Opowieść o okrutnym Szachrijarze i mądrej Szeherezadzie(adaptacja na podstawie: Richard F. Burton, Story of King Shahryar and His Brother w The Book of the Thousand Nights and a Night)
Opowieść o okrutnym Szachrijarze i mądrej Szeherezadzie
Dawno, dawno temu hen za wielkimi morzami i bezkresnymi pustyniami
leżało królestwo, którego sułtan słynął z mściwości i okrucieństwa. Zwał
się Szachrijar i już samo jego imię wzbudzało lęk zarówno w sercach
wrogów, jak i poddanych.
ładca ów najbardziej na świecie dbał o swój honor i dobre imię i w ich
obronie potrafił dopuścić się najokrutniejszych czynów. Tym, którzy
ważyli się powiedzieć przeciw niemu choćby słówko, kazał obcinać języki,
a śmiałkowie, którzy sprzeciwiali się jego woli, byli wywożeni na środek
pustyni i zostawiani tam bez wody i pożywienia. Pycha sułtana nie znała
granic, a najstraszniejszą była dla niego myśl, że ktoś mógłby go
zdradzić.
Pewnego dnia Szachrijar postanowił wybrać się na łowy i rozkazał swojemu
wezyrowi, by natychmiast rozpoczął przygotowania. Następnego ranka
wszystko było gotowe, ale gdy sułtan zasiadł w lektyce, nagle
przypomniał sobie o ulubionym łuku, który zostawił przy swym łożu. W pośpiechu wrócił więc do pałacu, lecz gdy stanął w drzwiach sypialni,
ujrzał swoją żonę w objęciach jednego z nadwornych doradców.
Straszna była wściekłość Szachrijara. Oto sprawdziła się jego największa
obawa! Nie mogąc znieść tego upokorzenia, rozkazał pozbawić głów swą
żonę i doradcę, a gdy spełniono jego rozkaz, zwrócił się do wezyra:
-?Na Allaha, nie pozwolę, by ktokolwiek naraził jeszcze mój honor na
taką zniewagę! Od tej pory co dzień poślubiać będę inną kobietę, a następnego ranka spotka ją taki sam los jak moją pierwszą żonę. Tylko
tak zyskam pewność, że żadna mnie już nie zdradzi.
Wezyr widział niegodziwość swego władcy, ale bojąc się o własne życie,
nie sprzeciwił mu się.
Działo się więc tak, jak postanowił Szachrijar. Mijały tygodnie,
miesiące, a w końcu lata, aż sułtan poślubił swoją tysięczną żonę. Jego
okrucieństwo i małoduszność sprawiły, że w całym królestwie nie było już
prawie żadnej panny na wydaniu. Te, z którymi władca nie zdążył się
jeszcze ożenić, były ukrywane przez przerażone rodziny lub wywożone do
najdalszych krain.
Wśród nielicznych dziewcząt, które ominął dotychczas los sułtańskiej
żony, były córki wezyra. Starsza z nich, o imieniu Szeherezada, słynęła
ze sprytu i oczytania. Większość czasu spędzała w pałacowej bibliotece,
pochylona od świtu do nocy nad księgami i zwojami. Znała doskonale setki
podań o starożytnych władcach i odległych zakątkach ziemi i recytowała z pamięci pieśni i poezję. Karmiła się baśniami i historiami, które
opowiadała potem pięknie każdemu, kto chciał ich wysłuchać.
Szeherezadę bardzo martwiło to, co działo się w królestwie. Długo
zastanawiała się, w jaki sposób można by odwieść władcę od jego
okrutnego zwyczaju, aż w końcu w dniu, w którym Szachrijar poślubił
swoją tysięczną żonę, zwróciła się do wezyra:
-?Ojcze, zabierz mnie jutro przed oblicze sułtana, bym mogła zostać jego
żoną.
Wezyr strapił się bardzo słowami Szeherezady.
-?Najukochańsza córko, przemyśl to, o co mnie prosisz. Wiesz dobrze,
jaki los czeka sułtańską małżonkę.
-?Wiem, o co proszę, drogi ojcze -?odpowiedziała dziewczyna. -?Powiedz
jednak, ile jeszcze kobiet musi zapłacić za pychę naszego władcy? Kto
wie, może uda mi się odmienić jego serce i zakończyć krwawe występki raz
na zawsze?
Wezyr nie chciał pozwolić córce na ten krok. Prosił ją i błagał, karcił
i groził, ale ona pozostawała niewzruszona. W końcu w rozpaczy zawołał:
-?Ach, zobaczysz, czeka cię ten sam los, co osła i wołu pewnego
gospodarza!
-?A cóż im się przydarzyło, najdroższy ojcze? -?spytała Szeherezada z wielkim zaciekawieniem, bo choć znała setki historii, tej nigdy
wcześniej nie słyszała. A wezyr zaczął opowiadać:
-?Wiedz zatem, córko, że był kiedyś pewien bogaty człowiek, który żył
wraz z żoną na dużych, pięknych włościach i uprawiał rolę. W swej
szczodrobliwości Allah obdarzył go zdolnością rozumienia języka
zwierząt, ale postawił mu jeden warunek: by nikomu nie zdradził ich
sekretów. W przeciwnym wypadku miała go czekać śmierć.
W oborze mieszkały u niego obok siebie osioł i wół. Pewnego dnia
gospodarz siedział nieopodal, obserwując swoje dzieci bawiące się na
podwórzu, gdy usłyszał, jak wół odzywa się do osła:
-?O najszczęśliwszy ze szczęśliwych, jak to możliwe, że twoje życie jest
tak pełne wygód, kiedy ja muszę pracować w pocie czoła od świtu do
zmierzchu? Dlaczego, gdy na mój nieszczęsny kark zakłada się ciężkie
jarzmo i batem pędzi przez pole, ty leżysz tu sobie, w żłobie masz
najlepsze siano i tylko czasem pan zabierze cię na pół dnia do miasta? I gdy tobie nie szczędzi się pochwał, ja za swój trud i znój nie mogę
liczyć na jedno dobre słowo. O najmądrzejszy z mądrych, uniżenie proszę,
zdradź mi swój sekret. Co zrobić, by żyć tak jak ty?
Gospodarz nadstawił ucha i z ciekawością czekał na odpowiedź osła.
Zwierzę zastanowiło się chwilę, po czym odrzekło:
-?Mój drogi wole, sprawa jest całkiem prosta. Zastanawiasz się, dlaczego
nasz pan każe ci pracować ponad siły, karmi resztkami i smaga batem, ale
czy nie wracasz każdego dnia do zagrody rączo, choć z powrozem na szyi?
Czy nie zjadasz wszystkiego, co zastaniesz w żłobie, i nie wylizujesz go
na koniec do czysta? Czy następnego poranka nie wyruszasz na pole
posłusznie i potulnie niczym jagnię? Jak możesz dziwić się panu, że
traktuje cię w ten sposób, gdy sam zachowujesz się, jakbyś był ze swego
życia wielce zadowolony?
Wół rozważył słowa osła, po czym spytał:
-?Ach, zdroju mądrości, co więc radzisz? Jak odwrócić mój straszny los?
-?Posłuchaj uważnie, drogi wole. Gdy jutro rano parobek wyprowadzi cię
na pole i zawiesi na szyi jarzmo, połóż się na ziemi i nie wstawaj,
choćby chłostał cię batem do wieczora. A gdy w końcu zabierze cię z powrotem do obory i do żłobu wrzuci ci marne resztki, nie tykaj ich,
powąchaj je tylko raz i drugi, po czym odsuń się w kąt zagrody i zasiądź
tam o pustym żołądku. Rób tak przez dzień lub dwa, a zobaczysz, że
zaznasz w końcu słodyczy odpoczynku i wytchnienia.
Gospodarz był bardzo ciekawy, czy wół posłucha słów osła. I rzeczywiście, gdy nazajutrz parobek wyprowadził go na pole i założył mu
na szyję jarzmo, zwierzę położyło się na ziemi i odmówiło pracy. Na jego
grzbiet natychmiast spadły setki razów, ale leżało dalej niewzruszone.
Gdy w końcu zrezygnowany parobek zaprowadził je do obory, wół nie
kroczył dziarsko jak zwykle, lecz powłóczył noga za nogą. A kiedy do
żłobu wlano mu wiadro mało apetycznej brei, odwrócił się od niej ze
wzgardą, ułożył w najdalszym kącie zagrody i z pustym żołądkiem przespał
tam całą noc.
Gdy następnego dnia wczesnym rankiem parobek udał się do obory i zobaczył nieruszoną strawę w żłobie i wołu leżącego w kącie z wyciągniętymi kopytami i napuchniętym brzuchem, przeląkł się okropnie,
myśląc, że zwierzę zachorowało, i natychmiast pośpieszył powiadomić o tym swego pana. Słysząc jego opowieść, gospodarz zrozumiał, że wół
posłuchał rady osła, i polecił chłopakowi:
-?Weź tego szelmę osła na pole, załóż mu jarzmo na szyję i zmuś do
ciągnięcia pługa, aż ugną się pod nim nogi.
Parobek zrobił, jak rozkazał pan, i przez cały dzień pędził osła po
polu, zmuszając go do pracy wołu. Okładał go przy tym batem tak
bezlitośnie, że zwierzęciu spuchły obite żebra. A gdy w końcu słońce
zaczęło znikać za horyzontem i biedny osioł powędrował z powrotem do
obory, z wyczerpania ledwie otwierał ślepia.
Wół za to spędził cały dzień w zagrodzie, wylegując się rozkosznie,
delektując najlepszą paszą i wychwalając pod niebiosa mądrość swojego
przyjaciela osła, nieświadomy, jaki zgotował mu los. A gdy osioł
powrócił do obory, wypoczęty wół zerwał się zaraz na nogi, skłonił
głęboko w powitaniu i podziękował mu z całego serca za radę. Osioł
jednak nie odpowiedział na te honory, a w duchu myślał sobie:
-?Taka spotyka mnie zapłata za dobry uczynek. Żyłem dotąd w wygodzie i dostatku i tylko moje miękkie serce sprowadziło na mnie to nieszczęście.
Muszę czym prędzej przywrócić wołu do jego obowiązków, bo mnie -?przy
jego pracy -?czeka rychło śmierć z wyczerpania.
I osioł zaczął rozmyślać, jak odwrócić to, co sam sobie zgotował.
-?I tak też ty, moja córko -?zwrócił się wezyr do Szeherezady -?sama
sprowadzisz na siebie straszny los swoją ofiarnością, jeśli w porę nie
nabierzesz rozumu i nie zmienisz zdania. Na Allaha, dobrze ci radzę, a moja troska płynie z głębi serca i miłości do ciebie. Nie wychodź za
sułtana Szachrijara.
-?Dziękuję ci za piękną historię, ojcze. Widzę, że morał jej
przygotowałeś specjalnie dla mnie. Ale mojej decyzji nic nie odmieni -
odpowiedziała Szeherezada.
-?Ach, niewdzięczna dziewczyno! -?zawołał wezyr, załamując ręce. -
Przysięgam, że jeśli postąpisz tak, jak mówisz, zrobię z tobą to, co
gospodarz zrobił ze swoją żoną.
-?A cóż to takiego było, ojcze? -?zapytała Szeherezada, uśmiechając się
niewinnie. Domyślała się, że tę część opowieści ojciec wymyślił w nadziei, że zawarte w niej przesłanie odwiedzie ją od jej postanowienia.
-?Wiedz, córko, że tego dnia, w którym zmęczony osioł wrócił do obory,
gospodarz wraz z rodziną zasiadł na podwórzu, by w blasku księżyca w pełni cieszyć się wieczornym posiłkiem. Pilnie nasłuchiwał głosów
dochodzących z zagród i po chwili usłyszał, jak osioł zwraca się do
wołu:
-?Powiedz mi, przyjacielu, co zamierzasz zrobić jutro?
-?Ależ naturalnie dalej będę postępować według twojej rady,
najmądrzejszy z mądrych! -?bez wahania odrzekł wół, na co osioł tylko
pokręcił głową.
-?Nie rób tego, jeśli ci życie miłe -?przestrzegł go, a gospodarz
uważnie przysłuchiwał się jego słowom. -?Sam przekonałeś się, jak dobrą
radą służę, więc wysłuchaj jej i tym razem. Słyszałem na własne długie
uszy, jak pan nasz powiedział sługom, że jeśli kolejnego dnia zastaną
cię w takim samym stanie, mają zabrać cię prosto do rzeźnika, twoje
mięso rozdać ubogim, a ze skóry uszyć sobie nowe kamizelki. Posłuchaj
mądrego słowa, zanim zdarzy się tragedia, i gdy tylko zjawi się tu
parobek, wstań i pohasaj trochę, żeby wiedział, żeś cały i zdrów.
Wół przestraszył się słów osła i postanowił pójść za jego radą.
Następnego poranka gospodarz wraz z żoną krzątali się po podwórzu, gdy
służący wyprowadzał z obory posłusznego jak wcześniej wołu. Zwierzę
spostrzegło swojego pana i chcąc dowieść, że wróciło mu zdrowie i humor,
podniosło ogon i puściło głośnego bąka prosto w twarz parobka, który
zamykał za nim wrota obory. Widząc to, gospodarz zaniósł się śmiechem i śmiał się do rozpuku.
-?Cóż cię tak rozbawiło? -?spytała jego żona.
-?Pewien sekret, najmilsza, którego zdradzić ci niestety nie mogę, bo
grozi mi za to śmierć.
-?Ależ, najdroższy, musisz mi powiedzieć! -?nalegała kobieta. -?Jeśli
nie powiesz, pomyślę, że to ze mnie się śmiałeś, i nigdy ci nie wybaczę.
Na Allaha! Wyprowadzę się i już więcej mnie nie zobaczysz!
Gospodarz zasępił się, bo bardzo kochał żonę i obawiał się, że spełni
swą groźbę i go opuści, jeśli nie zdradzi jej tajemnicy. Z drugiej
strony wiedział, że czyniąc to, czego zażądała, sprowadzi na siebie
gniew Allaha i pewną śmierć.
Żona dała mu do namysłu kilka dni, a on spędził je na gorączkowym
rozmyślaniu, co począć. Ostatniego dnia, gdy przechadzał się po
podwórzu, postanowiwszy już, że ulegnie namowom żony i odda swój los w ręce Allaha, usłyszał rozmowę psa i koguta.
A wiedz, córko, że gospodarz ów tak był zamożny, że miał kur
pięćdziesiąt, którymi dowodził jeden kogut. Tego dnia ptak był bardzo
wzburzony, kręcił się po obejściu, groźnie trzepocząc skrzydłami, i co
rusz strofował którąś ze swoich pięćdziesięciu żon głośnym pianiem.
Wrzawa w kurzej zagrodzie zwróciła uwagę psa, który zawołał do koguta z wyrzutem:
-?Nie masz wstydu, kogucie, robić tyle hałasu w takim dniu.
-?A czemu ten dzień jest taki wyjątkowy, psie? -?zapytał kogut,
odganiając skrzydłem jedną z kur.
-?To nie słyszałeś, że nasz pan właśnie dziś oczekuje swojej śmierci?
Jego żona nakazała mu wyjawić sekret powierzony mu przez Allaha, i jeśli
to zrobi, umrze. My, psy, szykujemy się już do żałoby, a ty piejesz i skrzeczysz, jak gdyby nigdy nic.
-?No proszę, proszę -?odpowiedział kogut. -?Mogłoby się zdawać, że pan
nasz pozjadał wszystkie rozumy. Co dzień paraduje z dumą po podwórzu i rzuca rozkazy na prawo i lewo, lecz wygląda na to, że to wszystko kpina.
Mów, co chcesz, psie, ale według mnie nie ma krzty rozsądku, skoro nie
może sobie poradzić z jedną żoną. Ja mam żonek pięćdziesiąt i jedną
głowę, ale wiem doskonale, jak nie pozwolić żadnej na nią wejść.
Posłuszeństwo i dyscyplina! Oto metoda!
-?Co więc zrobiłbyś na miejscu pana? -?zapytał pies, zaciekawiony.
-?To bardzo proste, drogi psie. Powinien natychmiast wziąć niesforną
żonkę, przełożyć przez kolano i spuścić jej takie lanie, żeby już nigdy
więcej nie ważyła mu się zadać żadnego pytania!
Nie śmiej się, Szeherezado! Mówię poważnie, słuchaj dalej.
Słysząc te słowa, gospodarz zerwał się i pośpieszył do domu, by poszukać
swojej żony. Znalazł ją w sypialni, przywołał do siebie, po czym sprawił
jej tęgie lanie, aż wymierzane klapsy niosły się echem po całym
podwórzu. A przy każdym razie wołał:
-?Ładnie to tak upierać się przy swoim? Ładnie to tak za nic mieć
mężowskie uczucia?
Żona zasłoniła twarz rękoma i załkała.
-?Masz rację, najdroższy! Zapomniałam się! Już nigdy więcej ci się nie
sprzeciwię!
-?I właśnie to spotka ciebie, Szeherezado -?zakończył swoją opowieść
wezyr -?jeśli się nie opamiętasz i nie wybijesz sobie z głowy swojego
pomysłu.
Szeherezada z trudem powstrzymała śmiech.
-?Ojcze, wiem, że wszystko, co mówisz, płynie z troski o mnie, ale nie
przekonasz mnie takim morałem. Od kiedy to przemocą można kogoś nauczyć
rozumu? Nie, drogi ojcze, podjęłam już decyzję i zdania nie zmienię,
choćbyś powiedział mi, że gospodarz, jego żona i przemądry kogut, a nawet wół z osłem żyli odtąd szczęśliwie aż po kres swoich dni. Poślubię
sułtana, nawet gdybyś miał mi zgotować największe lanie, jakie widziało
królestwo, choć oboje wiemy, że twoje gołębie serce ci na to nie
pozwoli.
Wezyr zrozumiał, że nie uda mu się przekonać córki, i zrezygnowany udał
się przed oblicze Szachrijara, by ogłosić mu jej zamiar. Sułtan bardzo
się zdziwił, gdyż wcześniej, z sympatii do wezyra, oszczędzał jego
dzieci. A gdy władca zapytał, czy jest pewny tej decyzji, wezyr zawołał:
-?Weź ją, najjaśniejszy panie, i zrób z nią, co uważasz. Ja nie mam już
do niej cierpliwości!
Sułtan więc się zgodził, a wezyr powrócił do córki, by pomóc jej
przygotować się do ślubnej ceremonii. Gdy wszystko było gotowe,
Szeherezada zwróciła się do swojej młodszej siostry Dunjazady:
-?Przyjdź do sułtańskiej sypialni o północy, rzuć się przed władcą na
kolana i błagaj go, by pozwolił ci posłuchać mojej ostatniej opowieści.
I stało się tak, jak zaplanowała Szeherezada. O północy do drzwi
sułtańskiej sypialni zastukał służący i ogłosił przybycie Dunjazady,
która zjawiła się w pałacu, błagając o audiencję.
Zdziwiony Szachrijar zgodził się ją przyjąć, ona zaś, gdy tylko
przekroczyła próg komnaty, padła na kolana i chyląc czoło do ziemi,
zawołała:
-?O najpotężniejszy panie, okaż litość i pozwól mi posłuchać ostatniej
opowieści mojej ukochanej siostry, zanim minie noc i wstanie słońce.
Władca słyszał nieraz, jak mieszkańcy pałacu rozmawiali o Szeherezadzie
i jej baśniach, które chwytały za serce i rozpalały wyobraźnię, i sam
zapragnął przekonać się, ile było w tym prawdy. Polecił więc
Dunjazadzie, by usiadła w nogach łoża, i skinieniem palca dał jej
siostrze znak, aby zaczęła opowiadać.
I tak upłynęła pierwsza z tysiąca i jednej nocy, podczas których
Szeherezada snuła swoje opowieści. Mówiła o władcach dalekich krajów,
roztropnych królowych, przebiegłych czarownikach, bezlitosnych
wojownikach i cudownych stworzeniach, a wszystkie przywoływane przez nią
postaci zdawały się ożywać i tańczyć wokół sułtana w barwnym korowodzie.
Opowiadała tak ciekawie, tak pięknie opisywała baśniowe światy, że
siedział zasłuchany i nie zauważał nawet, gdy za oknami zaczynało
świtać. Sprytna Szeherezada wiedziała, w którym momencie z nadejściem
poranka przerwać, by mąż nie mógł doczekać się kolejnej nocy. Musiał
pozostawić Szeherezadę przy życiu, aby mogła dokończyć mu opowieść, lecz
gdy tylko kończyła jedną, natychmiast zaczynała nową, nie dając mu nawet
dnia, którego nie spędziłby na niecierpliwym wyczekiwaniu nadejścia
zmroku i dalszej części baśni.
A gdy nocy minęło już tysiąc i jedna, Szeherezada zakończyła kolejną
opowieść i wyznała Szachrijarowi, że nie zna ich więcej. Nie stało się
jednak nic złego, bo z każdym dniem i z każdą nocą sułtan pałał do żony
coraz głębszą miłością. Skończył z krwawym zwyczajem raz na zawsze i uczynił z Szeherezady swoją królową.
Opowieść o Ali Babie i czterdziestu rozbójnikach(adaptacja na podstawie: Richard F. Burton, Ali Baba and the Forty Thieves w The Supplemental Nights to the Thousand Nights and a Night)
Opowieść o Ali Babie i czterdziestu rozbójnikach
-?O najwspanialszy z władców -?dziewczyna zwróciła się do Szachrijara -
mawiają, że w pewnym mieście w Persji żyło kiedyś dwóch braci, którzy po
śmierci ojca podzielili się po równo pozostawionym przez niego
majątkiem, lecz jak szybko weszli w jego posiadanie, tak szybko go
roztrwonili na wystawne uczty, zabawy i wszelkie uciechy. Starszy,
Kasim, przezornie wziął sobie za żonę córkę bogatego kupca, a gdy ten
oddał duszę wszechmocnemu Allahowi, przejął jego sklep z rzadkimi i drogocennymi dobrami. Powodziło mu się więc bardzo dobrze i szybko
zyskał w mieście sławę człowieka zaradnego i roztropnego.
łodszy z braci, Ali Baba, miał mniej szczęścia. Ożenił się z ubogą
kobietą i zamieszkał z nią w jednej ciasnej izdebce. Z majątku ojca
pozostały mu jedynie trzy wychudłe osły, więc na życie zarabiał,
handlując drewnem na opał, które na ich grzbietach przywoził z lasu na
miejski bazar.
Któregoś dnia, gdy Ali Baba napełniał kosze przewieszone przez grzbiety
osłów chrustem i suchymi gałązkami, dostrzegł w oddali tuman kurzu,
któremu towarzyszył coraz głośniejszy tętent kopyt. Chmura zdawała się
rosnąć i rosnąć, aż w końcu wyłonił się z niej zastęp wojowników
gnających na koniach. Przestraszony Ali Baba rzucił się do ucieczki,
ciągnąc na powrozie swoje osły, nie miał jednak szans zdążyć przed
rozpędzonymi końmi. Wprowadził więc objuczone zwierzęta w gęste zarośla,
przywiązał je tam, a sam wspiął się na sosnę i z ukrycia obserwował
mężczyzn, którzy zatrzymali się przed wielką skałą sięgającą wysoko
ponad korony drzew. Nieznajomi zwinnie zeskoczyli z koni. Każdy był
rosły, spojrzenie miał srogie, a u boku błyszczącą szablę. Bez wątpienia
byli szajką rozbójników, którzy dopiero co napadli na karawanę kupców i wieźli teraz łup do swojej kryjówki. Ali Baba zaczął ich liczyć, a gdy
skończył, stwierdził, że ma przed sobą czterdziestu rabusiów.
Rozbójnicy odwiązali przytroczone do siodeł worki, w których połyskiwały
srebrne i złote monety. Mężczyzna, który wyglądał na przywódcę bandy,
zarzucił na ramię ciężki wór i zaczął przedzierać się przez chaszcze.
Gdy dotarł do kryjącej się za nimi skały, dotknął jej i wyrzekł słowa:
-?Sezamie, otwórz się!
I nagle w kamieniu zarysowały się szerokie wrota. Mężczyźni jeden po
drugim wchodzili w odsłoniętą ciemną czeluść groty, a gdy ich herszt,
jako ostatni, zniknął Ali Babie z oczu, zniknęło i wejście, jakby nigdy
go tam nie było.
Czas mijał, lecz Ali Baba nie miał odwagi opuścić swojego schronienia na
drzewie. Gdyby rabusie odkryli, że poznał ich kryjówkę, na pewno nie
zostawiliby go przy życiu. W końcu, gdy słońce chyliło się już ku
zachodowi, w skale ponownie ukazały się wrota i jako pierwszy stanął w nich herszt szajki. Zaczął liczyć opuszczających jaskinię zbójców, a gdy
wszyscy znaleźli się na zewnątrz, znów dotknął skały i zawołał:
-?Sezamie, zamknij się! -?Na te słowa wrota zatrzasnęły się z hukiem i zniknęły, rozbójnicy zaś dosiedli swych koni i odjechali w obłoku kurzu.
Kiedy tętent kopyt ucichł w oddali, Ali Baba ośmielił się zejść z drzewa
i niepewnie zbliżył się do miejsca, w którym wcześniej widniało wejście
do groty. Przystawił ucho do kamiennej ściany, opukał ją, po czym
wypowiedział te same słowa, które wcześniej usłyszał z ust herszta:
-?Sezamie, otwórz się!
I już po chwili w skale znów pojawiły się wielkie wrota. Ali Baba wszedł
przez nie, a jego oczom ukazała się olbrzymia pieczara, rozświetlana
ostatnimi promieniami zachodzącego słońca, które wpadały przez szczeliny
w sklepieniu. W ich blasku mieniło się złoto i rozmaite kosztowności. Za
piętrzącymi się stosami srebrnych waz i naczyń, w sięgających ponad
głowę stertach, pyszniły się pięknie zdobione kobierce, bele
najznakomitszego jedwabiu i haftowane tkaniny, a wszystko to otaczały
pokaźne kopce srebrnych i złotych monet, część luzem, a część w wielkich
workach, skórzanych sakwach i mieszkach. Widząc tak nieprzebrane
bogactwo, Ali Baba zrozumiał, że rozbójnicy musieli gromadzić tu swoje
łupy nie od miesięcy, nie od lat, ale od całych pokoleń.
Z zachwytu wytrącił go w końcu trzask wrót, które zamknęły się za jego
plecami. Nie przejął się tym jednak, bo wciąż pamiętał magiczne słowa,
które je otwierały. Nie ociągając się dłużej, podszedł do kopca złotych
monet i chwycił tyle worków, ile mogły unieść jego osły. Wypowiedział
zaklęcie, a gdy droga stała otworem, objuczył zdobyczą zwierzęta i przykrył skarby chrustem, po czym wrócił przed wrota skarbca i zawołał:
-?Sezamie, zamknij się! -?I skała posłusznie wykonała jego polecenie, bo
owa magiczna formuła działała tak, że ktokolwiek rozkazał grocie się
otworzyć, po jej opuszczeniu musiał pamiętać, by ją na powrót zamknąć,
inaczej pozostałaby otwarta już na zawsze.
Gdy wejście zniknęło, Ali Baba wrócił do swoich osłów i pod osłoną nocy
śpiesznie ruszył do domu, gdzie z niecierpliwością wyczekiwała go żona.
Cieszył się, bo wyobrażał sobie, że niespodzianka sprawi jej wielką
radość, lecz kiedy dotarł na miejsce i pokazał małżonce worki wypełnione
złotem, zamiast spodziewanego szczęścia na jej twarzy odmalowały się
strach i złość.
-?O nikczemny! Zachciało ci się życia rabusia? Okradasz niewinnych
zamiast uczciwie zarabiać na życie? O ja nieszczęśliwa! Przyszło mi być
żoną podłego rzezimieszka!
Kobieta płakała i biadoliła, na przemian przeklinając męża i rozpaczając
nad swym losem, aż w końcu się zmęczyła i ucichła na tyle, by Ali Baba
mógł jej opowiedzieć o grocie rozbójników. Gdy wszystko było już
wyjaśnione, wspólnie wnieśli worki z monetami do izby i wysypali je na
stół. Zachwycona złotym blaskiem żona zabrała się do ich liczenia, ale
było ich tak wiele, że raz po raz myliła się w rachunkach i musiała
zaczynać od początku. Ali Baba śmiał się, widząc jej wysiłki, aż w końcu
powiedział:
-?Długo tak jeszcze będziesz przekładać nasze skarby z jednego stosu na
drugi? Dobrze wiesz, że nie starczy ci nocy, by je wszystkie zliczyć.
Musimy wykopać dół w ziemi, by ukryć je przed oczami sąsiadów. Nie
możemy się zdradzić z naszym sekretem.
-?Słusznie mówisz -?zgodziła się żona -?ale, najdroższy, pozwól mi
chociaż zważyć te monety. Chciałabym mieć choć najmniejsze pojęcie o tym, jak bardzo staliśmy się bogaci.
-?Jak sobie życzysz, ale pamiętaj, by nikomu nie pisnąć ni słowa o tym,
co znalazłem.
Kobieta wybrała się więc w pośpiechu do domu Kasima, brata Ali Baby, aby
pożyczyć wagę. Drzwi otworzyła jego żona.
-?Najdroższa bratowo, bądź tak dobra i pożycz mi waszą wagę.
-?Z przyjemnością. Powiedz tylko, czy potrzebujesz dużych, czy też
małych odważników -?odpowiedziała żona Kasima. Zaciekawiło ją bardzo, co
też mogło wymagać tak pilnie zważenia, że szwagierka nie mogła poczekać
z tym do rana.
-?Wystarczą mi małe.
Gospodyni zniknęła w drugiej izbie, gdzie ukradkiem pokryła woskiem i łojem denka obu szal, żeby to, co miało być ważone, przykleiło się do
nich i zostawiło ślad. Po chwili wróciła z wagą i odważnikami i wręczyła
je bratowej, która niczego nie podejrzewając, podziękowała i natychmiast
ruszyła w drogę powrotną.
Tymczasem Ali Baba wykopał na podwórzu wielki dół. Gdy wszystkie monety
były już zważone, wspólnie z żoną umieścili w nim worki i pieczołowicie
przykryli je ziemią. Następnego ranka kobieta odniosła wagę, nie
zauważając, że jedna z monet przykleiła się do dna szali. Gdy bratowa ją
znalazła, poczuła palącą zazdrość i zawołała:
-?A więc tak to! Mają czelność pożyczać moją wagę, żeby ważyć swoje
bogactwa?! I skąd też taki biedak jak Ali Baba wziął tyle złotych monet,
że nie może ich nawet policzyć?
Kiedy tego popołudnia Kasim powrócił do domu, żona powitała go słowami:
-?Mężu, uważasz się za człowieka dostojnego i zamożnego, ale nie wiesz
nawet, że twój brat Ali Baba jest emirem w porównaniu z tobą i swoje
monety musi ważyć, podczas gdy ty wciąż zadowalasz się ich liczeniem.
Opowiedziała mu o swoim podstępie i pokazała monetę z wizerunkiem
władcy. Tej nocy Kasim nie mógł zasnąć, nękany zazdrością i złością na
brata. Rankiem udał się prosto do niego i rzekł:
-?Bracie, chcesz uchodzić za skromnego i ubogiego, a w rzeczywistości
posiadasz fortunę, którą zmierzyć możesz tylko za pomocą wagi.
-?Nie rozumiem, o czym mówisz -?odpowiedział Ali Baba. -?Powiedz jasno,
z czym do mnie przychodzisz.
-?Nie udawaj, że nie wiesz, i nie próbuj mnie oszukać. -?Wściekły Kasim
wyciągnął monetę.
Ali Baba pojął w końcu, że nie może dalej ukrywać prawdy przed bratem.
Nie chciał, by chciwość i zazdrość stanęły między nimi. Opowiedział mu
więc o rozbójnikach, grocie i zgromadzonym w niej bogactwie. Przestrzegł
go jednak, że wyprawa tam może być bardzo niebezpieczna, i zaproponował,
że podzieli się z nim tym, co udało mu się już zdobyć. Lecz Kasim nie
chciał o tym słyszeć. Pragnął zagarnąć jak najwięcej z owych
wspaniałości dla siebie i zażądał, by Ali Baba zdradził mu, gdzie
znajduje się skarbiec zbójców, oraz magiczne słowa, które dają do niego
dostęp. Zagroził, że wyjawi wszystkim sekret brata, jeśli ten nie da mu
tych wskazówek, i Ali Baba, chcąc nie chcąc, opowiedział, jak znaleźć
tajemniczą skałę i jakie zaklęcie otwiera prowadzące do jej wnętrza
wrota. Następnego dnia Kasim wynajął dziesięć mułów i ruszył do kryjówki
rozbójników.
Gdy stanął przed skałą, w miejscu, które wskazał mu brat, krzyknął
donośnie:
-?Sezamie, otwórz się! -?I wrota rozwarły się przed nim, tak jak
wcześniej przed rozbójnikami i Ali Babą. Jego oczom ukazały się
niezliczone skarby, złoto, srebro i kosztowności. Oczarowany ich
blaskiem, Kasim nawet nie zauważył, że wrota zatrzasnęły się za jego
plecami. Przechadzał się chwilę, podziwiając nieprzebrane wspaniałości,
po czym zaczął ładować je do worków i układać przy wejściu. Gdy
nagromadził ich tyle, że więcej jego muły nie zdołałyby udźwignąć,
stanął przed skałą i nagle zmiarkował, że nie pamięta magicznych słów,
które ją otwierają.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki