Bejrut 1982 - Krzysztof Paweł Mroczkowski

Kup ebooka

39.90 zł
33.12 zł (31,42 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

WSTĘP

Leżący nad Morzem Śród­ziem­nym Bej­rut jest jed­nym z ponu­rych sym­boli kon­flik­tów tar­ga­ją­cych Bli­skim Wscho­dem, a pasmo wojen wstrzą­sa­ją­cych Liba­nem to histo­ria zarówno wewnętrz­nych, jak i mię­dzy­na­ro­do­wych zma­gań toczo­nych na wspól­nym polu bitwy. Z jed­nej bowiem strony toczyła się tam wojna domowa mię­dzy róż­nymi wyzna­niami reli­gij­nymi lub - co bar­dziej pre­cy­zyjne - frak­cjami wyzna­nio­wymi, z dru­giej Liban wraz z jego sto­licą był sceną wie­lo­płasz­czy­zno­wego kon­fliktu mię­dzynarodowego, skon­cen­tro­wa­nego na linii Dama­szek-Tel Awiw. W szczy­to­wym momen­cie owych wyda­rzeń mają­cych miej­sce w latach osiem­dzie­sią­tych XX wieku rywa­li­za­cja pomię­dzy róż­nymi gru­pami reli­gij­nymi oraz nakła­da­jące się na nią kon­flikty: pale­styń­sko-izra­el­ski i arab­sko-izra­el­ski połą­czyły się, two­rząc jedną z naj­krwaw­szych i naj­nie­bez­piecz­niej­szych stref dzia­łań wojen­nych w ówcze­snym świe­cie.

Wojna domowa w Liba­nie, szcze­gól­nie jej libań­sko-izra­el­ska odsłona, a także walki toczone o Bej­rut, były cha­otyczne, dez­orien­tu­jące i nie­zmier­nie bru­talne. Miały też swoją spe­cy­fikę poli­tyczną - skom­pli­ko­waną i wie­lo­płasz­czy­znową. Roz­pa­try­wa­nie tych nazna­czo­nych krwią wza­jem­nych rela­cji muzuł­mań­sko-chrze­ści­jań­sko-żydow­skich czy też arab­sko-izra­el­skich w Liba­nie nie jest łatwe, gdyż skła­dają się na nie bar­dzo nie­jed­no­znaczne w oce­nie czyn­niki spo­łeczne, kul­tu­rowe i histo­ryczne. Wsze­lako w pew­nym momen­cie Liban stał się sceną kon­fron­ta­cji mili­tar­nej i bar­dzo trudno było okre­ślić, kto jest ata­ku­ją­cym, a kto bro­nią­cym się, kto katem, a kto ofiarą.

Tuż przed wybu­chem wojny domo­wej, pod koniec lat sześć­dzie­sią­tych XX wieku, w Liba­nie powsta­wały różne orga­ni­za­cje para­mi­li­tarne, wspie­ra­jące poszcze­gólne spo­łecz­no­ści - chrze­ści­jań­ska Falanga, muzuł­mań­skie grupy nase­row­skie, dru­zyj­ska Socja­li­styczna Par­tia Postę­powa, szy­icki Amal i z cza­sem rów­nież Hezbol­lah (powstał w 1982 roku). Ponadto w kraju docho­dziło do bra­to­bój­czych walk pomię­dzy człon­kami tych samych spo­łecz­no­ści w obo­zie zarówno chrze­ści­jań­skim, jak i muzuł­mań­skim. Aby przed­sta­wić cało­ściowy obraz, należy także dodać, że w pew­nym okre­sie w Liba­nie ist­niał zastęp­czy front rywa­li­za­cji pomię­dzy Sta­nami Zjed­no­czo­nymi Ame­ryki Pół­noc­nej a Związ­kiem Socja­li­stycz­nych Repu­blik Radziec­kich. Na to wszystko nakła­dał się kon­flikt roz­gry­wa­jący się pomię­dzy Orga­ni­za­cją Wyzwo­le­nia Pale­styny a Izra­elem. Zma­ga­nia w Liba­nie winny być postrze­gane także z tej per­spek­tywy: poli­tyczno-mili­tar­nej rze­czy­wi­sto­ści lat sześć­dzie­sią­tych, sie­dem­dzie­sią­tych i osiem­dzie­sią­tych XX wieku. Co zna­mienne, w schył­ko­wym okre­sei zim­nej wojny zma­lało bowiem zna­cze­nie imma­nent­nego kon­fliktu mię­dzy dwoma naj­waż­niej­szymi akto­rami na are­nie mię­dzynarodowej, a wyraź­nie wzro­sło zna­cze­nie państw "bez zna­cze­nia". W tym okre­sie Liban był bowiem tego rodzaju pod­mio­tem prawa mię­dzynarodowego.

Tra­giczne losy sto­licy tego kraju Bej­rutu zde­ter­mi­no­wali przede wszyst­kim pale­styń­scy uchodźcy, kórzy przy­byli do Libanu z tere­nów Izra­ela w 1948 roku i z Jor­da­nii w 1970 roku, po wyda­rze­niach tzw. Czar­nego Wrze­śnia. Wsku­tek kolej­nych wojen pomię­dzy Izra­elem a jego arab­skimi sąsia­dami (zwłasz­cza wojny sze­ścio­dnio­wej z 1967 roku, w wyniku któ­rej prak­tycz­nie całe tery­to­rium daw­nego Bry­tyj­skiego Man­datu Pale­styny zna­la­zło się pod kon­trolą Pań­stwa Izrael), Pale­styń­czycy - w dużej mie­rze będący nie przy­czyną, lecz pre­tek­stem tych kon­flik­tów - zostali pozo­sta­wieni wła­snemu losowi. Oczy­wi­ście z cza­sem zaist­nieli też oczy­wi­ście jako odrębny naród, dla któ­rego idea wła­snego pań­stwa stała się fun­da­men­tal­nym ele­men­tem rodzą­cego się nacjo­na­li­zmu. Trzeba zatem było wypeł­nić swo­istą próż­nię - utwo­rzyć repre­zen­ta­cję będącą gło­sem narodu, nawet za cenę uni­ce­stwie­nia innego narodu lub pań­stwa. Miało to miej­sce w spe­cy­ficz­nych warun­kach mie­dzy­na­ro­do­wych, gdyż każdy akt mię­dzy­na­ro­do­wego ter­ro­ry­zmu, spon­so­ro­wa­nego bądź pro­wa­dzo­nego przez orga­ni­za­cje pale­styń­skie, w począt­kach lat sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku wywo­łałby szybką reak­cję Izra­ela w postaci raj­dów odwe­to­wych na obozy uchodź­ców pale­styń­skich, będące jed­no­cze­śnie cen­trami zaopa­trze­nio­wymi i szko­le­nio­wymi grup ter­ro­ry­stycz­nych. Te odwe­towe akcje, pro­wa­dzone przez Armię Obrony Izra­ela (AOI)1, odzwier­cied-lały wizję władz woj­sko­wych i cywil­nych Izra­ela - szybką i surową karę za ataki na wła­snych oby­wa­teli - lecz ich celem było rów­nież prze­ko­na­nie libań­skiego rządu do roz­po­czę­cia dzia­łań prze­ciw struk­tu­rom pale­styń­skim. Naj­le­piej w taki sam spo­sób, jak uczy­nił to jor­dań­ski król Hus­sein, we wrze­śniu 1970 roku topiąc OWP we krwi.

Wbrew temu, co gło­siła ówcze­sna pro­pa­ganda, Pale­styń­czycy nie byli mono­li­tem. Sto­pień roz­drob­nie­nia orga­ni­za­cji pale­styń­skich i ich wza­jemne waśnie dawały stro­nie izra­el­skiej złudną gwa­ran­cję bez­pie­czeń­stwa. Nie wolno jed­nak zapo­mi­nać o zło­żo­no­ści owych prze­sła­nek, gdyż w izra­el­skich rapor­tach wywia­dow­czych - zresztą zgod­nie z prawdą - infor­mo­wano, iż w 1968 i 1969 roku Orga­ni­za­cja Wyzwo­le­nia Pale­styny była postrze­gana przez samych Pale­styń­czy­ków nie jako licząca się siła poli­tyczna czy zbrojna, lecz dosyć efe­me­ryczne narzę­dzie pro­pa­gandy i przede wszyst­kim jako intratne źró­dło docho­dów dla jej przy­wódcy Ahmada Szu­kaj­riego. Uwa­dze izra­el­skich ana­li­ty­ków umy­kał jeden dro­biazg - owo prze­ko­na­nie wyra­żali przede wszystkm starsi Pale­styń­czycy, zaś nowe poko­le­nie, wycho­wane na poraż­kach państw arab­skich w star­ciu z Izra­elem, było zde­ter­mi­no­wane nie tylko do spon­ta­nicz­nej walki zbroj­nej, lecz także pro­pa­gan­do­wej czy wresz­cie poli­tycz­nej.

Do tej grupy nale­żał Jasir Ara­fat, który bez wąt­pie­nia ode­grał w tym pro­ce­sie klu­czową rolę. Sto­jąc na czele orga­ni­za­cji al-Fatah, a od 1969 roku prze­wo­dząc OWP i po pew­nym cza­sie także wła­dzom Auto­no­mii Pale­styń­skiej, pozo­sta­wał w cen­trum ówcze­snych wyda­rzeń poli­tycz­nych i mili­tar­nych, pro­wa­dzą­cych do upodmio­to­wie­nia pale­styń­skiego nacjo­na­li­zmu, w dużej mie­rze wyko­rzy­stu­ją­cego maoistyczne dok­tryny wojny ludo­wej. By mieć przy tym pełną jasność - nacjo­na­li­zmu trak­to­wa­nego przez inne pań­stwa arab­skie jako wygodny instru­ment pozwa­la­jący budo­wać wła­sne wpływy i pozy­cję w regio­nie, łącz­nie z pod­sy­ca­niem ruchów ter­ro­ry­stycz­nych na pod­sta­wie gło­szo­nego przez OWP hasła "demo­kra­tycz­nego pań­stwa świec­kiego". God­nym podziwu przy­kła­dem, obra­zu­ją­cym to nieco para­dok­salne zja­wi­sko, jest więc droga, jaką w ciągu kil­ku­dzie­się­ciu lat prze­szli nie tylko sam Ara­fat, lecz także pale­styń­ski ruch naro­dowy, oraz spo­sób, w jaki zmie­niły się zapa­try­wa­nia Pale­styń­czy­ków na kwe­stię ich wła­snego nie­pod­le­głego pań­stwa (zarówno co do spo­so­bów uzy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści i budowy owego pań­stwa, jak rów­nież jego przy­szłego kształtu i cha­rak­teru).

Pamię­tajmy przy tym - co też należy pod­kre­ślić z całą mocą - iż pod­miot prawa mię­dzy­na­ro­do­wego, jakim mogło być owo pań­stwo pale­styń­skie, nie powstał nie z winy Bry­tyj­czy­ków, Żydów albo Orga­ni­za­cji Naro­dów Zjed­no­czo­nych, lecz dla­tego że to pań­stwa arab­skie odrzu­ciły rezo­lu­cję o podziale byłego tery­to­rium man­da­to­wego. Pań­stwo Izrael zostało uznane przez ONZ 15 maja 1948 roku, a kraje arab­skie potę­piły tę decy­zję i nie uznały faktu ist­nie­nia Izra­ela. Wielka Bry­ta­nia zrze­kła się man­datu nad Pale­styną i wyco­fała z tego tery­to­rium 1 sierp­nia 1948 roku. W wyniku splotu róż­nych wyda­rzeń na prze­ło­mie 1948 i 1949 roku doszło do wojny pomię­dzy Izra­elem a Egip­tem, Jor­da­nią i Syrią. To wła­śnie te pań­stwa arab­skie wspól­nie zaata­ko­wały Pań­stwo Izrael, które przy­jęło rezo­lu­cję ONZ i które nie­oce­ki­wa­nie wygrało tę wojnę, zaj­mu­jąc 78 proc. tery­to­rium man­da­to­wego. Na pozo­sta­łym obsza­rze (Zachodni Brzeg i Strefa Gazy) mogło powstać nie­pod­le­głe pań­stwo pale­styń­skie. Nie doszło do tego, ponie­waż tery­to­ria te oku­po­wały i anek­to­wały dwa arab­skie pań­stwa: Jor­da­nia i Egipt. Co zna­mienne, pro­pa­ganda obu tych państw naj­do­bit­niej pod­kre­ślała koniecz­ność walki Pale­styń­czy­ków. Dla­tego dla Egiptu i Jor­da­nii było to wygodne narzę­dzie poli­tyczne w grze o wła­sne inte­resy, dla strony izra­el­skiej - wojna o nie­pod­le­głość, zaś dla Pale­styń­czy­ków - kata­strofa naro­dowa, ozna­cza­jąca wygna­nie, utratę domów i ziemi oraz wie­lo­let­nią tułaczkę2. Jak by tego było mało, owe tra­giczne wyda­rze­nia roz­gry­wały się w pew­nym momen­cie na tery­to­rium Libanu - pań­stwa uwa­ża­nego wcze­śniej za oazę względ­nego spo­koju i sta­bil­no­ści w dale­kim od rów­no­wagi Bli­skim Wscho­dzie ostat­niego pół­wie­cza.

W tej histo­rii jest znacz­nie wię­cej para­dok­sów. Przy­wódcy arab­scy przez dłu­gie lata nie pozwa­lali na nie­skrę­po­waną wymianę myśli na temat racji stanu, w któ­rej Pale­styń­czycy byli pre­tek­stem, a nie pod­mio­tem dzia­łań. Z wyjąt­kiem wspo­mnia­nej wcze­śniej Jor­da­nii prak­tycz­nie nie otrzy­mali oni oby­wa­tel­stwa żad­nego z państw arab­skich, w któ­rym się zna­leźli. Ponadto w wyniku cynicz­nych decy­zji poli­tycz­nych posta­no­wiono pozo­sta­wić ich w obo­zach dla uchodź­ców, wyko­rzy­stu­jąc to jako spek­ta­ku­larny i chwy­tliwy medial­nie ele­ment naci­sku na spo­łecz­ność mię­dzy­na­ro­dową, aby ta z kolei zmu­siła Pań­stwo Izrael do wyra­że­nia zgody na ich powrót do swych rodzin­nych miast i wsi, opusz­czo­nych na sku­tek dzia­łań wojen­nych. Zwy­czajna, chcia­łoby się powie­dzieć - powsze­dnia ludzka krzywda została tym samym instru­men­tem poli­tycz­nej pro­pa­gandy i wygod­nym pre­tek­stem do reali­za­cji wła­snych ambi­cji. Mówiąc wprost - przed 1967 rokiem, w wyniku jor­dań­skiej i egip­skiej domi­na­cji na Zachod­nim Brzegu i w Gazie, pro­blem naro­dowy Pale­styń­czy­ków został przy­sło­nięty kwe­stiami sze­roko rozu­mia­nego pana­ra­bi­zmu - dobit­nie może o tym świad­czyć fakt, iż byli oni trak­to­wani jako uchodźcy, a nie oby­wa­tele pana­rab­skiej spo­łecz­no­ści, o któ­rej tak chęt­nie mówiła pro­pa­ganda.

Na ów poli­tyczny układ nało­żyły się dzia­ła­nia zbrojne - w latach sześć­dzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku nasi­lił się pale­styń­ski ter­ro­ryzm, który - co też trzeba pod­kre­ślić - był odpo­wie­dzią na utwo­rze­nie Izra­ela i porażki ponie­sione przez pań­stwa arab­skie w woj­nach z 1948 i 1967 roku. Wspo­mniana już wcze­śniej pale­styń­ska orga­ni­za­cja al-Fatah począt­kowo dzia­łała jako ugru­po­wa­nie par­ty­zanc­kie, lecz z cza­sem zaczęła sto­so­wać metody ter­ro­ry­styczne. Rów­no­le­gle w róż­nych kra­jach arab­skich (w tym w Liba­nie) powstały rów­nież inne pale­styń­skie orga­ni­za­cje dzia­ła­jące meto­dami ter­ro­ry­stycz­nymi.

Trzeba pod­kre­ślić, że część Libań­czy­ków wyra­żała zde­cy­do­wa­nie nega­tywny sto­su­nek do nich oraz przy­by­łych do kraju pale­styń­skich grup bojo­wych. Może to nieco dzi­wić, gdyż Libań­czycy jako Ara­bo­wie powinni, przy­naj­mniej w teo­rii, wspie­rać swo­ich pobra­tym­ców prze­ciw Izra­el­czy­kom, w więk­szo­ści byli jed­nak chrze­ści­ja­nami, nie widzieli więc nawet naj­mniej­szych powo­dów, aby sprzy­jać muzuł­ma­nom, będą­cych dla nich zagro­że­niem poli­tycz­nym. Z kolei libań­scy muzuł­ma­nie, zajęci rywa­li­za­cją z chrze­ści­ja­nami, wyko­rzy­sty­wali pro­blem uchodź­ców pale­styń­skich we wła­snej grze poli­tycz­nej, lecz nawet w naj­mniej­szym stop­niu nie zamie­rzali im odda­wać pierw­szo­pla­no­wej roli w toczą­cym się kon­flik­cie. Z kolei Pale­styń­czycy, nio­sący swe pokrzyw­dze­nie jak sztan­dar, doszli do prze­ko­na­nia, że każdy, kto uznaje prawa Żydów do wła­snego pań­stwa i nie jest ich zaprzy­się­głym wro­giem, pozo­staje zdrajcą islamu, here­ty­kiem bądź odstępcą od idei pana­rab­skiej (w zależ­no­ści od poglą­dów poli­tycz­nych). Było to jed­nak oczy­wi­ście uzur­po­wa­nie sobie jedy­nie słusz­nej inter­pre­ta­cji zapi­sów Koranu i zasad islamu, nad­uży­wa­nie slo­ga­nów o wspól­no­cie arab­skiej i nagi­na­nie ich do wła­snych celów poli­tycz­nych. Dziś, z per­spek­tywy czasu, wyraź­nie to widać.

Sytu­acji nie uła­twiał fakt, że w 1969 roku zawarto układ, na mocy któ­rego woj­sko libań­skie nie inge­ro­wało w sprawy obo­zów pale­styń­skich. Z bie­giem czasu napię­cie dopro­wa­dziło do wybu­chu krwa­wej wojny domo­wej. Zupeł­nie jak w tra­ge­dii antycz­nej - były plany, ambi­cje, chęć zemsty, walka, nie­zro­zu­mie­nie, nie­na­wiść i wresz­cie uczest­nicy dra­matu, suk­ce­syw­nie scho­dzący ze sceny. Obie strony, zarówno chrze­ści­jań­ska, jak i muzuł­mań­ska, dopusz­czały się szcze­gól­nie bru­tal­nych mor­dów - sta­nowi to jedną z przy­czyn trwa­ją­cej do dziś desta­bi­li­za­cji spo­łecz­nej i poli­tycz­nej. Wydaje się, że jest to jesz­cze jeden kon­tekst, naj­mniej eks­po­no­wany przez bada­czy czy obser­wa­to­rów sto­sun­ków mię­dzy­na­ro­do­wych - korzy­ści pły­nące z trwa­nia kon­fliktu. Może to brzmieć nieco para­dok­sal­nie, jak teo­ria jakie­goś ponu­rego spi­sku, ale czy słusz­nie?

Umię­dzy­na­ro­do­wie­nie kon­fliktu pale­styń­sko-izra­el­skiego na tery­to­rium libań­skim powinno być prze­ana­li­zo­wane także z tej per­spek­tywy. Nie wolno bowiem zapo­mi­nać, iż wiele kra­jów uznało kwe­stię pale­styń­ską za wygodny pre­tekst do wła­snych dzia­łań dyplo­ma­tycz­nych. Pomi­ja­jąc wspo­mniany wcze­śniej Egipt i Jor­da­nię, jed­nym z nich był rów­nież Iran - dla Tehe­ranu waż­nym instru­men­tem oddzia­ły­wa­nia na Pań­stwo Izrael stały się nie tylko pale­styń­skie ugru­po­wa­nia naro­do­wo­wy­zwo­leń­cze, lecz także (a może przede wszyst­kim) Syria, dłu­go­letni prze­ciw­nik Izra­ela. Takie dzia­ła­nia miały na celu osła­bie­nie izra­el­skiego poten­cjału gospo­dar­czego, zmu­szo­nego do finan­so­wa­nia dzia­łań zbroj­nych, oraz tor­pe­do­wa­nie wszel­kich prze­ja­wów pro­cesu poko­jo­wego, co spra­wiło (i na­dal spra­wia), że dok­try­ner­ski pre­tekst do ata­ko­wa­nia Izra­ela jest aktu­alny. Iran od lat otwar­cie wspie­rał bowiem pale­styń­ską aktyw­ność, szcze­gól­nie dzia­ła­nia ugru­po­wań isla­mi­stycz­nych, wymie­rzoną w Izrael.

Na mar­gi­ne­sie należy wspo­mnieć, że wbrew obie­go­wym opi­niom, roz­po­wszech­nio­nym w mediach i wśród poli­to­lo­gów, kon­flikt na Bli­skim Wscho­dzie osią­gnął wymiar star­cia nie izra­el­sko-arab­skiego czy żydow­sko-chrze­ści­jań­sko-muzuł­mań­skiego, lecz izra­el­sko-pale­styń­skiego, i taki cha­rak­ter ma do dziś. Można zatem stwier­dzić, że wszyst­kie pań­stwa zaan­ga­żo­wane we wcze­śniej­sze wojny izra­el­sko-arab­skie trak­to­wały kwe­stie pale­styń­skie jako bar­dzo dogodny pre­tekst. Wszel­kie próby roz­wią­za­nia kon­fliktu musiały więc przede wszyst­kim przy­jąć jakąś formę bila­te­ral­no­ści. Żadna ini­cja­tywa, nawet kra­jów arab­skich, nie miała ani nie ma więk­szych szans powo­dze­nia bez dotar­cia i roz­wią­za­nia istoty pro­blemu, to zaś wyma­ga­łoby roz­wią­zań zero-jedyn­ko­wych, ale w tym wypadku nie ma moż­li­wo­ści ich zasto­so­wa­nia. Wszak wyma­ga­łoby to fizycz­nej likwi­da­cji jed­nej ze stron, a na to nie pozwoli świat, od lat przy­glą­da­jący się krwa­wym star­ciom i pod­kre­śla­jący wyłącz­nie zbrod­ni­czy cha­rak­ter izra­el­skich ope­ra­cji prze­ciw pale­styń­skim uchodź­com. W tym dys­kur­sie naj­gło­śniej sły­chać jed­nak głos Ara­bów.

Od lat sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku nic się w tej spra­wie nie zmie­niło. Wów­czas wszyst­kie dzia­ła­nia tych państw rów­nież miały ofi­cjal­nie na celu wspar­cie Pale­styń­czy­ków, zmu­szo­nych przez rze­czy­wi­stość poli­tyczną, wykre­owaną jakoby przez Pań­stwo Izrael, do prze­by­wa­nia na tery­to­rium Libanu. Należy jed­nak pamię­tać, że w latach sie­dem­dzie­sią­tych w tym kraju pozo­sta­wało ok. 300 tys. uchodź­ców pale­styń­skich z ok. 750 tys. wszyst­kich, któ­rzy ucie­kli z Izra­ela w 1948 roku. Miesz­kali oni głów­nie w zatło­czo­nych obo­zach dla uchodź­ców, trud­nili się nisko płat­nymi zaję­ciami i nie mieli naj­mniej­szych szans na inte­gra­cję w libań­skim spo­łe­czeń­stwie, w któ­rym prze­wod­nią rolę odgry­wali chrze­ści­jań­scy maro­nici.

Nic więc dziw­nego, że mło­dzi Pale­styń­czycy gar­nęli się do Orga­ni­za­cji Wyzwo­le­nia Pale­styny. Orga­ni­za­cja o rocz­nym budże­cie wyno­szą­cym 400 mln dol. zakła­dała: szkoły, szpi­tale, fabryki, banki, radia, a przede wszyst­kich kon­se­kwent­nie zwięk­szała swój poten­cjał mili­tarny. W jaski­niach na zbo­czu góry Her­mon, na pogra­ni­czu Libanu, Syrii i Izra­ela, OWP prze­cho­wy­wała dzie­siątki ton sprzętu woj­sko­wego, a nie­opo­dal szko­liła pięt­na­sto­ty­sięczne siły bojow­ni­ków, sto­su­jące prze­różne metody dzia­ła­nia - od par­ty­zantki po ter­ror.

Pale­styń­scy ter­ro­ry­ści ope­ru­jący z tery­to­rium Libanu ata­ko­wali Izra­el­czy­ków i inne frak­cje libań­skie. W wyniku ich dzia­łań do 1974 roku śmierć ponio­sło ponad 1200 osób, w trak­cie izra­el­skich akcji odwe­to­wych zgi­nęło bli­sko 900 Libań­czy­ków.

W libań­skich sto­sun­kach poli­tycz­nych funk­cjo­no­wało wiele pod­mio­tów, pre­zen­tu­ją­cych krań­cowo różne poglądy; było to kon­se­kwen­cją rela­cji pomię­dzy lokal­nymi ple­mio­nami, par­tiami i ugru­po­wa­niami, mili­cjami, bojów­kami oraz regio­nal­nymi czyn­ni­kami zewnętrz­nymi - Izra­elem, Syrią, Pale­styń­czy­kami - a także mię­dzy­na­ro­do­wymi siłami poli­tycz­nymi. To stało się tłem kon­fliktu. Nie­prze­rwana walka z Izra­elem, obec­ność pale­styń­skich uchodź­ców i orga­ni­za­cji par­ty­zanc­kich oraz syryj­skie inge­ren­cje sku­tecz­nie pogar­szały sytu­ację Libanu. Kha­lil Gibran, jeden z naj­bar­dziej zna­nych libań­skich poetów, stwier­dził, że "należy mieć litość nad naro­dem podzie­lo­nym na cząstki, z któ­rych każda uważna się za naród".

Sto­lica Libanu Bej­rut w pew­nym momen­cie prze­stała być mia­stem w powszech­nym zna­cze­niu tego słowa, a stała się kon­glo­me­ra­tem wydzie­lo­nych enklaw, roz­miesz­czo­nych wokół tzw. zie­lo­nej linii, wyty­czo­nej w latach 1975-1976 wzdłuż auto­strady wioda?cej do Damaszku. W wyniku tego podziału ufor­mo­wały się dwie cał­ko­wi­cie odse­pa­ro­wane od sie­bie dziel­nice, muzułman?ska zachod­nia i chrzes?cijan?ska wschod­nia. Ten podział był przypiecze?towaniem roz­łamu, roz­po­czę­tego znacz­nie wczes?niej. Liczba chrzes?cijan zamiesz­ku­ją­cych zachodni Bej­rut spa­dła z ok. 40-45 proc. popu­la­cji tej czę­ści mia­sta w 1975 roku do 10-15 proc. w następ­nej deka­dzie. Myliłby się jed­nak ten, kto patrzyłby na libań­skie realia jedy­nie z per­spek­tywy eko­no­micz­nej łącz­no­ści z Syrią (nie­za­leż­ność gospo­dar­cza Libanu pozwa­lała syryj­skim eli­tom na loko­wa­nie tam swo­ich inte­re­sów w duchu kapi­ta­li­stycz­nym, mimo że Syria była pań­stwem socja­li­stycz­nym). Należy pamię­tać, iż Liban, ści­śle zwią­zany gospo­dar­czo z tzw. Zacho­dem, w latach sie­dem­dzie­sią­tych zaczął przej­mo­wać rów­nież jego pro­blemy spo­łeczno-gospo­dar­cze. Kraj szybko reago­wał na spa­dek pro­duk­cji i wzrost infla­cji na świe­cie. Gwał­towny wzrost cen arty­ku­łów pierw­szej potrzeby, bez­ro­bo­cie i nie­rów­ność spo­łeczno-eko­no­miczna stały się źró­dłem ostrych napięć spo­łecz­nych, straj­ków oraz wystą­pień ulicz­nych, skie­ro­wa­nych nie tylko prze­ciw pogar­sza­ją­cej się sytu­acji eko­no­micz­nej, lecz także prze­ciw wła­dzy. A należy pamię­tać, że ta była zarówno chrze­ści­jań­ska, jak i pra­wi­cowa, w prze­ciwieństwie do lewi­cu­ją­cych, czy wręcz komu­ni­zu­ją­cych, ugru­po­wań muzuł­mań­skich. Oprócz żądań eko­no­micz­nych doma­gano się speł­nie­nia postu­la­tów o cha­rak­te­rze poli­tycz­nym, w tym likwi­da­cji kon­fe­sjo­na­li­zmu. Lud­ność Lbanu była podzie­lona na dwie rów­no­wa­żące się grupy: chrze­ści­jan i muzuł­ma­nów, które zupeł­nie ina­czej postrze­gały rze­czy­wi­stość. Warte pod­kre­śle­nia jest także to, że Liban jako jedyne pań­stwo na Bli­skim Wscho­dzie nie pod­dał się isla­mi­za­cji w podob­nym stop­niu jak np. Jor­da­nia, gdzie tra­dy­cje bizan­tyń­skie były rów­nie silne. Napływ lud­no­ści pale­styń­skiej oraz wojna domowa przy­czy­niły się do uak­tyw­nie­nia prze­róż­nych sekt bądź grup, czego kon­se­kwen­cją były krwawe walki pomię­dzy muzuł­ma­nami i chrze­ści­janami, a także pomię­dzy poszcze­gól­nymi frak­cjami wewnątrz spo­łeczności. Rola wiary w obli­czu wza­jem­nych aktów prze­mocy, doko­ny­wa­nych przez Izra­el­czy­ków, Libań­czy­ków i Pale­styń­czy­ków, zdaje się ugrun­to­wy­wać pogląd, że trzy główne reli­gie mono­te­istyczne w szcze­gólny spo­sób zachę­cają do sto­so­wa­nia siły. Opi­nia ta jest jed­nak nie­bez­pieczną ilu­zją, kre­owaną na potrzeby pro­pa­gandy, gdyż przy­czyną kon­fliktu mię­dzy Izra­el­czy­kami a Pale­styń­czy­kami nie były spory reli­gijne, lecz dzia­ła­nia poli­tyczne. Wpływ sił reli­gij­nych po obu stro­nach wzrósł dopiero póź­nej. Nieco ina­czej wyglą­dała sprawa w samym Liba­nie, gdzie kwe­stie reli­gijne rze­czy­wi­ście wpły­nęły na wybuch kon­fliktu poli­tycznego. Doświad­cze­nia następ­nych lat dobit­nie poka­zały, iż kraj, ufor­mo­wany na chwiej­nej ugo­dzie pomię­dzy żyją­cymi w nim wspól­no­tami, funk­cjo­no­wał wyłącz­nie dzięki utrzy­my­wa­niu deli­kat­nego balansu. Oka­zało się, że był zupeł­nie nie­od­porny na dzia­ła­nia z zewnątrz, te zaś dopro­wa­dziły do zerwa­nia dotych­cza­so­wego kon­sen­susu.

Na te skom­pli­ko­wane zależ­no­ści nie miało więk­szego wpływu to, że choć od 1948 roku Liban był w sta­nie wojny z Pań­stwem Izrael, to jed­nak nie brał czyn­nego udziału ani w woj­nie sze­ścio­dnio­wej z 1967 roku, ani w woj­nie Jom Kip­pur z 1973 roku. W latach 1954-1955 przy­wódcy Izra­ela, do któ­rych nale­żeli Dawid Ben-Gurion i Mosze Dajan, byli głę­boko prze­ko­nani, że można wyko­rzy­stać sepa­ra­ty­styczne ten­den­cje maro­ni­tów do reali­za­cji wła­snych celów w Liba­nie. Podob­nie uwa­żał Mena­chem Begin, upa­tru­jący w Liba­nie chrze­ści­jań­ską prze­ciw­wagę dla islamu w świe­cie arab­skim - jego zda­niem pół­nocny sąsiad miał być tak chrze­ści­jań­ski, jak Izrael jest żydow­ski. Bez względu na realia izra­el­skiej sceny poli­tycz­nej sytu­acja wewnętrzna oraz obec­ność zbroj­nych grup pale­styń­skich w Liba­nie sta­no­wiły dla izra­el­skich rzą­dów pro­blem fun­da­men­talny w kon­tek­ście bez­pie­czeń­stwa pół­nocnych rejo­nów pań­stwa. Pomi­ja­jąc syryj­skie zaan­ga­żo­wa­nie w kon­flikt libań­ski i wojnę domową wśród Libań­czy­ków, należy zdać sobie sprawę, że w tej sytu­acji Izra­el­czycy wal­czyli o bez­pie­czeń­stwo swo­jego tery­to­rium. Walka ta miała dla nich wymiar egzy­sten­cjalny, pod­czas gdy dla Pale­styń­czy­ków kon­fron­ta­cja zbrojna z Żydami przy­brała cha­rak­ter walki wyzwo­leń­czej.

W latach 1973-1978 w połu­dnio­wym Liba­nie zor­ga­ni­zo­wano 1548 akcji zbroj­nych z udzia­łem Izra­ela. Per­ma­nentne napię­cie, zagro­że­nie i nie­po­kój oraz odmienne racje i poglądy zwa­śnio­nych stron unie­moż­li­wiają zawar­cie pokoju - nastą­pił etap fizycz­nej i men­tal­nej sepa­ra­cji. Owego kon­fliktu w żad­nym wypadku nie należy roz­pa­try­wać z jakże mod­nej per­spek­tywy zde­rze­nia cywi­li­za­cji i kul­tur. Ostat­nio coraz więk­szego zna­cze­nia zaczął nabie­rać fakt, że w kra­jach muzuł­mań­skich kon­flikt izra­el­sko-pale­styń­ski postrzega się jako star­cie Zachodu, któ­rego jakąś prze­dziwną ema­na­cją ma być Izrael, ze świa­tem islamu. Zwłasz­cza w kon­tek­ście Libanu rze­czy­wi­sto­ści nie odpo­wia­dają lan­so­wane przez wielu bada­czy z pogra­ni­cza poli­to­lo­gii, socjo­lo­gii i histo­rii twier­dze­nia w stylu: "Z nimi można roz­ma­wiać jedy­nie z pozy­cji siły", pod­parte pseu­do­nau­ko­wymi ana­li­zami, w któ­rych - w zależ­no­ści od sym­pa­tii dla któ­rejś ze stron - prze­ciw­nik obar­czany jest irra­cjo­nal­nym baga­żem zarzu­tów. Pań­stwo libań­skie ponie­kąd zostało zmu­szone do kon­cen­tro­wa­nia się w poli­tyce zagra­nicz­nej na rela­cjach gospo­dar­czych kosz­tem spraw stricte poli­tycz­nych.

Pro­blem bli­skow­schodni to zatem nie tylko kon­flikt mię­dzy Pale­styń­czy­kami a Izra­elem. To rów­nież skom­pli­ko­wana siatka histo­rycz­nych zależ­no­ści, reli­gij­nych sepa­ra­ty­zmów oraz poli­tycz­nych ambi­cji, reali­zo­wa­nych w więk­szo­ści wypad­ków cudzymi rękoma. Bez względu na reli­gię miej­scowa lud­ność z chę­cią uzna­wała łącz­ność ze sta­ro­żyt­nymi Feni­cja­nami za mit pań­stwo­twór­czy. Choć pod wzglę­dem etnicz­nym Libań­czycy byli nie­mal homo­ge­niczni, to pod wzglę­dem wiary sprawa przed­sta­wiała się znacz­nie bar­dziej róż­no­rod­nie, zwłasz­cza jeśli idzie o wyznaw­ców chrze­ści­jań­stwa3. W okre­sie powo­jen­nym doszło do roz­kwitu owego jedy­nego chrze­ści­jań­skiego kraju Bli­skiego Wschodu. Bej­rut stał się cen­trum han­dlu, nauki i ducho­wo­ści. Nazy­wano go Pary­żem Bli­skiego Wschodu, a sam Liban - Szwaj­ca­rią Bli­skiego Wschodu. W tym cza­sie w mie­ście funk­cjo­no­wały i roz­wi­jały się wspól­noty chrze­ści­jan: maro­ni­tów, grec­ko­pra­wo­sław­nych, pra­wo­sław­nych Ormian i uni­tów, rzym­skich kato­li­ków oraz pro­te­stan­tów, a także wspól­not muzuł­mań­skich (zarówno szy­itów, jak i sun­ni­tów, a także ala­wi­tów, isma­ili­tów oraz dru­zów). Sza­cuje się, że w 1956 roku 54 proc. z 1,41 mln Libań­czy­ków sta­no­wili chrze­ści­janie. Nie jest to jed­nak grupa jed­no­rodna. W kraju funk­cjo­nuje 12 róż­nych odła­mów tej reli­gii, z któ­rych naj­po­waż­niej­sze to: maro­nici, mel­chici oraz wyznawcy Kościoła syryj­sko­ka­to­lic­kiego i ormiań­sko­ka­to­lic­kiego. Inne reli­gie sta­no­wią 1,3 proc. popu­la­cji. Ponadto w Liba­nie roz­po­znano 17 sekt. Taka róż­no­rod­ność ozna­cza nie­ustanne nie­po­koje i kon­flikty. Nie­pi­sane poro­zu­mie­nie z 1943 roku, zwane pak­tem naro­do­wym, sta­no­wiło pod­stawę funk­cjo­no­wa­nia Libanu jako pań­stwa wie­lo­wy­zna­nio­wego. Jego klu­czowe punkty doty­czyły podziału wła­dzy mię­dzy poszcze­gól­nymi gru­pami wyzna­nio­wymi. I tak pre­zy­dent Libanu musiał się wywo­dzić z chrze­ści­jan maro­ni­tów, prze­wod­ni­czący Rady Mini­strów zawsze powi­nien być sun­nitą, a prze­wod­ni­czący par­la­mentu - szy­itą.

Liban był także mikro­ko­smo­sem innego sporu - szy­icko-sun­nic­kiego, który uległ inten­sy­fi­ka­cji w całym regio­nie. Na początku lat 70. do kraju przy­były ter­ro­ry­styczne grupy pale­styń­skich bojow­ni­ków wypę­dzo­nych z Jor­da­nii. W ten spo­sób sztuczny wzrost liczby muzuł­ma­nów oraz ulo­ko­wa­nie w kraju cen­trów ter­ro­ry­stycz­nych dążą­cych do spro­wo­ko­wa­nia kon­fliktu mię­dzy­na­ro­do­wego dopro­wa­dziły do wybu­chu wojny domo­wej. Naj­bar­dziej krwa­wym epi­zo­dem był kon­flikt, który roz­po­czął się w 1975 roku i trwał przez ponad 15 lat. Libań­scy szy­ici, sun­nici i chrze­ści­ja­nie przez wieki mieli do sie­bie pre­ten­sje, a każda grupa uwa­żała, że jest tą wybraną, naj­lep­szą. Sun­nici byli postrze­gani jako naj­mniej libań­scy, ponie­waż zawsze bliż­sze były im war­to­ści sąsied­nich Ara­bów. Podob­nie rzecz się miała z libań­skimi szy­itami, utoż­sa­mia­nymi z Irań­czy­kami i rów­nież trak­to­wa­nymi jako obcy. Chrze­ści­ja­nie uwa­żali się za naj­bar­dziej libań­skich. Ten kon­flikt można śmiało okre­ślić jako wojnę wszyst­kich prze­ciwko wszyst­kim, pod­sy­caną przez siły zewnętrzne.

***

W każ­dej książce należy wspo­mnieć o udziale w niej innych osób, które swą oso­bo­wo­ścią czy pracą wpły­nęły na spo­sób postrze­ga­nia świata przez autora. Dzię­kuję prof. dr. hab. Krzysz­to­fowi Kubia­kowi za to, że podzie­lił się ze mną czę­ścią swej ogrom­nej wie­dzy. Gdyby nie pomoc i rady prof. dr. hab. Pawła Graty, dr. hab. Andrzeja Bonu­siaka, dr. Michala Przy­by­laka, Yosefa ben David Nachmiasa, nie­od­ża­ło­wa­nej pamięci gen. Giory Romma, asa izra­el­skiego lot­nic­twa i uczest­nika tam­tych wyda­rzeń, gen. Zvi Kan Tora, Zahiego Sha­keda oraz Jacka Gol­dina, który słu­żył mi pomocą w pozy­ska­niu mate­ria­łów poświę­co­nych dzie­jom Armii Obrony Izra­ela, to opra­co­wa­nie byłoby uboż­sze.

Dzię­kuję także, a może przede wszyst­kim, mym przy­ja­cio­łom: Mar­kowi Sza­rzyń­skiemu, Pio­trowi Wil­kowi i Bogu­siowi Kozi­kowi, za to, że zawsze byli mi opar­ciem, gdy tego potrze­bo­wa­łem. Słowa te doty­czą rów­nież: dr. Lucjana Faca, dr. Mariu­sza Konar­skiego i Andrzeja Woj­tasa, dłu­go­let­niego redak­tora naczel­nego Mili­tar­nego Maga­zynu Spe­cjal­nego "Koman­dos" i mego ser­decz­nego druha, który miał wielki wpływ na formę niniej­szej publi­ka­cji.

Praca ta nie powsta­łaby oczy­wi­ście bez pomocy i wszech­stron­nego wspar­cia mojej uko­cha­nej Ani. Dzię­kuję także wszyst­kim nie­wy­mie­nio­nym z nazwi­ska oso­bom, które udzie­liły mi pomocy w zebra­niu mate­riału źró­dło­wego, mając nadzieję, że przed­sta­wione w niniej­szej pracy zagad­nie­nia wzbo­gacą dotych­cza­sowy stan wie­dzy o gene­zie, prze­biegu i skut­kach kon­fliktu w Liba­nie oraz pozwolą na zupeł­nie inne spoj­rze­nie na histo­rię tego regionu.

dr hab. Krzysz­tof Mrocz­kow­ski

Rozdział I. Liban - górzysty kraj i jego problemy

ROZ­DZIAŁ I LIBAN - GÓRZY­STY KRAJ I JEGO PRO­BLEMY

Pro­blem nara­sta­ją­cego kon­fliktu izra­el­sko-pale­styń­skiego w Liba­nie jest - jak można wnio­sko­wać - o wiele bar­dziej zło­żony, niż to na pierw­szy rzut oka się wydaje, przy czym ist­nieją pod­stawy do przy­pusz­czeń, kto w isto­cie stał za decy­zją o roz­po­czę­ciu wojny w 1982 roku, sta­no­wią­cej kumu­la­cję pro­blemu i jed­no­cze­śnie pewną cezurę, roz­gra­ni­cza­jącą różne podej­ścia do regu­la­cji zagad­nień libań­skich.

Dzie­dzic­two fran­cu­skiego kolo­nia­li­zmu, two­rzą­cego tzw. Wielki Liban i oddzie­la­ją­cego go od Syrii, było naj­waż­niej­szą przy­czyną walk i kon­flik­tów w tym kraju po 1943 roku. Oto­czeni muzuł­mań­skim bez­mia­rem miej­scowi arab­scy chrze­ści­ja­nie musieli poszu­ki­wać dla swej toż­sa­mo­ści wyra­zi­stych wzo­rów, dla­tego sta­wali się sym­pa­ty­kami mod­nych w Euro­pie w latach trzy­dzie­stych ruchów nacjo­na­li­stycz­nych. W bli­skow­schod­niej rze­czy­wi­sto­ści ów nieco mityczny, ponadwy­zna­niowy "naród" sta­no­wiłby wspól­notę, z któ­rej nie mogli być wyklu­czeni. Jed­nak narody trzeba było dopiero stwo­rzyć, zaś poję­cie "naród" było w tym regio­nie czymś z gruntu nowym. Z powodu bar­dzo kru­chych rela­cji mię­dzy ugru­po­wa­niami reli­gij­nymi i wyzna­nio­wymi pro­blem ten był wzmac­niany przez wyda­rze­nia regio­nalne. W rezul­ta­cie mie­li­śmy do czy­nie­nia z wie­loma kon­ku­ru­ją­cymi ze sobą pro­jek­tami naro­do­twór­czymi i dowol­no­ścią ich wyboru - przy­kła­dowo miesz­ka­niec Libanu mógł się uznać za członka narodu libań­skiego, wiel­ko­sy­ryj­skiego lub arab­skiego. Nie­przy­pad­kowo ide­olo­gia naro­dowa poja­wiła się i zako­rze­niła w śro­do­wi­sku pra­wo­sław­nych chrze­ści­jan. Pra­wo­sławni w Liba­nie ustę­po­wali liczbą kato­lic­kim maro­ni­tom, ale w skali for­so­wa­nej Wiel­kiej Syrii sta­no­wi­liby znacz­nie licz­niej­sze wyzna­nie chrze­ści­jań­skie, stąd nie­chęć do ogra­ni­cza­nia się wyłącz­nie do libań­skich gra­nic, zbyt dla nich cia­snych. Miało to pod­stawy histo­ryczne. Celem Fran­cu­zów, for­su­ją­cych utwo­rze­nie "Wiel­kiego Libanu" i celowe oddzie­le­nie go od Syrii, było bowiem utwo­rze­nie pań­stwa, w któ­rym kato­licy byliby zna­czącą więk­szo­ścią. W odróż­nie­niu od pro­za­chod­nich maro­ni­tów pra­wo­sławni nie wyka­zy­wali skłon­no­ści pro­za­chod­nich i pro­eu­ro­pej­skich, mocno akcen­tu­jąc swą odrębną toż­sa­mość i opie­ra­jąc ją na swo­iście poj­mo­wa­nym socjal­na­cjo­na­li­zmie.

Wsku­tek dzia­łań mie­dzy­na­ro­do­wych na te pro­blemy nało­żył się jesz­cze jeden. 14 maja 1948 roku, kilka godzin przed ofi­cjal­nym wyga­śnię­ciem bry­tyj­skiego man­datu w Pale­sty­nie, pro­kla­mo­wano utwo­rze­nie Pań­stwa Izrael. Oddziały Ligi Państw Arab­skich (Liban, Syria, Jor­da­nia i Egipt) nie­mal natych­miast przy­stą­piły do zma­so­wa­nych, choć nieco cha­otycz­nych dzia­łań zaczep­nych. Rządy Egiptu, Iraku, Libanu, Syrii i Trans­jor­da­nii wydały oświad­cze­nia uspra­wie­dli­wia­jące atak na nowo powstałe pań­stwo, w któ­rych odwo­łały się do chęci przy­wró­ce­nia ładu, bez­pie­czeń­stwa i spra­wie­dli­wo­ści dla Pale­styń­czy­ków w ich pra­wie do samo­okre­śle­nia.

Liban ode­grał w woj­nie rolę raczej sym­bo­liczną, jed­nak jego udział w niej był nie­jako zapo­wie­dzią przy­szłych dzia­łań. Owa nie­chęć do anga­żo­wa­nia się wyni­kała z głę­bo­kich podzia­łów w armii - ofi­ce­ro­wie muzuł­ma­nie byli gotowi popro­wa­dzić swoje oddziały prze­ciw Izra­el­czy­kom, jed­nak dowódcy chrze­ści­jań­scy woleli nie brać udziału w, jak pod­kre­ślano, nie­pew­nej woj­nie. W kon­se­kwen­cji naczelne dowódz­two wojsk libań­skich zde­cy­do­wało się podej­ście, które można uznać za defen­sywne. W tej sytu­acji cał­ko­wity cię­żar walk w Gali­lei spadł na Arab­ską Armię Wyzwo­leń­czą, a oddziały libań­skie w prak­tyce ogra­ni­czyły swoje dzia­ła­nia do pil­no­wa­nia gra­nicy oraz szla­ków zaopa­trze­nio­wych wio­dą­cych do Gali­lei. Jesie­nią 1948 roku oddzia­łom izra­el­skim udało się uzy­skać na tyle dużą prze­wagę, że prze­jęły ini­cja­tywę i wyparły siły arab­skie z Gali­lei, zaj­mu­jąc dodat­kowo miej­sco­wość Mali­kya i 14 wio­sek w połu­dnio­wym Liba­nie. Izrael dys­po­no­wał znacz­nie mniej­szymi siłami, ale miał dosko­na­łych dowód­ców i żoł­nie­rzy bez­względ­nie odda­nych spra­wie. Krwawe walki, prze­ry­wane doraź­nymi rozej­mami, trwały sześć mie­sięcy. Główne dzia­ła­nia izra­el­skiej armii kon­cen­tro­wały się na pustyni Negew, dopro­wa­dza­jąc do roz­po­czę­cia 12 stycz­nia 1949 roku taj­nych roz­mów izra­el­sko-egip­skich na wyspie Rodos. 24 lutego 1949 roku nastą­piło pod­pi­sa­nie rozejmu izra­el­sko-egip­skiego. Osta­tecz­nie dzięki wysił­kom ONZ udało się w znacz­nym stop­niu dopro­wa­dzić do wymu­szo­nego, lecz sto­sun­kowo trwa­łego zawie­sze­nia broni. Wojna, w któ­rej według Dawida Ben Guriona "700 tys. Żydów sta­nęło do walki prze­ciwko 27 mln Ara­bów - jeden prze­ciwko czter­dzie­stu", zakoń­czyła się suk­ce­sem Izra­el­czy­ków, pozo­sta­wiła jed­nak w ser­cach i umy­słach zapie­kłą wro­gość pomię­dzy Ara­bami a Żydami, a nawet sze­rzej: pomię­dzy pań­stwami arab­skimi a Pań­stwem Izrael.

1 marca 1949 roku roz­po­częły się tajne izra­el­sko-libań­skie roz­mowy, pro­wa­dzone na przej­ściu gra­nicz­nym w Rosz ha-Nikra. Co warte pod­kre­śle­nia, uznano, że prze­bie­gały w naj­lep­szych nastro­jach w porów­na­niu ze wszyst­kimi nego­cja­cjami z innymi pań­stwami arab­skimi. Sze­fem izra­el­skiej dele­ga­cji był gen. Mor­de­chaj Maklef, a urzęd­nicy z Mini­ster­stwa Spraw Zagra­nicz­nych Szab­be­taj Rosen i Joszua Pal­mon uczest­ni­czyli w roz­mo­wach jako człon­ko­wie dele­ga­cji. Zwierzch­ni­kiem dele­ga­cji libań­skiej był Szef Sztabu Gene­ral­nego Libań­skiej Armii gen. Taw­fik Salim, a towa­rzy­szyło mu dwóch wyso­kich ofi­ce­rów i przed­sta­wi­ciel Mini­ster­stwa Spraw Zagra­nicz­nych. 23 marca 1949 roku pod­pi­sano rozejm izra­el­sko-libań­ski. Był to nie­wąt­pliwy suk­ces strony izra­el­skiej, zarówno pod wzglę­dem mili­tar­nym, jak i poli­tycz­nym, jed­nak na miarę moż­li­wo­ści ówcze­snych realiów poli­tyki mię­dzy­na­ro­do­wej. Liban nie uznał faktu ist­nie­nia Pań­stwa Izrael i nie pod­pi­sał trwa­łego poro­zu­mie­nia poko­jo­wego. Pod wzglę­dem praw­nym było to jedy­nie zawie­sze­nie broni - wojna izra­el­sko-libań­ska została tylko prze­rwana na czas obo­wią­zy­wa­nia rozejmu. Pomi­ja­jąc jed­nak względy natury poli­tycz­nej czy skom­pli­ko­wany obraz wza­jem­nych postrze­gań, wojna spo­wo­do­wała także masowy exo­dus lud­no­ści - zarówno pale­styń­skiej, jak i żydow­skiej. Według róż­nych sza­cun­ków tery­to­rium wywal­czone przez Pań­stwo Izrael w nie­zwy­kle trud­nych warun­kach opu­ściło ok. 720 tys. Pale­styń­czy­ków.

Skala klę­ski huma­ni­tar­nej była znaczna - bli­sko 650 tys. osób wyma­gało doraź­nej pomocy. Poja­wił się bole­sny pro­blemu uchodź­ców pale­styń­skich, któ­rych liczba według źró­deł arab­skich miała w tam­tym cza­sie docho­dzić do około 1 mln osób (źró­dła izra­el­skie mówią o 500-600 tys.). Więk­szość uzy­skała tym­cza­sowe - w zało­że­niu miej­sco­wych władz - schro­nie­nie w sąsied­nich pań­stwach arab­skich: Liba­nie i Syrii oraz na obsza­rze kon­tro­lo­wa­nego przez Trans­jor­da­nię Zachod­niego Brzegu Jor­danu i zaję­tej przez Egipt Strefy Gazy. Wła­dze tych kra­jów, mając na wzglę­dzie liczbę uchodź­ców oraz swo­iście poj­mo­waną "tym­cza­so­wość" pro­blemu, umie­ściły uchodź­ców w spe­cjal­nie zor­ga­ni­zo­wa­nych obo­zach.

W panu­ją­cym w Liba­nie zagma­twa­nym ukła­dzie idei i reli­gii ele­ment reformy spo­łecz­nej oraz socja­lizm, gło­szony przez grupy mniej uprzy­wi­le­jo­wane, a także pro­blemy wyni­ka­jące z obec­no­ści uchodź­ców pale­styń­skich począt­kowo nie miały więk­szego zna­cze­nia, lecz w poło­wie lat pięć­dzie­sią­tych rosnąca w siłę par­tia Baas stała się wyraź­nie ugru­po­wa­niem socja­li­stycz­nym i nacjo­na­li­stycz­nym. Jej hasła tra­fiały na podatny grunt, a wpływy roz­cią­gały się już nie tylko na Syrię, lecz także na sąsied­nie kraje: Liban, Jor­da­nię oraz Irak, a także na pań­stwa Pół­wy­spu Arab­skiego. Gło­szone przez nią idee nacjo­na­li­stycz­nego socja­lizmu przy­cią­gały już nie tylko stu­den­tów i inte­lek­tu­ali­stów, nęka­nych kwe­stiami skom­pli­ko­wa­nej toż­sa­mo­ści naro­do­wej czy kul­tu­ro­wej - stały się szcze­gól­nie popu­larne w krę­gach woj­sko­wych, zwłasz­cza wśród ofi­ce­rów pocho­dzą­cych z bied­nej muzuł­mań­skiej pro­win­cji oraz wywo­dzą­cych się ze wsi robot­ni­ków, zamiesz­ku­ją­cych głów­nie slumsy Bej­rutu.

W 1958 roku ten od dawna chy­lący się ku upad­kowi układ sił zała­mał się, przez kilka mie­sięcy trwała wojna domowa. Sytu­ację kom­pli­ko­wał wzrost zna­cze­nia haseł pana­rab­skich i lewi­co­wych wśród libań­skich muzuł­ma­nów. Naj­sil­niej­szym ugru­po­wa­niem lewicy stała się zało­żona w 1949 roku przez Kamala Jum­blatta Postę­powa Par­tia Socja­li­styczna, sku­pia­jąca głów­nie dru­zów. Duże wpływy mieli także komu­ni­ści ze zde­le­ga­li­zo­wa­nej w 1948 roku Komu­ni­stycz­nej Par­tii Libanu. Oparta na tych dwóch ugru­po­wa­niach lewica, wspie­rana przez ZSRR, kon­se­kwent­nie dążyła do narzu­ce­nia Liba­nowi nacjo­na­li­zmu arab­skiego w wyda­niu socja­li­stycz­nym, a jej przy­wódcy liczyli na przy­stą­pie­nie do Zjed­no­czo­nej Repu­bliki Arab­skiej, czyli nowo powsta­łej unii Egiptu i Syrii. W 1958 roku obóz lewi­cowy utwo­rzył tzw. Front Naro­dowy, zrze­sza­jący głów­nie dru­zów i sun­ni­tów. W tym samym roku grupy te, wspie­rane przez agen­tów egip­skich i syryj­skich, zaini­cjo­wały zamieszki wymie­rzone w pro­za­chodni rząd. Owe dąże­nia poli­tyczne, mające na celu zmianę kursu poli­tycznego pań­stwa, z cza­sem prze­kształ­ciły się w kon­flikt reli­gijny pomię­dzy chrze­ści­ja­nami i muzuł­ma­nami. Sytu­ację opa­no­wały dopiero woj­ska ame­ry­kań­skie i bry­tyj­skie, popro­szone o pomoc przez libań­ski rząd. Pro­za­chodni Liban jako jedno z nie­licz­nych państw świata arab­skiego pozy­tyw­nie przy­jął tzw. dok­trynę Eisen­ho­wera i w obli­czu wzro­stu wpły­wów anty­za­chod­nich pre­zy­dent Camille Nimr Cha­moun popro­sił rząd USA o inter­wen­cję. W lipcu 1958 roku w Liba­nie w ramach ope­ra­cji "Blue Bat" wylą­do­wali ame­ry­kań­scy żoł­nie­rze z US Army i US Marine Corps (USMC). W ope­ra­cję zaan­ga­żo­wano znaczne siły - ok. 14 tys. żoł­nie­rzy, w tym 8509 nale­żą­cych do armii i 5670 ofi­ce­rów i żoł­nie­rzy USMC. Siły te, okre­ślane jako USA­REUR, były prze­rzu­cane na Bli­ski Wschód stop­niowo - w lutym 1958 roku trwały prace nad rewi­zją sche­matu ope­ra­cyj­nego pod nazwą "Emer­gency Plan 201". Ame­ry­ka­nie opu­ścili Liban dopiero w paź­dzier­niku tego roku, pozo­sta­wia­jąc ilu­zo­ryczny pokój. Trzy lata póź­niej, w 31 grud­nia 1961 roku, uda­rem­niono próbę zama­chu stanu, pod­jętą przez grupę ofi­ce­rów nale­żą­cych do Syryj­skiej Par­tii Ludo­wej, któ­rej celem było utwo­rze­nie "Wiel­kiej Syrii" (obej­mu­ją­cej Liban i Pale­stynę).

Libań­scy chrze­ści­ja­nie i wyznawcy islamu, cho­ciaż etnicz­nie i kul­tu­rowo w pełni izo­mor­ficzni (bli­skow­schodni chrze­ści­ja­nin ma, o czym nie wolno zapo­mi­nać, men­tal­no­ściowo wię­cej wspól­nego z muzuł­ma­ni­nem niż z swoim euro­pej­skim współ­wy­znawcą), legi­ty­mo­wali się odmien­nym pocho­dze­niem i nie­kiedy ta pier­wotna przy­na­leż­ność miała znacz­nie więk­sze zna­cze­nie niż naro­dowa. Te podziały pogłę­biały się w miarę roz­woju nowo­cze­snego pań­stwa, bory­ka­ją­cego się rów­nież z pro­ble­mem uchodź­ców pale­styń­skich. Poszu­ku­jące toż­sa­mo­ści spo­łecz­no­ści chrze­ści­jań­skie rady­ka­li­zo­wały się na równi z muzuł­mań­skimi, a wiara sta­wała się naj­lep­szym narzę­dziem w walce o wpływy poli­tyczne. W rewol­cie 1958 roku po stro­nie rzą­do­wej i w obro­nie chrze­ści­jan opo­wie­działy się oddziały chrze­ści­jań­skich Falang Libań­skich. Te for­ma­cje były pier­wot­nie chrze­ści­jań­ską orga­ni­za­cją pra­wi­cową o cha­rak­te­rze mili­tarno-spor­to­wym, zało­żoną w 1936 roku przez Pierre'a Gemay­ela, mło­dego wów­czas akty­wi­stę maro­nic­kiego. W ich sze­re­gach zna­leźli się stu­denci i ucznio­wie, wywo­dzący się głów­nie z klasy śred­niej, przed­sta­wi­ciele drob­nego kapi­tału, a także miesz­kańcy wsi leżą­cych w rejo­nach osad­nic­twa chrze­ści­jań­skiego. Kształ­ceni na Zacho­dzie arab­scy chrze­ści­ja­nie mło­dego poko­le­nia czę­sto sta­no­wili elitę inte­lek­tu­alną swych spo­łecz­no­ści, jed­nak pozo­sta­wali nie­do­re­pre­zen­to­wani w struk­tu­rach rzą­do­wych i admi­ni­stra­cyj­nych. W skom­pli­ko­wa­nej sytu­acji spo­łecz­nej, pod wpły­wem rady­ka­li­za­cji poglą­dów i po czę­ści w odpo­wie­dzi na repre­sje i nie­spra­wie­dli­wość, zaczęły się rodzić mity zało­ży­ciel­skie alter­na­tywne do muzuł­mań­skich, odróż­nia­jące chrze­ści­jan ich od współ­o­by­wa­teli. Nie pozo­sta­wały tu bez zna­cze­nia czyn­niki histo­ryczne - w owej "kre­acji histo­rycznej" popie­rał ich świat zachodni, głów­nie Fran­cja, która w eli­tach chrze­ści­jań­skich widziała straż­nika swych inte­re­sów w Liba­nie i innych kra­jach arab­skich. Poli­tyczna pozy­cja Falang znacz­nie wzro­sła po nie­uda­nej rebe­lii Frontu Naro­do­wego z 1958 roku. Ta pierw­sza wojna domowa zakoń­czyła się ilu­zo­rycz­nym odno­wie­niem rów­no­wagi pod czę­sto wów­czas powta­rza­nym przez media (na czele z pro­rzą­do­wym dzien­ni­kiem "Al Bay­rak"): "Nie ma zwy­cięz­ców ani zwy­cię­żo­nych". Pierre Gemayel był już wów­czas doświad­czo­nym poli­ty­kiem, a dwa lata póź­niej został wybrany do Zgro­ma­dze­nia Naro­do­wego. W roku 1960 Falangi Libań­skie uzy­skały dzie­wię­cio­oso­bową repre­zen­ta­cję w par­la­men­cie, a w póź­niej par­tia czę­sto spra­wo­wała wła­dzę samo­dzielne lub w koali­cji z innymi ugru­po­wa­niami.

Gorącą atmos­ferę pod­grze­wały dodat­kowo dążące do kon­fron­ta­cji arab­skie ugru­po­wa­nia lewi­cowe, usi­łu­jące zmu­sić rząd do zmiany kie­runku poli­tycz­nego i nawią­za­nia ści­ślej­szych związ­ków z arab­skimi kra­jami socja­li­stycz­nymi. Nie dość, że pier­wotne przy­czyny kry­zysu nie zostały roz­wią­zane, to jesz­cze w ciągu następ­nych 15 lat doszedł do nich kolejny czyn­nik, mia­no­wi­cie rola Libanu w kon­fron­ta­cji mię­dzy Pale­styń­czy­kami a Izra­elem.

Obo­wią­zy­wała usta­lona w 1943 roku for­muła funk­cjo­no­wa­nia pań­stwa, lecz w chwili poja­wie­nia się na tery­to­rium libań­skim Pale­styń­czy­ków zmie­niła się w chęt­nie pod­wa­żaną aryt­me­tyczną rze­czy­wi­stość. W Liba­nie wiele z obo­zów dla pale­styń­skich uchodź­ców powstało na obsza­rach zdo­mi­no­wa­nych przez chrze­ści­jan i, co warte szcze­gól­nego pod­kre­śle­nia, to począt­kowo wła­śnie Kościół maro­nicki jako pierw­szy udzie­lił pomocy przy­by­szom. Pale­styń­czycy nie mieli jed­nak naj­mniej­szego zamiaru inte­gro­wać się nawet z muzuł­mań­ską lud­no­ścią libań­ską. Trak­to­wali ten kraj wyłącz­nie jako tym­cza­sowe miej­sce pobytu, a zara­zem wygodną bazę wypa­dową w walce z Żydami. Pale­styń­skie obozy dla uchodź­ców stały się miej­scami rekru­ta­cji i szko­le­nia bojow­ni­ków o Pale­stynę zwa­nych feda­inami. Ich oddziały, popie­rane koniunk­tu­ral­nie przez libań­skich muzuł­ma­nów (głów­nie sun­ni­tów, lewicę i ruch pana­rab­ski przy jed­no­cze­snym wspar­ciu Syrii), roz­po­częły czynną walkę z Izra­elem. Część Libań­czy­ków, nie tylko zresztą chrze­ści­jan, z cza­sem przy­jęła abso­lut­nie nega­tywny sto­su­nek do uchodź­ców pale­styń­skich i rekru­tu­ją­cych się z ich sze­re­gów grup bojo­wych.

Domi­nu­jący wów­czas w Liba­nie sojusz maro­nicko-sun­nicki musiał w pew­nym momen­cie sta­wić czoło mar­gi­na­li­zo­wa­nej przez wiele lat, a obec­nie wspar­tej przez Pale­styń­czy­ków spo­łecz­no­ści szy­ic­kiej, która nagle stała się naj­więk­szą grupą wyzna­niową w Liba­nie4. Kraj został wszakże zmu­szony do przy­ję­cia ponad 110 tys. muzuł­mań­skich uchodź­ców pale­styń­skich, któ­rzy ucie­kli z tere­nów utwo­rzo­nego w 1948 roku Pań­stwa Izrael. Po woj­nie arab­sko-izra­el­skiej w 1967 roku liczba uchodź­ców wzro­sła, a do roku 1975 się­gnęła 300 tys. Wów­czas muzuł­ma­nie sta­no­wili już bli­sko 59,7 proc. lud­no­ści Libanu. Począt­kowo pro­blem pró­bo­wano igno­ro­wać lub nie dostrze­gać jego istoty - uła­twiało to zawar­cie w 1969 roku układu, na mocy któ­rego libań­skie woj­sko nie inge­ro­wało w sprawy pale­styń­skich obo­zów. Brak nad­zoru zemścił się po kilku latach, a nakła­da­jące się na sie­bie kło­poty wewnętrzne spo­łecz­no­ści pale­styń­skiej sta­no­wiły iskrę, która wznie­ciła pożar. Dodat­kową kom­pli­ka­cję sta­no­wiły anta­go­ni­zmy mię­dzy poszcze­gól­nymi libań­skimi gru­pami reli­gij­nymi, korze­nie tych kon­flik­tów się­gały jesz­cze XIX stu­le­cia. "Różne reli­gie i sekty żyją nie­opo­dal sie­bie, ale nie two­rzą jed­nej spo­łecz­no­ści ani nie kie­rują się uczu­ciami bra­ter­skimi. Sun­nici wyłą­czają ze spo­łecz­ność szy­itów, obie grupy nie­na­wi­dzą dru­zów, z kolei oni wszy­scy mają w pogar­dzie nusa­ryj­czy­ków. Szcze­gól­nie maro­nici nikogo nie darzą cie­płymi uczu­ciami, za co nie są lubiani przez nikogo. Greccy orto­doksi nie cier­pią kato­li­ków, obie te grupy nie tole­rują Żydów. To samo doty­czy pozo­sta­łych grup i spo­łecz­no­ści - te nie mają żad­nego poczu­cia wza­jem­nej więzi. W spo­łecz­no­ści brak jest stra­te­gii wspól­nego roz­woju, zamiast tego ludzie gubią się pośród nie­zli­czo­nych uprze­dzeń i wza­jem­nych ani­mo­zji. Na całym świe­cie żaden inny kraj nie jest sie­dzibą tylu zwa­śnio­nych grup i ras, co w efek­cie sku­tecz­nie unie­moż­li­wia jaką­kol­wiek poprawę sytu­acji. Ludzie ci ni­gdy nie stwo­rzą zwar­tego narodu, gdyż nie jed­no­czą ich ani reli­gia, ani cel poli­tyczny - w efek­cie tego na zawsze pozo­staną słabi, nie­zdolni do samo­sta­no­wie­nia, pozo­staną wysta­wieni na zewnętrzne wpływy i agre­sję".

W rela­tyw­nie zamoż­nym ukła­dzie chrze­ści­jań­sko-sun­nic­kim moż­li­wość awansu spo­łecz­nego szy­itów była w dużym stop­niu zablo­ko­wana. Maro­nici, czy ujmu­jąc to bar­dziej ogól­nie - chrze­ści­ja­nie - byli zain­te­re­so­wani obroną dotych­cza­so­wego porządku, ponie­waż to oni tra­dy­cyj­nie byli naj­ak­tyw­niejsi w kon­tak­tach gospo­dar­czych z Zacho­dem i zapew­niali roz­wój eko­no­miczny kraju. Naprze­ciw nich sta­nęli zra­dy­ka­li­zo­wani lewi­cowi muzuł­ma­nie, któ­rzy mieli w spo­łe­czeń­stwie nieco niż­szy sta­tus, a na sku­tek czyn­ni­ków zewnętrz­nych zostali wzmoc­nieni obec­no­ścią Pale­styń­czy­ków. Z bie­giem czasu róż­nice reli­gijne mię­dzy sun­ni­tami a szy­itami stały się kwe­stią abso­lut­nie dru­go­pla­nową - chęć zdo­by­cia wła­dzy i eko­no­mia wygrały z reli­gią. W tej skom­pli­ko­wa­nej atmos­fe­rze wza­jem­nej nie­uf­no­ści, gdy szu­kano naj­drob­niej­szego nawet pre­tek­stu do roz­wią­zań siło­wych, Liban pierw­szej połowy lat sie­dem­dzie­sią­tych stał się tyka­jącą bombą zega­rową. Nabrzmie­wały kon­flikty wewnętrzne. Osta­tecz­nie napięta sytu­acja dopro­wa­dziła do wybu­chu krwa­wej wojny domo­wej, dodat­kowo pod­sy­ca­nej przez Pale­styń­czy­ków, wyko­rzy­stu­ją­cych fak­tyczny brak kon­troli przez wła­dze libań­skie nad zamiesz­ka­nymi przez nich tery­to­riami. Na pod­sta­wie ana­lizy tych wszyst­kich czyn­ni­ków można śmiało posta­wić tezę, iż obec­ność Pale­styń­czy­ków nie wywo­łała kolej­nej wojny domo­wej - ona ją jedy­nie przy­spie­szyła.

Narastający problem palestyński i jego skutki

Począt­kowo nie­uzna­jący ist­nie­nia Pań­stwa Izrael rząd Libanu patrzył na dzia­łal­ność eks­tre­mi­stów pale­styń­skich, jeśli nie przy­chyl­nie, to na pewno przez palce i dość chęt­nie przyj­mo­wał kolejne fale uchodź­ców. Było to podyk­to­wane krót­ko­wzroczną poli­tyką eko­no­miczną: Pale­styń­czycy sta­no­wili tanią siłę robo­czą, osia­dłą w pobliżu plan­ta­cji cytru­sów lub prze­my­sło­wych dziel­nic miast, a zara­zem two­rzyli zna­ko­mity rynek zbytu. Jed­nak, gdy liczba sun­nic­kich prze­cież Pale­styń­czy­ków się­gnęła 300 tys., rząd w Bej­ru­cie zaczął oka­zy­wać pewien nie­po­kój, oba­wia­jąc się ich poli­tycz­nych aspi­ra­cji. Wraz ze wzro­stem liczby uchodź­ców zmie­niały się także nastroje spo­łeczne, stron­nic­twa chrze­ści­jań­skie two­rzyły bojówki para­mi­li­tarne, docho­dziło rów­nież do licz­nych starć maro­nic­kiej Falangi z Pale­styń­czy­kami.

Na forum mię­dzy­na­ro­do­wym, co para­dok­salne, kwe­stia Pale­styń­czy­ków na­dal była obecna na pierw­szych stro­nach gazet, ale na życze­nie państw arab­skich znik­nęła z dys­ku­sji poli­tycz­nych. Izrael, Egipt i Jor­da­nia podzie­liły mię­dzy sie­bie tery­to­rium, w 1947 roku przy­znane przez ONZ przy­szłemu pań­stwu pale­styń­skich Ara­bów. Jak na iro­nię, to rywa­li­za­cja państw arab­skich - Egiptu i Iraku - spra­wiła, że na początku lat sześć­dzie­sią­tych kwe­stia Pale­styń­czy­ków wró­ciła do poli­tyki świa­to­wej. I nie z powodu sym­pa­tii dla ich samych.

Po opusz­cze­niu Jor­da­nii przez znaczną część Pale­styń­czy­ków wyda­rze­nia nabrały tempa, a sceną kolej­nego dra­matu miały zostać nie tereny nale­żące do Pań­stwa Izrael, Egiptu czy Syrii, lecz Liban, postrze­gany jako pań­stwo spo­kojne, zamożne i względ­nie demo­kra­tyczne. Żadne z ościen­nych państw arab­skich nie chciało przy­jąć uchodź­ców, mając na wzglę­dzie zagro­że­nia, jakie sta­no­wią. Wła­dze w Bej­ru­cie, uwi­kłane w kon­flikt wewnętrzny, były jed­nak prak­tycz­nie bez­silne i w 1970 roku pod pre­sją Syrii zgo­dziły się przy­jąć uchodź­ców. Fakt ten jed­nak wymaga pew­nego komen­ta­rza: wła­dze jor­dań­skie zażą­dały od feda­inów posłu­szeń­stwa i zmu­siły do opusz­cze­nia kraju jedy­nie bojow­ni­ków oraz osoby pro­wa­dzące dzia­łal­ność wywro­tową lub poli­tyczną. Reszta jako pra­wo­rządni oby­wa­tele Jor­da­nii mogła pozo­stać w kraju, a wła­dze nie czy­niły jej naj­mniej­szych pro­ble­mów ze strony władz. Ucie­ki­nie­rami byli więc dzia­ła­cze OWP i ich rodziny albo bojow­nicy, któ­rzy zamie­rzali pro­wa­dzić dotych­cza­sową dzia­łal­ność. Nie­praw­dziwa jest zatem funk­cjo­nu­jąca w świa­do­mo­ści spo­łecz­nej, a dodat­kowo pod­sy­cana przez pro­pa­gandę opi­nia, jakoby do opusz­cze­nia Jor­da­nii zostali zmu­szeni wszy­scy Pale­styń­czycy, któ­rzy po raz kolejny stali się ofia­rami losu. Na mocy uzgod­nień z rzą­dem libań­skim uchodźcy miesz­kali w 15 obo­zach, zlo­ka­li­zo­wa­nych w nastę­pu­ją­cych mia­stach lub na ich przed­mie­ściach: Bej­rut (sześć obo­zów), Tyr (trzy), Try­po­lis (dwa), Sydon (dwa), Baal­bek (jeden) oraz An-Naba­tijja (jeden). Jed­nak część uchodź­ców, nie chcąc tra­fić do obo­zów, zrazu schro­niła się w kon­tro­lo­wa­nej przez Syrię doli­nie Bekaa, 30 km na wschód od Bej­rutu, a wkrótce opa­no­wała całe połu­dnie Libanu i osia­dła też w zachod­niej, muzuł­mań­skiej czę­ści libań­skiej sto­licy. Wła­dze w Bej­ru­cie zapewne nie do końca zda­wały sobie sprawę, iż uchodź­cami nie są szewcy, krawcy, drobni han­dla­rze czy matki z dziećmi, lecz wyszko­leni i gotowi do walki bojow­nicy. Ci z kolei po opusz­cze­niu Jor­da­nii nie zamie­rzali zostać szew­cami, kraw­cami bądź drob­nymi han­dla­rzami - ich celem była wojna. O ile strona libań­ska baga­te­li­zo­wała sprawę, o tyle ame­ry­kań­ska CIA w swych ana­li­zach przed­sta­wio­nych w biu­le­ty­nie z 30 paź­dzier­nika 1969 roku jed­no­znacz­nie zwra­cała uwagę, że "al-Fatah rapor­to­wał, iż trans­fer znacz­nych sił z Jor­da­nii do Libanu ma na celu wzmoc­nie­nie prze­by­wa­ją­cych już tam oddzia­łów".

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. W pol­skiej histo­rio­gra­fii poku­tują angloje?zyczna kalka je?zykowa i tłu­ma­cze­nie hebrajskoje?zycznej nazwy: "Cawa ha-Hagana le-Jisra'el" jako Siły Obrony Izra­ela (ang. Israel Defence For­ces, IDF). W rzeczywistos?ci hebraj­ski rze­czow­nik cawa nalez?y tłumaczyc? nie jako "siły", ale "armia" lub "woj­ska". [wróć]

2. Pomi­ja­jąc hasła pro­pa­gan­dowe, rządy tych kra­jów musiały sta­wić czoło np. pro­ble­mom demo­gra­ficz­nym - przy­kła­dowo w wyniku anek­sji Zachod­niego Brzegu i utwo­rze­nia haszy­midz­kiego Kró­le­stwa Jor­da­nii oraz napływu od 350 tys. do 500 tys. uchodź­ców w sytu­acja eko­no­miczna, poli­tyczna, spo­łeczna i demo­gra­ficzna w tym pań­stwie ule­gły dia­me­tral­nej zmia­nie. W 1950 roku liczba lud­no­ści Jor­da­nii była nie­mal trzy­krot­nie wyż­sza od liczby lud­no­ści samej Trans­jor­da­nii w roku 1948. Jed­no­cze­śnie tery­to­rium kraju zwięk­szyło się jedy­nie o 5 proc. [wróć]

3. Obecny kształt chrze­ści­jań­stwa w Liba­nie w dużej mie­rze wyni­kał z napływu do kraju lud­no­ści chrze­ści­jań­skiej (głów­nie maro­ni­tów), prze­śla­do­wa­nej przez kalifa Al-Ma'muna na początku IX stu­le­cia. Ukry­wa­jący się w nie­za­sie­dlo­nych wów­czas górach Libanu maro­nici zdo­łali utwo­rzyć silną struk­turę, zdolną obro­nić swoją chrze­ści­jań­ską i kul­tu­rową toż­sa­mość w obli­czu cią­głych prze­śla­do­wań ze strony muzuł­ma­nów. W X wieku więk­szość maro­ni­tów miesz­kała już w Liba­nie. W cza­sach wypraw krzy­żo­wych Kościół maro­nicki pod­jął kroki w kie­runku zawar­cia unii z Kościo­łem rzym­sko­ka­to­lic­kim. Trwa­jąc w tej wspól­no­cie, maro­nici zdo­łali zacho­wać dużą auto­no­mię i prze­ciw­sta­wić się isla­mi­za­cji. W 1860 roku Osma­no­wie wraz z dru­zami doko­nali wiel­kiej masa­kry lud­no­ści chrze­ści­jań­skiej (zamor­do­wano ok. 10 tys. samych tylko maro­ni­tów), która wywo­łała inter­wen­cję mili­tarną Fran­cji, Prus, Austrii i Anglii. W rezul­ta­cie suł­tan musiał uznać nie­za­leż­ność wspól­noty chrze­ści­jań­skiej Libanu w ramach impe­rium osmań­skiego. Maro­nici mieli nawet swo­jego "pre­zy­denta" chrze­ści­ja­nina, któ­rego wyzna­czała Tur­cja, a zatwier­dzały rządy wspo­mnia­nych kra­jów. Roz­pad impe­rium otto­mań­skiego w wyniku pierw­szej wojny świa­to­wej stwo­rzył szansę na praw­dziwą nie­pod­le­głość. Sko­rzy­stano z niej i w kon­se­kwen­cji powstał Wielki Liban, w 1920 roku uznany przez Fran­cję i Anglię. W roku 1926 prze­kształ­cono go w Repu­blikę Libań­ską o ustroju par­la­men­tar­nym, a w 1946 roku Fran­cja cał­ko­wi­cie usu­nęła się z kraju. Od tego momentu w kon­sty­tu­cji Libanu ist­nieje zapis, że pre­zy­den­tem powi­nien być maro­nita. [wróć]

4. Ta demo­gra­ficzna zmiana nie została jed­nak ofi­cjal­nie przed­sta­wiona, ponie­waż ostatni spis lud­no­ści w Liba­nie został prze­pro­wa­dzony w 1932 roku, kiedy chrze­ści­ja­nie sta­no­wili więk­szość. [wróć]