Barca. Życie, pasja, ludzie. Wydanie II - Jimmy Burns

Reflow text when sidebars are open.
Nie mam większych wątpliwości co do tego, że gdy w 1999 roku pisałem pierwszą wersję tej książki, moi wydawcy podejmowali pewne ryzyko - wówczas nie było jeszcze wiadomo, czy na rynku czytelniczym rzeczywiście istnieje nisza, którą można by w ten sposób zapełnić.
Owszem, zgromadziłem już wcześniej pewne grono wiernych czytelników, złożone z kibiców piłkarskich z całego świata. Stało się to za sprawą książki Ręka Boga. Życie Diego Maradony, mojej nieautoryzowanej biografii piłkarza. Była to pierwsza szczegółowa historia tego omylnego piłkarskiego geniusza, opowieść o seksie, narkotykach i futbolu.
Część tej opowieści dotyczyła lat osiemdziesiątych, budzącego kontrowersje okresu występów Maradony w FC Barcelonie. Zasadniczo jednak nic nie wskazywało na to, aby historia tego klubu miała na świecie wywołać tak duże zainteresowanie, jak opis dramatycznych losów Argentyńczyka - w powszechnej opinii najlepszego piłkarza XX wieku - w sferze prywatnej i zawodowej.
W pierwszych piętnastu latach nowego millenium piłka nożna wyrosła na najpopularniejszą dyscyplinę sportu na świecie, a FC Barcelona odegrała w tym niebagatelną rolę za sprawą niezwykle kreatywnego stylu gry oraz licznych sukcesów. Jej piłkarze - Xavi Hernández, Andrés Iniesta, Lionel Messi - byli powszechnie podziwiani jako jedni z najwybitniejszych zawodników w historii tej dyscypliny. Sam zespół sięgnął po wystarczająco wiele tytułów w trudnej lidze hiszpańskiej oraz na arenie międzynarodowej, aby zasłużyć sobie na miano najlepszej drużyny XXI wieku. W nowym stuleciu Barça wywalczyła dwadzieścia pięć poważnych trofeów klubowych, w tym siedmiokrotnie została mistrzem Hiszpanii i czterokrotnie sięgnęła po Puchar Europy.
Obecnie na świecie żyje już całe pokolenie kibiców Barçy, którzy w chwili pierwszego wydania tej książki byli dopiero dziećmi albo jeszcze w ogóle nie chodzili po świecie. Pewnie trudno jest im sobie wyobrazić, że FC Barcelona była kiedyś zdecydowanie mniej znanym klubem i nie miała tak licznej rzeszy fanów. W 1999 roku Barça miała na koncie zaledwie jeden Puchar Europy, a pod względem ogólnego dorobku na arenie krajowej i międzynarodowej istotnie ustępowała innym klubom. Szczególne miejsce w tych porównaniach zajmował Real Madryt, który na zawsze zapisał się na kartach piłkarskiej historii, zdobywając w latach pięćdziesiątych Puchar Europy aż pięć razy z rzędu.
Przygotowując się do pisania pierwszej wersji tej książki, z pewnym zaskoczeniem odkryłem, że również FC Barcelona i związani z nią ludzie na wiele wspaniałych sposobów pisali historię piłki nożnej - począwszy od pierwszych niekomercyjnych gwiazd pokroju Samitiera czy Kubali, przez sowicie opłacanego Johana Cruyffa, latającego Holendra, który później został trenerem słynnego "Dream Teamu" i w 1992 roku wywalczył na Wembley pierwszy w historii klubu Puchar Europy. Bardzo ciekawy okazał się jednak także kontekst społeczny i polityczny, niezbyt szeroko znany poza samą Katalonią i stanowiący pewne zaskoczenie nawet dla wieloletnich fanów Barcelony; tym większe, że korzystałem z wywiadów na wyłączność (udzielanych między innymi przez starych świadków wydarzeń, których już nie ma wśród nas) oraz z materiałów archiwalnych.
Dobre wyniki sprzedaży pierwszego i kolejnych wydań podpowiadały, że trafiłem na żyzny grunt - że przedstawiłem historię, która przemawia do wyobraźni nie tylko kibiców z całego świata, ale również ludzi nieco mniej zafascynowanych futbolem. Niewiele jest klubów, które wzbudzałyby aż tak powszechne zainteresowanie. Świat z uwagą śledzi zaciekłą rywalizację między FC Barceloną a Realem Madryt, i to nie tylko jej bieżący przebieg, ale również całą jej historię - historię, z której wynika, że w walce o serca i umysły zwykłych ludzi zwykle lepsza okazywała się Barça. Ludzie, którzy wiedzą, co to ucisk, a przy tym mają silną tożsamość narodowościową, wybierają organizację sportową, która podkreśla, że jest czymś więcej niż tylko klubem (més que un club), i której legenda pozostaje nierozerwalnie związana z kulturą katalońską, hiszpańską wojną domową oraz późniejszym reżimem Francisco Franco, dyktatora rezydującego w Madrycie.
Najnowsze wydanie jest kierowane do kibiców piłkarskich na całym świecie. Od czasu powstania pierwszego zdania pierwszej wersji tej książki ta grupa niesamowicie się rozrosła i przeżyła dwa najbardziej udane okresy w historii klubu; jednocześnie owe czasy należy zaliczyć do grona najbardziej fascynujących w historii futbolu. Powszechna sympatia - od Glasgow po Warszawę, od Dubaju po Hawanę, nawet w Nowym Jorku znajdą się kibice Barçy - jaką ten klub wzbudził w ostatnich dwudziestu latach, wynika z tego, że dziś łatwiej się podróżuje i że istnieje telewizja satelitarna. Poza tym trzeba pamiętać też o nasilającym się w związku z rozwojem internetu zjawisku globalizacji, no i oczywiście o pieniądzach, które zarabia klub i może wydawać na najlepszych zawodników. Barcelona przywiązuje dużą wagę do tradycji inwestowania we własnych wychowanków oraz w zagraniczne gwiazdy, a także zatrudniania szkoleniowców, którzy potrafią budować kreatywne i grające z dużą energią zespoły. W rezultacie na całym świecie mnożą się fankluby Barçy, a wizyta w muzeum na Camp Nou i obejrzenie meczu z trybun tego stadionu stały się obowiązkowym punktem programu dla milionów kibiców piłki nożnej, z których duża część kocha FC Barcelonę równie mocno, jak swój lokalny klub.
Niniejsza książka to kompleksowa historia klubu, wolna od propagandy i stanowiąca efekt szczegółowych poszukiwań, które prowadziły do mniej chlubnych momentów w dziejach klubu, co oczywiście w żadnym razie nie może przekreślać chwil prawdziwie heroicznych. Dlatego też wskazuję, że w czasie hiszpańskiej wojny domowej nie wszyscy opowiadali się po tej samej stronie, że Franco wykorzystywał klub do własnych celów propagandowych dokładnie tak samo, jak katalońscy nacjonaliści wykorzystywali go w swojej działalności politycznej. W gronie postaci historycznie związanych z FC Barceloną należy wymienić na przykład Josepa Lluísa Nú?eza, najdłużej urzędującego prezydenta klubu i biznesmena o szemranej reputacji, który nie umiał się porozumieć z większością swoich najwybitniejszych piłkarzy i po wielu latach skończył w więzieniu za próby korumpowania urzędników skarbowych. Przez dużą część XX wieku Barça osiągała niezadowalające wyniki sportowe, i to mimo reputacji zespołu prezentującego porywający futbol. Od tamtej pory ten obraz uległ zmianie, w związku z czym niniejsze nowe wydanie opisuje już nie tylko spektakularny styl gry drużyny, lecz również dokonania ukochanej przez wielu instytucji sportowej.
Na początku nowego millenium zapewne niewielu starszych stażem kibiców Barçy wyobrażało sobie, że klub ma dopiero przed sobą najwspanialszy pod względem sportowych osiągnięć okres. Równie niewielu potrafiło zapewne przewidzieć, jaką społeczną i polityczną rolę przyjdzie odegrać FC Barcelonie w kontekście coraz bardziej intensywnej walki o niepodległość Katalonii. Niniejsze wydanie zawiera nowe informacje o epoce Pepa Guardioli w roli trenera oraz późniejszym "kryzysie", w który Barça popadła po jego odejściu. Dalej opisuję dramatyczne okoliczności, w których klub się podniósł i w niezwykle napiętej sytuacji politycznej nieoczekiwanie zaliczył bardzo udany sezon pod wodzą Luisa Enrique.
Jimmy Burns,
sierpień 2015
Oto prawdziwe mitologiczne starcie - a przynajmniej na takie wygląda.
FC Barcelona przyleciała do Manchesteru na mecz w ramach rozgrywek Ligi Mistrzów przeciwko United. Blaugrana zaliczyła kiepski start w krajowych rozgrywkach, a przedstawiciele drużyny mieli do niej wiele zastrzeżeń, twierdząc, że to skutek swoistego "kaca" po mistrzostwach świata - który miał, jak widać, wyjątkowo negatywny wpływ przede wszystkim na Brazylijczyków i Holendrów. Więcej zwolenników miała jednak opinia, że winnym tego stanu rzeczy był Louis van Gaal. Oskarżano go nie tylko za kiepskie wyniki i nieciekawy styl gry. Wiele osób miało mu za złe, że dokonał holenderyzacji klubu, sprowadzając do niego aż sześciu holenderskich piłkarzy i trzech holenderskich trenerów. Co gorsza, na co zwrócił uwagę Simon Kuper w swojej rubryce w "Financial Times", "van Gaal potraktował pozostałych piłkarzy Barcelony tak, jakby również byli Holendrami. Zachowywał się zupełnie jak zagraniczny biznesmen, który nie zdaje sobie sprawy, jak prowadzić interesy w obcym kraju. Ten człowiek, którego ulubione słowo to collectief, odniósł sukces w Ajaxie dzięki rygorystycznemu systemowi taktycznemu, w którym każdy z piłkarzy wypełniał określone zadanie. Dla niego to jedyny możliwy sposób gry...". Barcelona miała kilku wyjątkowo utalentowanych piłkarzy, na przykład Brazylijczyka Rivaldo, który w każdej chwili potrafił przechylić szalę na ich korzyść, a także Katalończyków z drużyny młodzieżowej - wśród nich między innymi Pepa Guardiolę - zasługujących na poważniejsze traktowanie.
Jednak tym razem to nie wyniki Barçy były głównym powodem do trosk, zarówno dla jej kibiców, jak i drużyny przeciwnej. Mieszkańcy Manchesteru są w szoku. Zaledwie kilka dni wcześniej miejscowi kibice zostali zaskoczeni zupełnie niespodziewaną wiadomością. Rupert Murdoch, pochodzący z Australii potentat medialny, złożył ofertę kupna Manchesteru United, jednego z najstarszych klubów na świecie. Klubu, który chlubi się tym, że sam, bez jakiegokolwiek wsparcia, zdobył wiernych kibiców i doczekał się legendarnych trenerów. Teraz istnieje uzasadniona obawa, że utraci swoją tożsamość na rzecz globalnego imperium biznesowego, które traktuje ludzi jak trybiki w maszynie. To świat, w którym dokonywane są skomplikowane operacje finansowe pomiędzy przedsiębiorstwami i w którym działają równie skomplikowane spółki zdolne jedynie do przetwarzania przemocy i seksu w produkty i towary. To, czego najbardziej obawiali się kibice, zostało jasno przedstawione w oświadczeniu wydanym przez Manchester United Supporters' Association (Stowarzyszenie Kibiców Manchesteru United). Decyzje mające kluczowy wpływ na przyszłość klubu będą podejmowane po drugiej stronie świata. Klub nie pozostanie już niezależny. Stanie się własnością Murdocha i będzie wspomagać interesy jego imperium.
Ulotki, na których wyrażono obawy stowarzyszenia, były rozprowadzane na kryzysowym zebraniu stowarzyszenia, zwołanym w dniu wielkiego meczu. Szczodrze wykorzystano w nich cytaty z książki Geoffreya Greena pod tytułem There's Only One United. Klub, który może zostać przejęty przez Murdocha, pewnego pięknego dnia zamienił cię w "zwolennika wstrzymującego oddech za każdym razem, kiedy piłka leciała do bramki, wpadającego w ekstazę, gdy napastnicy twojej drużyny pędzili w kierunku bramki przeciwnika. Radującego się, przygnębionego, rozgoryczonego lub zwycięskiego, zależnie od tego, jak szło twojej drużynie". Jest to także "klub, który zamienił cię w członka nowej społeczności, przez półtorej godziny otoczonego braćmi, ponieważ nie tylko udało ci się uciec od szczęku mechanizmu tego gorszego życia, od pracy, zarobków, czynszu, zasiłku, zwolnień chorobowych, ubezpieczeń zdrowotnych, narzekającej żony, niedomagających dzieci, złego szefa, leniwych pracowników...". United jest, jak klarownie przedstawiono w statucie klubu napisanym w 1937 roku, "duszą sportowej organizacji, która istnieje rok po roku, przez cały czas tworząc historię". I wszystko to może zostać zniszczone w jednej chwili.
Właśnie do takiej sytuacji, pełnej romantycznej nostalgii i paranoi, które przyprawiają o zawroty głowy, wkroczyła Barça razem ze swoimi przekonaniami i marzeniami. Jest jak manna z nieba, dobry policjant, jak wizja klubu, który chcieliby widzieć u siebie kibice Manchesteru. Jest to obraz idealnie wpisujący się w czarno-białą wizję świata, gdzie nie ma miejsca na odcienie szarości. Taka Barça jest idealnym przykładem dla tych, którzy chcieliby dodać coś od siebie do tysięcy słów napisanych na temat oferty Murdocha. Podczas gdy kibice Manchesteru szlochali nad upadkiem ich duszy, pocieszano ich sugestią, że to wszystko nie musi wyglądać tak dramatycznie. Barça posiadła klucze do tego, co było, co jest i co nadal może być. Klub pozostawał, zgodnie ze statutem, wierny demokratycznym zasadom ojców założycieli - "prywatnym stowarzyszeniem bez motywów zysku, będącym własnością i znajdującym się pod kontrolą swoich członków".
W lobby hotelu Jarvis Piccadilly za dużym biurkiem siedział wielki, łysy mężczyzna. Wyglądał jak nauczyciel, który właśnie zgubił znajdujących się pod jego kontrolą uczniów. Nazywał się Moline i pracował dla barcelońskiej agencji turystycznej o wdzięcznej nazwie Viajes Marins. Agencja zorganizowała cały wyjazd dla tych socios, którzy postanowili przyjechać do Manchesteru, by obejrzeć mecz i poczuć się odrobinę bliżej drużyny. Było ich około stu pięćdziesięciu i każdy z nich zapłacił sto czterdzieści dziewięć tysięcy peset za przywilej podróżowania tym samym czarterowanym samolotem co zawodnicy Barçy, a także za pobyt w tym samym hotelu, monstrualnym, betonowym gmachu, znajdującym się niedaleko centrum miasta. W cenę wycieczki wliczono transport autokarem na mecz i z powrotem, a także zwiedzanie Old Trafford. Wieczorem hiszpańscy turyści mieli możliwość, za dodatkową opłatą wynoszącą sześćdziesiąt funtów, obejrzeć trening swojej drużyny, popijając w tym czasie buck's fizz i jedząc czterodaniowy posiłek w znajdującej się na terenie obiektu restauracji Stretford Suite. Tak naprawdę jest to jedyny moment w trakcie całego wyjazdu, kiedy mogli zobaczyć piłkarzy, ponieważ cała drużyna, razem z kierownictwem, przeniosła się do miejsca znajdującego się poza granicami miasta.
Do rozpoczęcia spotkania pozostały już tylko trzy godziny i Moline ma nadzieję, że jego klienci zdążą wrócić na czas z wycieczki po mieście. Kiedy dosłownie w ostatniej chwili pojawiły się kłopoty związane ze zorganizowanymi grupami kibiców na obczyźnie, Moline miał uczucie déja vu. Kilka miesięcy wcześniej musiał poradzić sobie z angielskimi kibicami, którzy przyjechali na mecz do Barcelony, wliczając w to Dave'a, Douga i resztę ekipy.
- Tak, bardzo dobrze to pamiętam, mieliśmy problem z biletami na mecz - te, które zarezerwowaliśmy wcześniej dla angielskiej agencji, zostały nam zabrane. Wyglądało to tak, jakby zaoferowano je komuś w ramach nakłaniania do przyjścia i zagłosowania na Nú?eza. Wtedy ta dziewczyna z Anglii, córka właściciela angielskiej agencji, wkurzyła się, ponieważ nie byłem w stanie zorganizować takich biletów, jakie chciała. Próbowałem wytłumaczyć, że nasz klub jest własnością kibiców, socios, i mają prawa do miejsc, które zawsze do nich należały. Mój dziadek jest członkiem klubu, tak samo mój ojciec i ja. Zawsze siedzimy na tych samych miejscach. Nikt nam nie powie, że mamy się przesunąć...
Gdy Moline opowiadał swoją historię, do jego biurka podeszło dwóch młodych Katalończyków. Jeden z nich przedstawił się jako syn wiceprezydenta klubu Joana Gasparta. Zapytał, czy możliwe jest zorganizowanie dodatkowego miejsca w powrotnym locie do Barcelony dla jego przyjaciela. Moline najchętniej powiedziałby dzieciakowi, żeby się odpieprzył, ale dobrze wiedział, że to prawdopodobnie oznaczałoby dla niego utratę pracy. W związku z tym po prostu się uśmiechnął i powiedział im, że nie będzie z tym żadnego problemu, po czym zachęcił obu chłopców, by przyszli do niego ponownie, jeśli będą czegoś potrzebowali. Zrobił to wszystko niczym nad wyraz sumienny pracownik. Dopiero kiedy dwaj młodzieńcy odeszli, Moline odzyskał kontrolę i spojrzał na leżącą przed nim listę pasażerów. Chwilę potem retorycznie zapytał:
- Czy im się wydaje, że samolot jest zrobiony z gumy i możemy wcisnąć do niego tyle osób, ile nam się żywnie podoba?
Piętro wyżej w hotelowym barze grupa trochę mniej uprzywilejowanych culés piła spokojnie piwo w oczekiwaniu na mecz. Najstarszym spośród nich był José. Urodził się w 1938 roku w Almerii, w pustynnej okolicy znajdującej się niedaleko oazy, gdzie lokalny cywilny zarządca odmówił uzbrojenia robotników w dniu, kiedy Franco rozpoczął swoje powstanie. "Uzbroić ludzi, ale czym? Skąd gubernatorzy mają wziąć broń? Cała broń w okolicy znajduje się zawsze w posiadaniu armii", powiedział wówczas gubernator. Wydarzyło się to, jeszcze zanim niszczyciel "Lepanto", znajdujący się pod komendą lojalnego kapitana i załogi, zabezpieczył port dla Republiki. Jego działa zostały przetestowane na gwardii cywilnej i zmusiły ją do poddania się.
Był to początek słynnej wojny domowej w Hiszpanii. Kiedy dobiegła końca, José miał zaledwie jeden rok. Wydawało się wówczas, że w Almerii zaszła nieodwracalna zmiana - ludzi zamykano w więzieniach, zabijano. Znacznie później Almeria stała się "Teksasem nad morzem", miejscem, gdzie amerykańscy i włoscy reżyserzy filmowi mogli stosunkowo tanio kręcić swoje spaghetti westerny. Jednak w tamtym okresie była to po prostu martwa część Hiszpanii, zupełnie opuszczona i pozbawiona życia. Rodzina José udała się na północ, uciekając przed nieuniknioną biedą do miejsca, które zostało podbite, choć nie do końca opanowane. Panowały tam nieco lepsze warunki i łatwiej można było znaleźć pracę. Ale aklimatyzacja w tym nowym miejscu nie przebiegała bezproblemowo. Należało walczyć o akceptację lokalnej społeczności, która wiele wycierpiała i niechętnie myślała o odstąpieniu części swojego państwa ludziom z zewnątrz.
Dla José przeszłość, tak samo jak teraźniejszość, nieodwołalnie wiązała się z piłką nożną. Dopiero kiedy jego rodzina zaczęła kibicować Barsie, zyskała pewne poczucie przynależności do miejsca, w którym przyszło jej żyć. Dopingując drużynę, oddając pokłony indywidualnym umiejętnościom piłkarzy i wykrzykując obelgi w kierunku Realu Madryt, udowadniało się swój związek z lokalną społecznością. W fabryce samochodów, gdzie zatrudnił się José, polityczne przemowy przywódców związków zawodowych przypominały jakiś międzynarodowy pamflet dotyczący życiowych problemów robotników. Dopiero kiedy dorósł, by być culé - by chodzić na stadion za każdym razem, kiedy go na to stać - zaczął prowadzić inne życie. I pewnego dnia powiedział: "Katalonia jest dla mnie wszystkim, dlatego właśnie zostałem culé". Tego wrześniowego dnia José nie mógł już powiedzieć wiele więcej, nawet gdyby strasznie chciał. Zachorował na raka, jego krtań została usunięta i musi się bardzo starać, by wypowiedziane przez niego słowo było zrozumiałe wśród serii czknięć. Ma się wrażenie, że zbiera wszystkie siły, żeby móc powtarzać w kółko jedno słowo: "BARÇA!". Kiedy w końcu udaje mu się je z siebie wydusić, mam wrażenie, jakby pochodziło ono z głębi jego duszy.
W grupie ludzi pijących razem z José dziewczyny należały do mniejszości, jednak to właśnie one mówiły najwięcej - szczególnie dwie z nich. Monica miała niebieskie oczy i długie, opadające na ramiona włosy. Flirtowała z angielskim chłopakiem, którego poznała rok wcześniej w Lloret. Podszedłem do niej i zapytałem, jak to się stało, że kobieta kibicuje Barsie.
- Mój dziadek i mój tata kibicują Barsie, jest ona dla nas czymś znacznie więcej niż tylko klubem. To sposób na powiedzenie, że nie chcemy, by reszta Hiszpanii nas represjonowała; stadion był kiedyś jedynym miejscem, gdzie mogliśmy otwarcie wyrażać to, co myśleliśmy...
Moniki, która ma zaledwie dwadzieścia dwa lata, nie było jeszcze na świecie w czasach, kiedy żył Franco. Dlatego zapytałem, skąd wie o tym wszystkim.
- Urodziłam się wśród ludzi, którzy pamiętają tamten okres, poza tym to się tutaj po prostu czuje. Za każdym razem, kiedy odśpiewujemy hymn klubu, dostaję gęsiej skórki.
Ulubionymi piłkarzami Moniki są Bakero i Amero, ponieważ grają dobrze i nie są obcokrajowcami.
- W dzisiejszych czasach mamy w drużynie zbyt wielu ludzi z zagranicy - powiedziała, rzucając tajemniczy uśmiech swojemu ingles.
Jej koleżanka, dwudziestosiedmioletnia Maria, wspominała, że miała trzy lata, kiedy po raz pierwszy zabrano ją na stadion.
- Doskonale pamiętam jedno wydarzenie z tamtego dnia, mój tata wskazywał palcem na piłkarza, który nazywał się Johan Cruyff, i mówił: "Spójrz, spójrz, tam na dole, czy on nie jest niesamowity?". Nie wiedziałam wtedy nic na temat piłki nożnej, więc po prostu siedziałam tam i patrzyłam na tego chudziutkiego gracza.
Miała dwanaście lat, kiedy "bunt w Hesperii" nadszarpnął w Barsie poczucie zjednoczenia, a u Marii niezachwianą lojalność wobec ojca. W kwietniu 1988 roku członkowie drużyny spotkali się w barcelońskim hotelu Hesperia i zażądali rezygnacji ówczesnego prezydenta klubu, Nú?eza. Wszystko z powodu kłótni dotyczącej zarobków, wiszącej w powietrzu od dobrych kilku miesięcy. W odpowiedzi Nú?ez sprowadził do klubu Cruyffa, który został nowym trenerem drużyny i przed rozpoczęciem kolejnego sezonu wymienił większość piłkarzy.
- Ja byłam po stronie zawodników, podobał mi się sposób, w jaki domagają się zmian w klubie, tymczasem mój ojciec popierał Nú?eza, więc dochodziło między nami do strasznych kłótni. Pamiętam, że bardzo zasmuciło mnie to, że przez tę aferę klub musiał opuścić Schuster.
Byłem ciekaw jej sytuacji jako kibicki Barçy, więc spytałem, czy uważa, że Barça jest z zasady machista (szowinistyczna). Bez zastanowienia odparła:
- Jasne. Wiesz, co chłopcy powiedzieli nam, kiedy po raz pierwszy wsiadłyśmy do autokaru, żeby razem z nimi pojechać i obejrzeć mecz? "Kochane, jesteście tu po to, żeby umyć podłogę!" Aż do dzisiaj uwielbiają zasypywać nas pytaniami, czy już wszystko posprzątałyśmy. Do tego typu zachowań dochodzi raczej poza stadionem, kiedy już na niego wchodzimy, wszyscy jesteśmy sobie równi. Z jakiegoś powodu chłopaki uważają, że jeśli potraktują nas uprzejmie, przestaną być cool, to zbyt mało "chuligańskie". Dla nich kobiety, Arabowie i czarni są ludźmi należącymi do tej samej kategorii, ludźmi, których lepiej nie widzieć ubranych w barwy Barçy.
Mimo to Monica jeździła za swoją drużyną częściej niż wielu spośród socios. Bardzo rzadko opuszczała mecz ligowy, do tego kiedy tylko mogła, podążała za swoim klubem za granicę.
- Są wśród socios tacy, którzy chętnie oglądają mecze, po prostu leżąc na kanapie i patrząc w telewizor, lub chodzą na stadion nie dlatego, że chcą, ale dlatego, że powinni to robić. Taki socio pali swoje cygaro i zawsze siedzi w tym samym miejscu. Każdemu, kto go trąca, wykrzykuje: "Nawet nie myśl o tym, żeby przesunąć mój tyłek, to moje miejsce i zawsze tak będzie". Tacy ludzie chcą wygodnego życia, ale nie ma w nich pasji. Może dlatego jest nas tutaj, w Manchesterze, tak mało.
Maria i Monica zapisały się do kobiecego fanklubu Amazonas. Były zupełnie jak amazonki, legendarne kobiety z południowoamerykańskich dżungli, które opierały się hiszpańskim konkwistadorom, wywołując w nich strach, a później tęsknotę - są dzikie i nieposłuszne.
- Gdziekolwiek jedziemy, dajemy Barsie coś od siebie. Dokładamy nasze ziarenko piasku - powiedziała Maria, po czym wyprowadziła z baru swojego ingles, ciągnąc go za kołnierz.
Pozostali ingleses żartowali sobie razem z turystami z Hiszpanii w pubie znajdującym się po drugiej stronie placu. Alfons, ściskając kurczowo pamflety Niebieskiego Słonia, które przywiózł ze sobą aż z Barcelony, szukał osób o podobnych poglądach. Wpychał w siebie ociekające tłuszczem kiełbaski oraz fasolkę i popijał to letnim miejscowym piwem - wszystko w ramach solidaryzowania się z miejscowymi kibicami. Marzył o zawarciu rozejmu pomiędzy kibicami Barçy i Manchesteru United, których miałaby połączyć wspólna pasja do piłki nożnej, a także chęć zlikwidowania smoków w ludzkiej skórze, takich jak Nú?ez i Murdoch. Późnym popołudniem pub wypełniły przytulone młode pary oraz Irlandczycy w średnim wieku, którzy zrobili sobie przerwę i wyszli na chwilę od bukmachera. Dwaj porządnie podpici kibice Manchesteru stali, opierając się dla pewności o bar.
- Niech wygra lepszy - rzucił w ich kierunku Alfons, używając wyrażenia, którego nauczył się pewnie jeszcze w szkole.
- Jeśli nie wygramy, to cię, kurwa, zabijemy - odpowiedział jeden z ingleses.
Jego kolega wskazał palcem na stronę trzymanego w dłoni brukowca, po czym przeciągnął się i głośno beknął. Autor zamieszczonego tam artykułu twierdził, że Jordi Cruyff szpiegował Manchester United i przekazał wszystkie sekrety drużyny swojemu byłemu zespołowi, Barsie.
- Niezłe jaja, tak jakby Jordi miał cokolwiek ciekawego do powiedzenia. Jest beznadziejny i nie wiadomo, która jego noga jest gorsza.
Anglik poradził Alfonsowi, żeby uważał na Dwighta Yorke'a.
Kilka metrów dalej znajduje się bukmacher, który uznał Manchester United za zdecydowanego faworyta w tym meczu. Niektórzy spośród culés obstawiali, że Barça przegra 3:0. Znacznie więcej Anglików, a także Irlandczyków piło alkohol niedaleko stadionu. Skandowali: "Jesteśmy tutaj, bo wszystko wygraliśmy". Tymczasem wyglądało na to, że zwycięzcą był Murdoch, a w sumie także Nú?ez. Nietrudno wyobrazić sobie ich zadowolone miny, kiedy za parę lat pewnie będą szli do banku, żeby wypłacić zyski z właśnie organizowanej europejskiej Superligi, do której obie drużyny otrzymały specjalne zaproszenie.
Łatwo można zrozumieć podekscytowanie obu drużyn na myśl o tym spotkaniu. Felietonista "The Guardian" Jim White napisał: "Trudno o większy mecz od tego. Największy klub piłkarski na świecie należący do stu pięćdziesięciu tysięcy jego członków, rozrzuconych po całej planecie od Vegas po Watykan, przyjeżdżający na mecz przeciwko największemu notowanemu na giełdzie klubowi, który wkrótce stanie się własnością jednego człowieka z Melbourne". Freddie Mercury stworzył kiedyś hymn dla nieokiełznanego ludzkiego egoizmu, który przywłaszczyła sobie telewizja. Roznosił się ze stadionu na terenie całego miasta, niepowstrzymany jak fala uderzeniowa po wybuchu bomby atomowej. Słyszeliśmy: "We are the champions... No time for losers!".
Kiedy socios po raz pierwszy mieli okazję zobaczyć na żywo Old Trafford, czyli legendarny "Teatr Marzeń", większość z nich nie była pod wielkim wrażeniem. W porównaniu z Camp Nou stadion angielskiej drużyny wygląda, jakby zaprojektował go człowiek bez wyobraźni. Podczas gdy Camp Nou jest jednym z architektonicznych gigantów w Barcelonie, zbudowany na fali politycznej i społecznej ambicji Old Trafford wygląda jak gigantyczny magazyn, schowany daleko na obrzeżach miasta, pośród szarego betonu i skromnych domów szeregowych. Jednak nic nie jest w stanie powstrzymać Alberta i grupy jego przyjaciół, by czym prędzej udali się na stadion, na długo zanim ten wypełni się miejscowymi fanami drużyny. Wchodząc do strefy dla kibiców przyjezdnych, machali flagami w kolorach Barçy i śpiewali hymn klubu w rytm melodii z Wesela Figara, klaszcząc i robiąc wokół siebie całe mnóstwo hałasu. Albert to Almogawar, oddany zwolennik drużyny, niezachwiany w swej lojalności oraz energiczny w jej udowadnianiu. Wyglądał jak nowoczesny bojownik Barçy - z dużym brzuchem, włosami spiętymi w kucyk, rzadką brodą, ubrany w dżinsową kurtkę i trampki. On także odczuwał olbrzymi szacunek wobec Old Trafford - nie ze względu na wielkość tego obiektu, ale jego historię. Przybywając tu, spełnił jedno ze swoich marzeń, było to bowiem jedno z tych miejsc na ziemi, które bardzo chciał zobaczyć. Razem ze swoimi znajomymi dotarł do Manchesteru na własną rękę, sam zorganizował transport i znalazł tańsze zakwaterowanie niż to, które oferowała VIP-om agencja Viajes Marins.
- Kiedy masz tyle lat co ja, nie stać cię na wydanie stu czterdziestu tysięcy peset, a przecież to właśnie młodzi są siłą napędową naszego klubu.
Jednym z najwcześniejszych wspomnień z dzieciństwa jest dla Alberta moment, kiedy dostał swój pierwszy strój Barçy. Strasznie mu na nim zależało, pragnął tego bardziej niż jakiejkolwiek innej rzeczy na świecie. Dopiero kilka lat później przeżył coś równie emocjonującego: pożegnalny mecz jego idola, Migueli.
- Osobiście uważam, że nigdy nie było drugiego takiego piłkarza jak on; świetna osobowość, świetny charakter. Gdyby Barça miała jedenastu piłkarzy takich jak on, to zdobyłaby znacznie więcej trofeów. Może i nie prezentował niesamowitej techniki, ale wiedział, jak bronić barw swojego klubu. W dniu, kiedy rozegrał swoje ostatnie spotkanie, w meczu towarzyskim przeciwko Bułgarii, padał bardzo intensywny deszcz. Pamiętam ten dzień tak dobrze, jakby to wydarzyło się wczoraj.
Doskonale pamiętał także finał Pucharu Europy na Wembley, 20 maja 1992 roku, kiedy siedział za bramką Sampdorii, na którą z rzutu wolnego strzelał Koeman.
- Widzisz piłkę lecącą w twoją stronę, widzisz włoskiego piłkarza próbującego ją powstrzymać i widzisz, jak mu się to nie udaje, a potem drzesz się: "Gol!", zanim jeszcze wpadnie do bramki. Pamiętam, jak krzyczałem, kiedy uderzyła w siatkę, jak skakałem i ściskałem się z moimi kumplami, szalejąc z radości... takiej bramki się nie zapomina, to część twojego życia, i to bardzo ważna część".
Albert opowiadał mi tę historię, kiedy czekaliśmy na rozpoczęcie meczu na trybunie gości. Siedział na ławce, na wprost nienagannie ubranej grupy socios, którzy odpalali swoje cygara niczym generałowie rozważający, czy powinni wysłać ciężką artylerię, by wesprzeć wojska lądowe. Patrząc na nich, Albert oznajmił:
- Jeśli chodzi o ten nasz słynny slogan, "jesteśmy więcej niż klubem", cóż, mam co do tego wątpliwości. Czasem na Camp Nou jest osiemdziesiąt tysięcy kibiców, a tak naprawdę tylko dwa tysiące aktywnie wspierają drużynę. Socio nie chce tylko obejrzeć dobrego meczu, on chce, żeby jego drużyna zawsze wygrywała, a to jest przecież niemożliwe. W każdym razie, aby drużyna grała dobrze, musi mieć za sobą kibiców, którzy zawsze ją wspierają, a jaki jest sens we wspieraniu graczy tylko wtedy, kiedy bez problemów wygrywają?
Albert prezentował romantyczne podejście do piłki nożnej - drużyna była w jego życiu na pierwszym miejscu. Kładł się spać i budził, myśląc tylko o tym, kiedy po raz kolejny zobaczy Barçę w akcji, kiedy będzie na stadionie, śpiewając i dopingując z całego serca. Kontrowersja związana z ofertą Murdocha bardzo go jednak przejęła, wzmacniając u Alberta poczucie, że Barça powinna trzymać się swoich podstawowych zasad, jeśli chce przetrwać ten demoralizujący szturm obcych pieniędzy wkraczających do świata piłki nożnej. Zapytałem, czy uważa, że ataki Niebieskiego Słonia na prezydenta Nú?eza są spowodowane zwyczajną próbą walki o władzę. Jego zdaniem tego typu akcje są konieczne, by skoncentrować się na tym, co tak naprawdę liczy się dla prawdziwego culé.
- Słoń broni idei, które dla wielu z nas są ważne. Zdajemy sobie sprawę z tego, że choć klub powinien należeć do członków, większość socios ma bardzo mały wpływ na to, co się dzieje. Wielu członków junty nie ma najmniejszego pojęcia o demokracji.
Pomijając facetów z cygarami, na Alberta i jego kolegów oko miały dwie policjantki i kilku prywatnych ochroniarzy. Jednak wszelkie obawy dotyczące problemów pomiędzy kibicami przyjezdnymi a gospodarzami okazały się bezpodstawne. Choć podpici kibice wykrzykiwali zawoalowane groźby, zanim rozpoczął się mecz, stało się jasne, że do Manchesteru przyjechało zbyt mało culés, by mogli stanowić wyzwanie dla miejscowych; zresztą kibice Barçy ewidentnie czuli wobec nich duży respekt. Poza tym wytworzyło się poczucie wyjątkowej solidarności, istniejącej ponad klubowymi podziałami. Niepisana umowa, dotycząca jednoczenia się w starciu z tymi, którzy zagrażają duszy piłki nożnej.
Przez większość pierwszej połowy kibice Barçy zrzędzili, widząc, jak ich wypchana gwiazdami drużyna reaguje na ofensywną grę Giggsa i Scholesa, wspieranych przez Beckhama. Obserwując partaczącego prawie każdą akcję Rivaldo, Giovanniego pudłującego z rzutów wolnych i Hespa, który bronił tak, jakby jego rękawice zostały wysmarowane masłem, przez co piłka nieustannie wypadała mu z rąk, culés mieli wrażenie déja vu. Przypomniał im się tragiczny koniec poprzedniej edycji Ligi Mistrzów, kiedy Barça straciła aż siedem bramek w dwóch ostatnich meczach przeciwko Dynamo Kijów i Newcastle United. Kibice Manchesteru mogli narzekać na swojego potencjalnego kupca, ale Barça już takiego miała. Był nim holenderski trener Louis van Gaal, który uważał, że koniecznością jest sprowadzanie piłkarzy z zagranicy, a lokalnych graczy należy trzymać na dystans. Jakże trafny wydawał się opis zamieszczony w "The Observer" dokonany przez Simona Kupera. Nazwał on van Gaala człowiekiem, który wygląda jak godny zaufania diabeł z płaskim nosem, jawnie sztucznymi zębami i kiepską mową ciała - wysoki, sztywny dyrektor szkoły, z nieprawdopodobną skłonnością do ekstrawaganckich zachowań. Tak jak wtedy, kiedy zapytał dziennikarza: "Czy to ty jesteś tak głupi, czy ja tak mądry?". Katalończycy uważali, że van Gaal jest po prostu źle wychowany.
Na trybunach zajmowanych przez kibiców z Katalonii powoli nastała grupowa żałoba, ponieważ drużyna Fergusona miażdżyła pomoc i defensywę Barçy. Ich myśli kierowały się ku wielkim nieobecnym - piłkarzom takim jak Guardiola, Amor czy Ferrer, który cztery lata wcześniej w Zaduszki brał udział w meczu, w którym Barça pokonała Manchester 4:0. Bakero, również grający w tamtym spotkaniu, był co prawda obecny w Manchesterze, jednak tym razem w roli dziennikarza. Miał smutną minę człowieka, któremu bardzo brakuje meczowej adrenaliny. Ivan de la Pe?a, który czarował kibiców Barçy swoimi pomysłowymi podaniami i dryblingami w pomocy, odszedł do Włoch. Jednak ta tęsknota znikła równie szybko, jak się pojawiła, kiedy drużyna van Gaala odzyskała formę w drugiej połowie spotkania. Teraz to Manchester United sprawiał wrażenie porażonego umiejętnościami i talentem zawodników, którzy nacierali na jego bramkę. Culés obudzili się ze strasznego snu. Wreszcie widzieli swoją drużynę grającą na najwyższym poziomie; to futbol totalny. Piłkarze oddziaływali na siebie nawzajem i swobodnie uwalniali się od kryjących ich obrońców, zwalniając i przyspieszając tempo akcji. Dzięki temu Rivaldo miał w końcu wystarczająco dużo miejsca wokół siebie, by pokazać na Old Trafford pełnię swoich umiejętności.
Końcowy rezultat (2:2) był uczciwym odwzorowaniem tego, jak wyrównane okazało się to spotkanie. Oglądaliśmy piłkę nożną na najwyższym możliwym poziomie, wspaniałą noc europejskiej piłki z dwiema drużynami ze światowej czołówki i ich kibicami, którzy przeżywali wielkie emocje ze względu na dramatyczny przebieg tego spotkania. Był to spektakl zarówno absorbujący, jak i intensywny. Odbywał się na swoich własnych zasadach, na które dolary i bogaci lobbyści nie mieli wpływu, pośród potu piłkarzy i niczym nieskażonej pasji kibiców.
Mecz rozegrany w Manchesterze był jednak tylko rozgrzewką przed głównym wydarzeniem tego tygodnia - pierwszym meczem Barçy przeciwko Realowi Madryt w tym sezonie, w niedzielę na Estadio Santiago Bernabéu. To mecz, który wymagał obecności zgoła innego typu culés: twardych wojowników, krzyżowców, fanatyków takich jak amazonki. Wśród wielu kibiców planujących udać się na to spotkanie znalazła się także Maria. Kiedy byliśmy w Manchesterze i czekaliśmy na rozpoczęcie spotkania, próbowała mi wytłumaczyć, czemu tak wielu mężczyzn boi się jechać na mecz do Madrytu.
- Pytasz mnie, jak i kiedy możemy się tam spotkać. Widzisz, to nie jest wcale takie proste w przypadku meczu w Madrycie. Zazwyczaj jest tak, że policja czeka na nas już pięćdziesiąt kilometrów przed miastem. Są tam, by eskortować nas prosto pod stadion, człowiek czuje się wtedy jak więzień przenoszony do miejsca, w którym znowu zostanie zapuszkowany. Nawet gdybyś chciał się spotkać z kimś, kto tam mieszka, to i tak by ci na to nie pozwolili.
Rozmawiałem z Marią w odprężającej atmosferze hotelowego baru w Manchesterze. Jednak wystarczyło wspomnieć o nadchodzącym meczu z Realem Madryt, by stała się spięta i poczuła się niekomfortowo.
- Kiedy docierasz na stadion, jedyne, co słyszysz, to obelgi. Nazywają nas "polskimi gównami", ponieważ mówimy po katalońsku, a oni uważają, że to równie obcy język co polski. Widywałam już madryckich kibiców, którzy ściągali spodnie i pokazywali mi tyłki. Jeśli przyjdzie ci na myśl, żeby się odegrać, od razu możesz to sobie wybić z głowy. Policjantów aż świerzbi, żeby ci przywalić... zabierają nam nasze flagi. Mówią, że flagi niepodległościowe są niezgodne z konstytucją. Mówią, że można nimi machać w obcym kraju, ale nie w Hiszpanii...
Madryt to wrogie państwo. Stadion Bernabéu to twierdza okupowana przez wrogie siły, brutalnych ciemiężycieli. Nie ma tutaj miejsca na turystykę. Jest jedynie brutalne wspomnienie rywalizacji, która przetrwała przez dekady, podżegana przez totalitaryzm lub paranoję jednej i drugiej strony konfliktu, utrzymywana przez wspólne interesy obu grup, poczynając od siły rządów, przez szczere przekonania zwykłego kibica danej drużyny, z którymi jest związany lub związana od momentu narodzin. Nie można zapomnieć, że znaleźli się tu także przedstawiciele wszechobecnych mediów, którzy podsycają ogień dyskusji, rozgrzewają gladiatorów i rozwścieczają tłumy za pomocą niedwuznacznych nagłówków i historii o dawnych oszustwach i teraźniejszych konfliktach. Jednak by w pełni zrozumieć ten najbardziej upolityczniony mecz piłkarski na świecie, człowiek potrzebowałby pomocy historyka i socjologa.
Autokary wypełnione culés dotarły na stadion trzy godziny przed rozpoczęciem spotkania, "chronione" przez policyjne samochody, tak jak zapowiadała Maria. Ich miejsca na parkingu otoczyły kordony policji - oddziały specjalne, policjanci na koniach, a także metalowe barierki. Tylko jeden autokar sprawiał wrażenie, jakby pomylił drogę i zaparkował poza ogrodzonym terenem. Policjanci natychmiast do niego doskoczyli, jak myśliwi do zwierzyny, nakazując pasażerom wyjść. Pomiędzy autokarem a metalowym ogrodzeniem zdążyła już się zebrać grupa lokalnych kibiców. Policja utworzyła między nimi korytarz i kazała culés przez niego przejść, aż za metalowe barierki. Culés szli przed siebie w ciszy, a każdemu ich krokowi towarzyszyły przybierające na sile obelgi. "Polskie gówna", "katalońskie gówna", "skurwysyny" - to najbardziej popularne wyzwiska. Niektórych policjantów najwyraźniej to bawiło, ich uśmieszki znikły dopiero wtedy, gdy przyjezdni kibice dotarli na drugą stronę bariery. Wtedy rozległ się hymn Barçy, intonowany bezczelnie, buntowniczo, można by powiedzieć, że z jajami, gdyby nie to, że śpiewały także kobiety.
Nowi przybysze udali się, niczym pszczoły, które ciągnie do miodu, w kierunku wysokiego, szczupłego chłopca z krótko przyciętymi włosami. Schowany za autokarami chłopak odebrał pliki biletów od mężczyzny w szarym garniturze. To oficjalny przedstawiciel Barçy, zatrudniony, by "współpracować" z kibicami. Kilku culés, do których podszedłem, nie chciało odpowiadać na moje pytania, kierowali mnie do tego chłopaka, który, jak się okazało, był przywódcą boixos. Ale on zauważył mnie i ostrzegł, bym nie zbliżał się nawet o krok:
- Nikt nie będzie tutaj wydawał żadnych oświadczeń. Jeśli pan nie odejdzie, wezwę policję.
I jakby na zawołanie dwóch dobrze uzbrojonych policjantów podeszło i mnie odepchnęło. Przez chwilę byłem świadkiem niepokojącej zmowy milczenia, którą trudno jest pogodzić z wszechobecnym w Barsie wyobrażeniem własnego klubu jako obrazu demokracji.
Teraz nadszedł czas, by podłączyć się do innych culés, znajdujących się poza zasięgiem centralnej kontroli. Miałem przewagę nad ekipą telewizyjną z Barcelony, jedynymi dziennikarzami, którym udało się wcisnąć do tego ogrodzonego terenu. Nie mogli jednak filmować - zakazała im tego policja, przedstawiciel Barçy, a także przywódca boixos, który miał tak dużą władzę nad biletami. Zastanawia mnie, co wymusiło taką cenzurę, co mogłoby wyjść na jaw podczas tej, jak się wydaje, pełnej odwagi krucjaty głęboko na terytorium wroga publicznego numer jeden.
Można tutaj zobaczyć autentyczną lojalność i czystą wiarę. Jeden z culé wyjaśnił, że dołączył do grupki starych przyjaciół po tym, jak na własną rękę dojechał z Grenady.
- Ten mecz to czysta adrenalina. Dla mnie to największe uderzenie adrenaliny w tym roku.
Kolejny kibic pochodził z Algeciras:
- Czemu tutaj jestem? Ponieważ mój dziadek był culé. Umarł, zanim zdołał mi wyjaśnić, dlaczego nim był. Ale ja po prostu dorastałem z tym uczuciem. Nigdy mnie nie opuściło.
Podczas naszej rozmowy podszedł do nas skinhead w koszulce boixos. Zanim kazał nam się rozejść, udało mi się zadać mu kilka pytań. Powiedział mi:
- Przyjechałem z Barcelony. To największe wyzwanie tego roku, dlatego tutaj jesteśmy.
Wokół widać także innych skinheadów, niektórzy z nich mieli na sobie czarne koszulki i ciemne okulary. Tak naprawdę gdyby nie to, że przynajmniej część z nich rozmawiała po katalońsku, to nie można by ich odróżnić od skinheadów znajdujących się po drugiej stronie, skinheadów w barwach Realu, miotających obelgi w kierunku kibiców Barçy, wydzierających się wniebogłosy: "Indios y culés, indios y culés".
Nadszedł czas, by ruszyć się z miejsca. Przynajmniej takie polecenia wydał przedstawiciel Barçy, współpracownik lokalnego szefa policji - gigantyczny, uzbrojony po zęby na wypadek, gdyby doszło do zamieszek. Na całym terenie słychać staccato końskich podków i trzaski krótkofalówek. Policjanci zgromadzili culés w jednym miejscu, jakby byli bydłem, a potem skierowali ich przed siebie, instynktownie szturchając każdego, kto choć na chwilę wychyli się poza szereg. Po drugiej stronie bariery widać teraz znacznie większy tłum, powstrzymywany przez kolejny kontyngent policji. Znów krzyczeli: "Indios y culés, indios y culés", tym razem znacznie głośniej niż poprzednio. Z tego tłumu wyróżniał się jeden niski pan w średnim wieku i z wąsem, który w zadziwiający sposób przywodził na myśl generała Franco. Krzyczał głośniej niż wszyscy, był tak podniecony, że pocił się i drżał. Kiedy pierwsi z culés przechodzili obok niego, mimo eskorty policji próbował uderzyć ich pięścią, ale nie trafił. Wypluł z siebie słowa: "Hijos de putas". Miał na sobie schludny jasny garnitur marki Corte Inglés. Obstawiam, że w ciągu tygodnia był po prostu urzędnikiem bankowym. Zapytałem go, tak jakbym prosił go o rozmienienie pieniędzy, pośród szalejącej wokoło histerii, o to, skąd wzięło się w nim tyle pasji, by krzyczeć w taki sposób na kibiców przeciwnego klubu piłkarskiego, którzy przybyli z drugiego końca Hiszpanii.
- Ponieważ to nie Hiszpanie, to są hijos de putas - powtórzył mi przynajmniej dwukrotnie, po czym dodał: - To drużyna Judaszy.
Wszyscy culés - na oko jest ich ze stu - poszli w górę jednej ze stadionowych wież. Przejście zakręcało niczym spirala, więc widziałem ich jedynie od czasu do czasu. Jednak za każdym razem, kiedy tylko pojawiali się na widoku, tłum zebrany na dole i powstrzymywany przez policję patrzył w górę i słał w ich kierunku jeszcze więcej zniewag. Im wyżej docierali culés, tym bardziej pewni siebie się stawali. Ponownie odśpiewali hymn Barçy, wywiesili cortes de manga (gesty dłoni mówiące: "odpieprzcie się"), wykrzykiwali antymadryckie hasła. Idąc krętym przejściem, machali i prowokowali madrytczyków, odwracali się do nich tyłem, wykrzywiali twarze w dziwnych grymasach. Zgromadzony poniżej tłum żywo gestykulował i odwdzięczał się kolejnymi okrzykami. Zrobiła się z tego rywalizacja, by wyłonić zwycięzcę, który ma najostrzejszy język, wymyśli najefektowniejszą obrazę, który ma największe i najtwardsze jaja.
W bocznej uliczce, tuż obok stadionu, zebrali się najwięksi, najbardziej zażarci i bojowo nastawieni wrogowie Barçy, ultras surs. Oni także mieli w swoich szeregach ogolonych na łyso i noszących czarne okulary kibiców. Również wykrzykiwali obelgi i grozili przemocą; byli równie brutalni i bezkompromisowi, co ci z boixos. Te dwie wrogie sobie grupy "komplementowały się" w taki sposób, że naprawdę zaczęły przypominać dwa wrogie plemiona przed walką. Tu, w Madrycie, to ultras byli najgłośniejsi. Na głowach mieli czapki wikingów, ramiona wyciągnęli w nazistowskim pozdrowieniu. Skakali, w jednym ręku trzymając piwo, w drugim bengalas; skandowali: "Sur, sur, ultra sur!" i "Barça, cabrón, saluda al campeón" ("Barça, rogaczu, pokłoń się mistrzowi"). Zupełnie tak jak w Barcelonie, to czarnoskóry piłkarz obowiązkowo został wyróżniony spośród innych, choć ten grał, naturalnie, dla Barçy i był dobrze znany lokalnym kibicom po tym, jak świętował zdobycie bramki, pokazując corte de manga. "Giovanni, disfruta, tu madre es un puta!" ("Giovanni, miłego pieprzenia, twoja matka to dziwka!"). Ale nawet to nie wystarczyło jednemu z młodszych i bardziej pijanych osobników; nalegał, by odwołać się do Hitlera. "Siempre fascista, siempre Madridista, Sieg Heil!". Pozostali zebrani dołączyli do jego nawoływań.
Później na stadionie wypełnionym przez kibiców Realu boixos i ultra surs kontynuowali słowne przepychanki. Piosenka Que Viva Espa?a miała dopiec przyjezdnym kibicom, sprowokować ich. Jeden ze stojących obok mnie culés powiedział:
- To nie są dwa kluby. To dwa państwa, dwa narody, dwie religie.
Marzec 1998 roku. Anglicy mrużyli oczy w blasku śródziemnomorskiego słońca. Siedzieli w klimatyzowanym autokarze, zastanawiając się, czy wszystko potoczy się tak, jak przewidywał Doug.
- Jeśli kochasz piłkę nożną i podróże... pokochasz i to, stary - powiedział Doug na pokładzie samolotu lecącego z Londynu. Od małego kibicował Kogutom, a szesnaście lat temu zaczął jeździć po świecie - podążał za reprezentacją Anglii, angielskimi klubami podczas rozgrywek europejskich (przy okazji spuszczając łomot kibicom przeciwnych drużyn), a także za Gazzą, kiedy ten grał we Włoszech. Jest wiernym wyznawcą tej pięknej gry zwanej piłką nożną. Dla części angielskich fanów futbolu mecz "za granicą" jest pretekstem do upicia się i wszczęcia bójki. Doug twierdzi jednak, że jest inny. Na meczach wyjazdowych reprezentacji kraju prezentuje pełen pasji patriotyzm, a swojemu klubowi oddaje większość sobotnich popołudni w roku, ale tak naprawdę interesuje go dobra rozgrywka, niezależnie od tego, kto w niej bierze udział. A to właśnie ten mecz ma być wydarzeniem roku: FC Barcelona - Real Madryt.
Samolotem podróżowała również pewna para, która spoglądała na Douga podejrzliwie. Jego brzuszysko zwisające nad bermudami, ogolona głowa, błyszcząca twarz wskazująca na znaczne spożycie alkoholu - to wszystko przywodzi na myśl tylko jedno słowo: "chuligan". A biorąc pod uwagę, jak wyglądają pozostali pasażerowie, wcale mnie nie dziwi, że para obawia się, co się wydarzy, kiedy ta zgraja dotrze do Barcelony. W normalnych okolicznościach można by się spodziewać, że uda się do rezerwatów plemiennych w Tossie, Lloret czy na Majorce, jednak tym razem zostanie w Barcelonie.
W autobusie nieznajoma para wierciła się niespokojnie w swoich fotelach, kiedy Dave, pilot wycieczki, wygłaszał pierwszy komunikat od czasu lądowania.
- Witajcie w Barcelonie, panowie, a raczej powinienem powiedzieć: panie i panowie. Niestety, kwestia biletów na mecz lekko się skomplikowała. Spośród wszystkich weekendów klub wybrał akurat ten, by zorganizować głosowanie w sprawie wotum nieufności wobec swojego prezydenta, pana Nú?eza, i wygląda na to, że koledzy Nú?eza zabrali część naszych biletów, by przekazać je głosującym...
Wyraźnie usłyszeliśmy słowo "dupek", głośno wysyczane przez kogoś z tylnych miejsc.
Dave stracił na chwilę rezon, przerwał w połowie zdania, próbował się uśmiechnąć i zaczął majstrować przy mikrofonie, opukując go jak konferansjer.
- Tak, można tak powiedzieć... To znaczy... Cóż, chciałem tylko zapewnić, że nie ma się o co martwić. Każdy dostanie bilet, może się po prostu zdarzyć, że nie wszyscy będziemy siedzieć razem, jak na początku planowaliśmy... Obawiam się, że pierwszeństwo muszą mieć pary...
- Kupa bzdur - oświadczył facet z tylnego siedzenia.
Autobus ruszył, a Dave przekazał mikrofon Carmen, miejscowej przewodniczce. Głos kobiety brzmiał jak na jednym z nagrań, które puszcza się na lekcjach języka obcego.
- Witajcie w Barcelonie, stolicy Katalonii... Oczywiście jesteśmy dumni z naszej piłki nożnej, ale w mieście jest mnóstwo miejsc wartych zwiedzenia: muzeum Picassa, Sagrada Familia, La Rambla, wioska olimpijska. Pogoda jest ładna, więc może zechcecie pójść nad morze. W okolicy mamy plaże w Sitges...
W miarę jak odbębniała kolejne punkty ze swojej listy, nieznajoma para wreszcie zaczęła się relaksować. Tymczasem serca pozostałych pasażerów na chwilę przestały bić. Przyjechali obejrzeć mecz, nie miasto, a wygląda na to, że wszystko szło źle, chociaż spotkanie jeszcze się nie rozpoczęło.
- Ten Nú?ez, za kogo on się, kurwa, uważa? - spytał ktoś. W autokarze unosiła się woń zwietrzałego piwa i papierosów.
Jednak kiedy dotarliśmy do hotelu Princesa Sofia, atmosfera zaczęła się poprawiać. Można stąd było zobaczyć Camp Nou, a już sam jego widok zapierał dech w piersiach.
"San Siro A.C. Milanu robi wrażenie - pomyślał Doug - ale człowieku, to jest dopiero stadion! Wznosi się na końcu alei drzew niczym majestatyczny kolos". Wreszcie jego entuzjazm zaczął się udzielać innym, a Dave, widząc to, powierzył mu zadanie: Doug został posadzony za biurkiem w hallu i miał wydawać koperty z biletami. Anglicy mogli się rozgościć... Marmurowe podłogi, kandelabry, obsługa hotelowa w schludnych uniformach roznosząca bagaże gości, duży bar niedaleko miejsca, w którym siedział Doug, minibarki wypchane piwem i mocniejszymi alkoholami w każdym pokoju - większym niż jakikolwiek pokój, w którym spali do tej pory - i... czy to możliwe? Tak, to Terry Venables, prosto z wakacji w Alicante, poruszający się po hotelu w taki sposób, jakby był jego właścicielem, zupełnie jak człowiek, który rozkoszuje się dobrym życiem.
Minęło ponad dziesięć lat, odkąd Venables był tutaj técnico, a jego stary przyjaciel, wiceprezydent FC Barcelony Joan Gaspart, nie jest już właścicielem Princesa Sofia. Jednak Venables ciągle czuje się tu jak u siebie, o czym przypomina mi za każdym razem, kiedy się widzimy. Poprzednie nasze spotkanie odbyło się niewiele wcześniej w siedzibie angielskiej federacji piłkarskiej niedaleko Hyde Parku w Londynie. Pracował wówczas z kadrą reprezentacji Anglii na Euro '96, miał jednak dobry humor i znalazł czas, by porozmawiać na temat Gazzy, Maradony i Barçy - mówiliśmy o piłkarzach wybijających się ponad przeciętność, ocierających się o wyjątkowość, a także o tym, że trzeba wobec nich wykazać odrobinę pobłażliwości.
- Jasne, mam dobre wspomnienia z pobytu w Barcelonie - mówił mi Venables. - Co jakiś czas wracam, a oni serdecznie mnie witają. Często mam wrażenie, że jestem milej widziany w Barcelonie niż w Anglii.
Do pana Venablesa powrócę w dalszej części książki, na razie zostawiam was z obrazem opalonego, dobrze nakarmionego Anglika zachowującego się tak, jakby był u siebie, w towarzystwie dwóch innych ingleses (przywitał Douga i Dave'a jak dawno utraconych braci) i Katalończyków, którzy zaczęli się wokół niego zbierać. Było tak, ponieważ mimo że Princesa Sofia została przejęta przez amerykańską sieć hoteli, w tym roku podczas wyjątkowych okazji nadal pełni funkcję nieoficjalnej kwatery głównej FC Barcelony. W holu i znajdującym się na piętrze pokoju konferencyjnym rodzą się intrygi członków klubu i oficjeli oraz plotki o tym, kto wspiera Nú?eza, a kto jest przeciw niemu. Jedynie przybycie Javiera Clemente, trenera reprezentacji Hiszpanii, i towarzyszącego mu redaktora madryckiej gazety sportowej "Marca" przypomniało wszystkim, że tego wieczoru ma się również odbyć mecz.
Tymczasem Dave podzielił się ze mną swymi poglądami na temat kontrolowania chuliganów.
- Zapewnij im niezły hotel, porządny bilet na ciekawy mecz, dorzuć do tego weekend pełen zabaw i większość z nich nie wymknie się spod kontroli.
Powiedziałem Dave'owi, że w przeciwieństwie do Douga ja potrzebuję czegoś, co by mnie przekonało do reklamy z jego folderu turystycznego. "Jeśli kochasz sport i podróżowanie... pokochasz i nas".
Skojarzyło mi się to z moczem i piwem, dwoma słowami, których nauczył się mój znajomy podczas czterdziestogodzinnej podróży do Portugalii na mecz pomiędzy FC Porto i Manchesterem United. Moje przemyślenia przerwał Dave, sugerując, że mógłbym mu w czymś pomóc.
- Pomóc? Że co, tak jak Doug? - spytałem.
- Nie, raczej jako pół-Hiszpan, który wie co nieco na temat tego miasta.
W ten oto sposób, w tymczasowej roli Szczurołapa z Hameln, poprowadziłem małą grupkę ingleses w głąb miasta. Naszym celem jest Tapa Tapa, czyli mekka regionalnych i narodowych wyśmienitości kulinarnych, gdzie tamtejsze piwo płynie niczym rwąca rzeka. Zamawiam pierwszą z wielu kolejek piwa i tyle tapas, ile zmieści się na stoliku. Spora część naszej grupy była zdziwiona, że farsz w croqueta różni się od tego ze znanych im pierogów kornwalijskich albo że calamares a la Romana nie są żabimi udkami po rzymsku, a botifarra to nie psia kupa, tylko narodowa kiełbasa Katalonii.
Pochłonęli wszystko ze smakiem, prosząc o kolejne dokładki, podczas gdy piwo wypełniło ich żołądki. Ollie, analityk komputerowy z Liverpoolu, opowiadał mi, jak co tydzień chodził oglądać występy swojej miejscowej drużyny, jednak wreszcie musiał przestać ze względu na nieustający wzrost cen biletów. Wierzył, że wycieczka będzie warta każdego wydanego na nią centa. Odkładał pieniądze, aby spędzić słoneczny weekend, oglądając jedno z najciekawszych spotkań w piłkarskim kalendarzu.
- Piłka nożna w Anglii trafiła w ręce zarządów i właścicieli akcji, którzy mają gdzieś kibiców - powiedział, wlewając w siebie kolejny browar. - Mam nadzieję, że to, co zobaczę na Camp Nou, zwiększy mój entuzjazm. Słyszałem, że atmosfera jest wspaniała, bardzo żywiołowa.
Teraz to panie, a nie panowie, brylują w konwersacji. Zapomniałem bowiem wspomnieć, że na pokładzie samolotu i w autobusie znalazły się pochodzące z Sheffield Michelle, Sharon i Kate, które wzięły sobie wolny weekend od chłopaków i mężów, a swoją trzyosobową grupkę nazwały "Pełny Wypas". Gdy tak sobie siorbaliśmy i żłopaliśmy w to popołudnie, los ingleses chórem oświadczyli:
- To jest po prostu cholernie fantastyczne.
W całym mieście zapanowała karnawałowa atmosfera; w dniu, kiedy do miasta przyjeżdżał Real Madryt, mieszkańców upajał najwyraźniej sam fakt, że są Katalończykami. Zebrali się wzdłuż słynnego Passeig de Gracia, szerokiego i bogatego deptaku, zachwycającego, dzięki ekscentryczności Gaudiego, swoim architektonicznym majestatem. Jak zauważyła kiedyś pisarka Honor Tracy, "Barcelona... patrzy przed siebie i dalej, nie drzemie i nie gdacze jak stara kura w pustym gnieździe. Zajmuje się sztuką i literaturą, chce eksperymentować i zadziwiać" - i, mogła dodać, ma Barçę. Naprzeciwko deptaku pół tuzina dziewczyn wymalowanych i ubranych w barwy klubowe tańczyło w rytm improwizowanej rumby, a po chwili zniknęło w metrze. Rodzina - dziadkowie, rodzice oraz dzieci - wystrojona tak jak wspomniana grupka, rozmawiała, jedząc lody. Jakaś mizdrząca się para w barwach Barçy całowała się, goniła, bawiła w chowanego za kioskiem z gazetami pełnymi przedmeczowych zapowiedzi, aż dostrzegła któryś z nagłówków. Przypominał on czytelnikom, że Real Madryt przyjechał, by się zemścić. Goście ze stolicy nie wygrali na Camp Nou od piętnastu lat. To kolejny powód, dla którego Barça nie mogła przegrać.
- Chodźmy, zaraz zacznie się mecz - powiedziała dziewczyna tonem, którym równie dobrze mogłaby powiedzieć: "Chodźmy do łóżka".
I ruszyli w dół do metra, ona ciągnęła go za sobą, nie napotykając wielkiego oporu. Wtedy Sharon, jedna z dziewczyn z Sheffield, rzuciła w stronę inglese:
- No, wy pijani łajdacy, chodźcie już, czas na mecz.
Tymczasem w hotelu Princesa Sofia najważniejsi dworzanie i intryganci FC Barcelony zebrali się, lecz bynajmniej nie po to, by mówić o piłce nożnej. Chcieli rozmawiać o władzy. Już wkrótce podliczone miały zostać głosy oddane podczas ostatniego głosowania przeciwko prezydentowi klubu, Nú?ezowi - to wotum nieufności, o które wystąpiła wielka koalicja jego przeciwników, znana jako Elefant Blau (Niebieski Słoń). Nú?ez, jedna z najdłużej rządzących person w świecie sportu, sprawował swoje rządy w równie autorytarnym i kontrowersyjnym stylu co wieloletni przewodniczący FIFA Jo?o Havelange czy prezes Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Juan Antonio Samaranch, który sam jest socio Barcelony. Nú?ez był prezydentem Barcelony od 1978 roku. Umiejętnością utrzymywania się u władzy przebił wszystkich swoich poprzedników, a stworzony przez niego reżim stał się bardziej wytrzymały niż za panowania któregokolwiek innego politycznego lidera działającego w Hiszpanii od czasów generała Franco. Przez ponad dwadzieścia lat przewodził jednemu z najszybciej rozwijających się klubów piłkarskich na świecie, wydając miliony na nadzwyczajną kolekcję światowej klasy piłkarzy, nie szczędząc pieniędzy także na równie imponującą grupę trenerów. Liczba członków klubu rozrosła się do ponad stu trzech tysięcy. Nú?ez, przedsiębiorca, który dorobił się fortuny na burzeniu starych budynków i budowie nowych, opierał się na swoich osiągnięciach. To mały człowiek, który stawiał sobie wielkie cele - mężczyzna roszczący sobie prawa do ucieleśniania regionalnych aspiracji, przenoszenia kompleksu mniejszości i manii prześladowczej Katalonii w iluzję wspaniałości. Jego przeciwnicy wierzyli, że zbezcześcił Barçę, manipulując manifestacją katalońskiego nacjonalizmu tylko po to, by utrzymać się przy władzy.
Nú?ez chciał, by wszyscy uwierzyli, że demokratyczna struktura Barcelony została w czasie jego rządów skonsolidowana, a służenie klubowi i państwu - czyli Katalonii - to jego jedyny cel. Przeciwnicy prezydenta postanowili zdemaskować powolną transformację klubu w prywatny folwark Nú?eza. Potępili poczynania despotycznego, choć miniaturowego króla lwa i sami także wybrali sobie na symbol ssaka, ucieleśniającego moralność i odpowiedzialne przywództwo: słonia. Słoń ten miał gwarantować brak nadużywania władzy przez członków zarządu klubu, zachowując szlachetność nawet podczas konfrontacji z barbarzyńskimi instynktami i materializmem współczesnego świata. Skupieni wokół niego "współplemieńcy" nie ufali Nú?ezowi, który rósł w siłę dzięki pochlebstwom członków zarządu; zastanawiali się, dlaczego klubowe rachunki są bez namysłu, wręcz automatycznie, zatwierdzane przez mające jedynie symboliczne znaczenie zgromadzenie członków klubu, a za największą zbrodnię ze wszystkich uznali to, że Barça rządzona przez Nú?eza zatraciła poczucie swojego historycznego przeznaczenia, przestała być més que un club - czymś więcej niż klubem.
Na pierwszym piętrze Princesy Sofii panowie w ciemnych garniturach dyskutowali, kto kogo poparł i z jakiego powodu. Barça stała się przedmiotem politycznej intrygi, celem manipulacji kilku wyrachowanych indywiduów, które chcą, by wszystko zostało po staremu, a także innych osób, dostrzegających zyski wynikające z potencjalnej zmiany stanu rzeczy. Od czasu do czasu gdzieś w oddali przemyka miejscowy dziennikarz z laptopem, dyktafonem i telefonem komórkowym. Wygląda zupełnie tak, jakby szedł na wojnę. Tymczasem kieruje się na spotkanie, w górę głównymi schodami i ponownie w dół, niczym posłaniec wybiórczo postrzeganej prawdy. Najemnik Barçy. Jakkolwiek brzmiała wiadomość, z którą szedł, na pewno nie pochodziła od Johana Cruyffa. Holender przyleciał z Amsterdamu już kilka godzin wcześniej, by oddać głos na Niebieskiego Słonia. Było to wyreżyserowane przybycie, które miało przywodzić na myśl pojawienie się wyzwoliciela z zagranicy, ponieważ Cruyff przez większość czasu żyje i pracuje w Barcelonie. Jego syn Jordi otrzymał imię po patronie Katalonii, natomiast najmłodsza córka Chantal wyszła za mąż za dawnego bramkarza Barçy. Tak naprawdę Johan ma takie same prawo, by nazywać się Katalończykiem, co wielu Hiszpanów, którzy w ciągu wielu lat imigrowali do tej autonomicznej wspólnoty.
Wotum nieufności dało Cruyffowi możliwość ponownego starcia z Nú?ezem. Ci dwaj dumni i aroganccy indywidualiści toczyli ze sobą nieustanną walkę o to, kto tak naprawdę w pełni czuje i rozumie serce oraz duszę Barçy. Cruyff grał w barwach Barcelony w latach siedemdziesiątych. Ten okres, razem z późnymi latami osiemdziesiątymi i wczesnymi dziewięćdziesiątymi, kiedy Cruyff powrócił do klubu jako trener, uznaje się za złote lata w historii Dumy Katalonii. Barcelona cztery razy z rzędu wygrała ligę hiszpańską, zdobyła także Puchar Mistrzów. Lecz choć Cruyff cieszył się życiem w pełni uprzywilejowanego VIP-a, i tak został zwolniony przez Nú?eza, gdy Barça straciła tytuł mistrza Hiszpanii na rzecz Realu Madryt. Holendra uznano za niesubordynowanego pracownika, ponieważ odważył się zasugerować, że to trener, a nie prezydent, powinien rządzić w szatni.
Jeszcze podczas wyborów prezydenckich w 1978 roku Cruyff otwarcie udzielał poparcia kandydującemu Nú?ezowi. Był to czas ich chwały i wspólnych sukcesów, wystarczająco wielkich, by obaj obywatele piłkarskiego świata mogli przypisać sobie za nie zasługi. Obecnie wielu kibiców z nostalgią wspomina czasy Cruyffa i zastanawia się, co tak naprawdę poszło nie tak. Nú?ez postanowił zastąpić Holendra Bobbym Robsonem, Anglikiem, który zawiódł, ponieważ nie potrafił do końca zrozumieć Barçy. Pod wodzą Robsona Barça zakupiła Ronaldo, najbardziej utalentowanego młodego piłkarza na świecie, i straciła go na rzecz Interu Mediolan. Robsonowi wydawało się, że wystarczy kolekcjonować trofea - zdobył trzy - jednak zapomniał, że kibice oczekują także interesującego spektaklu.
Dlatego też tego ważnego dnia w marcu 1998 roku Cruyff wywołał prawdziwe emocje, oddając swój głos w wyborach. Szczupły i opalony, w rozpiętej koszuli i granatowej marynarce, Cruyff wyglądał jak gwiazda. Policjanci starali się utorować mu drogę, podczas gdy grupa kibiców kłębiła się wokół stolika z numerem 113. Kibice bili brawo, starając się go dotknąć, młode kobiety pożerały go pełnym pożądania wzrokiem. Jedynie kilku odszczepieńców, lojalnych Nú?ezowi, gwizdało i buczało. Jeden z nich wykrzykiwał: "Jesteś historią". Ale nawet wyzwiska i słowa krytyki szybko zostały zamienione w pochlebstwa.
- Wielka szkoda, że jesteś historią, Johan, chcemy cię z powrotem. Jesteś najlepszy - odpowiedział jeden z fanów.
Wieczorem młody Johan Cruyff minął slalomem obrońców przeciwnika. Te chwalebne chwile ze złotych lat Barçy wyświetlone zostały na gigantycznym ekranie znajdującym się na końcu stadionu, wysoko na górnych tarasach, gdzie posadzono nielicznych kibiców Realu Madryt. Na godzinę przed rozpoczęciem meczu tysiące fanów Barçy oglądały filmową kompilację najwspanialszych momentów w historii klubu, osiągnięcia poszczególnych piłkarzy prezentowano niczym litanie świętych, krajowe i międzynarodowe puchary wznoszono jak wojenne zdobycze. Podczas oglądania tego filmu człowiek zdawał sobie sprawę z rozmachu i mnogości talentów, które niegdyś zgromadziła w swoich szeregach Barça, a także z tego, jak skromne były jej zdobycze w ostatnich latach. Nie zabrakło pamiętnych starć między zażartymi rywalami - Di Stéfano i Kubalą; rzutu wolnego wykonanego przez Koemana na Wembley; Maradony zdobywającego bez wysiłku kolejną perfekcyjną bramkę.
Lokalna prasa i telewizja podgrzewały atmosferę przed zbliżającym się spotkaniem pomiędzy Barçą i Realem, zupełnie jakby miało to być starcie dwóch mitycznych gigantów. Jeśli ktoś sugerował, że ten mecz znaczy więcej dla którejś z drużyn, to chyba zignorował wszechobecne napięcie, które napędzało to wydarzenie zarówno pod względem emocjonalnym, jak i komercyjnym. Jak ujął to pisarz Manuel Vázquez Montalbán: "Gdyby Real Madryt nie istniał, to ktoś musiałby go wymyślić". Real Madryt od czternastu lat nie wygrał żadnego spotkania na Camp Nou. Odwieczny rywal Barçy, pochodzący z centrum Hiszpanii, był w dość kiepskiej formie - zaliczył jedenaście meczów z rzędu bez zwycięstwa, biorąc pod uwagę rozgrywki krajowe, Ligę Mistrzów i Puchar Króla. Gdyby Real po raz kolejny przegrał, Barça umocniłaby się na fotelu lidera, zdobywając nad Realem właściwie niemożliwą do odrobienia przewagę wynoszącą pięć punktów, a w dodatku mając zaległe spotkanie do rozegrania i lepszy bilans bramek. Real Madryt przyjechał po zemstę, kierowany chęcią przetrwania. I miał, jak to ujął pochodzący z Chile napastnik Iván Zamorano, "krew w oczach". Barça znajdowała się zaś pod opieką nowego trenera, a to mówiło samo za siebie, ponieważ trenerzy w klubie zarządzanym przez Nú?eza opuszczali drużynę zupełnie tak jak sześć żon angielskiego króla Henryka VIII - "rozwiedzeni, zdekapitowani, martwi; rozwiedzeni, zdekapitowani, ocalali". W sądzie ważyły się losy Louisa van Gaala, Holendra, któremu brakowało charakteru Bobby'ego Robsona i popularności Johana Cruyffa, trenerów skróconych o głowę w ciągu zaledwie dwóch lat. Barça może i jest na szczycie tabeli, ale kibice nie do końca w nią wierzą. Widzieli, jak ich ukochana drużyna w żenujący sposób odpadła z europejskich rozgrywek, a w spotkaniach ligowych grała nijako, pozbawiona blasku, wygrywając raczej dzięki nieudolności przeciwników niż dzięki swoim świetnym występom. Poza tym wszyscy pamiętali, że ledwie dwa lata wcześniej zespół prowadzony przez Johana Cruyffa miał szanse na zdobycie aż trzech trofeów - Pucharu Króla, Pucharu UEFA i mistrzostwa Primera División - i ostatecznie zawiódł na wszystkich frontach, pokonany na własnym stadionie przez Atlético Madryt.
Jednak sprowadzanie tego meczu wyłącznie do komentarzy o formie rywali było błędem. "To coś zupełnie innego - pisał José Vicente Hernáez w madryckim dzienniku sportowym "Marca". - To jest mecz par excellence, mecz roku i mecz stulecia, w którym można równie dobrze obstawiać zwycięstwo, remis i porażkę. Kto wygra to spotkanie? Tego nie wie nikt. To tajemnica. Nie wierzcie, kiedy mówią wam, że wiedzą, jak się zakończy ten mecz. Musicie się przekonać na własne oczy. To coś więcej niż po prostu mecz. Do zdobycia są w nim trzy punkty, a co za tym idzie - wygranie rozgrywek ligowych. Tu chodzi o dumę dwudziestu dwóch piłkarzy znajdujących się na murawie, dumę tych dziesięciu, którzy siedzą na ławce rezerwowych, dyrektorów obu klubów, całego stadionu, milionów widzów oglądających mecz przed telewizorami, a także dumę osób, które nie mogą sobie pozwolić nawet na oglądanie tego widowiska w telewizji w obawie, że nie poradzą sobie z tak wielkim napięciem".
Oto on, największy skurwysyn ze wszystkich, ich Grunwald, mecz nad mecze. Jak słusznie zauważył Robson w maju 1997 roku, to jedyny mecz na świecie, który przyciąga na stadiony ponad sto tysięcy fanów dwa razy do roku. "Dorzućcie do tego równania całą ich historię, politykowanie i zainteresowanie mediów, a wyjdzie wam beczka prochu, która w każdej chwili może wybuchnąć".
Nie można zrozumieć fenomenu Barcelony, jeśli nie weźmie się pod uwagę zależności pomiędzy Katalonią a resztą Hiszpanii. Znaczna część katalońskiej historii jest opowieścią o poniżeniach i frustracji; miażdżonych i deptanych aspiracjach Katalonii. To przez działanie Madrytu, dążącego do scentralizowania sił w Hiszpanii, potencjał Barcelony, która mogła się stać jedną z wielkich śródziemnomorskich stolic, nigdy nie został urzeczywistniony. Dopiero stworzenie FC Barcelony przez grupę przedsiębiorczych Szwajcarów i Anglików na początku XX wieku doprowadziło do powstania doskonałego nośnika, który mógł ożywić lokalną dumę. Stało się to w momencie, kiedy Hiszpania cierpiała z powodu traumy związanej z utratą wpływów swojego imperium na Kubie i Filipinach. Barça oferowała możliwość wyrównania dawnych długów, powstania nowego frontu, skierowanego bardziej w stronę Europy, miejsca, w którym narodziła się sama gra.
Klub dawał mieszkańcom okolicy poczucie zbiorowej pewności siebie. Za każdym razem, kiedy Madryt starał się im narzucać, Barça przyciągała swoich ludzi, oferując im bezpieczeństwo. Była niczym średniowieczny zamek, gdy okolicznej wiosce grozi oblężenie. Jej tożsamość zrodziła się z prześladowań, przewaga nad konkurencją wynikała z obsesji udowadniania swojej boiskowej dominacji nad Madrytem, zarówno poprzez wygrywanie starć, jak i uniemożliwianie zwycięstw drużynie z Madrytu. W historii Barçy są słodkie i gorzkie chwile, lepsze i gorsze momenty w tej epopei ludzkich konfliktów, do których dochodziło zawsze, kiedy drużynie ze stolicy Katalonii przychodziło się zmierzyć z Realem Madryt. To historia nieustannie pisana od nowa, przypominająca mitologię, ze swoimi półbogami napędzanymi przejaskrawionymi faktami i propagandą. Opowieści wypełnione są symbolami, herosami i czarnymi charakterami, półbogami i diabłami. Barça dostała swojego pierwszego męczennika, kiedy prezydent klubu Josep Sunyol został stracony przez żołnierzy generała Franco na górskiej drodze znajdującej się niedaleko Madrytu. Śmierć wieszczono mu już od okresu dyktatury generała Primo de Rivery w latach dwudziestych XX wieku, kiedy Barça została wykluczona z rozgrywek na pół roku po tym, jak jej kibice zagłuszyli gwizdami narodowy hymn Hiszpanii. Represje stały się znacznie bardziej dotkliwe i brutalne w latach, kiedy władzę sprawował generał Franco. Podczas gdy Real Madryt stał się, w oczach Katalończyków, symbolem dyktatury i narzucanej siłą jedności, Barça zmieniła się w més que un club, odrębny świat, w którym ludzie w brutalny sposób odczuli na własnej skórze, co to znaczy być Katalończykiem.
Zdefiniowanie tego, czym jest Barça, stało się bardziej skomplikowane, odkąd umarł Franco. Kiedy przywrócono demokrację, Katalonia osiągnęła znacznie większą autonomię niż Irlandia Północna, Szkocja, Korsyka czy Mezzogiorno[1]. Natomiast junta rządząca Barçą uzyskała taką polityczną i finansową władzę, o jakiej mogą jedynie pomarzyć europejskie parlamenty. Od 1996 roku, kiedy weszło w życie prawo Bosmana, otwierające międzynarodowy rynek transferowy, bogactwa piłkarskie Barçy i Realu Madryt stały się zależne nie od Katalończyków i Hiszpanów, ale od Brazylijczyków, Holendrów, Niemców, Francuzów i, owszem, symbolicznie Katalończyków i Hiszpanów. Mimo to pojedynki między tymi dwiema drużynami są nadal pełne pasji. Piłkarze przypominają aktorów na scenie wzniesionej wiele lat temu, której nikt mimo upływu czasu nie chce zburzyć. Kiedy patrzy się na spotkania tych dwóch drużyn, widać rywalizację, która walnie przyczynia się do sprzedaży gazet, zapewnia lukratywne umowy do praw telewizyjnych i sponsorskich, a także wypełnia stadiony. To właśnie na Camp Nou Katalończycy zarówno zapominają o swojej historii, jak i ją czczą, przeciwstawiając się zanikowi ideologii we współczesnym świecie.
Anglicy mrużą oczy, oślepieni blaskiem zalanego światłem Camp Nou. Wrażenie robią już same przytłaczające rozmiarami, świecące w mroku nocy pięciopoziomowe trybuny. Stadion został wkopany głęboko w ziemię, a jego murawę podniesiono. W szatniach piłkarze przygotowują się, by przebyć ostatni odcinek drogi wzdłuż wąskiego korytarza, którego ściany pokrywają obrazy namalowane przez współczesnych katalońskich artystów. Następnie idzie się w dół tunelu, gdzie po prawej stronie znajduje się kapliczka, a na samym środku żelazna krata, oddzielająca piłkarzy obu drużyn. Wydaje się, że przejście trzydziestu czterech stopni w dół zajmuje wieczność, a jeszcze zostaje osiem stopni w górę... Piłkarze zjawiają się, by stoczyć iście gladiatorską walkę na oczach ryczącego Koloseum.
Do rozpoczęcia spotkania pozostało już tylko kilka minut, a kibice Barçy ciągle wpatrywali się w ekran. Anglicy, rozproszeni po całym stadionie w małych grupkach i parach, obserwowali kłębiących się wokół nich ludzi. Tłum, który nie uznaje żadnego sprzeciwu, wypycha znikomą liczbę obecnych na stadionie kibiców Realu na najbardziej odizolowane wysokości Camp Nou - gdzie stają się obiektem drwin i szyderstw. Tymczasem turyści znajdujący się na stadionie są przez ten tłum wchłaniani i razem z nim wykrzykują pochwały pod adresem Barçy i jej piłkarzy. Nie ma tu miejsca na neutralność, stronniczość trybun jest przytłaczająca, a ich fanatyzm wprost zatrważający.
Wrogość kibiców jednej drużyny do drugiej przyjmuje różne formy, i to jeszcze zanim mecz się rozpocznie. Kilka godzin wcześniej tego samego dnia piłkarze Realu Madryt zostali zmuszeni do opuszczenia swojego hotelu po tym, jak jego zarządca otrzymał informację o podłożeniu bomby przez ETA[2]. Trochę później, już w trakcie drogi na stadion, ich autokar został obrzucony kamieniami. O ósmej wieczorem piłkarze Realu jako pierwsi pojawili się na murawie stadionu. Zgotowano im powitanie, które mogło pogrążyć wielu słabych psychicznie graczy - nieprzerwana kakofonia gwizdów, buczenia i przekleństw. Jedynie zatwardziały weteran tych starć, Fernando Hierro, pozwolił sobie na zuchwałość, podnosząc rękę i prowokująco pozdrawiając zgromadzonych na stadionie kibiców, co jeszcze bardziej ich podjudziło. Pozostali piłkarze sprawiali wrażenie nieporadnych; bezwiednie rozgrzewali się i podawali sobie piłkę, w nerwowy sposób unikając kontaktu wzrokowego z trybunami. Byli niczym chrześcijanie rzuceni na pożarcie lwom. Jednak to tylko lekkie drżenie przed trzęsieniem ziemi, które dopiero ma nastąpić; symboliczny obłok dymu nad wulkanem, poprzedzający erupcję, kiedy na boisko wybiegną odziani w bordowe i granatowe barwy piłkarze Barçy. Tłum zgromadzony na całym stadionie uniósł się niczym ogromna fala, wyśpiewując hymn klubu, rozpościerając gigantyczne flagi i papierowe mozaiki, a jego oklaski brzmiały niczym trzaski piorunów. Przez kilka sekund stadion rykiem wyrażał swoją wierność; cały został pokryty papierowymi tasiemkami, czerwonymi i niebieskimi balonami.
Zaledwie kilka godzin wcześniej członkowie klubu oddali swoje głosy podczas głosowania o wotum nieufności. Czterdzieści cztery procent osób zdolnych do głosowania pojawiło się przy urnach; spośród nich trochę mniej niż dwadzieścia pięć tysięcy wsparło Nú?eza, a ponad czternaście tysięcy opowiedziało się po stronie Niebieskiego Słonia. Wyniki sugerowały, że prezydent tracił popularność wśród kibiców, a zwolennicy Niebieskiego Słonia stawali się coraz bardziej pewni siebie. Jednak teraz wewnętrzne starcia zostają odłożone na bok, po raz kolejny wypowiedziano wojnę wspólnemu wrogowi. Zgromadzony na stadionie tłum w swoim fanatyzmie porzucił demokratyczne zasady. Ich zachowanie przywodziło na myśl brutalnie bezwzględną zbiorową manifestację. Każde zagranie piłkarzy Realu Madryt kwitowane było obelgami. Kiedy do piłki dochodził grający w Realu reprezentant Brazylii Roberto Carlos, na stadionie rozlegało się rasistowskie naśladowanie odgłosów wydawanych przez goryla.
Mniej więcej na wysokości środka stadionu siedziało dwóch dwudziestoletnich Anglików - Mark kibicujący na co dzień Watford i Gavin wspierający Fulham. Trudno ich zaszokować, ale teraz byli pod dużym wrażeniem.
- Świetna atmosfera, czuć prawdziwą pasję - powiedział Mark.
- Nigdy w życiu nie sikałem w takich warunkach, tam jest zupełnie jak w pięciogwiazdkowym hotelu - dodał Gavin, który właśnie pozbył się piwa wypitego w Tapa Tapa.
Mecz oglądało ponad dwieście milionów ludzi na całym świecie, jednak ci ingleses zdołali dostać się na stadion, by zobaczyć, usłyszeć i poczuć, jak to jest znaleźć się w tłumie złożonym ze stu tysięcy kibiców Barçy, którzy niezłomnie wspierają swoją drużynę. Będąc tu, ma się wrażenie, że świat może się zacząć i skończyć w ciągu tych dziewięćdziesięciu minut, rozgrywanych przez dwudziestu dwóch piłkarzy wartych łącznie kilkaset milionów funtów. Czuć, że nic, co znajduje się poza stadionem, nie ma najmniejszego znaczenia, tak naprawdę nie istnieje nic oprócz tego gigantycznego orgazmu wywołanego przez zbiorowy doping.
Mecz był bolesnym starciem, w którym zderzyły się utalentowane indywidualności, pełnym sporadycznych ataków na bramkę, rzadkich przebłysków geniuszu i błyskotliwości oraz zdecydowanie zbyt wielu pomyłek. Jednak mimo to spotkanie nawet na chwilę nie stało się przeciętne. Sześć minut po rozpoczęciu gry Luis Enrique (siła napędowa Barçy i jej główny bohater ze względów politycznych, ponieważ wcześniej grał w Realu Madryt) przebił się przez pomoc Realu, minął dwóch przeciwników i przewidując wejście trzeciego, w nienaganny sposób posłał piłkę do Luísa Figo. Strzał oddany przez Portugalczyka minął co prawda niemieckiego bramkarza Realu Bodo Illgnera, jednak piłka trafiła w prawy słupek. Dwie minuty później po drugiej stronie boiska Roberto Carlos oddał w charakterystyczny dla siebie sposób strzał z rzutu wolnego, który czubkami palców na rzut rożny wybił holenderski bramkarz Ruud Hesp. Tym, co przemienia wyrównany pojedynek niemal w walkower, jest czerwona kartka, którą dostaje w pięćdziesiątej pierwszej minucie zawodnik Realu Madryt Fernando Hierro.
W historii spotkań Barcelony z Realem Madryt sędziowie zawsze odgrywali kluczową rolę, nawet nie tyle zapewniając spokój na boisku, co unikając stronniczego zachowania lub choć sprawiając takie wrażenie. Korupcja i stronniczość wśród hiszpańskich sędziów podczas ery generała Franco to jedna z b?tes noires w historii Barçy. Hierro został wyrzucony z boiska w trakcie meczu, w którym każdy faul w wykonaniu gracza Realu Madryt wywoływał ryk protestów na trybunach Camp Nou, podczas gdy podobne zagrania po stronie piłkarzy Barçy przyjmowano milczeniem czy nawet oklaskami. Kilka zagrywek Katalończyków wyglądało równie, o ile nie bardziej, niebezpiecznie jak to, którego dopuścił się Hierro, jednak żaden z piłkarzy Blaugrany nie został wyrzucony z boiska. Po meczu prezydent drużyny z Madrytu Lorenzo Sanz cynicznie nominował sędziego Celina Gracia Redondo z Asturias na piłkarza meczu, twierdząc, że był on kluczowym czynnikiem w zapewnieniu zwycięstwa katalońskiej drużynie, uginając się pod presją trybun. Zrzucenie całej winy na sędziego zamiast na taktyczną słabość gości z Madrytu było, jak zwykle, dość wygodnym rozwiązaniem.
Real załamał się pod względem taktycznym, ponieważ bez Hierro stracił spójność. Drużyna nie potrafiła zorganizować się w pomocy i defensywie, a wizja nadchodzącej klęski w meczu z Barçą zupełnie sparaliżowała zawodników. W sześćdziesiątej dziewiątej minucie spotkania widzowie zgromadzeni na stadionie byli świadkami doskonałej wrzutki w pole karne autorstwa Rivaldo, którą prostym uderzeniem na bramkę zamienił Anderson. Dwanaście minut później Figo przechytrzył Roberto Carlosa i zdobył drugą bramkę meczu po potężnym kopnięciu lewą nogą. Następnie, tuż przed ostatnim gwizdkiem arbitra, Figo świetnie rozegrał piłkę z Rivaldo i Giovannim w serii zwodów i podań, które rozerwały na strzępy obronę Realu. Po strzeleniu trzeciego gola Giovanni zdjął koszulkę, za co otrzymał żółtą kartkę, jednak ta kara wymierzona mu przez sędziego Gracię Redondo nie miała najmniejszego znaczenia. Widzowie zgromadzeni na stadionie myśleli, że to już koniec meczu - i tak też było w rzeczywistości.
Obserwując, jak stadion powoli pustoszeje, los ingleses mogli jedynie patrzeć na wszystko z zachwytem. Camp Nou wrzało i trzęsło się w posadach, obłoki dymu z cygar unosiły się ku niebu jak ofiary składane bogom. Następnie cały tłum z powrotem wylał się na ulice miasta, ich miasta, ich państwa. Ludzie byli bezpieczni, przynajmniej chwilowo - aż do następnego spotkania. Kiedy tłum stanowi jedność, nie dochodzi do aktów agresji, a pojedynczy kibice Realu zdołali już bezgłośnie wtopić się w mrok nocy.
Los ingleses opuszczają stadion jako ostatni. Kiedy Mark i Gavin w końcu z niego wyszli, okazało się, że szeroka ulica, nazwana na cześć papieża Jana XXIII, prowadząca do ich hotelu, jest już prawie pusta. Tam, gdzie wcześniej znajdowały się stragany z gadżetami związanymi z katalońskim klubem, stały prostytutki w krótkich spódniczkach. Ustawiły się wzdłuż całej ulicy prowadzącej do Camp Nou, są na każdym przejściu i sprawiają wrażenie, jakby były wartowniczkami.
- Cholera, gdybym tylko znał język... - rzucił Gavin. Tej samej nocy Doug śnił o Gazzie grającym w koszulce Barçy.
W dawnych czasach, kiedy Barça była jeszcze stosunkowo małym klubem i grała na znacznie bardziej skromnym kawałku ziemi, ci, którzy nie mieli pieniędzy na bilet, i tak mogli całkiem wygodnie obejrzeć mecz. Po prostu siadali na murze otaczającym boisko, ich nogi zwisały po jednej stronie, a tyłki z drugiej - dobry widok na boiskowe wydarzenia, choć dość twarde siedzenie. Pod koniec meczu tyłki im drętwiały, jednak entuzjazm, jaki wykazywali wobec gry, nigdy nie malał. Piłkarze słyszeli okrzyki i doping, jednak nic nie dorównywało czystej energii, którą się widziało, zerkając na zwisające z murku półdupki, poruszające się niczym boje na wzburzonym morzu. Ci kibice Barçy, którzy pomimo swojego ubóstwa pozostawali wierni bogatemu klubowi, dostali przydomek culés, co po katalońsku oznacza "tyłki".
W późniejszych latach tysiące Katalończyków dorobiły się większych pieniędzy, wielu stało się naprawdę bogatymi ludźmi, a sam klub rozrósł się dzięki liczbie członków. Culés pochodzili ze wszystkich możliwych grup społecznych, tych bogatych i tych biednych. Jednak już dłużej nie musieli siedzieć na murze otaczającym stadion. Dostali do swojej dyspozycji krzesełka, które przyznawano, biorąc pod uwagę pozycje i zarobki, a potem przekazywano z pokolenia na pokolenie. Część otrzymała miejsca stojące - widok tych setek ściśniętych obok siebie na trybunach za bramką lub na najwyższych tarasach, zwariowanych na punkcie klubu kibiców pokazuje, na czym polega prawdziwa pasja. Ci culés zawsze gardzili socios, którzy chodzili na stadion tak, jakby był on teatrem. Dyskretnym urokiem klas średniej i rządzącej jest to, że po dziś dzień zasiadają w środkowych rzędach. Kobiety pachną perfumami i, delikatnie, naftaliną, a mężczyźni palą cygara. Ci ostatni, zasiadając na miejscach zarezerwowanych dla członków zarządu i ich gości - polityków, bankierów, prawników i biznesmenów, wśród których jest bardzo mało kobiet - raczą się w trakcie przerwy meczu drinkami w strefie dla VIP-ów i kręcą się przed kamerami lokalnej telewizji. Świetnie zdają sobie sprawę, że najlepiej robić to wtedy, kiedy Barça wygrywa we wspaniałym stylu, a już zwłaszcza gdy pokonuje Real Madryt.
Teraz, kiedy główny cel został osiągnięty, kiedy Real Madryt został odpowiednio poniżony, gdy przeszłość została pomszczona, nadszedł czas na ekspansję, dalsze podboje, ponieważ klub taki jak Barça jest zbyt wielki i dumny, by zadowolić się wygraną u siebie. Żąda tytułów, które dowiodą jego potęgi, chce wznosić błyszczące puchary i mówić: "Jesteśmy najlepsi w Hiszpanii... w Europie... na świecie".
W sezonie 1997/98 Nú?ez postanowił zwolnić Bobby'ego Robsona, a nowym trenerem Barçy został pracujący wcześniej z Ajaxem Amsterdam Luis van Gaal. Van Gaal już podczas pierwszej konferencji prasowej powiedział: "Przyszedłem tutaj, żeby wykonać pewne zadanie, chcę stworzyć działający długofalowo system. Już teraz będziemy się starali zdobywać kolejne trofea, jednak żeby zakończyć cały projekt, potrzeba będzie kilku lat". W tym sezonie drużyna z Katalonii odpadła we wczesnej fazie Ligi Mistrzów i musiała zadowolić się zwycięstwem w znacznie mniej prestiżowym Superpucharze Europy. Tymczasem w Hiszpanii Barça nadal była na fali. Zwycięstwo nad Realem Madryt umożliwiło wygranie Primera División, a w perspektywie Barça miała dublet, który mogła zdobyć, pokonując w finale Pucharu Króla, rozgrywanym na stadionie Valencii, drużynę Mallorki. Od czasu, kiedy drużyna z Katalonii zdobyła ostatni dublet, minęło bardzo dużo czasu - wydarzyło się to w sezonie 1958/1959, kiedy trenerem klubu był legendarny Argentyńczyk Helenio Herrera, mający u boku nie mniej zasłużonych piłkarzy, takich jak Kubala, Suarez, Ramallets czy Segarra.
Od opisanego meczu z Realem Madryt na stadionie Camp Nou minęło już kilka miesięcy, a my powróćmy na plac przy hotelu Princesa Sofia. Tym razem nie widać tu los ingleses, tylko grupę culés, która przeszła niedaleko postoju taksówek. Byli wśród nich chłopcy i dziewczyny, nastolatki i tacy, którzy niedawno skończyli dwadzieścia lat. Właściwie niczym nie różnili się od tysięcy hiszpańskich studentów nawiedzających co lato Wyspy Brytyjskie. Mieli takie same trampki, jeansy i żywiołowy sposób prowadzenia rozmów. Jedynie niebieskie i czerwone barwy Barçy mieniące się wokół szyi świadczyły o ich pochodzeniu. Jest wiele kilometrów do przebycia, są imprezy i seks, które trzeba odłożyć na później. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego - Barça, Barça i nic więcej. Culés przygotowują się do swojej podróży tak, jakby szli na wojnę. Robią zapasy na drogę i mecz, pakują filmy wideo, płyty CD, piwo, transparenty, naklejki, narkotyki, koszulki z nadrukami, wino, colę i wódkę. Autobusy odjeżdżają punktualnie o dziesiątej rano.
Culés wywiesili swoje flagi za okna autobusu: kolory Barçy, kolory Katalonii, autonomicznego regionu, kolory ruchu walczącego o niezależność od Hiszpanii. To przypomnienie, że Barça jest wielkim kościołem, który mieści w sobie wiele definicji tego, co to znaczy być Katalończykiem. Wspomniane flagi sprawiają, że wnętrze autobusu spowił półmrok, odizolowano je od świata, co sprawia, że emocje, które kumulowały się w tym autobusie, stały się jeszcze bardziej intensywne.
Rozpoczął się film. W tle słychać rockową ścieżkę muzyczną, nagraną przez irlandzki zespół Moving Hearts. To film o IRA, opisujący historię Irlandii Północnej jako "odważną wojnę o wyzwolenie" prowadzoną przeciwko okupującym kraj siłom armii brytyjskiej. Jawna propaganda wyprodukowana przez francuską telewizję.
- Moi znajomi, którzy w wakacje poprzedniego lata byli w Irlandii, kupili go dla mnie... jest w nim kilka niezłych scen, spójrz chociażby na tę - powiedział Pablo, jeden z organizatorów wyjazdu.
Miał długie, kręcone włosy i ciemne oczy; był szczupły, zdrowy i przystojny, wyglądał jak młodsza wersja dawnego piłkarza Barçy, Miguela Ángela Nadala.
Grupa zakapturzonych facetów patroluje katolicką nieruchomość znajdującą się w zachodnim Belfaście, snajper leży, obserwując nadchodzące oddziały armii, moździerzowy pocisk zostaje wystrzelony ze wzgórz w hrabstwie Armagh, kobiety wykrzykują wyzwiska w kierunku angielskiego oficera.
- Irlandczycy byli zaangażowani w walkę o wyzwolenie, tak samo jak ludzie w Katalonii - wyjaśnił Pablo.
Jakby chciał to jeszcze bardziej podkreślić, wyciągnął z plecaka flagę Irlandii i położył obok katalońskich. Film dobiegł końca i został zastąpiony przez komedię Goło i wesoło. Po chwili połowa autobusu prawie sika ze śmiechu.
- Lubimy ten film. To jeden z naszych ulubionych. Lubimy taki humor, muzykę i sposób, w jaki pokazuje mężczyzn i kobiety radzących sobie w niesprzyjających okolicznościach - oznajmił Pablo.
Jedynie Oscar sprawiał wrażenie odrobinę bardziej przygaszonego niż wtedy, gdy po raz ostatni spotkaliśmy go koło agencji nieruchomości, gdzie na co dzień pracuje. On nie miał wątpliwości, że chociaż drużyna wygrywała mecz za meczem, to styl, w jakim grała, jest niemalże nudny. Wcześniej mi powiedział, iż najważniejszym dniem w jego życiu był ten, w którym Barça zdobyła Puchar Europy na Wembley w 1992 roku. Żałował, że jego drużyna utraciła jednego z piłkarzy, który walnie się do tego sukcesu przyczynił: Stoiczkowa.
- Jesteśmy pokoleniem Stoiczkowa. Uwielbialiśmy jego ducha gry, jego sposób gry, jego agresję, jego osobowość...
Jechaliśmy ledwie od godziny, a w całym autokarze już unosiły się obłoki dymu z papierosów i marihuany. Osoby palące skręty siedziały w tylnych rzędach, razem z największymi amatorami mocnego alkoholu. Podczas gdy ci siedzący z przodu spokojnie sączyli colę i lekkie piwa, ci usadowieni z tyłu ochoczo delektowali się smakiem wina i wódki. Po drugiej stronie przejścia między siedzeniami zajmowanymi przez Oscara i Pabla usadowił się Marc. Wylegując się na siedzeniu, które dzielił ze swoją śpiącą dziewczyną, tłumaczył nam, czemu jest culé od... w zasadzie od zawsze.
- Jestem z Barçą, odkąd byłem małym chłopcem, odkąd zacząłem myśleć.
Podczas rozmowy zmienił pozycję na siedzącą, żebym mógł go lepiej słyszeć, przez co głowa jego dziewczyny swobodnie opadła na pokrytą flagami szybę.
- Było to rok przed tym, kiedy przyszedł do nas Maradona. Pamiętam dzień, kiedy udałem się na stadion po raz pierwszy. Miałem wrażenie, że to miejsce mnie pochłonie, że wszyscy ci kibice po prostu mnie pochłoną. Miałem wtedy siedem lat.
Z tamtego meczu Marc pamięta jedynie Simonsena. Działo się to w sezonie 1981/82, który został uznany w annałach oficjalnej historii Barcelony za idealny przykład tego, co w piłce nożnej jest nieoczekiwane i nieprzewidywalne. Barça przez cały sezon walczyła z całych sił, by na koniec rozgrywek znaleźć się na pierwszym miejscu w ligowej tabeli pomimo nieobecności innej zagranicznej gwiazdy drużyny, Bernda Schustera, którego z gry wykluczył Andoni Goikoetxea z Athleticu Bilbao. Sześć kolejek przed końcem sezonu Barça miała sześć punktów przewagi nad drugim w tabeli Realem Sociedad. I nagle, z nieznanych przyczyn, Barça nie dość, że oddała dwa punkty, remisując z Realem Sociedad, to jeszcze przegrała cztery z ostatnich pięciu spotkań, tym samym przegrywając również ligę. Dla kibiców była to tragedia takiego kalibru, że można ją porównać jedynie z końcem świata.
Jednak wtedy wydarzyło się coś równie wspaniałego, niczym zmartwychwstanie, cud, jakiego żaden culé nie mógł się spodziewać, niezależnie od tego, w jak bardzo katolickiej rodzinie został wychowany. Barça, która przegrała na własne życzenie ligę tuż po tym, jak odpadła w rozgrywkach o Puchar Króla, wygrała Puchar Zdobywców Pucharów w meczu przeciwko Standardowi Li?ge rozgrywanym na Camp Nou. Marc przyszedł tam tego pamiętnego dnia. Na początku kibice na stadionie, wśród których większość stanowili culés, byli nastawieni wobec tego spotkania dość sceptycznie. Niektórzy wydawali się nawet wkurzeni. Tymczasem Barça zagrała niczym rycerz, który chce ponownie rozkochać w sobie swoją ukochaną, desperacko i odważnie.
- Simonsen zdobył pierwsze dwie bramki, które doprowadziły drużynę do zwycięstwa, to wszystko, co pamiętam - powiedział mi Marc.
Możliwe, że nie był to pierwszy mecz, na który poszedł, możliwe, że znalazł się na stadionie także wtedy, kiedy Baskowie dostali to, co im się należało. Jednak kto by pamiętał o bólach porodowych matki, kiedy na świat przychodzi nowe dziecko... Marc, tak jak cała reszta stadionu, wybaczył Barsie tamtego dnia, choć z pewnością nie wszyscy zdołali wyprzeć to ze swojej pamięci.
Kolejnym rokiem, który Marc dobrze pamięta, jest 1992 - obchodzono wówczas pięćsetną rocznicę odkrycia Ameryki przez Krzysztofa Kolumba. Jego statua, znajdująca się niedaleko nabrzeża w Barcelonie, wskazuje palcem w kierunku Morza Śródziemnego, a konkretnie Genui, miasta, w którym się urodził. Zupełnie tak, jakby Katalończycy chcieli na zawsze obalić mit, że Kolumb w pełni należał do Izabeli Kastylijskiej. Tymczasem Barcelona była gospodarzem igrzysk olimpijskich i zorganizowała je w taki sposób, żeby wywrzeć wrażenie na całym świecie, a reszta Hiszpanii mogła im tylko zazdrościć. Natomiast jeśli chodzi o Marca, ten rok nie był dla niego specjalny ze względu na Krzysztofa Kolumba, olimpiadę czy targi Expo odbywające się w Sewilli, ale dlatego, że w tym właśnie roku został członkiem klubu FC Barcelona. Wówczas osiągnął pełnoletniość - wiek, w którym jest się już na tyle dorosłym, by uniezależnić się od własnej rodziny i dołączyć do nowej, znacznie większej. Został członkiem klubu numer 90 000. Marc, obchodzący się ze swoją kartą członkowską jak z relikwią, powiedział:
- Myślę, że oglądanie Barçy w akcji jest lepsze niż uczestniczenie w koncercie rockowym... to intensywne przeżycie, dziewięćdziesiąt minut życia i śmierci.
Również w 1992 roku Marc pojechał na Wembley, by obejrzeć Barçę w finale rozgrywek Pucharu Europy. Tego dnia na stadionie pojawiło się jakieś dwadzieścia pięć tysięcy culés, którzy oddaliby wszystko, byleby tylko Barça pokonała Sampdorię Genua. Po regulaminowym czasie gry na tablicy wyników nadal widniał wynik 0:0. I wtedy, w szóstej minucie przedłużonego czasu gry, padł ten gol autorstwa Ronalda Koemana.
- To była najlepsza rzecz na świecie... ten gol, ludzie... Barça wygrała tego dnia, ponieważ wspierały ją tysiące culés obecnych na stadionie... Dwadzieścia pięć tysięcy świeczek zapalonych dla wszystkich Dziewic tego świata po to, by Barça zwyciężyła...
Tymczasem w autokarze Marc rozdał koszulki swojego fanklubu, Pe?a Almogavers. Widać na nich średniowiecznych rycerzy w pełnej zbroi, znajdujących się na ciemnoniebieskim tle.
- Dzisiaj je rozdajemy, ponieważ chcemy poprawić ludziom humor; zazwyczaj je sprzedajemy i w ten sposób zdobywamy pieniądze. Wiesz, kim byli Almogawarzy? To katalońscy żołnierze z XIII wieku, którzy podbili rejon śródziemnomorski. Szli do walki na własnych nogach, trzymając miecze, i potrafili pokonać całe armie poruszające się na koniach. Byli najemnikami władcy Grecji i w jego imieniu pokonali Turków. Jednak wtedy Grecy zaniepokoili się, że Almogawarzy stają się bardziej potężni od nich samych, więc zamordowali ich przywódcę. Rozjuszeni wojownicy poprzysięgli zemstę i zrównali całą Grecję z ziemią... wybili jedną trzecią populacji Grecji. To było straszne.
Gdy pokonaliśmy już połowę drogi do Walencji, autokar zjechał na przydrożną stację benzynową. Całą okolicę wypełniali culés, którzy także zmierzali na mecz. Podawali sobie piwo, dzielili się chlebem, razem chodzili się wysikać. Śmiali się i śpiewali, a mała grupka wybiła się ponad resztę, spontanicznie intonując hymn Barçy. Ogólnie rzecz biorąc, to całkiem sympatyczne zgromadzenie, zakłócone tylko przez obecność niezbyt licznej grupy skinheadów w czarnych okularach, którzy robili groźne miny, opierając się o ścianę. Kilka minut wcześniej Marc przywoływał obrazy podbojów, rabowania i zemsty. Kolejna przyśpiewka, która dobywa się z ust kibiców, brzmi buńczucznie i pełna jest przechwałek: "Tot el camp es un clam, som la gente Blaugrana...".
Marc również śpiewał, a kiedy skończył, powiedział mi:
- Chcemy, żeby Barça podbiła Europę, tak jak Almogawarzy.
W ręku trzymał mały transparent, na którym widniał napis: "Barça i Catalunya sempre al nostre cor".
- Widzisz, to jedna i ta sama rzecz, być kibicem Barçy i czuć się Katalończykiem... to jest właśnie to, co naprawdę mnie nakręca. Poświęciłem dla Barçy wiele rzeczy, opuszczałem egzaminy, zawaliłem cały rok na studiach. Można powiedzieć, że jestem fanatykiem. Lubię postrzegać siebie jako kogoś, kto kocha Barçę całym sercem. Jeśli na tym polega fanatyzm, to tak, jestem fanatykiem.
Marc skończył swój wywód, dołączył do grupki culés i razem z nimi kolejny raz odśpiewał hymn.
W grupce tej znajdowali się między innymi Bernard i José Miguel, którzy palili marihuanę i pili alkohol, odkąd tylko opuściliśmy Barcelonę.
- Nie myśl sobie, że my wszyscy tak bardzo różnimy się od angielskich kibiców. Niektórzy z nas kompletnie zwariują, zanim jeszcze rozpocznie się mecz - ostrzega mnie Marc, kiedy ponownie wsiadamy do autokaru, żeby przebyć ostatni odcinek naszej drogi.
Chciałem porozmawiać z Bernardem i José Miguelem, zanim zaczną bełkotać, więc dołączyłem do nich na siedzeniach z tyłu pojazdu. Wokół unosił się gryzący w oczy dym. Bernard, wysoki i kiepsko zbudowany, zamiast oczu miał dwa czarne cienie. Zazwyczaj powtarzał kilka razy to, co właśnie powiedział, o ile akurat nie był zajęty chichotaniem lub zaciąganiem się skrętem. Wyrażał się niczym człowiek o nieposłusznej i buntowniczej naturze, ale miałem wrażenie, że Bernard nie był już wojownikiem.
- Moi rodzice są bardzo prawicowi; są Katalończykami, ale nie przeszkadza im, gdy inni nazywają ich Hiszpanami. Ja nie jestem taki jak oni, najważniejszą rzeczą w moim życiu są Barça i Katalonia.
Autokar nadal jechał, mijając po drodze gaje pomarańczowe i okolice przywodzące na myśl legendy o Cydzie[3]. Bez żadnego powodu Bernard zaczął mówić na temat prezydenta Barçy, Josepa Lluísa Nú?eza.
- Nú?ez to totalne nieporozumienie, tak jak cała ta jego junta, on zajmuje się tylko robieniem interesów. Są ekstremalnie prawicowi. Pytam, jak to możliwe, że koleś należy do Barçy i nagle inwestuje pieniądze w hotel, który został nazwany na cześć króla Hiszpanii? Takie rzeczy nie powinny się wydarzać. Ci, którzy głosują na Nú?eza, to bogacze. To jasne jak słońce. A ludzie dają się im kantować. Frajerzy, cała ta banda to po prostu frajerzy.
Siedzący obok niego José Miguel, z oczami wielkimi jak spodki, chciał porozmawiać na temat piłki. On także dobrze pamiętał Wembley.
- Koeman był człowiekiem z prawdziwą charyzmą. Miał grację, stary, prawdziwą klasę... co to była, kurwa, za bramka, człowieku.
Miał sześć lat, kiedy ojciec po raz pierwszy zabrał go na Camp Nou. W pierwszym meczu, który pamiętał, Barça grała przeciwko Tottenhamowi. Bramkę zdobył Simonsen.
- Byłem bardzo mały i przez połowę meczu za cholerę nic nie widziałem, ponieważ inni ludzie zasłaniali mi boisko... ale pamiętam tę bramkę, bo wszyscy nagle się podnieśli. Nigdy nie zapomnę tej chwili.
Bernard i José Miguel byli kiedyś boixos nois (naszymi chłopcami), członkami grupy chuliganów Barçy, którzy robią znacznie większy hałas od reszty i znacznie częściej uczestniczą w bójkach. Zapytałem ich, czemu postanowili odejść. Bernard mocno zaciągnął się jointem, potem kaszląc, przekazał go dalej. Właśnie wjechaliśmy do Walencji, a policja drogowa gestykulowała, jakby zamiast rąk miała wskazówki zegara, kierując rozproszone grupki culés w kierunku centrum miasta. W końcu Bernard powiedział:
- Kiedy dołączyłem do boixos, wydawało mi się, że byli lewicą głośno walczącą o niepodległość. Potem zrozumiałem, że są beznadziejnymi ultraprawicowcami. Kiedyś to właśnie boixos mogli oddać naprawdę wszystko za Barçę i Katalonię, ale teraz przynoszą nam wstyd. Stary, to są naziści, którzy srają na Katalonię i zapominają, że Barça jest ponad tym wszystkim, a raczej powinna być.
José Miguel zwierzył mi się, że nie ogląda na co dzień piłki nożnej, zajmuje się opieką nad psami dla firmy ochroniarskiej. Naucz się kontrolować psy, a będziesz mógł użyć ich w walce z przeciwnikiem. Strać nad nimi kontrolę, a chwilę później będziesz martwy. Powiedział:
- Kiedyś wśród boixos było sporo narkotyków; teraz jest tam masa skinheadów. Wydaje mi się, że w 1992 roku boixo o imieniu Jaro został wsadzony do więzienia za to, że dźgnął Francuza nożem w szyję i serce. On i jego koledzy ugodzili mężczyznę siedemnaście razy, a na pamiątkę tego wydarzenia stworzyli piosenkę, która szła mniej więcej tak: "El Jaro naprawdę ma jaja, wydymał Francuza na śmierć...".
Kiedy w końcu dotarliśmy do Walencji, Marc rozdał bengalas (race). Nie wolno wnosić ich na teren stadionów, ale Marc z doświadczenia wiedział, że łatwo je przemycić przez ochronę. Uważał, że ludzie, którzy ustalają te zasady, nie mają pojęcia, czym jest piłka nożna. Marc wiedział jedno - mecz bez bengalas jest jak Boże Narodzenie bez prezentów.
Walencja była okupowana przez tysiące culés i kibiców Mallorki, przybywających ze swojej wyspy na statkach i w samolotach. Katalończycy uważają Majorkę za wyspę, która leży przy ich wybrzeżu, a jej mieszkańcy mówią językiem podobnym do ich własnego. Mallorquines zaś uważają się za społeczność wyspiarską, zupełnie odrębną od Katalonii i każdej innej części Hiszpanii, mającą swoją własną kulturę i tradycje. W kwestii piłkarskiej te różnice znikają i można wykluczyć jakiekolwiek poważne wybuchy agresji pomiędzy kibicami rywalizujących ze sobą drużyn. Na ulicach Walencji najpopularniejszą przyśpiewką, która roznosiła się niczym echo po całym mieście, było "Juve, Juve", ponieważ culés pragnęli, by Juventus wyeliminował z Ligi Mistrzów Real Madryt.
Później, kiedy nad miastem pomarańczy powoli zachodziło już słońce, culés i Mallorquines zgromadzili się wokół El Bar Manolo, paląc, śpiewając i robiąc sobie grupowe zdjęcia z właścicielem baru. Po raz ostatni widziałem Manolo na Wembley, na meczu Anglia - Hiszpania podczas Euro 1996. Tego dnia Manolo mianowano oficjalnym przywódcą dopingującym hiszpańskich kibiców. Jego szeroki beret i bęben wzbudzały nadzieję wśród dwóch tysięcy fanów, którzy zgromadzili się w sektorze J, tuż za jedną z bramek, by wspierać reprezentację Hiszpanii. Manolo raczej inspirował, niż podburzał innych kibiców, uspokajając co bardziej agresywnych za pomocą swojego dobrodusznego uśmiechu. Namawiał wszystkich hiszpańskich fanów do tańczenia i klaskania. Jednak to było na Wembley, gdzie Hiszpanie wspierali swoją drużynę "narodową". Wśród culés przybyłych do Walencji, by wspierać Barçę, znalazłoby się wielu, którzy nawet pod groźbą śmierci nie zgodziliby się kibicować hiszpańskiej reprezentacji.
Mecz w Walencji nie należał do zbyt porywających. W drużynie prowadzonej przez van Gaala znaleźli się drodzy piłkarze, którzy nadal nie wypracowali swojego stylu i sposobu gry. Z drugiej strony, Mallorca grała znacznie lepiej. Jej piłkarze zdecydowanie walczyli o piłkę i lepiej ze sobą współpracowali, a mimo to niezasłużenie przegrali spotkanie po serii rzutów karnych. Jednak niektórych culés rozpierała energia, nie byli w stanie znaleźć dla niej ujścia. Marc i reszta szaleńczo wymachiwali flagami, odpalali race i drwili z oddziałów policji. Popychali się i skakali na siebie nawzajem, ich ciała jedynie od czasu do czasu wpadały we wspólny rytm. Wykrzykiwali: "hijos de putas" (skurwysyny) w kierunku piłkarzy Mallorki, a także policji i sędziego. Rozwiesili flagę Juventusu i skandowali: "Juve, Juve, Juve".
Jednak największy szał wybuchł, kiedy na trybunie dla VIP-ów pojawił się król Juan Carlos. Wygwizdali go na tyle głośno, że zagłuszyli nawet ogólne owacje.
W czwartek 28 maja 2009 roku, o poranku, mój szalik Barçy nadal wisiał obok łóżka. Zostawiłem go tam kilka godzin wcześniej, ponieważ chciałem obudzić się i mieć pewność, że to wcale nie sen, że Barça naprawdę pokonała Manchester United i wygrała Ligę Mistrzów, zdobywając najważniejsze europejskie trofeum po raz trzeci w swojej historii.
Przywołując w pamięci tamto popołudnie, poranek tuż po zakończonej nocy, myślałem o występie, który każda osoba kochająca piłkę nożną mogłaby wspominać aż do końca życia. Spośród wielu słów rzuconych tamtej nocy żadne nie brzmiały przyjemniej czy bardziej szlachetnie niż te wypowiedziane przez Alexa Fergusona. "Wygrała najlepsza drużyna", stwierdził człowiek cieszący się reputacją jednego z najbardziej utytułowanych piłkarskich trenerów na świecie. Było to spotkanie, w którym nie narzekano przesadnie na sędziego, a trenerzy, piłkarze i kibice okazywali sobie przez cały czas wzajemny szacunek. Na tym meczu pojawił się, wśród wielu innych VIP-ów, José Luis Zapatero, pierwszy premier Hiszpanii, który publicznie oświadczył, że jest kibicem Barçy. Było to także spotkanie, podczas którego dwaj popularni członkowie rodzin królewskich - król Juan Carlos i książę William - zachowali neutralność i wspólnie bili brawo obu drużynom (chociaż hiszpański monarcha musiał znosić zniewagi rzucane przez co bardziej politycznie nastawionych kibiców z Katalonii, którzy wykrzykiwali: "Visca Barça y Visca Catalonia").
Kilka tygodni wcześniej odbył się mecz, będący corocznym przedmiotem waśni w piłkarskim kalendarzu Europy. Barça zmierzyła się z Chelsea, a spotkanie to przerodziło się w starcie pomiędzy piękną i bestią. Jej otwarta gra została zablokowana przez nieustępliwą defensywę Chelsea. Ostatecznie Barça wygrała, pomimo oskarżeń o niesprawiedliwe sędziowanie, po golu zdobytym przez Andrésa Iniestę w przedłużonym czasie gry.
Cóż, chyba tylko kibice Chelsea nie chcieli, by doszło do meczu, który każda neutralna osoba uznałaby za spełnienie marzeń - Barça kontra Manchester United. Finał ten był obietnicą, jak się wyraził brytyjski pisarz David Conn, "dwóch wielkich klubów, współdzielących tradycję umiejętności i polotu", a jednocześnie kontrastował dwie przeciwne wizje dotyczące tego sportu.
Po jednej stronie stała FC Barcelona, instytucja sportowa, która twierdzi, że jest més que un club, czymś więcej niż klubem, gdyż identyfikuje się z kulturą, społecznością i polityką Katalonii. Barça uważa, że daje światowej społeczności wyjątkowy przykład - jest klubem opartym na demokracji i walczy o wspólne dobro. Z tego powodu na swojego pierwszego w historii sponsora, którego logo pojawiło się na klubowych koszulkach, wybrała UNICEF. Ponadto klub stanowi własność członków, którzy sami wybierają prezydenta. Z drugiej strony mamy Manchester United, którego sponsorem jest AIG - symbol lekkomyślnych spekulacji finansowych. Poza tym klub należy do rodziny Glazerów, amerykańskich przedsiębiorców zadłużonych i kontrolowanych przez sieć firm znajdujących się w znanym z niskiego opodatkowania amerykańskim stanie Nevada.
Oczywiście nie oznacza to, że Barça nie stała się bytem komercyjnym. Jej finanse w znacznej mierze oparte są na zdolności do indywidualnej sprzedaży praw telewizyjnych. W dodatku wśród ponad dwudziestu oficjalnych współpracowników i sponsorów znajdują się takie giganty jak Nike oraz La Caixa, największy bank oszczędnościowy Katalonii. Natomiast jeśli chodzi o kwestie dotyczące bezpośrednio piłki nożnej, Barça od wielu lat czuje się społecznie zobowiązana, by prezentować taki styl gry w piłkę, jakiego oczekują od niej kibice na całym świecie. Klub wprowadza do drużyny swoich utalentowanych wychowanków oraz ściąga do zespołu piłkarzy spoza Katalonii - takich, którzy wiedzą, jak wygrywać mecze i zdobywać trofea z dumą i głębokim przeświadczeniem o wspólnej misji.
Zwycięstwo Barçy nad Manchesterem United w 2009 roku, w finale Ligi Mistrzów, było ukoronowaniem prawdziwie historycznego sezonu. Kilka tygodni wcześniej klub ze stolicy Katalonii zapewnił sobie zwycięstwo w rozgrywkach Primera División, gdy pokonał Real Madryt aż 6:2. Jakby tego było mało, Barça dołożyła w tamtym sezonie do klubowej gablotki z trofeami także Copa del Rey (Puchar Króla), wygrywając w finale rozgrywek z Athletikiem Bilbao.
W końcu, 27 maja 2009 roku, Barça pokonała Manchester United, giganta z angielskiej Premier League, który w tamtej edycji Ligi Mistrzów był obrońcą trofeum, mistrzem Europy. Zwycięstwo to zapewniło Barsie pierwszą potrójną koronę spośród wszystkich hiszpańskich klubów - żadnemu nie udało się wcześniej zdobyć tych trofeów w trakcie jednego sezonu. Jedynie trzy drużyny w Europie tego wcześniej dokonały; były to Ajax Amsterdam, PSV Eindhoven i Manchester United. Jednak Barça zwyciężyła w wyjątkowym stylu i dzięki niesamowitej dyscyplinie wprowadzonej przez młodego trenera Pepa Guardiolę, choć był to dopiero jego pierwszy sezon na tym stanowisku. Pomijając nietypowe pierwsze dziesięć minut meczu, Barça wyraźnie górowała nad United i zasłużenie wygrała mecz. Lata chwały i ambitne aspiracje klubu z Anglii tymczasowo legły w gruzach, rozrzucone na murawie rzymskiego Stadio Olimpico. Tego wieczoru Barça grała w płynnym rytmie, sprawiając, że piłka nożna wyglądała jak ruchoma poezja - a wszystko to zgodnie z tradycją "futbolu totalnego", wprowadzoną przez Johana Cruyffa w latach osiemdziesiątych, gdy były reprezentant Holandii i jednocześnie były piłkarz Barçy powrócił do katalońskiego klubu, tym razem w roli trenera.
W trakcie trzeciego sezonu pod wodzą Cruyffa, w 1991 roku, Holender utożsamiający się z Katalonią wprowadził do pierwszej drużyny Barçy nikomu wówczas nieznanego Guardiolę. Guardiola był w tamtym czasie wysokim, szczupłym chłopcem, który urodził się w biednej okolicy i na dobrą sprawę został zaadoptowany przez klub. Tak jak wielu innych utalentowanych piłkarzy wcześniej i później Guardiola otrzymał darmową edukację i motywowano go, by rozwijał swoje umiejętności piłkarskie na boiskach La Masii, legendarnej szkółki piłkarskiej klubu. Pokochał ten sport już jako mały chłopiec. Mieszkał na prowincji i rozwijał swoje zdolności, odbijając piłkę od ścian budynków i biegając wśród kamieni rozrzuconych na opuszczonych ulicach. Pod wodzą Cruyffa Guardiola stał się "numerem cztery", barcelońskim odpowiednikiem cofniętego rozgrywającego pomocnika. Holenderski trener nakłaniał go do pracy nad szybkim kontrolowaniem piłki i podawaniem jej dalej.
Osiemnaście lat później, w Rzymie, gra piłkarzy Barçy nie była w żadnym razie systematyczna, jednak z pewnością wpojono im filozofię wprowadzoną do klubu przez Cruyffa. Nieustannie zamieniali pozycje, rozgrywali między sobą piłkę na jeden, dwa kontakty - a wszystko to w płynnym i zmiennym pokazie kreatywności. Gra Barçy sprawiła, że jeden supergwiazdor przeciwnika, Wayne Rooney, biegał przyklejony do linii bocznej boiska, a drugi, Cristiano Ronaldo, był tak bezradny, że zachowywał się jak rozpieszczony bachor. Jeśli białe koszulki, w których zagrał wtedy Manchester United - kolory Realu Madryt - były dla Barçy tym, czym dla byka czerwona płachta, to Ronaldo wystąpił w roli archetypowego piłkarza Realu Madryt, zadufanego w sobie i nieumiejącego przegrywać.
Dla odmiany Lionel Messi spędził godziny poprzedzające rozpoczęcie spotkania na zaprzeczaniu, jakoby był nowym Maradoną. Argentyńczyk twierdził, że jest po prostu jednym z wielu piłkarzy w drużynie. Podczas swojego najważniejszego meczu w dotychczasowej karierze grał jako fundament ofensywnego tercetu Barçy - po jego lewej stronie był Thierry Henry, natomiast po prawej Samuel Eto'o, który strzelił pierwszego gola po zaledwie dziesięciu minutach meczu.
Tuż przed przerwą Messi prawie strzelił drugą bramkę dla Barçy, i to swoją słabszą nogą, mijając trzech zawodników Manchesteru, lecz bramkarz zdołał uchronić swoją drużynę przed stratą gola. Jednak już w siedemdziesiątej minucie meczu niski wielki człowiek, pochodzący z tej samej miejscowości co Che Guevara, pokazał swój geniusz. Messi sprytnie przekradł się pomiędzy Ferdinandem i O'Shea, otrzymał doskonałą wrzutkę od Xaviego, wyskoczył ku niebu i pozornie bez wysiłku uderzył piłkę głową, kierując ją wprost w okienko bramki. Nie była to żadna "ręka Boga", a jedynie determinacja i przejaw błyskotliwości. Messi najpierw wpadł w objęcia kolegów, a potem podziękował za bramkę Bogu.
Mój kolega z "Financial Times", Simon Kuper, napisał w kwietniu 2009 roku, że Cruyff nauczył Barçę stylu wprost z opowiadania Grahama Greene'a: wszystko opierało się na znalezieniu "trzeciego człowieka". "Każdy musi być bezustannie w ruchu, dzięki temu człowiek posiadający piłkę zawsze ma do wyboru dwóch piłkarzy, którym może ją podać".
Miesiąc później w Rzymie Manchester United ledwie potrafił nawiązać walkę z drużyną Guardioli, a co dopiero ją okiełznać. Ambicje Barçy uosabiał kapitan zespołu Carles Puyol - w ten epicki wieczór nie był niemrawym obrońcą, a pełnym inspiracji i sił atletą, podążającym od obrony, przez skrzydło, aż do ataku i z powrotem. Rozpoczynał akcje, zagrażał bramce przeciwnika, zakłócając grę defensywną i próby kontrataków w wykonaniu graczy z przeciwnej drużyny.
Zmusiło to Fergusona do wprowadzenia na boisko rezerwowych już po pierwszej połowie oraz przesunięcia Rooneya na drugie skrzydło. Tego typu pragmatyzm dawał w przeszłości legendarnemu szkockiemu trenerowi wyniki, a Manchester United w ten sposób wielokrotnie odwracał losy meczów, które już wydawały się przegrane. Jednak tego wieczoru Ferguson nie wziął pod uwagę efektywności i sposobu gry Barçy; piłkarze byli zdeterminowani, by wygrać z honorem - jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Kiedy książka ta została opublikowana po raz pierwszy, Barça obchodziła stulecie istnienia. Kończyło się ono przepowiednią początku nowej ery, który nastąpi wraz z upadkiem Josepa Lluísa Nú?eza, bezkrólewiem Joana Gasparta i wyjściem na powierzchnię nowego, alternatywnego projektu zarządzania, zgrupowanego wokół młodego opozycyjnego ruchu Elefant Blau, co w 2003 roku doprowadziło do wybrania na prezydenta Joana Laporty, wspieranego przez Johana Cruyffa.
Zwycięstwo Barçy w rozgrywkach Ligi Mistrzów było koronnym osiągnięciem Laporty jako prezydenta. Jego kadencja rozpoczęła się od obiecujących trenerskich rządów Franka Rijkaarda, rozsławiła Ronaldinho, po czym pogrążyła się w porażkach na boisku i skandalach poza nim. Pomiędzy sezonami 2004/05 i 2008/09 Barça zdobyła trzy ligowe mistrzostwa, dwa Superpuchary Hiszpanii, jeden Puchar Króla i dwukrotnie zwyciężyła w Lidze Mistrzów - a wszystko to w czasie, gdy klubem zarządzał Joan Laporta. Pomijając już same trofea, Barça udowodniła, jak piękna może być piłka nożna.
Jimmy Burns, czerwiec 2009
Jordi Alba, L'Hospitalet de Llobregat - Adrian Brodziński, Mysłowice - Zbigniew Dzieciątkowski, Dąbrowa Górnicza - Denis Turek, Częstochowa - Monika Nowicka, Łódź - Adam Stanek, Będzin - Dominik Kaczmarczyk, Modliszewice - Szymon Olszewski, Janikowo - Andrzej Brut, Jawor - Damian Strzelecki, Bielsko-Biała - Krystian Szewczyk, Limanowa - Tomasz Wrzosek, Solec Kujawski - Marta Albecka, Gdańsk - Arkadiusz Piątkowski, Tomaszów Mazowiecki - Joanna Albecka, Gdańsk - Mateusz Petrykowski, Płock - Mariusz Derlacz, Dąbrowa Chotomowska - Adrian Lechowicz, Piekary Śląskie - Kamil Majerczak, Poznań - Piotr Włodarski, Poznań - Adriana Lotolc, Warszawa - Tomasz Jędrzejczyk, Zielonka - Rafał Ciereszko, Białystok - Krzysztof Lenarczyk, Międzychód - Dawid Jurczyk, Sosnowiec - Adrian Leks, Zawiercie - Jacek Dzido, Warszawa - Zbigniew Rosiak, Kwidzyn - Michał Wasilewski, Markuszowa - Paweł Pierucki, Karwiniec - Ryszard Windziorz, Kicin - Klaudia Zybała, Ostrów Wielkopolski - Łukasz Helak, Wieleń - Arkadiusz Spadek, Witkowice - Krzysztof Sikora, Poznań - Bartosz Markowski, Kołobrzeg - Aleksandra Baranowska, Bydgoszcz - Jakub Garal, Sopot - Tomasz Żukowski, Kobylnica - Sara Erdmann, Tarnowskie Góry - Tomek Zjawiński, Gościejewo - Grzegorz Pacoń, Gliwice - Franciszek Żukowski, Kobylnica - Mirosław Krakowiak, Tarnowskie Góry - Wojciech Korościk, Wałbrzych - Marzena Kaźmierczak, Piotrków Trybunalski - Dawid Włodarczak, Środa Wielkopolska - Kamil Kowalski, Grójec - Mateusz Klauziński, Łosice - Adam Donat, Piwniczna - Zdrój - Filip Żurawski, Warszawa - Jacek Rogulski, Garwolin - Jacek Okulski, Szczecin - Jarosław Zabrzeński, Nowy Sącz - Łukasz Michalski, Warszawa - Piotr Ćwikliński, Głowno - Damian Mazur, Stalowa Wola - Aleksander Kamiński, Środa Wielkopolska - Kamil Przybysz, Paprotnia - Michał Sokołowski, Połczyn-Zdrój - Filip Gazda, Strzyżów - Sławek Maślanka, Tarnobrzeg - Grzegorz Kucharek, Secemin - Beata Michalska, Warszawa - Jacek Zawadzki, Jedlnia Letnisko - Karol Ratajczyk, Poznań - Paweł Mosak, Morąg - Paweł Zięba, Sosnowiec - Patryk Kluczyński, Manchester United - Dawid Bolesta, Białystok - Paulina Subsar, Podrzewie - Sebastian Jędryka, Jastrzębie-Zdrój - Krystian Wiśniewski, Jeziorany - Dawid Kaczorowski, Konin - Mariusz Mączyński, Wrocław - Michał Julek Ignaciuk, Dobrzyniewo Duże - Przemysław Tychmanowicz, Biała Podlaska - Mirosław Sokołowski, Baranów - Dominik Grzesiak, Sandomierz - Kuba Szyll, Zabrze - Grzegorz Głód, Jasionka - Jarosław Paduszyński, Kielce - Bartosz Romanowski, Olsztyn - Sebastian Brzozowski, Wrocław - Patrycja Tomczak, Ustka - Grzegorz Bręczewski, Żory - Jakub Dwuit, Głuszyno - Marcin Mioduszewski, Warszawa - Ewa Okaj, Wrocław - Marcin Brusiło, Ładzin - Wojciech Smelczysz, Imielin - Rafał Olszewski, Nowogard - Kamil Konecko, Giżycko - Thomsoon Mazurczak, Kluczbork - Piotr Bathelt, Bielsko-Biała - Jacek Szczepanek, Czestochowa - Andrzej Wiśniewski, Świebodzin - Kamil Żmijweski, Lędziny - Rafał Zdunek, Wilczopole - Rafał Wyremba, Sosnowiec - Kacper Pych, Ostrów Mazowiecka - Kacper Stalewski, Biała Podlaska - Kuba Grolewski, Wolsztyn - Adam Misiak, Łódź - Marcin Grolewski, Wolsztyn - Paweł Dechnik, Stary Widzim - Piotr Michnowski, Czestochowa - Piotr Pierścionek, Sosnowiec - Łukasz Lal, Gdynia - Marek Kubaj, Knurów - Marcin Brodziak, Lublin - Marta Graban, Gdańsk - Michał Gojny, Rydułtowy - Paweł Mikulski, Unin - Andrzej Chmielnicki, Baniewice - Paweł Celiński, Zaolszynie - Oskar Olejarski, Blizne - Grzegorz Łączkiewicz, Chęciny - Karolina Kaczmarczyk, Słubice - Łukasz Baran, Kraków - Krzysztof Cwynar, Siekierczyn - Leszek Morzywołek, Bytom - Przemek Bąk, Łódź - Krzysztof Pyryt, Sosnowiec - Jolanta Grądziel, Tczew - Bartlomiej Radecki, Bucze - Michał Ciesiński, Siemianowice Śląskie - Agnieszka Hamerlińska, Toruń - Konrad Adamczyk, Miąsowa - Szymon Pieczko, Mrągowo - Maciej Łagos, Nieszkowice Wielkie - Bartłomiej Deptuła, Ostrołęka - Sylwia Zacharska, Krosno - Tomasz Lembicz, Koziegłowy - Szymon Salamondra, Łowicz - Aneta Matusik, Sienna - Mariusz Gorczycki, Tłumaczów - Kuba Lesko, Dundalk - Krzysztof Piszczek, Chełm - Michał Urbański, Łódź - Aleksander Janczarek, Warszawa - Elżbieta Sikora, Katowice - Radosław Pęcherzewski, Konin - Jakub Kamiński, Łódź - Piotr Radziewicz, Zduńska Wola - Leo Lasota, Kielce - Ola Lasota, Kielce - Andrés Iniesta, Fuentealbilla - Sebastian Sosnowski, Gliwice - Tomasz Adamczyk, Katowice - Marek Bernad, Czerwieńsk - Bartek Wrona, Bogoria - Łukasz Koczyński, Tuchola - Krzysztof Gierek, Krzyżanowice Dolne - Jakub Lenarczyk, Gostyń - Piotr Rychły, Bydgoszcz - Tomasz Mikołajczak, Wrocław - Tomasz Kopała, Nowogrodziec - Łukasz Idzik, Miechów - Dariusz Kuczob, Piekary Śląskie - Kacper Machi, Wrocław - Marcel Trzaskomat, Częstochowa - Krzysztof Nosiński, Banino - Piotr Sass, Wrocław - Łukasz Duran, Orzesze - Jakub Leśniak, Stoszyce - Beata Kunc, Kraków - Piotr Hejmej, Mszana Dolna - Krzysztof Michalski, Gostyń - Dawid Modzelewski, Ruda Śląska - Patryk Miniszewski, Łodzia - Barbara Bartosz, Tarnobrzeg - Krzysztof Kwieciński, Kolonia Dobratycze - Dariusz Dziedzic, Bartoszówek - Grzegorz Szafczyk, Tarnobrzeg/Poznań - Adrian Konopski, Chrząszczewo - Karol Gryglak, Siedlce - Marek Wycech, Warszawa - Łukasz Żukowski, Dyniska Nowe - Arkadiusz Olszewski, Susz - Mateusz Doniec, Łuczyce - Kasia Matysiak, Ostrów Wlkp. - Tomasz Józefiak, Poznań - Marcin Kurzydlak, Bełchatów - Marcin Lasota, Żyznów - Hubert Obarski, Radom - Edyta Kubiak, Bełchatów - Sławomir Cecelon, Inowrocław - Kamila Wrożyna, Wodzisław Śląski - Paweł Ślązak, Żary - Małgorzata Myszkiewicz, Żary - Natan Ślązak, Żary - Małgorzata Sowińska, Katowice - Magdalena Kardel, Jemieliste - Wojciech Krypczyk, Czerwionka - Damian Wójcik, Twardogóra - Mateusz Chrząszcz, Łódź - Damian Broda, Broniszów - Tomasz Orczyk, Kraków - Paweł Borkowski, Sulechów - Szymon Borkowski, Sulechów - Karol Kluszewski, Myszków - Piotr Dedyński, Więcbork - Sebastian Garus, Jankowice - Eliza Kamińska, Nasielsk - Krzykub Bartosik, Szczecin - Daniel Kosak, Jawor - Matteo Dyjak, Legnica - Barbara Wojtal, Katowice - Szymon Włoch, Maków Podhalański - Patryk Kosztowniak, Starachowice - Igor Iwanow, Kraków - Łukasz Marat, Warszawa - Mateusz Zajega, Olkusz - Maciej Dolatowski, Bolesławiec - Tomasz Staszczyk, Zimnowoda - Telesfor Drzewiecki, Poznań - Bartek Budnik, Kaczory - Kacper Czerwinski, WORCESTER - Aktiv Pro, Wiśniowa - Adam Tokarski, Bydgoszcz - Sebastian Damps, Reda - Marcin Tokarski, Inowrocław - Tomasz Kaczyński, Tczew - Grzegorz Jędrzejczyk, Częstochowa - Patrycja Lewandowska, Tczew - Michał Wieczorek, Pabianice - Dominik Formela, Luzino - Konrad Jakimiuk, Warszawa - Karol Tryniszewski, Grodzisk Mazowiecki - Bartosz Smykla, Collado Villalba - Maciej Szylewski, Chorzów - Filip Semeniuk, Szczecin - Kinga Kozińska, Perlejewo - Aleksandra Sulewska, Pruszcz Gdański - Kuba Michniewicz, Jastrzębie Zdrój - Tomasz Franczak, Gorzów Wielkopolski - Martyna Tomala, Bojszowy - Sławomir Stalbowski, Chełm - Maciej Haberek, Biecz - Krzysztof Skowronek, Wrocław - Kuba Słota, brak - Piotr Ząbkowski, Chrzanów - Tomasz Jankowski, Siedlce - Tomasz Lubowiecki, Jankowice - Oskar Cyranowicz, Warszawa - Jakub Bajor, Kolbuszowa - Ida Cieślak, Wrocław - Łukasz Nowak, Strzelno - Artur Adamiec, Lublin - Marcin Bednarz, Szczucin - Jakub Skrzypek, Gniezno - Wojciech Krotoszyński, Łódź - Adrian Kuran, Żyrardów - Filip Kamiński, Kobyłka - Roman Lisak, Lwówek Śląski - Karolina Kasprzak, Lublin - Krzysztof Wojtyła, Kalisz - Grzegorz Skipioł, Bojszowy Nowe - Katarzyna Matuła, Tarnów - Paweł Słowiński, Bogatynia - Adrian Maksymiec, Łabunie - Mateusz Wódka, Sochaczew - Bartosz Maślanka, Łochowo - Damian Kleniewski, Płońsk - Tomasz Loboda, Lubin - Dawid Hawryluk, Nysa - Maja Loboda, Lubin - Adam Wilk, Stare Dzieduszyce - Paweł Pasternak, Nysa - Robert Boński, Koszalin - Michał Droździel, Tomaszów Lubelski - Dariusz Gumienny, Kuźnia Raciborska - Piotr Żak, Brudzowice - Kasia Gać, Czyżowice - Miłosz Skowronek, Kadzidło - Michał Porębski, Sanniki - Maciek Skowronek, Kadzidło - Asia Kowalska, Poznań - Jakub Sylwesiuk, Garwolin - Leszek Pyrz, Dąbrowa Górnicza - Magdalena Topolska, Zelów - Dawid Pol, Brzeg - Daniel Cyperski, Gdańsk - Aleksandra Szulfer, Kamienica Szlachecka - Rafał Nieznaj, Charlęż - Przemysław Rychlica, Olsztyn - Jacek Zmarzlik, Kostomłoty Pierwsze - Paweł Fekner, Konin - Aleksandra Gronostaj, Mysłowice - Jakub Madaliński, Radlin - Rafał Sikorski, Morąg - Jakub Szpener, Szczecin - Michał Kaleciński, Pabianice - Andrzej Zieliński, Kożuchów - Paweł Lenkiewicz, Toruń - Arkadiusz Pucek, Wartkowice - Sandro Ramirez, Las Palmas de Gran Canaria - Tomasz Poznański, Nowa Sól - Marcin Dyc, Dąbrowa Górnicza - Patryk Potocki, Ruda Śląska - Mateusz Sochacki, Ruda Śląska - Daria Kumiec, Jełowa - Kacper Lipiński, Radzyń Podlaski - Beniamin Gizela, Łapalice - Milan Kozaczuk, Lubań - Paweł Szymczyna, Łąka Prudnicka - Adam Kwapisz, Bilcza - Piotr Niciejewski, Wrocław - Natalia Natkaniec, Wrocław - Michał Szyndlar, Rzeszów - Adrian Stokowski, Zabrze - Dominika Syrnicka-Hordejuk, Katowice - Michał Kozłowski, Skierniewice - Karol Barsolis, Poznan - Dawid Kołodziejski, Aleksandrów Kujawski - Adam Singh, Radziejowice - Jakub Witkowski, Trzcianka - Kinga Jacewicz, Przysucha - Rafał Pelc, Wałbrzych - Izabela Wajsman, Wodzisław Śląski - Marzena Kruz, Łazisko - Zuzanna Przybyłek, Tomaszów Mazowiecki - Krzysiek Pruszyński, Białystok - Stanisław Kuraś, Łętownia - Filip Solak, Łętowice - Dariusz Kmiecik, Brzeziny - Mikołaj Garbacz, Tomaszów Mazowiecki - Maciej Tarasewicz, Oława - Hubert Wieciołkowkski, Kraków - Marek Pleśniak, Wrocław - Mateusz Jakubowski, Ruda Śląska - Ewa Pleśniak, Wrocław - Robert Drozd, Dziegielow - Adrian Jamróg, Pstrągowa - Dawid Brzoza, Rybnik - Maciej Hełminiak, Gryfino - Paweł Jęczmionka, Syrynia - Marcin Ciszek, Warszawa - Sebastian Kowalik, Liszki - Piotr Derkowski, Pieniężno - Ilona Kulińska, Tomaszów Mazowiecki - Marcin Dziel, Długosiodło - Patrycja Sroka, Węgliniec - Filip Kaczmarski, Łódź - Mirella Plażuk, Olsztyn - Damian Zieliński, Wyszków - Krzysztof Rosiak, Ksawerów - Bartosz Kostyra, Granowo - Tomasz Semrau, Bydgoszcz - Bartek Luchowski, Zamość - Dawid Fafiński, Jastrzębie - Zdrój - Kamil Kostrzewa, Darłowo - Patryk Wyrostek, Wronów - Grzegorz Jędrych, Grabów Szlachecki - Artur Schroeder, Starogard Gdański - Violetta Wojdas, Mierzęcice - Daniel Król, Tarnów - Jakub Pieron, Świebodzin - Dawid Jakubiec, Międzybrodzie Żywieckie - Kacper Mamczarek, Chojnów - Michał Szczepankiewicz, Przemyśl - Kacper Horbacz, Słubice - Antoni Grabowski, Warszawa - Emil Korpalski, Rachcin - Michał Grabowski, Warszawa - Tomasz Jastrzębski, Kraków - Michał Podgórski, Piastów - Tomasz Skrzypczak, Poznań - Sebastian Januszkiewicz, Kalisz - Szymon Kupka, Kędzierzyn-Koźle - Hubert Malara, Busko- Zdrój - Łukasz Jarosz, Warszawa - Marek Veith, Skierniewice - Karolina Ryś, Bielsko-Biała - Przemysław Machnio, Radom - Michał Zaniecki, Rypin - Marcin Malec, Gryfino - Kinga Łuba, Ostrów Mazowiecka - Kacper Kogut, Korniaktow - Rafał Olędzki, Łapy - Dawid Jamrozy, Mysłowice - Paweł Kwiatkowski, Olsztyn - Michał Chytry, Gryfino - Mateusz Esmund, Jaworzno - Robert Stachowiak, Mieleszyn - Damian Leduchowski, Zgierz - Łukasz Galinski, Tuchola - Mateusz Werłos, Błogie Rządowe - Karol Błaszczyk, Opoczno - Krystian Kobus, Szczytno - Bartosz Kupajski, Sosnowiec - Bartosz Bańczyk, Orzesze - Dawid Sołtys, Legnica - Maciej Piętka, Zgierz - Mateusz Jaswig, Koczała - Katarzyna But, Malanów - Gabriela Lenard, Libusza - Kacper Niklas, Myślibórz - Michał Sawala, Poznań - Patrycja Gołąb, Poznań - Marcin Włoch, Zakopane - Sebastian Wieczorek, Lubliniec - Bartek Dziedzic, brak - Ja Kajstura, Chybie - Szymon Langiewicz, Trzęśniew Mały - Michał Poniewierski, Kielce - Izabela Kawon, Mysłowice - Artur Należnik, Mysłowice - Paula Chyży, Poznań - Grzegorz Kulig, Opole - Krzysztof Kawon, Koszęcin - Sebastian Kazaniecki, Toruń - Paulina Chmielewska, Bydgoszcz - Patryk Lubiński, Gdynia - Grzegorz Pogodziński, Gorzów Wlkp. - Konrad Parol, Otwock - Darek Wlazło, Przeworsk - Michał Ozimek, Lublin - Jarek Loroff, Sopot - Paweł Kotnarowski, Suwałki - Adam Grzybek, Opole - Adam Balczerski, Morąg\\Szczecin - Agnieszka Witkowska, Choinki - Michał Siwocha, Piotrków Trybunalski - Leszek Gemborys, Lublin - Piotr Musiał, Trzebinia - Tomasz Głaszczka, Sulbiny - Oskar Delipacy, Piotrków Trybunalski - Kamil Walaszek, Toki - Tomasz Siemieńczuk, Białystok - Krzysztof Godlewski, Wrocław - Bogdan Tarnecki, Szczecin - Artur Trzeszkowski, Warszawa - Małgorzata Seweryn, brak - Mariusz Kutnik, Biała podlaska - Sebastian Boguszewski, Łańcut - Filip Michalczyk, Piotrków Trybunalski - Mikey Tran, Warszawa - Monika Bui, Warszawa - Sebastian Boguszewski, Podkarpacie - Grzegorz Gajzler, Londyn - Rafał Kiełbratowski, Toruń - Marek Ostrowski, Żnin - Mateusz Moksik, Gorzów Wielkopolski - Diego Maradona, Lanús - Natalia Lecka, Warszawa - Anna Ryszka, Jaworzno - Piotr Godlewski, Józefów - Jakub Czerwiński, Wróblewo - Bartlomiej Powajbo, Wloclawek - Sławomir Glanc, Poznan - Marek Jakacki, Szczecin - Monika Misiorz, Drogomyśl - Tomasz Misiorz, Drogomyśl - Damian Kurczyk, Świętochłowice - Piotr Pętlak, Sochaczew - Adam Knychaus, Kalisz - Piotr Misiorz, Drogomyśl - Adrian Ludwiczak, Łódź - Bogdan Wiater, Opole - Andrzej Golonka, Poznań - Agnieszka Borek, Szczecinek - Magdalena Borek, Szczecinek - Angelika Grzybowska, Czartajew - Jarek Niedziałkowski, Gdynia - Błażej Dorau, Brusy - Jakub Patla, Lubatówka - Wiktor Zawielak, Reda - Kamil Kędziora, Bodzewo - Piotr Szmigiel, Toruń - Konrad Jakimiuk, Warszawa - Krzysztof Borek, Szczecinek - Magdalena Borek, Szczecinek - Łukasz Siwek, Ostrów Mazowiecka - Sebastian Krajciczek, Mikołów - Damian Sołdański, Ostróda - Krzysztof Miecznik, Lubawa - Łukasz Stanisławowski, Chicago - Andrzej Bieniek, Warszawa - Daniel Wiśniewski, Świesielice - Paulina Rodziewicz, Olsztyn - Elena Ciesielska, Płock - Dawid Nowacki, Łask - Marcin Kalaus, Dąbrowa Górnicza - Jakub Bajek, Radom - Michal Marchlewicz, Gdansk - Robert Darocha, Sokołów Malopolski - Piotr Świderski, Ełk - Paweł Bochenek, Brzeg - Seweryn Szczecina, Leszczyny - Piotr Dobrowolski, Legionowo - Adrian Michalski, Warszawa - Adrian Ignaszewski, Działdowo - Marek Murzyn, Bytom - Patrycja Cyran, Kraczkowa - Robert Zgadzaj, Warszawa - Daria Śniegucka, Leszno - Tomasz Urbański, Kaniewo - Jakub Szymczak, Zgierz - Robert Zajner, Katowice - Marcin Zając, Garwolin - Łukasz Petho, Kraków - Mariola Ogorzałek, Grybów - Przemysław Grasela, Tarnowiec - Daniel Krzywański, Głubczyce - Damian Jopek, Dobrzyca - Michał Pilichowski, Gdańsk - Dariusz Markiel, Szczecin - Adriana Kos, Zambrów - Paweł Szymczyk, Koluszki - Marek Piotrzkowski, Gdańsk - Krzysztof Fiema, Wola Batorska - Klaudia Kowalzyk, Warszawa - Łukasz Banach, Koszalin - Bartosz Sikora, Dzierźoniów - Marek Sikora, Dzierźoniów - Bożena Sikora, Dzierźoniów - Piotr Krzak, Ostrowiec Świętokrzyski - Sylwia Puchalska, Kraków - Emilia Chmiel, Brudzyno - Marek Hybiak, Luboń - Patryk Gałuszka, Dąbrowa Górnicza - Jacek Lubos, Kamienica - Michał Kuca, Budwity - Paweł Kazimierczak, Myszków - Wojciech Klafczyński, Juszkowo - Karolina Badeja, Łaziska Górne - Paweł Woźnicki, Warszawa - Marian Kowalski, Kraków - Mateusz Kołomański, Skarżysko-kamienna - Karolina Cetera, Wrocław - Kuba Nowakowski, Kraków - Patryk Bukowski, Chełmno - Norbert Sarnowicz, Bielsk Podlaski - Marek Jasiński, Jelenia Góra - Patryk Grygorowicz, Hajnówka - Dariusz Stamirowski, Łódź - Korba Sobierska, Gliwice - Izabela Jaworska, Gdańsk - Nikola Skóra, Tarnów Opolski - Andrzej Kaczyński, Ostrów Mazowiecka - Sebastian Chłopek, Śeiętochłowice - Tomasz Wojdaszka, Końskowola - Beata Wojdaszka, Końskowola - Mateusz Grochowiecki, Łódź - Przemysław Romanowski, Ostrowiec Świętokrzyski - Monika Szymkiewicz, Szczecin - Paweł Kuś, Dęblin - Rafał Gdański, Strzelce - Dawid Kin, Mszana - Jerzy Sowiński, Ozorków - Gabrysia Igałowicz, Oława - Luiza Kowalewska, Lębork - Julia Pieprz, Rawicz - Karolina Pieprz, Rawicz - Piotr Sobiech, Krasiejów - Łukasz Węsek, Warszawa - Beata Bielak, Mirsk - Krzysztof Frączek, Łupowo - Marta Kozłowska, Gdańsk - Marcin Grabowski, Warszawa - Patrycja Kaszuba, Boronów - Krystian Zduńczyk, Chojna - Mirosław Zajdler, Bydgoszcz - Michał Ocipka, Łomna - Bartłomiej Kulesza, Stare Wykno - Mateusz Tytko, Paczków - Jarosław Trawiński, Warszawa - Paweł Duzinkiewicz, Jelenia Góra - Dick Krzywy, Chotomów - Tomasz Morzuch, Toruń - Karol Zębala, Miechów - Dominik Chęciński, Giebułtów - Marcin Urban, Pleszew - Tomasz Palka, Skrzyszów - Michalina Palka, Wodzisław Śl. - Wojtek Kucz, Tychy - Paweł Walkosz, Szaflary - Jan Jermak, Szczecin - Paweł Ochowiak, Nekla - Stefan Michalczyk, Mrągowo - Sebastian Piłat, Lublin - Konrad Bartuzel, Łódź - Łukasz Meyer, Lębork - Michał Szafran, Luboń - Paweł Jarecki, Olsztyn - Tomasz Proc, Warszawa - Marcin Mucha, Opole - Paweł Mękalski, Chełm - Franciszek Bartuzel, Łódź - Tomasz Limanówka, Limanowa - Artur Korneszczuk, Wohyń - Patryk Szczęch, Orneta - Mateusz Babiec, Czermin - Artur Wenecki, Zamość - Igor Mazurkiewicz, Zduńska Wola - Grzegorz Bylczynski, Szczecin - Konrad Nawrocki, Warszawa - Claudio Bravo, Buin - Dominik Sobański, Wrocław - Piotr Kita, Łask - Piotr Więckowicz, Strychy - Wojciech Baran, Wilga - Michał Karpiński, Lublin - Grzegorz Dulnik, Lubsko - Bartosz Kurpiel, Prudnik - Wojciech Mosakowski, Włocławek - Joanna Ciępka, Prudnik - Wojciech Kurpiel, Prudnik - Filip Chmielewski, Chodzież - Michal Osiak, Limerick - Wojciech Napiórkowski, Kwidzyn - Paweł Majdański, Warszawa - Michał Soja, Skarżysko-Kamienna - Sebastian Grzelczak, Łódź - Damian Stasiak, Kalisz - Piotr Kurek, Gościno - Szymon Pawlik, Częstochowa - Mateusz Błaszczyk, Lubin - Patryk Purgal, Częstochowa - Wojtek Bąk, Tarnobrzeg - Łukasz Sularz, Siemianowice Śląskie - Piotr Białka, Paterek - Piotr Picher, Kalisz - Rafał Okuński, Żochowo - Kamil Szymczak, Tomaszów Mazowiecki - Michał Kruczek, Meszna - Dawid Baran, Nowy Sącz - Piotrek Ziółek, Ślepowron - Mateusz Banasik, Będzin - Michał Sarlej, Wrocław - Wiktor Orłowski, Głowno - Mikołaj Lubera, Kolbuszowa - Marcin Krajewski, Zabrze - Krzysztof Graczyk, Łódź - Piotr Sztwiertnia, Wisła-Jawornik - Artur Tarasewicz, Koszalin - Krzysiek Borowik, Drzonów - Marcin Prokop, Huntingdon, UK - Wojciech Tomaszewicz, Pasłęk - Dawid Kania, Warszawa - Bartek Pietryka, Czajkowa - Mariusz Mroczek, Jastrowie - Mateusz Sumara, Kraków - Krzysztof Wytrzyszczak, Chromiec - Monika Krzysztofik, Warszawa - Eugeniusz Wytrzyszczak, Chromiec - Mikołaj Aksamit, Miechów - Michał Kaleta, Kielce - Sławek Broda, Cewice - Michał Drzażdżewski, Tczew - Aleks Aftyka, Lubartów - Szymon Krotowicz, Świętochłowice - Szymon Podwin, Wrocław - Piotr Kasza, Łączyn - Gosia Karasiewicz, Kuligów - Michał Małyjasiak, Kalisz - Jakub Kopyto, Soborzyce - Kamil Koziej, Lublin - Dawid Ochrymuk, Biała Podlaska - Rafał Olkowski, Maków Mazowiecki - Bogumił Szafrański, Brzesko - Paweł Okunowicz, Białogard - Dawid Jędraszyk, Krośnice - Piotr Okunowicz, Białogard - Piotr Urbanowicz, Widok - Paweł Czanasz, Biłgoraj - Konrad Krakowiak, Stąporków - Maciej Michalak, Wrocław - Rafał Szarwark, Wola Rogowska - Jan Zeleny, Dabrowa Gornicza - Krzysztof Konefał, Lębork - Ola Krzesiak, Mikołów - Dawid Lenkiewicz, Białystok - Bartłomiej Banaszek, Warszawa - Arkadiusz Piętkowski, Łódź - Wojciech Gołębiowski, Wrocław - Tomasz Borowski, Toruń - Michał Pietrzykowski, Zduńska Wola - Piotr Piśnicki, Gliwice - Tomasz Ożarowski, Tomaszów Lubelski - Krzysztof Woroncow, Ostrołęka - Kamil Pakuła, Zbytków - Michał Metryka, Tczew - Radosław Zakowicz, Owczary - Robert Jadowski, Gowarzewo - Adrian Szwalbe, Wrzoski - Małgorzata Fryc, Uchacze - Jakub Skwarek, Piła - Arkadiusz Turek, Warszawa - Tomasz Chmielowiec, Łaziska Górne - Diana Mikołajczyk, Piła - Tomasz Jóźwik, Warszawa - Marcin Pasik, Lublin - Adam Miśko, Młynkowo - Konrad Wojda, Ostrowiec Świętokrzyski - Aleksandra Wiejak, Warszawa - Halina Dobrzańska, Bytom - Daniel Wąsik, Szczepankowo - Mariusz Dąbrowski, Częstochowa - Igor Plewa, Ustka - Tomasz Czapiewski, Piła - Rafał Gromek, Łódź - Marcin Marczuk, Biała Podlaska - Arkadiusz Gawełczyk, Ruda Śląska - Alan Skup, Siedlce - Jakub Jazdzewski, Świecie - Patryk Pyrka, Wrocław - Karolina Korlaga, Kolonia Gręzówka - Damian Mosiejczuk, Kobyłka - Jakub Borgosz-Fojcik, Wodzisław Śląski - Piote Pawlik, Rudna - Bartosz Głów, Wągrowiec - Mariusz Marzec, Radom - Sebastian Skwirowski, Dra - Florian Kasprzyk, Kadłub Turawski - Rafał Kunicki, Radom - Marcin Kacprzak, Radom - Krzysztof Szalski, Bydgoszcz - Jakub Hojoł, Wieliczka - Łukasz Żejmo, Gorzów Wielkopolski - Robert Bak, Czestochowa - Przemysław Dobreńko, Białystok - Rafał Sularz, Siemianowice Śląskie - Jakub Sobaszkiewicz, Strzałkowo - Dominik Juraś, Złota - Paula Jędrych, Marki - Adrian Prachniak, Gdańsk - Paweł Jakubowski - Pożyczka, Berlin - Andrzej Myszkowski, Kikół - Bartosz Czerwinski, Poznan - Bartosz Kuwak, Stargard - Andrzej Starzak, Poznań - Sebastian Zgrzebny, Częstochowa - Bartosz Buksiński, Katowice - Maciej Kempny, Strumień - Wojciech Gibiec, Kraków - Karol Piwowarczyk, Hamburg - Łukasz Lepianko, Rejowiec Fabryczny - Rafał Bąk, Wrocław - Paweł Kostka, Bytom - Marcin Stefan Wójcik, Łódź - Marcin Staśko, Legnica - Daniel Truchanowicz, Tczew - Adam Wawrzeń, Sosnowiec - Tomasz Miętkiewicz, Zagórnik - Mateusz Jaszczak, Wandzin - Marcin Wocial, Kąpino - Sebastian Szmajdka, Konin - Łukasz Jereczek, Szczecin - Rivaldo, Recife - Patryk Barczykowski, Rawicz - Krzysztof Muszyński, Legnica - Adam Madaliński, Grzegorzew - Grzegorz Styś, Stargard - Michał Sorbian, Braniewo - Michał Gajocha, Sosnowiec - Slawomir Bielawski, Czernice Borowe\\Calgary - Patryk Kubik, Głogów - Daniel Garbas, Jaworze - Michał Kramek, Zabrze - Dawid Wojciechowski, Gostyń - Przemysław Pawlik, Kamyk - Piotr Rodzoś, Warszawa - Patryk Bełcikowski, Pułtusk - Paweł Janusz, Lubin - Kacper Niebrzydowski, Włocławek - Michał Mucha, Łódź - Stanisław Meuś, Warszawa - Arkadiusz Wasiak, Opole - Robert Konowalski, Gniezno - Mateusz Trepka, Kalisz - Krzysztof Woźniak, Pleszew - Tomasz Wach, Głogów - Grzegorz Gręda, Sosnowiec - Joanna Drożdż, Myślenice - Michał Gilewski, Gliwice-Sieroty - Dawid Bugaj, Debrzno - Mikolaj Wozniak, Londyn - Mateusz Kobylarczyk, Jaworzno - Michał Sobejko, Gliwice - Maciej Jodkowski, Warszawa - Maciej Sokołowski, Rzeplin - Adam Kabiesz, Katowice - Dariusz Michnowski, Warszawa - Marcel Nahacz, Jarosław - Bartosz Płocharczyk, Korsze - Pawel Juszczyk, Bydgoszcz - Jakub Stylok, Tychy - Jarek Czołgoszewski, Iława - Hubert Skiba, Brody - Przemysław Gruszfeld, Warszawa - Sebastian Polojko, Gdynia - Konrad Bachowski, ALV - Alicja Smarduch, Wojsław - Piotr Nawrocki, Warszawa - Jarek Jabłoński, Łódź - Kamil Demaj, Gromadka - Jacek Popławski, Bytom - Michał Chwast, Olkusz - Radoslaw Gierasimiuk, Siedlecin - Tomasz Szydelko, Opole - Patryk Kawala, Opole - Mateusz Smagło, Wadowice - Tomasz Stanek, Pińczów - Szymon Wieczorek, Katowice - Michał Porczak, Drawsko Pomorskie - Bartosz Borowicz, Więcbork - Dominik Jakieła, Lubatowa - Maciej Zygmunt, Mazańcowice - Konrad Kuźnia, Sosnowiec - Łukasz Żurek, Miechów - Tomasz Kampinho, Opole - Mariusz Karoń, Sobiesęki - Adrian Perzanowski, Mińsk Mazowiecki - Piotr Templin, Elbląg - Grzegorz Klima, Ruda Śląska - Tobiasz Nowak, Tuchorza - Tomasz Gawroński, Bydgoszcz - Robert Jonik, Elbląg - Olivier Koziołek, Szczecin - Dawid Wróbel, Chocianowice - Dawid Koziołek, Szczecin - Michał Piątkowski, Nowogard - Sławomir Szocik, Poznań - Natalia Koziołek, Szczecin - Mateusz Potreć, Braniewo - Damian Dębiński, Lutomiersk - Andrzej Kozłowski, Żory - Lucjan Gmiąt, Rybnik - Paweł Woroniecki, Białogard - Piotr Łubiarz, Lublin - Przemysław Rymkiewicz, Olsztyn - Michał Kosiela, Łowicz - Tomasz Paczkowski, Toruń - Gosia Kwiatkowska, Toruń - Marek Paczkowski, Toruń - Karol Juszyński, Kolbuszowa - Mateusz Piechowski, Włoszczowa - Marcin Hułas, Lublin - Wojtek Konieczny, Rybnik - Jakub Kaźmierski, Sochaczew - Bartosz Sudek, Mielec - Mikołaj Zimny, Poznań - Mateusz Ratajczak, Leszno - Rafał Tomczyk, Radzionków - Michał Dąbrowski, Biesiekierz - Tomasz Bakalarczyk, Kielce - Przemek Pacholczyk, Radomsko - Grzegorz Janas, Wodzisław Śląski - Łukasz Grzebiński, Osiek Jasielski - Wojciech Kozłowski, Mikołów - Mariusz Lewandowski, Białystok - Mateusz Tomaszewicz, Ujście - Sebastian Kunicki, Katowice - Robert Ratajczak, Dąbrowa Górnicza - Marcin Michalski, Końskie - Michał Pożoga, Jelenia Góra - Kamil Stefanik, Kraków - Bartosz Dolnik, Borynia - Filip Pańczyk, Rybnik - Marcin Dobrowolski, Wadowice Górne - Wojciech Krzywanowski, Żółtańce - Jakub Krzywanowski, Żółtańce - Kacper Krzywanowski, Żółtańce - Wojciech Oszczakiewicz, Gaudynki - Klaudia Odroniec, Poznań - Paweł Kocot, Szczecin - Łukasz Gamoń, Żory - Rafał Ducki, Kętrzyn - Jurek Sedlaczek, Przemyśl - Sebastian Hudycz, Jarosław - Piotr Gabas, Wieluń - Wojciech Gajewski, Zabrze - Mirosław Wiencek, Olesnica - Emanuela Włodarczyk, Opoczno - Piotr Skonieczny, Tczew - Robert Frycz, Tomaszów Mazowiecki - Patrycja i Tomasz Calik, Horst - Grzegorz Fikus, Namysłów - Mateusz Szydłowski, Zabrze - Krzysztof Szlaski, Międzyzdroje - Rafał Kwiatek, Huta Stara - Kuba Lewandowski, Kokoszki - Anna Dziuba, Żagań - Jakub Macała, Wrocław - Marcin Zelewski, Łaziska Górne - Cyryl Kuczera, Ostrów Wlkp. - Lukasz Omernik, Wejherowo - Artur Pilch, Kraków - Michał Ziarko, Kraków - Patryk Kawala, Szczebrzeszyn - Mariusz Kosień, Osielsko - Daniel Iwan, Koszalin - Bartłomiej Pikulski, Lubiana - Marcin Kobuszyński, Kościan - Filip Schornak, Wejherowo - Paweł Podgórski, Mława - Dawid Rajewski, Kutno - Marcin Marzec, Plewiska - Wojciech Szugalski, Bobolice - Thomas Vermaelen, Kapellen - Szymon Kożuchowski, Wołczyn - Maciej Chmara, Gdynia - Michal Czelusta, Zakrzyn - Marcin Onufryjuk, Białystok - Paweł Mazurek, Kąty I - Marek Korpula, Piekoszów - Mateusz Korpula, Piekoszów - Bartłomiej Górka, Myślenice - Sebastian Wojewski, Bytów - Wojciech Papiernik, Czerwionka-Leszczyny - Szymon Wawrzyczek, Piekary Śląskie - Jakub Boczek, Bielsko-Biała - Marcin Kiliszek, Warszawa - Oskar Kosnowski, Izabelin-Dziekanówek - Rafał Kozłowski, Koluszki - Anna Burdzicka, Siedlce - Sebastian Świerkot, Katowice - Tomasz Toman, Biesowice - Mateusz Czuszel, Szczecinek - Dariusz Niepsuj, Goleniów - Grzegorz Marianek, Ustroń - Bożena Marianek, Ustroń - Izabela Marianek, Ustroń - Karol Włodarski, Kutno - Tymon Jagła, Toruń - Agnieszka Kowalcze, Ruda Śląska - Michał Brzózka, Chrzanów - Tomasz Nowak, Głowno - Wiktor Soboń, Olsztyn - Mateusz Bartocha, Głogów - Filip Kluzik, Tarnów - Adrian Kazimierczak, Kielce - Piotr Wilusz, Korczyna - Klaudia Wałaszek, Tarnów - Patryk Łukasiewicz, Koronowo - Tomasz Woźnicki, Łódź - Dawid Grzelak, Kazimierz Biskupi - Tomasz Mitura, Warszawa - Dawid Dziadura, Wilcza Wola - Marcin Rejek, Brzeg Dolny - Łukasz Dąbrowski, Koronowo - Jacek Jaszczyk, Grudziądz - Dawid Nadolski, Czerwionka-Leszczyny - Wojciech Świerczyński, Radom - Łukasz Pruciak, Rudziczka - Igor Brzeziński, Dańków - Maciej Szwarc, Zaręby Koscielne - Krzysztof Tokarz, Opole - Robert Konieczny, Imielin - Maciej Wiśniewski, Pszczyna - Daniel Puławski, Łomża - Przemysław Cybulski, Gdynia - Sebastian Pagacz, Jadowniki - Bartosz Uryga, Katowice - Tomasz Warych, Jaroszów - Mateusz Możyłowski, Częstochowa - Daniel Szamatowicz, Lębork - Michał Gatner, Lubliniec - Wiktor Gatner, Lubliniec - Paweł Jędrzejewski, Strzałkowo - Michał Niepsuj, Dywity - Łukasz Skowroński, Łódź - Mateusz Długosz, Kielce - Karolina Koszycka, Białystok - Mateusz Sulima, Ozorków - Bartosz Cal, Zielona Gora - Paweł Masełko, Pińczów - Piotr Zawieja, Krakow - Sławek Wojdowski, Trzebień - Ariel Walczak, Bytom - Przemysław Kacprzak, Ciechanów - Daniel Chmielewski, Warszawa - Kamila Surma, Nowy Sącz - Angelika Zawada, Kraków - Mateusz Nadolski, Leszczyny - Paweł Sadowski, Janowice Wielkie - Sebastian Kiełczewski, Poznań - Grzegorz Pawełczyk, Świnoujście - Michał Grzyb, Waleńczów - Piotr Siwicki, Recklinghausen - Łukasz Klechniowski, Kraków - Dominik Lipka, Łódź - Krzysztof Szczepanek, Szczytno - Kamil Reiss, Bielsko-Biała - Mikołaj Sztachera, Janowiec Wielkopolski - Andrzej Perduta, Toruń - Adaś Lademann, Gdańsk - Daniel Michalski, Łęczyca - Sebastian Romejko, Szczecinek - Tomasz Brząkała, Wrocław - Jacek Harmata, Paczków - Konrad Fajferek, Jawiszowice - Beata Pabian, Łoniowa - Weronika Walczak, Lipia Góra - Roman Zebrowski- Kosiec, London - Łukasz Jereczek, Szczecin - Jakub Krawczun, Wrocław - Kacper Russ, Serock - Adam Nikodem, Wrocław - Jarek Szwarc, Mosina - Ernest Kozłowski, Bobrowniki - Roni Myczek, Trzcianka - Maciej Łazanowski, Rzeszotary - Kacper Napurka, Warszawa - Jarosław Piewko, Gliwice - Grzegorz Pacud, Boronów - Witek Skrzycki, Jarosław - Konrad Puton, Radom - Marlena Sowińska, Legnica - Paweł Bernaś, Osjaków - Piotr Byzia, Ostrów Wielkopolski - Paweł Czwerenko, Przemyśl - Bartosz Brzozowski, Krapkowice - Bartosz Kociołek, Środa Wielkopolska - Olek Dziekan, Koszalin - Patrycja Wawrzyńczak, Środa Wielkopolska - Paweł Krajewski, Kraków - Mihał Piotrowski, Głogów - Łukasz Nagórek, Sierpc - Agnieszka Rezler, Kruszwica - Marcin Iwanowiec, Brzeg - Michał Słomski, Żurowa - Mateusz Zielonka, Ruda Śląska - Damian Szczesniak, Dąbrówka Nowa - Dariusz Szymański, Szczecin - Mariusz Sandurski, Siedlce - Paweł Hutnik, Katowice - Mariusz Knopek, Mielec - Paweł Hutnik, Katowice - Rafał Mucha, Miedzichowo - Jarek Kaminiów, Katowice - Daria Bartniczak, Bielsko-Biała - Przemysław Ozga, Wola Raniżowska - Maciej Grzegorzewski, Pabianice - Michał Walewski, Żary - Mirosław Rybacki, Gniezno - Artur Jarek, Kobylanka - Jakub Wilczyński, Skierniewice - Anna Babiarz, Wieprz - Aleksander Ciesielski, Rogowo - Rafał Rolek, Białki - Tobiasz Górski, Ślesin - Michał Szerszeń, Dębica - Weronika Pałucka, Drążna - Erwin Marecki, Kraków - Łukasz Płuciennik, Zabrze - Michał Piaseczny, Łódź - Paweł Kozik, Kraśnik - Daniel Frydlewicz, Kartuzy - Sándor Kocsis, Budapeszt - Adam Piątkowski, Szwendrowy Most - Jacek Motyka, Sosnowiec - Bartłomiej Pyka, Kraków - Klaudia Stramska, Piotrków Trybunalski - Krzysztof Biegas, Szczecin - Mikołaj Bednarczuk, Lębork - Mateusz Błażejczak, Rakoniewice - Tomasz Piech, Brzeźno - Aleksander Ćwięk, Chorzów Batory - Ryszard Ćwięk, Chorzów Batory - Dawid Mańka, Zabrze - Ola Graul, Chojnice - Tadeusz Walaszek, Łódź - Robert Jakielski, Koronowo - Krzysztof Sałata, Aleksandrów Łódzki - Maciej Dobrogowski, Wasilków - Mateusz Mazur, Kraków - Konrad Dukowicz, Chicago - Natalia Bień, Biłgoraj - Patryk Michajewicz, Leszno - Janusz Wakieć, Braniewo - Krzysztof Ciacho, Londyn - Krzysztof Kosciowski, Białogard - Krzysztof Krempa, Mielec - Łukasz Ochociński, Warszawa - Szymon Igła, Koszalin - Paweł Ruszkiewicz, Rękoraj - Marian Opęchowski, Biskupiec - Katarzyna Opęchowska, Biskupiec - Adrian Seruga, Krakow - Sebastian Śniechowski, Wołów - Damian Zmuda, Szczedrzyk - Konrad Kozłowski, Wasilków - Marek Kotynia, Częstochowa - Radosław Leszek, Siemianowice Śląskie - Damian Pękala, Wieniawa - Natalia Grabowska, Schodnia - Piotr Wojciński, Police - Kamil Łach, Proszowice - Dorota Masny, Jastrzębie - Krzysztof Groworek, Turza Śląska - Jarosław Lach, Częstochowa - Jarosław Lach, Miłochniewice - Łukasz Sapota, Częstochowa - Wojciech Michałowicz, Strzegom - Krzysiek Stępień, Busko-Zdrój - Gwidon Menelewicz, Niechanowo - Zenon Celeban, Szczecin - Paulina Dąbrowska, Gliwice - Oktawian Baranowski, Prokowo - Katarzyna Radwańska, Kraków - Sławomir Kujawski, Stadtallendorf - Jakub Bujak, Promnik - Mateusz Mróz, Promnik - Patryk Fleiszok, Czerwionka - Mateusz Runowski, Rokietnica - Aleksander Tabor, Warta Bolesławiecka - Ludka Gałkowska, Knurów - Kamil Adamczewski, Łódź - Patryk Bębenek, Jelenia Góra - Dawid Bartkowski, Płock - Karina Bocian, Złoczew - Jan. Marcin Dankiewicz, Wrocław - Maciej Wawrzak, Częstochowa - Stefan Stefanów, Zielona Góra - Kuba Klinkiewicz, Stryków - Arkadiusz Kacała, Wągrowiec - Konrad Serotiuk, Lewin Brzeski - Adrian Czapla, Głuponie - Sebastian Tabaka, Ciechanów - Maciej Pluta, Sztum - Filip Kuchciński, Katowice - Patryk Kowalski, Miesiączkowo - Łukasz Zawadziński, Malbork - Kacper Adamiak, Głogów - Alan Mirota, Starachowice - Albert Błaziak, Fajsławice - Konrad Piwarski, Radom - Maciej Piwowar, Zbydniów - Karol Gwizdała, Skórcz - Grzegorz Plichta, Warszawa - Kamil Iwancewicz, Brodnica - Bartosz Łysikowski, Siejew - Bartek Macalik, Gliwice - Piotr Kedziora, Szczecin - Bartłomiej Płonka, Kosina - Jakub Falarz, Lipiny - Kamil Korycki, Gorzów Wlkp. - Jarosław Szeps, Toruń - Andrzej Pietraszewski, Wodzisław Śląski - Wojciech Zbysiński, Iława - Maciej Kłodowski, Glinik Polski - Michał Błaszczyk, Masterinho - Bartłomiej Herda, Wodzisław Śląski - Kamil Rudalski, Łódź - Adrian Chojecki, Poznań - Kacper Łakomiec, Starachowice - Michał Jurkiewicz, Ostrzeszów - Łukasz Cebula, Szczecin - Bartek Wendt, Kaczory - Jakub Pyłka, Radom - Mikołaj Nowak, Sulejów - Piotr Borkowski, Sokołów Podlaski - Dawid Kutaj, Szyk - Łukasz Zezula, Warszawa - Kamil Jazowy, Marcyporęba - Mikołaj Łukasiak, Słupsk - Marcin Kiełbik, Barcelona - Damian Kurek, Tomaszów Lubelski - Adrian Gadomski, Górsk - Krzysztof Franczak, Lębork - Paweł Gieroń, Szczecin - Mateusz Warmiński, Działdowo - Arkadiusz Miszewski, Bytom - Maciej Moderski, Częstochowa - Mateusz Łożyński, Żabiny - Hubert Poliński, Łódź - Kuba Saletra, Starachowice - Tomasz Czarniecki, Glasgow/Brzeszcze - Patryk Kuczyński, Ostrołęka - Łukasz Waliński, Inowrocław - Jerzy Kiędyś, Hajnówka - Dominik Paluszkiewicz, Sosnowiec - Przemek Ślebocki, Kutno - Monika Nawrot, Kraków - Łukasz Gryć, Prabuty - Igor Kaczorkiewicz, Konin - Jakub Lisiewicz, Kargowa - Amadeusz Janiak, Turek - Pawel Antos, Gdansk - Klaudia Satora, Kraków - Pawel Kardas, Stargard - Daniel Okrajek, Jelenia Góra - Mateusz Przybyłowicz, Ostrów Wielkopolski - Adam Jędrzak, Warszawa - Mateusz Gerula, Drawsko Pomorskie - Mariusz Halman, Sulmin - Mateusz Wełpa, Borkowice - Paweł Zieleniewski, Białystok - Adam Andrzejewski, Inowrocław - Błażej Dominowski, Szprotawa - Adrian Skowronek, Lublin - Zuzanna Staszak, Inowrocław - Artur Kowalik , Płońsk - Mateusz Andryszak, Rybnik - Szymon Dudek, Pyskowice - Adrian Nawaliński, Chudów - Krzysztof Papież, Jadowniki - Samuel Eto'o, Duala - Jakub Bąk, Staniątki - Daniel Górszczak, Sułkowice - Grzegorz Sajko, Warszawa - Adrian Król, Dobrzewino - Regina Białowąs, Besko - Julia Dziewanowska, Frombork - Dominik Kiełtyka, Miechów - Bartosz Barnaś, Mielec - Dominik Suski, Grzechynia - Jarosław Gładosz, Lubartów - Damian Skowron, Piekary Śląskie - Daniel Pastuszka, Skarżysko-Kamienna - Dawid Skorupka, Krajewice - Maciej Lenartowski, Szczecin - Łukasz Ślusarczyk, Bogatynia - Maciej Urban, Rąbień - Marcin Chorążyczewski, Borek - Michał Kowalczyk, Łowicz / Kobiele Wielkie - Tomasz Sobolewski, Wałcz - Filip Otchere, Słupca - Maciej Krytowski, Żarki - Jakub Zalewski, Żabi Róg - Adrianna Kurzyńska, Katowice - Kamil Komsta, Iława - Małgorzata Zdunek, Lewin Brzeski - Jan Rosner, Warszawaw - Bartosz Grzeszczuk, Parczew - Kamil Kołsut, Kamień Krajeński - Artur Uberna, Ziębice - Adrian Smoliński, Warszawa - Michał Mazurek, Polkowice - Dominik Łata, Radziszów - Paweł Poręba, Mysłowice - Aleksandra Mak, Poznań - Marcin Miączyński, Ciechanów - Jakub Kowalski, Łankiejmy - Jakub Witkowski, Gdańsk - Damian Mateja, Szczepanek - Piotr Kaszczuk, Warszawa - Damian Róg, Iwierzyce - Damian Bondyra, Tomaszów lubelski - Jan Komosiński, Warszawa - Krzysztof Rybowicz, Wilczyska - Maciej Podgórski, Warszawa - Piotr Mizerski, Łódź - Łukasz Wilczyński, Poznań - Mateusz Wojtyra, Wieluń - Kamil Zimnol, Miedźna - Patryk Bąk, Humniska - Andrzej Kurzyński, Katowice - Henryk Kaliski, Szczecin - Damian Śmich, Opole Lubelskie - Aleksandra Jonczak, Olsztyn - Jacek Lubos, Psary - Jarek Dudziński, Gdańsk - Monika Białowąs, Besko - Michał Lasek, Pszczyna - Adam Kowalczyk, Poznań - Michał Wawrzyniak, Bydgoszcz - Wiktor Knop, Orzechów - Piotr Wojtysiak, Ostrów Wielkopolski - Łukasz Matusik, Kraków - Dawid Leśniak, Pieniężno - Weronika Białowąs, Besko - Kamil Tyszewski, Łomazy - Karina Michalak, Opalewo - Damian Markiewicz, Radom - Marta Barczewska, Tczew - Wikto Zadrożny, Rębkowo - Teodor Luks, Nowa Ruda - Justyna Fałek, Łódź - Przemysław Maj, Zubrzyca Dolna - Bartosz Pudliszak, Pobiedziska - Michał Kurowski, Nowy Sącz - Marcin Gajewski, Ostrowiec Świętokrzyski - Cezary Bosiak, Susiec - Wojciech Lewandwoski, Kazimierzewo - Łukasz Pakulski, Stare Miasto - Jakub Micyk, Kraków - Zbigniew Paleta, Sosnowiec - Mikołaj Choja, Kalisz - Łukasz Trzeszczak, Pabianice - Wiktor Zadrożny, Rębkowo - Paweł Żagan, Bielsko-Biała - Mateusz Brenkus, Zwoleń - Kamil Buko, Czyżowice - Dariusz Zajac, Szczecin - Damian Bondyra, Grabowica - Karol Jurusik, Osiek Jasielski - Justyna Heryng, Poznań - Bartłomiej Uchto, Sędziszów - Sebastian Blaszke, Puck - Dawid Majewski, Wichrowice - Mikołaj Okupniak, Oborniki - Cyka Blyat, orkowo - Sebastian Bombicki, Gdańsk - Wojciech Rakszawski, Przemyśl - Mateusz Zych, Warszawa - Szymon Grabowski, Oświęcim - Mariusz Pypeć, Pawłowice - Tomek Dmitrzak, Trepcza - Maciej Cebula, Kochanowice - Grzegorz Korczak, Stryszawa - Mateusz Kula, Mielec - Agata Wierzchoń, Kamień - Mateusz Stopka, Jasienica - Krzysztof Ćwirta, Krasnystaw - Rafał Ścibor, Radom - Aleksandra Kucharska, Brzeźnica - Dawid Szustak, Nalewajków - Damian Gołuchowski, Częstochowa - Bartosz Maciołek, Siedlce - Maciej Sobieraj, Tczew - Kacper Włodarczyk, Niedośpielin - Emil Rezler, Osjaków - Mikołaj Czekryszew, Włocławek - Kuba Skrzypski, Reda - Bartosz Hendrysiak, Ostrzeszów - Michał Dmuch, Chełm - Nikola Cebula, Pludry - Joanna Wasik, Kraków - Marek Pniewski, Siedlce - Mateusz Chelli, Żyrardów - Szymon Staroń, Dębica - Artur Tkaczyk, Chełmo - Filip Strocki, Warszawa - Anna Bakuła, Barcząca - Paweł Jaworski, Ostróda - Piotr Błaszczak, Ozimek - Mateusz Foszcz, Nieczajna Dolna - Dominik Drozdowski, Góra Kalwaria - Wojciech Płatek, Góra Kalwaria - Maciej Jakuszko, Biała Podlaska - Wiktor Lesiuk, Neuhofen - Mariusz Jakubiak, Nowe czernice - Piotr Ciężkowski, Koleczkowo - Wojciech Słowik, Krosno - Grzegorz Błaszczyk, Przyszowice - Jakub Dziagacz, Bąków - Kamil Jurowicz, Kępno - Kamil Ratajczyk, Słupsk - Łukasz Małek, Potępa - Łukasz Kurpios, Wrocław - Bartłomiej Radzimski, Wrocław - Jakub Małyszek, Frampol - Paweł Heinze, Głogów - Patryk Sebrala, Zdzieszowice - Grzegorz Gacki, Malczyce - Nataniel Żółtowski, Mława - Mariusz Słoka, Bielsko Biala - Mateusz Struziński, Lidzbark - Munir El Haddadi, San Lorenzo de El Escorial - Baśka Matusiak, Sieradz - Karolina Truchel, Tychy - Maciej Antoszczuk, Wrocław - Arkadiusz Kiszka, Gorlice - Maciek Kuźbiński, Wieluń - Dominik Żyłka, Kadłub - Michał Płatek, Góra Kalwaria - Beata Rajnik, Włocławek - Bartosz Michno, Barlinek - Radosław Białek, Olsztyn - Małgorzata Matusiak, Sieradz - Mateusz Daniel, Budzów - Robert Gierlicki, Dębica - Emilia Matusiak, Sieradz - Paulina Zabłocka, Warszawa - Bartłomiej Majchrzak, Krotoszyn - Mateusz Klewicki, Wołomin - Krzysztof Ćwirta, Krasnystaw - Dorota Matusiak, Sieradz - Przemysław Szoszorowski, Bydgoszcz - Bartłomiej Kijewski, Wąwolnica - Piotr Krawczyk, Częstochowa - Dawid Ostafiński, Dynów - Bartłomiej Kielar, Iwonicz - Daniel Dyl, Częstochowa - Mateusz Wieszczek, Łęczyca - Daniel Zieliński, Wągrowiec - Bartłomiej Wolski, MIędzyrzecz - Damian Chodźba, Koniusza - Maciej Moroz, Chełm - Damian Majer, Żarki - Agata Pawlikowska, Olsztyn - Robert Błażej, Rzeszów - Patryk Nawrat, Kalety - Anita Pisarek, Łask - Marcin Mol, Tuchow - Przemysław Binkiewicz, Sidra - Kamil Banaszek, Pińczów - Bartłomiej Semik, Nysa - Sławomir Waliczek, Bielsko-Biała - Marek Witkowski, Bydgoszcz - Szymon Leszczyński, Wrocław - Adrian Mostowski, Biała Podlaska - Kamil Markiewicz, Stargard - Piotr Guminski, Zloty Stok - Grzegorz Moskal, Łobez - Mateusz Klecha, Gdynia - Grzegorz Jaślanek, Gorzów Wielkopolski - Marek Patyna, Sępólno Krajeńskie - Magda Brożek, Brzezinka - Hubert Grabusiński, Rogolin - Filip Heinrych, Sulęcin - Kamil Podolski, Pilzno - Piotr Płowuszyński, Zgorzelec - Rafał Rajtko, Zabrze - Cezary Kwiatkowski, Elbląg - Michał Sobociński, Wałcz - Patryk Trojanowski, Toruń - Artur Jankowski, Scunthorpe - Karolina Bagnowska, Łowicz - Radek Bednarek, Rawa Mazowiecka - Nicola Szoszorowska, Doncaster - Dawid Kuchta, Ciechanów - Kamil Kaszczuk, Chełm - Staszek Sikorski, Opole - Karolina Jany, Łęka Opatowska - Olivia Szoszorowska, Doncaster - Michał Zygmunt, Katowice - Jakub Sienkiewicz, Legionowo - Aleksandra Dudzińska, Świebodzice - Paweł Plewka, Zgierz - Arkadiusz Kostrzewa, Tychy - Rafał Wielgórski, Warszawa - Maciej Iwanski, Wloclawek - Paweł Grzmil, Mysłowice - Adam Idziak, Pruszcz Gdański - Piotr Bugara, Chełmce - Mateusz Żołyński, Nowy Lubiel - Kacper Piotrowski, Szestno - Marcin Noszczyk, Chrząstowice - Jan Mitrut, Toruń - Monika Szoszorowska, Bydgoszcz - Kacper Gruszka, Kraków - Anna Semik, Nysa - Damian Mikulski, Ząbkowice Śląskie - Patryk Kokoszka, Świlcza - Tomasz Płowuszyński, Piechowice - Tomasz Kita, Zawiercie - Mateusz Pakuła, Turek - Krystian Sudoł, Wilcza Wola - Marcin Jacek, Jasionka - Krystian Michalski, Wilcza Wola - Julia Węglorz, Koniaków - Piotr Saternus, Bieruń - Patryk Malinowski, Sochaczew - Bernard Lange, Wrocław - Jakub Filipowicz, Szczytno - Dawid Król, Rachowice - Robert Połomski, Szczytno - Michał Jasiński, Teodory - Szymon Radziejewski, Gdynia - Jan Gorczyński, Nysa - Filip Pisz, Lanckorona - Jaroslaw Wapinski, Konin - Bartosz Labryga, Mysłowice - Adrian Prokop, Radom - Dominik Majewski, Elbląg - Arek Dybaś, Cieklin - Robert Kordecki, Wielki Klincz - Daniel Kapera, Kraków - Karol Zwolenkiewicz, Gniezno - Damian Sobczyński, Łomża - Mateusz Ciesielski, Dalabuszki - Leszek Ostrowski, Bydgoszcz - Michał Stodolny, Ostrów Wielkopolski - Marek Sadowski, Tarczyn - Jacek Kmera, Żary - Daniel Morzejko, Opole - Karol Czerniak, Stary Wielisław - Damian Litwiński, Ugoszcz - Sebastian Szumała, Gdynia - Aron Szelejewski, Witkowo - Michał Miękina, Kraśnik - Mateusz Szymański, Otwock - Artur Ziemczonek, Elbląg - Karol Wojarski, Dabrowa Gornicza - Natalia Bajda, Świdnica - Tomasz Tokarz, Otmuchów - Mateusz Zagajski, Trzebinia - Kacper Bernat, rzeszów - Krzysztof Radosz, Zawiercie - Marek Markowski, Somonino - Jakub Bożym, Lublin - Marek Telega, Barycz - Filip Wnęk, Tarnów - Milena Jesionek, Katowice - Krzysztof Palenik, Czarny Dunajec - Łukasz Sudnik, Częstochowa - Błażej Trzeciak, Choszczno - Tomasz Bercik Pawelec, Dopiewo - Krystian Basiński, Sochaczew - Damian Rup, Dobrzyca - Kamil Twaróg, Nowy Sącz - Maciej Sekreta, Lębork - Agnieszka Rutkowska, Biała Podlaska - Dominika Zalewska, Jasło - Karol Sobierajski, Reda - Szymon Gołaszewski, Zambrów - Dawid Kurpiewski, Wołczyn - Patryk Łęszczak, Strzelce Krajeńskie - Josep Samitier, Barcelona - Piotr Mirosław, Niezabitów-Kolonia - Adrian Kupc, Wejherowo - Błażej Tobiszewski, Ostrowoec Świętokrzyski - Marta Podborowska, Toruń - Rafał Panaś, Giżycko - Karol Cieciora, Radom - Artur Kabziński, Łazy Duże - Jarosław Świętochowski, Biała Podlaska - Piotr Skrzypczak, Orzeszkowo - Magdalena Adamczyk, Mościsko - Marcin Kowalski, Bielawa - Kamil Zajęcki, Pruszków - Ewa Sulińska-Ott, Toruń - Daniel Kolenda, Gdynia /Reykjavik - Krzysztof Skok, Bialystok - Karol Łukwiński, Jamielnik - Szymon Szoszorowski, Koronowio - Dariusz Borawski, warszawa - Aleksandra Raczek, Poznań - Marta Kula, Kraków - Mateusz Pająk, Osiedle Niewiadów - Filip Korzycki, Kraków - Konrad Krasowski, Bielsk Podlaski - Paweł Mazur, Przemyśl - Asia Stypuła, Kraków - Przemysław Kupczyk, Polkowice - Łukasz Mrożek, Chabówka - Cezary Antoniak, Lubycza Królewska - Krzysztof Miziak, Zawoja - Mateusz Nowak, Oborniki - Sebastian Szlaga, Mońki - Wiesław Zastawny, Grudziądz - Michał Stypuła, Kraków - Piotr Vu, Warszawa - Daniel Belowski, Głowno - Krystian Kołsut, Charmey - Marta Sowa, Gdynia - Grzegorz Jandała, Kraków - Michał Zapała, Smolec - Marta Przybyło, Bielsko-Biała - Franciszek Kowalik, Nowy Dwór Mazowiecki - Cezary Morgaś, Radom - Piotr Gardy, Kępie Zaleszańskie - Paweł Waluda, Ząbki - Antoni Waluda, Ząbki - Krzysztof Zazulczak, Athlone - Artur Marchewczyk, Kraków - Kasia Lesicka, Uchacze - Zygmunt Morgaś, Radom - Bartosz Zaborski, Wola Branicka - Jolanta Wapinska, Konin - Mateusz Cyrulewski, Bydgoszcz - Dennis Kiliç, Chojnice - Mateusz Zięba, Dęblin - Debora Kulgajuk, Warszawa - Anna Beauvale, Dobrzeń Wielki - Mariusz Borzechowski, Rogolin - Patryk Sobczak, Brzeg - Patryk Suchan, Złoty Stok - Mateusz Łuczejko, Hoczew - Adam Zarzycki, Ostrowiec Świętokrzyski - Dawid Zalech, Konstancin - Jeziorna - Tomasz Zysiek, Tuchola - Mateusz Kolis, Jesionka - Jan Dytkowski, Ostrowiec Świętokrzyski - Jonasz Omar, Kościan - Kamil Krawczyk, Lublin - Mateusz Biełuń, Gdańsk - Kuba Suski, Stryków - Łukasz Morgaś, Warszawa - Mariusz Monica, Facimiech - Tomasz Borek, Nowy Sącz - Damian Samulewski, Kamienna Góra - Paweł Ziółkowski, Ustka - Anna Szymkiewicz, Gliwice - Szymon Jakubiec, Łódź - Krzysztof Sadowski, Gdańsk - Kacper Jankowski, Olsztyn - Andrzej Natan Jarosiewicz, Bystrzyca - Łukasz Wołkaniec, Pawłowice - Maciej Polak, Aleksandria - Adrian Kolarz, Kobyle - Tomasz Weszka, Węglówka - Błażej Górecki, Bydgoszcz - Mateusz Smykowski, Gdynia - Radosław Celmer, Marki - Kamil Sokołowski, Biała Podlaska - Krzysztof Bucki, Czechowice-Dziedzice - Martin Wojtczyk, Łagiewniki Małe - Kamila Kwaśnik, Kolbuszowa - Tymoteusz Sztrauch, Zawidów - Patryk Kamiński, Warszawa - Filip Nowakowski, Katowice - Bartek Janik, Glogow - Krystian Doniec, Kraków - Mariusz Szpakowski, Frombork - Adrian Żądło, Bielsko-Biała - Michał Maj, Kalisz - Piotr Nowicki, Świebodzin - Natalia Lewandowska, Lublin - Bartłomiej Litwiniec, Zamość - Michał Hildebrandt, Gdynia - Grzegorz Ambroziak, Ugniewo - Karolina Bula, Bieruń - Cezary Sowała, Zelów - Ania Kubera, Żywiec - Franciszek Szymiczek, Katowice - Mateusz Bogusławski, Tomaszów Mazowiecki - Bartek Świerczek, Radlin - Marcin Mazur, Wrocław - Łukasz Kobuszyński, Kościan - Sławek Niemiec, Podegrodzie - Adam Buszman, Nowy Staw - Paweł Troka, Chojnice - Janek Nowak, Kolbuszowa - Paweł Puliński, Lublin - Bartosz Majchrowski, Ośno Lubuskie - Konrad Biesiada, Stanisławów - Lukasz Mroz, Sosnie - Łukasz Staruch, Legnica - Agnieszka Kaniak, Karczów - Karol Jeleń, Mielec - Małgorzata Kowalska, Chełmno - Przemysław Szewczyk, Radomsko - Jakub Białkowski, Skierniewice - Dawid Kulig, Bytom - Mateusz Ciucki, Kotorów - Dawid Firlej, Nowy Sącz - Kamil Kiepura, Kamienna Góra - Magdalena Wąsacz, Ulhówek - Michał Nawrocki, Świebodzin - Adam Wiśniewski, Bydgoszcz - Patrycja Kowalska, Bielawa - Szymon Gasiewski, Jastrzebie Zdroj - Kamil Leśkiewicz, Warszawa - Marcin Małaszek, Bielawa - Alina Małaszek, Bielawa - Magdalena Miętus, Celestynów - Agnieszka Cyrnik, Ruda Śląska - Ewelina Cużytek, Radzików - Grzegorz Zajkowski, Zielona Góra - Bartosz Pasterz, Michalowice - Michał Pońc, Skoczów - Łukasz Ostrowski, Mysłowice - Dawid Najmrodzki, Oleśnica - Hubert Dąbrowski, Sępólno Krajeńskie - Aron Wielgosz, Poznań - Rafał Górski, Pabianice - Jeremy Mathieu, Luxeuil-les-Bains - Dominika Andrzejak, Legnica - Michał Pasterz, Zielonki - Hubert Danielewicz, Rabka - Zdrój - Kamil Gałan, Tomaszów Lubelski - Daniel Guzenda, Giżycko - Adam Niklasz, Czersk - Piotr Pasternak, Liszki - Piotr Pierzchlewicz, Racot - Robert Wakuła, Dąbrówka Zabłotnia - Ignacy Milewski, Warszawa - Katarzyna Apola, Zagórzany - Łukasz Lis, Sromowce Wyżne - Piotr Piętak, Sosnowiec - Jarosław Bieńkowski, Mielno - Patryk Krotecki, Słomowo - Jakub Bialek, Mielec - Krzysztof Siciński, Kutno - Przemysław Szlęk, Warszawa - Marysia Wyrzykowska, Warszawa - Grzegorz Sobczak, Żary - Tomasz Marciniak, Sokolniki (Soko) - Damian Mikołajek, Rzyki - Michał Piotrowski, Gniewkowo - Arkadiusz Fąfrowicz, Przemyśl - Piotr Mikrut, Weocław - Paweł Husak, Gardno - Bartosz Olszewski, Gorzów Wielkopolski - Marek Romankiewicz, Radymno - Jakub Stanisz, Gliwice - Kasia Rudnicka, Skierniewice - Roksana Kotynia, Koluszki - Dominika Strach, Ostrów Wielkopolski - Joanna Pieron, Chorzów - Arek Świerski, Wrocław - Kamil Mroczka, Legnica - Piotr Krysiak, Korablew - Przemek Górzyński, Golub-Dobrzyń - Karolina Samocik, Białystok - Justyna Raś, Brzeziny - Marcin Kochanowski, Turek - Kamil Płatek, Brzączowice - Patryk Stankiewicz, Biała - Eunika Poreda, Ledziny - Marcin Galas, Chorzów - Konrad Kowalczyk, Warszawa - Wojtek Krawczykowski, Warszawa - Sławomir Myszkowski, Lubaczów - Piotr Jakubczyk, Katowice - Szymon Gołuński, Kościerzyna - Piotr Gabor, Zabrze - Dawid Bienas, Wrocław - Jacek Jarząb, Łysiny - Dominik Lubka, Kalisz - Maciej Judziński, Kleszczyna - Beniamin Zaborski, Goleniów - Maciej Dzięcioł, Poznań - Karolina Czechowska-Dombrowska, Orzeszówka - Szymon Smól, Panama City - Bartłomiej Kuc, Tyszowce - Magda Smól, Warszawa - Jakub Franke, Warszawa - Dawid Budzich, Wola - Karol Osiecki, Łódź - Klaudia Szwagierek, Radom - Łukasz Brynkiewicz, Smolice - Krzysztof Paryś, Jasło - Krystian Trelka, Ostrów - Oskar Czubkowski, Poznań - Łukasz Szewczyk, Brzeg - Adrian Niemczyk, Poznań - Karol Włodkowski, Mrągowo - Tomasz Kubiński, Bydgoszcz - Robert Pilarski, Inowrocław - Patryk Kotuła, Siemianowice Śląskie - Piotr Sosiński, Koszalin - Joanna Dobosz, Nawojowa - Krystian Pawlak, legnica - Kamil Katowski, Dąbrowa Chełmińska - Bartosz Wójcik, Grabownica Starzeńska - Patryk Zieliński, Trzcianka - Kamil Zygmunt, Garbatka-Letnisko - Roman Siwak, Dublin - Przemysław Kamiński, Zawadzkie - Sebastian Czerwiński, Carpentras - Albert Dzięciołowski, Dębołęka - Jakub Wołoszczuk, Polanica - Zdrój - Paweł Trzcinski, Warszawa - Anna Goroncy, Międzybrodzie Bialskie - Rafał Gierłowski, Koszalin - Adrian Polko, Warszawa - Martyna Kaliska-Rybak, Bydgoszcz - Monika Nowak, Słowin - Daniel Rybak, Bydgoszcz - Maja Rybak, Bydgoszcz - Andrzej Kozdęba, Mielec - Krzysztof Bardzik, Skoczów - Joanna Cholewińska, Łódź - Wojciech Piekorz, Bojszowy - Pawel Lukaszek, Lublin - Damian Solak, Zabrze - Jaromir Turek, Stalowa Wola - Tomasz Olczak, Głogów - Damian Zazula, Laszki - Łukasz Chwistek, Skarbimierz Osiedle - Kamil Pajewski, Murowana Goślina - Klaudia Kosmala, Lublin - Remigiusz Jaśkiewicz, Chaławy - Pawel Tomaszek, Wroclaw - Mario Lewandowski, Łódż - Wiktoria Wierzbicka, Elbląg - Krzysztof Stankiewicz, Koszalin - Daniel Kaczmarek, Opole - Magdalena Twaróg, Świnoujście - Karol Wic, Lublin - Radosław Kraśnicki, Kwidzyn - Wojciech Wilk, Częstochowa - Marcin Kuligowski, Dąbrowa Wielka - Waldemar Górny, Przybyszów - Arek Papaj, Pruszków - Karolina Nowakowska, Pilica - Klaudia Francewicz, Pruszkow - Robert Szarmach, Lubawa - Tomek Krawczyk, Jaworzyna Śląska - Konrad Jędrzejczak, Londyn - Damian Krawczyk, Jaworzyna Śląska - Tomasz Faryj, Gliwice - Maja Płoska, Bartoszyce - Filip Ozimiński, Grudziądz - Karol Wojtyła, Wadowice - Marcin Rosa, Racibórz - Rafał Nowiński, Grudziądz - Jan Mysłajek, Kraków - Bartłomiej Kołsut, Wyczechy - Adam Ochman, Ruda Śląska - Artur Mkrtchyan, Katowice - Sebastian Krajewski, Radomsko - Konrad Mizerski, Poznań - Dawid Kukła, Głogów - Kamil Staśko, Tarnów - Mateusz Malkusz, Krapkowice - Michał Wieczorek, Szczecin - Klaudia Zbeczka, Racibórz - Arkadiusz Kowzan, Milików - Ralf Bobrzik, Nędza - Jarosław Kopeć, Warszawa - Michał Wiater, Nowe Skalmierzyce - Damian Bystrek, Karniewo - Damian Borucki, Bydgoszcz - Ladislao Kubala, Budapeszt - Zbigniew Gajda, Skała - Anna Gajda, Skała - Marika Gajda, Skała - Filip Lysko, Sosnowiec - Łukasz Niedźwiedź, Biała Podlaska - Marek Styrna, Nowogard - Piotr Polański, Warszawa - Karol Paprota, Puławy - Kamil Wlazło, Drzewica - Krzysztof Kukuliński, Krosno - Anna Idzik, Morawica - Jacek Zalewski, Gryfino - Eliza Koszelowska, Podlegórz - Marta Ługiewicz, Golub-Dobrzyń - Jarosław Walczyk, Orneta - Damian Mazurek, Futory - Szymon Gałęski, Kalisz - Maciek Sabała, Komorów - Paulina Tolak, Warszawa - Bartek Pawlak, Sieraków - Tomek Lisowski, Łódź - Sylwester Gałęza, Morawsko - Marcin Mieczkowski, Braniewo - Marcin Grzona, Kwidzyn - Ania Hudzikowska, Chełmek - Dawid Bekierz, Wałbrzych - Łukasz Mazurek, Rzeszow - Sebastian Mirosław Smoczyński, Kutno - Angelika Augustyniak, Dzierlin - Kacper Augustyniak, Dzierlin - Mateusz Siwak, Olszany - Filip Dżolev, Opoczno - Mariusz Korolczuk, Stary Pawłów - Dominik Światkowski, Nowe Miasto Lubawskie - Szymon Owsianko, Wrocław - Alicja Sulewska, Gdynia - Agnieszka Rutkowska, Biała Podlaska - Piotr Jajuga, Markuszowa - Bartosz Cisek, Jarosław - Bartosz Bula, Jaworze - Kamil Pieprzyca, Kobylany - Igor Chudziński, Ruda Śląska - Michal Nogala, Sieradz - Karol Działowski, Szczecin - Marek Borek, Maszewo - Piotr Gawlas, Poznań - Marcin Litwiński, Białystok - Mateusz Daniluk, Poznań - Justyna Lemańska, Kętrzyn - Rafał Kilian, Dunino - Paulina Solawa, Kraków - Anna Wojnarowska, Bełk - Klaudia Spychalska, Wrocław - Kamil Wojnarowski, Bełk - Piotr Leśniewicz, Ostrów Wielkopolski - Bartłomiej Nakiela, Recz - Żaneta Wicherek, Oborniki - Paweł Wróblewski, Płock - Paweł Janowski, Szprotawa - Bartosz Sobolewski, Kędzierzyn-Koźle - Robert Urbańczyk, Piekary Śląskie - Olivier Olaszczyk, Wolverhampton - Oskar Olaszczyk, Wolverhampton - Ksawery Franczak, Słupsk - Agnieszka Szoszorowska, Bydgoszcz - Kacper Polaczek, Katowice - Arkadiusz Olaszczyk, Łódź - Paweł Klimecki, Zgierz - Nikolas Bartoszek, Lublin - Dominik Kulas, Pełty - Mariusz Pankowski, Gniezno - Karolina Szembor, Gliwice - Dominik Miłek, Kalisz - Michał Gajc, Chodzież - Rafał Marona, Zajączki - Mateusz Pempuś, Jarosław - Tomek Harążka, Czeladź - Damian Wilk, Konary - Konrad Janik, Grodzisk Mazowiecki - Sonia Sitko, Wrocław - Patryk Walankiewicz, Jarosty - Jakub Kamiński, Radomsko - Marcin Szalanski, Swinoujscie - Kuba Carter, Preston - Kacper Artymiak, Snowidza - Sebastian Wroniuk, Siedlce - Maja Jurczykowska, Ełk - Krystian Fudali, Rączyna - Kacper Kusz, Szczecin - Adrian Podraza, Parkosz - Grzegorz Mazurek, Krasnystaw - Witold Kras, Rzezawa - Joanna Bednarek, Świdnica - Leon Szydło, Szczejkowice - Emilia Szydło, Szczejkowice - Tomek Szczurek, Wrocław - Marcin Nadwodnik, Wola - Marcin Żyta, Łódź - Aleksander Żyta, Łódź - Justyna Nowak, Wola Zgłobieńska - Wojciech Okarma, Michalinów Oleśnicki - Łukasz Szymanek, Pinczyn - Piotr Zawadzki, Warszawa - Kinga Królik, Wołomin - Marcin Królik, Wołomin - Kacper Łyszkowski, Łódź - Marcin Rowiński, Gorzów Wielkopolski - Wiktoria Kaczmarek, Szczecin - Rafał Kossakowski, Zambrów - Marcin Szczęsny, Nowy Sącz - Łucja Rybiszewska, Łódź - Krzysztof Mróz, Gorzów Wielkopolski - Patryk Łysakowski, Częstochowa - Mariusz Morawski, Modlin Twierdza - Piotr Gurgul, Wieliczka - Łukasz Grabiec, Czudec - Matt Saarmoon, Schemmerberg - Rafał Jaworski, Warszawa - Adrian Krupka, Ostrołęka - Paweł Marszałek, Podole - Konrad Kamiński, Oleksin - Paweł Gniazdowski, Czyżew - Julia Skonka, Łódź - Wojciech Chabowski, Rąbino - Marcin Kubiak, Rogoźno Wielkopolskie - Patryl Olpeter, Kwidzyn - Adrian Banaś, Bydgoszcz - Patryk Olpeter, Kwidzyn - Michał Podgórski, Bielawa - Jakub Kolęda, Łódź - Zbigniew Paprota, Łódź - Weronika Kurnik, Kraków - Kacper Urbański, brak - Kevin Krzyżanowski, Alphen aan den Rijn - Marysia Jasniewicz, Katowice - Wiktoria Mrówka, Danowo - Tytus Tyralik, Tarnów - Marta Buzarewicz, Kamienna Góra - Oliwia Malinowska, Konopki - Jan Pawełas, Nowy Dwór Mazowiecki - Aleksandra Kmiotek, Dębno - Paweł Jakóbik, Warszawa - Małgorzata Klimorowska, Zabrze - Patrycja Balcerczyk, Kalisz - Marcin Czyżewski, Prażki - Paweł Rostkowski, Knurów - Krzysiek Wenta, Słupsk - Kamil Hussain, Tyczyn - Marcel Olczyk, Kielce - Krzysztof Ruciński, Police - Dawid Trytek, Kraków - Julita Sobolewska, Miastko - Adam Mroczkowski, Bydgoszcz - Monika Chura Quispe, Piła - Dominik Kurzawski, Poznań - Christian Chura Quispe, Piła - Ewa Wielewicka-Brzozowska, Malbork - Jerzy Antonowicz, Józefosław - Daria Trawicka, Lipinki Królewskie - Grzegorz Lipiec, Tarnobrzeg - Andrzej Bulanda, Chrzanów - Bartosz Żurawicz, Łódź - Stanisław Żurawicz, Łódź - Justyna Żurawicz, Łódź - Tito Vilanova, Bellcaire d'Emporda