W piątek padał deszcz. Od wakacji nie było chyba ani jednego słonecznego dnia. Basia trzeci raz tej jesieni była chora i znowu nie poszła do przedszkola. Rano Mama puściła jej dwa filmy: o pluszowym piesku i o rysunkowym słoniu, ale potem stanowczo zakazała dalszego siedzenia przed telewizorem. Od tego czasu Basia snuła się po domu ubrana w wełniane skarpetki i ciepły sweter narzucony na piżamę. Ciągnęła za sobą Miśka Zdziśka, zaglądała we wszystkie kąty i rozsiewała po nich zużyte chustki do nosa. Weszła do kuchni. Mama siedziała przy stole i stukała w klawisze laptopa. Obok niej stały rządkiem kubki z resztkami niedopitej kawy. Basia wkręciła Mamie głowę pod pachę.
- Mogę włączyć telewizor? - spytała.
Mama potargała Basi grzywkę nad czołem. - Wolałabym nie - powiedziała. - Już i tak jesteś zmęczona i nic ci się nie chce, a od dalszego oglądania zrobi ci się tylko gorzej. Weź lepiej kartkę, siądź przy oknie i narysuj wszystkie rodzaje deszczu, jakie zobaczysz.
- Są tylko dwa - stwierdziła stanowczo Basia. - Jeden, kiedy dużo deszczy, i drugi, kiedy deszczy niedużo.
- Co ty mówisz? A urwanie chmury, nawałnica, ulewa, kapuśniaczek, deszcz, który dżdży, mżawka... - wyliczała Mama.
Basia wzruszyła ramionami. Nie wyglądała na przekonaną.
- Proszę cię, córeczko, porysuj przez chwilę. Potem się tobą zajmę, ale teraz muszę wykorzystać to, że Franek śpi, i popracować.
Basia westchnęła i powlokła się do salonu. Zaczęła szukać kredek, gdy nagle zauważyła leżącego na stoliku pilota. Wzięła go i włączyła telewizor. Ściszyła dźwięk, żeby niepotrzebnie nie denerwować Mamy. Z ekranu zamigała do niej kolorowa reklama batoników i Basia od razu zrobiła się głodna. Klik. Zmieniła kanał. Tym razem pan w sztywnym garniturze zapewnił ją, że nad miasto nadciąga burza połączona z nawałnicą. Klik. Pani w białym sweterku zachwalała najlepszy na świecie wybielacz. Klik. Ubrana w same rajstopy i podkoszulek dziewczyna śpiewała o tym, że nikt jej nie rozumie. Klik. Z ekranu popłynęła rzewna melodia serialowej piosenki o nieszczęśliwej służącej Marii Celebes zakochanej w Estebanie - synu pracodawcy.
Basia otuliła się ciasno kocem i zaczęła oglądać.
Pół godziny później Mama oderwała wzrok od monitora. Zapisała plik, przeciągnęła się i wstała, żeby zobaczyć, co robi Basia...
Maria Celebes rzuciła się w rozpaczy na fotel.
- Muszę odejść z tego domu! - łkała, wycierając umalowane oczy rąbkiem fartuszka.
Esteban stanął w progu i spojrzał na nią spod grzywy blond włosów.
- Bez mojej zgody, Mario? - rzucił władczo i sięgnął do kieszeni prążkowanego garnituru.
Mama podeszła do telewizora i wyłączyła go jednym stanowczym ruchem.
- Córeczko, czy możesz mi wyjaśnić, co robisz?