Siedzę w kawiarnianym ogródku przy rynku we Wrocławiu, próbując nie oszaleć od upału.
Pracuję zdalnie jako copywriterka i mam serdecznie dość swojej profesji. Nie dlatego, że nie lubię pisać. Prawdę mówiąc, uwielbiam to, ale szlag mnie trafia, kiedy muszę po raz czwarty wysyłać maila z prośbą o wypłatę wynagrodzenia.
Rozdzwania się mój telefon. Natychmiast porzucam właśnie wykonywaną czynność, w nadziei, że dzwoni Kacper, mój czternastoletni syn, który zdecydował się spędzić wakacje w Niemczech ze swoim ojcem i jego nową rodziną.
Nie chciałam być egoistką i zatrzymywać go przy sobie. Krótko na temat mojego życia: wpadłam w liceum. Z Januarym łączył mnie gorący i wybuchowy związek, jednak żadne z nas nie było gotowe na założenie rodziny. Wzięliśmy ślub cywilny. Mój ówczesny chłopak wyjechał zaraz po szkole do pracy na Zachód, podczas gdy ja zostałam z pieluchami i mlekiem niemal całkiem sama.
Musiałam rzucić szkołę. Moja również samotna mama pracowała na poczcie i brała nadgodziny, żeby starczyło na pampersy.
Jak się po dwóch miesiącach okazało, January zajął się nie tylko pracą. Strzelił dziecko bogatej Niemce. Kacprem zainteresował się, kiedy ten poszedł do szkoły. Nie wiem, czy dopadły go wyrzuty sumienia, czy faktycznie poczuł z młodym więź podczas rozmów na skype. Zaproponował, że ściągnie Kacpra do Monachium i zapisze go do międzynarodowej szkoły, ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, że jednak syn po wakacjach zechce wrócić.
Wzdycham z lekkim rozczarowaniem. Okazuje się, że dzwoni moja przyjaciółka, Karolina, również rozwódka. Czy jak to lepiej brzmi: singielka. Poznałyśmy się na spotkaniu dla przedsiębiorczych kobiet, co jest przedziwne, bo w życiu nie nazwałabym jej przedsiębiorczą. Prawdę mówiąc, nie wiem, jak dokładnie zarabia na życie. Chyba pracuje jako konsultantka.
- Cześć, kochana! - piszczy do słuchawki. - Co powiesz na tydzień w moim domu z trzema przystojniakami i brodaczem?
Uśmiecham się pod nosem, wiedząc, że ma na myśli swoje trzy koty i czarnego sznaucerka imieniem Czort.
- Brzmi jak urlop idealny.
Przyjaciółka ma przyjemny dom z dostępem do plaży, jeziora i pięknym ogrodem. Uwielbiam ciepłe wieczory letnich weekendów, kiedy pijemy wino na hamaku.
- Wykupiłam ten rejs.
W przeciwieństwie do mnie Karolina jest otwarta na przelotne romanse i czerpie pełnymi garściami z życia. Ja od mężczyzn trzymam się z daleka, bo cenię sobie swoje zdrowie psychiczne. Nie chcę dram. Poza tym nawet jakbym chciała, to mało który był zainteresowany kobietą z "bagażem".
Przyjaciółka przebąkiwała, że widziała bardzo atrakcyjną ofertę na rejs dla singli, ale odmówiłam. Wiem, co się tam dzieje. Jest to dwutygodniowy festiwal chlania i pieprzenia się nie wiadomo z kim i w jakich konfiguracjach.
Nie, dziękuję.
- To Last Minute, wyjazd dziś wieczorem. Dasz radę?
Mrugam zaskoczona tak prędkim obrotem spraw.
Zerkam na wieżę z zegarem na ratuszu. Dochodzi południe.
- Mam teraz drzwi na kod, wyślę ci go SMS-em - świergocze Karolina, zdając sobie sprawę, że propozycja wymaga ode mnie natychmiastowej mobilizacji.
Zamykam pokrywę laptopa z trzaskiem.
- Dobra.
Dwie godziny później siedzę za kółkiem swojego renaulta i zmierzam ekspresową drogą na wieś do domu Karoliny. Próbuję dodzwonić się do Kacpra, ale niestety jest poza zasięgiem. Januaremu również włącza się poczta. Od kiedy młody wyjechał, nie potrafię się zorganizować.
Nikt ode mnie nie odbiera, co pogłębia moje kiepskie samopoczucie.
Dobra, nie ma co się łamać. Włączam audiobook, żeby trochę sobie poprawić humor. To romans rozgrywający się podczas gali w Nowym Jorku między szefem i jego nieśmiałą asystentką.
W brzuchu mi burczy, więc zjeżdżam do najbliższej restauracji przy trasie. To taka karczma z dachem pokrytym strzechą, niewielkim stawem i daniem dnia wypisanym kredą na potykaczu.
Okazuje się, że jest tu pełno ludzi. Czując narastające zdenerwowanie, szukam miejsca. W końcu znajduję je między motocyklem a szarym oplem. Parkuję w momencie, kiedy z głośników leci bardzo soczysty opis sceny pod prysznicem. Przyznam, że jestem trochę rozkojarzona i nie idzie mi to zbyt zgrabnie, próbuję na kilka razy. Dopiero po chwili orientuję się, że wysoki czarnowłosy mężczyzna przygląda się moim poczynaniom z rozbawieniem. W końcu lituje się i zaczyna coś do mnie mówić i gestykulować, więc otwieram okno. Próbuję wyłączyć dźwięk, ale coś źle naciskam i głos lektorki się pogłaśnia.
- ... jednocześnie gładząc swojego prężącego się kutasa dłonią. A potem ponownie kuca, wyciąga język i...
Czuję, jak gorący rumieniec wpływa mi na policzki, podczas gdy mężczyzna zastyga, a potem ponownie się uśmiecha. Wyłączam przyciskiem zasilania radio, w efekcie czego głos lektorki dobiega teraz nieco ciszej z telefonu. Facet i tak słyszy ciąg dalszy.
W końcu udaje mi się wyłączyć apkę. Szczerzę się do niego nerwowo. Mężczyzna cierpliwie pokazuje mi jak wykręcić. Przyglądam mu się zaintrygowana, bo jest bardzo przystojny, z jednodniowym zarostem i niebieskimi oczami. Wygląda jak model reklamujący perfumy dla prawdziwych twardzieli.
- Proszę się nie martwić, zmieści się - rzuca z rozbawieniem, w efekcie czego zalewa mnie kolejna fala gorąca. W końcu udaje mi się zaparkować, więc mężczyzna pokazuje mi kciuk do góry, następnie idzie do stolika. Chwilę mi zajmuje zrozumienie, że to uczestnik wycieczki motocyklistów.
Po tym, jak wysiadam i zakładam okulary na nos, próbując nie skręcić nogi na krzywej kostce, kieruję się do środka. W całym ciele czuję przyjemne szczypanie spowodowane kontaktem z mężczyzną. Przystojniacy zawsze na mnie tak działają.
Zajmuję miejsce przy oknie i biorę skórzane menu. Mój wzrok stale przesuwa się z kotletów po hawajsku na grupkę motocyklistów, zajmujących jeden z wieloosobowych stołów zaraz przy jeziorze. Ten "mój" siedzi u szczytu stołu i uśmiecha się do kelnerki, która właśnie stawia przed nim talerz. Przez ułamek sekundy widzę jak bezczelnie z nią flirtuje. To zdaje się ten typ, który kokietuje każdą, którą spotka na swojej drodze.
- Co podać? - Aż się wzdrygam, kiedy inna kelnerka staje nade mną. Wybieram zestaw dnia, po czym wyjmuję telefon z torebki. Chwila nieumiejętnej nawigacji po aplikacjach i ponownie włącza się lektorka.
"To nie była czuła miłość. Rżnął mnie jak dziki."
Ups. Wkładam telefon do torebki i przytrzymuję długo przycisk zasilania. Na mój stary telefon tylko to działa.
Ludzie z sąsiednich stołów obracają głowy w moim kierunku. Na oko dwunastoletni chłopiec odwraca się do mamy.
- Co to znaczy rżnąć jak dziki?
Wspaniale.
- Rżnęli w karty - wyjaśniam, widząc jak kobieta próbuje otrząsnąć się z szoku. - To znaczy, że ją ogrywał.
Kiedy dostaję swoje zamówienie, widzę, jak mężczyźni wsiadają na motocykle. Ten "mój" rozgląda się po twarzach ludzi przy stolikach. Dopiero po chwili orientuję się, że prawdopodobnie szuka mnie. Gdy patrzy w moim kierunku, odruchowo wbijam wzrok w talerz. Nic nie poradzę, że taka jestem. Nie chcę nawiązywać żadnych relacji, dlatego kiedy facet podchodzi bliżej, wyjmuję telefon.
- Cześć - słyszę niski i przyjemny głos. Unoszę wzrok i uśmiecham się drżącymi wargami. Dopiero teraz mam okazję przyjrzeć mu się dokładniej. Chyba jest trochę młodszy.
Dobrze zbudowany - czarna koszulka z logo klubu motocyklowego opina bicepsy, kiedy mężczyzna opiera się o krzesło naprzeciwko. Odruchowo zerkam na palce. Nie ma obrączki. I te oczy... niebieskie, przeszywające, z psotliwym błyskiem.
- Dzień dobry.
- To ja, mistrz zmieszczenia. - Robi gest jakby wsuwał w coś ręce. Uderza we mnie chłodny dreszcz.
Woda, której właśnie się napiłam, wystrzela mi z ust, kiedy rozumiem, że to nawiązanie do książki, której słuchałam.
- Bardzo śmieszne. - Posyłam mu znudzone spojrzenie.
- O co ci chodzi? - pyta zaczepnie. - Przecież ci pomogłem, Stokrotko.
Dziwnie się czuję z tym, że taki chłystek wali mi na ty i w dodatku nazywa mnie Stokrotką. Odruchowo dotykam apaszki z nadrukiem kwiatów. Noszę ją, sądząc, że pasuje do moich blond włosów i niebieskich oczu. Nie wiem, ile ten przystojniak może mieć lat, ale na pewno ma dwójkę z przodu.
- Dziękuję - przykładam dłoń do piersi - uratowałeś damę z opresji.
Dopiero po chwili okazuje się, że włożyłam łokieć w buraki.
- Chętnie zrobię to znowu - mruczy motocyklista znacząco, a potem chwyta serwetkę i z aroganckim uśmieszkiem bierze mnie za nadgarstek. - Pozwolisz?
Jestem jak zamrożona. Z przerażeniem obserwuję, jak wyciera buraczki z mojej skóry, skupiając w tym miejscu niebieski wzrok. Kiedy go unosi, ponownie się uśmiecha, ukazując dołeczek w prawym policzku. Chryste.
- A więc wybrałaś się na wakacje solo? - dopytuje. - Dokąd jedziesz?
Przyglądam się mu, nie udzielając odpowiedzi.
- Może będę tamtędy przejeżdżać i cię odwiedzę? - Unosi jedną z ciemnych brwi, następnie przeciąga wymownie palcami po moim przedramieniu. - Co ty na to?
Gdybym coś w tym momencie trzymała, prawdopodobnie bym to upuściła. Mogę się jedynie gapić na niego z, mam nadzieję, niewzruszoną miną. Nadal trzyma dłoń na mojej skórze.
Ktoś krzyczy z podjazdu i przerywa nam ten magiczny moment. Przez okno widzę machającego intensywnie motocyklistę z brodą, który kojarzy mi się z Wikingiem.
Mój adorator odwraca głowę w tamtym kierunku i kiwa koledze.
- Dasz mi swój numer? - pyta.
Nie umiem zareagować na tak bezpośrednią sugestię. Ten mężczyzna najwyraźniej daje mi do zrozumienia, że ma ochotę na wakacyjny numerek ze mną. Mrugam. Karolina pewnie wręczyłaby mu swój numer zapisany na stringach, ale ja tak nie umiem.
- Jestem poza twoim zasięgiem - odpowiadam w spokojny sposób, choć w środku wszystko we mnie płonie. Serce wali mi tak głośno, że motocyklista z pewnością to słyszy.
- Auć. - Podrywacz zabiera dłoń szczerze zaskoczony. Może uważa się za superciacho, którym notabene jest, a mnie za przeciętniaczkę, która będzie się biła piętami w pośladki z radości na taką propozycję.
Patrzę na niego nieugięta, więc unosząc brwi z zaskoczeniem, powoli się wycofuje. Po tym, jak przekracza próg i wychodzi na zewnątrz, chwytam wodę i przechylam szklankę.
Patrzę obojętnym wzrokiem jak rozmawia z kolegami, na ułamek sekundy zerka w moim kierunku, a potem kręci głową z uśmiechem. Wkłada skórzaną kurtkę i wskakuje na motocykl. Ponownie się odwraca, jakby chciał się upewnić, że oglądam go na tej imponującej maszynie. Nim włoży kask, puszcza oczko, co powoduje spięcie w moich nerwach.