W piątek po południu Tata wrócił z pracy bardzo zmęczony. Poszedł prosto do salonu, usiadł na kanapie i włączył telewizor. Po chwili dołączyli do niego Basia i Janek. Leżeli razem i w milczeniu wpatrywali się w ekran. Tak zastała ich Mama, kiedy parę minut później weszła do pokoju z obraną marchewką w ręku. Spojrzała na Tatę, który pochrapywał cicho z głową odchyloną na oparcie, na Janka, który nie zwracał uwagi na nic innego poza migającym ekranem, i na Basię, która usiłowała wsunąć Tacie nadgryziony herbatnik w półotwarte usta.
- No dobrze - powiedziała. - Mam tego dość.
- Czego? - zainteresowała się Basia.
Tata, wyrwany nagle z drzemki, usiłował spojrzeć na Mamę przytomnym wzrokiem.
- Wszystkiego - powiedziała Mama i machnęła znacząco marchewką. - Cały dzień pracowałam, a teraz siedzę sama w kuchni i szykuję jedzenie, podczas gdy moja rodzina patrzy bezmyślnie w telewizor. W ogóle uważam - zwróciła się do Taty - że dzieci oglądają za dużo telewizji. Gdybyś po przyjściu z pracy pobawił się z nimi, zamiast...
- Nie jesteś sama, Mamo - wtrąciła się Basia.
- Jest z tobą Franek.
Tata popatrzył na Mamę uważnie. Przetarł oczy ręką, wstał z kanapy i zarządził:
- Dzieciaki, wyłączamy telewizor i idziemy do kuchni. Dziś my zajmiemy się gotowaniem.
- Jak to? - zdziwił się Janek. - Przecież Mama uwielbia gotować, bo bardzo nas kocha.
Mama zrobiła dziwną minę, a Tata uśmiechnął się krzywo.
- Oczywiście, że bardzo nas kocha. A my kochamy Mamę i dlatego ugotujemy dla niej coś absolutnie wyjątkowego.
- A co w tym czasie będzie robić Mama? - spytała podejrzliwie Basia.
- Poczytam sobie - uśmiechnęła się Mama i wyszła z pokoju, chrupiąc marchewkę.
- To co zrobimy na kolację? - zapytał Tata.
- Macie jakiś pomysł?
- Może coś w paski? - zapytała z nadzieją Basia.
Tata westchnął. Dwa lata wcześniej ciocia Marta przywiozła Jankowi znad morza strój marynarza: kapitańską czapkę, białe spodnie i bluzkę w paski. Janek szybko się nim znudził, za to Basia oświadczyła, że zostanie marynarzem, i zaczęła odmawiać chodzenia w czymkolwiek, co nie miało na sobie pasków. Od jakiegoś czasu zamiast marynarzem wolała zostać opiekunką dzikich zwierząt lub baletnicą, ale paski nadal były dla niej ważne, chociaż nie pamiętała już dlaczego.
- W paski mówisz... - zastanowił się Tata. - No, cóż... Może w takim razie makaron?
- Kolorowy? - ucieszyła się Basia.
Tata zajrzał do spiżarki. Za słoikami z grzybkami w occie znalazł paczkę trójkolorowego makaronu.
- No proszę! - zawołał triumfalnie. - Będziemy mieli na kolację makaron tagliatelle z sosem.
- Ja ucieram ser! - zaklepał Janek.
- Tato, to niesprawiedliwe! - zawołała Basia. - Ja też chcę ucierać!
- Ty zawsze wszystko rozsypujesz - wtrącił z wyższością Janek.
- Nieprawda! To ty...
- Oboje możecie ucierać - przerwał im Tata. - Mamy dwie tarki. A ja w tym czasie poszukam puszki z pomidorami.
Usadził Basię i Janka przy stole i każdemu dał tarkę, miseczkę i po kawałku żółtego sera. Frankowi dał do zabawy drewniane łyżki, a sam zanurkował w spiżarni.
- Ciekawe, gdzie się podziały pomidory? Zawsze tu stały... - mamrotał do siebie, przestawiając kolejne paczuszki i słoiczki. - A niech to! - krzyknął po chwili, kiedy torba z mąką spadła z półki i poleciała prosto na Franka.
- Hi, hi! - zaśmiała się Basia i odstawiła tarkę. - Teraz zamiast Kolanka mamy Franka Bałwanka!
Janek nie zwracał na nią uwagi. Skupiony i poważny, tarł ser na precyzyjne paseczki. Bardzo się starał, żeby były idealnie równe i naprawdę długie.
Tata, zgrzany i czerwony na twarzy, podniósł zachwyconego Franka i trzymając go w wyciągniętych rękach, ruszył w kierunku łazienki.
- Przebiorę waszego brata i już jestem z powrotem - powiedział, wychodząc z kuchni. - A wy dwoje - zawołał jeszcze - nic nie kombinujcie w tym czasie i zaczekajcie z gotowaniem, dopóki nie wrócę.
Janek, zajęty serem, w ogóle Taty nie słuchał. Basia, znudzona ucieraniem i zmartwiona, że musi czekać, zbliżyła się do rozsypanej mąki. Bardzo chciała coś na niej narysować, ale miała niejasne poczucie, że Tata mógłby to uznać za kombinowanie. Wzięła więc mokrą szmatkę i zaczęła zagarniać nią mąkę w jedno miejsce.
- Zobacz - powiedziała do Janka. - Zrobiłam kluseczki, chociaż wcale nie chciałam.
Kiedy wrócił Tata, z czystym i uśmiechniętym Frankiem, od razu wdepnął w wilgotne gluty z mąki rozsmarowane na podłodze. Basi nigdzie nie było.
- Co tu się dzieje?! - zapytał Tata groźnie.
Janek oderwał wzrok od miseczki, w której wyrównywał serowe wiórki.
- Przecież trę ser, jak prosiłeś - powiedział z pretensją.
- Mam pomidory! - zawołała triumfalnie Basia, wyłaniając się z szafki pod oknem.
- Kto tu zrobił taki bałagan? - zapytał Tata.
- Ty, Tato! - zachichotała Basia. - Już nie pamiętasz, że wysypałeś mąkę?
- Ja nie rozsmarowałem jej po całej podłodze - zauważył Tata. - I czy mogłabyś mi powiedzieć, czemu w ogóle jej dotykałaś, skoro mieliście poczekać na mnie z gotowaniem?
- Przecież jej nie gotowałam - powiedziała Basia, a usta zadrżały jej niebezpiecznie i w oczach pokazały się łzy. - Dlaczego krzyczysz?
Tata usiadł na krześle i oparł czoło o stół.
- Dobrze - powiedział. - Zaczniemy wszystko od początku. Najpierw sprzątniemy mąkę, a potem, skoro mamy już pomidory, zrobimy sos. Kto otwiera puszkę?
- Ja! - wrzasnęła Basia, zanim Janek zdążył otworzyć usta.
Złapała puszkę i usiłowała wbić w nią otwieracz.
- Widzisz, nie umiesz - powiedział z satysfakcją Janek. - Daj, ja to zrobię.
W tym właśnie momencie Basi się udało i strumień pomidorowego sosu prysnął prosto na ścianę.
- Jak wam idzie?
- zapytała Mama. Stała w otwartych drzwiach kuchni i patrzyła na mączno-pomidorowe pobojowisko.
- Świetnie sobie radzimy - powiedział Tata. - Wszystko jest pod kontrolą.
- Przyszłam tylko po herbatę.
- Ja zaparzę! - zgłosił się Janek, szczęśliwy, że zdążył przed Basią.
- Lepiej nie - zaprotestował Tata. - Herbatę zrobię ja, a ty, Janku, przygotuj w tym czasie garnek do sosu i oliwę.
- O której będzie kolacja? - zapytała Mama, kiedy po chwili wychodziła z kuchni z kubkiem pełnym aromatycznej herbaty z imbirem i cytryną.
- W swoim czasie - odpowiedział Tata i zamknął za Mamą drzwi.
- No dobrze - powiedział, kiedy wytarli już plamy z pomidorów i resztki mąki. - Teraz posiekam czosnek, a wy...
- Błeee! - wykrzywiła się Basia. - Nie chcę jeść czosnku na kolację.
- W sosie nawet go nie poczujesz, a w połączeniu z ziołami i podsmażoną papryką doda całości niepowtarzalnego aromatu - rozmarzył się Tata i wyłuskał ząbek czosnku z łupinki.
Jankowi dał czerwoną paprykę do pokrojenia w paseczki, a Basię poprosił o umycie sałaty i wyjęcie z lodówki cytryny. Basia jednak szybko porzuciła sałatę, bo właśnie zauważyła coś niepokojącego.
- Tato, dlaczego ten makaron jest zielony? - zapytała.
- Bo jest w paski. Chciałaś paskowaną potrawę - zdziwił się Tata.
- Ale dlaczego jest akurat zielony?
- Ma dodany do środka szpinak - objaśnił Tata. - A pomarańczowy ma w sobie pomidory.
- Nie jem szpinaku - oznajmiła Basia.
- Nigdy go nawet nie spróbowałaś. Przyrządzę ci kiedyś tartę, taki placek z kruchego ciasta z nadzieniem szpinakowym albo prawdziwy, świeży szpinak w liściach, z czosnkiem, oliwą i odrobiną cytryny, to zrozumiesz, jaki może być pyszny.
- Ten nie ma w sobie oliwy z cytryną - powiedziała Basia i zaczęła wydłubywać z paczki zielone makarony.