Basia. Wielka księga przygód 5 - Zofia Stanecka, Marianna Oklejak

Kup ebooka

34.99 zł
28.69 zł (26,24 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Mama zachorowała. Leżała w łóżku z gorączką i nie miała siły na nic poza spaniem. Tata ugotował jej rosół, a Basia z Jankiem przygotowali kanapki z kremem czekoladowym. Mama zjadła łyżkę zupy i znów zasnęła.

- To dziwne - powiedział Janek. - Przecież Mama zawsze ma na wszystko siłę.

- Nie zjadła kremu! - Basia wpatrywała się ze zdumieniem w nieruszone kanapki.

- A co będzie, jeśli już zawsze będzie spać? - spytał Janek.

- Nie będzie nam czytać - wyszeptała Basia.

- I nie zrobi zupy pomidorowej z kluseczkami. - Janek złapał się za głowę. - To straszne! Musimy ją obudzić!

- Tylko jak? Tata mówił, że nie wolno nam krzyczeć ani wskakiwać na łóżko.

- Możemy ją połaskotać albo...

Basia nie czekała na dalsze propozycje. Pobiegła do kuchni, gdzie Tata podgrzewał owsiankę.

- Tato! - zawołała. - Musisz pocałować Mamę! Natychmiast!

- Co się stało?! - Tata z wrażenia upuścił łyżkę.

- Jak jej nie pocałujesz, nigdy się nie obudzi! Będzie spać i spać. Jak śpiąca królewna. Janek chce ją łaskotać, ale królewny...

- Łaskotać? Obudzić?! - Tata zakręcił gaz, wyjął Franka z fotelika i ruszył w stronę sypialni. Basia za nim. Weszli w chwili, gdy Janek unosił kołdrę. Tata wyprowadził go z pokoju.

- Nie możecie budzić Mamy - powiedział. - Jest chora i musi odpoczywać. Sen to najlepszy lekarz.

- Lepszy niż ty? - zdziwiła się Basia.

- Przy gorączce tak. Mama dostała lekarstwa i na pewno wyzdrowieje, ale nie można jej przeszkadzać. Potrzebuje ciszy.

- To co będziemy robić? Czekać, aż się obudzi? - jęknął Janek.

- Przez sto lat? - podchwyciła Basia.

- Jeśli damy jej w spokoju pochorować, na pewno wstanie wcześniej. Zadzwoniłem już do Babci Marianny z prośbą o pomoc. Zajmie się Frankiem i będzie w pobliżu, gdyby Mama czegoś potrzebowała. A my w tym czasie pojedziemy na basen.

- Hura! - zawołał Janek.

Basia pobiegła do swojego pokoju po Miśka Zdziśka. Zaniosła go do sypialni rodziców i położyła obok Mamy.

- Pilnuj jej, dopóki nie wrócę - szepnęła.

Tata zawiózł ich do największego parku wodnego w okolicy. Basia już z daleka zobaczyła wystające z budynku kolorowe rury zjeżdżalni. Wyglądały na gigantyczne. "Może to jest basen dla olbrzymów?" - pomyślała i zrobiło jej się dziwnie w brzuchu.

Tata kupił bilety i dostał od kasjerki trzy zegarki z metalową płytką: jeden niebieski i dwa czerwone. Niebieski był dla Taty. Kasjerka powiedziała, że jest na nim dwieście złotych kredytu do baru i restauracji, a na czerwonych po dwadzieścia.

- Dwadzieścia złotych?! - Basia wpatrywała się w zegarek jak zaczarowana. To było więcej, niż Zuzia dostawała kieszonkowego! Baseny dla olbrzymów miały jednak dobre strony.

Poszli do szatni rodzinnej. Basia wysypała na podłogę zawartość torby i zaczęła zdejmować buty. Wtedy Tata zawołał:

- A niech to! Nie wziąłem kąpielówek!

Musieli się spakować i wyjść do sklepu ze strojami do pływania.

Dalsza część dostępna w wersji pełnej