostatnim wspólnym występie ktoś mi powiedział, że mamy co najmniej jeszcze parę lat razem. Pamiętasz, jak starałam się ją spowolnić w finałach konkursów? Ale ona była nie do zatrzymania.
Hannah uśmiechnęła się do swoich wspomnień o zadziornej klaczy. Z upływem czasu usilnie próbowała ukrywać talent Wispy. W finałach wybierała dłuższe najazdy, stopowała ją w galopie, mimo to klacz przyciągała uwagę. Świetnie wyszkolona, o doskonałym rodowodzie i niebywałym talencie do skoków, zawsze miała wzięcie.
- Nadal nie mogę myśleć o tamtym dniu - ciągnęła dziewczynka cicho. - Dobrze, że byłaś wtedy przy mnie.
Wróciła wtedy z wesołej przejażdżki po wrzosowiskach w towarzystwie Gaby. Policzki miała zaróżowione i była ubrana w ciepły strój, chroniący od wiatru. Tata czekał na nie w kuchni.
- Ta oferta jest zbyt wysoka, żeby ją odrzucić - oznajmił.
Wispa odjechała nazajutrz, a po kilku tygodniach zakwalifikowała się do pokazu Koń Roku, ku wielkiej radości nowych właścicieli oraz Henry'ego, którego sława jako właściciela stadniny szkolącej najwyższej klasy kuce jeszcze bardziej się ugruntowała.
W przeddzień odjazdu Wispy Hannah spędziła wieczór na pisaniu listu do jej nowych właścicieli. Chciała się upewnić, że klacz będzie szczęśliwa w nowym domu, więc napisała im o niej wszystko, co wiedziała. Pisała o tym, że Wispa lubi siorbać herbatę ze spodeczka, że potrafi się ukłonić, żeby dostać miętówkę, że nie znosi czerwonych kubłów i w udawanym gniewie wyrzuca je z boksu; że bardzo lubi, kiedy się ją drapie po grzbiecie tuż przy nasadzie szyi, i że potrafi zdjąć innemu kucowi maskę przeciw owadom. Tata obiecał, że dostarczy list nowym właścicielom.
Dzień, w którym ukochany kuc odjechał ze stadniny, był najgorszym dniem w jej życiu. Była pewna, że kiedy całowała Wispę na pożegnanie, zobaczyła w jej oczach głęboki zawód. Ona sama z kolei nigdy nie czuła się tak zdradzona przez własną rodzinę. Przysięgła sobie, że już nigdy nie przywiąże się do żadnego konia, ale było to bardzo trudne. Każdy kuc, który zjawiał się w Heartwood, był w jakiś sposób wyjątkowy.
Od słodkiej małej Seraphin, która spokojnie mijała rozpędzone ciężarówki, ale potrafiła się spłoszyć na widok opadłych na ziemię liści, po Jacka, który potrafił fachowo rozsunąć suwak kurtki, i Velvet, która umiała potrząsnąć kopytem tak, jakby wymieniała uścisk dłoni. Gdy pojawił się Wolfie, od razu coś między nimi zaiskrzyło. To dzięki niemu rana w jej sercu zaczęła się goić.
- Zdaje się, że tutaj chodzi o interesy, prawda? - stwierdziła Gaby. - Od początku było wiadomo, że Wolfie będzie kolejnym finansowym sukcesem stajni Bolandów.
- Na pewno będzie miał dobry dom - powiedziała Hannah ponuro. - Tata zawsze o to dba. Chociaż tyle. Przecież skoro ktoś płaci taką kwotę za kuca, to zapewni mu dobre warunki.
Gaby spojrzała na przyjaciółkę.
- Jestem pewna.
Hannah zmarszczyła czoło. Zwykle nie chciała wiedzieć zbyt wiele o nowych właścicielach. Niektórzy przysyłali zdjęcia i nowiny do Millie przez jeden z jej kanałów, ale dla Hannah takie zdawkowe informacje o koniu, którego pokochała, były niczym sól sypana na ranę. Musiała zaufać ojcu, że sprzeda zwierzę właściwym ludziom.
- I tak po sprzedaży nie ma się już wpływu na los konia. - Gaby urwała i spojrzała na ogiera, który spokojnie skubał trawę na padoku. - Dlatego Vanessa nigdy nie sprzedała Diega. Nie byłaby w stanie zagwarantować mu bezpiecznej przyszłości. Przed wypadkiem miał przed sobą kilka dobrych lat i mógł jeszcze odnieść wiele zwycięstw, ale wolała zatrzymać go przy sobie. Z Muffinem postąpi tak samo.
Hannah poczuła lekkie ukłucie irytacji.
- Wiem - powiedziała - ale Vanessa nie prowadzi interesów, w przeciwieństwie do moich rodziców. Ma tylko Diega i Muffina. Gabs, dobrze wiesz, jak nienawidzę, kiedy któryś z kuców idzie na sprzedaż, ale jestem pewna, że tata postępuje słusznie. Wyjątkowo dokładnie sprawdza, gdzie zwierzęta zamieszkają po sprzedaży. Od tego zależy jego reputacja. Wybiera tylko najlepszych klientów. No i kuce muszą iść do innych ludzi, żeby nadal jeździć. - Zdała sobie sprawę, że podniosła głos, więc zamilkła.
Gaby wzruszyła ramionami.
- Chciałam tylko powiedzieć, że nie ma stuprocentowej pewności, gdzie trafią.
- Wiem - powtórzyła Hannah, starając się złagodzić rozdrażniony ton głosu. - I gdyby to ode mnie zależało, zatrzymałabym Wispę u nas.
Przyjaciółka potrząsnęła głową i uśmiechnęła się ciepło.
- Wiem - zapewniła i przelotnie położyła rękę na dłoni Hannah. - Rozumiem, że to nie była twoja decyzja.
Druga z dziewczynek skinęła głową i szybko cofnęła dłoń.
- Kiedyś będę miała inną Wispę - powiedziała.
Kiedy znajdzie swojego wyjątkowego kuca, swojego "konia od serca", jak Vanessa nazywała Diega, nigdy nie pozwoli mu odejść. Straciła Wispę, ale nie dopuści do tego, żeby ta historia się powtórzyła.