Przyjaciele zażycia i po śmierci
Byłokiedyś dwóch mężczyzn, tak dobrych przyjaciół, że przysięgli sobienawzajem, że nigdy się nie rozłączą, ani za życia, ani nawet pośmierci. Jeden z nich nie zdążył się zestarzeć, umarł za młodu, a drugi po jakimś czasie ubiegał się o rękę pewnej dziewczyny ze wsi,zaręczył się z nią i chciał wziąć ślub. Kiedy już pozapraszano gościna wesele, pan młody udał się sam na cmentarz, gdzie spoczywał jegoprzyjaciel, zapukał do grobu i zawołał zmarłego. Lecz ten nieprzyszedł. Zapukał i zawołał ponownie, ale nikt się nie pojawił. Zatrzecim razem zapukał jeszcze mocniej i krzyknął głośniej, żebyprzyjaciel przyszedł, bo chce z nim porozmawiać. W końcu usłyszał,jak coś zagrzechotało, i zmarły wyszedł z grobu.
- Dobrze,żeś się w końcu zjawił - powiedział pan młody. - Długojuż stoję tu, pukam i wołam ciebie.
- Byłemdaleko - odparł zmarły. - Dlatego usłyszałem ciebiedopiero wtedy, gdy wołałeś ostatni raz.
- Tak,tak, dzisiaj mam się żenić - powiedział oblubieniec. -Pewnie pamiętasz, że wcześniej umówiliśmy się, że wyprawimy wspólniewesele.
- Pamiętam- rzekł zmarły. - Musisz się jednak uzbroić w cierpliwość, żebym się mógł odpowiednio przygotować. Nie jestemwyszykowany na wesele.
Panmłody miał mało czasu, musiał wrócić do domu weselnego i zaraz iść dokościoła, ale trzeba było z tym trochę poczekać. Zmarły poprosił o pokój dla siebie, żeby się należycie wyrychtować i przebrać w odświętne ubranie, ponieważ zamierzał również udać się do kościoła.
I tak to zmarły poszedł wraz z innymi gośćmi do przybytku Pana, a następnie wrócił, a gdy wesele trwało już tak długo, że pannie młodejzdjęto wreszcie koronę, postanowił się oddalić. Ze względu na starąznajomość i przyjaźń pan młody podjął decyzję, żeby odprowadzić go dogrobu. Gdy tak szli przez cmentarz, pan młody zapytał zmarłego, czypo drugiej stronie widział wiele dziwnych rzeczy lub takich, którebyłyby warte poznania.
- Apewnie - odrzekł zmarły. - Widziałem wiele, bardzo wieledziwnych rzeczy.
- Chętniesam bym to wszystko zobaczył - powiedział pan młody. -Czy mógłbym pójść z tobą?
- Czemunie - stwierdził zmarły. - Ale to może trochę potrwać,zanim wrócisz tutaj.
Panmłody pomyślał, że nic mu to nie szkodzi, i podążył za przyjacielemdo grobu. Zanim jednak spuścili się w dół, zmarły wziął kawałek darniz cmentarza i położył go na głowie pana młodego. Następnie poniosłoich daleko w głąb, przez niemą ciemność, bagna i gąszcze, aż dotarlido ogromnej czarnej bramy. Gdy zmarły jej dotknął, rozwarła się naoścież i wydawało się, że w środku coś się przejaśnia, jakby padałatam poświata księżyca, a im dalej podążali, tym coraz większa jasnośćotaczała ich zewsząd. W końcu dotarli do miejsca, gdzie rozciągałysię zielone wzgórza z błyszczącą, tłustą trawą, i pasło się tamwielkie stado. Ale nieważne, ile by krowy zjadły, wszystkie wyglądałychudo, kościsto i nędznie.
- Coto ma znaczyć? - zapytał pan młody. - Że są takie chude i tak źle wyglądają, pomimo że jedzą, jakby im za to płacono?
- Tojest przypowieść o tych, którzy nigdy nie mają dość, choć ciąglewszystko zbierają i gromadzą - odparł zmarły.
Potempodróżowali coraz dalej i dalej niż daleko, aż dotarli na górskiepastwisko, gdzie znajdowały się kamienie i nagie skały, a pomiędzynimi tylko miejscami prześwitywały niewielkie kępy trawy. Pasło siętam również wielkie stado zwierząt, tak jednak pięknych, dorodnych i błyszczących, że nieomal można się było w nich przeglądać jak w lustrze.
- Coto jest? - zdziwił się pan młody. - Dlaczego te krowy,które mają pastwisko niewiele większe od pudełka, wyglądają takdobrze?
- Toprzypowieść o tych, którzy są zadowoleni z tego, co mają -powiedział zmarły.
Następniewędrowali daleko i jeszcze dalej niż daleko, aż dotarli do wielkiegojeziora, które błyszczało tak jasno, że pan młody musiał odwracaćwzrok.
- Terazposiedzisz tutaj, dopóki nie wrócę - powiedział zmarły. -A to może trochę potrwać.
I poszedł sobie, a oblubieniec usiadł i gdy tak siedział, poczuł sięmocno zmęczony i wszystko zniknęło mu sprzed oczu, i zapadł w spokojny, twardy sen.
Popewnym czasie zmarły wrócił.
- Dobrze,żeś się stąd nie ruszał - powiedział. - Dzięki temumogłem cię odnaleźć.
Kiedypan młody chciał się podnieść, spostrzegł, że cały jest porośniętymchem i krzakami, a on siedzi w samym środku niczym w dziurze posęku. Gdy w końcu uwolnił się od wszystkiego, wrócił razem ze zmarłymtą samą drogą do grobu. Tam się pożegnali i rozstali, a pan młodywdrapał się na górę i ruszył prosto do domu weselnego. Kiedy jednakdotarł na miejsce, gdzie według niego powinien stać dom, nie potrafiłniczego rozpoznać. Rozglądał się na wszystkie strony i pytał każdego,kogo spotkał, lecz nikt nie potrafił mu nic powiedzieć ani o jegooblubienicy, ani o krewnych czy rodzicach, ani też o nikim, kogowcześniej znał. Wszyscy spozierali na niego ze zdumieniem, bo teżwyglądał niczym strach na wróble. Jako że nie udało mu się spotkaćnikogo znajomego, udał się do księdza i opowiedział mu o swojejrodzinie, o tym, co się wydarzyło wtedy, gdy był panem młodym, i żeodszedł podczas swojego wesela. Pastor nic o tym wszystkim niewiedział, ale kiedy przejrzał stare księgi parafialne, stwierdził, żeślub odbył się dawno, dawno temu, a ludzie, o których mówił przybysz,żyli czterysta lat temu.
Odtamtego czasu na plebanii zdążył wyrosnąć wielki, olbrzymi dąb. Kiedypan młody go zobaczył, wdrapał się na górę, żeby rozejrzeć się pookolicy. Lecz starzec, który siedział w niebie i spał tam przezczterysta lat, zanim powrócił do domu, nie potrafił już zejść z dębuo własnych siłach. Jak można się domyślać, był cały zdrętwiały i sztywny, więc kiedy schodził, spadł i skręcił sobie kark, i takumarł.
Chłopak, którysłużył przez trzy lata za darmo
Byłkiedyś biedny chłop, który miał jedynego syna. Leniwy był i gnuśnyten syn, nie chciało mu się ani nic robić, ani też zajmować sięsprawami tego świata. Ojciec pomyślał, że jeśli nie zamierza przezcałe życie karmić dryblasa, musi go wyprawić daleko, gdzie nikt gonie zna. Jeżeli stamtąd ucieknie, nie będzie mu łatwo wrócić do domu.Dlatego też zabrał ze sobą syna i podróżował z nim po całym kraju,żeby go oddać gdzieś na służbę. Ale nikt go nie chciał.
W końcu dotarli do pewnego bogatego gospodarza, o którym mówiono, żeobraca szylinga siedem razy, zanim go wypuści z ręki. I tenże bogaczzgodził się zatrudnić chłopaka jako młodszego parobka. Miał on służyćw gospodarstwie przez trzy lata bez wynagrodzenia, a kiedy miną tetrzy lata, bogacz zamierzał w dwa kolejne poranki pójść do miasta i kupić pierwszą rzecz, jaką ujrzy i jaka będzie na sprzedaż. Trzeciegozaś ranka chłopak miał sam pójść do miasta i kupić pierwszą rzecz,jaka będzie do nabycia. Taka miała być jego zapłata.
I tak chłopak odsłużył swoje trzy lata, a poradził sobie przy tymlepiej, niż można się było tego spodziewać. Nie był wprawdzienajlepszym parobkiem w gospodarstwie, to na pewno, ale jego panrównież nie należał do szczególnie dobrych, bo pozwolił, by chłopakprzez cały ten czas chodził w tym samym ubraniu, jakie miał na sobiew dniu przybycia, więc na koniec wisiały na nim brudne łachmany z łatą na łacie.
Następnegodnia po zakończeniu służby przez chłopaka gospodarz wyprawił się nazakupy. Wyszedł wcześnie, na długo przed świtem. Powiedział sobie, żedrogie towary należy oglądać w świetle dnia, na pewno więc nikt niebędzie ich tak wcześnie wiózł do miasta. Trzeba tylko odważyć się i mieć nadzieję, że coś tam odpowiedniego znajdzie, a to i tak może byćwystarczająco drogie.
Pierwsząspotkaną na ulicy w mieście osobą była babinka, która niosła kosz z pokrywką.
- Witam,babciu - rzekł mężczyzna.
- Równieżwitam, kumie - odparła staruszka.
- Cotam masz w koszyku? - zapytał.
- Naprawdęchcesz to wiedzieć? - zdziwiła się staruszka.
- Naprawdę- odparł mężczyzna. - Mam kupić pierwszą rzecz, jaka misię trafi.
- Skorochcesz wiedzieć, więc kup - powiedziała staruszka.
- Aile to kosztuje? - zapytał.
Staruszkastwierdziła, że za swój towar musi otrzymać cztery szylingi.Mężczyzna pomyślał, że nie jest to wcale taka nierozsądna cena,przystał więc na handel i podniósł pokrywkę, a w koszu leżałszczeniak.
Kiedymężczyzna wrócił z wyprawy do miasta, chłopiec stał na schodach i zastanawiał się, jaką to dostanie zapłatę za pierwszy rok służby.
- Jesteśz powrotem w domu, co? - zapytał.
- Jakwidać - odparł gospodarz.
- Ico tam kupiłeś? - zapytał chłopak.
- Trochęmi wyciekło z tego, co kupiłem - odparł mężczyzna. -Nawet nie wiem, czy ci pokazywać, ale pierwszą rzeczą, jakązobaczyłem i mogłem nabyć, był ten oto szczeniak.
- Dziękujębardzo - powiedział chłopiec. - Zawsze bardzo lubiłempsy.
Drugiegoranka wszystko poszło równie gładko. Mężczyzna znowu wyszedłwczesnym rankiem do miasta i na ulicy spotkał babinkę z koszykiem.
- Witam,babciu! - zawołał.
- Witamponownie, kumie - odparła staruszka.
- Cotam masz dzisiaj w koszyku? - zapytał.
- Kup,to się przekonasz - rzekła stara kobieta.
- Aile chcesz za to? - zapytał mężczyzna.
Cenabyła taka sama jak wczoraj: cztery szylingi. Mężczyzna powiedział, żekupić musi, ma tylko nadzieję, że dostanie coś lepszego niżpoprzednio. Podniósł wieko i tym razem był to kotek.
Kiedymężczyzna dotarł do gospodarstwa, chłopiec znów stał na schodach,gdzie czekał i zastanawiał się, jaką zapłatę dostanie za drugi roksłużby.
- Wróciłeśjuż, nie? - rzekł.
- Jakwidać - odparł gospodarz.
- Cowięc dzisiaj kupiłeś?
- Och,pogorszyło się, a nie polepszyło! - odparł mężczyzna. -Ale zrobiłem wszystko tak, jak się umówiliśmy. Kupiłem pierwsząnapotkaną rzecz, a to był tylko ten kociak.
- Lepiejnie mogłeś trafić! - ucieszył się chłopak. - Bo kotylubię tak samo jak psy.
Mężczyznapomyślał, że jak dotąd udało mu się jakoś wyjść na czysto, ale pewniejutro będzie całkiem inna śpiewka, gdy chłopak sam pójdzie do miasta.
Trzeciegoranka chłopak ruszył w drogę, a gdy znalazł się w mieście, pierwsząosobą, jaką spotkał na ulicy, była staruszka z koszykiem na ramieniu.
- Dzieńdobry, babciu - powiedział.
- Tobierównież dzień dobry, mój chłopcze - powiedziała staruszka.
- Cotam masz w koszyku? - zapytał chłopak.
- Kup,a się dowiesz - odparła staruszka.
- Czyw takim razie chcesz to sprzedać?
Pewnie,że chciała, a kosztować to miało cztery szylingi. Dobry handel, uznałchłopiec, a ponieważ i tak musiał u pierwszego kupca, jakiego spotka,nabyć pierwszą rzecz, która była na sprzedaż, wziął to.
- Dzisiajmożesz wziąć cały zestaw - rzekła staruszka. - Zarównokosz, jak i to, co w nim jest. Tylko nie patrz do środka, dopóki niewrócisz do domu, słyszysz?
Chłopakprzyrzekł jej, że oczywiście nie będzie zaglądał do kosza, tego możebyć pewna.
Jednakw drodze do domu zastanawiał się i zastanawiał, co też może być w koszu, i czy tego chciał, czy nie, nie mógł się powstrzymać przedpodniesieniem pokrywki i zajrzeniem do środka. A wtedy małajaszczurka w jednej chwili wyślizgnęła się przez szczelinę i pobiegłatak szybko przed siebie, że ledwo ją było widać, a w koszu nie byłojuż nic więcej.
- Onie! O nie! - zawołał chłopak. - Poczekaj no tylko, niepędź tak, przecież cię kupiłem!
- Dźgnijmnie w ogon, dźgnij mnie w ogon! - zawołała jaszczurka.
Chłopakzerwał się i pobiegł za nią, a kiedy już miała wcisnąć się w dziurę w murze, podniósł swój nóż i sieknął ostrzem w ogon. W tym samymmomencie jaszczurka przemieniła się w najpiękniejszego mężczyznę,jakiego jesteś sobie w stanie wyobrazić. A był to prawdziwy książę.
- Noto mnie uratowałeś - rzekł. - Bo ta stara kobieta, z którą ty i twój pan handlowaliście, jest trollką i wiedźmą. To onazrobiła ze mnie jaszczurkę, a moje rodzeństwo zamieniła w psa i kota.
Chłopakuznał, że to zabawne.
- Byćmoże - rzekł książę. - Za każdym razem właśnie szła, żebynas wrzucić do fiordu i utopić. Ale jeśli ktoś by się zjawił i zdecydował się na zakup, musiała nas sprzedać po cztery szylingi zasztukę. Tak było ustalone, a mój ojciec ma jeszcze tyle władzy, żebyto na niej wymóc. Ty jednak powinieneś udać się teraz ze mną doniego, żeby otrzymać nagrodę za to, co zrobiłeś.
- Pewnieto bardzo daleko - powiedział chłopiec.
- Och,wcale nie! - odparł książę. - To tam - dodał,wskazując na wysoką górę na płaskowyżu.
Ruszyliw drogę i szli tak szybko, ile sił w nogach. Ale trwało to jednakdłużej, niż im się początkowo wydawało, bo dotarli na miejsce dopieropóźno w nocy.
Książęzapukał.
- Ktopuka do mych drzwi i rujnuje mój nocny odpoczynek? - odezwałsię głos z wnętrza góry, a był tak mocny, że aż ziemia zadrżała.
- Och,otwórz ojcze, twój syn wraca do domu! - zawołał książę.
Bramazostała otwarta szybko i na oścież.
- Myślałem,że leżysz gdzieś na dnie morza - rzekł starzec. - Alewidzę, że nie jesteś sam - dodał.
- Towłaśnie ten człowiek mnie uratował - powiedział książę. -Poprosiłem, żeby tu przyszedł ze mną, i powiedziałem, że gowynagrodzisz.
Starzecstwierdził, że chętnie to zrobi, i zaprosił ich do środka, by usiedlii sobie odpoczęli.
Takteż zrobili, a ojciec dorzucił do ognia garść drewnianych szczap i kilka większych kłód, tak że nawet w najdalszym zakątku wielkiej salizrobiło się całkiem jasno, jak w biały dzień. Chłopak nigdy wcześniejnie oglądał czegoś podobnego, nie kosztował również takiego jedzeniai picia, które podał im starzec. Talerze i kubki, misy i sztućce -wszystko było z czystego srebra i lśniącego złota. Obaj przybysze niedali się dłużej prosić: jedli i pili ile dusza zapragnie, a następnego dnia spali do późnej godziny. Chłopak nie zdążył sięjeszcze nawet całkiem przebudzić, gdy starzec przyniósł mu rano klinaw złotym kielichu. Następnie wdział swoje łachmany, zjadł śniadanie i starzec zabrał go ze sobą, żeby wybrał sobie coś w zamian za to, żeuratował jego synowi życie. Możesz się domyślać, że było tam wiele dozobaczenia, i jeszcze więcej do wybrania!
- Cozatem chciałbyś otrzymać? - zapytał król. - Możesz dostaćwszystko, co zechcesz, wystarczy tylko wybrać.
Chłopakstwierdził, że musi trochę się zastanowić, i że najpierw chciałbyporozmawiać z księciem. Król przystał na to.
- Takwięc zobaczyłeś już mnóstwo skarbów - powiedział książę.
- Nieinaczej - odparł chłopiec. - Powiedz mi jednak, co mamwybrać z tych wszystkich wspaniałości? Twój ojciec mówi, że mogędostać, co tylko zechcę.
- Niewybieraj niczego z tego, co już widziałeś - powiedział książę.- Mój ojciec nosi na palcu mały pierścień, poproś, żeby ci godał.
I tak właśnie chłopak zrobił: poprosił o pierścionek z królewskiejręki.
- Tonajdroższa rzecz, jaką posiadam - stwierdził król. - Alemój syn jest mi równie drogi, dlatego też dostaniesz ten pierścień.Czy wiesz, do czego on służy?
Nie,tego chłopiec nie wiedział.
- Kiedymasz go na palcu, możesz dostać wszystko, czego tylko zapragniesz -rzekł król.
Chłopiecpodziękował i pożegnał się, a król i książę życzyli mu powodzenia w podróży i poprosili, aby dobrze opiekował się pierścieniem.
Niezaszedł jeszcze zbyt daleko, gdy pomyślał, że kusi go, by wypróbować,do czego nadaje się pierścionek, i zażyczył sobie nowego ubrania. I wjednej chwili miał je na sobie: porządne, eleganckie i lśniące niczymświeżo wybita dwuszylingówka. Potem pomyślał, że byłoby zabawnezrobić ojcu psikusa. Bo kiedy jeszcze mieszkał w domu, rodzic nie byłdla niego szczególnie miły. Dlatego też chłopak zażyczył sobie, żebystanąć przed jego drzwiami w tych samych obdartych łachmanach nagrzbiecie, co je miał przedtem, i natychmiast tam się znalazł.
- Witaj,ojcze, i dziękuję za ostatni - powiedział chłopak.
Alekiedy ojciec zobaczył, że syn wraca jeszcze bardziej szpetny i obdarty niż kiedy wyruszał, zaczął biadolić i zachowywać sięniegrzecznie:
- Niema na ciebie sposobu, wciąż taka sama bieda z tobą! Przez ten całyczas, jak cię tu nie było, nawet na porządne ubranie żeś nie zarobił!
- Och,nie bądź taki zły, ojcze! - rzekł chłopiec. - Nie daj sięzwieść tym szmatom. Zostaniesz moim rzecznikiem, udasz się na dwórkróla i poprosisz w moim imieniu o rękę jego córki.
- Och,och, och, to jakaś kpina! - zawołał ojciec.
Alechłopak myślał całkiem serio. Chwycił brzozowe polano i pogonił ojcaaż do samych drzwi królewskiego dworu, i wepchnął go do izby króla.
- No,no, co się tam z tobą dzieje, mój dobry człowieku? - zapytałkról. - Jeśli doznałeś niesprawiedliwości, dopilnuję, aby twojakrzywda została naprawiona.
- Nie,nie, wszystko w porządku - odparł mężczyzna. - Ale mamsyna, który sprawia mi wiele kłopotów. Nie udało mi się wykierować gona ludzi, a teraz, nie mogę w to uwierzyć, ale stało się tak, żestracił tę odrobinę rozumu, jaką jeszcze posiadał. Właśnie pogoniłmnie brzozowym bierwionem na królewski dwór, prosto pod te drzwi, i zmusił, abym w jego imieniu domagał się ręki królewskiej córki.
- Uspokójsię, mój dobry człowieku! - rzekł król. - Idź do niego i poproś, aby sam przyszedł do mnie, wtedy zobaczymy, może uda nam sięjakoś dogadać.
Chłopakprzybiegł w te pędy do króla, a łachmany tylko na nim trzepotały.
- Dostanętwoją córkę? - zapytał.
- Właśnieo tym mieliśmy porozmawiać - odparł król. - Może onawcale ci się nie spodoba, a może też ty nie spodobasz się jej.
- Całkiemmożliwe - uznał chłopak.
Niedawnoprzypłynął z zagranicy wielki statek, można go było dostrzec z okiendworu królewskiego.
- Pożyjemy,zobaczymy - orzekł król. - Jeśli w godzinę lub dwiepotrafisz zbudować statek podobny do tego, co stoi na kotwicy tam w oddali, na fiordzie, to może będzie twoja.
- Tylkotyle? - zdziwił się chłopak.
Zszedłna brzeg i przycupnął na kopcu piasku, a kiedy posiedział tamwystarczająco długo, zażyczył sobie, aby na fiordzie pojawił sięstatek, taki sam jak ten inny, w pełni wykończony, z masztami i żaglami, i całym niezbędnym wyposażeniem. I tak też zaraz się stało,a kiedy król zobaczył dwa statki zamiast jednego, udał się nad fiord,żeby z bliska się przekonać. Zobaczył chłopca stojącego z miotłą w łodzi, jakby właśnie sprzątał. Na widok króla chłopak odrzucił miotłęi zakrzyknął:
- Statekgotowy! Dostanę teraz twoją córkę?
- Całkiemnieźle! - zawołał król. - Musisz jednak jeszcze trochęsię postarać. Jeśli za godzinę lub dwie zdołasz zbudować zamekpodobny do mojego, wtedy zobaczymy.
- Tylkotyle?! - krzyknął chłopiec i odszedł.
Kiedypowałęsał się wystarczająco długo, tak że minęły prawie dwie godziny,zażyczył sobie, by obok stanął drugi zamek, taki sam duży i wspaniały, jak ten królewski. Długo nie trwało, a zamek się pojawił.Wkrótce też król przybył z królową i księżniczką, żeby rozejrzeć siępo nowym zamku. Chłopak stał tam ponownie z miotłą i akurat sprzątał.
- Otozamek, gotowy pod klucz! - zawołał. - Dostanę terazksiężniczkę?
- Notak, no tak, całkiem nieźle! - stwierdził król. - Chodźmydo środka, żebyśmy mogli o tym porozmawiać.
Zdałsobie bowiem sprawę z tego, że chłopak wcale nie wypadł sroce spodogona, i zaczął się zastanawiać, jak by tu się go pozbyć. I tak,władca szedł przodem, królowa i księżniczka podążały za nim, a chłopak na końcu, krok za księżniczką. I wtedy zażyczył sobie, żebystać się najpiękniejszym mężczyzną na całym świecie, i od razu takiteż się stał. Królewska córka ujrzała, jaki jest urodziwy, i trąciłakrólową w ramię, a ta trąciła króla. Gdy wszyscy troje już sięnasycili widokiem chłopaka, pojęli w pełni, że był on kimś więcej,niż tylko nędzarzem w szmatach na grzbiecie. Kazano zatem córce, żebyzachowywała się mile w stosunku do chłopaka i wzięła go na spytki.
Takwięc księżniczka stała się odtąd ponętna i słodka jak malina, i wdzięczyła się do chłopaka, i mówiła, że nie może bez niegowytrzymać, ani w dzień, ani po zmierzchu. Kiedy w pierwszą noczrobiło się późno, powiedziała:
- Ponieważty i ja mamy się ku sobie, i jesteśmy parą, nie powinniśmy mieć przedsobą żadnych tajemnic. Na pewno zatem nie masz zamiaru ukrywać przedemną, jak to wszystko zrobiłeś.
- Oczywiście- odparł chłopak. - Z czasem wszystkiego się dowiesz.Najpierw jednak zostańmy mężem i żoną, wcześniej nic z tego.
Drugiejnocy córka króla nie brzmiała już tak dobrze. Powiedziała, żezauważyła, iż nie dba zbytnio o nią, o swoją ukochaną, gdyż nie chcejej powiedzieć tego, o co go prosiła. Skoro nie zamierza ani trochęwyjść jej naprzeciw, to ona nie wyobraża sobie, żeby mogła być z nim.W tym momencie chłopak się przestraszył i żeby znów było między nimidobrze, opowiedział jej wszystko.
Księżniczkanie zwlekała, pobiegła do króla i królowej, by naradzić się z nimi,jak odebrać pierścień chłopakowi, bo wtedy przyjdzie łatwo się gopozbyć.
Wieczoremprzyszła do niego z napojem nasennym i powiedziała, że chce podaćswojemu umiłowanemu miłosny eliksir, bo uważa, że nie wystarczającoją kocha. Chłopak nie pomyślał sobie nic złego i wypił, a wtedynatychmiast zasnął tak mocno, że gdyby nawet zamek zwalił się na jegogłowę, on niczego by nie zauważył. Księżniczka zdjęła chłopakowipierścionek z palca, włożyła go na swój palec i zażyczyła sobie, żebychłopak leżał na kupie gnoju, tak samo obdarty i szkaradny, jakwtedy, gdy się u nich zjawił, a na jego miejsce chciałanajpiękniejszego księcia na świecie. Jej życzenie spełniło sięnatychmiast.
O świcie chłopak obudził się na kupie gnoju. Początkowo myślał, że totylko sen, ale kiedy wymacał, że pierścień zniknął z palca,zrozumiał, co się wydarzyło. Wpadł w taką rozpacz, że wyruszył, abywskoczyć do morza i się utopić.
Alepo drodze spotkał kota, którego kupił mu jego pan.
- Dokądidziesz? - zapytał kot.
- Utopićsię w morzu - odparł chłopak.
- Dajspokój - powiedział kot. - Może jeszcze uda ci sięodzyskać pierścionek.
- Skorotak się sprawy mają... - rzekł chłopak.
Kotpobiegł dalej. Tak się złożyło, że spotkał szczura.
- Mamcię teraz! - stwierdził kot.
- Och,nie bądź taki - prosił szczur. - A wtedy może odzyskaszpierścień!
- Skorotak się sprawy mają... - rzekł kot.
Kiedywszyscy na dworze królewskim udali się na spoczynek, szczur biegałdookoła, tropił, węszył i zastanawiał się, gdzie też mogą spaćksiężniczka i książę. W końcu znalazł mały otwór, przez któryprześlizgnął się do alkowy, a tam usłyszał, jak rozmawiają ze sobą, i dowiedział się, że to książę ma pierścień na palcu, ponieważksiężniczka powiedziała:
- Mamnadzieję, że uważasz na pierścień, skarbie?!
- Ejtam, przecież nikt tu nie wejdzie przez te mury i ściany, żeby goukraść - odparł książę. - Ale jeśli uważasz, że nie jestbezpieczny na mym palcu, mogę go wziąć do ust.
Pochwili przewrócił się na plecy i zasnął, a wtedy pierścień wpadł mudo gardła i książę zakaszlał, tak że pierścień wyskoczył i potoczyłsię po podłodze. Cap! - szczur złapał go i czmychnął do kota,który czaił się po drugiej stronie szczurzej dziury.
Tymczasemkról aresztował chłopaka i osadził go w wysokiej wieży. Za to, żenaśmiewał się i szydził z króla i jego córki, chłopak został skazanyna śmierć i do dnia wykonania wyroku miał przebywać w zamknięciu.
Kotzakradł się pod wieżę i próbował jakoś dostać się do środka.Nadleciał jednak orzeł, chwycił go w swoje szpony i ruszył z nimprzez morze. Wtedy pojawił się sokół i rzucił się na orła. Orzełwypuścić kota i ten spadł. Lecz kiedy poczuł, że ma mokro pod łapami,tak mocno się przestraszył, że uronił pierścień i sam dopłynął dobrzegu. Nawet nie zdążył otrząsnąć się porządnie z wody i wylizaćfutra, gdy spotkał psa, którego pan kupił chłopcu.
- Nie,o nie! - biadolił kot i lał krokodyle łzy. - Co to terazbędzie? Pierścień zniknął, a chłopaka chcą zabić.
- Niemam pojęcia - rzekł pies. - Wiem tylko, że tak mnie cośtrze w jelitach, że o mało nie obrócą się na drugą stronę.
- Pewniesię przejadłeś - orzekł kot.
- Nigdynie jadam więcej, niż mogę zjeść - powiedział pies. - A dzisiaj nie zjadłem nic poza jedną martwą rybą, którą fale wyrzuciłyna brzeg.
- Zapewneta ryba połknęła pierścień i umarła - rozważał kot. - A teraz ciebie też to czeka, bo nie trawisz złota.
- Możemasz rację - przyznał pies. - Jeśli tak jest, to chybapowinienem szybko odebrać sobie życie, bo to mogłoby uratowaćchłopaka.
- Och,daj spokój! - powiedział szczur, gdyż on również tam był. -Długo to nie potrwa, a zaraz będę, gdzie trzeba. A jeśli pierścioneknaprawdę tam jest, już ja go wyniucham.
Tak,szczur wślizgnął się w psa i nie minęło dużo czasu, a wyszedł napowrót z pierścieniem. Następnie kot pobiegł z nim do wieży i wdrapałsię tak wysoko, aż znalazł dziurę, przez którą mógł wsadzić łapę i dostarczyć chłopakowi pierścień.
Ledwochłopak wcisnął go na palec, zażyczył sobie, żeby wieża sięotworzyła, i po chwili stał przed wyważonymi drzwiami, a potemzbeształ króla, królową i księżniczkę, i nazwał ich wstrętną bandą.
Królzdążył jednak zwołać swoje wojsko i rozkazał otoczyć wieżę, a takżepojmać chłopaka, wszystko jedno czy żywego, czy martwego. Ale tenwyraził życzenie, by cała armia przeniosła się do wnętrza góry, gdzieżołnierze mieli siedzieć po pachy w wielkim grzęzawisku, i żebywychodzenie stamtąd zajęło im bardzo dużo czasu, jeśli nie chcielizostać tam na zawsze. Kiedy już rozprawił się z armią, ponownie wziąłsię za króla i królową oraz za księżniczkę. Zażyczył sobie, żeby dokońca życia siedzieli w wieży, w której go wcześniej zamknęli.
A potem przejął ziemię i całe królestwo po królu. Pies stał się napowrót księciem, a kot księżniczką i chłopak pojął ją za żonę, a potem wyprawili wesele i żyli długo i dobrze.