ROZDZIAŁ 2
Hamburg, obecnie
Truda długo się nie gniewała na siostrę. Już po chwili nie pamiętała o przykrych słowach wypowiedzianych przez nią, gdyż właśnie przyszedł Helmut z Sophie. Helmut miał okazję poznać siostrę matki i jej wnuczkę, będąc w Barwinach, ale jego żona widziała je pierwszy raz. Siedziała nieco skrępowana, bojąc się odezwać po polsku, bo trochę kaleczyła ten język. Odkąd wyjechała z kraju, minęło już wiele lat, a ona nie miała okazji, żeby rozmawiać w języku polskim. Rodzice dawno poumierali, a wszyscy znajomi władali jedynie niemieckim.
- Cieszę się, że możemy się poznać. - Julka postanowiła jako pierwsza przełamać barierę.
Kobieta uśmiechnęła się i przygładziła siwe włosy.
- Ja też się cieszę, teściowa na was czekała bardzo. - Sophie bardzo starannie dobierała słowa, widać było na jej pulchnej twarzy wysiłek, jaki wkładała w przywoływanie do pamięci polskich słów. - Mówią na mnie Sophie.
- A ja jestem Julka. - Uściskały się, pokonując skrępowanie.
Julka miała nadzieję, że nawiąże się między nimi nić porozumienia. Pomimo dużej różnicy wieku, jaka je dzieliła, miały szansę się zaprzyjaźnić i porozmawiać. Julka w dalszym ciągu nie mogła wybaczyć Arturowi, że ona i Maciek tyle stracili. A przecież mogli mieć rodzinę...
- Byłaś już w Niemcach? - Sophie z trudem formułowała zdania.
- Nie, jestem tu pierwszy raz i z tego, co widziałam, jak jechałyśmy z lotniska, to bardzo tu ładnie. Zupełnie inaczej niż u nas, na Mazurach. Tyle tutaj pięknych domów, a lotnisko jakie duże! - Roześmiały się obydwie naraz. - A ty, Sophie, jeździsz do Polski? Masz tam jakąś rodzinę?
- Nie jeżdżę, ja już w Piekarach Śląskich nie mam rodziny. Wynieśliśmy się ze Śląska w pięćdziesiątych latach, ja wtedy byłam małą dziewczyną. Zamieszkaliśmy w Hamburgu, ojce tam dostali robotę, a ja z bratem chodziliśmy do szkoły. - Sophie trochę się rozluźniła, opowiadając o rodzinie. Przestała zwracać uwagę na słowa, które wypowiadała coraz swobodniej. - A ty, masz rodzinę, męża, dzieci?
Julka podniosła się ze swego miejsca, by pomóc Sophie nakryć do kolacji. Rozłożyła na stole piękny, biały obrus, po czym rozstawiła nakrycia dla pięciu osób. Sophie bez słowa ulokowała na środku srebrny, trzyramienny świecznik.
- Ciężko mi o tym mówić... Krótko byłam mężatką, bo Artur wyjechał zagranicę, zostałam sama z synem, przez wiele lat nie wiedziałam, że gdzieś istnieje babcia Truda. Gdybym ją wcześniej poznała, pewnie nasze życie potoczyłoby się inaczej. - Julka zastygła w bezruchu z plikiem nierozłożonych papierowych serwetek. - Jeszcze do niedawna mieszkałam pod Lublinem, ale jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności spotkałam się z Trudą, później... tak się wszystko poukładało, że zamieszkałam razem z nią...
Sophie pokiwała głową, starając się dobrze zrozumieć, co mówi Julka. Przypadła jej do gustu ta młoda kobieta. Czuła, że się z nią dogada.
- Wiem, teściowa mi opowiadała o tobie. - Spojrzała jej w oczy. - Nie widziały się z siostrą tyle czasu, aż wreszcie namówiłam ją, żeby pojechała do Polski. Ona wiele lat była pogniewana na Trudę. Mówię ci, ile razy opowiadała o twojej babci, jak się na nią złościła. Nie wiem, o co się pokłóciły, ale kiedy zachorował teść i doktor powiedział, że z dnia na dzień będzie z nim gorzej, to Anna się przestraszyła, że zostanie sama. Wtedy zaczęliśmy jej z Helmutem mówić, że ma jeszcze siostrę i żeby się z nią spotkała.
- I co? To wtedy Anna postanowiła przyjechać do Polski? - Julka zerknęła w otwarte drzwi kuchni.
Przy stole siedziały siostry, starannie wycierając ściereczkami kieliszki do wina i szklanki do wody. Potrawy na uroczystą kolację zostały przygotowane przez Sophie. Wystarczyło je podać.
- Nie, teść umarł trzy roki temu. Chorował...
- Na serce, Anna mówiła... - wtrąciła Julka.
Sophie potrząsnęła siwymi włosami, a jej pomarszczona twarz posmutniała. Usiadła nagle na fotelu, który niedawno zajmowała Truda. Położyła szorstkie dłonie na kolanach, chwilę gniotąc w palcach czarną spódnicę.
- Serce też miał chore, ale najbardziej to dokuczała mu głowa. - Ostatnie wyrazy Sophie wyszeptała, w obawie, aby Anna jej nie usłyszała.
- Głowa? Ale jak to? - Julka nie zrozumiała.
- Z dziesięć lat żył z tą... no... demencją. Był bardzo niedobry dla Anny, ale nie dlatego, że jej nie kochał, tylko to było z choroby. Pod koniec życia nie poznawał nas, miał swój świat, żył w nim. Teściowa to bardzo przeżywała, martwiła się o niego. A on, mówię ci, wciąż opowiadał o tym, co było kiedyś. Nie pamiętał, co jadł na śniadanie, kto go odwiedził, jak się nazywają wnuki, ale pamiętał jakieś szczegóły z młodych lat. - Sophie dyskretnie westchnęła.
Julka pomyślała, że musiała być bardzo związana z teściem.
- To było dla was bardzo trudne... - Julka objęła się ramionami, jakby nagle zrobiło się zimno. - Zresztą dla Wernera też. Wojna była dramatem dla wszystkich, dla Trudy, Anny, ich rodzeństwa... Werner pewnie przeżył dużo więcej, przecież był na wojnie.
Sophie nagle gwałtownie prychnęła. Jakiś grymas wykrzywił jej twarz.
- Nie, Werner był bardzo krótko na wojnie! Nie walczył, tylko był wartownikiem, a zaraz potem wojna się skończyła. Nie wiem, co on tak tę wojnę wspominał!
Julka z zaskoczeniem spojrzała na Sophie. Nie spodziewała się, że kobieta tak zareaguje na jej słowa. Zresztą nie był to chlubny okres w życiu jej teścia ani żadnego innego Niemca.
- Wiem, że dla Anny i Trudy to też był trudny czas, późniejsze lata również nie rozpieszczały nikogo. Chociaż chciałoby się powiedzieć, że przeszłość należy zostawić za sobą, to chyba nie jest to proste. Latem, jak Anna była w Polsce, dowiedziałam się wielu strasznych historii z ich młodego życia i... muszę ci powiedzieć, Sophie, że nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi. I wiesz... Myślę jeszcze, że rozumiałabym Wernera i jego obsesje...
Sophie znów pokiwała głową i przeczesała palcami włosy. Po chwili jednak podniosła się i dyskretnie spojrzała w kierunku kuchni. Siostry w dalszym ciągu siedziały na swoich miejscach, o czymś cicho rozmawiając. Za oknem było już ciemno, a na jasno oświetlonym podjeździe widać było sylwetkę Helmuta, który kręcił się przy aucie.
- Pokażę ci coś, Julka. - Szybkim krokiem zbliżyła się do kredensu, z szuflady którego wyciągnęła szarą papierową kopertę.
Jeszcze raz spojrzała ukradkiem na Annę, ale tamta niczego nie zauważyła. Szybkim ruchem wyciągnęła z koperty duży plik pożółkłych kartek i rozłożyła je przed Julką. Zdziwiona kobieta przekładała papiery. Nic jej nie mówiła plątanina linii na każdym karteluszku. Jedynym, co się rzuciło jej w oczy, było to, że wszystkie arkusze zawierały podobne informacje, oczywiście przyjmując za pewnik to, że były to jakieś logiczne dane.
- Co to jest? - zapytała zaskoczona, ale Sophie nagle jednym ruchem zgarnęła wszystko do koperty, a tę schowała szybko do szuflady.
Julka chciała zaprotestować, ale zorientowała się, że siostry właśnie wchodzą do salonu.
- Sophie, wszystko gotowe, możemy ustawiać jedzenie na stole - zarządziła Anna. Synowa posłusznie skinęła głową, uprzednio taktownie mrugając do Julki. Ta dyskretnie pokręciła głową. W ciągu kilku minut stół aż się uginał od przysmaków. Julka z podziwem patrzyła na dania przyrządzone przez Sophie. Wśród potraw królowała pieczona kaczka z jabłkami i żurawiną, do tego były ziemniaki i czerwona kapusta zakwaszana cytryną. Helmut napełnił kieliszki czerwonym winem i wzniósł toast.
- Za spotkanie! - Wszyscy unieśli kieliszki ku górze, a siostry ze śmiechem stuknęły się nimi.
Atmosfera wyraźnie się ożywiła. Wszyscy naraz zaczęli mówić. Truda rozmawiała z Helmutem, Anna z Julką i Sophie.
Język polski wymieszał się z niemieckim, ale nikomu to nie przeszkadzało.
- Pyszna kolacja, Sophie. - Julka wyraziła swoje uznanie skinieniem głowy.
- Cieszę się, że ci smakuje - odpowiedziała gospodyni. - Nie powiedziałaś mi, czy jesteś samotna, czy masz jakiegoś przyjaciela - dodała ciszej.
Julka przypomniała sobie, że tak się zaangażowała w rozmowę o teściu Sophie, że nie dokończyła opowiadać o sobie.
- Jak przyjechałam do Barwin, na Mazury, to poznałam mężczyznę... - zaczęła cichym głosem. - Krzysztof jest zupełnie inny niż mój mąż... Troskliwy, opiekuńczy, prowadzi duże gospodarstwo rolne, a ostatnio oświadczył mi się...
- Ooo, to dobrze. - Sophie roześmiała się. - Niedobrze być samej, a na stare lata to katastrofa. Twój syn mieszka zagranicą, dlatego musisz mieć jakieś wsparcie. No chyba że często przyjeżdża do mamy.
Julka nałożyła sobie na talerzyk kawałek strucli jabłkowej. Przez chwilę zajęła się jedzeniem, celowo odwlekając odpowiedź. Sophie nie naciskała, tylko obserwowała jej reakcję.
- Rzadko mnie odwiedza. Cieszę się, że się dobrze dogaduje z ojcem, tym bardziej, że wcześniej nie mieli kontaktu. Maciek ma trudny charakter, ale jakoś wrósł w nową rodzinę Artura, zaprzyjaźnił się z jego żoną, córkami, ma dziewczynę. Jakoś to leci. - Zaśmiała się i lekko spuściła wzrok, żeby rozmówczyni nie zauważyła pojawiających się w jej oczach łez.
Sophie przez chwilę milczała, po czym położyła swoją pomarszczoną dłoń na jej dłoni i rzekła z namysłem:
- Wiesz, ja mam sześćdziesiąt pięć lat i różne rzeczy widziałam. Dzisiejszy świat jest trudny do życia. Zobacz, do ilu zmian muszą się przyzwyczajać młodzi ludzie, jak muszą gonić, żeby nadążyć za innymi. Ciesz się, że twój syn jest szczęśliwy, że szanuje ojca, mimo że rzadko do ciebie przyjeżdża. Chciałabyś, żeby zszedł na złą drogę? Zobacz, ilu jest pogubionych młodych ludzi. Nasz młodszy syn miał taki czas w życiu, że zaczął zaglądać do kieliszka, nie chciał pracować. Nie wiedzieliśmy z Helmutem, jak mu pomóc i co było powodem takiego zachowania, ale musieliśmy być cierpliwi. Herbertowi pomógł dziadek... - Sophie zawiesiła głos.
- Sophie - Julka ściszyła głos - nie wiem, o co chodzi z tymi kartkami, które mi pokazałaś... Wiesz, o czym mówię.
Sophie nieznacznie przysunęła się do Julki i spojrzała w bok. Anna z Trudą żywo o czymś rozmawiały, a Helmut nieco znudzonym wzrokiem patrzył w okno. Miał chęć włączyć telewizor i położyć się wygodnie na kanapie, aby obejrzeć wiadomości. Dokuczał mu kręgosłup, a on nie był w wieku, kiedy przesiaduje się przy stole na niewygodnym krześle. Sophie to co innego, miała mocniejsze zdrowie, a poza tym uwielbiała ploteczki.
- Nadszedł taki czas pod koniec życia dziadka, że nieustannie powtarzał o jakichś bunkrach i skarbach, że musi do nich wrócić, że trzeba stamtąd wydobyć skarb, że ktoś może go znaleźć, że jest narażony na niebezpieczeństwo. Takie tam głupoty. Mówię ci, Julka, czuwaliśmy przy nim całą dobę, bo potrafił przebudzić się w środku nocy i biec gdzieś przed siebie w piżamie, bez kapci. Ciągle powtarzał nazwę Kobulten2 i rysował te plany, oznaczał drogi, zaznaczał jakieś punkty, jakby naprawdę coś się tam wcześniej wydarzyło - szeptała z przejęciem Sophie, żywo gestykulując. - Najbardziej szkoda było mi w tym wszystkim teściowej. Ona przy nim prawie nie spała. Mogła wziąć jakąś opiekunkę albo oddać go do domu opieki, ale nie chciała. Nie można jej było namówić, twierdziła, że Werner kiedyś uratował jej życie i teraz ona mu się odwdzięczy. Dobrze, że wyzwoliła się od niego, bo sama by umarła.
Julka pokiwała w zamyśleniu głową. Czuła, że siostry chowają w zanadrzu jeszcze wiele interesujących historii.
2 Kobułty - wieś w województwie warmińsko-mazurskim, do 1945 roku leżąca w obrębie Prus Wschodnich.