Baśnie norweskie - Dariusz Muszer

Kup ebooka

41.25 zł
33.00 zł (30,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

przedmowa

Baśńludowa to anonimowy tekst prozatorski opowiadający o cudownych,nadzwyczajnych wydarzeniach. Czas i miejsce akcji pozostająnieokreślone, bohaterowie swobodnie przekraczają granice międzyświatem realnym a nadnaturalnym i największe odległości potrafiąpokonywać w mgnieniu oka. Charakterystyczne dla baśni jest pojawianiesię elementów fantastycznych, jak na przykład zwierząt mówiących izachowujących się na podobieństwo ludzi, działań magicznychdokonywanych przez czarownice lub czarowników, obecność olbrzymów,trolli, podziemnych i karłów, duchów i zwierząt bajkowych: smoków,jednorożców, bazyliszków czy syren. Jednocześnie z socjologicznegopunktu widzenia baśnie odznaczają się często realistycznymi iutopijnymi cechami i wiele nam mówią o społecznych uwarunkowaniach, opanujących królach i poddanych, o biedzie i głodzie, a także ostrukturach rodzinnych.

Baśnieprzekazywane były ustnie z pokolenia na pokolenie i spotyka się je wewszystkich kręgach kulturowych. Uznawane są przez UNESCO za jeden zelementów niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Kiedy powstały,tego nikt nie wie. Domniemywa się, że towarzyszą człowiekowi odbardzo, bardzo dawna, od zamierzchłych czasów.

Wśredniowiecznej literaturze norweskiej nie spotyka się jeszczespisanych baśni, w niektórych tekstach znaleźć można jedyniewzmianki, że baśnie były już wtedy opowiadane. Na przykład w Sverressaga,Sverre porównywany jest do królewskiego syna, który został wypędzonyz domu przez złą macochę. Tworzone były wówczas również sagi, którezdradzają pokrewieństwo z baśniami.

Balladynorweskie, utrwalane na piśmie w XIX w., z dużym prawdopodobieństwemsięgają do źródeł wieków średnich. Nieliczne z nich, mające swojeźródło w zachodnio-nordyckim obszarze, opowiadają o walkach przeciwkotrollom, zdradzając jednocześnie powiązania z islandzkimi Sagamiz dawnych lat(Fornaldarsögur).Ballady SteinfinnFefinnsoni ?smundFr?gdegjevamajątaką samą strukturę oraz treść jak baśnie, co można traktować jakopośrednie świadectwo tego, że we wcześniejszych czasach baśnie byłyjuż opowiadane. I tak, w ?smundFr?gdegjevakról obiecuje tytułowemu bohaterowi swoją córkę, Irmelin, jeśli tenzdoła wyrwać ją z rąk trolla i sprowadzić do domu. ?smund udajesię z braćmi na OrmenLange,flagowym statku króla, do zamku trolla Skomegyvri, gdzie księżniczkajest więziona. Bracia nie wchodzą z ?smundem do zamku, idziewięc tam sam. Z łatwością odnajduje księżniczkę spacerującą po zamkui od razu zakochuje się w niej. Kiedy chcą uciec, pojawia się troll.Walczą długo, stosując zarówno siłę fizyczną, jak i klątwy orazzaklęcia; ostatecznie ?smund zabija trolla Skomegyvri'ego.Księżniczka jest wolna od zaklęcia, wspólnie plądrują zamek i wracajądo domu z całym skarbem.

Naszawiedza o baśniach norweskich zaczyna się tworzyć dopiero krótko przedpołową XIX w. Dominujący wtedy w Norwegii - podobnie jak wwielu innych krajach europejskich - nurt narodowo-romantycznywyznaczał poezji i szeroko rozumianej kulturze ludowej miejsceszczególne w poszukiwaniu własnej tożsamości etnicznej. Do 1814 r.Norwegia była częścią imperium duńskiego, a po kilkumiesięcznejniezależności została zmuszona przez obce mocarstwa do zawiązaniaunii personalnej ze Szwecją. Do pełnej niepodległości droga byłajeszcze daleka.

Iw takiej to kulturowo-historycznej sytuacji pojawiają się dwaj młodziludzie, którzy, jak mało kto, przyczynią się do odkrycia i utrwaleniaw Norwegach odrębnego narodowego "ja". Peter ChristenAsbj?rnsen (1812-1885) i J?rgen Moe (1813-1882), bo onich tu mowa, nie są ani politykami, ani przywódcami ruchuwyzwoleńczego, ani też filozofami czy myślicielami, którzy za pomocąteoretycznych rozpraw przygotowują naród do przemian. Asbj?rnseni Moe sięgnęli po to, czego Norwegia - drugi, po Islandii,najsłabiej zaludniony kraj w Europie - miała od dawna wnadmiarze: po słowo, po międzyludzką opowieść. To oni, jako pierwsi,zaczęli w systematyczny sposób zbierać, spisywać, opracowywać,komentować i publikować jedno z największych dóbr, jakie posiadakażdy naród: baśnie ludowe. Ich praca została później uznana wEuropie za wkład o wielkim znaczeniu dla mitologii porównawczej,transgranicznej gałęzi badawczej położonej między etnologią,psychologią i antropologią.

Opowiedzianew niniejszym tomie baśnie (z wyjątkiem dwóch ostatnich), opierają sięna zbiorach tych dwóch klasyków. Dlatego też warto poświęcić im paręsłów.

PeterChristen Asbj?rnsen urodził się wprawdzie w Christianii(obecnie Oslo), ale korzenie jego rodziny sięgają do Otty wGudbrandsdalen, doliny niezwykle bogatej w tradycje ludowe. Ojciecjego był mistrzem szklarskim, a także pełnił funkcję inspektorawodociągów. Po ukończeniu szkoły katedralnej Asbj?rnsenrozpoczął w 1833 r. studia medyczne, potem był nauczycielem domowym wRomerike. W latach 1838-1848 wydał w sześciu tomach podręcznik doprzyrody dla młodzieży. Jako badacz mórz odkrył w 1853 r. rozgwiazdęna głębokości 400 metrów w fiordzie Hardanger, którą nazwał brisingana cześć Naszyjnika Brisingów noszonego przez nordycką boginię Freję,a w 1864 r. opublikował pod pseudonimem Clemens Bonifacius popularnąksiążkę kucharską. Studiował leśnictwo w Niemczech i zostałzatrudniony w 1860 r. w Tr?ndelag. Do emerytury, na którąprzeszedł w 1876 r., kierował państwowym urzędem do spraw wydobyciatorfu. W swoim życiu wiele podróżował, odwiedził m.in. Egipt, uważanogo za poszukiwacza przygód i darwinistę. Przez czterdzieści latłączył go nieformalny związek z Mathilde Andersson, biedną szwedzkątkaczką, która po przybyciu do Norwegii, była adaptowana, zdobyłamajątek i zajęła się filantropią.

Zkolei J?rgen Moe przyszedł na świat w starym gospodarstwie Mow Steinsfjerdingen Hole (Ringerike), jako syn rolnika i polityka. W1830 r. rozpoczął studia teologiczne, które ze względu na częstechoroby i inne problemy ukończył dopiero w 1839 r. Potem pracowałjako nauczyciel domowy u właściciela huty żelaza w Aust-Agder, anastępnie przez osiem lat nauczał w szkole wojskowej. Ożenił się zcórką dyrektora, Johanne Fredrikke Sofie S?rensen i mieliwspólnie pięcioro dzieci. Po ukończeniu służby jako kapelan wKr?dsherad oraz w kościołach Sigdal i Eggedal, został w 1863r. proboszczem w Drammen. W 1871 r. przeniósł się do kościoła VestreAker niedaleko Christianii. W 1875 r. został mianowany biskupem wKristiansand, pozostał na tym stanowisku do 1882 r.

Asbj?rnseni Moe spotkali się po raz pierwszy w 1926 r. w Norderhov, gdzieAsbj?rnsen został wysłany na prywatne kursy maturalne, gdyżmiał kłopoty w nauce. Zawarli przymierze, które uczyniło ich braćmikrwi, i zostali przyjaciółmi na całe życie. W 1837 r. postanowiliopublikować baśnie. Bodźcem wyzwalającym było z pewnością ukazaniesię w 1833 r. NorskeSagnAndreasa Faye, pierwszego w historii zbioru norweskiej poezjiludowej. Poza tym obaj pozostawali pod mocnym wrażeniem dokonaństarszych od nich o jedno pokolenie braci Grimm, których dwa tomyKinder-und Hausmärchen(Baśniedla dzieci i młodzieży)ukazały się w 1812 i 1815 r.

Otrzymawszystypendia naukowe, odbyli szereg wypraw w celu zebrania baśni, przyczym najbardziej owocny okazał się być rok 1838. Odwiedzili głównieswoje strony rodzinne we wschodniej Norwegii, ale również Telemark,południowy Agder i zachodnie prowincje. W sprawach formy postanowilizastosować zasadę braci Grimm: prosty styl językowy w dialogach izachowanie oryginalnej formy narracji. Nie byli jednak pewni, w jakimjęzyku dokonać przekazu: po duńsku, który nadal obowiązywał wNorwegii i którym posługiwały się warstwy uprzywilejowane oraz stanśredni, czy może w lokalnych dialektach, które w owym czasie byłyjeszcze bardziej odmienne i zróżnicowane niż obecnie. Zdecydowali sięna swoisty lingwistyczny konglomerat: zachowali tradycyjny językpisany duński, zmodyfikowali go jednak, co do szyku wyrazów wzdaniach i doboru słownictwa, tudzież dostosowali do miejscowegostylu i charakteru, dodając regionalne wykrzykniki i onomatopeje. Wdużej mierze przyczynili się tym samym do popchnięcia do przodutworzenia się nowoczesnego języka norweskiego.

Dzisiejszybokm?lrozwinął się dopiero w drugiej połowie XIX w., podobnie zresztą jaknynorsk,drugi obowiązujący w Norwegii język. O ile jednak bokm?luwalniał się ewolucyjnie od trwających przez czterysta lat obcychwpływów i dominacji języka duńskiego, to nynorskuformowanyzostał dość radykalnie przez językoznawcę Ivara Aasena, którystworzył syntetyczny język z elementów staronordyckich i zistniejących dialektów norweskich, głównie z zachodniej i centralnejczęści kraju, rezygnując z duńskich przedrostków i ostatnich sylab.

Tworzenietekstu spełniającego literackie i estetyczne wymogi na podstawieusłyszanych, przekazanych ustnie opowieści to zadanie karkołomne,szczególnie wtedy, gdy osoba opowiadająca dysponuje wprawdzie dobrą iciekawą opowieścią, lecz jej zasób leksykalny pozostaje ubogi. Wprzekazie na żywo zazwyczaj to nie razi, w zapisie jednakże stanowidość poważną przeszkodę. Asbj?rnsen i Moe uznali, że ponieważsą ostatnim ogniwem w łańcuchu narratorów, mają prawo, a nawetobowiązek poprawić zarówno styl, jak i język swoich poprzedników,dostosowując go do przyzwyczajeń, wyrobienia literackiego i potrzebodbiorców wywodzących się z oświeconej warstwy mieszczańskiej.Ponadto każdy zapis, ze zrozumiałych względów, zubaża przekaz ustny,gdyż pozbawiony jest gestów, mimiki twarzy, zmian głosu inaśladowania różnych dźwięków przez mówiącego. Aby to zrekompensować,Asbj?rnsen i Moe wprowadzili znacznie więcej fragmentówopisowych, zróżnicowanych przymiotników, wierszy aliteracyjnych istałych zwrotów oraz przysłów, niż jest to znane z przekazówdokonywanych w tradycji ustnej.

Asbj?rnsen,ze względu na swoje etnologiczne zainteresowania, trzymał się dośćściśle dokonanych na żywo lub krótko potem zapisów, i poza gruntownąredakcją wprowadzał niewiele zmian. Zdarzało mu się jednak łączyćkilka zasłyszanych opowieści w jedną całość. Przykładem na to możebyć Mistrzzłodziejski,baśń obszerna i tak bogata w epizody, że można by nimi obdzielićkilka innych utworów. Moe z kolei starał się opierać wyłącznie najednym źródle. Usłyszane baśnie notował za pomocą krótkich haseł,stanowiących szkielet, wokół którego później, czasami nawet polatach, narastał i konstruowany był zapis literacki. Tak stało się wprzypadku Mistrzowskiejpanny,niezwykle wyrafinowanej baśni, ozdobionej lekko zmienionymipowtórzeniami, sprawiającymi na czytelniku wrażenie, że ma doczynienia z żywym narratorem.

Obajtwórcy mieli bezsprzecznie swoje słabsze i mocniejsze strony, idzięki temu bardzo dobrze się uzupełniali. O ile Asbj?rnsena,przyrodnika i darwinistę, można uznać za śmielszego, dosadnego iskłonnego do podejmowania ryzyka językowego, o tyle Moe, teolog,pozostawał stylistycznie pewniejszy i bardziej wyrobiony literacko.

NorskeFolkeeventyr(Norweskiebaśnie ludowe)ukazały się po raz pierwszy drukiem 29 grudnia 1841 r. w formiezeszytu, bez strony tytułowej i nazwisk autorów, którzy je spisali inadali im formę literacką. Premierowy zeszyt miał 96 stron. O ilenorweskie koła literackie zachowały się początkowo z rezerwą, tozagraniczni zbieracze i interpretatorzy baśni wpadli w zachwyt. JacobGrimm mocno chwalił tę pozycję. Do roku 1843 ukazywały się kolejnezeszyty, a w 1844 r. zaczęto publikować drugi tom baśni, z któregojednak ukazał się tylko jeden zeszyt. W 1851 r. NorskeFolkeeventyropublikowane zostały wreszcie z obszernym wstępem napisanym przezJ?rgena Moe. Zbiór zawierał dodatkowo informacje o miejscuoraz okolicznościach zapisania baśni, a także lokalne warianty, conadawało mu znamiona pracy naukowej. Asbj?rnsen publikowałtakże własną serię: NorskeHuldre-Eventyr og FolkesagnI-II (1845-1848), w której punkt ciężkości położony został naponadnaturalne zjawiska i wierzenia ludowe. Przygotował też NorskeFolke-Eventyr. NySamling(1871) i NorskeFolke-Eventyr. Ny Samling. Anden Udgave(1876), a w 1879 r. ukazał się zbiór NorskeFolke- og Huldre-Eventyr i Udvalg,pierwsze wydanie baśni norweskich z ilustracjami różnych autorów podwodzą Hansa Fredrika Gude, marynisty i pejzażysty ze szkołydüsseldorfskiej.

Itak zrodził się kanon ponumerowanych i skatalogowanych, a późniejjeszcze sklasyfikowanych w systemie Aarne-Thompsona baśni norweskich,z którego do dziś czerpią zarówno wydawcy krajowych i zagranicznychpublikacji książkowych, e-booków, jak i administratorzy licznychportali internetowych zajmujących się publikacją baśni.

Wdrugiej połowie XIX w. baśnie norweskie stały się powszechną lekturąw Norwegii, a także w pozostałych krajach skandynawskich oraz wangielskim i niemieckim kręgu kulturowym. Obecnie czytane są na całymświecie, przy czym - poza wymienionymi już regionami -szczególnym zainteresowaniem i popularnością cieszą się w Wietnamie,Japonii i na Ukrainie.

DoPolski dzieła te dotarły stosunkowo późno, bo dopiero w 1975 r., astało się to za sprawą Wydawnictwa Poznańskiego, które wydało ZamekSoria Moria: baśnie norweskiew tłumaczeniu Beaty Hłasko i Adeli Skrentni-Olsen; o dośćnienorweskie opracowanie graficzne zadbał Adam Kilian. Pozycja tazostała wznowiona w 1985 r. przez KAW, a następnie w latach 1986-1987ukazała się ponownie w Poznaniu w formie trzech blisko50-stronicowych zeszytów wydawniczych. Ostatnie wznowienie miałomiejsce w 2010 r.

TłumaczeniaBeaty Hłasko i Adeli Skrentni-Olsen należą z pewnością do niezwyklewartościowych osiągnięć translatorskich, ale odbiegają niekiedy odoryginalnych wersji norweskich: są skrócone, miejscami złagodzone, iw ten sposób dostosowane do recepcji baśni przez najmłodszegoodbiorcę, co z pedagogicznego punktu widzenia jest z pewnościąciekawym zabiegiem. Patrząc jednak na sprawę z pozycjikulturowo-historycznej, działania takowe należy uznać za częściowochybione, gdyż czytelnik polskojęzyczny pozbawiony został możliwościpełniejszego zapoznania się z dobrem norweskiej kultury.

Dotychczaspo polsku przedstawione zostały jedynie 33 baśnie z liczącego obecnie155 pozycji rozszerzonego kanonu NorskeFolkeeventyr.Niniejszy zbiór wypełnia zatem bezsporną lukę, gdyż prezentuje 90baśni, całkowicie na nowo opowiedzianych i w większości dotąd nieprezentowanych czytelnikowi polskojęzycznemu. W utworach nie dokonanoskrótów redakcyjnych z powodów obyczajowych i religijnych oraz niewprowadzono zmian w celu dostosowania dawnych treści do wymogówwspółczesnej poprawności politycznej. Utrzymany został specyficzny,niekiedy chropowaty i nierówny styl oryginałów oraz zróżnicowaniesemantyczne pierwotnych narratorów. Ze względów normatywnychuwzględniono natomiast ostatnie uwspółcześnienia gramatyczne,zaaprobowane przez Projekt Runeberg (stan z maja 2016 roku),biblioteki cyfrowej zajmującej się umieszczaniem w Interneciewolnodostępnych elektronicznych wersji dzieł nordyckiej literatury isztuki.

+ + +

Baśnie- bajki magiczne, zwierzęce i komiczne, a także klechdy -do dziś żyją i zajmują ważne miejsce w norweskiej kulturze. Są toswobodne, pełne fantazji, ale jednocześnie mocno osadzone wskandynawskich realiach i trudnej codzienności opowieści, w którychpojawiają się nadprzyrodzone elementy: trolle, huldry (żeńskiodpowiednik trolla), nissy (skrzaty), tussy (podziemni), dvergi(karły), Stary Erik (diabeł), Zły oraz zwierzęta potrafiące mówić idobrze radzić bohaterom. Charakterystyczną cechą tych baśni jest to,że otwierają one oczy, lecz nie pouczają. Jak każda twórczość ludowa,są one pełne uproszczeń i schematów, a krąg występujących w nich osóbjest ograniczony. Jednym z najważniejszych bohaterów pozostajeAskeladden, nazywany niekiedy Espen Askeladden, Oskeladden (nynorsk)i Tyrihans, którego porównać można do Głupiego Jasia. On to,zazwyczaj trzeci, ostatni syn w rodzinie, odtrącony przez braci,niekiedy przez ojca i matkę, przeżywa mnóstwo przygód, by na konieccieszyć się ze zdobycia księżniczki, uznania w społeczności ibogactwa.

Askoro już o Askeladdenie mowa, to należy wspomnieć, że imię tegobohatera zostało wygładzone z estetycznego punktu widzenia nie wpolskiej wersji, lecz już w norweskim oryginale. W tradycji ludowej -szczególnie w Valdres, Hallingdal, Telemarku i Vestlandet -postać ta nazywała się Askefis lub Oskefisen, co można przełożyć jakoPopiołowy Bąk lub "ten, który siedzi i pierdzi w popiele".Określenie to związane było z funkcją, jaką najmłodszy syn spełniał wdawnym społeczeństwie agrarnym: utrzymywał ogień na palenisku lub wpiecu, czyli, z punktu widzenia starszego rodzeństwa, nie robił nic.W języku polskim znane jest zbliżone określenie na nieroba, dotyczyono wykonywania powyżej wymienionej czynności fizjologicznej podczassiedzenia na stołku. W pierwszych edycjach baśni bohater nosiłjeszcze imię Askepot (Popielny Garnek). Stosowny i całkowiciecenzuralny Askeladden ("ten, który ładuje popiół")pojawił się dopiero w późniejszych wydaniach.

Opowiadaniebaśni nie jest wcale sprawą łatwą, szczególnie jeśli robi się to wjęzyku, w którym baśnie te nie powstały. Wtedy bowiem takie baśnienależy wcześniej przełożyć. Nie inaczej też było z Baśniaminorweskimi:najpierw zostały one przetłumaczone na język polski, a następnie wtym języku opowiedziane. W prezentowanym tomie mamy więc do czynieniaze spolszczonymi baśniami klasyki norweskiej, a tłumaczenie zostałodokonane z wykorzystaniem języka norweskiego, niemieckiego iangielskiego.

Wbrewobecnie szeroko rozpowszechnionemu poglądowi baśnie, jako twórtradycji oralnej, nie powstawały w celu prezentowania ich dzieciom,lecz były utworami tworzonymi "przezdorosłych, odorosłych i dladorosłych", jak to słusznie zauważa Peter Ravn, badacz folkloruduńskiego. Dopiero rozwój kapitalistycznej kultury mieszczańskiej itradycje religii chrześcijańskiej w Europie, a w przypadku Polskirównież późniejsze doświadczenie socjalizmu, doprowadziły doudziecinnienia, umoralnienia i odfolkloryzowania baśni. Konsekwencjątego było to, że jeśli ktoś w ogóle jeszcze czytał dawne baśnieludowe, to wyłącznie specjaliści. Dzieciom przed snem czytało siębaśnie skrócone, przerobione i dopasowane do potrzeb wydawnictwa lubstricte literackie, np. Andersena, które również z biegiem lat takmodyfikowano i wygładzano, że obecnie niewiele jest Andersena w jegobaśniach. Dziś nawet ten zwyczaj odchodzi powoli w zapomnienie,dzieci poznają baśnie z kolorowych komiksów i filmów rysunkowych. Ina takowy rozwój nie zawsze należy patrzeć negatywnie. Bo baśnie to zpewnością coś więcej niż tylko wierny zapis.

Snucieopowieści w odmiennym kręgu kulturowym polega między innymi na tym,że baśnie trzeba niekiedy nieco zmodyfikować i dostosować do świataznanego słuchaczom czy czytelnikom z danego kraju. Stąd, na przykład,w niniejszym wydaniu z norweskiego stabburu,jednej z ważniejszych budowli tradycyjnej zagrody chłopskiej, którązna każde dziecko w Norwegii, powstał polski "spichlerz"lub "spiżarnia na podwórzu". Stabburto tradycyjna spiżarnia chłopska postawiona na palach i płytachkamiennych, parterowy lub jednopiętrowy budynek z drewnianych bali,zwykle ozdobiony płaskorzeźbami. W baśniach norweskich stabburjest nieodłącznym elementem architektonicznym zarówno gospodarstwa,jak i... zamku królewskiego. To właśnie do stabburuposyła ptak Dam księcia po jedzenie dla siebie (PtakDam),to na schodach stabburuwiatr porywa chłopcu mąkę (Ochłopcu, który poszedł do północnego wiatru i upomniał się o zwrotmąki)i król obserwuje przybywającego Askeladdena (Siedemźrebiąt),jak również tostabburybogatych gospodarzy okradają złodzieje (Gidske).

Podwzględem relacji międzyludzkich baśnie norweskie sprawiają wrażenienieskrępowanych, odczarowanych, a nawet dość prekursorskich. Wszyscy,niezależnie od statusu społecznego i stopnia znajomości są ze sobą naty, co nie jest wcale literackim zabiegiem formalnym, tylko odpowiadazwyczajom panującym w Norwegii. Księżniczki są wprawdzie równiepiękne, jak w baśniach innych ludów, ale stosunkowo przystępne: pozawyjątkowymi wypadkami, każdy może się do nich zbliżyć, porozmawiać io różne sprawy zapytać, nawet nędzarz w łachmanach, za którego częstoprzebiera się Askeladden. Królowie wykonują zwyczajne czynności(zaglądają do stajni, karmią kury, idą na pastwisko), a mieszkajązazwyczaj w zamkach, które tylko na pierwszy rzut oka wydają się byćogromne i wspaniałe, bo gdy bohater znajdzie się już w środku,wielokroć można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z mniej czybardziej przestronnie pobudowaną, dość bogatą zagrodą chłopską. Jestto zrozumiałe, gdyż zamki i pałace w norweskim krajobrazie należą doniezwykle rzadkich rarytasów.

Baśnienorweskie stoją obiema nogami twardo na ziemi, pozostają odarte znadmiernego przepychu, wykwintnych strojów i zbędnych gestów. Napróżno szukać w nich skomplikowanych rytuałów dworskich, całonocnychwystawnych balów czy zmagań rycerskich, a religijna aktywnośćsprowadza się do wzywania imienia Boga w chwilach trwogi lubzdziwienia oraz do uczestnictwa w mszy, która ogranicza się zazwyczajdo kazania, wygłaszanego przez księdza obdarzonego takimi samymiprzywarami jak wszyscy inni. Sakralność jest ukryta w człowieku, anie wystawiona na widok publiczny. Nie bez znaczenia jest tutaj zpewnością fakt, że w 1537 r. luteranizm stał się za sprawą ChrystianaIII Oldenburskiego religią państwową w Danii i Norwegii, a do roku1600 ewangelicka struktura kościelna objęła cały kraj. Nie pozostałoto bez wpływu również na kształt i atmosferę baśni: bohaterowie są nawskroś protestanccy w sposobie bycia i pojmowania świata, a ichpostępowanie zabarwione jest obecnością starych wierzeń i dawnychbogów, którzy nadal czekają w ukryciu na swój czas.

Jednymz najbardziej charakterystycznych elementów w baśniach norweskich sątrolle, człekokształtne stworzenia obdarzone darem mowy iumiejętnością porozumiewania się ze światem. Według nordyckiejmitologii trolle to koboldy lub demony, które mieszkają razem zolbrzymami w Utgardzie, świecie wrogim bogom i ludziom. W sadze oOlafie II Haraldssonie (Heimskringla)znajdziemy fragment opowiadający o tym, jak banita Arnljótr walczy ztrollką, która napada i zabija handlarzy nocujących w górskiejchacie. Wygląd trolli nie został nigdy nigdzie dokładnie określony,przybierają zatem taką postać, jaką nadaje im fantazja ludzka. Raz sąkrzepkie i olbrzymie, to znowu niewiele różnią się wzrostem i siłą odczłowieka. Często mają duże nosy i wielkie oczy ("jak cynowetalerze"), są łatwowierne, chciwe, łakome i przekonane o swojejsile, lecz niezbyt rozgarnięte. Mogą zamieniać się w skałę i porastaćlasem, mogą rozpadać się na tysiące kawałków pod wpływem promieniwschodzącego słońca, mogą mieszkać w górach, lasach, jaskiniach, wmorzu, a nawet latać w powietrzu. Bywają niekiedy wielogłowe, przyczym największa liczba głów to piętnaście. Przyjmuje się, że szkodząludziom i zwierzętom; szczególnie chętnie zabijają i zjadają tych, wktórych płynie "chrześcijańska krew". Posiadają wielkiebogactwa, nagromadzone dzięki paraniu się górnictwem i wydobywaniusrebra oraz złota, bądź też przez wymuszanie okupu na królach i ztransakcji wymiennych, lecz nie z kradzieży. Z kolei bohater baśninigdy nie opuści domostwa trolla, zanim nie zabierze tak wielekosztowności, ile jest w stanie unieść: zabija trolla i dokonujekradzieży, gdyż jest to dla niego jedyna droga, aby stać się majętnąi dzięki temu respektowaną w społeczności osobą.

Szczególnąbaśnią traktującą o relacji troll - człowiek jest Złotyzamek, który wisi w powietrzu.Askeladden odnajduje zagubionego małego trolla i zaprzyjaźnia się znim, następnie odprowadza dziecko do domu, za co od trolla-ojcaotrzymuje osła, bez którego nie podołałby zadaniom, jakie go czekają.

Doświata norweskich baśni należą także opowieści z życia codziennegospołeczności wiejskich, często wplecione tylko w wątek głównyopowieści. Pokazują nam one w niezafałszowany sposób życie chłopskie,chaty, krajobrazy, góry, fiordy, pola, strumienie, łąki nad jezioramiczy pastwiska na halach. Jako że Norwegowie to naród żeglarzy, niebrakuje w baśniach również dalekich podróży na statkach, które częstozawijają do krain, w których bohaterowie wcześniej nigdy jeszcze niebyli.

Koloryttypowo norweski widoczny jest również w bajkach o zwierzętach. Donajczęściej występujących zwierząt należą: niedźwiedź (brunatny ibiały), wilk, lis, baran i zając, ale spotykamy również koguta, kurę,słonkę, głuszca, dzikie kaczki czy świnię. Endemicznie norweska jestkrótka historia trzech kozłów Bruse, które chciały pójść na górskąhalę i porządnie sobie podjeść. Baśń ta była wielokrotnie przerabianaliteracko przez autorów z całego świata, adaptowana na film, nascenę, na słuchowisko i doczekała się nawet własnego musicalu.

WydawcyBaśninorweskichpodjęli się niecodziennego na polskim rynku książkowym zadania:publikacji ludowych baśni norweskich w postaci najbardziej zbliżonejdo pierwotnej, bez ilustracji i w pełnej wersji. I nie jest to zpewnością koniec eksperymentu, przygotowywane są bowiem kolejne tomybaśni, bajek, klechd, podań i gawęd z różnych regionów Norwegii.

DariuszMuszer

OAskeladdenie, który ukradł trollowi srebrne kaczki, derkę i złotąharfę

Żyłsobie ongiś pewien biedny człowiek, który miał trzech synów. Kiedyumarł, dwóch starszych zapragnęło wyruszyć w świat, aby poszukaćszczęścia; najmłodszego za nic nie chcieli zabrać ze sobą.

- Tytam - rzekli - nie nadajesz się do niczego innego, tylkodo grzebania w popiele!

- Wtakim razie muszę iść sam - stwierdził Askeladden.

Dwajstarsi bracia wędrowali i dotarli do królewskiego zamku, gdzieprzyjęto ich na służbę; jednego do pomocy koniuszemu, drugiego doogrodnika.

Askeladdenrównież udał się w drogę i zabrał ze sobą wielką, drewnianą dzieżę, abyła to jedyna rzecz, jaką rodzice pozostawili po sobie. Starsibracia wcale nie interesowali się nią, a z kolei Askeladden, pomimoże dzieża była bardzo ciężka, nie chciał jej zostawić. Jakiś czaswędrował z dzieżą i w końcu również dotarł do zamku, gdzie poprosił oprzyjęcie go na służbę. Odpowiedziano mu, że nie będzie potrzebny.

Jednakżetak długo prosił i błagał, aż dano mu przyzwolenie na przebywanie wkuchni i noszenie drewna i wody dla kucharki. Był pracowity izręczny, tak więc długo nie trwało a zdobył poważanie wśród ludzi. Zkolei jego bracia byli leniwi, toteż często spotykały ich razy idostawali mizerne wynagrodzenie; zazdrościli więc Askeladdenowi, gdyżwidzieli, że wiedzie mu się znacznie lepiej.

Naprzeciwkokrólewskiego zamku, po drugiej stronie jeziora, mieszkał pewientroll, który miał siedem srebrnych kaczek, i pływały one często powodzie, tak że z zamku można było je dokładnie widzieć. Król wielerazy mówił o tym, że chciałby mieć te srebrne kaczki, dlatego teżdwaj starsi bracia tak rzekli do koniuszego:

- Naszbrat przechwala się, że gdyby tylko chciał, zdobyłby dla króla siedemsrebrnych kaczek.

Możnasobie wyobrazić, że długo nie trwało, a koniuszy powiedział o tymkrólowi. Ten z kolei zwrócił się do Askeladdena:

- Twoibracia mówią, że mógłbyś zdobyć dla mnie srebrne kaczki, tak więcżądam, abyś to uczynił.

- Tegoani nie pomyślałem, ani też nie powiedziałem - odparł chłopak.

- Awłaśnie, że powiedziałeś - rzekł król. - I dlatego musiszje dla mnie zdobyć.

- Notak - rzekł chłopak - jeśli już inaczej nie można, to dajmi garniec żyta i garniec pszenicy, a wtedy spróbuję.

Otrzymał,co chciał, wsypał ziarno do dzieży, którą zabrał z domu, ipowiosłował w niej przez wodę. Gdy przybył na drugą stronę, wyszedłna brzeg i przechadzał się, rozrzucając ziarno. W końcu udało mu sięzwabić wszystkie kaczki do dzieży i powiosłował z nimi z powrotem takszybko, jak tylko mógł. Był już na środku jeziora, gdy pojawił siętroll i dostrzegł go.

- Hej,ty! Czy odpływasz z moimi siedmioma srebrnymi kaczkami?! -zapytał.

- Tak!- odkrzyknął chłopak.

- Będęcię częściej widywał?! - zapytał troll.

- Całkiemmożliwe! - odparł chłopak.

GdyAskeladden wrócił z siedmioma srebrnymi kaczkami do króla, stał sięjeszcze bardziej lubiany na zamku, i nawet sam król powiedział, żewspaniale wszystko zrobił. Jednakże z tego powodu bracia byli jeszczebardziej zazdrośni i źli, wpadli na pomysł, aby powiedziećkoniuszemu, że ich brat chwali się, iż gdyby tylko chciał, mógłbyzdobyć dla króla derkę trolla ze złotymi i srebrnymi frędzlami.Koniuszy od razu popędził i doniósł o tym królowi. Wtedy królpowiedział do chłopakowi, o czym jego bracia mówią, czyli że onchwali się, iż mógłby zdobyć dla króla derkę trolla ze srebrnymi izłotymi frędzlami - tak więc musi to uczynić, gdyż inaczejstraci życie. Askeladden odparł, że ani tak nie pomyślał, ani niepowiedział. Jednakże nic to nie pomogło, tak więc poprosił o trzy dniczasu do namysłu.

Kiedyminęły trzy dni, Askeladden ponownie wsiadł do dzieży i powiosłowałna drugi brzeg, gdzie wysiadł i zaczął czekać na sposobną chwilę. Wkońcu zauważył, że troll wywiesił derkę na dworze, aby jąprzewietrzyć. Kiedy wrócił do środka góry, Askeladden złapał za derkęi powiosłował z powrotem tak szybko, jak tylko potrafił.

Byłjuż na środku jeziora, gdy troll wyszedł z góry i spostrzegł go.

- Czyto ty zabrałeś mi moje siedem srebrnych kaczek?! - zapytał.

- Tak!- odkrzyknął chłopak.

- Ateraz pewnie wziąłeś moją derkę ze srebrnymi i złotymi frędzlami?

- Tak!- odparł chłopak.

- Czybędę cię widywał częściej?

- Całkiemmożliwe!

KiedyAskeladden powrócił z derką, wszyscy na zamku zaczęli jeszczebardziej go poważać i mianowano go osobistym służącym króla. Z tegopowodu dwaj pozostali bracia zżymali się straszliwie i aby zrobićAskeladdenowi na złość, powiedzieli koniuszemu:

- Ateraz brat nasz przechwala się, że mógłby z łatwością zdobyć dlakróla złotą harfę, która jest w posiadaniu trolla, a ma ona takąwłaściwość, że każdy człowiek, nawet najbardziej smutny, staje sięwesoły, gdy usłyszy dźwięki jej strun.

Koniuszyzaraz oczywiście opowiedział o wszystkim królowi, a ten rzekł dochłopaka:

- Skorotak powiedziałeś, musisz to teraz zrobić. Jeśli ci się uda, otrzymaszksiężniczkę za żonę i połowę królestwa. Nie powiedzie ci się,stracisz życie.

- Anitak nie myślałem, ani nic takiego nie powiedziałem - rzekłchłopak. - Lecz, jak widzę, nie ma innej rady, muszę spróbować.Potrzebuję jednak sześciu dni do namysłu.

Królnie miał nic przeciwko temu, lecz gdy czas upłynął, Askeladden musiałwyruszyć. Wsadził w kieszeń gruby, duży gwóźdź, kołek z brzozowegodrewna oraz ogarek świecy i powiosłował w dzieży na drugą stronę.Wyszedł na brzeg i wyczekująco przechadzał się tam i z powrotem.

Naglepojawił się troll i spostrzegł Askeladdena.

- Czyto ty wziąłeś moje siedem srebrnych kaczek? - zapytał.

- Tak!- odparł chłopak.

- Jesteśrównież tym, który zabrał mi moją derkę ze złotymi i srebrnymifrędzlami? - pytał dalej troll.

- Tak!- rzekł chłopak.

Iwtedy troll złapał go i zaciągnął do środka góry.

- Takwięc, moja córko - rzekł - w końcu dopadłem tego, któryukradł moje srebrne kaczki oraz moją derkę ze złotymi i srebrnymifrędzlami. Wsadź go teraz do tuczarni. Potem zabijemy go i zaprosimynaszych przyjaciół na ucztę.

Córkabyła gotowa to uczynić i natychmiast zawlokła chłopaka do tuczarni.Pozostał tam przez osiem dni i dostawał najlepsze jedzenie i picie,jakie tylko mógł sobie zażyczyć, i tak dużo, ile tylko chciał.

- Idźżedo niego - rzekł troll do córki, gdy upłynęło osiem dni -i zatnij go w najmniejszy palec, a wtedy będziemy wiedzieli, czy jestdostatecznie tłusty.

Córkaod razu poszła do tuczarni.

- Wystawmi tutaj swój najmniejszy palec! - rzekła.

JednakżeAskeladden wystawił gruby gwóźdź i córka trolla przeciągnęła nożem ponim.

- Onie, jest jeszcze twardy jak żelazo - rzekła do ojca, gdywróciła. - Jeszcze nie opłaca się go zarzynać.

Pokolejnych ośmiu dniach wszystko przebiegało podobnie, tyle tylko żeAskeladden wystawił tym razem brzozowy kołek.

- Niecosię poprawił - rzekła córka do trolla, gdy wróciła - aleciągle jeszcze jest za twardy do gryzienia, jak drewno.

Ponastępnych ośmiu dniach troll powiedział ponownie, aby córka poszła isprawdziła, czy chłopak jest już dostatecznie utuczony.

- Wystawmi tu zaraz swój mały palec! - rzekła, gdy znalazła się wtuczarni.

Askeladdenwystawił ogarek świecy.

- No,teraz już ujdzie - powiedziała.

- Ha!Ha! - ucieszył się troll. - W takim razie ruszam w drogę,aby zaprosićgości. W tym czasie zabij go i jedną połowę upiecz, drugą zaś ugotuj.

Gdytroll poszedł, córka zaczęła ostrzyć wielki, długi nóż.

- Czyto właśnie nim masz mnie zabić? - zapytał chłopak.

- Tak- odparła córka trolla.

- Jakwidzę, nie jest on jeszcze wystarczająco ostry - rzekł chłopak.- Muszę ci go porządnie naostrzyć, abyś bez wysilania się mogłapozbawić mnie życia.

Itak wręczyła mu nóż, a chłopak zabrał się do ostrzenia.

- Pozwól,że spróbuję na twoim warkoczu - rzekł. - Myślę, że nóżjest już dostatecznie ostry.

Córkatrolla zezwoliła mu na to. Askeladden chwycił za warkocz, pociągnąłgłowę trollki w tył i podciął jej gardło.

Następniejedną połowę ugotował, drugą zaś upiekł i postawił wszystko na stole.Potem ubrał się w szaty młodej trollki i usiadł w kącie.

Kiedytroll przybył z gośćmi do domu, poprosił córkę, aby przyszła i razemz innymi jadła.

- Nie- odparł Askeladden - nie chcę jeść, gdyż jestem takasmutna.

- Znaszprzecież radę na to - rzekł troll. - Weź złotą harfę izagraj na niej.

- Dobrze,ale gdzie ona jest? - zapytał chłopak.

- Przecieżwiesz, sama używałaś jej niedawno - rzekł troll. - Wisitam, nad drzwiami.

Nietrzeba było tego chłopakowi dwa razy powtarzać: wziął harfę i wyszedłz nią na zewnątrz góry i zaczął grać. Gdy już się rozegrał na dobre,nagle zepchnął dzieżę na wodę i zaczął z całych sił wiosłować wkierunku zamku. Po jakimś czasie troll pomyślał sobie, że córka cośdługo nie wraca, wyszedł więc, aby rozejrzeć się za nią. Zamiast niejzobaczył w oddali na wodzie chłopaka w dzieży.

- Czyto ty zabrałeś moje siedem srebrnych kaczek?! - zawołał troll.

- Tak!- odparł Askeladden.

- Czyto ty zabrałeś mi także derkę ze złotymi i srebrnymi frędzlami?!

- Tak!

- Ipewnie ty również zabrałeś teraz moją złotą harfę?! - wołałtroll.

- Tak,to ja! - odkrzyknął chłopak.

- Aczy to nie ty zostałeś właśnie przeze mnie zjedzony?!

- Nie,zjadłeś swoją własną córkę! - odparł chłopak.

Gdytroll to usłyszał, tak się zezłościł, że pękł na tysiąc kawałków.Reszta trolli, gdy usłyszała huk, tak się przestraszyła, żerozpierzchła się czym prędzej na wszystkie strony świata.

WtedyAskeladden powiosłował z powrotem do trollowej góry i wziął mnóstwozłota i srebra; tak dużo, ile tylko zmieściło się w dzieży. Kiedywrócił z takim ogromnym bogactwem i jeszcze do tego ze złotą harfą,otrzymał księżniczkę za żonę i połowę królestwa, tak jak król muprzyrzekł. Swoim braciom nie zrobił żadnej krzywdy, gdyż wierzył, żezawsze, gdy o nim coś opowiadali, chcieli dla niego jak najlepiej.