Na kolację była jajecznica. Basia jadła przez chwilę w ciszy, a potem nagle odsunęła talerz.
- Mam tego dość! - krzyknęła. - Wszyscy w przedszkolu mówią o tym, gdzie jadą na wakacje i tylko my, JAK ZAWSZE, nic jeszcze nie wiemy!
- Nie tym tonem, Basiu - powiedział Tata.
- Jak to "jak zawsze"? - zdziwiła się Mama.
- Błabła - ucieszył się Franek.
- Porozmawiamy o wakacjach, ale najpierw musisz się uspokoić - dodał Tata.
Basia wypiła kakao, przytuliła Franka, który zabrudził jej bluzkę rozpaćkanym bananem, kopnęła w stołek i w końcu się uspokoiła.
A wtedy Tata powiedział coś absolutnie zachwycającego:
- W tym roku pojedziemy pod namiot! Nie na camping, tylko do mojego kolegi, do lasu nad jeziorem.
Już następnego dnia zaczęli przygotowania do wyjazdu.
- Każdy zrobi listę rzeczy do zabrania. W ten sposób weźmiemy wszystko, co nam będzie potrzebne, i unikniemy nerwów przed wyjazdem - powiedział Tata. - To będą PRAWDZIWE wakacje. Przygoda, kontakt z naturą, świeże powietrze, śpiewy przy ognisku... Tośku - zwrócił się do Mamy - pamiętasz nasz pierwszy obóz harcerski? Byłaś zastępową, a ja...
- Miałeś takie chude nóżki - zachichotała Mama.
- Chude nóżki? - Tata spoważniał. - Nie wiem, o czym mówisz. W każdym razie wyjazd pod namiot to okazja, żeby pokazać dzieciom, jak można sobie poradzić bez bieżącej wody, elektryczności i kanalizacji...
- Czy to znaczy, że będziemy siusiać do lasu? - zainteresowała się Basia.
- W lesie - poprawiła odruchowo Mama. - A gdyby nam się coś stało - pogłaskała Tatę po ramieniu - służbę medyczną będziemy mieli ze sobą.
- Nie przymilaj się - mruknął Tata. - Chude nóżki nie zostaną ci tak szybko zapomniane.
Mama zachichotała. Znowu. A Tata nie wiadomo dlaczego uśmiechnął się do niej.
Basia popatrzyła na rodziców.
Zachowywali się dziwacznie.
Wzruszyła ramionami i poszła do siebie.
Wyrwała kartkę z bloku i napisała: "pot namjot ksionszka i rzelki". Basia nie miała żelków, ale uznała, że jeśli znajdą się na liście, ktoś zadba o to, żeby pojawiły się wśród rzeczy do zabrania. Janek też przygotował listę. Był na niej nowy kapelusz kowbojski, piłka i rycerz Gawain na koniu. Listy były gotowe. Nadszedł czas, żeby pokazać je Tacie.
Tata siedział przy kuchennym stole. Przytulał Mamę, która siedziała na jego kolanach i coś mu szeptała do ucha.
- O, już jesteście? - zdziwił się na widok dzieci.
Mama zeskoczyła z kolan Taty, odsunęła Franka od szuflady z narzędziami i zaczęła kroić pomidory do sałaty.
Tata przeczytał listy Basi i Janka.
- No dobrze - chrząknął - powiem wam, co NAPRAWDĘ musimy zabrać pod namiot. A więc: zapałki, latarkę, butlę gazową i palnik, scyzoryk, menażki, talerze, sztućce, linę, śpiwory, karimaty, koce, polary, płyn na komary, toporek i saperkę.