Basia podciągnęła spodnie od piżamy, wzięła pod pachę Miśka Zdziśka i podreptała do pokoju rodziców.
- Dziś zasypiam z wami - oświadczyła. Wdrapała się na łóżko i umościła między rodzicami.
- Najlepiej mi się śpi w waszym łóżku - dodała. - A wam też się przyda, jak nie będziecie tacy samotni beze mnie.
- Całkiem dobrze sobie z Mamą radzimy, kiedy jesteśmy razem - mruknął Tata.
- Wiem, wiem. - Basia poklepała go po ręce. - Ale ze mną będzie wam jeszcze lepiej. Dziadek mówi, że jestem milutka. Misiek Zdzisiek też tak uważa. I jest ciekawy, co nam dziś opowiecie na dobranoc. Może coś o mnie? On bardzo lubi o mnie słuchać. Na przykład o tym, jak byłam całkiem mała. Taka malutka jak ziarenko piasku, a potem jak kamyczek, a jeszcze potem jak kijanka, żabka i wreszcie jak Franek. Tylko trochę mniejsza. Albo o tym, jak był w domu remont.
- Oj, tak. Tego nie da się zapomnieć - wtrąciła Mama. - Myślałam, że nigdy się nie skończy!
- Przyszedł pan Wojciech, który wcale nie miał złotej rączki i chlapał farbą, i wiercił wiertarką. Wrrr!!! - entuzjazmowała się Basia.
- Wlll? - dobiegło z łóżeczka Franka. - Nanek ce wlll!
- No pięknie. - Mama westchnęła. - Teraz zamiast jednego będziemy mieli aż dwoje milutkich dzieci w łóżku.
- Dlaczego dwoje? A ja?! - W progu pokoju stał Janek. Nie bardzo długo stał, bo szybciutko wskoczył obok Basi.
- Teraz to raczej prędko nie zaśniemy. - Tata się roześmiał.
Miał rację. Bo tyle jeszcze zostało do opowiedzenia! Na przykład o tym, jak Janek zbierał karty piłkarskie, a Mama grała w piłkę. Albo o wyprawie do lasu. I o wycieczce do muzeum. A jeszcze o wizycie w bibliotece i o robieniu zwierzaków na choinkę. No i o nartach! Basia słuchała tego wszystkiego bardzo zadowolona. Myślała o tym, że nie ma lepszych opowieści od tych, które mówią o niej samej!
- Musimy zrobić remont - oznajmiła Mama przy kolacji.
- Porozmawiamy o tym jutro, dobrze? - poprosił Tata.
- Kran w łazience kapie - ciągnęła niezrażona Mama - woda w toalecie źle spływa, kontakt nad blatem nie styka, a dziś odpadła klamka w drzwiach do salonu. Nie da się żyć w domu, w którym wszystko się psuje!
- Dziś nie mogę o tym myśleć. Jestem taki zmęczony, że nie pamiętam nawet, jak się nazywam.
Basia wdrapała się Tacie na kolana.
- Jesteś Tata Jacuś - przypomniała - który umie wszystko naprawić. Na przykład pozytywkę od Dziadka Henryka. Prawda?
Tata uśmiechnął się krzywo.
- Bo wiesz, Tato... - Basia spojrzała na niego poważnie - nie da się żyć w domu bez pozytywki.
Temat remontu wrócił następnego dnia. Tym razem przez imponujących rozmiarów rysunek przedstawiający fioletowego żółwia, który pojawił się na ścianie nad łóżkiem Basi.
- Skąd on się tu wziął? - spytał Tata.
Basia rozejrzała się, jakby szukała odpowiedzi w kącie lub na suficie.
- Sam wszedł na ścianę? - zaryzykowała w końcu.
- Szkoda, że sam z niej potem nie zszedł - mruknęła Mama.
- Na pewno pomożesz mu zejść, Tatusiu - powiedziała Basia z przekonaniem. - Przecież ty wszystko umiesz naprawić. Wszyściutko!
Tata stał chwilę bez słowa, a potem ruszył na poszukiwanie gąbki. Żółwia zmywali razem - on i Basia. Kiedy skończyli, Basia spytała:
- Czy zrobiliśmy remont?
- Po remoncie wszystko jest nowe, czyste i piękne - powiedziała Mama rozmarzonym głosem.
Basia westchnęła. Żółw zamienił się w sporą bladofioletową plamę, która była, co prawda, nowa, ale zdecydowanie nie czysta.
Katastrofa wydarzyła się parę dni później. Basia wstała wcześnie rano i pognała do łazienki. Otworzyła drzwi i... Plask! Wdepnęła w coś mokrego.
- Mamo!!! - krzyknęła. - Janek znowu nasikał na podłogę! To jest o-brzyd-li-we!
Zaspana Mama stanęła w progu łazienki.
- Jacku, chodź tu szybko! - zawołała na widok wypływającej spod wanny, stale powiększającej się kałuży.
Basia pobiegła po Janka. Nie mogła dopuścić, żeby spał, kiedy w domu jest prawdziwy potop!
- Muszę zakręcić wodę - powiedział Tata, gdy wygramolił się spod wanny mokry i czerwony na twarzy. - I masz rację - zwrócił się do Mamy. - Trzeba zrobić ten remont.
- Teraz? Zaraz? Zrobisz go sam? - dopytywała Basia.
- Wezwę fachowca - odpowiedział Tata. - Umiem leczyć ludzi i bawić się z wami. Potrafię grać na gitarze, rozpalać ognisko, prowadzić samochód. Ale rur, Basiu, nie umiem naprawiać. Lepiej, żeby zajął się tym hydraulik.
- A kontaktem? - spytał Janek.
- Elektryk.
- A ścianą? - dopytała Basia.
- Potrzebujemy złotej rączki, który zajmie się wszystkim naraz - zawyrokowała Mama.
Basia wstrzymała oddech. Czy to znaczy, że przyjdzie do nich ktoś, kto ma rękę ze złota?
Po zakręceniu wody Tata z Mamą zaczęli dzwonić do znajomych, żeby znaleźć kogoś, kto najlepiej zajmie się ich mieszkaniem. Nie było to proste, bo wszystkie najlepsze ekipy były zajęte. W końcu jednak zdobyli potrzebny telefon.
- Przyjdą za dwa dni - powiedziała Mama. - Do tego czasu powinniśmy zabezpieczyć książki i spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Podczas remontu zamieszkamy u Babci.
Basia i Janek byli tym wszystkim tak przejęci, że przez cały weekend kłócili się, plątali rodzicom pod nogami i nie mogli spać. Wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy wcześnie rano w poniedziałek ktoś załomotał do drzwi.
- Ja otworzę! - zawołała Basia i pierwsza pognała do przedpokoju. - Kto tam? - spytała.
Dalsza część dostępna w wersji pełnej