Rozdział I
Potomek Skanderbega?
Ubi bene, ibi Patria.
Cyceron
Historia rodu
Po porażce wojsk powstańczych w domu Bułharynów stacjonował rosyjski generał, hrabia Iwan Fersen, zwycięzca spod Maciejowic, który po zdobyciu Warszawy w 1794 r. wybrał na swój sztab Nieśwież, gdzie zamieszkała również rodzina Bułharynów. Fersen znany był nie tylko jako świetny dowódca, ale również jako człowiek honoru. Najlepszym tego dowodem była jego odmowa przyjęcia skonfiskowanych dóbr rodziny Czackich. Zamiast nich poprosił o dużo skromniejszą nagrodę z funduszu państwowego1. Większość poddanych cara nie miała takich wątpliwości moralnych i z chęcią przejmowała majątki "krnąbrnych" Polaków.
Rosyjski generał zaprzyjaźnił się z rodziną Bułharynów i w geście sympatii do małego, zaledwie kilkuletniego Tadeusza postanowił dać mu w prezencie do wyboru szablę lub papugę. Dziecko błyskawicznie podjęło decyzję:
- Daj szablę!
- Po co ci ona? - zapytał hrabia.
- Bić wszystkich, kogo rozkaże wujo Kościuszko! - odpowiedziałem. Oczywiście mówiłem dokładnie tak jak papuga, z którą się wcześniej bawiłem, tzn. powtarzałem to, co wyniosłem z domu, a w tym czasie tyle mówiło się o bezgranicznym posłuszeństwie dla wybranego wodza i nieposłuszeństwie wobec króla.
- Czyżbyś nie wiedział, że masz króla i że powinieneś słuchać jego, a nie Kościuszkę? - rzekł hrabia. Odpowiedziałem mu wyuczonym powiedzeniem: - Król Poniatowski, kiep z łaski boskiej2.
Kim był Bułharyn? Polakiem? Litwinem? Pra-Białorusinem? A może Bułgarem lub Rosjaninem?
Biografia Tadeusza Bułharyna zaczyna się typowo dla historii przedstawiciela zubożałej kresowej szlachty przełomu XVIII i XIX w. Urodził się 24 czerwca 1789 r. w Piereszewie (pow. ihumeński, gub. mińska), w rodzinnym majątku znajdującym się pomiędzy Grodnem i Mińskiem, czyli w granicach Rzeczypospolitej. Trudno dziś jednoznacznie powiedzieć, co utkwiło mu w pamięci z czasów wczesnego dzieciństwa przeżytego jeszcze w Rzeczpospolitej szlacheckiej. W swych wspomnieniach napisał, że zastał "ostatnie tchnienie umierającej Polski"3.
Był najmłodszym dzieckiem Anieli z Buczyńskich (herbu Strzemię) i Benedykta Bułharyna. Z jego metryki wynika, że początkowo otrzymał imię Jan, ale rodzice w czasie powstania kościuszkowskiego zaczęli go nazywać Tadeuszem na cześć przywódcy insurekcji. Benedykt brał czynny udział w powstaniu, więc kult Kościuszki w domu Bułharynów nie powinien dziwić. Nasz bohater po latach pisał: "zgodnie z polskim zwyczajem otrzymałem trzy imiona: Jan, Krzysztof i Tadeusz, ale już w rodowodzie figuruję tylko jako Tadeusz"4. Pod tym imieniem Bułharyn został zapisany do szkoły w Rosji, a kilkanaście lat później opublikował swoje pierwsze utwory zarówno w języku polskim, jak i rosyjskim. Do historii literatury przeszedł jako Tadeusz, a w zasadzie Faddiej Wieniediktowicz. Warto jednak pamiętać, że w swym życiu posługiwał się kilkoma imionami, np. w armii Napoleona został zapamiętany jako Jan Tadeusz.
Bułharyn często podkreślał swoje pochodzenie i nigdy nie ukrywał, z jakiej rodziny się wywodził, kim byli jego antenaci i jak wyglądało jego wczesne dzieciństwo. Był raczej dumny z wielkości kulturowych korzeni swojej rodziny. Jego przodkowie przez długie lata mieszkali na terenie dzisiejszej Białorusi. Sam Tadeusz wielokrotnie zgłębiał swoją genealogię i podkreślał znaczenie Bułharynów w Wielkim Księstwie Litewskim: "z dawien dawna byli książęcymi bojarami o takim samym znaczeniu, co ruscy bojarzy"5. Jeszcze chętniej powoływał się na rodzinną legendę, zgodnie z którą założycielem jego rodu był Skanderbeg - albański książę Jerzy Kastriota, który w XV w. dowodził powstaniem Albańczyków przeciwko Imperium Osmańskiemu. "W naszym rodzie nie ma przypadkowych ludzi z nazwiskiem - podkreślał w swoich wspomnieniach, które chętnie koloryzował - wszyscy Bułharynowie pochodzą od dwóch braci-wychodźców z Albanii końca XV w. i noszą jeden herb6.
Swych albańskich korzeni Bułharyn ze szczególnym zaangażowaniem doszukiwał się na początku kariery pisarskiej. W literackich kręgach Petersburga chciał się zaprezentować nie tylko jako sarmata, ale również jako potomek walecznego władcy niepodległej Albanii. Zdawał sobie dobrze sprawę, że związki z legendarnym Skanderbegiem wzmogą zainteresowanie jego osobą i tym samym zjednają mu czytelników. Oczywiście nie wszyscy Rosjanie, nawet ci najlepiej wykształceni, znali na tyle dobrze dzieje Albanii, aby docenić historię bohaterskiej walki obywateli tego kraju przeciwko Imperium Osmańskiemu, a tym bardziej rolę Skanderbega - jego rzekomego przodka7. Postanowił więc im o tym przypomnieć na łamach pisma "Siewiernyj Archiw", wychodząc z założenia, że w epoce romantyzmu nawet słabo udokumentowana opowieść o legendarnym przodku jest na wagę złota.
Pisał więc z zapałem o Skanderbegu (Jerzy Kastriota), który według popularnych w Albanii legend od dziewiątego roku życia przebywał na dworze sułtana jako zakładnik. W 1443 r., w czasie wojny turecko-węgierskiej, porzucił on armię osmańską i powrócił do rodzinnej Albanii, aby rozpocząć walkę o niepodległość swojej ojczyzny. Udało mu się stworzyć Ligę Książąt Albańskich, która pod jego przywództwem przez 24 lata przeciwstawiała się przeważającym siłom tureckim. Europa dostrzegła jego heroiczną walkę, nazywając go "Athleta Christi" i upatrując w nim wodza "przedmurza" chrześcijaństwa. Bułharyn wyrażał podziw dla nieustępliwości i zaciętości Albańczyków.
I któż mógł przewidzieć szczęśliwe zakończenie walki, koszmarnej walki - cara, ledwo widocznego punkcika będącego władcą ogromnego dzielnego narodu, z koszmarem Europy i Azji? Któż mógł przewidzieć, skąd Kastriori weźmie siłę do takiej niezwykłej walki? W tym tkwi tajemnica wielkiej duszy... "Obywatele", wzywał on Albańczyków, "Odczuliście na sobie wiele katuszy, Panowanie tyranów okupiliście koszmarnymi mękami... Dumni Albańczycy! Wzywam was do walki w obronie ojczyzny, wzywam Was do heroicznych wyczynów, do sławetnego życia lub śmierci sławetnej"8.
Bułharyn starał się przedstawić swojego przodka nie tylko jako bohatera Albańczyków, ale również Słowian, ponieważ współpracował on z Serbami i utrudniał ataki armii tureckiej na ziemie Europy Środkowo-Wschodniej.
W literaturze możemy również spotkać informację, że założycielem rodu Bułharynów był uchodźca z Bułgarii, który opuścił swoją ojczyznę z powodu tureckich prześladowań.
Podług familijnej tradycji przodek tej rodziny, rodem Bułgar, unikając prześladowania tureckiego miał się przenieść na Litwę jeszcze w XV-tym stuleciu i od miejsca pochodzenia nazwany był Bułgarynem vel Bułharynem, która to nazwa zmieniła się czasem w nazwisko. Inna jednak tradycja wywodzi tę rodzinę od tatarów litewskich; niektórzy jej członkowie brali przydomek Skanderbek9.
Jan Ciechanowicz zastanawiał się jeszcze, czy nasz bohater nie wywodził się ze wschodniej gałęzi Bułgarinów, szlacheckiej rodziny polskiej z Pomorza Zachodniego, o której można znaleźć wzmianki w XVII w.10, ja jednak nie widzę przesłanek, aby przodków Jana Tadeusza szukać w tej części Europy.
Opowieść o rodowych korzeniach wiodących do albańskiego bohatera jest równie piękna, co nieprawdziwa. Wydaje się, że mało kto ze współczesnych Bułharynowi wierzył w tę zmyśloną historię. W rzeczywistości pierwsze wzmianki o jego rodzinie spotykamy w XV w., kiedy to Iwaszko Bułharyn w 1484 r. był świadkiem na zapisie Marii Fedorówny Fedorowiczowej11. Pierwsze udokumentowane informacje o przebywaniu Bułharynów w Polsce pochodzą z 1543 r., kiedy Stefan Bułharyn, właściciel ziemski spod Wołynia, wygrał rodzinny proces z bliżej nam nie znanym A. Dzusem i z wyroku Zygmunta I miał prawo zająć majątek Romejkowicze12. Przodek Tadeusza Bułharyna próbę tę przypłacił życiem, gdyż chłopi romejkowiccy: Jakim, Tiwuniec i Staś, podpuszczeni przez swego pana, zabili nowego gospodarza. Majątek został odzyskany przez ród Bułharynów dopiero po interwencji brata zamordowanego, czyli Grzegorza Romanowicza Bułharyna. Na ten dokument powoływał się nasz bohater (Acta Magna Ducates Lithuaniae, regnate Sigismundo I. ? 29, fol. 267), kiedy starał się udokumentować szlacheckość swojego rodu13.
Nie jest to jedyny dokument świadczący o przebywaniu Bułharynów w Rzeczypospolitej w XVI w. Z dokumentów archiwalnych niezbicie wynika, że w 1591 r. Michał Bułharyn był posiadaczem majątku w województwie nowogródzkim, który przekazał w spadku swojemu synowi Janowi14. Z innego dokumentu wiemy, że w 1604 r. niejaki Wasyl Bułharyn sprzedał J. Kamieńskiemu wieś Wielszyna15. W kolejnych stuleciach nazwisko Bułharynów pojawiało się w dokumentach coraz częściej, w szczególności na terenach dzisiejszej Białorusi. W XVIII w. Jan Nepomucen Bobrowicz pisał: "Ten godny dom w prowincji W. Ks. Lit. znajduje się na urzędach i funkcyach publicznych w ojczyźnie swej dystyngowanych"16. Trudno nie zgodzić się z tą opinią, gdyż rzeczywiście wielu Bułharynów piastowało urzędy w województwach mińskim, smoleńskim, nowogródzkim czy wołkowyjskim17.
Wszystkie te informacje potwierdza również herbarz polski. W wydaniu z 1839 r. czytamy, że "ten dom starodawny Paprocki, Okolski i Niesiecki przez niewiadomość opuścili. Kuropatnicki w $. II o familijach rodowej szlachty Polskiej w W. Ks. Lit. W rzędzie nazwisk umieszcza - Wielądek zaś pisze iż czytał o tym godnym domu w prowincyi W. Ks. Lit. znajdującym się, na urzędach i funkcjach dystyngującym się"18. Większość Bułharynów należała do biednej szlachty i niczym specjalnym nie zapisała się w historii19. Są jednak szlachetne wyjątki, o których warto pamiętać.
Na szczególny szacunek zasłużył Michał Bułharyn, pisarz ziemski wołkowyjski, który w latach 1776-1778 był komisarzem Komisji Skarbowej słynącym z niezwykłej uczciwości i który "zarobił sobie na miejsce wśród rzadkiego wówczas szeregu bezinteresownych obywateli, bez porównania rzadszego od wszelkiego rodzaju i stanu pretensorów, ustawicznie zwracających się do skarbu z żądaniem daj..."20. O Michale Bułharynie możemy też przeczytać jako o jednym z najbliższych współpracowników Tadeusza Reytana21, który wraz z tym ostatnim uczestniczył w sejmie rozbiorowym lat 1773-1775 w roli przedstawiciela opozycji i stronnika dworu. W tamtych czasach wszyscy Bułharynowie traktowali go jak głowę swojego rodu22.
Tadeusz Bułharyn z dumą podkreślał, że jeden z jego przodków ufundował kaplicę w Nieświeżu (należącym do najważniejszych radziwiłłowskich posiadłości), próbując odkupić swą winę za zabicie sąsiada w pogranicznym sporze. Jako fundator skorzystał z płynących z tego praw i został pochowany pod kaplicą, która na jego cześć nosiła nazwę bułharynowskiej23. Badacze zajmujący się lokalną historią Nieświeża potwierdzają, iż jeden z Bułharynów rzeczywiście ufundował kaplicę przy farnym kościele Bożego Ciała, jednak obecnie zarówno grzechy, jak i hojność rodu odeszły w niepamięć nawet w radziwiłłowskim mateczniku.
Obiektywnie należy stwierdzić, że sam Tadeusz Bułharyn pochodził z przeciętnie zamożnej rodziny szlacheckiej. Jego rodzice nie należeli do bogatej szlachty, ale nie uskarżali się również na brak środków do godziwego życia. Oprócz wspomnianego już majątku w Pieryszewie posiadali jeszcze wieś Hrycewicze i Makowiszcza w województwie mińskim24. Sam Bułharyn twierdził w 1826 r., że w posiadaniu jego rodziców było 750 chłopów25.
W 1828 r. w heroldii mińskiej ród Tadeusza Bułharyna wywiedziono od Wasyla Michaiła Hryhorowicza z Bułgarii Bułharyna, który na mocy przywileju Zygmunta III z 1595 r. był nazywany cześnikiem siewierskim, dziedzicem Prysnyka, Światałówki i Zabłocia. Tym samym został on oficjalnie uznany w Cesarstwie Rosyjskim "za rodowitą i starożytną szlachtę polską"26. Bułharyn podkreślał, że jego rodzina należy do jednego z najstarszych szlacheckich rodów z "Małorusi lub ówczesnej Rusi Białej", które były wolne od jarzma i niewolnictwa27. W liście do cara Mikołaja I, ubiegając się o dodatkowe przywileje, zapewniał, że do jego przodków, oprócz rodzinnego Pieryszewa i wspomnianych już Makowiszcz, Prysnyka, Światałówki i Zabłocia, należały również Kuncowszczyna, Kizewicz, Mokrany i Horuplja28.
O szlacheckości rodu Bułharynów świadczy też ich herb. "W polu błękitnym - na mieczu rękojeścią złotą do góry dwa półksiężyce złote rogami do siebie. Tarczę okrywa płaszcz książęcy z mitrą"29. Nieco inaczej herb ten został przedstawiony w najbardziej znanym XIX-wiecznym herbarzu, główne elementy nie budzą jednak wątpliwości. "Herb - tarcza ze skrajem złotym, na nim w polu błękitnym miecz z rękojeścią złotą, ostrzem na dół, na tym dwa półksiężyce złote, rogami na wewnątrz ku sobie zwrócone, nad tarczą korona szlachecka"30. Kończąc ten wątek, należy dodać, że rodzina Tadeusza używała herbu Bułat, Syrokomli i własnego.
O pochodzeniu Bułharyna pisał tuż po jego śmierci Józef Przecławski - zruszczony Polak, redaktor polskojęzycznej "Gazety Petersburskiej".
Ród Bułharynów jest znany od dawien dawna w tak zwanej Litwie i Białorusi. Jest to stary szlachecki ród, który pochodzi z Bułgarii, a herb jego jest zwieńczony książęcą koroną, nazywaną Skanderbeg. Są, a w każdym bądź razie za moich czasów byli, Bułharynowie bogaci i bardzo biedni. Tadeusz należał do tych drugich i był Białorusinem31.
Ojciec Bułharyna
Ojciec Bułharyna otrzymał w dziedzictwo potężny majątek, który w większości roztrwonił w skutek rozrzutności i trudnego charakteru. Tadeusz zawsze wypowiadał się z dużym szacunkiem i uznaniem o swoim ojcu, z drugiej strony nie ukrywał, że ten popełnił wiele błędów, doprowadzając tym samym swój ród do ruiny.
Ojciec mój był nie tylko mądry, ale także inteligentny, wesołek w pełnym znaczeniu tego słowa, nadzwyczajnie dobroduszny, uczciwy we wszystkich swoich postępkach, ale obdarzony nieszczęsnym charakterem: był wyjątkowo wybuchowy, zbyt dużą wagę przykładał do pierwszego wrażenia i, będąc niezwykle popularnym, był jednocześnie nadzwyczaj dumny z siebie32.
We wspomnieniach Bułharyna możemy przeczytać, że jego ojciec został szybko osierocony, a opiekę nad nim i jego majątkiem sprawował Karol Stanisław Radziwiłł, jeden z najpotężniejszych litewskich magnatów, znany szerzej jako Radziwiłł "Panie Kochanku".
Benedykt Bułharyn dzięki swojej ułańskiej fantazji był jednym z jego ulubieńców, w związku z czym Radziwiłł potrafił przebaczyć mu nawet największe wybryki. Sam był według Bułharynów fantastą na miarę barona Münchhausena. W okolicy Nieświeża zasłynął z opowiadania historii o złapanej przez siebie syrence, którą pokochał i poślubił. Ta, według jego zapewnień, urodziła mu pięć beczek śledzi i odpłynęła33. Równie barwne jest inne jego opowiadanie o tym, jak na polowaniu wystrzelił do dwóch biegnących dzików. Jeden dzik pobiegł dalej, a drugi stanął w miejscu. Po oględzinach okazało się, że dzik jest ślepy, a w ryju trzyma odstrzelony ogon dzika przewodnika. Radziwiłł przekonywał słuchaczy, że udało mu się przywiązać sznurek do ogona i tym sposobem przyprowadzić do domu żywego dzika34. Nic więc dziwnego, że ceniący barwne opowieści i szlachecką fantazję Radziwiłł "Panie Kochanku" potrafił przymykać oko na wybryki Benedykta Bułharyna, czynione w imię szlacheckiej wolności i dla podkreślenia ułańskiej fantazji. Swoim charakterem wzbudzał powszechną sympatię, choć docinkami i uszczypliwościami zraził do siebie wiele osób. Bułharyn, starając się naświetlić sylwetkę swojego ojca, wspominał, jak w czasie sejmiku dogryzł jednemu z nowobogackich przedstawicieli szlachty, który próbował uzyskać wysoką godność, zwracając się do zgromadzonych słowami: "Jeśli wykopiecie z mogiły jego wuja, to na jego czaszce jeszcze znajdziecie jarmułkę"35. Swą wypowiedzią ośmieszył rywala, rozbawił szlachtę i zyskał sobie nowego wroga. Tych miał zresztą wielu ze względu na ostry język i wybuchowy charakter.
Wszyscy badacze życia Bułharyna są zgodni, że Benedykt był typowym przedstawicielem litewskiej szlachty i prawdziwym polskim patriotą walczącym o zachowanie przedrozbiorowych porządków. W większości opracowań możemy spotkać informację, że ojciec pisarza został skazany na zesłanie na Sybir za zabicie generała Woroncewa w trakcie powstania kościuszkowskiego. Uczestnictwo Benedykta Bułharyna w powstaniu nie budzi większych wątpliwości, w odróżnieniu od informacji o zabiciu Woroncewa. Dotychczas jeszcze nikt nie natknął się na wyjaśnienie, kim ów generał był. Co więcej, w najpełniejszym słowniku generalicji rosyjskiej armii nie ma wzmianki o żadnym generale o tym nazwisku, który walczyłby przeciwko armii Kościuszki36. Z kolei w 1861 r. w "Dzienniku Literackim" pojawiła się informacja, iż ojciec Bułharyna "był już za konfederacji targowickiej, a potem za wojny kościuszkowskiej poplecznikiem Moskali, skąd do znacznego przyszedł majątku"37.
Wiele wątpliwości można mieć również co do zesłania Benedykta Bułharyna na Sybir. Według Zofii Mejszutowicz - autorki monografii o powieści Iwan Wyżygin - Benedyktowi zezwolono na powrót po śmierci Katarzyny II38. Tadeusz, który często wspominał o ojcu i o jego problemach, ani razu nie zająknął się o tym epizodzie. Pisał za to dużo o pierwszych latach swojego dzieciństwa. Z jego wspomnień wynika, że ojciec próbował go wychować na prawdziwego mężczyznę. W tym celu hartował go, budząc wystrzałami w środku nocy, polewając zimną wodą lub nakazując nocne wyprawy na cmentarz. Wspomina również, jak po trzecim rozbiorze i wcieleniu znacznej części Rzeczpospolitej do Cesarstwa Rosyjskiego jego ojciec piastował funkcję komisarza cywilno-wojskowego. Zgodnie z rozkazami miał pilnować porządku w byłym województwie nowogrodzkim aż do czasu przekazywania władzy Rosjanom39. Warto również wspomnieć, że w spisie szlacheckim za 1796 r. Benedykt Bułharyn figuruje jako mozyrski chorąży, a nie zesłaniec syberyjski40. Nawet jeśli przyjąć wersję zaproponowaną przez Mejszutowicz, iż Benedyktowi pozwolono na powrót z Sybiru po śmierci carycy Katarzyny II, to duże wątpliwości budzi możliwość powierzenia zesłańcowi tak odpowiedzialnego stanowiska państwowego w tak krótkim czasie od wymierzenia kary.
Dzieciństwo
Mniej wiemy o matce Tadeusza, czyli Anieli Bułharyn z Buczyńskich. W odróżnieniu od rodu Bułharynów, Buczyńscy byli rozsiani po całej Rzeczpospolitej. Na podstawie podróży, które w dzieciństwie odbył Tadeusz Bułharyn po krewnych jego matki, oraz licznych znajomości w Wilnie, Mińsku oraz Petersburgu możemy wnioskować, że Aniela pochodziła z litewskiej linii Buczyńskich. Od samego Bułharyna wiemy również, że matka była dobrą i zapobiegliwą gospodynią, żarliwą katoliczką i patriotką, a jej liczni krewni należeli do osób zamożnych i wpływowych.
Bułharyn nigdy nie narzekał na swoje wczesne dzieciństwo. Uważał, że rodzice starannie go wychowali, zaszczepili pewność siebie, a przede wszystkim pasję poznawania świata. Ze szczególnym szacunkiem wypowiadał się o swym ojcu, twierdząc, że odziedziczył po nim wiele cech charakteru: łatwość nawiązywania kontaktów, otwartość, poczucie humoru oraz wybuchowość. Nie są jasne okoliczności, w jakich doszło do rozpadu rodziny Bułharynów. Ze wspomnień Jana Tadeusza wiemy, że jego ojciec zbyt głośno się przechwalał możliwością założenia... własnego haremu. Kilka lat po klęsce powstania kościuszkowskiego Benedykt otrzymał list od współtowarzysza broni z powstańczych czasów, w którym ten dziękował mu za pomoc i "serdecznie zapraszał do odwiedzin w Konstantynopolu, w jego haremie, zapewniając, że teraz w stolicy Turcji jest dużo Polaków, co ważniejsi urzędnicy Porty traktują ich bardzo dobrze i ci żyją wesoło i niezależnie"41. Co więcej, Tadeusz przypuszczał, że w liście znalazły się też ostre słowa pod adresem Cesarstwa Rosyjskiego i liczne komentarze na temat możliwości odzyskania niepodległości przez Polskę. List został skradziony i posłużył jako oskarżenie o antypatriotyczną działalność Benedykta. Zanim sąd wyjaśnił, że Bułharyn nie spiskował przeciwko władzy rosyjskiej, minęły cztery miesiące, w ciągu których sąsiedzi zajęli znaczną część ich dóbr. Od tego momentu życie głowy rodziny ograniczyło się do procesów sądowych.
Ośmioletni wówczas Tadzio został wywieziony do rodziny matki, a dokładniej do starego kawalera Wincentego Kukiewicza, marszałka orszańskiego, który mieszkał w majątku w Wysokiem42. Okres ten wspomina wyjątkowo miło, gdyż w domu marszałka żyła rodzina pedagogów, która odkryła w nim liczne talenty i zaszczepiła pasję do nauki. We wspomnieniach Bułharyn zamieścił tylko kilka emocjonalnych zdań o tym czasie, ale w swej najgłośniejszej powieści Iwan Wyżygin opisywał, jak jego alter ego otrzymał solidne podstawy wykształcenia w ciągu zaledwie kilku miesięcy43. Sądowe peregrynacje rodziny Bułharynów sprawiły, że w 1797 r. Tadeusz wyjechał do Petersburga wraz z matką, która chciała domagać się sprawiedliwości u samego cara Pawła I.
Warto w tym miejscu podkreślić, że choć losy Bułharynów mogą dziś dziwić, to na przełomie XVIII i XIX w. były typowe dla wielu szlacheckich rodów z byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Nie tylko przodkowie pisarza zostali pozbawieni majątku po 1795 r. i nie tylko oni szukali sprawiedliwości w Petersburgu. Stolica Cesarstwa Rosyjskiego była często ostatnią instancją w wielu sporach. Poza tym wielu zdesperowanych ludzi, nie mogąc nic wskórać w sądach, liczyło na audiencję u cara, który być może osobiście pochyli się nad sprawą i zatroszczy o sprawiedliwość i interesy poszkodowanego. Dodatkowo część arystokracji i bogatej szlachty wysyłała do Petersburga swoich krewnych w charakterze zakładników, aby pokazać, że dana rodzina jest lojalna wobec nowej władzy i wiąże się z nią na dobre i na złe. Znamiennym jest przykład Adama Jerzego i Konstantego Czartoryskich wysłanych przez ojca Adama Kazimierza do Petersburga w celu wyproszenia dóbr rodzinnych, które uległy sekwestrowi w czasie rozbiorów Polski. Młodzi Czartoryscy, nie wiedząc, jak wyglądają audiencje u carycy Katarzyny II, postanowili poradzić się doświadczonego Franciszka Ksawerego Branickiego, jak zachowywać się podczas spotkania. Branicki "na pytanie, czy należy pocałować cesarzową w rękę, odpowiedział, nie namyślając się: Całujcie ją, gdzie tylko zechce, byle tylko zwróciła wam majątki"44.
Lata szkolne
Bułharyn zaczął poznawać Petersburg od najlepszej strony: kultury, sztuki, spotkań miejscowej elity. Wraz z matką zatrzymali się u przyjaciela rodziny, kompozytora Józefa Kozłowskiego, który zajmował całe piętro w domu Naryszkinów przy ul. Mojka, czyli w samym centrum stolicy. Był to jeden z najbogatszych rosyjskich rodów, stawiany na równi z Golicynami, Dołgorukimi czy choćby Stroganowami. W ten sposób Bułharyn już w dzieciństwie obcował ze śmietanką towarzyską Petersburga: arystokracją, artystami i generalicją. Jednym z częstych gości domu Naryszkinów był dobrze znany Bułharynowi z Nieświeża hrabia Iwan Fersen, który w Petersburgu piastował funkcję dyrektora Imperatorskiego Lądowego Korpusu Kadetów. Mając słabość do Tadeusza, postanowił namówić jego matkę, by oddała syna do jego szkoły, która wówczas była dostępna tylko dla elity Cesarstwa Rosyjskiego. Bułharyn twierdził, że matka dała się przekonać dopiero zamieszkującej Petersburg polskiej arystokracji, już wtedy doceniającej korzyści wynikające z możliwości ukończenia prestiżowej rosyjskiej szkoły. Decydujący głos należał do hrabiego Seweryna Potockiego, który powiedział matce Tadeusza:
Weszliśmy w skład państwa, w którym wszystkie nasze rodzinne zasługi i nasze znaczenie we wcześniejszej ojczyźnie nie będą się liczyły. Teraz, na świeżo, niektórych z nas podnieśli w zasługach na podstawie wcześniejszego znaczenia naszych rodzin, ale minie trzydzieści, czterdzieści lat, pół wieku i każdy urzędnik bez rodowodu będzie wyżej stawiany od potomków dygnitarskich rodzin, które nie wstąpiły do służby państwowej45.
Dobro dziecka było decydujące i matka Bułharyna bez konsultacji z mężem i wbrew antyrosyjskiej postawie części kresowej szlachty postanowiła oddać syna do szkoły kadetów i tym samym zapewnić mu świetlaną przyszłość w Cesarstwie Rosyjskim.
Decyzja oddania Bułharyna do rosyjskiej szkoły była w pełni uzasadnionym wyborem. Po trzecim rozbiorze znaczna część ziem polskich znalazła się na terenie Cesarstwa Rosyjskiego. Przedstawiciele arystokracji, chcąc okazać swe przywiązanie do nowej władzy, chętnie oddawali swoje pociechy na wychowanie do Petersburga, gdzie rzeczywiście od czasów Katarzyny II edukacja elity stała na wysokim europejskim poziomie. Nie każde dziecko mogło trafić do tak prestiżowej szkoły - kuźni oficerów i generalicji najpotężniejszej armii na świecie.
O elitarności tej szkoły najlepiej świadczy fakt, że na przełomie XVIII i XIX w. w grupie Bułharyna nie było ani jednego Polaka. Oprócz dzieci rosyjskiej arystokracji do szkoły kadetów przyjmowano też chętnie niemieckojęzyczną inflancką szlachtę, która na przestrzeni całego XIX w. piastowała kluczowe stanowiska w Cesarstwie Rosyjskim46.
Łatwo sobie wyobrazić, że aklimatyzacja Bułharyna w rosyjskiej szkole, w obcym środowisku i z daleka od rodziny nie należała do łatwych. Przez pierwsze tygodnie czuł się całkowicie wyalienowany i nie potrafił odnaleźć się w szkole kadetów. Spotykał się też z niezrozumieniem rówieśników, których śmieszył i dziwił polski patriota rzucony na głęboką wodę Cesarstwa Rosyjskiego. Bułharyn rzeczywiście mógł wyróżniać się wśród uczniów: słabo mówił po rosyjsku, w odróżnieniu od większości kolegów był katolikiem, a poza tym nie utożsamiał się ze środowiskiem szkolnym. "Nie pamiętam, aby w naszym korpusie był chociaż jeden mój rodak. Wydaje się, że byłem pierwszym ze szlachty z nowo przyłączonych polskich prowincji. Kadeci grenadierskiej roty (mniejszej) wyzywali mnie od Kościuszki, oczywiście nie rozumiejąc znaczenia tego przezwiska"47. Bułharyn wspomina, że próbował walczyć ze szkolnymi kolegami, jednak dopiero po latach zrozumiał, że nie miał szans w kłótni z rówieśnikami. Pewnego razu ci postanowili z niego zażartować. Krzycząc, że przechrzczą Bułharyna z katolika na prawosławnego, złapali go i wyrzucili ze strychu w zaspę śniegu. Tadeusz, mimo że ciężko się rozchorował, nie doniósł na kolegów, którzy to docenili i przyjęli go do swojej grupy, nie bacząc na jego wyznanie i słabą znajomości rosyjskiego48.
Szybka adaptacja u dzieci jest zjawiskiem naturalnym, a należy dodać, że Bułharyn nigdy nie miał problemów z nawiązywaniem znajomości. Problemów nie sprawiała mu także nauka, czego najlepszym dowodem jest fakt, iż skończył szkołę o rok wcześniej niż jego rówieśnicy. Zaledwie kilka miesięcy po "chrzcie" urządzonym przez kadetów Bułharyn zaczął się całkowicie utożsamiać z nowym środowiskiem. "Trzeba wiedzieć, że do takiego stopnia obrusiałem, że chodziłem z kolegami do ruskiej prawosławnej cerkwi, a nawet uczyłem się prawosławnej katechezy w klasach protojereja Kołosowa i byłem jednym z jego najlepszych uczniów"49. Bułharyn zaznacza, że nikt go nie zmuszał do przejścia na prawosławie, nie było ono także wywołane przeżytym katharsis, a podyktowała je zwykła chęć przebywania z kolegami. Bułharynowski "romans" z prawosławiem nie trwał jednak długo i zakończył się pod wpływem rodziny. Z jego wspomnień wiemy, że matka, która odwiedziła go w szkole, zemdlała na widok syna w prawosławnym chórze. "Nie pamiętam, jakie argumenty przedstawiłem w obronę mego wyboru prawosławia, ale matka oświadczyła mi, że jeśli nie chcę jej śmierci, to powinienem chodzić do katolickiego kościoła i uczyć się religii u księdza"50. Z perspektywy czasu można mieć wiele wątpliwości co do szczerości opowiadania Bułharyna. Wielce prawdopodobna i kusząca jest teoria, że Bułharyn całe życie był katolikiem, a historię wymyślił na potrzeby czytelników, aby usprawiedliwić swoje inne od oficjalnego wyznanie. Bułharyn pisał Wspomnienia w ostatnim dziesięcioleciu panowania Mikołaja I, zwanego Mikołajem Pałkinem i żandarmem Europy, kiedy to w Rosji triumf święciła teoria oficjalnej narodowości, z prawosławiem jako jednym z filarów. Już wtedy było widać pierwsze przesłanki jeśli nie terroru, to zaostrzającej się polityki i okresu tzw. mrocznego siedmiolecia. O ile katolicyzm nie wzbudzał wątpliwości i nie utrudniał kariery w Petersburgu na początku wieku, o tyle w połowie XIX stulecia lepiej było się nie przyznawać do innego wyznania niż oficjalnie panujące. Wyjątkiem byli bałtyccy Niemcy, którym przez długie lata nikt nie wypominał protestantyzmu. Historia pokazuje, że w cesarstwie Rosyjskim zdecydowanie łatwiej było osiągnąć karierę protestantom niż katolikom. Znane są nawet przykłady, iż Polacy katolicy przechodzili na protestantyzm celem uniknięcia prześladowań na tle religijnym51.
Rosyjska armia
Pięć lat spędzonych w korpusie kadetów z pewnością silnie wpłynęło nie tylko na rozwój tożsamości, ale i świadomości narodowej. Czy Bułharyn, przebywając wśród Rosjan w centrum cesarstwa Rosyjskiego, mógł pozostać Polakiem? Przecież w korpusie kadetów, kuźni oficerskiej kadry armii rosyjskiej, szczególny nacisk kładziono na proimperialną indoktrynację. Nie mam żadnych wątpliwości, że Bułharyn utożsamiał się ze szkołą, Petersburgiem i Cesarstwem. Zastosowana przeze mnie kolejność nie jest przypadkowa, choć wszystkie trzy wymienione elementy były ze sobą nierozerwalnie związane. Nie oznacza to jednak, że musiał stracić poczucie "polskości". Na początku XIX w. tożsamość imperialna nie wykluczała narodowej. Bułharyn pozostawał Polakiem i Litwinem (w XIX-wiecznym rozumieniu tego słowa), a jednocześnie czuł się poddanym cara.
Trudno jest mi uwierzyć w słowa Bułharyna, że w czasie edukacji w korpusie zapomniał, jak mówi się po polsku. Idąc do szkoły, miał już dziewięć lat. Do tego czasu mówił tylko w ojczystym języku. Przecież nie zaczął nagle rozmawiać ze swą mamą po rosyjsku czy francusku, zresztą w tym drugim języku nie mówił płynnie nawet po ukończeniu szkoły. Sam Bułharyn zapewniał, że przez cały okres szkolny utrzymywał regularne stosunki z rodziną. Nie sądzę, aby znani polscy patrioci, tacy jak Dominik Radziwiłł, traktowali Bułharyna jak członka swojego wielkiego radziwiłłowskiego rodu, jeśli ten wyrzekłby się Polski lub nagle przestał mówić w rodzimym języku. Jestem wręcz pewien, że u Bułharyna, podobnie jak u wielu innych przedstawicieli szlachty kresowej, polska i rosyjska kultura nawzajem się uzupełniały, tworząc, przynajmniej w ich mniemaniu, jedną harmonijną całość52.
W 1805 r. Bułharyn zdał ostatnie egzaminy w szkole kadetów i jako jeden z prymusów wstąpił do Ułańskiego Pułku Wielkiego Księcia. "Zgodnie z wynikami egzaminu powinien zostać skierowany do artylerii, ale carewicz Konstanty Pawłowicz, ceniąc wysoko Polaków, którzy potem odpłacili mu się za miłość po polsku; wziął go do ułańskiego pułku, który niedługo potem został przemianowany na gwardyjski" - pisał późniejszy przyjaciel Bułharyna Nikołaj Grecz53. Tym oto sposobem nastoletni jeszcze Bułharyn został oficerem rosyjskiej armii. Ułani byli stosunkowo młodą formacją w wojsku rosyjskim. Pierwsze ułańskie pułki powstały dopiero w 1803 r. Do tego czasu najbardziej znaną konną formacją w Rosji byli husarzy. Od początku XIX w. ułani stanowili dla nich godną konkurencję. Charakterystycznym jest, że do 1832 r. jedynie ułani i husarzy mogli zapuszczać wąsy, które były symbolem pewności siebie i zawadiactwa. Nie mam wątpliwości, że Bułharyn ze swoją ułańską fantazją zdecydowanie lepiej nadawał się do jazdy niż do piechoty czy do artylerii. Poza tym dobrze jeździł i znał się na koniach. Po latach, gdy w Cesarstwie Rosyjskim został utworzony Główny Urząd Państwowy do spraw hodowli koni, został on zaproszony w charakterze eksperta, a nawet otrzymał tytuł członka-korespondenta54.
Początki Bułharyna w armii rosyjskiej zbiegły się z wypowiedzeniem przez Cesarstwo Rosyjskie wojny Napoleonowi. Car Aleksander I nie mógł dłużej w spokoju i milczeniu patrzeć na wzrost potęgi Francji. W 1805 r. Cesarstwo Rosyjskie zdecydowało się przystąpić do trzeciej koalicji i wziąć udział w angielsko-austriackiej kampanii przeciwko Francji. Mimo iż w armii francuskiej walczyły tysiące Polaków, nic nam nie wiadomo o dylematach moralnych Bułharyna, który w pełni identyfikował się z armią rosyjską. Zresztą nie tylko on jeden. Tysiące Polaków, szczególnie mieszkańców z terenów byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, gorliwie służyło w armii rosyjskiej. Z pewnością mieli oni świadomość, iż w czasie bitew może dojść do niejednego bratobójczego pojedynku. Z drugiej strony taką samą świadomość musieli mieć Polacy z armii francuskiej. Żołnierze obu armii nie czuli do siebie nienawiści, a nawet darzyli się szacunkiem. Bułharyn w swych wspomnieniach pisze o jeńcach francuskich, z którymi rosyjscy oficerowie wspólnie biesiadowali.
O jeńców i dezerterów dbaliśmy jak o gości honorowych. W ogóle Rosjanie obchodzili się w tamtych czasach z jeńcami francuskimi wyjątkowo dobrze, niczym jak z jakimiś guwernerami i naszym żołnierzom zabroniono obrażać jeńców. Tylko Kozacy postępowali po swojemu. Nasi oficerowie dawali jeńcom pieniądze i ubrania, dzielili się z nimi swoim prowiantem i w ogóle nie żywili do nich żadnej wrogości55.
Trzeba pamiętać, że na początku XIX w., a z całą pewnością do 1812 r. rosyjskie elity były na wskroś przesiąknięte francuską kulturą. Świetnie to widać na przykładzie Wojny i pokoju Lwa Tołstoja, w której to arystokracja posługiwała się głównie językiem francuskim, często gardząc tym, co rosyjskie. Język rosyjski był językiem pospólstwa i chłopstwa, na salonach starano się więc go unikać. Do 1812 r. elita Petersburga często znała rosyjski słabo lub w ogóle się nim nie posługiwała. "Moda na rosyjski" przyszła do Rosji wraz z Napoleonem. Nic więc dziwnego, że rosyjscy oficerowie traktowali Francuzów jako godnych siebie przeciwników, a walkę z nimi niemalże jako wyróżnienie, a z całą pewnością okazję do okrycia się wiekopomną sławą.
W rosyjskiej armii Bułharyn jeszcze bardziej zaczął się utożsamiać z imperium i z tym, co rosyjskie. Jego służba w Ułańskim Pułku Wielkiego Księcia w czasie, kiedy w Polsce zaczęło się tworzyć Księstwo Warszawskie, nie oznaczała automatycznie, że był on zdrajcą. Ostatecznie nie on jeden, ale wielu innych przedstawicieli polskiej szlachty walczyło przeciwko Francuzom.
Szczególnie wyraźnie można było wtedy odczuć wśród Polaków z Litwy dylemat, która opcja bliższa jest ich sercu: sojusz z Rosją czy Francją, obietnice polonofila cara Aleksandra I czy Księstwo Warszawskie świeżo utworzone przez hołubionego, szczególnie w Koronie, Napoleona Bonaparte. Wbrew pozorom, nie wszyscy wybierali opcję francuską. Dobrym przykładem jest Michał Ogiński - znany kompozytor i obieżyświat. W 1811 r. zwracał się on kilkakrotnie do cara z prośbą o utworzenie samodzielnego państwa polskiego na kresach Cesarstwa Rosyjskiego.
Innym dobrym przykładem jest Adam Jerzy Czartoryski. Z jednej strony chciał być wierny carowi Aleksandrowi I, swojemu przyjacielowi i dobrodziejowi, oraz szczerze wierzył, że ten w przyszłości utworzy w ramach Cesarstwa Rosyjskiego samodzielne państwo polskie. Z drugiej strony obserwował, jak na jego oczach od 1806 r. tworzy się Księstwo Warszawskie, które budują jego rodacy, wierząc w odzyskanie niepodległości pod egidą Francji.
Trudno dziś stwierdzić, czy Bułharyn miał podobne wątpliwości, a jeśli tak, to kiedy się one pojawiły. Z całą pewnością, przystępując do swojej pierwszej kampanii, szczerze pragnął zwycięstwa Rosji. Po latach Bułharyn wspominał, że walczył pod Pułtuskiem w grudniu 1806 r., kiedy to Rosja przystąpiła do czwartej koalicji antyfrancuskiej. Według niego była to bitwa, w której żołnierze obu armii zrozumieli, że wreszcie natrafili na godnych rywali. Trudno ocenić, ile prawdy jest w historii Bułharyna opowiedzianej w 1824 r. na łamach literackiego dodatku do wydawanego przez niego czasopisma "Siewiernyj Archiw". Pisał o tym, jak w wyniku wojennej zawieruchy zgubił swój pułk i trafił do polskiej rodziny, która mimo iż był on oficerem wrogiej armii, okazała mu pomoc i życzliwość. Polski ziemianin, żegnając go następnego dnia, prosił tylko, aby skoro jest w armii wroga, to: "był wielkodusznym w czasie bitwy i pomagał swym rywalom w biedzie"56.
We Wspomnieniach Bułharyn barwnie opisał szczegóły rosyjskiej kampanii oraz swojego udziału w bitwie pod Frydlandem. Mimo iż uwagę skoncentrował na swojej osobie, podkreślał, że był typowym młodym oficerem armii rosyjskiej, łaknącym przygód i wojennej sławy, i równie dobrze mógłby opisać losy swoich kolegów po fachu. Autor nie starał się przedstawić czytelnikowi jako jeden z "bohaterów" bitwy lub kampanii, dlatego też uczciwie zaznaczył, że cała armia rosyjska była bojowo nastawiona i tylko czekała na możliwość sprawdzenia swych umiejętności w konfrontacji z niepokonanymi Francuzami. Starcie zostało przegrane przez Rosjan, na co we wspomnieniach Bułharyn specjalnie nie zwracał uwagi. Jednak już w korespondencji z Piotrem Usowem wyraźnie zaznaczał, że choć poszczególne pułki jazdy odznaczyły się bohaterstwem i dzielnie walczyły z armią francuską, to już piechota została rozbita w pył, w związku z czym Rosjanie nie powinni chwalić się tą bitwą57.
Nie ukrywał też szczęścia po zawarciu pokoju w Tylży, które obserwował wraz ze swoim pułkiem.
Znajdowali się tam dwaj władcy Północy i Zachodu, jeden był silny dzięki swojemu czystemu sercu i opinii publicznej, drugi był genialnym dowódcą, którego imienia bała się całą Europa - obaj posiadali dzielną i wspaniałą armię. W głowie samowolnie pojawiła się myśl o dwóch imperiach: wschodnim i zachodnim. Z Anglią nikt się nie liczył na twardym lądzie, inne państwa już dawno utraciły prawo głosu. Na świecie byli tylko dwaj samodzielni władcy: car Aleksander i cesarz Napoleon58.
Do końca życia Bułharyn uważał, że to było optymalne rozwiązanie dla świata. Nie precyzował jednak, co miałoby się stać z Polakami.
Swą aktywność pod Frydlandem Bułharyn przypłacił raną, za co został nagrodzony Orderem św. Anny III klasy. Było to jedno z częściej przyznawanych odznaczeń, co jednak nie umniejsza jego bitewnych dokonań. Z pewnością nie każdy nastolatek otrzymywał takie wyróżnienie. Najlepszym na to dowodem jest fakt, że często bohaterowie literaccy chwalą się tym odznaczeniem: taki order posiada gubernator w Martwych duszach Gogola i zwierzchnik Dmitrija - jednego z głównych bohaterów w Braciach Karamazow Fiodora Dostojewskiego. Bułharyn leczył rany w królewieckim lazarecie, gdzie wielu Polaków nakłaniało go do przejścia na stronę Napoleona i nowo powstałego Księstwa Warszawskiego. On jednak odpowiadał, że w danym momencie byłoby to niehonorowe59.
Patrioci czy zdrajcy
Warto w tym miejscu zastanowić się, czy Bułharyn, który walczył w szeregach armii rosyjskiej przeciwko Napoleonowi, nie występował przeciw polskim interesom. Na początku XIX w. wielu Polaków, szczególnie z Kresów, liczyło, że niepodległość Polski może zostać odzyskana dzięki wstawiennictwu Rosji. Car Aleksander I, w odróżnieniu od swojej babki Katarzyny II i brata Mikołaja I, miał pewną słabość do Polaków. Najlepszym tego dowodem jest pozycja na jego dworze Adama Jerzego Czartoryskiego, który w latach 1804-1806 był ministrem spraw zagranicznych Cesarstwa Rosyjskiego (już nigdy potem Polak nie zajmował tak ważnego stanowiska w Rosji), oraz zgoda na utworzenie Królestwa Polskiego. Według historyka wojskowości Mariana Kukiela Czartoryski był mentorem cara, a jego pozycja była równa pozycji premiera60.
Adam Jerzy Czartoryski, François le Villain, ok. 1832 r., grafika https://polona.pl/item/737465/0/
Plany odzyskania, przynajmniej częściowej, niepodległości nie ograniczały się tylko do obietnic Aleksandra I lub płonnych nadziei niektórych Polaków. Adam Czartoryski wielokrotnie rozmawiał z carem, przekonywał go, że gdy Polakom obieca się wolność, to chętnie poprą Rosję w każdej wojnie. Sam car Aleksander częstokroć w towarzystwie najbliższych współpracowników mówił o odbudowie Polski jak o swojej "ulubionej idei"61. Po wkroczeniu Francuzów na ziemie polskie Czartoryski za zgodą Aleksandra I próbował przeciągnąć elity Księstwa Warszawskiego na stronę Rosji. Dopiero po kilku miesiącach car uznał, że Polacy, nawet ci z terenów Cesarstwa Rosyjskiego, zbyt silnie sympatyzują z Napoleonem, a przedstawiony przez księcia Adama Czartoryskiego plan jest obarczony zbyt dużym ryzykiem62.
Opcja rosyjska była szczególnie popularna wśród arystokracji, która zawsze z pewną obawą i wątpliwościami podchodziła do Napoleona. Według Bułharyna Czartoryski był w Rosji głównym orędownikiem prowadzenia wojny z Francją. Wychodził z założenia, że w przypadku wojny car Aleksander będzie zmuszony do zajęcia się "sprawą polską" i zaproponowania Polakom chociażby substytutu ojczyzny na miarę Księstwa Warszawskiego. Natomiast w rosyjsko-francuskim sojuszu (Tylża) widział jedynie upadek autorytetu Aleksandra I w opinii świata, a nawet własnych poddanych63. Z pewnością pokój z Francją i akceptacja dominacji francuskiej na zachód od Niemna oznaczały klęskę polityki Czartoryskiego. Już nigdy nie udało mu się odzyskać swojej pozycji na dworze carskim z lat 1804-1806.
Mogę zaryzykować stwierdzenie, że mimo niewątpliwej i wciąż rosnącej popularności Napoleona do 1806 lub nawet do 1807 r. nie było wiadomo, którą opcję poprą Polacy: francuską, rosyjską czy nawet pruską. Tej ostatniej gorącym orędownikiem był Antoni Radziwiłł. Sympatie Polaków zmieniały się wraz z układem sił na froncie. Jeszcze w 1804 r. Czartoryski zapewniał cara, że jeśli ten koronuje się na króla Polski, to "naród polski zjednoczy się wokół tronu i odrzuci "zaloty Napoleona""64. Wydaje się, że po porażkach Prus pod Jeną i Auerstedt trzecia z opcji stała się nierealna, z pewnością jednak do wiosny 1812 r. wielu ziemian liczyło, że niepodległość może przyjść do Polski ze wschodu.
Znawca historii Księstwa Warszawskiego Jarosław Czubaty podkreśla, że w 1806 r., a nawet później, postawienie wszystkich kart na Francję i związanie się z Napoleonem nie było łatwą, a tym bardziej oczywistą decyzją dla polskich elit65. Według niego rezygnacja z propozycji kierowanych ze strony państw sąsiedzkich i wybór opcji francuskiej była bardzo śmiałą i odważną decyzją, czego często nie dostrzegali późniejsi historycy. W 1806 r. nie wszystko było tak oczywiste i proste, jak to się może wydawać z dzisiejszej perspektywy. Wiele osób traktowało podboje Napoleona jako imperium tymczasowe, poza tym nie uznawało państw kadłubowych, w skład których wchodziła jedynie część danego terytorium Rzeczypospolitej. Słusznie niemiecki historyk Hans Henning Hahn zaznacza, że Czartoryski "przy alternatywie - niepodległość czy jedność narodu - przedkładał jednoznacznie to drugie rozwiązanie"66.
Car Aleksander I, chcąc pozyskać Polaków w spodziewanym starciu z Napoleonem, po namowach Adama Czartoryskiego, zlecił Michałowi Ogińskiemu przygotowanie memoriału o nadaniu autonomii Litwie. W wyniku prac Ogińskiego i kilku innych przedstawicieli litewskiej elity (Franciszka Ksawerego Lubeckiego, pułkownika Stefana Grabowskiego, Ludwika i Kazimierza Platerów, Kazimierza i Konstantego Lubomirskich) udało się stworzyć projekt dokumentu, na mocy którego wszystkie polskie gubernie miały zostać wyodrębnione i otrzymać Statut Litewski, jako obowiązujące prawo67. Według projektu zakładano, że z ośmiu polskich guberni: wileńskiej, grodzieńskiej, mińskiej, witebskiej, mohylewskiej, wołyńskiej, podolskiej i kijowskiej zostanie utworzony oddzielny okręg pod nazwą Wielkiego Księstwa Litewskiego, na którego czele stanie wielka księżna Katarzyna Pawłowna (królowa Wittenbergi, siostra Aleksandra I i Mikołaja I)68. W listopadzie 1811 r. Aleksander I stwierdził, że w przypadku wojny z Francją jest gotów zostać królem Polski, a jeśli do wojny nie dojdzie, to zapewnić Litwie autonomię. Kilka miesięcy później rozważał nawet utworzenie odrębnego państwa - Wielkiego Księstwa Litewskiego69. Według Janusza Iwaszkiewicza - historyka z początku XX w., akcja prowadzona przez koła petersburskie była zbyt niemrawa, aby zachęcić większe grupy zwolenników. Zarówno Aleksander I, jak i sami mieszkańcy Litwy nie byli przekonani do tego pomysłu. "Poza nieliczną garstką magnaterii litewskiej, ogromna większość wierzyła w Napoleona, gwiazda jego, jak mniemano, ciągle podnosząca się, choć naprawdę już chyląca się do swego zachodu, pociągała za sobą naród"70. Za opcją prorosyjską przemawiała również sytuacja geopolityczna. O ile w latach 1811-1812 łatwo było sobie wyobrazić zwycięstwo Napoleona w starciu z Rosją, o tyle już istnienie państwa polskiego usytuowanego pomiędzy Prusami, Austrią i Rosją, daleko od karcącej zaborców ręki Francji - zdecydowanie trudniej71. Wtedy jednak nikt o tym nie myślał. Dziś nie można mieć wątpliwości, że Francuzi zdecydowanie sprawniej działali i reklamowali się skuteczniej niż Rosjanie. Propozycje Petersburga były ciekawsze od francuskich, jednak docierały do małego kręgu obiorców. Polacy opowiadający się po stronie Rosji zdawali sobie sprawę, że zostaną negatywnie ocenieni przez rodaków, a być może nawet posądzeni o wynarodowienie lub zdradę interesów narodowych. Michał Ogiński wprost pisał o ocenach polskiej opinii publicznej:
Jedni z nich przypiszą mi zamiary ambicji, że inni będą mnie uważać za oddanego wyłącznie Moskwie z interesu, a że większość przynajmniej będzie mnie uważała za niekonsekwentnego w mym postępowaniu i nie pojmie [dlaczego] wolałem widzieć Polaków podniesionych przez Aleksandra, aniżeli otrząsnąć jarzmo Moskwy, służąc sprawie Napoleona72.
Słowa te równie dobrze mogą odnosić się do postawy Bułharyna kilkanaście lat później.
Wydaje się, że czas spędzony w armii rosyjskiej to szczęśliwy okres w życiu Bułharyna. Nie sądzę, aby początkowo zaprzątał sobie głowę pytaniem, w jaki sposób Polska może odzyskać niepodległość, czyli tzw. sprawą polską. Był wtedy młodym żołnierzem wielkiej, świetnie działającej armii, czuł się zarówno Polakiem, jak i Rosjaninem. Wielką polityką się nie zajmował, jednak z pewnością przechodziło mu przez myśl, podobnie jak innym Polakom w armii rosyjskiej, że istnieje szansa na przyłączenie do Cesarstwa Rosyjskiego polskich ziem zaboru pruskiego, które i tak nie należały już wtedy do króla Fryderyka Wilhelma III.
Myślę, że w 1806 r. dla wielu Polaków z zaboru rosyjskiego nie do końca jasnym był pomysł utworzenia Księstwa Warszawskiego. Trudno było przewidzieć, szczególnie patrząc zza rosyjskiej granicy, czy będzie to samodzielne państwo, a tym bardziej czy w przyszłości będzie mogło zjednoczyć w swych granicach wszystkie lub przynajmniej większość ziem polskich. Można zakładać, że Bułharyn zaczął zastanawiać się nad tą sprawą w wyniku rodzinnych spotkań.
Jak już wspominałem, rodzina Bułharynów od wielu lat związana była z rodem Radziwiłłów. Po zawarciu pokoju w Tylży Bułharyn na kilka dni udał się w rodzinne strony. Zbierając siły w nieświeskiej rezydencji Dominika Radziwiłła, wszedł w spór z większością współbiesiadników. O ile chętnie zgodził się on z powszechnie panującą opinią, że Napoleon jest genialnym dowódcą, o tyle miał zupełnie inne zdanie na temat waleczności rosyjskiej armii. Według jego wspomnień doszło wtedy do charakterystycznej wymiany zdań:
- Czy widział Pan, jak całe pułki, a nawet dywizje rzucały broń i szły do niewoli? Spytano mnie.
- Nie mogłem widzieć tego, do czego nigdy nie doszło - odpowiedziałem - Napoleon jest największym geniuszem wojennym, Francuzi zaś to świetni żołnierze - z tym się w pełni zgadzam, ale i Rosjanie walczą nie gorzej i nikomu nie ustępują w męstwie, czego byłem naocznym świadkiem. - Ani jeden Rosjanin nie poddał się bez zaciekłej walki. To jest pewne jak Bóg na niebiosach! - zapewniał Bułharyn - Nie przeczę, iż Napoleon wygrał pod Frydlandem, ale trzy takie zwycięstwa zakończyłyby się tym, że nie starczyłoby żołnierzy, aby eskortować zwycięzcę do Paryża73.
Chwilę później zerwał się w czasie uczty, zapewniając, że jeśli tylko ktoś z obecnych ma wątpliwości co do męstwa armii rosyjskiej, to łatwo może się o tym przekonać, ponieważ on w każdej chwili gotów jest dać temu dowód. Bułharyn twierdził, że tylko przez wzgląd na gospodarza Dominika Radziwiłła i sędziwego Rejtana74 nie powiedział słów, których by potem musiał żałować75.
W tym czasie kresowa szlachta rzeczywiście rozważała różne warianty i scenariusze mogące prowadzić do odzyskania niepodległości. Większość Polaków, w tym Radziwiłł ze swoją świtą, wybrała opcję francuską. Po latach Bułharyn tłumaczył jego zachowanie w jednym z raportów dla III oddziału. Dominik Radziwiłł miał mówić: "Uwielbiam cara Aleksandra, ale teraz nie mogę mu służyć, dlatego że sprawa dotyczy mojej ojczyzny. Zostawiam żonę, dzieci, majątek i idę do armii służyć jako prosty żołnierz"76.
Nie oznacza to jednak, że ci Polacy, którzy nie zdecydowali się na przejście do armii Księstwa Warszawskiego, automatycznie zostali zdrajcami. Mimo iż w polskiej pamięci historycznej utrwalił się obraz całego polskiego narodu walczącego o wolność i niepodległość ojczyzny ramię w ramię z Francuzami, to w rzeczywistości sytuacja była o wiele bardziej skomplikowana. Po pierwsze, nie dla wszystkich było oczywiste, czy niepodległość Polaków musi przyjść z Zachodu. Mimo masowej propagandy i wielu zabiegów socjotechnicznych nie udało się im przekonać licznego grona polskich żołnierzy do opuszczenia armii rosyjskiej. Po drugie, część Polaków uznała, że przejście na stronę francuską byłoby zdradą Cesarstwa Rosyjskiego, któremu ślubowali wierność. Ten dylemat dobrze oddaje przykład ks. Adama Czartoryskiego, który postanowił przyjąć postawę neutralną w wojnie 1812 r. Żadne rozwiązanie go nie zadowalało, a wyjazd do Austrii w przededniu ataku Napoleona był tzw. mniejszym złem. Dylematy Czartoryskiego dobrze oddaje Marian Kukiel: "Serce kazało mu iść za ojcem i z całym narodem, honor jednak i przywiązanie nie pozwalały mu łamać zobowiązań podjętych względem Aleksandra. W najcięższej rozterce duchowej, przedstawiając swe położenie Aleksandrowi, ze zdumiewającą otwartością błagał go o absolucję przez zupełne zwolnienie go ze służby"77.
Część Polaków postanowiła więc, że pozostanie wierna carowi Rosji i będzie broniła jej granic przed najazdem francusko-międzynarodowym, w tym również przeciwko wojskom Księstwa Warszawskiego. W szeregach armii rosyjskiej znajdowało się nawet dziewięciu generałów polskiego pochodzenia, m.in.: Eufemiusz Czaplic, Michał Włodek, Adam Ożarowski lub wspomniany już Stanisław Potocki (syn Stanisława Szczęsnego Potockiego)78. Zresztą portrety ich wszystkich wiszą w Ermitażu w ogromnej sali poświęconej wojnie 1812 r., obok portretów Aleksandra Suworowa, Aleksieja Arakczajewa i innych bohaterów "wojny ojczyźnianej". Trudno dziś jednoznacznie stwierdzić, ilu z nich zruszczyło się i za jedyną ojczyznę uważało Rosję, a ilu sądziło, że zwycięstwo cara Aleksandra I to jedyna szansa na ocalenie Polski.
1 L. Bazylow, Polacy w..., s. 59.
2 Ф.В. Булгарин, Воспоминания, Москва 2000, s. 34.
4 Tenże, Прошение на высочайшее имя, w: tenże, Выбранае, ред. А.И. Федута, Мiнск 2003, s. 451.
5 Tenże, Воспоминания, s. 13.
7 Ф.В. Булгарин, Кастриот названный Скандербегом, "Северный архив" 1823, nr 9, s. 161-180, nr 10, s. 243-255.
8 Tamże, nr 9, s. 164-166.
9 S. Uruski, Rodzina. Herbarz szlachty polskiej, t. 2, Warszawa 1905, s. 82.
10 J. Ciechanowicz, Rody szlacheckie Imperium Rosyjskiego pochodzące z Polski. Herbarz polsko-rosyjski, t. 1, Warszawa 2006, s. 234.
11 J. Białynia Chołodecki, Jerzy Skander-Beg-Bułharyn, Lwów 1930, s. 3-4.
12 J. Daniłowicz, Skarbiec dyplomatów, t. 2, Wilno 1862, s. 315.
13 Ф.В. Булгарин, Русские письма, "Северная пчела" 1843, nr 254.
14 J. Ciechanowicz, Z rodu polskiego, t. 2, Rzeszów 1999, s. 58-59.
15 Wyciąg z ksiąg ziemskich nowogrodzkich dokumentu sprzedaży Wieleszyna przez Wasyla Bułharyna Janowi Kamińskiemu, Archiwum Główne Akt Dawnych (AGAD), Zespół 354, Dział I, Nr 8082.
16 J. Ciechanowicz, Rody szlacheckie..., s. 233.
18 Herbarz Polski Kaspra Niesieckiego S.J. powiększony dodatkami z późniejszych autorów, rękopismów, dowodów urzędowych, Lipsk 1839, s. 360.
19 Archiwum Polskiej Akademii Umiejętności (APAU), sygn. 9680.
20 S. Kościałowski, Antoni Tyzenhaus, t. 2, Londyn 1971, s. 139. Cyt. za: J. Ciechanowicz, Z rodu polskiego... s. 236.
21 Tadeusz Reytan, w: Polski słownik biograficzny, t. XXXI/2, Kraków 1988, s. 231-237.
22 Ф.В. Булгарин, Воспоминания, s. 725.
25 Ф.В. Булгарин и Н.И. Греч (как издатели журналов), "Русская старина" 1900, nr 9, s. 577.
26 J. Ciechanowicz, Z rodu..., s. 237-238.
27 Ф.В. Булгарин, Русские письма, "Северная пчела" 1843, nr 254.
28 Tenże, Прошение на высочайшее имя..., s. 450.
29 Polska encyklopedyja szlachecka, t. 2, Warszawa 1935, s. 66.
30 S. Uruski, Rodzina. Herbarz..., s. 82.
31 О.А. Пржецлавский, Фаддей Венедиктович Булгарин, w: Поляки в Петербурге в первой половине XIX века, ред. А.И. Федута, Москва 2010, s. 451.
32 Ф.В. Булгарин, Воспоминания, s. 41.
36 С.В. Волков, Генералитет Российской империи: Энциклопедический словарь генералов и адмиралов от Петра I до Николая, т. 1, Москва 2010, s. 294-295.
37 Z pamiętnika zaprzańca, "Dziennik Literacki" 1861, nr 86.
38 Z. Mejszutowicz, Powieść obyczajowa..., s. 10.
39 Ф.В. Булгарин, Воспоминания, s. 27-28.
40 Tenże, Прошение на высочайшее имя..., s. 450.
43 T. Bułharyn, Jan Wyżygin. Romans moralno-satyryczny, tłum. J. Godziemba-Radecki, cz. 2, Wilno 1829, s. 21-22.
44 L. Bazylow, Polacy w..., s. 60.
45 Ф.В. Булгарин, Воспоминания, s. 99.
46 В.Н. Шульгин, Русские свободные консерваторы XIX века об остзейском вопросе, Санкт-Петербург 2009.
47 Ф.В. Булгарин, Воспоминания, s. 106.
51 Л.Е. Горизонтов, Парадоксы имперской политики: Поляки в России и русские в Польше (XIX - начало XX в.), Москва 1999, s. 75-118.
52 Więcej o tożsamości Bułharyna czytaj: П. Глушковский, Булгарин в мире идентичности Российской империи, "Славяноведение" 2011, nr 2, s. 46-55; Por. J. Czubaty, Zasada dwóch sumień. Normy postępowania i granice kompromisu, Warszawa 2005; D. Nawrot, Litwa i Napoleon w 1812 roku, Katowice 2008.
53 Н.И. Греч, Записки о моей жизни, Москва 2002, s. 433.
54 П.С. Усов, Ф.В. Булгарин в последнее десятилетие его жизни (1850-1859 гг.), "Исторический вестник" 1883, nr 8, s. 293.
55 Ф.В. Булгарин, Воспоминаия, s. 295-296.
56 Ф.В. Булгарин, Военная жизнь. Письмо к Н.И. Гречу, "Литературные листки" 1824, nr 1.
57 П.С. Усов, Ф.В. Булгарин..., s. 296-297.
58 Ф.В. Булгарин, Воспоминания, s. 338.
59 М.К. Лемке, Очерки..., s. 372.
60 M. Kukiel, Czartoryski a jedność Europy, 1770-1861, Lublin 2008, s. 63.
61 J. Czubaty, Księstwo Warszawskie (1807-1815), Warszawa 2011, s. 440.
63 Ф.В. Булгарин, Воспоминания, s. 367.
64 M. Kukiel, Czartoryski..., s. 106.
65 J. Czubaty, Księstwo Warszawskie..., s. 106.
66 H.H. Hahn, Dyplomacja bez listów uwierzytelniających. Polityka zagraniczna Adama Jerzego Czartoryskiego 1830-1840, Warszawa 1987, s. 36.
67 J. Czubaty, Księstwo Warszawskie..., s. 440-441.
68 J. Iwaszkiewicz, Litwa w roku 1812, Kraków-Warszawa 1912, s. 27.
69 J. Czubaty, Zasada dwóch sumień..., s. 407-414.
70 J. Iwaszkiewicz, Litwa w roku 1812, s. 57.
71 J. Czubaty, Zasada dwóch sumień..., s. 415-416.
72 M. Ogiński, cyt. za: J. Czubaty, Zasada dwóch sumień..., s. 436.
73 Ф.В. Булгарин, Воспоминания, s. 358.
74 Bułharyn nie precyzuje, o którego Rejtana mu chodziło. Z pewnością nie o Tadeusza Reytana, który żył w latach 1742-1780.
75 Ф.В. Булгарин, Воспоминания, s. 358.
76 Tenże, О духе и характере польского народа, w: Видок Фиглярин. Письма и агентурные записки Ф.В. Булгарина в III отделение, ред. А.И. Рейтблат, Москва 1998, s. 259.
77 M. Kukiel, Czartoryski..., s. 119.
78 Н.Г. Рогулин, Поляки - участники и герои Отечественной войны 1812 год, w: Поляки в истории российской провинции, ред. Ю.А. Мизис, Тамбов 2010, s. 50-58.