1
Tato, kiedy po raz pierwszy pękło niebo, na ziemi było bardzo zimno. Połowa lutego. Nic nie dawały dwie pary skarpet i za duża puchowa kurtka, które miałem na sobie. Powiedziałbyś pewnie, że wyglądam w tym jak Pi i Sigma z Matplanety. To, że grube warstwy ubrań nosiłem nieprzypadkowo, usłyszę za kilka lat, ale już nie od ciebie. Tęskniłem za ciepłem. Zima. Ostatnie ferie w Łodzi. Najgorzej z dziadkiem. Ciocia Krysia mówiła mu, że jesteś w szpitalu, miałeś zawał, twój stan jest ciężki, ale stabilny. Ale on wiedział swoje. Dwa dni temu kazał mi pochować w domu wszystkie paski. Przyjdź tu, natychmiast, zadzwonił do mnie godzinę po. Poszedłem. Nie było mi łatwo kłamać o wynoszonych właśnie z kamienicy twoich zwłokach.
Nauczyciele mieli patrzeć na mnie ze współczuciem, ale babka od biologii od razu postawiła mi pałę z klasówki. Mogłeś się do niej przygotować, była zapowiedziana od dawna. Miała wzrok ustawiony na dekonspirację i wiedziałem, że nie chodzi jej tylko o klasówkę. Wuefista kazał robić fikołki. To nie miesiączka, Breit. Nie choroba, krzyczał. A jednak... Dzieciaki w klasie oswajały się ze mną jak z nowym. Siedziałem z największym debilem, ale i jemu ktoś musiał coś szepnąć, bo następnego dnia w ławce obok mnie pojawiła się "śmierdząca Malwina". Wykluczenie, zmieszanie, podekscytowanie samobójstwem i tym, że byłem tak blisko, na szczęście nie trwały długo. Dla czternastolatków inne sprawy miały wagę życia i śmierci.
Pierwszego dnia po pogrzebie katechetka wcisnęła mi obrazek z jakąś modlitwą i kazała zostać "na sekundkę" po lekcji. Nie chciałem słuchać o tym, co czeka cię w wieczności (defilada pustki - jej słowa), nie chciałem myśleć o tym nawet przez sekundkę, ale przekupiła mnie batonem toffi. Jeden zero dla doczesności, zaśmiała się i puściła do mnie oko, przez co czułem się jeszcze dziwniej. Jak coś, to możesz ze mną porozmawiać, dodała, patrząc mi w oczy. Wiem, co teraz przeżywasz... Pamiętam, że chciała jeszcze dotknąć moich rąk, ale szybko się wycofała. W zamian pogłaskała swoje przedramię, jakby pocierała lampę Aladyna, a ja tylko czekałem, kiedy wyskoczy Dżin. Też odcinałam kiedyś ojca w łazience, tylko że byłam trochę starsza... I dalej patrzyła na swoją rękę. Tam, gdzie mogła mieć to wszystko dokładnie zapisane.
Po wyjściu ze szkoły wyciągnąłem z kieszeni modlitwę, która miała mi pomóc "lepiej zrozumieć załamanych i zrozpaczonych tego świata", i podpaliłem za garażami. Ale po chwili szybko zadeptywałem płomienie. Podniosłem nadwątlony kartonik. Dla udręczonego nastolatka, któremu właśnie powiesił się tata, "ogień piekła nie jest tym ogniem, co grzeje. Można umrzeć przy nim z zimna"1.
Zanim ciotka mnie stamtąd zabrała, kręciłem się jeszcze trochę pod kamienicą. A wiesz, że nadal nie zmazano tego napisu... Wilgoć w dole kręgosłupa przechodziła w chłód, który zaczynał mnie lizać po plecach. Nie było tu jednak żadnego okna, które mógłbym zamknąć, żeby nie wiało. Stopami naciskałem na śnieg: wprawiałem biały puch w oscylację. Miasto zaczynało trzeć i skrzypieć. Z satysfakcją wchodziłem z buta w białe związania. Między życie a nagłą śmierć kryształków lodu. Śnieg to jedyna rzeczywistość, która w tamtym czasie "umierała" w tak uporządkowany sposób. Potykałem się o zsiniałe bruzdy na chodniku i tajemniczy wykrot na progu Wólczańskiej, którego nigdy wcześniej tam nie widziałem. Narośl wielkości ludzkiej głowy kojarzyła mi się z królewną zaklętą w kamień albo z rakiem w terminalnym stadium. Przy minus dziesięciu popękane ulice przypominały rozstępy i wybroczyny na skórze miasta. Żeby się rozgrzać, chodziłem wzdłuż ulicy i liczyłem bramy. Siedem po jednej, sześć po drugiej stronie... Powtórzyłem to kilka razy. Kiedy pęka niebo, tato, zwłaszcza po raz pierwszy, to na ziemi wiele rzeczy może się nie zgadzać.
Sąsiedzi wyszli zobaczyć, co się stało. Niektórzy w kapciach, tylko na chwilę, z butelkami i fajkami w dłoniach, jak na sylwestra. Jeden z nich odszedł trochę w bok i zaczął sikać na bałwana, odcinając mu głowę gorącym, silnym strumieniem. Para ze szczyn mieszała się z papierosowym dymem i śmiechem sąsiadów. No, Romuś, ładnie żeś pojechał z lasera, krzyknął ktoś z góry i gwizdnął z podziwu. Cieszyłem się razem z Romanem. Ratownicy medyczni wsiedli do auta.
?
"Moment przed tym
jak mama wyskoczyła przez okno
Słońce padało na zabawki"2
1Milena Michiko Flašar, Nazwałem go Krawat.
2 Ida Linde, Metro Charona.