Do pokoju Basi weszli rodzice. Uśmiechnęli się i zaśpiewali:
- Sto lat, sto lat niech żyje Basia nam!
- Postanowiliśmy, że z okazji urodzin dostaniesz tyle słodyczy, ile tylko zechcesz - powiedziała Mama.
I wysypała na łóżko cały wór cukierków i miśków żelkowych. Tata zawiesił na lampie lizaki tak, że wyglądały jak różnokolorowe kryształki. A potem przynieśli jeszcze tace z ciastkami i czekoladą. Basia siedziała pośród żelków i zastanawiała się, od czego zacząć. Chyba od ciastka z bitą śmietaną. Sięgnęła po największe, otworzyła usta i...
- Basiu, wstawaj! - Mama odgarnęła kołdrę i delikatnie połaskotała wystającą spod niej rozgrzaną stopę. - Już późno.
Basia podkurczyła nogi, naciągnęła kołdrę na głowę i zacisnęła mocno powieki. Leżała cicho i nieruchomo. Jeśli jej się uda, sen wróci. Kołderka była miękka i ciepła, a powieki Basi bardzo, bardzo ciężkie. Przerwany sen nie miał najmniejszych problemów, żeby powrócić i raz jeszcze zamienić pokój w krainę słodyczy. Pogrążona we śnie Basia sięgnęła po ciastko. Bita śmietana spłynęła jej na rękę, więc wysunęła język, żeby ją zlizać...
- Basiu, nie udawaj, że śpisz. - Głos Mamy brutalnie zburzył cudowną wizję.
Basia wysunęła spod kołdry rozczochraną głowę. Była zła. Zamknęła oczy, ale sen odpłynął na dobre. A razem z nim calutki dobry humor.
- Co się stało? - spytała Mama.
- Nic! - krzyknęła Basia. - Nie wstaję!
- To chyba będziesz się trochę nudzić - rzuciła Mama wesołym tonem. Zdaniem Basi, zbyt wesołym.
- I co z tego! - odburknęła. - Nie wyjdę!
- Chyba że... - dodała po chwili namysłu. - Chyba że dostanę lizaka. Nie! Dwa lizaki!
- Lizaka? W poniedziałek? Przed śniadaniem? - zdziwiła się Mama. - Jeśli szybko wstaniesz i zjesz śniadanie, możesz dostać trochę rodzynek.
- Nie chcę rodzynek! Rodzynki są pas-kud-ne! Chcę lizaka! - Basia wrzeszczała tak głośno, że w drzwiach pojawił się Janek.
- Jakiego lizaka? - spytał. - Jeśli Baśka dostanie lizaka, to ja też chcę.
- Nikt żadnego lizaka nie dostanie - powiedziała Mama. - Po pierwsze, nie je się słodyczy przed śniadaniem, po drugie, dziś nie jest słodyczowy dzień. A poza tym jakieś ktosie wyjadły z szafki ze słodyczami wszystkie krówki i teraz te ktosie powinny mieć karę.
- Słodyczowe dni są głupie!!! - zawyła Basia. - Wstawanie jest głupie!
- Rozumiem, że obudziłaś się w złym humorze. - Mama próbowała załagodzić sytuację. - Mnie też się to czasem zdarza. Powinnaś jednak wstać, bo inaczej się spóźnimy i...
- Spóźnimy?! - Teraz krzyczał też Janek. - O nie! Ja nie mogę się spóźnić do szkoły!
Odkąd poszedł do szkolnej zerówki, pilnował całej rodziny, żeby nie wychodziła za późno z domu.
- Dam ci lizaka, który mi został z soboty, tylko wstawaj - powiedział do siostry.