Mama zachorowała. Leżała w łóżku z gorączką i nie miała siły na nic poza spaniem. Tata ugotował jej rosół, a Basia z Jankiem przygotowali kanapki z kremem czekoladowym. Mama zjadła łyżkę zupy i znów zasnęła.
- To dziwne - powiedział Janek. - Przecież Mama zawsze ma na wszystko siłę.
- Nie zjadła kremu! - Basia wpatrywała się ze zdumieniem w nieruszone kanapki.
- A co będzie, jeśli już zawsze będzie spać? - spytał Janek.
- Nie będzie nam czytać - wyszeptała Basia.
- I nie zrobi zupy pomidorowej z kluseczkami. - Janek złapał się za głowę. - To straszne! Musimy ją obudzić!
- Tylko jak? Tata mówił, że nie wolno nam krzyczeć ani wskakiwać na łóżko.
- Możemy ją połaskotać albo...
Basia nie czekała na dalsze propozycje. Pobiegła do kuchni, gdzie Tata podgrzewał owsiankę.
- Tato! - zawołała. - Musisz pocałować Mamę! Natychmiast!
- Co się stało?! - Tata z wrażenia upuścił łyżkę.
- Jak jej nie pocałujesz, nigdy się nie obudzi! Będzie spać i spać. Jak śpiąca królewna. Janek chce ją łaskotać, ale królewny...
- Łaskotać? Obudzić?! - Tata zakręcił gaz, wyjął Franka z fotelika i ruszył w stronę sypialni. Basia za nim. Weszli w chwili, gdy Janek unosił kołdrę. Tata wyprowadził go z pokoju.
- Nie możecie budzić Mamy - powiedział. - Jest chora i musi odpoczywać. Sen to najlepszy lekarz.
- Lepszy niż ty? - zdziwiła się Basia.
- Przy gorączce tak. Mama dostała lekarstwa i na pewno wyzdrowieje, ale nie można jej przeszkadzać. Potrzebuje ciszy.
- To co będziemy robić? Czekać, aż się obudzi? - jęknął Janek.
- Przez sto lat? - podchwyciła Basia.
- Jeśli damy jej w spokoju pochorować, na pewno wstanie wcześniej. Zadzwoniłem już do Babci Marianny z prośbą o pomoc. Zajmie się Frankiem i będzie w pobliżu, gdyby Mama czegoś potrzebowała. A my w tym czasie pojedziemy na basen.
- Hura! - zawołał Janek.
Basia pobiegła do swojego pokoju po Miśka Zdziśka. Zaniosła go do sypialni rodziców i położyła obok Mamy.
- Pilnuj jej, dopóki nie wrócę - szepnęła.
Tata zawiózł ich do największego parku wodnego w okolicy. Basia już z daleka zobaczyła wystające z budynku kolorowe rury zjeżdżalni. Wyglądały na gigantyczne. "Może to jest basen dla olbrzymów?" - pomyślała i zrobiło jej się dziwnie w brzuchu.
Tata kupił bilety i dostał od kasjerki trzy zegarki z metalową płytką: jeden niebieski i dwa czerwone. Niebieski był dla Taty. Kasjerka powiedziała, że jest na nim dwieście złotych kredytu do baru i restauracji, a na czerwonych po dwadzieścia.
- Dwadzieścia złotych?! - Basia wpatrywała się w zegarek jak zaczarowana. To było więcej, niż Zuzia dostawała kieszonkowego! Baseny dla olbrzymów miały jednak dobre strony.
Poszli do szatni rodzinnej. Basia wysypała na podłogę zawartość torby i zaczęła zdejmować buty. Wtedy Tata zawołał:
- A niech to! Nie wziąłem kąpielówek!
Musieli się spakować i wyjść do sklepu ze strojami do pływania.
Dalsza część dostępna w wersji pełnej