Grayson wyszedł, gdy zjedliśmy śniadanie. Jace zniknął w swojej sypialni i chwilę później usłyszałam dźwięki gitary, jasno świadczące o tym, że pracował nad nową muzyką. Komponowanie zawsze było ulubionym sposobem Jace'a na odwrócenie uwagi.... Oczywiście zaraz po seksie. Teraz to jednak nie wchodziło w grę, zatem by poradzić sobie z uczuciami, rzucił się w pisanie piosenek.
Rhett włączył film, żebyśmy mogli coś wspólnie obejrzeć, ale po około dwudziestu minutach zasnął. Wyglądał tak spokojnie, że wyłączyłam telewizor, przykryłam go kocem i pozwoliłam mu odpocząć.
Przywieźliśmy ze sobą cały bagaż, więc przetrząsnęłam swoją walizkę w poszukiwaniu kostiumu kąpielowego. Kryty basen mnie wzywał, bo moja niespokojna energia wymagała przepracowania. Przebrałam się, potem jeszcze raz sprawdziłam, co z Rhettem, po czym otworzyłam szklane drzwi prowadzące z salonu do wąskiego basenu. Rzuciłam ręcznik na jeden z leżaków, zanurzyłam palec u stopy w wodzie i uśmiechnęłam się, gdy odkryłam, że jest podgrzewana.
Wzięłam głęboki oddech i zanurkowałam. Woda otuliła moje ciało, unosiła mnie na powierzchni, gdy zaczęłam pokonywać długość basenu, by na końcu wykonać nieporadny obrót i zawrócić. W liceum uwielbiałam pływać, zdobywałam nawet nagrody na zawodach. Później stałam się głupią nastolatką zakochaną w swoich dwóch najlepszych przyjaciołach i szybko znalazłam sobie inne zajęcia fizyczne.
Jedna długość basenu za drugą, pływałam tak długo, aż przestałam tworzyć najgorsze scenariusze, a całe ciało bolało od wysiłku. Dopiero wtedy zauważyłam zwisające w wodzie męskie nogi.
- Hej - wydyszałam po otarciu oczu, gdy wynurzyłam się blisko Jace'a. - Jak długo tu jesteś?
- Chwilę. Lepiej się czujesz? - Posłał mi krzywy uśmiech.
Kiwnęłam głową, bez słów.
- Mogę do ciebie dołączyć? - zapytał i wskazał na basen.
Znów przytaknęłam, a on wsunął się do wody z niewielkim pluskiem. Pełen gracji drań. Ruszył ku mnie, unoszącej się w na tyle głębokiej części, że nie mogłam dotknąć dna i jednocześnie trzymać głowy nad powierzchnią.
- Są gorsze miejsca, w których trzeba się ukryć na kilka dni - mruknął, gdy z przymkniętymi oczami sunął przez wodę. Jace był na tyle wysoki, że nawet tutaj mógł stać i swobodnie oddychać, ale ja szybko opadłam z sił i złapałam za brzeg basenu.
Podpłynął bliżej, nasze łokcie ocierały się o siebie, gdy patrzyliśmy na widok przed nami. To było naprawdę piękne miejsce, tylko przez okoliczności nie mogłam się nim w pełni cieszyć.
- Angel do nas wróci, Rose - powiedział Jace po dłuższej chwili milczenia. Głos miał miękki i szczery, wpatrywał się we mnie, z policzkiem oparty o ramiona. - Nie zdziwiłbym się nawet, gdyby sam się uwolnił, zanim Gray tam dotrze.
Odpowiedziałam słabym uśmiechem.
- To coś, co mógłby zrobić - zgodziłam się.
Znów zapadliśmy w ciszę, po czym Jace trącił mnie ramieniem.
- Co ci zaprząta głowę, Billie Bellerose? Porozmawiaj ze mną.
Doskonale wiedziałam, o co pytał... Na pewno podejrzewał, nad czym się zadumałam, ale chodziło mu o to, co w tej chwili najbardziej zajmowało moje myśli. Zwilżyłam usta, oparłam się na przedramionach, żeby móc na niego lepiej spojrzeć.
- Naprawdę mogę z tobą porozmawiać? Bez wywoływania kolejnej kłótni albo twojej ucieczki i pieprzenia się z groupies, żeby o mnie zapomnieć? - To był cios poniżej pasa, ale w naszym związku było jeszcze wiele niezagojonych ran.
Jace nawet się nie wzdrygnął na moje zarzuty.
- Nie zawsze radzę sobie z uczuciami tak dojrzale jak moi przyjaciele - przyznał. - A gdy chodzi o ciebie... Potrafię schrzanić sprawy między nami bardziej niż zwykle. Wiesz, że z nikim się nie pieprzyłem tamtej nocy, prawda?
- Tak. Wiem... Tym razem. Ale co z... - Powoli, z westchnieniem, wypuściłam powietrze.
- Ani razu, z nikim, od tamtej nocy w gospodarstwie. Odkąd przekroczyliśmy tę granicę, Rose, należałem tylko do ciebie. Czy tego chciałaś, czy nie. Niezależnie, czy ja sam tego chciałem. - Posłał mi jeden z tych seksownych półuśmiechów, od których czułam motylki w brzuchu. - Jak skończony idiota wierzyłem, że mogłaś przestać mnie kochać. Ale wtedy byłem zraniony, tak złamany, a moje ego zostało kompletnie zniszczone. Gdybym był starszy, gdybym miał te wszystkie lata tęsknoty i czas do przemyślenia, byłoby dla mnie kurewsko oczywiste, że kłamiesz.
- Masz rację - wymamrotałam, nie mogłam oderwać wzroku od jego niebieskich oczu. - Ale chyba wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Byliśmy tylko dzieciakami, Jace. Nie mogliśmy wiedzieć, co mamy, dopóki tego nie straciliśmy.
Wziął kilka głębokich oddechów, po czym mruknął z aprobatą.
- Pewnie masz rację, chociaż cholernie chciałbym cofnąć czas i zrobić to wszystko inaczej. Choćby tylko o kilka miesięcy. Jest tyle rzeczy, które chciałbym cofnąć, tyle okrutnych słów, na które nie zasłużyłaś, Rose.
- A na niektóre zdecydowanie zasłużyłam. - Uśmiechnęłam się, by rozładować to emocjonalne napięcie między nami.
Odwzajemnił uśmiech, a później przypatrywał się mi z poważną miną.
- Jak sobie radzisz z tym całym... powrotem Bruce'a Bellerose'a z grobu?
Poruszyłam się w wodzie i przeczesując palcami mokre włosy, zastanawiałam się nad jego pytaniem. Jak sobie radziłam? Niezbyt dobrze. Albo lepiej, niż można się było spodziewać? Jak powinnam zareagować, gdy mój ojciec powstał z martwych jako gangster, celował do mnie z pistoletu i porywał mojego odzyskanego po latach ukochanego? Czy istniał do tego jakiś podręcznik?
- Jako dojrzała kobieta nawet o tym nie myślę - powiedziałam w końcu. - Poza chwilami, gdy najbardziej natrętne myśli zmuszają mnie do tego. Ale mam kilka pytań do Bruce'a Wilsona. Ten sukinsyn nie zasługuje już na nazwisko Bellerose. Ono jest moje.
- Nasze - mruknął Jace, a ja odwróciłam się całkowicie w jego stronę, trzymałam tylko jedną rękę na krawędzi basenu.
- Nasze? W sensie twoje i moje?
- Ty jesteś moja - powiedział ze wzruszeniem ramion. - Więc logicznie rzecz biorąc, to, co twoje, jest też moje.
Ten dupek i jego logika. Logika, która boleśnie dudniła w moim sercu, sprawiając, że czułam się dziwnie rozpalona. Jakbym unosiła się w powietrzu.
- Boję się ponownie w tobie zakochać, Jace - wyszeptałam. - Byłeś moją pierwszą miłością. Pierwszym chłopakiem, który zawędrował na moje podwórko i do mojego serca...
- I do majtek.
- Zamknij się, kurwa, próbuję być poważna - zaśmiałam się.
Zmienił wyraz twarzy i przysunął się bliżej, tak że prawie nie było między nami przestrzeni, a podgrzana woda wydawała się teraz gorąca niczym w jacuzzi.
- Ja też jestem poważny. Wchodzę w to całkowicie, Rose. Całkowicie, kurwa. I będę czekał tak długo, jak trzeba, żebyś mi uwierzyła. Miłość między nami nigdy nie zniknęła, zniszczyliśmy jedynie zaufanie do siebie nawzajem. I kurwa, zrobię wszystko, co konieczne, żeby je odbudować.
- Jak? - wyszlochałam, każda cząstka mnie była złamana i krwawiła. Znowu. Tym razem jednak nie wydawało się to tak ostateczne jak zwykle. Może dlatego, że tym razem miałam nadzieję.
- Nigdy więcej cię nie zawiodę. - Był śmiertelnie poważny, jego oczy błyszczały szczerością i prawdą. - Będę przy tobie, by świętować każdy twój sukces, Rose, a kiedy będziesz w dołku, położę się w nim razem z tobą i będę chronił twoją duszę i serce swoim własnym. Już nigdy nie będziesz się sama mierzyć ze smutkiem i stratą, a jeśli będę miał szansę wziąć ten ciężar na siebie, zrobię to bez zastanowienia. Moje serce jest twoje. Moja miłość jest twoja. Ja jestem twój.
Być może to był powód, dla którego zawsze zakochiwałam się w muzykach. Ich słowa, przepełnione pasją, to poezja. Kiedy skupia się to na tobie, czujesz, że możesz zrobić absolutnie wszystko. A gdy to tracisz, świat staje się ponury i szary.
A ta szarość już niemal mnie zniszczyła, i to wiele razy.
- Nie jestem pewna, czy to będzie takie proste - powiedziałam, czułam gulę w gardle. - Są słowa, których nie da się cofnąć. Czyny, które na zawsze pozostaną między nami, nieważne, ile razy próbuję o nich zapomnieć.
Jace milczał. Zastanawiałam się, czy to ten moment, w którym ucieknie, skoro utrudniłam mu tę rozpoczętą drogę do uzdrowienia. Jednak to, że był gotowy patrzeć w przyszłość, nie sprawiło, że jego pełne nienawiści słowa bolały mniej. Nawet nie chodziło mi o to, co wydarzyło się dziesięć lat temu, ale o to, co powiedział w ostatnich miesiącach. To właśnie tego nie potrafiłam odpuścić.
- Masz rację - wyszeptał. Cholera, byłam zaskoczona, że tak łatwo się zgodził. - Powiedziałem i zrobiłem ci niewybaczalne rzeczy, Rose. Więc w ramach odbudowania naszego zaufania i obietnicy, że już cię nie zawiodę, zacznę dziś od czegoś, co powinienem był powiedzieć dawno temu: przepraszam.
Jedno słowo. Prosto w serce, niczym strzała z diabelskiego łuku.
On na pewno ma łuk, to oczywiste.
- Przepraszam, że nie walczyłem o ciebie mocniej, kiedy byliśmy nastolatkami - kontynuował Jace, kiedy ja nie powiedziałam ani słowa. Po prostu gapiłam się na niego, jakby mój umysł tymczasowo przestał działać. W zasadzie tak właśnie było. - Przepraszam, że przez następne osiem lat użalałem się nad sobą. Przepraszam, że stałem się żałosnym kolesiem, karmiącym się własnym bólem, zamiast wyrosnąć na silnego, zasługującego na ciebie mężczyznę.
Choć przez ostatnie lata, a zwłaszcza ostatnie miesiące, byłam wściekła na Jace'a, nie podobało mi się, że tak źle o sobie mówi. Ledwo powstrzymałam się od bronienia go przed nim samym.
- Przepraszam, że gdy powiedziałaś mi o dziecku, znowu pogrążyłem się we własnym bólu. Tego nigdy sobie nie wybaczę. Obwinianie ciebie, gdy tak naprawdę byłem wściekły na siebie, to jedna z najbardziej pojebanych rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiłem. Powinienem być wtedy z tobą, Rose. Powinienem cię chronić. Nie ważne, czy i tak byśmy ją stracili, bo taki los był jej pisany, powinienem być tam wtedy z tobą. Po prostu nigdy sobie tego nie wybaczę. Właśnie dlatego nalegałem na terapię, musiałem zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby pomóc ci się uleczyć, a potem spróbować naprawić szkody, które wyrządziłem zostawieniem cię wtedy, gdy najbardziej mnie potrzebowałaś.
W tym momencie musiałam się wtrącić.
- Nie, Jace. - Potrząsnęłam gwałtownie głową. - Nie powinieneś tego dźwigać. To ja zdecydowałam, żeby cię okłamać. Ja. I w rezultacie odebrałam ci szansę, żeby przy mnie być. Rozumiem, dlaczego w lesie byłeś na mnie taki wściekły. Gdyby ktoś odebrał mi możliwość wyboru, tak jak ja zrobiłam to tobie, też byłabym wściekła. Cholernie wściekła. Przepraszam cię za to.
W tej skomplikowanej sytuacji wina leżała po obu stronach. Oboje mieliśmy wiele do naprawienia i może... po prostu, kurwa, być może, po raz pierwszy, wreszcie zmierzaliśmy we właściwym kierunku.
Jace położył dłoń na mojej twarzy, ciepło jego ręki przeniknęło mnie i połączyło się z pożarem szalejącym mi w piersi.
- Zawsze byłaś bezinteresowna, Rose - wyszeptał. - Skłamałaś dla mnie, moja reakcja była przeze mnie. W tej historii zdecydowanie za dużo było "mnie", ale jestem gotów, żeby było zdecydowanie więcej "ciebie".
- A co z "nami"? - wykrztusiłam.
Wyraz jego twarzy złagodniał, spojrzenie wyrażało tyle emocji. Tyle miłości. Łzy popłynęły mi po policzkach, zanim zdążyłam je powstrzymać.
- Zawsze było jakieś "my" - powiedział, kciukiem gładził mój policzek i ocierał łzy. - I zawsze będzie. Od pierwszej chwili, gdy się spotkaliśmy, byliśmy "my" na zawsze.
Głębokie, bolesne szlochy wyrwały się z mojej piersi, osunęłam się do przodu. Jace objął mnie mocno i trzymał, jakbym była najważniejszą osobą na świecie.
- Ta miłość nigdy nie zniknęła - powiedziałam, gdy rozluźniłam się w jego ramionach.
Zapach chloru mieszał się z delikatną nutą jego wody po goleniu, znajomym aromatem mojej pierwszej miłości. Zaczęło mnie to uspokajać, łzy w końcu ustały. To był taki oczyszczający rodzaj bólu i choć nie wszystko zostało naprawione, rozpoczęliśmy proces leczenia. Wreszcie.
- Nasze zaufanie jest nadszarpnięte - kontynuowałam cicho. - Ale wierzę, że można je naprawić. Że możemy znaleźć szczęście, na które zasługujemy. Jeśli się kochamy, to warto walczyć. - Nigdy nie byłam w stanie go porzucić i właśnie z tego powodu chciałam dać nam prawdziwą szansę.
Jego uścisk wzmocnił się do tego stopnia, że niemal bolał, ale nie wydałam z siebie żadnego dźwięku. Nigdy nie wydałabym z siebie, kurwa, żadnego dźwięku, nawet gdybym miała skończyć z połamanymi żebrami. Potrzebowaliśmy tego bardziej niż jakiegokolwiek innego uzdrowienia na świecie, a kiedy ostatnie łzy uciekły spod moich powiek, wiedziałam, że nie tylko ja jestem przytłoczona żalem i bólem... i miłością. Tak wielką miłością i nadzieją.
Jace trzymał mnie tak długo, że straciłam poczucie czasu, a moje ciało zaczęło się marszczyć niczym wielka śliwka. Kiedy w końcu się od siebie oderwaliśmy, odchyliłam głowę, by spojrzeć w jego piękną twarz. Twarz, która po raz pierwszy od dawna nie wyrażała gniewu, bólu ani urazy. Wyglądał, jakby był wolny, w sposób, jakiego nie widziałam u niego od lat. Młody i wolny od ciężaru naszego życia.
- Na zawsze, Rose. Tego od ciebie potrzebuję. - Odsunął jedno ramię na tyle, by ująć moją twarz w dłoń.
Ja potrzebowałam tego samego, ale to wymagało czasu.
- Naprawdę bardzo się cieszę, że to powiedziałeś - odchrząknęłam. - Zamierzam jednak postępować ostrożnie. Mamy jeszcze wiele spraw do uporządkowania, ale jeśli jesteś gotowy pracować nad tym samym celem, to będzie nas dwoje.
Jace wciąż się wpatrywał, a ja czułam potrzebę kontynuowania swojej paplaniny.
- Odbudowanie zaufania wymaga czasu. Mam obawy, lęki i wątpliwości. Cała miłość świata tego nie zmieni, dopóki... No cóż, dopóki to się nie zmieni.
Martwiłam się swoim kolejnym sprzeciwem, niepewna jego reakcji, ale on tylko się uśmiechnął. Szczerym, prawdziwym uśmiechem.
- Mam resztę życia, Rose. Mam cały pieprzony czas. - Pocałował mnie, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, i wtedy wszystkie myśli uleciały.
Nasze usta poruszały się razem bez gniewu i pożądania, które zwykle napędzały nasze pocałunki. Mogłam naprawdę poznać smak jego warg, poczuć jego język, wciąż dominujący, gdy splatał się z moim. To przywoływało tyle wspomnień.
Jace był moim pierwszym pod każdym względem. Pierwsza miłość, pierwszy pocałunek, pierwszy seks. Angelo był drugi we wszystkim.
Choć tak naprawdę nie miało to znaczenia. Kochałam ich obu dokładnie tak samo, ale w tej chwili było coś przejmującego. Zatoczyliśmy koło, wróciliśmy do punktu, gdzie byliśmy, teraz gotowi zacząć od nowa.
- Kocham cię, Rose - wyszeptał Jace przy moich ustach, a ja się uśmiechnęłam mimo całego tego gówna, które wydarzyło się w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin. Ta chwila stałaby się naprawdę idealna, gdyby Angel tu był.
- Ja też cię kocham - odpowiedziałam. - Zawsze kochałam i zawsze będę.
Oboje wiedzieliśmy, że brak miłości nigdy nie był problemem.
Jego pocałunek tym razem okazał się bardziej stanowczy, a gdy w moim brzuchu zatrzepotały motyle, nogi same mimowolnie owinęły się wokół jego talii. Jace odsunął nas od krawędzi i pogłębił pocałunek, a moje ciało zapłonęło, gdy jego dłonie głaskały moje boki w górę i w dół.
Część mnie była zła, że się całujemy, podczas gdy Angela nie ma z nami, gdy mógł być ranny lub gorzej... Nawet nie chciałam o tym myśleć. Ale wiedziałam też, że w tej chwili nie mogę mu pomóc. Szukali go najlepsi ludzie, a Angel nie miałby mi za złe tego momentu z Jace'em.
Niemal słyszałam w głowie jego radosny okrzyk. My troje razem to jak marzenie, które można nazwać fantazją. Musieliśmy się uzdrowić, Jace i ja, żeby gdy odzyskamy naszego Angela, cała trójka mogła znaleźć to samo ukojenie.
- Czy to w porządku? - wyszeptał przy moich ustach, a ja odpowiedziałam jękiem. - O tak, doskonale znam ten dźwięk. - Jego śmiech przypominał dawnego Jace'a, ale z nutką arogancji.
Woda była zbyt głęboka, bym mogła dotknąć dna, ale on bez trudu podtrzymywał mój tyłek jedną ręką, podczas gdy drugą odsunął górę bikini tak, że piersi wyskoczyły mi na wolność, z twardymi, pulsującymi sutkami. Kurwa, woda muskająca je była większą stymulacją, niż potrafiłam znieść, więc gdy Jace wzmocnił uścisk i mnie uniósł, by jego usta mogły się zamknąć na prawym sutku, prawie krzyknęłam.
Poddałam się temu i pozwoliłam wszystkim zmartwieniom i bólowi na chwilę rozpłynąć się pod jego ustami. Wolną dłonią wędrował w dół mojego ciała, podczas gdy zębami drażnił mój sutek. Palce przesunął wzdłuż szwu mojego kostiumu, wsunął je pod materiał i musnął łechtaczkę. Jęknęłam głośniej i aż zadrżałam.
- Moja Rose - warknął. - Zawsze taka wrażliwa.
Tylko z czterema mężczyznami, którzy posiedli moje serce. Trudno mi było zaznać przyjemności z kimś innym, jakby moje ciało buntowało się przeciwko temu, jakby reagowało jedynie na tych, którzy je sobie przywłaszczyli. Na szczęście teraz miałam ich czterech.
Jace wsunął we mnie jeden palec, a potem drugi, nie napotykał przy tym oporu. Byłam zbyt mokra, by odrobina wody z basenu mogła go spowolnić. Uniósł głowę znad mojego sutka, by znów mnie pocałować. Cały czas leniwie poruszał palcami w mojej cipce, powoli i pewnie, w stałym rytmie, który sprawiał, że aż zaciskałam wokół niego nogi, a podniecenie w moim podbrzuszu narastało.
To był jeden z najbardziej niszczycielskich pocałunków, jakich kiedykolwiek doświadczyłam, ale czułam, że może z tego powstać coś pięknego.
Coś pięknego, prawdziwego i niesamowitego... jeśli Jace dotrzyma słowa i odbuduje zaufanie między nami.
- Kocham cię - powiedział między długimi, odurzającymi pocałunkami. - Tak cholernie mocno cię kocham, Rose.
- Boże - załkałam.
Kurwa, załkałam i rozpadłam się pod jego dotykiem. Orgazm narastał powoli, ale trwał tak cholernie długo, że gdyby Jace nie trzymał mnie nad powierzchnią wody, na pewno bym utonęła.
- Bóg się do mnie nie umywa, kochanie - powiedział z uśmiechem. - I chyba czas, żebym ci to udowodnił.
Wysunął ze mnie palce i nagle jakimś cudem oboje byliśmy nadzy.
Wszedł we mnie powoli i stało się jasne, że dziś, właśnie dziś, Jace się nigdzie nie spieszył.
Kochał mnie każdą cząstką siebie, a ja się zastanawiałam, czy przeżyję te przytłaczające emocje.
Cóż, przypuszczam, że są gorsze sposoby na śmierć niż bycie kochaną aż do śmierci.
Zwłaszcza przez Jace'a Adamsa.