Wstęp
Kiedy Basia była całkiem mała, chciała robić to samo co Janek. Raczkowała za nim wszędzie i próbowała go naśladować. A kiedy była trochę starsza, nie mogła się doczekać pójścia, jak on, do przedszkola.
- Jak dolosnę, będę pseckolacką - mówiła.
W końcu nadszedł ten czas. Basia szła obok Mamy i Janka, wymachiwała nowiutkim workiem i śpiewała:
- Idę do przedszkola! Tra la la!
- Wiesz o tym, że będziesz w maluchach, a nie w starszakach jak ja? - upewnił się Janek.
- Co z tego! Jestem dużym maluchem - oświadczyła Basia.
W przedszkolu dostała własną szafkę ze znaczkiem wesołego pieska. Pogłaskała znaczek i przywitała się z nim:
- Cześć, piesku.
Powiesiła na haczyku kurtkę i odwróciła się do Mamy.
- Pa, pa - powiedziała. - Możesz sobie iść.
- Chyba jednak zaczekam chwilkę, żeby sprawdzić, czy wszystko u ciebie w porządku - zaproponowała Mama, gdy doszły pod salę grupy "Słoneczka".
- Przecież jestem już duża - przypomniała jej Basia. Pomachała Mamie i weszła do sali.
Pani przywitała się z Basią i posadziła ją w kręgu obok innych dzieci.
- Będę turlać do was piłeczkę - powiedziała. - Ten, kto ją złapie, niech się przedstawi i powie coś o sobie. Ja mam na imię Marta i będę się z wami bawić i uczyć was podczas pobytu w przedszkolu.
Basia patrzyła uważnie na piłeczkę. Czekała, aż doturla się do niej. Gdy w końcu tak się stało, powiedziała, że lubi żelki i chce mieć psa. Potem pchnęła piłeczkę w stronę niedużego chłopca, który siedział naprzeciwko niej z pochyloną głową. Piłka zatrzymała się przy nim, ale chłopiec jej nie podniósł.
- Nie musisz nic mówić - powiedziała pani. - Czasem trzeba chwilki, żeby się ośmielić.
Chłopiec uniósł głowę i Basia zobaczyła, że w oczach ma łzy.
- Chcę do mamy! - rozpłakał się rozpaczliwie.
Kilkoro innych dzieci też zaczęło płakać. Wtedy Basia poczuła nagle, że wcale nie jest duża. Wręcz przeciwnie, była całkiem malutka. Wstała z kręgu i ruszyła w stronę drzwi.
- Dokąd idziesz, Basiu? Nie możesz sama wychodzić z sali - zawołała za nią pani Marta.
Basia nie słuchała. Nie zamierzała dłużej zostawać w przedszkolu. Po prostu zmieniła zdanie. Wróci do Mamy i zamiast przedszkolaczką będzie zwyczajną domową Basią.
Pani dogoniła ją w szatni.
- Nie możesz wyjść sama z przedszkola - powiedziała.
Basia spojrzała na nią. Pani Marta uśmiechała się ciepło.
- Zostań jeszcze chwilkę i zobaczymy, jak będzie - zaproponowała.
- Jestem za mała na przedszkole - oznajmiła Basia. - Przyjdę tu, jak dorosnę.
- Och, myślę, że jesteś w sam raz - powiedziała pani i wyciągnęła do niej rękę.
- W sam raz na co? - spytała Basia.
- W sam raz na zabawę klockami, granie na instrumentach, słuchanie bajek, jedzenie kluseczek...
- Jakich kluseczek? - Basia spojrzała na panią Martę z zainteresowaniem.
- Z tartą bułką i śmietaną. Będą dziś na obiad - wyjaśniła pani.
- W takim razie zostaję - oświadczyła Basia. Nie zamierzała dopuścić do tego, żeby ktoś zjadł jej kluseczki. Wzięła panią za rękę i wróciła z nią do sali. Płaczące dzieci uspokajały się w kąciku zabaw z miło wyglądającą panią, która śpiewała im piosenki. Basia podeszła do nich.
- Dziś na obiad będą kluseczki - powiedziała. Miała nadzieję, że to poprawi sytuację.
Kluseczki okazały się pyszne, płaczący chłopiec miał na imię Wojtek, a po obiedzie pani Marta czytała dzieciom książkę o trzech świnkach. Basi ulubioną. W trakcie czytania do sali zajrzała Mama.
- Jestem zajęta. Przyjdź później - powiedziała Basia. Nie chciała opuścić zakończenia.
Gdy wracali do domu, Mama spytała:
- I jak było w przedszkolu?
- Superowo - odpowiedziała Basia. - Jutro znowu tam pójdę.
I rzeczywiście poszła. Nie tylko następnego dnia, ale też przez cały przedszkolny rok! A potem przez następny. I kolejny... W końcu była teraz przedszkolaczką, miała przedszkolne koleżanki i kolegów i mogła przeżywać z nimi przygody! Jakie? Przedszkolne, rzecz jasna!
Nowa w grupie
Pierwszego dnia po wakacjach okazało się, że do grupy Basi przyszła nowa dziewczynka. Stała obok pani, kiwała się na piętach i dłubała palcem w nosie.
- To jest Dżesika - przedstawiła ją pani Marta.
- Dżesika przez "dż" - rzuciła nowa.
- Mam nadzieję, że będzie ci z nami dobrze - powiedziała do niej pani.
Basia wpatrywała się w nową szeroko otwartymi oczami. Jeszcze nigdy nie widziała kogoś tak cudownie ubranego. Dżesika miała na sobie puchaty sweter z cekinowym jednorożcem, tiulową spódniczkę do połowy łydki, brokatowe rajstopki i kapcie z oczkami. Nawet Zuzia nie miała tak pięknych rzeczy!
Dżesika zauważyła, że Basia się jej przygląda, i podeszła do niej.
- Chcesz pobawić się w dom? - spytała. - Ja będę mamą, a ty dzidziusiem.
- Wolę być pieskiem - powiedziała Basia.
- Jak chcesz. - Dżesika opadła na kolana i, nie zważając na brokatowe rajstopki, powędrowała na czworakach przed siebie, szurając nogami i węsząc. Basia ruszyła tuż za nią.
- Auuu! - zawyła Dżesika tak głośno, że Titi z Anielką schowali się pod stolikiem.
- Auuu! - zawtórowała jej Basia.
Po jakimś czasie Dżesice znudziła się zabawa w pieski. Wstała, otrzepała spódniczkę i oświadczyła:
- Już się z tobą nie bawię.
Basia bardzo się zmartwiła. Lubiła być pieskiem najbardziej na świecie!
Tego dnia w drodze do domu Basia opowiadała tylko o nowej dziewczynce.
- Dżesika ma w domu sto albumów z naklejkami - mówiła. - A w nich całe strony z kotkami i królewnami.
- A co słychać u Anielki i Titiego? - spytała Mama.
- W porządku - powiedziała Basia. - Wiesz, że Dżesika w czasie wakacji karmiła tygrysy? Jej wujek ma zamek, a mama była Miss Świata, ale teraz jest na emeryturze.
- Ach tak... - Mama się zawahała. - Myślisz, Basiu, że to wszystko prawda?
- Oczywiście, że tak! - zapewniła ją Basia.
Następnego dnia nowa powiedziała jednak, że jej mama jest policjantką. Basia nic z tego nie rozumiała. Czy to możliwe, że Dżesika kłamała?
Tydzień później nikt już nie wierzył w opowieści nowej dziewczynki.
- Dżesika kłamczucha! - przezywała ją Zuzia.
- Nie wolno kłamać - pouczał ją Olaf.
Basia nie mogła tego wszystkiego zrozumieć.
- Po co ludzie kłamią? - spytała przy kolacji.
- Żeby coś osiągnąć albo ukryć - powiedziała Mama. - A czasem ze strachu.
Tego też Basia nie potrafiła zrozumieć. No bo czego mogła się bać Dżesika? Przecież miała mamę Miss Świata i wujka z zamkiem. Zaraz, zaraz, przecież to nie była prawda...
Tymczasem do nowej nikt w przedszkolu już się nie odzywał. Ona też niewiele mówiła. Siadała sama przy stoliku w swoim puchatym sweterku, odwrócona do wszystkich plecami.
Pewnego dnia, gdy Basia przechodziła obok, usłyszała dziwny odgłos. Czy to możliwe, żeby Dżesika płakała? Basia usiadła przy stoliku i przyjrzała się nowej uważnie. Dżesika miała potargane włosy, a na policzkach rozmazane łzy i gile.
- Chcesz się pobawić w pieski? - spytała Basia.
Nowa wzruszyła ramionami i pociągnęła nosem. Po chwili jednak opadła na kolana.
- Auu! - zawyła. O wiele ciszej niż pierwszego dnia.
Basia usiadła obok niej. Po chwili przyłączyli się do nich Anielka z Titim. Bawili się razem aż do końca dnia. Basia nadal nie wiedziała, dlaczego Dżesika kłamała. Ale jednego była pewna: nowa była świetnym pieskiem. I naprawdę umiała się bawić!