Bee Bakshi i piernikowe siostry - Emi Pinto

Kup ebooka

31.99 zł
26.55 zł (22,39 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog. Piernikowe siostry

Brokatowe wstążki na uchwytach kierownicy powiewały niczym spadające gwiazdy, gdy Gretta pędziła rowerem po szutrowej drodze.

Przy takiej prędkości żaden duch nie był w stanie jej przegonić.

Uniosła się odrobinę i pochyliła, by pokonać wzniesienie. Pedałowała z całych sił, podczas gdy las napierał na nią z obu stron - gęsty i ciemny, i pełen szeptów. Oddychała urywanie, a pot ściekał jej po gęstych rudych lokach. Zmierzch stopniowo przeradzał się w noc i jej uszy wypełniło zawodzenie komarów, ale nie mogła zwolnić. Miała coraz mniej czasu.

Pokonała ostatni zakręt i w końcu dotarła na szczyt wzniesienia, po czym pomknęła wijącą się drogą z powrotem w dół. Zjazd był już blisko, jednak właśnie w tym momencie coś szarpnęło za kierownicę. Rower w kolorze piernikowego brązu, z odrobiną różowej jak lukier farby na ramie, skręcił gwałtownie, ale dziewczynka szybko odzyskała równowagę i dalej pedałowała zawzięcie.

Coś znowu spróbowało wyrwać jej kierownicę z rąk, więc zacisnęła palce na uchwytach i trzymała je mocno jak w imadle.

"Nie sądzę!"

Kątem oka widziała drżące łuskowate pnie drzew i szmaragdowy mech. Las wyglądał niemal jak mrugające oczy. Nagle odniosła wrażenie, że szutrowa droga rozciąga się w nieskończoność, a zjazd zniknął, jakby nigdy go nie było. Zimny pot spływał jej po plecach, a puls dudnił w uszach.

"A niech to!" Gretta wyhamowała i pozwoliła, aby rower upadł na ziemię w chmurze pyłu i wstążek. Spojrzała w głąb lasu, mrużąc oczy, i dostrzegła niewielkie migoczące plamy, niebieskie jak jej ogrodniczki. Jezioro było blisko. Tak jak jej siostra.

Gretta zanurkowała między pnie, ignorując gałęzie chłoszczące jej ramiona i nogi. Zeschłe liście chrzęściły pod stopami, a gałązki pękały z trzaskiem. W końcu wybiegła na trawę i ujrzała znajomy zarys rodzinnej chatki na tle jeziora. Samotna postać szła właśnie pomostem do pustego kajaka, który na nią czekał.

Gretta z trudem przełknęła ślinę. Czas jej się skończył. W uszach dzwoniło, a stopy ślizgały się na trawie, gdy pędziła w stronę małej dziewczynki w ciemnopomarańczowej koszuli nocnej. Minęła palenisko i przeskoczyła przez ręczniki porzucone na ziemi po popołudniowej kąpieli.

Upiorny krzyk nura poniósł się echem po wodzie.

Stopy Gretty zaczęły się zapadać w szarym piasku, ale to jej nie spowolniło. Wskoczyła na pomost w chwili, gdy dziewczynka pochyliła się i musnęła palcami metal kajaka.

- Hanno!

Objęła młodszą siostrę ramionami i pociągnęła do tyłu. Padły na deski pomostu. Ból zapłonął w łokciach Gretty i przeszył jej ramiona. A potem Hanna ocknęła się, ściągnęła brwi i rozejrzała wokół ze zdziwieniem. W jej oczach widać było migotanie, jakby odbicie kogoś innego, które rozmywało się coraz bardziej z każdym mrugnięciem powiek. Gretta dalej mocno ją obejmowała, czekając, aż oddech dziewczynki się uspokoi. Bezpieczne. Były bezpieczne.

Na razie.

Gretta wyzywająco wysunęła podbródek i zmarszczyła nos, patrząc na jezioro. "Niezła próba". Ciepła bryza kołysała drzewami, niosąc ze sobą zapach piernika. Gretta zacisnęła dłonie w pięści, ukrywając resztki ciasta, które zostały jej pod paznokciami, po czym pochyliła głowę w stronę siostry, aż ich czoła się zetknęły.

- Nie pozwolę, by cokolwiek ci się stało. Obiecuję.