Balwierze, cyrulicy, wyrwizęby. Z dziejów choroby i zdrowia - Dariusz Łukasiewicz

Kup ebooka

33.30 zł
27.31 zł (16,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 8

Pijaństwo i alkohol

Polskie tabu pijaństwa

Poetyckie alkoholowe zaczadzenie w filmach Wojtka Smarzowskiego robi niezwykłe wrażenie i nawiązuje do stereotypu pijanego Polaka, także w historii i literaturze. W amoku pijackim Wesela z 2004 roku widzimy obrazy z dramatu Stanisława Wyspiańskiego sfilmowanego przez Andrzeja Wajdę w 1972 roku. Z kolej u Wajdy zauważamy odwieczne polskie picie chłopskie i szlacheckie, pojawiają się cienie sarmackie i poddańcze. W kolejnych latach także w sfilmowanych Zemście Aleksandra Fredry i Panu Tadeuszu Adama Mickiewicza. Nie jest to picie realne, ale krystaliczny stereotyp polskiego pijaństwa narzucony nam przez uprzedzenia obcych o zacofanej, niewolniczej oraz dzikiej Polsce i pielęgnowany przez nas samych. Jest to picie stabuizowane przez jednych, wyolbrzymiane przez innych. Należy do kluczowych elementów mitu upadku Rzeczypospolitej, będącego winą zdrajców i jurgieletników, zepsutej szlachty, magnaterii oraz uciemiężenia chłopów. To powtarzająca się w kulturze moralizatorska figura upadku, znana ze zniewieściałego starożytnego Rzymu, gdzie nie starczyło odwagi, siły i dzielności rzymskim wojownikom, którzy zaczęli się wysługiwać barbarzyńcami, a sami pogrążyli się w pijaństwie i rozpuście. Oczywiście była ona do pewnego stopnia uzasadniona, ale gdzieś zacierała się różnica między figurą literacką a prawdą. W naszej kulturze i narracjach Kościoła katolickiego zarzut pijaństwa jest kalką kulturową oraz rytualnym wyklinaniem i powtarza się w każdym pamiętniku wobec różnych osób. "Byłby obywatelem wzorowym, gdyby nie nałóg pijaństwa" - pisała o Józefie Mielżyskim Wirydianna Fiszerowa980. Jeden z cudzoziemskich obserwatorów Polski pisał w 1690 roku, że "kto jest nietrzeźwy w tym kraju, cieszy się nieograniczonymi przywilejami"981.

"Chcesz coś znaczyć - pokaż jak umiesz pić" - mówiono w Polsce982. "Kto umiał dobrze pić, pewny był fortuny, przyjaciół i honoru"983. Ostatni hetman polny koronny, Antoni Pułaski, stwierdzał: "Kto pije, ten łebski, kto nie pije, ten kiepski"984. Picie sarmackie, zwłaszcza w epoce saskiej wiązało się ze szlachecką kulturą konsumpcji na pokaz - przesadnej i ostentacyjnej, mającej demonstrować bogactwo właściciela. Nadmiernemu piciu, przybierającemu często postać zawodów, towarzyszyło obżarstwo na niezwykłą skalę. Gest podkreślać miał siłę i dzielność. Kiedy hetman Chodkiewicz po spełnieniu toastu stłukł kielich o głowę, król Zygmunt III zatroskał się: "Panie hetmanie, nie tłućcież tej głowy, siła nam na niej zależy"985. Postacie Zagłoby, a bardziej Karola Radziwiłła, ukazują pewne skrajności, ale też imponującą pozostałym determinację i rozmach w piciu, a także zawadiactwo i fantazję. Chociaż oczywiście pijaństwo szlachty - zwłaszcza epoki saskiej - jest faktem986. Zbigniew Kuchowicz czy Janusz Tazbir słusznie natomiast zwracają uwagę na pewną przesadę i karykaturalność charakterystyczną dla przerysowanych i satyrycznych obrazów sarmatyzmu oraz epoki saskiej, właściwych dla konwencji literackiej, wynikających z chęci uzyskania wrażenia rozmachu obrazu i efektu komicznego, a także imponowania męską fantazją, często desperacką. Działo się tak nie tylko w odniesieniu do polskiej szlachty, o czym wspominam w wielu miejscach. Z drugiej strony, Janusz Tazbir zwracał uwagę, że w Polsce ulgowej taryfy picie sarmackie doczekało się już u romantyków987.

Hugo Kołłątaj łączył pijaństwo szlacheckie z upadkiem Polski saskiej. Ówczesna młodzież "tak usposobiona wchodząc w społeczność życia pod rządem bezwładnym, burzliwym, powiększała jego wady. Zagęszczone pijaństwo (...) sprzyjało wielce takiemu losowi (...). Dawne Polaków męstwo i odwaga wojenna wyszła tym sposobem na burdy, zuchwalstwo, niesubordynacją rządowi i niedbałość na wszystkie złe skutki, które z takiego wychowania nastąpić musiały"988. To wyobrażenie do dzisiaj wykorzystuje się funkcjonalnie w zależności od wyznawanej ideologii politycznej. Jak pisałem kilkukrotnie, sarmackie, feudalne picie polskie na tle europejskim, na przykład niemieckim, było przeciętne, ale to znaczy, że wszędzie pito dużo, zwłaszcza w wypadku szlachty. W XVIII wieku powstał jednak w zachodniej części Europy nieco przerysowany, karykaturalny obraz Wschodu, stereotyp feudalnej, anachronicznej, zacofanej, gnębiącej chłopów i też pijanej Europy Wschodniej. Powielano w ten sposób stereotyp o biedocie, która miała ubożeć z powodu picia. Anglik O'Connor pisał o pijącej od rana do wieczora węgrzyna i wódkę anyżową szlachcie989. Dwaj Francuzi pisali podobnie: "Oskarża się Polaków o nadmierne pijaństwo; jest to zarzut aż nadto uzasadniony. Nie przytoczymy tu faktów, które nam podawano w tym zakresie, prawdomówny podróżnik unikać bowiem powinien nawet pozorów kłamstwa, a mówiąc szczerze wszystkie te fakty, aczkolwiek poświadczone, mogłyby przynieść jednak uszczerbek naszej reputacji. Wystarczy więc, gdy powiemy naszym czytelnikom, że wszyscy Polacy, bez wyjątku, są najznakomitszymi pijakami w Europie, że cokolwiek usłyszy się na ten temat nie będzie w najmniejszej mierze przesadzone i powinno się we wszystko wierzyć. Lud pije również dużo miodu"990. W tym samym tonie wypowiadał się Fryderyk Schulz, że "dla tutejszego ludu jedyną przyjemnością jest wódka"991.

Styl życia szlachty feudalnej polegał wszędzie na klientelnej, ostentacyjnej konsumpcji i budowaniu własnej wyższości wobec włościan oraz więzów międzyludzkich przez wystawne życie, a przede wszystkim obfite uczty podlewane mocno alkoholem. W opisie podróży księdza z Gniezna - Jacobiego Lanhausa z lat 1768-1769 znajdujemy dokładny wykaz jego codziennych wydatków w karczmach. Nie należał do pijaków, a alkohol był zwykłym dodatkiem do posiłków. Pojawia się tu on przy okazji każdego posiłku.

- 4 maja w miejscowości Wygoda dwie flaszki miodu za 4 zł, wódki za 1 zł i 15 gr,

- 5 maja w Jeziorkach piwo 10 gr, w Grodzisku piwo butelkowe 1 zł 10 gr,

- 9 maja Lipiny, na jaja i piwo 22,5 gr (z dni 6-8 brak danych), Kożuchów na piwo, jaja i kawę 2 zł 15 gr,

- 10 maja Iłowa, 3 zł wieczerza rano, kawa, piwo i wódka,

- 11 maja Jagodzin, na jaja i piwo gr 21,

- 12 maja w Tauchritz na południe od Zgorzelca w gościńcu kupił wódki za 4 gr, potem w Neugersdorf "na samo piwo i wódkę, bo pieczeni sztukę za gr 15 kupiłem w Tauchrytz, wydałem złotych 1, zaś z rana na wódkę gro 8"992.

Alkohol towarzyszył szlachcie wszędzie. Fryderyk Skarbek pisał o swoich narodzinach: "Urodziłem się w 1792 roku, w samo koniec zapust, w chwili, gdy ojciec mój wraz z licznymi towarzyszami zabawy, na redutach toruńskich z kielichem w ręku kolejne spełniał zdrowia. Za czym poszło, że urodzenie moje ogłoszono hucznym toastem, po spełnieniu którego ojciec do cierpiącej matki mojej pośpieszył, aby mnie nowonarodzonego powitać"993. Trochę inaczej wyglądały urodziny w kupieckim Gdańsku. Joanna Schopenhauer wspomina: "Przybyłam na świat w dzień pocztowy, których wtedy było tylko dwa w tygodniu, a nie jak obecnie siedem. Stąd utrzymywali niektórzy, że moje urodziny nie wypadły ojcu zbyt poręcznie, gdyż przeszkodziły mu w jego sprawach handlowych"994.

Magnaci tworzyli dwory, gdzie dla swoich klientów organizowali wystawne uczty. "Możni Panowie podejmują szlachtę swych województw z największą wspaniałością. Nie szczędzą jej ulubionego węgrzyna. Im lepiej zastawiony stół, tym więcej mają oddanych kreatur. Upijają szlachtę, aby ją przekonać, a ona przepija bezwstydnie cenę swej wolności. (...) W czasie takich uczt panuje wielkie rozprzężenie. Gospodarz wystrzega się wystawiać w obecności swoich gości cenne przedmioty (...)"995. Hubert Vautrin pisał: "Kryterium wzajemnego poważania wśród Polaków w dalszym ciągu stanowić będzie liczba posiadanych koni, zbrojnej milicji i służby. (...) Zwłaszcza przy stole Polak lubi popisywać się swoim bogactwem i korzystać z niego. Dba więcej o wystawność potraw niż o wytrawny smak potraw, jest raczej żarłokiem niż smakoszem. (...) Głównie jednak wykwint stołu zasadza się na trunkach, które też przede wszystkim pociągają biesiadników. Polak zjednuje sobie tylu adherentów, ilu może utopić w potokach wina lub wódki, którymi ich częstuje (...)"996.

Również Ignacy Krasicki pisał o codziennym pijaństwie szlachty będącym skutkiem próżnowania: "Co ma ten czynić w przeciągu nudnych godzin między obudzeniem się a obiadem, obiadem a wieczerzą, między wieczerzą a spaniem, który niczego się nie uczył, nic nie czytał, mało co słyszał, a choć co dobrego usłyszeć mógł, nie uważał, albo nie pojął (...). Rozwalać się, w karty grać tytuń kurzyć, bić czeladzi, ustawicznie nie można. Cóż więc zostaje? - kieliszek. Ten zabija nudne godziny, ten ogrzewa nudną imaginacyją, ten troski uprząta, a na koniec snu użycza. Po miłym spoczynku przebudzenie pijakowi bolesne, gorzałka natychmiast rozpędza nudność; wzbudza ochotę do flaszki (...)"997.

Już też w XVII wieku Krzysztof Opaliński pośród wielu innych (Kochowski, Potocki, Zbylitowski) pisał:

"Owa zgoła Polska pijaną zwać się może,

Piją wszyscy: biskupi i senatorowie,

A piją do umoru, piją i prałaci,

Żołnierze, szlachta w miastach, we dworach i we wsiach"998.

Relacji o hulankach na przemian z polowaniem na niedźwiedzia nie brakuje też w pamiętnikach999. W zapiskach Krzysztofa Zawiszy czytamy notki o ważniejszych wydarzeniach:

"13 września. Byli u mnie Pan Jezierski rotmistrz Janczarski i pan Pancerzyński, z któremim się do woli napił.

20 września. Nad Niemnem cały tydzień polowałem, alem nie miał szczęścia: sarny uciekały i zajęcy miałem, co naszczwał: psy potraciłem.

4 października. Byli u mnie goście niektórzy, z którymi dzień na piciu i tańcach odprawiłem"1000.

Nadmienia o tym Stanisław August Poniatowski w swoich wspomnieniach: "Do tego aż doszło, że mogłeś się narazić tym, którzy najbardziej ci byli przydatni, gdyś nie wypił wszystkiego, co ci nalewali"1001. Abstynencja króla budziła grozę, Kitowicz wspominał krótko: "Pijaństwem się brzydził; napojem od pragnienia była mu woda i przy stole kieliszek wina. Wielka zaś musiała być okoliczność, gdy sobie pozwolił dużego kielicha"1002. Józef Wybicki wzmiankował, że "pić król nie lubił"1003. Również abstynencji króla wesoły wierszyk poświęcił Ignacy Krasicki:

"O ty, na polskim osiadłszy tronie,

Wzgardziłeś miodem i nie lubisz wina!

Cierpisz, pijaństwo że w ostatnim zgonie,

z Ciebie gust książek i piwnic ruina -

tyś naród z kuflów, szklenic, beczek złupił;

Bodajeś w życiu nigdy się nie upił!"1004

Wybierany na posła Poniatowski jeździł po dworach i walczył o głosy. Przyjechał do starosty Wojciecha Przeradowskiego, złożonego podagrą, który "po to tylko żył jeszcze, aby pić". Tańcowano i pito, a ponieważ Poniatowski nie pił, to podczas toastów tylko się kłaniał. Na koniec starosta, który w miarę, jak się zgrzewał, ściągał ubranie, "przywdział na się peniuar pani domu"1005. Wirydianna Kwilecka-Fiszerowa w swoich pamiętnikach pisała wprost, że pijaństwo stanowiło nałóg powszechny zarówno wśród polskich włościan, jak i szlachty, o czym zresztą opowiem jeszcze w dalszej części. Chłopów przymus propinacyjny wtrącał w pijaństwo, podobnie jak nędza, w której alkohol był pociechą1006. "Pijaństwo robi Polsce niesłychaną renomę", pisał natomiast Johann Kausch1007. Pijaństwo przypisywano raczej swojskości sarmackiej, a umiar cudzoziemszczyźnie, czyli anglomanom i wielbicielom francuszczyzny. Tak też Ochocki charakteryzował słynnego pijaka Karola Radziwiłła: "Nie lubiąc ani Stanisława Augusta Poniatowskiego, ani dworu jego, ani francuszczyzny, którą pod pozorem cywilizacji wprowadzono, unikał spotykania z nimi"1008.

Ignacy Krasicki w Uwagach dał precyzyjny opis szlacheckiej uczty imieninowej w czasach południowopruskich: "Około godziny jedenastej przyjechałem, już była ciżba, w dwóch albowiem izbach mieścić się musiała cała okolica. Po zwyczajnych przywitaniach i powtórzonych wierszem i prozą powinszowaniu szliśmy do izby jadalnej. Stół był na osób sześćdziesiąt, a nas blisko półtorasta; jak więc gdzie kto mógł i na czym mógł, jeżeli tylko mógł, siadł"1009. Następnie wniesiono wielki kielich, mieszczący półtorej butelki wina, które wypił "raz tylko odetchnąwszy do ostatniej kropli" pierwszy z biesiadników, a po nim kolejni. Krasicki czmychnął, ale musiał spełnić kilka toastów pomniejszymi kielichami, co wyjaśnia następująco: "A jak nie było spełnić? Kiedy szło o dobro kraju, o przyjaźń sąsiedzką, o pomyślność Jegomości, Jejmości i godnych pociech prześwietnej familii? Kiedy w powszechnym rozrzewnieniu klękali przede mną sąsiady, a ja przed nimi? Kiedy mnie zaklęto na poczciwość, kiedy już przychodziło do przymówek? A jakiś jegomość trącając mnie w bok, niby to po przyjacielsku, raz w raz i mnie i drugim, których także w bok trącał powtarzał: iż kto zdrowia gospodarskiego i prześwietnej konsolacji nie wypije jest zdrajca i będzie miał ze mną do czynienia?"1010. Potem zaczęto strzelać z moździerzy na wiwat.

Niezwykła ilość wypitego alkoholu i wielkie kielichy to jeden z sarmackich przejawów fantazji, popisywania się oraz demonstracji, która zapewne częściowo miała jedynie papierowy charakter, była bowiem fizycznie niewykonalna. Pisało o nich wielu współczesnych, jak Jędrzej Kitowicz czy Duklan Ochocki: "U stołu podano kielich pewnie butelek trzy obejmujący; pan Michałowski zaintonował zdrowie solenizanta i w dwóch łykach kielich był suchy. Dwudziestu z nas może spełniło go do dna. Poczciwy gospodarz zapewne osiemdziesięcioletni staruszek na podziękowanie wypił cały, ale powoli łykając"1011. W innym miejscu ten sam autor o szlachcicu Ilińskim pisał: "Pan Iliński przy swoim obiedzie zwykle podawanym o godzinie dziesiątej, co dzień ex officio wypijał dla konkokcyi sześć butelek francuskiego wina; przy obiedzie zaś powtórnym o drugiej godzinie, do którego żona, domowi i goście zasiadali, gdy nie było okazyi wychylenia zdrowia, spełniał drugie sześć; przy wieczerzy trzecią szóstkę". Pijaństwo w Polsce "weszło w modę szczególniej od początków panowania Augusta II. Przez lat sześćdziesiąt kilka pokoju i ciszy wzrosło i rozwinęło się do wysokiego stopnia. Stało się prawie powszechnym zwyczajem". System klientelny oznaczał potrzebę zdobycia popularności przez magnata, "a ta się tylko przy kieliszku nabywała. Przy nim też zawiązywały się przyjaźni, cementowały związki, kończyły kłótnie, układały projekta sejmikowe, instrukcje dla posłów, kleiły się małżeństwa. Przy kielichu nawet rozważano żywoty pobożnych i układano prośby o beatyfikację"1012.

To właśnie polskie picie weszło do niemieckiego stereotypu Polaka (polnische Vollerei) i stało się elementem stereotypu polnische Witschaft. Oskarżenia te pozwalały jakoś propagandowo ukryć moralną nicość i niegodziwość rozbiorów. Nie jest prawdą, że państwo może sobie pozwolić na cyniczny bandytyzm, bo podważa to jego legitymizację, prawomocność i zakorzenienie w moralności i wartościach. Władze zawsze więc przywiązują wielką wagę i tracą dużo czasu na usprawiedliwianie swoich łotrostw. Tak też Polacy wieku XVIII, zdaniem rozbiorców, mieli się nie kwalifikować do posiadania własnej organizacji państwowej. O pijaństwie polskim w niemieckich fantazjach pisał Kurt Lück, a Hubert Orłowski zwrócił uwagę, że Polacy byli negatywnym lustrzanym odbiciem Niemców, którzy swoim zaletom przeciwstawiali lustrzane polskie wady. Idealnie pasowały do tego oświeceniowe ataki na sarmatyzm. Stanowiły one do pewnego stopnia zapożyczenie niemieckich i pruskich krytyk feudalizmu przez nową formację mieszczańską, gdzie próżniactwo, ostentacyjna konsumpcja oraz pijaństwo należały do kluczowych oskarżeń. Obok tego pojawił się jednak znany podział na pijaną, sarmacką "swojskość" i wykwintną, wysmakowaną pijącą niewiele, sfrancuziałą "cudzoziemszczyznę", chociaż anglomania cieszyła się tu popularnością.

Sarmackie pijaństwo znajdowało się więc, z jednej strony, w sferze oświeceniowego, mieszczańskiego moralizatorstwa, a z drugiej, w obszarze ataków "cudzoziemszczyzny", zaborców nie tylko pruskich, ale i austriackich oraz innych turystów i podróżników o profilu oświeceniowym. Dochodziły do tego tradycyjne krytyki kościelne. Już Łukasz Gołębiowski wyliczał liczne pouczenia naszych pisarzy w tym zakresie. "Nie patrz ludzi po ranu nabożnych w kościele, bo wczorajsze szumią im we łbie jeszcze chmiele"1013. Poza tym, wszakże pijaństwo stanowiło nie tak drastyczny, ale jednak oczywisty fakt i na dobitkę pewny skrót myślowy i symbol upadku obyczajności staropolskiej, zwłaszcza w epoce saskiej. "Kto nie pił, nie częstował do upadłego w swoim domu, tego nazywano Francuzem, wędzikiszką, moderantem, po dworach trzymali panowie sławnych i doświadczonych pijaków"1014. Piśmiennictwo czasów oświecenia, nie tylko przecież pruskie, ale też polskie i innych narodów, roi się od opisów sarmackiego pijaństwa, zarówno szlacheckiego oraz chłopskiego1015. Jak pisał radca pruski Emil Theodor von Uklanski, kiedy cudzoziemiec odwiedza Sarmatę, na początek wizyty otrzymuje w dłoń szklankę wódki. Toasty zaczynają się podczas obiadu już po zupie: "Besucht ein Fremder einen solchen Sarmaten, so ist das erste ein Glas Branntwein. Kurz vor dem Essen wird weder geschnapst, um den Appetit rege zu machen, und nach dem Essen erfolgt ein abermaliger Schnaps um besser zu verdauen. [...] Die Toasts beginnen gleich nach der Suppe, und die Kelche, mit denen sie ausgebracht werden, wachsen immer mehr, und passieren jedesmal die Runde. Zehn bis zwölf dergleichen Pokale kommen öfters zum Vorschein, zuweilen sind sie von fürchterlicher Grösse. In Studzieriec, vier Meilen jenseit Lowicz brachte der gefällige Wirth meine Gesundheit mit einem Pokale aus, der anderhalb Quartbouteillen in sich fasste, und trank diese Portion Ungerwein stehend aus. Mehr als dreissig Männer, die bei Tische waren, folgten diesem Beispiel zu meinem Erstaunen"1016.

Nie chodzi tu tylko o stereotypy i moralizowanie czy o wizje literackie, bo obliczenia historyków gospodarki wskazują, że produkcja rolna na potrzeby konsumpcji alkoholu i dochody z propinacji stanowiły, zwłaszcza w XVIII wieku, rosnącą część dochodów z gospodarki rolnej w ogóle. Spadek eksportu zboża powodował wzrost nacisku szlachty na obowiązek propinacyjny. Pojawiają się czasem zarzuty wobec żydowskich karczmarzy rozpijających chłopów w całej Polsce, jak ze strony Staszica1017. W poszczególnych dobrach w Wielkopolsce dochody z propinacji mogły stanowić 20, 40, ale i 60% wszystkich zysków i produkcja tego rodzaju bardzo się opłacała. Na przykład w dobrach rogalińskich w latach 1790-1794, dochód ze sprzedaży żyta w postaci alkoholu czterokrotnie przewyższał sprzedaż zboża. Spożycie alkoholu przez chłopów pod koniec XVIII wieku w Wielkopolsce, według obliczeń jednego z autorów, wynosiło rocznie 78 litrów piwa i 3,5 litra gorzałki, ale są to szacunki bardzo niskie wobec innych obliczeń1018. Autor ten twierdzi, że opinie o dużym spożyciu alkoholu były przesadzone. Nie bierze jednak pod uwagę zróżnicowania konsumpcji. Oznacza to spore grupy mocno nadużywające alkoholu, mieszające piwo z wódką, pijące bez zakąski; przy czym pamiętać należy, że alkohol był też zanieczyszczony i pozbawiony rektyfikacji. Wszystko to ułatwiało i przyspieszało upicie się. Łukasz Gołębiowski pisał o szlachcie: "trudniły się robieniem wódek żony, a zaprawiając i kosztując zbyt często rozpijały się niekiedy"1019. Wódki, w tym smakowe i likiery pito już od rana i trzymano w apteczkach domowych, nad czym pieczę sprawowała pani domu "były pod kluczem Jejmościnym"1020. Ignacy Krasicki w Panu Podstolim opowiadał, "że już jedenasta minęła, poszliśmy do apteczki. Tam Pan Podstoli w niezliczonych rodzajach wódek, konfitur, przysmaczków, wybrał niektóre, a żem ja nie był do tego rodzaju trunku przyzwyczajony, napił się wódki z Ojcami reformatami (...)"1021.

Oczywiście, pijaństwo nie stanowiło jedynej polskiej przypadłości i literacki oraz kulturowy topos moralizatorstwa na ten temat pojawiał się również u krytykujących nas sąsiadów. Wolfgang Petersen sądził w 1782 roku, że ta typowo niemiecka wada picia na umór została już przezwyciężona1022. Jak pisał: "Man kann an allen rohen Völkern die Bemerkung machen, daß sie dem starken Getränk außerst ergeben sind"1023. Niemieckie pijaństwo, mimo luteranizmu, także na terenach Prus, panowało jeszcze i w XVII wieku: "Noch zu Anfang des 17ten Jahrhunderts herrschte diese Gewohnheit, denn Barclai redet in seiner Schilderung teutescher Art und Sitte aus Erfahrung also davon. 'Einer unermeßliche Trinksucht, ein schon eingestandenes und also freieres Laster, drückt die teutsche Nation'"1024. Nałóg szerzył się zarówno wśród ludu, jak i elit. Już w średniowieczu każdą transakcję handlową zwyczajowo opijano. Na stole stał dzban pełen piwa lub wina, z którego czerpano. Kto przez pomyłkę zamknął dzbanek, za karę musiał wypić duszkiem połowę jego zawartości. Za przejaw degeneracji uważano natomiast częste picie już od samego rana1025.

Konsekwencją pijaństwa, poza wspominanymi w innych miejscach narracjami, było zdziczenie obyczajów, przemoc, bójki, rany, uszkodzenia ciała oraz morderstwa. Jeszcze pod koniec XVII wieku narzekano w Niemczech na powszechne pojenie dzieci alkoholem1026. W Rzeczypospolitej Szymon Starowolski nie inaczej pisał: "U nas dzieci jeszcze małe pić poczynają się uczyć (pierwej niźli pacierza) od rodziców swoich, którzy sami za kuflem siedząc, dziadkom swoim dają się po kęsu napijać, aby się z młodu przyuczali, mianowicie niektóre matki, co dzieciom wina duszkiem rade żołądek ogrzewają. A dopiero kiedy trochę podrosną to już obok z panem ojcem siedzą i w rząd piją, zwlaszcza kiedy się naukami bawić poczną albo jaki tytuł w szkołach otrzymają"1027.

Stopniowo, od pokoju westfalskiego, nowe obyczaje przenikały do Niemiec razem z guwernerami i artystami z Włoch i Francji, gdzie alkohol oczywiście akceptowano, ale nie w takim nadmiarze, a nacisk kładziono na rozrywki, kulturę, muzykę, teatr, konwersację, operę, a nie pojenie się na umór podczas uczt. Tymczasem w Niemczech i Prusach starogermańskie picie na umór długo stanowiło model popularny.

W XVIII wieku konsumpcję alkoholu ograniczały i wypierały nowe napoje: czekolada, kawa i herbata, a władcy wydawali edykty zakazujące i ograniczające picie przy różnych oficjalnych okazjach. Fryderyk II wysoko opodatkował alkohol z powodu jego negatywnego działania na ludzi i pozytywnego wpływu podatku na stan kasy państwa1028. Oczywiście wiadomo, że w średniowieczu mocne alkohole, czyli przede wszystkim wódkę, sprzedawano w aptekach tylko jako lekarstwo. Już jednak w czasie wojny trzydziestoletniej, po zdobyciu miasta, żołnierze udawali się do aptek po wódkę, a pod koniec XVII wieku wódkę sprzedawano powszechnie w szynkach. W XVIII wieku upowszechniała się wódka zbożowa i stopniowo, choć raczej już w XIX wieku - z ziemniaków. Wprawdzie więc procesy dyscyplinowania miały pozytywny wpływ, ale działały też inne negatywne bodźce - poza upowszechnianiem wódki, także duży spadek jej ceny - z powodu których pijaństwo robotników stało się plagą XIX stulecia. Oficer fryderycjański, baron Seld, ruszając na wojnę, otrzymał od żony w prezencie dwie flaszki z paloną wódką i srebrny kubek z napisem: Sauf nur nicht zu viel!1029 Ostrzeżenie było prorocze, bo małżonek rychło znalazł się na drodze do alkoholizmu, w czym towarzyszył mu wiernie jego adiutant. W porę skutecznie zaprzysięgli powstrzymanie się przed kontynuacją nałogu1030. W XIX wieku pijaństwo w Prusach wzbudzało zaniepokojenie władzy, ale i lekarzy. Nad sposobami zaradzenia problemowi zastanawiał się Fryderyk Wilhelm III, a w prasie berlińskiej w 1802 roku wypowiadał się doktor Hufeland, nazywając pijaństwo "zarazą"1031.

Alkohol w rozwoju cywilizacyjnym

Przyswojenie alkoholu przez człowieka zaczęło się od korzystania ze sfermentowanych owoców. Szczególnie w wypadku miodu, z powodu wysokiej zawartości cukru, dochodzi do spontanicznej fermentacji alkoholowej, co mogło się dokonywać przy obecności wody deszczowej. W ten sposób pierwszym napojem prawdopodobnie był miód pitny1032. Konkurencja piwa pojawiła się już około 5500 lat temu, kiedy człowiek nauczył się uprawiać jęczmień i pszenicę. Potem wraz z uprawą winorośli zaczęto pić wino. Cenę miodu podnosił fakt, że długo służył on ludziom do słodzenia1033. Także w Polsce miód znano zanim wraz z chrześcijaństwem pojawiło się wino. Hubert Vautrin pisał w początku XIX wieku o jego spożyciu: "miód pitny syci się tu od niepamiętnych czasów"1034.

Pijaństwo i alkoholizm nie są jedynie skutkiem indywidualnych skłonności oraz problemów. To także sposoby przejawiania się wzorów kulturowych, systemu cywilizacyjnego i społeczno-ekonomicznego, jego niedomagań i sukcesów oraz stylów życia. Poprzez alkohol widać bogactwo i wysoki status społeczny, ale też nędzę, związane z nią stresy i frustracje. Piwo następnie było przede wszystkim pożywieniem równie ważnym jak chleb już w czasach starożytnych1035. Od cudu z piwem zaczynają się też z tego względu legendarne dzieje Polski. Dwaj goście nie zostali mianowicie przyjęci na uczcie Popiela i musieli się zadowolić skromnym poczęstunkiem u biednego rataja Piasta na podgrodziu. Wówczas to dokonała się cudowna zamiana cienkiego i kwaśnego piwa w znakomity smakowity trunek, a tymczasem u Popiela zaczęło go brakować, musiał więc upokorzyć się i udać po piwo do biednego Piasta, którego syn stał się księciem i założycielem dynastii. Taką historię opowiada nam Gall Anonim1036.

Rytm życia, roczny cykl świąt religijnych i rolniczych, ryty przejścia oraz transakcje handlowe (litkup) - wszystko to urozmaicone było i jest konsumpcją alkoholu. Wódką umacniano więzi rodzinne, sąsiedzkie, koleżeńskie w pracy. Kościół nadużywanie uważał za grzech, a szlachta piła z zamiłowania. Jan Kochanowski w XVI wieku stwierdzał:

"Ja inaczej nie piszę, jeno

pijane moje rymy,

bo i sam rad piję"1037.

W Polsce tradycyjnie od XVI wieku w wypadku kaca modlono się do świętego Antoniego. Jeżeli modlitwa nie dawała efektu, już w XIX wieku stosowano mocną gorzką herbatę, sok z ogórków, kwas chlebowy i żurek oraz nieodzowny klin. Panował też zwyczaj, że gdy w dworze szlacheckim rodziło się dziecko, córka czy syn, gospodarz do dębowej beczki destylował żytniówkę, zakopywał w ziemi, a następnie odkopywał, gdy nadchodził czas wesela. Taki stary alkohol nazywano starką i uważano za najcenniejszy1038.

Pito w karczmie, która we wsi liczącej często 30-40 gospodarstw stanowiła ośrodek chłopskiego życia towarzyskiego, przy czym często upijano się do nieprzytomności, poprzedzonej ewentualnie bójkami. Ulryk Werdum o karczmie we wsi Zajączkowo pisał: "z całej wsi chłopi z żonami i dziećmi, parobkami, dziewkami - wszyscy w niedzielę wieczór przy muzyce i tańcu zapełniali karczmę i hałasowali wściekle"1039, o karczmie we wsi Góra: "karczma w której miałem mieszkać była pełna pijanych chłopów i szlachty, jak to wieczorem w niedzielę jest zwyczajem w całej Polsce"1040. Przemoc była tu wszechobecna, socjalizacja i internalizacja wzorów zachowań słaba, a alkohol agresję podsycał. Werdum pisał o częstych bójkach w karczmach1041. W 1634 roku "dwaj wojewodzice ruski Daniłowicz i łęczycki Radziejowski, pokłóciwszy się z błahego powodu, walczyli na pięści i wyrywali sobie włosy, tak, że odnieśli rany i zostali częściowo łysi. Gdyby też zamknięte drzwi nie powstrzymały nadbiegającej służby obu, doszłoby do wielkiego tumultu i ran, albowiem w sali błyskały już wydobyte szable"1042. Rymopis kujawskiej szlachcie nakazywał sporządzenie testamentu i pozostawienie żonie przed wyprawą na pijaństwo1043. Badania Marcina Kamlera wskazują wyraźnie na wysoki wskaźnik przemocy, zabójstw i zranień w stosunkach sarmackiej szlachty oraz chłopów. Jak pisał: "wystarczyło niebacznie wypowiedziane słowo czy odmowa spełnienia kolejnego toastu, aby ktoś, kto czuł się urażony porywał się do szabli"1044. Wiemy o bijatyce zakończonej ranami na weselu córki Stefana Paca1045. W statutach bractw cechowych widnieją zakazy przychodzenia do bractwa z kordami, siekierami oraz rusznicami. Karczmy i średniowieczne tawerny służyły nie tylko mieszkańcom wsi i miast, ale leżały też przecież na szlakach komunikacyjnych i stanowiły miejsce odpoczynku podróżnych1046. W średniowiecznych tawernach nie istniały jeszcze silnie zaznaczone różnice społeczne, co stało się później i szlachta mogła siedzieć z chłopem przy jednym stole. W XVII wieku było to już nie do pomyślenia. Wspomina o tym Ignacy Krasicki w Panu Podstolim, odsyłając do rozmowy Pana z włodarzem w tekście Jana Kochanowskiego: "Takci bywało Panie, pijaliśmy ze sobą, ani Pan gardził kmiotka swojego osobą; Dziś wszystko już inaczej, wszystko spoważniało; Jak to mówią postawy dosyć, wątku mało"1047.

Powszechnie też praktykowano niedzielne picie w karczmie zamiast obecności na mszy. Statut z 1574 roku zakazywał picia piwa lub gorzałki podczas kazania i mszy niedzielnej: "ten czas na nabożeństwie każdy strawić powinien"1048. Jak wskazuje dokument z XVI wieku, do szynków i karczm zakazywano także uczęszczania kobietom. Picie kobiet miało być jedynie symboliczne, przez zamoczenie ust, a już dziewice powinny zachować w tej sprawie najwyższą czujność1049. "Brzeżków kielicha dotykały tylko ustami, lub napiwszy się trochę resztę wylewały na talerz przez zbytek skromności"1050. Marcin Matuszewicz pisał o damie, która "wg zwyczajnej damom modestii [skromności - p.m.] trochę wypiwszy oddała mu pełny kielich"1051. W rzeczywistości panie potrafiły również nieźle sobie golnąć, a picie dam nie było też jeszcze tak stabuizowane, jak w XIX wieku1052. Liselotta z Palatynatu, poślubiona bratu Ludwika XIV, w 1699 roku donosiła, że pijaństwo kobiet jest we Francji całkiem częste: "Das Saufen ist gar gemein bei der Weiber hier in Frankreich (...). Zu allem Unglück saufen die Damen hier noch mehr als Mannsleute, und mein Sohn - der Regent... hat hat eine verfluchte Mätresse, das Mensch sauft wie ein Bürstenbinder"1053. Piły też tęgo Angielki, Włoszki i Niemki, szczególnie z Lubeki oraz ze Szwabii1054.

Picie zostało ujęte w szlachecki kodeks picia i towarzyszących mu zachowań. "Polak, gdy podchmieli sobie, jest szczodry, nic nie żałuje, wszystko chętnie odda"1055. Także poczęstunek wódką przy pracy lub po pracy nie należał do rzadkości, nie tylko w Polsce sarmackiej, ale i w XIX wieku. "Jeszcze niedawno drwal czy furman otrzymywał od pani domu na tacy 'głębszego', choćby nawet tylko przez drzwi"1056. Często dwór przekazywał ludności wiejskiej piwo jako zapłatę za pracę, nie traktując go jako trunek, ale żywność i nie widząc w tym niczego nagannego. Tak było na przykład z rzemieślnikami wiejskimi zakontraktowanymi na prace budowlane czy melioracyjne. Także piwo figurowało w kontraktach kowali, płacono nim za tłuki i pomoc w budowie domów, w formie wynagrodzenia otrzymywała je służba dworska i folwarczna. To piwo przeznaczane na wynagrodzenia stanowiło około 20% produkcji. Natomiast chłopów gorzałką obdarowywano rzadziej. Regularnie niewielki poczęstunek wódką miał miejsce po zakończeniu żniw, tak zwane "wieńcowe"1057.

W miastach średniowiecznych, jak Poznań, za najcenniejszy monopol uchodziło prawo miasta do warzenia piwa. W Poznaniu bractwo piwowarów powstało na przełomie XIV i XV wieku. Byli to zamożni rzemieślnicy, którzy jako jedni z pierwszych kazali budować dla siebie murowane domy w mieście. Wojny XVII i XVIII wieku i spowodowane nimi zrujnowanie Poznania, jak i reszty kraju, doprowadziło do zubożenia piwowarów1058. O piciu piwa w Poznaniu XVIII wieku pisał autor monografii: "Było stosunkowo tanie, w związku z tym spożywano je do posiłków i jako napój orzeźwiający. Był to więc artykuł naturalny i tak ważny dla konsumenta jak chleb dzisiaj"1059. Cech piwowarów nazywał siebie "browarami cechowymi" i dostarczał piwa na rynek miejski. Piwo produkowali jednak także piwowarzy z przedmieść duchownych, zwłaszcza Chwaliszewa i pobliskie wsie miejskie Poznania. Piwo zapewniała też szlachta i duchowieństwo z pobliskich okolic oraz kupcy sprowadzający je z Grodziska. Nieco piwa angielskiego dostarczano do Poznania z Gdańska, Torunia i Frankfurtu nad Odrą. Na koniec powiedzieć trzeba, że robili je sami mieszczanie.

Kościół, antyk i barbarzyńcy wobec pijaństwa

W epoce feudalizmu i w średniowieczu oraz wczesnej nowożytności, Kościół pijaństwo piętnował. W Biblii pijaństwo traktowano jako część składową grzechu głównego obżarstwa. Ważnym kontekstem był rozległy system postów (w średniowiecznej Polsce 192 dni, w średniowiecznej Europie przeciętnie 140-160), wprowadzający elementy ascezy i do pewnego stopnia blokujący picie na bardzo długie okresy w roku. Posty chroniły także w jakimś stopniu przed szkodliwym dla zdrowia obżarstwem1060. Stanowiły też jednak element tabu pokarmowego, podobnie jak zakaz jedzenia wieprzowiny występujący w różnych kulturach1061.

Picie wiązano wówczas z bezwstydnymi wypowiedziami po pijanemu, pozamałżeńskimi ekscesami seksualnymi, obscenicznymi gestami czy z pijackimi obscenicznymi piosenkami. W Biblii znajdujemy sporo wzmianek o winie i potępienie jego nadużywania1062. Pijaństwo w tych najstarszych, biblijnych czasach nie podlegało jednak przesadnej krytyce. Noe mógł spać pijany spokojnie, natomiast Biblia atakuje jego występnego syna Chama. W Księdze Rodzaju znajdujemy informację o upiciu Lota, z braku innych mężczyzn, przez dwie córki w celu posiadania potomstwa. Notabene, według prawa kazirodztwo takie karano śmiercią (19, 30-38). Rainhold Kaiser zwraca uwagę, że już w Biblii alkohol występował często w związku z przemocą i tak będzie również później. Z kolei mityczny król Daniel mówił o swoim synu, że poda mu rękę i się na nim wesprze, gdy będzie pijany1063. Wzmianki niechętne wobec pijaństwa znajdziemy u Izajasza, Jeremiasza, Amosa, Ozeasza, Salomona: "Biada tym, którzy rychło wstając rano szykują sycery, zostają do późna w noc, bo wino ich rozgrzewa" - czytamy w Księdze Izajasza. "Biada tym, którzy są w piciu niezrównani i którzy celują w mieszaniu sycery". Znajdujemy tu też opis upojenia alkoholowego: "(...) u kogo oczy są mętne? U przesiadających przy winie, u próbujących amfory. Nie patrz jak się wino czerwieni, jak pięknie błyszczy w kielichu, jak łatwo płynie przez gardło: bo w końcu kąsa jak żmija, swój jad niby wąż wypuszcza; oczy dostrzegą rzeczy dziwne, a serce brednie wypowie"1064. Pokazuje się też już wszakże "niewolników alkoholu", którzy siadają do niego od rana i pochłaniają osiemnaście pucharów wina1065. W listach Świętego Pawła można przeczytać: "Nie upijajcie się winem, a napełniajcie duchem"1066.

Z perspektywy grzechu głównego potępiano pijaństwo, nakładano za nie ciężkie pokuty, a nawet karano ekskomuniką. Duchownym zakazywano odwiedzania szynków i grożono surowym karaniem pijaństwa1067. W naszym kręgu kulturowym oskarżali się wzajemnie katolicy i protestanci, poczynając od Marcina Lutra. Wojny propagandowe były niewybredne. Obiektem nieustannych żartów i kpin stawali się pijani mnisi, oskarżani zarazem o obżarstwo i próżniacze życie. "Jeśliś zaś zmęczony i przygnębiony, napij się", pisał Marcin Luter na temat alkoholu w 1539 roku. Znana sentencja twórcy protestantyzmu brzmiała: "Kto nie kocha śpiewu, wina oraz kobiet pozostanie głupcem na całe życie". Podobnie Wolter i antyklerykalne elementy prądu oświecenia uczyniły z picia kleru pośmiewisko, za co oczywiście duchowieństwo nie było wdzięczne. Oświecenie atakowało nie tyle religię i nie tyle nawet duchowieństwo, co przede wszystkim próżniacze życie mnichów.

Warto jednak pamiętać o bardzo silnym w Kościele prądzie ascezy, a także pogardy wobec doczesności, odrzucenia konsumpcji oraz bogactwa i seksu. Z drugiej strony, wino pozostawało kluczowym napojem cywilizacji chrześcijańskiej, a rozległe winnice uprawiano w klasztorach i we włościach biskupów1068. W Grecji i Rzymie wino zresztą również silnie wiązało się z praktykami religijnymi. W Polsce wraz z chrześcijaństwem pojawiła się też kultura picia wina, upowszechniana przez zakon cystersów. Pierwsza komunia święta wprowadza dzieciom myśl o świętości wina, czego nie ma w wypadku żadnego innego trunku. Zakony w ogóle często angażowały się w uprawę winnic. Prym w tym zakresie wiedli właśnie Cystersi założeni w 1112 roku. Zakony miały też duży wkład w rozwój browarnictwa i piwowarstwa. W produkcję piwa angażowały się też zakonnice, wśród nich przeorysza święta Hildegarda z Bingen1069.

Zmieniła się następnie kultura pracy. W Grecji pracowali niewolnicy, obywatele pracą zarobkową gardzili. W chrześcijaństwie ludzie skazani zostali za grzech pierwszych rodziców na codzienną pracę w znoju, a więc postrzegano ją z perspektywy ciężkiej i niewdzięcznej pracy zwykłych ludzi oraz uważano za mordęgę i nieprzyjemny obowiązek. Szlachta, która nie pracowała, czuła się lepsza od harujących w pocie czoła chłopów i powoływała się na ideały kultury antycznej1070. W Grecji i Rzymie pijaństwa szczególnie nie potępiano, chociaż zdarzały się prądy intelektualne, jak stoicyzm, nawołujące do umiaru, a także do zachowania złotego środka. Zresztą znamiennym tropem kulturowym jest i tutaj oskarżanie o pijaństwo obcych, a więc plemiona galijskie, celtyckie czy też germańskie. Grecy i Rzymianie byli podekscytowani odmiennymi trunkami barbarzyńców, którzy nie znali wina - miodem i piwem. Pliniusz wyliczał różne ersatze wina dla ubogich, traktując je jako coś gorszego. W źródłach antycznych barbarzyńcy pili dużo i zachłannie, w sposób niepohamowany i bez jakichkolwiek zasad, jak ludzie niecywilizowani. Tak pić mieli Trakowie ("pić na sposób Traków"). Z pijaństwa obok Traków słynęli też Medowie, Celtowie czy Scytowie. Tacyt powiada, że Germanie bez przerwy byli pijani, a mimo to silni jak niedźwiedzie i pełni odwagi. Czyta się u starożytnych, że mieli oni pić wielkimi łykami, upijać się do nieprzytomności i wyczyniać w tym stanie okropne awantury. Ideał umiaru u barbarzyńców nie znajdował zrozumienia. Podobnie w Egipcie, Asyrii i Mezopotamii oszołomienie alkoholowe kojarzyło się raczej z religijną ekstazą. Na grobie króla Persów Dariusza znajduje się napis mówiący, że mógł wiele wypić bez szkody dla siebie. Z pijaństw słynęli imponujący mocną głową królowie Macedończyków Filip i Aleksander. Szczególnie w Grecji wino stało się ważnym elementem sacrum, a upojenie alkoholowe odczuwano jako przeżycie w jakimś sensie wzniosłe. Imprezy pijackie w domu, na które zapraszano hetery, fletnistki i tancerki, nazywano sympozjonami i żony nie miały na nie wstępu. Musiały przebywać w osobnej, zamkniętej części domu. Sympozjony greckie były pijackimi ucztami, gdzie jednocześnie odbywały się dysputy intelektualne i polityczne. Brakowało tu elementu ascetycznego, jak w chrześcijaństwie, co nie znaczy, że nie dostrzegano mankamentów picia. Arystoteles pisał, że pijak nie może uprawiać seksu, widzi podwójnie, przy mieszaniu alkoholu boli go głowa następnego dnia i łatwo zaczyna płakać. Z kolei Platon uważał, że młodzież poniżej 18. roku życia powinna ograniczać picie alkoholu. Podobnie w Rzymie kult użycia i przysłowiowa rozpusta czasów cesarstwa (tuzy orgii, jak Kaligula, Tyberiusz, Neron) kontrastowały na tle chrześcijańskiej ascezy. Podboje Rzymu i cywilizowanie plemion dzikich polegały także na zakładaniu winnic wszędzie, gdzie Rzymianie się pojawiali1071.

Klientela i pijaństwo w świecie feudalnym i mieszczańskim

Gruntowna zmiana nastąpiła wraz z ekspansją mentalności mieszczańskiej, potępieniem szlacheckiego konsumpcjonizmu i użycia oraz ekspansją kapitalizmu, gdzie picie obok lenistwa zostało uznane za jeden z podstawowych powodów nędzy. Mentalność mieszczańska identyfikowała pijaństwo jako cechę starego feudalnego ustroju i stylu życia jego żyjącej w próżniactwie oraz rozpuście klasy panującej, czyli szlachty. Miała ona prowadzić życie leniwe i pełne rozrywek, niezasłużenie imponujące wydawanymi pieniędzmi, rozmachem, konsumpcją czy witalnością1072. Cnotą mieszczańską stała się pogardzana wcześniej i lekceważona pracowitość, praca służyła nie tylko zaspokojeniu potrzeb, ale i realizacji siebie. Stanowiło to przeciwstawienie aksjologii biblijnej, gdzie praca jest karą za wygnanie z raju i nieprzyjemnym obowiązkiem. Także z religijnej perspektywy, mieszczaństwo potępiło próżnowanie mnichów, a spędzanie czasu na modlitwie uznano za stratę czasu. Protestantyzm od Marcina Lutra tej postawy bynajmniej nie zmienił. On sam miał typowo monastyczny, obojętny stosunek do pracy.

W nowożytności pojawiło się zjawisko "dyscyplinowania", polegające na odgórnym narzucaniu norm prawnych, internalizujących wzory zachowań oraz normy cywilizacyjne, tłumiących spontaniczne zachowania, nadmierną konsumpcję, obżarstwo, pijaństwo, seks, agresję i przemoc1073. W kulturze tradycyjnej ciągłe niedobory żywności powodowały okazjonalne obżarstwo oraz pijaństwo bez umiaru przy okazji rytów różnego rodzaju. Nathaniel Wraxall, podróżując po Polsce, natrafił na wesele chłopskie, gdzie już na wstępie towarzystwo było mocno nietrzeźwe:

"Pan młody - wysoki i przystojny chłop; ona, chociaż niepiękna, odznaczała się bardzo przyjemną sylwetką. (...) Kiedy wszedłem do izby, zastałem tam tłum chłopski płci obojga, mocno podpity. Panna młoda stała oparta o ścianę, a jej wybrany, bynajmniej nie zmieszany obecnością tylu świadków, zalecał się do niej grubiańsko, po pijanemu. Nachylał się nad nią, pokrzykując, pohukując, gwiżdżąc i podśpiewując na przemian w samo ucho. Od czasu do czasu częstował ją szklanką piwa, którego nie odmawiała. Kiedy jednak próbował posunąć się za daleko, przeciwstawiała się jego pieszczotom, odpychając go. Nieopodal siedziała matka dziewczyny w stanie częściowego upojenia, uważnie śledząc kochanków"1074.

Nadużywanie alkoholu zajmowało ważne miejsce w tych procesach dyscyplinowania. W całej Europie władcy czy samorządy miejskie wydawały akty prawne ograniczające konsumpcję alkoholu, aczkolwiek ich realizacja pozostawiała wiele do życzenia i pozostawały często postulatami oraz pobożnymi życzeniami. Aparat egzekucyjny, policyjny i sądowy odznaczały się bowiem wielką słabością. Już Zygmunt Stary w latach 1524 i 1534 wydawał prawa przeciwko pijaństwu1075. Rzesza Niemiecka wprowadzała kary za pijaństwo w 1495 roku, Anglia w 1606 roku. Król Francji Franciszek I w 1536 roku nakazywał zamknięcie w ciemnicy o chlebie i wodzie każdego, kto pokaże się pijany w miejscu publicznym. Przy recydywie miał być wychłostany rózgami. Zabraniano też picia miejscowym w karczmach i oberżach, przeznaczonym odtąd jedynie dla podróżnych1076. Zakazy i ograniczenia powtarzano. W niemieckiej Rzeszy wydawano je w latach 1497, 1500, 1512, 1518 i 1548. W dokumencie z 1512 roku czytamy: "Wiewohl das Zutrinken in vorgehaltenen Reichstagen mehr denn niemal höchstlich verboten, so ist es doch bisher wenig gehalten, vollzogen oder gehandhabt worden. Darum und sonderlich, dieweil aus dem zutrinken Trunkenheit, aus Trunkenheit viele Götteslasterung, Todtschlag und sonst viel laster entstehen, also dass sich die Zutrinkenden in Fährlichkeit ihrer Ehre, Vernunft, Seele, ihres Leibes und Gutes begeben, so soll in allen Landen eine jede Obrigkeit, hoch oder niedrig, geistlich oder weltlich, bei ihr merklich hohen Strafen verbieten"1077. Zakaz z 1502 roku dotyczył, oprócz upicia się, także przeklinania. Karczmarza karano mandatem czterech guldenów. Bamberg z kolei wprowadził karę trzech guldenów albo trzy dni uwięzienia w wieży o chlebie i wodzie1078.

Prawne ograniczenia konsumpcji alkoholu na weselach i innych imprezach rodzinnych badał gdański historyk Edmund Kizik dla miast hanzeatyckich. Ordynacja dla Żuław Malborskich z 1622 roku zakazywała podawania na weselu piwa powyżej 12 beczek, a wesele nie mogło trwać dłużej niż dwa dni. Chłopskie wesele na tym obszarze (1633 rok) mogło zużyć cztery beczki piwa, a wesele w Bremie w 1744 roku mogło trwać nie dłużej niż dwa dni i zużyć sześć beczek piwa. W tym czasie, we wsi Wrzosowo na Pomorzu Zachodnim, bawiono się czasem nawet osiem dni1079. Podczas wesela w Lubece wolno było zużyć określoną ilość alkoholu odpowiedniej jakości, a w biskupstwie Osnabrück z tej okazji wypić cztery beczki piwa i 20 litrów wódki1080.

Średniowieczne pijaństwo zakorzenione było w dzikich obyczajach pogańskich plemion. Kraje, w których występowały obyczaje rzymskie i łacińskie, charakteryzowały się o wiele większym umiarkowaniem w piciu. W XVII wieku to raczej Francuzi zarzucali pijaństwo Niemcom. Niemieckie pijaństwo było sławne w Europie zarówno w średniowieczu, jak i nowożytności, chociaż inne narody europejskie nie odstawały specjalnie pod tym względem, jak np. Szwedzi, Anglicy czy Rosjanie1081. W początku XVIII wieku o picie nadal oskarżano Prusaków, Polaków i Rosjan. Europa Północna cały czas w pijaństwie wiodła prym. W Berlinie w 1698 roku znajdowało się 37 gorzelni, w 1753 roku 621082. Powstawać zaczęły przyjęte miejsca picia poza domem, a więc knajpy, szynki czy karczmy. Już w starożytności występowały lokale, gdzie pić mogli podróżni1083. Jakub Haur zauważał w 1689 roku, że pijaństwo do nas przyszło z Niemiec: "Gdy zaś Niemiec obaczy pijanego Polaka, to rzecze Swin Pols, a on sam w tym jeszcze większą świnią, bo go i szołdrą zowią"1084.

W wypadku Rzeczypospolitej charakterystyczne było pijaństwo sarmackie, a więc szlacheckie. Bazowało ono na niezwykle ożywionym i wystawnym życiu towarzyskim, więziach lokalnych oraz klientelnych między patronem i klientami, którzy czerpali z tego znaczne zyski. Przykład szedł z góry i obserwatorzy opisywali w pierwszym rzędzie uczty i pijaństwo królewskie. Opis uczty z 1690 roku koncentruje się na jej wystawności i wspaniałości, w tym wielkiej ilości wina. Dowiadujemy się o przyśpieszającym picie systemie toastów: "Kto wznosi toast posyła pełen kielich temu, do kogo pije, a sługa stawia mu go przed talerzem i trzeba wypić prędzej czy później bez żadnej dyspensy. Nawet jeśli byłoby przyniesionych sto kielichów od onych, którzy chcieliby pić za zdrowie tej osoby, ona musiałaby te wszystkie toasty odwzajemnić i sama pić do wszystkich, aby nie uchodzić za niewychowaną, awięc upić się musi z powodu konwenansów"1085.

Józef Ignacy Kraszewski wskazywał, że rządy tysiąca panów Polskę osłabiały1086. Hugo Kołłątaj mówił o magnatach, którzy utrzymują sławnych z szałapuctwa i pijaństwa ludzi do kielicha i do korda. "Takich używano na sejmiki (...). Mają nieustannie piwnice opatrzone w trunki, wedle mody przyjętego podówczas pijaństwa nieustannie prawie otwarte, stoły codziennie wielkie (...)"1087. Jak powiada, podpuszczona pijana szlachta występowała na sejmikach przeciwko dziełu Konarskiego O skutecznym rad sposobie i nakazała je palić katu w ogniu1088. Z kolei sąsiedzi odwiedzali się nawet przy znacznych odległościach, a kończyło się to wystawnymi ucztami. Okazję czyniły święta, jak imieniny. Jędrzej Kitowicz pisał: "Najadłszy się smacznych potraw i skosztowawszy cukierków, trzeba się napić; obaczmyż jak starzy Polacy tę potrzebę ułatwiali. Naprzód gospodarz po odbytej sztuce mięsa nalał w mały kieliszek wina i pił nim zdrowie wszystkich siedzących u stołu, począwszy od osoby najgodniejszej do ostatniej, za wymienieniem każdej znacznej osoby przytykając do ust i odejmując kieliszek, a skończywszy dystyngwowanych resztę stołowników wymieniał jednego po drugim własnym nazwiskiem lub też powszechnym 'W Pana zdrowie', gdy kogoś nie znał, kierując ku niemu oko, nie przytykając do ust kieliszka, tylko trzymając go w ręku, a dopiero po wymienionym ostatnim łyknął trochę lub do reszty wypił, jak mu się podobało i postawił kieliszek1089. Gdzie był gospodarz dyskretny, chociaż wylany do uraczenia gości, tam się uchronić można było od spełniania kielichów; ale kiedy sam lubił wypić i drugich poić, trudna rzecz była: wołano, krzyczano, doliwano i co tylko było sposobów, wszystkimi przymuszano do spełnienia - a jeszcze duszkiem"1090. Podobnie opisywał to William Coxe, zauważając zwyczaj spełniania toastu jednym wielkim kielichem, który następnie przewracano do góry dnem, aby pokazać, że jest pusty i podawano do spełnienia kolejnej osobie. Toastów była "niezliczona ilość"1091. Fryderyk Schulz stwierdzał, że w okresie Sejmu Wielkiego najznakomitsze uczty w stolicy organizowano w domach Czartoryskich, Małachowskich, Sapiehów, Potockich, Ogińskich etc. Najświetniejsze imprezy odbywały się jednak w rosyjskiej ambasadzie: "Polskie upodobanie szczególnie w dostatku i zbytku tu się z całą świetnością objawiało; kilka sal obstawiono stołami, które się rzeczywiście pod ciężarem uginały. Jedzenia wszelkiego rodzaju było do przesytu. Wina węgierskie, francuskie, hiszpańskie i niemieckie, które gdzie indziej ledwie się kosztują i używają po odrobinie, tu się lały. Wódki podawano w ogromnych kielichach. Limoniada, oranżada, bawaroaza stały w naczyniach ogromnych, w jakich gdzie indziej piwo dają. Kawa i czekolada nieustannie się lały z olbrzymich srebrnych imbryków. Stosy, a góry konfitur, owoców, grzanek na wielkich talerzach krążyły po salach nieustannie. Czeredy obżartuchów próbowały, do jakiego stopnia siła ich trawienia te amalgamaty zniesie, nerwy smaku wydołają"1092. Jak wielu innych obserwatorów Schulz podkreślał, że po najludniejszych nawet ucztach, jadła i napitków zostawało bardzo dużo, z czego korzystała służba. Autor ten opowiada też o magnacie, który posiadał kilka rezydencji, a w każdej podczas jego obecności stoły z trunkami obsiadał tłum klientów: "Nie ogranicza się jedną rezydencją, przenosi ją z jednych do drugich dóbr, z województwa jednego do drugiego. Tam, gdzie familia się znajduje codziennie dom otwarty i mnóstwo klientów i urzędników, którzy go napełniają z politycznych lub ekonomicznych względów, przybywając i przebywając w nim, cisnąc się tu z obowiązku z grzeczności lub rachuby. Stół co dzień otwarty, muzyka, teatr, zabawy wiejskie. Wszyscy, których potrzebują do tego dworacy, kapelanowie, kamerdynerowie, muzycy, lekarze, pisarze, służący itp. na wozach i powozach jadą z miejsca na miejsce. Garderoba, piwnica, kuchnia, pościele itp. na innych furgonach jadą. Powozy, ekwipaże, konie wierzchowe ciągną się długimi szeregami z koniuszymi, berejterami [ujeżdżaczami - p.m.], woźnicami, pachołkami, nawet bydło na rzeź i drób, jeśli podróż pustym krajem prowadzi, albo gospód braknie, albo nie liczy się na gościnę u przyjaciół, furami się ogromnymi przewozić musi"1093. Klientela cisnęła się już od rana: "Słudzy przyjmują ich wyrazem 'Pan śpi', ale wpuszczają do przedpokoju, jeżeli się powie, że czekać będzie na wstanie. W przedpokoju znajduje się często od piętnastu do dwudziestu osób, które od kilku godzin wyczekują tęsknie, póki się nareszcie sypialnia nie otworzy. Gdy nareszcie zjawi się sługa, wszyscy go otaczają, dopraszając się zameldowania u księcia"1094.

Przy takim pijaństwie i zanieczyszczonym alkoholu wymioty nikogo nie dziwiły i opoje w tym celu "wychodzili za dom i tam sprawiwszy sobie dobrowolnie wymiot, powracali do kompanii i znowu na nowo pili"1095. Ambicją gospodarza było, aby z imprezy nikt nie wyszedł trzeźwy: "Jako jeden potoczywszy się, wszystkie schody tocząc się kłębem przemierzył; jako drugiego zaniesiono do stancji jak nieżywego; jak ów zbił sobie róg głowy o ścianę; jak tamci dwaj skłóciwszy się, pyski sobie powycinali; jako nareszcie ten jegomość chybiwszy krokiem, upadł w błoto, a do tego ząb sobie o kamień wybił"1096.

Hubert Vautrin ujmował tę metodę prowadzenia życia towarzyskiego i utrzymywania więzi z sąsiadami via alkohol w sposób bardzo brutalny i przerysowany: "dobywa sobie tylu adherentów ilu może utopić w potokach wina lub wódki, którymi ich częstuje (...). Ujrzeć tu można próżniaków zjeżdżających się z daleka do jednego z kompanów, aby opróżnić jego piwnicę i spiżarnię, a następnie wraz z gospodarzem udać się do innego. Orgie takie byłyby pospolitsze, gdyby nie stały im na przeszkodzie wielkie odległości między dworami i trudności komunikacyjne"1097.

System klientelny budował magnackie partie na sejmikach, sejmach i w trybunałach. Patron opiekował się klientami, zapewniał im dochody, posady i posiłki, ale najczęściej niezbyt wystawne: "w Polsce zamożną szlachtę otacza rój biednych szlachciców, jak to jest w bajce o wołu, wokół którego krążą owady (...). Potrzeby służby na dworze magnackim narzucają dworzaninowi celibat, płaca jego, zaledwie wystarczająca na utrzymanie konia, wyżywienie stajennego i zakup tłuszczu do czyszczenia butów, nie daje mu możności utrzymania żony i rodziny"1098. Ignacy Krasicki opowiada o kandydacie na posła, który aby zdobyć poparcie wśród szlachty: "Kupiłem więc w pobliższym klasztorze wina wybornego beczek kilka, kucharzów użyczyli sąsiedzi, że zaś było pieniędzy dostatkiem poszło wszystko i prędko i dobrze"1099. Następnie, podczas sejmiku w kościele, dochodzi do krwawej bijatyki między pijaną szlachtą koło kruchty. Jeden z nieszczęśliwych kandydatów uciekł do zakrystii i tam zamknął się przed prześladowcami, którzy chcieli go "na sztuki rozsiekać"1100. System klientelny po włączeniu się weń ambasadorów sąsiedzkich mocarstw, którzy budowali własne poparcie zamienił Rzeczpospolitą w niesterowny okręt zmierzający wprost na skały. Stanisław Konarski w rozprawie O skutecznym rad sposobie pisał, że "Polska nierządem i nieporządkiem stoi"1101, pisał o anarchii, sprzedajności kresek, sądach bez sprawiedliwości i bez wstydu sprzedajnych, przypominał maksymy Monteskiusza, że prawa moc straciły i pozostały tylko obyczaje, oraz że bezprawie zamieniło się w zwyczaj. Nic się nie da zrobić i "lepiej więc w domu, jak mówią, siać hreczkę, niż dla tej Rzeczypospolitej cale niepożytecznie pracować"1102. Wielu też powiada, że Polska nie upadnie, bo w interesie sąsiadów jest "naszą utrzymywać wolność"1103.

Było też naturalne prowadzenie tzw. konsumpcji na pokaz (Thorstein Veblen) oraz traktowanie wspólnych uczt jako ważnego sposobu umacniania więzi. Uczty wydawane przez patrona miały też klienteli zaimponować. Jędrzej Kitowicz wspominał karmienie klienteli przez marszałka trybunalskiego: "Stoły otwarte i biesiady dawał niemal dzień w dzień, a kiedy do jego stołu zasiadło tylko 30 osób, to już to był prywatny obiad. Poił winem węgierskim do zbytku nie tylko znaczniejszych gości, ale też i drobnych, nawet i dworskich panom swoim asystujących (...)"1104. Kajetan Koźmian wspomina, że uderzyły go w młodości w Lublinie właśnie "częste obiady, bale, iluminacje, strzelania z moździerzy i z ręcznej broni na ucztach przez marszałków i prezydentów"1105. Miejscowy batalion Czapskich stawiano na rynku i na dany znak po wzniesieniu na uczcie kielichów za zdrowie solenizanta wojsko plutonami dawało ognia. Hetman Ksawery Branicki podczas ucztowania ze swoimi klientami dowiedział się o niepomyślnym dla siebie wyroku trybunału. Wówczas z swoją liczną czeredą udał się na ratusz, a wystraszeni sędziowie tylnymi drzwiami rozpierzchli się po domach. Następnie, jego stronnicy powrócili do pałacu Branickiego pić dalej.1106 Sekretarza wielkiego koronnego - Michała Granowskiego - charakteryzował Koźmian następująco: "Piękny z twarzy, urodziwej postaci, wzrostu wysokiego, siły ciała nadzwyczajnej, miał wszystkie przymioty i wady podobające się obywatelstwu, popularny, grzeczny, odważny; stawić się, wystrzelać, na pałasze wybić było jego igraszką; lecz najlepiej władał kielichem, mógł się był tą bronią z słynnym Komarzewskim mierzyć, nie z nałogu, lecz przy wydarzonej sposobności; a te się często trafiały. Gdy przepełnił miarę trunku, napadała go mania rozbierać się w pół nago i przymuszać współbiesiadników, aby to samo czynili i mówił wtenczas, 'Ja Amerykanin'"1107. Koźmian daje opis ucztowania Granowskiego, któremu towarzyszą nieodłączne rekwizyty - tłum drobnej szlachty, "którzy się za węchem wina do pieczeni pańskiej, gdzie się tylko Granowski zjawił, do jego stołu zbiegali. On też sam szukał i zapraszał takich, co jego kielichom wydołali, a miał dwa wielkie, jeden nazywał orłem, który oburącz trzymać potrzeba było, gdyż brał w siebie pięć butelek wina, drugi niższy, na krótkiej podstawie i dlatego kaczką zwany mieścił w sobie trzy butelek. Był podówczas w Lublinie niejaki Konrad Badowski, obywatel wojewódzki, dawnego pisarza grodzkiego syn, mecenas drugiej klasy, człowiek niezmiernie gruby, otyły, postaci ogromnej dowcipny jowialista owego czasu, wymowny w facecjach i żartach, śpiewający bardzo przyjemnym głosem i mogący jedynie mierzyć się z tymi kielichami, a zatem zawsze pożądany gość na ucztach tego pana. Ten tedy sekretarz wielki koronny Granowski, wygrawszy przeforsowaną przez siebie sprawę, zaprosił do siebie na obiad cały trybunał, z którego tylko prezydent nie stawił się, gdyż był w lekarstwie. Przy stole chodziły liczne kielichy; gdy się marszalek i deputaci oddalili na popołudniową sesję, okazała się w dłoni Granowskiego kaczka, a potem orzeł i wkrótce objawiła się mania Amerykanina: 'Kto mnie kocha, to samo robi co ja'. I z kielichem w ręku wyszedł na ulicę pół nago, z koszulą zawiązaną u pasa. Gdy przyjaciele przystojnie ubrani i schludnie noszący się zaczęli na to hasło zrzucać z siebie ubiory, poczęła się dezercja tych wszystkich, szczególnie uboższej szlachty, którzy poczuwali się do nieporządku i niechlujstwa pod długą polską suknią ukrytego, ale hajducy i lokaje na rozkaz pana chwytali uciekających, obnażali, a sami współbiesiadnicy, jedni przez pustotę i żartobliwość, drudzy przez gorliwość dla pana, służalcom pomagali. W mgnieniu oka stanęła na ulicy czereda pół naga; zajechała bryka dzielnymi końmi, z dwoma beczkami, z wyciętymi wątorami z winem. Badowski na pół nagi siada jak Bachus na jedną z nich, dają mu wielką chochlę srebrną do zupy, czerpie trunek z beczki, nalewa w kielichy i ta cała pijana gawiedź rusza się w procesji i w dzień biały idzie przez ulicę ku Krakowskiej Bramie"1108.

Nuncjusz apostolski Flawiusz Ruggieri pisał o polskiej szlachcie: "Upijać się jest u nich chwalebnym zwyczajem, niewątpliwie dowodem szczerości, dobrego wychowania, przeciwnie, trzeźwość poczytywana za grubiaństwo"1109. Później, w czasach saskich, wyglądało to tak: "Za panowania Augusta III kraj cały nie wytrzeźwiał jeszcze rozpojony przez Augusta II; pijaństwo zrodziło axiomata: "in vino veritas", drugie "qui fallit in vino", "fallit in omni". Na fundamencie pierwszego wszystkie najważniejsze interesa, tak publiczne jak i prywatne, między świeckimi, jako i duchownymi, robiły się przy kielichach, drugie zmuszało wszystkich nie oszukiwać kompanii, tak użyciem zafarbowanej wody zamiast wina, jako też wylewaniem na stronę kielichów. Nie było tedy balu, uczty, tak magnatów i obywateli świeckiego stanu, jako i duchownych, aby nie wyprowadzano pijanych, nie mogących się utrzymać na nogach, wyzutych zupełnie z przytomności. Jeżeli kto dawał bal lub obiad sam nie mogąc pić, nikogo nie zmuszał do kielichów, choćby tyle wina dostarczał ileby do zalania goszczących wystarczyć mogło, jeżeli gospodarz z siebie przykładu nie dawał, pijąc i do picia nie zniewalał (...). Nie tylko pili przy stole wielkimi kielichami, różne rysowane dewizy mającymi, lecz coraz wymyślając nowe zachęcające do picia zdrowia. Pili dnie i noce do czasu rozjechania się kompanii. Tak w miastach jako i na prowincji każdego oddającego wizytę przyjmowano z kielichem jeżeli po obiedzie przyjechał; kto większe kielichy zdołał wypić jednym ciągiem, nie odstawiając od ust, ten zasługiwał na popularność i stąd robił sobie chlubę, gdy garncowy kielich starego węgrzyna od razu mógł spełnić"1110. Te fatalne opinie o saskich czasach obżarstwa i pijaństwa pojawiają się we wszystkich poważnych relacjach. Kajetan Koźmian wspominał: "Trudno bezstronnie tego nie przyznać, że jak owa generacja za dwóch Augustów wychowana, tonąca, że tak powiem we wszystkich politycznych wadach zeszłych wieków, wyzuta ze wszystkich zalet oświecenia: męstwa, wyobrażeń o cnocie i honorze, skażona i spodlona pijaństwem, pieniactwem, rozpustą, fanatyzmem, chciwością, przekupstwem, przybliżyła przygotowaną od dawna Polsce przez jej instytucje zgubę i do tego stopnia ohydziła nas w Europie, że nie tylko szacunek, lecz politowanie świata nam odjęła"1111.

Szlachcic Stanisław Bukar opisywał tłumne świętowanie imienin matki w drugiej połowie XVIII wieku. Gości zjawiło się tylu, że trzeba było "aż wyjmować jedną ścianę wewnętrzną, aby zrobić salę do zastawiania stołu na kilkadziesiąt osób. Pomimo to wszystko jednak bawiono się ochoczo i huczno przez kilka dni. Bo też w owych czasach nie tyle były wyrafinowane przyjęcia i zabawy. Kuchnia wyborna, wina także, kapela, jak dawniej muzykę nazywano przy uprzejmości gospodarstwa, wystarczyły do uprzyjemnienia gościom pobytu"1112.

Klientelę utrzymywano przez zróżnicowane świadczenia materialne. Janusz Tazbir wskazuje, że alkoholowe paliwo libacji, w których umacniały się więzi klienteli, jednocześnie ukazywało traktowanie z góry i z lekceważeniem szlachty przez magnaterię1113. Etnolog poznański Józef Burszta pisał już w 1951 roku: "Pijaństwo i hulaszczy tryb życia nie były modą jakby to z pozoru wyglądało. Były one konsekwentnym wyrazem konsumpcyjnego życia szlachty w okresie dojścia ustroju feudalnego do szczytu swego rozwoju1114. Jest rzeczą charakterystyczną, że sejmikowe i sejmowe głosy bywały zdobywane i kupowane przez magnaterię szlachecką - właśnie rządzącą krajem i dążącą do zachowania ustroju - przez upijanie tłumów (...) szlachty"1115. Stanisław Morawski w początku XIX wieku o piciu palestry pisał, jak następuje: "Ustawiczne, ale to ustawiczne picie, a raczej żłopanie rozmaitych, jakie tylko sobie pomyślisz trunków - od rana do wieczora - było podówczas modą palestry. Wódka, i zakąski, wina i portery, koszowe prawdziwe angielskie nie szły do liku. To się wypijało tak sobie, od niechcenia, mimochodem, bez żadnego znaku po sobie, akurat, jakbyś plasnął biczem po wodzie"1116.

Anglik George Burnett klientelę magnacką opisywał następująco: "Aby zrozumieć dokładnie naturę kontaktów towarzyskich w Polsce należy koniecznie traktować wielkiego pana polskiego, jako posiadacza czegoś w rodzaju księstwa. Sprawami owego księstwa musi ktoś kierować, a owe obowiązki wzięli na siebie liczni urzędnicy. Wszyscy oni - sekretarze, superintendenci, księgowi, dzierżawcy, krótko mówiąc wszyscy, którym powierzono obowiązki i przyznano płace, gwarantujące im pewien szacunek i poważanie wśród ludzi, mają dostęp do pańskiego stołu (...). Podejrzewam, że w samej jadalni pałacu księcia Czartoryskiego mało kiedy obiadowało mniej niż pięćdziesiąt osób - a nierzadko ich liczba sięgała stu, stu pięćdziesięciu, a nawet dwustu"1117. Wskazywał też na powszechność odwiedzin sąsiadów: "Domy odległe o czterdzieści, pięćdziesiąt mil uważa się za położone w bliskim sąsiedztwie. Ludzie jeżdżą z Warszawy do Puław (około stu mil) bez względu na porę roku; droga w tę i z powrotem zajmuje im parę dni"1118.

Mechanizm klientelny, do którego potrzebne było pijaństwo, opisywał także Jan Duklan Ochocki1119. Otrzymał on dzięki znajomościom pracę w trybunale, a więc w sądzie w Lublinie. Decydował nie on, ale starsi od niego, którzy wybrali zajęcie i miejsce, co w tym czasie było praktyką zwykłą. Ochocki pisał: " musiałem być posłuszny". Na drogę z Łabunia, a więc miejsca zamieszkania, dostał dwieście złotych. Terminować miał w Lublinie u mecenasa Nowoszyckiego, który jednak "z nikim nie żył i żadnego nie miał znaczenia w Lublinie, poznajomić więc mnie nie mógł i wprowadzić między ludzi1120. Wpadłem tedy jak w jamę, wśród natłoku ludzi chodziłem jak w lesie (...) zrobiłem powoli maleńkie i krótkie znajomości z młodzieżą bywającą na ratuszu, ale w wyższym towarzystwie nogą nie postałem, bo nie było mnie komu zaprezentować"1121. Nauka zawodu w jego wypadku polegała na chodzeniu na sesje trybunału, słuchaniu i robieniu notatek. Utrzymywanie znajomości i kontaktów odbywało się w tym środowisku przez takie imprezy, jak feta Karola Radziwiłła w pałacu w Warszawie w 1789 roku na 4 tysiące osób. Przepych i wystawność magnata miały olśnić jego klientów i podwładnych oraz napełnić podziwem oraz szacunkiem wobec patrona. "Trzy ogromne sale redutowe złączono w jedną amfiladę, w nich był stół tak długi, że z jednego końca jego ogona drugi fizjognomii nie podobna było rozpoznać; cztery obok obszerne sale zastawione były także stołami, w piątym przy ogromnym okrągłym stole, może czterdzieści łokci obwodu mającym, siedział król, księżna kurlandzka panująca (Biron) i dwadzieścia dwie damy z pierwszych domów lub do familii królewskiej należące1122. Gdy dano do stołu, ruszyły się masy ludzi z sal, w których tańcowano i przyległych pokojów dojadanych. Wchodziliśmy jak do zaczarowanego miejsca jakiego, kto dopadł szczęśliwie krzesła, ten usiadł, ale więcej niż trzecia część gości posilała się przy bocznych stolikach stojąc. Ja byłem w tym zgiełku, wygodnie mogłem widzieć wszystko, krokiem się nie można było ruszyć żeby nie spotkać poczciwego Litwina, zapraszającego do niego gorąco. Byłem i w salonie, w którym król wieczerzał. Kolacja zaczęła się od ostryg, które umyślnie z Hamburga pocztą na kilku brykach sprowadzono; kilkaset półmisków wyjść ich chyba musiało. Z kilku znajomymi z młodzieży przysiedliśmy się nareszcie, obfitość była niezmierna, ledwie jeden znikł, drugi półmisek się rodził, nie naliczyć, ile set butelek szampańskiego wina wypito, oprócz tego roznoszono tace w różnych rodzajach. Na bokowych stołach stały głowy dzicze, udźce całkowite sarnie, zwierzyny szynki, ryby na zimno (...). Książę Radziwiłł chodził po wszystkich salonach, po wszystkich grupach, gdzie jedli i pili, jedną tylko piosenkę powtarzając: Panie Kochanku, nie jecie, nie pijecie! Niełaskawi! Odpowiadali jednogłośnie: Zdrowie księcia Pana! (...) Mówiono powszechnie, że dwa miliony ta uczta kosztowała i wierzyć temu łatwo"1123.

Jednym z kluczowych przejawów pijaństwa klienteli były imprezy na sejmikach, szczególnie w epoce saskiej. Libacje trwały przez wiele dni, a drobną szlachtę zwożono brykami, serwowano jej gorsze wino i gorsze jedzenie, mięsiwa oraz potrawy z garkuchni przy osobnych stołach. "Słono i kwaśno, aby się lepiej do trunków zaostrzało pragnienie". Najedzeni i napici szaraczkowie powinni wspierać swego darczyńcę1124. Malarz obyczajów saskich, ksiądz Jędrzej Kitowicz zwracał uwagę, że równość szlachecka miała tylko formalny charakter, bo drobna szlachta nie mieszała się z panami i sadzano ją przy osobnych stołach. "Od rana dano wódki raz, drugi i trzeci, postawiono na stole kilka bochnów chleba, kilka brył masła i kilka pieczeniów w zrazy pokrajanych, (...) kto czuł po tym posiłku pragnienie dano mu piwa. Z resztą obżarstwa trzymano ich, aby mogli utrzymać się przy zmysłach i władzy do roboty sejmikowej. Po sesji sejmikowej wracali do garkuchni: gdzie ordynaryjnie taką szlachtę pojono winem z gorzałką zmieszanym dla prędszego zawrotu głowy i piwem dla ochłody pragnienia. Pijąc tedy na przemian raz ową mieszaninę wina z gorzałką, drugi raz piwo, prędko się i niewielkim kosztem popili. Popiwszy się wywracali się i tam zaraz, gdzie który padł, spali (...) na środku ulicy, w rynsztoku, w błocie, gdzie kogo nogi taczające się zaniosły i powaliły"1125.

Legendarne sarmackie pijaństwo obudowane było niezliczonymi, przesadnymi i często niewiarygodnymi anegdotami, powtarzanymi z pokolenia na pokolenie. Szlachta snuć mogła wielogodzinne opowieści o "bohaterskich", ale często i komicznych, pijackich wyczynach i monstrualnie wielkich kielichach mieszczących po kilka litrów wina, które należało trzymać oburącz. Mocna głowa stanowiła tu atut pierwszorzędny. Anegdoty te tworzyły bardzo silne emocjonalne więzi spajające klientelę, dawały poczucie bezpieczeństwa, wspólnoty, siły, bycia akceptowanym w grupie, obrazowały fantazję pijacką, witalność i dzielność. Alkohol stanowił paliwo podtrzymujące klientelę. Panowie trzymali też po dworach legendarnych, sławnych pijaków, którzy stanowili ich ozdobę. Marcin Matuszewicz wspominał pomysłowy i nieco ryzykowny, ale nie dla strzelca, a konia, wyczyn szlachcica: "Sołłohub z ochotą wypił a potem postawiwszy kielich na głowie końskiej rozstrzelił go z pistoletu"1126. Rozbudowane pijackie zwyczaje i rytuały wskazują na znaczenie problemu. Słynne było picie z damskiego pantofelka, gdzie inni twierdzili, że wstawiano tam kieliszek, a nie zalewano obuwia alkoholem. Inna anegdota mówiła o trzech pijakach postawionych przy wielkiej beczce piwa, z której odbito szpunt. Mieli wypić całą beczkę piwa, zanim alkohol sam się wyleje1127. Bijatyki i cięcie szablami po pijanemu w kościele podczas sejmiku poświadcza Kajetan Koźmian: "Sapiehę, ukrytego pod ławką, ściga z gołym pałaszem szlachcic na pół pijany; ten ucieka i chroni się pod kapę i szaty kapłana; szlachcic zamierza się, chce go rąbnąć; przeor w jednej ręce utrzymując puszkę, drugą chwyta za klingę, szlachcic, szarpnąwszy, podrzyna mu palce, krew broczy stopnie ołtarza. Nie hamuje się gmin szlachecki, rzuca się na elegantów warszawskich, jednych tupety targa, drugich płazuje i wypędza z kościoła. Zbroczony krwią kościół w interdykcie. Sapieha przez zakrystię cichaczem uchodzi, partia jego wyparta, zamykają kościół (...)"1128.

Niejaki Badowski tak już pijany, że nie mógł utrzymać się na nogach, jak wspomina Koźmian, stał oparty o ścianę, "a przychodzący wycedzali mu kielichy w gardło, z których trunek bulgocząc jak w przepaść przez gardło przechodził. Szczególna rzecz, że tak z parę godzin stojąc, potem jak ze snu ocucony chodził, śpiewał i towarzystwo przetrwał. Ten Badowski był prócz tego wielkim żarłokiem. (...) Raz przyjechawszy po obiedzie podchmielony i głodny, gdy się przyznał, prosił o zrazy z kaszą ze skwarkami. Nim to przyrządzono wypił trzy butelki porteru, potem zjadł półmisek zrazów i kaszy, dwa kapłony, wypił cztery butelki wina i wyjechał. Był to człowiek dowcipny, zabawny, nieuczony, na swój wiek niegłupi, prawnik niewykrętny, dobry Polak i w gruncie prawy i szlachetny, nie był nałogowym pijakiem, lecz opojem i żarłokiem niesłychanym"1129.

W połowie XVIII wieku słynął generał Komarzewski, który dwoma łykami opróżniał puchar mieszczący pięć butelek wina albo też w godzinę miał wypijać kosz butelek szampana. "Tenże sam z Świejkowskim, stolnikiem wołyńskim, założyli się z księciem Lubomirskim, podstolim koronnym, także zdolnym dobrze pić, że we dwóch starego węgierskiego wina beczkę wypiją. A to w ten sposób, pierwszy podstawiwszy pod dziurę wyjętego gwoździa z beczki, swój kielich wielki napełniał, drugi widząc dopełniający się kielich swój podstawiał, a tak kolejno czyniąc, beczkę wypróżnili"1130.

Podobnie niejaki starosta Małachowski umiał wypić jednym łykiem kielich, w którym mieściły się dwie butelki wina1131. Inny Małachowski, Adam, krajczy koronny, trzymał w domu dwulitrowy kielich, który każdy przybyły po raz pierwszy gość, miał wychylić do dna duszkiem1132. W tekście z 1603 roku czytamy: "Pijanice naprzód małem naczyniem pić poczynają, potem, wpiwszy się, dopiero donicami, czasami wielkimi, drudzy nieckami, miednicami sobie pełnią"1133. O piciu z mieszczącego dużo wina kielicha-kija mówił w 1783 roku Józef Wybicki1134. Nakłanianie do picia, wspomniana prynuka, charakteryzowała polską gościnność. Stąd brało się powiedzenie "nie wylewać za kołnierz", które oznaczało, że jeżeli zmuszany przez gospodarza gość nie mógł już pić, alkohol mu wylewano za kołnierz1135.

"Dobrzycki w owym czasie świeży jak róża, skromny jak panienka, rozpił się w kaliskiem; wszedł do służby saskiej, zwariował skutkiem pijaństwa i zabił się, wyskoczywszy z okna w Dreźnie. (...) Ojciec Dobrzyckiego p. chorąży Dobrzycki, dziedzic Nakwasinowa w Kaliskiem, a innych dóbr w poznańskiem, był jeden z najsławniejszych pijaków czasu swego; rzadko kiedy się upił, a gdy trunek go ogrzewał, kurzyło mu się z czupryny jak z komina. Gdy głowa mu wyparowała pił na nowo. Baron Schweinichen, Ślązak i taki sam pijak jak Dobrzycki, usłyszał o sławie Polaka, chciał usłyszeć, czy zasługuje na nią i w tym celu przybył do Poznania na transakcje świętojańskie. Umówili się antagoniści i wobec świadków zaczęli się próbować. Dobrzycki nalał wazę na 12 osób winem węgierskim, wziął ją oburącz i wypił do Ślązaka. Ten go wstrzymał. Nie tak, odezwał się, ja nie pijam małymi kieliszkami. Jakoż kazał sobie podać rodzaj szklanego węborka (...), który duszkiem wychylił do Dobrzyckiego"1136.

Do tradycji bachicznych odwoływał się ksiądz Franciszek Bohomolec w Pochwale wesołości1137:

"Ten mym zdaniem dobrze żyje,

Ten na długie lata godzi,

Kto pod miarę winko pije

I piosnkami troski chłodzi.

Po szklaneczce do piosneczki,

Po piosneczce do szklaneczki".

Musimy jednak pamiętać, że sam król Staś był abstynentem i z kolei Ignacy Krasicki raczej potępiał potępiał epokę saską:

"Każdy w pijaństwie dziwne rzeczy broił,

August zaś Polskę do reszty rozpoił"1138.

Podobnie pisał ksiądz Franciszek Jezierski: "Zbytek w częstowaniu wygórował w narodzie do najwyższego stopnia. Marnotrawstwo rozrzucając majątki, wyrabia uczty, gdzie się zjadają i spijają folwarki, wsie i włości"1139.

Libacje i imprezowanie bardzo rozwinęło się w czasach pierwszego okresu rozbiorowego, a więc w 1793-1806 i ucięte zostało w Księstwie Warszawskim, kiedy szlachta poszła na wojnę i na urzędy. Warto zwrócić uwagę, że polskie pisarstwo historyczne dokonało druzgocących krytyk epoki saskiej z pozytywnej perspektywy odrodzenia narodowego okresu reform stanisławowskich, insurekcji kościuszkowskiej i Księstwa Warszawskiego, kiedy najwięksi pijacy zapomnieli o obowiązkach względem kieliszka i przywdziali mundury.

Wiele natomiast pisano o pijaństwach pod zaborem pruskim przed 1806 roku: "Nie było miasteczka bez kasyna, nie było jarmarku ani odpustu bez składkowych balów, gry, pijatyk, a przytem i burd jak na dawnych sejmikach - Warszawa przewodniczyła tej ogólnej i tak niewczesnej wesołości"1140.

"Młodzież nie poprzestawała na salonowych zabawach... gromadziła się oddzielnie ażeby grać w karty, pić do upadłego i po pijanemu burdy wyprawiać w nocy - na ulicach napadać na spokojnych przechodniów, na policjantów, na patrole pruskie, tłuc szyby w oknach, zdzierać szyldy sklepowe lub kłócić się między sobą i w skutek tego rąbać się po wytrzeźwieniu, a przywódcy tych band hałaśliwych byli to potomkowie hetmanów, wojewodów kasztelanów, pierwszych obywateli w powiatach, skazani na próżniactwo przy wielkich dostatkach i którzy w ten sposób czas zabijali, nie umiejąc go użytecznie zatrudnić"1141.

Pijaństwo chłopów i system propinacyjny oraz bieda

Jak dalece rozpowszechniony został dostęp do alkoholu w mieście pokazuje porównanie cen i płac warszawskich podane w latach 90. XVIII wieku przez Friedricha Schulza. Jak stwierdzał, "najlichszy robotnik" zarabia dziennie 2 złote; "murarz, cieśla" - 4 złote; "najęty sługa" - 5 do 6 złotych. Wobec tego butelka zwyczajnego stołowego wina Medoc kosztowała 3-4 złote, burgundzkiego, pośledniego gatunku - 7 złotych, reńskiego kiepskiego - 8 złotych, węgierskiego stołowego - 10-12 złotych polskich, angielskie piwo białe lub ciemne kosztowało 3-4 złote; saskie bardzo miłe białe piwo butelka pół złotego; "inne piwa w Warszawie ledwie się pić dają, a są stosunkowo drogie. Pospolity lud posługuje się na przemian wodą i wódką. Para trzewików kosztuje dziesięć, dwanaście do szesnastu złotych1142. Krawiec bierze od fraka dwanaście, od spodni sześć, od kamizelki cztery złote za robotę"1143.

Istotnym elementem systemu społeczno-gospodarczego w Sarmatyzmie był od 1496 roku chłopski obowiązek propinacyjny. Polegał on na przymusie picia w karczmie należącej do swego pana produkowanego przezeń alkoholu, od którego szlachcic płacił pod koniec istnienia Rzeczypospolitej (1768) niewielki podatek zwany czopowym1144. Wprawdzie nie było to wszędzie jednolicie wprowadzone, ale zapis dla wsi Sucha z 1696 roku powiada wyraźnie: "Gdyby się ważył którykolwiek karczmarz przewoźne piwa i gorzałki przywieźć na pański grunt jakimkolwiek sposobem, winy pańskiej nieprzepuszczonej grzywien 10"1145.

Karczma wiejska stała się miejscem pijaństwa, schadzek, życia towarzyskiego i dysput. Przysłowie mówiło: "Gdzie Pan Bóg kościół buduje, tam diabeł karczmę stawia". W ten sposób szlachta pozbywała się nadwyżek zboża, co występowało także we wschodnich Niemczech i Rosji1146. Jak pisał wybitny etnolog poznański, Józef Burszta: "W wypadkach, gdy chłopi niezbyt chętnie zgłaszali się po wódkę do karczmy, usłużny pański szynkarz czy arendarz zanosił ją wprost do domu poddanego albo ściągał go do karczmy za pomocą różnych forteli"1147.

Wiersz z XVII wieku Lament chłopski na pany przekazywał:

"Co nie bywało przedtem jako żywo,

Nie chodź do wsi sąsiedniej na piwo;

U pana za się narobią go z jarzu,

Z sieczki, z tatarki - wydaj go szynkarzu"1148.

Chłopi łamali zakazy propinacyjne, wyjeżdżając na targ do miasta, co spotykało się z wrogą reakcją szlachty. W kluczu wielichowskim w 1740 roku taki poddany zapłacić miał talar kary i siedzieć w gąsiorze przez cztery godziny1149. Notabene, kary kłody, kuny, gąsiora, wykonywano na poddanych często przed karczmą, a narzędzia tortur trzymano w środku1150. Oskarżano też karczmarki o niedolewanie piwa, mieszanie go z wodą i nadmierne pienienie1151.

W Prusach monopol trunków zniesiony został w 1810 roku, ale pod zaborem w Poznańskiem stało się to później. W okresie istnienia Wielkiego Księstwa Poznańskiego wzrosła gwałtownie liczba gorzelni, jednak od 1811 roku zgodnie z prawem mogły je zakładać tylko większe majątki ziemskie. Szynkarstwem wódki z pańskich gorzelni zajęło się bardzo wielu dawnych rzemieślników, zwłaszcza w małych miasteczkach1152. Rzemiosło miejskie, zwłaszcza włókiennicze, upadało z powodu konkurencji w Prusach i chwytano się szynkarstwa. Jeden z ziemian wielkopolskich w 1838 roku wydał broszurę, w której czytamy: "Przed kilku tygodniami opowiadał mi pewien starosta, że on często podczas podróży przez miasteczka swego powiatu przeciętnie z trzech ludzi napotykał tylko jednego trzeźwego"1153.

Pijaństwo zarzucano chłopom tak samo, jak szlachcie. Anglik Nathaniel Wraxall pisał o charakterystycznym dla chłopów polskich pijaństwie i wiązał je z niedbalstwem oraz brakiem gospodarności. Takich konserwatywnych interpretacji pijaństwa było więcej i występują one do dzisiaj. W tym stylu myślenia nędza jest skutkiem pijaństwa. Podobnie działo się w wypadku plebsu miejskiego, a potem robotników. Francuz Ogier donosił, że od patrycjuszy gdańskich słyszał, że tragarze portowi wszystko, co zarobią, przepijają i dlatego w ogóle się nie bogacą1154. Występuje też jednak ocena odwrotna, że wynikało to z chęci zapomnienia o nędzy, wyzysku, trudach i kłopotach1155. Tak pisał Ignacy Krasicki: "Ubóstwo i mizeria najlepszym jest do pijaństwa zachęceniem"1156. Wskazywał, że chłopi piją, bo wódka jest tańsza od jedzenia. "Nie mogą znieść ciężaru nędzy swojej i upijają się, aby przynajmniej na czas o niej zapomnieli"1157.

Ignacy Krasicki przekonywał szlachtę, że chłopów rozpijać nie warto: "Prawda, że gdyby chłopi nie pili, zmniejszyłby się szynk, ale niech się Panowie nad tym zastanowić raczą, iż zysk z złych akcji pochodzący nieprawy, iż dając sposobność do pijaństwa niszczą poddanych. (...) To, co by się straciło na arendzie, zyska się na czynszu, zyska na dobrej uprawie roli, zyska na tysiącu innych okoliczności (...)"1158. Uważał też, że w karczmie nie należy sprzedawać wódki, a piwo. Krasicki wskazywał na rujnujący zdrowie wpływ wódki: "Gorzałka krew zapala, humory suszy; rzadko pijak, osobliwie jednak gorzałczany, starości dojdzie; dzieci takich rodziców słabe, nikczemne, po większej części w niemowlęctwie umierają"1159.

Stefan Garczyński o przyczynach picia w 1751 roku pisał "Na frasunek dobry trunek"1160. Jakub Szymkiewicz w 1818 roku wyjaśniał pijaństwo biedoty: "ubóstwo (...) zmusza nieszczęśliwego do chlipania napoju". Hubert Vautrin uważał, że chłopom trunek jest potrzebny do "przytępienia świadomości nieszczęśliwego losu".

W tekście opublikowanym w 1904 roku czytamy o chłopie: "Aby zagłuszyć w sobie to wszystko, pił bez pamięci"1161. Stanisław Staszic pisał podobnie: "Tylko tyle mojego, co przepiję. Oto hasło rolnika polskiego"1162. O nędznej diecie chłopskiej: "Tych żywnością jest chleb z śrutu, a przez ćwierć roku samo zielsko, napojem woda i paląca wnętrzności wódka"1163. Anonimowy autor z 1788 roku pisał, że wódka daje chłopu w cierpieniu nieliczne chwile szczęścia. "Oni pijaństwo mają za lekarstwo swej niewoli i nieszczęść. Gdyby się nie zalewali gorzałką musieliby szukać sposobu prędkiego ukrócenia sobie życia"1164. Problem stanowiło bardzo częste pojenie chłopów na kredyt, które powodowało, że byli coraz bardziej zadłużeni. W niektórych dobrach z tego względu nie dawano wcale kredytu, a gdzie indziej zalecano jego ograniczanie: "Poddaństwo się rozpija, rozhultaja, woły, konie, krowy chłopi przedają; koniec po tym, że albo arendarzowi defalkować potrzeba, albo surowo exekwować poddaństwo, przez co chłop zniszczony, bo sprzężaju nie robi sobie, nie robi pani, nie opłaca czynszu, młodzież z głodu rozchodzi się, a co najgorsza, tenże sam momentalny zysk z arendy upada, bo chłop nie mając za co pić, musi być arenda zmniejszona"1165.

Chłopi pili piwo, sycony miód i podłą gorzałkę - siwuchę. Bieda jednak powodowała, że najczęstszym trunkiem była woda, mimo że niezdrowa. Jakub Haur stwierdzał, że ubodzy wodę jak bydlęta piją - oziębia ona żołądek i wzdyma. Należy ją zagotować i pić ostudzoną "Wszelkie wody, jako to rzeczne, stawowe, stokowe, studzienne i deszczowe, byle nie siarczyste, dobre do napoju przewarzywszy [p.m. - zagotowawszy] na pragnienie zaś z octem winnym pomieszawszy wypić"1166.

Wprowadzenie uprawy ziemniaka w XIX wieku spowodowało, że pijaństwo chłopów uległo dalszemu upowszechnieniu jako że produkowana z ziemniaków wódka była tańsza od tej ze zboża. Zjawisko alkoholizmu ograniczała działalność Kościoła, który zakładał bardzo liczne, przeciwdziałające pijaństwu organizacje1167. Przy tym wszystkim trzeba powiedzieć, że Polacy nie mieli w Europie opinii największych pijaków1168. W tym zakresie prymat do końca XVII wieku dzierżyli Niemcy, a Johann Wilhelm Petersen opublikował nawet w związku z tym rozprawę naukową Geschichte der deutschen National-Neigung zum Trunke (Leipzig 1782), w której dowodził, że dopiero w XVIII wieku udało się Niemcom przezwyciężyć swoją skłonność do alkoholu. Opinię większych pijaków od Polaków mieli również Czesi i Węgrzy. Pijakami często byli też studenci, bez względu na narodowość1169. Kościół krytykował pijaństwo i przesiadywanie Anglików po pubach zamiast chodzenia do kościoła. Uważano je za jeden z siedmiu grzechów głównych, jako formę obżarstwa.

Alkohol jako lekarstwo

Alkohol stanowił nie tylko problem, a jego nadużywanie chorobę. Podobnie do innych używek, stosowano go także jako lek. Zarówno wino, leki powstałe na jego bazie, ale też alkohole wysokoprocentowe. To lecznicze aplikowanie alkoholu występowało najpierw w medycynie naukowej, jednak znacznie dłużej w ludowej. Winu przypisywano działanie lecznicze1170. Jako lekarstwo, alkohol odnotowano we Włoszech już w XII/XIII wieku, jeszcze wówczas destylowany z wina. Do XVI wieku jego produkcja była droga i dlatego znajdował się tylko w aptekach. Przypisywano mu na przykład właściwości poprawiania trawienia, uważano za środek wzmacniający, pokrzepiający i znieczulający oraz profilaktyczny1171. Krakowscy aptekarze sprzedawali alkohol już w XIV wieku, wytwarzając 72 gatunki wódek ziołowych, każdą na inne schorzenie1172. Lekarz Hillebrand zalecał szlachcie dawać do karczem wódkę z czosnkiem i jałowcem, "lecz chorym żadnej wódki nie wolno"1173.

Często mieszano go z ziołami i innymi ingrediencjami, także w różnych postaciach. A więc jako okłady, maści, nalewki, eliksiry, aerozole, do kąpieli, przemywań etc. W Polsce przedrozbiorowej szczególną estymą cieszyła się wódka gdańska, produkowana na ziołach ze złotymi płatkami1174. Brało się to z poglądów medycznych mówiących, że rzeczy niegnijące i niepsujące się, jak złoto, kamienie szlachetne czy diamenty mają właściwości uzdrawiające i poprawiające zdrowie. Słynna była także wódka żołądkowa, oparta na korzeniach, które również (im droższe, tym lepiej) traktowano jako środek leczniczy. Wódkę trzymano w domowych apteczkach, szczególnie w postaci likworów i wódek ziołowych (anyżówka, kminkówka etc.). Zaprawiano też wódki na smakowe: żubrówkę, kminkówkę, anyżówkę. Pędziła je gospodyni w domu w alembiku: nalewano do kotła na ogniu płyn, który parował do "czapki" miedzianej nad kotłem i się oczyszczał, skraplał się do dwóch bocznych rurek w zimnej wodzie, po czym spływał do zbiornika1175.

Już w grobowcu w Memphis z 4000 lat przed Chrystusem znaleźć można opis medycznego sposobu wykorzystania wina. Liczne metody leczenia winem występują na tabliczkach w Mezopotamii. W Grecji zalecali je lekarze: Hipokrates, Galen oraz Celsus. Jako panaceum na wszelkie dolegliwości polecał je lekarz i alchemik Arnold de Villanova (zm. 1315), autor Księgi wina - Liber de Vinis, gdzie zalecał wino zarówno ze względów profilaktycznych, jak i medycznych. Katalończyk Raymond Lulle, średniowieczny franciszkanin i misjonarz, pierwszy pisał o wysokoprocentowych alkoholach, uznając je za "cudowne lekarstwo i emanację boskości"1176. Wspomniałem wcześniej, że wódkę destylowano początkowo z wina i nazywano Aqua vitae - woda życia. Proces destylacji w tym czasie był zresztą trudny i kosztowny, przez co wódka pozostawała przywilejem bogatych, sprzedawanym w aptekach. Zaletami leczniczymi tego alkoholu zachwycali się inni gorzelnicy europejscy. Już w XV wieku aptekarze niemieccy sprzedawali na kieliszki wysokoprocentowe alkohole, jako pokrzepiające środki lecznicze. W likierach specjalizowali się mnisi, a chirurg i aptekarz ze Strasburga Hieronim Brunschwig twierdził w XVI wieku, że wódki są popularnym i podstawowym lekarstwem. Z powodu nadużywania zdarzały się zakazy sprzedaży wódki w niedziele i święta1177. We Francji król Ludwik XII (1498-1515) dał monopol destylacji spirytusu cechowi wytwórców musztardy, sosu i octu, sprzedaż powierzono zaś aptekarzom. Jedna z recept lekarskich w tym czasie mówiła: "Choremu zalecam wypicie duszkiem przed snem jednej lub półtorej uncji dobrego alkoholu, rozpuszczonego w podwójnej ilości gorącego naparu z fiołków, dobrze osłodzonego ślazowym syropem. Po spożyciu tego syropu chory zaczyna się przeważnie obficie pocić"1178.

Zdaniem angielskiego lekarza Roberta Todda, alkohol miał być dobry na wszelkie osłabienia. Todd zalecał w ostrej fazie choroby stosowanie ginu, whisky, rumu i brandy, a przy rekonwalescencji wina i piwa. We Francji jeszcze na przełomie XIX i XX wieku wielkim powodzeniem cieszyło się wino chinowe stosowane przy zaburzeniach trawienia. Mówiąc o lekach na bazie alkoholu, nie sposób nie wspomnieć o driakwi - był to legendarny azjatycki lek złożony z opium, wina i krwi kaczek. Krew kaczek dlatego, że w tym rejonie żywiły się one trującymi trawami. Znana też była w Rzymie i w średniowieczu, przy czym skład ulegał zmianie, a w średniowieczu używano jej przeciwko dżumie. Przez stulecia dyskutowno o sensie i braku sensu driakwi aż do XIX wieku, jednak bazą i podstawą pozostawały zawsze wino i wódka1179.

F. Wereńko w 1898 roku referował funkcjonowanie medycyny ludowej we wsi Puciłkowicze i okolicznych wsiach w guberni mińskiej oraz witebskiej. "Lud, zamieszkujący ten zapadły zakątek jest ciemny i w wysokim stopniu zabobonny"1180. Dla wywołania albo zatrzymania menstruacji u kobiety stosowano tutaj wódkę mocno posoloną albo "na szafran nalaną" lub odwar z kwiatu nahotek. Na wypadek wystąpienia białych upławów zalecano picie białego wina ogrzanego zanurzeniem kawałka rozgrzanej stali. Wódkę także zalecano na wędrowanie macicy po ciele, szczególnie po brzuchu burcząc, co grozić miało po porodzie. Aplikowano wówczas położnicy, zwłaszcza pierwiastce - jajecznicę, wódkę zalaną na podprażone nasiona kminku oraz nalewkę z wódki na owocach i ziołach1181. Dla obudzenia miłości (lubczyki), doradzano dać do wódki trochę potu spod pachy, włosów spod pachy, trochę wywaru z wypranych majtek czy koszuli nasączonej krwią menstruacyjną1182. Kobietom w ciąży natomiast wódkę zdecydowanie odradzano1183.

Piwo

Masowe picie alkoholu w czasach przednowoczesnych nie wynikało z demoralizacji i złych skłonności oraz namiętności do alkoholu, ale stosowania piwa i wina jako środka żywnościowego, z którego korzystano przez cały dzień, i to już od śniadania. Natomiast już w XIX wieku, kiedy pito herbatę i kawę, Karolina Nakwaska narzekała, że z kolei pije się za dużo wódki i należałoby ją zastąpić piwem, którym można nawet poczęstować zakonnika1184.

Hubert Vautrin pisał: "Nie wiem, czy nie znano tu wcześniej piwa aniżeli miodu pitnego. Niemcy, którzy warzyli piwo, nim Rzymianie dowiedzieli się o ich istnieniu, w pradawnych już czasach zapoznali niewątpliwie Polaków z tym napojem"1185. Piwo w Polsce robiono z jęczmienia, częściowo z innych zbóż, początkowo często bez chmielu, ale w średniowieczu np. już się wspomina w XV wieku o chmielu przy piwie. Ten miał być recypowany z Niemiec, gdzie pojawił się wcześnie, ponieważ już w VIII wieku1186. Było ono najczęściej słabe i zawierało 2-3% alkoholu. Zwykłe piwo dla chłopów nie należało do dobrych. Krzysztof Opaliński pisał o nim: "I każą pić piwo, którym by trzeba same diabły truć w piekle"1187. W karczmach do końca XVIII wieku główny napój stanowiło piwo, nie wódka. To się zmieniało stopniowo. Deputat piwny był czymś zwykłym w relacjach wiejskich w Europie, a w angielskim szpitalu już w końcu XVII wieku piwo podawano regularnie pacjentom w wymiarze 1,6 litra tygodniowo1188. Pito też piwo od śniadania do kolacji. Picie samej wody uważano słusznie za niezdrowe. Mimo to, jeżeli tylko woda była czysta i źródła wody odpowiednie, poprzestawano na wodzie1189. Już jednak święty Paweł pisał do Tymoteusza, aby pił wino z wodą, a nie samą wodę, "ze względu na żołądek i częste twe słabości"1190. Taka sama sytuacja występowała w Anglii, gdzie wody nie spożywano z obawy przed zanieczyszczeniami i zakażeniem. Zwłaszcza w okresie epidemii, kiedy zalecano wręcz picie piwa1191. Miejskie źródła wody były często zanieczyszczone przez odpadki, także przenikające z dołów kloacznych do studzien, wywołując dezynterię i inne choroby. Z rzekami też były często problemy. W osiemnastowiecznym Paryżu 20 tysięcy nosicieli wody wnosiło ją także na wyższe piętra domów. Dziennikarz paryski Sebastian Mercier pisał o tym przed rewolucją: "W Paryżu wodę trzeba kupować. Studni publicznych jest tak mało i są tak marnie utrzymane, że trzeba korzystać z tej rzeki: żaden dom mieszczański nie jest zaopatrzony w wodę pod dostatkiem. Dwadzieścia tysięcy nosiwodów od rana do nocy wspina się od pierwszego aż po szóste piętro, a czasami jeszcze wyżej: dwa wiadra wody kosztują sześć liardów lub dwa soldy. Gdy nosiwoda jest tęgim chłopem odbywa na dzień około trzydziestu kursów. Gdy rzeka jest wzburzona pijemy mętną wodę: nie bardzo wiadomo, co się pije, lecz się pije. Woda Sekwany działa czyszcząco na żołądek, który do niej nie przywykł. Cudzoziemcy nigdy prawie nie obejdą się bez lekkiej biegunki: uniknęliby jej dodając do każdego kubka wody łyżeczkę dobrego białego octu"1192. Z kolei jeden z mieszkańców Tuluzy w 1782 roku pisał: "Nie można bez uszczerbku na zdrowiu pić tej wody, z powodu zakażonych substancji, wypływających nieustannie z rynsztoków, tłoczni, farbiarni, a także wszelkiego rodzaju śmieci i paskudztw, które wyrzucają do kanału okoliczni fabrykanci i praczki"1193.

Tak więc wody pić się nie dało, a herbaty i kawy jeszcze się nie spotykało. Pozostawało wobec tego piwo, które było alkoholem nie tylko niskoprocentowym, ale i słabszym niż obecnie. Według niektórych szacunków, francuskie piwo stołowe w XVIII wieku miało zaledwie 2-3% alkoholu. Alkohol jako składnik konsumpcji, oczywiście nie w celu oszołomienia pijackiego, spożywały powszechnie nawet dzieci i nie widziano w tym nic dziwnego. John Locke w ślad za starożytnymi twierdził (1693), że dzieciom powinno się dawać małe piwo do posiłku od kiedy nauczą się chodzić1194. W Europie nowożytnej dzieci piły wino od 6.-7. roku życia1195. Jeszcze dziewiętnastowieczny, dickensowski 8-letni David Copperfield dostawał do obiadu piwo1196. Już jednak Fryderyk II w Prusach pomyślał o zakazie picia wina dla dzieci (1785), a Fryderyk Wilhelm III w 1803 roku nakazywał, aby pastorzy ostrzegali parafian przed skutkami picia1197. Picie na poważnie zaczynało się szybko. Ignacy Krasicki opowiada historię młodzieńca, któremu w wieku lat 16. odumarł ojciec i ten cierpiąc z żalu, zarazem jednak poczuł wolność: "Na tym fundamencie, dobrze się wprzód opatrzywszy w amunicje piwną, miodową, winną i gorzałczaną, zaczęłem być rad w domu moim"1198.

W XIX wieku w świecie mieszczańskim picie alkoholu przez dzieci i młodzież identyfikowano przede wszystkim ze środowiskiem robotniczym. To tutaj obawiano się większej tolerancji i przyzwolenia na konsumpcję alkoholu przez młodocianych. Osobny problem polegał na podawaniu dzieciom, jak dawniej, alkoholu w celach leczniczych i to od niemowlęctwa, co było niebezpieczne, a dotyczyło również zamożnych środowisk. Podawano koniak i wino dla pobudzenia witalności, przeciwdziałania anemii i na apetyt. Serwowano też dzieciom piwo w postaci polewek z dodatkiem śmietany i jaj1199. Taki zwyczaj panował nie tylko w zaborze rosyjskim, ale i w Poznaniu, gdzie młodzież częstowano wódką. Zdarzały się przypadki leczenia bólu gardła dziesięciolatka kuracją dwóch kieliszków wódki dziennie, po czym dziecko znalazło się w szpitalu. W środowiskach robotniczych występowało też uspokajanie niemowląt chlebem maczanym w wódce. W 1888/1889 roku czynnych było w Poznaniu 339 restauracji, traktierni i szynkowni, przy liczbie mieszkańców wynoszącej zaledwie 68 tysięcy1200.

Bywało i jeszcze gorzej, chociaż zapewne istniała tendencja do stereotypizacji i demonizowania zjawiska: "Istnieją u nas powiaty, gdzie biedny i nieoświecony włościanin żywi się przeważnie kartoflami i wódką, którą też daje regularnie dzieciom. Wódka jest tutaj lekarstwem na wszystkie choroby, dostają ją nawet dzieci przy piersi i umierają w konwulsjach! Spotkać się tutaj można z pijaństwem nawet u małych dzieci. Nie ulega wątpliwości, że istnieje znaczna liczba moralnie upadłych i zwyrodniałych dzieci, które już wcześniej okazują chorobliwą żądzę alkoholu, zupełnie odpowiadającą pijaństwu u ludzi dorosłych"1201.

Piwo odnotowywane jest u nas od początku historii pisanej. W Europie uprawa chmielu znana jest od VIII wieku, ale chmiel dopiero od XII wieku zaczęto wykorzystywać do produkcji piwa. Chmielowe piwo jest bowiem nieco gorzkie, co dodaje mu uroku oraz dłużej zachowuje trwałość, co umożliwia jego transport. Już w XIII i XIV wieku eksportowano piwo z Bremy i Hamburga1202. Bolesław Chrobry pijał tyle piwa, że Niemcy nazywali go piwoszem. Pisano, że Leszek Biały nie udał się na krucjatę przeciw niewiernym z powodu braku piwa w kraju docelowym1203. Piwo powszechne było już w średniowieczu, gdy wino jeszcze się nie spopularyzowało wśród świeckich i duchowieństwa. Jeszcze Kromer w XVI wieku twierdził, że Polacy ograniczają swoje picie alkoholu do piwa, a wina używają mało. W XVII wieku Beauplan zauważał, że: "Polacy w czasie obiadu piją tylko piwo w ogromnych szklanicach kładąc w nie grzanki chleba polane oliwą"1204. Liczba browarów też rosła. W połowie XVII wieku jeden browar przypadał w Wielkopolsce średnio na pięć wsi, a 30 lat później już na trzy. Wzrosła do jednego browaru na dwie wsie w połowie XVIII wieku1205.

Jeszcze w XX wieku chłopi nie żywili się w sposób zbyt zróżnicowany i alkohol stanowił ważny element kaloryczny dziennej diety, jako element długiego trwania przez całe stulecia. "Pożywienie było również nędzne, lecz ponieważ i tego było niewiele, nas zaś kilkoro zdrowych ludzi, smakowało nam wyśmienicie. Śniadanie składało się z żuru, często jałowego, bobu i ziemniaków. Dostawaliśmy też w końcu śniadania po skibce chleba. Na obiad były znowu ziemniaki i kwaśne mleko (jeżeli było) albo kluski. Na wieczerzę jadaliśmy pozostały od rana bobik i żur. Mleko należało do rzadkości, gdyż trzeba je było składać na omastę, a także sprzedać na opędzenie domowych wydatków. Częstą potrawą była też polewka gotowana na serwatce lub kwaśnym mleku. Potrawy były przesycone dymem, lecz przyzwyczajeni nie czuliśmy tego wcale. Na przednówku często cierpieliśmy głód"1206. Karolina Nakwaska pisała w 1843 roku o polewce piwnej na śniadanie jak następuje: "Wlej w rądel piwa dobrego, nie zwietrzałego butelkę, jeżeli mocne, dolej wody. Gdy więcej osób jak cztery daje też więcej piwa. Wstaw na ogień. Weź cukru ćwierć funta otarłszy go skórkami z pomarańczy. Do wazy nakraj chleba żytniego w kostkę, sera świeżego tyleż, daj sześć żółtek, ubijesz w garneczku, wraz z czterema łyżkami śmietany kwaśnej, ale świeżej. Wystaw rądel z ognia, mieszaj ciągle wlewając jaja w piwo, aby się nie zwarzyło. (...) Nalej piwo wrzące na chleb i ser w wazie. (...) Pomarańczowe skórki i wanilia dziwnie dobry smak nadają piwu"1207.

To, co się działo w sarmackiej Polsce, nie było niczym szczególnym. Piwo już od starożytności stanowiło zasadniczy napój do codziennej konsumpcji. Taki zwyczaj panował już 3-3,5 tysiąca lat przed Chrystusem w Egipcie czy Mezopotamii. Twierdzi się jednak, że w Mezopotamii piwo nauczono się robić szybko, już 8 tysięcy lat przed Chrystusem, po przyswojeniu uprawy jęczmienia, w Egipcie natomiast piwo stanowiło już codzienne pożywienie, gdzie w okresie średniego państwa (2050-1750 przed Chrystusem) mamy informacje, że pito dwa dzbany piwa dziennie. Wino służyło tam raczej do celów rytualnych i pili je królowie. Typowy posiłek stanowił chleb i piwo. Piwo robiło się łatwo. Kiełkujące ziarna jęczmienia gotowano w czystej wodzie ze słodem z dodatkiem drożdży i chmielu i poddawano procesowi fermentacji1208. W Babilonie zagęszczano piwo mąką i fermentowano drugi raz. Nazywano je piwem do jedzenia, chlebem do picia, ze względu na wartości odżywcze. We wczesnym średniowieczu w klasztorach, jak informują źródła, pito na przykład 2,5 litra piwa i 0,5 litra wina dziennie. We Francji nowożytnej pito około hektolitra piwa na osobę rocznie. Według historyków Anglik w XVII wieku wypijał trzy pinty piwa, co dawało mu 500-600 kalorii z dziennego zapotrzebowania na 2 500. Jak pisał historyk żywienia, Massimo Montanari, ilość wypitego alkoholu osiągała w przeszłości ekstremalne wielkości, ale też różniła się. Rzadko był to jeden litr wina dziennie, częściej dwa czy cztery i to już przed rokiem 1000, a piwa, jego zdaniem, Anglicy spożywali dziennie trzy litry i to łącznie z dziećmi. Piwo stanowiło składnik codziennej żywności także w racjach dla instytucji charytatywnych oraz dla dzieci w szkołach. Nawet dzieci piły małe piwo, którego nigdy nie wolno odmawiać i półkwartę piwa mocnego, profesorowie pili więcej piwa mocnego. Uczniowie mieszkający w internacie pili codziennie porcję 1/8 litra wina za zgodą rodziców1209. Działo się tak, ponieważ alkohol ogólnie uważano za trunek wzmacniający. Rolnicy we Francji pili więcej i mocniejszego piwa podczas ciężkich robót polowych. Francja to jednak raczej kraj wina, a piwo miało tam niski status. Niemniej traktowano je jako treściwe i kaloryczne pożywienie w płynie. Johann Brettschneider w 1551 roku twierdził wręcz przesadnie, że ludzie czerpią więcej składników potrzebnych do życia z alkoholu niż z normalnego pożywienia1210. Polak Krzysztof Kluk w podręczniku na temat rolnictwa z drugiej połowy XVIII wieku pisał: "Po pokarmach obracają się zboża jeszcze na trunki, takimi są piwo i gorzałka. Piwo należycie uwarzone jest pożyteczne zdrowiu ludzkiemu; mogłoby się to mówić i o pomiarkowanym zażyciu gorzałki, gdyby u nas dla zbytku wielu nie było przyczyną". O produkcji piwa stwierdzał dalej: "Piwo jest warzone wodą ze słodu z niejaką częścią chmielu; słód zaś jest zboże moczone, a gdy kiełki puści ususzone. Zboże najpospolitsze jest jęczmień, często pszenica, orkisz albo same, albo z sobą pomieszane, do których przydaje się czasem żyto, owies, tatarka"1211. Dodawał, że oszukuje się dla szybszego upicia klienta, zwiększając moc piwa przez dodawanie "bagna ziela". Mętne jego zdaniem miało tuczyć, co uważał za zaletę, "mętne wprawdzie tuczy, ale niezdrowe jest"1212.

Jędrzej Kitowicz o piwie pisał: "Gdzie piwo było w modzie, pili je od śniadania do obiadu, od obiadu do poduszki. Byli tak dobrego gardła niektórzy i tak przestronnego brzucha, że kufel piwa garcowy albo szklanicę taką lub kielich bez nogi, z umysłu taki, żeby go nie można było postawić, kulawką zwany, duszkiem bez odpoczynku wypijali"1213. Piwo wprawdzie stanowiło pożywienie, ale bez wątpienia w grę wchodziło jednak również działanie relaksujące, uspokajające oraz eliminujące lęki, których miano ówcześnie bardzo wiele, jak wiemy od Jeana Delumeau1214.

Lud angielski pił w średniowieczu duże ilości ale (angielski rodzaj piwa inny od lagera), które szybko się psuło, bo w tydzień i warzyło łatwo przy transporcie. Często chodziło o piwo warzone w domu, gdzie pozostawała niewielka nadwyżka. Wieśniacy przychodzili pod drzwi piwowara z własnymi naczyniami, ale i przesiadywali w pomieszczeniu przeznaczonym na konsumpcję. Przy tym warzenie piwa dozwolono kobietom - to w tym względzie jedna z wyjątkowych profesji. Na przykład w Strassburgu w 1358 roku żyło siedem kobiet zajmujących się warzeniem piwa i w Oxfordzie w 1439 roku kobiety warzące piwo dominowały. Wraz z nowożytnością tolerowano to coraz słabiej i piwowarki kojarzono z czarownicami. W Brandenburgii pierwszą piwowarkę oskarżono o czary i spalono (Bierhexe) w 1423 roku, a prześladowania trwały przez 200 lat. Ciekawe, że w Chinach warzenie piwa stanowiło wręcz domenę kobiet1215.

Już w średniowieczu kontrolowano jakość piwa, aby utrudnić jego fałszowanie. W Augsburgu groźby karania gospodarzy fałszujących piwo i niespełniających norm w tym zakresie w prawie miejskim powtarzano w latach: 1104, 1156, 1157. Regulacje takie znane są i z innych miast niemieckich. We Francji ogłaszano je w latach: 1489, 1515, 1630, 1686 i 17141216.

Według niektórych szacunków sądzi się, że w XVI-XVII wieku w Rzeczypospolitej zamożniejsi chłopi pili około jednego litra piwa dziennie, a szlachta 2,5 litra. Do tego dochodziło jednak jeszcze wino i wódka. Pito dużo i nie tylko w Polsce. We Włoszech renesansu spożywano codziennie 1-1,7 litra wina, w Paryżu w 1660 roku 270 litrów wina na osobę rocznie1217. W Anglii w latach 70. XVIII wieku rum, otrzymywany przez destylację soku z trzciny cukrowej, stanowił 25% rynku spirytusowego. Roczną konsumpcję piwa w Lille w przeddzień rewolucji szacowano na sto litrów, a niektórzy historycy określają konsumpcję piwa przez polską szlachtę w XVII-XVIII wieku nawet na trzy litry dziennie, co jest zapewne wielką przesadą, mimo że jak wspominałem, było ono najczęściej słabsze od piwa dzisiejszego. Część piw cieszyła się lokalną sławą, jak lekko musujące piwo grodziskie w Wielkopolsce i wareckie na Mazowszu. Nawet najpopularniejszą formę śniadania stanowiła polewka piwna przez długie stulecia jedzona na śniadanie do XVIII wieku, kiedy wyparła ją herbata i kawa. Jej skład to: "litr jasnego piwa zagotować z kawałkiem cynamonu, wlać do 1 szklanki śmietany rozbitej z 4 żółtkami, 4 płaskimi łyżkami cukru i szczyptą soli. Podać z pokruszonym twarogiem i kawałeczkami chleba lub grzankami". Polewkę piwną wspominał też Gaspar de Tende, który zauważał, że w Polsce pito piwo przez cały dzień, od rana, kiedy podawano na ciepło piwną polewkę z imbirem i wbitym żółtkiem z cukrem. Polewkę piwną podawano na śniadanie również dzieciom, uważając za zdrową i pożywną. Magdalena Samozwaniec opisywała: "Widziałam w kuchni, jak się ją robiło; kucharka wlewała butelkę piwa i butelkę wody i mieszała to na zimno z ćwiercią litra rozbitej śmietany i łyżeczką mąki, dodawała pół łyżeczki masła, pół łyżeczki kminku, trochę soli i trzy łyżki mączki cukrowej. Po zagotowaniu wlewało się towszystko do wazy, do której się kładło poprzednio ser i chleb pokrajany w kostkę. (...) Mnie jednak mama zmuszała do jedzenia znienawidzonej zupy piwnej i starym drakońskim zwyczajem, gdy nie chciałam jej jeść, podawano mi ją na kolację i nic poza tym, aby jak to się mówiło, oduczyć dziewczynkę od grymasów"1218.

Wino

Wino znano już w starożytnym Egipcie i Mezopotamii. Winogrona przesypywano do wielkich kadzi, gdzie ubijali je robotnicy, a następnie sok zlewano do dzbanów, które pozostawiano bez przykrycia dla uzyskania fermentacji. Po zakończeniu fermentacji dzbany zatykano, opisywano datą i umieszczano w piwnicy, gdzie wino dojrzewało kilka lat. Robiono też wino palmowe oraz z daktyli1219.

Wino w Europie popularyzowało się szczególnie w cywilizacji antycznej, a więc w Grecji i Rzymie, stanowiło podstawowe narzędzie integracji społecznej i umacniania więzi. Średniowiecze uczyniło z wina element sacrum ze względu na wykorzystywanie go w liturgii mszy świętej. W ten sposób wino wraz z chrześcijaństwem upowszechniało się w Europie, w tym także w Polsce1220. Technika warunkowała dawniej styl handlu i konsumpcji. Wino można było przechowywać najwyżej rok, po czym szybko je spożywano. Destylacja z wina brandy dała upowszechnienie alkoholi silniejszych1221.

Należy podkreślić elitarny charakter wina w naszym kręgu kulturowym. Wiązał się on z kulturą łacińską, kontusza, karabeli, podgolonej czupryny, z poczuciem przynależności do narodu szlacheckiego, wyraźnie oddzielonego od plebejskiego chłopstwa stylem konsumpcji i stylem życia. Kulturę wina poprzedzały u nas stulecia picia miodu, popularnego już przed pojawieniem się chrześcijaństwa. Wina, które były czymś zewnętrznym i drogim zyskały jednak natychmiast uprzywilejowany status, przede wszystkim wina węgierskie. Nie tylko ciężkie tokaje, ale też wina delikatne, mocne, kwaśne i lekkie, wśród których przeważało wino białe, jednak w XVII wieku wzrosła ilość win czerwonych, dzięki szczepowi winnorośli "kadarce", przeniesionemu na Węgry z Turcji i Serbii. Win burgundzkich i szampańskich pod koniec XVIII wieku rocznie przywożono do portu w Gdańsku 7-20 tysięcy butelek1222. Podczas uczt zwykle za siedzącym przy stole panem stał sługa i dolewał. Panie zamaczały tylko usta, po czym stawiały kielich na stole albo wylewały pod stół i na talerz, aby zrobić wrażenie cnotliwych. Gościa witano wilkomem, kielichem często wielkich rozmiarów, do picia przymuszano. Nie tylko polska (angielska, niemiecka czy francuska) szlachta traktowała obfitą konsumpcję wina jako potwierdzanie swego statusu, pijąc za dużo i za często1223. Sarmaci zdecydowanie preferowali wina słodkie i ciężkie. Dużą popularnością cieszyły się drogie wina węgierskie, tzw. węgrzyny. Wino pojawiło się w Polsce już w średniowieczu, a początek dał mu Kościół, sprowadzający je do celów liturgicznych. Także zakony w średniowieczu podjęły próby uprawy winnic na ziemiach polskich, jednak pochodzące stąd wina były kiepskiej jakości.

Wódka

Niechętny Polakom Hubert Vautrin pisał o roli wódki w polskim społeczeństwie z wielką przesadą: "Można powiedzieć, że jest to napój narodowy. Piją ją wszyscy, od dzieci do starców, biedni i bogaci. Jedyny znany tu rodzaj wódki, to spirytus utrzymywany ze sfermentowanego zboża. Pije się go w nieprawdopodobnych ilościach"1224, Wódka została wynaleziona w VIII wieku przez Arabów, którzy skonstruowali aparat do destylacji alkoholu, tzw. alembik. Paradoksalnie więc, otrzymaliśmy ją od muzułmanów, wśród których alkoholu się nie pije. W średniowieczu nastąpiła jej recepcja w Europie za pośrednictwem Kościoła, co też jest dosyć niezwykłe. Jak wszystkie używki, w początkowym okresie obecności w Europie, wódka służyła jedynie za lekarstwo, a nie używkę, a więc stosowano ją w niewielkich ilościach. W XVI wieku zaczęto ją traktować w kategorii rozrywki, środka relaksującego i rozluźniającego. Około roku 1500, po czasach destylowania wina, zaczęto produkować wódkę zbożową1225.

W Niemczech upowszechniała się w okresie wojny trzydziestoletniej przede wszystkim wódka z winogron (Branntwein). Biskup Osnabrück w 1691 roku narzekał na pijaństwo w swoich włościach, określając je jako "złe zwyczaje" wśród prostego ludu, który wódkę miał już nie tylko za lekarstwo, ale za "codzienny napój". Wprowadzał więc zakazy i kary za pijaństwo, które w 1736 roku powtarzał jego następca George. Jego edykt przeciwko pijaństwu raz do roku odczytywano ze wszystkich ambon w kościołach. W okresie wojny siedmioletniej, do wódki z winogron i zboża dołączała na tym obszarze powoli wódka z ziemniaków. Jednak prawdziwe upowszechnienie ziemniaków i wódki z ziemniaków wymagało zmiany całego systemu uprawowego i nastąpiło w XIX wieku1226. Wraz z wzrostem produkcji, cena spirytusu spadała. Pastor Böttcher zwracał uwagę na towarzyszący szybkiemu wzrostowi cywilizacyjnemu upadek obyczajów, w tym na wzrost wielki pijaństwa.

"Die Volkserziehung und der Volksunterricht stehen in unserem Lande auf einer Stufe, wie noch niemals vorher; die Schulzeit ist gegen früher bedeutend verlängert und der Schulbesuch läßt an den meisten Orten wenig oder nichts zu wünschen übrig. Der Unterricht wurde nie so treu und gewissenhat erteilt, und die Lehrer waren nie so geschickt als jetzt; die Vorbereitung der Konfirmanden währet jetyt soviele Monate als sonst Wochen, und die jetzigen Geistlichen sind in Wissen und Wandel den Geistlichen der früheren Jahrhunderte um vieles überlegen und ihre Predigten sind doch wahrscheinlich nicht weniger erbaulichö und doch mehrt sich die Yahl der unehelichen Kinder, der unglücklichen Ehen, der Vagabonden und groben Verbrecherö die Gefängnisse des Landes werden zu klein, die Zuchthäuser müssen vergrößert und neue erbaut werden sollen für die Tausende von Säufern, die man anders nicht mehr zu lassen weiß, und vor denen man sich nicht mehr bergen kann!"1227.

O kunsumpcji alkoholu pisał w 1839 roku: "Der Branntwein ist zum allgemeinen und täglichen Getränke geworden, und man glaubt, ohne ihn dieselbe Arbeit, die früher auch gethan werden musste, nicht mehr verrichten zu können. Daher trinkt man ihn auch nicht mehr bloß in den Schenken, sondern auch in den Häusern; man greift nach der Branntweinflasche nicht mehr bei festlichen Ereignissen, sondern täglich"1228.

Na ziemiach polskich wódka pojawiła się w XV wieku i stopniowo ulegała upowszechnieniu, w Wielkopolsce jednak nastąpiło to dopiero do połowy XVII wieku (jedna gorzelnia na 52 wsie), tak że w połowie XVIII jej zasięg był już dosyć znaczny (jedna gorzelnia na 10 wsi). Po wielkich stratach wojen XVII i XVIII wieku szlachta starała się utrzymać dawne dochody właśnie z produkcji gorzałki1229. W tamtych czasach nie dało się uniknąć mocnego zanieczyszczenia alkoholu, ponieważ nie znano ówcześnie procesu rektyfikacji, a jedynie destylację. O zgrozo, pito ją na wsi często do piwa i bez zakąski, co pogarszało sytuację. Obraz kompletnie spitych ludzi był wówczas częstszy niż dzisiaj i diagnoza pijaństwa bardziej klarowna. O popularności wódki w Polsce pisał w XVII wieku przesadnie Ulrich Werdum, a na początku XIX wieku - Hubert Vautrin1230. Werdum twierdził żartobliwie i prześmiewczo, że w Polsce wódkę lubią wszyscy, wysocy i niscy, biedni oraz bogaci. Arystokraci muszą się jej napić, co godzinę - podkpiwał. W rzeczywistości wódki przed XIX wieku nie pito jednak zbyt wiele, jak podaje jeden z autorów - w miastach polskich 5-10 litrów na osobę rocznie. Najdroższa była okowita, po potrójnej destylacji uzyskiwano w niej 70% alkoholu; prosta wódka - dwukrotnie destylowana i miała 30% alkoholu - najbardziej popularna. Jako najpospolitszą pito żytniówkę, za lepszą uważano wódkę z pszenicy. Ignacy Krasicki w Panu Podstolim pisał: "Te trunki, które nasi ojcowie po prostu nazywali gorzałką, potem wódką, teraz ochrzciliśmy likworami. Napić się porcji wódki nie godzi, ale wypić kieliszek likworu wolno"1231. O wódce u nas w XVIII wieku pisał Krzysztof Kluk: "Z gorzałką niewiele rozszerzać się będę. Bodajby jej pędzenie nie było tak wiadome i pospolite każdemu Żydowi, jak jest na zgubę ludu w kraju naszym. Lepsza jest z pszenicy, pospolicie bierze się żyto"1232. Gorzałkę destylowano, po czym w kotle zostawała "braha", którą raz jeszcze oddestylowywano w mniejszym kociołku. Wódkę przepuszczano przez system rurek ponownie, po podwójnej destylacji: "I taka już gorzałka prostych ludzi jak ślepym ukontentowaniem, tak oczywistą pospolicie dla zbytku zgubą jest"1233. Dobre wódki eksportowano i cieszyły się za granicą dużą estymą. W Rzymie nawet przekupnie zachwalali wódkę krakowską: "Di Cracovia aqua vita bona"1234.

Dopóki w obiegu znajdowało się tylko piwo i wino, problem pijaństwa odnotowywano w sposób umiarkowany. Narastał od XVII wieku wraz z upowszechnianiem się wódki. Pijaństwo stanowiło wielki problem ludu, co pozwalało zręcznie wyjaśnić, dlaczego ludziom powodzi się źle. Bez przerwy pijany miał być król Anglii Henryk VIII oraz jego dwór. Podręcznik dobrych obyczajów dworskich Baldasarego Castiglione (1528) zalecał jednak w tym zakresie wstrzemięźliwość. John Falstaff był natomiast postacią szekspirowską, ucieleśniającą picie elżbietańskie z wszystkimi jego zaletami i wadami. Bohater narodowy Anglików, John Bull (1712), to postać fikcyjna, którą cechowała namiętność do picia. Cudzoziemcy zresztą również przypisywali chętnie pijaństwo Anglikom. Znana była w latach 20. XVIII wieku angielska mania picia ginu wytwarzanego z jałowca. Sprzedawano go bez rozcieńczania, na kieliszki i wypijano jednym haustem, jak wódkę. Gin to alkohol niedrogi i upicie się wychodziło taniej niż piwem. Wiąże się to zjawisko z rozwojem kapitalizmu w Anglii i ze zubożeniem znacznych grup ludności, które z nieszczęścia szukały pociechy w kieliszku. Towarzyszyła temu liberalizacja przepisów odnoszących się do destylacji alkoholu. Oto opis knajpy z alkoholem tamtych czasów: "pełne kłębiących się nieszczęśników pijących, jakby nie mieli pojęcia o czekającym ich stanie. Upijają się w świetle dnia, a potem wylewają się na ulice, przeklinają, złorzeczą i bełkoczą niegodziwości, jak chmara diabłów, dając fatalny przykład i deprawując ogół naszej młodzieży. Powiem nawet, że tak daleko posuwają się w swojej nikczemności, że dopuszczają się czynów lubieżnych wprost na ulicy. Młode dziewczęta, dziewczyny dwunasto i trzynastoletnie piją genevę jak ryby i tracą zdolność do życia w trzeźwych rodzinach; ten diabelski napój pozbawia je zdolności do życia"1235. Wraz z manią picia ginu wyklarowała się wreszcie konserwatywna prawicowa postawa utożsamiania pijaństwa z biedą i szukania przyczyn nędzy w pijaństwie. Lewica w tym samym czasie przeciwnie, budowała oświeceniową postawę szukania przyczyn pijaństwa w ubóstwie i nieszczęściu. Rozliczne opisy picia chłopów w XVIII wieku i robotników w XIX akcentowały nędzę i wyzysk jako przyczynę szukania pociechy w alkoholu. Henry Fielding w broszurze z 1751 roku o rozboju wskazywał na związki między alkoholizmem a przestępczością. Mania picia ginu miała wywoływać wzrost przestępczości. Podobnie rysunki satyryczne Williama Hogharta dowodziły związku między nędzą i wątłą posturą pijących gin oraz pomyślnością i pyzatością pijących piwo. W drugiej połowie XVIII wieku upijanie się ginem zaczęło się zmniejszać1236.

Tak jak Anglia w XIX wieku miała szaleństwo picia ginu, tak Francja problemy z szmaragdowym absyntem, czyli piołunówką (fr. absinthe, piołun) o zawartości alkoholu od 60 do nawet 90%, a zwykle 75%1237. Był to charakterystyczny napój o zielonej barwie i gorzkawym smaku, legendarny napitek paryskiej bohemy. Absynt najchętniej spożywali artyści oraz kobiety, które wstawiały się nim bardzo szybko. Przepis na alkohol opracował pod koniec XVIII wieku w Szwajcarii francuski uchodźca, doktor Pierre Ordinaire. Była to nalewka spirytusowa otrzymana z liści i kwitnących gałązek piołunu z dodatkiem aromatycznych ziół. Powstał też artystyczny mit absyntu, nazywanego "zielonym cudotwórcą" albo "zielonym czarodziejem", udzielającym boskiego natchnienia pisarzom, malarzom i poetom. Pijaństwo bohemy było też przysłowiowe, wiązano je z fantazją, wyobraźnią i twórczością, uznawano również, obok zamiłowania do prostytutek, aktorek i tancerek, za naturalne oraz przydające im uroku. Paul Verlaine codziennie po południu upijał się absyntem do nieprzytomności, podobnie Alfred Jarry i wielu innych. Malarz Tolouse-Lautrec, którego usiłowano leczyć z alkoholizmu, w wydrążonej lasce nosił wlaną całą butelkę absyntu, z którym dzięki temu nigdy się nie rozstawał. Polska bohema naśladowała francuską we wszystkim, także w tym. Stopniowo picie absyntu zaczęło się upowszechniać również w środowiskach robotniczych. Twierdzi się, że w połowie XIX wieku Francuzi pili więcej absyntu niż koniaku. Uważano, że absynt ma toksyczny charakter, powoduje duże spustoszenia w organizmie i w 1915 roku, na skutek działań środowisk antyalkoholowych oraz naukowych, jego spożywanie zostało zakazane1238. Jest znamienne, że pijaństwo bohemy artystycznej i elit traktowano z przymrużeniem oka i tolerancją, co wiąże się ze szczególną pozycją artysty w społeczeństwie. Uważano, że artysta pije z tęsknoty i alkohol pobudza jego twórczość, a robotnik z nieszczęścia i biedy. Także u nas w środowiskach powstańców oraz konspiratorów nie wylewało się za kołnierz, pito w desperacji, duchu romantycznym i na smutno, ale nikt nie robił z tego problemu1239. Medyczne działanie nalewek na piołunie przypisywano mu już od starożytności, sporządzając różnego rodzaju wywary. W Polsce nalewki na piołunie, czyli piołunówki występowały w każdej dworskiej apteczce, stosowane jako lek na niestrawność1240.

Alkoholizm w XIX wieku

Epoka kapitalizmu przyniosła niepokoje o biologiczne skarlenie gatunku ludzkiego ze względu na negatywne skutki industrializacji i powstania mas wolnych, ale zbyt często bezrolnych lub małorolnych chłopów. Mieszkańcy dzielnic robotniczych byli wymizerowani, drobni, szybko umierali. Upowszechniała się wśród nich plaga alkoholizmu i chorób wenerycznych, a w każdym razie tak to widzieli bogaci. Wojsko obniżało wymagany od rekrutów wzrost. Raporty komisji rekrutacyjnych skarżą się na liczne przypadki chorób umysłowych, niedorozwoju etc. O lyońskich tkaczach mówiono, że są małymi wynędzniałymi ludzikami o kabłąkowatych nogach. Robotników z Lille przedstawiano jako bladych osobników o miękkim i zwiotczałym ciele, okaleczonych na wszelkie możliwe sposoby. Płodność małżeństw spadła z 4,24 dziecka w roku 1800 na 3,16 w roku 1860.

Czy więc XIX wiek przyniósł poprawę zdrowia, czy jego osłabienie? Odpowiedź musi być zróżnicowana. W skali globalnej nastąpiła zdecydowana poprawa, zwłaszcza pod koniec XIX wieku. Średnia długość życia we Francji wydłużyła się z 27 lat w 1786 roku do 42 lat w 1856 roku. Śmiertelność niemowląt do 1. roku życia spadła z 24% w 1820 roku do 17% w 1860 roku. Jednak to średnia. Z perspektywy sytuacji niezamożnej grupy robotniczej wyniki prezentowały się znacznie gorzej.

Bogaci ostrzegali, że lud jest zagrożony przez plagę alkoholizmu, ale też chodziło im o wyjaśnienie, dlaczego pensja jest niska i podwyżki nie będzie, a mieszkanie przypomina norę. We Francji produkcja czystego spirytusu wzrosła z 200 tysięcy hektolitrów w początku XIX wieku do 891 tysięcy w 1850 roku i 2 milionów 360 tysięcy w roku 1900. Pojawił się temat dziedziczenia: również alkoholizm w tym czasie uważano za dziedziczny. Alkoholizm, zdaniem wielu współczesnych, stanowił jeden z przejawów degeneracji populacji. Jako drugi wskazywano syfilis. Prostytutkom zakładano kartoteki i poddawano stałym badaniom zdrowia.

Medyczne, naukowe interpretacje pijaństwa i traktowania go jako stanu chorobowego pojawiły się w XVIII wieku, a upowszechniły w XIX wieku1241. Zaczęto zwłaszcza zwracać uwagę na konsekwencje upijania się klas niższych wódką i ginem. Doktor Thomas Trotter w 1804 roku dowodził, że tej chorobie nie towarzyszy jednak współczucie otoczenia, ale odraza. Pijanego na ulicy się omija, choremu udziela pomocy. Francis Place w 1829 roku wskazywał, że pijak z klasy robotniczej zazwyczaj uważany jest za bezwartościowe zwierzę, a przecież niesłusznie. Zasługuje właśnie na specjalne współczucie, bo pozbawiony jest wszelkiej rozrywki, niedopuszczony do żadnej rozsądnej dyskusji, wykonuje żmudną i ogłupiającą pracę, nieprzynoszącą godziwego dochodu i żadnej nadziei na poprawę sytuacji. "Nikt nie powinien być zdziwiony, że od czasu do czasu muszą się napić" - konkludował Place. Polak, Jakub Szymkiewicz, w Dziele o pijaństwie w 1818 roku sądził, że alkoholizm jest chorobą społeczną wyniszczającą w różnych aspektach1242. W Niemczech już w końcu XVIII wieku ostrzegano przed mocnymi trunkami, przede wszystkim wódką, zachęcając do picia wody, piwa, a nawet wina. "Wo Branntwein herrscht, da herrscht Elend und Verderben, zeitlich und ewig. (...) Väter und Mütter! Wollt ihr einen Gotteslohn an euern Kindern verdienen, so sorgt dafür, dass sie keinen Branntwein, auch nicht einen Tropfen trinken!"1243. Berliński lekarz, Christoph Wilhelm Hufeland, w 1802 roku ostrzegał przed zarazą (Pest) pijaństwa (Branntweinseuche), która wyniszcza najlepsze siły pokolenia (schönste Blüte der Generation)1244.

Dalsze badania koncentrowały się bardziej propagandowo na konsekwencjach picia, na powodowanej przez nie tak zwanej "wtórnej biedzie". Chodziło o dowodzenie, że nędza robotników jest rezultatem ich własnej winy, a przede wszystkim picia wódki, bo codzienne picie piwa było rzeczywiście niedrogie i w zasięgu możliwości robotników. John Livesey twierdził w 1831 roku, że powszechne wśród robotników picie jest skutkiem przyzwyczajeń kulturowych, a nie biedy, desperacji oraz degradacji spowodowanej przez nędzę. I u nas pijaństwo w XIX wieku tłumaczono często lenistwem i zachęcano do jego ograniczenia, do likwidacji jarmarków, odpustów etc. Rzadziej pisano, że pijaństwo wynika z nędzy i złych warunków. Do picia kusić miał diabeł i księża zachęcali do walki z tymi pokusami1245.

"(Wojciech Wiącek na melodię Święty Boże)

Od wódki, rumu, piwa i wina

Wybaw nas Panie!

Od karczem, targów i litkupów

Zachowaj nas Panie!"1246.

Oto inny przykład poezji antyalkoholowych:

"Precz, ty przeklęta, obmierzła śmierdziucho,

Precz, ty śmierdząca, piekielna ropucho!...

Precz, zwodzicielko coś panny zwodziła,

Precz, coś rodzicom trosków narodziła!

Precz, coś złodziejów tak wiele rodziła,

Precz, coś w kryminał ich też wprowadziła!"1247.

Panowało jednak zarazem powszechne przekonanie, że alkohol, przede wszystkim piwo, ma wartości kaloryczne (to prawda), energetyczne i odżywcze, lecz Livesey uważał przeciwnie. W średniowieczu obywali się bez alkoholu asceci, ale dopiero w XIX wieku pojawiło się szersze przekonanie, że życie bez trunku jest możliwe oraz ruch trzeźwości, walczący z nałogiem, który uległ medykalizacji. Grzech został zastąpiony przez chorobę. Brytyjskie stowarzyszenie trzeźwości liczyło w 1834 roku już 80 tysięcy członków1248. Wtedy zaczęły się spotkania alkoholików, którzy łzawo i ze wzruszeniem rozwodzili się nad własnymi grzechami, bo cała tematyka zanurzona była mocno w religijności i płaczliwym sentymentalizmie, gdzie pijaka traktowano jako zbłąkaną duszę. Nauka moralna miała wspierać system kapitalistyczny, ukazując, że wystarczy nie pić, aby wieść bogate albo chociaż dostatnie życie. Na zebraniach brytyjskich abstynent na koniec spotkań kupował sobie za zaoszczędzone pieniądze garnitur i zegarek i wymachując nim nad głową przed zebranymi dowodził, że dawniej chodził głodny i w łachmanach, abstynencja zaś prowadzi do zamożności, a w każdym razie przynajmniej do zegarka1249. Literackie opisy pijaństwa ukazywały szynki, w których dochodziło do burd i awantur. "Chłopak rozciąga się jak długi między beczkami, gospodarz na oślep bije na wszystkie strony i ze wszystkich stron odbiera ciosy, panienki krzyczą, wpada policja i aż do samego końca, w kłębowisku rąk nóg, wyrwanych klepek i podartych ubrań trwa kotłowanina, wrzaski i ogólna bijatyka. Policjanci odprowadzają na odwach kilku uczestników bójki. Pozostali zaś wymykają się do domu, gdzie w dalszym ciągu biją żony za to, że się skarżą i kopią dzieci za to, że śmią być głodne"1250. U Karola Dickensa pijaków doprowadzających do upadku rodziny pojawiło się zdecydowanie więcej. W utworze Śmierć pijaka delikwent przez 20 lat rujnował swoje małżeństwo, zanim przyniósł ulgę swoim bliskim, umierając1251.

Organizacje antyalkoholowe w Niemczech 1837-1841.

Rok

Liczba organizacji

Liczba członków

1837

17

500

1838

76

2 800

1839

129

5 280

1840

262

17 000

1841

302

20 000

Źródło: Wilhelm Bode, Kurze Geschichte der Trinksitten und Mäßigkeitsbestrebungen in Deutschland, München 1896, s. 37.

Ruch trzeźwości wprawdzie zaczął się w końcu XVIII i początku XIX wieku. Do lipca 1914 roku na terenie Niemiec istniało już 60 zakładów do leczenia alkoholików, kierowanych przez lekarzy i duchownych. Na ogół były to zakłady niewielkie, na kilkanaście łóżek. Benjamin Rush w 1785 ogłosił rozprawę Badanie wpływu alkoholu na ludzkie ciało i umysł. W 1813 roku w Bostonie powstało pierwsze towarzystwo antyalkoholowe, a w 1829 roku istniało takich już tysiąc ze 100 tysiącami członków.

Podobnie w Niemczech rosła liczba organizacji walczących z pijaństwem, w latach 1837-1840 w Poznańskiem i na Pomorzu (Poznań, Gniezno, Sztum, Toruń). Pod koniec 1840 roku podobne organizacje w 50 miastach Poznańskiego. W 1840 roku chirurg La Roche zakłada towarzystwo wstrzemięźliwości w Zbąszyniu na 240 członków. W 1845 roku w Poznańskiem 20 tysięcy osób działało w ruchu trzeźwości, a do bractw zapisywały się całe gminy1252.

Skutki ruchu trzeźwości stawały się coraz bardziej imponujące. Na Śląsku w 1844 roku 500 tysięcy osób postanowiło zerwać z piciem. W 1845 roku na zjeździe organizacji wstrzemięźliwości w Berlinie spotkali się przedstawiciele 700 organizacji z 60 tysiącami członków. Jednak w same kościelne bractwa Śląska i Poznańskiego kierowane przez duchownych liczyły 500 tysięcy działaczy organizacji trzeźwości, z czego 300 tysięcy w Poznańskiem1253. W Wielkopolsce fizyk powiatowy, La Roche z Bnina, twierdził, że sukcesy w walce z alkoholizmem były znaczne. Sytuację w 1845 roku opisywał następująco: "Die Folgen dieser Reform fangen schon jetzt an, auch im Großen merklich zu werden, indem sich die Mitglieder gesünder fühlen, Glück und Wohlstand sich heben, die innere Teilnahme am Gottestdienste größer wird, Unzucht, Betrügereien, Diebstähle, Unglücksfälle, plötzliche Todesfälle, Selbstmorde, Schlägereien und Prozesse schwinden; im ehelichen Leben herrscht mehr Liebe, Friede und Eintracht; unter den Kindern zeigt sich wieder Achtung und Gehorsam gegen die Eltern (...)"1254. Działalność bractw kościelnych wsparł też papież Pius IX w 1851 roku1255.

Sytuację w zaborze pruskim w zakresie pijaństwa wśród protestantów analizuje Olgierd Kiec1256. Zwraca uwagę, że XIX wiek przyniósł zwiększenie pijaństwa wśród niezamożnych, najpierw ze względów technicznych. Pojawiły się masowe uprawy ziemniaków, a za tym tania wódka z ziemniaków w coraz liczniejszych gorzelniach. Jednocześnie przestało obowiązywać prawo propinacyjne. W Poznańskiem w 1843 roku funkcjonowały 573 gorzelnie i 744 browary. Pijaństwo szlachty jednak słabło, jako że coraz modniejszy stawał się nie sarmacki, a francuski oraz angielski styl konsumpcji, picia i życia, z umiarkowanym spożywaniem wina. Ponadto szlachta pogrążona wcześniej w utracjuszostwie, ucztowaniu i nieróbstwie coraz częściej brała się za naukę agronomii i interesy. Prusacy w Wielkopolsce nadal, jak w XIX wieku, mówili o pijaństwie chłopów wynikającym z niskiej kultury i ogłuszaniu zmysłów opilstwem, mającym być ich jedyną rozrywką. Niemieccy działacze towarzystwa trzeźwości z Królewca jeszcze w 1853 roku utrzymywali, że Mazurzy, Kaszubi i mieszkańcy Górnego Śląska uspokajają płaczące niemowlęta gałganami nasączonymi wódką, a starsze dzieci gorzałkę jedzą łyżką jak zupę. Lecznicze właściwości wódki w Prusach Wschodnich ceniono nadal, tak że chroniono się nawet w karczmie podczas epidemii cholery i zdarzało się, że zapici rodzice chrzestni zgubili dziecko w drodze do kościoła. Przed ołtarzem ślubnym stawali czasem nieprzytomni od wódki państwo młodzi1257. Ten wzrost konsumpcji alkoholu nazywany nawet dżumą wódczaną (Branntweinpest), był też zresztą widoczny również w północno-zachodnich i północnych prowincjach Niemiec i Prus, jako że Bawaria oraz Nadrenia pozostały raczej przy winie i piwie.

W Kongresówce ustawę z 1844 roku połączono z rozporządzeniem wykonawczym. Ukaz carski zwracał uwagę "na powiększanie się produkcji wódki w Królestwie Polskim nad rzeczywistą potrzebę; na szkodliwe pomnożenie się miejsc jej sprzedaży"1258. Karczmy powinny być w nocy zamknięte, także do południa w niedzielę i święta. Nie zezwalano na muzykę w karczmach w dni powszednie oraz zabraniano szynkarzom dawania trunków na kredyt, "jak też w zamian za kartki poświadczające dla nich od dworu należytość lub w zamian za asygnacje przez dwór wydawane"1259. Prawa tego nie przestrzegano, bo uderzało ono w interesy gorzelni, czyli szlachty. Przełom w gorzelnictwie na obszarze Polski to głód 1816-1817 roku, który przyśpieszył upowszechnianie uprawy ziemniaków i wykorzystania ich w gorzelnictwie1260. Sprzyjało im żywienie bydła brahą, czyli odpadami z produkcji wódki. Zyski z wódki były znaczne i dlatego mówi się o "gorączce gorzelniczej". Przedstawiciel Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego pisał: "Co dzień prawie (...) widzimy wznoszące się gorzelnie, coraz to nowe karczmy, te prawdziwe (...) otchłanie (...) pożerające zdrowie i przyszły dobytek rolnika"1261. O tym prymitywnym gorzelnictwie wspominał Józef Burszta: "Dawna gorzelnia - to ciemne, niskie pod strzechą budynki, wódkę wyrabiano sposobem bardzo prostym, temperaturę zacieru badano nie termometrem, lecz ręką, wydajność uzyskiwano bardzo niską, chociaż już z ziemniaków. Ale przyszedł czynnik przewrotu w gorzelnictwie - zastosowanie parowych urządzeń i lepszych aparatów do pędzenia wódki (znany aparat Pistoriusza). Powstały wówczas, jak mówiono, prawdziwe gorzelnie"1262.

Zniesienie poddaństwa w Galicji wyraźnie sprzyjało rozwojowi gorzelnictwa. Szlachcic, zamiast bowiem darmowej pańszczyzny, opłacić musiał najemnego robotnika rolnego gotówką, stawiał więc karczmy, by te pieniądze potem z niego z powrotem wydobyć1263. Lekarz Reinhard z Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego stwierdzał: "Z boleścią wspomnieć tu trzeba, że są pomiędzy właścicielami tak nieludzcy, którzy włościanom za ich tygodniową pracę płacą kwitkami na wódkę, posyłając ich do swojego propinatora"1264. Tak działo się i po 1848 roku w Galicji i nie stanowiło to wyjątku. Ksiądz Kaczała w Sejmie Krajowym wspominał w 1865 roku: "Oto we dworach obecnie za robotę nie płacą, ale wysyłają gromadę po zapłatę do karczmy. I cóż się dzieje? Żyd wie doskonale, że nie jest dworskim kasjerem, ma swój interes na oku, gdy chłopi przychodzą do niego raz, drugi i trzeci, a on zawsze powiada, że nie ma pieniędzy. - Jakże będzie? No jak będzie, bierzcie gorzałkę. Człowiek chodzi i chodzi i wreszcie rad nie rad pije sam, albo potkawszy się z kim, cały zarobek przepija w karczmie"1265.

Specjaliści natomiast o przyczynach alkoholizmu mówią następująco: "Zjawiska alkoholizowania się i alkoholizmu pojawiają się na określonym punkcie na styku dwóch płaszczyzn - świata jednostki w całym jego bogactwie problemów oraz świata czynników ekonomicznych i społecznych, oddziaływających na tę właśnie jednostkę"1266. Na skalę masową zjawisko alkoholizmu, jako problem społeczny, pojawiło się dopiero w XIX wieku. Raport senatu francuskiego z 1866 roku alarmował o wzroście liczby przypadków obłąkania spowodowanego pijaństwem. W 1872 roku powstało Francuskie Towarzystwo do Walki z Nadużyciami Napojów Alkoholowych, a w 1903 roku zebrał się Narodowy Kongres Antyalkoholowy. Ruch wstrzemięźliwości ograniczał się do elit. Byli tu lekarze, duchowni, fabrykanci, profesorowie. Natomiast sprawy te znajdowały się zupełnie poza zakresem zainteresowania ludu. W 1873 roku parlament francuski przyjął ustawę antyalkoholową, która miała na celu "zwalczanie publicznego pijaństwa i wstrzymanie postępów alkoholizmu"1267. Zgodnie z nią pijak i szynkarz mogli być ukarani miesięcznym więzieniem i 300 frankami mandatu. W XIX wieku podjęto też próby ograniczenia domowego gorzelnictwa. Napoleon w 1806 roku dopuścił do tego procederu tylko po uzyskaniu specjalnej zgody. W 1903 roku do regulacji wprowadzono ograniczenie nieopodatkowanej produkcji do 20 litrów samogonu rocznie. Pozostałości tych przepisów działały we Francji jeszcze po drugiej wojnie światowej. W 1982 roku liczba osób uprawnionych do destylacji alkoholu wynosiła tam 1,8 miliona. Część produktu objęto zwolnieniem od podatku1268.

Statystyki odnotowywały wzrost konsumpcji alkoholu. We Francji z 1,46 litra spirytusu w 1850 roku do 4,67 litra w roku 1900. Rosło jednak także spożycie wina. Przyczyny tego były złożone, w tym techniczne. Masowa produkcja, poprawa transportu, powstanie kolei, statków parowych i szereg innych zjawisk powodował, że alkohol stał się powszechnie dostępny. Wino wcześniej kupowano na beczki i miarki, każdy przynosił do sklepu garniec albo dzban, obecnie natomiast zaczęła się sprzedaż na butelki, co oznaczało, że nie musi być przeznaczone do szybkiego spożycia. Wzrastała także zawartość alkoholu w płynie, a następnie pogorszeniu ulegały psychologiczne warunki egzystencji nowej wielkomiejskiej klasy - robotników. Doktor J. L. Villérmé w 1837 roku charakteryzował tych ludzi następująco: "Piwnice Lille i gorsze jeszcze od nich strychy, gdzie gnieżdżą się w głębi ciasnych podwórek studni bez słońca, w maleńkich izdebkach wypełnionych przez jedną liczną lub wiele rodzin, w brudzie i przykrej zależności od kaprysów pogody, zagrożeni deprawacją biedacy. Okoliczne wsie widzą każdego ranka mnóstwo kobiet bladych i wychudłych, rozchlapujących bosymi stopami błoto, (...) jeszcze więcej dzieci nie mniej brudnych, nie mniej wynędzniałych, nie mniej okrytych łachmanami tłustymi od oliwy i smarów. Istoty te muszą mieszkać daleko od manufaktury ze względu na wysokość czynszu w mieście"1269. Nie inaczej było, jeżeli chodzi o alkohol: "Im bardziej są zdani na pastwę nędzy i trosk, z tym większym uporem szukają zapomnienia w pijaństwie, (...) opilstwo pochłania nie tylko wszelkie oszczędności, niweczy możliwość dobrego wychowania dzieci, niszczy szczęście rodzinne, ale także doprowadza do prawdziwej ruiny robotnika i jego najbliższych, pogrąża go w głębokiej nędzy, czyni nierobem, karciarzem, awanturnikiem. Pijaństwo poniża robotnika, ogłupia, nadszarpuje jego zdrowie, często skraca życie, niszczy obyczajowość, gorszy otoczenie, a nawet popycha do zbrodni. Można z całą pewnością powiedzieć, że jest ono główną przyczyną bijatyk, przestępstw, wszelkich robotniczych zamieszek"1270. Mamy z tego stulecia niezliczone świadectwa alkoholizmu biedoty spowodowanego przez nędzę. Od wypowiedzi Fryderyka Engelsa z 1845 roku, przez takich autorów, jak Zola, Flaubert, France, Prudhomme, Rolland, Galsworty, Shaw czy Dickens. U nas Prus czy Reymont. Egzystencja chłopów była bardzo trudna, jednak mieli oni zapewniony dach nad głową, a warunki gospodarstwa rolnego pozwalały na wyżywienie rodziny, przerywane tylko okresowymi klęskami głodu. Ponadto, praca rolnika miała charakter zróżnicowany. Inaczej żyło się robotnikom, dla których wynajęcie piwnicznej nory albo jednego pokoju dla całej rodziny stanowiło już wysiłek. Do tego dochodziła niepewna, przerywana okresami bezrobocia, ogłupiająca praca w warunkach produkcji fabrycznej1271.

O problemie alkoholizmu mówiło się sporo i padały najostrzejsze oskarżenia w Polsce, ale i w Niemczech. Bolesław Prus zauważał, że polskie pijaństwo nie wybija się na tle innych alkoholizmów europejskich. Problemy isniały wszędzie: "(...) pijaństwo bynajmniej nie stanowi u nas choroby społecznej. W poważnej pracy o tym przedmiocie dr Rothe cyframi dowiódł, że u nas zarówno ilość wypijanego alkoholu, jak i ilość obłąkanych skutkiem pijaństwa jest znacznie mniejsza niż gdziekolwiek w Europie"1272.

W karczmach załatwiano interesy, dochodziło do schadzek i toczyło się życie towarzyskie. Identycznie postępowano w miastach, gdzie przeniesiono wiejskie zwyczaje. Część szynków i karczm stawała się miejscem spotkań i załatwiania interesów przez złodziei, stręczycieli, paserów i żebraków. W Warszawie osławiona była resursa dziadowska czy szynk Pod Karasiem. Określenie łobuz spod Karasia w Warszawie "było wyrażeniem najwyższej obelgi i zniewagi"1273. O libacjach w 1890 roku w łódzkiej karczmie pisała prasa: "Przy dźwiękach hałaśliwej muzyki ciągną się tańce do 3 i 4 godziny rano, a wesołość podsycana libacjami, przechodzi w orgię przeplataną brutalnymi zajściami i bijatyką. Nad ranem muzyka milknie i wesołe pary rozchodzą się po domach. W żadnym mieście nie widzimy nic podobnego"1274. W Poznaniu pod koniec XIX wieku również dostrzegano zagrożenie problemem pijaństwa. Szczególnie zwracano uwagę na uboższe dzielnice oraz środowiska robotnicze i rzemieślnicze. Jak w całej Polsce, nadal obowiązywała prynuka i system obligatoryjnych toastów, których nie wolno było omijać, pitych "duszkiem"1275.

Wódka w środowiskach wiejskich w tym czasie stale towarzyszyła życiu i leczyła choroby. Dawano ją kobietom dla złagodzenia bólów podczas porodu albo tuż po urodzeniu dziecka wódkę z miodem i smalcem. Medycyna oficjalna walczyła z medycznym używaniem alkoholu także w kalendarzach, ale bezskutecznie1276. Z drugiej strony, chętnie przypisywano pijaństwo robotnikom, na przykład w Łodzi i wiązano je ze swobodą seksualną, która wraz ze wszystkimi przywarami miała być też wadą wielkich miast. W libacjach uczestniczyć miały młode niezamężne kobiety ze środowisk robotniczych1277. Tadeusz Jaroszyński podzielił pobudki do picia na kilka rodzajów: z jednej strony względy obyczajowe i picie w towarzystwie pod wpływem praktyk otoczenia, jak święta rodzinne, religijne, imieniny czy urodziny. Istniała też grupa osób znudzonych życiem, sięgających z tego powodu do kieliszka i szukających tam odprężenia. Również tacy, którzy szukali rozrywki w knajpie z braku warunków mieszkaniowych, jak studenci lub robotnicy1278.

Alkohol w dużej ilości towarzyszył wszystkim uroczystościom rodzinnym, poczynając od chrzcin, które trwały niekiedy przez trzy dni, a zaczynano pić już po wyjściu z kościoła. Zdarzało się, że i zgubiono niemowlę w drodze, co jest raczej anegdotą z gatunku bardzo czarnego humoru, podkreślającą udział alkoholu w całym przedsięwzięciu1279. Nadużywanie alkoholu w przypadku kobiet stanowiło w XIX wieku mniejszy problem, ale piętnowano je w prasie jako haniebne i wobec pijaństwa mężczyzn wykazywano większe zrozumienie. O ile w ich wypadku usprawiedliwiano picie biedą, utratą pracy czy problemami życiowymi, w odniesieniu kobiet nie okazywano tyle wyrozumiałości. Także w środowiskach wiejskich i robotniczych, nie znaczy to jednak, że problem nie występował. Częstym problemem było pijaństwo prostytutek i kobiet z uboższych środowisk, bez stałego zatrudnienia. Wiązano je również ze świętami rodzinnymi, targami, odpustami, jarmarkami, karczmą i upijaniem się w pracy. Jeden z takich przypadków opisano w gazecie, gdzie mowa była o żonie szanowanego szewca, kobiecie o wyglądzie "zażywnej mieszczki i poważnej pani majstrowej: lubiła popijać wódkę, dość często, nauczona tego w okresie młodości, kiedy sprzedając obuwie musiała wypijać w sklepie tak zwany litkup, lub z sąsiadami w czasie jazdy na jarmarki lub na targach na rozgrzewkę, w dni zimowe"1280. Natomiast mąż unikał alkoholu i czynił jej wymówki, kiedy go nadużywała. Gdzie indziej opisywano przypadek 40-letniej włościanki słynącej z opilstwa, która wracając z karczmy wpadła do rzeki i utonęła. Motyw pijących w karczmie dziewcząt pojawiał się też w poezji ludowej: "Oj, ni ona pacierza, ni ona koronki, tylko się wymykać do której synkark.i (...) Oj było mnie matul, z maleńkiego bijać, da żebym nie umiała gorzałeczki pijać (...)"1281.

Termin "alkoholizm" w pracach naukowych pojawił się w drugiej połowie XIX wieku, od kiedy zaczęto opisywać go jako nałóg picia alkoholu, prowadzący do wyniszczenia organizmu1282. Bolesław Prus opisywał, że skutki alkoholizmu to "zaniedbanie obowiązków rodzinnych i obywatelskich, zubożenie, prostytucja, skłonność do przestępstw"1283. Postępowała stygmatyzacyjna analiza zjawiska, gdzie uwagę poświęcano nie przyczynom, ale degradującym skutkom. Bardzo wiele chorób uważano błędnie za spowodowane przez alkoholizm. Także dolegliwości psychiczne wiązano z alkoholem, jak mania prześladowcza, halucynacje, maniakalna zazdrość, stany lękowe, majaczenia. Pijaństwo miało przyczynić się do zwiększenia ryzyka samobójstwa. Obszernie rozważano zwyrodnienia spowodowane przez dziedziczenie przez dzieci uszkodzeń organizmu spowodowanych przez alkohol. Popularne były poglądy Cesare Lombroso, wiążące przestępczość z alkoholizmem. Zofia Daszyńska-Golińska w książce Pijaństwo twój wróg z 1905 roku przekonywała, że synowie alkoholików wyrastają na zbrodniarzy, a córki na prostytutki. Justyna Budzińska-Tylicka (1909) podkreślała niemoralną atmosferę w rodzinach nadużywających alkoholu, których dzieci od urodzenia oglądały występki i wyrastały w atmosferze kształtującej je w ten sam sposób. Jako szczególny dramat opisywano dzieciństwo w rodzinie alkoholowej. Jeden z autorów pamiętników z tego czasu wspominał: "Będąc w stanie nietrzeźwym, ojciec był brutalnym awanturnikiem, któremu niebezpiecznie było wówczas zastąpić drogę. Zarobek jego prawie całkowicie szedł na wódkę, (...) przychodził w każdy dzień późno w nocy pijany i wyprawiał straszliwe awantury"1284. Pijaństwo wiązano z utratą samokontroli, także seksualnej, rozwiązłością i prostytucją. Nawet pożary miały być wywołane przez zaprószenie ognia przez pijaków. Przekonywano, że nędza wynika z pijaństwa i gdyby naród nie pił, byłby zamożny i szczęśliwy. W rezultacie oskarżano już nie pijaków, ale robotników jako takich, że ich bieda nie wynika z niskiej pensji1285. Protestował na to Fryderyk Engels, pisząc, że bogaci piją tyle samo, co biedni. Pisali tak i nasi znawcy tematu1286.

W 1906 roku prezentowano dane, że spożycie spirytusu w różnych krajach wynosiło rocznie jak następuje:

Francja - 16,41 litra

Belgia - 12,58 litra

Hiszpania - 12,05 litra

Szwajcaria - 11,21 litra

Dania - 10,87 litra

Włochy - 10,30 litra

Niemcy - 9,35 litra

Anglia - 8,17 litra.

Na tym tle przeciętny Łodzianin, zdaniem Stanisława Skalskiego, wypijał 27,4 litra spirytusu. Inne dane określały jednak spożycie w Lodzi w 1903 roku na 4,33 litra, a w 1904 roku na 6,64 litra i wydają się bardziej prawdopodobne. Jak widać, statystyki dotyczące spożycia alkoholu, były niedoskonałe, jednak tendencja wzrostowa w XIX wieku bardzo widoczna1287.

Claudius Torp wskazuje, że konsumpcja piwa w Niemczech między rokiem 1860 a 1900 wzrosła dwukrotnie, przy jednoczesnym powolnym spadku konsumpcji wódki. Pierwsza wojna światowa i kapitalistyczne kryzysy po niej spowodowały gwałtowny spadek konsumpcji piwa do 25% stanu z początku wojny, konsumpcja wódki skurczyła się o 2/31288.

980 Wirydianna Fiszerowa, Dzieje moje własne, s. 9; Renata Gałaj-Dempniak, Choroba i śmierć szlachty, s. 80-81.

981 Giovan Battista Fagiuoli, Diariusz podróży do Polski (1690-1691), Warszawa 2017, s. 108.

982 Józef Burszta, Wieś i karczma. Rola karczmy w życiu wsi pańszczyźnianej, Warszawa 1950, s. 14, 30, 32.

983 Adam Moszczyński, Pamiętnik od historyi polskiej w ostatnich latach panowanie Augusta III i pierwszych Stanisława Poniatowskiego, Warszawa 1905, s. 14.

984 Krystyna Boeckenheim, Przy polskim stole, Wrocław 2004, s. 181.

985 Tamże, s. 174-175.

986 Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, s. 39; tegoż, Obyczaje staropolskie, Łódź 1975, s. 60-61; Janusz Tazbir, Sarmatyzm i alkohol, s. 176-177.

987 Janusz Tazbir, Sarmatyzm i alkohol, s. 172-173; Michał Rożek, Nałogi i używki, w: Etos dworu szlacheckiego. Szkice z dziejów kultury, Kraków 2013, s. 219-252; Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, s. 218-219.

988 Hugo Kołłątaj, Stan oświecenia w Polsce, s. 45.

989 Bernard O'Connor, Historia Polski, s. 470.

990 Fortia de Piles, Boiseglin de Kerdu, Podróż dwóch Francuzów, w: Polska stanisławowska, t. 2, s. 726.

991 Fryderyk Schulz, Podróże Inflantczyka, s. 45.

992 Jacobi Lanhaus, Opis podróży, s. 1-6.

993 Fryderyk Skarbek, Pamiętniki Fryderyka hrabiego Skarbka, s. 35.

994 Joanna Schopenhauer, Gdańskie wspomnienia młodości, s. 11.

995 Jacques-Henri Bernardin de Saint-Pierre, Podróż po Polsce, w: Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, opr. Wacław Zawadzki, Warszawa 1963, s. 206-207.

996 Hubert Vautrin, Obserwator w Polsce, s. 770-771.

997 Ignacy Krasicki, Pan Podstoli, Wrocław 1954, s. 292-293.

998 Józef Burszta, Wieś i karczma, s. 13.

999 Krzysztof Zawisza, Pamiętniki, s. 35-37.

1000 Tamże, s. 32-34.

1001 Stanisław August Poniatowski, Pamiętniki, s. 151.

1002 Jędrzej Kitowicz, Pamiętniki, czyli Historia polska, s. 672.

1003 Józef Wybicki, Życie moje, s. 34.

1004 A. Berdecka, I. Turnau, Życie codzienne w Warszawie, s. 141.

1005 S. A. Poniatowski, Pamiętniki, s. 197.

1006 Józef Burszta, Wieś i karczma, s. 14-17, 135.

1007 Johann Joseph Kausch, Wizerunek narodu polskiego. s. 276-277.

1008 Jan Duklan Ochocki, Pamiętniki, t. 2, s. 45.

1009 Ignacy Krasicki, Uwagi, wstęp i oprac. Zdzisław Libera, Warszawa 1997, s. 276-277.

1010 Tamże, s. 277-278.

1011 Jan Duklan Ochocki, Pamiętniki, t. 2, s. 12-13.

1012 Jan Duklan Ochocki, Pamiętniki, t. 1, s. 36.

1013 Łukasz Gołębiowski, Domy i dwory. 115-116.

1014 Tamże, s. 118.

1015 Dariusz Łukasiewicz, Czarna legenda Polski, s. 58-61.

1016 E. T. von Uklanski, Briefe über Polen, Österreich, Sachsen, Bayern, Italien, Etrurien, den Kirchenstaat und Neapel, Nürnberg 1808, s. 13, 16-17.

1017 Stanisław Staszic, Dziennik podróży Stanisława Staszica 1789-1805, Kraków 1931, s. 368-369.

1018 Józef Burszta, Wieś i karczma, s. 190-191; Teresa Rzepniewska, Gospodarstwo folwarczne na Mazowszu 1795-1806, Warszawa 1968; Marian Szczepaniak, Karczma, wieś, dwór. Rola propinacji na wsi wielkopolskiej od połowy XVII do schyłku XVIII wieku, Warszawa 1977, s. 122-144.

1019 Łukasz Gołębiowski, Domy i dwory, Warszawa 1830, s. 108.

1020 Tamże.

1021 Ignacy Krasicki, Pan Podstoli, s. 246.

1022 J. W. Petersen, Geschichte der deutschen National-Neigung zum Trunke, Leipzig 1782.

1023 Tamże, s. 1.

1024 Tamże, s. 26-27.

1025 Tamże, s. 33.

1026 Tamże, s. 69-70, 126.

1027 Anegdoty, facecje i sensacje obyczajowe XVII i pierwszej połowy XVIII wieku, oprac. Zbigniew Kuchowicz, Łódź 1962, s. 103-104.

1028 Tamże, s. 127-130; W. Bode, Kurze Geschichte der Trinksitten und Mäßigkeitsbestrebungen in Deutschland, München 1896, s. 30-31.

1029 Tamże, s. 47, 215.

1030 Tamże, s. 47.

1031 Wilhelm Bode, Kurze Geschichte der Trinksitten, s. 24-27.

1032 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, München 1994, s. 153-154.

1033 Tamże, s. 154-155.

1034 Hubert Vautrin, Obserwator w Polsce, s. 727.

1035 Mageuelonne Toussaint-Samat, Historia naturalna i moralna jedzenia, s. 181-182. Tadeusz Sobczak, Wyżywienie, s. 335; Maria Bogucka, Między obyczajem a prawem, s. 188. Reay Tannahill, Historia kuchni, s.70-72.

1036 Wanda Karkucińska i Jacek Wiesiołowski, Statuty cechu piwowarów, Kronika Miasta Poznania, 4, 2000, s. 7; Jerzy Besala, Alkoholowe dzieje Polski, s. 15.

1037 Michał Rożek, Nałogi i używki, s. 223.

1038 Tamże, s. 225, 227.

1039 Ulryk Werdum, Dziennik podróży, s. 33.

1040 Tamże, s. 59.

1041 Tamże, s. 70; Władysław Czapliński, Życie codzienne, s. 127.

1042 Tamże, s. 127.

1043 Łukasz Gołębiowski, Domy i dwory, s. 117.

1044 Marcin Kamler, Przemoc między szlachtą sieradzką w XVII wieku, Warszawa 2011, s. 27, 113.

1045 Władysław Czapliński, Życie codzienne, s. 127.

1046 Bohdan Baranowski, Polska karczma, restauracja, kawiarnia, Wrocław 1979, s. 78; Wanda Karkucińska i Jacek Wiesiołowski, Statuty cechu piwowarów, s. 20-21; Michał Rożek, Nałogi i używki, s. 228; Michał Bobrzyński, Prawo propinacji w dawnej Polsce, tegoż: Szkice i studia historyczne, Kraków 1922, s. 232-234.

1047 Ignacy Krasicki, Pan Podstoli, s. 320.

1048 Wanda Karkucińska i Jacek Wiesiołowski, Statuty cechu piwowarów, s. 20.

1049 Jacek Wiesiołowski, Artykuły Wedla których mają się szynkowie sprawować, Kronika Miasta Poznania, 4, 2000, s. 30; Łukasz Gołębiowski, Domy i dwory, s. 115.

1050 Łukasz Gołębiowski, Domy i dwory, s. 115.

1051 Marcin Matuszewicz, Diariusz życia mego, t. 1, s. 148.

1052 Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, Warszawa 2011, s. 132-141.

1053 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 157.

1054 Tamże, s. 157.

1055 Łukasz Gołębiowski, Domy i dwory, s. 115.

1056 Józef Burszta, Społeczeństwo i karczma, s. 45-46.

1057 Marian Szczepaniak, Karczma, wieś, dwór, s. 47-48.

1058 Wanda Karkucińska i Jacek Wiesiołowski, Statuty cechu piwowarów, s. 7-9.

1059 Bogusław Więcławski, Zaopatrzenie i konsumpcja w Poznaniu w drugiej połowie XVIII wieku, Warszawa-Poznań 1989, s. 142-143.

1060 Krystyna Boeckenheim, Przy polskim stole, s. 12-13; Massimo Montanari, Der Hunger und der Überfluß, s. 41, 96.

1061 Barry William Higman, Historia żywności, s. 75-76.

1062 Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, s. 66-67; Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 156-157.

1063 Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, s. 26-30; Rainhold Kaiser, Trunkenheit und Gewalt im Mittelalter, Köln 2002, s. 24-25.

1064 Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, s. 66.

1065 Tamże, s. 67.

1066 Tamże, s. 74.

1067 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 216-217.

1068 Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, s. 90-91, 97-98; Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 189; Jean Delumeau, Grzech i strach, s. 647.

1069 Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, s. 99-100.

1070 Florent Quellier, Łakomstwo. Historia grzechu głównego, Warszawa 2013, s. 96-97; Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, s. 50-53.

1071 Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, s. 78-80; Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 156-157-158, 214-215; Wilhelm Bode, Kurze Geschichte der Trinksitten und Mäßigkeitsbestrebungen in Deutschland, München 1896, s. 1; Massimo Montanari, Der Hunger und der Überfluß, s. 32-33; Rainhold Kaiser, Trunkenheit und Gewalt im Mittelalters, s. 34-35.

1072 Michael Maurer, Die Biographie des Bürgers. Lebensformen und Denkweisen in der formativen Phase des deutschen Bürgertums (1680-1815), Göttingen 1996, szczególnie s. 378 in.

1073 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 216-217.

1074 Nathaniel William Wraxall, Wspomnienia z Polski (1776), Polska stanisławowska, t. 1, s. 483.

1075 Krystyna Boeckenheim, Przy polskim stole, s. 178-179.

1076 Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, s. 106, 114; Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 217.

1077 Tamże, s. 218.

1078 Tamże, s. 219.

1079 Edmund Kizik, Wesele, kilka chrztów i pogrzebów. Uroczystości rodzinne w mieście hanzeatyckim od XVI do XVIII wieku, Gdańsk 2001, s. 109-110.

1080 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 219.

1081 Tamże, s. 160-161.

1082 Tamże, s. 169.

1083 Tamże, s. 210-211.

1084 Michał Rożek, Nałogi i używki, s. 219.

1085 Giovan Battista Fagiuoli, Diariusz podróży do Polski, s. 99.

1086 Józef Ignacy Kraszewski, Polska w czasie trzech rozbiorów 1772-1799, Oświęcim 2015, t. 1, s. 35.

1087 Hugo Kołłątaj, Stan oświecenia w Polsce, s. 147.

1088 Tamże, s. 158.

1089 Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, s. 234.

1090 Tamże, s. 235.

1091 William Coxe, Podróż po Polsce, w: Polska stanisławowska, t. 1, s. 690-691.

1092 Fryderyk Schulz, Podróże Inflantczyka, s. 162

1093 Tamże, s. 140-141.

1094 Tamże, s. 142.

1095 Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, s. 236.

1096 Tamże, s. 237.

1097 Hubert Vautrin, Obserwator w Polsce, s. 771.

1098 Tamże, s. 710-711.

1099 Ignacy Krasicki, Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki, s. 186.

1100 Tamże, s. 187.

1101 Stanisław Konarski, O skutecznym rad sposobie, Wrocław 2005, s. 91.

1102 Tamże, s. 92, 120-121.

1103 Tamże, s. 93.

1104 Jędrzej Kitowicz, Pamiętniki, czyli Historia polska, s. 60-61.

1105 Kajetan Koźmian, Pamiętniki, Wrocław 1972, t. 1, s. 100.

1106 Tamże, s. 101.

1107 Tamże, s. 101-102.

1108 Tamże, s. 102-103.

1109 Józef Burszta, Społeczeństwo i karczma, s. 70.

1110 Adam Moszczyński, Pamiętnik od historyi polskiej, s. 11-12.

1111 Rainhold Kaiser, Trunkenheit und Gewalt im Mittelalter, Köln 2002, s. 34-35.

1112 Seweryn Bukar, Pamiętniki z końca XVIII, s. 7.

1113 Janusz Tazbir, Sarmatyzm i alkohol, s. 173-174.

1114 Józef Burszta, Społeczeństwo i karczma, s. 72.

1115 Tamże, s. 72.

1116 Tamże, s. 70.

1117 George Burnett, Obraz obecnego stanu Polski, Warszawa 2008, s. 204.

1118 Tamże, s. 206.

1119 Pamiętniki Jana Dukana Ochockiego, t. 2, s. 3-4.

1120 Tamże, s. 4.

1121 Tamże, s. 4.

1122 Tamże, s. 38-39.

1123 Tamże, s. 40-42.

1124 Jerzy Besala, Alkoholowe dzieje Polski, s. 645-652; Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, s. 246.

1125 Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, s. 246-247.

1126 Marcin Matuszewicz, Diariusz życia mego, t. 1, s. 148.

1127 Johann Joseph Kausch, Wizerunek narodu polskiego, s. 278.

1128 Kajetan Koźmian, Pamiętniki, t. 1, s. 115-116.

1129 Tamże, s. 104-105.

1130 Adam Moszczyński, Pamiętnik od historyi polskiej, s. 13-14.

1131 Hubert Vautrin, Obserwator w Polsce, s. 772-773.

1132 Adam Moszczyński, Pamiętnik od historyi polskiej, s. 13; Maja i Jan Łozińscy, Historia polskiego smaku, s. 93.

1133 Julian Tuwim, Polski słownik pijacki, Warszawa 2008, s. 27.

1134 Tamże, s. 102-103.

1135 Tamże, s. 19.

1136 Franciszek Gajewski, Pamiętniki, t. 1, s. 83-84.

1137 Józef Burszta, Społeczeństwo i karczma, s. 67.

1138 Tamże, s. 68.

1139 Tamże, s. 70.

1140 Juliusz Falkowski, Obrazy z życia kilku ostatnich pokoleń w Polsce, Poznań 1877, t. 1 s. 88; Józef Burszta, Społeczeństwo i karczma, s. 72.

1141 Tamże, s. 88.

1142 Fryderyk Schulz, Podróże Inflantczyka, s. 88.

1143 Tamże, s. 88.

1144 Józef Burszta, Społeczeństwo i karczma, s. 17; Zygmunt Gloger, Propinacja, Encyklopedia Staropolska, Warszawa 1989, t. 4, s. 120; Józef Burszta, Wieś i karczma, s. 18-19; Michał Rożek, Nałogi i używki, s. 228; Michał Bobrzyński, Prawo propinacji w dawnej Polsce, tegoż: Szkice i studia historyczne, Kraków 1922, s. 250-251, 264-265.

1145 Michał Bobrzyński, Prawo propinacji w dawnej Polsce, tegoż: Szkice i studia historyczne, Kraków 1922, s. 265, 269.

1146 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 168; Michał Rożek, Nałogi i używki, s. 228.

1147 Józef Burszta, Wieś i karczma, s. 18.

1148 Bohdan Baranowski, Polska karczma, s. 21.

1149 Marian Szczepaniak, Karczma, wieś, dwór, s. 113-114.

1150 Tamże, s. 114-115.

1151 Tamże, s. 115-116.

1152 Józef Burszta, Społeczeństwo i karczma, s. 22.

1153 Tamże, s. 23.

1154 Charles Ogier, Dziennik podróży do Polski 1635-1636, Gdańsk 2010, s. 232-233.

1155 Nathaniel William Wraxall, Wspomnienia z Polski (1776), t. 1, s. 548.

1156 Ignacy Krasicki, Pan Podstoli, s. 288

1157 Tamże, s. 288.

1158 Tamże, s. 286.

1159 Tamże, s. 286-287.

1160 Julian Tuwim, Polski słownik pijacki, s. 39.

1161 Tamże, s. 12-13.

1162 Józef Burszta, Wieś i karczma, s. 17.

1163 Józef Chałasiński, Młode pokolenie chłopów, Warszawa 1984, s. 61

1164 Józef Burszta, Wieś i karczma, s. 18.

1165 Marian Szczepaniak, Karczma, wieś, dwór, s. 113.

1166 Maja i Jan Łozińscy, Historia polskiego smaku, s. 57, 64; Janusz Tazbir, Sarmatyzm i alkohol, s. 175; Maria Bogucka, Między obyczajem a prawem, s. 187-188.

1167 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 168.

1168 Bohdan Baranowski, Polska karczma, s. 25.

1169 Tamże, s. 105.

1170 Massimo Montanari, Der Hunger und der Überfluß, s. 146-147.

1171 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 164-165. Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, s. 44-45; Janusz Tazbir, Sarmatyzm i alkohol, s. 175.

1172 Michał Rożek, Nałogi i używki, s. 220-221.

1173 Wiktor Piotrowski, Choroby zakaźne w epoce polskiego oświecenia, s. 206.

1174 Tadeusz Sobczak, Wyżywienie, s. 41-42.

1175 Aleksander Brückner, Gorzałka, Encyklopedia Staropolska, Kraków 1937, t. 1, s. 374.

1176 Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, s. 96- 97, 226-227, 232-233.

1177 Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, s. 115; Philippe Meyzie, Kuchnia w Europie doby nowożytnej. Jeść i pić: XVI-XIX wiek, Warszawa 2012, s. 105-106; Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, s. 96-97, 226-227, 232-233.

1178 Tamże, s. 235.

1179 Tamże, s. 238-239.

1180 F. Wereńko, Przyczynek do lecznictwa ludowego, Materiały Antropologiczno-Archeologiczne Etnograficzne, t. 1, 1896, s. 99

1181 Tamże, s. 111-113.

1182 Tamże, s. 116.

1183 Tamże, s. 120.

1184 Karolina z Potockich Nakwaska, Dwór wiejski, t. 1, s. 71.

1185 Hubert Vautrin, Obserwator w Polsce, s. 727.

1186 Krystyna Boeckenheim, Przy polskim stole, s. 7, 172-173. Łukasz Gołębiowski, Domy i dwory, s. 102; Michał Bobrzyński, Prawo propinacji w dawnej Polsce, tegoż: Szkice i studia historyczne, Kraków 1922, s. 243.

1187 Bohdan Baranowski, Polska karczma, s. 21; Tadeusz Sobczak, Wyżywienie, s. 335.

1188 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 177.

1189 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 226; Bohdan Baranowski, Polska karczma, s. 24; Tadeusz Sobczak, Wyżywienie, s. 335.

1190 Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, s. 226.

1191 Tamże, s. 106-108; Philippe Meyzie, Kuchnia w Europie doby nowożytnej, s. 90.

1192 Sebastian Mercier, Obraz Paryża, s. 70-71.

1193 Philippe Meyzie, Kuchnia w Europie doby nowożytnej, s. 91.

1194 Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, s. 219-220; Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 188.

1195 Philippe Meyzie, Kuchnia w Europie doby nowożytnej, s. 94-95.

1196 Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, s. 300-301.

1197 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 222.

1198 Ignacy Krasicki, Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki, s. 17.

1199 Aneta Bołdyrew, Społeczeństwo Królestwa Polskiego wobec patologii społecznych w latach 1864-1914, Łódź 2016, s. 132-133.

1200 Waldemar Karolczak, Walka z pijaństwem w Poznaniu w latach 1890-1914, KMP, 4, 2000, s. 158-159.

1201 Aneta Bołdyrew, Społeczeństwo Królestwa Polskiego wobec patologii społecznych, s. 134.

1202 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 175; Reay Tannahill, Historia kuchni, s. 70-72.

1203 Zygmunt Gloger, Piwo, w: Encyklopedia Staropolska, Warszawa 1989, t. 4, s. 28-31.

1204 Tamże, s. 30.

1205 Marian Szczepaniak, Karczma, wieś, dwór, s. 15.

1206 Józef Chałasiński, Młode pokolenie chłopów, s. 64.

1207 Karolina z Potockich Nakwaska, Dwór wiejski, t. 2, s. 25.

1208 Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, s. 20-21; Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 158, 176-177.

1209 Madeleine Ferri?res, Piwo, w: Codzienność dawnej Francji, s. 413-415; Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 177, 188; Mageuelonne Toussaint-Samat, Historia naturalna i moralna jedzenia, s. 181-182; Massimo Montanari, Der Hunger und der Überfluß, s. 145.

1210 Tamże, s. 146.

1211 Krzysztof Kluk, O rolnictwie, zbożach, łąkach, chmielnikach, winnicach i roślinach gospodarskich, Wrocław 2006, s. 247.

1212 Tamże, s. 252.

1213 Maja i Jan Łozińscy, Historia polskiego smaku, s. 82; Janusz Tazbir, Sarmatyzm i alkohol, s. 174-175.

1214 Jean Delumeau, Strach w kulturze Zachodu XIV-XVIII wiek. Oblężony ogród, Warszawa 2011.

1215 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 180-181; Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, s. 102-104.

1216 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 184.

1217 Philippe Meyzie, Kuchnia w Europie doby nowożytnej, s. 94-95; Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 180.

1218 Małgorzata Szubert, Piwna polewka, w: Leksykon rzeczy minionych i przemijających, Warszawa 2004, s. 206; Philippe Meyzie, Kuchnia w Europie doby nowożytnej, s. 104-106; Leopold Lafontaine, O śniadaniu, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 2, Warszawa 1801, s. 229-231; Marian Szczepaniak, Karczma, wieś, dwór, s. 15; Łukasz Gołębiowski, Domy i dwory, s. 105; Aleksander Brückner, Piwo, Encyklopedia Staropolska, Kraków 1937, t. 2, s. 158-159; Krystyna Boeckenheim, Przy polskim stole, s. 70-71; Łukasz Gołębiowski, Domy i dwory, s. 102, 105; Maja i Jan Łozińscy, Historia polskiego smaku, s. 82; Zbigniew Kuchowicz, Obyczaje staropolskie, s. 62-63.

1219 Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, s. 26-30.

1220 Aleksander Brückner, Wino, Encyklopedia Staropolska, Kraków 1937, t. 2, s. 899-903.

1221 Margerite Figeac-Montus, Wino i alkohole, w: Codzienność dawnej Francji, s. 583-587.

1222 Dorota Lewandowska, Od węgrzyna do szampana, s. 697, 702, 707.

1223 Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, s. 101.

1224 Hubert Vautrin, Obserwator w Polsce, s. 727.

1225 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 162; Massimo Montanari, Der Hunger und der Überfluß, s. 148-149.

1226 Wilhelm Bode, Kurze Geschichte der Trinksitten und Mäßigkeitsbestrebungen in Deutschland, München 1896, s. 24-26.

1227 Tamże, s. 30.

1228 Tamże, s. 27.

1229 Marian Szczepaniak, Karczma, wieś, dwór, s. 17.

1230 Hubert Vautrin, Obserwator w Polsce, s. 727-728; Ulryk Werdum, Dziennik podróży 1670-1672, s. 68-69.

1231 Ignacy Krasicki, Pan Podstoli, s. 246; Zygmunt Gloger, Gorzałka, Encyklopedia Staropolska, Warszawa 1989, t. 2, s. 202-203; Tadeusz Sobczak, Wyżywienie, s. 336.

1232 Krzysztof Kluk, O rolnictwie, s. 253.

1233 Tamże, s. 254.

1234 Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, s. 43; Tadeusz Sobczak, Wyżywienie, s. 335.

1235 Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, s. 196-199; Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 167.

1236 Tamże, s. 209-210.

1237 Małgorzata Szubert, Absynt, w: Leksykon rzeczy minionych i przemijających, Warszawa 2004, s. 9-10; Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, s. 398-399; Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, s. 218-219.

1238 Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, s. 402-403; Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, s. 220-221.

1239 Aneta Bołdyrew, Społeczeństwo Królestwa Polskiego wobec patologii społecznych, s. 82-84.

1240 Małgorzata Szubert, Absynt, w: Leksykon rzeczy minionych i przemijających, Warszawa 2004, s. 10.

1241 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 222; Izabela Krasińska, Placówki lecznictwa alkoholowego na ziemiach polskich do 1914 roku, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 72, 2009, s. 89-91.

1242 Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, s. 296; Izabela Krasińska, Placówki lecznictwa alkoholowego, s. 90.

1243 Wilhelm Bode, Kurze Geschichte der Trinksitten und Mäßigkeitsbestrebungen in Deutschland, München 1896, s. 32-33.

1244 Tamże, s. 33.

1245 Józef Burszta, Społeczeństwo i karczma, s. 102.

1246 Tamże, s. 106.

1247 Tamże, s. 110.

1248 Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, s. 296-299.

1249 Tamże, s. 300-301.

1250 Tamże, s. 302.

1251 Tamże, s. 302.

1252 Józef Burszta, Społeczeństwo i karczma, s. 78-82; Izabela Krasińska, Placówki lecznictwa alkoholowego, s. 90.

1253 Wilhelm Bode, Kurze Geschichte der Trinksitten und Mäßigkeitsbestrebungen in Deutschland, München 1896, s. 38, 64-65.

1254 Tamże, s. 39.

1255 Tamże, s. 64-65.

1256 Olgierd Kiec, Protestantyzm w Poznańskiem 1815-1918, Warszawa 2001, s. 193-194.

1257 Tamże, s. 194.

1258 Józef Burszta, Społeczeństwo i karczma, s. 43.

1259 Tamże, s. 25.

1260 Tamże, s. 39.

1261 Tamże, s. 39.

1262 Tamże, s. 40.

1263 Tamże, s. 43.

1264 Tamże, s. 44.

1265 Tamże, s. 44.

1266 Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, Łódź 1990, s. 137.

1267 Tamże, s. 159, 166-167.

1268 Tamże, s. 162-163.

1269 Tamże, s. 145.

1270 Tamże, s. 145-146.

1271 Tamże, s. 138-140.

1272 Bolesław Prus, Kroniki, Wrocław 2005, t. 1, s. 183.

1273 Aneta Bołdyrew, Społeczeństwo Królestwa Polskiego wobec patologii społecznych, s. 82-84.

1274 Tamże, s. 90-91.

1275 Waldemar Karolczak, Walka z pijaństwem w Poznaniu w latach 1890-1914, KMP, 4, 2000, s. 158-159.

1276 Aneta Bołdyrew, Społeczeństwo Królestwa Polskiego wobec patologii społecznych, s. 84.

1277 Tamże, s. 90-91.

1278 Tamże, s. 96.

1279 Tamże, s. 84-85.

1280 Tamże, s. 88-89.

1281 Tamże, s. 89.

1282 Tamże, s. 93.

1283 Tamże, s. 97.

1284 Tamże, s. 102.

1285 Tamże, s. 104-105.

1286 Tamże, s. 105.

1287 Tamże, s. 94-95.

1288 Claudius Torp, Konsum und Politik in der Weimarer Republik, Göttingen 2011, s. 249.

Rozdział 9

Używki (tytoń, kawa, herbata, czekolada, narkotyki)

W wiekach XVI i XVII przeszczepione zostały do Europy z innych kontynentów i obszarów nowinki żywieniowe, używki, a nawet hodowla zwierząt (indyk). Pojawiła się kawa, herbata, czekolada, tytoń, ziemniaki, buraki cukrowe, pomidory, kalafiory i inne. Kawa oraz herbata miały ogromne znaczenie, ponieważ wyparły piwo jako napój spożywany każdego dnia. Jednocześnie piwo, które odgrywało wcześniej rolę wysokokalorycznego pokarmu, przestało być już niezbędne. W siedemnastowiecznej Anglii pito dziesięć razy więcej piwa niż obecnie, podobnie o wiele więcej spożywano wina. W górnoniemieckich miastach w 1500 roku pito litr wina dziennie1289. Oczywiście w tym samym czasie stopniowo od XVII wieku rosła konsumpcja wódki. Upowszechnienie konsumpcji herbaty w stopniu, który pozwolił zrezygnować z piwa jako napoju codziennego nastąpiło w Anglii w końcu XVIII wieku. Już w XVIII wieku obawiano się w Prusach i we Francji spadku zysków z alkoholu z powodu upowszechniania się kawy. Władze rosyjskie wspierały pijaństwo przez propagowanie knajp, aby zwiększyć zyski z monopolu alkoholowego1290. Musimy zdać sobie sprawę, że kawę długo uważano za luksus, co ograniczało jej konsumpcję. W Wielkiej Brytanii w 1850 roku wynosiła 17 litrów rocznie na osobę, a w 1980 roku 140 litrów. Ważniejsze wśród ludu aż do lat 50. XX wieku były surogaty kawy pozyskiwane z cykorii. Podobnie imponowała na tym samym obszarze kariera cukru. Z 60 gramów na osobę w roku 1500 na 1 kilogram w roku 1800 i 35 kilogramów na osobę rocznie współcześnie. Używki należały do konsumpcji ukazującej zróżnicowanie społeczne i ilustrującej różnice między grupami. Im Konsum oder nicht Konsum bestimmter Genussmittel spiegeln sich alle möglichen Formen sozialer Ungleichheit, handle es sich nun um geschlechtsspezifische Differenzen millieutypische Verbrauchsmuster, oder um altersabhängige Vorrechte. Fast alle Genussmittel, ein wichtiges Instrument sozialer Distinktion privilegierter Schichten, zugleich eine Ressource für deren symbolisches Kapital1291.

Kalendarze wieku XVIII wszystkie używki wymieniały jednocześnie jako lekarstwa. O wódce pisano, że jest dobra na paraliż, serce. Pijaństwo jednak zwalczano i potępiano. Metodą na nie miało być częstowanie pijaków wódką doprawioną środkami na wywołanie torsji1292.

Kawa, czekolada

Kawa, zanim upowszechniła się w Europie, znana była i popularna w Turcji i krajach muzułmańskich. Pochodzi z Etiopii i szybko została uznana za środek wspomagający zdrowie i ożywiający umysł. Kawiarnie powstawały w Konstantynopolu od 1544 roku, a w XVII wieku znajdowało się ich tam już około 600. Stanowiły też miejsca rozrywki, gier, także karcianych, w tym brydża i trik-traka1293. Kawa rozprzestrzeniała się za pośrednictwem Turków w basenie Morza Śródziemnego, już w 1644 roku odnotowywano ją w Marsylii, w 1669 roku podawano w Paryżu w filiżankach z porcelany i w srebrnych dzbankach, w XVII wieku znali ją mieszkańcy w miastach włoskich. W 1647 roku powstała pierwsza kawiarnia w Wenecji. W bitwie pod Wiedniem w 1683 roku w ręce polskie dostały się zapasy tureckie kawy. Polacy uznali ją za paszę dla wielbłądów i tylko Franciszek Jerzy Kulczycki, który wcześniej przez jakiś czas był więziony w Turcji, wiedział do czego ona służy. On to otrzymał cały zapas kawy liczący kilka worków i założył w Wiedniu pierwszą kawiarnię wyposażoną na modłę turecką. Takie kawiarnie w stylu tureckim spopularyzowały się następnie w XVIII wieku w całej Europie, również w Polsce. Do Polski dotarły jednak nie z Turcji, ale okrężną drogą z Europy Zachodniej oraz Niemiec i zwano je kafenhauzami. Pierwszą kawiarnię założył w 1724 roku Francuz, Henryk Duval, a do klientów zaliczali się Sasi z dworu królewskiego1294.

Oczywiście centrum kawiarń stał się Paryż, gdzie przed rewolucją działało ich ponad 600. Tam przy kawie robiono rewolucję, politykę, rozprawiano o modzie, sztuce, nauce i literaturze. "Tam to knuje się spiski za lub przeciw dziełom, tam powstają przywódcy stronnictw, co nie omieszkają dać się we znaki: od rana bowiem do wieczora wywracają na nice niemiłego sobie pisarza; często go nie zrozumieli, a przecież gardłują"1295. Sebastian Mercier pisał o dawnych kawiarkach w Paryżu przed rewolucją w roku 1789: "Umizgamy się do kawiarek; oblegane przez mężczyzn potrzebują nie lada cnoty, aby się oprzeć tak licznym zakusom. Wszystko to zalotnisie, ale zalotność jest nieodzowną cechą ich zawodu"1296. Restif de la Bretonne zwracał uwagę, że znaczna część gości kawiarni nie zamawiała niczego. Grała w warcaby, szachy, prowadziła rozmowy. Bywalcy przychodzili rano na śniadanie i zamawiali kawę, ale wieczorem pili już tylko wodę. Początkowo kawy nie słodzono "i grymas wykrzywiał usta klientów"1297. W kawiarni czytano też prasę. "Inni krzyczą, mówią też głosem, ogłuszają spokojnego amatora kawy, który przyszedł odetchnąć na chwilę"1298. Mniej zamożnych nie było stać na picie kawy, więc naśladowali bogatych podrabiając kawę poprzez parzenie żołędzi cykorią, palonym ziarnem i grochem. We Francji w drugiej połowie XIX wieku nastąpiła taka nadprodukcja kawy pochodzącej z jej koloni, że drastycznie spadła jej cena, w rezultacie czego Francuzi zamiast jeść zupę mleczną, jedli na śniadanie zupę kawową.

U nas Kitowicz pisał: "dawano ją najprzód z rana z mlekiem i cukrem"1299. Jak stwierdzał, najpierw pili ją tylko zamożni, potem rozpowszechniła wśród pospólstwa i powstawały kafenhauzy, czyli kawiarnie - "najostatniejszy motłoch udał się do kawy"1300. Od kawy zaczynano więc dzień. Pierwszą wypijało się jeszcze przed śniadaniem w łóżku, a potem dzięki kawie wymawiano się od alkoholu1301. Henrietta z Działyńskich Błędowska pisała: "O siódmej czyli ósmej z rana wstawała babka, kawę w łóżku pijała". Po obiedzie znowu kawa i kawa znowu o piątej, a kolacja o ósmej1302. Seweryn Bukar: "Tryb życia rodziców moich, o ile sobie przypominam, był taki. Wstawali o godzinie szóstej; po kawie, o godzinie ósmej kapelan ze mszą świętą chodził, której matka moja codziennie, a ojciec słuchał zawsze, ilekroć mu ekspedycye i zayęcia piśmienne różne pozwoliły"1303. Anglik Burnett stwierdzał inaczej: "Kawę po śniadaniu pije się powszechnie. Jest wspaniała, o czym wie każdy, ktokolwiek odwiedził Kontynent"1304. Ksiądz Jacobi Lanhaus w opisie podróży z 1768 roku odnotowywał dosyć skrupulatnie swoje codzienne posiłki i wydatki, a kawa pojawia się tam całkiem często, chociaż piwo i wódka częściej1305.

Bernoulli podawał, że było w Warszawie stanisławowskiej "bardzo dużo pijalni miodu i kawiarń"1306. Pito ją jednak wśród ludu zmieszaną z paloną pszenicą, "smakowało to jednak prostactwu, nie znającemu smaku czystej kawy"1307. Kawa zrobiła najpierw zawrotną karierę w islamie, ze względu na zakaz picia alkoholu1308. Jeden z autorów stwierdzał: "Kawa zwalcza prawie z jednakową prędkością wapory, które są przyczyną bezsenności, ospałości, niepokoju". Dalej czytamy: "Jestem przekonana, że prawie wszystkie choroby biorą się ze złego trawienia i wiem z własnego doświadczenia, że nie ma lepszego lekarstwa na dobre trawienie niż kawa". Inna opinia lekarska z tego czasu mówiła: "Wzmacnia członki, oczyszcza skórę wysuszając wilgotności, które są pod spodem i przyczynia się do miłego zapachu całego ciała; leczy zaparcie trzewi, wywołuje miesięczne krwawienia u kobiet, leczy świerzb i zepsucie krwi, migrenę i puchlinę wodną"1309. Gdzie indziej autor zauważał: "Póki albowiem nie była znajoma kawa biała płeć dystyngowana na ranny posiłek używała polewki robionej z piwa, wina, cukru, jajec, szafranu albo cynamonu. (...) Ale za to po poleweczce imoście domowe (...) przechodziły się często do apteczki i tam wódeczką mdlącą poleweczkę zakrapiając, po trosze się gorzałką rozpijały i na rozmaite jędze, dziwaczki, chimeryczki, nareszcie na pijaczki ogniste wychodziły"1310.

Podobnie w kalendarzach wieku XVIII, kawę wymieniano powszechnie jako lekarstwo, gdzie zalecano ja przy bólach i zawrotach głowy, niestrawnościach wątroby, żołądka etc.1311 Cudzoziemcy zachwalali pitą w Polsce kawę potwierdzając opinię, jaką zawarł w Panu Tadeuszu Adam Mickiewicz:

"Roznoszono tu tace z całą służbą kawy,

Tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane,

Na nich kuszące wonnie imbryki blaszane,

I z porcelany saskiej złote filiżanki,

Przy każdej garnuszeczek mały do śmietanki,

Takiej kawy, jak w Polsce, nie ma w żadnym kraju,

W Polsce w domu porządnym z dawnego zwyczaju,

Jest do robienia kawy osobna niewiasta,

Nazywa się kawiarka; ta sprowadza z miasta

Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku

I zna tajne sposoby gotowania trunku,

Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu,

Zapach mokki i gęstość miodowego płynu".

Popularyzacja cukru spowodowała, że wykorzystywano go jako środek leczniczy wraz z owocami w postaci konfitur, syropów i kompotów. Domowe przetwory dawniej powszechne, dzisiaj są coraz rzadsze. Cukier stał się też niezbędny do kawy. Traktat Pometa z końca XVII wieku podawał: "Kawa wypita rano z niewielką ilością cukru jest bardzo korzystna dla zdrowia". Wraz z tym lecznicza rola przypraw zdecydowanie traci na wartości i używa się ich mniej. Długo cukier sprzedawano w aptekach, potrzebowano go do sporządzania leczniczych mikstur i cukierków z ziołami i przyprawami, traktowanych jako medykamenty1312. Czekolada pochodzi z Ameryki Południowej. Jej nazwa wywodzi się od azteckiego słowa xocoatl, co znaczy gorzka woda. W Europie pijano ją już od XVI wieku, kiedy przywieźli ją konkwistadorzy. W 1828 roku holenderski cukiernik van Houten odkrył, że z ziaren kakaowca wytłoczyć można tłuszcz. Korzystając z tego odkrycia w 1847 roku brytyjska firma wyprodukowała pierwszą tabliczkę czekolady. Pani de Sevigne pisała np. w 1671 roku: "Markiza de Coetlogon piła będąc w ciąży tyle czekolady, że urodziła czarnego jak diabeł chłopczyka, który umarł".

Herbata

W Chinach herbata wzmiankowana była już 2000 lat p.n.e. Pierwsze herbaciarnie w Chinach powstały w XIII wieku i wspominał o nich Marco Polo w 1295 roku. Co ciekawe, na początku herbaty nie pito, a jedzono, żując jej listki. W 1660 roku herbatę traktowano jeszcze jako ciekawostkę i jeden ze współczesnych pisał: "Posłałem po filiżankę herbaty (jest to napój chiński), którą piłem po raz pierwszy"1313. Herbata stała się popularna w wieku XVIII. Jej import do Europy w 1720 roku wynosił 900 ton, w roku 1764 7 tysięcy ton i 14 tysięcy ton w 1789 roku. W XVIII wieku herbata zaczęła w Anglii wypierać piwo na śniadanie, łączyła się z powstawaniem kawiarń i ogródków w Londynie, gdzie ją sprzedawano, pod koniec stulecia pili ją wszakże już też angielscy chłopi1314.

W Polsce pojawiła się w XVIII wieku i początkowo spotkała się z dużą nieufnością. Jędrzej Kitowicz pisał, że wielcy panowie dzień zaczynają od herbathé1315. Ostrzegał przed nią Krzysztof Kluk pod koniec XVIII wieku: "gdy Chiny wszystkie swoje trucizny przesłały, nie mogłyby nam tyle zaszkodzić, ile swoją herbatą. Może to być, że w jakim wypadku jest użyteczną, ale częste zażycie owej ciepłej wody osłabia nerwy i naczynia do strawności służące, soki oraz zbytnio rozwalnia. Dzieciom i młodym osobom zawsze szkodliwa". Podobnie lekarz korsykański Simon Paoli w podobnym czasie dowodził, że herbata ma działanie upajające, jest szkodliwa dla zdrowia i powinna być zakazana1316. Benedykt Chmielowski pisał: "Skutki tego ziela, że głowy lekkość sprawuje, grube humory tłumi, żołądek posila, od kamienia prezerwuje y nań leczy, głowy ból uśmierza, torsye uspokaja, ociężałość oddala, krew zastanawia, na wrzody leczy"1317. Miała też wzmacniać żołądek, zmniejszać poczucie ociężałości, hamować torsje, "uspokajać krew" i orzeźwiać. Herbatę również uważano za lek na podagrę i kamicę. Z drugiej strony, była jednak grupa lekarzy, która zupełnie nie wierzyła w lecznicze działanie herbaty, kawy i czekolady oraz uważała to za sposób na nabicie sobie kabzy kosztem naiwnych klientów1318. Sprzedawali ją wyłącznie aptekarze. Zażywano ją przeciw bólom głowy, przy trudnościach w oddychaniu czy podagrze. O leczniczym działaniu herbaty i kawy pisał lekarz Jana III Sobieskiego Janusz Abraham Gehema. Ksiądz Benedykt Chmielowski ogłaszał, że "skutek tego napoju, że głowę wolną czyni od waporów żołądkowych, sen odbiera, wiatry rozpędza (...)"1319. Na początku XIX wieku George Burnett zauważał, że nie przywiązuje się w Polsce do herbaty takiej wagi, jak w Anglii. "Polacy nie nauczyli się jeszcze okazywać herbacie należytego szacunku i oddawać jej specjalnych honorów"1320.

Tytoń

Problem zdrowotny z tytoniem pojawił się za sprawą Kolumba, kiedy ten dotarł do Ameryki w 1492 roku. Indianie przynieśli mu wówczas w darze wysuszone liście o silnym zapachu. Towarzysze Kolumba podpatrzyli, jak Indianie zawijają owe liście w pędy kukurydzy, podpalają z jednego końca i przytykają do ust z drugiego. Zwyczaj ten następnie przeniesiono do Europy, a Kolumb liście tytoniu złożył w darze Izabeli Kastylijskiej1321. Już na początku europejskiej kariery liście tytoniu zawinięte w kompresy służyły do leczenia migreny Katarzyny Medycejskiej. Podczas dżumy w Londynie w kolegium Eaton zmuszano uczniów do palenia fajki dla ochrony przed zarażeniem. Nicolas Mondares w 1571 roku twierdził, że nikotyna może zwalczać 36 różnych chorób. W Polsce jedni sprzeciwiali się tytoniowi, zwłaszcza duchowni, którzy uważali go za wynalazek szatana, kojarzony z dymem piekielnym, a inni dostrzegali jego działania zdrowotne, jak Jakub Kazimierz Haur. Nawet Sejm w 1661 roku uznał tytoń za nieszkodliwy dla zdrowia, a administratorem do spraw tytoniu mianował Adama Sakowicza. W 1776 roku ustalono monopol tabaczny rządu. Magnateria i szlachta nie sięgały jednak po tytoń tak chętnie, jak na Zachodzie i przedkładały nad tytoń wino1322.

Mówiono, że tytoń się pije (Tabak trinken)1323. Stosowano go leczniczo, podobnie jak inne używki, ale upowszechnił się szybko w XVII i XVIII wieku. Lekarz paryskiej królewskiej Akademii Nauk Louis Lémery mówił w 1702 roku: "Nigdy przyroda nie stworzyła niczego, co by rozprzestrzeniło się równie szybko i w krótkim czasie niźli tytoń, gdyż jak tylko tę roślinę poznano w Europie, zaczęto używać wszędzie"1324. Podróżnik po Polsce Ulryk Werdum (1670-1672) wskazywał, że tytoniu używają głównie żołnierze i rzemieślnicy. Jak pisał, pali się go, zażywa tabaki i żuje1325. Jednak w świetle innych źródeł tytoń już w drugiej połowie XVII wieku upowszechniał się szybko też wśród chłopów i plebsu miejskiego. Wynika to jasno z poezji sowizdrzalskiej. Z kolei, lekarz Jana III Sobieskiego zauważył, że szlachta pali fajki typu tureckiego (ze szklanymi baniami z wodą) po uczcie. Fajkę palił i Stanisław Leszczyński oraz August III, który popijał potem saskie piwo1326.

Tytoń dotarł do Europy, najpierw do Hiszpanii i Portugalii z Ameryki Południowej w latach 80. XVI wieku, a spopularyzował się w niej w stuleciu XVII. Także wtedy pojawił się w Japonii, Chinach i Afryce. W Austrii znano go już w latach 70. XVI wieku, ale jako roślinę ozdobną. Palenie tytoniu zaczęło się w tym kraju w XVII wieku wśród żołnierzy, od których palić (upijać tytoniem) nauczyli się chłopi i w drugiej połowie XVII wieku palenie tytoniu uważano już za powszechny zwyczaj. Dla generałów z czasów Marii Teresy zaopatrzenie żołnierzy w tytoń było równie ważne jak w chleb1327.

W Rzeczypospolitej pojawił się w 1590 roku, kiedy nasiona tytoniu przesłał z Konstantynopola Annie Jagielonce Paweł Uchański1328. Także polskie słowo tytoń pochodzi od tureckiego tütün. Upowszechniał się za pośrednictwem wędrujących żołnierzy, marynarzy i rzemieślników, ale nie jako papierosy, które pojawiły się w XIX wieku, a pod postacią palenia fajki i wąchania tabaki. Szczególnie duże zmiany zaszły w tym zakresie w czasie wojny trzydziestoletniej, kiedy armie często przemieszczały się i wędrowały po Europie1329. Tabaka i fajka rozprzestrzeniała się w Rzeczypospolitej przez Niemcy i zdobyła sobie znaczną popularność1330. O tabace mówi zapis z XVII wieku: "Naród tak się w nieszczęsnej tabace rozkochał, że nie masz ani chłopka, ani flisa, ani najlichszego żebraka, który by pudełka tabaki, choć mu na chlebie zchodzi sobie zporządzać nie miał"1331. Sądzono też, że umysł, opanowany przez melancholię dymu z tytoniu, ożywa. Tak jak kawa i herbata, tabaka miała rozjaśniać umysł, tytoń zaś pozwalał żołnierzom bez jedzenia i picia znosić trudy żołnierskiej służby. Pani de Pompadour uważała, że tabaka odświeża pamięć. Linneusz, który sam palił fajkę, uważał tytoń za lek i w 1753 roku pisał, że tytoń chroni przed infekcjami, uśmierza ból zębów i łagodzi nagłe kolki. Liczne dysertacje medyczne zalecały tytoń na różne dolegliwości, a wrogowie palenia pozostawali w zdecydowanej mniejszości. Podawano przykład zmarłego użytkownika tabaki. Okazało się, że po otwarciu czaszki miał mózg i kość nad nosem sczerniałe. W 1620 roku ksiądz Fabian Birkowski krytykował studentów Akademii Krakowskiej za palenie tytoniu1332.

Leopold Lafontaine w swoim Dzienniku Zdrowia w 1801 roku otrzymał list od palacza, który pytał, czy palenie szkodzi zdrowiu1333. "Lulka toż samo jest dla mężczyzny, co wachlarz dla dam" - odpowiadał Lafontaine. "Życzyłbym tylko sobie odzwyczaić waszmość Pana od palenia tytuniu zaraz po obiedzie"1334. "Wieśniacy przymuszeni pracować w upale na polu gaszą pragnienie lulką tytuniu. Lecz przez to tytuń psuje apetyt i zasilenie ciała"1335. Zwracał też uwagę na szkodliwość palenia dzieci i czernienie zębów od tytoniu. Już Jakub Teodor Trembecki ganił nadmierne palenie z powodu czernienia zębów: "Skąd dziąsła i zęby tak zafarbowane mają, jakoby były smołą szmelcowane"1336. Lekarze w XVII wieku mówili o chorobotwórczym działaniu tytoniu, a król Anglii Jakub I napisał nawet na ten temat dysertację, wysłaną do przeczytania królowi Zygmuntowi III Wazie. Wyśmiali ją polscy jezuici w traktacie Antimisokapnos1337. Wrogość wobec nikotyny rozszerzała się jednak coraz bardziej. Francis Bacon już w 1610 roku stwierdzał mocne objawy uzależnienia u palaczy tytoniu. Król Hiszpanii Filip III nakazał, aby tytoń uprawiać wyłącznie w posiadłościach zamorskich Hiszpanii. Papież Urban VIII ostrzegał przed ekskomuniką za używanie tabaki, motywując, że może ona prowadzić do niepożądanej ekstazy seksualnej. Kościół zakazywał też palenia tytoniu w kościołach. Car Aleksy w 1634 roku groził palaczom zsyłką na Sybir1338. Już jednak w 1724 roku Benedykt XIII, który sam zażywał tabaki, założył fabrykę zajmującą się przyrządzaniem tytoniu i tabaki oraz zniesiono zakazy odnoszące się do księży. Kobiety tytoniu nie paliły i uważano to w ich wykonaniu za ekscentryczne: do takich dziwaczek należały paląca fajkę malarka Elisabeth Vigee-Lebrun albo Delfina Potocka. George Sand paliła cygara1339.

Poznański historyk przedwojenny i dziennikarz Stanisław Wasylewski pisał: "Na początku była cała Europa jednym wielkim przedziałem dla niepalących, a ludzie wiedli żywot naprawdę opłakany"1340. Zresztą zakazy palenia pojawiły się już w XVII wieku. Ostro zabraniał "pijakom tytoniowym" (Tabakstrinkens) palenia sułtan turecki, który natomiast uważał za nieszkodliwe opium, car oraz cesarz Rzeszy, władcy poszczególnych krajów, a także miasta i szlachta swoim poddanym. Już wówczas obawiano się szkód zdrowotnych, ale też pożarów i odpływu pieniądza za granicę za tytoń importowany. W Turcji, gdzie tytoń pojawił się w XVII wieku, sułtan Murad IV groził za palenie karą śmierci po pożarze Stambułu, o który obwiniano palaczy, zamknięto też wszystkie kawiarnie, gdzie palono i pito kawę. Schwytanych z fajką w ręku karano śmiercią. "Mnóstwo było męczenników fajkowych i kawianych: co dzień ścinano, wieszano i ćwiartowano, łamano ręce i nogi, jednak tytuń miał ukrytych wielbicieli"1341. Tego rodzaju zakazy wydano np. w Salzburgu w 1657 roku czy w Tyrolu w 1668 roku. Pożar Hofburga w Wiedniu w tym samym roku wybuchł właśnie z powodu palenia tytoniu. Zakazy dotyczyły domów, stajni, ulic czy szop, ale były niejasne i nieprecyzyjne. Zakazy traktowano jednak bardzo oględnie, bo stały w sprzeczności z interesem fiskalnym1342. U nas Bogusław Leszczyński zabraniał w 1637 roku palenia tytoniu w mieście Lesznie na ulicy, w podwórzach i na strychach w obawie przed pożarem, co nie było nieuzasadnione, przy ówczesnej drewnianej zabudowie i słomianych dachach. W Żółkwi spłonęło przedmieście Glińskie z winy woźnicy Macieja Chodaka, który brał węgle do podpalenia tytoniu w fajce, a następnie dobrze ich nie zagasił1343. Ścisłe zakazy palenia tytoniu obowiązywały w Gdańsku. Podobne wydawali Prusacy w końcu XVIII wieku w Poznaniu w 1793 roku. Krytyczny stosunek do tytoniu miał Jan Andrzej Morsztyn, nazywając go "smrodliwym zielem"1344. Podczas berlińskiej rewolucji 1848 roku, kiedy premier wyszedł do zgromadzonego tłumu i zapytał, czego lud chce, usłyszał chór: "Palić!". Rzeczywiście, zakaz palenia w Prusach w miejscach publicznych zniesiono1345.

Kaznodzieja Adam Gdacjusz grzmiał przeciwko zażywaniu tabaki w połowie XVII wieku: "Wy tabacznikowie, którzy ono tabaki używacie, gdy widzicie z pipy dym wychodzący, wspomnijcież sobie ono dym piekielny. A jeśli zbytnio tabaki używania nie poniechacie, tego dymu piekielnego czasu swego pewno skosztujecie, który wam nie bardzo smakować będzie". Palenie tytoniu i wąchanie tabaki upowszechniło się także wśród szlachty, która miała zwyczaj palić po uczcie, do takich palaczy należał też król Jan III Sobieski.

Zupełnie zapomniany jest fakt, że jeszcze w XIX wieku na wsi pozwalano palić nawet małym dzieciom. Lekarze już jednak wiedzieli, że jest to niezdrowe i nieodpowiednie w zbyt wczesnym wieku. W 1820 roku w Austrii wprowadzono surowe kary dla rodziców za palenie tytoniu przez dzieci. Chodziło jednak wówczas nie tylko o zdrowie, ale i zagrożenie zaprószeniem ognia i pożarem. W 1843 roku wprowadzono zakaz palenia dla uczniów szkół trywialnych i normalnych, a więc niższych, gimnazjów, uczniów i czeladników rzemieślniczych. Następnie krótko po pierwszej wojnie światowej zabroniono palenia od 16., względnie 18. roku życia. Naziści również walczyli z tym problemem wśród dzieci i młodzieży, ale podczas wojny racje tytoniu wydawano już siedemnastolatkom1346.

Medycyna od początku XX wieku podejrzewała związki raka płuc z tytoniem. Badano zależność przyczyny zgonu z paleniem i ona występowała. Wśród palących rak płuc występował radykalnie częściej niż wśród niepalących. Rozpoznano materialny związek tytoniu z rakiem płuc późno, bo dopiero w 1950 roku1347. Wówczas zaczęto masowo produkować papierosy z filtrem, który wcześniej występował tylko rzadko w postaci munsztuku, czyli tekturowej pustej rurki, stanowiącej przedłużenie papierosa, aby tytoń nie dostawał się do ust. Dalszą konsekwencję stanowił zakaz reklamowania wyrobów tytoniowych i pokazywania osób palących w telewizji.

Pierwszy etap korzystania z tytoniu stanowiło palenie fajki, które upowszechniało się już od połowy XVI wieku. Były one gliniane, a więc bardzo kruche, często sprzedawane po kilka sztuk w pęczku. Z czasem zaczęły one powstawać z cybuchem z drewna, kości lub z rogu. Następnie wprowadzano główki porcelanowe lub fajansowe. Z czasem najbardziej akceptowanym materiałem na fajki stał się wrzosiec. Również wiele tabakierek było prawdziwymi dziełami sztuki, ich kolekcję złożoną z 300 egzemplarzy miał król Fryderyk II1348.

Z tytoniu korzystał też lud, żując go, a sfery dworskie z tabaki, którą do dzisiaj prawie już zarzucono. Tabaka to sproszkowany tytoń z rozmaitymi przyprawami, który zażywano w celu kichnięcia, oczyszczenia dróg oddechowych i zapobiegania różnym chorobom, jak przeziębienie. Tabaka uchodziła za wytworniejszą formę korzystania z tytoniu niż fajka, chociaż z kolei fajkę Amerykanie wiązali z Anglią oraz Anglikami i potępiali. Korzystano też z eleganckich, drogich tabakier, stanowiących formę biżuterii i dzieł sztuki użytkowej. Tabakiery robiono ze złota, srebra, emalii. Występowało tu pełno motywów kwiatowych i scen alegorycznych. Gest wyciągnięcia tabakiery i zażycia tabaki w towarzystwie należał do przyjętych i utrwalonych też w dziełach sztuki zachowań. Pamiętamy zawołanie "Zażyj tabaki!" ze Strasznego dworu. W kulturze polskiej zachowała się słynna scena wyciągania tabakiery i częstowania tabaką przez księdza Robaka. "Oj wielcy z tej tabaki kichali - mówił - Czy uwierzycie państwo, że z tej tabakiery pan jenerał Dąbrowski zażył razy cztery?"1349 I tutaj istnieli lekarze, którzy ostrzegali przed niekorzystnymi skutkami zażywania tabaki, jak trzęsące się ręce, niepewny chód i osłabienie potencji seksualnej. John Hill w 1761 roku dodawał do tej osobliwej listy nowotwory nosa. Tabaka jako używana przez klasy wyższe była jednak przez medycynę potępiana w mniejszym stopniu1350. Znamienne, że w USA tabaka, powszechnie stosowana wśród elit, opodatkowana była wyżej niż tytoń fajkowy. Oczywiście, w okresie Rewolucji Francuskiej, tabaka stała się atrybutem wrogów ludu, a popierano palenie fajki. Już jednak w czasie cesarstwa tabakę zażywano bez skrępowania i robił to sam Napoleon1351.

Cygara pojawiły się na rynku w wieku XIX i bohaterowie Balzaka - bankierzy i przemysłowcy - palą już zwykle cygara. Kubańskie za najlepsze uchodziły już w drugiej połowie XVIII wieku1352. Cieszyły się popularnością w Hiszpanii - był to sposób wykorzystywania tytoniu znany już wśród Indian amerykańskich. Z cygarami Polacy zapoznali się podczas wyprawy napoleońskiej do Hiszpanii od 1808 roku i przenieśli zwyczaj ich palenia do Polski.

Najpowszechniej używanym jednak do dzisiaj produktem tytoniowym są papierosy. Są różne wersje genezy powstania i upowszechnienia papierosów. Jedna mówi o wojnie krymskiej (1853-1856), podczas której Anglicy nauczyli się palić od Turków. Twierdzi się też, że Anglicy przejęli transport rosyjskich papierosów. Z kolei we Francji ich początki datuje się na rok 1843. Tytoń papierosowy krojono cieniej niż fajkowy i ręcznie, co sprawiało, że początkowo cena papierosów była dosyć wysoka. Papierosy najpierw zwijali w sprzedawane osobno bibułki sami palacze. Liczba wypalanych papierosów rosła lawinowo. W USA w 1880 roku osiem sztuk rocznie na mieszkańca, w 1890 roku - 35 sztuk, w 1910 roku - 80, w 1920 roku - 477. Przyjmując, że za palacza uważa się osobę palącą przynajmniej 5-10 papierosów dziennie, w USA z papierosów korzystało być może 53% mężczyzn. W 1949 roku zaś 50% mężczyzn i 33% kobiet1353.

Na temat genezy papierosów krążą bardzo różne opowieści. Romand Sandgruber twierdzi, że na obszarze latynoamerykańskim, także w Hiszpanii, używano ich już w XVIII wieku. Mamy też informacje, że początkowo wykonywano je z resztek niedopałków cygar i tytoniu fajkowego. Tytoń krojony cieniej niż do fajki, zawijało się samemu w bibułkę, którą kupowało się osobno. Ten zwyczaj praktykowano w Polsce jeszcze przed wojną, kiedy też sprzedawano gilzy, puste tekturowe ustniki. We Francji papierosy znano w 1844 roku, w Austrii w 1843 roku, gdzie używano wtedy ciętego tytoniu fajkowego. Te papierosy miały 10,5 centymetrów długości i drewniany ustnik, nie zyskały jednak wtedy większej popularności. Do wielbicieli papierosów zaliczał się cesarz Napoleon III, popularyzowały się następnie, dzięki wojnie krymskiej, w londyńskich klubach i przemysłowym świecie Stanów Zjednoczonych. Turcy masowo palili papierosy podczas wojny i zwyczaj ten przejęło od nich wielu sojuszniczych żołnierzy brytyjskich1354. W 1865 roku wprowadzono w Austrii podwójne papierosy z kartonowym ustnikiem z obydwu stron, które przecinało się na środku przed paleniem. Nadal jednak zawierały tytoń fajkowy. Upowszechniały się szybko - w 1871 roku sprzedano 17 milionów papierosów, a w 1881 roku 81 milionów. Pierwsza wojna światowa spowodowała wzrost liczby nałogowych palaczy i sprzedaży papierosów. Jednocześnie szybko zrezygnowano z ich cięcia1355. Przeważał tytoń orientalny, jeszcze nawet w latach 30. XX wieku - w 1937 roku stanowił 70% tytoniu papierosów austriackich. Po drugiej wojnie jednak już tylko 10% i dominowały teraz mieszanki tytoniu1356.

Inna wersja mówi, że papierosy narodziły się w Rosji w pierwszej połowie XIX wieku, gdzie wpadnięto na pomysł, aby machorkę zawijać w papier. Pierwsze fabryki papierosów były jeszcze bardzo prymitywne i produkowano je ręcznie. Amerykańska istniała już w 1864 roku. W 1881 w USA opatentowano projekt pierwszej maszyny do zwijania papierosów, która robiła to 50 razy szybciej od ręcznego zwijacza, tak że pod koniec XIX wieku stały się one najpopularniejszym sposobem korzystania z tytoniu1357. Podczas pierwszej wojny światowej żołnierze obok racji żywnościowych otrzymywali już też przydział papierosów. W latach 50. XX wieku zaczęto produkować papierosy z filtrem, a szczytowym okresem ich produkcji stały się lata 70., kiedy to z nałogiem palenia zaczęto ostrzej walczyć.

W Austrii znane i lubiane było też żucie tytoniu. W 1784 roku 2/3 konsumpcji tytoniu w tym kraju przeznaczono na palenie, a 1/3 na wąchanie w postaci tabaki (Schnupftabak). Wąchanie stawało się coraz mniej popularne, a tytoń upowszechniał i w rezultacie w 1837 roku już tylko 13% tytoniu wykorzystywano do wąchania, a 87% do palenia. W latach 1851/1859 pojawiły się w większej liczbie cygara, które stanowiły 8,6% konsumpcji tytoniu, podczas gdy tabaka 10,7%, a tytoń fajkowy 80%. W 1880 roku cygara stanowiły już 16% całości zużycia tytoniu. Po 1900 roku tabaka prawie zniknęła z obiegu (3%, potem 1%), natomiast rosło znaczenie papierosów. W 1880 roku stanowiły one zaledwie 0,2% zużywanego tytoniu, a w 1900 roku już 8,5%; w 1913 roku 15,1%; w 1920 roku 44%; w 1930 roku 57,8%; w 1950 roku 76,9%; w 1983 roku 97,6%. Reszta form zużycia tytoniu straciła już w tym czasie znaczenie. Tytoń fajkowy stanowił 1,1% (jeszcze w 1960 roku 6,6%), cygara 1,2%. Żuto tytoń jeszcze w latach 30. XX wieku (3,2%)1358.

Uważano, że papierosy, fajka i cygara są typowo męskimi używkami i korzystające z nich kobiety długo wzbudzały sensację, jak paląca cygara Georges Sand. Częściej wąchały panie tabakę. Już wszakże w XVII i XVIII wieku pojawiały się karykatury kobiet palących jako temat holenderskiego malarstwa obyczajowego. Walczono z używaniem tytoniu przez kobiety i jednocześnie wiele z nich stereotypy przekraczało. Generalne zmiany w tym zakresie nastąpiły wraz z emancypacją w wieku XX, szczególnie po pierwszej wojnie światowej1359. Wcześniej jednak popalały zarówno damy, jak i chłopki. Ważne, żeby pamiętać, że wiek XIX przyniósł w pewnym sensie regres pozycji kobiet, tak też stało się z paleniem. W epoce nowożytnej tolerowano je znacznie bardziej niż wśród rygorystycznego mieszczaństwa o wiktoriańskim systemie wartości. Zwłaszcza arystokratki wieku XVIII były kobietami wyzwolonymi, posiadającymi praktycznie równe prawa z mężczyznami. Palące chłopki spotykało się w tym czasie w całej Europie. Romand Sandgruber wskazuje na przykłady z Szwajcarii, Holandii, Północnych Niemiec, Danii, Szwecji, Austrii i Tyrolu. Mieszczańscy obserwatorzy byli tym zaskoczeni, uważając palenie tytoniu przez kobiety za nienormalne. Środowisko chłopskie w znacznie większym stopniu przekraczało granice przypisanych ról społecznych. Stopniowo jednak w wieku XIX palące tytoń chłopki również piętnowano i stawiano poza nawiasem1360. W drugiej połowie stulecia trafiały się jeszcze stare bezzębne kobiety, które pokazywano palcami: "Auch die alten Weiber rauchen, müssen aber ihre Pfeiffenstummel allweg mit der Hand in den Mund halten, weil kein Zahn da ist zum Anbeißen"1361.

W Poznaniu pierwszej połowy XIX wieku chętnie zażywano tabakę. Popularnością też cieszyło się palenie fajki. W 1815 roku powtarzano dawne zakazy palenia tytoniu na ulicy. Nie było wielkich wrogów palenia. W 1914 roku w czasopiśmie "Nowiny Lekarskie" reklamowano powszechnie ulubione papierosy "Doktory"1362. Mieszczaństwo w XIX wieku utożsamiało tytoń z męskością. Mężczyźni wychodzili na cygaro z salonu do biblioteki, a pokoje, gdzie nie palono, zwano kobiecymi (Damenzimmer). Tytoń stawał się niezbędnym atrybutem męskości1363. Jednocześnie, z czasem feminizacja tytoniu stałą się atrybutem emancypacji, jak w wypadku Georges Sand i Loli Montez. Już w 1843 roku paryski żurnal modowy alarmował, że wkrótce nie będzie żadnej kobiety, bo wszystkie chcą być mężczyznami. Lipska gazeta w 1845 roku kreślila wizję kawiarń wypełnionych kurzącymi cygara kobietami. Tak więc wprawdzie kobiety palące uważano za ekscentryczki, a palenie uchodziło za niekobiece, ale takie przypadki były częste. Palenie rozpowszechniło się bardzo w półświatku i wśród prostytutek. III Rzesza walczyła bardzo ostro z paleniem kobiet pod hasłem Niemiecka kobieta nie pali (Die deutsche Frau raucht nicht)1364. Dyskryminacja kobiet przejawiała się w fakcie, że kartki na papierosy od 1940 roku obejmowały mężczyzn od 18. roku życia i kobiety od 25. Na dokładkę, przydziały na papierosy dla kobiet wynosiły połowę porcji dla mężczyzn, a kobietom po 55. życia nie przysługiwały już wcale. Podobnie jednak, jak w wypadku spodni, szminki czy perfum, Hitler nie odważył się na zdecydowane potępienie palenia, chociaż ideologia nazistowska odnosiła się do niego z wyraźną niechęcią i podkreślano macierzyński wymiar kobiety. Lansowano krzepki i krągły typ kobiecej figury, Brunhildetyp. Stanowiły w okresie wojny zbyt ważny składnik rynku pracy1365, gdy mężczyźni odeszli na front, w fabrykach zastąpiły ich kobiety. Także trudne lata powojennej odbudowy sprzyjały żeńskiemu paleniu. Zwłaszcza że palenie symbolizowało emancypację. W 1949 roku paliło stale 37% Niemek, ale stopniowo powracały postawy konserwatywne i w 1953 roku ten wskaźnik spadł do 11%. W 1970 roku udział palących kobiet wzrósł do 30%, ale po 2000 roku ze względów zdrowotnych ponownie spadł do 22%1366.

Narkotyki

Narkotyki nie są wynalazkiem ani nowoczesnym, ani europejskim1367. W czasach, kiedy Europa spoczywała w błogiej nieświadomości, użytkowano je już na masową skalę w Ameryce Południowej i Indiach. Konopie, z których sporządzano marihuanę, sprowadzono do Europy z Bengalu w XVII wieku, a opium oparte na uprawie specjalnego gatunku maku z Ameryki Południowej już w XVI wieku. Długo opium odgrywało w kulturze europejskiej rolę wiodącą. Na tej bazie opracowane zostały w XVI wieku lekarstwa laudanum i driakiew, które miały uśmierzać ból i uspokajać, ale też sądzono, że są lekiem na inne liczne choroby. W początku XIX wieku wynaleziona została, również oparta na opium, morfina. Podobnie jak kawa, herbata, nikotyna, wino oraz egzotyczne przyprawy, tak też narkotyki w epoce tradycyjnej konsumowały jedynie elity i warstwy niższe nie miały do nich dostępu, przede wszystkim dlatego, że sprowadzano ich relatywnie niewiele i były drogie. Dopiero powstanie społeczeństwa masowego od końca XIX i przede wszystkim w XX wieku, wraz produkcją masową, masową konsumpcją i kulturą masową czy wytworzeniem się masowych wzorców kulturowych, spowodowało upowszechnienie tych różnych przedmiotów konsumpcji.

Do tego czasu narkotyki stanowiły przywilej elit. Po pierwsze, nie istniały żadne zakazy związane z ich importem i znajdowały się w wolnym obrocie handlowym. W rezultacie kupcy zalali Chiny opium, gdzie wcześniej go nie znano, doprowadzając do ogromnego upowszechnienia się tam narkomanii w XIX wieku. Władze Chin wprowadziły zakazy importu opium. W Europie objawy zaniepokojenia upowszechnianiem się narkomanii pojawiły się w XIX wieku, kiedy jeszcze wśród warstw niższych nałóg ten należał do rzadkości. Dosyć często natomiast stosowano różne syropy uspokajające oparte na maku i laudanum dla dzieci, gdy były zbyt płaczliwe i nie chciały spać (podobnie w Polsce warstwy ludowe stosowały wywar z maku dla usypiania dzieci, ale zdarzało się, że i wódkę). Obawy budziły relacje z Turcji i Indii, gdzie w tym samym czasie narkotyki, podobnie jak u nas dzisiaj, opium i marihuana, stanowiły dla biedoty powszechny środek ucieczki od rzeczywistości w sytuacji nieradzenia sobie z życiem. W XIX wieku już wiedziano o wyniszczającym działaniu narkotyków, które skróciły życie wielu przedstawicielom elit, ale znano też ich pobudzające działanie, co sprawiało, że sięgało po nie wielu artystów. Dosyć powszechnie nerwy koiły przy pomocy laudanum panie z arystokracji, co usprawiedliwiano powszechnymi wówczas oskarżeniami kobiet o histeryczną naturę. Bardzo znaczną część narkomanów stanowili chorzy, którzy otrzymywali morfinę jako środek przeciwbólowy i ulegali uzależnieniu. Podobnie narkomania pleniła się wśród lekarzy, którzy mieli łatwy dostęp do narkotyku.

W XIX wieku pojawiły się pierwsze próby regulacji dostępu do narkotyków. Już w latach 1801-1802 zakazy wprowadziły Prusy, następnie w 1872 roku cesarskie Niemcy grzmiały, aby morfinę wydawać tylko na jednorazową receptę lekarską. Również w drugiej połowie XIX wieku regulacje prawne zakazujące dostępu do narkotyków wprowadziły poszczególne stany USA.

1289 Christoph Maria Merki, Zwischen Luxus und Notwendigkeit: Genussmittel, "Luxus und Konsum". Eine historische Annäherung, red. Reinhold Reiht, Torsten Meyer, Münster 2003, s. 89.

1290 Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, s. 168-169, 222.

1291 Tamże, s. 90-91.

1292 Bogdan Rok, Kalendarze polskie czasów saskich, s. 73.

1293 Ewa Wendland, Kawa, herbata i czekolada, s. 35.

1294 Bohdan Baranowski, Polska karczma, s. 32-33; Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby, s. 116-117.

1295 Sebastian Mercier, Obraz Paryża, s. 91.

1296 Tamże, s. 91-92.

1297 Restif de la Bretonne, Noce paryskie, Kraków 1981, s. 49.

1298 Tamże, s. 50.

1299 Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, s. 242.

1300 Tamże, s. 242.

1301 Tamże, s. 109-110.

1302 Henrietta z Działyńskich Błędowska, Pamiątka przeszłości, s. 30-31.

1303 Seweryn Bukar, Pamiętniki z końca XVIII i początków wieku XIX, s. 12.

1304 George Burnett, Obraz obecnego stanu Polski, s. 155.

1305 Jacobi Lanhaus, Opis podróży, s. 52-53.

1306 Johann Bernoulli, Podróż po Polsce (1778), Polska stanisławowska, t. 1, s.354.

1307 Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, s. 242.

1308 Ewa Wendland, Kawa, herbata i czekolada, s. 31, 34.

1309 Tamże, s. 35.

1310 Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, s. 224-225; Maja i Jan Łozińscy, Historia polskiego smaku, s. 107-109; Philippe Meyzie, Kuchnia w Europie doby nowożytnej, s. 108-110.

1311 Bogdan Rok, Kalendarze polskie czasów saskich, s. 72.

1312 Grażyna Szelągowska, Burak z cukrem. Historia i konteksty, Toruń 2015, s. 5-6.

1313 Ewa Wendland, Kawa, herbata i czekolada, s. 25, 40-41; Philippe Meyzie, Kuchnia w Europie doby nowożytnej, s. 110.

1314 George Burnett, Obraz obecnego stanu Polski, s. 152-153.

1315 Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, s. 241.

1316 Ewa Wendland, Kawa, herbata i czekolada, s. 41.

1317 Tamże, s. 122-123.

1318 Tamże, s. 124-125.

1319 Tamże, s. 120-121, 122.

1320 George Burnett, Obraz obecnego stanu Polski, s. 152-153.

1321 Krzysztof Teodor Toeplitz, Tytoniowy szlak, czyli szkic z historii obyczaju, gdy palono tytoń, Warszawa 2009, s. 104-105.

1322 Tamże, s. 108-110, 156-159; Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby, s. 118-119.

1323 Roman Sandgruber, Bittersüße Genüsse. Kulturgeschichte der Genussmittel, Wien 1986, s. 91.

1324 Andrzej Dziubiński, Z dziejów nałogu tytoniowego produkcji wyrobów nikotynowych w Rzeczypospolitej w XVII i XVIII wieku, Kwartalnik Historyczny, 2, 1998, s. 33.

1325 Ulryk Werdum, Dziennik podróży 1670-1672, s. 69.

1326 Jędrzej Kitowicz, Pamiętniki, czyli Historia polska, s. 114; Andrzej Dziubiński, Z dziejów nałogu tytoniowego, s. 35-36, 40.

1327 Tamże, s. 91-92, 96; Roman Marcinek, Sławne ziele zwane tabaką, Wilanów 2012, s. 23-24, 28; Leszek Łuczak, W obłoczkach błękitnego dymku, Poznań 2001, s. 11.

1328 Andrzej Dziubiński, Z dziejów nałogu tytoniowego, s. 33.

1329 Roman Marcinek, Sławne ziele zwane tabaką, s. 31, 41; Andrzej Dziubiński, Z dziejów nałogu tytoniowego, s. 34.

1330 Roman Marcinek, Sławne ziele zwane tabaką, s. 50-51.

1331 Leszek Łuczak, W obłoczkach błękitnego dymku, s. 45.

1332 Andrzej Dziubiński, Z dziejów nałogu tytoniowego, s. 34.

1333 Leopold Lafontaine, O paleniu tytuniu, s. 244-245.

1334 Tamże, s. 244-245.

1335 Tamże, s. 246-247.

1336 Andrzej Dziubiński, Z dziejów nałogu tytoniowego, s. 35-36.

1337 Krzysztof Teodor Toeplitz, Tytoniowy szlak, s. 115-116.

1338 Tamże, s. 116-117.

1339 Tamże, s. 143-145.

1340 Leszek Łuczak, W obłoczkach błękitnego dymku, s. 56.

1341 Roman Marcinek, Sławne ziele zwane tabaką, s. 48; Andrzej Dziubiński, Z dziejów nałogu tytoniowego, s. 35.

1342 Roman Sandgruber, Bittersüße Genüsse, s. 47-48.

1343 Roman Marcinek, Sławne ziele zwane tabaką, s. 70; Andrzej Dziubiński, Z dziejów nałogu tytoniowego, s. 34.

1344 Tamże, s. 55, 68-69, 70; Andrzej Dziubiński, Z dziejów nałogu tytoniowego, s. 35.

1345 Leszek Łuczak, W obłoczkach błękitnego dymkus, s. 59.

1346 Roman Sandgruber, Bittersüße Genüsse, s. 144-145.

1347 Krzysztof Teodor Toeplitz, Tytoniowy szlak, s. 34-35.

1348 Krzysztof Teodor Toeplitz, Tytoniowy szlak, s. 128-129; Leszek Łuczak, W obłoczkach błękitnego dymku, s. 11.

1349 Krzysztof Teodor Toeplitz, Tytoniowy szlak, s. 150-154, 160-161.

1350 Tamże, s. 153-154.

1351 Tamże, s. 154-155.

1352 Tamże, s. 163-173.

1353 Tamże, s. 183-190.

1354 Tamże, s. 120-121; Krzysztof Teodor Toeplitz, Tytoniowy szlak, s. 185-187; Iayn Gately, Kulturowa historia tytoniu, s. 201-202.

1355 Roman Sandgruber, Bittersüße Genüsse, s. 121.

1356 Tamże, s. 122.

1357 Krzysztof Teodor Toeplitz, Tytoniowy szlak, s. 189-191.

1358 Roman Sandgruber, Bittersüße Genüsse, s. 98.

1359 Tamże, s. 125.

1360 Tamże, s. 125-127.

1361 Tamże, s. 127.

1362 Włodzimierz Witczak, Lekarze polscy w Poznaniu, s. 37.

1363 Roman Sandgruber, Bittersüße Genüsse, s. 130.

1364 Tamże, s. 131-132.

1365 Tamże, s. 136.

1366 Christoph Maria Merki, Zwischen Luxus und Notwendigkeit, s. 89-90.

1367 Richard Davenport-Hines, Odurzeni. Historia narkotyków 1500-2000, Warszawa 2006.

Rozdział 10

Antykoncepcja i regulacja urodzeń w Prusach 1871-1933

Spadek urodzeń i spadek śmiertelności

W sytuacji rodziny w Prusach bardzo ważne zmiany nastąpiły pod koniec wieku XIX. Dotyczyły też wszystkich zaawansowanych cywilizacyjnie krajów Europy, przy czym we Francji widoczne zauważano je już wcześniej, bo od początku stulecia. Następowało coraz bardziej dramatyczne zmniejszanie się liczby urodzeń w rodzinie stopniowo ze średnio 6-8 do 2-3. Te negatywne zjawiska dotyczyły też niezbyt nowoczesnych i tradycjonalistycznych ziem polskich. Tak było pod koniec XIX wieku na górnym Śląsku, w Wielkopolsce i na Pomorzu, ale jednak przede wszystkim w większych miastach, jak Gdańsk, Poznań czy Bydgoszcz1368. W 1816 roku w Berlinie 33 urodzenia przypadały na tysiąc mieszkańców i w 1890 roku również 33. Podobnie działo się w całych Prusach. W 1816 roku - 42, w 1890 - 37. Od tego momentu zaczął się jednak narastający kryzys, tak że w roku 1936 w Berlinie było o połowę mniej urodzeń, bo 15 na tysiąc mieszkańców, a w całych Prusach 201369. Jak stwierdził James Woycke, spadek urodzin zdecydowanie bardziej widoczny i szybszy zanotowano w prowincjach protestanckich1370.

Dramatyczny spadek narodzin o 1/4, spowodowany kryzysami ekonomicznymi, miał też miejsce w okresie pierwszej wojny światowej i potem podczas istnienia republiki weimarskiej, a więc po 1914 roku. Zmniejszenie liczby dzieci postrzegano przez lekarzy, Kościół, naukowców i polityków jako coraz większy problem natury demograficznej, ale i politycznej, cywilizacyjnej oraz obyczajowej. Widziano w tym przejaw zagrożenia dla rodziny, podstawowej instytucji społecznej.

Nastąpił nowy etap w rozwoju demograficznym rodziny, który polegał na zmniejszeniu się śmiertelności niemowląt i dzieci, powodujący obniżenie rodności kobiet przez narastanie antykoncepcji. Zjawisko miało ogromną wagę i stanowiło przechodzenie od archaicznego stanu równowagi (wysoka rozrodczość, wysoka śmiertelność) do nowoczesnego stanu równowagi (niska śmiertelność, niska rozrodczość)1371. W Rzeszy lat 1871-1914 występował najwyższy wzrost demograficzny w nowożytnej Europie Środkowej - liczba ludności w tym czasie zwiększyła się z 41 milionów na 65 milionów. Towarzyszył mu bardzo znaczący, a właściwie przełomowy spadek śmiertelności niemowląt do pierwszego roku życia z około 28,3% w 1871 roku na 20% w 1896 roku, 20,2% w 1913 roku i 7% w 1934 roku. W wypadku chłopców śmiertelność wynosiła w 1890 roku - 24,2% urodzonych, a w 1913 roku - 20,2%, natomiast śmiertelność dziewczynek spadła z 20,7% na 17%. Dzieci po ukończeniu roku nie przestawały jednak umierać i wskaźnik ten pozostawał wysoki. Istotny czynnik stanowiła poprawa w zakresie dostępu do czystej wody i kanalizacji związana ze zmniejszeniem kosztów za ich posiadanie. Ulepszono także metody żywienia niemowląt1372. Jeżeli chodzi o konkretne miejscowości, w Poznaniu zgony noworodków do pierwszego roku życia w drugiej połowie XIX wieku wynosiły 25-27% urodzeń, 28,3% w Szczecinie, 25,9% we Wrocławiu oraz 30% w Gdańsku. Ze względu na stosowanie regulacji urodzeń w rodzinach protestanckich, większa ich liczba występowała w rodzinach katolickich, co odzwierciedlało sytuację w całych Prusach. Stopa narodzin była przy tym w Poznaniu podobna jak w Gdańsku1373. Po pierwszym roku życia wymieranie dzieci jednak nie słabło. W poznańskiej katolickiej parafii świętego Krzyża w okresie 1855-1874 do piątego roku życia umierało 63% dzieci, a tylko 31% dożywało wieku reprodukcji1374. Podobnie działo się w innych miejscach, śmiertelność dzieci do pierwszego roku życia w Chemnitz w latach 1890-1904 wynosiła 30%1375.

W okresie 1876-1913 w zakresie śmiertelności niemowląt w całych Prusach (wcześniej podawałem dane dla Rzeszy) nastąpił znaczny postęp. W 1876 roku do pierwszego roku życia umierało 20,55% niemowląt, w 1901 roku 19,97%, a w 1913 roku już 14,2%. Jeżeli spojrzymy na różne prowincje pruskie, zdecydowanie mniej umierało w zachodnioeuropejskich prowincjach Prus niż we wschodnich. Tak więc w 1876 roku w Prusach Wschodnich 21,81%, a w rejencji Düsseldof 16,8%, w rejencji frankfurckiej 16,52%, a Gumbinn 22,7%1376.

Stopa zgonów w Anglii, Walii i Francji na tysiąc osób w latach 1841-1910

Anglia i Walia

Francja

1841-1850

22,4

23,2

1861-1870

21,3

23,6

1881-1885

19,4

22,2

1891-1895

18,7

22,3

1896-1900

17,7

20,7

1901-1905

16,0

19,6

1906-1910

14,7

19,2

George Rosen, A History of Public Health, London 1993, s. 315

W wielu innych krajach wyniki spadku śmiertelności na przełomie XIX i XX wieku były nawet lepsze niż w Prusach i miało tam miejsce zmniejszenie się umieralności o 1/2-1/3. Tak stało się w Anglii, Holandii, Francji czy w Szwajcarii. Ludność Wielkopolski w latach 1871-1900 nadal rosła bardzo szybko (o 40%), przy czym ludność miejska podwoiła się, a wiejska zwiększyła o 20%. Według badań demografa poznańskiego, Mieczysława Kędelskiego, wysoki poziom umieralności w Wielkopolsce załamał się od lat 70. z powodu poprawy sytuacji żywnościowej oraz higienicznej i zdrowotnej. W latach 1872-1880 średni współczynnik zgonów wynosił 28,5 (na tysiąc mieszkańców) i do lat 1881-1890 spadł do poziomu 26,1. W kolejnym przedziale czasowym dynamika spadku zwiększyła się i w 1890-1900 współczynnik zgonów wynosił tu 22,5. Ze względu na złe warunki sanitarne i zdrowotne w wielkich skupiskach ludności, epidemie oraz większą umieralność w latach 1872-1880 w samych tylko miastach wskazywał 30,1, a na wsi 27,9. Pod koniec XIX wieku to się wyrównywało1377. W rejencji gdańskiej między 1868 a 1914 rokiem nastąpił spadek liczby zgonów na tysiąc mieszkańców z 31,6 na 24,4. W rejencji kwidzyńskiej dane te wynosiły 31,2 i 21,7; w poznańskiej 30,0 i 22,2; w bydgoskiej 30,3 i 23,8; a opolskiej 28,8 i 27,0. Ogółem w Rzeszy odpowiednio 31,0 na 22,0. Jak słusznie zwraca uwagę Stefan Kowal, wyższa stopa zgonów na ziemiach polskich niż w zachodniej części Prus wynikała nie tylko z niższego poziomu cywilizacyjnego ziem polskich, ale z migracji młodszej części ludności, co podnosiło średnią zgonów na tysiąc mieszkańców dla tych ziem1378. Bez wątpienia wielki spadek śmiertelności dzieci powodował, że rodziny musiały odwołać się do antykoncepcji, aby zrównoważyć wzrost kosztów utrzymania jako że zarobki warstw niższych nawet w prowincjach zamożniejszych były słabe, a warunki mieszkaniowe całkowicie nieodpowiednie do poszerzania rodziny. Taki jest też pogląd doświadczonego badacza tej problematyki. Uważa on, że spadek urodzeń w całej Europie musiał być rezultatem masowego stosowania antykoncepcji1379. Z kolei spadek śmiertelności wynikał z poprawy stanu opieki i wiedzy medycznej, z lepszej diety i zwracania uwagi, aby karmić niemowlę w sposób naturalny, a nie pokarmami do tego nieprzystosowanymi, jak różnego rodzaju przeciery, papki, musy, a nawet wino. W wypadku dzieci rolę odgrywała higiena, jakość ujęcia wody pitnej, pojawienie się kanalizacji i toalet w domach oraz czystość pomieszczeń1380. Od 1900 roku, aby pomóc matkom, zakładano więcej żłobków i przedszkoli. Pierwsza poradnia opieki nad noworodkiem w Berlinie powstała w 1905 roku, a do 1907 roku ich liczba wzrosła do 731381. Warto też zwrócić uwagę na inne przyczyny spadku śmiertelności, a więc na lepsze wykształcenie rodziców oraz ruch w zakresie reform socjalnych i ubezpieczeniowych, które pozwoliły objąć opieką medyczną większą grupę mieszkańców. Znaczenie miały także nakłady fundacji dobroczynnych. Podobne zjawisko występowało również w krajach anglosaskich, w Anglii i USA. Również tam dużo się mówiło i robiło w zakresie poprawy opieki nad dziećmi, jakości macierzyństwa, szkolenia matek w zakresie odpowiedniej opieki nad dzieckiem i sytuacji materialnej rodzin etc. Podawanie zanieczyszczonego mleka w wypadku matek niekarmiących dzieci piersią stawało się w okresie letnim częstą przyczyną biegunek i zgonów niemowląt, co odnotowywano jako problem we Francji. Kobietą w ciąży stale opiekował się już teraz lekarz, a potem dzieckiem po jego urodzeniu (lata 1893-1903). W USA w drugiej połowie XIX wieku do ubogich matek przychodziły pielęgniarki, udzielając im instrukcji dotyczących pielęgnacji dziecka1382. Problemem pozostawała identyfikacja chorób i leczenie dzieci w slumsach wielkich miast. Pewne działania na początku XX wieku prowadzono w USA, gdzie zajęto się obowiązkowymi badaniami wzroku w Vermont w 1903 roku, następnie wprowadzono regulacje, aby wszystkie dzieci podlegały kontroli lekarskiej. Pierwsza bezpłatna przychodnia powstała w Nowym Jorku w 1912 roku. Pojawił się też nadzór medyczny nad szkołami i programy dożywiania dzieci najuboższych. Opieką dentystyczną objęto dzieci w USA w latach 301383.

Odrębnym przypadkiem był Berlin, gdzie występowały ogromne dysproporcje między luksusem burżuazji a wielkoprzemysłową nędzą produkującą wysoką śmiertelność. Należy pamiętać, że miasto to rozwijało się demograficznie w zbyt szybkim tempie w stosunku do postępu cywilizacyjnego i technicznego. W 1871 roku żyło tam 932 tysiące osób, a w 1900 roku już 2,7 miliona (na tym samym obszarze). Na tym jednak nie koniec, do 1919 roku liczba mieszkańców Berlina wzrosła do 3,8 miliona1384. Gospodarka Berlina rosła wraz z nędzą w warstwach niższych. Zresztą po 1900 roku możliwości osiedlania się w mieście skończyły się i przybysze znajdowali mieszkania coraz dalej na obrzeżach. Zgodnie z tym w Berlinie lewica kontestująca panujące stosunki była najsilniejsza i często mówiło się o "czerwonym Berlinie". W 1893 roku zdobyli oni np. w wyborach do parlamentu 56% głosów, w innych latach wyniki były również bardzo wysokie, a w 1912 roku padł rekord 75,3%1385. Z jednej strony następował postęp techniczny w zakresie zaopatrzenia w wodę i kanalizacji, oświetlenia elektrycznego i gazu, ale zbyt szybko rosła liczba ludności, w rezultacie czego dla wielu warunki infrastrukturalne, komunikacyjne, socjalne i zdrowotne się pogarszały, rósł też czas dojazdu do pracy. Jeszcze w 1925 roku w Berlinie 35% mieszkań nie posiadało toalety, a 74% łazienki. Jednocześnie sytuacja w poszczególnych dzielnicach bardzo się różniła. Jeżeli chodzi o toalety, posiadało je od 45% do 92%, a łazienki od 11,8% do 65,7%. Centralne ogrzewanie miało tylko 6,5% mieszkań, 24% mieszkań posiadała oświetlenie elektryczne, a 10% nie miało ani gazowego, ani elektrycznego. Między dzielnicami robotniczymi i mieszczańskimi występowały wszakże ogromne różnice1386. Mimo to braki w zakresie mieszkań małych były bardzo znaczne. Jak czytamy: "Die Ursache hierfür war die faktische Enthaltsamkeit der offentlichen Hand in beim Wohnungsbau, der fast völlig privater Initiative überlassen wurde"1387. Przedsiębiorcy budowlani chętniej inwestowali w mieszkania duże, wielopokojowe, dla zamożnego mieszczaństwa, gdzie ryzyko inwestycyjne było mniejsze. Robotnicy często tracili pracę, chorowali albo ich dochody spadały poniżej poziomu zdolności płacenia czynszu i musieli zmieniać mieszkanie na mniejsze.

W 1876 roku umierało w Berlinie aż 29,5% niemowląt do pierwszego roku życia, ale w 1901 roku już tylko 22,4%. Bardzo spadała również śmiertelność powyżej pierwszego roku życia i do 15. W 1876 roku wynosiła ona w Prusach 1,68%, w 1901 roku 1,04% i w 1913 roku 0,58. Spadek procentowy śmiertelności między 1876 a 1913 rokiem w Prusach był znaczny. Warto też przeanalizować śmiertelność niemowląt w różnych grupach zawodowych w Prusach. Wśród przedsiębiorców i wolnych zawodów śmiertelność w tym zakresie spadła z 18,2% w latach 1877-1878, do 12,3% w latach 1912-1913, ale spadek stał się widoczny po 1900 roku. Znacznie większy odnotowano jeżeli chodzi o dzieci urzędników z 17,5% na 8,3% w tym samym przedziale czasowym; dzieci pracowników biurowych z 18,6% na 9,3%; robotników wykwalifikowanych z 18,9% na 13,1%; robotników niewykwalifikowanych z 20,6% na 17,4%; służby domowej z 29,6% na 22,5%1388.

Należy powiedzieć, że zjawisko większego socjalnego i zdrowotnego zaangażowania państwa widoczne nawet w totalitarnej III Rzeszy nie było niczym szczególnym i w XX wieku charakteryzowało cały ówczesny rozwinięty Zachód. Przy tym po 1945 roku nabrało jeszcze większego tempa. Natomiast szczególnie odstręczająca stała się niehumanitarna, eugeniczna, hodowlana, rasistowska specyfika tych starań w czasach rządów Hitlera. Niemniej w przedziale czasowym 1871/1875 i 1936/1940 liczba zgonów na tysiąc mieszkańców zmniejszyła się prawie trzykrotnie z 32 do 12, co warunkował przede wszystkim właśnie wspomniany spadek śmiertelności dzieci. Robert Jütte zwraca uwagę, że spadek zgonów w Niemczech nie był większy niż gdzie indziej. Tutaj śmiertelność wynosiła w 1900 roku 19 na tysiąc mieszkańców, podczas gdy w Anglii spadła na 14 zgonów na tysiąc mieszkańców, a w Danii na 13,2 na tysiąc1389.

W ślad za spadkiem śmiertelności rosła w Prusach oczekiwana długość życia w chwili urodzenia.

Rok Wiek

1816-1860 - 25,53 lat;

1871-1880 - 35,58;

1901-1910 - 44, 82;

1924-1926 - 55,97;

1949-1951 - 64,561390.

Grażyna Liczbińska zwraca uwagę, że śmiertelność w drugiej połowie XIX wieku w znacznym stopniu podlegała jeszcze przednowoczesnemu typowi umieralności spowodowanej przez epidemie. W Poznaniu wysokie ubytki ludności spowodowały epidemie cholery w latach 1855 i 1866, ospy w 1871 roku, szkarlatyny w 1863 roku, tyfusu w 1863 roku i żarnicy w 1869 roku. W rezultacie stopa zgonów w dużym stopniu zmieniała się w różnych latach1391.

Urodzenia w Berlinie i Prusach oraz Rzeszy na tysiąc mieszkańców w latach 1816-1940

Berlin

Prusy

Rzesza

1816/1820

33

42,1

.

1821/1825

33,6

41,4

.

1826/1830

35

38,1

.

1831/1835

33,6

37,6

.

1836/1840

33,0

37,9

.

1841/1845

32,3

38,3

.

1846/1850

30,8

37,3

.

1851/1855

33,0

36,9

34,9

1856/1860

34,7

38,1

36,2

1861/1865

36,4

39,5

37,2

1866/1870

38,4

37,8

37,7

1871/1875

39,8

38,6

38,8

1876/1880

42,6

39,4

39,3

1881/1885

36,6

37,5

37,0

1886/1890

33,3

37,5

36,5

1891/1895

30,5

37,1

36,3

1896/1900

27,7

36,8

36,0

1901/1905

25,4

34,9

34,3

1906/1910

23,5

32,3

31,7

1911/1915

19,2

27,0

26,3

1916/1920

13,2

18,2

17,9

1921/1925

11,5

22,2

22,2

1931/1935

10,3

18,4

18,4

1936/1940

15,1

19,8

19,6

Źródło: William H. Hubbard, Familiengeschichte. Materialien zur deutschen Familie seit dem Ende des 18. Jahrhunderts, München 1983, s. 93

Rodność w różnych prowincjach Prus 1816-1939

1816

1843

1871

1880

1900

1910

1925

1939

Prusy Wschodnie

175

135

115

175

175

154

107

108

Prusy Zachodnie

162

154

132

198

197

181

.

.

Berlin

101

99

102

149

97

84

39

60

Brandenburgia

126

122

109

173

143

108

78

89

Pomorze Z.

130

133

114

177

167

143

95

102

Poznańskie

183

146

137

196

192

180

.

.

Śląsk

142

120

116

172

175

159

99

100

Saksonia

120

114

113

180

160

136

84

86

Schlezwig-H.

.

.

.

160

153

135

76

100

Hannover

.

.

.

156

150

132

82

93

Westfalia

122

120

120

189

190

180

95

87

Hesja-Nassau

.

.

.

157

134

119

73

78

Nadrenia

128

121

114

178

167

150

80

78

Hohenzollern

.

113

114

184

148

148

83

97

Prusy

141

126

115

175

162

142

81

86

Źródło: William H. Hubbard, Familiengeschichte. Materialien zur deutschen Familie seit dem Ende des 18. Jahrhunderts, München 1983, s. 95.

Śmiertelność ślubnych i nieślubnych niemowląt w Prusach do pierwszego roku życia (w %) w latach 1876-1940.

1876/1880

-

19,4

-

35,3

1881/1885

-

19,5

-

35,1

1886/1890

-

19,5

-

35,8

1891/1895

-

19,2

-

35,7

1896/1900

-

18,9

-

35,4

1901/1905

-

17,9

-

33,1

1906/1910

-

15,8

-

28,7

1911/1915

-

15,3

-

26,8

1916/1920

-

12,6

-

24,8

1921/1925

-

11,0

-

23,0

1926/1930

-

8,7

-

15,1

1931/1935

-

6,9

-

11,7

1936/1940

-

6,1

-

10,3

Źródło: William H. Hubbard, Familiengeschichte. Materialien zur deutschen Familie seit dem Ende des 18. Jahrhunderts, München 1983, s. 120-121

Zgony toruńskich niemowląt katolickich do pierwszego roku życia w latach 1851-1914 (w %)

Parafia św. Janów

1-1900

39,1

1851-1914

34,3

Parafia NMP

1851-1900

43,1

1901-1914

38,8

Parafia św. Jakuba

1851-1900

25,2

1901-1914

27,0

Źródło: Agnieszka Zielińska, Przemiany struktur demograficznych w Toruniu w XIX i na początku XX wieku, Toruń 2012, s. 454

Regulacja urodzeń i aborcja

Przyczyny umasowienia antykoncepcji były też chyba czysto techniczne. Na skutek postępu medycznego i cywilizacyjnego zlikwidowano wielką śmiertelność nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Wobec tego kobieta, która rodziła dawniej 6-8 dzieci, z których przynajmniej połowa umierala krótko po narodzinach, teraz te wszystkie dzieci musiała wychować i wykarmić, co było niemożliwe. Dzięki antykoncepcji ograniczono liczbę urodzeń do 2-3, ale czasami, zwłaszcza w klasie średniej, już i jednego dziecka, co stanowiło zjawisko fatalne w skutkach społecznych i powodowało depopulację. Demografowie zastanawiają się też, czy spadek dzietności nie wynikał z pogorszenia się sytuacji ekonomicznej części industrialnych robotników1392. Jest to jednak kwestia złożona. Długo główną metodą antykoncepcji pozostawał stosunek przerywany, tani, chociaż niepewny. Prezerwatywy dla robotników miały zbyt wysokie ceny i wchodziły do użycia stopniowo. Sądzi się, że antykoncepcja stała się w Niemczech powszechnie dostępna w latach 30. XX wieku, jednak wcześniej stosowano tradycyjny stosunek przerywany oraz inne tradycyjne formy antykoncepcji i to one dokonały rewolucji demograficznej1393.

XIX wiek pamiętał do końca o Malthusie, który ostrzegał przed głodem spowodowanym zbytnim przyrostem ludności w stosunku do ilości produkowanego pożywienia. Z drugiej strony, nie całkiem odeszły jeszcze dziesiątkujące ludność epidemie, klęski nieurodzaju, wojny i związana z tym nędza. Pierwsza połowa XIX wieku mijała przy narastającej liczbie urodzeń hamowanej przez bariery żywnościowe1394. Jeżeli chodzi o upowszechnianie antykoncepcji, pod koniec wieku nastąpiło zdecydowane przyśpieszenie rozpoczęte w warstwie mieszczańskiej i nazywane neomaltuzjanizmem. Coraz więcej mówiono w Niemczech o przeludnieniu. Nadmiaru urodzeń obawiano się w całej Europie, w tym w Niemczech oraz Prusach i uważano nieposiadających majątku i pieniędzy robotników, którzy płodzą dzieci, za nieodpowiedzialnych. Mówiło się, że jednostka otoczona gromadką dzieci nie jest w stanie normalnie funkcjonować i się rozwijać. Przy tym w grę wchodziły bardziej pomysły typu sterylizacja biednych niż antykoncepcja. Poglądy na zachowania reprodukcyjne na skutek spadku śmiertelności dzieci stały się bardzo konserwatywne1395. Nie brano przy tym zupełnie pod uwagę, że te argumenty są absurdalne i nielogiczne. Społeczeństwo w masie składało się z reprezentantów klas niższych, faktycznie z racjonalnego punktu widzenia zbyt biednych na posiadanie dzieci. Respektując zakaz zakładania rodziny, ludność w takiej sytuacji wymarłaby w ciągu kilku pokoleń, nie byłoby rąk do pracy, płatników składek emerytalnych, zdrowotnych i rentowych.

Z regulacją urodzeń miała również związek eugenika, której znaczenie wychodziło poza czasy nazizmu. Już w 1900 roku rosła jej popularność na katedrach akademickich w Niemczech. Eugenika, higiena rasy i higiena społeczna nie ograniczały się w tym czasie do Niemiec, ale występowały także w innych krajach europejskich. Społeczna higiena, racjonalizacja urodzeń i planowania rodziny epizodycznie pojawiła się nawet na lewicy (Alfred Grotjahn). Chodziło tu jednak niestety nie o sensowne planowanie rodziny, a o oczyszczenie rasy z elementu "niepełnowartościowego" i "chorych", których udział w populacji szacowano nawet na 2/3. Opowiadano się za sterylizacją imbecyli, epileptyków i izolacją na stałe 1% ludności - chorych psychicznie, epileptyków, alkoholików oraz kalek.

Projekty eutanazji rozważano już w 1920 roku, kiedy pojawiły się rozwiązania prawnika Karla Bindinga i psychiatry Alfreda Hochego. Chodziło przede wszystkim o nieuleczalnie chorych, idiotów, cierpiących, rannych, osoby w śpiączce. W latach 1940-1941 zamordowano w Niemczech 70 tysięcy psychicznie chorych. Już jednak wcześniej los psychicznie chorych był wyjątkowo marny i w szpitalach psychiatrycznych Prus i Saksonii podczas pierwszej wojny światowej 53 tysięcy chorych zmarło z głodu. Podczas drugiej wojny światowej zabijano tlenkiem węgla, spalinami samochodowymi, cyjanowodorem. Pierwsze komory gazowe do eliminowania chorych powstały na okupowanych ziemiach polskich, w Owińskach koło Poznania, w Poznaniu w Forcie VII, w Świeciu i Kocborowie. Korzystano także z "ruchomych komór" w samochodach ciężarowych1396.

Projekt ustawy sterylizacyjnej w Prusach złożono już w 1932 roku do rady zdrowia Prus. Wprowadzona w III Rzeszy została ustawa eugeniczna 14 lipca 1933 roku Gesetz zur Verhütung erbkranken Nachwuchses. Trzeba też przyznać, że polityka ta miała w tym czasie szerokie poparcie opinii publicznej i tak zwanych ekspertów, została jednak wprowadzona w życie z pominięciem parlamentu. Dotyczyła wrodzonego niedorozwoju umysłowego, schizofrenii, psychozy maniakalno-depresyjnej, dziedzicznej padaczki, pląsawicy Huntingtona, dziedzicznej ślepoty, dziedzicznej głuchoty, ciężkich dziedzicznych wad rozwojowych oraz ciężkiego dziedzicznego alkoholizmu. Osoby zaliczane do wyżej wymienionych kategorii poddane miały być sterylizacji. Do wybuchu wojny wykonano 375 tysięcy zabiegów, w tym 200 tysięcy na osobach niedorozwiniętych, na 73 tysiącach chorych na schizofrenię, 57 tysiącach epileptyków i 30 tysiącach alkoholików. Wielu chciało sterylizować też biedotę, co mogło doprowadzić do katastrofy demograficznej. Na zjeździe w Norymberdze w 1929 roku Hitler rozważał usunięcie co roku przez dzieciobójstwo 700-800 tysięcy najsłabszych dzieci z miliona, co miało jego zdaniem doprowadzić do wzmocnienia rasy. Nazistowscy i socjaldarwinistyczni higieniści społeczni uważali, że biedota zaśmieca rasowo Niemcy i trzeba ją zlikwidować. Były to pomysły socjaldarwinistyczne i bliskie myśleniu Spencera. Tego rodzaju szaleńcze projekty oznaczały całkowite zdemolowanie systemu wartości, ruinę rynku pracy, systemu ubezpieczeń emerytalnych, zdrowotnych oraz opieki przez młodsze pokolenie nad starszymi i gwałtowne starzenie się społeczeństwa. Dla nazistów ważne było jednak poniżenie i stłamszenie robotników. Tak więc wykluczeniu podlegać mieli nie tylko Żydzi, Cyganie i Słowianie. Większość lekarzy jednak zdecydowanie sprzeciwiała się sterylizacji z powodów społecznych1397. Sterylizację na życzenie przeprowadzano często w okresie pierwszej wojny światowej, kiedy kobiety z powodów materialnych chciały uniknąć kolejnej ciąży.

Pomówmy szerzej o antykoncepcji. Wprawdzie wulkanizacji kauczuku dokonał w 1839 roku Amerykanin Charles Nelson Goodyear, a w 1848 roku opatentowana została prezerwatywa, do jej upowszechnienia prowadziła jednak daleka droga, chociaż w 1855 roku w USA występowała już na rynku handlowym. Amerykańscy żołnierze używali prezerwatyw podczas wojny secesyjnej i dzięki temu uległy one upowszechnieniu. Można sądzić, że w wielkich miastach pruskich jej stosowanie zaczęło być częstsze od roku 1900 i w początkach XX wieku1398. Do czołowych przedstawicieli zwolenników regulacji urodzeń zaliczał się Albert Schäffle (1831-1903). W 1881 roku pisał: Entweder Verhütung überzähliger Existenzen aus Frucht vor den Vernichtungsfolgen Überbevölkerung daher Vorbeugung oder wirkliche Vernichtung und Überzähligen. Es gibt kein Drittes1399. W Hanowerze znanym neomaltuzjanistą był Gustaw Wilhelm Bernhard Stille. Uważał, że Niemcy są bardzo przeludnione i konieczna jest regulacja przyrostu naturalnego1400. Na rzecz regulacji urodzeń działały ruchy kobiece. Najbardziej znana aktywistka w tym zakresie w Berlinie to córka fabrykanta tekstylnego Helena Stoker, z zawodu nauczycielka1401. Socjaldemokraci we Francji i w Niemczech ukuli pojęcie Gebär-streik, uważając jednostronnie, że państwu chodzi tylko o rodzenie mięsa armatniego. W Berlinie kwestią zajmowali się bardzo aktywnie dwaj lekarze z dzielnicy robotniczej, którzy rozumieli, że antykoncepcja chroni tych ludzi przed mnożeniem nieszczęścia i nędzy. Natomiast berlińscy socjaldemokraci w wielu wypadkach, jak Klara Zetkin, protestowali przeciwko polityce antynatalistycznej1402.

Od połowy XIX wieku coraz skuteczniej szerzono literaturę fachową związaną z antykoncepcją i zjawisko rozpowszechniło się również w USA i Wielkiej Brytanii, gdzie nakłady literatury poradnikowej sięgały dziesiątek i setek tysięcy egzemplarzy. Wiadomo, że w USA w sprzedaży ta literatura pojawiła się dopiero w 1870 roku, a w Prusach po 1900 roku. Ścigano ją z paragrafów kodeksu karnego, jako art. 184 Verbreitung unzüchtiger Schriften pod karą do roku więzienia i tysiąca marek grzywny. W rezultacie żadne reklamy środków antykoncepcyjnych nie były tu możliwe. Podobnie we Francji w 1882 roku wydana została ustawa cenzurująca obscena. Jednak przed 1900 rokiem w Niemczech zarówno reklamy, jak i sprzedaż środków antykoncepcyjnych nie napotykały na trudności1403. Najpierw oswajano antykoncepcję w sferze publicznej i mówiło się językiem ezopowym o "tajemnicach alkowy" oraz "higienie małżeńskiej". Potem dopiero wprost o "ograniczaniu liczby urodzeń". Medycyna oficjalna zdecydowanie występowała przeciwko antykoncepcji, uznając to za przejaw "egoizmu" i pozbawionej hamulców żądzy zaspokajania przyjemności. Podobnie Kościół w przededniu roku 1900 prezentował stanowisko, że właściwą postawą jest zachowanie wstrzemięźliwości seksualnej. Ten pogląd coraz krytyczniej oceniali psychologowie, którzy wskazywali, że w wypadku osób z silniejszym libido zmuszanie ich do wstrzemięźliwości jest niehumanitarne. Konserwatywna obyczajowo, a więc chłopska część ludności często taką ascezę wspierała. Postawy konserwatywne dominowały jednak również w medycynie. Wśród ludu cały czas jeszcze silnie funkcjonowały zabobony antykoncepcyjne, jak w skrajnych wypadkach poglądy, że picie moczu barana czy noszenie przy sobie palca martwo urodzonego noworodka przeciwdziała ciąży. Bardziej realistyczne okazywało się korzystanie ze środków ziołowych. Nawet wśród robotników stosowano także przetrzymywane w pochwie tampony i gąbki nasączone środkiem antyseptycznym.

W wiodącym w światowej medycynie medycznym czasopiśmie "Lancet" artykuł o antykoncepcji nosił tytuł Grzech przeciw fizjologii. Z drugiej strony, chciano sterylizować biednych. Nielogicznie, bo to właśnie biedni ze względu na dominację w populacji zapewniali jej reprodukcję. Tak więc argument o sterylizacji stanowił raczej retoryczny środek pacyfikacji buntu. Lekarze w większości związani byli jednak z nakazami religii i tutaj prezentowano stanowisko w stosunku do socjaldarwinizmu całkiem odmienne. Z kolei z przekazu śląskiego wiemy, że na przełomie XIX i XX wieku zdarzali się robotnicy, którzy o kontroli urodzeń rozmawiali ze sobą otwarcie.

Pewien berliński urzędnik pochodzący z małego miasteczka twierdził natomiast, że dopiero podczas służby wojskowej dowiedział się o antykoncepcji1404. W latach 1892-1912 badaczka z Uniwersytetu Stanforda w USA zapytała 47 kobiet urodzonych między rokiem 1850 a 1860 jakie stosowały i stosują środki antykoncepcyjne: na pierwszym miejscu znalazła się irygacja, na drugim kierowanie się cyklem miesięcznym, na trzecim coitus interruptus. W 1890 roku przepytywano w tej sprawie 150 francuskich lekarzy. Wskazywali oni, że ich pacjenci korzystają przede wszystkim z coitus interruptus, irygacji i prezerwatywy. Zdecydowanie mniejszą popularnością cieszyły się pesaria i gąbki. W Berlinie sto pacjentek w latach 1911-1913 indagował w tej sprawie położnik Max Marcuse. Jako najbardziej popularna forma zapobiegania ciąży pojawił się tutaj również stosunek przerywany, następnie irygacja, prezerwatywy i pesaria. Pojawiły się krążki domaciczne (1882). Stosowały je jednak specyficzne pacjentki z wielkomiejskiej klasy średniej. Krążki kosztowały dwie i pół marki i nie była to suma dostępna dla zwykłych ludzi. Należało też odbyć konsultację lekarską. Ciekawe, że środek reklamowano jako ochronę przed "męską brutalnością", a nie służący przyjemności w związku. Wynalazca, lekarz Mensing z Lipska, twierdził, że lepsze to niż aborcja, kiedy mężczyzna nie jest w stanie utrzymać swego pożądania na wodzy. Korzystano też z kapturków domacicznych, najpierw metalowych, potem z gumy. Powszechnie producenci uważali, że wysoka cena ma stanowić gwarancję jakości, tymczasem stanowiła ona bardziej barierę dla upowszechnienia środka. Badania eksperckie wykazywały, że sprzedawane środki w rzeczywistości wymagały większych dawek i dłuższego czasu oczekiwania na efekt. Powszechnie w wypadku prezerwatyw zwracano uwagę na koszty. Do upowszechnienia prezerwatyw przyczyniła się pierwsza wojna światowa. Niemieccy żołnierze oficjalnie byli w nie zaopatrywani i otrzymywali instruktażowe broszury oraz organizowano badania lekarskie w garnizonach. Coraz więcej też osób popierało postulat, aby kobieta dostawała od lekarza pomoc w zakresie antykoncepcji na żądanie, bo nie jest maszynką do rodzenia i powinna móc podejmować decyzje w tych sprawach1405.

Warto zwrócić uwagę na sterylizację, która niosła poważne negatywne skutki, bo oznaczała brutalną ingerencję w gospodarkę hormonalną oraz wstrzymanie menstruacji. Sprowadzało się to do wycięcia jajników i macicy. Na dokładkę było to niezgodne z prawem. Umyślne uszkodzenie układu rozrodczego karano dziesięcioma latami więzienia. Problem należał jednak do złożonych i sterylizacje warunkowane zaburzeniami i chorobami psychicznymi prowadzono w szpitalu w Wil od 1907 roku. Prezerwatywy stopniowo stawały się coraz bardziej popularne, ale gumowe, grube i niewygodne, ponieważ nie wynaleziono jeszcze wówczas lateksu i ich używanie dawało uczucie nakładania drugiej skóry, nazywano je "zbroją". Wrogowie antykoncepcji wymyślali też najbardziej fantastyczne i bajkowe argumenty o szkodliwości prezerwatyw. Jednocześnie syfilis jako mile widziana kara za grzech rozpusty stawał się coraz rzadszy. W prezerwatywy zaopatrywano się w aptekach i salonach fryzjerskich. Jak i dawniej, kiedy korzystano z prezerwatyw z pęcherza rybiego lub kiszki baraniej do głównych użytkowników zaliczały się prostytutki, których klienci używali ich w ochronie przed chorobami wenerycznymi. Stosowano też powstrzymywanie się od stosunku w określone dni cyklu (np. 9-15). Do tradycyjnych ludowych sposobów należały zioła. Występowały też gąbki i tampony. Uniknięciu ciąży służył jeszcze seks oralny i analny, co należało, jak wiadomo, do najstarszych praktyk tego rodzaju. W praktyce lekarskiej raczej powoływano się na szkodliwość dla zdrowia niż moralność1406. Kościół Katolicki wypowiedział się w Rzymie w 1853 roku jednoznacznie przeciw prezerwatywie, którą uznał za grzech, jednak nie uważano tego za problem zbyt dramatyczny1407.

Regulacja urodzeń upowszechniała się już nie tylko w klasie średniej, gdzie zjawisko wystąpiło pierwsze, ale też wśród drobnomieszczaństwa i robotników, najmniej u rolników i robotników rolnych, gdzie jeszcze w początku XX wieku rodziło się 5-6 dzieci. Niemniej liczba urodzeń szczególnie spadała wśród wykształconego mieszczaństwa, do którego należeli wysocy urzędnicy, nauczyciele oraz wolne zawody. Chodziło o wzrost emocjonalności w relacjach dziecko-rodzice i konieczności inwestowania w przyszłość, a także o karierę potomstwa. To w naturalny sposób ograniczało liczbę dzieci w rodzinie.

Wraz ze spadkiem liczby dzieci, w rodzinie pojawiła się w większym nasileniu nowa postawa wobec wychowania i edukacji1408. Inwestowano w wykształcenie z myślą o przyszłości i ograniczano urodzenia. Pierwszym krajem europejskim, w którym stało się to widoczne, była Francja, czas na Niemcy i Anglię przyszedł później. Coraz więcej rodziców miało jedynaków, coraz mniej kobiet rodziło powyżej pięciorga dzieci. Dzieci rodziły się też później, a zmiany najbardziej widoczne w klasie średniej, obejmowały jednak i klasy niższe1409.

Płodność w Berlinie w 1900 (na tysiąc mieszkańców):

- Rodziny bardzo biedne - 140

- biedne - 129

- zamożne - 111

- bardzo zamożne - 99.

Źródło: Christie Diesel, Kinderzahl und Staatsräson. Empfängnissverhütung und Bevölkerungspolitik in Deutschland und Frankreich bis 1918, Münster 1995, s. 29

Aborcje w Niemczech na tysiąc urodzeń

1890 -100

1912 - 200-250

1920 - 250

1927 - 330

1930 - 500

Źródło: William H. Hubbard, Familiengeschichte. Materialien zur deutschen Familie seit dem Ende des 18. Jahrhunderts, München 1983, s. 115

Już wśród plemion etnicznych regulacja wynikała z potrzeby uniknięcia i pozbycia się niechcianej ciąży. Dotyczyło to zarówno dzieci nieślubnych, jak i małżeństw. Zachowania te stygmatyzowano i tabuizowano. Od antyku zastanawiano się nad stadiami rozwoju dziecka w kontekście oceny aborcji, w oświeceniu pojawiły się aspekty polityki demograficznej i traktowania dziecka jako kapitału społecznego. Temat dziecka i jego odpowiedniego i nieodpowiedniego wychowania oraz przygotowania do życia stał się też w tym czasie jednym z kluczowych (Epochenthema)1410.

Aborcja stanowiła ogromny problem już w 1900 roku, ale do spraw o takim charakterze należały też tradycyjne próby wywołania sztucznych poronień przez gorące kąpiele połączone z masażem, skakanie z drabiny i ze schodów1411. Alfred Bernstein i Julius Moses, lekarze z Berlina o poglądach socjaldemokratycznych prowadzili kampanię na rzecz upowszechniania antykoncepcji wśród klas niższych, jednak prezerwatywy kosztowały zbyt drogo dla robotników. Poza tym, w republice weimarskiej praktyczna kontrola urodzeń w rodzinie należała do spraw kobiet1412. W rezultacie ogromna była orientacyjna liczba aborcji. Podaje się różne dane, mówi się jednak nawet o 475 tysiącach aborcji w 1900 roku i 500 tysiącach przed 1914 rokiem, gdzie indziej o 1/3 przerwanych ciąż w okresie wybuchu pierwszej wojny światowej, pół miliona po jej zakończeniu i milionie w okresie kryzysu. W Berlinie stosunek porodów do poronień w 1921 roku wynosić miał 60/401413. W okresie kryzysu pod koniec istnienia republiki weimarskiej aborcji dokonywało, jak szacowano, rocznie 800 tysięcy do miliona kobiet. W większości były to nielegalne zabiegi przeprowadzane z narażeniem życia kobiet. Tę falę aborcji nazywano Abtreibungsseuche ("aborcyjna dżuma")1414. Po dojściu nazistów do władzy wprowadzano bardzo konserwatywne regulacje dotyczące spraw demograficznych. 17 maja 1933 roku pruski minister spraw wewnętrznych ogłosił rozwiązanie wszelkich organizacji służących "bolszewickim" staraniom o regulację przyrostu naturalnego i społecznej higienie1415.

Rosła też liczba wyroków skazujących za przerwanie ciąży. Przy tym robotnice z braku pieniędzy nie robiły tego u lekarza, ale u znachorek, "wytwórczyń aniołków" (Engelmacherin), z którego to powodu rocznie umierały tysiące kobiet1416. Berliński ginekolog w 1890 roku pisał o najważniejszych powodach odwiedzin jego gabinetu: An dritter Stelle stand die Unzalh der künstlich herbeigeführten Fehlgeburten, die ich zu nachzubehandeln hatte (...)1417. Od 1871 roku w całej Rzeszy obowiązywał paragraf 218 kodeksu pruskiego, który skazywał za aborcję i dzieciobójstwo na pięć lat więzienia. Większość zgłaszanych pod koniec XIX wieku przypadków aborcji dotyczyła młodych, niezamężnych kobiet, dla których motywem dokonania zabiegu stawało się uniknięcie skandalu i obciążenia ekonomicznego z powodu urodzenia dziecka z nieprawego łoża, natomiast początek XX wieku przyniósł gwałtowny wzrost liczby zabiegów dokonywanych przez mężatki. Aborcja dotyczyła kobiet z każdej grupy wiekowej w okresie rozrodczym. W Berlinie 1/4 zabiegów dokonywały kobiety poniżej 25. roku życia, 1/4 kobiety w wieku między 26-30, 1/4 w wieku 31-35, reszta dotyczyła kobiet starszych. Z czasem te proporcje ulegały zmianom, w latach 1900-1901 18% zabiegów przeprowadzały kobiety poniżej 25. roku życia, podczas gdy liczba ta wzrosła do 30% w latach 1930-1931. We Wrocławiu i Monachium liczba aborcji wśród młodych kobiet sięgała 40%. Zmiany w układzie przedziału wiekowego kobiet dokonujących zabiegu są odzwierciedleniem zachodzących zmian. Na początku wieku kobiety poddające się zabiegowi miały za sobą więcej urodzeń niż zabiegów, do lat 20. sytuacja się odwróciła. Zdarzały się przypadki, kiedy młoda kobieta miała za sobą wyłącznie zabiegi, a nie poród1418. Zjawisko aborcji dotyczyło kobiet z każdej klasy społecznej. W latach 1900-1930 zabieg był jednak najczęściej dokonywany przez służące, pokojówki, kucharki, kelnerki, pracownice fabryk, sekretarki czy kobiety pracujące w domu. W grupie kobiet zamężnych zabiegi dotyczyły w głównej mierze żon pracowników fabryk, poczty, kolei, rolników, nauczycieli. Zasadniczą przyczynę aborcji warunkowała sytuacja materialna, w mniejszym stopniu powód decyzji stanowiły wady wrodzone płodu, w tym przypadku odsetek aborcji dotyczył 10% kobiet1419.

Równocześnie jednak rozrastał się coraz szerszy rynek środków antykoncepcyjnych, który stanowił zdecydowanie mniej inwazyjne rozwiązanie. Zakazano wprawdzie reklamowania środków antykoncepcyjnych, jako że sam temat seksu uważano za obsceniczny, a środki antykoncepcyjne za prowadzące do seksu dla przyjemności. Środków nie eksponowano na ladach i wystawach sklepowych. Już jednak w czasie pierwszej wojny światowej żołnierze otrzymywali prezerwatywy, a żeńska służba domowa z praktycznych względów często uświadamiana była przez pryncypałki, aby uniknąć problemów. Od swojego lekarza kobiety jednak często nie uzyskiwały informacji, a jedynie ogólną poradę, aby unikały ciąży. Znaczna część lekarzy nadal uważała antykoncepcję za niemoralną i niewłaściwą oraz prowadzącą do rozwiązłości. Rosła jednak świadomość, coraz więcej lekarzy rozumiało, że chodzi o uniknięcie problemów w trudnej sytuacji materialnej kobiety. Zawsze jednak opowiadano się za stosowaniem antykoncepcji pod kontrolą lekarza1420. Antykoncepcję popierało SPD, gdzie od lat 90. XIX wieku organizowano dyskusje na temat antykoncepcji. Organizowano pogadanki na temat antykoncepcji, higieny i chorób wenerycznych. Podobnie feministki z Federacji Kobiet Niemieckich promowały nowy stosunek do seksu, który wychodził poza ideę prokreacji i bardzo upowszechniały stosowanie antykoncepcji. Wśród młodzieży panowały jednak w tym zakresie ogromne zahamowania i wątpliwości. Nie chciano dziecka, ale antykoncepcję uważano za coś złego, podejmowano więc współżycie z wiarą, że "nam to się nie przydarzy". Zdecydowanie bardziej za amoralną i nienaturalną uważano antykoncepcję na wsi i w środowiskach katolickich. Jednocześnie jednak narastały rozbieżności między wrogością wobec antykoncepcji Kościoła a akceptacją wiernych. Cały czas też problemem dla masowego odbiorcy była cena środków1421.

Natomiast państwo wspierało rozwój demograficzny populacji odpowiedniej rasowo i zwalczało rozpowszechnioną w Niemczech aborcję. Jeszcze przed wojną dochodziło do 400 tysięcy zabiegów rocznie. Władze nazistowskie wobec tego nakłaniały kobiety nawet do zachodzenia w ciążę poza związkiem małżeńskim. Odpowiadające kryteriom nordyckim dziewczęta dobierano w pary z esesmanami jedynie na potrzeby reprodukcji, bez zawierania związku małżeńskiego.

1368 Antoni Maziarz, Tradycyjna rodzina górnośląska w XIX i na początku XX wieku: Rodzina na Śląsku w XIX i na początku XX w., red. Adriana Dawid i Antoni Maziarz, Opole 2011; tamże, s. 57; Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1866-1918, Bd. 1, s. 54-55; Andreas Gestrich: Neuzeit, s. 438-439; Richard Grunberger, Historia społeczna Trzeciej Rzeszy, Warszawa 1987, t. 2, s. 68-76; Andreas Gestrich, Geschichte der Familie im 19. und 20. Jahrhundert, München 1999; Stefan Kowal, Społeczeństwo Wielkopolski i Pomorza Nadwiślańskiego, s. 22-23; Dariusz Szudra, Ludność pruskiej prowincji Pomorze. Przemiany w ruchu naturalnym i migracyjnym w latach 1914-1939, Szczecin 2005.

1369 William H. Hubbard, Familiengeschichte, s. 93; Hans-Ulrich Wehler, Deutsche Gesellschaftsgeschichte, München 2003, Bd. 4, s. 231; Christie Diesel, Kinderzahl und Staatsräson. Empfängnisverhütung und Bevölkerungspolitik in Deutschland und Frankreich bis 1918, Münster 1995, s. 9.

1370 James Woycke, Birth Control in Germany 1871-1933, London 1988, s. 2.

1371 Reinhard Spree, Zu der Veränderungen der Volksgesundheit, s. 235; Dariusz Szudra, Ludność pruskiej prowincji Pomorze, s. 26.

1372 Reinhard Spree, Zu der Veränderungen der Volksgesundheit, s. 271-272.

1373 Grażyna Liczbińska, Umieralność i jej uwarunkowania wśród katolickiej i ewangelickiej ludności historycznego Poznania, Poznań 2009, s. 40-42, 46-47; Edward Włodarczyk, Wielkomiejski rozwój Szczecina w latach 1871-1918, w: Dzieje Szczecina 1806-1945, red. Bogdan Wachowiak, Szczecin 1994, t. 3, s. 328.

1374 Grażyna Liczbińska, Umieralność, s. 56.

1375 Ingeborg Weber-Kellermann, Die deutsche Familie. Versuch einer Sozialgeschichte, Frankfurt a. M. 1975, s. 138.

1376 Reinhard Spree, Zu der Veränderungen der Volksgesundheit, s. 276.

1377 Mieczysław Kędelski, Umieralność i trwanie życia ludności Wielkopolski w XIX wieku, Poznań 1996, s. 109-111.

1378 Stefan Kowal, Społeczeństwo Wielkopolski i Pomorza Nadwiślańskiego, s. 19; Dariusz Szudra, Ludność pruskiej prowincji Pomorze, s. 30-31.

1379 Robert Jütte, Lust ohne Last. Geschichte Empfangnisverhütung von Antike bis zur Gegenwart, München 2003, s. 176-177.

1380 Grażyna Liczbińska, Umieralność, s. 59-61; Robert Jütte, Lust ohne Last, s. 176-177.

1381 Ute Frevert, Frauen-Geschichte zwischen Bürgerlichen Verbesserung und Neuer Weiblichkeit, Frankfurt a.M. 1986, s. 154.

1382 George Rosen, A History of Public Health, London 1993, s. 323-338.

1383 Tamże, s. 343-345.

1384 Michael Erbe, Berlin in Kaiserreich (1871-1918), Bd. 2, s. 693.

1385 Tamże, s. 764.

1386 Michael Erbe, Berlin in Kaiserreich (1871-1918), Bd. 2, s. 704, 706; Kurt Adamy, Die preußische Provinz Brandenburg im Deutschen Kaiserreich (1871 bis 1918), w: Brandenburgischen Geschichte, Hg. Ingo Materna, Wolfgang Ribbe, Berlin 1995, s. 506.

1387 Tamże, s. 707.

1388 Tamże, s. 273.

1389 Robert Jütte, Lust ohne Last, s. 178; William H. Hubbard, Familiengeschichte, s. 116; Mieczysław Kędelski, Umieralność i trwanie życia ludności Wielkopolski, s. 123; Agnieszka Zielińska, Przemiany struktur demograficznych w Toruniu, s. 455-456; Gerhard A. Ritter, Der Sozialstaat, s. 84; Reinhard Spree, Zu der Veränderungen der Volksgesundheit, s. 235-236.

1390 Karin Hausen, Porządek płci. Studia historyczne, Warszawa 2010, s. 130-133; William H. Hubbard, Familiengeschichte, s. 117; Richard Grunberger, Historia społeczna Trzeciej Rzeszy, t. 2, s. 68-76; Hans-Ulrich Wehler, Deutsche Gesellschaftsgeschichte, Bd. 4, s. 230-231.

1391 Grażyna Liczbińska, Umieralność, s. 40-42.

1392 James Woycke, Birth Control in Germany 1871-1933, s. 3.

1393 Tamże, s. 35.

1394 Robert Jütte, Lust ohne Last, s. 165; Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1866 - 1918, Bd. 1, s. 54-55; Andreas Gestrich, Neuzeit, s. 438-439.

1395 Robert Jütte, Lust ohne Last, s. 170, 174; Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1866 - 1918, München 1990, Bd. 1, s. 54-55; Andreas Gestrich, Neuzeit, s. 438-439; Ute Frevert, Frauen-Geschichte, s. 181-182; Dariusz Szudra, Ludność pruskiej prowincji Pomorze, s. 28-29; James Woycke, Birth Control in Germany 1871-1933, s. 36-37.

1396 Robert Jütte, Lust ohne Last, s. 208; Paul Weindling, Health, race und German politics between nationale unification und Nazizm 1870-1945, Cambridge 1989, s. 34-36.

1397 Gerhard A. Ritter, Der Sozialstaat, s. 133-134; Iwona Sugalska, Eugenika. W poszukiwaniu istoty niemieckiego totalitaryzmu, Poznań 2015, s. 201; James Woycke, Birth Control in Germany 1871-1933, s. 47.

1398 Robert Jütte, Lust ohne Last, s. 229-230; James Woycke, Birth Control in Germany 1871-1933, s. 4, 37-39, 68.

1399 Robert Jütte, Lust ohne Last, s. 172.

1400 Tamże, s. 174.

1401 Tamże, s. 246-247.

1402 Tamże, s. 254.

1403 Tamże, s. 181-185, 210; James Woycke, Birth Control in Germany 1871-1933, s. 8.

1404 Robert Jütte, Lust ohne Last, s. 190-191, 205-207; James Woycke, Birth Control in Germany 1871-1933, s. 8-12.

1405 Tamże, s. 52.

1406 Tamże, s. 208-209, 220-229; Christie Diesel, Kinderzahl und Staatsräson, s. 10, 28; James Woycke, Birth Control in Germany 1871-1933, s. 36-47.

1407 Robert Jütte, Lust ohne Last, s. 213-214.

1408 Tamże, s. 165, 176-177, 180; Dariusz Szudra, Ludność pruskiej prowincji Pomorze, s. 29.

1409 James Woycke, Birth Control in Germany 1871-1933, s. 2-3.

1410 Eduard Seidler, 19. Jahrhundert. Zur Vorgeschichte des Paragrapghen 218, w: Geschichte der Abtreibung. Von der Antike bis zur Gegenwart, hg. Robert Jütte, München 1993, s. 120-121.

1411 James Woycke, Birth Control in Germany 1871-1933, s. 15.

1412 Karen Hageman, Eine Frauensache. Alltagsleben und Geburtenpolitik 1919-1933, Hg. Karen Hageman, Pfaffenweiler 1991, s. 11.

1413 Andreas Gestrich, Geschichte der Familie im 19. und 20. Jahrhundert, München 1999, s. 32.

1414 Karen Hageman, Eine Frauensache, s. 11.

1415 Robert Jütte, Lust ohne Last, s. 260.

1416 Volker Ullrich, Die Nervöse Grossmacht. Aufstieg und Untergang des deutschen Kaiserreichs 1871 - 1918, Frankfurt a. M. 1997, s. 329-330; Barbara Beyus, Familienleben, s. 402; James Woycke, Birth Control in Germany 1871-1933, s. 68.

1417 Barbara Beyus, Familienleben in Deutschland, s. 402.

1418 James Woycke, Birth Control in Germany 1871-1933, s. 68.

1419 Tamże, s. 69-70.

1420 Tamże, s. 47-55.

1421 Tamże, s. 55-57.

Bibliografia

Wilhelm Abel, Massenarmut und Hungerkrisen im vorindustriellen Deutschland, Göttingen 1972.

Kurt Adamy, Die preußische Provinz Brandenburg im Deutschen Kaiserreich (1871 bis 1918), w: Brandenburgischen Geschichte, Hg. Ingo Materna, Wolfgang Ribbe, Berlin 1995.

Jan Alkiewicz, "Syphilis Polonica". Pogląd lekarza francuskiego z początku XIX wieku na kołtun, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 10, 1930.

Arnold Angenedt, Heilige und Reliquien. Die Geschichte ihres Kultes vom frühen Christentum bis zur Gegenwart, München 1994.

Klara Antosiewicz, Opieka nad chorymi i biednymi w krakowskim szpitalu Świętego Ducha (1220-1741), Roczniki Humanistyczne, 2, 1978, s. 38-40.

Aus dem Tagebuch eines sächsischen Offiziers, opr. S.Pietsch, Historische Monatsblätter für die Provinz Posen, 8/9, 1906.

Gerhard Baader, Der Konflikt zwischen privater Wohlfahrt und staatlicher Gesundheitspflege im deutschen Kaiserreich, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 68, 1-3, 2005.

Aleksandra Bajorek, Długowieczność na podstawie XIX-wiecznej literatury polskiej z punktu widzenia medycyny, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 60, 1997.

Max Bär, Westpreußen unter Friedrich dem Großen, Leipzig 1909, Bd. 1-2.

Bohdan Baranowski, Sprawy obyczajowe w sądownictwie wiejskim w Polsce wieku XVII i XVIII, Łódź 1955.

Bohdan Baranowski, Życie codzienne małego miasteczka w XVII i XVIII wieku, Warszawa 1975.

Bohdan Baranowski, Polska karczma, restauracja, kawiarnia, Wrocław 1979.

Christian Barthel, Medizinische Polizey und medizinische Aufklärung. Aspekte des öffentlichen Gesundheitsdiskurses im 18. Jahrhundert, Frankfurt-New York 1989.

Kurt Baschwitz, Czarownice. Dzieje procesów o czary, Warszawa 1971.

Hans-Heinrich Bass, Hungerkrisen in Preussen während der ersten Hälfte des 19. Jahrhunderts, St. Katharinen 1991.

Jan Baszanowski, Przemiany demograficzne w Gdańsku w latach 1601-1846, Gdańsk 1995.

Peter Baumgart, Friedrich Wilhelm I, w: Brandenburg-Preussen unter dem Ancien régimee, Berlin 2009.

Margrabina von Bayreuth, Pamiętniki, Warszawa 1973.

R. Beck, Illegitimität und voreheliche Sexualität auf dem Land, w: Kultur der einfachen Leute. Bayerisches Volksleben vom 16. bis zum 19. Jahrhundert, hg. R.van Dülmen, München 1983.

Adam Bednarski, Historia okularów w Polsce wiek XV-XVIII, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 6, 1927.

Max Beheim-Schwarzbach, Der Netzedistrikt zur Zeit der ersten Theilung Polens, Zeitschrift der Historischen Gesellschasft für die Provinz Posen, 7, 1892.

Otto Behre, Geschichte der Statistik in Brandenburg-Preussens, Berlin 1905.

Anna Berdecka, Irena Turnau, Życie codzienne w Warszawie okresu Oświecenia, Warszawa 1969.

Barbara Beyus, Familienleben in Deutschland, Reinbeck 1988.

Lech Bieganowski, Poznańskie okulary w XVI stuleciu - przyczynek do historii okularów, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 73, 2010.

Henryk Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego, Warszawa 1929.

Michalina Biehler, Trąd i jego szerzenie się w Polsce, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 19, 1948.

Józef Bitkowski, Położnictwo w Gdańsku od XVI do końca XIX wieku, Archiwum Historii Medycyny, 30, 3, 1967.

Halina Bittner-Szewczykowa, Dziecko wiejskie, w: Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie, 10, 1984.

Rainer Blaich, Die Epoche des Merkantilismus, Wiesbaden 1973.

Peter Blickle, Von der Leibeigenschaft zu den Menschenrechten. Eine Geschichte der Freiheit in Deutschland, München 2003.

Marc Bloch, Królowie Cudotwórcy. Studium na temat nadprzyrodzonego charakteru przypisywanego władzy królewskiej zwłaszcza we Francji i w Anglii, Warszawa 1998.

Marc Bloch, Społeczeństwo feudalne, Warszawa 1981.

Henrietta z Działyńskich Błędowska, Pamiątka przeszłości. Wspomnienia z lat 1794-1832, Warszawa 1960.

Michał Bobrzyński, Prawo propinacji w dawnej Polsce, tegoż: Szkice i studia historyczne, Kraków 1922.

W. Bode, Kurze Geschichte der Trinksitten und Mäßigkeitsbestrebungen in Deutschland, München 1896.

Krystyna Boeckenheim, Przy polskim stole, Wrocław 2004.

Maria Bogucka, Gorsza płeć. Kobieta w dziejach Europy od antyku po wiek XXI, Warszawa 2005.

Tejże, Między obyczajem a prawem. Kultura Sarmatyzmu w Polsce XVI-XVIII wieku, Warszawa 2013.

Tejże, Organizacja szpitalnictwa w Gdańsku w XVI-XVII wieku, w: Szpitalnictwo w dawnej Polsce.

Franciszek Ksawery Bohusz, Dzienniki podróży, Kraków-Wrocław 2014.

Jean-Pierre Bois, Historia starości. Od Montaigne'a do pierwszych emerytur, Warszawa 1996.

Aneta Bołdyrew, Społeczeństwo Królestwa Polskiego wobec patologii społecznych w latach 1864-1914, Łódź 2016.

Peter Borscheid, Geschichte des Alters 16.-18. Jahrhundert, Münster 1987.

Joachim Bouflet, Historia cudów, Warszawa 2011.

Hermann von Boyen, Denkwürdigkeiten und Erinnerungen 1771-1813, Stuttgart 1899, Bd. 1.

Fernand Braudel, Kultura materialna, gospodarka i kapitalizm XV-XVIII w., Warszawa 1992, t. 1.

Paul Bräuel, Preussische Aufbauarbeit im Nordlichen Westpreußen 1772-1910, Jomsburg, 3, 1939.

Restif de la Bretonne, Noce paryskie, Kraków 1981.

Peter Brown, Kult świętych. Narodziny i rola w chrześcijaństwie łacińskim, Kraków 2007.

Tadeusz Brzeziński, Problemy robotnicze w pismach lekarzy polskich przełomu XIX i XX wieku, Archiwum Historii Medycyny, 47, 1984.

Seweryn Bukar, Pamiętniki z końca XVIII i początku wieku XIX, Warszawa 1910.

Edmunde Burke, Społeczna historia wiedzy, Warszawa 2016.

George Burnett, Obraz obecnego stanu Polski, Warszawa 2008.

Józef Burszta, Społeczeństwo i karczma. Propinacja, karczma i sprawa alkoholizmu w społeczeństwie polskim XIX wieku, Warszawa 1951.

J. Burszta, Wieś i karczma. Rola karczmy w życiu wsi pańszczyźnianej, Warszawa 1950.

Otto Büsch, Militärsystem und Sozialleben im Alten Preußen, Berlin 1962.

Stanisław Bylina, Chrystianizacja wsi polskiej u schyłku średniowiecza, Warszawa 2002.

Stanisław Bylina, Kultura ludowa Polski i Słowiańszczyzny średniowiecznej, Warszawa 1999.

Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI-XVIII, Warszawa 1994, t. 1-2.

Alina Cała, Żyd- odwieczny wróg. Antysemityzm w Polsce i jego źródła, Warszawa 2012.

G.G. Casanova de Seingalt, Przygody w Polsce, w: Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, opr. Wacław Zawadzki, Warszawa 1963.

Ute Caumanns, Michael G. Esch, Technischer Fortschritt und sozialer Wandel in deutschen Ostprovinzen. Wirkungen der industrieller Entwicklung in ausgewählten Städten und Kreisen im Vergleich (1850-1914), Rheinbreitbach 1996.

Józef Chałasiński, Młode pokolenie chłopów, Warszawa 1984.

Charitas. Miłosierdzie i opieka społeczna w ideologii, normach postępowania i praktyce społeczności wyznaniowych w Rzeczypospolitej XVI-XVIII wieku, red. Urszula Augustyniak i Andrzej Karpiński, Warszawa 1999.

Pierre Chaunu, Czas reform. Historia religii i cywilizacji (1250-1550), Warszawa 1989.

Jean Chélini, Henry Branthomme, Drogi Boże. Historia pielgrzymek chrześcijańskich, Warszawa 1996.

Jean Chélini, Dzieje religijności w Europie Zachodniej w Średniowieczu, Warszawa 1996.

Dariusz K. Chojecki, Od społeczeństwa tradycyjnego do nowoczesnego. Demografia i zdrowotność głównych ośrodków miejskich Pomorza Zachodniego w dobie przyśpieszonej industrializacji w Niemczech (1873-1913), Szczecin 2014.

Choroba jako zjawisko społeczne i historyczne, red. Bożena Płonka-Syroka, Wrocław 2001.

Codzienność dawnej Francji. Życie i rzeczy w czasach ancien régime'u, red. Michel Figeac, Wilanów 2015.

Pierro Comporesi, Der feine Geschmack. Luxus und Moden im 18. Jahrhundert, Frankfurt-New York 1992.

Bernard O'Connor, Historia Polski, Wilanów 2012.

C. Crombie, Nauka średniowieczna i początki nauki nowożytnej, Warszawa 1960, t. 1.

Władysław Czapliński, Życie codzienne magnaterii polskiej w XVII wieku, Warszawa 1976.

Ewa Danowska, O kołtunie w Polsce, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 69, 3-4, 2006.

Das Jahr 1793. Urkunden und Aktenstücke zur Geschichte der Organisation Südpreußen, Hg. Rodgero Prümers, Poznań 1895.

Richard Davenport-Hines, Odurzeni. Historia narkotyków 1500-2000, Warszawa 2006.

Jean Delumeau, Reformy chrześcijaństwa w XVI i XVII wieku. Katolicyzm między Lutrem a Wolterem, Warszawa 1986, t. 2.

Jean Delumeau, Skrzydła anioła. Poczucie bezpieczeństwa w duchowości człowieka Zachodu w dawnych czasach, Warszawa 1998.

Jean Delumeau, Strach w kulturze Zachodu XIV-XVIII w. Oblężony gród, Warszawa 2011.

Karlheinz Deschner, Krzyż Pański z Kościołem. Seksualizm w historii chrześcijaństwa, Gdynia 1994.

Daniel Defoe, Dziennik roku zarazy, Warszawa 1993.

Christie Diesel, Kinderzahl und Staatsräson. Empfängnisverhütung und Bevölkerungspolitik in Deutschland und Frankreich bis 1918, Münster 1995.

Kazimierz Domagalski, Jan Frédéric Herrenschwand (1715-1798) - nadworny lekarz i doradca króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 61, 1998.

J.S. Doussin-Dubreuil, Niebezpieczeństwa onanizmu, Gdańsk 2011 (1825).

Fritz Dross, Vom Geist des reinen Wohltuns. Zur Krankenhauspolitik des ausgehenden des 18. Jahrhunderts, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 69, 3-4, 2006.

Barbara Duden, Historia ciała. Lekarz i jego pacjentki w osiemnastowiecznym Eisenach, Warszawa 2014.

Andrzej Dziubiński, Z dziejów nałogu tytoniowego produkcji wyrobów nikotynowych w Rzeczypospolitej w XVII i XVIII wieku, Kwartalnik Historyczny, 2, 1998.

Eberhard Eichenhofer, Geschichte des Sozialstaats in Europa, München 2007.

Norbert Elias, O procesie cywilizacji. Analizy socjo- i psychogenetyczne, Warszawa 2011.

Encyklopedia Staropolska, Warszawa 1989, t. 1-4.

Fryderyk Engels, Położenie klasy robotniczej w Anglii, Warszawa 1952.

Michael Erbe, Berlin in Kaiserreich (1871-1918), w: Geschichte Berlins, Hg. Wolfgang Ribbe, Berlin 2002, Bd. 2.

Giovan Battista Fagiuoli, Diariusz podróży do Polski (1690-1691), Warszawa 2017.

Juliusz Falkowski, Obrazy z życia kilku ostatnich pokoleń w Polsce, Poznań 1877, t. 1.

Familiengeschichte. Materialien zur deutschen Familie seit dem Ende des 18. Jahrhunderts, Hg. Hubbard W., München 1983, s. 109.

Paula S. Fass, The Routledge History od Childhood in the western World, New York 2013.

Fauve-Chamoux A., Kobieta samotna - zjawisko miejskie. Przeszłość demograficzna Polski, 17, 1987.

Felipe Fernandez-Amesto, Wokół tysiąca stołów, czyli historia jedzenia, Warszawa 2003.

Zbigniew Filar, Z dziejów poglądu na zakażenie połogowe, Archiwum Historii Medycyny, 24, 1961.

Wirydianna Fiszerowa, Dzieje moje własne, Londyn 1975.

Dagmara Fleming-Cejrowska, Problem "miejsc ustępowych" w opiniach lekarzy i mieszkańców Warszawy w drugiej połowie XIX wieku, KHKM, 3-4, 2005.

Henryk Florkowski, Kołtun, Przyjaciel Ludu, 3, 21, 1989.

Sibylla Flügge, "Reformation oder erneuerte Ordnung die Gesundheit betreffend" - Die Bedeutung Policeyrechts für die Entwicklung des Medizinalwesens zu Beginn der Frühen Neuzeit, w: Zwischen Aufklärung, Policey und Verwaltung. Zur Genese des Medizinalwesens 1750-1850, Hg. Bettina Wahrig, Werner Sohn, Wiesbaden 2003.

Ludwig Formey, Versuch einer medizinischen Topographie von Berlin, Berlin 1796.

Michel Foucault, Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, Warszawa 1987.

Michel Foucault, Narodziny kliniki, Warszawa 1999.

Pierre Fouquet, Martine de Borde, Podwójny agent, Łódź 1990.

Freiheer vom Stein, opr. Erich Botzenhart, Walter Hubatsch, Stuttgart 1957, Bd.1.

Ute Frevert, Frauen-Geschichte zwischen Bürgerlichen Verbesserung und Neuer Weiblichkeit, Frankfurt a.M. 1986.

Ute Frevert, Krankheit als politisches Problem 1770 - 1880. Soziale Unterschichten in Preußen zwischen medizinischer Polizei und staatlicher Sozialversicherung, Göttingen 1984.

Nils Freytag, Aberglauben im 19. Jahrhundert. Preußen und seine Rheinprovinz zwischen Tradition und Moderne (1815-1918), Berlin 2003.

Franciszek Gajewski, Pamiętniki, Poznań 1913, t. 1.

Renata Gałaj-Dempniak, Choroba i śmierć szlachty w świetle pamiętników i utworów literackich okresu XVI-XVII wieku, w: Choroba i śmierć w perspektywie społecznej w XIII-XXI wieku, Warszawa 2010, red. Dariusz K. Chojecki, Edward Włodarczyk, Warszawa 2010.

Marcin Garbat, Historia niepełnosprawności, Gdynia 2015.

Ludwik Gąsiorowski, Zbiór wiadomości do historii sztuki lekarskiej w Polsce, Poznań 1855, t. 4.

Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu, Warszawa 2011.

Jacques Gelis, w: Historia ciała, red. George Vigarello, Gdańsk 2011, t. 1.

Bronisław Geremek, Litość i szubienica. Dzieje nędzy i miłosierdzia, Warszawa 1989.

Jerzy Gerstenberger, Rościsław Stach, O epidemii cholery azjatyckiej w 1837 roku w Poznaniu, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 15, 1935.

Geschichte der Abtreibung. Von der Antike bis zur Gegenwart, hg. Robert Jütte, München 1993.

Geschichte der Stadt Posen, hg. G. Rhode, 1953.

Andreas Gestrich, Geschichte der Familie im 19. und 20. Jahrhundert, München 1999.

Andreas Gestrich, Neuzeit, w: Andreas Gestrich, Jens-Uwe Krause, Michael Mitterauer, Geschichte der Familie, Stuttgart 2003.

Franciszek Giedroyć, Zapiski do dziejów szpitalnictwa w dawnej Polsce, Warszawa 1908.

Franciszek Giedroyć, Rys historyczny szpitala św. Łazarza w Warszawie, Warszawa 1897.

Franciszek Giedroyć, Warunki higieniczne Warszawy w wieku XVIII, Warszawa 1912.

Franciszek Giedroyć, Zapiski do dziejów szpitalnictwa w dawnej Polsce, Warszawa 1908.

Rene Girard, Kozioł ofiarny, Łódź 1987.

Ulrike Gleixner, Die "Gute" und die "Böse" Hebammen als Amtsfrauen auf dem Land (Altmark/Brandenburg, 18 Jahrhundert), w: Frauen in der ländlichen Gesellschaft 1500-1800, hg. Heide Wunder, Göttingen 1996.

Heinz Goerke, Die Bedeutung der Gemeindeverwaltung für die Bekämpfung der Pest, von Typhus und Cholera in Preussen, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 1-3, 68, 2005.

Jacques Le Goff, Nicolas Truong, Historia ciała w średniowieczu, Warszawa 2006.

Jacques Le Goff, Bóg średniowiecza, Warszawa 2008.

Jacques Le Goff, Kultura średniowiecznej Europy, Warszawa 1994.

Jean-Louis Goglin, Nędzarze w średniowiecznej Europie, Warszawa 1998.

Łukasz Gołębiowski, Domy i dwory, Warszawa 1830.

Zbigniew Góralski, Szpitale na Lubelszczyźnie w okresie przedrozbiorowym, Warszawa-Łódź 1982.

Agnieszka Gromkowska-Melosik, Kobieta epoki wiktoriańskiej. Tożsamość, ciało i medykalizacja, Kraków 2013.

Henryk Grossmann, Struktura społeczna i gospodarcza Księstwa Warszawskiego, Kwartalnik Statystyczny, 1925, s.75.

Richard Grunberger, Historia społeczna Trzeciej Rzeszy, Warszawa 1987, t. 2.

Aron Guriewicz, Kategorie kultury średniowiecznej, Warszawa 1976.

Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, Warszawa 1987.

Karen Hageman, Eine Frauensache. Alltagsleben und Geburtenpolitik 1919-1933, Hg. Karen Hageman, Pfaffenweiler 1991.

Sylvelyn Hähner-Rombach, Konfliktbereich Krankenversicherung: Auseinandersetzungen zwischen gesetzlichen Krankenkassen und Mitgliedern am Beispiel der Krankenhauseinweisung Ende des 19. Anfang des 20. Jahrhunderts, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 68, 1-3, 2005.

Hans Henning Hahn, Stereotypy narodowe., Głos na rzecz historycznych badań nad stereotypami, w: Stereotypy - tożsamość - konteksty. Studia nad polską i europejską historią, Poznań 2011.

Joel F. Harrington, Opowieść kata. Z pamiętnika mistrza Frantza Schmidta z Norymbergi, Poznań 2015.

Karin Hausen, Porządek płci. Studia historyczne, Warszawa 2010.

Eli Heckscher, Der Merkantilismus, Jena 1932, Bd. 1-2.

Gerd Heinrich, Friedrich von Preußen. Leistung und Leben eines großen König, Berlin 2009.

Michał Hanecki, Środowisko medyczne w czasach Stanisława Augusta, Archiwum Historii Medycyny, 36, 1973.

Friedrich-Wilhelm Henning, Deutsche Wirtschafts - und Sozialgeschichte im 19. Jahrhundert, Paderborn 1996.

Friedrich-Wilhelm Henning, Landwirtschaft und ländliche Gesellschaft in Deutschland, Paderborn 1978, Bd. 2.

Friedrich Herzberg, Süd-Preußen und Neu-Ostpreußen, Berlin 1798.

Barry William Higman, Historia żywności. Jak żywność zmieniała świat, Warszawa 2012.

Carl Hinrichs, Preussentum und Pietismus, Göttingen 1971.

Historia medycyny, red. Tadeusz Brzeziński, Warszawa 2004.

Historia Pomorza, red. Gerard Labuda, t. 2, cz. 3, Poznań 2003.

H. Hockenbeck, Die Stadt Wongrowitz in südpreußischer Zeit, Zeitschrift der Historischen Gesellschaft für die Provinz Posen, 8, 1893.

Tessa Hofman, Der radikale Wandel: Das deutsche Polenbild zwischen 1772 und 1848, Zeitschrift für Ostforschung, 1993, H. 3.

William H. Hubbard, Familiengeschichte. Materialien zu deutschen Familie seit dem Ende des 18. Jahrhunderts, München 1983.

Christoph Wilhelm Hufeland, Prawidła zdrowego i długiego życia, Lwów 1800.

Johan Huizinga, Jesień średniowiecza, Warszawa 1974.

August Carol Holsche, Geographie und Statistik von West-Süd-und Neu-Ostpreussen. Nebst einer kurzen Geschichte des Königreichs Polen zu dessen Zertheilung, Berlin 1804, Bd. 2.

Jacob Jacobsohn, Dr. A. E. Wolff, erster südpreußischer Medicinalassesor in Posen, Historische Monatsblätter für die Provinz Posen, 3, 1916.

Moritz Jaffe, Poznań pod panowaniem pruskim, Poznań 2012.

Jowita Jagla, Boska Medycyna i Niebiescy uzdrowiciele wobec kalectwa i chorób człowieka, Warszawa 2004.

Kay Peter Jankrift, Krankheit und Heilkunde im Mittelalter, Darmstadt 2003.

Jaromir Jeszke, Lecznictwo ludowe w Wielkopolsce w XIX i XX w., Wrocław 1996.

Witold Jeszke, Szpitalnictwo, lekarze i stosunki sanitarne w powiecie gostyńskim od czasów najdawniejszych, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 19, 1948.

Antoni Jonecko, Urszula Jonecko, Pruski regulamin o szczepieniu ospy ochraniającej wydany w roku 1803 w języku polskim, Archiwum Historii Medycyny, 35, 1972.

Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühen Neuzeit, Stuttgart 2013.

Robert Jütte, Lust ohne Last. Geschichte Empfangnisverhütung von Antike bis zur Gegenwart, München 2003.

Robert Jütte, Vom Hospital zum Krankenhaus: 16. - 19. Jahrhundert, w: "Einem jeden Kranken in einem Hospitale sein eigenes Bett". Zur Sozialgeschichte des Allgemeinen Krankenhaus in Deutschland im 19. Jahrhundert, Hg. Alfons Labisch, Reinhard Spree, Frankfurt a.M.-New York 1996.

Dariusz Kaczor, Utrzymanie czystości w wielkich miastach Prus Królewskich XVI-XVIII wieku, Gdańsk 2014.

Rainhold Kaiser, Trunkenheit und Gewalt im Mittelalter, Köln 2002.

Roman Kaleta, Sensacje z dawnych lat, Wrocław 1974.

Marcin Kamler, Przemoc między szlachtą sieradzką w XVII wieku, Warszawa 2011.

Alfons M. Karaśkiewicz, Stosunki sanitarne i choroby epidemiczne w Bydgoszczy w latach 1801-1840, Archwium Historii i Filozofii Medycyny, 16, 1936-1937.

Wanda Karkucińska i Jacek Wiesiołowski, Statuty cechu piwowarów, Kronika Miasta Poznania, 4, 2000.

Waldemar Karolczak, Walka z pijaństwem w Poznaniu w latach 1890-1914, KMP, 4, 2000.

Andrzej Karpiński, Kaci a problem oczyszczania miast koronnych w XVI-XVIII wieku, KHKM, 3-4, 2005.

Andrzej Karpiński, Opieka społeczna nad dziećmi i młodzieżą w miastach Rzeczypospolitej w XVI-XVIII wieku, Kwartalnik Historyczny, 3, 2002.

Andrzej Karpiński, W walce z niewidzialnym wrogiem. Epidemie chorób zakaźnych w Rzeczypospolitej w XVI-XVIII wieku i ich następstwa demograficzne, społeczno-ekonomiczne i polityczne, Warszawa 2000.

Stanisław Karwowski, Choroby i medycy na Śląsku w XVII wieku, Lud, rocznik 2, 1896.

K. Kassel, Aus Preussens Sanitätsreform in Polen, Historische Monatsblätter für die Provinz Posen, 7/8, 1916.

K. Kassel, Ein arztliches Kulturbild aus Südpreußens, Historische Monatsblätter für die Provinz Posen, 11/12, 1915.

Mieczysław Kędelski, Rowój demograficzny Poznania w XVIII i na początku XIX wieku, Poznań 1992.

Mieczysław Kędelski, Umieralność i trwanie życia ludności Wielkopolski w XIX wieku, Poznań 1996.

Olgierd Kiec, Protestantyzm w Poznańskiem 1815-1918, Warszawa 2001.

Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, Wrocław 1985.

Jędrzej Kitowicz, Pamiętniki, czyli Historia polska, Warszawa 1971.

Edmund Kizik, Wesele, kilka chrztów i pogrzebów. Uroczystości rodzinne w mieście hanzeatyckim od XVI do XVIII wieku, Gdańsk 2001.

Ernst Klein, Geschichte der deutschen Landwirtschaft, Wiesbaden 1973.

Grażyna Klimecka, Chory i choroba, w: Kultura Średniowiecznej Polski XIV-XV w., red. Bronsław Geremek, Warszawa 1997, t. 2.

Hugo Klinckmüller, Die Amtliche Statistik Preussens, Freiburg 1880.

Karl Friedrich Klöden, Von Berlin nach Berlin. Erinnerungen 1786-1824, Berlin 1978.

Zygmunt Klukowski, Opis dżumy w Lublinie w 1625 r., Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 5, 1926.

Zygmunt Klukowski, Sprawa o grzech sodomski w Lublinie w roku 1637, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 7, 1927.

Oskar Kolberg, Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 1, Warszawa 1962.

Wolfgang Köllmann, Bevölkerung in der industriellen Revolution. Studien zur Bevölkerungsgeschichte Deutschlands, Göttingen 1974.

Hugo Kołłątaj, Stan oświecenia w Polsce w ostatnich latach panowania Augusta III, Wrocław 2003.

Stanisław Konarski, O skutecznym rad sposobie, Wrocław 2005.

Kajetan Koźmian, Pamiętniki, Wrocław 1972, t. 1.

Ignacy Krasicki, Pan Podstoli, Wrocław 1954.

Wolfgang König, Kleine Geschichte der Konsumgesellschaft. Konsum als Lebensform der Moderne, Stuttgart 2008.

Stanisław Konopka, Medycyna w Polsce w połowie XVIII wieku w świetle listu Jacka Augustyna Łopackiego, Archiwum Historii Medycyny, 20, 1957.

Stanisław Konopka, O początkach szczepienia ospy krowiej na ziemiach polskich, Archiwum Historii Medycyny, 35, 3, 1972.

Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich pod pruskim zaborem w XIX wieku, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 1-3, 68, 2005.

Tadeusz Korzon, Wewnętrzne dzieje Polski za Stanisława Augusta (1764-1794), Kraków-Warszawa 1897, t. 2.

Stefan Kowal, Społeczeństwo Wielkopolski i Pomorza Nadwiślańskiego w latach 1871-1914, Poznań 1982.

Piotr Kowalski, Chleb nasz powszedni. O pieczywie w obrzędach, magii, literackich obrazach i opiniach dietetyków, Wrocław 2000.

Elżbieta Kowecka, W salonie i w kuchni. Opowieść o kulturze materialnej pałaców i dworów polskich w XIX wieku, Poznań 2008.

Jan Kracik, Powszechny, apostolski w historię wpisany, Kraków 2005.

Jan Kracik, Relikwie, Kraków 2002.

Ignacy Krasicki, Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki, Wrocław 2005.

Ignacy Krasicki, Uwagi, wstęp i oprac. Z. Libera, Warszawa 1997.

Ignacy Krasicki, Wybór z "Monitora", Warszawa 1954.

Izabela Krasińska, Placówki lecznictwa alkoholowego na ziemiach polskich do 1914 roku, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 72, 2009.

Józef Ignacy Kraszewski, Polska w czasie trzech rozbiorów 1772-1799, Oświęcim 2015, t. 1.

Zdzisław Kropidłowski, Formy opieki ubogich w Gdańsku od XVI do XVIII wieku, Gdańsk 1992.

Leopold Krug, Abriss der Staatsökonomie oder Staatswirtschaftslehre, Berlin 1808.

Leopold Krug, Annalen der Preußischen Staatswirtschaft und Statistik, Halle und Leipzig 1804, Bd.1.

Danuta Krysa-Leszczyńska, Poglądy polskich lekarzy na istotę choroby zwanej "kołtunem", Archiwum Historii Medycyny, 2, 1977.

Ludwik Krzywicki, Kwestia mieszkań we Francji, w: tegoż, Artykuły i rozprawy, Warszawa 1962.

Ludwik Krzywicki, Przewrót w produkcji środków żywności w: Artykuły i rozprawy, Warszawa 1962.

Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, Łódź 1992.

Zbigniew Kuchowicz, Obyczaje staropolskie, Łódź 1975.

Jürgen Kuczynski, Geschichte des Alltags des deutschen Volkes, Berlin 1983, Bd. 2 1650-1810.

Jürgen Kuczynski, Geschichte des Alltags des deutschen Volkes 1871-1918, Berlin 1982, Bd. 4.

Cezary Kuklo, Rodzina w osiemnastowiecznej Warszawie, Białystok 1991.

Sebastian Kulesza, Analiza chorób w mieście Barlinku, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 62, 4, 1999.

Jacek Laberschek, Sieć wodna średniowiecznego Krakowa i jej gospodarcze wykorzystanie, Warszawa 2016.

Alfons Labisch, Das Allgemeine Krankenhaus in der kommunalen Sozial- und Gesundheitspolitik des 19. Jahrhunderts, w: "Einem jeden Kranken in einem Hospitale sein eigenes Bett". Zur Sozialgeschichte des Allgemeinen Krankenhaus in Deutschland im 19. Jahrhundert, Hg. Alfons Labisch, Reinhard Spree, Frankfurt a.M.-New York 1996.

Alfons Labisch, Homo Hygienicus. Gesundheit und Medizin in der Neuzeit, Frankfurt-New York 1992.

Eva Labouvie, "Andere Umstände". Eine Kulturgeschichte der Geburt, 1998.

Leopold Lafontaine, O kołtunie: Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 6, 1801.

Leopold Lafontaine, O prawdziwej wartości sztuki lekarskiej, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 1, 18, 1801.

Leopold Lafontaine, O ospie krowiey, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów 3, 1801, s. 281-282.

Leopold Lafontaine, O otyłości, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 3, Warszawa 1801.

Leopold Lafontaine, O paleniu tytuniu: Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 4, 1801.

Leopold Lafontaine, O śniadaniu, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 2, Warszawa 1801.

Leopold Lafontaine, O używaniu i nadużywaniu rzecznych, a mianowicie wiślanych kąpieli i nieco kąpieli powietrzney: Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 1, 1801.

Leopold Lafontaine, O używaniu prezerwatywów, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 1, 1801.

Leopold Lafontaine, O wpływie strojów damskich na ich zdrowie, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 1, 1801.

Karen Lambrecht, Hexenverfolgung und Zaubereiprozesse in den schlesischen Territorien, Köln 1995.

Joseph Landsberger, Aus der Medizinalverwaltung Posens am Ende der vorigen Jahrhunderts, Zeitschrift der Historischen Gesellschaft für die Provinz Posen, 8, 1893.

Jacobi Lanhaus, Opis podróży. Itinerarium (1768-1769), Kraków-Wrocław 2014.

Francois Lebrun, Jak dawniej leczono. Lekarze, święci i czarodzieje w XVII i XVIII wieku, Warszawa 1997.

Brian P. Levack, Polowanie czarownice w Europie wczesnonowożytnej, Wrocław 1991.

Dorota Lewandowska, Od węgrzyna do szampana. Wino, smak i wyróżnienie w Polsce XVII-XVIII wieku, Przegląd Historyczny, 4, 2011.

Zbigniew Libera, Medycyna ludowa. Chłopski rozsądek czy gminna fantazja?, Wrocław 1995.

Zbigniew Libera, Znachor w tradycjach ludowych i popularnych XIX i XX wieku, Wrocław 2003.

Grażyna Liczbińska, Umieralność i jej uwarunkowania wśród katolickiej i ewangelickiej ludności historycznego Poznania, Poznań 2009.

Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, Cambridge 2010.

Robert Lisowski, Problematyka higieny i oświata zdrowotna w literaturze dla ludu przełomu XIX i XX wieku,

Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 71, 2008.

Zbigniew Łapiński, Powstanie i rozwój nowożytnego położnictwa w świecie, Archiwum Historii Medycyny, 1, 40, 1977.

Maja i Jan Łozińscy, Historia polskiego smaku. Kuchnia- stół - obyczaje, Warszawa 2013.

Leszek Łuczak, W obłoczkach błękitnego dymku, Poznań 2001.

Dariusz Łukasiewicz, Czarna legenda Polski, obraz Polski i Polaków w Prusach 1772-1815, Poznań 1995.

Dariusz Łukasiewicz, Dobre i złe adresy. Szkice z historii mieszkania od XVII do XXI wieku, Poznań 2017.

Dariusz Łukasiewicz, Modernizacja przed modernizacją. Próby reform cywilizacyjnych w Prusach Południowych w latach 1793-1806, Studia Historica Slavo-Germanica, 26, 2006.

Dariusz Łukasiewicz, Szkolnictwo w Prusach Południowych (1793-1806) w okresie reform oświeceniowych, Poznań-Warszawa 2004.

Dariusz Łukasiewicz, Uwagi o położeniu chłopów pod zaborem pruskim (Prusy Południowe i Zachodnie) w końcu XVIII i na początku XIX w., Przegląd Historyczny, t. CIII, z. 2, 2012.

Dariusz Łukasiewicz, Warkocz znad Wisły. Pruski stereotyp brudnej Polski, czy prawda historyczna?, Medycyna Nowożytna, 2, 2, 1995.

Juliusz Łukasiewicz, Wpływ urodzajów na poziom życia społeczeństwa polskiego w latach 1820-1860, w: Nędza i dostatek na ziemiach polskich od średniowiecza po wiek XX, Warszawa 1992.

Marcin Łysakowski, Spór na temat szczepienia ospy w Warszawie, Archiwum Historii Medycyny, 38, 2.

Marian Łysiak, Organizacja opieki lekarskiej i sanitarnej w podprefekturze toruńskiej w okresie Księstwa Warszawskiego, Archiwum Historii Medycyny, 48, 1985.

Anita Magowska, Kształtowanie się położnictwa jako dziedziny medycyny naukowej w Wilnie w latach 1781-1842, Medycyna Nowożytna. Studia nad Kulturą Medyczną, t. 19, z. 1, 2013.

Krzysztof Makowski, Rodzina poznańska w I poł.XIX wieku, Poznań 1992.

Thomas Robert Malthus, Prawo ludności, Warszawa 2007.

Roman Marcinek, Sławne ziele zwane tabaką, Wilanów 2012.

Mirosław Marcinkowski, "Miejsca sekretne" w Elblągu od XIII do XIX wieku w świetle wykopalisk, Kwartalnik Historii Kultury Materialnej, 3-4, 2005.

Anna Marek, "Dziennik Zdrowia dla wszystkich stanów", a problematyka dziecięca, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 67, 1, 2004.

Peter Marschlack, Bevölkerungsgeschichte Deutschlands im 19. und 20. Jahrhundert, Frankfurt a.M. 1984.

Teodor T. Matecki, Rady i nauki starego lekarza, Poznań 1867.

Marcin Matuszewicz, Diariusz życia mego, Warszawa 1986, t. 1.

Eleonora Matuszewska, Zarys historii zawodu położnej, Olsztyn 2012.

Horst Matzerath, Urbanisierung in Preußen 1815-1914, Stuttgart 1985.

Michael Maurer, Die Biographie des Bürgers. Lebensformen und Denkweisen in der formativen Phase des deutschen Bürgertums (1680-1815), Göttingen 1996.

Franz Anton May, Entwurf einer Gesetzgebung über die wichtigsten Gegenstände der medizinischen Polizei, Mannheim 1809.

Clemens Mayer, Studien zur Verwaltungsgeschichte der 1793 und 1795 von Preussen erworbenen polnischen Provinzen, Berlin 1902.

Dorota Mazek, Kuratela nad osobami chorymi psychicznie w Rzeczypospolitej w drugiej połowie XVIII wieku, Przegląd Historyczny, 2, 1999.

Antoni Maziarz, Tradycyjna rodzina górnośląska w XIX i na początku XX wieku: Rodzina na Śląsku w XIX i na początku XX w., red. Adriana Dawid i Antoni Maziarz, Opole 2011.

Roman Mazurkiewicz, Deesis. Idea wstawiennictwa Bogarodzicy i św. Jana Chrzciciela w kulturze średniowiecznej, Kraków 2012.

Hans Medick, Weben und Überleben in Laichingen 1650-1900. Lokalgeschichte als Allgemeine Geschichte, Göttingen 1997.

Medycyna w Polsce przedrozbiorowej, Dzieje medycyny w Polsce, red. nauk. Wojciech Noszczyk, Warszawa 2015, t. 1.

Wacław Męczkowski, Szpitale dawnej Rzeczypospolitej w uchwałach synodów polskich, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 15, 1935.

W.H. Melanowski, Krótki rys historii okulistyki, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 6, 1927.

Sebastian Mercier, Obraz Paryża, Warszawa 1959.

Christoph Maria Merki, Zwischen Luxus und Notwendigkeit: Genussmittel,

"Luxus und Konsum". Eine historische Annäherung, red. Reinhold Reiht, Torsten Meyer, Münster 2003.

Julien Offray de La Mettrie, Człowiek maszyna, w: Dzieła filozoficzne, Warszawa 2010.

Karl Heinz Metz, Preussen als Modell einer Idee der Sozialpolitik, w: Preussische Stile. Ein Staat als Kunststück, hg. Patrick Bahners/ Gerd Roellecke, Stuttgart 2001.

Wacław Męczkowski, Szpitale dawnej Rzeczypospolitej w uchwałach synodów polskich, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 15, 1935.

Barbara Michalakówna, Pożywienie, w: Historia ludowa Wielkopolski, red. Józef Burszta, Poznań 1964, t. 2.

Jules Michelet, Czarownica, Londyn 1993.

Georges Minois, Historia starości. Od antyku do renesansu, Warszawa 1995.

Piotr Miodunka, Kryzysy żywnościowe a anomalie klimatyczne od XVII do połowy XIX wieku na przykladzie Małopolski, Historyka. Studia Metodologiczne, 46, 2016.

Michael Mitterauer, Ledige Mutter. Zur Geschichte unehelicher Geburten in Europa, München 1983.

Horst Möller, Aufklärung in Preussen. Der Verleger, Publizist und Geschichtschreiber, Friedrich Nicolai, Berlin 1974.

Massimo Montanari, Der Hunger und der Überfluß. Kulturgeschichte der Ernährung in Europa, München 1999.

Adam Moszczyński, Pamiętnik od historyi polskiej w ostatnich latach panowanie Augusta III i pierwszych Stanisława Poniatowskiego, Warszawa 1905.

Robert Muchembld, Dzieje diabła od XII do XX wieku, Warszawa 2009.

Ragnhild Münch, Gesundheitswesen im 18. und 19. Jahrhundert. Das Berliner Beispiel, Berlin 1995.

Karolina z Potockich Nakwaska, Dwór wiejski, Poznań 1843.

Tadeusz Namowicz, Oświecenie, w: Polska-Niemcy. Historia-kultura-polityka, red. Andreas Lawaty, Hubert Orłowski, Poznań 2008.

William Naphy, Andrew Spicer, Czarna śmierć, Warszawa 2004.

Julian Ursyn Niemcewicz, Pamiętniki czasów moich, Warszawa 1957, t. 1.

Nietolerancja i zabobon w Polsce w XVII i XVIII wieku, opr. Bohdan Baranowski i Władysław Lewandowski, Warszawa 1987, s. 20-21.

Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1800-1866. Bürgerwelt und starker Staat, München 1983.

Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1866-1918, München 1991, Bd.1.

Alfonso M. di Nola, Diabeł, Kraków 1997.

Novum Corpus Constitutionum Prussico - Brandenburgensium, Berlin 1796, Bd. 9.

Tadeusz Nożyński, Źródła do dziejów Wągrowca. Szpital powiatowy w Wągrowcu (1873 - 1921), Wągrowiec b.d.

Bernard O'Connor, Historia Polski, Wilanów 2012.

Jan Duklan Ochocki, Pamiętniki, Warszawa 1910, t. 2, 4.

Piotr Oczko, Miotła i krzyż. Kultura sprzątania w dawnej Holandii, albo historia pewnej obsesji, Kraków 2013.

Gerhard Oestreich, Friedrich Wilhelm I. Preußischer Absolutismus, Merkantilismus, Militarismus, Göttingen 1977.

Charles Ogier, Dziennik podróży do Polski 1635-1636, Gdańsk 2010, s. 232-233.

Stanisław Olczak, Ospa prawdziwa i szczepienie ochronne przeciw ospie w Kaliszu i na terenie ziemi kaliskiej, Archwium Historii Medycny, 46, 1983, s. 359.

Opisy miast polskich 1793/5, opr. Jan Wąsicki, Poznań 1960-1962, t. 1-2.

O pokarmach i napojach chimicznie rozebranych, Nowy Pamiętnik Warszawski, nr 60, 1805.

Hubert Orłowski, Polnische Wirtschaft. Nowoczesny dyskurs o Polsce, Olsztyn 1998.

Zbigniew Mirosław Osiński, Lęk w kulturze społeczeństwa polskiego w XVI-XVII wieku, Warszawa 2009.

Gert von Paczensky, Anna Dünnebier, Leere Töpfe, volle Töpfe. Die Kulturgeschichte des Essens und Trinkens, München 1994.

Pamiętnik Anegdotyczny z czasów Stanisława Augusta, Poznań 1867.

Charles Panati, Niezwykłe dzieje zwykłych rzeczy, Warszawa 2004.

Wiesław Partyka, Apteki i aptekarze zamoyscy w XVII-XVIII wieku, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 71, 28-33, 2008.

Wiesław Partyka, Lekarze zamoyscy w XVII-XVIII wieku, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 72, 2009.

Wiesław Partyka, Opieka społeczna w Ordynacji Zamoyskiej w XVII-XVIII wieku, Lublin 2008.

Norbert Paul, "Zum Zwecke der Verpflegung dürftiger Kranker, Erziehung geschickter Ärzte und Beförderung und Erweiterung der Heilwissenschaft". Arztinitiativen bei der Gestaltung des Krankenhauses in der Zeit des Aufgeklärten Absolutismus, w: "Einem jeden Kranken in einem Hospotale sein eigenes Bett". Zur Sozialgeschichte des Allgemeinen Krankenhauses im Deutschland in 19 Jahrhunderts, hg. Alfons Labisch, Reinhart Spree, Frankfurt-New York 1996.

Michelle Perrot, Sposoby zamieszkiwania, w: Historia życia prywatnego, Wrocław 1999, t. 4.

J.W. Petersen, Geschichte der deutschen National-Neigung zum Trunke, Leipzig 1782.

Jerzy Piekalski, Problem początków wodociągów we Wrocławiu, w: Gemma Gemmarum, red. Artur Różański, Poznań 2017.

Małgorzata Pilaszek, Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII, Kraków 2008.

Wiktor Piotrowski, Choroby zakaźne w epoce polskiego oświecenia, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 62, 1997.

Wiktor Piotrowski, Szkice z historii polskiej medycyny, Jawor 1997.

Moritz Pistor, Grundzüge einer Geschichte der preussischen Medizinalverwaltung, Braunschweig 1909.

Michał Początek, Rola i czynności fizyków powiatowych w Wielkim Księstwie Poznańskim, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 75, 2012.

Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala. Rozwój historyczny problematyki szpitalnej w Polsce do końca XIX wieku, Wrocław 1981.

Zofia Podgórska-Klawe, Warszawski dom podrzutków (1732-1901), Rocznik Warszawski, 12, 1974.

Zofia Podgórska-Klawe, Związki między chorym a lekarzem na przełomie XVIII i XIX wieku, w: Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 1-3, 68, 2005.

Leon Poliakov, Historia antysemityzmu, Kraków 2008 t. 1-2.

Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, opr. Wacław Zawadzki, Warszawa 1963, t. 1-2.

Karl Popper, Wiedza obiektywna. Ewolucyjna teoria epistemologiczna, Warszawa 1992.

Roy Porter, Szaleństwo. Rys historyczny, Poznań 2003.

Preußen und die katolische Kirche, opr. Max Lehmann, Leipzig 1894, Bd. 7.

Preußen und die katolische Kirche. opr. H. Granier, Leipzig 1902, Bd. 8.

Rodgero Prümers, Die Stadt Posen in südpreussischer Zeit, Zeitschrift der Historischen Gesellschaft für die Provinz Posen, 22, 1907.

Bolesław Prus, Kroniki, Wrocław 2005, t. 1.

Prusy w okresie monarchii absolutnej (1701-1806), red. Bogdan Wachowiak, Poznań 2010.

Jan Ptaśnik, Miasta i mieszczaństwo w dawnej Polsce, Warszawa 1949.

Florent Quellier, Łakomstwo. Historia grzechu głównego, Warszawa 2013.

Claude Quetel, Niemoc z Neapolu, czyli historia syfilisu, Wrocław 1991.

François Rabelais, Gargantua i Pantagruel, Warszawa 1973.

Andrzej Radzimiński, Kobieta w średniowiecznej Europie, Toruń 2012.

Uta Ranke-Heinemann, Eunuchy do raju. Kościół katolicki a seksualizm, Gdynia 1995.

Eckart Reidegeld, Staatliche Sozialpolitik in Deutschland, Wiesbaden 2006, Bd. 1.

Wolfgang Reinhard, Życie po europejsku. Od czasów najdawniejszych do współczesnych, Warszawa 2009.

Gerhard A. Ritter, Der Sozialstaat. Entstehung und Entwicklung im internationalen Vergleich, München 1991.

Bogdan Rok, Kalendarze polskie czasów saskich, Wrocław 1985.

George Rosen, A History of Public Health, London 1993.

Roman Rossfeld, Ernährung im Wandel: Lebensmittelproduktion und -konsum zwischen Wirtschaft, Wissenschaft und Kultur, w: Die Konsumgesellschaft in Deutschland 1890-1990, Hg. Heinz-Gerhard Haupt, Claudius Torp, Frankfurt-New York 2009.

Jean-Paul Roux, Król. Mity i symbole, Warszawa 1998.

Michał Rożek, Diabeł w kulturze polskiej, Warszawa-Kraków 1993.

Michał Rożek, Etos dworu szlacheckiego. Szkice z dziejów kultury, Kraków 2013.

Władysław Rusiński, Życie codzienne w Kaliszu w dobie Oświecenia, Poznań 1988.

Teresa Rzepniewska, Gospodarstwo folwarczne na Mazowszu 1795-1806, Warszawa 1968.

Michael Sachs, Chirurgie und Staat: der Chrirurg in der Brandenburg-Preussischen Medizinalgesetzgebung 1685-1871, w: Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 1-3, 68, 2005.

Jolanta Sadowska, Ochrona zdrowia publicznego na ziemiach polskich w zaborze pruskim, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 3-4, t. 63, 2000.

Saint-Simon, Pamiętniki, Warszawa 1984, t. 1.

Stanisław Salmonowicz, Jerzy Forster a narodziny stereotypu Polaka w Niemczech XVIII/XIX w., Zapiski Historyczne, 4. 1987.

Stanisław Salmonowicz, Obraz Polski i Polaków w niemieckiej opinii publicznej w latach 1795-1815, Zapiski Historyczne, 4, 1993.

Stanisław Salmonowicz, Polacy i Niemcy wobec siebie. Postawy-opinie-sterotypy, 1697-1815, Olsztyn 1993.

Henryk Samsonowicz, Maria Bogucka, Dzieje miast i mieszczaństwa w Polsce przedrozbiorowej, Wrocław 1986.

Roman Sandgruber, Bittersüße Genüsse. Kulturgeschichte der Genussmittel, Wien 1986.

Roman Sandgruber, Die Anfänge der Konsumgesellschaft. Konsumgüterverbrauch, Lebensstandard und Alltagskultur in Österreich im 18. und 19. Jahrhundert, München 1982.

Theodor Schieder, Friedrich der Grosse. Ein Königtum der Widersprüche, Frankfurt a.M. 1983.

Rene Schiller, Vom Rittergut zum Grossgrundbesitz. Ökonomische und Soziale Transformationssprozesse der ländlichen Eliten in Brandenburg im 19. Jahrhundert, Berlin 2003.

Jean-Claude Schmitt, Gest w średniowiecznej Europie, Warszawa 2006.

Albrecht Scholz, Initiativen Niedergelassener Dermatologen bei der Bekämpfung der Geschlechtskrankheiten, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 1-3, 68, 2005.

Joanna Schopenhauer, Gdańskie wspomnienia młodości, Gdańsk 2010.

Friedrich Schulenburg-Kehnert, Eine Denkschrift des Ministers... über Südpreußen, Zeitschrift der Historischen Geselschaft für die Provinz Posen, 9, 189.

Helga Schultz, Berlin 1650-1800. Sozialgeschichte einer Residenz, Berlin 1987.

Fryderyk Schulz, Podróże Inflantczyka (1791-1795), Warszawa 1956.

Hans-Christoph Seidel, Eine neue Kultur des Gebärens. Die Medikalisierung von Geburt 18. und 19. Jahrhundert in Deutschland, Stuttgart 1998.

Edward Shorter, Historia psychiatrii. Od zakładu dla obłąkanych po erę Prozacu, Warszawa 2005.

E. Shorter, Der weibliche Körper als Schicksal. Zur Sozialgeschichte der Frau, München 1984.

Adelheid Simsch, Die Wirtschaftspolitik des preußischen Staates in der Provinz Südpreußen 1793-1806/7, Berlin 1984.

J.C.L., Sismonde de Sismondi, Nowe zasady ekonomii politycznej, Warszawa 1955, t. 1-2.

Janusz Skalski, Medycyna w Polsce od czasów najdawniejszych do upadku I Rzeczypospolitej, Warszawa 2016.

August Skalweit, Die Getreidehandelspolitik und Kriegsmagasinen Verwaltung Preußens 1756-1806, Berlin 1931.

Fryderyk Skarbek, Pamiętniki Fryderyka hrabiego Skarbka, Warszawa 2009.

Fryderyk Skarbek, Pamiętniki Seglasa, Warszawa 1898.

Izabela Skierska, Sabbatha sanctifices. Dzień święty w średniowiecznej Polsce, Warszawa 2008.

Marek Słoń, Szpitale średniowiecznego Wrocławia, Warszawa 2000.

Władysław Smoleński, Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII, Warszawa 1949.

Tadeusz Sobczak, Wyżywienie, w: Historia kultury materialnej, Wrocław 1978, t. 4.

Hugo Sommer, Posen als militarischer Standort in südpreußischen Zeit, Zeitschrift der Historischen Gesellschaft für die Provinz Posen, 26, 1912.

Urszula Sowina, Zanieczyszczenie wód w miastach średniowiecznych i nowożytnych, Kwartalnik Historii Kultury Materialnej, 3-4, 2005.

Reinhard Spree, Der Rückzug des Todes - wurden wir gesünder?, Erfüllt leben in Gelassenheit sterben. Geschichte und Gegenwart, hg. Arthur E. Imhof, Rita Weinknecht, Berlin 1994.

Reinhard Spree, Quantitative Aspekte der Entwicklung des Krankenhauswesens im 19. und 20. Jahrhundert, w: "Einem jeden Kranken in einem Hospitale sein eigenes Bett". Zur Sozialgeschichte des Allgemeinen Krankenhaus in Deutschland im 19. Jahrhundert, Hg. Alfons Labisch, Reinhard Spree, Frankfurt a.M-.New York 1996.

Reinhard Spree, Zu der Veränderungen der Volksgesundheit zwischen 1870 und 1913 und ihren Determinanten in Deutschland (vor allem in Preußen), w: Arbeiterexistenz im 19. Jahrhundert. Lebensstandard und Lebensgestaltung deutscher Arbeiter und Handwerker, Hg. Werner Conze, Ulrich Engelhardt, Stuttgart 1981.

Tadeusz Srogosz, Problemy sanitarno-zdrowotne w działalności administracji Rzeczypospolitej w okresie stanisławowskim, Łódź 1993.

Tadeusz Srogosz, Trwałość i zmienność warunków zdrowotnych ludności chłopskiej w Rzeczypospolitej w XVIII wieku, Medycyna Nowożytna, 1/2, 1997.

Stanisław Staszic, Dziennik podróży Stanisława Staszica 1789-1805, Kraków 1931.

Stanisław Staszic, Przestrogi dla Polski, Wrocław 2003.

E. Stawiski, Kronika pewnej wioski od roku 1790 do 1842, Biblioteka Warszawska, 4, 1843.

Ludwik Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej XIX w., Warszawa 1986.

Manfred Stürzbrecher, Beiträge zur Berliner Medizingeschichte. Quellen und Studien zur Geschichte des Gesundheitswesens vom 17. bis zum 19. Jahrhundert, Berlin 1966.

Iwona Sugalska, Eugenika. W poszukiwaniu istoty niemieckiego totalitaryzmu, Poznań 2015.

Wiliam Graham Sumner, Naturalne sposoby postępowania w gromadzie, Warszawa 1995.

Marian Surdacki, Opieka społeczna w Wielkopolsce Zachodniej w XVII i XVIII wieku, Lublin 1992.

Tomasz Szarota, "Pole", "Polen" i "Polisch" w słownikach niemieckich dialektów i zbiornicach przysłów, Sobótka, 2, 1986.

M. Szczepaniak, Karczma, wieś, dwór. Rola propinacji na wsi wielkopolskiej od połowy XVII do schyłku XVIII wieku, Warszawa 1977.

Halina Szeflińska, Sanitarny warunki Sieradza w końcu XVIII wieku, Archiwum Historii Medycyny, 2, 40, 1977.

Szpitalnictwo w dawnej Polsce, red. Maria Dąbrowska i Jerzy Kruppe, Warszawa 1998.

Małgorzata Szubert, Absynt, w: Leksykon rzeczy minionych i przemijających, Warszawa 2004.

Małgorzata Szubert, Binokle, w: Leksykon rzeczy minionych i przemijających, Warszawa 2004.

Małgorzata Szubert, Lorgnon, w: Leksykon rzeczy minionych i przemijających, Warszawa 2004.

Małgorzata Szubert, Lornetka, w: Leksykon rzeczy minionych i przemijających, Warszawa 2004.

Małgorzata Szubert, Piwna polewka, w: Leksykon rzeczy minionych i przemijających, Warszawa 2004.

Małgorzata Szubert, Rycynowy olej, w: Leksykon rzeczy minionych i przemijających, Warszawa 2004.

Samuel Szymkiewicz, Warszawa na przełomie XVIII i XIX wieku w świetle pomiarów i spisów, Warszawa 1959.

Szpitalnictwo w dawnej Polsce, red. Maria Dąbrowska i Jerzy Kruppe, Warszawa 1998.

Dariusz Szudra, Ludność pruskiej prowincji Pomorze. Przemiany w ruchu naturalnym i migracyjnym w latach 1914-1939, Szczecin 2005.

Władysław Szumowski, Galicyja pod względem medycznym za Jędrzeja Kurpińskiego, pierwszego protomedyka 1772-1783, Lwów 1907.

Władysław Szumowski, Historia medycyny filozoficznie ujęta, Warszawa 1994 (1935).

Katarzyna Wiktoria Szwarocka, Sarmacka Bogini. Kult maryjny w Polsce doby baroku, Toruń 2010.

Aniela Szwejcerowa, Molier o medycynie i o lekarzach, Archiwum Historii Medycyny, 40, 1977.

Reay Tannahill, Historia kuchni, Warszawa 2014.

Reay Tannahill, Historia seksu, Warszawa 2001.

Janusz Tazbir, Łyżka dziegciu w ekumenicznym miodzie, Warszawa 2004.

Janusz Tazbir, Sarmatyzm i alkohol, w: Polska na zakrętach dziejów, Warszawa 1997.

Hans-Jürgen Teuteberg, Zur Frage des Wandels der deutschen Volksernhährung durch die Industrialisierung, w: Studien zum Beginn der modernen Welt, hg. Reinhart Koselleck, Stuttgart 1977.

Robert Thurston, Polowania na czarownice. Dzieje prześladowań czarownic w Europie i Ameryce Pólnocnej, Warszawa 2008.

Krzysztof Teodor Toeplitz, Tytoniowy szlak, czyli szkic z historii obyczaju, gdy palono tytoń, Warszawa 2009.

Joanna Tokarska-Bakir, Legendy o krwi. Antropologia przesądu, Warszawa 2008.

Joshua Trachtenberg, Diabeł i Żydzi. Średniowieczna koncepcja Żyda współczesny antysemityzm, Gdynia 1997.

Etienne Trillat, Historia histerii, Wrocław 1993.

Józef Torliński, Przesądy i zwyczaje lecznicze kaszubskich rybaków nadmorskich, Poznań 1938.

Claudius Torp, Konsum und Politik in der Weimarer Republik, Göttingen 2011.

Mageuelonne Toussaint-Samat, Historia naturalna i moralna jedzenia, Warszawa 2002.

C.L. Paul Trüb, Heilige und Krankheit, Stuttgart 1978.

Lech Trzeciakowski, Przedmowa, w: Samomodernizacja społeczeństw w XIX wieku. Irlandczycy, Czesi, Polacy, red. Lech Trzeciakowski i Krzysztof Makowski, Poznań 1999.

Roman Turczynowski, Józef Kisielewicz, Księgi metrykalne jako źródło wiadomości o przyczynach zgonów w dawnych stuleciach, Archiwum Historii Medycyny, 31, 1968.

Julian Tuwim, Polski słownik pijacki, Warszawa 2008.

E.T. von Uklanski, Briefe über Polen, Österreich, Sachsen, Bayern, Italien, Etrurien, den Kirchenstaat und Neapel, Nürnberg 1808.

Volker Ullrich, Die Nervöse Grossmacht. Aufstieg und Untergang des deutschen Kaiserreichs 1871 - 1918, Frankfurt a. M. 1997.

Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich w latach 1809-1914, Wrocław 2003.

Wacław Urban, Znaczenie kiły w dziejach Pierwszej Rzeczypospolitej, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 60, 1997.

Urkunden und Akten zur Geschichte der preußischen Verwaltung in Sürpreußen und Neuostpreußen 1793-1806, Hg. Walther Hubatsch, Frankfurt a. M. 1961.

André Vauchez, Święci, w: Człowiek średniowiecza, red. Jacques Le Goff, Warszawa-Gdańsk 1996.

Georges Vigarello, Historia otyłości od średniowiecza do XX wieku, Warszawa 2012.

Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby od średniowiecza do współczesności, Warszawa 1997.

Vorschläge zur Verbesserung der Bauern in Südpreussen, opr. A.Koerth, Deutsche Wissenschaftliche Zeitschrift im Wartheland, H. 2, 1940.

Bogdan Wachowiak, Polska - Rzeczpospolita Obojga Narodów w testamentach politycznych Hohenzollernów XVII-XVIII w., Roczniki Historyczne, LXXVI, 2010.

Wilhelm Wächtershäuser, Das Verbrechen des Kindesmordes im Zeitalter der Aufklärung. Berlin 1973.

Bettina Wahrig, Werner Sohn, Einleitung, w: Zwischen Aufklärung, Policey und Verwaltung. Zur Genese der Medizinalwesens 1750-1850, Hg. Bettina Wahrig, Werner Sohn, Wiesbaden 2003.

Adold Warschauer, Die deutsche Geschichtsschreibung in der Provinz Posen, Poznań 1911.

Edmund Waszyński, "Primitiae Phisico-medicae" (1750-1753). Problematyka położniczo-ginekologiczna, Archiwum Historii Medycyny, 47, 1984.

Hartwig Weber, Kinderhexenprozesse, Leipzig 1991.

Ingeborg Weber-Kellermann, Die deutsche Familie. Versuch einer Sozialgeschichte, Frankfurt a. M. 1975.

Hans-Ulrich Wehler, Deutsche Gesellschaftsgeschichte, München, 2003, Bd. 4.

Paul Weindling, Health, race und German politics between nationale unification und Nazizm 1870-1945, Cambridge 1989.

Ewa Wendland, Kawa, herbata i czekolada. Nowe napoje XVIII-wiecznej Rzeczypospolitej - ich wpływ na życie codzienne, Toruń 2008.

Ulryk Werdum, Dziennik podróży 1670-1672, Wilanów 2012.

F. Wereńko, Przyczynek do lecznictwa ludowego, Materiały Antropologiczno-Archeologiczne Etnograficzne, t. 1, 1896.

Bogusław Więcławski, Zaopatrzenie i konsumpcja w Poznaniu w drugiej połowie XVIII wieku, Warszawa-Poznań 1989.

Günter Wiegelman, Alltags- und Festspeisen in Mitteleuropa. Innovationen. Strukturen und Regionen vom späten Mittelalter bis zum 20 Jahrhundert, Münster 2006.

Wielkie epidemie w dziejach ludzkości, red. Kenneth F. Kiple, Poznań 2002.

Jacek Wiesiołowski, Artykuły Wedla których mają się szynkowie sprawować, Kronika Miasta Poznania, 4, 2000.

Jacek Wijaczka, Miotła i miecz. Jak kaci i ich słudzy sprzątali ulice w Królewcu, KHKM, 3-4, 2005.

Jacek Wijaczka, Procesy o czary w Prusach Książęcych (Brandenburskich) w XVI-XVIII wieku, Toruń 2007.

Johannes Wimmer, Gesundheit, Krankheit und Tod im Zeitalter der Aufklärung. Fallstudien aus den habsburgischen Erbländern, Wien-Köln 1991.

Bettina Wischhöfer, Krankheit, Gesundheit und Gesellschaft in der Aufklärung. Das Beispiel Lippe 1750-1830, Frankfurt-New York 1991.

Tomasz Wiślicz, Zarobić na duszne zbawienie. Religijność chłopów małopolskich od XVI do połowy XVIII wieku, Warszawa 2001.

Zenon Włoch, Stosunek Stanisława Staszica do medycyny i zasługi jego jako współorganizatora i przełożonego pierwszej akademickiej szkoły lekarskiej w Warszawie, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 14, 1934.

Edward Włodarczyk, Wielkomiejski rozwój Szczecina w latach 1871-1918, w: Dzieje Szczecina 1806-1945, red. Bogdan Wachowiak, Szczecin 1994, T.3.

Jerzy Wojtowicz, Miasta epoki Oświecenia, w: Polska w epoce Oświecenia, red. Bogusław Leśnodorski, Warszawa 1971.

Jerzy Wojtowicz, Miasto europejskie w epoce Oświecenia i Rewolucji Francuskiej, Warszawa 1972.

Daniel Wojtucki, Kat i jego warsztat pracy na Śląsku, Górnych Łużycach i w hrabstwie kłodzkim od początku XVI do połowy XIX wieku, Warszawa 2014.

Larry Wolff, Inventing Eastern Europe: The Map of Civilization on the Mind of the Enlightenment. Stanford, Calif.: Stanford University Press, 1996.

Wolter, Pamiętniki, Warszawa 1994.

James Woycke, Birth Control in Germany 1871-1933, London 1988.

Wśród córek Eskulapa. Szkice z dziejów medycyny i higieny w Rzeczypospolitej XVI-XVIII wiek, red. Andrzej Karpiński, Warszawa 2009.

Józef Wybicki, Życie moje, Wrocław 2005, s. 24-25.

Andrzej J. Zakrzewski, W kręgu kultu maryjnego. Jasna Góra w kulturze staropolskiej, Częstochowa 1995.

Hanna Zaremska, Niegodne rzemiosło: kat w społeczeństwie Polski XIV-XVI w., Warszawa 1986.

Krzysztof Zawisza, Pamiętniki, Warszawa 1862.

Agnieszka Zielińska, Przemiany struktur demograficznych w Toruniu w XIX i na początku XX wieku, Toruń 2012.

Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, w: Acta Borussica. Neue Folge. 2. Reihe: Preussen als Kulturstaat, Abtelung I, Bd 2.1, Berlin 2010.

Kazimierz Zimmermann, Fryderyk Wielki i jego kolonizacja rolna, Poznań 1915, t. 2.

Wstęp

Niedostatek badań nad dziejami kwestii zdrowotnych widoczny jest jasno w podręcznikach historii Polski i historii powszechnej, podczas gdy są to zagadnienia znaczące, ale i ciekawe. Podobnie jak w obszarze innej instytucji - szkolnictwa - w biegu epok następowały tu wielkie jakościowe zmiany, które miały zasadniczy wpływ na komfort ludzkiego życia. W minionych stuleciach jednym z głównych problemów była ogromna śmiertelność spowodowana przez epidemie, zwłaszcza śmiertelność dzieci. Od przełomu XIX i XX wieku stopniowo zaczęły następować w tym obszarze coraz szybsze, pozytywne zmiany, a służba zdrowia swym działaniem obejmowała już nie tylko szlachtę i zamożne mieszczaństwo, ale również warstwy uboższe. Także skuteczność medycyny zasadniczo się poprawiała. Lepsze było wyżywienie i większa odporność na choroby, co dla stanu zdrowotnego społeczeństwa ma zasadnicze znaczenie. Dzięki postępowi naukowemu przezwyciężono wielkie klęski nieurodzaju i głodu, które zawsze prowokowały epidemie. Od połowy XIX wieku głód w Europie odchodził do przeszłości. Pojawiły się nawozy sztuczne, nowe uprawy, poprawa jakości hodowli bydła, trzody chlewnej i drobiu. Za tym wzrastała konsumpcja mięsa.

Zanim to nastąpiło, z zachorowaniami radzono sobie metodą prób i błędów w zakresie stosowania środków zielnych, gdzie osiągnięto duże sukcesy. Nie rozumiano, jak działa dany specyfik, ale ważne było, że działał. Teorie medyczne i wykoncypowane metody leczenia stanowiły jednak dla zdrowia zagrożenie. Medycyna uniwersytecka miała natomiast nad ludową przewagę większej plastyczności i łatwości poddawania się zmianom. Medycyna ludowa przekazywana była z pokolenia na pokolenie w systemie rzemieślniczym. Lekarze po uniwersytetach raczej więc szkodzili bogatym puszczając krew i dając środki na przeczyszczenie, a biednym starali się pomóc znachorzy, wiejskie baby, akuszerki i zielarki. Uważano, że ogromne znaczenie w profilaktyce i leczeniu miała religia, jako że modlitwy do świętych, pielgrzymki, relikwie oraz vota uznawano za bardzo ważne pomoce lecznicze. Nasze czasy racjonalizmu zmieniły również religię, gdzie zmniejszyła się wiara w cudowne uzdrowienia.

Generalnie, instytucja Kościoła, patronat szlachty i władze komunalne poprzedzały instytucję państwa w zakresie "socjalnych" form leczenia. Biednych leczono bezpłatnie również prywatnie, co uważano za naturalne. Szlachcianki posiadały we dworach duże apteki i poddani zgłaszali się do nich z problemami i chorobami. Podobnie Kościół organizował szpitale, które były przytułkami dla starych, sierot i biednych oraz lecznicami. Tak też już w średniowieczu pojawili się lekarze miejscy odpowiedzialni za opiekę nad mieszkańcami. Od XVIII i w XIX wieku, wraz z rozwojem państwa absolutnego, rozwijać się zaczęły terytorialne instytucje medyczne z ministerstwami zdrowia na czele. Powstały miejskie, powiatowe i regionalne władze medyczne. Dawna uniwersytecka edukacja została rozszerzona o farmację, stomatologię, położnictwo. Powstały szkoły dla akuszerek. Równolegle funkcjonował pion lecznictwa prywatnego i publicznego, w tym często komunalnego.

Niniejsza książka pozwala uchwycić te procesy w szeregu studiów i szkiców, nie jest bowiem monografią, ale raczej zbiorem szkiców i studiów, skupionych wokół tematyki zdrowotnej. Są tu prace dotyczące królestwa Prus, Polski i analizy zjawisk mniej lub bardziej ogólnoeuropejskich. Niektóre rozważania są oparte na badaniach archiwalnych, inne mają charakter syntetyczny i problemowy, gdzie staram się uchwycić szersze zjawiska. Tematyką zdrowotną, jako elementem problematyki cywilizacyjnej, interesuję się od kilku dziesięcioleci i niniejsza książka stanowi podsumowanie tych badań. Artykuły poruszające te zagadnienia publikowałem w cenionych czasopismach naukowych, jak "Kwartalnik Historyczny", "Medycyna Nowożytna", "Przegląd Zachodniopomorski", "Studia Zachodnie", "Colloquium". W 1994 roku brałem udział w konferencji na temat historii medycznej na Akademii Medycznej w Poznaniu.

Rozdział pierwszy ma charakter ogólnego zarysu problematyki zdrowotnej dla naszego obszaru kulturowego. Przede wszystkim rysuje się zróżnicowanie sytuacji bogatych, biednych i roli epidemii, ze względu na żywienie oraz ryzyko zachorowań. Kilka uwag poświęciłem ważnej kwestii trądu, który wygasł w wieku XVI. Niezmiernie istotny jest instytucjonalny sektor szpitalnictwa, gdzie dopiero w XVIII stuleciu powstał nowoczesny szpital zajmujący się wyłącznie leczeniem. I wówczas jednak w szpitalach przebywali biedni, a zamożni leczyli się w domu. Zwracam uwagę na problemy specyficznych dziedzin medycyny, jak stomatologia, okulistyka, położnictwo. Nieco miejsca poświęciłem farmacji, aptekom i psychiatrii. Szkicuję sytuację zdrowotną ludzi starych, wyjątkową przy wysokiej zachorowalności i braku emerytur. Zwracam uwagę na ważny problem sytuacji sanitarnej i higienicznej miast oraz mieszkań. Lekarze epoki przemysłowej pisali przerażone raporty z dzielnic robotniczej nędzy i suteren, grożących epidemiami. Szczególny problem stanowiły choroby weneryczne, na które nie było lekarstwa, a nowoczesne prezerwatywy z lateksu pojawiły się dopiero w latach 20. XX wieku.

Rozdział drugi traktuje o zagadnieniach funkcjonowania medycyny religijnej, a więc wykorzystywania religii do leczenia poprzez modlitwę, pielgrzymki, relikwie czy vota. W epoce niskiej jakości medycyny były to sposoby cieszące się wielkim wzięciem i zapewniające nieuzasadnione, ale wielkie poczucie bezpieczeństwa i komfort psychiczny. Dużym zaufaniem cieszyli się święci, którzy "specjalizowali się" w opiece nad pacjentami cierpiącymi na różne dolegliwości. Tak więc byli święci od stomatologii, dżumy, chorób wenerycznych. Problemy psychiczne długo przypisywano działaniu złych duchów i szatana. Pierwszym lekarzem tego rodzaju, wypędzającym złe duchy był zresztą Jezus Chrystus, a leczyli również apostołowie.

Trzy rozdziały (trzeci, piąty, szósty) poruszają tematykę dziejów zdrowotności w Prusach w wieku XVIII, okresie 1806-1871 i 1871-1947. Sporo miejsca poświęcam tam wymiarowi statystycznemu zdrowotności i organizacji służby zdrowia. Opisuję, jaka była dostępność lekarzy dla ludności oraz cena usług medycznych, ile powstało szpitali i łóżek w szpitalach, na co chorowano i jak często, skupiam się także na przebiegu i dynamice zmian w tych wszystkich zakresach. Uwypuklam również, na ile skuteczne było działanie publicznej, w tym komunalnej służby zdrowia. Ponadto podkreślam znaczenie w poprawie jakości życia publicznej służby zdrowia, która była zwykle jedyną dostępną formą leczenia.

W rozdziale czwartym zajmuję się sytuacją zdrowotną na ziemiach polskich pod zaborem pruskim w okresie 1772-1815 i jest to szczegółowe studium przypadku. Podobnie do rozdziału o zdrowotności w Prusach w XVIII wieku, chodzi tu o rolę instytucji absolutnego państwa w przemianach w zakresie formowania się publicznej służby zdrowia i zdrowotnej administracji, sprawującej nadzór nad stanem kraju w tym zakresie. W rozdziale siódmym zgłębiam kwestie żywienia, które ma zasadnicze znaczenie dla stanu zdrowotnego populacji. Ważną rolę odgrywa tu dostępność i konsumpcja mięsa, które skutecznie zastępowano wśród ludności warstw niższych bardzo wartościowymi odżywczo roślinami strączkowymi (fasolą, grochem, bobem, cieciorką). Pożywne było też piwo, które nazywano płynnym chlebem i miało zwykle mniej alkoholu, niż obecnie. Podkreślam następnie znaczenie pojawienia się w Europie ziemniaków, a potem ich upowszechnienia od XVIII i przede wszystkim w XIX wieku. Ziemniaki pomogły wyeliminować głód z życia codziennego ludzi. Ogromną rolę odgrywały też zmiany techniczne, jak powstanie statków parowych, chłodni i kolei, mogących przechowywać i transportować żywność na duże odległości do obszarów zagrożonych głodem. Ameryka Południowa szybko zaczęła eksportować mięso do Europy, które teraz zachowywało trwałość.

Alkohol jest bardzo starym towarzyszem człowieka, uwikłanym w jego kulturę, religię, życie rodzinne, rozrywki i problemy ze zdrowiem. Temat pijaństwa należy też do żelaznych stereotypów etnicznych. Narody od stuleci nawzajem oskarżają się o pijaństwo albo o słabe głowy. Oskarżenia takie, zwykle przesadne, dotyczą Polaków, ale i Niemców, Rosjan, w zależności od epok, i przybierają różny odcień. Pijaństwo miało też charakter klasowy - inaczej piła szlachta, inaczej chłopi. Trunki świadczyły o statusie: węgrzyn i wina francuskie przeznaczone były dla klas wyższych, wódka i piwo dla niższych. W XVIII wieku pojawiła się herbata i kawa, które zaczęły powszechnie wypierać piwo, jako element posiłku. Z drugiej strony, Europa podzielona była na zachodnią strefę wina i wschodnią wódki oraz piwa.

Obok alkoholu w biegu dziejów pojawiały się jeszcze inne używki. Wódka przeniesiona została z cywilizacji Islamu w średniowieczu i sprzedawana była początkowo tylko w aptekach, upowszechniła się dopiero w epoce nowożytnej. Powoli popularyzowały się kawa, herbata, czekolada, tytoń, ale i narkotyki. Tytoń długo przede wszystkim palony był w fajkach i zażywany jako tabaka, następnie sławę zyskały cygara i na koniec, dopiero w połowie XIX wieku, zaczął być sprzedawany jako papierosy.

Rozdział 1

Główne zmiany w obszarze zdrowotności do XIX wieku

Bogaci i biedni

Dzieje zdrowotności, służby zdrowia i medycyny są ściśle powiązane z rozwojem cywilizacyjnym człowieka i tworzonych przez niego instytucji. Nie chodzi jednak tylko o odkrycia naukowe na polu medycyny i umiejętności lekarskie, ale także o stan psychofizyczny ludności, ułatwiający zachorowania i zwiększający ich liczbę, a wreszcie prowadzący do epidemii i przynoszący śmierć. Inny był stan zdrowia często słabo odżywionej oraz żyjącej w złych warunkach materialnych i sanitarnych znacznej, biedniejszej części ludności chłopskiej czy miejskiego plebsu, a inny szlachty. Jaskrawa świadomość tego stanu rzeczy przyszła w wieku XVIII, kiedy elity poczuły się odpowiedzialne za tę sytuację i postanowiły spróbować nad nią zapanować. Stan zdrowotny i sanitarny ludu często oceniano przesadnie krytycznie i stereotypowo. Problemy ludu wynikać miały z pijaństwa, lenistwa i ciemnoty, zabobonów, rozpusty, złej diety oraz braku nawyków higienicznych. Ten stały zestaw ocen powtarza się aż do dzisiaj1.

Już Leopold Lafonatine, lekarz warszawski przełomu wieków XVIII i XIX, pisał o zwiększonej zachorowalności i śmiertelności wśród klas niższych, spowodowanej złym odżywianiem, brakiem higieny oraz trudnościami z dostępem do lekarza. Rozumiał związek chorób z warunkami materialnymi i poziomem wykształcenia pacjenta2. Podobnie większa śmiertelność występowała wśród dzieci w rodzinach uboższych. Zwraca się też uwagę na zgony i okaleczenia dzieci w dzieciństwie spowodowane zabawą i pracą bez nadzoru rodziców3. Sto lat później, w 1885 roku, Józef Polak o warunkach zdrowotnych życia robotników mówił: "Przy braku mieszkań robotników mieszczą się oni, biedniejsi mianowicie, albo w wilgotnych, brudnych i ciasnych lokalach prywatnych, albo w samych warsztatach. W niektórych większych nawet zakładach przemysłowych w Warszawie sypia po kilku robotników w ciasnym, brudnym i wilgotnym pokoiku, o gnijącej podłodze, położonym tuż przy wychodku"4. Lekarze w Polsce tych czasów w piśmiennictwie, podczas konferencji i zjazdów, wielokrotnie wypowiadali się o konieczności poprawy warunków zdrowotnych robotników. Przedmiotem troski była też sprawa ich odżywiania się. Analiza sytuacji w fabryce worków jutowych w Częstochowie wskazywała, że 9-10% grupy 638 robotników jadło dobrze, 25-30% dostatecznie, a 60% niedostatecznie. Doktor Henryk Kohn w "Krytyce lekarskiej" z 1907 roku pisał: "Cóż więc mam zapisać drukarzowi, szwaczce, czeladnikowi krawieckiemu, wyrobnikowi i temu całemu kaszlącemu i plującemu towarzystwu, obfitującemu w miliardy laseczników, ale za to doszczętnie pozbawionemu innych dóbr doczesnych? Higieniczne mieszkanie? Izba piwniczna lub poddasze są już dla nich zbyt drogie, bo komorne zalega zwykle od paru miesięcy, a gospodarz nie wyrzuca z nory tylko dlatego, że nie ma za co zlicytować i woli odbierać kapaniną. 'Obfite pożywienie... mięso, tłuszcz, jajka, kefir. Ależ panie doktorze, w jeden dzień przejemy tygodniowy zarobek'"5.

Zdrowie uważano za dar najważniejszy. Jak mówił w XVII wieku Krzysztof Opaliński: "Cieszę się z dobrego Waszmościów zdrowia, bo to u mnie primo loco i gdy je da Bóg dobre, da wszystko"6. Kondycja ówczesnego człowieka przy niewłaściwej i niezdrowej diecie oraz braku wiedzy medycznej często była opłakana, co odzwierciedlał wygląd. Ludzie otyli uchodzili zresztą za poważniejszych i bardziej szacownych niż chudzi7. Z drugiej strony, można było jeść tłusto i zbyt wiele, ale nie znano fast foodów czy chemii spożywczej. Ludzie prowadzili aktywniejszy tryb życia, polując, jeżdżąc konno, w ogóle ruszali się więcej. Umierali jednak nie tylko bogaci, ale i biedni, nie przypadkiem mówi się o równości wobec śmierci.

Ludzie starzy stanowili zaledwie 5% populacji, podczas gdy dzisiaj 15-20%, bo żyło się krótko i miało mnóstwo dzieci. Hrabia Fryderyk Skarbek pokazuje takie właśnie losy swojej rodziny: "(...) pierwsze małżeństwo ojca mego, (...) było nieszczęśliwe (i co do pożycia małżonków i co do losu pozostałych z niego dzieci). Po kilku latach niezgodnego pożycia skończyło się rozwodem z powodu płochości żony, która wkrótce po tym umarła. Syn najstarszy po różnych kolejach i przygodach nieszczęśliwych z własnej winy doznanych, skończył życie w kłopotach majątkowych i nieprzyjemnościach domowego pożycia. Córka, równie piękna jak dobra opłaciła w 26 roku własnym życiem urodzenie synka, w małżeństwie, które ją unieszczęśliwiało. Drugi syn, jak mówią, przez pobłażanie ojca przyznany przepędził wiek swój w ropuście i zdrożnościach różnego rodzaju (...)"8.

Szlachcic Zawisza referował w pamiętnikach liczne narodziny i zgony swoich dzieci:

1) Barbara Franciszka, ur. 1690;

2) Maria Beata, ur. 1692;

3) Józef, ur. 1694 ("Synek mój Józef wielą chorób zdjęty 27 września <<1696 roku>> w Wólce u Pani Juszkiewiczowej chorążyny wendeńskiej umarł; zostawiwszy pozostałym rodzicom w niezabud łzy i żal nieznośny. Niech go Pan Bóg nagrodzi z inszych miar, nas pociechami");

4) Ignacy, ur. 1696;

5) Jędrzej, zapewne błąd drukarski, że w 1696 r. w sierpniu urodzony ("który tylko trzy godziny żyjąc, ochrzczony umarł, którego woli i samych siebie oddajemy rodzice. Imię mu było dane Jędrzej");

6) Teodora Petronella, ur. 1699;

7) Brygida, ur. 1702;

8) Felician Antoni, ur. 1703;

9) Eryk Józef, ur. 1705 ("Ten synek mój w Rykarbach u jp hetmanowej w Prusiech w rok i dwa miesiące życia swego śmiertelnego przeniósł się na żywot nieśmiertelny. Niech za wszystko Bóg pochwalon będzie")9.

Podobnie Wirydianna Fiszerowa pisała o swojej matce. "Rodziła jedno dziecko po drugim w domu mojej babki, a Wojewoda każdy przybytek w rodzinie witał radośnie (...). Przyszłam na świat jako czwarta z rzędu, a matka dopiero co ukończyła lat osiemnaście"10. Dzieci rodziło się dużo i dużo też umierało.

Profesjonalna służba zdrowia miała dawniej charakter wyłącznie miejski, a że prawie wszyscy mieszkali na wsi, była elitarna. Natomiast na wsi uprawiano amatorską medycynę ludową, praktykowaną przez znanych od czasów słowiańskich znachorów, wróżbitów, szamanki, czarownice, wiejskie baby i zielarki. Znachorami byli zwykli, niepiśmienni chłopi. Zjawisko lecznictwa ludowego miało trwały charakter i występowało jeszcze w XIX-XX wieku. Istnieje również dzisiaj, mieszając się z medycyną niekonwencjonalną. Ma ono pewne sukcesy, wynikające z praktycznego charakteru stosowania środka, który zadziałał już wcześniej. Leczyli też kaci, rakarze, owczarze i pasterze. Mieszkająca na wsi szlachta musiała dostać się do pobliskiego miasta, gdzie praktykowali lekarze. Często jednak z lekarskiej porady korzystano listownie. List wysyłano do rodziny, która dopiero wtedy szukała odpowiedniego lekarza dla zaradzenia sytuacji11.

Kluczowym historycznym zjawiskiem dla stanu zdrowia i oceny służb medycznych był rozwój szpitalnictwa, które dopiero z czasem nabrało w pełni medyczno-leczniczego charakteru. Przed XVIII wiekiem szpitale stanowiły w znacznym stopniu przytułki dla pozbawionych majątku ubogich i chorych. Wydatki szpitali obejmowały jedzenie, opał, pościel, świece, natomiast leki czy środki medyczne występowały w ogóle w nikłym zakresie. Pracowników tych przytułków nie traktowano jak lekarzy, lecz bardziej jak opiekunów. Kiedy w XVIII i XIX wieku szpitale przekształciły się w lecznice, przeznaczono je dla chorych, pochodzących zwykle z klas niższych. Do zamożnych pacjentów lekarz wybierał się z wizytą do domu i kurowali się oni we własnym łóżku. Zmieniło się to dopiero w XX wieku12.

Z kolei szlachcianki nierzadko zajmowały się włościanami w kłopotach zdrowotnych, kiedy przychodzili po pomoc do dworskiej apteki. Karolina z Potockich Nakwaska w książce Dwór wiejski wymienia apteczkę (chowalnię) jako stałą część domostwa szlacheckiego. Stanowiło ją osobne pomieszczenie na lekarstwa, ale też alkohole, wódki, likiery, kawę, herbatę etc. Miała się tu znajdować szafa na leki, jeśli "pomocy lekarskiej za daleko szukać. Dopomagać ubóstwu ulgę dawać boleściom, nie jest to także powołanie kobiety? Z przyrodzenia ma ona już tkliwsze serce i jest przez opatrzność jakby stworzona do osłodzenia cierpień ludzkości"13. Wirydianna Fiszerowa wspomina swoją babcię: "Z własnej kieszeni opłacała nauczyciela i chirurga. Kierowała ich zabiegami, pielęgnowała chorych, karmiła ze swego stołu biednych i chorych. Młodzieży, kiedy nauczyli się czytać, rozdawała książki nabożne"14. Protekcjonalność i paternalizm pański okazywano często, ale chłopi wykazywali się pokorą, uznając bezapelacyjnie wyższość i wiedzę państwa. Jednocześnie w kwestiach medycznych rozpowszechniano domowe sposoby ze względu na trudności czy koszty korzystania z lekarzy oraz ich niską skuteczność. Chłopów na lekarza stać nie było, ale często nie wzywano lekarza w ogóle i nie czekano też na decyzję lekarzy, ale kazano sobie puszczać krew, jeśli komuś przyszła na to ochota, co praktykowano profilaktycznie w różnych porach roku15. Jacobi Lanhaus sprowadził więc bez wyraźnej potrzeby cyrulika, który zjawił się o 22.30: "Długo mi koło nogi gmerał, nim żyłę dobrze poznał, nad samym palcem puścił mi od razu i więcej jak 14 uncyi, krew była bardzo gęsta. Nie chciała wytrysnąć w szklankę, ale w wodzie, jak źródło wybuchała"16.

Księżna Anna Jabłonowska w swych dobrach dla poddanych, założyła Instytut babienia, szkoląc w nim wiejskie położne17. Fryderyk Engels ukazywał feudalną Anglię, w której niewykształceni włościanie znali tylko najbliższą sobie okolicę: "Izolowani do tego stopnia, że starzy ludzie, którzy mieszkali blisko miast, nie udawali się tam jednak nigdy". Żyli na bardzo niskim poziomie intelektualnym i dziedzica "uważali za swojego naturalnego przełożonego, pytali go o radę, przedstawiali mu swoje drobne spory do rozstrzygnięcia i darzyli go pełną czcią, jak to wynikało z tego patriarchalnego stosunku"18.

Na etapie przednaukowym wiedzy przekaz biblijny traktowano jako pewne źródło informacji o świecie, dopiero w epoce oświecenia zaczęto go poddawać refleksji krytycznej, zwłaszcza jeśli chodzi o Stary Testament. Podobnie miało to miejsce w przypadku wiedzy medycznej i praktyki leczniczej. W starożytnej Grecji i Rzymie stanowiła domenę kapłanów, w Grecji kapłani ze świątyń Asklepiosa przyjmowali chorych, co można uznać za pierwszą formę szpitala. W starożytnym Sumerze 3500 lat p.n.e. znano płukanie gardła, inhalacje, lewatywy, czopki, okłady, napary, nalewki z ziół19. Wczesne średniowiecze w Europie oznaczało upadek kultury medycznej i szpitalnictwa. W tym samym czasie Bizancjum czy Arabowie posiadali względnie nowoczesne obiekty tego rodzaju. W Europie, jak wspomniałem, wykształciła się idea szpitala-przytułku dla ubogich, który odgrywał bardziej rolę socjalną niż leczniczą, gdzie funkcjonował wszakże zwykle jakiś lekarz lub cyrulik do opieki nad chorymi. Kult ubogich oraz ubóstwa wynikał z treści społecznych przekazów religijnych, gdzie miłosierdzie i miłość bliźniego wraz z pomocą słabszym odgrywały centralną rolę, ale chodziło także o to, aby nie tylko Kościół prowadził działalność opiekuńczą i by uzyskać masowe wsparcie wiernych. Kluczową role spełniała też ekonomia zbawienia. Wspierając ubogich materialnie w chorobie czy zdrowiu i modląc się za ich uzdrowienie, bogaci sami zyskiwali zbawienie20. Jeden z ważnych elementów wiedzy medycznej stanowiła astrologia. Wierzono, że los i zdrowie człowieka zależą od konstelacji gwiazd na niebie w chwili jego urodzenia. W kontakcie z gwiazdami miały być też poszczególne narządy człowieka. Również krew puszczano, uwzgledniając położenie gwiazd21.

Opieka lekarska wiąże się następnie od starożytności z ideą pomocy, a symbolem Eskulapa stał się służący za oparcie długi, sękaty kij, który symbolizował podporę dla chorego. Przysięga Hipokratesa zachęcała do bezinteresownej opieki. Nie wiązało się to jednak jeszcze z chrześcijańskim miłosierdziem i miłością bliźniego, które miały wymiar realny oraz konkretny, a przede wszystkim ujęty w ramy instytucjonalne, np. Kościoła. Stosunek do słabych i chorych charakteryzował się brutalnością i okrucieństwem. Chorzy stanowili balast, obciążenie dla wspólnoty, uważano ich często za ludzi bezwartościowych i obchodzono się z nimi nieludzko oraz pogardliwie, jak w Sparcie albo w Rzymie. W chrześcijaństwie rysy tej twardości również są widoczne ("Kto nie pracuje, ten niech nie je"), jednak zrównoważone przez miłosierdzie. Ciężko chorych za czasów cesarza Klaudiusza zsyłano na wyspę na Tybrze, gdzie chodziło w gruncie rzeczy o ich izolację. Należy pamiętać, że w technologicznie prymitywnym społeczeństwie sprawność fizyczna okazywała się największą cnotą, co wiele tłumaczy. Biblijny Adam nie był filozofem, ale rolnikiem, a biblijna Ewa przędła22.

Ta brutalność i surowość miała daleko idące konsekwencje. Masowa śmiertelność dzieci powodowała, że stosunek do nich wyrażał się oschłością, brak antykoncepcji oznaczał, że kobiety rodziły w okresie płodnym liczne potomstwo (6-8), którego znaczna część umierała23. Także zgonów w ciągu całego trwania życia następowało dosyć dużo. Ludzi starych w społeczeństwie można było spotkać trzy- czterokrotnie mniej niż obecnie. Już pięćdziesięciolatka uważano za człowieka sędziwego. Niemniej, ludzi długowiecznych traktowano z pieczołowitością, bo starcy dysponowali też kapitałem pamięci i refleksji. Nie znano biologicznych granic ludzkiej egzystencji, więc opowieści w Biblii mówią o bajkowej i legendarnej długowieczności 969-letniego Matuzalema, Mojżesz miał żyć lat 140. W naszych bajkowych przekazach Piast umarł jako 120-latek. W starych kronikach znaleziono zapisy o anonimowym wieśniaku, który zakończył żywot, mając 157 wiosen i odszedł w roku 1762. W 1774 roku zmarł w Warszawie Bazylii Rynkowski, długowieczny ojciec 24 dzieci24.

Chrześcijańska troska o zdrowie bliźniego wywodzi się ze starszej tradycji żydowskiej i starotestamentowej. W Biblii odnaleźć można wiele wskazań do wspierania oraz współczucia dla biednych i ubogich, co wiąże się z opieką nad chorymi, pomocą w nieszczęściu. Chorych należy nawiedzać. Jezus sam uczynił się ubogim i nic nie miał, aby upodobnić się do ludzi, uzdrawiał charytatywnie. Wierzono, że wypędzał złe duchy, ożywiał z martwych, pochylił się nawet nad prostszymi schorzeniami. Za darmo leczyli apostołowie, święci czy Matka Boska. Figurą klasyczną stała się postać "dobrego Samarytanina", niemniej wskazująca, że postawy empatyczne stanowiły rzadkość. Pochwalnych wzmianek o pomocy bliźniemu jest jednak w Biblii dużo. Świętych Kościoła katolickiego wykorzystywano przede wszystkim jako lekarzy, specjalizujących się w pomocy przy różnych dolegliwościach. Miłosierdzie uważano za wartość i święty Łukasz pisał: "Bądźcie tedy miłosierni, jak i ojciec wasz miłosierny jest"25. Te wątki chrześcijaństwa rozwinęły się w średniowieczu w XI-XII wieku w kult ubóstwa i ubogiego. We wczesnym średniowieczu miejsca opieki nad chorymi, xenodochia, zakładano poprzez Kościół najpierw na Wschodzie, jak w Syrii, a od VI wieku na Zachodzie Europy, głównie dla wędrowców i pielgrzymów. W Kodeksie Justyniana wymieniane są nosokomia jako placówki świadczące opiekę chorym. W stosunku do antycznego Rzymu były to nowe formy instytucjonalne.

Szpitale

Dla ubogich, starców, wdów, sierot, często i chorych biednych, w średniowieczu organizowano szpitale (Hospital), zazwyczaj przy kościele parafialnym. Słowo hospitale wywodzi się z łacińskiego terminu hospes - gość, obcy, przybysz. Hospitale oznaczało obiekt przeznaczony dla takich osób. W średniowieczu szpital to "pomieszczenie, gdzie opiekowano się ubogimi i chorymi podróżnymi". Szpital stanowił formę realizacji chrześcijańskiego nakazu miłosierdzia. Miał zbawić fundatora i jego bliskich. Sprawowana w nim opieka nad pacjentami i modlitwa podopiecznych zakładały skrócenie dobrodziejom mąk czyśćcowych. Zarządzali nimi głównie proboszczowie, nadzorowali biskupi, ale też prowadziły władze miejskie. Wraz z pojawieniem się zakonów, one również w coraz większym stopniu zaczęły włączać się w opiekę nad chorymi, a zakonnicy pełnili rolę lekarzy i aptekarzy, czyli infirmerów26. Gęsta sieć placówek szpitalnych pokryła w średniowieczu całą Europę. Więzi szpitali z religią i instytucją Kościoła były długo bardzo silne. Często znajdowały się w nich kaplice, refektarze budowano na podobieństwo zakonów27.

Założonemu w 529 roku zakonowi benedyktynów, przyświecały cele lecznicze i opiekuńcze. Jego reguła mówiła wyraźnie, że "należy przede wszystkim mieć pieczę nad chorymi". Pierwotna siedziba zgromadzenia na Monte Cassino słynęła z zabiegów leczniczych. Chorymi zajmował się infimarz, który przygotowywał lecznicze mikstury, napary, syropy, głównie z ziół z przyklasztornego ogrodu i dysponował księgami medycznymi28. Jako kolejny przykład podać można Szpitalne Bractwo Ducha Świętego w połowie XII wieku. W XII-XIII wieku chorymi zajęły się też beginki w Nadrenii oraz uczestniczący w wyprawach krzyżowych joannici (1070), templariusze i krzyżacy. Joannici mieli się opiekować pielgrzymami zmierzającymi do Ziemi Świętej. W zakon rycerski, mający bronić Królestwa Jerozolimy przed Turkami, przekształcili się w 1130 roku29. W XI wieku z zakonu benedyktynów wyłoniony został zakon cystersów, który także pomagał chorym. Bractwa szpitalników zajmowały się leczeniem od X wieku.

Według Jana Długosza, pierwszym szpitalem w Polsce miał być obiekt pod wezwaniem świętego Michała w Poznaniu, ufundowany w 1170 roku. W miastach powstawały placówki pod nadzorem lokalnych dygnitarzy. Z czasem przejmowały one część szpitali zakładanych przez biskupów i służyły one rozwiązywaniu socjalnych problemów komunalnych. W Polsce pierwsze wiadomości o powstawaniu szpitali pochodzą z czasów Bolesława Krzywoustego. Synod łęczycki w 1180 roku groził klątwą każdemu, kto uciska ubogich i chorych. Jako pierwszy przyjmował chorych klasztor cysterski w Lubiążu, gdzie w 1203 roku otrzymał od Henryka Brodatego fundusze na utrzymanie trzech chorych. Klasztor w Trzebnicy w 1224 roku zobowiązywał się do utrzymania pięciu ubogich30. W Gdańsku pierwsze taberny powstały w XII wieku. Taberny były miejscami noclegu dla kupców w podróży, ale zatrzymywali się tu także chorzy31.

Rozwój szpitalnictwa w mieście Gdańsku

- 1253 rok - szpital, przytułek Świętego Ducha

- Przed 1308 rokiem - przytułek, sierociniec, szpital ogólny świętej Elżbiety

- 1334-1335 rok - szpital ogólny, leprozorium świętego Jerzego

- 1342-1343 rok - przytułek, szpital zakaźny świętej Gertrudy

- Przed 1363 rokiem - szpital zakaźny, dzwonnica kościoła Panny Marii

- 1378 rok - przytułek świętej Barbary

- 1380 rok - szpital zakaźny świętego Michała, czyli Wszystkich Aniołów Bożych

- Ok. 1380 rok - szpital zakaźny, być może leprozorium świętego Jerzego

- Przed 1395 rokiem - leprozorium, szpital przytułek Bożego Ciała

- 1394-1396 rok - przytułek "Szpital pokutnic"

- Przed 1400 rokiem - szpital zakaźny świętego Rocha

- 1414 rok - szpital ogólny, zakaźny, przytułek świętego Jakuba

- 1454 rok - szpital dla chorych na dżumę

- 1698 rok - szpital dla chorych na dżumę

- Koniec XV wieku - szpital dla chorych na ospę

- 1542 rok - szpital dla chorych psychicznie

- 1542 rok - sierociniec

- 1630 rok - dom wychowawczy

- Koniec XVI wieku - dom tylny

- 1645-1650 rok - szpital ogólny Bonifratrów

- 1699 rok - przytułek, sierociniec "Dom Dobroczynności"

- 1724 rok - przytułek dla wdów

- 1788 rok - przytułek dla włóczęgów.

Źródło: Zdzisław Kropidłowski, Formy opieki ubogich w Gdańsku od XVI do XVIII wieku, Gdańsk 1992, s. 87-88.

Szpital Świętego Ducha we Wrocławiu po raz pierwszy w źródłach wymieniono w 1268 roku. Opiekę nad ubogimi sprawował zwierzchnik wspólnoty zakonnej. Posiłki zakonników cechowała obfitość. Dziennie jedli pół kilograma mięsa na osobę, wyjąwszy posty, które jednak trwały aż pół roku. Wówczas jedzono ryby. Kupowano też sporo jajek. Chleb, kaszę, piwo, sery zakonnicy wytwarzali sami, a mieli do pomocy jeszcze czeladź w postaci kilku parobków. Warzywa i owoce pochodziły z klasztornych ogrodów, klasztor posiadał także folwarki i wsie, skąd brano ziarno chlebowe oraz mięso. Na święta kupowano lepszą żywność, świdnickie piwo, białe pieczywo, a posiłki były odświętne. Na wielki post nabywano beczkę śledzi. Szpital własnej łaźni nie posiadał, ale pensjonariusze korzystali z położonej sto metrów nieopodal łaźni opactwa, gdzie znajdowały się trzy wanny. Funkcjonowała też murowana toaleta (locum secretum)32.

Wiedza i niewiedza medyczna

Jak wiadomo, skuteczność leczenia była do drugiej połowy XIX wieku bardzo wątpliwa, bo nie rozumiano ani mechanizmu funkcjonowania organizmu ludzkiego, ani zjawisk chorobowych33. Z drugiej strony, co widać i dzisiaj po złej sytuacji zdrowotnej w krajach trzeciego świata, sama wiedza to o wiele za mało. Liczy się poziom cywilizacyjny i zamożność danego obszaru oraz organizacja instytucji, w tym publicznej służby zdrowia, a następnie dostęp do niej ogółu ludności. Na przykład dur brzuszny został z Europy właściwie wyeliminowany, ale w krajach trzeciego świata co roku rejestrowanych jest 15 milionów zachorowań i milion zgonów. Choroby epidemiczne odgrywają tam nadal kluczową rolę, jak w Europie przed stuleciami34.

W średniowieczu fakultet medyczny stanowił jeden z wydziałów przyrodniczych na uniwersytecie i wszyscy o takich zainteresowaniach tam się kierowali. Mimo ograniczonych osiągnięć lekarskich, odkrycia w zakresie wnioskowania, logiki rozumowania i prowadzenia eksperymentów oraz postawy naukowej wywarły ogromny wpływ na naukę Zachodu. Teza o paradygmatycznym charakterze nauki jest wprawdzie zasadna, ale trzeba te sprawy postrzegać bardzo wielostronnie. Lekarze średniowieczni po rozbiciu cywilizacji rzymskiej pracowali na poziomie wiedzy ludowej, jednak część wiedzy starożytnych przetrwała i ówcześni medycy nadal znajdowali się pod silnym wpływem Arystotelesa, Hipokratesa i Galena. Ważną rolę w przechowaniu medycyny antycznej odegrał islam i klasztory benedyktyńskie.

Obowiązująca nadal w nowożytności teoria humoralna pochodziła jeszcze z antycznej Grecji. Dowodzono, że choroba ma miejsce, gdy następuje zaburzenie równowagi między czterema podstawowymi humorami. Lekarze średniowieczni stosowali zasadniczą hipokratejską metodę trzymania pacjenta w łóżku i oczekiwania, aż nastąpi przesilenie i choroba ustąpi. W szerokim zakresie stosowano leczenie ziołami, jak mięta, anyż, koper, olej rycynowy, cebula morska, mak, lulek, mandragora. Wykorzystywano także specyfiki o pochodzeniu mineralnym, jak ałun, saletra, hematyt czy siarczan miedzi. Amoniak w celach odkażających uzyskiwano ze spalenia rogu zmieszanego z nawozem35. Bardzo rozbudowane było bajkowe diagnozowanie moczu według jego koloru, przy tym większość wyciąganych wniosków był miała charakter zupełnie fantastyczny i bezużyteczny. Ocena stanu chorego za pomocą analizy koloru i konsystencji moczu zyskała taką popularność, że medyków w ikonografii niejednokrotnie przedstawiano właśnie z naczyniem do diagnozowania moczu, oglądających urynę pod światło. Podobne wnioski wysnuwano na temat konsystencji i barwy oraz innych cech, także krwi czy pozostałych wydzielin, nie unikając kału36. Stąd medycyna religijna nie okazywała się bynajmniej dużo mniej skuteczna od tak zwanych ówczesnych naukowych form leczenia, które wręcz szkodziły. Dzięki modlitwie i pielgrzymkom przynajmniej samopoczucie się poprawiało, ruch i wielokilometrowe marsze służyły zdrowiu, a lekarz, poprzez uporczywe puszczanie krwi najczęściej przynosił więcej szkody niż pożytku. "Lekarzu, lecz się sam", nawoływało przysłowie nie bez powodu. W epoce racjonalizmu XVII i XVIII wieku poznano metaforę maszyny, zegara, alembiku i układu krwionośnego. Oznaczało to, że człowiek w celach leczniczych nie powinien rozumieć organizmu jako cudu oraz zespołu cudów, ale jako dający się wyjaśnić i naprawić funkcjonujący lub zepsuty mechanizm, którego twórcą jest pewnie Bóg (deizm). Droga od tych poezji do konkretów była jednak odległa. Poza tym już od czasów ludów pierwotnych, ratowano się prostą empirią i odnajdywaniem skutecznego zastosowania leku metodą prób i błędów na podstawie obserwacji skutków. Tak leczono ziołami, czasami błędnie, czasem nie, często przesadnie oceniając skutki działań37.

Medycyna przednowoczesna chciała w poetycki sposób leczyć przez przeciwieństwa, analogie, porównania i podobieństwa. Zepsute miało leczyć to, co młode i zdrowe. Za substancję leczniczą uważano krew dziewicy, która rozlana po chorym ciele oddziaływać miała przez samo z nim zetknięcie. Czystość rozumiana moralnie jako brak seksu również rzekomo leczyła. Podobnie rozumiano działanie amuletów, wisiorków i klejnotów. Choroba była recypowana i odbierana poprzez zniszczenie ciała, które budziło lęk: ropnie, wysięki, gnicie38. Nie rozumiano, w jaki sposób następuje rozkład ciała i tłumaczono to sobie na różne sposoby. Mówiono o "zgniłych humorach, złośliwych wyziewach. Z tego powodu należy oddzielać trędowatych, aby nie psuli powietrza i nie zarażali ludzi zdrowych" - pisał w XIII wieku Arnold z Villanova. Rozumiano więc, że dochodzi do zarażenia, ale nie wiedziano w jaki sposób temu przeciwdziałać39. Trędowaci wzbudzali strach. Zbliżanie się wędrujących chorych zwiastował dźwięk kołatki. W końcu zaczęto ich izolować. Sposób postrzegania zjawisk przez lekarzy, powiązano z ową dystynkcją rozkładu i rozkwitu. Płyny były więc mętne lub przejrzyste, substancje ciężkie lub lekkie. Na tej zasadzie, do leków należało złoto i szlachetne kamienie jako substancje trwałe i nieulegające rozkładowi. Za lekarstwo powstrzymujące rozkład ciała uważano przyprawy. Miały oczyszczać dzięki ostremu smakowi. Średniowieczny medyk Bartłomiej Anglik twierdził: "Pieprz sprowadza kichanie i oczyszcza mózg z nadmiaru flegmy, zjada niedobre ciało i oczyszcza organy wyższe zakrzepłych i lepkich smarków. Czosnek rozkłada tłuste humory i odrzuca je"40. Medycyna ta współgrała z wyobrażeniami religijnymi, ponieważ ksiądz mógł stosować sól do wypędzania diabła. Wszystkie cenne produkty były w którymś okresie dawnych czasów lekami, a więc wino, wódka, herbata, kawa czy czekolada. Początkowo wódka stanowiła specjalność mnichów. Mnich Jean de Aurillac w XIV wieku zapewniał nawet, że wskrzesza zmarłych. "Gdy umierający go będzie miał w żołądku natychmiast wstanie i przemówi"41. Wódka, jako produkt niezmiernie rzadki w tym czasie, uważana była za przedmiot wiedzy alchemików i aptekarzy. Raymond Lulle pisał o niej, że jest emanacją boskości.

W XVII wieku w zakresie niewiedzy niewiele się zmieniło poza tym, że zaczęto używać określenia wapory. Wapory to wyziewy, zepsute i gnijące substancje, złe powietrze, opary fermentacji i rozkładu42. Wielkie zmiany w stanie wiedzy medycznej, diagnozowaniu chorób i wynikach ich leczenia, nastąpiły od drugiej połowy, a bardziej końca XIX wieku. Ograniczono zwłaszcza występowanie chorób zakaźnych rozprzestrzenianych przez zwierzęta, insekty, człowieka lub produkty spożywcze czy wodę. Podobnie jak w Europie było i w Stanach Zjednoczonych, gdzie przezwyciężenie chorób w rodzaju żółtej febry, duru brzusznego oraz malarii spowodowało szybkie podniesienie średniej długości życia o kilka, a nawet kilkanaście lat. Nacisk kładziono na badania nad chorobami zakaźnymi i wpływem warunków sanitarnych na zachorowania. Industrializacja i urbanizacja dla znacznej części klas niższych oznaczały poważne problemy zdrowotne. Badania podejmowane na przełomie wieków przez Ch. Bootha wskazywały na to, że znaczna część robotników żyje poniżej minimalnego poziomu egzystencji i że sytuacja w tym zakresie wymaga natychmiastowej poprawy, bo rzutuje na stan zdrowotny robotników oraz ich wydajność pracy. Intensywna urbanizacja prowadziła do tworzenia się slumsów, nad którymi trudno było zapanować. Zidentyfikowanie i rozpoznanie tej sytuacji, jak również podjęcie środków zaradczych, wpłynęło w pewnym stopniu na poprawę jakości życia klas niższych. Doktryna manchesteryzmu nie stawiała jednak na interwencję państwa czy władz komunalnych, ale przekonanie, że z czasem rozwój ekonomiczny polepszy egzystencję.

Zorientowano się, że choroby epidemiczne powodują mikroorganizmy, a nie enigmatyczne wyziewy, wapory i humory. Teorię przenoszenia chorób przez zarazki większość lekarzy akceptowała z wielkim trudem. Jej popularność rosła w połowie XIX wieku. Rozwój wiedzy w tym zakresie przyśpieszyły badania Bassiego, które wykazały, że pasożyty powodowały przenoszenia takich chorób, jak cholera czy żółta febra, teoria mówiła także o wymogu dokładnej dezynfekcji ubrań chorych i ich rzeczy osobistych, wreszcie o izolacji ich samych. Jacob Henle bardzo posunął wiedzę o chorobach zakaźnych na 30 lat przed ustaleniami Roberta Kocha i Ludwika Pasteura. W połowie wieku rozwijała się wiedza o grzybicznym pochodzeniu chorób. Wielkim krokiem naprzód okazały się odkrycia Listera w zakresie antyseptyki, które stanowiły kontynuację badań Olivera Wendella Holmesa (1809-1865) i Ignacego Semmelweisa. Holmes w 1847 roku odkrył przyczynę gorączki połogowej. Gorączka połogowa wynikała z przeniesienia na ciężarną cząsteczek gnilnych pochodzenia organicznego za pośrednictwem palców badającego. Do lat 40. XIX wieku mycia rąk przed badaniem pacjenta w ogóle nie praktykowano. Obaj badacze spotkali się z wielkim oporem środowiska, a Semmelweisa spotkały ciężkie prześladowania. Po latach nierównej walki, postradał zmysły i zmarł z powodu zakażenia rany palca w kilka dni po przyjęciu do szpitala dla obłąkanych. O ironio, stał się on ofiarą tej choroby, na rzecz zapobiegania której gorliwie walczył całe życie. Ostatecznie myć ręce przed badaniem pacjenta lekarze zaczęli powszechnie w latach 70. XIX wieku. W latach 1816-1821 na gorączkę połogową w Poznaniu umierało 37,1 promila pacjentek, w latach 1865-1867 34,7 promila pacjentek, a w okresie 1876-1885 29,8 promila pacjentek. Już w 1823 roku zapoczątkowano stosowanie wapna chlorowanego do odkażania, w tym czasie także upowszechniło się mydło jako środek już nie tylko do prania, ale i do mycia43. Przyśpieszenie zrozumienia całości zjawiska przyniosła bakteriologia. Na podstawie eksperymentalnego modelu posocznicy u królików opracowanego przez Davaine'a (1872), prac Klebsa na temat patologii ran postrzałowych (1871 i 1872) oraz ostatecznie rozstrzygających badań Kocha (1878) i Ogstona (1880-83), dotyczących etiologii zakażeń pourazowych, wykazano ponad wszelką wątpliwość, iż zakażenie ran wywołują swoiste szczepy bakterii chorobotwórczych. Zaczęto wyjaławiać narzędzia lekarskie, dezynfekcja obejmowała wszystko, co miało kontakt z lekarzem i pacjentem. W XX wieku następowała eliminacja kolejnych chorób zakaźnych. Udało się pozbyć błonicy, szczepiąc ludzi rozcieńczonymi dawkami toksyny. Po długim okresie badań masowe szczepienia dzieci w wieku szkolnym podjęto w Nowym Yorku w roku 1920. Do roku 1928 zaszczepiono 500 tysięcy dzieci. Do 1940 roku niemal wyeliminowano tam błonicę jako przyczynę śmierci. Poza błonicą w Stanach Zjednoczonych i Europie zanikać zaczęła żółta febra, dur brzuszny i plamisty, czarna ospa, malaria, gruźlica. Spadła liczba zachorowań na kiłę. Najważniejsze okazało się wprowadzenie w 1946 roku penicyliny do jej leczenia, odkrytej już w 1929 roku przez szkockiego lekarza Alexandra Fleminga, który w 1945 roku otrzymał za to nagrodę Nobla. W Polsce penicylinę zaczęto produkować w 1952 roku44. Duże znaczenie miała tu poprawa warunków mieszkaniowych po pierwszej, a zwłaszcza drugiej wojnie światowej, wprowadzenie sieci kanalizacyjnej, ochrona zasobów wody pitnej, likwidacja slumsów, umasowienie noszenia bielizny i ogólna poprawa poziomu higieny. Pamiętać trzeba także o mrożeniu mięsa, pasteryzacji mleka i rektyfikacji wódki45.

Okulary

Wzmianki o stanach zapalnych spojówek i powiek oraz bielmie na oczach pochodzą już ze starożytnego Egiptu, gdzie tymi sprawami zajmowali się kapłani. W Grecji przewlekłe schorzenie spojówki Hipokrates chciał leczyć kryształem soli miedzianej. Zalecał też (jak i na wszystko) puszczanie krwi. W Polsce sarmackiej w wypadku bielma oczu pisano: "Weźmij wódki celidoniowej, wina przedniego po kwaterce, przydaj Croci metallorum, żółci szczupakowej z jednego pęcherzyka, zmieszaj, postaw w cieple przez tydzień, codziennie mieszając, potem przecedź przez bibułę i schowaj. A gdy trzeba wpuszczaj w oczy kroplami, a gdy mgłą albo błonką zajdą, lubo insze krosty, albo makuły na oku znajdują się"46. Również w opowieściach o początkach Polski pojawia się wątek okulistyczny, czyli ślepota Mieszka, która trwać miała do jego 7. roku życia. Kiedy choroba cudownie minęła, Mieszko, jak mówi legenda, miał zauważyć niedostrzegane wcześniej uroki kobiet i popadł w poligamię z siedmioma żonami, podczas gdy jego przodkowie zadowalali się jedną żoną. Następnie, poślubiając chrześcijankę czeską Dąbrówkę, miał ze swoich nadliczbowych małżonek zrezygnować47.

Ważną pomocą dla słabowidzących stały się okulary. Mówi się, że wynalazcą okularów był w XIII wieku Roger Bacon, mnich brytyjski, ale też czytamy w innych pracach, że powstały w Toskani w XIII wieku, a za ich wynalazcę uważa się Alessandro de Spinę w 1299 roku. Upowszechniały się wśród elit około 1450 roku, a pod koniec XV wieku były już dosyć często wzmiankowane i ukazywane w ikonografii. Także w inwentarzu sporządzonym w Krakowie w 1485 roku, mamy pierwszą wzmiankę o okularach w Polsce. W Poznaniu informacje o okularach pochodzą z 1535 roku. Początkowo okulary przykładano do oczu lub podtrzymywano tasiemkami czy sznurkiem. W XIX wieku wykonywano już metalowe i złote oprawki, także szylkretowe, druciane i rogowe. Wreszcie na koniec, z tworzyw sztucznych. Nosili je raczej mężczyźni, a kobiety w pierwszych dekadach XX wieku częściej wybierały lorgnon (franc.), czyli okulary na rączce, aby nie psuły estetyki twarzy. Irena Krzywicka w latach 20. XX wieku mówiła już, że we współczesnych jej czasach uchodziłyby za śmieszne48. Właścicielem dwóch par okularów był w średniowieczu pochodzący z Poznania profesor Uniwersytetu Krakowskiego, Wojciech Baza. W Paryżu w XIII wieku powstał pierwszy przytułek dla ociemniałych. Okulary produkowane były od XVI wieku przez skupionych w jednym cechu optyków wraz z wytwórcami luster49. Początkowo w Polsce funkcjonowały niemieckie nazwy okularów, co świadczy o źródłach recepcji wynalazku, w wieku XVII okulary były już powszechnie znane, oczywiście wśród bogatych. Liczne są przekazy malarskie i graficzne, zawierające wizerunek okularów, jako zwykłego przedmiotu codziennego użytku. Wacław Potocki pisał o okularach sprzedawanych w krakowskich kramach: "Idąc po lewej stronie kamienicy szarej, między inszymi towarami widząc okulary, chcę je sobie do oczu przybierać i z sporym pieniędzy do owego kramu idę worem; kupiłem okulary i puzderko na nie. Stary doktor kupując wieprze wdziewał okulary" - czytamy gdzie indziej u tego autora. Albo: "Ksiądz z ambony czytał ludziom przez okulary"50. W wieku XVIII okulary upowszechniały się. Ze względu na krótkowzroczność, lornetki używał Stanisław August Poniatowski. W Panu Tadeuszu czytamy: "Panna Wojska włożywszy okulary sine, zabawiała kabałą z kart Podkomorzynę". Albo: "Sędzia słuchając, z wolna okulary składał i wpatrując się mocno w księdza nic nie gadał"51. Używano lornetek dla dosyć bezczelnego lustrowania szczegółów fizjonomii. Popularne w teatrze czy w parku były w XVIII wieku powszechne i nie wzbudzały zdziwienia. Niemniej jednak przed rewolucją francuską zakazano lornetowania w teatrze królowej, w XIX wieku natomiast uważano, że lornetowanie przez mężczyzn kobiety i vice versa jest nieprzyzwoite. Z kolei binokle (fr. binocle, inaczej pince-nez - szczypiące nos) trzymały się na nosie za pomocą sprężynki ze sznureczkiem sięgającym do paska lub kamizelki. Był też monokl na jedno oko, używany w pierwszej połowie XIX wieku52.

Epidemie

Główną przyczyną zgonów w epoce przednowoczesnej były epidemie, jak trąd, dżuma, ospa, cholera, tyfus czy gruźlica. Napisałem już o tym kilka słów w uwagach wstępnych, ale temat domaga się rozwinięcia. Na znaczenie epidemii wskazują już źródła antyczne, coraz lepiej penetrowano to zjawisko pod kątem demograficznym. Epidemie XVII wieku (wojna trzydziestoletnia, potop szwedzki i wojny XVII wieku w Polsce) połączone z wojnami i klęskami głodu, spowodowały dramatyczną katastrofę demograficzną Europy53. Suchoty były powszechne już w XVIII wieku, a potem w wieku XIX54. Zbigniew Kuchowicz stwierdził: "Okres od schyłku XVI do początków XVIII charakteryzował się takim nasileniem ostrych chorób zakaźnych, w pewnych wypadkach występujących u nas po raz pierwszy, że z biegiem lat społeczeństwo uodporniło się na ich działanie. Zbiorowość została po prostu w takim stopniu przesiąknięta zarazkami, że z czasem ograniczyło to występowanie epidemii"55.

Epidemie stanowiły zagrożenie całej zbiorowości, wymagające ponadindywidualnych, komunalnych, państwowych oraz instytucjonalnych starań i nakładów środków. To one przede wszystkim mobilizowały słabe jeszcze państwo, a częściej władze komunalne, do organizacji służby zdrowia. Główną zasługę miały tu kordony sanitarne, izolacja chorych, przekaz informacyjny, organizacja ewakuacji ludności z zagrożonych terenów. Epidemia dla miasta to kataklizm i trauma. Pokazuje to relacja z takiego wydarzenia w Lublinie w 1625 roku (przekład z łaciny): "Mór się rozszerzał, płomień zarazy się powiększał, straszne zło się srożyło i wszystko szło na pastwę gwałtownie rozszerzającego się żywiołu: żadna wieś nie ocalała, nie było ani jednego nietkniętego domu, żaden cech nie był nienaruszony. A jeżeli kto się uchronił od tej siły zła, ten z obawy przed śmiercią ze strachu gorszego od samej śmierci po tysiąckroć umierał. Widzieliśmy, jak podczas napadu tej choroby biły pulsy; w oczach malowało się przerażenie, ciągłe nudności skręcały trzewia, a na członkach nabrzmiewały sine krosty. Wielu wolało umrzeć niż chorować; przenosili śmierć niektórzy nad tak okrutne życie. Wbrew prawom natury dzieci i rodzice uciekali od siebie, bali się jedni drugich. Wszędzie żałoba, wszędzie śmierć, tak dalece, że całe miasto zdawało się być nie siedzibą żywych, lecz cmentarzyskiem zmarłych. Do tej klęski i stanu rzeczy przyłączył się tak srogi głód, że podobnego nieszczęścia nigdy jeszcze obywatele nie widzieli (...). Dzieci błąkały się po ulicach, wzywały rodziców i rzewnie płacząc, prosiły o ratunek. Jeśli kto nie chciał patrzeć na ginące dzieci, ten oddawał im odjęte od ust sobie pożywienie - o ile ono było - a sam nieszczęsny umierał. Widzieliśmy wynędzniałe ludzkie twarze, okropnie zeszpecone członki, bezbarwne jak u łasicy oczy, strach przed zbliżającą się śmiercią, wyschnięte bezkrwiste ciała, ledwie tylko trzymające się słabymi nerwami pobladłe usta, wystające kości policzkowe, zapadnięte brzuchy; zniknął też zupełnie właściwy ludziom kolor (...)"56.

Działania władz miały charakter złożony. Na płaszczyźnie religijnej zapobiegać epidemiom miały modlitwy, procesje, religijne amulety. Wystrzały armatnie, palenie ognisk i ziół oraz rozlewanie octu miały oczyszczać powietrze zatrute przez zarazę. Kordon sanitarny izolował i ułatwiał ochronę przed zarażeniem. Strach przed epidemiami stał się jednym z powodów "wielkiego zamknięcia" biedoty i żebraków, jak również rozwoju więzień czy domów poprawczych i domów pracy. Zauważono szybko, że choroba łatwiej rozwijała się wśród biedoty, w dzielnicach nędzy, gdzie także warunki sanitarne były nędzne57. Samo leczenie chorób epidemicznych, chociaż bardzo pomysłowe i fantazyjne, nie należało jednak do skutecznych. Przy suchotach zalecano bulion z raków lub żab, syrop z ślimaków, wywar z myszy, mięso lisa, płuca gęsi, wątroba wilcza, i tym podobne. Skuteczne okazywały się tylko niektóre środki ziołowe wypróbowane empirycznie. Najważniejsze zioła to podbiał, tymianek, ślaz, hyzop, szałwia rumianek, szanta, tatarak, oman, majeranek. Podawano opium, korę chinową, wymiotnicę lekarską, czosnek, mannę, senes, imbir, anyż oraz ambrę z wieloryba. Przy prymitywnej wiedzy i niezbyt dobrych warunkach sanitarnych i materialnych nie było też warunków na długie chorowanie. Choroby wiązały się z jakością żywienia oraz poziomem i stylem życia. Klęski nieurodzaju, powodzie i pożary w większości drewnianych domów, niszczące całe miasta, oznaczały w konsekwencji wzrost zachorowań i zgonów58. W społeczeństwie wiele żyło natomiast kalek, osób garbatych, kulawych, tym bardziej widocznych, że wytykano je palcami i zwracano na nie uwagę. Pamięta się tylko pandemie, tymczasem wielkie straty przynosiły lokalne epidemie, obejmujące jedno miasto, które zdarzały się często, bo co 20-25 lat. Na przykład w Krakowie w okresie 1601-1750, odnotowano 48 epidemii, w Gdańsku 40, w Wilnie 25, w Warszawie 59. W latach 1705-1715 zmarło na dżumę 25% ludności Rzeczypospolitej59.

Typową chorobą zakaźną społeczeństw osiadłych, znajdujących się na niskim poziomie sanitarnym i higienicznym, był dur brzuszny. Śmiertelność na skutek zachorowań na dur brzuszny spadała z 332 zgonów na 100 tysięcy w okresie 1871-1880, do 198 w latach 1881-1890, i dalej: 174 (1891-1900), 91 (1900-1910), 35 (1911-1920), a wreszcie 25 (1921-1925)60. Z powodu choroby ginęło 10-20% zarażonych. Schorzenie cechowały gwałtowne biegunki i zatwardzenia, bóle brzucha, gorączka w wysokości 39-40 stopni, ból głowy, kaszel oraz wyczerpanie organizmu. Na skórze pojawiała się wysypka w postaci bladoróżowych plamek. Do zakażeń dochodziło zwykle przez zatrucia źródeł wody. Dur brzuszny to także choroba brudnych rąk, przenoszona przez muchy, latryny i wodę61. Przed zapoznaniem się z tym stanem rzeczy pod koniec XIX wieku wiedziano tylko, że tyfus wiąże się z brudem, smrodem i biedą. Już w 1839 roku William Budd dowodził, że dur nie pochodzi od enigmatycznych wyziewów, humorów czy waporów, ale jest chorobą zakaźną przenoszoną przez jakieś drobne cząsteczki, których nie potrafił jeszcze zidentyfikować. Podczas swej praktyki odkrył zarażenia uczennic z jednej ze szkół korzystających ze wspólnej studni. Dokładne rozpoznanie przyczyn stało się możliwe dopiero po wynalezieniu mikroskopu i odkryciu bakterii przez Roberta Kocha i Ludwika Pasteura. Bakterie duru odkrył i opisał Carl Eberth w 1880 roku Przełomem w leczeniu stało się upowszechnienie antybiotyków w latach 40. XX wieku62.

Trąd i inne choroby

Trąd pojawił się w Europie w XI wieku (ostatnio datuje się przypadki choroby i leprozoria nawet na VI stulecie), a najbardziej pustoszył ją w XIII-XIV wieku. Wzmiankowany jest już jednak w Biblii, jako przypadłość częsta w Izraelu. O trądzie pisali też Herodot i Flawiusz oraz Hipokrates i Arystoteles. Trąd przywędrował do Europy wraz z uczestnikami wojen krzyżowych. Leprozoria, czyli szpitale dla trędowatych, powstawały w Polsce z opóźnieniem w XIII wieku. Nie chciano pomagać chorym, ale chronić przed nimi resztę społeczności, dlatego szpitale powstawały poza miastami. Na ziemiach polskich istnienie pierwszych leprozoriów odnotowano w 1230 roku w Środzie Śląskiej, w 1250 roku we Wrocławiu czy w 1252 roku w Legnicy. Do końca XIII wieku utworzono bardzo wiele innych leprozoriów, z czego dwa w Poznaniu. Schyłek działalności tych placówek przypadł na wiek XVI, w 1599 roku istniał jeszcze zakład w Krakowie, gdzie zamkniętych było 20 kobiet. Trąd wygasał od XV do XVI wieku, kiedy też rozwiązano zakon świętego Łazarza, zajmujący się cierpiącymi na tę chorobę63.

Do wielkich problemów należał także tyfus plamisty, który w Polsce określano, jako fryzle i petocie. Występował często przy okazji kataklizmów wojennych, zwłaszcza w okresie potopu i w początku XVIII wieku, ale również w latach 1726-1727 i 1770-1771. Kolejny problem stanowiła biegunka, czyli dyzenteria albo czerwonka, następnie malaria, nazywana też u nas febrą i zimnicą. Warunki były korzystne dla rozwoju komarów, pełno nieosuszonych bagien, nieuregulowanych rzek, sprzyjających rozwojowi tej choroby.

Wreszcie ogromne znaczenie miała ospa, która przed wprowadzeniem szczepień zabijała 25-50% zarażonych spośród dzieci i starców, poza nimi 50% ogółu ludności. W XVIII wieku stanowiła znaczną część powodów zejść śmiertelnych. W parafii Pławno w latach 1794-1795 na 108 zgonów 34 spowodowała ospa, w Warszawie w 1800 roku na 2740 - 442, a więc 16,1% wszystkich przypadków śmierci64. Szczepienia ospy ludzkiej, a potem krowiej klasy niższe traktowały z nieufnością i wrogo, tak więc konieczne stały się działania propagandowe. Dla przykładu szczepiły się rodziny królewskie i arystokracja. Paryski dziennikarz, Sebastian Mercier pisał pod koniec XVIII wieku: "Szczepienie przyjęło się w Paryżu w wyższych klasach i wśród ludzi zamożnych; nie dotarło jeszcze do mieszczanina, rękodzielnika, a tym bardziej do biedaka"65. Julian Ursyn Niemcewicz przedstawiał w pamiętnikach, jak udało mu się przebyć tę straszną chorobę: "Zachorowałem na ospę; nie znano jeszcze wtenczas szczepionej, mniej jeszcze krowiej. Ospa była silną i niebezpieczną, trzymano mnie w ciepłej niezmiernie komnacie, pamiętam, żem był w gorączce i gadał od rzeczy: przestraszeni dobrzy rodzice, prócz pomocy pana Müllera, lekarza (...) udali się do szafarza życia i śmierci do Boga, ofiarując mnie do cudownej Matki Boskiej w Wistyczach, szlubując votum i że jeśli ozdrowieją rok i sześć niedziel chodzić będę w habicie dominikańskim. Ozdrowiałem za łaską bożą i wraz mnie obleczono w habit, szkaplerz z kapturem, dano czarną myckę i choć zrazu dziobaty, dość ze mnie był rześki dominikanek (...)"66.

W Prusach Południowych regulamin szczepień na ospę wprowadzono prawdopodobnie w 1803 roku. We Francji napoleońskiej szczepienia obligatoryjne zainicjowane zostały w 1806 roku, w Księstwie Warszawskim jednak w roku 1811 i następnie zaczęły obowiązywać również w Królestwie Kongresowym. W samym Kaliszu ospę szczepiono po raz pierwszy w roku 1810. Doktor Bednarczyk z chirurgiem powiatowym Leonardem podjęli się tam szczepienia ubogich dzieci. Te działania zapowiadano na rynku oraz obwieszczano we wszystkich kościołach. Potem szczepienia miały miejsce w 1812 roku i zaszczepiono wtedy 84 dzieci67. Kolejna epidemia ospy w Kaliszu wybuchła w 1815 roku, kiedy to ponownie wzmożono szczepienia, jednak mieszkańcy byli bardzo oporni i akcja przebiegła ospale. Na ziemiach polskich ospa występowała jeszcze po 1918 roku. Po rozpoczęciu systematycznych szczepień w 1922 roku liczba zachorowań gwałtownie spadła. Po drugiej wojnie światowej, przypadki ospy odnotowano w Polsce w 1953 roku, kiedy zarażony był podróżny ze statku, który zawinął do Gdyni, potem w 1962 roku, gdy chorym okazał się pasażer statku przybyłego z Indii do Gdynii, a w 1963 roku ospa pojawiła się we Wrocławiu, znowu przeniesiona z Indii68.

Gruźlica stanowiła wielkie zagrożenie już w średniowieczu, ale i później. Zwiększenie zachorowań na tę chorobę nastąpiło jednak dopiero w XVIII i XIX wieku69.

Choroby weneryczne

Choroby weneryczne są najbardziej moralizowaną odmianą chorób i wiążą się ze sferą seksualną, która z perspektywy zdrowotnej ma dosyć specyficzny charakter. Stały się problemem numer jeden pod koniec XV wieku oraz w XVI wieku, wywołując lęk i przerażenie. Jako datę przybycia syfilisu do Europy z Ameryki Południowej podaje się rok 1495, chociaż część historyków twierdzi, że występował i wcześniej, jedynie mniej widoczny i nierozpoznany. Zwłaszcza w wypadku kiły uznawano, że była ona karą boską za grzechy. Już święty Augustyn przestrzegał: "Zlikwiduj prostytutki, a nieszczęścia i zło wstrząsną światem, nadaj im rangę uczciwych kobiet, a niegodziwość i niesława zniszczą cały świat"70. Główne ogniska zarażeń stanowiły duże miasta, gdzie ladacznice występowały w masie ze względu na turystów, wojsko czy choćby pątników (Rzym), ich działalności sprzyjały również środowiska dworskie, dwory magnackie, elity oraz bogate mieszczaństwo. Bezżenni żołnierze i markietanki odgrywali ogromną rolę w roznoszeniu choroby. Popyt na nierządnice tworzyli samotni mężczyźni, których było bardzo wielu, bo roiło się w tamtym świecie od mężczyzn, niemogących sobie pozwolić na założenie rodziny. Na wsi i w mieście samotnymi pozostawali liczni parobkowie i służba domowa, czeladnicy, jak również uczniowie. Ze względu na dużą śmiertelność kobiet nie brakowało w tamtych czasach wdowców. Mężczyźni żonaci także pozwalali sobie czasami na seksualne atrakcje. W mniejszych miastach i na wsiach prostytutki zdarzały się na jarmarkach i odpustach.

Franciszek Ksawery Bohusz o amsterdamskich ladacznicach w 1777-1778 roku pisał: "Nie ma podobno czytelnika, który by nie słyszał o sławnych musico domach amsterdamskich. Są to domy, czyli szynki publiczne, do których się zbierają wieczorem mężczyźni pod pretekstem tańcowania, w rzeczy zaś samej dla wybierania według gustu swojego kobiet, uczęszczających na to miejsce i zaprowadzenia ich do domów wygodniejszych. Każdy prawie z cudzoziemców będzie raz przynajmniej w tych domach dla ciekawości samej, gdzie albo kwaśne wino, które postawią mu, pić musi, albo (co się trafia pospolicie) zapłacić, tak jakby wypił. Policja cierpi takowe miejsca, aby uczciwe domy wolnemi od napaści były"71. O podobnych "dziewkach" w Londynie pisał Bohusz, że je: "albo nędza ostatnia, albo rozpusta na takie życie przywiodła, a których po wszystkich ulicach liczba wielka niezmiernie. One przykrzą się przechodzącym, zastępują drogę, chwytają za skraj sukni, ledwie się im obronić można. Po mniejszych uliczkach nie ze wszystkim bezpieczno, bo tam są sprawne, że ani się spostrzec, jak ci zegarek i pieniądze z kieszeni wyciągną, należałoby, aby policja cokolwiek o tym pomyśliła. Liczą 2000 domów w Londynie, w których za pieniądze nasycić można cielesności, 500 kafenhauzów, do których co wieczór schodzą się dziewki, czekając, które z nich przychodzące tym końcem chłopcy wybiorą. Podlejszej klasy nierządnic pełno po szynkach, nie licząc innych partykularniejszych domów (...)"72.

W 1764 roku w Tulonie komendant wojskowego szpitala stwierdził, że poza burdelem żołnierz kobiety chętnej nie znajdzie, rezultatem czego są choroby weneryczne73. Wojciech Oczko za przyczynę upowszechniania zachorowań podawał rozwiązłość obyczajów i dowodził, że "przymiot choroba (...) z nierządnego i nieczystego obcowania przyrzucać zwykła"74. Nie należało jednak liczyć na zaniechanie tego procederu, bo instynktownie rozumiano popędowy charakter seksualności i zestawiano bez wahania zachowania zwierząt i ludzi. Jak wskazał Oczko: "wiemy, że nie tylko człowiek, ale bydle każde do lat przychodząc z przyrodzenia jest popędliwe do tego, aby szukając sobie dla wspłodzenia osoby drugiej [stosunek] odbyć pewnego czasu musi, nie inaczej jedno jako urynę albo stolec"75.

Tak więc raz jeszcze podkreślić trzeba, że choroby weneryczne były w dawnym świecie problemem miejskim, a bardziej jeszcze wielkomiejskim i zostały zaliczone do przejawów wielkomiejskiego zepsucia i używania życia. Grzesznemu stylowi życia metropolii przeciwstawiano sielski świat wiejski, gdzie obok rodziny są tylko dobrze znani i przyjaźni sąsiedzi. Nie ma burdeli, nieślubnych dzieci, przerażających dzielnic nędzy i występku, wszyscy wszystkich znają, zaglądają sobie przez okno do talerza i pod pierzynę. Podobnie z badań Wacława Urbana wynika, że na wsi polskiej epoki sarmatyzmu, problem chorób wenerycznych nie miał większego znaczenia. Ludwik Perzyna w podręczniku zdrowia dla włościan dodał jednak aneks o chorobie lubieżnej76. Stwierdzał tam, że wieśniacy zarażali się kiłą w miastach i także jako rekruci.

Warto wskazać na kurację zakopywania chorych na syfilis w gnoju końskim, co widoczne było w niektórych miastach i pełniło też funkcję pedagogiczną i odstraszającą. Kuracje nazywano gnojnikami i stosowano już w XVI wieku w Krakowie i Warszawie. Była to metoda dla biednych, trwająca nawet 6-7 dni. Sądzono też, że nawóz ten ma własności rozgrzewające i zmiękczające. Gnój miał "wyciągnąć na wierzch, to, co jest w ciele, przy tym zapalenie każde chłodzić"77. W XVIII wieku przeważały preparaty rtęciowe, często też sporządzano dziwaczne cuchnące mieszanki, na przykład z oczami raków i łupinami ostryg78. Sebastian Mercier wskazywał, że w Paryżu choroby weneryczne leczono w więzieniu Bicetre, które opisywał, jako "straszny wrzód na ciele społecznym: wrzód ogromny, głęboki, ropiejący; niepodobna spojrzeć nań i nie odwrócić oczu. Powietrze nawet, bijące w nozdrza na odległość czterystu sążni zapowiada, że zbliżacie się do więzienia, do przybytku nędzy, poniżenia, niedoli. Bicetra jest przytułkiem dla tych, których zwiodła fortuna lub lekkomyślność, tak iż musieli wyciągać rękę po jałmużnę, by utrzymać się przy swoim ciężkim i bolesnym życiu. Jest to ponadto więzienie, gdzie zamyka się wszystkich, którzy zmącili porządek społeczny. Za wielki to wrzód w stosunku do obszaru stolicy. Bicetra to słowo, którego nie wypowiada nikt bez odrazy, zgrozy i pogardy. Bicetra staje się wyrazem wszystkiego, co w społeczeństwie najpodlejsze i najnikczemniejsze. Bicetra skupia wyłącznie prawie libertynów wszelkiego rodzaju, rzezimieszków, szpicli, łotrzyków, złodziei, fałszerzy monet, pederastów (...). Pani Necker, naówczas żona ministra, zwiedzała osobiście sale przytułku i uderzył ją tam widok, który do głębi wstrząsnął jej sercem. W sali zwanej salą świętego Franciszka, powietrze było tak ciężkie i cuchnące, że zapierało dech i przyprawiało o mdłości najlitościwsze i najśmielsze spośród zwiedzających osób. Ujrzała nieszczęśników leżących wespół na jednym posłaniu w kałuży odchodów; chorzy przekazywali sobie nawzajem śmiercionośne zadatki. Pani Necker użyła swych wpływów by wprowadzić łóżka, w których leżałyby tylko dwie osoby, drewnianą przegródką zabezpieczone przed cuchnącymi miazmatami. W Bicetrze przyjmują także osoby płci obojej, zakażone chorobą weneryczną; wystarczy w tym celu przynieść kartkę od szefa policji, a kartkę otrzymuje się po stwierdzeniu choroby przez chirurga szpitalnego, Liczba chorych nie jest stała, przyjmuje się ich tylu tylko ilemogą pomieścić sale przeznaczone na ten użytek"79.

Fryderyk Schulz uważał, że wzrost liczby zachorowań na przypadłości Wenery w Warszawie pod koniec XVIII wieku wynikał z rozprzężenia obyczajów. "Pobłażanie w tym względzie opinii publicznej do zbytku łagodnej, nawyknienie do zadośćuczynienia swym zachciankom i fantazjom w sposób nadto swobodny, właściwy synom wolnej Rzeczypospolitej, brak surowszego wychowania u kobiet klas niższych, zły przykład, jaki dają mężczyźni i kobiety z wyższej społeczności, zupełny brak nadzoru ze strony rządu i wszelkiej policji - sprawiają, że się tu dziwić nie można nadzwyczajnemu rozprzężeniu obyczajów, jawności jego, rozszerzeniu złego, mieszaninie bezwstydu i dzikości, jakich może żadna stolica europejska w takim stopniu co Warszawa nie przedstawia"80. Zwracano jednak też w Warszawie uwagę w "Monitorze", że wyeliminowanie prostytucji prowadzi do gorszych skutków: "z dwojga złego obierz co mniejszego, gdyż historia uczy, że daleko okropniejsze wynikały skutki po owych wielkich miastach, gdzie najbardziej usiłowano wykorzenić nierząd i z których tym się bawiące niewiasty wyrzucano. Zaraz bowiem liczniejsze następowały cudzołóstwa, gwałty, porywanie panien, zabójstwa i dzieciobójstwa"81. Choroby weneryczne były od wieków przedmiotem moralizowania i ogromnej przesady, tutaj także. Lekarz Stanisława Augusta Poniatowskiego uważał, że Warszawa przodowała w Europie w zakresie kiły, a Johann Kausch, że w stolicy na 100 rekrutów 80 cierpiało na syfilis82.

W okresie oświecenia próbowano rozwiązać problem przez legalizację nierządu i wprowadzenie przepisów sanitarnych oraz nadzoru lekarskiego i sanitarnego, zamiast represji. Restif de la Bretonne wysunął taką sugestię już w 1769 roku. Zabrały się za to rzeczywiście władze rewolucyjne i później Napoleon jako konsul i cesarz. W 1800 roku zobligowano urzędników "do baczenia na domy rozpusty, na ich mieszkańców i osoby w nich przebywające oraz do zapewnienia środków zapobiegających chorobom wenerycznym i ich rozprzestrzenianiu się"83. W 1802 roku wprowadzono przymusową rejestrację prostytutek i regulaminy dla domów publicznych, a ich liczba rosła szybko nie tylko w okresie cesarstwa, ale również po restauracji monarchii. W Paryżu do 1812 roku liczba zarejestrowanych prostytutek wzrosła z 1 200 do 3 tysięcy, z tego w domach publicznych z 700 do tysiąca. Oczywiście, były jeszcze nierządnice nielegalne. Dziennikarz Sebastian Mercier podawał więc w końcu XVIII wieku znacznie wyższe liczby. Twierdził, że w Paryżu jest 30 tysięcy ladacznic i 10 tysięcy utrzymanek84. W latach 1890-1900 wśród tysiąca prostytutek chorych wenerycznie, przyjętych do szpitala Saint-Lazare, odnotowano tylko 177 zarejestrowanych i 823 pracujących nielegalnie. Wielu ludzi sprzeciwiało się tej legalizacji, ultrasi w czasie swych rządów zamykali domy publiczne przy większych ulicach i starali się skanalizować prostytucję na obszarach getta. "Nieszczęsne ofiary nędzy lub niedbalstwa rodziców. (...) Jakże zacny i niezamożny ojciec rodziny ma się spodziewać, iż zachowa córkę swoją czystą i nieskalaną, skoro dziewczę dorósłszy widzi u swoich drzwi wystrojoną ladacznicę, jak rzuca się na mężczyzn, obnosi się z swą niecnotą, opływa złotem wśród nierządu i pod skrzydłami prawa korzysta z owoców rozpusty? Po zastanowieniu dziewczyna powie sobie, iż za cnotę nie czeka ją żadna nagroda"85.

Parent-Duchatelet był znacznie bardziej krytyczny: "Oddając się szaleństwom namiętności i wszystkim ekscesom rozwiązłego życia, człowiek staje się niegodny tej wolności. Wolność w tym wypadku stałaby się równa swobodzie obyczajów, a żadne społeczeństwo nie może się na niej opierać"86. Prostytucja musi być spychana na margines i tam jest jej miejsce. Aby ulokować to zjawisko na marginesie, analitycy przeszłości tworzyli wokół prostytucji klimat deprawacji, wynaturzenia, zboczenia oraz odchyleń umysłowych. Jako przykłady anomalii podawali uprawianie przez nierządnice i ich klientów, poza stosunkami waginalnymi, seksu oralnego i analnego. Wprawdzie seks analny stanowił w przeszłości popularną formę unikania przez kobiety ciąży, kiedy mąż był za nerwowy na coitus interruptus, ale wiedza ta należała do stabuizowanej.

Kontrole lekarskie w Paryżu odbywały się w przychodni dwa razy w miesiącu, w domach publicznych i w prefekturze. Lekarze narzekali jednak, że kontrole są zbyt rzadkie, aby utrzymać kobiety przy zdrowiu. Hospitalizacja chorych wenerycznie prostytutek przebiegała z ogromną trudnością. W 1811 roku w szpitalu wenerycznym w Paryżu wydzielono dla nich osobny oddział. Kobiety, które opuszczały szpital potrzebowały środków utrzymania, więc natychmiast wracały do pracy na ulicę, czy werbowały je stojące pod szpitalem naganiaczki87. W Lyonie w 1803 roku komisarz policji wydał wojnę prostytucji jako ognisku zakażeń syfilisem i utworzył szpital dla chorych wenerycznie, gdzie rocznie przyjmowano 2 tysiące osób, w tym połowę stanowiły prostytutki. W 1810 roku lekarz tego zakładu stwierdził: "Syfilis tak się rozszerzył, że przytułek nie mógł uczynić zadość wszystkim podaniom o przyjęcie". Lekarze kontrolowali domy publiczne, których było w mieście 50-75 i wykryte przypadki zachorowań kierowali do szpitala. Ostatecznie, po rozwinięciu się badań statystycznych, w Paryżu analizowano sytuację w zakresie zarażeń.

Odsetek prostytutek zarażonych kiłą w Paryżu

Prostytutki zarejestrowane

niezarejestrowane

1859-1868

12

22,9

1869-1878

6,2

16

1879-1888

3,22

16,4

Źródło: Claude Quetel, Niemoc z Neapolu, czyli historia syfilisu, Wrocław 1991, s. 278

Odsetek zarażonych chrobami wenerycznymi na 10 tysięcy mieszkańców w Gdańsku, Poznaniu i Bydgoszczy w pocz. XX w.

1910

1911

1912

1913

Gdańsk

8,64%

11,29%

11,95%

14,71%

Poznań

3,64%

5,10%

4,49%

3,74%

Bydgoszcz

2,86%

4,85%

4,37%

4,42%

Źródło: Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich pod pruskim zaborem w XIX wieku, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 1-3, 68, 2005, s. 19

Lekarze i leczenie

Stany chorobowe pacjenci określali inaczej niż dzisiaj, bo zupełnie inna była świadomość medyczna. Jacobi Lanhaus w 1768 roku opisywał, jak rano poczuł się niezdrów: "wstawszy z rana o godzinie siódmej zmówiłem jutrznię, prymę i tercyją. Ale, że mnie żołądek bolał snadź od sałaty, której moc jadłem na wieczór, musiałem zażyć dryjakwi, przez co nie miałem mszy [chodzi o księdza - p.m.]. (...) Z rana wstałem, alem chorował, bo mnie wszystko laksowało, a to snadź, żem wiele piwa pił różnego przez drogę dla wielkiego upału, za które wydałem gr 23. Skąd poradzono mi, abym się kaffy napił, co nie dało nic. Musiałem znowy driakiew zażywać circa 11 horam. Na gorzałkę dałem groszy sześć (...)"88.

Lekarz był znaną i ważną postacią średniowiecznego świata89. Tomasz Jurek wskazuje, że Geoeffrey Chaucer wymieniał lekarza wśród charakterystycznych typów reprezentujących różne grupy zawodowe i społeczne. Nie on jedyny. Jakub de Cessolis w dziełku na temat szachów obsadził lekarza w roli jednej z ośmiu figur szachowych90. Instrukcja benedyktyńska dla lekarzy z IX wieku, nakazywała taki sposób postępowania: "Gdy wejdziesz do chorego, spytaj się, czy go co boli: gdy powie, że boli dowiedz się, czy ból jest silny i czy uporczywy. Potem weź chorego za tętno i zbadaj, czy ma febrę. Dowiedz się, czy ból przychodzi razem z dreszczami i czy chory cierpi na bezsenność, czy oddaje normalnie stolec i mocz. Obejrzyj jedno i drugie. Sprawdzisz, czy choremu grozi niebezpieczeństwo i czy choroba jest ostra. Wypytasz się o początek choroby i dowiesz się, co mówili inni lekarze, którzy przedtem chorego widzieli i czy wszyscy mówili to samo oraz czy chory zapadał już przedtem na podobną chorobę. Gdy to wszystko zbadasz, poznasz przyczynę choroby i leczenie nie wyda ci się trudnym"91. W leczeniu średniowiecznym modlitwa i egzorcyzmy odgrywały pierwszorzędną rolę. Chorych zanoszono nawet do kościoła, aby się nad nimi modlić i kropić święconą wodą. Niektórych medyków znamy z imienia. Mikołaj z Krakowa, z zakonu dominikanów z wieku XIII, studiował na francuskim uniwersytecie w Montpellier i wspominany jest w kronice, jako lekarz, który jako antidotum na wszystkie choroby stosował węże, jaszczurki i żaby. Kronikarz odnotowywał ze zdziwieniem, że Mikołaj nie diagnozował choroby przez ocenę barwy oraz konsystencji moczu chorego, co było ówcześnie powszechnym sposobem. Dieta zalecana przez lekarza uchodziła za pogańską i wzbudzała do niego niechęć92.

Jak o Sarmatach polskich słusznie pisał Jan Stanisław Bystroń: "Lekarzy było dość dużo, ale pożal się Boże, co to byli za lekarze! Nie wymagano dyplomów, nie pytano o studia; leczył, kto chciał, jeśli tylko pacjentów znalazł. Pacjenci byli łatwowierni: wystarczała im fama, że ktoś dobrze leczy, wierzyli cudotwórcom, szarlatanom. Najwięcej tu było obcych. Przyjeżdżali obcy z różnych stron i zawsze tu obcy miał największe szanse powodzenia. Niektórych sprowadzali możni panowie"93. Nie inaczej jednak było na Zachodzie.

Już od czasów Hammurabiego pojawiały się uwagi o karaniu lekarzy za szkodzenie chorym przez niedbalstwo i błędy w sztuce lekarskiej. W przypadku chirurgów i aptek, mechanizmy kontroli wprowadzały cechy. Funkcjonował nawet stereotyp napuszonego uczonego medyka, który realnie choremu niewiele może pomóc. Stereotyp ten stanowił przedmiot komedii, m.in. molierowskich. Lekarze nadawali się do tego wyjątkowo, posiadali bowiem łatwy do skojarzenia zawodowy uniform, złożony z wysokiej szpiczastej czapki i długiego stroju. Przemierzali zawsze Paryż na mułach, dyskutując po łacinie o sprawach medycznych. W stereotypie lekarza przedstawiano jako cynika myślącego jedynie o honorariach, a nie o dobru pacjenta94.

Chirurdzy zajmowali się uszkodzeniami i złamaniami kości, puszczaniem krwi, nacinaniem ropni oraz wyrywaniem zębów. Słowo chirurgia pochodzi z greckiego źródłosłowu (grec. cheirourgie) oznaczającego rękodzieło. Podobne jest znaczenie słowa cyrulik. Lekarzy brakowało, więc cyrulicy i chirurdzy powszechnie ich zastępowali. Praktykę chirurgiczną prowadzono już w starożytności i wczesnym średniowieczu, także słowiańskim. Pierwszy znany statut cechu chirurgów w naszym regionie pochodzi dopiero z 1454 roku ponieważ wcześniej chirurdzy działali w sposób niezorganizowany. Nieco później powstawały cechy w innych miastach: w 1477 roku w Krakowie, w roku 1484 w Rzeszowie, w roku 1517 w Poznaniu, w roku 1522 w Przemyślu, a w 1614 roku w Toruniu95.

Ofiarą niedostatecznej wiedzy chirurga Hofmana padł np. niejaki Leon Sitański, który złamał nogę. Chirurg "obejrzawszy rozpoczętą mej nogi kurację, naprzód pierwsze onej opatrzenie zganił, a sam podejmując się mnie leczyć, o cenę za kurację 30 zł umówił się i że w przeciągu czterech niedziel zupełnie złamaną wyleczy nogę zobowiązał się, lecz w czasie czynionych operacji przez niedoskonałość sztuki chirurgicznej kości złamanych złożyć i zestawić nie potrafił, zrządził to, iż kość kilkakrotnie wyłażąc z nieznanym bólem po trzykroć mi piłowana była"96. Stosunek do lekarzy był dość zdystansowany, bo zdawano sobie sprawę nie tylko z małej skuteczności praktyk lekarskich, ale też wręcz niejednokrotnie z ich szkodliwości. Jacobi Lanhaus opisywał, że gdy chory na febrę wezwał do siebie lekarza, ten go pytał, "czy bywa febra. Ja powiedziałem, że nie, on pomacał puls i rzekł: jest dobrze, jest dobrze, jedz sałatę gotowaną. A tu febra była natenczas dość tęga"97. Znany amant osiemnastowieczny, Giacomo Casanova, tak opisywał wizytę chirurgów, gdy został ranny od kuli w pojedynku: "Chirurg nazwiskiem Gendron, pierwszy jaki się nawinął, po przeciwległej stronie zrobił mi otwór tak, że teraz miałem podwójną ranę. Podczas tej operacji opowiadałem całemu towarzystwu przebieg pojedynku, zaciskając zęby z bólu, który sprawiał niezręczny chirurg, grzebiąc mi w ciele kleszczami, by znaleźć kulę. (...) Gdy Gendron odszedł przybył chirurg wojewody ruskiego i zajął się raną, upewniając mnie, że tamtego byłby przepędził, jest to bowiem partacz i nie należy do cechu"98. "Czwartego dnia groziła mojej ręce gangrena, a chirurdzy byli zdania, że wyzdrowienie bez amputacji jest niemożliwe (...). Ponieważ nie zgadzałem się wcale z opinią moich rzeźników, śmiałem się serdecznie z ich ignorancji, a przed południem śmiałem się w nos wszystkim, którzy wyrażali mi swoje współczucie. Dworowałem sobie, gdy hrabia Clary chciał mnie przekonać, że powinienem zgodzić się na operację. W tej chwili zbliżyło się do mnie aż trzech chirurgów naraz.

- Moi Panowie, jest was bardzo wielu, dlaczego aż trzech, śmiem zapytać.

Chirurg, który mnie stale leczył, odrzekł:

- Zanim przystąpię do amputacji, pragnę usłyszeć zgodę tych oto profesorów. Zobaczymy w jakim stanie jest rana.

Zdejmują bandaże i oglądają ranę. Rana krwawi, ciało zsiniało, widocznie zaczęła się gangrena"99. Casanova na amputację zgody nie wyraził, ale chirurdzy ostrzegali go, że gangrena bardzo szybko się posuwa, co postrzelony zakwestionował.

"- O ile znam się na gangrenie, to ja jej nie mam.

- W każdym razie nie rozumiesz się waszmość lepiej na tym od nas.

- Możliwe, ale zdaje mi się, że wy się na tym w ogóle nie znacie.

- To jest trochę za mocno powiedziane.

- Mocno czy słabo, zabierajcie się"100.

Otoczenie Casanovę naciskało, aby poddał się opinii lekarzy i sądzono, że boi się amputacji. Na to ów napisał list z wyjaśnieniami, przy czym dziwiono się, że człowiek z gangreną pisał list na cztery strony. Przysłano więc kolejnych lekarzy:

"Przyszli lekarze w liczbie czterech. Uznano, że moje ramię jest dwa razy grubsze niż normalnie i że posiniało już do łokcia; gdy wszakże zdjęto bandaże, oczom moim ukazało się ciało ciemnoróżowe i co więcej materia. Tymczasem nic nie mówiłem, jakkolwiek wielce byłem uradowany. (...) Chirurdzy oświadczyli, że ramię jest zaatakowane i że nie wystarcza już odjęcie dłoni, lecz konieczna jest amputacja ramienia, która nastąpić musi najpóźniej nazajutrz. Byłem zbyt znużony, aby spierać się z tymi ludźmi, którzy z góry wbili sobie coś w głowę i powiedziałem im, by przyszli następnego dnia z instrumentami, a poddam się operacji. (...) Zaledwo wyszli rozkazałem służącemu nie puszczać ich do siebie". Ostatecznie Casanova rękę i ramię zachował, a inny chirurg bez amputacji doprowadził go do zdrowia, "na przekór swoim uczonym kolegom"101.

Siostra Fryderyka II Wilhelmina wyszła z ospy cało i bez dziobów. Opowiada o tym wydarzeniu oraz niezbyt wzorowym zachowaniu lekarza w pamiętnikach: "Przyniosła mi zwierciadło i ja ze zdziwieniem zobaczyłam, że całą twarz i gors mam pokryty czerwonymi cętkami; przypisywałam to przykrości, jaka mnie spotkała i przestałam o tym myśleć. Ale gdy tylko wróciłam do pokoju króla, wróciło też wrzenie krwi i znowu zemdlałam. Powód był ten, że musiałam przejść całą amfiladę pokoi, gdzie nie było ognia i panował straszliwy chłód. W nocy dostałam wysokiej gorączki i nazajutrz czułam się tak źle, że prosiłam o usprawiedliwienie mnie przed królową, iż nie mogę opuścić pokoju. Kazała mi powiedzieć, że żywa czy umarła, muszę przyjść do niej. Przesłałam jej odpowiedź, że mam wrzenie krwi i że to jest niemożliwe. Powtórzono mi to jeszcze raz. Cztery osoby zawlokły mnie do jej apartamentu, gdzie robiło się mi bez przerwy słabo, a nawet zaprowadziły mnie do króla. Moja siostra, widząc, że się tak źle czuję i myśląc, że zaraz wyzionę ducha, zwróciła na to uwagę króla, który w ogóle mnie nie zauważył. - Co ci jest - zapytał - jesteś bardzo zmieniona... ale zaraz Cię wyleczę! - I kazał mi podać wielki puchar napełniony starym, bardzo mocnym winem reńskim, który rada nierada musiałam wypić. Gdy go połknęłam gorączka mi podskoczyła i zaczęłam majaczyć. Królowa zorientowała się, że trzeba mnie zwolnić; zaniesiono mnie więc do mego pokoju i położono do łóżka całkowicie ubraną, ponieważ otrzymałam wyraźny rozkaz, że muszę się znowu zjawić. Poleżałam chwilę i poczułam, że gorączka gwałtownie wzrasta. Doktor Stahl po którego posłano wziął moją chorobę za wielką gorączkę i zapisał mi kilka środków szkodliwych dla mnie. Cały ten dzień i dzień następny majaczyłam bez przerwy. Gdy tylko odzyskiwałam przytomność przygotowywałam się na śmierć. W tych krótkich przerwach pragnęłam jej gorąco i kiedy widziałam obok mego łóżka panią von Sonsfeld i dobrą Mermann, obie płaczące, starałam się je pocieszyć, mówiąc im, że oderwałam się już od świata i że wreszcie znajdę spokój, dlatego nikt nie będzie w stanie mnie rozbawić. (...) Przez dwie doby byłam między życiem a śmiercią, po czym wystąpiły objawy ospy. Król nie dowiadywał się o moje zdrowie od czasu, gdy zachorowałam. Gdy go powiadomiono, że mam ospę przysłał swego chirurga Holtzendorffa, żeby dowiedzieć się, co jest na rzeczy. Ten brutal powiedział mi wiele przykrych słów w imieniu króla i jeszcze dorzucił coś niecoś od siebie. Czułam się tak źle, że nie zwróciłam na to żadnej uwagi. Potwierdził jednak przed królem relację, jaką mu przekazano o moim zdrowiu. Ponieważ król obawiał się, żeby moja siostra nie nabawiła się tej zaraźliwej choroby, przedsięwziął wszelkie możliwe środki ostrożności, ale w sposób dla mnie bezlitosny. Potraktowano mnie natychmiast jak więźnia stanu; zapieczętowano wszystkie drzwi, które prowadziły do mego pokoju i zostawiono tylko jedno wejście. Królowa i cała służba, podobnie jak mój brat otrzymali wyraźny zakaz odwiedzania mnie. Byłam sama, tylko z moją guwernantką i poczciwą Mermann, która choć w ciąży usługiwała mi dzień i noc z gorliwością i przywiązaniem nie mającym sobie równych. Leżałam w pokoju, gdzie panowało straszliwe zimno. Bulion, który dostawałam, była to tylko woda z solą i kiedy żądano dla mnie innego, odpowiedź brzmiała, że zdaniem króla jest on dostatecznie dobry dla mnie. (...) Przez dziewięć dni byłam w wielkim niebezpieczeństwie, wszystkie symptomy mojej choroby były bardzo groźne, a ci którzy mnie widzieli uważali, że jeśli z tego wyjdę, to będę okrutnie zeszpecona (...)"102.

Wzmianki o oszpeconych ospą twarzach są w dawnych przekazach źródłowych częste103. Henrietta z Działyńskich Błędowska wspomina z przykrością ślady pozostałe jej po ospie: "Wracam do Trojanowa, gdzie zachorowałyśmy obie z siostrą na kur, po czym w tydzień u mnie zadeklarowała się ospa, co nadzwyczaj strwożyło matkę moją, którą zaręczali, iż w jej niebytności przebyłam naturalną, będąc małą, a ta musiała być wietrzną, a moje rodzeństwo mieli szczepione. Ze trzy miesiące chorowałam, od siostry mnie oddalili, by się nie zaraziła. Matka dzień i noc nie odstępowała mnie. Dziwiła wszystkich metoda kurowania przez doktora Francuza, któren - zimową porą to było - okna w pokoju otwierał i mało co kazał przepalać. Pryszcze na twarzy nożyczkami przecinał, aby znaków nie zostało, lecz jak się łaskawe wyręczycielki znalazły, ręką drżącą, niewprawną wszędzie szramy zrobiły"104.

Ciekawy opis dawnego chorowania z końca XVIII wieku pozostawił Seweryn Bukar. Podczas podróży na plecach czuł swędzenie: "Aż dopiero w kilka dni po dotarciu do Dubna, gdy mi ten pryszczyk dokuczać zaczął, opatrzyć kazałem żołnierzowi i pokazało się, że się tam formował wrzodzik, który z małą pomocą byłby przeszedł w supuracyę, lecz ja lekce to ważąc, jak zwykle młodzi bez doświadczenia, zaniedbałem go i stroiłem się zawsząd do pałacu, aż póki nie zaczęła się formować znaczna twardość w tem samem ramieniu pod szyją nad obojczykiem. Coraz więcej dolegliwości czując i sen przerywany mając, zmuszony byłem uciekać do domu rodzicielskiego po pomoc. Przełożywszy więc księciu, że przez lat sześć z rodzicami i familią nie widziałem się, prosiłem o urlaub; dał mi go książę i nająwszy furmana wyjechałem. Podróż miałem niezmiernie przykrą. Bryczka bez budy wystawiała mnie na nieznośny upał, gdyż to był miesiąc lipiec. Powiększająca się na lewej stronie szyi bolączka, sprawiała mi ból głowy i gorączkę, kazałem więc bryczkę wysłać sianem i leżący podróżowałem. Przy tem mil kilka, aż do samej Szepetówki trzeba się było wlec po piaskach i po korzeniach sosnowych, na których każde wstrząśnienie bardzo dolegliwie czuć mi się dawało. Na koniec przecie po trzech, czy czterech dniach podróży zajechałem do Januszpola, kazałem zajechać do karczmy, nie powiadając, kto jestem, dla zrobienia siurpryzy w domu". Na koniec Bukar dojechał do domu, gdzie matka zaraz zorientowała się, że dzieje się z nim coś niedobrego i nie domaga. "Wśród tych radości i powitań matka moja odkryła, że mam jakąś dolegliwość, co i twarz zdradzała. Opowiedziałem więc słabość moją i wzięto się natychmiast do kataplazmowania. Matka moja miała szlachciankę starą zasłużoną, która zwykle leczyła i babiła. To więc najprzód ze skarbnicy wiadomości swoich wszystko wyczerpała, co by mi tylko ulgę przynieść mogło, a tymczasem posłano po doktora do Berdyczowa. Trudno było wówczas o dobrego lekarza, zajechał więc, kogo zastali. Weber zalecał więc kontynuować kataplazmy i zawiadomić siebie, gdy już gorączka zmięknie. Trwało to jednak dni kilkanaście, za chwilę zjechał do operacyi, która dowiodła niezręczności jego. Zrobił incyzyę, wyszło mnóstwo materyi, kazał zakładać otwór flejtuszkami z maścią, którą przepisał i na tym skończył. W kilka dni po tej operacyi ojciec mój z Warszawy powrócił. Jak tylko zobaczył mnie tak wymizerowanego cierpieniem, natychmiast wyprawił do Sławiuty, gdzie mieszkał wówczas najsławniejszy w naszej prowincyi doktór Khittel. Był to doskonały chirurg i operator. Opatrzywszy ranę dokładnie zganił operacyę Webera, który w złem miejscu ją zrobił"105. Choroba odnowiła się w roku 1796, kiedy trzej lekarze "już mój dekret śmierci podpisali", ale wbrew temu autor tych słów wyzdrowiał106. Lekarze bywali różnymi typami postaci, jak wskazuje charakterystyka wojskowego medyka Müllera: "Szwajcar rodem, a do tego pijak"107. Müller poślubił Polkę, szlachciankę, opuścił wojsko i podjął cywilną praktykę lekarską. W ten sposób trafił do niego Bukar. "Konsylium z trzech doktorów skonkludowało, że ja żyć nie mogę, ale Müller stale utrzymywał, że na swoją głowę bierze odpowiedzialność za mnie i tyle przyłożył starania, iż do zdrowia przyszedłem. Kiedy już symptomata okazały się takie, jakich Müller oczekiwał i ja do przytomności wróciłem, wtedy poczciwy mój ordynariusz już podweselony przyjeżdżał do mnie, w pełnym mundurze, przy pałaszu, z fajką ogromną w gębie i flaszką w kieszeni"108.

Z jednej strony lekarzom po uniwersytetach nie dowierzano, z drugiej powszechne było zjawisko nielegalnych praktyk medycznych, czyli szarlatanów. W epoce saskiej to zjawisko się nasiliło. Jak sądził pod koniec XVII wieku Bernard O'Connor, lekarz Jana III Sobieskiego, wynikało to i z tego, że w Polsce lekarzy brakowało, a wielu było cudzoziemców: Francuzów, Włochów i Niemców. "Rodowici Polacy rzadko się do tej nauki przykładają, gdyż w swoim kraju nie mają do tego żadnej sposobności, aby się czego dokładnego nauczyć, a szlachta, która by środki miała z tego powodu do obcych krajów pojechać, jest albo zbyt niedbała, albo za dumna, aby się uczyć profesji, której nauka tyle trudów, a praktyka takiej umiejętności i ostrożności wymaga (...). Co się tyczy sztuki lekarskiej i praktyki takowa bardzo jest niedokładna. Doktorzy nie wiedzą tu nic o tym, co w nowszych czasach wynaleziono nowego w anatomii i chemii. Materia medyczna ledwo jest im wiadoma, a dopiero jej nauka"109. To samo mówiło się jednak na Śląsku. W 1660 roku przybył tam z Polski lekarz mieniący się Wildegans, w rzeczywistości fuszer, oszust i sukiennik. Miał tłumy chętnych, chociaż wszystkie choroby leczył tylko jednym rodzajem pigułek, a uzbierawszy sporo pieniędzy, zniknął bez śladu110.

Z kolei w pamiętnikach Ochockiego, znajdujemy opis leczenia i śmierci jego ojca: "Ojciec mój przeczuwał już zbliżanie się śmierci. Kazał sprowadzić księdza i ten przez pięć tygodni, aż do jego zgonu, w domu naszym zostawał. Ksiądz Pałucki biskup, jako generalny oficjał kijowski, w Żytomierzu jeszcze dał mi indult na odprawianie mszy w pokoju chorego; ja na krok ojca nie odstępowałem, chyba z rana na przejażdżkę dla odetchnienia. Jednej niedzieli zrobiłem sobie intencję spowiadać się i pojechałem do Cudnowa z macochą swoją karetą (...). Ojciec mój chorzał a chorzał. Po kuracyi pana Kitla sformował mu się wrzód pod prawą pachwiną ogromnej wielkości; z ciężkością przyszło go przyprowadzić do pęknięcia, ale dokazano tego przecie. Potem wylewu z niego poskromić nie było można, wyniszczał i osłabiał niezmiernie. Na trzy dni przed śmiercią pokazał się na ręku pryszczyk malutki, w kilka godzin pokazała się gangrena (...) W przeddzień śmierci był bardzo dobrze: zawsze sobie podżartowywał ze mnie, że nie będę miał czem na ślub jechać i czem przywieźć żony. Wieczorem kazał przywołać pasiecznika i pytać go ile ma rojów? Potem ekonoma, dowiadując się, ile ma oziminy? Kazał młócić owies na obroki, odbył z księdzem chrześcijańskie swe ćwiczenie duchowne, poprosił go o absolucyję, którą co wieczór bierał. Nazajutrz, tylko co rozedniało, posłał po mnie. Spytałem go jak się ma?

- Ot, nie tak dobrze jak wczoraj. Nic mnie nie boli, ale czuję rodzaj osłabienia jakiegoś.

- Może pobudzić doktorów? - spytałem.

- Nie trzeba - rzekł - o wpół do szóstej przyjdą mnie opatrywać jak zawsze.

Kazał dla mnie kawę przynieść i postawić mi stolik przy łóżku. Rozmawiałem z nim, ale zauważałem, że z ciężkością, jakby mocno osłabiony mówił. Piłem kawę, patrzył na mnie oko w oko, zabrano ją, weszli doktorowie, ja patrzę na mojego ojca, on na mnie; wtem Rudnicki obraca się do mnie.

- Ojciec pański już nie żyje!

- To być nie może! - rzekłem do niego"111.

Jak pisał etnograf Zbigniew Libera, figura znachora do dzisiaj oparta jest na tym samym schemacie co w XIX wieku. Znachorzy przede wszystkim opierali swoją działalność na przesądach i zabobonach. Odwoływali się do ciemnoty, głównie biednego ludu, choć nie tylko. Faktycznie było to wyłudzanie pieniędzy. Ta sytuacja zachowała trwałość również na wsi okresu międzywojennego: "plaga znachorów wszelkiego typu żeruje na polskim chłopie, na jego chorobie i ciemnocie. Zamawiacze, szeptuny, kostroprawy. Cyganie, pastuchy, zupełni analfabeci, czasem umiejący czytać i pisać, istnieją we wszystkich zakątkach kraju. Każda okolica, każda gmina ma swego cudotwórcę, który rozpoznaje choroby z moczu, z badania wzroku, z ręki, z kart, z wody i leczy najdziwniejszymi metodami...112. Oskar Kolberg opowiadał, jak obserwował obcinanie kołtuna przez znachora: przypatrywał się tym szalonym bachanaliom rozumu ludzkiego, zdawało mi się, że spoglądam na najobrzydliwsze w świecie przedrzeźnianie, a naigrywanie się z tego bożego czynu, którym Chrystus Pan mocą swojego słowa wyganiał z opętanych".

Kaci oprócz torturowania ludzi i zabijania, a także sprzątania zwłok zwierzęcych z ulic i bycia hyclami, świadczyli również usługi medyczne, jako że znali się na anatomii, krajając ciała skazańców (kara obcięcia ręki), prowadząc sekcje zwłok oraz będąc rakarzami. Udzielali regularnie porad medycznych, co stanowiło znaczną część ich dochodów. Już w XVIII wieku gdzieniegdzie zakazywano im praktyk medycznych dla braku formalnego wykształcenia. Sprzedawali też w celach zdrowotnych fragmenty trupów skazańców, jak palce ucięte wisielcom, z których czarownice warzyły lubczyki i sznury po nich. Zabobonny niejaki Sebastian Porębski chciał ukraść genitalia wisielca, aby mu się lepiej powodziło. Z usług lekarskich katów korzystała często biedota, która nie mogła sobie pozwolić na wizytę lekarza z dyplomem uniwersyteckim, gdyż ci byli drodzy i było ich niewielu. Sebastian Mercier pisał: "Gmin chętnie rozmawia o kacie, powiada, że prowadzi on dom otwarty dla biednych kawalerów Świętego Ludwika i chadza do niego po sadło wisielca; kat sprzedaje zwłoki chirurgom lub zatrzymuje dla siebie, wedle swego uznania"113. Nawet przy zatrudnianiu katów brano pod uwagę ich umiejętności lekarskie i weterynaryjne. Do metod leczniczych należało n.p. użytkowanie krwi dzieciobójczyni do leczenia epilepsji, jak to miało miejsce w 1749 roku w Żytawie na Śląsku. W Zgorzelcu w 1644 roku zatrudniono kata "jako dobrego mistrza i lekarza koni"114. Kaci w Dreźnie otrzymywali atest o prowadzonej działalności lekarskiej (1664): "obecnie podaje się do wiadomości obecnemu egzekutorowi Lorenzowi Straßbergowi ze Zgorzelca i zatwierdza z urzędu pismo, że obecny tutejszy kat, mistrz Hans Bendict, podobnie jak znani nam jego poprzednicy, mistrzowie: Jobst Hennen, Christoph Polzen, Hans Strengeln, Franz Heilr, Johan Melchior Wachlen oraz Hans Klöcknern, podejmowali się opieki nad wszelkimi poszkodowanymi, mieli wielu pacjentów w mieście, jak i poza nim i z tego powodu ze strony medyków lub innych osób o podobnym zajęciu wpływały do urzędu skargi na temat ich działań, co jednak nie zmienia stanu rzeczy i wydanego zezwolenia". W Prusach początku XVIII wieku uważano, że kat może zacząć leczyć dopiero po wykonaniu swojej setnej egzekucji -"der Scharfrichter werde Doctor, wenn er 100 Köpfe ­abgehauen habe"115.

Szpitale (2)

Protestantyzm, a w ślad za tym i przeciw temu Kościół katolicki na Soborze Trydenckim, przyniósł nowe formy opieki nad chorymi oraz ubogimi. Przede wszystkim reformacja, wraz z likwidacją zakonów, oznaczały laicyzację opieki zdrowotnej i sprawowania pieczy nad ubogimi. Szpitale miały też czasami złożone funkcje, zajmując się np. działalnością bankową, jak katolicki szpital we Florencji w 1464 roku albo szpital w Turynie. Podobnie szpital w Cambridge zajmował się udzielaniem pożyczek osobom zadłużonym. Szpitale posiadały znaczne nieruchomości stanowiące źródło sporych dochodów i możliwości inwestowania116.

Sobór Trydencki zalecał zajmowanie się szpitalami i ich otwieranie biskupom oraz plebanom, a działalność pomocy ubogim wzmocniła się. Kościół uzyskał też prawo do nadzoru nad szpitalami - zarządy szpitali składać miały biskupom sprawozdania na temat dochodów szpitali, którzy wizytowali je w celu oceny zarządu i jego pracy. Osoby dopuszczane do współzarządu również zatwierdzał biskup. Na wsiach szpitale oddawano pod opiekę proboszczów. Do szpitala przyjmowano jedynie "prawdziwych ubogich", niezdolnych do życia z pracy własnej, kaleki, starców, dotkniętych chorobą nieuleczalną. Chorzy uleczalnie mieli być po ozdrowieniu ze szpitala usuwani. Warunek przyjęcia do szpitala stanowił, by pensjonariusz znał zasady wiary, z czego został przeegzaminowany przez proboszcza, który miał go także wyspowiadać i udzielić komunii. Synody zakazywały też panom ucisku poddanych, bo powodowało to zubożenie chłopów i wzrost liczby osób w szpitalach117. Ciekawy punkt regulaminów szpitalnych w poznańskiem mówił, że przebywający w nim obowiązkowo mają pracować w ogrodach szpitalnych i na łąkach z zamianą na wykup przez najemnika. Szpitale finansowano z testamentów, donacji oraz datków. Fundatorzy prywatni traktowali swoje donacje jako sposób na odkupienie grzechów: "Szpital budujesz - pałac wieczny sobie budujesz w niebie; tam żyć wiecznie tobie" - pisał autor zbioru wierszy wydanego w 1697 roku118. Na szpitale łożyły też jednak władze miejskie119. Przy przyjęciu pobierano również wpisowe, "wkupne", zwykle dobrowolne, tylko czasami była to określona suma. Biedni mieli wstęp darmowy. Pacjenci także zapisywali spadek szpitalowi w testamencie. Szpitale wyposażono w środki, kamienice, place i działki, dzięki fundatorom oraz donatorom. W mieście rozwieszano skarbonki i korzystano z jałmużny. Szpital Świętego Ducha w Gdańsku był właścicielem sześciu wsi, świętej Elżbiety pięciu, lub siedmiu, informacje są tu różne. Oprócz ziemi szpitale te posiadały renty, pobierały czynsze z różnych fundacji i zapisów czynionych przez władze miejskie, bractwa, gildie, cechy rzemieślnicze i osoby prywatne. Niektóre szpitale nie miały jednak uposażenia, utrzymywały się tylko z jałmużny pacjentów. Jan Stanisław Bystroń zwraca też uwagę, że szpitale niejednokrotnie karmiły swoich pacjentów kiepsko albo wręcz głodziły. O wyżywieniu opowiem więcej za chwilę. Gdzie indziej pacjenci zajmowali się dla zarobku przędzeniem, robieniem pończoch na drutach, kręceniem knotów bawełnianych, zbieraniem i suszeniem ziół.

W praktyce wiele szpitali to po prostu izba w budynkach przykościelnych, gdzie trzymano kilku miejscowych dziadów i nędzarzy, którzy byli do pomocy przy pracach w parafii. W szpitalach zwykle opieka lekarska była marna - dyżurował tam jakiś cyrulik albo balwierz. Mieli oni odwiedzać przebywających w szpitalu, podawać im medykamenty, opatrywać rany, puszczać krew. Dopiero w 1775 roku Komisja Dobrego Porządku orzekła, że w każdym szpitalu musi być doktor i felczer "wcale umiejętni", każdy szpital miał też mieć osobną aptekę. W 1775 roku usługi świadczyło w Warszawie 45 lekarzy i chirurgów, 46 cyrulików, 24 felczerów, 37 akuszerek i 19 aptekarzy. Marszałek Gurowski w 1785 roku podał spis dopuszczonych do praktyki lekarzy, aby apteki wiedziały, czyje recepty honorować120.

Szpitale w Rzeczypospolitej w 1791 roku

Region

Szpitale

Pensjonariusze

Prowincja Wielkopolska

90

1 600

Prowincja Małopolska

213

1 862

Prowincja Litewska

194

2 159

Razem

497

5 621

Źródło: Franciszek Giedroyć, Zapiski do dziejów szpitalnictwa w dawnej Polsce, Warszawa 1908, s. 3.

W szpitalu Świętego Ducha w Warszawie pensjonariuszom codziennie dawano lekkie piwo, na tydzień dwie kwarty kaszy, chlebowego 25 groszy, piwa szlacheckiego kwart dwie, na mięso i okrasę na kwartał dwa złote i 20 groszy, odzież na dwa lata, dla mężczyzny płaszcz i czapka, dla babki płaszcz oraz dwa łokcie płótna. Czy te normy jednak realizowano?121 Jak wspomniałem, w bardzo wielu małych szpitalach ubodzy żyli z jałmużny, przez co wielokrotnie doświadczali głodu z niedożywienia. Taki przykład mamy ze szpitala w Babimoście z 1610 roku, który nie miał żadnych stałych dochodów, a pensjonariusze żyli z osobiście zebranej "przypadkowej jałmużny"122. Szpitale prepozyturalne w dużych miastach posiadały zwykle duże uposażenia i tych problemów nie było. W Rydzynie w 1619 roku ubodzy dostawali w tygodniu samo zboże, a w czwartek i niedzielę chleb, jarzyny oraz mięso. W Zbąszyniu w 1640 roku ubodzy spożywali posiłek tylko raz dziennie, a i to nie zawsze. Pensjonariusze czasem w tygodniu mięso mieli, kiedy indziej nie. W Kórniku w 1696 roku dostawali np. w tygodniu gotowane jarzyny, raz na trzy tygodnie bochenek chleba, a od czasu do czasu masło i ser, w Międzychodzie w 1781 roku otrzymywali 9 litrów piwa w miesiącu. W Bledzewie piwo dostawali pensjonariusze codziennie. Jak ocenia Wojciech Surdacki, wyżywienie pensjonariuszy szpitali wielkopolskich w XVII-XVIII wieku nie odbiegało od posiłków warstw niższych Polski. Chłopi jedli podobnie. Wyżywienie to opierało się generalnie na przetworach mącznych, wyrobach zbożowych, warzywach i artykułach mlecznych. Jedzono szczególnie dużo różnego rodzaju kasz (jaglanej, tatarcznej, jęczmiennej), grochów oraz jarzyn. Mięso w jadłospisie pojawiało się niezbyt często, bo kilka razy w roku, w okresie najważniejszych świąt, ale bywały szpitale, w których na stole znajdowało się co niedziela. Dosyć często jedzono masło i ser123. Podobnie było na Lubelszczyźnie. Zbigniew Góralski stwierdza: "Pożywienie w szpitalach było bardzo proste i opierało się głównie na kaszach i potrawach mącznych. W ordynariach nie spotyka się mięsa, tylko słoninę. Mięso było rzadkim gościem na stołach szpitalnych"124.

Także ogrzewanie pozostawiało wiele do życzenia. Poza wspólną izbą, innych pomieszczeń zwykle nie ogrzewano. W związku z tym, pensjonariusze w zimniejszych okresach przenosili się niekiedy z nieogrzewanych pokojów do wspólnego125. Szpitale miały charakter koedukacyjny, jednak zalecano, aby mężczyźni i kobiety spali w osobnych salach, wprowadzono zakaz odwiedzania swoich pokoi. Intymne relacje damsko-męskie na obszarze szpitala uważano za sianie zgorszenia. Marian Surdacki sądzi jednak, że tych zakazów nie przestrzegano, bo jak wspominałem, przy braku ogrzewania wszyscy - niezależnie od płci - zajmowali wspólną dużą izbę z piecem126.

Już w XVII wieku w Polsce pojawiły się zakony, których szpitale zajmowały się wyłącznie pielęgnowaniem chorych, jak szarytki i bonifratrzy (1609). Początki bonifratrów to założenie szpitala dla osób obłąkanych w Hiszpanii w Granadzie w roku 1542. Na początku XVII wieku podlegało im już 18 domów zakonnych, do Francji przybyli w 1602 roku, a za czasów Ludwika XVI mieli tam już 39 domów zakonnych. Kandydaci do zakonu składali śluby ubóstwa, czystości, posłuszeństwa i służenia chorym. Bonifratrzy czy szpitale Sióstr Miłosierdzia mieli ściśle określone, dokładne regulaminy. Szczególnie chętnie korzystano tam z terapii ziołowych. Porządek w pokarmowaniu chorych bonifratrów z 1728 roku zarządzał: "Czasu pokarmu tak przed południem, jak i wieczór mają dzwonić, a kucharz jeść wyda, a tymczasem bracia posługacze wydadzą na ręce wody chorym, przykazawszy, aby mówili pacierz za dobrodzieja, a bracia, którzy będą w domu do kuchni brać jeść i przyniosą do niemocnice; co gdy się stanie, kapłan niech błogosławi jadło, a infimarz wstawszy niech je dzieli dając każdemu to, co rozkazał lekarz: brat jeden na to naznaczony niech czyta w księdze, w której napisano to, co ma być dane choremu i niech ma infimarz staranie o tych, którzy nie mogą jeść o swojej mocy, aby im posłał brata, który by im służył, karmiąc, pojąc i w innych wszelkiego chorego potrzebach (pomagając). (...) Skończywszy pokarm dziękują głośno Panu Bogu, aby wszyscy w niemocnicy chorzy słyszeli, przekazując im, aby zmówili pacierz za dobrodzieje"127.

Poszczególne zakłady były niewielkie i trzymano tam często po kilkunastu pacjentów. W Gdańsku szpitale w XVII wieku mogły pomieścić kilkanaście do kilkudziesięciu osób, przy znacznie większych potrzebach i stąd duża kolejka. Pensjonariusze dawali wkup, czyli pewną sumę pieniędzy, czasem zapisywali nawet cały majątek, co się działo w momencie, gdy zwolniło się miejsce pensjonariusza lub pensjonariuszki. W jednym z zakładów pobudka przewidywana była na godzinę 5.30: "Chory ma wdziać koszulę białą, czepek na głowę i prześcieradło (...)"128. Prowadzono księgę chorych, gdzie wpisywano i wypisywano kolejne osoby, kolejny numer, dane personalne, wiek, opis choroby, objawy, stan chorego oraz podawane leki, zwykle ziołowe. Panowie traktowani być mieli w szpitalu na równi z ubogimi, jednak leki bezpłatne przewidziane były tylko dla biednych. Tym z kolei zalecano cierpliwość w leczeniu i cierpieniu, instruowano jak postępować w wypadku bólu, agonii i śmierci. Zalecano szacunek wobec chorych i by nie przyjmować podarunków129.

Znane są cztery nowożytne regulaminy szpitali gdańskich. Wszystkie wymagają przede wszystkim spełniania praktyk religijnych przez pensjonariuszy i prowadzenia dobrego, moralnego życia. Modlitwa w kościele położonym obok szpitala miała miejsce trzy razy dziennie. Oprócz tego obowiązywał wymóg słuchania kazań w czwartki i niedziele oraz udział w nabożeństwach. Zakazano przeklinania i złego wzajemnego odnoszenia się do siebie, bójek, kradzieży, przebywania z nierządnicami, pijaństwa. Zabraniano narzekania na wyżywienie w szpitalach, za co groziła kara czasowego wyrzucenia pensjonariusza. Jeden z regulaminów wyjaśniał, że skargi psują zakładowi opinię. Zakazywano spóźniania się do zakładu po zamknięciu bramy i nocowania poza szpitalem. Szpitale gdańskie zamykano zwykle latem o 20.00, a zimą o 16.00. Spóźnieni musieli dzwonić specjalnym dzwonkiem, a następnie zgłosić się do szpitalnika i wytłumaczyć swoje spóźnienie. Kara dla mężczyzn to odebranie przydziału pożywienia na następny dzień, a dla kobiet zmniejszenie racji. Nie wolno było wprowadzać na teren szpitala gości, w tym i kobiet, do jadalni czy sypialni130.

Szpital pod wezwaniem Świętego Ducha w Prądniku koło Krakowa wybudował w 1220 roku biskup Iwo Odrowąż131. Jan Długosz pisał, że zrobił to z troski o los "nieszczęśliwych ludzi płci obojga". W opisie klasztoru duchackiego w Sandomierzu Długosz pisał: "zbierają potrzebujących z całej ziemi sandomierskiej, dzieci porzucone zbierają i żywią". Charakterystyczne są zresztą zapisy datków: "Od księdza Suchockiego 200 florenów na ubogich, co po ulicach leżeli albo dla babki wziętej spod bramy cmentarza". Z powodu dużej odległości do miasta, wspomniany szpital w Prądniku w 1244 roku przeniesiony został do Krakowa przez biskupa Jana Prandota. Szpital był jednocześnie przytułkiem dla biednych i pełnił funkcje lecznicze. W XVII-XVIII wieku duchacy zajmowali budynek, który składał się z dwóch skrzydeł, w jednym leczono i mieścił się szpital, a w drugim znajdował się klasztor. Szpital połączony był z kościołem świętego Krzyża przy pomocy dużego półkolistego okna, tak że chorzy i ubodzy mogli uczestniczyć w nabożeństwie. Już w 1808 roku układ szpitala wyglądał następująco: znajdowała się tu duża izba ogrzewana piecem, jedyna na parterze szpitala. Miała ona cztery okna. Przewidziano w niej miejsce dla osób starszych i kalek. Przy drzwiach znajdowała się figura miłosiernego Pana Jezusa, wewnątrz ołtarz z tryptykiem przedstawiającym świętą Annę Samotrzecią, Matkę Boską Królową Nieba oraz świętego Jana. Przez sień przechodziło się do izby obok przeznaczonej dla chorych na gorączki, febry i puchliny. I tu znajdowały się rozmaite święte wizerunki, ale również praktyczny piec z zielonych kafli. Do noszenia chorych służył stołek z poręczą. Kolejna izba przeznaczona była dla nieuleczalnie chorych i także posiadała piec, następna dla chorych zakaźnie, na suchoty i szkorbut. Na piętrze znajdowało się pomieszczenie dla sierot, także z piecem, obok dla mamek z niemowlętami i kolejne z małymi dziećmi, potem ze starszymi, dwie izby dla kobiet ciężarnych i położnic. Przy każdej izbie wisiały tablice z nazwiskami chorych i sierot oraz biednych. W oknach były szyby wprawione w ołów, a wcześniej błony132. W średniowieczu i epoce nowożytnej bracia opiekowali się biednymi i chorymi, siostry dziećmi i kobietami, przy czym mężczyzn i kobiety umieszczano osobno. Źródła podają też, że szpital posiadał profesjonalnego medyka, cyrulika i balwierza, pomoc kuchenną, jak również praczkę szpitalną. Klasztor i szpital utrzymywały się z fundacji siedmiu wsi, co wiemy z dokumentów z wieku XV. Stałą pozycję w dochodach stanowiły też datki miasta na utrzymanie biednych. W latach 1485-1526 były to dochody z jatek krakowskich, młynów na Prądniku, ogrodów w Wieliczce, na Błoniu i Kleparzu oraz na terenie parafii świętego Piotra i Pawła w Krakowie. Zdarzały się też datki osób indywidualnych. Jan de Regulis ofiarował duchakom czynsz z domu na sumę 300 florenów. W 1495 roku Jan Prasner i Wojciech Łęczycki zapisali czynsz z innej kamienicy. Takich zapisów istniało więcej. Szpital, jak łatwo się zorientować, był duży - w 1568 roku mówi się o 300 chorych.

Wszyscy pacjenci w szpitalu Świętego Ducha otrzymywali te same posiłki, a żywność pochodziła z majątków wiejskich duchaków (1638). Śniadanie składało się z chleba i piwa, obiad z porcji mięsa, krup tatarczanych, lub jęczmiennych, grochu oraz jarzyn, jak kapusta zielona i kiszona, pietruszka, buraki, cebula, marchew, soja, szpinak, a na kolację pieczeń wołowa, kluski, krupy oraz groch. W posty podawano kluski, krupy, śledzie. Mięso serwowano cztery razy w tygodniu: w poniedziałek, wtorek, czwartek i niedzielę. Bywali jednak prowizorzy, przy których chorzy mieli mięso jedynie w święta: Bożego Narodzenia, Wielkanocy czy Zesłania Ducha Świętego. Z tłuszczów serwowano słoninę, smalec, łój, masło i dużo oleju. Polewki sporządzano z siemienia lnianego, oleju, piwa, owoców, marchwi oraz innych jarzyn, żur kwaszono z mąki i otrąb. Dawano też chorym owoce i świeże warzywa z ogrodów duchaków. Z okazji Bożego Narodzenia pacjenci otrzymywali zwyczajowo strucle i pierniki, na Wielkanoc barszcz z jajami i placek. Chorzy leżeli w łóżkach we własnej pościeli, jednak biedni w szpitalnej. W 1651 roku znajdowały się tu duże drewniane łóżka z zadaszeniem i firankami. Dekret biskupi zalecał, aby łóżka posiadały materace wyściełane sianem, dwie poduszki, koce pokryte płótnem, a zimą pierzyną. Bielizna i pościel chorych miały być zmieniane często, a chorzy myci dwa razy w tygodniu. Głos dzwonka oznajmiał czas posiłków. Leki ziołowe pochodziły z własnych ogrodów duchaków. Na terenie zabudowań szpitalnych wytwarzano też własne leki133.

Pamiętać również należy o szpitalach dla podrzutków. W epoce nowożytnej przy wzrastającej populacji, zasoby żywności pozostawały na stałym poziomie, powodując jej niedobór. Kobiety porzucały swoje dzieci z powodu trudnych warunków materialnych, zgwałcenia czy pozamałżeńskiej ciąży i obawy przed wykluczeniem. Wielu rodziców pozostawiało z niechcianymi dziećmi pełne żałości listy, opisujące nędzę, w jakiej się znaleźli. Wchodziły w grę także kobiety z marginesu społecznego, a więc żebraczki, prostytutki i złodziejki. W artykule 81 Caroliny (Kodeks kryminalny z 1532 roku) czyn taki karano śmiercią: "Gdzieby która dziecię swe porzuciła, chcąc się go zaprzeć ani o nim wiedzieć - jeśliby dziecko to porzucone - pierwej niźliby o nim dowiedziano, umarło za przyczyną jej porzucenia i odbierzania - ma być na zdrowiu albo też i na gardle karana"134. Tylko nieliczne szpitale były wyspecjalizowane w przyjmowaniu sierot, większość miała pacjentów przemieszanych i różnego rodzaju. Obok podrzucania dzieci problem stanowiło dzieciobójstwo. Martwe dzieci znajdowano na śmietnikach, w kanałach czy w rzekach135.

Szpital Świętego Ducha w Warszawie powstał na mocy przywileju danego przez Jana księcia Mazowieckiego z 10 kwietnia 1425 roku: "ubogim, którym podobało się panu Bogu różnymi utrapieniami i natury kalectwami wieku podeszłego nawiedzić"136. Szpital świętego Łazarza został też założony w Warszawie. W księdze brackiej znajdujemy dokument: "Zaczencie Szpitala Gnoiników, to jest w gnoiu porzuconych chorych. Był Sejm w Warszawie, na którym wiele ludzi po ulicach y w gnoiu chorych y drugich dzieci malich zdrowych nagich na zimnie umierało. Kaznodzieia Krola I.M.X. Piotr Skarga Societatis Iesu upominał na kazaniu ludzi do miłosierdzia y opatrzenia onych umierających, y rozbodzil Pan Bóg wiele serc ludzkich, ktorzi ialmuzne na takie nendzne dawali (...)"137. Jak stwierdzał regulamin, bractwo podejmuje się dozoru i opieki nad chorymi, ale bez łożenia na ich żywienie, o co mają zadbać sami. W rachunkach z 1648 roku odnotowano wkupne w wysokości 6 złotych, jednak jeżeli zbierano biedaków z ulicy, nie brano od nich żadnych pieniędzy. "Ten szpital z ialmuzny ludzkiej żywić ma się" - czytamy dalej. Już w roku 1591 wynajęto dom na Nowym Mieście, gdzie utrzymywano chorych. Kolejne lokalizacje szpitala to zbieg ulicy Piwnej i Dunaj, a następna przy ulicy Mostowej. Wizytacja z 1644 roku wzmiankowała na temat chorych: "Byliśmy na rewizyi w szpitalu (tu wyszczególniono, co trzeba naprawić: ubogich zastaliśmy dwunastu, bab ośm, dziadów czterech, a umarło ich dziewięciu za rządów imć pana Starszego. W spiżarni zastaliśmy pół połcia mięsa, sadła połowę, masła faskę poczętą, jagieł niespełna ćwierć, piwa beczek dwie, trzecia poczęta, soli pół beczki"138. W połowie XVIII wieku nowy szpital mógł pomieścić 100 chorych, ale dla oszczędności trzymano tylko 60-25 mężczyzn i 35 kobiet. W 1789 roku przebywało tam 50 chorych i 24 ubogich. Jeżeli chodzi o pomoc lekarską, długo wspominano tylko felczera, cyrulika, lub balwierza, ale już pod koniec XVI wieku, spotyka się doktorów medycyny. W 1793 roku pracował w szpitalu jeden z pensją 100 złotych. Żywienie chorych w 1722 roku prezentowało się następująco:

Niedziela - sztuka mięsa, jarzyna

Poniedziałek - groch ze słoniną, kapusta;

Wtorek - sztuka mięsa, jarzyna;

Środa - barszcz, kasza z masłem;

Czwartek - sztuka mięsa, jarzyna;

Piątek - barszcz, kasza z olejem;

Sobota - barszcz, kasza z masłem139.

W specjalnych sytuacjach dodawano piwo z masłem, kaszy i cielęciny za trzy grosze. W 1793 roku kuchnia chorych składała się z kaszy jaglanej, jęczmiennej na kleik i krupnik, grochu, mąki na kluski, mięsa wołowego, słoniny na okrasę, oleju, mąki na 45 funtów chleba oraz piwa szlacheckiego140.

Warszawski Dom Podrzutków założony został według wzorów francuskich przez Księży Misjonarzy, a konkretnie Piotra Gabriela Baudouin, który przyjechał do Warszawy w 1717 roku jako spowiednik sióstr miłosierdzia. Założyciel jego zakonu, Wincenty a Paulo, był twórcą pierwszego domu podrzutków w Paryżu. Mnich z datków i ofiar w 1732 roku zakupił plac, gdzie wystawiony został drewniany budynek naprzeciwko kościoła i klasztoru dominikanów. Do opieki nad dziećmi zatrudniono cztery siostry miłosierdzia i kilkanaście mamek. Ten budynek uległ prawdopodobnie spaleniu i w pobliżu wybudowano nowy, murowany i dwupiętrowy w 1736 roku. W tym samym roku przyjęto tutaj 48 dzieci. Personel składał się wówczas z 12 księży i zakonnic, jednego urzędnika, pięciu służących i 15 mamek oraz cyrulika. Siostry przyjmowały jałmużnę i zapisy testamentowe na rzecz szpitala, a w kościołach znajdowały się skarbonki. Szpital nosił już wówczas nazwę Dzieciątka Jezus. Na skutek zapisów testamentowych, pobudowano następnie dla domu obszerniejszy budynek. W statucie nadanym szpitalowi wspomina się o piętnowaniu dzieci należących do przytułku na niewidocznej części ciała. Zajmując się szpitalami w 1765 roku, Stanisław August przeznaczył szpitalowi podatek orderowy, który obciążał Kawalerów Orderu Świętego Stanisława. Mieli oni wpłacić szpitalowi 25 czerwonych złotych przy odbiorze orderu, a potem cztery złote rocznie. Potem w 1776 roku ustalono subwencję państwową na 25 tysięcy złotych rocznie. Szpital cierpiał jednak bez przerwy na brak gotówki i liczył się każdy zapis testamentowy. Wielkie były koszty opłacenia mamek141. Jędrzej Kitowicz opisywał szpital następująco: "Jest koło wydane na ulicę, blisko niego dzwonek z sznurkiem, w to koło należy dziecko włożyć i zadzwonić (...) lecz, gdy zaczęto zbyt wielką moc dzieci podrzucać co noc w to koło, tak, że ich mamkami opatrywać nie można było, postawiono straż niedaleko koła, dla chwytania osób podrzucających"142. Jeżeli kobieta była mężatką, dziecka nie przyjmowano, w innym razie brano razem z dzieckiem do szpitala, gdzie do karmienia otrzymywała drugie. Dziecko, które miało czerwonego złotego od matki, przyjmowano bez problemów, a matkę puszczano. Przyjmowano także dzieci rodziców majętnych, "którzy nie lubią słuchać płaczu dziecinnego w domu". Dzieci takie opłacano, miały mamkę i piastunkę. Za opłatą można też było w szpitalu odbyć potajemnie poród. Nie wszystkie dzieci przebywały w szpitalu, część na mieście u mamek, na pensji szpitalnej.

Umieralność dzieci we wszystkich przytułkach, również w innych krajach, była przerażająca, nie inaczej tutaj. W 1775 roku na 361 dzieci zmarło 290. Według raportów, coroczna śmiertelność w przytułku wahała się od 50 do 80%. "Lubo i w największych wygodach pańskie dzieci umierają jednak" - komentowano w raporcie szpitala, zwracając uwagę, że do przytułku dostawały się dzieci chorowite, słabe i chude. Ta wysoka śmiertelność stanowiła zjawisko w sierocińcach powszechne. W dwóch domach podrzutków w Gdańsku w latach 1740-1749 do 14. roku życia doczekało tylko 8% dzieci143. Mary Lindemann podaje, że w zwykłych szpitalach dla dorosłych w XVIII wieku w Anglii, Francji czy we Włoszech, śmiertelność była również ogromna i wynosila 1/4-1/3 pacjentów, są to jednak z pewnością dane zaniżone. Średni czas pobytu w szpitalu trwał wtedy 30-50 dni. Dzieci już wtedy trzymano nie tylko w szpitalu i u mamek w mieście, ale także oddawano na wieś144. To samo stwierdzał Sebastian Mercier, opisujący los podrzutków paryskich: "Dom podrzutków to druga otchłań, która nie oddaje ani jednej dziesiątej powierzonych jej istot. Siedem do ośmiu tysięcy dzieci - prawego lub nieprawego łoża - przybywa rocznie do paryskiego przytułku, a liczba ich wzrasta z roku na rok (...) Trzeba jednak zauważyć, że wiele z tych dzieci pochodzi z prowincji. Dziewczyna na prowincji zostawszy matką, pozbywa się cichaczem dzieciaka, którego nie ma odwagi zatrzymać, chociaż we wszystkich innych okolicznościach darzyłaby je tkliwą miłością (...) Przewozem podrzutków trudni się człowiek, który nosi je na plecach w wymoszczonej skrzynce, mieszczącej troje dzieci. Układa się je w powijakach tak, żeby mogły oddychać"145. Przypomnieć warto, że krępujące dziecko do 2. roku życia i niekorzystne dla jego rozwoju powijaki były w Europie nowożytnej powszechną praktyką146.

Opis warszawskiego domu podrzutków z 1791 roku stwierdzał, że brama jest pilnowana w dzień przez żołnierza, ale w nocy nie ma tam nikogo i matki podrzucać mogą dzieci. Są one wkładane do koła, które po obróceniu znajduje się w izdebce, gdzie dyżurowały dwie osoby. Po lewej stronie znajdowała się izba do przyjmowania chorych i dzieci w dzień. Tam także zgłaszały się mamki wiejskie po wypłatę pensji. Na piętrze mieszkało 67 dziewczynek, w sali razem z nieuleczalnie chorymi kobietami, z wejściem od strony korytarza, w której to sali "osób niepięknie zachowujących się i smrodliwych jest 13"147. W innej części piętra znajdowała się sala mamek. Wstawiono tam 10 kolebek "czworo niemowląt zmieścić mogących" i dziesięć łóżek. Dalej była izba z chłopcami i piastunkami. W sumie dzieci przebywało 217.

Dwaj Francuzi odwiedzający Polskę w początku XIX wieku tak opisywali szpital: "Sale dla chorych, których jest sześć przylegają do siebie... Szpital ma w przybliżeniu czterysta łóżek, na jedną przypada od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu. (...) Łóżka są wygodne a sale nieźle utrzymane. (...) Podrzutki przyjmowane są o każdej porze dnia przez przełożoną, w nocy zaś składa się je w furcie. Dzieci są rejestrowane i chrzczone, a następnie oddawane pod opiekę mamek, które w liczbie dziesięciu mieszkają w zakładzie. Otrzymują one wyżywienie i odzienie za darmo, a prócz tego jeszcze cztery dukaty rocznie. Dzieci jak najwcześniej wysyła się na wieś. Gospodarz prócz odzieży, bielizny itp. dla dziecka otrzymuje siedem złotych miesięcznie. Odbiera się dziecko po ukończeniu trzech lu czterech lat, a w szóstym roku życia oddaje się je do szkoły. Przy zakładzie znajdują się cztery szkoły: dwie dla chłopców i dwie dla dziewcząt: w jednej uczą się czytać, a w drugiej pracować. (...) Dzieci opuszczają zakład po ukończeniu szesnastego lub osiemnastego roku życia. Chłopców umieszcza się w warsztatach rzemieślniczych, dziewczynki oddaje się na służbę do domów prywatnych"148.

Zjawisko porzucania dzieci, aborcji i dzieciobójstwa oraz braku antykoncepcji związane było z nieślubnymi urodzeniami. Na wsi zdarzało się to rzadko, bo lepsza była społeczna kontrola i nadmiar ludzi odpływał do miasta. W powiecie przasnyskim w latach 1807-1813 wystąpiło tylko 5,7% urodzeń nieślubnych149. To sytuacja typowa w regionie wiejskim, gdzie odsetek dzieci nieślubnych wahał się od 3 do 5%150. Kolejny rezultat reglamentacji seksualności i braku regulacji poczęć stanowiły porzucenia dzieci. Matkę, gdyby dziecko zmarło, Groicki zalecał karać śmiercią. W innych razach winną wypędzano ze wsi151.

Prawdziwą eksplozję liczby dzieci nieślubnych, nazywanych przez historyków "pierwszą rewolucją seksualną", wywołały rewolucja przemysłowa i rozluźnienie ustawodawstwa w odniesieniu do dzieci nieślubnych w XVIII i początku XIX wieku152. Dotychczas - w epoce nowożytnej - ten tzw. bękart miał zamknięty dostęp do urzędów publicznych, nie mógł być świadkiem w procesie sądowym, studiować czy ubiegać się o tytuły magisterskie i doktorskie. Na przykład w Gdańsku nie wolno im było starać się o pobieranie nauki rzemiosła, a także o obywatelstwo miasta153. Zapowiedź wzrostu liczby dzieci nieślubnych znajdowała się już wszakże w wielkich miastach epoki nowożytnej, gdzie w tłumie chowały się matki dzieci nieślubnych i gdzie takie porody stanowiły już w XVIII wieku 15-30%, a czasem nawet (chociaż rzadko) 50% wszystkich urodzeń. Na obszarze Niemiec największa liczba dzieci nieślubnych w XIX wieku występowała w katolickiej Bawarii i Saksonii, jednak również wiele w luterańskiej Szwecji. Niska stopa urodzeń nieślubnych występowała w Rosji, ale już w samym Petersburgu dochodziła do 50%. Karyntię w Austrii Michael Mitterauer nazywa Jamajką Europy, ponieważ w XIX wieku liczba dzieci pozamałżeńskich w niektórych parafiach dochodziła tu do 80%, a średnio wynosiła 60%154. W Warszawie w latach 1710-1800 nastąpił wzrost liczby takich urodzeń z 1% na 12% (w latach 1740-1760 - 20%); w Gdańsku w okresie 1739-1744 odnotowano 4,5% urodzeń nieślubnych, chociaż Jan Baszanowski sądzi, że ze względu na niekompletność danych faktyczna liczba takich przypadków wynosiła 6%; w Poznaniu w latach 1800-1805 nieślubne urodzenia wynosiły w parafii świętej Marii Magdaleny 15,3%, a w okresie 1811-1815 - 17,5%. W latach 1815-1848 wartość ta wzrosła z 15 na 20%, utrzymując się na wsi na poziomie 6%155. Znacznie większy odsetek występował w dużych miastach. Ludwig Formey pisał o Berlinie, że panują tam swobodniejsze niż na prowincji obyczaje, występuje opóźniony wiek zawierania małżeństw oraz częstsze związki pozamałżeńskie156.

Formy szpitali były też różne. W Gdańsku w 1414 roku powstał szpital dla chorych marynarzy i rozbitków. Oprócz przytułków i leprozoriów, funkcjonowały też przybytki dla cierpiących na dolegliwości weneryczne i psychiczne. Szpitale dla chorych na kiłę powstawały od początku XVI wieku. Podobne ośrodki odnotowane mamy w Paryżu, Strasburgu, Augsburgu, Rzymie, Florencji, Neapolu. Tak było już w późnym średniowieczu i epoce nowożytnej. Jeżeli chodzi o placówki specjalistyczne, wspomnieć trzeba o szpitalach wojskowych i o opiece nad weteranami, która zapoczątkowała pomoc osobom kalekim. W Prusach szpitale wojskowe w miastach garnizonowych tworzył Fryderyk II.

Pierwszy szpital generalny we Francji powstał w Lyonie w roku 1531. Miał przeciwdziałać zagrożeniu narastającym pauperyzmem i żebractwem i było to już po trosze więzienie, ze względu na akcent na dyscyplinę, nadzór oraz represje. Szpitale generalne wymyślono jednak w Anglii, gdzie rozwiązanie zakonów stworzyło lukę na rynku opieki zdrowotnej. Podobna sytuacja panowała w krajach protestanckich. W 1676 roku Ludwik XIV zarządził, że każde większe miasto musi mieć własny szpital generalny. Wraz z tymi placówkami w Anglii, Niemczech i Włoszech powstawały domy pracy, przypominające więzienia157.

Także szpitale dla syfilityków w XVIII wieku zaczęły zajmować się wyłącznie leczeniem i przestały być przechowalnią dla zarażonych. W XVIII wieku w aktach erekcyjnych polskich szpitali mówi się, że przeznaczone są dla ubogich chorych, a nie ubogich i chorych, jak wcześniej. W tym czasie w Anglii powstawało też coraz więcej szpitali prywatnych. Pierwszy - Westminster Infimary - w 1720 roku. Do końca wieku założono około 30 w kolejnych miastach brytyjskich. W Londynie Saint George w 1733 roku, London Hospital w 1740 roku, Middlesex Hospital z 1745 roku. Szpitale zaczęły też funkcjonować na prowincji w Liverpoolu, Yorcku, Winchesterze i Bristolu. W latach 1740-1770 w samym Londynie powstały 24 organizacje charytatywne. Na kontynencie dominowała działalność publiczna, często jednak nie rządowa, a komunalna. We Włoszech czy Niemczech również pojawiały się inicjatywy prywatne, jak w wypadku szpitala w Kilonii, Hamburgu czy w Lubece158.

Szpitale przedrewolucyjne były miejscami wyjątkowo nieprzyjemnymi. W paryskim Bicetre czy Hôtel Dieu, rekonwalescenci nie tylko przebywali razem z ciężko chorymi i umierającymi, ale nawet z umarłymi, których ciał nie usuwano należycie szybko. Operowano nierzadko na środku sali pełnej łóżek z pacjentami. Położnice leżały po trzy-cztery w jednym łóżku, nie licząc pozostawionych przy ich boku noworodków (generalnie łóżka w szpitalach były szerokie i spała w nich więcej niż jedna osoba). Dzieci skrofuliczne, z chorobami skórnymi, niedorozwinięte i inne, przemieszane spały po kilkoro w jednym łóżku. Mary Lindemann stwierdza, że historycy w ogóle opisują średniowieczne szpitale w sposób niezmiernie mroczny i ponury. Na przyklad szpital dla kobiet na Malcie, opisywany przez Johna Howarda, był "najbrudniejszym miejscem, jakie kiedykolwiek widział". Gdzie indziej u różnych autorów czytamy, że przemieszani ze sobą chorzy leżeli w okropnych warunkach, osoby chore umysłowo szwędały się po szpitalu, a agresywni byli przykuwani do łóżek. Taka sytuacja trwała, jak się często sądzi, do reform epoki oświecenia. Lindemann wskazuje jednak, o czym ja również piszę, że wiele szpitali już przed XVIII wiekiem wypełniało szereg funkcji medycznych i ukazywanie oświecenia jako momentu drastycznej zmiany, jest przesadą. Zmiana była, ale wiele podejmowanych działań naprawczych ją zapowiadało159.

W warszawskich szpitalach świętego Łazarza i Świętego Ducha, podrzutki w nocy składano pod furtą, a kołyski były nieodpowiednie i do każdej dawano po kilkoro niemowląt160. O szpitalu świętego Łazarza pisali zwiedzający: "Wedle tego co nam mówiono warunki są tam tak straszne, że służba woli ukrywać chorobę, aby nie narażać się na wysłanie do szpitala. Opinię taką potwierdza fakt, że udało się nam zobaczyć chorych. Sale są bardzo źle utrzymane, w łóżkach leżą liche sienniki; wszystko to jest w najwyższym stopniu odrażające... Wentylatory, które przydałyby się tu bardziej niż gdzie indziej, w ogóle nie są znane"161.

Te przerażające opisy nędzy i smrodu dawnych szpitali powtarzają się często i w stosunku do zachodniej Europy. Tak jest w wypadku Paryża czy Neapolu. Szpital w tym ostatnim odwiedzał Stanisław Staszic i stwierdził: "Widziałem tam chorych do trzechset. Między temi chorymi było najwięcej żołnierzy, albowiem generalna to jest uwaga, że rząd tutejszy mając postać rządu na północy, a nie chcąc ekspensować na szpitale, zapycha swoimi żołnierzami szpitale dawne, przez partykularnych fundowane dla ubogich chorych mieszkańców, a nie dla despotyzmu obrońców. Między temi chorymi zastałem nieporządek i niechlujstwo, wszyscy prawie leżeli bez koszuli. Na dole widziałem podrzutki. Tamże też zastałem wielki nieporządek smród i bród i nieznośny wrzask mamek; dzieci zaś jak pomarłe ledwo się ruszały. Widziałem ze zgrozą w jednym łożu dzieci umarłe wraz z żyjącymi pomieszane"162.

W Polsce Szpital Świętego Ducha w Warszawie wyglądał następująco: "sala sklepiona, widok z podwórza mająca, w środku której ołtarzyk mały, przed którym ubodzy się modlą, w koło tej sali znajduje się komórek z tarcic z zamknięciami sporządzonych dwanaście, w których białogłowy (...) sypiają (...), druga sala (...) z podobnymi komórkami dla dziadów"163. Taka wielka sala szpitala Świętego Ducha w Krakowie liczyła 21,75 metra długości i 8,25 metrów szerokości, była wysoka i miała beczkowate sklepienie164. Podobnie jedną izbę miał szpital w Śremie. W dwóch szpitalach w Warszawie wyodrębniono sale dla "uciążliwie chorych", zwanych osobami "niepięknie się zachowującymi i smrodliwymi"165. W Księstwie Warszawskim narzekano również na ubóstwo, które nie pozwalało na należyte rozmieszczenie pacjentów i izolację zakaźnych. Odnotowano kłopoty z częstotliwością zmieniania pościeli i higieną w ogóle166.

Większość szpitali stanowiły małe zakłady na prowincji. Witold Jeszke opisał takie placówki w Wielkopolsce, w powiecie gostyńskim167. Były tu szpitale dla ubogich i starców, jak placówka w Domachowie. Wybudował go i wyposażył archidiakon krakowski Krajewski. W 1590 roku biskup poznański Kościelecki dodał rolę chłopską i dom. Pensjonariusze, jak przekazuje notatka z 1610 roku, utrzymywali się jednak z jałmużny. Kolejny szpital drewniany znajdował się w Pępowie, gdzie przebywało w 1610 roku 12 ubogich, którzy mieli swoją rolę i bydło, ale dorabiali żebraniem. Szpital w Nieparcie, z czterema ubogimi, groził zawaleniem. W Strzelcach szpital miał wielką izbę ogrzewaną i sześć małych izdebek na ubogich. W tym samym powiecie działały jeszcze szpitale w Żytowiecku, Poniecu, Borku, Krobi, a także w Marysinie168.

W XIX wieku zaczęto bardziej zwracać uwagę na komfort psychiczny chorych i ich samopoczucie, chociaż fakt, że pacjenci szpitali należeli głównie do biedoty, już na wstępie obniżał poziom usług zdrowotnych. Umieszczano zatem kostnice nie w pobliżu sal z chorymi (jak dawniej), ale ukryte tak, aby nie wywoływały przykrych skojarzeń. Zwłaszcza dojazd do kostnicy, zwanej wcześniej "trupiarnią", był dyskretny. Wcześniej w warszawskim szpitalu przy ulicy Piwnej zlokalizowano ją między salą do rozbioru mięsa i kuchnią. Dopiero też około połowy XIX wieku zaczęto w polskich szpitalach urządzać salki chirurgiczne. Ustawa w zaborze rosyjskim z 1842 roku wydana jeszcze przed wprowadzeniem znieczulenia ogólnego, w paragrafie dotyczącym urządzenia sal operacyjnych, zalecała, aby posiadały wielkie weneckie okno ze względu na światło i ich odosabnianie, "aby krzyk chorych operowanych nie raził innych". Do operowania służył drewniany stół z ceratowym materacem. Aseptyka i antyseptyka spowodowały w końcu XIX wieku wykładanie podłogi w sali operacyjnej marmurowymi płytkami. Stół był już żelazny i nakryty szklaną płytą.

Ważnym miejscem w szpitalu był ustęp, z czym do końca XIX wieku były ogromne problemy ze względu na brak kanalizacji. Lokowano więc "miejsca sekretne" w pobliżu budynku. Instrukcja z 1820 roku dla Szpitala Dzieciątka Jezus zaleca umieszczenie w przedsionku przykrytych kibli. W 1842 roku zalecano umieszczanie koło sali chorych toalet, szafkowych ustępów z otworem do wynoszenia kubłów od strony korytarza. Nieco później w Anglii zaczęto stosować, jeszcze bez kanalizacji, klozety czyszczone wodą spłukiwaną ze zbiornika. W szpitalu w Zamościu do 1882 roku, toaleta znajdowała się koło kuchni i spiżarni169. Równie ważna była łaźnia i posiadał ją każdy szpital już w średniowieczu. Łaźnie jednak zaczęły upadać w XVII wieku pod oskarżeniami o szerzenie rozpusty i prostytucji, mimo że mężczyźni i kobiety kąpali się osobno. Tak więc Szpital Dzieciątka Jezus wzniesiony w 1758 roku łaźni już nie miał. Jeszcze na przełomie XIX i XX wieku umieszczano w każdej sali umywalki ze zbiorniczkiem wody do mycia, a sale z wannami czy wanną, osobno170.

W wieku XVIII zaczęła następować gruntowna zmiana funkcji szpitala z socjalno-medycznej, na czysto leczniczą. Instytucje opieki społecznej oddzieliły się i wyodrębniły. Zaczęto też dzielić szpitale według specjalności171. Pojawiła się nauka przy łóżku pacjenta, jako forma szkolenia klinicznego172. Także sekularyzacja majątków kościelnych łączyła się z nadaniem szpitalom całkowicie medycznego charakteru, chorych ubogich przyjmowano jednak nadal nieodpłatnie. Społeczeństwo cały czas, jak dawniej, traktowało szpitale w kategorii przytułków dla nędzarzy i zamożni ludzie leczyli się w domu. Jeszcze w 1900 roku jeden z lekarzy wyjaśniał i przekonywał: "Szpital dostarcza lekarzy społeczeństwu i kieruje niejako całym leczeniem w kraju; szpital jest zakładem probierczym i wzorem dla wszystkich urządzeń lecznych, higienicznych i sanitarnych. Społeczeństwo musi to pojąć i nie uważać szpitali, jak uważa dotychczas, jedynie za przytułki dla nędzarzy"173. We Francji w okresie rewolucji, po sekularyzacji majątków kościelnych, próbowano sprywatyzować szpitale, ale skończyło się to tak, że właściciele porobili majątki, a pacjenci żyli w nędzy. W Polsce podobne próby podejmowane przez władze komunalne również nie dały dobrego efektu174.

Kontrola szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie w 1814 roku wykazała szereg nieprawidłowości. Pacjenci nie mieli dostępu do kąpieli ani spacerów, mimo że szpital dysponował dużym ogrodem. Obłożnie chorych trzymano w ciemnym korytarzu. Chorzy wewnętrznie, zewnętrznie i kalecy leżeli razem we wspólnych salach175. W 1817 roku stwierdzono, że na miejsce kilku starych placówek łączących cechy przytułku i szpitala, potrzebny jest nowy szpital, już wyłącznie leczniczy na tysiąc chorych, z 10 salami, każda na 100 pacjentów. Oprócz tego mieszkanie dla trzech księży, 30 sióstr, jednego doktora, czterech chirurgów, aptekarza, kasjera, kilka pomieszczeń "dla chorych dystyngowańszych, którzy zapłatę za kurację od siebie wnosić będą"176. Z. Podgórska-Klawe zrekonstruowała, jak wyglądał pobyt warszawiaka w szpitalu w 1820 roku: "Po uprzednim zbadaniu przez lekarza i zapisaniu w księdze, pacjent ubranie i buty musiał oddać do magazynu, ale jeżeli był chory zakaźnie, wówczas jego garderobę palono. Otrzymywał pantofle, koszulę zmienianą co tydzień i szlafrok zmieniany co miesiąc. (...) Jeżeli był bardzo brudny, prowadzono go do kąpieli, a następnie do wskazanej przez lekarza sali, przeważnie kilkudziesięcioosobowej, gdzie przydzielano mu drewniane łóżko z siennikiem, poduszką i pokrytą prześcieradłem derkę, ręcznik, spluwaczkę oraz naczynia stałe do jedzenia, tzn. kubek, miskę glinianą i łyżkę. (...) Przydzielone mu łóżko było oddzielone jedynie o łokieć od łóżka sąsiadów. W głowach łóżka na wysokim drążku umieszczano tablicę, na którą wpisywano kredą nazwisko chorego, wiek, a później zalecone leki i rodzaj diety. (...) Sale codziennie wykadzano jałowcem. (...) Chorzy powracający do zdrowia zobowiązani byli do wykonywania prac, poleconych przez administrację (darcie pierza, zamiatanie sal, pomoc przy innych chorych). Za kłótnie i awantury administracja miała prawo ukarać chorego chłostą, oczywiście o ile lekarz nie wyraził sprzeciwu. Kara ta wprawdzie nie mogła przekroczyć pięciu rózg, ale jeżeli administracja doniosła o wykroczeniu sądowi policyjnemu, ten mógł zezwolić aż na 16"177. Rozrost Warszawy w drugiej połowie XIX wieku spowodował jednak znaczne pogorszenie się sytuacji. Jeżeli jeszcze w 1854 roku jedno łóżko przypadało na 82 pacjentów, to w 1869 roku na 125, a w 1894 roku na 400. Chorzy leżeli nie tylko na łóżkach, ale i między łóżkami, na siennikach. Brakowało personelu, instrumentów lekarskich, stołów operacyjnych. Chorych nie przyjmowano do szpitala z braku miejsc. Bolesław Prus pisał, że szpitale mają te wady, że szkodzą miastu i szkodzą chorym178.

Industrializacja i urbanizacja bardzo zaogniły problemy części warstw niższych ze zdrowotnością. W miastach powstało ogromne zagęszczenie żyjących w okropnych warunkach sanitarnych, narażonych na zachorowania, słabo zarabiających robotników i ich rodzin. Indywidualna działalność charytatywna była paliatywem, który nie zaspokajał potrzeb, a tradycyjny rozległy system lecznictwa zakonnego i kościelnych szpitali został uszczuplony albo nawet w większości zniszczony. Coraz częściej mówiło się, np. w Niemczech czy Anglii, o potrzebie systematycznych działań publicznych: komunalnych i państwowych w zakresie nadzoru medycznego nad obszarem pauperyzmu179.

Pozycja kobiet w medycynie zawsze była szczególna, chociaż ulegała głębokim zmianom. Jako, że nie mogły one studiować, a nawet uczyć się w szkołach średnich, długo pozostawała im rola wiejskich i miejskich akuszerek, zielarek, czarownic, babek oraz zakonnic-pielęgniarek. Szczególnie znacząca była rola medyczna zakonnic, które posiadały szersze możliwości działania w zakresie nauk medycznych, zielarstwa, farmacji i praktyki lekarskiej niż pozostałe kobiety. Podobnie też mnisi. W XIX wieku powoli rozwijało się wyobrażenie umacniające stereotyp macierzyńskiej predyspozycji kobiet do zawodów opiekuńczych i wychowawczych, jak lekarek, pielęgniarek, nauczycielek czy prawniczek. Takie też były pierwsze profesje kobiece wymagające większej wiedzy. Te definicje nasiliły się szczególnie w XIX wieku, kiedy pisano o bezinteresownej i niewyczerpanej miłości matczynej oraz jej życzliwości, wewnętrznym cieple, łagodności i cierpliwości. W latach 80. w czasopiśmie kobiecym "Bluszcz" Maria Ilnicka pisała, że "niezbędna jest ręka kobieca, opatrująca, pielęgnująca chorych"180.

Starość

Ludzie epoki starożytnej nie mieli hamulców w fantazjowaniu na temat możliwego wieku życia człowieka, który, jak wiadomo, wynosi maksymalnie do około 120 lat. Biblijny Adam według Księgi Rodzaju miał więc żyć lat 930, wiek Matuzalema to 969 lat, a Mojżesza - 140. Przywódcy sprzed potopu byli zwykle długowieczni. Noe żył jakoby 950 lat. Potem było gorzej, Abraham żył już wedle ówczesnych tylko 175 lat, Izaak 180. Gdzie indziej było podobnie. Sumeryjska lista królów bije wszelkie rekordy. Wcześniejsi władcy rzekomo przeżywali wręcz dziesiątki tysięcy lat. Ten złoty wiek starców trwać miał 241 bądź 200 lat i zakończyć się potopem. Po potopie władcy panowali już bardzo krótko, bo po tysiąc lat181. Już jednak w epoce pisma i historii w antycznej Grecji filozofowie żyli jak należy, 60-90 lat. Pitagoras opracował teorię okresów życia, która będzie potem rozwijana w kolejnych stuleciach. Dzieciństwo - wiosna - trwać miało więc do 20. roku życia; wiek młodzieńczy - lato do czterdziestki, młodość - jesień od 40 do 60 lat i starość - zima - 60-80 lat182. Starcy, z racji swojej wyjątkowości i doświadczenia, obdarzeni wprawdzie szacunkiem i nabożną czcią, byli kapłanami oraz szamanami. W Afryce Zachodniej uczono młodych szacunku wobec starców i mieli się do nich zbliżać tylko "skradającym się krokiem". Graham Sumner pisał: "są depozytariuszami całej mądrości grupy i zwykle do nich należy władza i autorytet. Tracą oni wszakże siłę fizyczną i sprawność oraz skuteczność w działaniu". Generalnie, wobec starców wyrażano konwencjonalny szacunek, nierzadko też pozbywano się ich, doprowadzając do śmierci. Tak bywało w okresach nędzy i głodu. Wtedy jednak skazywano ich na śmierć dla dobra wspólnoty183. Ptah-Hotep, wezyr faraona Isesi, w 2450 roku p.n.e. uskarżał się: "Jak nieznośny jest los starca! Słabnie on z każdym dniem; wzrok mu się pogarsza, uszy przestają słyszeć; opuszczają go siły, serce nie zna spoczynku, usta milkną i cichną. Jego umysł jest coraz bardziej ograniczony; dziś nie może sobie przypomnieć tego, co było wczoraj. Bolą go wszystkie kości. Zajęcia, które kiedyś sprawiały mu tyle przyjemności, dziś wykonuje z wielkim trudem; zanika zmysł smaku. Starość to największe nieszczęście, jakie może dotknąć człowieka"184. Naigrywano się także bez litości ze słabości starości. Pisarz rzymski Juwenalis:

"Popatrz najpierw na pysk swój bezkształtny, ponury,

Niepodobny do siebie, na korę miast skóry,

Na obwisłe policzki i zmarszczek zręby,

Jakie cechują starych mało leciwe gęby...185

Takie same złośliwości dotykały stare kobiety (Horacy):

Coraz to rzadziej młodzieńcy bezczelni,

budzą cię ze snu w okna łomocą...186

Małżeństwo starych ludzi, to jednak też nic ciekawego:

Dwa próchna w jednym łożu,

to nic przyjemnego..."187.

Stereotypowa czarownica miała być zawsze starą, złą kobietą, szczególnie w tradycji niemieckiej188.

Podawana w podręcznikach średnia długość życia w minionych czasach sprawia wrażenie, że starców, a więc dziadków i babć, w przeszłości nie spotykało się. W głębokim paleolicie tak było rzeczywiście. Najstarsze szkielety należą do ludzi, którzy nie przeżyli trzydziestki na skutek wojen, polowań, niedożywienia, głodu czy chorób. Wraz z przyjęciem osiadłego trybu życia i zajęciem się rolnictwem, życie ludzkie poprawiło się, udział starców w populacji był jednak nadal znikomy - ulegał dopiero stopniowej poprawie. Średnia wieku minionych stuleci nie odzwierciedla jednak faktycznej długości ich życia i wynikała z ogromnej śmiertelności dzieci do 10. roku życia. Śmiertelność wszakże była znaczna również w późniejszym okresie życia, tak że ludzie starzy stanowili 5% populacji, gdy obecnie 15-20%, co powoduje dramatyczne napięcia w systemie emerytalnym, które łagodzi jednak wzrost produktywności i wysokości dochodów. Podobnie można obliczać procent ludzi urodzonych, którzy dożyli starości, czyli 60. roku życia. Dane z Królestwa Polskiego (1837-1841) wskazują na 22,7% mieszkańców po 60. roku życia, z Warszawy w 1843 roku, na 12,8%, z Galicji 1871-1880 na poziom 19,2%, z Krakowa 1859-1868 na 15,9%. W gminie Krzeszowice (1834-1883) odsetek ten wynosił 10,2% w przypadku mężczyzn i 10,6% dla kobiet. Jednak w roku 1922 już 50% dla obszaru całej Polski, a w 1952-1953 - 64,1% i 73,6%. Była to prawdziwa rewolucja189.

Dawno temu za ludzi starych uważano już osoby 50-letnie (Plutarch), czasem wyznaczano tę granicę wieku na 60 lat. Arystoteles twierdził, że człowiek osiąga szczyt swoich możliwości około pięćdziesiątki, a potem niedołężnieje. Jeszcze w XIX wieku spotykamy się z opiniami, że starość zaczyna się po 50. roku życia190. W starożytnym Rzymie pięćdziesiątkę przekraczała tylko niewielka grupa osób. Wśród Etrusków średni wiek w chwili zgonu, według danych zebranych ze 113 inskrypcji nagrobnych, wynosił zaledwie 40 lat (a więc nie jest to średnia zsumowana ze zmarłymi dziećmi). Udało się też jednak zebrać aż 25 tysięcy rzymskich inskrypcji nagrobnych z całego późnego cesarstwa. W Rzymie sześćdziesiątkę osiągało tylko 7,5% urodzonych, a jeszcze mniej kobiet, bo 3,5%, zapewne ze względu na wysoką śmiertelność okołoporodową. Wśród badeńskich pastorów między 1700 a 1750 rokiem 3,3% umierało w wieku powyżej 20. roku życia, 8,3% po trzydziestce, 10,3% po czterdziestce, 18,9% po 50. roku życia, 27,2% po 60. urodzinach, 25,6% po 70., 5,7% po osiągnięciu 80 lat, a tylko 0,7% po 90. roku życia191. Starość Grecy wyśmiewali też w komediach, gdzie ukazuje się starców pożądających młode kobiety, jednocześnie brzydkich i niezdolnych do miłości. Sokrates pyta starego Sofoklesa w tekście Platona: "A jak tam u Ciebie Sofoklesie ze służbą u Afrodyty? Potrafisz jeszcze obcować z kobietą?". Na co Sofokles odpowiada: "Nie mówże głupstw człowiecze, ja z największą przyjemnością od tych rzeczy uciekłem, jakbym się wyrwał spod władzy jakiegoś pana - wściekłego i dzikiego"192.

Emerytura jest jednak wymysłem nowoczesnym, z końca XIX wieku. Wcześniej ludzie pracowali, jak długo pozwalały siły, niemal do grobowej deski193. Władcy zawsze jakoś dbali o swoich współpracowników, urzędników, oficerów i szlachtę. W początku XVIII wieku Fryderyk Wilhelm I rozdawał synekury w postaci starostw i sekularyzowanych majątków kościelnych, a już w 1675 roku powołano pierwsze kompanie inwalidów dla wysłużonych rannych żołnierzy. W 1705 roku powstała natomiast kasa inwalidów. Wysłużeni oficerowie otrzymywali po służbie posady urzędnicze w korpusie cywilnym. W 1748 roku powstał dom inwalidów w Berlinie i otworzono kasę wdowią oraz zwiększeniu uległy dochody kasy inwalidów. Rozszerzyła się opieka nad inwalidami wojskowymi i starymi oficerami. Podoficerów zaczęto zatrudniać na stanowiskach nauczycieli, wprowadzono też państwową loterię, z której zyski szły w 3/4 na emerytury oficerów i wdów po oficerach194.

Choroby psychiczne

Historyk medycyny Władysław Szumowski pisał trafnie (1935 rok): "Duch śedniowiecza często doprowadzał ówczesnych ludzi do stanów, które dzisiaj uważać musimy za stany patologiczne. Dopatrywanie się ciągle zdarzeń nadprzyrodzonych, ciągłe liczenie się z tajemniczymi, niewidzialnymi siłami, wieczna obawa przed diabłem i czarami, pragnienie i oczekiwanie cudów, nieodróżnianie zjawy od rzeczywistości, ciągłe nastroje pokutnicze - wszystko to sprawiało, że człowiek średniowieczny żył wciąż afektem: obawą, lękiem, przerażeniem panicznym strachem, radością, zachwytem, smutkiem, przygnębieniem, rozpaczą, nadzieją... Ciągłe stany afektywne doprowadzają łatwo do utraty równowagi, do stanów neuropatycznych i psychopatycznych"195. Choroby psychiczne rzeczywiście były dawniej często traktowane jako opętanie przez demony, duchy lub szatana. Wiadomo z Biblii, że Jezus miał leczyć także opętanych przez duchy. Te oskarżenia przybierały czasem przerażającą postać, bo np. od XVI wieku w Niemczech oskarżone o nie bywały nawet całkiem małe, kilkuletnie dzieci. Stawały przed sądem, poddawano je torturom i skazywano na śmierć. Ginęły one nie tylko w Niemczech, ale też we Francji, Anglii, Szkocji, Szwecji, Włoszech czy w Szwajcarii. Przesłuchiwane z użyciem przemocy oskarżały potem o czary własnych rodziców i inne dzieci196. Stan wiedzy powodował, że ludzie chorzy sami byli przekonani, że są opętani przez diabła, a nastroje psychozy powodowały, że ich liczba rosła. XIX-wieczne wizje chorych psychicznie kobiet charakteryzowało podobieństwo do średniowiecznych "opętanych", które zeznawały, że miały stosunek z diabłem197.

Z chorymi psychicznie obchodzono się dawniej bardzo podle i warunki w ośrodkach, w których ich przetrzymywano były fatalne. Podobnie traktowano wszelkie kalectwo i niepełnosprawność. Postrzegano je w biednych społeczeństwach minionych stuleci, gdzie każde ręce do pracy były na wagę złota, jako obciążenie i wadę. Wspólnotowość, wzajemne wsparcie oraz podobne wartości, miały dużą wagę, dlatego obcych, innych, i wszelkich odmieńców się bano. Obawiano się ułomnych, których izolowano. Pozbywano się też ciężko chorych (trędowatych, chorych wenerycznie) poprzez izolację w szpitalach zakaźnych. Fatalnie traktowano psychicznie chorych, których rodziny się wstydziły i trzymały nierzadko w piwnicy, przykutych łańcuchem do ściany. Odtrącano i stygmatyzowano jąkających się, niewidomych oraz głuchych. W Sparcie noworodki przedstawiano do akceptacji Eforowi i dzieci z wadami uśmiercano198. W średniowieczu sytuacja niepełnosprawnych raczej się pogorszyła - ludzie ci bywali więzieni w żelaznych klatkach i wystawieni na widok publiczny, gdzie stawali się przedmiotem szyderstw199.

Szpitale dla psychicznie chorych nie były oczywistością, bo uznawano, że szaleńcami powinna się opiekować rodzina. W placówkach medycznych znalazły się też przede wszystkim osoby agresywne. Już w średniowieczu osoby obłąkane przyjmowały szpitale zakonne. Także w miastach czyniono pewne starania, przeznaczając dla osób chorych "wieże szaleńców"200. Wprawdzie Michel Foucault kładł akcent na traktowanie chorych psychicznie jako swego rodzajów świętych, nawiedzonych i proroków, których inności nie stygmatyzowano negatywnie, jednak ludzie ci często budzili lęk i byli, niestety, uważani za opętanych przez szatana. W ten sposób wiele kobiet spalono na stosie jako czarownice. Wobec chorych psychicznie stosowano brutalne metody leczenia. Za karę trzymano chorego w kaftanie bezpieczeństwa i w ciemnym pokoju. Często byli oni włóczęgami, wypędzani rózgami z miast, nie wpuszczani do kościołów201. W Anglii pierwszy szpital dla obłąkanych, gdzie przewidziano miejsca dla sześciu chorych, powstał w 1403 roku w Bethlem przy klasztorze Najświętszej Marii Panny Betlejemskiej. W 1826 roku w angielskich szpitalach psychiatrycznych przebywało zaledwie 5 tysięcy pacjentów, a więc nadal większość pozostawała w domach. 64% z nich trzymano w placówkach prywatnych, 36% w publicznych. Angielski lekarz w 1809 roku opisywał, że damy, które z powodu rozstroju nerwowego trafiły do szpitala, wracały do domu pozbawione przednich zębów, które wybijano, aby je w szpitalu karmić przez rurkę. Wariatów uważano za rozrywkę i atrakcję, oglądano ich jak zwierzęta w cyrku. Byli przedmiotem żartów202.

W Rzeczypospolitej przedrozbiorowej zaburzenia umysłowe zapewne występowały nie częściej niż gdzie indziej. Hubert Vautrin pisał jednak przesadnie: "Polacy może częściej niż inne nacje zapadają na choroby głowy niż innych organów. Epilepsja, dość rzadka w innych częściach Europy, jest w Polsce bardzo rozpowszechniona. Nierzadki jest tu widok ludzi cierpiących na rodzaj zawrotów głowy, które powodują nagły rozstrój władz umysłu. Chorzy tracą świadomość, wzrok i słuch. Biegną przed siebie, krzycząc i wyjąc przeraźliwie"203. Chorych psychicznie formalnie i realnie wykluczano z życia publicznego. Nie mogli samodzielnie występować w sądach i urzędach, być świadkami podczas spisywania testamentów, opiekunami i kuratorami, spisywać testamentów "póki do rozumu nie będą przywróceni". Mieli jednak prawo dziedziczyć dobra i po nich dziedziczono204. Ułomni psychicznie nie sprawowali żadnych urzędów i pozbawiono ich samodzielności. Nie mogli być za to torturowani i w pewnych sytuacjach karani śmiercią205. Największy niepokój budziła agresja ze strony osób z problemami psychicznymi: rzucanie przedmiotami, dewastowanie majątku, lżenie najbliższych, okaleczenia, a nawet zabójstwa. Taki opisywano przypadek Marcina Stobieckiego w 1777 roku, który znęcał się nad swoją matką i siostrami: "gdy matkę swoją pchnął ręką, aż się w drwa wywróciła, taż imć panna Justyna, siostra jego, a jej córka broniła jej, uderzył ją za kark razy kilka, po czym wpadłszy na dwór hałasy robił, ludzi gonił, bił, rozpędzał"206. Także goście narażeni byli na niebezpieczeństwa. Podstoli ziemi wiskiej, Dominik Szczuka "zawsze na podorędziu gołe szable, fuzyje ponabijane, szyny żelazne i rożny rozpalone trzymał i onemi przyjeżdżajaczym oczy wypiekać chce i coraz większą cierpi wariację"207. Zdarzały się też ataki wariatów na sąsiadów z bronią w ręku oraz na podróżników na drogach: "Tenże urodzony Dominik Szczuka podstoli ziemi wiskiej, wariacją cierpiący, różnych ludzi tak do domów własnych z bronią najeżdżał, jako też i na gościńcach przejeżdżających przestępował i bił"208.

W XVIII wieku stopniowo zaczęto traktować chorych bardziej łagodnie. Szczególne znaczenie miał tu przełom oświeceniowy, a więc era humanitaryzmu, odrzucenia tortur, dyskusji nad wycofaniem kary śmieci oraz egalitaryzm i walka o równość, gdzie prości ludzie mieli nie być już więcej traktowani jako gorszy sort. Zmienił się również trochę stosunek do ludzi psychicznie chorych. Uległ jednak zmianie tylko wśród elit, wśród ludu wszystko pozostało po staremu. W Irlandii w 1817 roku jeden z członków parlamentu tak opisywał los wieśniaków z problemami psychicznymi: "Trudno wyobrazić sobie coś bardziej wstrząsającego od widoku obłąkanego irlandzkiego wieśniaka. (...) Jeśli chory jest silnym, sprawnym fizycznie człowiekiem, wsadza się go do wykopanej w środku chaty, przykrytej kratą jamy, w której nie może się nawet wyprostować. Dziura zwykle głęboka jest na pięć stóp. Nieszczęśnik dostaje tam jedzenie i tam w końcu umiera"209. Przyczyną tego stanu rzeczy - co warto powtórzyć - nie było może zawsze okrucieństwo, ale i strach przed obcym, poczucie zagrożenia we wspólnocie, która musiała wytężać siły, aby dzięki współpracy utrzymać się na powierzchni przy niełatwych warunkach życia. Edward Shorter trafnie pisał: "Żyjąc w zwartych, zamkniętych społecznościach europejscy wieśniacy przywiązywali wielką wagę do odziedziczonch ról społecznych (rodzaj pracy był dziedziczony), uświęconych przez tradycję zwyczajów oraz reguł codziennego życia, którego rytm wyznaczały zmieniające się pory roku. Ludzie, którzy na skutek zaburzeń umysłowych i emocjonalnych zachowywali się inaczej niż reszta społeczności byli traktowani wyjątkowo brutalnie i bezlitośnie210.

Nadzy biedacy, gdziekolwiek wam przyszło

Trwać pod ostrzałem bezlitosnej burzy,

Jak w taki czas uchronicie swoje

Bezdomne głowy, chude żebra, które

Widać przez okna w waszych łachmanach".

W całej Europie człowiek chory umysłowo zasadniczo miał prawo od opieki ze strony rodziny i miejscowości. Opieka ta przypominała jednak często straszliwą niewolę. Działaczka socjalna w USA w latach 40. XIX wieku opisywała tego rodzaju sytuację: w Lincoln widziała "kobietę zamkniętą w klatce", w Medford "dwóch idiotów: jeden był skuty, drugi zamknięty w stajni od 17 lat", a w Barnstable "cztery kobiety mieszkające w chlewach i stajniach. Z pewnością dwie z nich - a możliwe że wszystkie - były przykute"211, to ludzie upośledzeni czy chorzy na schizofrenię. Nazywano ich "wiejskimi głupkami", ale także wędrowali oni po drogach wsparci na kiju, zasilając tłum ludzi luźnych212.

Położnictwo

Sprawa rodziny i posiadania dzieci miała dawniej charakter kluczowy, a niepłodność uważano za wielkie nieszczęście. W ślad za tym, kwestie ciąży i dzieci otaczano szeregiem przesądów213. Częstymi przypadkami były poronienia, śmierć przy porodzie i zakażenia okołoporodowe. Kobiety brzemienne także ulegały licznym kontuzjom214. Akuszerkami zostawały kobiety z ludu, przekazujące profesję w rodzinie i posiadające jedynie praktyczną edukację, a porody odbywały się w domu, często nawet bez pomocy nieprofesjonalnych położnych. Kobiety te, zwane "mądrymi kobietami" niejednokrotnie zajmowały się też leczeniem, zwłaszcza przy pomocy środków zielnych. Ich wysoka pozycja wśród ludowych, przednaukowych lekarzy, ukazuje pierwotną silną pozycję kobiet w kulturze, zapewne związaną z kultami płodności, macierzyństwa i władzą seksualną. W Babilonie opiekunką płodności była bogini Isztar. Zwano ją również Mulittą, czyli tą, która pomaga rodzić. W Egipcie położnicami opiekowała się bogini Theris, a w Grecji żona Zeusa - Hera. Później ta pozycja została osłabiona - na uniwersytetach oraz w medycynie oficjalnej i naukowej pozycja społeczna kobiet była znikoma. W ginekologii przeważały dziwaczne wyobrażenia. W pracy Gottloba Herrmanna z 1750 roku wyrażano pogląd o możliwości zachodzenia kobiet w ciążę bez udziału mężczyzny, na skutek samego działania wyobraźni dziewczyny. Autor pisał o przypadku 21-letniej szlachcianki, u której odkryto nieukształtowany płód wagi 21 funtów: "kulista masa błoniasto-mięsista, biała z kłębowiskiem poplątanych rozgałęzień naczyń, wewnątrz pusta, zawierająca 6 funtów lepkiego płynu, przytwierdzona do macicy mięsistymi wiązadłami"215. Wielu autorów starało się w ten sposób wyjaśnić obecność płodów u niezamężnych panien. Nazywa się je na przykład urojeniami płochliwych dziewic i problemem kobiet bardzo namiętnych, które imaginują sobie akty miłosne. Mówiono o sytuacjach, gdy młodym kobietom zabraniano zbliżeń z ukochanym, narzeczonym i zbyt mocno o tym marzyła: "na skutek częstych wyobrażeń wytwarza bezkształtną masę z nagromadzonych płynów, które służą poczęciu, a ta zrośnięta, bezkształtna masa tworzy się z urojonej miłości do męża"216.

Należy pamiętać, że edukacja szkolna w chrześcijaństwie średniowiecznym wyrastała z Kościoła, duchowieństwa, szkół kościelnych, przyklasztornych i katedralnych. Stosunek Kościoła do płodności oraz seksualności był natomiast specyficzny. Obawiano się seksualności, pożądania i kobiecej władzy seksualnej, uważano je za niebezpieczne dla rodziny i społeczeństwa. Ten strach prowadził do nasilenia patriarchatu, jak również do stygmatyzacji kobiecości i seksualności. Lekarze-mężczyźni byli teraz wzywani do porodów jedynie w wypadku komplikacji. Jeżeli chodzi o położnictwo, ciążę długo uważano za stan chorobowy, już jednak Jędrzej Śniadecki zwracał uwagę, że to stan fizjologiczny. Wraz z tworzeniem się komunalnych organizacji służby zdrowia oraz z powoływaniem lekarzy i fizyków miejskich, zaczęto organizować miejskie położnictwo. Pierwszy miejski regulamin dla akuszerek wydano w Ratyzbonie w Bawarii w 1453 roku. Uczennice miały kształcić się przez 3-4 lata przy doświadczonej położnej i złożyć egzamin przed władzami miasta. Organizacja zawodu na poziomie instytucji państwa nastąpiła dopiero pod koniec XVIII wieku. Wtedy też powstawały szkoły akuszerskie. Wówczas jednak nie przestrzegano higieny i szerzyła się gorączka połogowa, co przerwało dopiero odkrycie aseptyki w połowie XIX wieku. Odkrycia dokonał Ignacy Semmelweis w Wiedniu jeszcze przed wynalezieniem bakteriologii. Stwierdził, że mycie przez lekarza rąk chlorem przed badaniem kobiety powoduje zmniejszenie się śmiertelności w połogu z 30% do 2%. Największa śmiertelność występowała nie w domu, a w szpitalach, gdzie lekarze przenosili bakterie z jednej kobiety na następną. Słuszność intuicyjnego odkrycia Semmelweisa potwierdził Ludwik Pasteur. Zaczęto teraz sterylizować instrumenty lekarskie i dbać o wyjątkową czystość w szpitalach217.

Ginekologia dopiero w XVIII wieku pojawiła się na uniwersytetach jako przedmiot i wtedy też zaczęły powstawać szkoły dla akuszerek218. Pierwszą Katedrę Położnictwa w Polsce utworzono w Krakowie w 1780 roku pod kierunkiem Rafała J. Czerwiakowskiego, także w innych krajach w XVIII wieku tworzono ginekologię uniwersytecką. Czerwiakowski posługiwał się machiną do babienia, czyli fantomem. W Litewskiej Szkole Głównej, pierwszym wykładowcą położnictwa był Lotaryńczyk urodzony w Strassburgu, Mikołaj Regnier (1748-1800), gdzie wyuczył się teorii i praktyki chirurgicznej. Studia kontynuował w Paryżu, skąd został zaproszony do Polski przez biskupa Ignacego Massalskiego jako lekarz domowy. W 1775 roku KEN mianowała go profesorem anatomii i chirurgii w Szkole Głównej Wyższego Księstwa Litewskiego. Założył dziesięciołóżkowy oddział porodowy w szpitalu Świętego Rocha, a potem po jego pożarze w szpitalu Świętego Jakuba. Zorganizował też wykłady z akuszerii, które znalazły wszakże niewielu słuchaczy. Katedrę po nim objął już Polak, Andrzej Matusewicz, wykształcony w Grodnie i Wilnie. Kolejny położnik Mianowski uczestniczył już w likwidacji Uniwersytetu Wileńskiego w 1832 roku, kiedy został on przekształcony w Akademię Medykochirurgiczną zlikwidowaną w 1842 roku219.

Problematyka chorób dziecięcych związana była z ogromną śmiertelnością dzieci, wywołaną w znacznym stopniu przez złe warunki sanitarne, higieniczne i przez dolegliwości przewodu pokarmowego. Zatrucia pokarmowe stanowiły w ogóle bardzo poważny problem, przede wszystkim jednak w odniesieniu do noworodków, niemowląt oraz małych dzieci. Już w średniowieczu intuicyjnie zdawano sobie sprawę ze znaczenia karmienia mlekiem matki. Matki, z powodu niedożywienia, często nie miały jednak pokarmu i nierzadko rezygnowały z karmienia piersią ze względu na nieodpowiednie warunki życiowe, a nie było wtedy dobrych pokarmów zastępczych. Zamiast smoczka dzieci dostawały nawet do ssania szmatkę nasączoną winem. Picie zanieczyszczonej bakteriami wody stanowiło jedno z istotnych powodów zachorowań. Wielokrotnie zdarzały się zatrucia jadem kiełbasianym czy sporyszem, czyli grzybem, groźnym dla życia człowieka220. Sebastian Mercier pisał, że Francuzki chętnie oddają niemowlęta do mamek, za to kobiety w Prusach karmią same: "W Prusach wszystkie dziewczęta matki karmią swe dzieci, nie kryjąc się z tym wcale. Kara spada na szydercę, który ważyłby się bodaj jednym słowem obrazić istotę spełniającą szczytny nakaz natury. Tamtejsza ludność widzi w nich tylko i jedynie - matki. Oto, czego dokazał monarcha-filozof, oto jak umiał wpoić swemu narodowi zdrowe zasady"221. Lekarz warszawski przełomu XVIII i XIX wieku, Leopold Lafontaine, pisał: "Szczególniejszą moją uwagę zwracać będę na choroby kobiet, dzieci i wieśniaków. Są to stany daleko liczniejszym od innych podlegające chorobom"222. Dużą uwagę zwracał na naturalność, odpowiedni przebieg ciąży u kobiety, związany z właściwym odżywianiem się oraz dbaniem o zdrowie własne i dziecka. Kobieta powinna spacerować, a także przebywać na świeżym powietrzu. Dziecko po urodzeniu przede wszystkim miało być karmione piersią, bo w innym razie dzieci "nędzne i nietrwałe mają życie". Dziecka nie należało przekarmiać, ale posiłki dawać na żądanie. Odstawienie od piersi powinno następować stopniowo i możliwie jak najpóźniej. W razie braku pokarmu naturalnego, zalecał rozcieńczone mleko krowie, sucharki lub biały chleb gotowany z deszczową wodą i mlekiem. Odradzał karmienie niemowlęcia tłustymi potrawami i wódką. Dziecko powinno mieć własną izbę albo chociaż własny kącik. Jasny, przewietrzony, pozbawiony obecności zwierząt, najlepiej na wsi, gdzie świeże powietrze. Nie należy dziecka przegrzewać, ale hartować (spanie przy otwartym oknie). Ubierać dziecko zalecał lekko i bez krępowania ruchów, chłopcy do 4. roku życia bez spodni, a w sukience. Przed 5. rokiem życia Lafontaine edukację szkolną odradzał jako przedwczesną dla etapu rozwoju dziecka223.

Histeria i sfera płciowości

Seksualność kobiety i jej ciało, a także seks jako taki, stały się w przeszłości przedmiotem dość niezdrowej interpretacji lekarzy-mężczyzn, którzy odczytywali je w kategorii patologicznego dziwoląga, nasyconego grzeszną seksualnością. Według opinii Agnieszki Gromkowskiej-Melosik, ciało kobiety i mężczyzny stało się centrum nadawania znaczeń kobiecości i męskości224. Analogicznie, chrześcijaństwo wiązało ciało kobiety z grzesznym pożądaniem. Seks chrześcijaństwo uznawało za nieczysty - nawet w związku - usprawiedliwiało go jedynie płodzenie potomstwa. Zmieniło się to dopiero w XX wieku, kiedy w 1930 roku Kościół zaakceptował pozytywną funkcję seksu małżeńskiego jako integrującego małżonków. W epoce wiktoriańskiej kobieta oczekująca normalnego seksu w związku uważana była za uzależnioną od seksu nimfomankę, a orgazm uznawano za objaw zezwierzęcenia. Niektórzy lekarze w celu uspokojenia kobiety zalecali usunięcie łechtaczki, a kobiety oskarżano o zadatki na Messaliny oraz prostytutki i podkreślano, że nie należy ich zbyt intensywnie pobudzać seksualnie. Porządne kobiety nie przejawiały swojej seksualności, ta sfera doznań była im obca. Skutkiem podniecenia u kobiety miały być stany zapalne macicy i chorobliwy obrzęk narządów płciowych, a także nadżerki. Za optymalne uważano nawet usunięcie kobiecych narządów płciowych: "stan pacjentek (po zabiegu) polepsza się, niektóre są całkowicie wyleczone, wzrasta ich poczucie moralności, stają się posłuszne, uporządkowane, pracowite i schludne" - pisał jeden z lekarzy. W celu usunięcia zaburzeń psychicznych, nierzadko usuwano kobietom jajniki. Gdzie indziej czytamy, że wycinano clitoris tym kobietom, które przejawiały nadmierne zainteresowanie seksem. Oczywiście było to zjawisko niezbyt znaczące ilościowo, a lekarzy dokonujących na kobietach klitoridektomii wykluczono ze swego środowiska, jednak sprawa odzwierciedlała klimat, poglądy i nastawienie niemałej części społeczeństwa. Natomiast zapewne dominowała naturalna siła miłości oraz biologii225.

Epoka wiktoriańska rozdymała do rozmiarów karykatury charakterystyczne cechy europejskiej kultury. Tak więc powiedzenie, że kobieta przyzwoita nie posiada ciała, tylko głowę i ręce, odzwierciedla sytuację, w której ciało jest obiektem stwarzającym problem. Dobre maniery zakazywały samym dziewczętom oglądania się nago, nawet w lustrze wody. Lustra uchodziły za urządzenia nastręczające poważnych problemów moralnych. Ginekolog badał miejsce grzechu kobiety całkowicie ubranej, wsuwając dłonie pod suknię i odwracając głowę. Okres narzeczeński u dziewczyny winien mieć charakter niewinny i wypełniony rozmowami zakochanych w celu lepszego poznania się. Z kolei mężczyzna powinien żywić duchowy, bezcielesny stosunek do kobiety, traktując ją nieco jako swego rodzaju anioła. Wracając ze sfery publicznej do domu, mąż powinien odpoczywać przy swoim "domowym aniele"226.

Znamienna była wiara w wędrującą macicę i kobiecą histerię. Początki tej wiary sięgają drugiego tysiąclecia p.n.e., a wyraźnie widoczne są u Hipokratesa w IV wieku p.n.e. w teorii przemieszczania się macicy po ciele kobiety. Uważano, że macica jest rodzajem zwierzęcia mającego byt samoistny. Egipcjanie obawiali się szczególnie wędrówek macicy w górne okolice organizmu i przywabiali macicę w dół przyjemnymi zapachami roztaczanymi w okolicach krocza i z kolei nieprzyjemnymi wdychanymi od góry. Hipokrates na 250 stron analizy chorób kobiecych poświęcił też kilka kart kwestii histerii: "Taka przypadłość występuje zwłaszcza u kobiet, które nie utrzymują stosunków płciowych i raczej u kobiet w dojrzałym wieku niż u młodych dziewcząt; ich macica jest w istocie lżejsza. Oto jak to się dzieje: kiedy kobieta ma żyły bardziej puste niż zwykle i jest bardziej zmęczona, wówczas macica wysuszona przez zmęczenie przemieszcza się, zważywszy, że jest pusta i lekka. Próżnia w brzuchu daje jej na to dość miejsca; przemieściwszy się rzuca się na wątrobę, przylega do niej i zwraca się ku podżebrzu. W istocie idzie i podąża w górę ku płynowi, zważywszy, że była nad miarę wysuszona przez zmęczenie. A wątroba jest napełniona płynem. Kiedy macica rzuca się na wątrobę, wywołuje nagłą duszność, przecinając drogę oddechową znajdującą się w brzuchu. Niekiedy w tym samym czasie, kiedy macica zaczyna rzucać się na wątrobę, flegma schodzi z głowy do podżebrza stąd kobieta cierpi na duszności; a niekiedy z tym zejściem flegmy macica porzuca wątrobę, wraca na swoje miejsce i duszność ustaje"227. Kiedy macica znajduje się na wątrobie, kobieta wywraca białkami od oczu, staje się zimna, zgrzyta zębami i zaczynają się duszności. Jeżeli ten stan trwa zbyt długo, kobieta może nawet zginąć, zaduszona. Dla uniknięcia histerii zalecano młodym dziewczętom małżeństwo, a dojrzałym stosunek seksualny dla nawilżenia i zatrzymania macicy na właściwym miejscu228. Podobnie Platon uważał, że kobieta hoduje w ciele zwierzę, co powoduje, że jest niższa, bardziej prymitywna i gorsza od mężczyzny229.

Patologiczny charakter całej interpretacji seksualności przejawiał się też w ocenie praktyk seksualnych w kategoriach normalności. Taka przypisywana była jedynie tradycyjnej pozycji horyzontalnej, natomiast inne uważano za niepotrzebne sensacje i przejaw rozpusty oraz zepsucia. Do śmiertelnego grzechu sodomii zaliczano nie tylko zoofilię, ale i homoseksualizm, potem medykalizowany jako choroba, ale także seks analny, często uważany za formę zabezpieczenia się przed niechcianą ciążą, oralny oraz masturbację. Sodomię uważano za wielkie wynaturzenie i karano ją śmiercią.

Sensacyjny i niezdrowy był stosunek do masturbacji rozpatrywanej w kategoriach grzechu związanego głównie z okresem młodości. Wskazuje na to rozprawa T. Lanquera, opublikowana w Londynie w 1712 roku. Doktor Wydziału Medycznego J. S. Doussin-Dubreuil w książce Niebezpieczeństwa onanizmu roztaczał wizję śmiertelnej choroby i cywilizacyjnego nieszczęścia. O młodym człowieku leczonym nie w porę pisał: "W tej właśnie chwili dowiedziałem się nie w porę o zgonie syna jedynaka, lat piętnaście liczącego, którego dom znajdował się w pobliżu mojego. Nieszczęsny ten młodzian wyznał masturbację dopiero wtedy, kiedy żegnał się z życiem"230. Dowodził też, że onanizm prowadzi często do gruźlicy i epilepsji, czego sam doświadczył wśród swoich pacjentów.

Zoofilia budząca dzisiaj największą niechęć i uważana za zboczenie, praktykowana była w przeszłości jako zastępcza forma seksu, wynikająca z braku partnera seksualnego w społecznościach agrarnych. Zdarzała się również w naszym kręgu kulturowym, gdzie znaczna część uboższej ludności wiejskiej nie miała możliwości wejść w związek małżeński i stosowała wobec tego zastępcze formy zaspokajania potrzeb erotycznych. W czasopiśmie "Archiwum Historii i Filozofii Medycyny" mamy zreferowaną sprawę sądową z 1637 roku o przestępstwie sodomii, polegającej na uprawianiu seksu przez parobka Pawła Tworka z krową, który to "szkaradny występek" oskarżony popełnił, kiedy był pijany. Jak twierdził, nie zdarzyło się to nigdy wcześniej231. "Pytany, o którym to czasie i godzinie ten grzech sprośny popełnił, odpowiedział, iż na ten czas, kiedy słońce zaszło wieczorem i ludzie jeszcze nie spali tom uczynił i ten szlachcic, który mię kazał związać, tedy jeszcze nie spał, ale pacierze w oknie mówił i ten mię szlachcic z okna, gdym takowy grzech popełnił, widział, albowiem grzech takowym na podwórzu uczynił z tym bydlęciem, które na ten czas leżało (...) i gdy mię szlachcic na tym uczynku zobaczył, rzekł mi grzech to wielki taki a taki synu, skurwy synu. I zarazem mię sam związał i byłem przez całą noc związany. Potem mię oddał do Trybunału"232.

Stomatologia

Jeżeli chodzi o stomatologię, dawne jedzenie miało zdrowsze właściwości od obecnego i stąd kłopoty z uzębieniem mniejsze. Przyjmuje się wręcz, że częstość występowania próchnicy rośnie wraz z postępem cywilizacyjnym. Z leczeniem zębów było oczywiście znacznie gorzej i przy bólu zwykle kończyło się na interwencji "wyrwizęba", czyli na rwaniu. Tak więc stan uzębienia populacja w całości miała marny, a ból zęba stanowił przez stulecia zasadniczy problem. Już w starożytnym Egipcie pacjentom, którym rwano zęby, zalecano picie mocnego wina233.

Pierwsze kłopoty zaczynały się przy ząbkowaniu. Jak pisał Leopold Lafontaine, około 7. miesiąca życia pojawiały się u dziecka pierwsze zęby, co wiązało się z opuchniętymi dziąsłami, biegunką, wymiotami, brakiem apetytu i ospałością. Czkawkę u dziecka starano się eliminować przy pomocy herbatki. Teodor Tomasz Weichardt pisał, że trzeba "ostrożności w leczeniu dzieci i dostatecznego doświadczenia, czyli ta słabość zębom, a nie innej przyczynie przypisana być może". Ząbkowanie bardzo przeżywano, jak czytamy w diariuszu rodzica z 1658 roku: "w górnej szczęce ukazały się dwa ząbki; synek nasz jest słaby z powodu wymiotów i dużej gorączki. A potem: Już trzeci mija dzień, jak nasz synek gorączkuje z przerwami, z powodu ząbkowania"234. Zalecano już w średniowieczu smarowanie dziąseł dzieci przy ząbkowaniu miodem pszczelim, ale też szereg innych środków, jak podawany przez Szymona Syreńskiego w XVI wieku, wywar rumianku z koprem. Nie można traktować tego w kategorii wymysłów i fantazji, ale środków sprawdzonych empirycznie, chociaż bez rozumienia sensu zjawiska. Tak było z korzeniem fiołkowym, który wkładano dzieciom do ust, o rzeczywiście silnym działaniu przeciwzapalnym235.

Zastanawia kwestia higieny jamy ustnej, której celem jest głównie zapobieganie próchnicy i chorobom przyzębia. Już chirurg Chauliac z 1343 roku pokazywał sposoby dbania o czystość zębów. Zalecał stosowanie pasty z miodu z przeprażoną solą. Dla Sarmatów ważne były białe zęby oraz unikanie bólu. Jakub Haur pisał: "piękna rzecz, ile damie każdej mieć białe zęby i choćby która miała mieć w piękności swojej anielską twarz, gdy ma czarne zęby, wszystko to szpeci piękność, stąd do tego i z ust cuchnie, że przez to każdego od siebie w upodobaniu odrazi". Leopold Lafontaine podobnie pisał o kobiecej urodzie: "My również za pierwszym rzutem oka poznać możemy zdrową dziewczynę po zdrowości jej ciała i po elastycznym chodzie, po perłowych zębach, kiedy się do nas uśmiecha; po balsamicznym oddechu, kiedy pierwsze z jej koralowych ust odbieramy pocałowanie"236. To samo było gdzie indziej. Margrabina Bayreuth wspomina o księżniczce brunszwickiej, że wyróżniała się urodą, "jednakże krzywe i sczerniałe zęby niweczą wszystko(...), jej małżonek jednak również nie był zachwycający, przyjemności Cytery [syfilis - p.m.] kosztowały go drogo, nie miał bowiem nosa. Mój brat [Fryderyk II - p.m.] żartował na ten temat, że stracił go w walce z Francuzami"237.

Maciej z Miechowa zalecał płukanie zębów wodą rozmarynową. Inni proponowali spalony pumeks, przetarte i spalone ślimaki etc. Środki ścierne raczej odradzano. Szorowanie zębów solą lub ałunem uważano za szkodliwe dla dziąseł - tak twierdził Erazm z Rotterdamu, który uważał też, że czyszczenie zębów moczem "wypada jedynie Hiszpanom"238. Haur zalecał: "Zęby tedy z rana po jedzeniu i na noc czystą wodą wymywać, chędożyć i płukać, usta, dziąsła, zęby z wierzchu i zewnątrz jednak przecie ostrożnie wycierać"239. Różne proszki do ścierania brudu i osadu z zębów powodowały fatalne skutki w postaci ścierania szkliwa. Podobnie negatywne skutki dają rylce - o czym pisał Ludwik Perzyna - i metalowe przedmioty do oszkrobywania zębów. Stosowano także od dzieciństwa płukanie ust zimną wodą z winem po każdym posiłku. Sposoby te okazywały się mało skuteczne i powszechnie widywano czarne zęby na dworach królewskich. Władca majestatyczny, ale szczerbaty, również stanowił widok zwykły. O królu Szwecji Gustawie Erikssonie Wazie biograf podaje, że z powodu braku zębów mówił tak niewyraźnie, że z trudem go rozumiano. Hieronim Florian Radziwiłł narzekał na swoją narzeczoną: "Zęby ma czarne, popsowane, bać się trzeba szkorbutu, a to przez niedbalstwo i niechlujstwo. Owo co u drugich widzieli niedoskonałości i wady śmierdzenia z gęby, a w sobie nic nie widzą"240. Typową sytuację opisuje poemat stomatologiczny241:

"Uskarżał mi się jeden szlachcic stary srodze,

Że już tylko samymi dziąsłami chleb głodze.

Że mu jedne wygniły a drugie w chorobie,

Przed bólem balwierzowi kazał wybrać sobie".

Smród z ust był więc również częsty i ze wzmiankami na ten temat spotykamy się już w starożytności. Plutarch z Cheronei podaje, że pewna żona zapytana, dlaczego nie zwróciła mężowi uwagi, że brzydko pachnie mu z ust, odpowiedziała, że myślała, iż wszystkim mężczyznom tak pachnie, czym dała dowód swojej cnocie. W Polsce lekarz Leszka Czarnego, Mikołaj z Polski, aby usunąć przykry zapach, zalecał smarowanie dziąseł krwią węża. Wodę miętową proponował Maciej z Miechowa. Stosowano też piołun gotowany w wodzie ze skórkami cytryny. Jak wspominałem, poważny problem stwarzał ból zębów, na co Mikołaj z Polski zalecał proszek wężowy włożony do wewnątrz jamy ustnej. Propozycji i środków była wszakże niezliczona ilość242.

Borykowano się głównie z próchnicą, którą powoduje bakteryjna płytka nazębna zdolna do fermentacji węglowodanów, co prowadzi do produkcji kwasów i obniżenia pH w jamie ustnej. Długo utrzymujące się niskie pH prowadzi do demineralizacji twardych tkanek zęba. W średniowiecznej Europie odsetek populacji dotkniętej próchnicą był bardzo wysoki i wynosił kilkadziesiąt procent. Dane archeologiczne dla obszaru Poznań-Katedra (XIII-XVI wiek) to 28,2%, Poznań-Garbary (XIV-XVIII wiek) 72%, Gniezno-Katedra (XII-XVII wiek) 36,3%, Kraków Kościół Mariacki (XV-XVIII wiek) 55,5% czy Inowrocław (XVII-XVIII wiek) 36,3%243. Od starożytności panowało błędne przekonanie, że próchnica wywołuje robaki w zębach, nawet już w Egipcie faraonów. W Polsce wzmianka o robakach zębowych pojawiła się w 1532 roku u Franciszka Mymera.

Do poważnych problemów zębowych należał szkorbut, nazywany też gnilcem, spowodowany brakiem witaminy C i awitaminozą w ogóle. Występował często, co potwierdza wielu świadków. Okazuje się, że najpopularniejsze w Polsce warzywo, czyli kapusta, jest najlepszym lekiem na szkorbut. Choroba ta polega na tym, że dziąsła chorego ulegają zmiękczeniu, puchną, następuje poluzowanie zębów, otwieranie zagojonych ran i niegojenie się starych. Niejednokrotnie ofiarami szkorbutu padali marynarze, żołnierze, więźniowie, pacjenci szpitali244.

Wyrywaniem zębów zajmowali się m.in. chirurdzy cechowi. Potwierdza to umowa między Izabellą Lubomirską, a jednym z chirurgów z 1804 roku. Do tego dochodzili cyrulicy, balwierze łaziebnicy, znachorzy, a nawet zwykli kowale. Powszechnie zwano ich "wyrwizębami". Jedno ze źródeł opowiada o rwaniu zęba: "Poszedł chłop do cerulika Niemca, aby mu ząb wyrwał. Niemiec cerulik nie natrafił na ząb chory, wyrwał mu ząb jeden, potem drugi, aż ledwo do trzeciego zęba chorego trafił"245.

Operacja usunięcia zęba miewała do pewnego stopnia charakter cyrkowy. Czasami, pewnie niezbyt często, wędrowny dentysta pracował pod gołym niebem na podium, zatrudniał linoskoczków, trębaczy i muzykantów dla ubarwienia operacji, aby przyciągnąć klientelę. Heroldowie oznajmiali głośno, że do miasta przybył głośny na cały świat lekarz. Dentysta nosił na sobie wielobarwny strój mający przyciągnąć uwagę. Pacjent siedział na stołku, lub taborecie. Wyrwizęba otaczali liczni widzowie. Oto jeden z XVIII-wiecznych opisów takiej sytuacji: "Wędrowny dentysta, lekarz dentysta albo krzykacz jarmarczny ubrany w dużą perukę poleca swoje medykamenta. Obok niego stoi stół, na nim siedzi małpka trzymająca w rękach lekarstwa, a obok stołu śmieszny arlekin w kapeluszu trzymający zioła. Krzykaczowi jarmarcznemu udało się ściągnąć pacjenta na podium, ażeby temu pożałowania godnemu człowiekowi usunąć ząb przy akompaniamencie grubych żartów. Cudotwórca ten stoi tryumfując i pokazując publiczności usunięty ząb. Podczas tego chłop siedzi z żałosną miną, trzymając w jednym ręku miskę, a drugą obmacując lukę zębową"246.

Na anonimowej rycinie z 1582 roku czytamy: "Kiedy wyrywam komuś ząb i zadaję ból on sika w swoją koszulę i jego twarz zmienia kolor. Trzem lub czterem pomocnikom każę trzymać najgorszych pacjentów, bowiem skoro ja zadaję ból, to oni mogliby mnie pobić"247.

Przy częstym rwaniu zębów popularność zyskały zęby sztuczne, opisywane już w antycznym Rzymie. Robiono je z kości hipopotama, z kości słoniowej, kości morsa lub zwierząt domowych, zwłaszcza cieląt. Ludzkie zęby pozyskiwano od poległych na wojnie albo biednych248. Zęby te jednak nie miały zadowalającej jakości. Jerzy Waszyngton otrzymał zęby z kości nosorożca, ale były zbyt ciężkie i niewygodne.

Apteki

Podstawową metodą leczenia było puszczanie krwi. Krew puszczano nie tylko leczniczo, ale i profilaktycznie, ze wszystkich dostępnych żył. Zabiegowi temu towarzyszyło zatem mnóstwo obyczajów oraz przesądów. Jak głosił jeden z zabobonów, najkorzystniej jest puszczać krew 1 maja. Zabieg ogólnego zmniejszenia krwi stosowano profilaktycznie 4-5 razy w określonych porach roku: np. przed Wielkim Postem, po Wielkanocy, po Zielonych Świątkach, na koniec lata i przed Adwentem. Uważano, że mężczyzna nie jest w stanie żyć bez seksu, jeżeli nie upuści mu się od czasu do czasu krwi. Ilość krwi upuszczanej jednorazowo mogła być duża. W ostrych chorobach gorączkowych krew puszczano po kilka i kilkanaście razy249.

Poza tym zabiegiem, dawano też lek na przeczyszczenie. Olej rycynowy był w XIX i pierwszej połowie XX wieku jednym z najpopularniejszych medykamentów. Słynna aspiryna jest późnym wynalazkiem. Wcześniej na gorączkę przepisywano napar z kory wierzbowej, który działał dobrze, ponieważ zawiera składniki przeciwzapalne aspiryny, czyli kwas acetylosalicylowy. Jako pierwszy zastosował go alzacki chemik Charles Frédéric Gerhardt w 1853 roku, ale nie uległ wówczas upowszechnieniu, co stało się dopiero za sprawą niemieckiego chemika Feliksa Hoffmana, pracującego dla koncernu Bayera. W 1899 roku Bayer wprowadził aspirynę w proszku do aptek, a w 1915 roku pojawiły się tam tabletki. Po pierwszej wojnie światowej Bayer stracił prawa do nazwy aspiryna i stała się ona powszechnie obowiązującą nazwą leku.

W nowożytnej medycynie występował jednak spory zestaw i innych leków, w tym ogromna ilość ziół. Zbiór używanych w danym momencie medykamentów nazywano farmakopeą. Zwraca się uwagę na dziedzictwo antyku, starożytnego Bliskiego Wschodu (Sumer, Mezopotamia) i schedę arabską, do której dochodziły pewne preparaty z Nowego Świata. Do leków wykorzystywano substancje pochodzenia zwierzęcego i roślinnego oraz mineralnego. Do sławnych medykamentów należała driakiew używana na zatrucia, której główny składnik stanowił jad żmii; znano też bezoar, który zawierał, jak głosiła legenda, skamieniałe łzy jelenia250. Metoda leczenia medycyny przednowoczesnej - galenowej, opierała się na teorii humorów. Z chorobą walczono poprzez wprowadzenie do organizmu humorów o właściwościach przeciwnych. Pacjent chory na melancholię, czyli nadmiar czarnej żółci - humoru zimnego i suchego - potrzebował leków ciepłych i wilgotnych. Uważano, że wszystkie substancje naturalne obdarzone są czterema cechami pierwotnymi: wilgotnością, suchością, zimnem i ciepłem. Najczęściej stosowanymi środkami przeczyszczającymi były rośliny takie jak senes, strączyniec, rabarbar, aloes oraz manna. Jęczmień pity w postaci herbaty ziołowej to środek ochładzający, anyżek miał właściwości wykrztuśne i wiatropędne, korzeń piwonii leczył choroby nerwowe, a cynamon je łagodził251. Wśród rozmaitych farmaceutycznych specyfików można wymienić wazelinę, którą stosowano na rozmaite okazje, przede wszystkim do gojenia ran. W 1870 roku wyodrębnił ją przez przypadek od nafty i nadał jej nazwę (Vaseline) aptekarz z Brooklynu, Robert Augustus Chesebrough. Początki dystrybucji produktu wyglądały tak, że sam aptekarz objeżdżał bryczką domostwa w stanie Nowy Jork i zachęcał do kupienia swojej wazeliny252. Wonnymi olejkami skrapiano ciało i dodawano do kąpieli już w starożytnym Egipcie. Opracowano dezodoranty na bazie cytrusów i cynamonu, podjęto depilowanie włosów pod pachami jako zmniejszające wydzielanie nieprzyjemnego zapachu, co uzasadnione, bo na włosach gnieżdżą się bakterie. W Grecji i Rzymie zalecano regularne korzystanie z łaźni. Pierwszy antyprespirant, ograniczający wydzielanie gruczołów potowych, opracowano w Stanach Zjednoczonych w 1888 roku. Substancję aktywną stanowił w nim cynk.

Leki sprzedawano w aptekach, które znajdowały się głównie w dużych miastach253. Początki handlu lekarstwami sięgają czasów antycznej Grecji. Kramarze oferowali tu lecznicze zioła czy korzenie aromatyczne w swoich budach, lub kramach (grec. apotheke). Leki rozprowadzali też kupcy zwani olejkarzami i stanowili oni dla aptekarzy konkurencję. Cesarz Fryderyk II w XIII wieku wydał rozporządzenie regulujące obowiązki lekarzy, którzy mieli leczyć schorzenia wewnętrzne i złamania, a aptekarze wydawać odpowiednie środki. W niemieckim obszarze językowym, odróżnienie lekarzy od aptekarzy nastąpiło około 100 lat później (Bazylea, Norymberga) i wprowadzono lekarzom oficjalny zakaz sprzedawania medykamentów. Chodziło o ochronę pacjentów przed niepotrzebnymi oraz zbyt drogimi lekami. Farmację uznawano i praktykowano jako licencjonowane rzemiosło. Bez zezwolenia apteki nie można było prowadzić, co miało umożliwić aptekarzowi odpowiedni obrót wystarczający do utrzymania przy życiu siebie i rodziny254. Od XVI wieku zaczęto kontrolować sprzedawane medykamenty, np. trucizny czy środki poronne. Apteki przestały być zwykłym rzemiosłem i usamodzielniły się. W XVIII wieku farmacja stała się dyscypliną akademicką, również w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie aptekarzy zaczęto kształcić w 1783 roku, chociaż nie funkcjonował odrębny fakultet. Te pojawiły się w XIX wieku. Początkowo słowo recepta oznaczało zarówno przepis na sporządzenie leku, jak i polecenie udzielone pacjentowi przez lekarza na wydanie określonego medykamentu. Aptekarze sprzedawali jeszcze różne inne towary, m.in. alkohol, w tym wódkę oraz korzenie, perfumy, cukier trzcinowy, świece, opłatki, wosk, lak, artykuły cukiernicze, przyprawy i wino. W rezultacie do aptek od średniowiecza chadzało się często na wódkę i na piernika. J. A. Morsztyn pisał: "Ty bez ogródki, przyślij nam wódki, a jeśli jeszcze dasz i piernika, napiszę na drzwiach sławna apteka".

W Polsce aptekarze pojawili się w większych miastach już w XIV wieku. Wrocław posiadał od lat 1335-1350 regulamin dla aptek, gdzie określono urzędowe ceny leków, ale też wymagania dotyczące wiedzy zawodowej. Aptekarze mieli także złożyć przysięgę, posiadali swoje cechy i przepisy cechowe, które miały ich chronić przed nieuczciwą konkurencją. Terminowanie przez czeladnika u kierownika apteki trwało kilka lat. Najpierw kandydat był uczniem, potem czeladnikiem. Po okresie pięciu lat otrzymywał od swego mistrza świadectwo wyuczenia zawodu. Wyjątek stanowiły Kraków i Gdańsk, gdzie aptekarze nie tworzyli cechu. W Poznaniu Rada Miejska postanowiła w 1489 roku, aby aptekarze, złotnicy, malarze i hafciarze tworzyli jeden cech. Już w XVI wieku aptekarze poznańscy posiadali jednak odrębny cech. Pierwsza wzmianka o istnieniu apteki w Poznaniu i aptekarzu Marcinie pochodzi z 1446 roku. W 1662 roku Jan Kazimierz wydał przywilej kształcenia aptekarzy kolegiom jezuickim w Kaliszu i Lublinie. W XVIII wieku w Warszawie funkcjonowało kilka znanych aptek, przeważnie znajdowały się one przez kilka pokoleń w rękach jednej rodziny. Przy ulicy Świętojańskiej mieściła się więc apteka należąca do rodziny Fryzów. Na Krakowskim Przedmieściu znajdowała się apteka Józefa Skalskiego, przy ulicy Podwale apteka Józefa S. Wasilewskiego, Kostrzewskich przy ulicy Nowomiejskiej. Lekarze dworscy mieli aptekę zamkową. Apteki otwarte były zarówno w dni powszednie, jak w niedziele i święta. W każdej aptece wywieszano urzędowy spis lekarzy, których recepty honorowano. Na każdy kolejny lek wprowadzany do sprzedaży trzeba było mieć zezwolenie. Dopiero w 1783 roku powołano na Akademii Krakowskiej Katedrę Farmacji i Medycyny. Na jej czele stanął lekarz i właściciel apteki Jan Szaster i zajęcia ze studentami odbywały się w jego aptece "Pod Słońcem"255.

Warunki mieszkaniowe a zdrowotność

Nie tylko pożywienie, używki, ale i całe warunki materialne życia wywierają zasadniczy wpływ na zdrowie. W pierwszej kolejności wspomnieć trzeba o warunkach mieszkaniowych, które powodowały ogromny niepokój dziewiętnastowiecznych lekarzy higienistów społecznych w odniesieniu do robotników fabrycznych. Procesy industrializacji prowadziły do urbanizacji i koncentracji ogromnych mas biedoty robotniczej w złych warunkach mieszkaniowych, które sprzyjały szerzeniu się chorób. Jak pisał w 1892 roku Ludwik Krzywicki: "Wzrost liczby lokali w takim ognisku handlowym i przemysłowym nigdy nie dotrzymuje kroku napływowi przychodniów. Zwłaszcza dotyczy to mieszkań dla warstw uboższych pracujących. Cena mieszkań idzie do góry, szczególnie małych, tak iż niekiedy przechodzi wszelkie możliwe granice i w porównaniu z dużymi lokalami jest wygórowanie wielką; małe ciupki poddaszowe w dzielnicach uboższych pozostają przepełnione, dając schronienie każda kilku niekiedy rodzinom, którym brak tam przede wszystkim niezbędnej ilości powietrza. W skutku natłoczenia osób różnego wieku i różnej płci w tej samej izbie uczucia przyzwoitości zostają wciąż nadwyrężane, a postępowanie starszych zaraża swoim przykładem pokolenia zaledwie odrosłe od ziemi"256.

Wcześniej chłopskie, kurne chaty z dziurą w dachu zamiast komina, a więc nieustannie zadymione, z klepiskiem, bez podłogi, z nieszczelnymi drzwiami zbitymi z paru desek, małymi szybkami w niewielkich oknach, a częściej zatłuszczonym papierem były, jako miejsce zamieszkania, niezdrowe, pełne przeciągów i dymu. Jeżeli na zimę chętnie trzymano tam zwierzęta, to także dlatego, aby i ludzie mogli się ogrzać. Stanisław Staszic ukazywał bardzo dobitnie stan rzeczy w tym zakresie w 1790 roku: "Tych pomieszkaniem są lochy, czyli trochę nad ziemię wyniesione szałasze: słońce tam nie ma przystępu - są tylko zapchane smrodem i tym dobrotliwym dymem, który, aby podobno mniej na swoją nędzę patrzali, zbawia ich światła; aby mniej cierpieli, i w dzień i w nocy dusząc, ukraca ich życie mizerne, a najwięcej w niemowlęcym wieku zabija. W tej smrodu i dymu ciemnicy dzienną pracą strudzony gospodarz na zgniłym spoczywa barłogu. Obok niego śpi mała, a naga dziatwa na tym samym legowisku, na którym krowa z cielęciem stoi i świnia z prosiętami leży"257.

To nie była tylko polska specyfika, chociaż w Europie Wschodniej sytuacja prezentowała się gorzej niż w Zachodniej. W Austrii zabudowa murowana w miastach zaczęła się pojawiać w XIII wieku, na wsi w XVI, ale drewno, jako materiał budowlany, nadal dominowało. Dopiero po wojnie trzydziestoletniej domy stały się murowane wśród bogatych chłopów. U schyłku XVII wieku w zamożniejszej części Górnej Austrii już 1/3 domów była murowana albo z wypalanej cegły, w Dolnej Austrii w XVIII wieku dużo więcej, a pod koniec wojen napoleońskich 60%258.

W XIX wieku sytuacja poprawiała się bardzo powoli, ale w sposób widoczny. Raport austriackiego towarzystwa rolniczego z 1829 roku mówił o widocznej poprawie sytuacji na wsi i zamianie zabudowy drewnianej na kamienną. Nowe izby były większe, lepiej oświetlone, z świeższym powietrzem, zdrowsze. Nawet jeżeli domy nadal budowano z drewna, to lepiej niż dawniej, z większymi oknami, jedną izbą więcej i bezpieczniejsze, bo z murowanym kominem. W przeszłość odchodziły dachy słomiane na rzecz dachówki. Dużo było kolorowych i rzeźbionych skrzyń, szaf i zegarów259. W miastach, od średniowiecza, w mieszkaniach klasy średniej rozwijało się zróżnicowanie przestrzeni mieszkalnej, wygoda i uczucie prywatności260.

Mieszkania w Wiedniu 1780-1910

Rok

Mieszkańcy w 1000

Mieszkań w 1000

Osób na mieszkanie

Czynsz na mieszkanie

Czynsz na osobę

1780

197,8

44,9

4,4

59,7

15,1

1785

209,7

48,7

4,3

64,3

14,9

1789

215,7

51,1

4,2

59,5

14,1

1797

228,3

58,1

3,9

62,4

15,8

1803

236,4

58,9

4,0

60,8

15,1

1808

248,1

61,1

4,1

55,9

13,5

1820

260,2

59,1

4,4

144,0

32,8

1830

317,8

70,1

4,5

151,0

33,3

1840

356,9

81,2

4,4

151,3

34,3

1850

426,4

89,3

4,8

174,5

35,8

1857

474,0

89,8

5,3

228,3

43,3

1864

539,4

105,1

5,2

286,0

55,7

1869

595,7

114,4

5,2

281,8

54,1

1880

695,3

146,3

4,8

368,9

77,6

1890

805,3

182,9

4,4

359,2

81,3

1900

983,1

221,3

4,4

368,7

85,6

1910

1095

252,8

4,3

435,2

102,2

Źródło: Roman Sandgruber, Die Anfänge der Konsumgesellschaft. Konsumgüterverbrauch, Lebensstandard und Alltagskultur in Österreich im 18. und 19. Jahrhundert, München 1982, s. 352.

Sutereny, czyli niezdrowe piwniczne mieszkania robotnicze i ciasne klitki w kamienicach robotniczych nazywanych koszarami czynszowymi (Mietskaserne) industrialnych miast, uważano pod koniec XIX wieku powszechnie za wylęgarnię chorób i budziły największe obawy lekarzy. Wcześniej nie istniała jeszcze liczna klasa robotnicza, a czeladnicy i uczniowie mieszkali w domu mistrza. Już jednak w XVII i XVIII wieku zaczęły powstawać robotnicze osiedla, jak w Horn w Austrii, gdzie hrabia Kurz w 1656 roku polecił wybudować osiedle dla sukienników z 30 domami, a właściwie jednorodzinnymi chałupami albo w Groß-Siegharts, gdzie hrabia Mallenthein w 1720 roku stworzył osiedla tkaczy złożone z 200 podobnych domów. Powstawały też kolejne tego rodzaju osiedla, potem jeszcze też zbudowane przez braci Rosthorn w 1820 roku w Öd pod Piesting dla pracowników fabryki wyrobów metalowych261. Inny charakter miało w XVIII wieku przyfabryczne osiedle Nadelburg, złożone z 56 domów, z których w każdym znajdowały się cztery jednopokojowe mieszkania (po 35 mkw.), przy czym jedna kuchnia przypadała na dwa mieszkania, a toaleta, pralnia i ogród na cztery262.

Sytuacja poprawiała się dopiero stopniowo w XX wieku, dzięki wprowadzaniu na szeroką skalę wodociągów, kanalizacji, energii elektrycznej i gazu, centralnego ogrzewania oraz łazienek. W prawie republiki weimarskiej pojawiło się prawo do mieszkania dla każdego obywatela, co stało się kamieniem węgielnym pod zapoczątkowanie socjalnego komunalnego budownictwa mieszkaniowego i spółdzielni mieszkaniowych, nadzorowania dopuszczalnej wysokości czynszów czy ustawową ochronę mieszkańców przed wypowiedzeniem mieszkania. Większość mieszkań budowali jednak nadal, jak w cesarstwie, prywatni inwestorzy i towarzystwa budowlane. Państwo było za słabe, aby zaspokoić w ten sposób potrzeby lokalowe Niemców i problemów ekonomicznych nie usunięto, a tylko zmniejszono, wyznaczając jednak w ten sposób kierunek rozwoju. Zasadnicze zmiany zaczęły się po drugiej wojnie światowej, kiedy na masową skalę rozwinęło się budownictwo czynszowe263.

Sprawy sanitarne

Na sytuacji zdrowotnej ważyły w znacznym stopniu sprawy sanitarne, ponieważ brud w miastach i na wsi był powszechny, co wynikało przede wszystkim z prymitywnej techniki i administrowania, ale też z nieprzywiązywania wystarczającej wagi do tych spraw. Na temat czystości panowały w dawnej Europie pewne przyjęte wyobrażenia. Holandię na przykład uważano za kraj wyjątkowo czysty. Adam Ebert w 1678 roku pisał: Cała Holandia czystością swą przewyższa wszystkie narody świata264. Podobnie sądziło wielu mu podobnych. Generalnie jednak w całej Europie sprawy sanitarne długo przedstawiały się bardzo niezadowalająco.

Na polskiej wsi w wielu regionach kraju jeszcze u progu XX stulecia kąpano się i myto całe ciało raz w roku z okazji Wielkanocy. Miesiącami chodzono w tej samej odzieży i rzeczą zwykłą były problemy skórne, na czele ze świerzbem265. Należy jednak pamiętać, że człowiek ewolucyjnie przynależy do świata zwierząt, a przejawem zdrowia u zwierzęcia jest dbanie o higienę i mycie się. Wskazuje się, że wśród dawnych znalezisk archeologicznych znajduje się dużo grzebieni, nożyc do strzyżenia, szczotek, zwierciadeł, miednic, cebrzyków do mycia i kąpania niemowląt. Przyrządy do higieny występowały w ozdobnej formie, ale i prostej, użytkowane przez włościan. Latem powszechnie kąpano się w zbiornikach wodnych, no i były łaźnie. O łaźniach wspomina już Gall Anonim, pisząc, że korzystał z niej Bolesław Chrobry. Wielki książę Witold chodził do łaźni codziennie, Jagiełło co trzeci dzień, a Zygmunt I w soboty.

Stan higieny i spraw sanitarnych przedstawiał się jednak bardzo kiepsko jeszcze w XX wieku. Trzeba było ostrzegać w pismach edukacyjnych, że trzymanie zwierząt w izbach mieszkalnych z ludźmi prowadzi do roznoszenia robactwa i trudniej utrzymać czystość. Przechowywanie tam żywności zwiększało również zagrożenie chorobami przewodu pokarmowego266.

W piśmiennictwie pojęcie kołtuna pojawiło się w XVI wieku. Określano tak zwój posklejanych włosów na głowie wraz z łojem i surowiczym wysiękiem, powiązanym często z wszawicą. Pierwszy na zlecenie Stefana Batorego badał kołtuna lekarz Hercules Saxonia. Jego opinia, że jest to choroba, zaciążyła na wypowiedziach w kolejnych dziesięcioleciach, kiedy to bezrefleksyjnie ją powtarzano. Tylko nieliczni uważali kołtun za rezultat higienicznych zaniedbań i sytuacja taka trwała długo. Tymczasem na polskiej wsi popularne było stałe noszenie czapki przez chłopów, czasami nacieranie włosów tłuszczem, oszczędzanie mydła i powszechny brak higienie. Dopiero prace Józefa Dietla w Krakowie w połowie XIX wieku zakończyły anachroniczne dyskusje o chorobowym charakterze kołtuna. Podobnie lekarz Henryk Dobrzycki w 1877 roku zdecydowanie orzekł, że nazywanie kołtuna chorobą przy obecnym stanie wiedzy jest anachronizmem. Do splątania włosów zwanego kołtunem dochodziło natomiast najczęściej na skutek braków higienicznych, przewlekłego ropnego zapalenia i grzybicy skóry owłosionej głowy. Grzybica woszczynowa wydziela nieprzyjemną woń, przypominającą zapach mysich nor, lub stęchlizny267.

We francuskiej encyklopedii kołtun występował jako plica Polonica. Lekarz Stanisława Augusta, Leopold Lafontaine, twierdził przesadnie, że to przypadłość charakterystyczna dla Polski268. Sądził on też, że ta choroba jest zaraźliwa, występuje u wszystkich stanów, w każdym wieku i u każdej płci oraz w stosunku do każdego koloru włosów, na co sam zwracał uwagę. "Ta choroba jest znajoma od początku Wisły (stąd podobno jej niemieckie imię Weichselzopf) aż do gór karpackich, w Litwie, białej i czerwonej Rusi i walk Tataryi. Jednak w niektórych stronach jest częstszą. Za panowania króla Augusta III przeszła z Warszawy do Saxonii"269. Fałszywym kołtunem nazywał stan włosów biorący się z braku higieny270. Panował jednak pogląd, że nazwa niemiecka ma też inne pochodzenie. Przeświadczenie, że kołtun jest chorobą polską krążyło również i u nas. Ludwik Perzyna pisał tak w 1793 roku: "Mają niektóre kraje właściwe w sobie chorób przyczyny, w których mieszkając jakowy naród z zaciągnionych w te ciała swych przyczyn, w tym lub owym podlegać musi defektom. (...) Naszym zaś Polakom dostały się właściwe temu krajowi kołtony, o których niewielu z zagranicznych doktorów aż dotąd dostatecznie pisało, a nasi krajowi lekarze ledwie co o nich wspominają"271.

Inni sądzili jednak, że brud i brak grzebienia to problem zasadniczy272. Także Matecki uspokajał pół wieku później, żeby pacjenci nie wpadali w panikę, bo kołtuna można bez strachu o życie obciąć273.

Problemy z higieną osobistą i kołtunem dotykały szerokich kręgów społeczeństwa. Jędrzej Kitowicz w okresie 1779-1788 pisał, że na Mazowszu, na trzy głowy, dwie kołtonowate274. Lekarz wielkopolski Matecki podawał z urzędowej sprawozdawczości, że jeszcze w 1842 roku w Wielkim Księstwie Poznańskim było 5 327 przypadków kołtuna275. W 1902 roku w całej monarchii pruskiej odnotowano 6 500 osób z kołtunem, w tym w rejencji poznańskiej 2 507, bydgoskiej 1 354, kwidzyńskiej 1 354, gdańskiej 250 i królewieckiej 153, więc właściwie wszystkie we wschodnich prowincjach Prus. Te informacje rzutują na nasze wyobrażenie o epoce przedstatystycznej, gdy problem na pewno nie był mniejszy276.

Wiek XVIII znał też jednak problemy higieniczne i zdrowotne elit spowodowane przez peruki. W Berlinie znany oświeceniowy pisarz Friedrich Nicolai opublikował nawet w 1801 roku rozprawę Über den Gebrauch der falschen Haare und Perucken in alten und neueren Zeiten. Eine historische Untersuchung, gdzie wskazywał przede wszystkim na polityczne znaczenie peruki, odrzuconej przez jakobinów. Zwracał natomiast uwagę, że wcześniej elity i królowie promowali peruki, również i ze względu na wagę perukarstwa w gospodarce narodowej, a Wielki Elektor Fryderyk Wilhelm w 1698 roku miał wprowadzić podatek od peruk, 6% na krajowe i 25% na zagraniczne, z którego zwolnione były dzieci poniżej lat 12, pastorzy, nauczyciele i uczniowie. Wielkie barokowe peruki z oszczędności odrzucił już Fryderyk Wilhelm I277.

Sprawę ważną stanowiły łaźnie, które w średniowieczu stopniowo stawały się względnie powszechne i występowały w większości miast oraz miasteczek. Wzmianka o łaźni w Warszawie pochodzi z 1376 roku, a we Wrocławiu z 1309 roku. W Krakowie w 1358 roku funkcjonowały trzy łaźnie, a pod koniec XIV wieku, 12. Łaźnie stały się jednak miejscem uprawiania nierządu i zaczęto je likwidować w XVI wieku. A jak to wyglądało w małych miasteczkach? W wielkopolskim Gostyniu łaźnię odnotowano w 1610 roku, kiedy miasto wydzierżawiło ją łaziebnikowi. To o tyle ważne, że w mieście i okolicy nie było ani rzeki, ani jeziora. W XIX wieku łaźnie przestały już jednak funkcjonować, a przywrócono je dopiero krótko przed pierwszą wojną światową. Prywatna łaźnia w powiecie gostyńskim działała też w połowie XVI wieku w Poniecu. Miasto dawało na łaźnię 15 grzywien, przez co mieli z niej prawo korzystać bezpłatnie i ubodzy278.

Woda w ogóle należy do istotnych problemów naszej zdrowotności. Związana jest z kwestiami higieny i sanitarnymi, zanieczyszczona powodowała schorzenia przewodu pokarmowego. W Krakowie prymitywny wodociąg nazywany rurmus odnotowano już w XIV wieku. Składał się z urządzenia z kołem i czerpakami oraz wydrążonych rur sosnowych. Rury ułożono wzdłuż ulic na głębokości 1,7 metra. Wodę pobierano z rząpi, czyli drewnianych i metalowych zbiorników na wodę, przypominających fontanny. Czyniono to na rynku. Mieszczanie mogli instalować własne odgałęzienia od wodociągu do swojej kamienicy, ale nic na ten temat nie wiadomo279. We Wrocławiu wodociąg datowany jest na pierwszą połowę XIV wieku. Było to koło wodne podnoszące wodę z Odry i rozprowadzające ją siłą grawitacji tylko w zamożnej części miasta. Być może występowały jeszcze dwa inne punkty, z których czerpano wodę dla pozostałych obszarów miejskich. Rozprowadzanie odbywało się poprzez system rur drewnianych, wkopanych w ziemię staraniem władz miejskich280.

Już też w średniowieczu zastanawiano się nad sprzątaniem śmieci w miastach. Biskup Strasburga Erchenbald, jako pan miasta w X wieku, zarządzał, aby śmieci sprzątano z ulic i składowano we właściwym miejscu. Bardziej jednak systematyczne i częste przepisy na ten temat pojawiły się w XIII-XV wieku281. Stan sanitarny miast w całej przednowoczesnej Europie pozostawiał wiele do życzenia. Jak podaje encyklopedia codzienności Francji epoki anciene regime'u: "Miasto było miejscem cuchnącym i niezdrowym. Brak kanalizacji, która odprowadzałaby z jednej strony wodę deszczową, a z drugiej - odpadki i brudną wodę, czynił z ulic i rynsztoków ściek pod gołym niebem"282. Nie chodziło tylko o zwykły brud uliczny czy wyrzucaną przez okna zawartość nocników. Miasto już od średniowiecza produkowało znaczną ilość odpadów produkcyjnych, z którymi nie potrafiono sobie poradzić. Przede wszystkim w rzeźniach krew z ubojni wyciekała na bruk, odór spowodowany przez handel rybami był okropny. Także inne zakłady rzemieślnicze, jak garbarnie, które zanieczyszczały rynsztoki, pozostawiały po sobie wiele wydzielin. Brak bruku powiększał trudności sanitarne i sprawiał, że ulice w miastach stawały się trudne do przebycia. Władze nakazywały mieszkańcom brukowanie przedmościa domów283.

Latryny i miejsca sekretne

Problem stanowiły latryny. Każdy dom powinien mieć własną, ale było ich o wiele za mało284. Badania archeologiczne w Elblągu na 10 tysiącach metrów kwadratowych, wykazały obecność w tym mieście na kilkudziesięciu przebadanych parcelach jedynie 150 latryn. Najstarsze drewniane latryny lokowano w mieście w XIII wieku i to na tyle dobrze, że przeciewały w minimalnym stopniu. Zawartość latryn co jakiś czas wybierano, zwykle częściowo, rzadko całkowicie. Jedynie latryny kamienne występowały rzadko, koliste, o średnicy 2-4 metrów. Natrafiono także na kloakę, złożoną z dwóch drewnianych beczek, postawionych jedna na drugiej, wkopanych w ziemię285.

Generalnie miejskie odpady zanieczyszczały wodę w mieście, także w rzekach. Już w średniowieczu, w XIII stuleciu czytamy, że im rzeka bardziej oddalona od miasta, tym czystsza. W grę wchodziły nieczystości z latryn czy garbarni (garbarze używali wody rzecznej do garbowania). Stąd brało się oczyszczanie latryn, kloak i sprzątanie błota, usuwanie padliny, takiej jak zwłoki psów, którą wrzucano też do rzeki oraz zakładanie krat na ciekach wodnych, aby zatrzymywały nieczystości. Tak też w rachunkach miejskich występowali hycle i sprzątacze błota. W Norymberdze wydano w 1479 roku zakaz kopania dołów kloacznych w odległości zbyt bliskiej do studzien. Warto zwrócić uwagę, że część studni kopano płytko, tylko na kilka metrów głębokości, przez co gromadziły wody powierzchniowe. Z kolei w Paryżu garbarze mogli płukać skóry w Sekwanie wyłącznie w nocy, tylko do piątej rano. Podobnie w Narbonne w 1315 roku pozwolono farbiarzom na wylewanie resztek barwionych na niebiesko i czerwono (marzanną) tylko wraz z nastaniem nocy, tak aby nazajutrz można było czerpać z rzeki wodę do picia. Z kolei statuty Arezzo w 1345 roku w pewnym stopniu zabraniały moczenia lnu w rzece. Karol Śmiały zakazał w 1471 roku w Brugii wrzucania wszelkich nieczystości do rzeki, tak aby wszystkie cieki wodne występujące w mieście były czyste, a wszystkie - łącznie z fosami - stanowiły jeden system wodny. Za zanieczyszczanie rzeki groziła wysoka kara 3 liwrów286. Odrębny problem stanowiły powodzie. Kiedy rzeki wychodziły poza swe koryto, zalewały cmentarze, kloaki, brudne ulice i napełniały się nieczystościami. Jan Długosz zauważył w odniesieniu do powodzi krakowskiej z 1475 roku, że woda była następnie bardzo brudna i wiele osób po napiciu się jej miało obrzmiałe gardła287.

Pisałem o medycznej roli kata w mieście. Wspomnieć też trzeba o jego zadaniach w zapewnianiu czystości w mieście288. Zawód kata traktowano, jak wiadomo, jako profesję hańbiącą, a rekrutowano ich z miejskich nizin społecznych. Oprócz karania przestępców, kaci zajmowali się także utrzymywaniem porządku, co obejmowało czyszczenie ulic i rynku z błota. Szczególnie intratne okazywało się doprowadzanie do stanu używalności prywatnych kloak. Zajmowali się również usuwaniem z ulic padliny, także chorych i bezpańskich kotów, koni, świń i psów. W Warszawie w 1772 roku orientacyjnie szacowano, że kat może rocznie wyłapać 500 psów lub zebrać 120 padłych koni, z czego pewnie ze 40 na ulicy, a reszta po stajniach. W 1617 roku w Warszawie usunięto z ulic ogółem tysiąc sztuk różnych padłych zwierząt. W wielu miastach można znaleźć rachunki za usunięcie padliny. W Krakowie zachowało się wynagrodzenie z 1613 roku dla mistrza od "wywleczenia świni obwieszonej u słupa na ulicy Szerokiej", w Warszawie z 1656 roku dla mistrza od konia zdechłego, zachował się także rachunek z 1575 roku ofiarowany "mistrzowi, co psy zgorzałe wyrzucił z miasta", a z 1586 roku "mistrzowi od spalenia ścierwa cielęcego"289. Także w wypadku epidemii, psy i koty mogły mieć kontakt ze zwłokami zapowietrzonych i upowszechniać chorobę, toteż władze starały się je wybić. W obliczu zarazy poradniki przeciwmolowe zalecały "także psów i kotów wygnać, bo gdy od domu do domu biegają, najprędzej wiele złego ze sobą przynoszą, psy koty, a zwłaszcza gdzie ich siła, niepotrzebnych, co się włóczą od domu do domu, pozabijać"290.

Gdański historyk Dariusz Kaczor poddał ostatnio analizie sytuację sanitarną miast w Prusach Królewskich291. Władze miejskie wraz z mieszkańcami miały tu w epoce nowożytnej dbać o utrzymanie czystości, uprzątać nieczystości i dbać o ich wywóz. Z jednej strony, zwracano uwagę na konieczność ograniczania nieprzyjemnych zapachów, które uznawano za przyczynę epidemii. Pochodziły one z ulicznych odpadków czy z hodowli świń. Dużo uwagi poświęcano też garbarzom i kuśnierzom, gdzie fetor rozciągający się na domostwa wzbudzał poważne zaniepokojenie. Rozporządzenia władz dotyczyły kwestii uprzątania ulic, oczyszczania rynsztoków, budowy i naprawy bruków ulicznych, ochrony oraz czystości cieków wodnych, usuwania padliny, wyłapywania bezpańskich psów, zakazu hodowania świń czy opróżniania kloak292. Chodziło o to, aby mieszkańcy nie poprzestawali przy sprzątaniu na odgarnianiu śmieci sprzed własnej kamienicy na środek ulicy, bo utrzymanie porządku należało do miasta. Zarządzano, aby nie podrzucać własnych śmieci na parcele sąsiadów, nie składować odpadków w miejscach do tego nieprzeznaczonych albo nawet zabronionych, jak studnie publiczne; zabroniono wyrzucania śmieci na ulice, fekaliów do rynsztoków, zanieczyszczania cieków wodnych. Powtarzało się oburzenie na wylewanie w nocy zawartości urynałów wprost na ulicę. Zgniłe powietrze w Gdańsku już w XVI wieku uważano za przyczynę epidemii. Wielkie wydarzenie w życiu okolicy stanowiło opróżnianie kloaki ze względu na ogromny smród roznoszący się po okolicy293.

W Królewcu w epoce wczesnonowożytnej pracowało trzech katów i jako nieczyści wszyscy mieszkali poza obrębem miasta. Kaci mieli też pachołków i prace czyszczenia miasta wykonywali w nocy, z zastrzeżeniem, aby nie prowadzali ze sobą psów, które mogłyby budzić mieszkańców. Składowiska odpadków i ścierwa znajdowały się daleko, 4-5 mil za miastem. Do problemów należała też konfiskata świń szwędających się po mieście, bo wywoływało to spory i kłótnie z mieszczanami. Wprawdzie na ulicach wykopano rynsztoki, jednak w dziurach z nieczystościami taplały się świnie, wynajdując tam różne kąski do jedzenia. Magistrat w 1703 roku zakazał wypuszczania świń na ulice, jednak mieszczanie tego nie przestrzegali. Dopiero, kiedy magistrat zagroził, że świnie będą oddawane na wyżywienie szpitalowi, mieszczanie poważniej potraktowali ostrzeżenia. Nie brakowało też problemów z pijanymi woźnicami furmanek, sań i powozów, z czym starały się uporać władze294.

W początku XIX wieku obowiązek czyszczenia miejsc ustępowych w Warszawie spoczywał na właścicielach i dzierżawcach domów. Przedsiębiorstwa zajmujące się tymi zajęciami nazywano "nocnymi". W XVIII wieku wywozili oni nieczystości na tzw. Górę Gnojną nad Wisłą. W drugiej połowie XVIII wieku wybudowano wygodny pomost nad Wisłą, skąd przedsiębiorcy nocni wyrzucali nieczystości wprost do rzeki. Najbardziej odczuwany dyskomfort wiązał się z wyziewami kloacznymi. Doktor Ludwik Natanson w 1866 roku pisał: "pożądanym jest ażeby wyziewy dołów kloacznych, woń beczek rozwożonych po ciernistym bruku, pompowane i publicznymi ściekami na głównych ulicach płynące odchody i pomyje, ile można najmniej przykrości i szkody przynosiły. Należałoby zobowiązać właścicieli domów do ubezwonnienia kloak i ściekowisk"295. Odkażano je przy pomocy kwasu karbolowego i siarczanu żelaza. Obliczano, że każdy człowiek wydziela rocznie przeciętnie określoną ilość kału i kloaki są w tej sytuacji sprawą wymagającą uwagi, a ich obmurowanie nie gwarantuje nieprzesiąkania nieczystości do gruntu. Bardzo krytyczna jest jedna z opinii - Karola Gregorowicza z lat 60. XIX wieku w odniesieniu do kloak warszawskich: "Żadna stolica, żadne większe miasto nie może poszczycić się takimi kloakami jak Warszawa! Kloaki warszawskie są niezrównanej obrzydliwości! Skromna nazwa wychodków jest zbyt poetyczna, nazwać je wychodkami niepodobna, bo nie ma którędy wejść, a strach pomyśleć o wyjściu! (...) Z daleka czy z bliska dusząca woń zaraża powietrze, gryzie w oczy, a co za widok na wszystkie strony (...) to przechodzi wszystko296. Opis wygódki sporządzony przez komisję lekarską w 1866 roku nie zachęcał: Wygódka składa się z deski, z okrągłą dziurą nad kanałem, urządzona pod schodami w sieni; zupełnie tu ciemno i smród niemożliwy"297. Inny opis mówił o: "kloace wypełnionej po brzegi, której zawartość wycieka przez wierzch"298. Liczba kloak systematycznie się zwiększała, w 1861 roku było ich 2 547, w 1889 roku 4 377, trzeba jednak pamiętać, że systematycznie rosła liczba ludności. Wiadomo wszakże, że liczba posesji pozbawionych wychodków uległa zmniejszeniu ze 152 w 1860 roku do 61 w 1889 roku. Nieczystości usuwano beczkami, które były nieszczelne i na całą okolicę rozchodził się okropny fetor. Z czasem zaczęto je pompować z dołów do beczek rurami. Pod koniec XIX wieku jeden na cztery lokale w Warszawie miał już własny ustęp w domu. Ich upowszechnianie ograniczała jednak wysoka cena wody niezbędnej do ich spłukiwania299.

1 Robert Lisowski, Problematyka higieny i oświata zdrowotna w literaturze dla ludu przełomu XIX i XX wieku, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 71, 2008, s. 34-35.

2 Anna Marek, "Dziennik Zdrowia dla wszystkich stanów" a problematyka dziecięca, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 67, 1, 2004, s. 15.

3 Paula S. Fass, The Routledge History od Childhood in the western World, New York 2013, s. 66.

4 Tadeusz Brzeziński, Problemy robotnicze w pismach lekarzy polskich przełomu XIX i XX wieku, Archiwum Historii Medycyny, 47, 1984, s. 75.

5 Tamże, s. 77-78.

6 Zbigniew Kuchowicz, Obyczaje staropolskie, Łódź 1975, s. 108-109; Renata Gałaj-Dempniak, Choroba i śmierć szlachty w świetle pamiętników i utworów literackich okresu XVI-XVII wieku, w: Choroba i śmierć w perspektywie społecznej w XIII-XXI wieku, Warszawa 2010, red. Dariusz K. Chojecki, Edward Włodarczyk, Warszawa 2010, s. 72.

7 Margrabina von Bayreuth, Pamiętniki, Warszawa 1973, s. 367.

8 Fryderyk Skarbek, Pamiętniki Fryderyka hrabiego Skarbka, Warszawa 2009, s. 30-31.

9 Krzysztof Zawisza, Pamiętniki, Warszawa 1862, s. 13-16.

10 Wirydianna Fiszerowa, Dzieje moje własne, Londyn 1975, s. 25.

11 Renata Gałaj-Dempniak, Choroba i śmierć szlachty, s. 72.

12 Janusz Skalski, Medycyna w Polsce. Od czasów najdawniejszych do upadku I Rzeczypospolitej, Warszawa 2016, s. 6-7, 266-267; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, Cambridge 2010, s. 160.

13 Karolina z Potockich Nakwaska, Dwór wiejski, Poznań 1843, s. 17-18.

14 Wirydianna Fiszerowa, Dzieje moje własne, Londyn 1975, s. 14-19; Robert Lisowski, Problematyka higieny i oświata zdrowotna w literaturze dla ludu przełomu XIX i XX wieku, s. 35.

15 Renata Gałaj-Dempniak, Choroba i śmierć szlachty, s. 72-73.

16 Jacobi Lanhaus, Opis podróży. Itinerarium (1768-1769), Kraków-Wrocław 2014, s. 174.

17 Robert Lisowski, Problematyka higieny i oświata zdrowotna w literaturze dla ludu przełomu XIX i XX wieku, s. 35.

18 Fryderyk Engels, Położenie klasy robotniczej w Anglii, Warszawa 1952, s. 45.

19 Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala. Rozwój historyczny problematyki szpitalnej w Polsce do końca XIX wieku, Wrocław 1981, s. 12-13; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 166.

20 Tamże, s. 13-14.

21 Władysław Szumowski, Historia medycyny filozoficznie ujęta, Warszawa 1994, s. 401.

22 Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich w latach 1809-1914, Wrocław 2003, s. 13-14.

23 Paula S. Fass, The Routledge History od Childhood in the western World, s. 65.

24 Roman Kaleta, Sensacje z dawnych lat, Wrocław 1974, s. 119.

25 Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 14-16.

26 Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala, s. 159; Tadeusz Brzeziński, Początki i rozwój szpitali, w: Historia medycyny, red. Tadeusz Brzeziński, Warszawa 2004, s. 70-71; Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI-XVIII, Warszawa 1994, t. 1, s. 443-444; Marek Słoń, Szpitale średniowiecznego Wrocławia, Warszawa 2000, s. 5-7; Franciszek Giedroyć, Zapiski do dziejów szpitalnictwa w dawnej Polsce, Warszawa 1908, s. 3-4.

27 Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 167.

28 Janusz Skalski, Medycyna w Polsce od czasów najdawniejszych do upadku Rzeczypospolitej, Warszawa 2016, s. 28-31; Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 20-21; Władysław Szumowski, Historia medycyny, s. 157.

29 Tamże, s. 20-23; Janusz Skalski, Medycyna w Polsce od czasów najdawniejszych do upadku Rzeczypospolitej, s. 28-31; Tadeusz Brzeziński, Początki i rozwój szpitali, s. 71.

30 Janusz Skalski, Medycyna w Polsce od czasów najdawniejszych do upadku Rzeczypospolitej, s. 31-32; Franciszek Giedroyć, Zapiski do dziejów szpitalnictwa, s. 3.

31 Zdzisław Kropidłowski, Formy opieki ubogich w Gdańsku od XVI do XVIII wieku, Gdańsk 1992, s. 76-77; Wacław Męczkowski, Szpitale dawnej Rzeczypospolitej w uchwałach synodów polskich, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 15, 1935, s. 70-71.

32 Marek Słoń, Szpitale średniowiecznego Wrocławia, s. 86-92.

33 A. C. Crombie, Nauka średniowieczna i początki nauki nowożytnej, Warszawa 1960, t. 1, s. 271-272.

34 Margaret Humphreys, Dur brzuszny i jego nosiciele, w: Wielkie epidemie w dziejach ludzkości, red. Kenneth F. Kiple, Poznań 2002, s. 18.

35 Tamże, s. 273-274.

36 Zdzisław Kropidłowski, Formy opieki ubogich w Gdańsku, s. 84-85; Władysław Szumowski, Historia medycyny, s. 395.

37 Zdzisław Kropidłowski, Formy opieki ubogich w Gdańsku, s. 22-23; Władysław Szumowski, Historia medycyny, s. 2-3.

38 Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby od średniowiecza do współczesności, Warszawa 1997, s. 11.

39 Tamże, s. 12.

40 Tamże, s. 23.

41 Tamże, s. 29.

42 Tamże, s. 103.

43 George Rosen, A History of Public Health, London 1993, s. 270-277, 293-295, 320-323; Robert Lisowski, Problematyka higieny i oświata zdrowotna w literaturze dla ludu przełomu XIX i XX wieku, s. 39.

44 George Rosen, A History of Public Health, London 1993, s. 312-319; Włodzimierz Witczak, Lekarze polscy w Poznaniu w latach 1815-1918. Próba charakterystyki, Poznań 2000, s. 26.

45 George Rosen, A History of Public Health, London 1993, s. 293-295.

46 Wiktor Piotrowski, Terapia okulistyczna w czasach saskich, w tegoż: Szkice z historii polskiej medycyny, Jawor 1997, s. 48; Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, Łódź 1992, s. 95.

47 Jacek Wiesiołowski, Okulista Mieszka I, Kronika Miasta Poznania, 1, 2001, s. 9-10.

48 Małgorzata Szubert, Lorgnon, w: Leksykon rzeczy minionych i przemijających, Warszawa 2004, s. 141-142.

49 Jean-Pierre Pousou, Okulary, w: Codzienność dawnej Francji. Życie i rzeczy w czasach ancien régime'u, red. Michel Figeac, Wilanów 2015, s. 378-379; Adam Bednarski, Historia okularów w Polsce wiek XV-XVIII, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 6, 1927, s. 1-2; W.H. Melanowski, Krótki rys historii okulistyki, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 6, 1927, s. 32-33; Lech Bieganowski, Poznańskie okulary w XVI stuleciu - przyczynek do historii okularów, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 73, 2010, s. 49.

50 Adam Bednarski, Historia okularów w Polsce wiek XV-XVIII, s. 7.

51 Tamże, s. 8-9; Małgorzata Szubert, Lornetka, w: Leksykon rzeczy minionych i przemijających, Warszawa 2004, s. 142-143.

52 Małgorzata Szubert, Binokle, w: Leksykon rzeczy minionych i przemijających, Warszawa 2004, s. 28.

53 Wiesław Suder, Epidemie w V i IV w. p.n.e. w Rzymie, w: Choroba jako zjawisko społeczne i historyczne, red. Bożena Płonka-Syroka Wrocław 2001, s. 179-188; Edward Alfred Mierzwa, Epidemie przyczyną załamania demograficznego w Europie XVII w., w: tamże, s. 189-200.

54 Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, s. 78-79.

55 Tamże, s. 87.

56 Zygmunt Klukowski, Opis dżumy w Lublinie w 1625 r., Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 5, 1926, s. 5-6.

57 Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 200-202.

58 Janusz Skalski, Medycyna w Polsce od czasów najdawniejszych do upadku Rzeczypospolitej, s. 88-89, 258-259; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 195.

59 Janusz Skalski, Medycyna w Polsce przedrozbiorowej. Dzieje medycyny w Polsce, red. nauk. Wojciech Noszczyk, Warszawa 2015, t. 1, s. 104; Stanisław Karwowski, Choroby i medycy na Śląsku w XVII wieku. Lud, rocznik 2, 1896, s. 289-293.

60 Tamże, s. 293-295.

61 Margaret Humphreys, Dur brzuszny i jego nosiciele, w: Wielkie epidemie w dziejach ludzkości, red. Kenneth F. Kiple, Poznań 2002, s. 18-19.

62 Tamże, s. 19-22.

63 Michalina Biehler, Trąd i jego szerzenie się w Polsce, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 19, 1948, s. 131; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 182-183.

64 Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, s. 81-84.

65 Sebastian Mercier, Obraz Paryża, Warszawa 1959, s. 221.

66 Julian Ursyn Niemcewicz, Pamiętniki czasów moich, Warszawa 1957, t. 1, s. 40.

67 Stanisław Olczak, Ospa prawdziwa i szczepienie ochronne przeciw ospie w Kaliszu i na terenie ziemi kaliskiej, Archwium Historii Medycny, 46, 1983, s. 359.

68 Tamże, s. 357-359.

69 Zbigniew Kuchowicz, Obyczaje staropolskie, s. 87; Margaret Humphreys, Gruźlica: suchoty i cywilizacja, w: Wielkie epidemie w dziejach ludzkości, red. Kenneth F. Kiple, Poznań 2002, s. 198-199.

70 Claude Quetel, Niemoc z Neapolu, czyli historia syfilisu, Wrocław 1991, s. 259-308; Wacław Urban, Znaczenie kiły w dziejach Pierwszej Rzeczypospolitej, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 60, 1997, s. 1-2; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 183.

71 Franciszek Ksawery Bohusz, Dzienniki podróży, Kraków-Wrocław 2014, s. 52.

72 Tamże, s. 65.

73 Claude Quetel, Niemoc z Neapolu, s. 281.

74 Monika Maludzińska, Choroby weneryczne na ziemiach polskich w XVI wieku w świetle "Przymiotu" Wojciecha Oczki, w: Wśród córek Eskupala, s. 51, 56; Michel Foucault, Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, Warszawa 1987, s. 20-21; Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, s. 88-89.

75 Monika Maludzińska, Choroby weneryczne, s. 61.

76 Wacław Urban, Znaczenie kiły, s. 2.

77 Monika Maludzińska, Choroby weneryczne, s. 94-95.

78 Anna Berdecka, Irena Turnau, Życie codzienne w Warszawie okresu oświecenia, Warszawa 1969, s. 238.

79 Sebastian Mercier, Obraz Paryża, s. 302-311.

80 Wiktor Piotrowski, Choroby zakaźne w epoce polskiego oświecenia, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 62, 1997, s. 207-208.

81 Tamże, s. 208.

82 Wacław Urban, Znaczenie kiły, s. 1-2.

83 Claude Quetel, Niemoc z Neapolu, s. 259-308.

84 Sebastian Mercier, Obrazy Paryża, s. 160-161.

85 Tamże, s. 160.

86 Claude Quetel, Niemoc z Neapolu, s. 260, 279.

87 Tamże, s. 264-265.

88 Jacobi Lanhaus, Opis podróży, s. 19.

89 Sibylla Flügge, "Reformation oder erneuerte Ordnung die Gesundheit betreffend" - Die Bedeutung Policeyrechts für die Entwicklung des Medizinalwesens zu Beginn der Frühen Neuzeit, w: Zwischen Aufklärung, Policey und Verwaltung. Zur Genese des Medizinalwesens 1750-1850, Hg, Bettina Wahrig, Werner Sohn, Wiesbaden 2003, s. 19.

90 Tomasz Jurek, Mistrz Mikołaj - najstarszy znany lekarz poznański, Kronika Miasta Poznania, 1, 2001, s. 9-10.

91 Władysław Szumowski, Historia medycyny, s. 158.

92 Tomasz Jurek, Mistrz Mikołaj, s. 10.

93 Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI-XVIII, t. 1, s. 441; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, Cambridge 2010.

94 Aniela Szwejcerowa, Molier o medycynie i o lekarzach, Archiwum Historii Medycyny, 40, 1977, s. 14-15.

95 Janusz Skalski, Medycyna w Polsce od czasów najdawniejszych do upadku Rzeczypospolitej, s. 117-119; Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI-XVIII, t. 1, s. 443.

96 Anna Berdecka, Irena Turnau, Życie codzienne, s. 235.

97 Jacobi Lanhaus, Opis podróży, s. 380.

98 G. G. Casanova de Seingalt, Przygody w Polsce, w: Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, opr. Wacław Zawadzki, Warszawa 1963, s. 260-262.

99 Tamże, s. 263-264.

100 Tamże, s. 264.

101 Tamże, s. 265-266.

102 Margrabina von Bayreuth, Pamiętniki, s. 140-145.

103 Wirydianna Fiszerowa, Dzieje moje własne, s. 7.

104 Henrietta z Działyńskich Błędowska, Pamiątka przeszłości. Wspomnienia z lat 1794-1832, Warszawa 1960, s. 67.

105 Seweryn Bukar, Pamiętniki z końca XVIII i początku wieku XIX, Warszawa 1910, s. 56-59.

106 Tamże, s. 59.

107 Tamże, s. 59-60.

108 Tamże, s. 60-61.

109 Janusz Skalski, Medycyna w Polsce od czasów najdawniejszych do upadku Rzeczypospolitej, s. 257, 263-264.

110 Stanisław Karwowski, Choroby i medycy na Śląsku w XVII wieku, s. 290-291; Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI-XVIII, t. 1, s. 441.

111 Jan Duklan Ochocki, Pamiętniki, Warszawa 1910, t. 4, s. 17-20.

112 Zbigniew Libera, Znachor w tradycjach ludowych i popularnych XIX i XX wieku, Wrocław 2003, s. 17.

113 Sebastian Mercier, Obraz Paryża, s. 190-191; Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI-XVIII, t. 1, s. 444.

114 Hanna Zaremska, Niegodne rzemiosło. Kat w społeczeństwie Polski XIV-XVI wieku, Warszawa 1986, s. 98-101; Daniel Wojtucki, Kat i jego warsztat pracy na Śląsku, Górnych Łużycach i w hrabstwie kłodzkim od początku XVI do połowy XIX wieku, Warszawa 2014, s. 300-301, 305; Joel F. Harrington, Opowieść kata. Z pamiętnika mistrza Frantza Schmidta z Norymbergi, Poznań 2015, s. 259.

115 Tamże, s. 302.

116 Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 152-153; Wacław Męczkowski, Szpitale dawnej Rzeczypospolitej, s. 72; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 169.

117 Tamże, s. 76-77.

118 Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala, s. 38; Tadeusz Brzeziński, Początki i rozwój szpitali, s. 74-75.

119 Andrzej Karpiński, Opieka społeczna nad dziećmi i młodzieżą w miastach Rzeczypospolitej w XVI-XVIII wieku, Kwartalnik Historyczny, 3, 2002, s. 26.

120 Anna Berdecka, Irena Turnau, Życie codzienne, s. 233-234; Maria Bogucka, Organizacja szpitalnictwa w Gdańsku w XVI-XVII wieku, w: Szpitalnictwo w dawnej Polsce, s. 146-147. 4-5; Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI-XVIII, t. 1, s. 441; Wacław Męczkowski, Szpitale dawnej Rzeczypospolitej, s. 94-95.

121 Franciszek Giedroyć, Zapiski do dziejów szpitalnictwa, s. 6.

122 Marian Surdacki, Opieka społeczna w Wielkopolsce Zachodniej w XVII i XVIII wieku, Lublin 1992, s. 187.

123 Tamże, s. 188-191; Zbigniew Góralski, Szpitale na Lubelszczyźnie w okresie przedrozbiorowym, Warszawa-Łódź 1982, s. 163.

124 Zbigniew Góralski, Szpitale na Lubelszczyźnie, s. 163.

125 Marian Surdacki, Opieka społeczna w Wielkopolsce Zachodniej, s. 193.

126 Tamże, s. 151-153; Zbigniew Góralski, Szpitale na Lubelszczyźnie, s. 151-153; Wiesław Partyka, Opieka społeczna w Ordynacji Zamoyskiej w XVII-XVIII wieku, Lublin 2008, s. 168-169.

127 Franciszek Giedroyć, Zapiski do dziejów szpitalnictwa, s. 8; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 163.

128 Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 148; Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala. Rozwój historyczny problematyki szpitalnej w Polsce do końca XIX wieku, Wrocław 1981; Anna Berdecka, Irena Turnau, Życie codzienne, s. 232.

129 Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 149-150.

130 Zdzisław Kropidłowski, Formy opieki ubogich w Gdańsku, s. 103-104.

131 Klara Antosiewicz, Opieka nad chorymi i biednymi w krakowskim szpitalu Świętego Ducha (1220-1741), Roczniki Humanistyczne, 2, 1978, s. 38-40.

132 Tamże, s. 41-42, 58, 62-63, 68-69.

133 Tamże, s. 44-45, 67-68, 71-73.

134 Andrzej Karpiński, Opieka społeczna nad dziećmi i młodzieżą, s. 25; Paula S. Fass, The Routledge History od Childhood in the western World, s. 62, 67.

135 Paula S. Fass, The Routledge History od Childhood in the western World, s. 68.

136 Franciszek Giedroyć, Zapiski do dziejów szpitalnictwa, s. 3-4.

137 Franciszek Giedroyć, Rys historyczny szpitala św. Łazarza w Warszawie, Warszawa 1897, s. 46.

138 Tamże, s. 52-53, 60-61.

139 Tamże, s. 59, 62-63.

140 Tamże, s. 60.

141 Zofia Podgórska-Klawe, Warszawski dom podrzutków (1732-1901), Rocznik Warszawski, 12, 1974, s. 111-145.

142 Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, Wrocław 1951, s. 32-33; Paula S. Fass, The Routledge History od Childhood in the western World, s. 66.

143 Andrzej Karpiński, Kaci a problem oczyszczania miast koronnych w XVI-XVIII wieku, KHKM, 3-4, 2005, s. 28.

144 Zofia Podgórska-Klawe, Warszawski dom podrzutków (1732-1901), s. 120-121; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 176, 180-181.

145 Sebastian Mercier, Obraz Paryża, s. 183-184; Paula S. Fass, The Routledge History od Childhood in the western World, s. 62.

146 Tamże, s. 67-68.

147 Zofia Podgórska-Klawe, Warszawski dom podrzutków (1732-1901), s. 122.

148 Fortia de Piles, Boisegli de Kerdu, Podróż dwóch Francuzów, w: Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, t. 2, s. 695-697.

149 Bohdan Baranowski, Sprawy obyczajowe w sądownictwie wiejskim w Polsce wieku XVII i XVIII, Łódź 1955, s. 69.

150 Także moje oceny wg Tabele roczne zaślubionych, nowo narodzonych, zmarłych, AGAD, AZ, 96, k. 8-31.

151 Bohdan Baranowski, Sprawy obyczajowe, s. 79.

152 Michael Mitterauer, Ledige Mutter. Zur Geschichte unehelicher Geburten in Europa, München 1983, s. 7-9; Castan: 495-496; Rainer Beck, Illegitimität und voreheliche Sexualität auf dem Land, w: Kultur der einfachen Leute. Bayerisches Volksleben vom 16. bis zum 19. Jahrhundert. hg. R. van Dülmen. München 1983, s. 112-151; W. Hubbard (1983), Familiengeschichte. Materialien zur deutschen Familie seit dem Ende des 18. Jahrhunderts, München 1983, s. 109.

153 Wilhelm Wächtershäuser, Das Verbrechen des Kindesmordes im Zeitalter der Aufklärung, Berlin 1973, s. 126-127; Jan Baszanowski, Przemiany demograficzne w Gdańsku w latach 1601-1846, Gdańsk 1995, s. 236.

154 Michael Mitterauer, Ledige Mutter, s. 23-26, 31.

155 F. Schulz, Podróże Inflantczyka (1791-1795), Warszawa 1956, s. 267; Cezary Kuklo, ­Rodzina w osiemnastowiecznej Warszawie. Białystok 1991, s. 129; Krzysztof Makowski, Rodzina poznańska w I poł. XIX wieku, Poznań 1992, s. 205-206; A. Fauve-Chamoux, Kobieta samotna - zjawisko miejskie. Przeszłość demograficzna Polski, 17, 1987, s. 207-219; Mieczysław Kędelski, Rowój demograficzny Poznania w XVIII i na początku XIX wieku. Poznań 1992, s. 144-145; Jan Baszanowski, Przemiany demograficzne w Gdańsku w latach 1601-1846, Gdańsk 1995, s. 237-238; Michael Mitterauer, Ledige Mutter. Zur Geschichte unehelicher Geburten in Europa, München 1983.

156 Ludwig Formey, Versuch einer medizinischen Topographie von Berlin, Berlin 1796, s. 112.

157 Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala, s. 18-19, 34-35, 44-45; Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 25; Edward Shorter, Historia psychiatrii. Od zakładu dla obłąkanych po erę Prozacu, Warszawa 2005, s. 14-15; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 172, 183, 186.

158 Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala, s. 40-42; Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 29, 146-147; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 174-176, 183, 232.

159 Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 158-162, 168.

160 Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala, s. 24-25; Anna Berdecka, Irena Turnau, Życie codzienne, s. 232.

161 Fortia de Piles, Boiseglin de Kerdu, w: Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, opr. Wacław Zawadzki, Warszawa 1963, t. 2, s. 695.

162 Zenon Włoch, Stosunek Stanisława Staszica do medycyny i zasługi jego jako współorganizatora i przełożonego pierwszej akademickiej szkoły lekarskiej w Warszawie, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 14, 1934, s. 109-110.

163 Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala, s. 95; Anna Berdecka, Irena Turnau, Życie codzienne, s. 231-233.

164 Tamże, s. 100.

165 Tamże, s. 100-101.

166 Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 156-157.

167 Witold Jeszke, Szpitalnictwo, lekarze i stosunki sanitarne w powiecie gostyńskim od czasów najdawniejszych, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 19, 1948, s. 107-110.

168 Tamże, s. 109-111.

169 Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala, s. 106-109.

170 Tamże, s. 109-110.

171 Elżbieta Mazur, Zmiana funkcji szpitala w XIX wieku (na przykładzie szpitali warszawskich), w: Szpitalnictwo w dawnej Polsce, red. Maria Dąbrowska i Jerzy Kruppe, Warszawa 1998, s. 221-245.

172 Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 159.

173 Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala, s. 48.

174 Franciszek Giedroyć, Zapiski do dziejów szpitalnictwa, s. 7-8.

175 Tamże, s. 223.

176 Tamże, s. 224.

177 Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala, s. 156-157.

178 Elżbieta Mazur, Zmiana funkcji szpitala w XIX wieku, s. 231-232.

179 Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 32-33.

180 Tamże, s. 136-137.

181 Georges Minois, Historia starości. Od antyku do renesansu, Warszawa 1995, s. 19, 28-29, 40.

182 Tamże, s. 64-66.

183 Tamże, s. 21; Wiliam Graham Sumner, Naturalne sposoby postępowania w gromadzie, Warszawa 1995, s. 277-278, 288-289.

184 Georges Minois, Historia starości, s. 26.

185 Tamże, s. 102.

186 Tamże, s. 112.

187 Tamże, s. 177.

188 Tamże, s. 187.

189 Aleksandra Bajorek, Długowieczność na podstawie XIX-wiecznej literatury polskiej z punktu widzenia medycyny, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 60, 1997, s. 393-394.

190 Peter Borscheid, Geschichte des Alters 16.-18. Jahrhundert, Münster 1987; Georges Minois, Historia starości, s. 52, 66, 70; Aleksandra Bajorek, Długowieczność, s. 395-396.

191 Peter Borscheid, Geschichte des Alters, s. 179; Georges Minois, Historia starości, s. 90-91.

192 Georges Minois, Historia starości, s. 63, 68, 116-117.

193 Peter Borscheid, Geschichte des Alters 16.-18. Jahrhundert, s. 163.

194 Tamże, s. 166-167.

195 Władysław Szumowski, Historia medycyny, s. 275.

196 Hartwig Weber, Kinderhexenprozesse, Leipzig 1991, s. 11-13; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 188-189.

197 Władysław Szumowski, Historia medycyny, s. 278, 282-283.

198 Marcin Garbat, Historia niepełnosprawności, Gdynia 2015, s. 26.

199 Tamże, s. 42.

200 Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 188-189.

201 Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala, s. 16-17, 27, 32; Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 142; Janusz Skalski, Medycyna w Polsce od czasów najdawniejszych do upadku Rzeczypospolitej, s. 40-43. Tadeusz Brzeziński, Początki i rozwój szpitali, s. 79; Michel Foucault, Historia szaleństwa, s. 23-24.

202 Marcin Garbat, Historia niepełnosprawności, s. 42.

203 Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, s. 98-99.

204 Dorota Mazek, Kuratela nad osobami chorymi psychicznie w Rzeczypospolitej w drugiej połowie XVIII wieku, w: Przegląd Historyczny, 2, 1999, s. 131-149.

205 Tamże, s. 132-133.

206 Tamże, s. 140-141.

207 Tamże, s. 141-142.

208 Tamże, s. 142.

209 Edward Shorter, Historia psychiatrii, s. 11; Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 213.

210 Edward Shorter, Historia psychiatrii, s. 11-12.

211 Tamże, s. 12-13.

212 Tamże, s. 12.

213 Halina Bittner-Szewczykowa, Dziecko wiejskie, w: Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie, 10, 1984, s. 13-14.

214 Renata Gałaj-Dempniak, Choroba i śmierć szlachty w świetle pamiętników i utworów literackich okresu XVI-XVII wieku, s. 89.

215 Edmund Waszyński, "Primitiae Phisico-medicae" (1750-1753). Problematyka położniczo-ginekologiczna, Archiwum Historii Medycyny, 47, 1984, s. 451-452.

216 Tamże, s. 452.

217 Eleonora Matuszewska, Zarys historii zawodu położnej, Olsztyn 2012, s. 9-31; Bożena Zaborowska, Pomoc przy porodach w Rzeczypospolitej w epoce nowożytnej w świetle zielników i poradników medycznych, w: Wśród córek Eskulapa. Szkice z dziejów medycyny i higieny w Rzeczypospolitej XVI-XVIII wieku, Warszawa 2009, s. 278; Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 216-217; Edmund Waszyński, Ginekologia i położnictwo, w: Janusz Skalski, Medycyna w Polsce przedrozbiorowej, s. 359-360; Tadeusz Brzeziński, Medycyna zabiegowa, w: Historia medycyny, red. Tadeusz Brzeziński, Warszawa 2004, s. 161-163.

218 Eleonora Matuszewska, Zarys historii zawodu położnej, s. 9-31; Bożena Zaborowska, Pomoc przy porodach w Rzeczypospolitej, s. 278; Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 216-217. Edmund Waszyński, Ginekologia i położnictwo, s. 359-360; Tadeusz Brzeziński, Medycyna zabiegowa, s. 161-163.

219 Anita Magowska, Kształtowanie się położnictwa jako dziedziny medycyny naukowej w Wilnie w latach 1781-1842, Medycyna Nowożytna. Studia nad Kulturą Medyczną, t. 19, z. 1, 2013, s. 92-94.

220 Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, s. 96-97; Paula S. Fass, The Routledge History od Childhood in the western World, s. 65-66.

221 Sebastian Mercier, Obraz Paryża, s. 185.

222 Anna Marek, Dziennik Zdrowia dla wszystkich stanów, s. 15.

223 Tamże, s. 20-21.

224 Agnieszka Gromkowska-Melosik, Kobieta epoki wiktoriańskiej. Tożsamość, ciało i medykalizacja, Kraków 2013, s. 93; por. też Reay Tannahill, Historia seksu, Warszawa 2001; Karlheinz Deschner, Krzyż Pański z Kościołem. Seksualizm w historii chrześcijaństwa, Gdynia 1994; Uta Ranke-Heinemann, Eunuchy do raju. Kościół katolicki a seksualizm, Gdynia 1995.

225 Agnieszka Gromkowska-Melosik, Kobieta epoki wiktoriańskiej, s. 109-115.

226 Tamże, s. 108.

227 Etienne Trillat, Historia histerii, Wrocław 1993, s. 11.

228 Tamże, s. 12-13.

229 Tamże, s. 14-15.

230 J. S. Doussin-Dubreuil, Niebezpieczeństwa onanizmu, Gdańsk 2011 (1825), s. 6-7; Paula S. Fass, The Routledge History od Childhood in the western World, s. 81-82.

231 Zygmunt Klukowski, Sprawa o grzech sodomski w Lublinie w roku 1637, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 7, 1927, s. 44-45.

232 Tamże, s. 45.

233 Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, s. 95; Renata Gałaj-Dempniak, Choroba i śmierć szlachty w świetle pamiętników i utworów literackich okresu XVI-XVII wieku, s. 86-87.

234 Marcin Waracki, Dentystyka w Rzeczypospolitej XVI-XVIII wieku w świetle zielników i poradników medycznych, w: Wśród córek Eskulapa. Szkice z dziejów medycyny i higieny w Rzeczypospolitej XVI-XVIII wieku, Warszawa 2009, s. 107-108; Tadeusz Brzeziński, Medycyna zabiegowa, s. 163-164; Anna Marek, Dziennik Zdrowia dla wszystkich stanów, s. 24.

235 Tamże; Marcin Waracki, Dentystyka w Rzeczypospolitej XVI-XVIII wieku, s. 110.

236 Tamże, s. 118-119.

237 Margrabina von Bayreuth, Pamiętniki, s. 404.

238 Tamże Marcin Waracki, Dentystyka w Rzeczypospolitej XVI-XVIII wieku, s. 117-118.

239 Tamże, s. 119.

240 Tamże, s. 190.

241 Tamże, s. 149, 158.

242 Tamże, s. 124-125.

243 Tamże, s. 136-137.

244 Stephen V. Beck, Szkorbut: żeglarze i cytrusy, w: Wielkie epidemie w dziejach ludzkości, red. Kenneth F. Kiple, Poznań 2002, s. 99-100; tamże, s. 142-143; Elżbieta Nowosielska, Szkorbut w Rzeczypospolitej XVII i XVIII wieku, w: Wśród córek Eskulapa. Szkice z dziejów medycyny i higieny w Rzeczypospolitej XVI-XVIII wieku, Warszawa 2009, s. 185; Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, s. 90-91.

245 Marcin Waracki, Dentystyka w Rzeczypospolitej XVI-XVIII wieku, s. 154.

246 Tamże, s. 150-153.

247 Tamże, s. 153.

248 Tamże, s. 157.

249 Władysław Szumowski, Historia medycyny, s. 397-398.

250 Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI-XVIII, t. 1, s. 456; Małgorzata Szubert, Rycynowy olej, w: Leksykon rzeczy minionych i przemijających, Warszawa 2004, s. 84-85; Charles Panati, Aspiryna, w: Niezwykłe dzieje zwykłych rzeczy, Warszawa 2004, s. 243-244.

251 Jean-François Viaud, Farmakopea, w: Codzienność dawnej Francji, s. 117-118.

252 Charles Panati, Niezwykłe dzieje zwykłych rzeczy, s. 227-229, 231,

253 Aleksander Drygas, Narodziny aptek i aptekarstwa, w: Historia medycyny, red. Tadeusz Brzeziński, Warszawa 2004, s. 191-192; Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI-XVIII, t. 1, s. 445, 448.

254 Sibylla Flügge, Reformation oder erneuerte Ordnung die Gesundheit betreffend, s. 19.

255 Anna Berdecka, Irena Turnau, Życie codzienne, s. 237; Aleksander Drygas, Narodziny aptek i aptekarstwa, s. 195-196; Wiesław Partyka, Apteki i aptekarze zamoyscy w XVII-XVIII wieku, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 71, 28-33, 2008, s. 28-29; Sibylla Flügge, Reformation oder erneuerte Ordnung die Gesundheit betreffend, s. 19-21.

256 Ludwik Krzywicki, Kwestia mieszkań we Francji, w: tegoż, Artykuły i rozprawy, Warszawa 1962, s. 136.

257 Stanisław Staszic, Przestrogi dla Polski, Wrocław 2003, s. 173-174.

258 Roman Sandgruber, Die Anfänge der Konsumgesellschaft. Konsumgüterverbrauch, Lebensstandard und Alltagskultur in Österreich im 18. und 19. Jahrhundert, München 1982, s. 328-329.

259 Tamże, s. 327.

260 Tamże, s. 331.

261 Tamże, s. 343.

262 Tamże, s. 344.

263 Wolfgang König, Kleine Geschichte der Konsumgesellschaft. Konsum als Lebensform der Moderne, Stuttgart 2008, s. 142-144.

264 Piotr Oczko, Miotła i krzyż. Kultura sprzątania w dawnej Holandii, albo historia pewnej obsesji, Kraków 2013, s. 122-124.

265 Robert Lisowski, Problematyka higieny i oświata zdrowotna w literaturze dla ludu przełomu XIX i XX wieku, s. 40.

266 Tamże, s. 40-41.

267 Danuta Krysa-Leszczyńska, Poglądy polskich lekarzy na istotę choroby zwanej "kołtunem", Archiwum Historii Medycyny, 2, 1977, s. 217.

268 Ewa Danowska, O kołtunie w Polsce, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 69, 3-4, 2006, s. 129-136; Jan Alkiewicz, "Syphilis Polonica". Pogląd lekarza francuskiego z początku XIX wieku na kołtun, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 10, 1930, s. 166-167; Janusz Skalski, Medycyna w Polsce od czasów najdawniejszych do upadku Rzeczypospolitej, s. 143-147.

269 Leopold Lafontaine, O kołtunie: Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 6, 1801, s. 334-337.

270 Tamże, s. 346-347.

271 Ewa Danowska, O kołtunie w Polsce, s. 129-130.

272 Danuta Krysa-Leszczyńska, Poglądy polskich lekarzy, s. 213-215; Henryk Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego, Warszawa 1929, s. 256.

273 Teodor T. Matecki, Rady i nauki starego lekarza, Poznań 1867, s. 140-141.

274 Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, Warszawa 1985, s. 314.

275 Teodor T. Matecki, Rady i nauki starego lekarza, s. 136-137.

276 Henryk Florkowski, Kołtun, Przyjaciel Ludu, 3, 21, 1989, s. 12-13.

277 Horst Möller, Aufklärung in Preussen. Der Verleger, Publizist und Geschichtschreiber, Friedrich Nicolai, Berlin 1974, s. 449-450.

278 Witold Jeszke, Szpitalnictwo, lekarze i stosunki sanitarne, s. 124.

279 Jacek Laberschek, Sieć wodna średniowiecznego Krakowa i jej gospodarcze wykorzystanie, Warszawa 2016, s. 102, 148.

280 Jerzy Piekalski, Problem początków wodociągów we Wrocławiu, w: Gemma Gemmarum, red. Artur Różański, Poznań 2017, s. 420-426.

281 Urszula Sowina, Zanieczyszczenie wód w miastach średniowiecznych i nowożytnych, Kwartalnik Historii Kultury Materialnej, 3-4, 2005, s. 319-320; Janusz Skalski, Medycyna w Polsce od czasów najdawniejszych do upadku Rzeczypospolitej, s. 46-49; Jacek Laberschek, Sieć wodna średniowiecznego Krakowa, s. 102, 148.

282 Frédérique Pitou, Błoto, w: Codzienność dawnej Francji, s. 29-30.

283 Youri Carbonnier, Bruk, w: Codzienność dawnej Francji, s. 39-40.

284 Tamże, s. 29.

285 Mirosław Marcinkowski, "Miejsca sekretne" w Elblągu od XIII do XIX wieku w świetle wykopalisk, Kwartalnik Historii Kultury Materialnej, 3-4, 2005, s. 313-315.

286 Urszula Sowina, Zanieczyszczenie wód w miastach średniowiecznych, s. 320-327.

287 Tamże, s. 328-329.

288 Andrzej Karpiński, Kaci a problem oczyszczania miast koronnych, s. 351-357.

289 Tamże, s. 356.

290 Tamże, s. 356-357.

291 Dariusz Kaczor, Utrzymanie czystości w wielkich miastach Prus Królewskich XVI-XVIII wieku, Gdańsk 2014, s. 56-58.

292 Tamże, s. 65.

293 Tamże, s. 67-69.

294 Jacek Wijaczka, Miotła i miecz. Jak kaci i ich słudzy sprzątali ulice w Królewcu, KHKM, 3-4, 2005, s. 37-379.

295 Dagmara Fleming-Cejrowska, Problem "miejsc ustępowych" w opiniach lekarzy i mieszkańców Warszawy w drugiej połowie XIX wieku, KHKM, 3-4, 2005, s. 434.

296 Tamże, s. 434-435.

297 Tamże, s. 434-435.

298 Tamże, s. 435.

299 Tamże, s. 435.

Rozdział 2

Religia a zdrowie i leczenie

Medycyną religijną historycy polscy zajmowali się dotąd niezbyt chętnie, a temat ma zasadnicze znaczenie dla zrozumienia zanurzonego w cudowności widzenia świata przez dawnych ludzi. Leczenie za pomocą modlitwy, relikwii czy pielgrzymek uważano dawniej za równoprawną formę medycyny w stosunku do tzw. medycyny naukowej. W średniowieczu księży nazywano też lekarzami duszy, którzy leczą z grzechów300. Również na obrzeżach dzisiejszej medycyny i to w Europie, funkcjonuje wiara w cudowne uzdrowienia. Znachorzy byli i do dzisiaj są w pewnym stopniu konsekwencją luk na rynku lekarskim i w medycznej wiedzy. Mimo postępów wiedzy, jest w Polsce obecnie 70 tysięcy znachorów, to więcej niż połowa lekarzy z dyplomem, co pewnie w znacznym stopniu wynika z kolejek do lekarza i wysokich cen usług prywatnych, ale także z braku lekarstw na szereg przypadłości. W przedrozbiorowej Polsce medycyny na uniwersytetach praktycznie nie wykładano, chociaż formalnie w ówczesnej Europie stanowiła jeden z czterech fakultetów. Od XVII wieku fakultet krakowski ledwie wegetował, podobnie to wyglądało w innych miejscach.

Niegdyś medycyna ludowa stanowiła podstawową formę opieki lekarskiej, równoprawną z tak zwaną medycyną naukową. Już poganie wierzyli, że strzygi i wampiry wywołują epidemie, biesy choroby psychiczne, boginki i mamuny miały szkodzić położnicom, południce zabijały ludzi podczas żniw. W obronie przed szkodami spowodowanymi przez demony, odprawiano rytuały. Odwoływano się do sił przyrody, jak w zaklinaniu bzu na Podlasiu, aby zabrał ból zębów: "Bzie, święty bzie, weź moje bolenie pod swoje korzenie". Następnie należało wykonać pewne czynności magiczne, a ból miał ustać. Chrześcijaństwo nie wyeliminowało tej pogańskiej medycyny ludowej, a jedynie nieco ją schrystianizowało. Wierni duchownych po prostu by nie posłuchali.

Święty Augustyn wyróżniał w naturze zjawiska naturalne i nadzwyczajne, czyli cuda. Twierdził, że cuda nie występują bynajmniej przeciwko naturze, a jedynie przeciwko ludzkiej wiedzy i doświadczeniu. To cuda, o których czytamy w Biblii, weryfikują naukę, uważał Ojciec Kościoła, a nie odwrotnie. Cuda pogańskie natomiast są jedynie cyrkowymi sztuczkami i z prawdziwymi cudami nie mają nic wspólnego. Za czasów biskupa Hippony zaczęto cuda spisywać i robiono już to potem w Kościele katolickim stale, także w Kościele polskim. Przez stulecia Kościół walczył z fałszowaniem cudów, a papież Benedykt XIV opublikował nawet encyklikę De beatificatione servorum Dei. Cudowne uzdrowienia miały odtąd dotyczyć tylko chorób ciężkich i nieuleczalnych, nie mogły być stosowane inne środki lecznicze, a uzdrowienie miało być natychmiastowe i całkowite, a nie połowiczne301. Opisy polskich cudów medycznych to tzw. średniowieczne i późniejsze Miracula. Opisy z XIII i XIV wieku obejmują 390, a z XV i XVI wieku 630 cudów. Uleczenia dotyczyły wszystkich warstw społecznych, także chłopstwa. Do naszych lokalnych świętych należał np. Szymon z Lipnicy, jedna z ostatnich ofiar dżumy 1482 roku, któremu przypisuje się uleczenie 136 ofiar dżumy i malarii w okresie 1482-1520302.

Jak wiadomo, Kościół do dzisiaj uznaje nadprzyrodzone uleczenia za wstawiennictwem świętego, jak przez Jana Pawła II zakonnicy francuskiej Marie Simon-Pierre z choroby Parkinsona303. Za wstawiennictwem Karola Wojtyły miało się dokonać i wiele innych cudów. W procesie beatyfikacyjnym otrzymano tysiące doniesień. Papież leczył tylko najpoważniejsze dolegliwości. Zmieniło się to znacząco przez wieki, bo niegdyś świętych angażowano do byle czego, byli i specjaliści od chorób wenerycznych. Dzisiaj medycyna religijna wykorzystywana jest jednak jedynie w kategorii uzupełnienia medycyny naukowej, w przeszłości praktykowano ją na znacznie szerszą skalę jako rozbudowany podstawowy system opieki lekarskiej, którego zasadniczą cechą był stosunkowo niski koszt, nie wymagał składki zdrowotnej do NFZ ani innej instytucji medycznej i nie stanowił żadnego obciążenia dla budżetu.

Rewolucja w medycynie

Jeszcze w wyobrażeniach średniowiecza ciało jako takie w pewnym sensie nie istniało. Zawsze przenikała je dusza. Medycyna była sprawą przede wszystkim boską, ludzką w podrzędnym stopniu. Miało się to zmienić dopiero później304. Średnia wieku wynosząca 28 lat jeszcze w XVIII wieku, głównie z powodu ogromnej śmiertelności dzieci (Francja), wydłużyła się do dzisiaj prawie trzykrotnie. Obecna śmiertelność okołoporodowa i do 10. roku życia jest minimalna. Drastycznie zmieniła się też struktura chorób. W przeszłości, jak pisał Georges Vigarello, dominowały choroby epidemiczne i one właśnie stanowiły podstawową przyczynę zgonów: dżuma, czarna ospa, cholera, gruźlica, trąd, tyfus, żeby wymienić tylko kilka305. W Prusach jeszcze w 1871 roku zmarło z powodu ospy 60 tysięcy chorych, a rok później nawet 65 tysięcy306. Po wprowadzeniu przymusowych szczepień, w całej Rzeszy miało już miejsce tylko 65 przypadków ospy. Obecnie epidemie wypchnięte zostały do krajów Trzeciego Świata, a podstawowa przyczyna zgonów w naszym kręgu cywilizacyjnym to choroby krążenia, serca i rak. Nie oznacza to, że sytuacja jest dobra. Ze względu na innowacje techniczne, błyskawicznie wzrastają koszty opieki zdrowotnej, a jednocześnie spada przyrost naturalny, powodując zmniejszenie wpływów ze składki zdrowotnej i wydłuża się okres pobierania emerytury. Przy znacznych innych obciążeniach podatkowych i składkowych we współczesnym państwie opiekuńczym coraz trudniejsze staje się zapewnienie pacjentowi optymalnej na danym poziomie rozwoju opieki lekarskiej. Prowadzi to do rosnących kolejek w oczekiwaniu na leczenie i do pogorszenia sytuacji zdrowotnej. Musimy pamiętać, że początki nowoczesnego sytemu publicznej opieki zdrowotnej przypadały na wiek XVIII, kiedy to powołane zostały ministerstwa zdrowia, a państwowe służby medyczne znajdowały się jeszcze na bardzo prymitywnym poziomie, zapewniającym ludności dostęp do opieki zdrowotnej tylko w miastach, i to nie we wszystkich307.

Dopiero od późnego XVIII wieku powstają zastępujące przytułki szpitale, leczące długo tylko biednych, podczas gdy bogatych lekarze odwiedzali w domach. We Francji rewolucyjnej pojawiły się pomysły wprowadzenia powszechnej bezpłatnej opieki zdrowotnej, na razie jeszcze całkowicie utopijne i nierealne, przy ówczesnym stopniu rozwoju cywilizacyjnego. Opieka medyczna państwa pojawiła się na szeroką skalę wraz z reformami Ottona von Bismarcka, najpierw w Niemczech. Ubezpieczenia lokalne organizowano w Prusach przez ustawy z lat 1845 i 1854, a bismarckowska ustawa o ubezpieczeniach zdrowotnych z 1883 roku dla całej Rzeszy stanowiła ich rozwinięcie w masowej skali308.

Lekarze dostępni byli w epoce przednowoczesnej tylko dla niewielkiej grupy osób z elit. W osiemnastowiecznej Francji jeden lekarz przypadał na 10 tysięcy mieszkańców, a jeden chirurg na tysiąc. Liczba lekarzy w Prusach wzrosła z 4 084 w 1825 roku do 7 420 w 1867 roku, równocześnie szybko rosła jednak liczba ludności, w rezultacie czego, jeżeli w 1825 roku na lekarza przypadało 3 001 mieszkańców, to w 1867 roku sytuacja się pogorszyła i było ich 3 231. Połowa lekarzy obsługiwała przy tym miasta, które stanowiły 25% ludności309. Cena wizyty lekarskiej wynosiła wielokrotność zarobków dziennych robotnika i z tego powodu lekarze w ogóle byli niedostępni dla osób o zwykłych dochodach. Dysponujemy rejestrem wizyt pewnego lekarza z początku XVIII wieku, który obejmuje proboszczów, mistrzów rzemieślniczych, urzędników, sędziów, szlachtę, ale ani jednej rodziny chłopskiej czy z pospólstwa. Poziom wiedzy medycznej do drugiej połowy XIX wieku był dramatycznie niski, królowało puszczanie krwi, przeczyszczenia przy każdej okazji i mnóstwo kuriozalnych kuracji. Oto np. przepis na oliwę ze szczeniąt wygląda całkiem nieprawdopodobnie: "Wziąć dwa nowo narodzone szczenięta, pokroić je na części, włożyć do polewanego garnka z funtem dobrze żywych dżdżownic; gotować przez dwanaście godzin, aż szczenięta i robaki będą dobrze rozgotowane; jest bardzo dobra na wzmocnienie nerwów, na rwę, na paraliż". Były też tzw. leki obrzydliwe, czyli kał, mocz, wydzieliny ludzkiego organizmu. Samo poświęcenie się pacjenta przy ich zażywaniu powinno przynieść mu uzdrowienie. Vademecum Medicum zalecało leczniczo nalewkę z końskiego łajna. W przypadku anginy doradzano okłady na szyję z psich odchodów. Inny autor proponował okłady z dziecięcego kału, dodając: "kto zniesie, niech go zażyje".

Warto pamiętać, że wszelkiego rodzaju zabiegi chirurgiczne długo wykonywano bez znieczulenia, do czasu wynalezienia w 1847 roku znieczulenia ogólnego za pomocą eteru i chloroformu oraz miejscowego od 1860 roku, dzięki kokainie. Upowszechnienie znieczulenia zajęło przecież również sporo czasu. Rwanie zęba w tamtych czasach stanowiło prawdziwą torturę.

Rola religii w epoce przednowoczesnej

Cały świat epoki przednowoczesnej kreowano, bazując na wyobrażeniach religijnych. Jak pisał Aron Guriewicz: "To, co jest mylne z naszego punktu widzenia, nie było wcale mylne, dla ludzi średniowiecza, była to wyższa prawda, wokół której skupiały się wszystkie ich wyobrażenia i idee, od której były uzależnione wszystkie ich kulturowe i społeczne wartości"310. Rozdział między światem nadprzyrodzonym a realnym nie rysował się w średniowieczu zbyt wyraźnie. We wszystkie sfery życia przenikała rzeczywistość, symbole i alegorie religijne. Hierarchii stworzeń niebieskich odpowiadała ziemska hierarchia feudalna. Ciało stało na drugim planie wobec duszy. Synod w Budapeszcie z 1279 roku ustalał, żeby do chorego w pierwszej kolejności wzywać lekarza duszy, czyli księdza, a dopiero potem - jako mniej ważnego - lekarza ciała. Synod w Łęczycy z 1285 roku przypominał kapłanom, aby śpieszyli z sakramentami do chorych. Pojmowanie czasu przystosowane zostało do potrzeb chrześcijańskiej liturgii, chociaż na drugim planie funkcjonował pogański czas rolniczy, który został tylko zaadaptowany do potrzeb chrześcijańskich. Na wsi wieśniacy odróżniali godziny i pory dnia dzięki biciu w dzwony311. Podobnie wyobrażenia religijne przenikały do całego prawodawstwa. Według Kościoła, prawo powinno wywodzić się z Biblii, niestanowione przez ludzi, lecz przez Boga312. Hierarchiczny porządek ziemski odzwierciedlał porządek boski. Tak jak Bóg rządzi światem, tak królestwami mieli rządzić królowie, ale z woli Stwórcy, więc niezależnie od woli poddanych, którzy winni są absolutną wierność wobec władcy. Niebo należało do maluczkich, ale ziemska władza pochodziła od Boga i była niepodważalna. "Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga" - czytamy w Liście świętego Pawła do Rzymian313. Monarcha powinien w zamian dbać o dobro poddanych. W tym świecie liczyła się wspólnota, jednostka odgrywała rolę znikomą. Za taką postawą stał ogromny tradycjonalizm, niechęć do nowości i powoływanie się na starożytność prawa, jako dowód jego wartości. "Nie poruszaj z miejsca kamieni, które postawił twój ojciec, bowiem o ile nowości należy unikać, o tyle dawne zwyczaje trzeba zachować; nowinki są nieczyste, ale nauki starożytne - święte" - pouczał w V wieku Wincenty z Leriny. "Statyczność, to główna cecha średniowiecznej świadomości" - stwierdził Aron Guriewicz314. Kościół stanowił fundament feudalnego porządku społecznego, w którym każdy powinien wypełniać swoje obowiązki - duchowni się modlić, rycerze bronić, a chłopi orać. Ciężką dolę chłopa zmienić mogło jedynie wstawiennictwo świętych i cuda. Chrześcijaństwo zmieniło też podejście do pracy, w świecie antycznym uważanej za domenę niewolników i pogardzanej, a teraz ułaskawionej - "kto nie pracuje, ten niech nie je". Było to jednak względne, bowiem stosunek elit do pracy nadal pozostawał dwuznaczny. Wprawdzie konieczność pracy to skutek grzechu pierworodnego i kara, jednocześnie jednak lenistwo zaliczone zostało do najcięższych grzechów. Praca nie stanowiła wszelako sposobu na zmianę swego losu, a wyznaczona została przez miejsce w społecznej hierarchii. W bogactwie natomiast tkwiło coś podejrzanego, nie mogło sprowadzać się ono do celu egzystencji. Własność indywidualna i prywatna nie pochodziła od Boga, lecz postrzegano ją jako rezultat zachłanności i niedoskonałości ludzkiej natury, banitów wypędzonych z raju, wynikała też z grzechu pierworodnego, bo w świecie Boga rzeczy miały być wspólne. Podział na "twoje" i "moje" stworzyła dopiero chciwość. Chrystus nie posiadał niczego i żył w ubóstwie, co zalecał też uczniom. "Nie gromadźcie sobie skarbów na Ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje... Nie możecie służyć Bogu i mamonie (Mateusz, 6, 19-21, 24)"315. Być pobożnym znaczyło więc być ubogim. Ubóstwo stanowiło cnotę, bogactwo w żadnym razie, odrywało tylko od Boga i od zbawienia. Święty Tomasz z Akwinu uczył, że ubóstwo jest warunkiem osiągnięcia miłości doskonałej. Oczywiście, to tylko retoryka, za którą społeczeństwo nie zamierzało podążać, a która miała swój ciężar myślowy. Wzorcowo ubóstwo praktykowali mnisi. Uważano, że człowiek powinien posiadać tylko tyle, ile mu trzeba do życia, tak sądził święty Tomasz z Akwinu, tak pisał święty Augustyn: "Kto posiada w nadmiarze, jest właścicielem cudzego"316. Według ówczesnych wyobrażeń, pierwszymi zbawionymi będą biedacy, żyjący z pracy własnych rąk, pokorni wobec Boga i prostoduszni317.

Wprowadzenie do społeczności chrześcijańskiej przez akt chrztu to pierwszy krok socjalizacji w epoce przednowoczesnej, do którego przywiązywano ogromne znaczenie, bez chrztu nawet dusza niewinnego dziecka nie mogła wejść do raju318. Nad obrazem doczesnej egzystencji ciąży wizja porażających kar w życiu pozagrobowym. Grzesznicy mają płonąć w płomieniu, marznąć w chłodzie, być zjadani przez robaki i węże, cierpieć katusze fetoru319.

Święte społeczeństwo socjalne

W Rzymie starożytnym wsparcie ubogich należało do relacji patron-klient. Plebs rzymski wspierały też jednak datkami władze, co wszakże nie należało do sfery miłosierdzia, a do obszaru polityki. Miłosierdzie pojawiło się dopiero wraz z chrześcijaństwem i w tym obszarze przyznano znaczące miejsce kobietom, które udzielały datków, odwiedzały chorych, fundowały sanktuaria i przytułki320.

W starożytności świętość dokonywała się przez wyrzeczenie się doczesnego świata, później we wczesnym średniowieczu na pierwszym miejscu są postacie przywódców religijnych i założycieli Kościołów. Ci biskupi wspomagali ubogich i słabych, walczyli z uciskiem, grożąc karą bożą możnym tego świata. Kościół przejął funkcje socjalne społeczeństwa, zajmował się szpitalami, domami podrzutków, przytułkami. Podobnie święci stali się obrońcami słabych, wyzyskiwanych i wydziedziczonych. Franciszkańskie ubóstwo przeciwstawiano pysze i chciwości tego świata. Jak pisał Aron Guriewicz: "Wśród cudów bliskich sercu człowieka prostego stanu, szczególne miejsce zajmował 'cud społeczny'". Święci udzielali pomocy wdowom, sierotom, poniżonym i upośledzonym321. Jednocześnie jednak święci nie byli przeciwnikami władzy świeckiej, a wręcz jej adherentami, a liczni święci mieli powiązania z władzą. Panowało też przekonanie, że świętość rodzić się może tylko wśród szlachetnego rodu322. Podstawową instytucję socjalną epoki przednowoczesnej stanowił Kościół, który zalecał też wiernym szczodrość wobec ubogich, będących obrazem Chrystusa. Ubogich utrzymywali przy dworach władcy i seniorzy, powstawały ogromne fundusze na dobroczynność, wyróżniały się zaś w tym kobiety ze szlachetnych rodów, utrzymywano biednych i żebraków w klasztorach. W Cluny w niektórych latach żywiono do 17 tysięcy głodnych. Kryła się za tym jednak nie tylko miłość bliźniego, ale i troska o los własnej duszy, bo jałmużna przybliżała zbawienie. Rozdawanie jałmużny ubezpieczało duszę. Sami żebracy uważali się również za bożych wybrańców i nie zamierzali zmieniać swojego położenia, co zresztą nie należało do łatwych zadań. Kościół akceptował ubóstwo, wynikające z pokory i dążenia do dobra, a nie lenistwa. Głosił też jednak, że ubóstwo nie powinno być stanem powszechnym, a dotyczyć miało jedynie wybrańców323.

Antyk cenił ciało i dbałość o jego stan. Ideałem średniowiecznym było cierpiące, sponiewierane ciało Chrystusa, owrzodzone i ropiejące ciało nędzarza. Ideał średniowiecza to mnich-asceta, oddalony od spraw ziemskich. Najbardziej znamienne, że greckie słowo ćwiczenie oznaczające w antyku ćwiczenie gimnastyczne, zmieniło w średniowieczu sens na umartwianie i zaniedbywanie ciała człowieka, ćwiczącego ducha. Podobnie z potępieniem spotykał się przepych w stroju, przede wszystkim kobiecym. Te ideały spotykały się często z niepowodzeniem - człowiek grzeszył i pokutował za grzechy324.

Chrześcijaństwo a leczenie

Dawny pogląd na społeczny charakter medycyny wyznaczały zasady chrześcijańskie. Wyraźnie mówiono o tym, że Jezus utożsamiał się z ubogimi, jak mówił: "bo byłem głodny, a daliście mi jeść, byłem spragniony, a daliście mi pić, byłem przybyszem, a przyjęliście mnie, byłem nagi a odzialiście mnie, byłem chory a odwiedziliście mnie, byłem w więzieniu, a przyszliście do mnie". Podobnie święty Paweł pisał: "Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim wzbogacić". Jak stwierdził Marc Bloch, "Średniowieczna etyka i świadomość moralna narzucała ówczesnym władcom obowiązek hojności wobec biednych"325. Walka z chorobą u bliźniego jest częścią chrześcijańskiej cnoty caritas326. Ubogim w rozumieniu pierwszych chrześcijan był każdy uciskany, każda osoba poddana dominacji silniejszego od siebie. Wierzący składali się na posiłki dla wdów, na utrzymanie dla swoich ubogich, tak aby nie pozostawali głodni. Leczenie wszystkich, a nie tylko bogatych, stało się u chrześcijan naturalnym wyobrażeniem. Chrześcijańskie uczynki dla miłosierdzia, to "głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać, umarłych pogrzebać".

W XIII wieku powołany został Zakon Braci Ducha Świętego (duchaków), pełniący statutowo funkcje dobroczynne. Pod ich opieką znaleźć się mieli ubodzy, chorzy, starzy, podróżni, kobiety w połogu, porzucone dzieci. Istniały różne zgromadzenia pomocowe. Zakon Braci Świętego Antoniego zajmował się ofiarami zatrucia przewodu pokarmowego na skutek spożycia sfermentowanego zboża. Istniało mnóstwo bractw, stowarzyszeń, hospicjów, szpitali zajmujących się pomocą ubogim327. Właściwie każdy kościół był miejscem leczenia, a każdy duchowny lekarzem. Jacobi Lanhaus opisuje kościół w Czeskiej Lipie, że znajdował się w nim obraz świętej Rozalii, "pod którą świętą moc ludzi powietrzem zarażonych leży, jedni już pomarli, drudzy konający, Jednakże to najbardziej zdawało mi się wydane, gdzie felczer po turecku ubrany przeciął wrzód jakiś jakiejś niewieście. Z niego płynie rana czarna i ropa pospołu, ona zaś kona i felczer pod pachy ją trzyma. Potym matka leży już umarła, a dziecię leży na niej i pierś w uściech trzyma, co ad vivum odmalowane jest"328. Królowie francuscy i angielscy dotykali leczniczo biednych skrofulików właśnie w ramach określonego stosunku do ubogich. Brało się to z odwiecznej wiary w nadprzyrodzoną moc królów. Tylko w ciągu osiemnastego roku panowania Edward I Angielski dotknął 1 736 osób, w innych latach były to podobne liczby.

Ważne też, by pamiętać o religijnym wymiarze choroby właściwym dla epoki przednowoczesnej. Chorobę uważano wówczas za karę za grzechy indywidualne lub zbiorowe (epidemie), służyć też miała chwale Bożej i przygotować grzesznika do dobrej śmierci. Jak pisał Jacques Le Goff: "choroba i kalectwo są uważane za zewnętrzne oznaki grzechu - ludzie nimi dotknięci są wyklęci przez Boga, a więc i przez ludzi". Święty Ambroży pisał, że tylko człowiek święty, a więc pozbawiony grzechu, ma szansę na zdrowe życie. W pismach kościelnych czytamy: "Przyjacielu mój - spodobało się Panu naszemu iżby dotknęła Cię ta zaraza i wielka jest jego łaska, że za grzechy karać Cię raczy na tym ciele". Gdzie indziej napisano: "Miej przeto cierpliwość w swojej chorobie, albowiem Pan nasz nie gardzi Tobą, żeś chory, ani Cię nie opuszcza, a jeśli okażesz cierpliwość zbawion będziesz jak Łazarz, co umarł pod pałacem złego bogacza i został uniesiony prosto do raju"329.

W 1677 roku francuski biskup Joly w tekście O chorobie pisał, że Bóg zsyła nam choroby dla umartwienia naszego ciała i podporządkowania go duchowi, dla oderwania nas od spraw doczesnych i zwrócenia się do Boga, a wreszcie dla przygotowania nas do dobrej śmierci330. W trzeciej części katechizmu z 1689 roku czytamy, że Bóg zsyła na ludzi choroby dla jego chwały i dla dobra ludzkiej duszy. Bóg oczyszcza w ten sposób swoich wybranych. Choroba jest indywidualną karą i przestrogą za ludzkie grzechy, a w wypadku epidemii, karą zbiorową331.

Michel Marchais w 1470 roku pisał: "Z którejkolwiek strony je rozważymy, cierpienia są oznakami miłosierdzia wobec nas i skutecznymi środkami uświęcenia. Jako kara przywołują nas do Boga, czynią zadość jego sprawiedliwości i przymuszają nas w pewien sposób do porzucenia drogi nieprawości"332. Jak stwierdzał historyk medycyny religijnej, Paul Trüb, wykształcił się nawet rodzaj teologii choroby. Leczenie medyczne miało być ściśle powiązane z religijnym. Według rozkazu papieża Innocentego III z 1215 roku, leczenie obowiązkowo miało być poprzedzone spowiedzią i przyjęciem komunii333. Szczególnie dużo pisano na temat charakteru kary bożej w wypadku chorób płciowych, przede wszystkim syfilisu. Antoine Deidier, autor traktatu z 1713 roku, pisał, że kiła to "prawdziwy bicz boży na przeklętą lubieżność"334. Człowiek powinien cieszyć się z chorób, bo stanowią one pokutę oczyszczającą z grzechu335. W zapisie z początku XVIII wieku czytamy: "Ta dolegliwość aczkolwiek dokuczliwa, jest prawdziwym lekiem. Umartwia ciało, ale przyczynia się do uzdrowienia duszy. Jest to dar Boży, znacznie bardziej zyskowny dla jej zbawienia jak nawet zdrowie, które często przyczynia się do jej zguby". Tu autor powoływał się na doświadczenia Hioba. Taka postawa prowadziła do kuriozalnych reakcji, które jednak warto odnotować. Oto współczesny pisał w 1707 roku w liście do siostry: "Siostro droga, uradowałem się usłyszawszy o chorobie, którą zesłał Ci dobry Bóg, aby cię oczyścić jak złoto w ogniu. Prawie zazdroszczę twemu szczęściu"336. Wiadomo, że w wypadku skrajnych ascetów skłonnych do umartwień taka postawa prowadzić mogła do śmierci, Kościół ówczesny nakazywał jednak, aby przyjmując z pokorą od Boga chorobę, jednocześnie robić wszystko, aby się z niej wydobyć.

Obszernie o kwestii choroby w Rzeczypospolitej, rozumianej jako kary za grzechy, pisał Władysław Smoleński. Wszelkie klęski i niedole miały być więc skutkiem grzechu. Małżeństwo Jana Kazimierza z wdową po bracie wpędziło w ten sposób Polskę we wszystkie nieszczęścia drugiej połowy wieku XVII. Wierzono też w astrologiczne przepowiednie lat klęsk i epidemii oraz głodu, co znajdziemy bez trudu u dziejopisa Kochowskiego337.

Jak wiadomo, ta osobliwa teologia choroby powodowała, że często Kościół oburzał się na odkrycia naukowe ułatwiające leczenie. Prezerwatywa uniemożliwiała karanie rozpustnika syfilisem, ale bywało jeszcze gorzej. Wielu księży uważało szczepienia ospy za występujące przeciwko Bogu, który sprowadza na ludzi ospę jako karę, inni jednak należeli do jej zwolenników i entuzjastów. Nie inaczej notabene dowodzono, kiedy w pod koniec XX wieku pojawiło się w Europie AIDS. Również i wtedy pojawiły się głosy o karze bożej338.

Medycyna religijna

Już u początków chrześcijaństwa pojawia się jego bezpłatna funkcja lecznicza, nawet Stary Testament zalecał, aby w celach leczniczych zwracać się o pomoc do Boga. Chorych bezpłatnie leczył Jezus Chrystus, jak powiada Wolfgang Reinhard, przede wszystkim z powodu swej funkcji lekarskiej nazywany był Zbawicielem, które to określenie miał wspólne z antycznym bogiem chorych, Asklepiosem. Leczył więc wraz z apostołami paralityków, głuchych, niewidomych, głuchoniemych, epileptyków, trędowatych, chorych na puchlinę wodną i histeryków, chromych, sparaliżowanych i także chorych psychicznie, czyli jak to ówcześnie rozumiano, opętanych przez złe duchy. Prawdę mówiąc, Jezus wraz z apostołami tworzyli małe pogotowie ratunkowe, ponieważ cuda medyczne stanowiły przytłaczającą część ich działalności. Jezus wskrzesił m.in. syna wdowy z Nain czy córkę Jaira, a także Łazarza. Jedyną osobą w tym gronie, która zarobiła jakieś pieniądze, był Judasz, a i on ostatecznie kiepsko na tym wyszedł339. Podobnie w kolejnych stuleciach Kościół za jedno ze swoich istotnych zadań uznawał leczenie: zajmowali się tym mnisi i mniszki w średniowiecznych klasztorach, posługując się często sztuką zielarską. Wybitne osiągnięcia w tym zakresie miała Hildegarda z Bingen (1098-1179)340.

Medycyna religijna to jednak przede wszystkim nadprzyrodzona interwencja boska za wstawiennictwem świętego czy Maryi, mająca na celu uzdrowienie chorego. Więzi ludzkie, świętych, aniołów, Matki Boskiej, Chrystusa i Boga przypominały więzi ziemskiej klienteli rzymskiej i stosunki patron-klient. Patron był formalnie jeden - Stwórca, natomiast bliscy mu podwładni wstawiali się u niego w sprawie śmiertelnika, który potrzebuje od Boga pomocy. Modlitwa chorego do Boga mogła być nieskuteczna, bo ten zajmował się ważnymi i odległymi sprawami. Co innego zwykły święty patron choroby, na przykład święta Apolonia, patronka stomatologii. Szczególnie ceniono orędowników takich jak święty Jan Chrzciciel, Matka Boska i sam Jezus, ważniejszych, bo ich Bóg słuchał uważniej341. Dzięki wstawiennictwu świętego Jana miała być okiełznana zuchwałość Szatana342. Hildebert (zm. 1133) modlił się "aby Jan, którego imię oznacza łaska Boga, sprowadził na nas przez swoje zasługi łaski Pana, odpędził choroby, oddalił burze i obdarzył wszelką obfitością"343.

W Polsce jeszcze w XIX wieku 85% wszystkich cudów stanowiły właśnie cudowne uzdrowienia344. Jak pisał Marc Bloch: "Ludzie średniowiecza, a przynajmniej większość z nich pojmowali religię w sposób bardzo materialny i - jeśli można tak powiedzieć - skrajnie przyziemny. Jakże miało być inaczej? Nie było dla nich żadnej nieprzebytej otchłani między cudownym światem, jaki otwierały przed nim rytuały chrześcijańskie, a światem, w którym żyli. Obydwa światy przenikały się wzajemnie"345. Religijność miała charakter znacznie bardziej odwołujący się do cudów i magii niż dzisiaj. W związku z tym, powszechnie oczekiwano od świętych interwencji we wszelkich możliwych sprawach ziemskich. Każde miasto miało swojego świętego opiekuna, który je chronił. Jeżeli działał skutecznie, składano mu liczne dary, jeśli marnie, darów go pozbawiano. Znany jest przypadek, kiedy król Childeryk, potrzebując rady świętego Marcina, położył na jego grobowcu list z prośbą o odpowiedź. Na grobowcu położono też czystą kartkę, aby święty miał okazję odpowiedzieć. Niestety, przez trzy dni pozostawała ona pusta. Święci mieli wybawiać od burz, pożarów, suszy, ratowali okręty przed utonięciem, zapobiegali napaściom wroga, demaskowali kłamców. Kiedy podczas remontu kościoła jedna z belek okazała się za krótka, ksiądz zwrócił się do świętego z modlitwą i belka natychmiast się wydłużyła. Innym razem zakonnicy nie mogli nawet z pomocą 50 wołów usunąć głazu z pola, a dzięki wstawiennictwu do świętego Nonnosa udało się go pozbyć stamtąd natychmiast. Pewien wierny w XII wieku stwierdził, że wysunąwszy na żerdzi relikwię świętego Tomasza Becketa ugasił pożar swojego domu. Świętych zatrudniano również do odpędzania much, robactwa i żmij, a także do uzupełniania zapasów wina i pokarmu346. Nie proszono jednak świętych o ingerencję bez ograniczeń. Jacques Le Goff pisał, że "konkretnie Bóg nie dokonywał cudów zmieniając prawa natury. Ograniczył się do manifestowania swej mocy na niej "od przypadku do przypadku". Cuda są interwencjami punktowymi, a współpraca świętych w ich realizacji, nadaje im pewien ludzki charakter"347, Podstawową formę cudów stanowiło leczenie348.

Panowało przekonanie, że duchowni dysponują magiczną mocą. Należy pamiętać, że ludową religijność przemieszano z wierzeniami jeszcze pogańskimi, w których występowała silnie rozwinięta magia medyczna, ulegająca powierzchownej chrystianizacji. Przypisywano realną moc przekleństwom, zaklęciom i klątwom, które sprowadzić mogły na kogoś, nawet na całą wieś, chorobę lub pomór bydła349. Wróżono, czy się przeżyje bieżący rok. W Bretanii, jak stwierdzał współczesny, "rzucano mianowicie do studni kawałek chleba z masłem, tyle kawałków ile było osób w rodzinie, a potem po sposobie, w jaki chleb utrzymywał się na wodzie prorokowano, kto umrze w tym roku"350. Kiedy wieśniak złamał nogę, należało wypełnić jego spodnie bydlęcymi odchodami i zawiesić te spodnie w kościele. W Bretanii ciało samobójcy strącano do więzienia, wytaczano mu proces i następnie "skazanego" wieszano. Trzeba dodać, że zwłoki samobójcy nie mogły być wyniesione z domu przez próg i dlatego wyrzucano je przez okno351. Podobnie traktowano świętych w religijności ludowej, jako rodzaj pomniejszych bóstw, a nie - jak głosi oficjalna religia - pośredników między Bogiem a chorym. Ponadto stosunek do religii był odmienny od współczesnego, nie tak poważny i namaszczony. Jak pisał Johann Huizinga, w wigilie dni świątecznych śpiewano w kościołach wesołe, a nawet rozwiązłe pieśni i tańczono zupełnie świeckie tańce, nierzadkie było pijaństwo i traktowanie mszy jako elementu życia towarzyskiego, dzięki któremu chłopcy mogli sobie popatrzeć na wystrojone i wydekoltowane dziewczęta. Huizinga wspomina o poufałości wobec religii, a nie bezbożności. "Jedynie społeczeństwo, które całkowicie przeniknięte jest religią i odczuwa wiarę jako coś oczywistego, mogło zaznać podobnych wyskoków i zwyrodnień"352.

Oto typowy przykład medycyny religijnej, która polegała na użyciu sił nadprzyrodzonych do leczenia: "Krowa jedyna żywicielka całego jego domu, wpadła w szaleństwo tak, że całą noc bez przerwy najprzeraźliwiej ryczała, a zadawane jej środki nie pomagały. Strapiony Obywatel uciekł się do po ratunek do Najświętszej Panny Maryi i wtedy krowa już rzadziej ryczała. Zaraz poszedł do kościoła, a gdy przy ołtarzu Najświętszej Panny Maryi Mszy Św. wysłuchał i do domu wrócił zastał już krowę spokojną i zdrową, na co na drugi dzień zaraz przy kościele N.P. Maryi na kolanach ze wzniesionymi ku niebu rękami poprzysiągł (1641)"353.

Za lekarstwo uważano hostię, wino komunijne, wodę z chrztu. W niedzielę po mszy gromadzili się chorzy i mówiono im: "Zgrzeszyliście i Bóg was doświadcza dziękujcie za to, gdyż o tyle mniejsza kara będzie wam wymierzona na tamtym świecie. Pogódźcie się z losem, cierpcie, umierajcie. Kościół modli się za umarłych"354. Podobnie Hans Medick w znakomitej książce o Laichingen wskazuje, że do XIX wieku największą popularnością cieszyły się książki pobożne, służące przeciwdziałaniu konkretnym materialnym nieszczęściom - osobne tytuły zawierały modlitwy przeciwdziałające klęskom atmosferycznym: burzom, piorunom, deszczom, suszom, inne przeznaczono dla kobiet w ciąży, położnic i matek małych dzieci. Dopiero potem zwyciężyła literatura koncentrująca się na uświęceniu codziennej pracy i wskazująca na konieczność wytrwałego znoszenia trudów jako na drogę wiodącą do zbawienia355.

Popularne przysłowie głosiło, iż "Wiara uzdrawia oraz Bóg, który zsyła ranę, daje na nią i lekarstwo"356. Przy bardzo silnej wierze religijnej, miała ona ówcześnie jednocześnie ogromne znacznie praktyczne. Uważano, że wiara i modlitwa, a także chrześcijańskie praktyki magiczne, mogą dać nie tylko zdrowie, ale też urodzaj, pomyślność materialną i powodzenie w miłości. Święconka wielkanocna, święcenie jajek, baranków etc. stanowiły kontynuację pogańskich ludowych zabiegów magicznych wokół pożywienia. Wosk z poświęconych świec żuto jako środek przeciwko bólowi zębów. Jej płomieniem wypalano znak krzyża na skórze bydła, co miało chronić przed chorobami. Przez nikłą w średniowieczu znajomość pisma krótkie zaklęcia albo słowa magiczne zapisane na kartkach wykorzystywano jako amulety, których zdobycie było trudne, bo zanotować je mogli nieliczni potrafiący pisać ludzie (organista, ksiądz, wędrowny kleryk). Niektórzy nosili też amulety w postaci korzeni i łodyg roślin leczniczych, zwanych u nas nawięzy. Zarówno amulety pisane, jak i roślinne karcili teolodzy. Kartkę z takim słowem czy tekstem należało położyć na ciele chorego i wypowiedzieć odpowiednią formułę. Wróżby były ścigane przez prawo, chociaż jednocześnie powszechnie praktykowane. Niemniej w Poznaniu kobieta, pełniąca funkcję "baby", stanęła przed sądem pod zarzutem praktykowania wróżb, czarów i zaklęć. Taką "specjalistkę" miała prawie każda wioska. Do wróżb, oprócz lania ołowiu i wosku, należało wróżenie z soli, kto wcześniej umrze. Lud często miał problemy z uchwyceniem różnic między magią dopuszczaną przez Kościół (bicie w dzwony dla odpędzenia piorunów) a pogańską i zabobonną357.

Modlitwa uzdrawiająca

Wiara w siłę modlitwy odgrywała bardzo istotną rolę, chociaż już w średniowieczu zdarzali się ludzie niewierzący w niebo i piekło ani życie pośmiertne. Średniowieczni pielgrzymi podczas modlitwy przybierali trzy postawy - pierwotna, tzw. postawa oranta, odznaczała się uniesionymi do góry rękami lub rozkrzyżowanymi, jak Chrystus na krzyżu, ramionami. Jest to gest zwrócenia się całym ciałem ku niebu, aby usłyszeć głos Boga. W Księdze Ezechiela Bóg zwraca się do wiernego: "Synu człowieczy, wstań na nogi, będę do Ciebie mówił". Kolejną było płaskie leżenie na ziemi na Zachodzie nazywane humilatio. Pozycja na klęczkach z pochyloną głową wyrażała pokorę i prośbę o wybaczenie winy. W XI-XII wieku zdecydowaną przewagę zdobyły dwa gesty modlitewne: złożone na wysokości piersi dłonie z wyprostowanymi palcami i klęknięcie na oba kolana. Dla wcześniejszego okresu wzmianki o takiej postawie są bardzo rzadkie. Gest ten zapożyczony został ze świeckiego feudalnego hołdu, gdzie występował już w VII wieku. Złożone dłonie wasala brał w swe dłonie jego pan jako symbol opieki358. Wzmocnić efekt modlitwy miało biczowanie, bardzo powszechny płacz towarzyszący autentycznym emocjom albo noszenie włosiennicy, już jednak sama pielgrzymka miała wartość leczniczą. Biczowanie zyskało szczególną popularność jako środek łagodzący gniew boży w obliczu epidemii czarnej śmierci359. Warto pamiętać, że modlitwę wieczorną w średniowieczu ogłaszano biciem dzwonu. W polskiej barokowej pobożności zachowanie w kościele i modlitwa były pełne ekspresji i niezwykle emocjonalne, co barwnie opisywał Ulrich von Werdum: "Kiedy się modlą lub mszy słuchają chrapią lub charkają, wzdychając tak, że z daleka ich już słychać, upadając na ziemię, biją głową o mur i ławki, uderzają sami siebie w twarz i wyprawiają inne w tym rodzaju dziwactwa"360. W kulturze tradycyjnej znacznie wyższą moc przyznawano modlitwie zbiorowej, wspólnej, procesjom, co wynikało z waloryzacji życia wspólnotowego361.

Niejaka Katarzyna modliła się o wyzdrowienie chorej ręki: "O najmiłościwszy Jezu, wspomóż mnie, abym nie musiała żebrać. Wiesz bowiem jak bardzo chcę pracować, by mieć za co żyć". Inny modlił się o odzyskanie swojego roboczego konia: "O, święty Jacku, widzisz moje łzy i moje ubóstwo, oddaj mi więc mego konia, a ja ci obiecuję, że przez cały rok we wszystkie środy będę pościł o chlebie i wodzie". Modlitwa o zdrowie przede wszystkim miała miejsce w kontekście lęku o możliwość utracenia pracy i strachu przed degradacją społeczną. W ówczesnej pobożności największe znaczenie przywiązywano do powtarzania modlitw i to w różnych środowiskach. Niektórzy cechowali się w tym wielką gorliwością - niejaka Agata z Pomorza odmawiała dziennie tysiąc razy Ojcze nasz, modląc się nieustannie podczas wszystkich czynności domowych i gospodarskich. Wielu ludzi modliło się jednak szybko i niedbale, odklepując często dziesiątki modlitw w przekonaniu, że ich liczba ma znaczenie.

Kariera różańca zaczęła się w XV wieku, kiedy szybko uformował się w odmawianie Zdrowaś Maryjo i Ojcze nasz. Franciszkanin Władysław z Gielniowa określał formułę różańca: "Trzykroć pięćdziesiąt mówcie Zdrowaś Maryjo, a jeden pacierz Ojcze nasz pójdzie za każdym dziesiątkiem". Różaniec odmawiały zarówno elity, jak ludzie prości. Wybitny polski historyk religii Stanisław Bylina stwierdza, że w tendencji do powtarzania modlitwy znalazła odbicie wiara w jej pewną, niejako gwarantowaną skuteczność. Decydujące znaczenie przypisywano określonej liczbie odmówionych tekstów modlitewnych, niezawodnych w pewnych intencjach. W przekonaniu o automatyzmie działania takiej modlitwy ujawnia się postawa swoistego kontraktu z Bogiem, który winien go dotrzymać, skoro człowiek wnosi swój wkład do umowy. Podczas błagania o cudowne uleczenie na pielgrzymkach, przyjmowano postawę ze skrzyżowanymi ramionami, ze złożonymi rękoma oraz modlitwy krótkie i długie, przy których modlący się stał, klęczał, niekiedy leżał krzyżem. Modlitwie towarzyszyły często łzy, lament, wołania wyrażające spontaniczne reakcje wywołane głębokim napięciem. W średniowieczu wprowadzono też gest podniesienia, podczas którego wierni ujrzeć mogli hostię po przeistoczeniu, kiedy ksiądz wygłasza kwestię: To jest ciało moje, oznaczającą, że podnosi przed wiernymi Ciało Chrystusa. Wśród wiernych pojawiło się przekonanie, że ujrzenie hostii chroni przed nagłą śmiercią. Często wierni przychodzili do kościoła na samo tylko podniesienie, aby zobaczyć hostię, po czym zaraz wychodzili. Z tej gorliwości wobec Eucharystii i hostii wzięły się obchody Bożego Ciała, rozszerzone na całe chrześcijaństwo w 1264 roku, w Polsce we wszystkich diecezjach stały się jednak obowiązkowe dopiero w roku 1420. Były to jedne z największych wydarzeń w miastach w ciągu roku. Polegały na procesji, podczas której niesiono hostię pod baldachimem w małej skrzynce - piksydzie, potem zastąpionej monstrancją. Procesję organizowały władze miejskie, poszczególne cechy i korporacje rywalizowały o to, aby pokazać się w pochodzie z jak najlepszej strony i być możliwie najbliżej czoła pochodu. Pojawił się też cud krwawiących hostii362. Skoncentrowana masowa modlitwa podczas procesji, mszy i pielgrzymek miała mięć większą siłę rażenia i stąd podejmowano ją w wypadku epidemii dżumy czy w podzięce za jej ustąpienie oraz w innych okolicznościach363.

W średniowieczu obowiązek mszalny obejmował wszystkich powyżej 6.-7. roku życia, czyli czasu przyjęcia pierwszej komunii świętej, za wyjątkiem osób starszych, chorych, niedołężnych i kobiet w ciąży. Obowiązek mszalny, włączywszy 50 niedziel, obejmował 99-100 dni w roku. Zakaz udziału we mszy miały osoby parające się aborcją, uprawiające lichwę, zabójcy, włóczędzy, bigamiści i osoby żyjące w konkubinacie. Również im wszystkim odmawiano komunii świętej. Czasowy zakaz wstępu do kościoła miały kobiety podczas menstruacji czy w połogu. Po seksie mężczyzna miał obowiązek dokładnie obmyć się przed wejściem do świątyni, ponieważ sperma stanowić miała przeszkodę przed przyjęciem komunii364.

Święci lekarze

Kult świętych wykształcił się w chrześcijaństwie z kultu męczenników, aczkolwiek wzorce czerpał też z antycznych kultów duchów opiekuńczych: demonów, dobrych duchów, aniołów, ale także kultu herosów etc. Kościoły słynęły przede wszystkim z posiadanych relikwii, które miały moc uzdrawiania, a więc kościoły stanowiły swego rodzaju szpitale. Anonimowy podróżnik z 1595 roku opisuje włoskie miasto Messynę, gdzie zaczyna opowiadanie od kościołów: "W poniedziałek byłem w kościele u jezuitów, gdzie bardzo głęboko w ziemi w kościele znaleziono świeżo ciała zupełnie nienaruszone trzech świętych, którzy wielkie cuda czynili"365. Na Malcie w kościele rozdawano odbity w wosku awers srebrnika judaszowego. "Do grobu, który czynili na te dni wyjęli wszystkie relikwie, które po mszy schowano do zakrystii post crastinam solennitatem (po wczorajszej uroczystości). Tych relikwii, iżem pragnął widzieć ex curiositate et ex devotione (i z ciekawości i z pobożności) prosiłem po mszy zakrystiana, aby mi ukazał. I wziąwszy mnie ze sobą do zakrystiej ukazał mi naprzód rękę palmam dextram integram (rękę prawą całą) świętego Jana Baptysty świeżuchną, jakoby ją dopiero od ciała odciął i otworzywszy krytszał dał mi ją niegodnymi memi usty całować, (...) też dał mi całować sztuczkę nosa tego świętego, nogę całą s. Lazari Quadriduani (świętego Łazarza od 4 dni zmarłego), palec świętej Magdaleny, część głowy świętej Urszuli"366.

Julian Apostata demonstrował pogańską niechęć do świętych i kultu relikwii, oznaczającego obce Rzymianom wprowadzenie ciała zmarłego między żywych. Jak pisał o chrześcijanach Eunapiusz z Sardes: "Bowiem oni zbierali kości i czaszki przestępców, których skazano na śmierć za rozliczne przestępstwa, robili potem z nich Bogów i myśleli, że staną się lepsi, zbierając się przy ich grobach. Martwi ludzie byli nazywani męczennikami, byli uważani za swego rodzaju posłów i ambasadorów, którzy zanoszą Bogom ludzkie modlitwy"367. Już David Hume zwracał uwagę, że przy prymitywnej mentalności ludu monoteizm był trudny do przyjęcia i zyskiwały na sile tendencje politeistyczne owocujące kultem świętych. Kult świętych nasilał się wraz ze wzrostem konwersji na chrześcijaństwo i jego umasowieniem. Jednak elitarna religijność tych zabobonów nie akceptowała i na ten dwupoziomowy charakter katolickiej religii zwracano uwagę także w XIX wieku. Jak zwraca uwagę Peter Brown w III wieku n.e., wyniszczone zostały rzymskie elity, co spowodowało degradację kultu religijnego i zwycięstwo pogańskich praktyk związanych ze świętymi368. Warto zauważyć, że obok świętych do nadprzyrodzonego towarzystwa ziemian należeli też wspomagający ludzi aniołowie. Święty Grzegorz pisał o aniele stróżu: "Ten anioł we wszystkich okolicznościach był moim wychowawcą i opiekunem". Synezjusz z Cyreny w IV wieku pisał do Boga o aniele stróżu: "I daj mi Królu towarzysza, świętego posłańca świętej mocy, posłańca modlitwy rozjaśniającej boskim światłem, przyjaciela, dawcę szlachetnych darów, strażnika mojej duszy, mojego życia, moich modlitw, moich pragnień"369.

Jak pisał André Vauchez: "Kult męczenników zaczął się demokratyzować, działając na podobnych zasadach jak związek klienteli: lojalność ze strony protegowanego "przyjaźń" i obowiązek opieki ze strony patrona w stosunku do tych, którzy mu się polecili"370. W XII wieku wzorzec świętego to mnich pokutnik, który porzuca doczesny świat, aby zająć się własnymi grzechami, poświęcić się wyrzeczeniom i ascezie, opiekować ubogimi oraz prostytutkami. W XIII wieku ideały ubóstwa wyrażali święty Franciszek z Asyżu i święty Dominik. Pojawiła się też grupa świętych kobiet. Święci już za życia uzyskiwali nadzwyczajną moc. Eremici potrafili spowodować wytryśnięcie źródła obok swojej celi i zakwitnięcie wsadzonego w ziemię kawałka drewna, przechodzili też przez ogień bez poparzeń371. Lud traktował świętego przede wszystkim użytkowo, jako źródło łask, orędownika. Święty, który nie stwarzał cudów i nie leczył, dla ówczesnego praktycznego oczekującego konkretnych efektów wiernego, pozbawiony był większej wartości372. Cuda, przede wszystkim lecznicze, czynione przez świętych, wiązały się z cudami pogańskimi. Jeżeli jednak w tym drugim wypadku leczył czarownik i szaman, w chrześcijaństwie leczenie zarezerwowane było dla uznanego przez instytucję Kościoła świętego373. Cudów (miracula) dokonywali tylko święci, oszukiwali natomiast wysłannicy diabła - szamani i czarnoksiężnicy, pseudoświęci lub sam szatan374. Znaczenie miała też liczba świętych. W Kolonii praktykowano kult 11 tysięcy dziewic, 6 666 żołnierzy legii tebańskiej i 10 tysięcy rycerzy, w sumie 27 666 orędowników przed Bogiem375.

Bezpłatna działalność medyczna Kościoła rozwijała się dynamicznie w kolejnych stuleciach, opierając się na specjalizacji leczenia przez system świętych. Jest to praktyczna korzyść płynąca z modlitwy w postaci uzdrowienia, powodzenia w miłości i w pracy. Leczenie stanowiło jedną z najistotniejszych funkcji dawnych świętych. 40% cudów w północnej Francji okresu późnego średniowiecza było rezultatem pracy świętych oraz ich relikwii właśnie i w większości miały charakter medyczny - w czasach karolińskich 2/3, w XI-XII wieku 3/5. W pierwszym rzędzie dotyczyły chorób fizycznych, kalectwa, potem ślepoty, głuchoniemych, także zaburzeń umysłowych376. Na pierwszym miejscu modlono się oczywiście do Matki Boskiej, której oddawano cześć hiperduliczną, to znaczy wyższą od czci oddawanej aniołom i świętym. W samej tylko Rzeczypospolitej w różnych sanktuariach znajdowało się jej 400 cudownych obrazów. W kościołach diecezji przemyskiej najwięcej obrazów poświęcono Matce Boskiej - 289, następnie Jezusowi - 125, a wszystkim świętym łącznie - 437. Kult maryjny odgrywał w Polscę rolę szczególną, ale wiodący bywał również w innych krajach katolickich. Na Jasnej Górze tylko w latach 1600-1615 doszło do 64 cudownych uzdrowień, jak np. odzyskania wzroku, władzy w kończynach, uchronienia od zarazy, a w okresie 1705-1720 do 96 tego rodzaju przypadków. Ogółem w Częstochowie odnotowano też 136 przypadków cudownych wskrzeszeń, głównie szlachty, ale też chłopów. Wskrzeszenia dotyczyły przede wszystkim niemowląt. Mechanika cudu wyglądała np. w ten sposób, że ojciec podnosił koszulkę martwego dziecka i kładł mu na piersi święty obrazek przedstawiający Matkę Boską i jak pisał współczesny, "z płaczem i ufnością wołając do Najświętszej Marii Panny o miłosierdzie nad niewiniątkiem i dowołał się tedysz, że jakby to dusza od obrazka tego wyszedłszy wstąpiła w trupa, który ożył i zdrów żył potem"377. Matka Boska wypędzała również demony z opętanych, z czego w Polsce naśmiewali się protestanci378. We Włoszech w latach 1000-1700 miało miejsce 280 objawień maryjnych, z czego 1/3 cudownych uzdrowień. Była to ślepota, paraliż, gangrena, kulenie, padaczka, rany od broni, ukąszenia zwierząt, a najczęściej głuchota. 41 głuchoniemych odzyskało jednocześnie słuch i mowę. Wśród świętych leczących w patriarchalnym społeczeństwie dominowali oczywiście mężczyźni. Od 1000 do 1500 roku kobiety w Kościele katolickim stanowiły 17,5% wszystkich świętych, niemniej należy podkreślić, że święte lekarki posiadały pozycję równą swoim męskim kolegom379. Listę świętych otwiera święty Fokas zmarły w 117 roku, którego najpierw obdarto ze skóry, a następnie wrzucono do wrzątku. Specjalizacja świętych w leczeniu chorób mogła wynikać z charakteru mąk i tortur przed śmiercią. Święty Wawrzyniec leczył więc oparzenia, bo sam męczony był i przysmażany na kracie, świętemu Erazmowi rozpruto brzuch, wobec tego patronował chorobom brzucha i jelit, święta Apolonia straciła zęby podczas tortur i zajmowała się stomatologią, a świętej Agacie obcięto piersi, więc leczyła choroby tego organu. Dalej święta Klara była patronką chorób oczu, święty Aureliusz opiekunem uszu, czyli laryngologiem; okulistyką z kolei zajmowała się święta Otylia, święty Gallus to patron dobrego trawienia, święta Łucja wspomagała niewidomych; święty Main opiekował się chorymi na świerzb, święty Kwintyn pomagał chorym na koklusz, święta Perpetua zajmowała się problemami laktacji u kobiet, czyli przywracała mleko matkom, które je utraciły, święty Błażej specjalizował się w dolegliwościach gardła, a święty Wawrzyniec w reumatyzmie. W XVI wieku, kiedy do Europy przywleczony został z Ameryki Południowej syfilis, pojawili się zajmujący się i tą specjalnością: święty Job, święty Mewiusz oraz święty Sement380. Niezwykły charakter miał w średnioweczu uważany za epidemię szaleńczy taniec, zwany też plagą tańca, tańcem świętego Wita i Jana, uważany za epidemiczną formę opętania. Podczas szybkiego tańca ludzie śmiali się, wyli, płakali i podskakiwali. Autentyczne ataki zbiorowego nieopanowanego histerycznego tańca na ulicach odnotowano w Dessau w 1021 roku, w Erfurcie w 1237 roku, w Utrechcie w 1278 roku, w Aachen w 1375 roku, w Strasburgu w 1418 roku i potem w kolejnych miejscowościach. Tańczących poddawano egzorcyzmom, ale lekarzami choroby byli święty Jan i święty Wit381.

Jako interesujący fakt podać można, że za chorobę, oczywiście niesłusznie, uważano również kobiecą menstruację, którą leczono przy pomocy okadzania i podwędzania pań od spodu, nieustających irygacji oraz kąpieli. Jako lekarstwo podawano też łyżeczkę krwi menstruacyjnej wymieszanej z wodą. W literaturze wymienia się w różnych wykazach 15, 10, lub 7 świętych odpowiedzialnych za leczenie menstruacji.

Ogromny problem stanowiła śmiertelność dzieci i na ten obszar również skierowano liczne siły świętych lekarzy, których - według jednego z wykazów - występowało 16382. Świętych lekarzy był duży wybór i panowała znaczna między nimi konkurencja. Tylko choroby oczu leczyło 48 świętych, 17 bóle szyi, 48 bóle głowy, 28 to patroni kobiet rodzących, a 68 zajmowało się dżumą. Na 379 świętych w średniowieczu 118, a więc 31,3%, miało specjalność lekarską (według innego wykazu (2) 40,7% i (3) 41%). Kulty specjalistów do Europy Wschodniej przychodziły z zachodu kontynentu. Sanktuarium w Vierzehnheilingen z XVIII wieku nieopodal Bambergu było w istocie świętym szpitalem, gdzie na ołtarzu znajdowały się figury czternastu świętych lekarzy383:

święty Dionizy - bóle głowy i wścieklizna,

święty Błażej - bóle gardła,

święty Erazm - skurcze i bóle kiszek,

święty Cyriak - choroby oczu,

święta Barbara - piorun, pożary, wybuchy i nagła śmierć,

święty Akacjusz - bóle głowy,

święty Gilles - padaczka, obłęd, bezpłodność, opętanie,

święty Eustachy - ogień, w tym ogień wieczny,

święty Krzysztof - nagła śmierć, opiekun podróżnych,

święty Wit - padaczka i taniec świętego Wita,

święta Małgorzata - trudności podczas porodu,

święty Pantaleon - gruźlica i wyniszczenie,

święta Katarzyna - opieka nad dziewczętami i studentami.

Liczba świętych, do których się modlono w dawnej Francji, według różnych zestawień wynosi około 200, w Polsce w 1971 roku odnotowano 786 osób, z czego 85% to zakonnicy albo księża, przy czym czołowymi polskimi świętymi byli święty Wojciech i święty Stanisław. Przy braku kultury masowej w świecie przednowoczesnym, święci w znacznym stopniu mieli charakter lokalny. Jeżeli ktoś nie wierzył w uzdrawiającą moc świętego napędzaną modlitwami, święty się na niego obrażał, co mogło zaowocować nawrotem choroby lub innym nieszczęściem. A jednak w modlitwach szantażowano świętych, obiecując wiarę w ich świętość pod warunkiem, że uczynią cud i uleczą czy uratują delikwenta384.

Koniecznie należy też wspomnieć o uzdrawiającej mocy namaszczonych królów, którzy leczyli skrofuły, czyli zapalenie węzłów chłonnych spowodowane prątkami gruźlicy. Jak powiada Jean-Paul Roux, lud tłumnie przybywał na tę uroczystość i głęboko wierzył w moc królów385. Święci byli dostępni i działali na rzecz całej ludności bez różnic w pozycji majątkowej chorych, a więc całkowicie egalitarnie386. Warto następnie wspomnieć, że wiele uleczeń miało częściowy charakter - niewidomy przejrzał na jedno oko, paralityk zaczął się poruszać o lasce, niema kobieta powiedziała ledwie kilka słów. Działanie lecznicze świętego stereotypowo było nagłe i natychmiastowe. Pewna kobieta z Limoges oślepła i złożyła śluby, że zaniesie świecę przed głowę świętego Marcjala, a gdy to nastąpiło, natychmiast odzyskała wzrok387. O ile główne zadanie świętych polegało na leczeniu, to w razie braku szacunku do nich, obelg i występków, w taki sam sposób mogli na delikwenta chorobę zesłać. Świętych uważano też na ogół za podejrzliwych i mściwych. Szacunek do świętych utrzymywał się więc w znacznym stopniu przy pomocy strachu388.

Jeżeli święty okazał się nieskuteczny w swym medycznym działaniu, pacjenci nierzadko obrażali się na niego. Wierni potrafili się zdenerwować na świętego, gdy nie chciał leczyć albo mu grozili. Tak stało się w wypadku pewnego zakonnika, którego muł padł na ziemię i wydawało się, że lada moment zdechnie. Zakonnik miał na szyi relikwiarz z fragmentem kości świętego Gerarda i odezwał się do owej kości w te słowa: "Bracie Gerardzie, albo mi wyleczysz tego muła, albo Cię wyrzucę". Po czym położył szkaplerz na głowie zwierzęcia, które oczywiście natychmiast wstało389. Kiedy pobożny chłop przybył na uroczystości świętego Juliana, zaginął jego koń pozostawiony nieopodal. Poszkodowany zwrócił się z pretensjami do świętego, że przecież nie zrobił nic złego i zachowywał się wobec świętego właściwie, a poniósł stratę: "Dlaczego więc straciłem swój dobytek? Zwróć mi zgubę i oddaj co mi się należy. Potem z płaczem wyszedł z kościoła i ujrzał swego konia ponownie390.

W X-XI wieku popularyzowała się procedura humiliacji, czyli "upokarzania świętych", polegająca na poniżeniu relikwii czy krucyfiksu poprzez położenie ich na posadzce świątyni albo włosiennicy. Stanowiło to akt agresji wobec świętego, mający wymusić na nim pożądane działanie. Można też było obrzucić cierniami grób świętego. Sami zakonnicy prowadzili nabożeństwo w sposób mający go poniżyć. Skrajną metodą wymuszenia na świętym posłuszeństwa, była chłosta relikwii czy ołtarza, na którym się znajdowały, połączona z wezwaniami o orędownictwo, przemieszanymi z oskarżeniami o opieszałość: "Dlaczego nie bronisz nas święty Panie, czyś zapomniał o nas i śpisz? Kiedyż wybawisz swoich niewolników od naszych wrogów?!". Innym razem pewna kobieta krzyczała na świętego, bijąc ołtarz: "Coś ty nawyprawiał Benedykcie, próżniaku jeden? Ciągle śpisz? Jak mogłeś dopuścić, aby tak postępowano z Twoją sługą?"391.

Z kolei także święty obrażał się na pacjentów, kiedy np. zapominało się o dniu jego zgonu. Gdy pewien rycerz, któremu święty Jakub uleczył złamaną rękę, zapomniał odwiedzić go w sanktuarium, święty złośliwie złamał mu drugą. Inny chłop nie wziął udziału w nabożeństwie ku czci świętego Avitusa, czego konsekwencją było skręcenie sobie karku392. Warto zaznaczyć, że do końca XII wieku świętych wyznaczał vox populi, potem ich wytwarzanie przeszło całkowicie w zakres kompetencji Kościoła393.

W protestantyzmie święci stracili swoją moc wstawiennictwa w zakresie chorób. Confessio gallicana pouczała w 1559 roku, że "to wszystko co ludzie wyobrażali sobie na temat wstawiennictwa nieżyjących świętych, jest jedynie oszustwem i zwodzeniem szatana, by odwrócić ludzi od prawdziwej formy modlitwy". W podobnym czasie przeciwstawne było stanowisko Soboru Trydenckiego, zalecające modlitwę w celu wstawiennictwa u danego świętego394.

Pielgrzymki

Procedury uzdrawiające nie polegały na samej modlitwie do świętego, ale miały charakter znacznie bardziej złożony. Ich ważny element stanowiły pielgrzymki do niezwykle licznych sanktuariów395. Już w 437 roku Teodor z Cyru pisał o celu pielgrzymek: "Ludzie zdrowi proszą o zachowanie zdrowia, ludzie walczący z jakąś chorobą proszą o ulgę w cierpieniach, bezdzietni modlą się o potomstwo, bezpłodne kobiety błagają, żeby zostać matkami". Sanktuariów, do których pielgrzymowano, było wystarczajaco dużo, tak by każdy obszar miał w niezbyt wielkim oddaleniu święte miejsce, niemniej podróże w tym czasie nie należały do przedsięwzięć bezpiecznych396. Mikołaj Krzysztof Radziwiłł, gdy zapadł na zdrowiu, próbował dla poratowania zdrowia rozmaitych okolicznych cieplic, a w końcu udał się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Co kilka metrów znajdowały się tam owiane legendą niezwykłe i cudowne miejsca. "O południu wjechaliśmy do Damaszku. Więcej niż w mili dobrej wjechaliśmy na to miejsce, gdzie św. Pawła Pan Chrystus na apostolstwo powołał skąd bardzo cudnie i pozornie Damaszek widzieć. Tamże blisko jest kamień wielki, z którego św. Paweł miał na konia wsiąść, gdy już nie widział"397.

Na terenie Świętego Cesarstwa przed protestancką reformą znajdowało się 1 036 takich obiektów, miejsc modlitwy utworzono jednak znacznie więcej. W jednej tylko diecezji Meaux we Francji w XIX wieku występowało 138 miejsc kultu, 345 kaplic, 162 święte źródła, 15 drzew i 27 kamieni. Świętych czczono też w liczne święta, które były dniami wolnymi od pracy. W jednym z regionów w XVI-XVIII wieku, poza niedzielami odnotowano 51 takich dni, redukowanych w osiemnastym stuleciu. Na pewnych obszarach Francji kolki należało leczyć w dniu 1 czerwca w sanktuarium świętego Jovina, bóle głowy 5 maja u świętego Avertina etc.. W sanktuarium, jak powiada świadek: "Ci, którzy aby się wyleczyć ze świerzbu, każą odmawiać nad sobą ewangelię na dzień św. Fiakra, trzymają w ręce zgaszoną świecę, uważając, że gdyby świeca była zapalona, to świerzb by się bardziej rozpalił i rozgrzał"398. W Bretanii chłopi zamawiali mszę dla ochrony zdrowia, a na ołtarzu kładli jako vota zgięte szpilki, na koniec zaś rytuał wieńczyło trzykrotne wsadzenie głowy do szafy. W Polsce w Częstochowie zjawiały się kobiety z martwymi małymi dziećmi, z których - jak dowodzą kroniki klasztoru - kilkoro zostało wskrzeszonych. W Notre-Dame de Lumieres tylko w XVII wieku miało rzekomo miejsce 17 wskrzeszeń dzieci. Warto powiedzieć tylko jedno - liczba cudownych uzdrowień była bardzo duża jeszcze w XVIII wieku, przez kolejne półtora stulecia sukcesywnie się jednak zmniejszała. Wynikało to z coraz surowszych kryteriów stosowanych przez Kościół dla uznania cudu. Zbigniew Kuchowicz dowodzi, że wskrzeszanie martwych noworodków wynikało z przezwyciężania zamartwicy, której przyczyną jest upośledzenie czynności ośrodka oddechowego, ale ówcześnie uznawano to za cud. Generalnie dzieci stały się bardzo ważnym podmiotem medycyny religijnej. W trzech najważniejszych sanktuariach francuskich w XVII wieku 36% uzdrowień przypadało właśnie na nie399.

Pielgrzymki nabierały też charakteru pokutnego, mając być przejawem ekspiacji, złagodzić gniew Boga, tak jak choroba to skutek gniewu Bożego za popełniony grzech. Już sama długa i męcząca droga pielgrzyma stanowiła pokutę. Pielgrzymowano do sanktuarium świętego, gdzie znajdować się też mogło cudowne źródło lub grota, z której wypływał strumień. Do standardowych działań pielgrzyma należały natomiast posty, modlitwy, picie wody ze źródła i oczyszczające obmywanie się w niej.

Funkcje medyczne czarownic i czarowników

Z drugiej strony, choroby nie powstawały same, a wywoływane miały być przez czarownice i czarowników. Nasilenie oskarżeń o powodowanie chorób, zarazy, zachorowania bydła przypadały na okresy kryzysów ekonomicznych i społecznych, nieurodzaju, szarańczy, wojen, kiedy zagrożenie okazywało się największe. Rosła także społeczna frustracja, potrzebująca wroga i "kozła ofiarnego", na którym mogłaby się rozładować. Oskarżano wszelkie grupy brzegowe (Randgruppen) i "obcych", Żydów, biedaków, heretyków, stare i biedne kobiety ("czarownice"). Liczne były też w Europie procesy tzw. mazaczy, czyli przypadkowych osób, zatruwających rzekomo wodę pitną, rozpylających trucizny i roznoszących ropy z ran zadżumionych. Angielski lekarz, Thomas Flud, oskarżał Żydów, że np. wcierają w kołatki truciznę uzyskaną w ten sposób, że Anglika, koniecznie rudowłosego, przywiązują do krzyża, wpychają mu do ust kawałek drewna i przystawiają do niego żmije, aby gryzły go w plecy, a on wskutek tego toczy ślinę z ust i umiera. Ślinę chorobotwórczą gromadzili rzekomo Żydzi do produkcji maści. Niczemu niewinne osoby karano śmiercią przez łamanie kołem, ćwiartowanie, włóczenie końmi i spalenie żywcem400. Święty Tomasz z Akwinu wskazywał także, że diabeł ukazuje się dziewicom pod postacią młodzieńca, aby je uwieść. Rzeczywiście, poważny problem społeczny stanowiło opętanie czarownic przez diabła, ponieważ ofiarą takich wyobrażeń padły dziesiątki tysięcy kobiet. Przednowoczesna doktryna kościelna odpowiadała ówczesnemu negatywnemu stereotypowi kobiety, istoty słabej, którą łatwo nakłonić do grzechu oraz opętać jej zmysły i umysł - opowieść ta zaczynała się od raju i historii z Ewą, Adamem i jabłkiem. "Koniec końców wszystko zależy od pożądliwości cielesnej, która u kobiet jest nienasycona, stąd wdają się w konszachty z demonami, aby zaspokoić swoją chuć". Tertulian określał je jako "bramę piekieł" i "bramę diabła". Święty Augustyn stwierdził, że dusza ludzka pochodzi od Boga, a ciało jest dziełem szatana i stąd podatne jest na pożądliwość401. Kobieta miała być "niedokończonym" mężczyzną; niestała, kierująca się popędami, lubieżna, a więc łatwa do opętania przez szatana. Jak słusznie wskazuje Alfonso di Nola, opętanie to zjawisko historyczne, związane z kontekstem kulturowym danej epoki, "stąd opętanie chrześcijańskie nie mogło w centrum nie mieć diabła"402. Powstał w ten sposób punkt wyjścia do oskarżeń kobiet o czary, których istotny element stanowiło szkodzenie zdrowiu i życiu ludzi oraz zwierząt. Z drugiej strony pamiętać trzeba, że chrześcijaństwo wyniosło kobiety na święte, które posiadały moc leczenia równą mężczyznom403.

Jeszcze w 1836 roku Krystyna Ceynowa we wsi Ceynowa (obecnie Chałupy) na półwyspie Helskim, na skutek samosądu mieszkańców pod wodzą uzdrowiciela Stanisława Kamińskiego, najpierw przez kilka dni była maltretowana, a potem została utopiona podczas próby wody. Oskarżono ją o rzucenie uroku na Johanna Konkela, niechodzenie do kościoła i że na jej kominie siadały czarne wrony. Sprawę tę nagłośniono w całych Prusach i stała się przedmiotem drobiazgowego postępowania sądowego jako przykład trwałości wiary w czary wśród ludu, co skłoniło władze do analizy stanu katolickiego szkolnictwa pod tym kątem. Mordercy zostali osądzeni, a Kamińskiego skazano na 25 lat więzienia. Był to ostatni przypadek uśmiercenia kobiety pod zarzutem czarów w Prusach404.

Wszelkie klęski, w tym zdrowotne, przypisywano też gniewowi Boga, należało je więc znosić z pokorą. Głównym lekarstwem na dżumę miał być post i modlitwa, a w sytuacjach masowych zachorowań, wierni zapełniali kościoły i przystępowali tłumnie do spowiedzi. W opanowanych przez zarazę miastach odbywały się tłumne procesje w celu jej odpędzenia. W tym czasie śpiewano np. bez przerwy litanie do Maryi i bito w dzwony405. Czary mogły być powodowane różnymi metodami, opisywany jest nawet przykład, gdy czarownica dla uzyskania większej siły rażenia rozbierała się do naga i stawała na głowie, siadała w wodzie etc. Jan Melma chciał uwieść niejaką Mariannę, lecz gdy się dowiedział, że ta ma menstruację, prosił ją o krew menstruacyjną w celu nacierania nią leczniczo bydła, bo i taki przesąd istniał406. Warto pamiętać, że oskarżenia te dotyczyły także uroków rzucanych na domowe bydło i generalnie zwierzęta gospodarskie, np. aby krowa przestawała dawać mleko. Chłop małopolski wraz z matką chciał sprowadzić śmierć na wójta: "Niedzielę z matką poszczą i suszą, na nabożeństwo do kościoła w Brzeziu będącego jako farnego nie idą, tylko do Bożey Męki na polu świątnickim na krzyżowych drogach stoiącey chodzą onę w koło do kilku razy obchodzą". Gdzie indziej gospodarzowi z powodu czarów nogi odjęło, kobieta straciła wzrok, z kolei Agata Mardakówna obsypała krostami Wawrzyńca Galusa. Maciej Bierlitz wyraził przekonany, że z powodu sąsiadki: "Dzieci mi puchną i chorują i ja się spodziewam tegoż, jako i żony swojej utrapienia, bo mię wewnątrz coś piecze"407. Podobnie w 1608 roku Mikołaj Turkowiecki czuł się "poczarowany: przez znachorkę Lewkową, ponieważ wcześniej ojciec i mąż, teraz niespodziewanie zakochał się w swoim parobku"408. W grę wchodziło też trucie męża przy pomocy środków magicznych, jak gdy jedna pani skrobała do posiłku mężowi głowę nieboszczyka "żeby usechł, a roku nie doczekał". Jeżeli posiadało się rękę trupa przyniesioną z cmentarza, dawało to szansę na pozbycie się bólu zębów i właściwie wszelkiego bólu409. Czarownice atakowały ludzi i zwierzęta chorobami, ale niszczyły też rzeczy oraz żywność. I tak, czarownica miała popsuć nabiał pani Rusieckiej i zażądała od podejrzanej Kantorczyny zaprzestania tych praktyk pod groźbą kary za psucie sera. Jakość nabiału natychmiast się poprawiła, co potwierdziło podejrzenia Rusieckiej, że Kantorczyna jest czarownicą, więc oddano ją katu i utopiono, a po niej 14 kolejnych kobiet z tej samej wsi410. Panował bardzo powszechny lęk przed spowodowaniem impotencji przez czary, co z kolei odczarowywano magicznymi sposobami pomieszanymi z modlitwą. Jeden ze sposobów na odczarowanie impotencji to nasikanie do dziurki od klucza w drzwiach kościoła, w którym brało się ślub. Inny polegał na tym, że nowożeńcy mieli się rozebrać do naga i małżonek miał pocałować wielki palec u nogi swojej żony i odwrotnie411. Czarownice działały zwykle z podpowiedzi szatana, który wodził je na pokuszenie, często proponując przy tym seks412.

Z drugiej strony, kobiety parające się czarami wykorzystującymi elementy katolicyzmu, w pierwszym rzędzie służyły do pomocy współmieszkańcom wiejskiej społeczności w zachowaniu zdrowia, kobietom w połogu, gdy bolały zęby czy chorym zwierzętom. Czarownice posługiwały się ziołami, uzupełniając je zaklęciami mieszającymi magię z chrześcijaństwem. Czarownica Orthie z Prus Wschodnich leczyła konia w ten sposób, że zawiązała stary worek wokół jego ciała, a następnie wzięła kromkę chleba i uderzała nią konia z każdej strony trzy razy, wypowiadając niezbyt wyrafinowane zaklęcie: "Bądź znowu zdrowy w imię Boże i jego świętej matki". Kiedy indziej Orthie leczyła konia, który parskał, a robiła to w ten sposób, że kij z leszczyny przywiązała koniowi w zgięciach kolan, a następnie nasypała mu do nozdrzy soli, aż koniowi przeszło parskanie. Jak tłumaczyła, kij z leszczyny pomaga dlatego, że leszczyna kwitnie rzekomo w noc Bożego Narodzenia413.

Czarownicami i czarownikami leczącymi albo trującymi mogły być też dzieci. W 1677 roku dziecko ścięto mieczem, a ciało spalono na stosie w Prusach Wschodnich za złamanie czarami nogi chłopca Georga przez kolegę. W wypadku 12-letniego Barthela sąd orzekł, że jest za młody na karę śmierci i zalecono mu jedynie roczną kurację w szpitalu. Karen Lambrecht stwierdziła występowanie oskarżeń dzieci na obszarze całej Rzeszy od lat 80. XVI wieku do początku XVIII wieku. Dzieci pełniły też często funkcje oskarżycieli, powtarzając obiegowe plotki o czarach oskarżonych. Nowoczesność przyniosła w tym zakresie nową wrażliwość414.

Trzeba dodać, że cały szereg działań czarownic miał skuteczny charakter, co wzmacniało w nie wiarę. Kobiety te stosowały np. z sukcesem szereg ziół, jak bieluń dziędzierzawa, zawierająca alkaloidy wpływające na potencję i wywołujące fantazje erotyczne, szczwół plamisty wcierany w skórę wywoływał poczucie latania, pokrzyk wilcza jagoda aplikowany pod powieki powodował poszerzanie źrenic i był stosowany przez kobiety (belledonna) dla urody, lulek czarny zażywano na uspokojenie i sen, lulecznica powodowała seksualne podniecenie i inne. W rezultacie stosowano już z mniejszym skutkiem dziesiątki innych roślin, w tym rozchodnik, którym okadzano krowy przeciw czarom. W celach leczniczych gromadzono też części ludzkiego ciała, które służyć miały jako talizmany i amulety. I tak Paul Nagel zeznawał w 1607 roku, że jego żona trzymała w piwnicy ludzką głowę, żeby się im piwo lepiej sprzedawało415.

Relikwie

Chorych pozostawiano na noc dla leczniczego snu w kościołach, kaplicach i przy nagrobkach świętych. Z relikwiami świętego należało uzyskać fizyczny kontakt przez dotknięcie, co prowadziło do uzdrowienia. Wynikało to z zasymilowania pogańskiego przesądu o lokalizacji duszy ludzkiej w grobie416. Przy tym od 1215 roku IV Sobór Laterański nakazał trzymanie relikwii w relikwiarzach często złotych i srebrnych, wysadzanych szlachetnymi kamieniami. Relikwiami były części ciała świętych, ale też tzw. brandea, czyli kawałki płótna kładzione na groby męczenników, które w ten sposób uzyskiwały następnie moc i służyły do leczenia. Jako obiekt kultu służyły też przedmioty, z którymi święty obcował, pył po którym stąpał, fragmenty szaty oraz robaki, które go oblazły. Ceniono nawet właściwości ochronne brudu z nóg świętego Franciszka czy też jego plwociny. Rektor kolegium jezuitów z Brukseli w 1653 roku, kiedy zaatakowała go gorączka, włożył parę ziaren piasku z grobowca świętego do swego brewiarza, zawiesił kilka jego relikwii na szyi oraz złożył ślubowanie, że co dnia będzie odmawiał do niego modlitwy i sprowadzi z Antwerpii wizerunki świętego, aby rozdawać ludności. Zdarzało się, że chorzy wydrążyli otwór w sarkofagu świętego, aby wsadzić tam chorą głowę czy kończynę, bo powodowało to większą moc uzdrowicielską ciała świętego. Jeżeli w pobliżu występowała jakaś woda, w postaci rzeki lub źródła, to wierzono, że i jej udziela się moc relikwii.

Ciało świętego rozczłonkowywano, aby uzyskać jak najwięcej relikwii. Często żywy jeszcze kandydat na świętego, znany ze swego pobożnego życia, już przed śmiercią był in spe dzielony na kawałki417. Romuald z Camaldoli (XI wiek) żył w opinii świętego. Aby bezcenne relikwie pozostały na miejscu i przyciągały liczne intratne pielgrzymki, jego sąsiedzi chcieli go pozbawić życia i uratowała go jedynie przedsięwzięta w porę ucieczka. Święty Marcin, biskup Tours, kroczył drogą świętości. Kiedy umierał, mieszkańcy Tours i Poitiers zebrali się, by być przy jego błogosławionym zgonie. Między ludnością Tours i Poitiers wybuchł spór, do kogo powinno należeć ciało świętego. Sprzeczano się tak przez cały dzień aż do nocy, kiedy zamknięto kościół, w którym znajdowało się ciało świętego, a mieszkańcy obydwóch miast wystawili przed nim straże. Gdy w nocy oddział straży z Poitiers zmorzył sen, mieszkańcy Tours wynieśli przez okno doczesne szczątki świętego i umieściwszy na statku odpłynęli do Tours418. Podobny spór rozgorzał po zgonie świętego Lupicyna, między mieszkańcami wioski, w której spoczął, a matroną z innej okolicy, również roszczącej sobie pretensje do jego ciała, ponieważ wielokrotnie obdarzała świętego zbożem, które spożywał. Tubylcy pochowali świętego, ale kiedy tylko się oddalili, matrona poleciła je wykopać i wynieść na noszach do swojej posiadłości. Parafianie uważali "swojego" świętego zawsze za potężniejszego od obcych świętych i przechwalali się jego siłą uzdrawiania, toteż silnie odznaczała się lokalność świętych419.

Służący Franciszka Salezego już za życia gromadził jego ubrania, przewidując, że staną się relikwiami. Przechowywał obcięte włosy i puszczaną krew. Podczas pochówku świętej Teresy z Avila, ojciec Gracjan odciął sobie, jako pamiątkową relikwię, jej palec: który noszę przy sobie. Obcięto też świętej dłoń. Potem jednak wykopano nieboszczkę ponownie i odcięto ramię, aby zostawić mniszkom z jej zakonu w postaci relikwii, a resztę zabrać. Podobna sytuacja miała miejsce z umierającą w opinii świętości Elżbietą z Turyngii (zm. 1231). Na będące relikwią ciało rzucili się wierni, wyrywając jej palec, paznokcie i sutki oraz pozbawiając całkowicie odzieży. Szczególnie popularną relikwię stanowiła głowa. Tak też w wypadku Elżbiety, oddzielono głowę od tułowia, zdarto z niej skórę i włosy, uzyskując postać czaszki. Marię z Oignis (zm. 1213) usiłowano natomiast pozbawić zębów. Wobec świętych stosowano też, np. przy świętym Tomaszu z Akwinu, metodę marynowania i gotowania, aby oddzielić trwałe kości od psującego się ciała. Z kolei święty Jan Bono (zm. 1249), chcąc, aby jego ciało stało się przydatne jako relikwia dla współziomków, czując zbliżającą się śmierć, powrócił do rodzinnej Mantui420.

Karol VI, chcąc dać prezenty gościom podczas uczty, rozdzielił części ciała swojego przodka, świętego Ludwika - trzem wujom dostały się trzy żebra, a prałaci otrzymali jedną nogę do podziału, co też się stało421. Status relikwii uzyskiwały także przedmioty związane ze świętym, a następnie woda, w której relikwie były zanurzane. Wodę tę należało wypić, umyć się w niej albo się nią spryskiwać422.

Wiernych pozbawiono najważniejszych relikwii, posługując się argumentem wniebowstąpienia. Ciała Jezusa i Matki Boskiej zostały przecież zabrane do nieba, a w każdym razie tak wierzono, co równie istotne. Zachowały się jednak niektóre z uznawanych za najważniejsze relikwie związane z Męką Chrystusa nazywane eulogiami - najpierw krew Chrystusa, a potem drewno z krzyża, również korona cierniowa, którą Ludwik Święty zakupił za 20 tysięcy funtów czystego srebra (historycy mówią o 560 koronach cierniowych, a więc falsyfikatach, istniejących w tym czasie). Kościół rozróżniał poza tym posiadające największą siłę oddziaływania relikwie kapitalne (reliquiae insignes), czyli całe ciała w komplecie albo ich części główne, takie jak noga, głowa, ręka oraz relikwie mniej ważne (reliquiae non insignes) i wreszcie relikwie pomniejsze (exiguae), do których należał właśnie napletek i pępek Jezusa. Wspomina się też łzy Jezusa, jego włosy i zęby423.

Wielkim problemem średniowiecza były choroby zębów. Z powodu złej i ubogiej diety, a potem braku higieny jamy ustnej, na ogromną skalę występowała próchnica. Księżna Burgundzka: "Zęby miała rzadkie, zepsute, z czego sama żartowała"424. Chorobom zębów, według jednego z wykazów, zaradzić miało 20 patronów stomatologii, w tym święta Apolonia, której ciało podzielono na relikwie następująco: w Rzymie, w Kościele Matki Boskiej Większej, znajdowała się jej głowa, w kościele Świętego Wawrzyńca - ramię, a w kościele Świętego Błażeja część żuchwy. Jej zęby rozproszono, podobnie jak szkielet, po różnych świątyniach i częściach kraju. Liczba czczonych zębów Apolonii wielokrotnie przekracza stan właściwy człowiekowi. Jeszcze za Piusa VI w XVIII wieku okazało się, że z powodu licznych fałszerstw zebrano pół worka zębów świętej Apolonii, które papież nakazał wyrzucić do Tybru. Warto zauważyć, że ogólnie dotykanie żuchwy nie uważano za mniej skuteczne niż dotykanie głowy. Jeżeli chodzi o leczenie przez świętą Apolonię, to w okolicy Bilbao znajduje się poświęcona jej mała pustelnia ze świętym źródłem. Pątnicy nabierali z tego źródła wody w usta i nie wypluwając płynu, udawali się do kościoła w celu modlitwy, ciągle z wodą, której nie wolno było połknąć. W pewnych okolicach istniał np. zwyczaj poszczenia 9 lutego, w intencji uchronienia się od bólu zębów przez najbliższy rok. Oto jedna z modlitw, mających chronić pacjentów przed tą dolegliwością: "Święta Apolonio, któraś dla miłości Boga Zbawiciela i dla stałości w Jego św. wierze okrutne katowskie dręczenia i wybicia zębów straszne boleści mężnie wycierpiała, uproś nam u Boga, abyśmy od nieznośnego bólu zębów uwolnieni, cnoty Twe naśladując, wraz z Tobą miłosierdzie Boskie wychwalali na wieki"425. Można podśmiechiwać się z religijnych zabobonów, lecz spójrzmy na działania w tym czasie profesjonalnych lekarzy. W XVII wieku obowiązywała teoria, że zęby są źródłem infekcji. Stąd lekarze Ludwika XIV doradzili królowi, aby pozwolił sobie wyrwać zdrowe uzębienie. W trakcie tej operacji przeprowadzanej bez znieczulenia, złamano mu dolną szczękę, która się wprawdzie zrosła, a następnie wyrwano fragment górnego podniebienia, tak że wino, które Najjaśniejszy Pan pił, natychmiast wypływało mu nosem wraz z kawałkami posiłku. Lekarz notował swoje prace: "W celu zdezynfekowania dziury w podniebieniu Jego Królewskiej Mości wypaliłem ją czternaście razy rozżarzonym prętem żelaznym". Nie mając zębów, król połykał słabo pogryzione fragmenty jedzenia, co prowadziło do zaburzeń trawienia, wzdęć i wymiotów. Dostawał więc specjalne środki na przeczyszczenie, przez co kilkanaście razy dziennie musiał udawać się do toalety, gdzie monarcha winien przemieścić się dostojnym, królewskim krokiem, a nie biegiem, co przy wersalskich odległościach oznaczało, że nie zawsze zdążył. Jego zapachy z góry, połączone z zapachami z dołu powodowały, że Król Słońce potwornie cuchnął. Jego kochanka, pani de Maintenon, stała się wówczas ogromnie pobożna, to samo doradzała Ludwikowi i stroniła od łoża.

Tak więc medycyna konwencjonalna była o wiele bardziej niebezpieczna niż religijna. Wracając do relikwii, w Pradze znajdowały się relikwie koronacyjne - kopia, którą przebito bok Zbawiciela, kawałek drewna i gwóźdź z jego krzyża. Podobnie w kaplicy mariackiej na zamku w Malborku przechowywano fragment rzekomego krzyża świętego. Dla poprawienia wyników porodu, królowe francuskie kładły sobie przed porodem na brzuch pas świętej Małgorzaty. Jednak i ludzie chcieli mieć prywatne, własne relikwie - poczynając od władców, a kończąc na mieszczanach. Na szyi noszono szkaplerze albo woreczki z relikwiami, chroniącymi przed nieszczęściem. Byli też kolekcjonerzy relikwii, którzy mieli ich znaczące zbiory. Niektórzy nosili relikwie przy sobie, traktując je jak amulety. Pragnienie posiadania relikwii tylko do własnego leczniczego użytku było ogromne i prowadziło do częstych kradzieży. Centrum "leczniczym" stał się Rzym, ponieważ tam zgromadzono największą liczbę relikwii426.

Istniało mnóstwo fałszywych relikwii, którymi handlowano dla zysku, jak zęby kretów, kości myszy i sadło niedźwiedzi. Twierdzono, że Kościół jest w posiadaniu kropel krwi Chrystusa przelanych przy ukrzyżowaniu, a nawet jego napletka, którego został jako Żyd pozbawiony przy obrzezaniu. Mało tego, odnalazła się również i była traktowana jako relikwia, pępowina Jezusa, którą Maria miała przechowywać, znajdująca się w dyspozycji papieża Leona III na Lateranie. Istniała też relikwia butów Maryi, okruchy posiłku, którym Pan karmił ludność, także jakoby w postaci pozostałości po osiołku, którym Jezus wjeżdżał do Jerozolimy w niedzielę palmową, a ekskrementy tego zwierzęcia stały się relikwią trzymaną w klasztorze pod Kolonią. Wymienić też można grzebień świętej Anny i palec świętego Jana - ale uwaga - ten, którym święty Jan wskazywał Chrystusa. Wszystkie te przedmioty nie sprawiają zbyt wiarygodnego wrażenia i sukcesywnie je weryfikowano oraz odrzucano jako relikwie.

Kościoły rywalizowały ze sobą w zakresie posiadanych relikwii i dzięki nim stawały się miejscem pielgrzymek i mniej lub bardziej tłumnych odwiedzin. Tak więc podróżnicy, opisując największe atrakcje okolicy, wyliczali również relikwie posiadane przez kościoły i podawali ich statystyki: "Maleńki kościół, murowany, posiadający jeden dzwon. Spoczywa w nim ciało błogosławionego Franciszka z Pawii i czcigodnego Michała z Collelongo. Ma ponad tysiąc znaczących relikwii, między innymi wyróżniające się części wszystkich apostołów. Szczęka św. Wawrzyńca z pięcioma zębami. Flaszeczka kryształowa z krwią ze stygmatów św. Ojca naszego Franciszka, która zwykle jest zaschnięta, w czasie święta stygmatów mówi się, że kipi i wypełnia całą flaszeczkę"427. Kościół zamkowy w Wittenberdze posiadał 5 005 relikwii cząstkowych, będących po prostu kolekcjonerskim zbiorem elektora saskiego Fryderyka Mądrego, w tym członek świętego Łazarza, kawałek pieluszki dzieciątka Jezus, słomę, na której leżał w żłobku Zbawiciel, spodnie świętego Józefa, kalesony świętego Franciszka, włosy Matki Boskiej, kilka kropel jej mleka. Hiszpanie na Escorialu mieli 7 tysięcy relikwii. Jak powiada Jean Delumeau, głód relikwii wśród wiernych był tak ogromny, a naiwność tak wielka, że dochodziło do masowych fałszerstw. Jacques Le Goff pisał o "nieokiełznanym mnożeniu relikwii, bedących źródłem żarliwości i bogactwa". Kult relikwii rozpowszechnił się przede wszystkim wśród ludzi prostych, elity kościelne zaś irytował jako bałwochwalstwo428.

Z kolei ze strony reformacji wyszedł zdecydowany atak na relikwie, które uznano za zabobon. Marcin Luter naigrywał się "z bezbrzeżnej głupoty amatorów dewocjonaliów", którzy czczą kości psów i kotów jako pozostałości po swoich ulubieńcach albo majtki po świętym Józefie i kalesony świętego Franciszka. Wskazywał, że ubodzy ludzie, narażając rodziny na nędzę, wydają na pielgrzymki majątek. Podobnie Jan Kalwin z ironią pisał o istniejących czterech podstawowych grotach włóczni, które przebiły bok Chrystusa, nie wspominając o grotach podrzędnych. W tym samym duchu Henryk Estienne krytykował Kościół za wyłudzenie od wiernych pieniędzy za eksponowanie w różnych świątyniach sześciu głów, dwóch tuzinów uszu, tyluż dłoni, ramion oraz nóg jednego i tego samego świętego. Jak pisał: "W Genewie to, co przez długi czas otaczano czcią, okazało się częścią jelenia"429.

Gilbert z Nogent już w latach 1116-1119 napisał traktat o prawdziwych i fałszywych relikwiach. Święty Bernard ze Sieny (zm. 1444) o hektolitrach relikwii mleka Matki Boskiej mówił: "Są ludzie, którzy pokazują jako relikwię mleko Maryi Dziewicy, a jest go więcej na całym świecie, niż byłoby od stu krów"430. Rabelais uważał pielgrzymki za stratę czasu i próżniactwo: "Troszczcie się o rodzinę, pracujcie każdy wedle swego rzemiosła, wychowujcie dzieci i żyjcie tak jak was uczy dobry apostoł św. Paweł"431. Z perspektywy nowoczesnego katolicyzmu wynaturzenia kultu relikwii atakował Erazm z Rotterdamu, któremu chodziło nie o istotę rzeczy, lecz o nadużywanie relikwii. Ówże podważał w ogóle sens pielgrzymek, co stanowiło w okresie renesansu znacznie szersze zjawisko. Pielgrzymowanie do miejsc, gdzie znajdowały się najróżniejsze relikwie, stanowiło nagminną praktykę, świadcząc o masowych fałszerstwach. W samym tylko kościele świętego Piotra i Pawła w Krakowie w 1626 roku znajdowały się ciała męczenników Piotra, Aleksandra i Wiktora oraz Anastazji, następnie głowa świętej Albiny i jednej ze słynnych 11 tysięcy dziewic. Do tego doliczyć należy fragmenty świętej Pamfilii, Wiktoryna, Jacka, Teodula, Bona, Fortunata, Serony, Cyriaka, głowy świętego Dezyderiusza, Gaudencjusza, Kwiryna, Marcelego, Seweryna, Nazariusza i Stanisława Kostki, tego także żebro. Był też welon świętej Magdaleny de Pazi i obrazki malowane przez nią w ekstazie. Do tego jeszcze 3 głowy, 13 rąk i tyleż goleni płci obojga. Wizytacja biskupa Rodez w jednej tylko diecezji wykazała 624 relikwie w 288 miejscach kultu. 30% z nich pochodziło od postaci z Nowego Testamentu, jak Matka Boska, święty Piotr czy święty Jan Chrzciciel. W odpowiedzi, Kościół katolicki deklarował zaostrzenie procedur oceny wartości relikwii432.

Stopniowo stosowanie lecznicze relikwii ulegało ograniczeniu. Najpierw atakowała je reformacja, podważając ich wiarygodność, następnie sam Kościół starał się zawęzić ich upowszechnianie, aby nie wykorzystywano ich do niegodnych celów handlowych i do obnoszenia po mieszkaniach chorych. Jan Kalwin pisał, że "nie można wielbić pierścienia Matki Boskiej lub jej grzebienia czy paska nie narażając się na niebezpieczeństwo uwielbienia pierścieni jakiejś rozpustnicy"433.

Sobory w Trydencie, Mediolanie i Aix potępiały nadużywanie relikwii i ich handlowe wykorzystanie. Ciągle jednak cieszyły się jeszcze powszechnym zaufaniem. W 1657 roku we Francji pewien biskup zgodził się, aby obcięto głowy dwóm wiejskich znachorom posiadającym cudowną moc i następnie umieszczono je w kaplicy434. Trzeba zaznaczyć, że przy ogólnie sceptycznym stosunku do religijnej medycyny w Prusach, władze Kościoła katolickiego całkowicie jej nie odrzucały. W skali europejskiej zaakceptowały więc niektóre uzdrowienia, uznając je za cuda, jak te do których doszło w Lourds w 1858 roku. Komisja kościelna w 1862 roku uznała tam siedem uzdrowień na 42 przedstawione przypadki, ale do 1907 roku kolejnych oficjalnych uzdrowień nie odnotowano. Nieoficjalnie publikowano Roczniki Matki Boskiej w Lourds, w których do 1876 roku zamieszczono informacje o 206 uzdrowieniach. Z czasem zorganizowano w Lourds biuro orzeczeń lekarskich, które wydawało cudownie uzdrowionym zaświadczenia lekarskie, aby uniknąć oskarżeń o symulacje, egzaltacje i złudzenia.

Amulety i święte przedmioty

Jako amulet traktowano oczywiście noszone na piersi szkaplerze, ale to nie jedyny rodzaj amuletów. Przeciw demonom grożącym opętaniem stosowano także medaliki, np. świętego Benedykta, uznawane przez Kościół za remedium antyszatańskie; także gromnice i kamienie. Moc odpędzania diabłów miały dzwoneczki loretańskie przywożone z miejscowości kultu maryjnego Loreto. Dużą siłę uzdrawiającą posiadał też różaniec, którego szatan bardzo się obawiał. Kolejnym środkiem antydiabelskim były kołatki, używane po kościołach od Wielkiego Czwartku do rezurekcji. Przed morem i czartem chroniła karawaka, czyli specjalny krzyż, wieszany po dworach, plebaniach i stawiany przy drogach. Kreślone do dzisiaj na drzwiach domu litery K (Kacper), M (Melchior), B (Baltazar) również odstraszały diabła. Wspomnieć też trzeba wodę święconą. Moc antydemoniczną miały następnie święte obrazki, szczególnie świętego Ignacego Loyoli w birecie. Działanie lecznicze przeciwko opętaniu przypisywano czysto magicznym amuletom, nazywanym "prezerwatywami diabelskimi"435. Defoe wspomina o magicznych amuletach z papierkami z wypisanym słowem "abrakadabra"436. Cudowną siłę miały obrazy i posągi, o których w XVIII wieku pisał Adam Moszyński, że księża: "Ogłaszali cuda i zjawienia, np. jakoby jednej figurze Pana Jezusa w Kcyni w Wielkopolsce włosy rosły i że je co roku ustrzygać muszą, u dominikanów w Poznaniu, że zęby rosną, a w innych miejscach, że płacze"437. Pełno (170) jest w Polsce kamieni, na których - jak uznawano - odciśnięte są Boże stópki i stópki Matki Boskiej, pełniące rolę miejsc świętych i leczniczych. Także miejsca święte w okolicach wsi, gdzie - zdaniem wielu - Jezus przechodził przez rzekę czy odpoczywała święta rodzina438.

Kult obrazów, podobnie jak kult świętych, mógł przybierać niespodziewany obrót. W zapisie z Bretanii z 1610 roku czytamy: "Były również takie kobiety, które groziły obrazom świętym, że potraktują je jak najgorzej, jeżeli nie nastąpi szybki i szczęśliwy powrót ich bliskich; i rzeczywiście, jeżeli ich prośby nie zostały wysłuchane, natychmiast wykonywały swoje groźby, biczując święte obrazy lub wkładając je do wody"439.

Vota i ślubowania

Kolejnym elementem medycyny religijnej były vota, dzielące się na proszalne i dziękczynne. Pierwsze stanowiły prośbę o uleczenie, drugie podziękowanie za nie440. Świętym pozostawiano świece, srebra, bryły wosku. Miały one przypominać świętemu o obowiązku pomocy albo być darem za uzdrowienie. Zdarzało się, że przynoszono ulepione z wosku, uzdrowione części ciała, nogi, ręce, oczy, czasami całą figurę człowieka, także naturalnej wielkości. Na przyklad na grobie świętego Tomasza Cantelupe znajdowało się 3 tysiące obiektów votywnych, z czego 170 srebrnych statków (przedmiotów)441, 41 statków z wosku, 129 wyobrażeń ludzkiego ciała lub ich fragmentów w srebrze, 436 ludzkich statuetek z wosku, 1 200 części ciała z wosku, mnóstwo woskowych oczu, uszu, zębów, piersi, 77 wizerunków koni, ptaków i innych zwierząt itd. Odjęcie nieznośnego bólu zębów Anny z Poznania w 1531 roku nastąpiło na skutek złożenia vota w miejscowym kościele Bożego Ciała. Była to figura z wosku wielkości jej ciała. Obok tego, vota stanowiły srebra wyobrażające chore części ciała, w kształcie szczęki, żuchwy czy zębów w wypadku problemów stomatologicznych. W podzięce za uzdrowienie miały też miejsce ślubowania będące zwykle rocznymi zobowiązaniami: np. dzień wolny od pracy w dniu święta danego świętego, postawienie jego figury w sanktuarium, procesja do sanktuarium, posty. Biedni dawali oczywiście proste i skromne vota, jak jajka, ziarno, kilka drobnych monet. Z kolei bardzo bogaci mogli kościołowi ofiarować całe posiadłości i chłopów poddanych. Wedle licznych przypowieści niewykonanie ślubowania groziło śmiercią albo znacznym uszczerbkiem na zdrowiu442. Stanisław Staszic jako dziecko bardzo chorował i jego matka ślubowała Bogu, że wychowany zostanie w poświęconej księżej sukience. Było to dosyć powszechne. Dzieci nosiły także mnisie habity, jak w wypadku Juliana Ursyna Niemcewicza. Zwyczaj nakazywał, by dla pobożności szlachta od niedzieli do piątku nosiła suknie kolorowe, w piątek czarne na pamiątkę męki Pańskiej, a w niedzielę popielate443.

Religijny charakter chorób umysłowych

Pielgrzymkami leczono wszelkie schorzenia, także choroby psychiczne, które to ułomności miały aż 107 patronów. Obłęd zawsze uważano za przejaw opętania przez diabła, którego należało egzorcyzmować. Psychiatria, jako nauka świecka, długo nie istniała. W rezultacie każdego nielubianego, obcego, innego, którego zachowanie wydawało się dziwne, łatwo było oskarżyć o czary i obecność diabła. Tak działo się szczególnie często w okresie kryzysów ekonomicznych, nieurodzajów, pożarów, powodzi, śmierci dziecka czy padnięcia krowy. Chętnie wówczas szukano winnego. Wypędzaniem diabła zajmowali się egzorcyści444. Mercier opisuje "cudowne uzdrowienie pewnej damy z wariacji; dama ta na świadectwo cudu przez 30 lat chadzała w procesji Bożego Ciała. Cóż można na to powiedzieć. Toteż nikt nic nie mówił"445. Współczesny Polak w XVIII wieku twierdził: "Na każdym odpuście w kościele widzieć można było opętanych krzyczących głosem przeraźliwym i po kilka słów mówiących różnymi językami, napastujących kobiety, które mdlały, lub dostawały słabości; to znowu księży egzorcystów, zaklinających czartów opętanych do milczenia, a kiedy na nich kładli relikwie, lub wodą święconą kropili niesłychany krzyk i jęk i ryk wydawali w ciele kontorsje446 i łamańce robili"447. Egzorcyzmy stosuje się wprawdzie do dzisiaj, obecnie mają jednak incydentalny charakter, podczas gdy w przeszłości każdy chory umysłowo czy na padaczkę stawał się podejrzany o opętanie przez szatana. Sami chorzy widzieli w swym obłędzie skutek własnego grzechu i przejaw działalności szatana. Benedykt Chmielowski jeszcze w połowie XVIII wieku dawał wyraz przekonaniu, jak przebiega opętanie: "Czart, gdy w człeka wstępuje, ma do niego ingres448 którędykolwiek, najczęściej jednak przez usta et per secessum449 i temiż wychodzi miejscami"450.

Chorych umysłowo w średniowieczu traktowano też jednak często jako nawiedzonych posiadających szczególne dary, np. przepowiadania przyszłości i tak interpretowano ich nieskładne wypowiedzi. W taki sposób prezentuje się historia pewnego mieszkańca okolic Bourges, który poszedł do lasu narąbać drew i tam został zaatakowany przez rój pszczół, wskutek czego oszalał, co uznano za przejaw działalności diabelskiej. Człowiek ów odziany w skórę wędrował drogami i podawał się za Chrystusa, a towarzyszącą mu kobietę przedstawiał jako Marię. Przepowiadał przyszłość i leczył dotknięciem ręki. Przynoszono mu złoto, srebro, odzież, a on rozdawał to wszystko ubogim. Gromadziły się wokół niego tłumy ludzi, aż w końcu było ich wędrujących trzy tysiące. Ów pseudo-Chrystus posuwał się do grabieży, aby zdobyć majątek do rozdawania biednym, aż w końcu wszedł w konflikt z burmistrzem miasta Vellava, który skutecznie nasłał nań zabójców. Tacy pseudo-święci cieszyli się często szczególnie dużą popularnością wśród kobiet, łatwiej ulegających emocjom, oddających im cześć, jak pisze współczesny, zaczarowanych "w przystępie szału"451.

Choroby psychiczne przybierały niejednokrotnie postać rozmowy ze świętymi i duchami oraz proroczych snów, nawiedzonym ukazywała się Matka Boska, a nawet Jezus Chrystus. Święty Tomasz z Akwinu wskazywał także, że diabeł ukazuje się dziewicom pod postacią młodzieńca, aby je uwieść. Poważny problem społeczny stanowiło opętanie przez diabła czarownic, ponieważ ofiarą takich wyobrażeń padły dziesiątki tysięcy kobiet452. Jedynym lekarstwem na opętanie przez diabła były egzorcyzmy. Oto przykład takiego działania w wykonaniu Mikołaja z Koźmina na opętanej szlachciance. Najpierw wzywał on szatana: "W imię Pana naszego Jezusa Chrystusa i w imię posłuszeństwa, pod którym mi opat rozkazał cię wyrzucić, wyjdź!453. To jednak nic nie dawało, wobec czego pan Mikołaj chwycił niewiastę za głowę, przemocą rozwarł jej usta i palce swoje uświęcone dotykaniem sakramentu w nie włożył i z wściekłością powtarzał coraz silniejsze zaklęcia, diabeł z płaczem niewiastę opuścił"454. Głos diabła pojawiał się nie tylko u czarownic, ale i przy różnych okazach. W przypadku George Trosse w 1631 roku, szatan nakazał mu ściąć włosy, modlić się nago i wczołgać do dziury, a następnie tam przebywać. Wspólne usilne modlitwy z żoną złagodziły nieco jego dolegliwości, ale na krótko455.

Współczesny egzorcysta Gabriele Amorth (ur. 1925), tak opisuje zachowanie złego ducha podczas egzorcyzmów: "Zły duch w bardzo różny sposób reaguje na modlitwy i polecenia. Bardzo często stara się być obojętny, ale w rzeczywistości bardzo cierpi, zwłaszcza kiedy zbliża się chwila uwolnienia danej osoby. Niektórzy opętani są nieruchomi, milczą i ruszają tylko oczami, gdy się je pobudzi. Inni natomiast miotają się i trzeba ich przytrzymywać, by nie wyrządzili sobie krzywdy na skutek jakiegoś uderzenia; jeszcze inni użalają się, zwłaszcza gdy się dotyka stułą ich obolałych części, jak zaleca Rytuał, albo gdy się czyni nad nimi znak krzyża świętego lub kropi święconą wodą. Mało jest osób owładniętych szałem, a jeżeli takie osoby przychodzą, muszą być mocno trzymane przez osoby, które pomagają egzorcyście lub przez swoich domowników (...). Niekiedy duchy mówią dobrowolnie. Ma to miejsce zwłaszcza w wypadku silnie opętanych osób. Czynią tak, aby zniechęcić lub przerazić egzorcystę. Wiele razy słyszałem słowa: 'Ty nie możesz mi nic zrobić', 'To jest moje mieszkanie, czuję się w nim dobrze i tu pozostanę', 'Tracisz tylko swój czas' albo groźby 'Pożrę ci serce', 'Tej nocy nie zmrużysz oka ze strachu', 'Wśliznę się do Twojego łóżka jak wąż'"456.

Obłęd przejawiał się też jednak w przekonaniu kontaktu ze Stwórcą. Urodzona w 1373 roku Margery Kempe popadła w chorobę po urodzeniu pierwszego dziecka, kiedy to Bóg pohamował działalność diabła w jej duszy, pozbawił ją dumy i przywrócił pokorę. Dodatkowy cios od losu w postaci upadku prowadzonego przez nią browaru spowodował, że izolowała się całkowicie od realnego świata z przekonaniem, że w niebie jest wesoło. Margery pościła, pokutowała, nosiła włosiennicę, odrzuciła wszelkie kobiece dekoracje oraz oddała swoje ciało Bogu, rezygnując z pożycia małżeńskiego, co spowodowało odejście od niej męża. Zaczęły się teraz wizje i objawienia, czemu towarzyszyły częste wybuchy płaczu. Na samo wspomnienie męki Chrystusa mdlała z zachwytu i popadała w ekstazę. Przemawiający do niej Bóg nazywał ją swoją matką, siostrą i córką jednocześnie. Zaczęła też prorokować, w czym umocniła się, kiedy zapowiadana przez nią burza rzeczywiście miała miejsce. W przekonaniach utwierdziła ją dodatkowo mistyczka Juliana Norwich. Jej kontakty z Chrystusem nabrały też seksualnego charakteru, jako że Syn Boży miał ją poślubić, obiecując pożycie małżeńskie. Miewała również objawienia o charakterze erotycznym, które cedowała na działalność szatana457.

W średniowieczu nierzadko chorzy umysłowo byli wypędzani z miast albo wywożeni statkami i wysadzani w odludnych miejscach, po czym bez celu włóczyli się po drogach. Czasami znajdowano im schronienie w więzieniach, dormitoriach i wieżach miejskich. Miasta przewidywały wydatki na wspieranie tych chorych i prowadzanie ich w pielgrzymkach do świętych miejsc, gdzie znaleźć mieli ratunek. Kościół prowadził też przytułki dla osób obłąkanych. Profesor medycyny z Halle Johann Riel jeszcze w 1800 roku opisywał warunki, w jakich przebywali pacjenci przybytków dla wariatów: "na opuszczonych poddaszach nad miejskimi bramami, gdzie gnieżdżą się sowy, albo w wilgotnych lochach, gdzie nie dosięgnie ich współczujący wzrok ludzi, dla których człowieczeństwo jest wartością i zostawia się ich tam spętanych łańcuchami zbrukanych własnymi nieczystościami". Michel Foucault opisuje więzienia dla obłąkanych, gdzie ludzie przebywali przykuci do ściany i do łóżka, kobiety były zupełnie nagie, wszyscy bez przerwy skrępowani, wśród szczurów i własnych odchodów, często w klatkach, do których wrzucało się jedzenie przez kraty. W XVII-XVIII wieku psychicznie chorego postrzegano nie jako człowieka, lecz niebezpieczne zwierzę, które trzeba ujarzmić458.

Religijne przyczyny zachorowań

Dwa słowa należy powiedzieć o wierze w religijny charakter upowszechniania się chorób. I tak, dużą siłę chorobotwórczą mieli Żydzi, którym przypisywano zatruwanie studni, sporządzanie napojów rozsiewających choroby i trujących proszków, w skład których wchodzić miało mięso puchaczy, pająków oraz bazyliszka. Działalność Żydów prowadziła rzekomo do wybuchów masowych epidemii. Tak osądzanych Żydów w trakcie trwania zarazy palono na stosach, a ich mienie grabiono, co stanowiło odruch plebejski i niepopierany przez władze kościelne. Papież Klemens VI w bulli z 1348 roku zakazywał zabijania i grabienia Żydów. Bezskutecznie, w samej tylko Moguncji w 1349 roku zginąć miało sześć tysięcy Żydów, w Erfurcie zaś trzy tysiące. Działania te były tyleż rezultatem prymitywizmu i niewiedzy, co masowego strachu przed epidemią pochłaniającą mnóstwo ofiar. W celu odganiania "demonów choroby" prowadzono ostrzał armatni, bito w dzwony czy przepędzano ryczące bydło przez ulice miasta.

Leczenie dżumy i wścieklizny

Dżumę zapowiadały nadprzyrodzone znaki, o których wspominał Daniel Defoe: "Po pierwsze na kilka miesięcy przed zarazą ukazała się na niebie ognista gwiazda czy kometa, tak jak w zeszłym roku na krótko przed pożarem... Obie komety przeleciały wprost nad miastem tak blisko domów, że niewątpliwie zwiastowały coś bardzo ważnego i to tylko dla miasta"459. Do znaków mniej nadprzyrodzonych należały wróżby ludności. Tu Defoe wspomina wariata, który w samych slipach biegał po mieście krzycząc: "Biada Ci Jeruzalem!"460. Środkiem leczniczym przeciw dżumie miały być medaliki, krzyżyki, święcone gromnice, karawaki (forma krzyża) i święci od zarazy. W procesjach noszono krzyż albo drzeworyty przedstawiające krzyż, chroniące przeciw zarazie. Te obrazki w Polsce nazywano "charakterami". W sprawie ochrony przed zarazą należało się modlić do Matki Boskiej. Jeżeli chodzi o świętych, najważniejszymi lekarzami od zarazy byli święty Sebastian i święty Roch. Stosowano też bardzo niekonwencjonalne metody leczenia dżumy, próbując chorobę "przestraszyć" tak, aby uciekła i w tym celu niespodziewanie głośno krzyczano choremu do ucha albo wrzucano go do wody. By przebłagać Boga podczas zarazy, należało unikać wszelkich hucznych zabaw i rozrywek, często pościć, stosować praktyki ascetyczne i wyrażać żal za grzechy. W zadżumionym Elblągu w 1708 roku wprowadzono np. zakaz golenia się w niedziele461. W tym samym czasie w wielkich miastach lekarze reklamowali jako niezawodne swoje specyfiki, które miały stanowić zabezpieczenie przed chorobą, a służyły tylko do wyciągania pieniędzy z kieszeni pacjenta. Modlitwa była jednak tańsza462.

Tradycyjną kuracją dla chorych na wściekliznę, zarówno katolików jak i protestantów w Nadrenii, była pielgrzymka do francuskiego klasztoru świętego Huberta w Ardenach, ponieważ święty Hubert chronił w powszechnych wierzeniach myśliwych i zajmował się leczeniem wścieklizny463. Tam mnisi robili nacięcie na czole chorego i dotykali rany nicią z szaty Huberta. W kolejnych dniach ugryziony musiał jeść poświęcony chleb i modlić się określoną ilość razy i w odpowiedniej kolejności. Dotknięci chorzy mogli potem po powrocie do domu udzielać swojej łaski przez dotknięcie kolejnym chorym i zaoszczędzić im podróży do świętego Huberta. Taka sytuacja wynikała po części i z tego, że w tym czasie, do czasu odkrycia zarazków przez Pasteura w 1885 roku, wścieklizna nie była uleczalna. Biskup Hommer pisał w 1826 roku: "Trudno zmienić tę sytuację, że kiedy pojawiają się symptomy wścieklizny zarówno katolicy jak i protestanci zabobonnie gromadzą się u św.Huberta, dzieje się to również, kiedy są zdrowi. Nawet lekarz, który leży złożony przez artretyzm w ciężkich bólach zapomina o swojej godności i korzysta z domowych sposobów starej baby". W tej sytuacji, kiedy zakazy i edukacja przez lekarzy i napomnienia pasterzy miały mizerne skutki, lokalne władze Düsseldorfu nałożyły na właścicieli psów podatek, aby ograniczyć ich liczbę.

Znachorzy

Do metod religijnych odwoływała się także niezmiernie w przeszłości istotna grupa nieposiadających żadnego wykształcenia formalnego znachorów i uzdrowicieli, którzy byli jedynymi dostępnymi dla większości ówczesnych ludzi medykami, a jednocześnie działali całkowicie nielegalnie. Ludność wiejska prawie wcale nie korzystała z usług lekarzy zawodowych, bo kosztowały one zbyt drogo, a przede wszystkim lekarzy na wsi nie było. Pozostawali wobec tego znachorzy, pomoc dworu oraz księdza. Znachorzy uważali się za "wybrańców bożych", wierzyli w swoją niezwykłość i świętość. Lud z kolei nazywał ich świętymi i bogami. Znachorzy stosowali zabiegi magiczne, przybierające postać form religii katolickiej, przyjmowali też podobny wystrój swoich siedzib464. W 1821 roku pewien szarlatan w Nadrenii leczył przez chuchanie na pacjenta i rysowanie na nim znaku krzyża palcem wskazującym pomalowanym na niebiesko. Znachorzy stosowali niezliczone i przedziwne praktyki, jak czytanie choroby z moczu chorego u szarlatana z 1838 roku, inny w 1839 roku kazał pacjentom rozbierać się do naga i ich leczniczo masował. Dynastia znachorska Pies działała przed 1800 rokiem do XX wieku w obszarze chiropraktyki, pokrewnej z kręgarstwem. Znachorka Masza na ziemiach polskich leczyła wodą, do której wkładała krzyżyk i zmawiała nad nią modlitwę. Wodę tę należało następnie wypić albo się w niej umyć465.

Proste zamawianie chorób w wypadku różnych schorzeń miało swoje zapisane formuły, które chętnie posługiwały się terminologią religijną, ponieważ mogła ona liczyć na większe zaufanie chorych. Na przyklad o wschodzie słońca należało stanąć przy czarnym bzie i wypowiedzieć: "Bzie, bzie, weź me bolenie pod swe korzenie". Leczenie zęba odbywało się za pomocą formułki wypowiadanej przy dębie: "Powiedz mi powiedz znów, kochany dębie, jakim sposobem leczyć moje zęby w gębie". Ból też przechodził, jeżeli ząb trzy razy nacisnęło się palcem trupa, recytując zdanie: "Weź ból mój sobie do grobu w imię Ojca i Ducha Amen".

Zamówienie kolki wyglądało tak: "Matko Maryjo, Pani święta Emerencjo, Pani święta Agato, proszę cię, powróć na swoje miejsce, między pępek a śledzionę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Amen". Zatrzymanie krwotoku: "Jezus Chrystus narodził się w Betlejem i cierpiał w Jerozolimie, Jego krew się wzburzyła. Powiadam ci i nakazuję, zatrzymaj się z mocy Boga i z pomocą Wszystkich Świetych, tak samo jak zatrzymał się Jordan, w którym Święty Jan Chrzciciel chrzcił Naszego Pana, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Amen"466. Podobnie, cudowne właściwości lecznicze przypisywano wielu księżom, zakonnikom i zakonnicom467. Warto pamiętać, że Kościół katolicki w XIX wieku zdecydowanie walczył ze znachorami, z mieszaniem religii z obrzędami magicznymi i pogańskimi przesądami468. Z drugiej strony, powszechni byli "lekarze" zakonni przyuczeni, by opiekować się zdrowiem swoich współbraci i sprawujący opiekę nad mnisią apteką, ale często przyjmujący też jako pacjentów chorych z okolicy. Kościół prowadził także "szpitale", których działalność obejmowała również zajmowanie się ludźmi starymi, bezdomnymi, ubogimi etc.469

Poczucie bezpieczeństwa

Rozwój cywilizacyjny w naszym, zachodnioeuropejskim kręgu kulturowym, zniwelował w znacznym stopniu znaczenie wpływu religii na medycynę i zdrowie, jakkolwiek w krajach o tradycyjnym katolicyzmie, jak Polska, ów wpływ pozostał nadal całkiem znaczny. 26 czerwca 2006 roku do Teresy Michniewicz w podaugustowskiej wsi Żarnowo przyjechali inspektorzy Sanepidu, którzy dokonali wizytacji obory pani Michniewicz. Po ich wyjeździe, krowa Zuzanna zachorowała i mimo pomocy weterynarza po kilku dniach zdechła. Pani Teresa połączyła fakty i złożyła doniesienie do tegoż Sanepidu, że ukochana krowa zdechła, ponieważ inspektorzy rzucili na nią urok. W rezultacie doniesienia przeprowadzono sekcję zwłok krasuli, stwierdzając u niej chorą wątrobę. Dla pani Michniewicz było to dowodem działania czarów inspektorów470. W obrębie Kościoła oficjalnego znaczenie cudu i zjawisk nadprzyrodzonych, także relikwii, bardzo jednak osłabło, nie wspomina o nich nawet podstawowy dokument Kościoła - Katechizm Kościoła Katolickiego. Podobnie pielgrzymów znacznie bardziej przyciągają dziś wizerunki niż groby. Są to wprawdzie relikwie z mniejszą siłą perswazji, jednak ciągle funkcjonują. W 1995 roku obwożono po Polsce relikwie świętego Antoniego pochodzące z Padwy, mianowicie jego struny głosowe i fragment kości bliski serca471.

Można wskazywać na absurdy oraz nieskuteczność medycyny religijnej, która z perspektywy nowoczesnej racjonalności i mentalności miała charakter wręcz komiczny. Ponadto trzeba zwrócić uwagę, że religia w świecie przednowoczesnym wpajała człowiekowi poczucie winy, bez przerwy mówiła mu o grzechu i jego zaniedbaniach, które wyolbrzymiała, podobnie jak karę za owe przewinienie. Bóg tego czasu był srogi, mściwy i pamiętliwy, a nie miłosierny. Duchowieństwo roztaczało przed wiernymi obrazy wyrafinowanych mąk piekielnych, tak że Jean Delumeau w książce Grzech i strach. Poczucie winy w kulturze Zachodu XIII-XVIII w. wspominał o zbiorowej nerwicy na tle religijnym472.

Nie poruszałem jednak dotąd aspektu problemu o całkiem zasadniczym znaczeniu. W epoce przednowoczesnej wiara była powszechna i głęboka oraz przeniknięta poczuciem cudowności świata, której znaków dopatrywano się we wszystkim. Powszechność cudu oznaczała materialny wpływ Boga na sprawy doczesne. Ta konkretność działania Stwórcy bardzo wzmacniała siłę wiary. Całkowita dominacja religijnej wizji świata w sferze świadomości powodowała, że najpierw religia, a potem medycyna religijna, dawała człowiekowi ogromne poczucie bezpieczeństwa, mimo wątłych realnych skutków ich działań. Wierzono bowiem powszechnie, że nawet w wypadku śmierci, człowieka czeka lepsze życie w zaświatach, które były definitywnym bezpiecznikiem ekonomiki i cywilizacji tamtych czasów473. Religia dawała nadzieję, pozwalającą przetrwać nawet najgorsze chwile. Ludzie wierzyli w cuda, w dający sprawiedliwość Sąd Ostateczny, ale i w natychmiastową sprawiedliwość boską. Świat wypełniały cuda, chociaż dominowały naturalne przyczyny zjawisk474.

Badania Philippe Ari?s i Michela Vovelle pokazują, jak wraz z rozwojem nowoczesności ulegała pogorszeniu psychologiczna jakość umierania. Dotychczasowa "dobra śmierć" była oswojona, przebiegała w środowisku domowym w otoczeniu najbliższych, gdzie od dziecka przyzwyczajano do umierania i nieuniknionego końca. Oswojony był odchodzący z tego świata oraz jego otoczenie. Nowoczesność przyniosła wyobcowanie śmierci poprzez usunięcie jej do szpitala, tabuizację dawniej zwykłego tematu i całkowite nieprzygotowanie człowieka współczesnego na odejście. Śmierć odsuwano od żyjących, a umierający zostawał sam w zimnym szpitalnym otoczeniu. Z drugiej jednak strony, masowe epidemie przeszłości pozwalają stwierdzić, że z innej perspektywy dawna śmierć nie była bynajmniej sielankowa i tym rzadziej - dobra475.

Epoka nowoczesna przyniosła laicyzację i dechrystianizację społeczeństwa, a wraz z nią nie tylko masową utratę wiary w boskie leczenie, ale także kwestionowanie życia po śmierci i poczucia bezpieczeństwa. Człowiek biedny, czyli przytłaczająca większość społeczeństwa, przestał liczyć na odmianę swego losu, bo ostateczną barierą jego życia stała się śmierć. Olśniewający rozwój medycyny nie wyeliminował przecież chorób i tylko ograniczył spowodowaną nimi śmiertelność. Podstawowe przyczyny zgonów w naszych czasach, a więc: rak, choroby serca czy krążenia, są nadal przyczyną lęku, przed którym nie można się już schronić w religię. Wzrost kosztów leczenia i upadek państwa opiekuńczego, wspierającego w tej chwili klasę średnią, a nie najsłabszych, powoduje, że nowoczesne techniki leczenia stają się coraz trudniej dostępne dla mniej zamożnych kręgów społeczeństwa, które może liczyć już jedynie na własną indywidualną przedsiębiorczość. Wraz z feudalizmem zaczęły się załamywać instytucje wspólnotowe wspierające słabsze jednostki - rodzina, Kościół, wieś, gmina, cech, korporacja. W rezultacie okazuje się, że religia w zachowaniu zdrowia społeczeństwa przednowoczesnego miała ogromne, pozytywne i nie do przecenienia znaczenie.

300 Wiktor Piotrowski, Medycyna na pograniczu cudu, w: tegoż, Szkice z historii polskiej medycyny, Jawor 1997, s. 9-10; Sibylla Flügge, Reformation oder erneuerte Ordnung die Gesundheit betreffend, s. 18.

301 Tamże, s. 10-11; Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI-XVIII, t. 1, s.441-442.

302 Wiktor Piotrowski, Medycyna na pograniczu cudu, s. 13. Janusz Skalski, Medycyna w Polsce przedrozbiorowej, s. 6-7; Tadeusz Brzeziński, Dawna medycyna i lekarze. Studium kształtowania zawodu, w: Historia medycyny, red. Tadeusz Brzeziński, Warszawa 2004, s. 46-47.

303 Od XII w. Kościół katolicki uznaje, że cuda są rezultatem wstawiennictwa pobożnych osobistości uznawanych za święte u Stwórcy zob. Joachim Bouflet, Historia cudów, Warszawa 2011, s. 3 5.

304 Jacques Le Goff, Nicolas Truong, Historia ciała w średniowieczu, Warszawa 2006, s. 100-101.

305 Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby. Od średniowiecza do współczesności, Warszawa 1997.

306 Barbara Beyus, Familienleben in Deutschland, Reinbeck 1988, s. 374; Peter Marschlack, Bevölkerungsgeschichte Deutschlands im 19. und 20. Jahrhundert, Frankfurt a.M. 1984, s. 34; Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, w: Acta Borussica. Neue Folge. 2. Reihe: Preussen als Kulturstaat, Abtelung I, Bd 2.1, Berlin 2010, s. 682-683; Wolfgang Köllmann, Demographische "Konsequenzen" der Industrialisierung in Preußen, w: tegoż, Bevölkerung in der industriellen Revolution. Studien zur Bevölkerungsgeschichte Deutschlands, Göttingen 1974, s. 59.

307 Alfons Labisch, Homo Hygienicus. Gesundheit und Medizin in der Neuzeit, Frankfurt-New York 1992, s. 80-90.

308 Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 636-705; Gerhard A. Ritter, Der Sozialstaat. Entstehung und Entwicklung im internationalen Vergleich, München 1991; Eberhard Eichenhofer, Geschichte des Sozialstaats in Europa, München 2007; Karl Heinz Metz, Preussen als Modell einer Idee der Sozialpolitik, w: Preus­sische Stile. Ein Staat als Kunststück, hg. Patrick Bahners/ Gerd Roellecke, Stuttgart 2001; Eckart Reidegeld, Staatliche Sozialpolitik in Deutschland, Wiesbaden 2006, Bd. 1.

309 Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 636-705; Robert Jütte, Vom Hospital zum Krankenhaus: 16. - 19. Jahrhundert, w: "Einem jeden Kranken in einem Hospitale sein eigenes Bett". Zur Sozialgeschichte des Allgemeinen Krankenhaus in Deutschland im 19. Jahrhundert, Hg. Alfons Labisch, Reinhard Spree, Frankfurt a.M.-New York 1996, s. 32-45; Reinhard Spree, Quantitative Aspekte der Entwicklung des Krankenhauswesens im 19. und 20. Jahrhundert, w: "Einem jeden Kranken in einem Hospitale sein eigenes Bett". Zur Sozialgeschichte des Allgemeinen Krankenhaus in Deutschland im 19. Jahrhundert, Hg. Alfons Labisch, Reinhard Spree, Frankfurt a.M.-New York 1996, s. 51-83; Alfons Labisch, Das Allgemeine Krankenhaus in der kommunalen Sozial- und Gesundheitspolitik des 19. Jahrhunderts, tamże, s. 253-287; Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1800-1866. Bürgerwelt und starker Staat, München 1983, s. 141-145; Ragnhild Münch, Gesundheitswesen im 18. und 19. Jahrhundert. Das Berliner Beispiel, Berlin 1995, s. 48-58; Hans-Christoph Seidel, Eine neue Kultur des Gebärens. Die Medikalisierung von Geburt 18. und 19. Jahrhundert in Deutschland, Stuttgart 1998, s. 57-65, 98-99, 134-135, 316-319; Christian Barthel, Medizinische Polizey und medizinische Aufklärung. Aspekte des öffentlichen Gesundheitsdiskurses im 18. Jahrhundert, Frankfurt-New York 1989, s. 27, 151-159; Moritz Pistor, Grundzüge einer Geschichte der preussischen Medizinalverwaltung, Braunschweig 1909, s. 31-41; Alfons Labisch, Homo Hygienicus. Gesundheit und Medizin in der Neuzeit, s. 85-115; E. Shorter, Der weibliche Körper als Schicksal. Zur Sozialgeschichte der Frau, München 1984, s. 53-55; Hans-Heinrich Bass, Hungerkrisen in Preussen während der ersten Hälfte des 19. Jahrhunderts, St. Katharinen 1991, s. 218; Nils Freytag, Aberglauben im 19. Jahrhundert. Preußen und seine Rheinprovinz zwischen Tradition und Moderne (1815-1918), Berlin 2003, s. 201-251; Zbigniew Libera, Znachor w tradycjach ludowych i poluranych XIX-XX wieku, Wrocław 2003; Jowita Jagla, Boska Medycyna i Niebiescy uzdrowiciele wobec kalectwa i chorób człowieka, Warszawa 2004; s. 65-67, 281; Joachim Bouflet, Historia cudów, s. 199-201; Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby, s. 190-198; Michel Foucault, Narodziny kliniki, Warszawa 1999, s. 67-69.

310 Aron Guriewicz, Kategorie kultury średniowiecznej, Warszawa 1976, s. 7.

311 Tamże, s. 10, 72, 105-107.

312 Tamże, s. 156-157, 164-165.

313 Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, Warszawa 1987, s. 236-237; Wacław Męczkowski, Szpitale dawnej Rzeczypospolitej, s. 72-73.

314 Aron Guriewicz, Kategorie kultury średniowiecznej, s. 166-167, 171-173, 173.

315 Tamże, s. 200-201, 206, 218-219, 245-246.

316 Aron Guriewicz, Kategorie kultury średniowiecznej, s. 248-249; Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 260-261.

317 Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 260-261.

318 Aron Guriewicz, Kategorie kultury średniowiecznej, s. 305-306.

319 Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 242-243.

320 Peter Brown, Kult świętych. Narodziny i rola w chrześcijaństwie łacińskim, Kraków 2007, s. 38-39.

321 Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 94-95; André Vauchez, Święci, w: Człowiek średniowiecza, red. Jacques Le Goff, Warszawa-Gdańsk 1996, s. 398, 422.

322 André Vauchez, Święci, s. 399-400; Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 96-97.

323 Aron Guriewicz, Kategorie kultury średniowiecznej, s. 248-249.

324 Tamże, s. 250-252.

325 Marc Bloch, Królowie Cudotwórcy. Studium na temat nadprzyrodzonego charakteru przypisywanego władzy królewskiej zwłaszcza we Francji i w Anglii, Warszawa 1998 s. 110; Bronisław Geremek, Litość i szubienica. Dzieje nędzy i miłosierdzia, Warszawa 1989, s. 5-86; Jean-Louis Goglin, Nędzarze w średniowiecznej Europie, Warszawa 1998, s. 25.

326 Wolfgang Reinhard, Życie po europejsku. Od czasów najdawniejszych do współczesnych, Warszawa 2009, s. 151.

327 Marc Bloch, Królowie Cudotwórcy, s. 110, 173.

328 Jacobi Lanhaus, Opis podróży, s. 8.

329 Michel Foucault, Historia szaleństwa, s. 19-20.

330 Francois Lebrun, Jak dawniej leczono. Lekarze, święci i czarodzieje w XVII i XVIII wieku, Warszawa 1997, s. 13-14.

331 Tamże, s. 14.

332 Tamże, s. 14.

333 Jacques Le Goff, Kultura średniowiecznej Europy, Warszawa 1994, s. 322-323; C. L. Paul Trüb, Heilige und Krankheit, Stuttgart 1978, s. 13-14.

334 Claude Quétel, Niemoc z Neapolu, czyli historia syfilisu, Wrocław 1991, s. 96-100.

335 Andrzej Karpiński, W walce z niewidzialnym wrogiem. Epidemie chorób zakaźnych w Rzeczypospolitej w XVI-XVIII wieku i ich następstwa demograficzne, społeczno-ekonomiczne i polityczne, Warszawa 2000 s. 237; Francois Lebrun, Jak dawniej leczono, s. 13; Jean Delumeau, Strach w kulturze Zachodu XIV-XVIII w. Oblężony gród, Warszawa 2011, s. 435-436.

336 Francois Lebrun, Jak dawniej leczono, s. 16.

337 Władysław Smoleński, Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII. Studia historyczne, Warszawa 1949 (1891), s. 6-7.

338 Tamże, s. 18-19.

339 Arnold Angenedt, Heilige und Reliquien. Die Geschichte ihres Kultes vom frühen Christentum bis zur Gegenwart, München 1994, s. 74-80; Joachim Bouflet, Historia cudów, s. 23-26; Wolfgang Reinhard, Życie po europejsku, s. 150.

340 Kay Peter Jankrift, Krankheit und Heilkunde im Mittelalter, Darmstadt 2003, s. 27-28.

341 Roman Mazurkiewicz, Deesis. Idea wstawiennictwa Bogarodzicy i św. Jana Chrzciciela w kulturze średniowiecznej, Kraków 2012.

342 Tamże, s. 61.

343 Tamże, s. 62.

344 Ludwik Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej XIX w., Warszawa 1986, s. 224.

345 Marc Bloch, Królowie Cudotwórcy, s. 94-95; Marc Bloch, Społeczeństwo feudalne, Warszawa 1981, s. 167-168.

346 Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 69-70, 77-78; André Vau­chez, Święci, w: Człowiek średniowiecza, red. Jacques Le Goff, Warszawa-Gdańsk 1996, s. 422-423.

347 Jacques Le Goff, Bóg średniowiecza, Warszawa 2008, s. 63-64.

348 Grażyna Klimecka, Chory i choroba, w: Kultura średniowiecznej Polski XIV-XV w., red. B. Geremek, Warszawa 1997, t. 2, s. 57.

349 Ludwik Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej, s. 209; Stanisław Bylina, Chrystianizacja wsi polskiej u schyłku średniowiecza, Warszawa 2002, s. 186-187; Stanisław Bylina, Kultura ludowa Polski i Słowiańszczyzny średniowiecznej, Warszawa 1999, s. 168-185; Władysław Szumowski, Historia medycyny, s. 211-212; Marc Bloch, Społeczeństwo feudalne, s. 168.

350 Jean Delumeau, Reformy chrześcijaństwa w XVI i XVII wieku. Katolicyzm między Lutrem a Wolterem, Warszawa 1986, t. 2, s. 206-207.

351 Tamże, t. 2, s. 207-211.

352 Johan Huizinga, Jesień średniowiecza, Warszawa 1974, s. 194-196.

353 Za: Tomasz Wiślicz, Zarobić na duszne zbawienie. Religijność chłopów małopolskich od XVI do połowy XVIII wieku, Warszawa 2001, s. 193; C. L. Paul Trüb, Heilige und Krankheit, s. 203-204.

354 Jules Michelet, Czarownica, Londyn 1993, s. 83-84.

355 Hans Medick, Weben und Überleben in Laichingen 1650-1900. Lokalgeschichte als Allgemeine Geschichte, Göttingen 1997.

356 Francois Lebrun, Jak dawniej leczono, s. 25; Marc Bloch, Królowie Cudotwórcy, s. 95.

357 Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 104-105.

358 Arnold Angenedt, Heilige und Reliquien, s. 40-47; Jean-Claude Schmitt, Gest w średniowiecznej Europie, Warszawa 2006, s. 307-314; Jean Chélini, Henry Branthomme, Drogi Boże. Historia pielgrzymek chrześcijańskich, Warszawa 1996, s. 144; Stanisław Bylina, Chrystianizacja wsi polskiej, s. 20.

359 Joshua Trachtenberg, Diabeł i Żydzi. Średniowieczna koncepcja Żyda a współczesny antysemityzm, Gdynia 1997, s. 97; Michał Rożek, Diabeł w kulturze polskiej, Warszawa-Kraków 1993, s. 78-79.

360 Nietolerancja i zabobon w Polsce w XVII i XVIII wieku, opr. Bohdan Baranowski i Władysław Lewandowski, Warszawa 1987, s. 20-21.

361 Ludwik Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej, s. 207.

362 Jean-Claude Schmitt, Gest w średniowiecznej Europie, s. 353, 370-371; Tomasz Wiślicz, Zarobić na duszne zbawienie, s. 184-185; Jacques Gelis, w: Historia ciała, red. G. Vigarello, Gdańsk 2011, t. 1, s. 75-76; Jan Kracik, Powszechny, apostolski w historię wpisany, Kraków 2005 s. 126-127; Pierre Chaunu, Czas reform. Historia religii i cywilizacji (1250-1550), Warszawa 1989, s. 191-192.

363 Andrzej Karpiński, W walce z niewidzialnym wrogiem, s. 238-239.

364 Izabela Skierska, Sabbatha sanctifices. Dzień święty w średniowiecznej Polsce, Warszawa 2008, s. 247-248.

365 Anonima diariusz peregrynacyi włoskiej, hiszpańskiej, portugalskiej, Kraków 1925, s. 9.

366 Tamże, s. 25.

367 Peter Brown, Kult świętych, s. 6.

368 Tamże, s. 12-15, 24-25.

369 Tamże, s. 44.

370 André Vauchez, Święci, s. 393-394; Peter Brown, Kult świętych, s. 4-5.

371 Tamże, s. 405-411, 418.

372 Aron Guriewicz, Kategorie kultury średniowiecznej, s. 183; André Vauchez, Święci, w: Człowiek średniowiecza, red. Jacques Le Goff, Warszawa-Gdańsk 1996, s. 416-417, 422-423; Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 123.

373 Tamże, s. 92-93.

374 Tamże, s. 123-124.

375 Tamże, s. 72-73.

376 Arnold Angenedt, Heilige und Reliquien, s. 134-135; Jean Delumeau, Skrzydła anioła. Poczucie bezpieczeństwa w duchowości człowieka Zachodu w dawnych czasach, Warszawa 1998, s. 210-211; Kay Peter Jankrift, Krankheit und Heilkunde im Mittelalter, s. 31-32.

377 Andrzej J. Zakrzewski, W kręgu kultu maryjnego. Jasna Góra w kulturze staropolskiej, Częstochowa 1995, s. 140-149; Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, s. 258-259; Jean Delumeau, Skrzydła anioła, s. 183-184; Joachim Bouflet, Historia cudów, s. 169-171.

378 Michał Rożek, Diabeł w kulturze polskiej, s. 160-161.

379 Arnold Angenedt, Heilige und Reliquien, s. 93-97; Andrzej Radzimiński, Kobieta w średniowiecznej Europie, Toruń 2012, s. 126-127; Joachim Bouflet, Historia cudów, s. 170.

380 C. L. Paul Trüb, Heilige und Krankheit, s. 57-58; Kay Peter Jankrift, Krankheit und Heilkunde, s. 129-130.

381 C. L. Paul Trüb, Heilige und Krankheit, s. 79-80.

382 Kay Peter Jankrift, Krankheit und Heilkunde im Mittelalter, s. 37; C. L. Paul Trüb, Heilige und Krankheit, s. 67-69.

383 C. L. Paul Trüb, Heilige und Krankheit, s. 19-45; Jean Delumeau, Skrzydła anioła, s. 224, 252; Stanisław Bylina, Religijność późnego średniowiecza, s. 84-85; Joachim Bouflet, Historia cudów, s. 106-107.

384 Janusz Tazbir, Łyżka dziegciu w ekumenicznym miodzie, Warszawa 2004, s. 115-129; Jean Delumeau, Skrzydła anioła, s. 184-185, 224-225; Francois Lebrun, Jak dawniej leczono, s. 116-117.

385 Marc Bloch, Królowie Cudotwórcy, s. 59; Jean-Paul Roux, Król. Mity i symbole, Warszawa 1998, s. 258-260; André Vauchez, Święci, w: Człowiek średniowiecza, red. Jacques Le Goff, Warszawa-Gdańsk 1996, s. 401-402.

386 Jean Delumeau, Skrzydła anioła, s. 227.

387 Tamże, s. 227-228.

388 Tamże, s. 233.

389 Jan Kracik, Relikwie, Kraków 2002, s. 205-206; Jean Delumeau, Skrzydła anioła, s. 236-240; Jean Chélini, Henry Branthomme, Drogi Boże. Historia pielgrzymek chrześcijańskich, s. 110-111.

390 Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 78.

391 Jan Kracik, Relikwie, s. 172-179; Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 78-79.

392 Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 79-80.

393 Jacques Le Goff, Kultura średniowiecznej Europy, Warszawa 1994, s. 328-329.

394 Jean Delumeau, Skrzydła anioła, s. 199-200.

395 Arnold Angenedt, Heilige und Reliquien, s. 132-137.

396 Jean Chélini, Henry Branthomme, Drogi Boże, s. 156-157; Jean Chélini, Dzieje religijności w Europie Zachodniej w Średniowieczu, Warszawa 1996, s. 266-267; Jean-Louis Goglin, Nędarze w średniowiecznej Europie, s. 173-179.

397 Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła peregrynacja do Ziemi Świętej (1582-1584), Kraków 1925, s. 2-3, 21.

398 Francois Lebrun, Jak dawniej leczono, s. 121; Jean Delumeau, Skrzydła anioła, s. 184-189.

399 Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, s. 250-251; Francois Lebrun, Jak dawniej leczono, s. 121; Jean Delumeau, Skrzydła anioła, s. 213-215.

400 Karen Lambrecht, Hexenverfolgung und Zaubereiprozesse in den schlesischen Territorien, Köln 1995 s. 73-1, 520-525; Jean Delumeau, Strach w kulturze Zachodu, s. 307-342; Leon Poliakov, Historia antysemityzmu, Kraków 2008 t. 1, s. 189-392; t. 2, s. 13-223; Alina Cała, Żyd - odwieczny wróg. Antysemityzm w Polsce i jego źródła, Warszawa 2012, s. 45-135; Joanna Tokarska-Bakir, Legendy o krwi. Antropologia przesądu, Warszawa 2008; Joshua Trachtenberg, Diabeł i Żydzi. Średniowieczna koncepcja Żyda, s. 91-99; Kurt Baschwitz, Czarownice. Dzieje procesów o czary, Warszawa 1971, s. 217-275; Brian P. Levack, Polowanie czarownice w Europie wczesnonowożytnej, Wrocław 1991, s. 37-78; Małgorzata Pilaszek, Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII, Kraków 2008, s. 409-410; Jacek Wijaczka, Procesy o czary w Prusach Książęcych (Brandenburskich) w XVI-XVIII wieku, Toruń 2007; Jules Michelet, Czarownica, Londyn 1993; Andrzej Karpiński, W walce z niewidzialnym wrogiem, s. 236-237, 264-266; Rene Girard, Kozioł ofiarny, Łódź 1987, s. 5-20; Zbigniew Mirosław Osiński, Lęk w kulturze społeczeństwa polskiego w XVI-XVII wieku, Warszawa 2009, s. 40-41; Robert Thurston, Polowania na czarownice. Dzieje prześladowań czarownic w Europie i Ameryce Pólnocnej, Warszawa 2008; William Naphy, Andrew Spicer, Czarna śmierć, Warszawa 2004, s. 44-45; Michał Rożek, Diabeł w kulturze polskiej, s. 80-81.

401 Alfonso M. di Nola, Diabeł, Kraków 1997, s. 238; Michał Rożek, Diabeł w kulturze polskiej, s. 73-74; Maria Bogucka, Gorsza płeć. Kobieta w dziejach Europy od antyku po wiek XXI, Warszawa 2005, s. 45-166;

402 Alfonso M. di Nola, Diabeł, s. 288; Robert Muchembld, Dzieje diabła od XII do XX wieku, Warszawa 2009, s. 94-95; Robert Thurston, Polowania na czarownice. Dzieje prześladowań czarownic w Europie i Ameryce Pólnocnej, Warszawa 2008, s. 55-58.

403 Arnold Angenedt, Heilige und Reliquien, s. 93-97; C. L. Paul Trüb, Heilige und Krankheit, s. 76-80.

404 Nils Freytag, Aberglauben im 19. Jahrhundert, Berlin 2003, s. 131; Kurt Baschwitz, Czarownice, s. 398-399; Brian Levack, Polowania na czarownice w Europie wczesnonowożytnej, Wrocław 1991, s. 258-259; Jacek Wijaczka, Procesy o czary w Prusach Książęcych, s. 142-143.

405 Jean Delumeau, Strach w kulturze Zachodu XIV-XVIII w., s. 147-148, 155-158, 428-437.

406 Tamże, s. 428-429; Tomasz Wiślicz, Zarobić na duszne zbawienie, s. 181.

407 Tamże, s. 171-173, 174-175.

408 Tamże, s. 177.

409 Zbigniew Libera, Medycyna ludowa. Chłopski rozsądek czy gminna fantazja?, Wrocław 1995, s. 123; Tomasz Wiślicz, Zarobić na duszne zbawienie, s. 172.

410 Tamże, s. 177.

411 Tamże, s. 67-68.

412 Tamże, s. 428-432.

413 Jacek Wijaczka, Procesy o czary w Prusach Książęcych, s. 236.

414 Karen Lambrecht, Hexenverfolgung und Zaubereiprozesse, s. 168-173; Jacek Wijaczka, Procesy o czary w Prusach Książęcych, s. 105-106.

415 Jules Michelet, Czarownica, s. 87-89; Jacek Wijaczka, Procesy o czary w Prusach Książęcych, s. 243-246.

416 Arnold Angenedt, Heilige und Reliquien, s. 149-152; Jean Chélini, Dzieje religijności, s. 267-268; Peter Brown, Kult świętych, s. 22-23.

417 Arnold Angenedt, Heilige und Reliquien, s. 152-155; Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 76-77.

418 Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 68-71.

419 Tamże, s. 69.

420 André Vauchez, Święci, w: Człowiek średniowiecza, red. Jacques Le Goff, Warszawa-Gdańsk 1996, s. 416.

421 Arnold Angenedt, Heilige und Reliquien, s. 153; Johan Huizinga, Jesień średniowiecza, s. 201; Jacques Gelis, t. 1, s. 81-82; Jan Kracik, Relikwie, s. 56-57, 116-117; Janusz Tazbir, Łyżka dziegciu w ekumenicznym miodzie, s. 112-113; Jean Chélini, Henry Branthomme, Drogi Boże, s. 96-97; Wolfgang Reinhard, Życie po europejsku, s. 492-493.

422 Arnold Angenedt, Heilige und Reliquien, s. 156-157.

423 Tamże, s. 214; Jean Chélini, Henry Branthomme, Drogi Boże, s. 94 110-111; Władysław Szumowski, Historia medycyny, s. 210.

424 Saint-Simon, Pamiętniki, Warszawa 1984, t. 1, s. 258.

425 Tamże, s. 159-164; C. L. Paul Trüb, Heilige und Krankheit, s. 66-67.

426 Jean Chélini, Henry Branthomme, Drogi Boże. Historia pielgrzymek chrześcijańskich, s. 95; Jan Kracik, Relikwie, s. 210-211; Jacques Gelis, w: Historia ciała, t. 1, s. 74; Władysław Szumowski, Historia medycyny, s. 210-211.

427 Stanislai Kleczewski, Podróż rzymska (1750), Kraków-Wrocław 2016, s. 280.

428 Jacques Le Goff, Bóg średniowiecza, Warszawa 2008, s. 64-65; Katarzyna Wiktoria Szwarocka, Sarmacka Bogini. Kult maryjny w Polsce doby baroku, Toruń 2010; Jean Delumeau, Skrzydła anioła, s. 241-248; Jacques Gelis, Historia ciała, t. 1, s. 73, 76-78; Jan Kracik, Relikwie, s. 115, 187-189, 234, 240; Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 76-77.

429 Jean Delumeau, Skrzydła anioła, s. 241-242; Jean Chélini, Henry Branthomme, Drogi Boże, s. 173.

430 Jan Kracik, Relikwie, Kraków 2002, s. 212; Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 93.

431 François Rabelais, Gargantua i Pantagruel, Warszawa 1973, s. 124.

432 Jacques Le Goff, Bóg średniowiecza, Warszawa 2008, s. 64-65; Jacques Gelis, w: Historia ciała, t. 1, s. 71; Jean Delumeau, Skrzydła anioła, s. 241-242; Jan Kracik, Relikwie, s. 212-216, 233-234; Jean Chélini, Henry Branthomme, Drogi Boże, s. 171-173.

433 Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby, s. 72.

434 Tamże, s. 72-73.

435 Michał Rożek, Diabeł w kulturze polskiej, s. 176-178.

436 Daniel Defoe, Dziennik roku zarazy, Warszawa 1993, s. 31-32.

437 Nietolerancja i zabobon w Polsce w XVII i XVIII wieku, s. 15; Arnold Angenedt, Heilige und Reliquien, s. 188-189.

438 Ludwik Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej, s. 217-218.

439 Jean Delumeau, Reformy chrześcijaństwa wXVI i XVII wieku, t. 2, s. 206-207.

440 Arnold Angenedt, Heilige und Reliquien, s. 209-212.

441 W staropolszczyźnie statkami nazywano np. naczynia, także kuchenne.

442 Marcin Waracki, Dentystyka w Rzeczpospolitej XVI-XVIII wieku, s. 166; Jean Delumeau, Skrzydła anioła, s. 229-232; Jean Chélini, Henry Branthomme, Drogi Boże, s. 110-111, 146-148; Stanisław Bylina, Religijność późnego średniowiecza, s. 88-89.

443 Władysław Smoleński, Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII, s. 12-13.

444 Arnold Angenedt, Heilige und Reliquien, s. 85-93; C. L. Paul Trüb, Heilige und Krankheit, s. 71-73; Władysław Smoleński, Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII, s. 8-9.

445 Sebastian Mercier, Obraz Paryża, s. 336.

446 Skręcanie.

447 Nietolerancja i zabobon w Polsce w XVII i XVIII wieku, s. 16.

448 Wstęp.

449 Przez odbyt.

450 Nietolerancja i zabobon w Polsce w XVII i XVIII wieku, s. 94-95.

451 Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, s. 106-107.

452 Alfonso M. di Nola, Diabeł, Kraków 1997, s. 238, 288; Robert Muchembeld, Dzieje diabła od XII do XX wieku, Warszawa 2009, s. 94-95; Wolfgang Reinhard, Życie po europejsku, s. 152; Michał Rożek, Diabeł w kulturze polskiej, s. 172-173.

453 Władysław Szumowski, Historia medycyny, s. 202-204, 206-207.

454 Zbigniew Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, s. 249-250; Zbigniew Libera, Medycyna ludowa, s. 174-175.

455 Roy Porter, Szaleństwo. Rys historyczny, Poznań 2003, s. 33-36.

456 Gabriele Amorth, Wyznania egzorcysty, Częstochowa 1997, s. 102.

457 Roy Porter, Szaleństwo. Rys historyczny, s. 197-202.

458 Michel Foucault, Historia szaleństwa, s. 22-23, 142-144; Edward Shorter, Historia psychiatrii, s. 11-13, 17; Roy Porter, Szaleństwo. Rys historyczny, s. 30-40; C. L. Paul Trüb, Heilige und Krankheit, s. 71-73.

459 Daniel Defoe, Dziennik roku zarazy, Warszawa 1993, s. 20-21.

460 Tamże, s. 22-23.

461 C. L. Paul Trüb, Heilige und Krankheit, s. 44-58; Andrzej Karpiński, W walce z niewidzialnym wrogiem, s. 189, 239; William Naphy, Andrew Spicer, Czarna śmierć, Warszawa 2004, s. 42-44; Daniel Defoe, Dziennik roku zarazy, s. 28-29.

462 Daniel Defoe, Dziennik roku zarazy, s. 29-30.

463 Nils Freytag, Aberglauben im 19. Jahrhundert, s. 201-251; Jacques Gelis, w: Historia ciała, t. 1, s. 75; C. L. Paul Trüb, Heilige und Krankheit, s. 59-60.

464 Zbigniew Libera, Medycyna ludowa, s. 228; Jaromir Jeszke, Lecznictwo ludowe w Wielkopolsce w XIX i XX w., Wrocław 1996, s. 39-44; Zbigniew Libera, Znachor w tradycjach ludowych, s. 75-80.

465 Zbigniew Libera, Znachor w tradycjach ludowych, s. 76, 234-235.

466 Francois Lebrun, Jak dawniej leczono, s. 112-113.

467 Zbigniew Libera, Znachor w tradycjach ludowych, s. 90-91, 204-211.

468 Tamże, s. 52-53.

469 Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI-XVIII, t. 1, s. 443-444, 462-46.

470 Jacek Wijaczka, Procesy o czary w Prusach Książęcych, s. 11.

471 Jan Kracik, Relikwie, s. 8-9, 240-241.

472 Jean Delumeau, Grzech i strach. Poczucie winy w kulturze Zachodu XIII-XVIII w., Warszawa 1994, s. 426-436; Zbigniew Mirosław Osiński, Lęk w kulturze społeczeństwa polskiego, s. 61-66.

473 Jacques Le Goff, Bóg średniowiecza, Warszawa 2008, s. 62-63.

474 Aron Guriewicz, Kategorie kultury średniowiecznej, s. 182-183.

475 Philippe Ari?s, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989; Michel Vovelle, Śmierć w cywilizacji Zachodu. Od roku 1300 do współczesności, Gdańsk 2004; Jacques Le Goff, Nicolas Truong, Historia ciała, s. 103-104.

Rozdział 3

Historia zdrowia i choroby w Prusach w XVIII wieku

Rola państwa w zwalczaniu chorób długo była bardzo ograniczona albo żadna. Wprawdzie termin "zdrowie publiczne" pojawił się w Anglii w 1617 roku, jednak początki nowoczesnej organizacji służby zdrowia wywieść można już z organizacji miast w średniowieczu, jako że stanowiły pierwsze większe wspólnoty, wymagające jakiegoś zarządzania opieką lekarską. Jeżeli abstrahować od działań o motywach religijnych i czysto filantropijnych, pierwsze formy organizacji służby zdrowia miały charakter typowy dla epoki cechów i gildii, lekarzy, chirurgów oraz aptekarzy. Instytucja miejskiego lekarza z pensją od władz komunalnych w miastach włoskich pojawiła się już w XIII wieku. Wenecja w 1324 roku miała 13 lekarzy i 18 chirurgów przy 100 tysiącach mieszkańców. Ci lekarze przede wszystkim mieli się zajmować bezpłatnie ubogimi oraz chorymi w okresie epidemii, a także więźniami i zachorowaniami we flocie. Bardzo wcześnie pojawiły się też komunalne (1178) regulacje dotyczące wymaganej wagi, masy i ceny produktów, jak również standardów sanitarnych. W różnych renesansowych miastach włoskich, administracja komunalna tworzyła tego typu instytucje o lokalnym charakterze, znacznie wyprzedzając jakiekolwiek działania państw. Decydujące przyśpieszenie nastąpiło po pandemii w XIV wieku, kiedy poczucie zagrożenia zrodziło reakcję w postaci bardziej intensywnych działań zaradczych. W różnych miastach w obliczu epidemii urzędnicy mieli szerokie uprawnienia w zakresie zapobiegania i radzenia sobie z sytuacją. We Florencji powołano pięcioosobowy zarząd do zajmowania się sprawami zdrowia publicznego. Miasta włoskie dzierżyły w tym zakresie prym i tworzyły wzory naśladowane potem w innych miejscach. W 1541 roku administracja medyczna Wenecji prowadziła już bardzo rozległe przedsięwzięcia obejmujące nie tylko ochronę przed zarazami i lazarety dla zadżumionych, ale także leczenie biednych, sprawdzanie żywności, wody, kontrolę sanitarną cudzoziemców oraz nieczystości wynikających z działań rzemiosła (garbarnie), żebractwo, prostytucję i kuplerstwo, balwierzy, aptekarzy, a także Żydów. Lekarze przeprowadzali też z ramienia miasta ekspertyzy sądowe. Obowiązki położnych miejskich to także ocenianie spraw związanych z gwałtem. Do działań administracyjnych w sytuacji zarazy należało tworzenie kordonów sanitarnych, kontrola i zakazywanie wszelkich zgromadzeń publicznych, procesji etc. Wobec nakazów i przymusu przepisów administracji, od razu też ujawnił się się opór, a że brakowało siły do egzekucji, często pozostawały one martwą literą, podobnie jak późniejsze edykty władz państwowych. Z kolei Kościół występował często przeciwko zakazom procesji i mszy odprawianych podczas epidemii, a administrację sanitarną Wenecji nawet ekskomunikowano. Z kolei władze przy wprowadzaniu środków sanitarnych miały też na uwadze kwestie głodu, bezrobocia i groźby zamieszek warstw niższych476. Te środki, o których piszę, dotyczyły również administrowania ubóstwem i rozszerzały się z Włoch na całą Europę i wreszcie przejmowały je państwa terytorialne. We Francji i w Niemczech miały miejsce te same procesy, co we Włoszech, ale zachodziły później i wzorowano się tu właśnie na miastach północnowłoskich, np. Norymberga naśladowała Wenecję477. Wprowadzano zarządzenia sanitarne odnoszące się do czystości ulic, zaopatrzenia miasta w wodę, oczyszczania rzek, dbania o jakość mięsa i garbarni. Ulice w Paryżu wybrukowane zostały już jednak w 1183 roku, w Pradze w 1331 roku, w Bazylei w 1387 roku, a w Norymberdze w 1368 roku. W Mediolanie w XIV wieku powołano urzędnika zajmującego się czystością ulic. We Frankfurcie nad Menem pracowali urzędnicy kontrolujący wypiek i sprzedaż chleba, mięsa oraz ryb. Zainteresowanie budziły kwestie związane z bardzo popularnymi w średniowieczu łaźniami i szpitalami miejskimi (Hospital). W 1183 roku powstał szpital w Erfurcie, w 1225 roku w Konstancji, w 1265 w Bazylei, a w 1293 roku w Getyndze. Były to zwykle placówki zajmujące się ubogimi i bezdomnymi. Szpital Świętego Ducha w Hanowerze został założony w roku 1256, ale lekarza miał dopiero od roku 1567. Został nim lekarz miejski, do którego obowiązków należało nadzorowanie szpitala. Leprozoria z zarażonymi trądem od XIII i XIV wieku umożliwiały izolację chorych przed bramami miast i coraz częściej zatrudniały własnych lekarzy. W czasach Ludwika VIII w 1266 roku naliczono ich we Francji 2 tysiące, a więc bardzo dużo. Należy tę liczbę traktować jedynie jako orientacyjną. Ordonanse przeciwko plagom we Francji w Paryżu czy Reims wydawano w XVI wieku478. Znacznie gorzej organizacja służby zdrowia wyglądała na wsi i w małych miasteczkach, gdzie lekarze nie pracowali wcale albo byli to chirurdzy czy inni niżsi pracownicy służby zdrowia, jak położne lub znachorzy479.

Organizacja i racjonalizacja służby zdrowia na szerszą skalę pojawiła się wraz z państwem terytorialnym i absolutnym, szczególnie mocno od drugiej połowy XVIII wieku pod hasłem organizacji "policji medycznej"480. Działo się to w krajach absolutystycznych, jak Prusy, Francja czy Austria. Wówczas też zaczęła się jej centralizacja i rozwój. Jak stwierdzał Ragnhild Münch, opieka medyczna państwa z jednej strony należała do środków "dyscyplinujących" poddanych państwa absolutnego, określanych jako policja, z drugiej zaś do narzędzi emancypacji i budowania "państwa dobrobytu" (Wohlfahrtstaat). Administracja medyczna, podobnie jak inne gałęzie administracji, regulować miała formy ludzkiego współegzystowania w kraju. Właściwie z pewnego punktu widzenia nie stało się nic nowego, państwo przejmowało po prostu kompetencje władz komunalnych i kościelnych. Postępował jednak proces "uspołecznienia" zdrowia, gdy wcześniej należało ono do spraw czysto prywatnych, a więc poprawiła się sytuacja uboższych. Ten proces przebiegał podobnie w różnych krajach absolutystycznych. We Francji nadzór państwa nad leprozoriami zaczął się już w XVI wieku. Do leprozoriów dołączyły szpitale dla chorych wenerycznie, gdzie stosowano rtęć, driakiew i gwajak, jednak datę przełomową stanowiło założenie szpitala ogólnego w 1656 roku, kiedy rozproszone zakłady paryskie skupiono pod jednym zarządem. W 1676 roku król polecił, aby w każdym mieście królestwa założono również szpital ogólny. Wiązało się to wprawdzie z zamykaniem i izolacją licznych żebraków i biedoty, ale równocześnie kształtowała się instytucjonalnie sieć służby zdrowia.

W latach 1540-1618 w Brandenburgii władcy wydali 57 ordynacji o charakterze policyjnym i ich liczba cały czas rosła. Cezurę przyniosła jednak dopiero wojna trzydziestoletnia, która, z jednej strony, dała większą władzę elektorowi, a z drugiej, doprowadziła do spustoszeń demograficznych, wymuszających politykę państwa481. Prusacy mieli się stosować do zarządzeń medycznych jako posłuszni poddani, nie wolni obywatele. Christian Barthel powiada za Michelem Foucault, że w okresie klasycyzmu ciało i zdrowie ulegało "odprywatyzowaniu" i stawało się obiektem społecznego nadzoru oraz przedmiotem zainteresowania władzy. Na płaszczyźnie ogólnej, przedmiotem troski i dyscyplinowania stała się "ludność", którą poczęto postrzegać w kategoriach bogactwa, zasobów, siły roboczej, przedmiotu opodatkowania, rekruta czy źródła reprodukcji demograficznej. Pojawiło się więc zainteresowanie przyrostem naturalnym, płodnością i śmiertelnością, stanem zdrowotnym społeczeństwa oraz sposobami odżywiania. Królowie pruscy podjęli próby reformowania ustroju, dążąc do poprawy sytuacji materialnej włościan. Zaczęli od majątków państwowych, aby szlachta nie bała się reform i dostrzegała w nich korzyści482.

Ideologia publicznej służby zdrowia, jak i cała koncepcja "państwa dobrobytu" powstała jednak w związku z kameralizmem, jako element wspierania przez państwo pomyślności poddanych. "Das Glück und die Wohlfahrt der Bürger fördern" oznaczało wspieranie rozwoju gospodarczego, budowanie publicznego szkolnictwa i służby zdrowia, bo zdrowy poddany lepiej też pracuje i przynosi wyższe dochody. Państwo zaczęło interesować się dzietnością i rozwojem demograficznym oraz zamożnością mieszkańców483. Leibniz pisał więc: "Die wahre Macht der Herrschaft liegt in der Zahl der Menschen. Wo namlich Menschen sind, da sind auch Substanz und Kraft"484. Troska o demografię stanowiła jeden z istotnych elementów kameralizmu, widoczny w pismach Conringa, Pufendorfa, Wolffa, Leibniza, Justiego, Franka, a nawet Immanuela Kanta. Kluczowym ideologiem państwa dobrobytu stał się jednak filozof z Halle, Christian Wolff, który zgodnie z etyką arystotelesowską uważał szczęście (Glückseligkeit) poddanych za główny cel działania władcy. W 1723 roku powstał nowoczesny rząd (Generalne Dyrektorium) z podziałem na ministerstwa, nazywane kolegiami485. Ten kierunek zachowany został przez Francję rewolucyjną, kiedy to zakony rozwiązano, majątki szpitalne zostały upaństwowione i podporządkowane władzom municypalnym oraz państwowym, a dbanie o zdrowie obywateli uznano za obowiązek państwa486.

Wracając jednak do absolutyzmu, polegał on na przesuwaniu się władzy feudałów (Feudalmächte) w stronę państwa. W 1563 roku margrabia Albrecht wydał pierwszą ordynację dotyczącą organizacji czterech królewieckich aptek. Mówiła ona o organizacji apteki i uczniów, przysiędze aptekarza, wizytowaniu aptek, materiałach dla nich i sposobach ich dostarczania, stosunkach między lekarzami i aptekarzami. W 1574 roku elektor Johann Georg wydał pierwszą taksę na lekarstwa, która została zmieniona dopiero w 118 lat później w 1692 roku. W 1661 roku medycy wielkiego elektora otrzymali rozkaz organizacji kolegiów medycznych w Berlinie i Cölln dla uporządkowania bałaganu w sprawach zdrowotnych, błędów i niewiedzy aptekarzy, łaziebników, balwierzy, okulistów oraz położnych. Brandenburska ordynacja medyczna wielkiego elektora z 1685 roku stanowiła pierwszą krajową regulację medyczną, która została zredagowana już w 1662 roku i czekała tylko na przyjęcie487. Wtedy też powołano Collegium Medicum, a edykt zachowywał ogólny charakter. Natomiast w 1693 roku wydano szczegółowe, bardziej konkretne edykty dla lekarzy, aptekarzy, balwierzy oraz położnych. Opublikowano tam już rozporządzenie o opłatach, instrukcję służbową i tekst przysięgi. W czasach rządów Fryderyka Wilhelma I w 1725 roku kolegium medyczne rozwinięto w Collegium Medicum et Sanitatis, za czym poszedł rozwój szkolnictwa medycznego i organizacji prowincjonalnej, powiatowej, a także miejskiej służby zdrowia. Lekarze zdobywali potwierdzenie swoich kwalifikacji od państwa po zdaniu egzaminów, a w 1798 roku wprowadzono też egzamin kliniczny488.

Fryderyk Wilhelm I, nazywany królem-sierżantem, oceniany jest zwykle fałszywie jako brutalny prostak i prymityw. Spory w tym udzial miał Wolter, który szkalował go na wszelkie możliwe sposoby i porównywał z synem Fryderykiem II następująco: "Ojciec to prawdziwy wandal, który w ciągu całego swojego panowania myślał tylko o gromadzeniu pieniędzy i o utrzymaniu najmniejszym kosztem najlepszej armii w Europie. Nigdy poddani nie byli biedniejsi od jego poddanych, a król nie był bogatszy"489.

Tymczasem był to władca brutalny, niekulturalny, ale oświecony, który od wojen stronił i zajmował się głównie poprawą losu poddanych. Jego skąpstwo odnosiło się do niego samego oraz jego rodziny, natomiast na działalność charytatywną pieniędzy nie żałował: "Fundacje dobroczynne, które ustanowił i kościoły, które wzniósł są dowodem jego pobożności"490. Już edukacja bardzo pobożnego przecież Fryderyka Wilhelma I miała charakter nowoczesny i merytoryczny, to znaczy, kształcono go mniej na wodza i aktora pompatycznego dworskiego ceremoniału, a bardziej na znawcę gospodarki, rolnictwa, handlu, finansów i administracji. Jego styl życia przypominał habitus pracowitego mieszczanina na tronie. Wolter ze zgrozą pisał o nim: "Monarcha ten wychodził z pałacu pieszo w surducie z lichego niebieskiego sukna i z miedzianymi guzikami, który sięgał mu do połowy uda. A gdy kupował nowy surdut, kazał przeszywać swoje stare guziki". Jeszcze Fryderyk I naśladował reprezentacyjno-dworski styl Ludwika XIV, co Fryderyk Wilhelm I całkowicie zmienił. Politykę wizerunkową i właściwe dla szlachty popisywanie się przed ludem oraz sobą luksusową konsumpcją, zastępowała praktyka władzy. Już ojciec wielkiego Fryderyka spędzał czas na długich i wnikliwych podróżach inspekcyjnych po kraju, poznając jego sytuację ekonomiczną, jak również ludzi osobiście. Zalecał zatem w testamencie swemu następcy: "Das Auge der Herrn macht das Vieh fett"491. Sprzedano luksusowe meble Fryderyka I, jego stajnie królewskie zredukowano z 600 do 120 koni, a dwór stał się zwykłym urzędem. Króla oskarżano o skąpstwo, ale zawsze ofiarowywał pieniądze na dobroczynność i kościoły. Nie epatował stylem bogactwa pomazańca z bożej łaski. Mało kto ma odwagę zaliczyć tego Hohenzollerna do władców oświeconych, ze względu na jego autorytarny charakter, nieobliczalną tyranię w postępowaniu z domownikami, posuniętą do stosowania brutalnej przemocy i choleryczne ataki wściekłości. Tymczasem Fryderyk Wilhelm I uniezależnił się częściowo od szlachty, promował mieszczaństwo i bardzo aktywnie prowadził politykę "ochrony chłopa" przed szlacheckim wyzyskiem492. Starał się zachować nad junkrami kontrolę przez utworzenie dużych królewszczyzn, które dawały prawie 50% dochodów państwa i miał odwagę wbrew nim uporządkować podatek rolny kontrybucji, czyli proporcjonalny podatek od dochodów z majątków szlacheckich, które wcześniej nie podlegały opodatkowaniu. W 1740 roku 1/4 majątków ziemskich w Prusach należała już do państwa. W prowincji pruskiej i litewskiej istniało 3 200 wsi królewskich, a tylko 900 szlacheckich. Zupełnie inaczej w Kurmarku, który w drugiej połowie XVIII wieku obejmował 652 wsie królewskie i 1 262 szlacheckie, a na Pomorzu znajdowały się 652 szlacheckie oraz 1 276 królewskich493.

Kiedy w Polsce saskiej polowania na czarownice dopiero rozkręcały się, Fryderyk Wilhelm I uznał procesy czarownic za zabobony i żądał, aby każdy wyrok przedstawiano mu do zatwierdzenia, żadnego zresztą nie akceptował. Oświecenie to także likwidacja prawa stanowego i odrębnego dla różnych grup społecznych oraz równość wobec prawa, także płci, choćby formalna i pozorna, jak w Landrechcie (APL), humanitaryzm, zniesienie tortur czy polowań na czarownice, inicjacja masowego szkolnictwa, także dla dziewcząt i jego stopniowa laicyzacja, ale z zachowaniem ważnej roli religii jako obowiązującego systemu wartości. Oświecenie to także wprowadzenie innych nowoczesnych instytucji: publicznej masowej służby zdrowia, ujednolicenia podatków i równości podatkowej, regulacja miar, wag, stosunków monetarnych oraz ogromna ilość innych zmian, w rodzaju regulacji organizacji przestrzeni miejskiej i urbanistycznej. Wielką rolę w Oświeceniu odgrywał kameralizm jako nauka zajmująca się instytucjami państwa i innymi instytucjami publicznymi oraz zarządzaniem państwem. Na uniwersytetach pruskich powstawały katedry kameralizmu. Trudno nie zgodzić się z Tadeuszem Namowiczem, że oświecenie to ogromne przewartościowanie "utrwalonych w świecie feudalnym wyobrażeń o jednostce, o strukturze społeczeństwa i państwa"494. Wszystkie te zjawiska miały swój początek już w dobie rządów ojca Fryderyka Wielkiego, który francuskim dyktatorom ideowej mody z Paryża się nie podobał, bo pozostawał pobożny.

Nauka epoki oświecenia już od schyłku XVII wieku zaczęła traktować człowieka nie w kategorii obiektu cudów, ale jako psującą się, skomplikowaną maszynę, którą można naprawić. Lekarze mieli tę maszynę poznać i wyleczyć. Metafory maszyny, zegara, alembiku zaczęły odgrywać kluczową rolę. Całe społeczeństwo traktowano jako taką konstrukcję. Filozof na dworze Fryderyka Wielkiego, Julien Offray de La Mettrie, wiedział doskonale, że występuje przeciwko nadprzyrodzonym, religijnym wizjom człowieka. Potraktowanie człowieka niczym maszyny stanowiło przejaw racjonalizmu oraz próbę zrozumienia świata i jego przejawów. Mimowolnie bywało to jednak podważeniem wyjątkowości jednostki ludzkiej i szacunku do niej. Zepsuta maszyna mogła być uleczona, ale też sterowana i manipulowana. Religijny obraz człowieka polegał również na postrzeganiu go jako obraz dzieła Boga, stworzonego na Boże podobieństwo na Ziemi495.

Pruska Ordynacja medyczna z 1798 roku nakazywała, aby lekarze swój urząd pełnili pilnie i wiernie, do siebie wzajemnie odnosili się zgodnie i pokojowo. Za pracę odpowiadali przed Bogiem. Leki i diety powinny być zapisywane przezornie i ostrożnie, odpowiednio do starannie rozpoznanego stanu zdrowia i schorzenia ich pacjenta. Nie powinni pobierać od chorych zbyt dużego wynagrodzenia, w szczególności żyjących w ubóstwie leczyć mieli za darmo. Ubogim lekarze musieli udzielać pomocy tak samo troskliwie i z zaangażowaniem, jak w wypadku osób zamożnych. Zgodnie z systemem cechowym ordynacja wypowiadała się także na temat prywatnego życia lekarzy, które powinno być prowadzone przyzwoicie, godnie i z umiarem496. Nie mogli też innym, którym się lepiej poszczęściło, zazdrościć i ich zniesławiać. Jeżeli więc dwóch lub więcej będzie wezwanych do jednego pacjenta, nie mają się wzajemnie zwalczać, ale wedle najlepszej wiedzy dyskutować i konsultować wzajemnie swoje decyzje, aby pomóc choremu. Do kompetencji lekarzy należały jedynie kuracje związane ze schorzeniami wewnętrznymi (innere curiren), natomiast problemami zewnętrznymi zajmowali się chirurdzy. Lekarz powinien posługiwać się jedynie lekami i medykamentami zatwierdzonymi przez centralne władze medyczne. Ordynacja wskazuje na "nieodpowiedzialne nadużycia, nieuczciwe zyski i karalne korzyści własne", sprzedawanie tych samych medykamentów pod nowymi nazwami dla zysku oraz ze szkodliwymi i zakazanymi ingrediencjami (jak narkotyki), dającymi mylne wrażenie chwilowej poprawy stanu zdrowia497. Pracę chirurgów regulował edykt z 1725 roku, gdzie chirurga zobowiązano do uzyskania akceptacji centralnych władz medycznych498. Aptekarze w Berlinie otrzymać musieli w XVIII wieku przywilej na prowadzenie apteki. Francuscy imigranci potrzebowali z kolei do prowadzenia apteki koncesji. Wyższe szkolnictwo apteczne pojawiło się dopiero w XIX wieku, ale w XVIII wieku wprowadzono kursy farmaceutyczne, a apteki ulegały unowocześnieniu, zajmując się już tylko sprzedażą leków. Ich ceny ustalano od 1574 roku (w Brandenburgii) przez taksy, które aptekarze musieli akceptować. Dla biednych przygotowana została na początku XIX wieku specjalna farmakopea uwzględniająca koszty, tak aby ceny były niższe. Z kolei lekarze aptekom zarzucali często partactwo i fuszerkę, czyli psucie jakości medykamentów499.

Po zdobyciu Śląska w 1744 roku utworzono dwa Collegia Medyczne: w Głogowie i we Wrocławiu. Dyrektor kolegium prowincjonalnego był urzędnikiem wyznaczanym przez ministra. Do kolegium należało trzech lekarzy zawodowych, dwóch chirurgów, jeden aptekarz i jeden adwokat jako syndyk. Kolegium prowincjonalnemu podporządkowano fizyków miejskich i powiatowych. Fizykiem mógł być tylko lekarz, który promocję otrzymał na pruskiej uczelni i miał pięcioletnie doświadczenie zawodowe. Do fizyka powiatowego należał nadzór nad chirurgami, balwierzami, łaziebnymi i odpowiadał on za sprawy medyczne powiatu. Lekarzy publicznych opłacano z kasy państwa, jednak ich pensje były niewielkie i uzupełniali je, pobierając opłaty od pacjentów za wizytę. W 1799 roku połączono kolegia medyczne i sanitarne w Ober Collegium Medicum et Sanitatis, któremu odpowiadały kolegia prowincjonalne na niższym szczeblu administracji, a następnie lekarze miejscy oraz powiatowi.

Warto podkreślić, że ten rozwój instytucjonalny analogicznie przebiegał i w innych państwach niemieckich. W Austrii organizacja służby zdrowia nastąpiła w 1770 roku, w Wirtembergii w 1755 roku, w Hessen-Kassel w 1778 roku, w Palatynacie w 1773 roku, w 1787 roku w Hildesheim, w 1789 roku w Lippe, w 1794 roku w Badenii, a w 1808 roku w Bawarii500. W Austrii van Swieten doprowadził do wydania instrukcji medycznej i sanitarnej w 1770 roku, uzupełnionej w roku 1773. Zgodnie z nią w każdej prowincji działała komisja medyczna, złożona z kilku radców i biegłego lekarza. Komisji tej podlegali miejscy i obwodowi fizycy, chirurdzy, aptekarze, cyrulicy, balwierze, okuliści oraz akuszerki. Instrukcja nakazywała, aby każdy praktykujący lekarz posiadał tytuł doktorski, uzyskany na którymś z krajowych uniwersytetów. Dyplom wiedeński dawał prawo do praktyki w całej monarchii, ale inne dyplomy tylko w obrębie jednej prowincji. Szczególnie zwalczano partactwo, czyli osoby podejmujące działalność lekarską bez uzyskania stosownego dyplomu. Przepisy niestety wdrażano opieszale i na wsi wszystko szło po dawnemu aż do końca XVIII wieku i później. Nadal funkcjonowały kalendarze, znachorzy i wiejskie baby501.

Polska odstawała w zakresie organizacji służby zdrowia od państw absolutnych i coś się w tej sprawie zaczęło dziać dopiero od połowy wieku XVIII, ale bez przekonania i ospale. Epizodycznie szczepiono przeciwko ospie w Warszawie w 1769 roku. Utworzenie urzędu nadzoru nad sprawami medycznymi projektowano w 1752 roku, potem w 1775 roku, ale nic z tego nie wyszło i publiczna ochrona zdrowia w Polsce w ogóle nie istniała. Szkoły medyczne były zaniedbane, Uniwersytet Krakowski w upadku. Od XVII wieku medycyna ledwie tam wegetowała. Ostatecznie zostało dwóch profesorów, ale wykładał tylko jeden, a i on nie prowadził żadnego kursu. W 1770 roku urzędował tylko stary profesor Camelina, który wkrótce umarł. Profesor Badurski nie prowadził zajęć z braku słuchaczy. KEN w 1777 roku dawała w sprawozdaniu taką charakterystykę: "Dwóch tedy doktorów, z praktyki w Krakowie żyjących składają facultatem medicam, z których jeden jest dziekanem nad drugim. Żadnej oni lekcji nie dają, ani dawać nie mogą. (...) Nie masz w akademii teatrum anatomicznego, nie masz w mieście szpitala dla chorych, nie masz ogrodu zielniczego, zgoła dzisiejsza facultas składa się tylko dla kształtu z dwóch osób"502. Reformę uniwersytetu przeprowadzono w 1780 roku i rozpoczęto zajęcia z cyrulikami z miejscowego cechu, po czym kandydatów na studia przysyłały na swój koszt miasta. Akademia Zamoyska w okresie 1708-1759 nie miała wcale profesora w zakresie medycyny, po czym znalazł się jeden profesor, który zaglądał częściej do kieliszka niż na wykłady. Akademia wileńska miała wydział medyczny jedynie teoretycznie, a uniwersytetowi we Lwowie brakowało prawa do wykładania medycyny, chociaż chętnie zajęliby się tym jezuici. W Warszawie nauczanie medycyny nie funkcjonowało wcale503. Po 1772 roku władze austriackie dokonały przeglądu stanu Galicji, co wypadło bardzo marnie. Postanowiono więc wysłać do Galicji dwóch znających język polski lekarzy, trzech chirurgów, a gubernator Galicji wyznaczył lekarza krajowego. Medycyna miała być wprowadzona do nauczania we Lwowie504. W rezultacie, lekarze praktycznie uczyli swoich uczniów, którzy wszakże nie mieli dyplomów.

W Prusach publiczna służba zdrowia nie była całkowicie bezpłatna, a tylko tańsza od prywatnej, darmowa pozostawała jednak dla ubogich. Liczba lekarzy była nadal znikoma, tak że ludność chłopska i plebs miejski mogły korzystać jedynie z usług znachorów i zamawiaczy, którzy mieszali zaklęcia religijne z zabiegami pogańskimi i specyfikami roślinnymi. Zachowali oni swoją pozycję na wsi jeszcze długo w wieku XIX. Wybitny lekarz Christoph Wilhelm Hufeland ubolewał w początkach XIX wieku: "Co to pomoże, że 1/6 narodu, która żyje w miastach, znajduje się pod opieką najlepszych zakładów medycznych i lekarzy, podczas gdy pięć szóstych, które żyją na wsi, są tej opieki pozbawione"505. W 1750 roku na 51 lekarzy w Kurmarchii, 37 pracowało w Berlinie. W 1796 roku Ludwik Formey twierdził, że w Berlinie praktykuje 40-50 lekarzy i nie stanowiło to liczby nadmiernej. Poza nimi działało 8-10 wojskowych chirurgów, którzy leczyli też ludność cywilną. W 1802 roku w Kurmarchii pracować miało 114 lekarzy, z czego 65 w Berlinie. Honoraria lekarzy za wizyt, ustalone zostały przez taksy w 1725 roku i pozostały niezmienione do roku 1802. Wizyta lekarska kosztowała jednego talara, to znaczy pół tygodniówki robotnika manufaktury albo czeladnika. Lekarze w XVIII wieku zawsze odwiedzali pacjenta w domu. Jeden z nich, Heim zostawił notatki, z których udało się zestawić roczną statystykę odwiedzin pacjentów:

1784 - 393

1790 - 1000

1795 - 1346

1814 - 1215

1815 - 1107

1822 - 1026

1824 - 2642

1828 - 604

Inną formę miało leczenie ubogich i tych Heim rocznie przyjmował 3-4 tysiące. Heim pisał o nich, że zawsze mieli do niego wstęp za darmo i gdzie mógł, udzielał im rady oraz pomocy. Pacjenci prywatni nie płacili u niego za każdą wizytę z osobna, ale raz w roku.

Pamiętać należy, że epoka szpitali rozwinęła się dopiero w XIX wieku. Samo nowoczesne pojęcie Krankenhaus pojawiło się w roku 1791, w artykule w encyklopedii ekonomicznej. Do pierwszych nowoczesnych szpitali na obszarze Niemiec należały nowy berliński szpital Charite (1785-1800), szpitale w Wiedniu (1793-1795) i Hamburgu (1787-1789)506. W drugiej połowie XVIII wieku w różnych szpitalach od przestrzeni socjalnej dla ubogich oddzielano przestrzeń czysto leczniczą. Szpital hamburski ewoluował np. ze szpitala dla zadżumionych. Poprawiała się obsługa lekarska, pielęgniarska, rosła liczba chirurgów i aptekarzy w szpitalach507.

Wcześniej chorowano oraz leczono zawsze w domu. W szpitalu (Hospital) przebywali tylko nędzarze i to zdrowi, którzy nie mieli gdzie się podziać, czy ludzie zbyt biedni, aby zajęła się nimi rodzina. Szpital ówczesny to raczej hospicjum. Oczywiście pamiętać też należy o przednowoczesnych leprozoriach, szpitalach dla syfilityków i domach zadżumionych. Absolutyzm oświecony rozwijał dopiero nowoczesną ideę szpitala jako miejsca choroby, a nie opuszczenia i biedy, jednak były to dopiero początki. Do XX wieku zarówno życie, choroba, jak i śmierć nierozerwalnie wiązały się z życiem rodzinnym, co zwiększało jej znaczenie508.

W zakresie rozumienia zdrowia i choroby w XVIII wieku zmieniło się niewiele. Panowała nadal całkowicie błędna teoria humoralna, która głosiła, że wszelkie choroby biorą się z psucia i gnicia substancji w organizmie, przede wszystkim płynów. "Miazmę" już od średniowiecza identyfikowano w kategorii wyziewów, nieczystości, złych oparów, zarazków. Już Hipokrates mówił o wydobywających się z ziemi nieczystościach roznoszących choroby. Zaraza miała być roznoszona przez miazmę, więc jako środek leczniczy oczyszczano powietrze poprzez okadzanie dymem.

Główna i całkowicie nieskuteczna metoda leczenia polegała na puszczaniu krwi, co miało się zmienić dopiero w początkach XIX wieku509. Choroby identyfikowano w większości błędnie i skuteczna zmiana paradygmatu w tym zakresie nastąpiła dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Oświeceniowy ruch w nauce zaczął się już w wieku XVII i kontynuowano go w XVIII, ale wielki przełom nastąpił dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Tymczasem jednak wspomnieć trzeba wielkie znaczenie Gerhardta van Swietena, który zreformował medycynę na Uniwersytecie Wiedeńskim, dokąd został powołany w 1745 roku przez Marię Teresę. Van Swieten wprowadził nacisk na nauczanie i wiedzę praktyczną. Założono w Wiedniu ogród botaniczny, stworzono chemiczną pracownię, wprowadzono wykłady kliniczne przy łóżku chorego510.

Centralnym problemem zdrowotności naszych czasów są choroby wieńcowe, układu krążenia, nowotworowe i systemu nerwowego (Nervensystem). W 2010 roku w Niemczech 41% zgonów spowodowały choroby krążenia, 25% rak, 7% choroby dróg oddechowych, 5% układu pokarmowego. Na te cztery grupy chorób przypada obecnie 80% zgonów. Bolączki wieku XVIII miały inny charakter: przede wszystkim choroby epidemiczne na czele z dżumą opisywaną już w Biblii jako kara Boża (dżuma, dyfteryt, gruźlica, ospa, odra, febra). W biblijnej księdze Samuela na skutek dżumy, jako kary Bożej, ginie 70 tysięcy ludzi. Podobnie już w Brandenburgii XVII wieku o dżumie mówiło się często. W 1708 roku rozkaz królewski wspominał o epidemii zarazy w Polsce, nakazując zrobić po pruskiej stronie granicy zapasy żywności na 4-6 miesięcy oraz postawić na granicy opuszczane na noc szlabany i wprowadzić obowiązek posiadania paszportów, co dotąd nie funkcjonowało. Granicę przekraczano jedynie głównymi traktami. Posługiwanie się skrótami i drogami bocznymi groziło karą śmierci. Najostrzejsze środki podjęto przeciwko wędrującym cyganom i włóczęgom. Szczególnie dotkliwa była grożąca Prusom epidemia z lat 1770-1771, która wybuchła w Polsce i krajach naddunajskich. Ospa powodowała ogromną śmiertelność i najczęściej obejmowała 20-40% zarażonych. Większość umierała w ciągu tygodnia od zarażenia. Od połowy XVIII wieku państwo pruskie coraz intensywniej zaczęło zajmować się ospą, podnoszącą wskaźniki śmierci. Zaczęto sobie z nią radzić dzięki szczepieniom, najpierw na ospę ludzką, a potem krowią. Po raz pierwszy szczepienia w Prusach odbyły się w berlińskim Charité w 1769 roku, a szczepionkę krowią wprowadzono w 1800 roku511. Niestety, przy słabym rozwoju ówczesnej służby zdrowia, szczepienia miały charakter przypadkowy, a obowiązkowe pojawiły się dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Wakcynacji uczył swoich kolegów Johann Immanuel Bremer. Prowadził w Berlinie szczepienia metodą wakcynacyjną od 1800 roku. Ważną przyczyną śmierci był tyfus plamisty i malaria, wymieniana już w staroegipskich tekstach512. Według tabel statystycznych z 1777 roku513, główną przyczynę zgonów stanowiła ospa, suchoty, epilepsje, Zahnkrämpfe, zapalenie płuc i tyfus plamisty. Określenie schorzeń oraz identyfikacja choroby okazywały się często całkiem mylne. Na przyklad określenie dużej liczby zgonów jako Schwachheit und Alter mówi niewiele poza tym, że dotyczy osób starszych. W połogu zmarło 1 235 kobiet, przy porodzie 1 566, na odrę 4,5 tysiąca.

Z powodu samobójstw w samym Berlinie w latach 1781-1786 zginęło 239 osób, w czym cztery razy tylu wojskowych co cywilów. Zabijali się w okresie manewrów, kiedy były największe wydatki na pastę do butów, kredę etc. Co do długowieczności, to żyło niewielu ludzi bardzo starych. Statystyka z 1723 roku odnotowywała 14 mężczyzn i 15 kobiet w wieku 90-95 lat; 14 mężczyzn i 10 kobiet w wieku 96-100 lat; 5 mężczyzn i 5 kobiet w wieku 101-105 lat, nawet jeden powyżej 115, w sumie 69 osób powyżej 90 lat514.

Częstokroć zgony powodowały też zapalenie płuc czy choroby przewodu pokarmowego w wypadku dzieci. W XVIII stuleciu z Europy zaczęła wycofywać się dżuma, której ostatni atak we Francji miał miejsce w 1720 roku, a w Prusach w latach 1770-1771. W kronice kolońskiej rodziny Rapp-Mappius z XVIII wieku odnotowane są choroby, na które umierali jej członkowie. Christina Brosius zmarła w wieku 22 lat na tyfus plamisty (Fleckfieber), podobnie Clara Sophia Curtius w wieku 59 lat, suchoty (Zehrung) spowodowały śmierć w 1729 roku Clary Caroliny, a w 1733 roku Petera Friedricha Brosiusa. Georg Mapp zmarł w 1745 roku w wieku 51 lat na czwartaczkę (Brust und hitziger Kraknkheit), podobnie Johann Tillman Brosius w wieku 72 lat w roku 1729; z powodu apopleksji (Schlagenfall) odeszła 70-letnia Johanna Maria Caterina Mappiu. Z kolei w badaniach nadreńskiej parafii z tego okresu, widzimy jako przyczynę zgonów w 1/3 wypadków choroby dróg oddechowych. W innych miejscach jako ważna przyczyna pojawia się puchlina wodna (Wasserzucht), połączona z wyczerpaniem organizmu, szczególnie w wypadku osób starszych515.

Katastrofalna sytuacja panowała nadal w ginekologii, która dopiero pod koniec XVIII wieku stała się dyscypliną uniwersytecką, wcześniej bowiem uważano za amoralne zajmowanie się przez lekarzy-mężczyzn "tymi sprawami" i porody przyjmowały raczej posiadające jedynie przygotowanie praktyczne akuszerki, których wiedzy towarzyszyły liczne zabobony. Funkcję akuszerek pełniły na wsi "mądre kobiety" (Weise Frauen), zielarki, a więc lekarki, bo na wsi profesjonalnych lekarzy brakowało. Wiedzę zdobywały nie w szkołach, ale przekazując ją sobie z pokolenia na pokolenie, córki od matek. Ich szczególna pozycja powodowała, że już od średniowiecza oskarżano je o kontakty z szatanem i o czary516. Przede wszystkim nie znano zasad aseptyki, co prowadziło do bardzo licznych przypadków śmierci okołoporodowej kobiet na skutek gorączki połogowej. We wspominanej ordynacji medycznej z 1725 roku znajdowały się też ustalenia na temat położnictwa. Akuszerki miały być przeegzaminowane przed przyjęciem do pracy w kolegiach prowincjonalnych, zatwierdzone przez naczelne kolegium, a do pracy przyjęte przez lokalne władze miasta. Fryderyk Wilhelm I dał środki na poprawę edukacji akuszerek i w 1727 roku sprawy te zaczął też prowadzić szpital Charité. Początkowo położnych jeszcze tam nie zatrudniano. Zabobonna okoliczna ludność uważała powstające kolejne szkoły dla akuszerek za przybytki rozpusty. W 1728 roku w Berlinie działało 28 akuszerek. Nie funkcjonowała zasada wolności przyjmowania do zawodu i dopiero po śmierci akuszerki przyjmowano na jej miejsce kolejną. Oprócz akuszerek cywilnych pracowały również wojskowe, przeznaczone do obsługi żon żołnierzy. W razie potrzeby wzywano je również do cywilów, co jednak uważano za fuszerowanie czy pracę nielegalną, poza systemem cechowym. W 1790 roku na jedną położną w Berlinie przypadało 3 016 mieszkańców517.

Poważny i odrębny problem stanowiły choroby weneryczne. Leczono je nieskutecznie, a bardzo drogo, rtęcią i gwajakiem oraz driakwią. Uporać się z nimi pozwoliło dopiero wynalezienie penicyliny w połowie lat 40. XX wieku oraz upowszechnienie prezerwatyw. W XVIII wieku prostytutki używały prezerwatyw naturalnych ze zwierzęcej kiszki czy pęcherza. Pewną poprawę przyniesie dopiero w 1910 roku salvarasan, czyli związek arsenu, ale nie stanowił jeszcze pełnego rozwiązania problemu i miał wiele fatalnych skutków ubocznych. Wynalazł go Paul Ehrlich, który otrzymał nagrodę Nobla518. Pod zaborem pruskim kiłę nazywano m.in. chorobą warszawską, a wcześniej francą. Kojarzono ją również z przybyciem do Polski Włochów w XVI wieku (Marcin Bielski). Lekarz warszawski pod zaborem pruskim, Leopold Lafontaine, uważał syfilis za rozpowszechniony w "Polsce pruskiej", a zwłaszcza w Warszawie. Szczególną plagę stanowiły choroby weneryczne wśród rekrutów, gdzie jak mówiono zapewne z ogromną przesadą, na 10 rekrutów chorych miało być ośmiu, więc wróg w ogóle nie był potrzebny. Znacznie lepszą opinię miał na nasz temat śląski lekarz z Milicza, Johann Joseph Kausch. O francy pisał też Ludwik Perzyna w 1793 roku, twierdząc, że na wsi nie była zbyt częsta, a charakterystyczna dla rekrutów i miast519.

Nadal leczymy się często sami. Podaje się, że obecnie 10-50% zachorowań jest leczonych domowymi sposobami, bez wizyty u lekarza. W XVIII wieku ta metoda wręcz dominowała. Znany przypadek w Kolonii mówi, że 60% przypadków zachorowań leczono domowymi sposobami, a w mieście tym opieka lekarska stała lepiej niż na wsi. Podobne wnioski wypływają ze sprawozdań w XIX wieku520. W XVIII wieku lepszy stał się kontakt między pacjentem a lekarzem, bo uczelnie medyczne przechodzić zaczęły z łaciny na języki narodowe. Wiedzę medyczną przestano już też z wolna odbierać jako wiedzę tajemną i magię, porównywalną z cudami, a profani coraz więcej wiedzieli na jej temat. Szczególnie w miastach rosło zainteresowanie medycyną i dietetyką. Ambicje oświeceniowych lekarzy dotyczące szerzenia edukacji medycznej na wsi dalekie były od realizacji. Na wsi zresztą rozmowa lekarza z pacjentem przypominała nadal "dialog głuchych", bo posługiwali się całkiem różnymi językami. Wyobrażenia o panującym na wsi "średniowiecznym braku cywilizacji" i "ciemnościach" miały swoje uzasadnienie, ale wiedza naukowa tej epoki również odbiegała od prawdy. Sibylla Flügge zwraca uwagę, że traktowanie naukowej wiedzy medycznej epoki nowożytnej jako lepszej od medycyny ludowej i religijnej jest bezzasadne521. Podstawowy pogląd chłopski dzielił choroby na takie, od których się umierało i pozostałe. Stwierdzano, że jak ktoś ma umrzeć, to i tak umrze, co ograniczało zabiegi lecznicze i dawało efekt desperackiego, ale za to taniego, godzenia się z losem. Pomocna dla umiejących czytać i ich rodzin była Hausväterliteratur, także kalendarze, gdzie znajdowały się liczne propozycje kuracji medycznych. W kalendarzach polskich artykuły medyczne pojawiły się już w XVI wieku. W epoce saskiej na 800 roczników 70 zawierało różne wiadomości na temat lecznictwa. Przede wszystkim znajdowały się tu zalecenia metod leczenia od puszczania krwi poczynając, na środkach wymiotnych, napotnych oraz przeczyszczających kończąc. Zabraniano puszczania krwi kobietom w ciąży, dzieciom do lat czternastu i ludziom starszym. Ważną rolę odgrywało ziołolecznictwo, które mogło pochwalić się znacznymi sukcesami opartymi na empirii522. Głośne czytanie w grupie słuchaczy nieznających pisma stanowiło zjawisko powszechne. Czytano tam podczas kąpieli, puszczania krwi, stawiania baniek, zażywania medykamentów na przeczyszczenie. Do ulubionych kuracji ludowych należało jednak puszczanie krwi, dla jej oczyszczenia z niezdrowych miazmatów, podobnie jak w medycynie oficjalnej. Uważano, że choroba to nie stan organizmu, ale "rzecz", konkretny przedmiot, który z tego organizmu trzeba wypędzić. Podobnie mówiło się, że chłop bardziej dba o wołu niż swoją pracującą bardzo ciężko żonę. Kalendarze upowszechniały też najgorsze zabobony i dlatego władze zakazywały ich wydawania.

Kiedy dżuma w XVIII wieku ustąpiła z Europy, nadal nie znano prawdziwego sposobu zarażania się i mechanizmów choroby i stan ten trwał aż do końca XIX wieku, gdy odkryto bakterie523. Bez ówczesnego błądzenia nie istniałaby jednak dzisiejsza wiedza i ten etap rozwoju nauki był konieczny. Warszawski lekarz w Prusach Południowych, Leopold Lafontaine, zwracał uwagę w 1801 roku na przeciwników postępu, którzy są wrogo nastawieni do nowinek w rodzaju szczepienia przeciwko ospie. Odrzucenie przez lekarzy medycyny religijnej i wiary w cudowne uzdrowienia to wielka ówczesna zmiana, podobnie pojawienie się poglądu, że kobietę badać i leczyć należy tak jak mężczyznę, bez zważania na różnicę płci. Według Lafontaine "im zdarzenia bardziej się od naturalnych praw natury oddalają, a przybliżają do cudów, tym mniej godne są wiary, choćby najosobliwsze i przez najwięcej świadectw były potwierdzone"524. Wobec medycyny ludowej odnosił się z wrogością: "znachorzy posiadają zaufanie włościan i zabierają im ostatni grosz z kieszeni. Tym mordercom należałoby zabronić wykonywania medycyny i chirurgii i tylko tym dać pozwolenie, którzy ukończyli studia nauk w jakiejś akademii"525.

Różnica między medycyną ludową a naukową polegała jednak na tym, że ta pierwsza była niezmienną skamieliną przekazywaną z ojca na syna, a druga natomiast w swej istocie ewoluowała i podlegała zmianom, jakkolwiek w ramach paradygmatu, a więc całego spójnego systemu poglądów, którego przełamanie przychodziło z trudem. Jednak oświeceniowe konstruowanie opozycji między tym, co ciemne, przesądne oraz zabobonne a rozumnością, również niezmiernie przejaskrawiano i stereotypizowano. W świetle tych wyobrażeń chłopa postrzegano jako "nierozumne i niedojrzałe dziecko", wymagające kierownictwa. Chłopi to jeszcze "motłoch" (Bauernpöbel), żyjący w brudnych, ciasnych i ciemnych norach, w tłoku, w jednej izbie z gromadką dzieci; kierowali się "zwierzęcą logiką". Byli degradowani do klasy pozbawionej praw ludzkich przez te oraz inne porównania z Indianami, murzynami, rzymskimi niewolnikami. Ambiwalencja tych wyobrażeń polegała na tym, że współczuciu i chęci poprawy sytuacji towarzyszyło lekceważenie, pogarda, świadomość wyższości, uzurpacja prawa do kierownictwa, jak również poczucie bycia lepszym. Tworzono dystynktywne cechy klasy niższej, do której należały ciemnota, pijaństwo, lenistwo, brud i bałagan. Światło, powietrze i czystość utrzymywało zdrowie. Tak też opisywani byli chłopi, czemu towarzyszyły projekty naprawy. A jednak lekarze epoki oświecenia chłopami się zainteresowali, wiele uwagi poświęcali twardemu, trudnemu życiu i byli bystrymi obserwatorami ich problemów. To dawało legitymizację do poddaństwa oraz pouczania włościan i odsuwało w ad calendas graekas termin zniesienia chłopskiej niewoli, do czasu kiedy chłopi się nauczą. W rzeczywistości nauka w wielu miejscach z potocznych ludowych wyobrażeń medycznych, z pożytkiem w sensie praktycznym korzystała526.

Wspominałem o medycynie ludowej, ale pamiętać też należy o zasadniczym znaczeniu medycyny religijnej, która więcej ważyła wśród katolików niż protestantów. Wprawdzie lekarze i księża w szerzeniu oświaty zdrowotnej wspierali się niejednokrotnie wzajemnie, ale w ramach katolicyzmu funkcjonował oprócz tego rozbudowany kanon medycyny religijnej. Christian Barthel pisał, że praca lekarzy była kontynuacją kulturowej pracy Kościoła innymi środkami. Z psychologicznego punktu widzenia medycyny religijnej oferowało to ogromne wsparcie dla ludzi dotkniętych nieszczęściem i praktykowane jest do dzisiaj w wypadku chorób nieuleczalnych. Kościół rozbudował system świętych - lekarzy, relikwii, pielgrzymek, wotów, modlitw czy miejsc świętych. W wypadku dżumy modlono się do Matki Boskiej, która broniła także przed wszystkimi chorobami, jako że Prusy były po części krajem katolickim (zachodnie prowincje także) i protestanckim. W sumie jednak o wstawiennictwo w tej sprawie proszono aż 60 świętych. Ludzie oświecenia wprawdzie słusznie śmiali się z medycyny religijnej, przyrównując ją do zabobonów, ale dla większości ludzi, czyli plebsu wiejskiego i miejskiego, dawała ona jedyne realne psychologicznie wsparcie. W wypadku Madonny z ochroną przed dżumą kojarzono jej płaszcz. Spośród świętych do najważniejszych należeli święty Sebastian i święty Roch. Z drugiej strony, jak wiadomo, choroby w rodzaju dżumy czy syfilisu miały być karą Bożą za występki527. Święty Roch to też jednak patron chroniący od ropiejących i trudno gojących się ran czy owrzodzeń. Stygmatyzacja społeczna spowodowana chorobą znana jest i dzisiaj (AIDS), ale w przeszłości odznaczała się większą siłą i powszechnością. Kontaktu z chorymi unikano, co opisuje już Biblia. Mocno stygmatyzowano choroby weneryczne, epilepsje oraz choroby umysłowe. Te z kolei traktowano jednak niejednoznacznie. Szaleństwo miało posmak świętości, boskości i transgresji528.

Zdrowiem opiekowali się lekarze po studiach, ale też chirurdzy, balwierze i wyrwizęby (Zahnbrecher). Chirurdzy (Wundärzte) należeli w końcu XIX wieku do cechów łaziebników (Bader) albo balwierzy (Barbier), gdzie nauka u mistrza trwała trzy lata. Nad egzaminem i przyznaniem uprawnień do wykonywania zawodu nie funkcjonowała jeszcze żadna kontrola państwa. Także lekarze po fakultetach medycznych pojawili się w Niemczech w większej liczbie najpierw w drugiej połowie XV wieku, wraz z falą powstawania uniwersytetów, potem w połowie XVI wieku na skutek reformacji. Balwierze poza fryzjerstwem zajmowali się opatrywaniem świeżych ran, złamaniami kości i puszczaniem krwi. Często kompetencji golibrodów (Barbier) i łaziebnych (Bader) nie odróżniano. W XVI-XVIII wieku stopniowo zwalczano konkurencję w cechach miejskich, w tym i związaną z medycyną. Pojawiały się zakazy przejmowania przez wdowy interesów po mężu (chirurdzy, łaziebnicy), wyłączanie z przyjmowania do cechów dzieci nieślubnych, wykluczanie kobiet z wykonywania funkcji łaziebnych i chirurgów. We frankfurckiej ordynacji medycznej z 1612 roku kobiety mogły wykonywać funkcje medyczne tylko charytatywnie, na przykład leczyć przy pomocy nalewek sporządzonych przez siebie. Ordynacja medyczna z 1744 roku wyliczała również grupy profesjonalnie zajmujące się medycyną, a więc katów ("oprawców"), stare kobiety, owczarzy, włóczęgów, rakarzy czy znachorów. Dopiero w 1685 roku wprowadzono w Brandenburgii dla chirurgów egzaminy państwowe, a w 1725 roku obowiązkowe kursy w Theatrum Anatomicum w Berlinie529. Stopniowo rosła przepaść między "fizyczną" pracą łaziebnych, balwierzy, cyrulików i chirurgów a uczonym zawodem medyków wymagającym wiedzy uniwersyteckiej530.

476 Alfons Labisch, Homo Hygienicus. Gesundheit und Medizin in der Neuzeit, s. 51-56; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 193-198, 205.

477 Tamże, s. 60-61.

478 Tamże, s. 61; Michel Faucault, Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, Warszawa 1987, s. 17; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 196-197, 199.

479 Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 207-209.

480 Bettina Wischhöfer, Krankheit, Gesundheit und Gesellschaft in der Aufklärung. Das Beispiel Lippe 1750-1830, Frankfurt-New York 1991, s. 25, 443.

481 Münch Ragnhild, Gesundheitswesen im 18. und 19. Jahrhundert. Das Berliner Beispiel, s. 15, 22; Bettina Wahrig, Werner Sohn, Einleitung, w: Zwischen Aufklärung. Policey und Verwaltung. Zur Genese der Medizinalwesens 1750-1850, Hg. Bettina Wahrig, Werner Sohn, Wiesbaden 2003, s. 9-16; Michel Foucault, Historia szaleństwa, s. 17-19, 21, 56-57; Johannes Wimmer, Gesundheit, Krankheit und Tod im Zeitalter der Aufklärung. Fallstudien aus den habsburgischen Erbländern, Wien-Köln 1991, s. 13, 203.

482 Christian Barthel, Medizinische Polizey und medizinische Aufklärung, s. 9-10, 18; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 225.

483 Christian Barthel, Medizinische Polizey und medizinische Aufklärung, s. 9; Norbert Paul, "Zum Zwecke der Verpflegung dürftiger Kranker, Erziehung geschickter Ärzte und Beförderung und Erweiterung der Heilwissenschaft". Arztinitiativen bei der Gestaltung des Krankenhauses in der Zeit des Aufgeklärten Absolutismus, w: "Einem jeden Kranken in einem Hospotale sein eigenes Bett". Zur Sozialgeschichte des Allgemeinen Krankenhauses im Deutschland in 19 Jahrhunderts, hg. Alfons Labisch, Reinhart Spree, Frankfurt-New York, s. 93-94.

484 Alfons Labisch, Homo Hygienicus. Gesundheit und Medizin in der Neuzeit, s. 85; Otto Behre, Geschichte der Statistik in Brandenburg -Preussen, Berlin 1905, s. 130-131.

485 Münch Ragnhild, Gesundheitswesen im 18. und 19. Jahrhundert, s. 20-21.

486 Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala, s. 24-25.

487 Christian Barthel, Medizinische Polizey und medizinische Aufklärung, s. 27; Alfons Labisch, Homo Hygienicus. Gesundheit und Medizin in der Neuzeit, s. 83; Moritz Pistor, Grundzüge einer Geschichte der Preussischen Medizinverwaltung bis ende 1907, s. 1-7.

488 Pistor Moritz, Grundzüge einer Geschichte der Preussichen Medizinalverwaltunng, s. 11; Michael Sachs, Chirurgie und Staat: der Chrirurg in der Brandenburg-Preussischen Medizinalgesetzgebung 1685-1871, w: Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 1-3, 68, 2005, s. 88-89; Alfons Labisch, Homo Hygienicus. Gesundheit und Medizin in der Neuzeit, s. 83-85; Manfred Stürzbrecher, Beiträge zur Berliner Medizingeschichte. Quellen und Studien zur Geschichte des Gesundheitswesens vom 17. bis zum 19. Jahrhundert, Berlin 1966, s. 76-77; Ragnhild Münch, Gesundheitswesen in 18. und 19. Jahrhunderts, s. 27-29.

489 Wolter, Pamiętniki, Warszawa 1994, s. 20-21.

490 Margrabina von Bayreuth, Pamiętniki, s. 30.

491 Gerd Heinrich, Friedrich von Preußen. Leistung und Leben eines großen König, Berlin 2009, s. 310; Wolter, Pamiętniki, s. 22.

492 Peter Baumgart, Friedrich Wilhelm I, w: Brandenburg-Preussen unter dem Ancien régimee, Berlin 2009, s. 84-85.

493 Gerhard Oestreich, Friedrich Wilhelm I. Preußischer Absolutismus, Merkantilismus, Militarismus, Göttingen 1977, s. 25-26, 44-45; Fryderyka Zofia Wilhelmina von Bayreuth, Pamiętniki, s. 29-30; Theodor Schieder, Friedrich der Grosse. Ein Königtum der Widersprüche, Frankfurt a. M. 1983, s. 73; Peter Baumgart, Friedrich Wilhelm I, s. 94-95.

494 Tadeusz Namowicz, Oświecenie, w: Polska-Niemcy. Historia-kultura-polityka, red. Andreas Lawaty, Hubert Orłowski, Poznań 2008, s. 336-346.

495 Julien Offray de La Mettrie, Człowiek maszyna, w: Dzieła filozoficzne, Warszawa 2010, s. 235 in.

496 Manfred Stürzbrecher, Beiträge zur Berliner Medizingeschichte, s. 78-79.

497 Tamże, s. 79.

498 Tamże, s. 80-84.

499 Tamze, s. 89-90.

500 Pistor Moritz, Grundzüge einer Geschichte der Preussichen Medizinalverwaltunng, s. 7, 11; Michael Sachs, Chirurgie und Staat: der Chrirurg in der Brandenburg-Preussischen Medizinalgesetzgebung 1685-1871, w: Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 1-3, 68, 2005, s. 88-89; Alfons Labisch, Homo Hygienicus. Gesundheit und Medizin in der Neuzeit, s. 83-85; Manfred Stürzbrecher, Beiträge zur Berliner Medizingeschichte, s. 76-77.

501 Władysław Szumowski, Galicyja pod względem medycznym za Jędrzeja Kurpińskiego, pierwszego protomedyka 1772-1783, Lwów 1907, s. 25-27.

502 Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI-XVIII, t. 1, s. 442.

503 Władysław Szumowski, Galicyja pod względem medycznym, s. 27; Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI-XVIII, t. 1, s. 443.

504 Władysław Szumowski, Galicyja pod względem medycznym, s. 32-33.

505 Helga Schultz, Berlin 1650-1800. Sozialgeschichte einer Residenz, Berlin 1987, s. 269.

506 Robert Jütte, Vom Hospital zum Krankehnaus, w: Einem jeden Kranken in einem Hospotale sein eigenes Bett. Zur Sozialgeschichte des Allgemeinen Krankenhauses im Deutschland in 19 Jahrhunderts, hg. Alfons Labisch, Reinhart Spree, Frankfurt-New York 1996, s. 32-34; Manfred Stürzbrecher, Beiträge zur Berliner Medizingeschichte, s. 73-74, 84.

507 Robert Jütte, Vom Hospital zum Krankehnaus, w: Einem jeden Kranken in einem Hospotale sein eigenes Bett. Zur Sozialgeschichte des Allgemeinen Krankenhauses im Deutschland in 19 Jahrhunderts, hg. Alfons Labisch, Reinhart Spree, Frankfurt-New York 1996, s. 36-40.

508 Robert Jütte, Vom Hospital zum Krankehnaus, w: Einem jeden Kranken in einem Hospotale sein eigenes Bett. Zur Sozialgeschichte des Allgemeinen Krankenhauses im Deutschland in 19 Jahrhunderts, hg. Alfons Labisch, Reinhart Spree, Frankfurt-New York 1996, s. 31-32, 34; Fritz Dross, Vom Geist des reinen Wohltuns. Zur Krankenhauspolitik des ausgehenden des 18. Jahrhunderts, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 69, 3-4, 2006, s. 105-106, 110-112; Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühen Neuzeit, Stuttgart 2013, s. 196-197; Norbert Paul, Zum Zwecke der Verpflegung dürftiger Kranker, Erziehung geschickter Ärzte und Beförderung und Erweiterung der Heilwissenschaft, s. 91, 96-97.

509 Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby. Od średniowiecza do współczesności, Warszawa 1997; François Lebrun, Jak dawniej leczono. Lekarze, święci i czarodzieje w XVII i XVIII wieku, Warszawa 1997; Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühen Neuzeit, s. 26-27.

510 Władysław Szumowski, Galicyja pod względem medycznym, s. 13-15.

511 Helga Schultz, Berlin 1650-1800, s. 272. Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühen Neuzeit, s. 10-11, 51-53, 55-56; Moritz Pistor, Grundzüge einer Geschichte der Preussischen Medizinverwaltung bis ende 1907, s. 121-122, 126; Janusz Skalski, Medycyna w Polsce przedrozbiorowej, s. 9.

512 Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühen Neuzeit, s. 59-63; Moritz Pistor, Grundzüge einer Geschichte der Preussischen Medizinverwaltung bis ende 1907, s. 129-130.

513 Otto Behre, Geschichte der Statistik in Brandenburg-Preussens, s. 150-151.

514 Tamże, s. 153.

515 Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühen Neuzeit, Stuttgart 2013, s. 11.

516 Ulrike Gleixner, Die "Gute" und die "Böse" Hebammen als Amtsfrauen auf dem Land (Altmark/Brandenburg, 18 Jahrhundert), w: Frauen in der ländlichen Gesellschaft 1500-1800, hg. Heide Wunder, Göttingen 1996, s.96-122; Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühen Neuzeit, s. 47-48.

517 Hans-Christoph Seidel, Eine neue "Kultur des Gebärens". Die Medikalisierung von Geburt im. 18. und 19. Jahrhundert in Deutschland, Stuttgart 1998; Manfred Stürzbrecher, Beiträge zur Berliner Medizingeschichte, s. 93-94.

518 Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühen Neuzeit, s. 41-43.

519 Wacław Urban, Znaczenie kiły, s. 1-2.

520 Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühen Neuzeit, s. 16-17; Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce wiek XVI-XVIII, t. 1, s. 444.

521 Sibylla Flügge, Reformation oder erneuerte Ordnung die Gesundheit betreffend, s. 17.

522 Bogdan Rok, Kalendarze polskie czasów saskich, Wrocław 1985, s. 56-57, 64.

523 Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühe Neuzeit, s. 26-27; Władysław Szumowski, Galicyja pod względem medycznym, s. 24.

524 Leopold Lafontaine, O prawdziwej wartości sztuki lekarskiej, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 1, 1801, s. 10-13; tegoż, O ospie krowiey, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 3, 1801, s. 281-282.

525 Leopold Lafontaine, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 1, 1801, s.186.

526 Zofia Podgórska-Klawe, Związki między chorym a lekarzem na przełomie XVIII i XIX wieku, w: Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 1-3, 68, 2005, s. 343-344, 346-347; Christian Barthel, Medizinische Polizey und medizinische Aufklärung, s. 152-154; Edmunde Burke, Społeczna historia wiedzy, Warszawa 2016, s. 30-35.

527 Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühen Neuzeit, s. 42; Christian Barthel, Medizinische Polizey und medizinische Aufklärung, s. 158.

528 Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühen Neuzeit, s. 48-49; Janusz Skalski, Medycyna w Polsce przedrozbiorowej, s. 9-10.

529 Michael Sachs, Chirurgie und Staat: der Chrirurg in der Brandenburg-Preussischen Medizinalgesetzgebung 1685-1871, w: Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 1-3, 68, 2005, s. 83-84; Sibylla Flügge, Reformation oder erneuerte Ordnung die Gesundheit betreffend, s. 21-24.

530 Tamże, s. 25.

Rozdział 4

Sytuacja zdrowotna i służba zdrowia pod zaborem pruskim i na ziemiach polskich w drugiej połowie XVIII i początku XIX wieku

Splot modernizacyjny

Już poczynając od okresu rządów wielkiego elektora Fryderyka Wilhelma, absolutyzm w Prusach przyniósł gwałtowne przyśpieszenie rozwoju nowoczesnych instytucji państwa. Państwo natomiast ze względów militarnych zaczęło interesować się zdrowiem mieszkańców, ich kondycją biologiczną i demografią531. Modernizację spowalniał wprawdzie ciężar wydatków militarnych i bardziej niż gdzie indziej nasilona rola militaryzmu w systemie społeczno-ekonomicznym niewielkiego kraju. Jego elitą była też szlachta, ale tutaj przede wszystkim na stanowiskach oficerskich, a relację pan - poddany powielano dosłownie w zależności dowódca - żołnierze. Sprawy te, jako kluczowe dla negatywnego oddziaływania Prus na dzieje Polski, są u nas już w znacznym stopniu znane, natomiast mniej wiemy o twórczej, modernizacyjnej roli państwa pruskiego532. W Polsce dla ukazania twórczej roli ludności polskiej w rozwijaniu kraju używa się ostatnio pojęcia samomodernizacji. Jak słusznie pisał Lech Trzeciakowski: "W zaborze pruskim istniały warunki specyficzne. Prusy prowadziły politykę germanizacyjną. Z drugiej jednak strony, dążąc konsekwentnie do modernizacji państwa, stworzyły warunki dla różnych form aktywności społecznej"533. Dokładnie tak to wyglądało. "Władze były zainteresowane wzrostem cywilizacyjnym tych terytoriów", jednak stanowiącą połowę ludność niemiecką niesłychanie faworyzowano.

Jak stwierdzał Ragnhild Münch, opieka medyczna państwa z jednej strony należała do środków dyscyplinujących poddanych państwa absolutnego, z drugiej zaś do narzędzi budowania "państwa dobrobytu"534. Prusacy mieli się stosować do zarządzeń medycznych jako posłuszni poddani, a nie wolni obywatele. Christian Barthel powiadał za Michelem Foucault, że w okresie klasycyzmu ciało i zdrowie ulegało odprywatyzowaniu i stało się obiektem społecznego nadzoru oraz przedmiotem władzy. Na płaszczyźnie ogólnej, troszczono się i dyscyplinowano "ludność", którą poczęto postrzegać jako bogactwo, siłę roboczą. Interesowano się przyrostem naturalnym, płodnością i śmiertelnością, stanem zdrowotnym społeczeństwa, a także sposobami odżywiania535. Zagadnienie zdrowotności i medycyny jest wielce znaczące w strukturze kameralizmu, czyli oświeceniowo-merkantylistycznej nauce o funkcjonowaniu państwa i kraju. Kameralizm w niemieckim wydaniu sprowadzał się też do wiedzy o optymalnym wykorzystaniu zasobów kraju przez państwo, a wreszcie o sposobach jego działania służących wzrostowi gospodarczemu i pomnożeniu bogactwa. Realizacją tych celów zajmowała się policja, w tym "policja medyczna", jak nazwał ją Johann Peter Frank536.

Wszystkie działania miały na celu wzrost wydolności, zamożności i pomyślności mieszkańców, podporządkowany jednak bezpieczeństwu militarnemu kraju. Państwo osiągało to przez podatki, które uzyskiwano w wystarczającej wysokości tylko od zamożnych, zdrowych i zdolnych do pracy poddanych. W epoce licznych epidemii różnych chorób zbierających śmiertelne żniwo i ogromnej śmiertelności dzieci, był to wielki i dotkliwy problem537. W służbę państwa wciągnięta też została ideologia pietyzmu, który już w początku XVIII stulecia silny nacisk kładł na politykę społeczną, opiekę nad ubogimi oraz sierotami, higienę i wykształcenie ludu. Pietyzm przesycał doktrynę Kościoła, który w Prusach częścią należał do aparatu państwowego. Pastorzy, poza pełnieniem funkcji religijnych, stawali się nie tylko urzędnikami, ale i nauczycielami, przekazującymi z ambony także edykty oraz rozporządzenia dotyczące chorób, leczenia ludzi i zwierząt. Inna rzecz, że przed odczytywaniem dokumentów urzędowych, znudzeni wierni wychodzili z kościoła, co ograniczało siłę przekazu edyktów538.

W obrębie kameralistyki występowała natomiast gałąź zbliżająca nas do polityki sanitarnej państwa, czyli populacjonizmu. Polityka populacyjna (Peuplierungspolitik) zmierzała do wspierania wzrostu demograficznego i starań o zapewnienie, jak również utrzymania wysokiej jakości materiału ludzkiego. Głębsza przesłanka stojąca za tą polityką to założenie, że od liczby mieszkańców kraju, którzy wytwarzają dobra materialne, zależy potęga państwa czerpiącego swą siłę z opodatkowania tychże dóbr. Jak to oceniał w 1808 roku Leopold Krug, wprawdzie lepiej mieć państwo z 5 milionami mieszkańców i 300 milionami talarów dochodu rocznego niż 10 milionów mieszkańców i 500 milionów talarów, jednak dobrobyt i zamożność idą w parze z rozkwitem demograficznym: "Zwiększenie liczby ludności jest więc zarówno powodem, jak i skutkiem zamożności i bogactwa"539. Ten sposób widzenia odzwierciedlał zwykle rzeczywistość europejską - kraje gęsto zaludnione to kraje zamożne. Tak też baron vom Stein w urzędowym sprawozdaniu z podróży po Polsce w 1781 roku stwierdzał, że słabe zaludnienie kraju jest spowodowane złym położeniem ludności i ogólnie zbyt wielką nierównością. Podobnie uważali następnie administratorzy pruscy po 1793 roku540. Także Staszic uznawał, że rozwój demograficzny Polski jest słaby z powodu feudalnego ustroju i złego rządu powodujących nędzę ludu541.

Rolę całkowicie zasadniczą odgrywały źródła informacji o stanie demograficznym i sanitarnym kraju, a przede wszystkim o kierunku zmian, które nakazywałyby podjęcie określonych działań. Narzędziem dającym informacje w tym zakresie - jak współcześnie mówiono - "okularami państwa" (Staatsbrille) była statystyka urzędowa (amtliche Statistik). Rozmiary zaangażowania w jej prowadzenie oraz zainwestowanych środków są oczywistymi dowodami na to, że władze pruskie przywiązywały dużą wagę do stanu sanitarnego i ogólnie demograficznego kraju. Epidemie stanowiły czynnik centralizujący i mobilizujący państwa. Te spektakularne, a przecież nierzadkie klęski wymagały rozwiązań prawnych, służby zdrowia, działań zsynchronizowanych oraz kordonów sanitarnych na dużych obszarach. Większość zgonów powodowały w tym czasie choroby epidemiczne, gdy dzisiaj ich przyczynami są choroby krążenia (41% zgonów w Niemczech w 2010 roku), nowotworowe (25%) i serca. Tylko w pierwszej połowie XVIII wieku odnotowano w Rzeczypospolitej 14 epidemii chorób zakaźnych; największe w latach 1705-1709 i 1711-1714. Pojawiały się tam epidemie dżumy, czarnej ospy, duru brzusznego, duru plamistego, zimnicy i czerwonki. Śmiertelność była tak wysoka, że ludność Rzeczypospolitej spadła o 30%. Największa epidemia dżumy wybuchła w 1770 roku na kresach wschodnich, na Podolu i Wołyniu w następstwie przemarszu wojsk rosyjskich, gdzie występowali zarażeni. Była to ostatnia epidemia dżumy w naszym kraju, co należy może wiązać z zastąpieniem gatunku szczura czarnego, który ją upowszechniał, przez szczura szarego znad Wołgi i Morza Kaspijskiego. Kolejne zagrożenie stanowiły epidemie ospy, które wybuchały w Polsce m.in. w latach: 1771, 1783, 1784542. Warto pamiętać, że wariolizacja stanowiła starą metodę szczepienia na ospę, stosowaną od tysięcy lat w Chinach, Indiach i Afryce. Do Polski dotarła jednak w XVIII wieku przez Turcję i Anglię. Odkrycie Jennera szczepienia ospy krowiej dokonało się w roku 1798543.

Szpitalnictwo rozwijało się od średniowiecza, kiedy to opierało się na działalności charytatywnej, czyli zapisach prywatnych fundatorów. Mogły to być zapisy pieniężne, ale i przekazanie ziemi. Sprawami szpitalnictwa zajmowała się hierarchia kościelna, ale intensyfikacja działań w tym zakresie nastąpiła dopiero po Soborze Trydenckim w 1563 roku. Władze kościelne zachęcały panów do unikania wyzysku poddanych, bo to zwiększało liczbę ubogich. Opieką nad nimi zajmowały się też zakony szarytek oraz bonifratrów. W zarządach szpitali zasiadali prowizorowie, czyli przedstawiciele magistratu w miastach i witrykusi na wsi - opiekunowie spośród parafian. Funkcjonowały też leprozoria i szpitale dla wenerycznie chorych oraz górników. Za Augusta III w Warszawie pojawił się Szpital Generalny Dzieciątka Jezus544. Był on obdarowany nie tylko przez króla, ale też wielu darczyńców. Szpital przeznaczono dla podrzutków składanych zawsze u furty. Część dzieci przebywała w szpitalu, część jednak oddawano do mamek na wieś. Oprócz tego ośrodek ten posiadał również łóżka dla chorych i ubogich545. "Przechodziłem przez kilka sal, ale przyznaję się, żem chustką usta musiał zatulić, chociaż nie zwykłem się w ogóle brzydzić tym, co ludzkie"546. Jacek Jezierski porównał tę placówkę do jatki rzeźniczej, bo do szpitala podrzucano rocznie 600 dzieci, z czego tylko 10-12 utrzymywało się przy życiu. Zaofiarował się, że sam da rocznie sto czerwonych złotych, jeżeli szpital wykaże, że utrzymuje przy życiu przynajmniej 10% podrzuconych dzieci547. Kolejny był szpital Świętego Rocha dla chorych i ubogich, "ale i tu zbywa na porządku, czystości, a szczególnie świeżym powietrzu". Pod koniec XVIII wieku w Warszawie liczba duchowieństwa była jeszcze ogromna, w tym mnóstwo mnichów i mniszek zakonnych. Na osiemnaście zakonów tylko trzy pozostawały jednak praktycznie użyteczne. Bonifratrzy mieli szpital dla chorych na 50-60 łóżek i podobnej liczby obłąkanych. "Bracia ci rokrocznie częstują chlebem i piwem, co dla wielkiej części mieszkańców Warszawy jest pewnego rodzaju uroczystością, na drugi dzień Zielonych Świątek przypadającą. Przed ich kościołem stawią naówczas budy i kramy ze wszelkiego rodzaju żywnością i drobnym towarem. Między tymi więcej jest szynków piwa i wódki. Lud dopija i dojada pragnieniom i głodowigwoli, których bonifratrzy nasycić i ugasić nie mogli. Osoby klas wyższych przechadzają się wpośród straganów lub przyglądają przez okna sąsiednich domów wrzawie i tłumowi"548. W kolejnym miejscu, czyli klasztorze Wizytek, znajdowało się 25 łóżek chorych549.

Oświecenie przynosiło duże zmiany w obszarze instytucjonalizacji oraz rozwoju publicznej służby zdrowia i podniesienia jej poziomu. Na ziemiach polskich przebiegały one o wiele słabiej i wolniej niż w Prusach, o czym piszę dokładniej w innym miejscu. Lekarzy w kraju pracowała niewielu. Na wydziałach medycznych Akademii Krakowskiej i Zamoyskiej, a także w Wilnie i Lwowie albo zawieszono wykłady z braku profesorów lub ich nie podjęto. W rezultacie mnóstwo było lekarzy cudzoziemców, jak również Polaków wykształconych za granicą, np. w Padwie, a jeszcze więcej szarlatanów cudzoziemców. Dopiero Komisja Edukacji Narodowej podjęła działania reformatorskie. Na Akademii Krakowskiej utworzono trzy szkoły: lekarską, cyrulicką i apteczną. Istniała też bariera popytowa, bo na leczenie przez lekarza mogli sobie pozwolić tylko bogaci. Leczeniem uboższej szlachty zajmowali się już medycy bez dyplomów, cyrulicy, zielarze, olejkarze, znachorzy etc.550

Jak wszakże wiadomo, nie tylko medycynę religijną czy ludową, ale i naukową tego czasu, podobnie jak szkolnictwo i inne instytucje oraz dziedziny, charakteryzowała jeszcze wysoka niedoskonałość. Jan Jakub Rousseau - nie bez racji - mówił z perspektywy zdrowia ówczesnego pacjenta, że lepiej, gdyby lekarzy wcale nie było. Podobnie Stanisław Staszic (założyciel Szkoły Lekarskiej w Warszawie w 1809 roku) wyrażał się o medycynie z najwyższym sceptycyzmem: "Dzisiejsza nauka lekarska więcej szkodzi niżeli towarzystwom dobrego czyni"551. A gdzie indziej dawał wyraz swojej niechęci wobec lekarzy w następujący sposób: "To jest pewne, że z lekarzami pomnażają się choroby (...). W Polsce w województwie krakowskim jest najwięcej lekarzów i tam już teraz znajduje się najwięcej chorób gatunków. Na Ukrainie lekarzów nie masz i prócz cudzoziemskiego powietrza wielorakich rodzajów chorób niemasz"552. Jak twierdził, medycyna ówczesna psuła wyroki opatrzności, bo przez niewiedzę lekarze zabijali pacjentów zdolnych przeżyć siłami natury i uleczyli tych, którzy powinni umrzeć. Wtedy już obowiązywała bardzo zasadna reguła: przede wszystkim nie szkodzić. Często byłoby lepiej, kontynuował rozważania, gdyby lekarz poprzestał na wskazówkach dietetycznych. Bardzo ważne w terapii jest nastawienie pacjenta i tu przytaczał znane przysłowie "wiara uzdrawia". "Natenczas imaginacja oddaje zmysłom ich spokojność, powraca czynnościom życia porządek, wszystko ożywia przez nadzieję. Nadzieja jest życiem człowieka. Kto mu dać może pierwszą, ten mu przywraca życie"553. Tymczasem, wielokrotnie w domu chorego opłakiwano już jego śmierć, zapalono świece przy łóżku, wstawiano kościelne sprzęty i wzywano księdza: "Onby jeszcze żył, te śmiertelne narzędzia skróciły mu życie"554. Jako remedium Staszic zalecał wzywać księdza i dać spowiedź standardowo na początku choroby, aby nie straszyć chorego, że to już koniec.

Podobnie pisał Hugo Kołłątaj: "W czasie anarchii wszystko tu uchodziło, któż się albowiem u nas zapytał, jakim prawem i za czyim potwierdzeniem sprawuje u nas ktokolwiek professyą lekarza? Polska była ucieczką i schronieniem wszystkich szarlatanów, empirystów i awanturników. Każdy kto chciał i znalazł protekcję mógł być doktorem. Osiadał sobie pomiastach i miasteczkach, leczył, zakładał aptekę, preparował medykamenta bez najmniejszej komukolwiek opowiedzi. (...) Prawdziwych doktorów, dobrych i szczęśliwych praktyków, było u nas bardzo mało; bogacili się oni niezmiernie bez najmniejszej zazdrości przeciw szarlatanom. (...) W kraju więc tak rozległym - gdzie nie było żadnej publicznej szkoły dla aptekarzów, chirurgów i lekarzów, gdzie tylko niekiedy majętniejsi mieszczanie posyłać mogli na medycynę swe dzieci do obcych akademii, gdzie cudzoziemcy kosztem magnatów sprowadzenii nie zdołali wystarczyć kosztownie opłacanej praktyce - nie mogło być inaczej, wyjąwszy kilka miast większych, gdzie było dość ludzi w praktyce lekarskiej sławnych; w województwach, osobliwie ruskich, dobry doktor gdziekolwiek osiadł, zrobił sobie wielki majątek i uszczęśliwił miasteczko, do którego się zewsząd zjeżdżano"555.

Nie znaczy to, że w Rzeczypospolitej brakowało ludzi światłych i świadomych sytuacji. Już w epoce saskiej Stanisław Leszczyński mówił o potrzebie modernizacji instytucji wewnętrznych i bezpłatnej opiece lekarskiej dla ubogich. Wojewoda mazowiecki Stanisław Poniatowski popierał politykę demograficzną opieki nad wielodzietnymi rodzinami oraz tworzenie przytułków, wszystko to jednak pozostawało na papierze. Także w otoczeniu Augusta III rozwijały się niezrealizowane projekty reform sanitarnych. Już w 1758 roku pojawił się projekt szpitala generalnego na wzór francuski, niestety niewcielony w życie. Bardzo sprawami zdrowotności interesował się Stanisław August Poniatowski. W 1765 roku zabiegał o przyjazd do Polski słynnego szwajcarskiego lekarza Théodore Tronchina, a po niepowodzeniu tego przedsięwzięcia, Samuela Augusta Tissota, także ze Szwajcarii, proponując mu stanowisko na swoim dworze. Król korespondował z Fryderykiem Herrenschwandem, który był Szwajcarem i lekarzem paryskiej gwardii szwajcarskiej. Planował założenie w Warszawie uczelni medycznej i medyk zatrudniony przez władcę przybył do Warszawy w 1766 roku.

W 1769 roku szczepień ochronnych w Warszawie podjął się inny lekarz królewski Jan Dupont. Włościanie szczepień się obawiali. Jak pisano w "Magazynie Warszawskim": "Chłopskiego stanu nikt nie przymusza aby poddał się zaszczepieniu, lubo niedawno ospa naturalna w jednej z parafii przez 4 niedziele 75 niewiniątek do nieba posłała, zostawując go wcale swoim własnym uprzedzeniom albo też samej naturze, tak dalece, że czego ona z miłości macierzyńskiej nie zabierze, to tamtą uprzątną"556. Sprawy medyczne stanowiły przedmiot zainteresowania także licznych oświeceniowych towarzystw i wolnomularstwa. Loże rozpatrywały konieczność wprowadzenia bezpłatnych szczepień dla dzieci. Szczepienia ospy (jeszcze metodą wariolizacji) w 1760 roku prowadził mason doktor Boeckler, w tym samym czasie również lekarz ze szpitala Dzieciątka Jezus, doktor Troschell. Lekarze Wilhelm Ritsch i Jan Fryderyk Herrenschwand w latach 60. przedstawili projekty utworzenia w Warszawie Kolegium Medycznego, które jak większość pomysłów, zakończyły się wtedy fiaskiem. W ich ideach silnie zaznaczały się koncepty populacjonistyczne, kolegium miało też egzaminować lekarzy z posiadania wykształcenia i dyplomów, wyznaczać fizyków powiatowych i nadzorować szalbierstwa szarlatanów. W 1769 roku w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie zaszczepiono kilkoro dzieci przeciwko ospie limfą chorego, który przeszedł łagodną ospę557. W Warszawie zaczęto dbać o sprawy sanitarne miasta: "Żebraków z ulic Warszawy posprzątano, chorych, chromych, kulawych, oddano na utrzymanie różnym klasztorom"558. Józef Wybicki zajmował się kwestiami demograficznymi w Listach patriotycznych (1777). Jego postulaty były typowe i klasyczne dla kameralistów. Obsada stanowisk fizyków powiatowych, instrukcje medyczne dla władz lokalnych, ściganie szarlatanów, czym dotąd się nikt nie interesował: "Nikt w to nie wgląda, nikt nie egzaminuje, nikt nie karze"559. W kraju powinna powstać szkoła lekarska, aby profesjonaliści wypchnęli z fachu szarlatanów. Adam Małachowski pisał w 1791 roku, że szarlatani przybywają z zagranicy: "Ludzi tysiące śmierć przedwszesna dotyka z ręki szarlatana doktora. My zamiast ukarania go śmiercią płaciemy mu za ten zabój obficie. On się natrząsając, zbiera pieniądze, my płacąc, ponosiemy na ciele katusze i obrani z ostatniego grosza, jeżeli przychodzimy do zdrowia znowu, z nędzy umierać musimy. Doktór bez złota nigdzie się nie ruszy, a jeżeli raz kogo odwiedzi, puls pomaca, kilka słów napisze, a nie tak niebezpieczną chorobę, jak niemożność w pacjencie opłacania się spostrzeże, więcej nigdy nie zajrzy, obietnicą bynajmniej się nie wzruszy"560.

Anonimowy projekt z 1785 roku kładł nacisk na kwestie populacjonizmu i całkowitego braku opieki nad zdrowiem włościan. Lekarze powiatowi powinni nadzorować lokalnych felczerów i cyrulików oraz wydawać im zezwolenia na prowadzenie praktyki i apteki, którą powiatowy lekarz miał odwiedzać przynajmniej raz na pół roku. Ceny leków miały być "dla zapobieżenia wszelkiego obywatelów zdzierstwa urzędowe"561. Kładzionoby też nacisk na kontrolowanie położnych, aby nie stosowały samowolnie środków i instrumentów bez zezwolenia władz lekarskich. Projekt zakładał powstanie w większych miastach prowincjonalnych władz lekarskich, czyli kolegiów medycznych562. Autor uważał też, że należy chłopom zakazywać trzymania bydła hodowlanego w mieszkaniu, nakazywać księżom uświadamiania włościan co do zasad dietetyki i ostrzegać przed spożywaniem wódki563. W praktyce jednak, przeciwnie niż w krajach absolutystycznych, niewiele zrobiono. Sejm powołał sanitarną Komisję Koronną, która bywa przesadnie uważana za pierwszą władzę lekarską w Polsce, gdy gdzie indziej dawno funkcjonowały już Collegia Medica. Tymczasem ludzie zebrali się jedynie cztery razy w ciągu roku (1775-1776) i na tym poprzestali. W 1780 roku szpitale przeszły z powrotem pod nadzór Komisji Bonis Ordinis, które jednak także nie zdziałały zbyt wiele564. Komisje Dobrego Porządku prowadziły również działania w zakresie poprawy sytuacji położnictwa. W Lublinie w 1786 roku zatrudniono jako akuszerkę Katarzynę Ulberską. Złożona przez nią przysięga wspominała o obowiązku odbierania porodów bez względu na zamożność położnicy. Nie mogła też wymuszać nadmiernej zapłaty, a ubogim kobietom powinna pomóc bezpłatnie. Kobieta ta nie podjęła jednak pracy i w kolejnym roku zatrudniono następną565. Cyrulików egzaminować miał starszy lekarz z zakresu anatomii566. Aptekarze, jak w Poznaniu, przedłożyć musieli świadectwa i dyplomy do zatwierdzenia władzom miejskim. Obowiązywały także ograniczenia ilościowe. W Poznaniu funkcjonowało sześć aptek i tyle miało pozostać. Problem dla komisji stanowiły apteki żydowskie i kupcy chrześcijańscy handlujący lekami bez uprawnień. Ponadto, w Poznaniu krytykowano oraz żądano zniesienia aptek klasztornych, stanowiących konkurencję dla zbyt wielu, bo aż sześciu, aptek miejskich. W Kaliszu komisarze zakazywali sprzedawania leków w żydowskich kramach jako nieuczciwą konkurencję. Komisja lubelska zabraniała sprzedaży leków aptecznych bez recepty uprawnionego lekarza, a na podstawie recept "różnych biegusów i cyrulików"567. Rozmaite sprawy higieniczno-sanitarne omawiałem już w innych publikacjach568. Warto natomiast wspomnieć o sprawie cmentarzy, które jak wiadomo, w XVIII wieku przenoszono ze względów sanitarnych poza obręb miast. Zwykle powoływano się na inne wzory miejskie i uchwalano zakazy pochówku zmarłych w kościołach i na cmentarzach w granicach miast. Zakazywano też przenoszenia ciał w otwartych trumnach569. Komisja lubelska w 1790 roku wezwała wszystkich lekarzy, aby stawili się celem przedstawienia świadectw. Przybyło osiem osób, w tym trzy wyznania mojżeszowego. Po przeprowadzeniu egzaminu, komisja uznała jedynie trzech za wykwalifikowanych. Pozostałym dano trzy miesiące na douczenie się i złożenie egzaminu potwierdzającego edukację w akademii570. W połowie XVIII wieku 61% małopolskich parafii posiadał szpitale. Były to placówki niewielkie, bo przyjęły tylko 2 745 podopiecznych, czyli średnio sześciu na szpital. Na podstawie zaniżonych (wg Srogosza) raportów miast i parafii można stwierdzić, że w 1791 roku w całej Rzeczypospolitej występowało w tym czasie 497 szpitali, z czego 90 w Wielkopolsce, 213 w Małopolsce i 194 w Wielkim Księstwie Litewskim. Według innych obliczeń, w tym samym czasie diecezja krakowska posiadała 510 szpitali na 856 parafii (60%), z czego w niektórych parafiach 2-3 szpitale, co dawało 3 200 podopiecznych. Następnie w latach 1775-1781 w diecezji płockiej 43% parafii miało szpitale, tj. 68 szpitali z 225 pensjonariuszami571.

Problemy sanitarno-medyczne stanowiły także przedmiot zainteresowania Sejmu Czteroletniego. Ferdynand Nax wypowiadał się wówczas w duchu kameralistycznym i populacjonistycznym. Warunkiem podniesienia liczby ludności było zapobieganie zarazom oraz innym chorobom. I on, jak inni, powtarzał wzory niemieckie, aby w każdym powiecie ustalić lekarza urzędowego, z odpowiednią liczbą chirurgów i aptek, a także nauczycieli położnictwa: "Zapobieżenie temu niszczącemu wyludnieniu jest nie tylko interesem czułej ludzkości, ale też wielkim interesem narodowym, gdyby w tym nawet przyjść miało do zażycia środków przymusowych, osobliwie też co do zakazu gorzałki spożywania w takim razie, gdzie chodzi o ocalenie plemienia ludzkiego"572.

Wzmocnienie władzy wykonawczej w okresie istnienia Księstwa Warszawskiego szło w parze z kontynuacją kameralistycznego stylu polityki pruskiej. Tak więc nadal rozwijano armię, szkolnictwo i służbę zdrowia573. Komisja Rządząca utworzyła Najwyższą Izbę Lekarską. W departamentach powstały Dyrekcje Departamenowe Lekarskie w randze wojewódzkich władz medycznych, gdzie "do obowiązków dyrekcji departamentowych należało: czuwać nad spełnianiem obowiązków przez fizyków i odbierać od nich raporty, mieć wiadomości o wszystkich lekarzach i aptekarzach w departamencie i o ich kwalifikacjach zawodowych, czuwać nad zdrowiem publicznym, zapobiegać chorobom epidemicznym i walczyć z niemi, zbierać wiadomości o wodach mineralnych i dokonywać rozbioru chemicznego, upowszechniać szczepienia ospy ochronnej, ogłaszać rozporządzenia dyrekcji lekarskiej najwyższej i zdawać tej dyrekcji sprawę z czynności swoich. (...) Każda dyrekcja departamentowa składała się z dwóch działów. Do pierwszego należały czynności policyjno lekarskie, do drugiego naukowe. W miastach departamentowych o nielicznej ludności takiego podziału nie było. Wydział pierwszy składał się z fizyka miejscowego (który zarazem sprawował godność dyrektora departamentowego lekarskiego), z czterech doktorów, jednego chirurga i jednego aptekarza"574. W 1814 roku egzaminowano na chirurga w Toruniu niejakiego Karola Fryderyka Riedla, co przeprowadził fizyk departamentu bydgoskiego. "Okazał się wielką nieznajomością fachu, dość powiedzieć, że na pytanie: w którym razie krew puszczać trzeba? I na co przy tem uważać trzeba: on chirurg odrzekł: dla ciężkiej ręki mojej nie trudniłem się nigdy puszczaniem krwi i nie zwróciłem też nigdy uwagi na to. Kiedy inne uwagi były również niezadowalające, egzaminator osądził, że kandydat nie nadaje się na chirurga do dużego miasta, uznał jednak za możliwe pozwolić mu na praktykę w małych miasteczkach z tytułem chirurga klasy trzeciej, a to przez wzgląd, że Riedl dowiódł doświadczeniami, iż różne kuracje bardzo szczęśliwie dokonywał"575. W 1811 roku na egzamin wezwano nielegalnego balwierza Knolla. Mówi się tu, że Knoll posiada wprawdzie balwiernię w mieście, ale "ma tylko pozwolenie od municypalności zęby rwać"576. Knoll powinien jechać na egzamin do Warszawy, ale dla oszczędności pozwolono mu zdawać go przed fizykiem miejskim w Toruniu, "nie posiada bowiem funduszu na podróż do Warszawy". Knoll demonstrować miał rwanie zębów na żywo. O stanowisku fizyka miejskiego mówiono na sejmie, że jest niezbędne dla bezpłatnej opieki nad zdrowiem słabszych oraz uboższych i że dzieje się tak na całym świecie577. Starano się też zmusić rodziców do zaszczepiania dzieci na ospę. Władze oświadczyły, że żadne dziecko nie zostanie przyjęte do szkoły niższej i gimnazjalnej bez okazania zaświadczenia od lekarza w tej sprawie578.

W epoce oświecenia słabła, wcześniej kluczowa, rola Kościoła. Kościelne szpitale-przytułki (Hospital) przekształcały się w publiczne szpitale lecznicze (Krankenhaus). Inaczej niż dzisiaj występowali tam przede wszystkim pacjenci spośród warstw ubogich, którzy nie mieli pieniędzy na lekarza przychodzącego prywatnie do domu. Zmieniło się to dopiero pod koniec XIX i w XX wieku. Rozpoczął się rozwój szkolnictwa medycznego, w tym położniczego579. Wspomnieć także należy o procesach profesjonalizacji, a więc uzawodowienia i poprzedzania edukacją szkolną profesji medycznych, co nie występowało w medycynie tradycyjnej i ludowej. W ten sposób doszło do degradacji wiejskich akuszerek, położnych, które nie miały przygotowania zawodowego i narzucano społeczeństwu sieć medycznej kontroli580. Heinrich Seidel analizował to zjawisko na przykładzie położnictwa581.

Już w połowie wieku XVIII, także i w Polsce, znakomicie wiedziano, że epidemie stanowią element cyklu kryzysowego, wiodącego od klęski nieurodzaju oraz niedożywienia czy wręcz głodu ludności na obszarze dotkniętym problemami. Morowe powietrze zwykle zbliżało się od strony granicy z Turcją. W latach 1705-1715 na skutek epidemii zmarło 25% ludności Rzeczypospolitej. W ostatniej wielkiej epidemii zarazy w 1770 roku życie straciło szacunkowo 200 tysięcy ludzi, ale są historycy, którzy te dane określają jako zawyżone582. Bezsilne państwo nie mogło podjąć żadnych poważnych działań, więc stosowano różne środki lokalne. Miasta powoływały władze powietrzne i wydawały szereg zarządzeń porządkowych. W Prusach zorganizowano imponującą sieć magazynów zbożowych, które wprawdzie miały cel militarny, ale w okresie pokoju posiadały zapasy żywności na czas nieurodzaju. Kiedy z powodu niedoborów ceny w okolicy rosły, magazyny utrzymywały ceny stałe, tak że mogło je kupić więcej ludzi. Na przyklad w 1795 roku, gdy cena zboża poszybowała na dwa i pół talara, magazyny państwowe sprzedawały je nadal za jednego, wydając 22 tysiące wispli (pruska miara zbożowa objętości) zboża583. Lekarz Jacek Łopacki pisał o cyklu prowadzącym do epidemii już w 1736 roku: "Kiedy po surowej zimie nastąpiły bardzo dżdżyste wiosna i lato, wraz z powodziami i bardzo wilgotnymi wiatrami i trwało to aż do września. Bardzo się zmniejszyła obfitość zbóż, a to które mogło być zebrane było niezbyt dojrzałe i zarażone rdzą. To była największa przyczyna wiejskiej zarazy"584. Występuje ścisły związek między wyżywieniem, głodem, zachorowaniami, a ogólną kondycją biologiczną i społeczną chłopów585. E. Stawiski pisał o relacjach szlachecko-chłopskich: "Nierzadko podstarości wyliczył czterdzieści batogów krnąbrnemu chamowi... Cześnik lubo człowiek chrześcijański, podzielał wyobrażenia swojego czasu, jako w nich urodzony i wychowany"586. Ekonom "palił cholewki do wszystkich piękności wiejskich, dawał im rzęsiste podarki"587. Oczywiście sytuacja chłopów różniła się, nie tylko jednak zagrodnicy, ale i komornicy oraz pańszczyźniani gospodarze z włóką ziemi (Ganz- i Halbbauern), posiadali majątki niewystarczające na dostatnie życie, a nadto obciążone wysokimi świadczeniami.

Stratyfikacja ludności chłopskiej w Wielkopolsce w 1800 roku w departamencie poznańskim

Powiat

Sołtysi

Młynarze

Kmieci

Zagrodnicy

babimojski

158

108

2718

891

grodziski

197

74

1460

341

wschowski

146

242

975

1483

gnieźnieński

235

97

1114

842

kościański

183

95

1017

1153

kowalski

162

56

811

514

krobski

156

93

912

1515

krotoszyński

603

110

1473

1797

międzyrzecki

155

109

1235

767

obornicki

218

86

1235

1129

pyzdrski

184

75

884

1043

powidzki

167

73

905

530

poznański

226

109

1035

1867

radziejowski

152

70

981

623

śremski

196

74

568

1273

środzki

155

72

617

1012

wągrowiecki

212

79

1493

244

Źródło: AGAD, I, 1730 Die historische Tabellen von Südpreußen, Bd. 1, 1797-1802, k.189-190.

Stąd gospodarcza polityka państwa miała również na względzie podniesienie poziomu średniej konsumpcji. Starano się to osiągnąć z jednej strony poprzez protekcjonizm, posunięty do zakazu eksportu płodów rolnych w okresie nieurodzaju, z drugiej dzięki rozwiniętym na ogromną skalę magazynowaniu zboża, które tym chętniej prowadzono, że na pierwszym planie umieszczano potencjalne zapasy dla wojska. Na koniec wreszcie, państwo rozpoczęło niezwykle aktywną politykę na polu modernizacji gospodarki. Na miejscu pierwszym znajdowało się upowszechnienie ziemniaka, w którym upatrywano szansę na całkowite wyeliminowanie klęski głodu588. Współczesne podręczniki medyczne wspominając o klęsce głodu, odwoływały się, jako do środka zaradczego, właśnie do ziemniaków589. W istocie w okresie 1800-1810 nastąpił znaczny rozwój upraw przede wszystkim w obrębie produkcji gospodarstw chłopskich, co wynikało z ich charakteru pożywienia dla ubogich590. Dalej jednak dodać do tego należy również uprawy koniczyny i roślin pastewnych, mających podnieść hodowlę bydła, a w konsekwencji przyrost konsumpcji mięsa, mleka i jego przetworów. Rzecz jasna, bez oświecenia, bez postępu wiedzy, mody oraz prądów umysłowych, cała ta działalność byłaby niemożliwa.

Ocena sytuacji zdrowotnej na ziemiach polskich przez władze pruskie

Władysław Szumowski już dawno temu podsumowywał sanitarną sytuację kraju: "W wieku XVIII Polska trawiona anarchią leżała bezsilna między potężnymi mocarstwami. Powszechny bezrząd nie oszczędzał żadnej dziedziny życia narodowego, nie oszczędzał też i tej, która nas tutaj zajmuje. W Polsce praktyką lekarską trudnił się kto tylko chciał, szczególnie zaś cudzoziemcy, którzy zjeżdżali do kraju wolności ze wszystkich stron. Obcy lekarz lub chirurg, dość, by jedną lub dwie szczęśliwie dopełnił kuracje, wyrywany był z rąk do rąk, chwile jego ważono na dukaty. Często ci tak wysoko cenieni lekarze byli awanturnikami, którzy uczyli się wszystkiego prócz medycyny. Szeregi ich rekrutowały się niemal ze wszystkich narodowości europejskich: Anglików, Francuzów, Włochów, Niemców. Sprowadzali ich magnaci przez korespondencję na chybił trafił, lub sami przywozili z podróży zagranicznych. Pod maską fizyków, chemików i matematyków różni szarlatani bez miłosierdzia wyzyskiwali w Warszawie łatwowierność pospólstwa"591.

W takim kontekście odbywała się po rozbiorach analiza sytuacji sanitarnej na ziemiach polskich przez władze pruskie. Ocena ta wypadła bardzo niepomyślnie, co nie odbiegało specjalnie od refleksji z czasów saskich i stanisławowskich, a więc nie wynikało tylko z ksenofobii i stereotypów592. Zakwestionowano poziom lecznictwa, które w zbyt dużym stopniu składać się miało z osób nieposiadających odpowiednich kwalifikacji, ale i zwątpiono w stan wiedzy medycznej pacjentów ze wszystkich warstw społecznych. Już długo wcześniej lekarz Jacek Łopacki w 1744 wieku relacjonował sytuację następująco: "Ponieważ tutaj słabo się rozwijały studia lekarskie, nie bez przykrości spostrzegamy, że za lekarza podaje się byle prostak, laik, Żyd, mnich, kuglarz, balwierz i stara baba. Dzięki temu tylko niewielu ludzi uprawia tą sztukę metodycznie i rozumowo"593. Pozycja lekarzy wśród szlachty, ale przecież i innych profesji mieszczańskich, była bardzo niska. Może tylko prawnicy cieszyli się szacunkiem. Kiedy dziadek Joachima Lelewela, lekarz Henryk Loelhoeffel, w 1736 roku przybył z Niemiec i próbował założyć w Warszawie szkołę chirurgiczną, musiał zrezygnować z powodu wrogości tłumu przeciwnego sekcjom zwłok594. Musimy pamiętać, że w średniowieczu występował lęk przed zmarłymi, sekcje zwłok przeprowadzano o zmierzchu lub o świcie. Już jednak we Francji epoki oświecenia pojawił się przełom i tryumf nad zabobonem. Sekcje zwłok stały się manifestacją racjonalności i nowego ducha. Martwe ciała na zajęciach z anatomii masowo kroili studenci595. Tak więc poziom świadomości medycznej na ziemiach polskich był znacznie niższy niż na Zachodzie. Dawne oceny Władysława Smoleńskiego wydają się tutaj do dzisiaj aktualne596.

Z pewnością słusznie stwierdzał Michał Hanecki, a później Tadeusz Srogosz już dla czasów stanisławowskich, że przytłaczająca większość pacjentów korzystała z usług znachorów, babek, szarlatanów, chirurgów i felczerów, a tylko zamożni zwracali się o pomoc do lekarzy z wykształceniem uniwersyteckim597. Podobnie Herzberg stwierdzał w 1798 roku, że lekarze są w kilku większych miastach, a w małych wyłącznie chirurdzy i balwierze, zwykle Żydzi bez kwalifikacji, przeprowadzający operacje chirurgiczne przypominające pracę kata oraz rzeźnika. Wspomina dziewczynę, której chirurg z powodu jednego małego wrzodu obciął całą górną wargę. Balwierze wiedzieli, że pacjent ufa puszczaniu krwi i przeczyszczeniom, więc stosowali kuracje modne i oczekiwane598. Minister Voßa pisał o głębokim moralnym i fizycznym upadku niższych klas ludności, kontrastującym jaskrawo z położeniem szczęśliwszych poddanych króla w starszych prowincjach Prus. Takich opinii istniało bez liku i nie ma potrzeby ich mnożyć599.

Przepaść między Wschodem a Zachodem rysowała się tu jednak na mniejszą skalę, niż się zdaje. Robert Jütte ocenia, że około 90% społeczeństwa przednowoczesnego leczyło się w domu i nie korzystało z pomocy lekarskiej. Podobnie o Francji pisał Georges Vigarello600. Warstwy niższe ograniczały się zwykle do pomocy znachorów, babek, chirurgów i balwierzy oraz lekarza szpitalnego w szpitalu dla biednych. Jütte wskazuje wszakże, że warstwy niższe w pewnym niewielkim zakresie z pomocy lekarskiej jednak korzystały. Badania 2 314 protokołów z wizyt lekarskich w XVII wieku z Kolonii wskazują na mniej więcej równy podział udziału w profesjonalnej poradzie medycznej między warstwą niższą i średnią oraz wyższą601.

Po 1793 roku Prusacy zaczęli zbierać bardzo jeszcze niedoskonałe informacje statystyczne na temat zdrowotności, przyczyn zgonów i chorób, dzięki czemu mieli lepsze rozeznanie w sytuacji niż władze polskie przed rozbiorami. Tabela Specyfikacja Generalna chorób i przypadków na które ludzie w ciągu roku umierali602 oczywiście nie odnotowuje chorób rzeczywistych, a ówczesne błędne kwalifikacje i rozpoznania, np. przez objawy zewnętrzne, jak "fryzle i petocie". Mimo to z owych niedoskonałych zestawień widać jednak jasno, że ogromnym problem stanowiły choroby epidemiczne - w pierwszym rzędzie, wszędzie, a więc w całej Europie, ospa. Szacuje się, że rocznie umierało na nią pod koniec XVIII wieku na kontynencie 400 tysięcy osób i śmiertelność - jeżeli nie było szczepień - wynosiła 20-40% zachorowań. Już nawet po zaszczepieniu przeciw ospie ludzkiej ryzyko śmierci spadało do 1:182 zachorowania603. Był to zresztą okres euforii szczepień przeciwko ospie krowiej. W Berlinie lekarz Johann Immanuel Bremer założył specjalną szkołę szczepień Vaccinations-Schule, a w 1802 roku został kierownikiem królewsko-pruskiego instytutu szczepień, który prowadził szczepienia masowe i bezpłatne604.

W departamencie poznańskim w 1800 roku na 25 442 zmarłych 7 638 osób zmarło z powodu ospy, a 649 z powodu odry605. W 1806 z powodu ospy odnotowano natomiast 4 tys. zgonów. Podobnie gruźlica, czyli suchoty (około 1 300) febra, odra, dezynteria i inne606. W departamencie poznańskim w 1797 roku wykaz zgonów według rodzajów chorób zawiera 53 przyczyny zgonów. Na 15,4 tysiące zgonów ogółem, na ospę zmarło 1 191 osób, na odrę 1 125, a febrę 666607. Podano aż 1 863 przypadki zgonu z powodu "zębów", tylko 91 spowodowane chorobami wenerycznymi, a 10 rakiem. Było 229 przypadków śmierci okołoporodowej. Na 15,5 tysięcy zgonów 5 400 stanowiły dzieci do 1. roku życia, 3 tysiące 1-5. roku życia i 550 między 5-10. rokiem życia. Nie oznacza to jednak, jak czasem się zdaje, że potem śmiertelność gwałtownie malała. Utrzymywała się ona na stosunkowo wysokim poziomie również po 10. roku życia i przez cały okres jego trwania. Jak wiadomo, śmiertelność dzieci wynikała nie tylko z chorób epidemicznych (ospa, odra), ale często ze schorzeń przewodu pokarmowego, niewłaściwych form żywienia i niekarmienia piersią oraz z niewłaściwej opieki608. Z wagi karmienia piersią w środowiskach wykształconych zdawano sobie sprawę. W tekście południowopruskim z 1805 roku czytamy, że matka która oddaje dziecko do mamki, jest narażona na niebezpieczeństwo: "Mleko, którego odmawia swemu dziecku zamienia się w zgubną truciznę, która staje się dla nie źródłem niewyczerpanych chorób i męczarni... Matki takowe, jeżeli tylko nazwiska tego są godne, zwyczajnie drogo przypłacają srogości tej... mleko bowiem, nie mając przyrodzonego odbytu, rozlewa się po wszystkich członkach i sprawia najokropniejsze spustoszenia. Stąd niektóre dostały pomieszania zmysłów, inne utraciły wzrok albo słuch, dlatego, że się utworzyły pokłady mleczne w jakiej części wewnętrznej mózgu"609. To zastraszanie miało w jakimś sensie swoje uzasadnienie, a także ostrzeżenie, że brak laktacji powoduje natychmiastową płodność i zachodzenie w ciążę. "Brzemienności ich zbyt prędko jedne po drugich następują"610.

Zalecano także matkom dbałość o odpowiednie zachowanie podczas ciąży, co ma wpływ na kondycję fizyczną ich dzieci. Wskazywano więc na konieczność częstego przebywania na świeżym powietrzu, spania dłużej niż zwykle, unikania mięs solonych, potraw korzennych, ciast, picia dużej ilości wina, zaprzestania jazdy konnej oraz powozami, tańca, ciężkiej pracy fizycznej czy pożycia małżeńskiego - "założyć granice powinności małżeńskiej"611.

W zestawieniu, dla jednego z trzech departamentów Prus Południowych, departamentu poznańskiego, w 1800 roku martwe urodzenia stanowiły 1,3% urodzeń, 28,3% zgony do 1. roku życia dziecka, 23,7% odejścia dzieci w wieku 2-5 lat i 6,7% dzieci w wieku 6-10 lat, a więc 58% dzieci do 10. roku życia612. Statystyka departamentu kaliskiego613 wskazuje, że dzieci martwo urodzone stanowiły w 1803 roku 1,5% zgonów, dzieci zmarłe do 1. roku życia 34,9% zgonów, dzieci zmarłe między 1.-5. rokiem życia 19,3% zgonów, zmarłe od 6. do 10. roku życia 3,6% zgonów. Ogółem dzieci zmarłe do 10. roku życia stanowiły 59,2% wszystkich zgonów, osoby zmarłe od 10. do 50. roku życia kolejne 20,3%, tak że zgony po pięćdziesiątce to zaledwie 20,5% wszystkich zmarłych. Spis zgonów według chorób, stanowiący kolejną pozycję, obejmował ogółem 53 przyczyny umieralności. W analizowanym spisie kaliskim, 7,7% zgonów spowodowała ospa, 7,3% odra, 4,4% febra zgniła, 11% choroby zębów. W departamencie poznańskim na 22 378 zgonów 328 przypadało na śmierć okołoporodową kobiet614. Przy okazji można skonstatować, że w porównaniu z innymi pruskimi prowincjami struktura umieralności na ziemiach polskich nie różniła się niczym szczególnym, inaczej mówiąc, skuteczność policji sanitarnej była w stosunku do zamierzeń niewielka615. Cezary Kuklo sądzi, że w rzeczywistości statystyka śmierci okołoporodowej i niemowląt była bardzo niekompletna.

Warto pamiętać, że posiadano niezliczoną ilość mniej lub bardziej skutecznych środków roślinnych i specyfików, a w szlacheckim dworze oddalonym bardziej od miasta znajdowało się wręcz pomieszczenie zwane apteczką albo chowalnią, w której m.in. znajdowała się szafa na lekarstwa, gdzie przetrzymywano leki. Przy niskiej skuteczności medycyny oficjalnej, domowe sposoby odgrywały dużo większą niż dzisiaj rolę. Jeszcze później pisano, że apteka domowa jest po to, aby zareagować na gwałtowny problem przed przybyciem lekarza. Domowym specjalistą od leków zostawała kobieta, co Nakwaska wiązała z jej macierzyńską, opiekuńczą naturą616.

Z drugiej strony, nie należy sądzić, że w Prusach i Niemczech sytuacja zasadniczo różniła się. Wybitny lekarz Christoph Wilhelm Hufeland ubolewał w początkach XIX wieku: "Co to pomoże, że 1/6 narodu, która żyje w miastach, znajduje się pod opieką najlepszych zakładów medycznych i lekarzy, podczas gdy pięć szóstych, które żyją na wsi, są tej opieki pozbawione"617. W 1750 roku na 51 lekarzy w Brandenburgii 37 pracowało w Berlinie. Honoraria lekarzy od wizyty ustalone zostały przez taksy w 1725 roku i trwały niezmienione do roku 1802. Wizyta lekarska kosztowała jednego talara to znaczy pół tygodniówki robotnika manufaktury albo czeladnika. Owszem, lekarzy pracowało zdecydowanie więcej i istniały struktury publicznej służby zdrowia na początkowym etapie jej rozwoju, ale na wsiach podobnie jak w Polsce, powszechnie spotykało się znachorów, baby, a chirurdzy również byli rzemieślnikami. Przesądów panowało bardzo wiele i PPPK penalizowało je jako przestępstwo, z czego wycofano się dopiero w KK z 1851 roku. Podobnie w handlu dostępne były tylko medykamenty zatwierdzone urzędowo, ze względu na zaśmiecanie rynku produktami uzdrawiaczy i szarlatanów. Wróżbiarstwo karano więzieniem. Z przesądami wiązano też jeszcze przez dłuższy czas trudne sprawy karne, jak pobicie chłopa na cmentarzu, którego dwaj mężczyźni wzięli za upiora. Nie było wiadomo, czy karać, skoro bili w dobrej intencji. Barbara Duden wskazuje, że również niemieccy lekarze z wykształceniem uniwersyteckim stwarzali ogromne problemy. W grę wchodziło kupowanie dyplomów, pisanie dysertacji przez profesorów czy bardzo różny poziom studiów618.

W Prusach Południowych Leopold Lafontaine zachęcał księży, lekarzy duszy - jak pisał - aby czytali jego "Dziennik Zdrowia" i pomagali ubogim włościanom także w sprawach zdrowotnych: "Wy to najpierwsi po wsiach jesteście, w których biedni w swoich potrzebach szukają pomocy. Wasze lepsze wychowanie, wasz stan na wsparcie i pociechę cierpiących poświęcony, ułatwią wam nabycie tej umiejętności, dobro bliźnich waszych w celu mający. Wieśniak, który czytać nie umie i zawsze koło roli zatrudniony jest całodzienną pracą, na całą waszą zasługuje uwagę. Nie zapominajcie nigdy, że jesteście pasterzami powierzonej wam trzody, że ta klasa na wyżywienie nas wszystkich krwawym zalewa się potem i ze wszystkich względów godna jest waszego starania i pieczołowitości"619.

Stan sanitarny miast i osiedli

Przedmiotem ostrej krytyki był stan higieniczny i sanitarny miast, wiosek, dróg i mieszkańców. Jak wiadomo, w epoce stanisławowskiej podjęto starania o poprawę tej sytuacji, rozwinęła się działalność policji, pracowano nad poprawą bruków i uprzątaniem nieczystości. W Warszawie funkcjonowała Komisja Brukowa, ustalając w 1743 roku zasadę, że właściciele domów nie mają prawa wyrzucać śmieci i błota na ulicę, a błoto i śnieg z ulicy sami muszą gromadzić w kupy, by miasto mogło je wywieźć. Marszałek Mniszech w 1784 roku nakazywał, że "pomyj, mydlin, fusów, lagrów i innych rzeczy błoto pomnażających i fetor czyniących", nie wolno gdzie indziej wylewać, jak tylko do rynsztoków oraz że właściciele domów obowiązani byli podczas deszczów ulewnych wysłać swoich ludzi, aby "rozrządzając błoto, oneż rynsztokami do kanałów przegarniali"620. Odpadki i śmieci gromadzono pod Warszawą w jednym miejscu, które otrzymało nazwę Góry Gnojowej. Kilkadziesiąt lat deliberowano nad jej usunięciem, w końcu Stanisław August nakazał obłożyć ją darnią i nazwał Górą Zieloną. Śmierdziało nadal przez cały okres południowopruski, śmieci wywożono tam jak dotąd i problem rozwiązano dopiero w połowie XIX wieku621.

Generalnie sytuacja nie ulegała jednak zmianie, również w wielkich miastach poprawa była połowiczna. Już w epoce oświecenia mówiono o zrujnowaniu miast przez wojny XVII i XVIII wieku. Zauważono całkowity niedowład policji sanitarnej. W skrajnych wypadkach, jak w Rynarzewie w 1772 roku, magistrat na zapytanie o stosunki sanitarne odpowiedział władzom, że nie wie, co to jest policja sanitarna622. Miasta zostały zrujnowane, chaty chłopskie w fatalnym stanie, zamieszkiwane razem ze zwierzętami, ulice słabo oczyszczane, źle albo wcale niebrukowane, kloaki nieopróżniane, cuchnące jatki z mięsem i śledziami, zaniedbane studnie miejskie, brak kontroli jakości chleba, mięsa, alkoholu, szwędające się po ulicach stada psów, brud, który przejawiał się bardzo powszechnym kołtunem włosów (Weichselzopf) połączonym z robactwem i ciągłym drapaniem się.

Takie oceny w początku XIX wieku formułowano dosyć powszechnie623. O Prusach Nowowschodnich i Południowych August Holsche pisał, że miasta są tam zaniedbane i w żałosnym stanie. Domy w przytłaczającej większości drewniane, kryte słomą i gontem, ulice zwykle niewybrukowane i powszechnie brudne624. Polacy pisali to samo. Fryderyk Skarbek: "Nie mogłem bowiem zrazu przystać na to, aby dać to nazwisko żydowskim osadom, złożonym z kilkudziesięciu drewnianych domów, na błotnistej powierzchni wzniesionych, w których nieliczni chrześcijanie byli rolnikami, nie różniącymi się niczym od chłopów, a wszyscy Żydzi handlowaniem, oszukiwaniem szlachty i rozpajaniem włościan zajęci, a których cały przemysł rękodzielny kończył się na szyciu butów i sukman dla żywych i na robieniu trumien dla umarłych625. Franciszek Gajewski: Miasteczka były nieomal wszędzie bez bruku, składały się z domków drewnianych gontami lub słomą krytych; rynek zwykle błotnisty ozdobiony był pośrodku ratuszem, w którym mieściła się karczma. Domostwa naokoło rynku takiego opatrzone były zwykle podcieniami.; rzadko kiedy spostrzegano kamienicę murowaną, dachówką krytą, w miasteczku, a jeżeli się w niem znajdowała, należała niezawodnie do Niemca, przybyłego z Prusakami. Lubo bruku nigdzie nie było, kazano nam wszędzie płacić brukowe. Chociaż z niebezpieczeństwem życia, przeprawiano się po mostach, pobierano wszędzie mostowe. Najwęższa grobelka miała ustanowionego poborcę, żądającego myta drogowego. Podatek taki szedł na korzyść dziedzica, do którego należało miasto, most czy grobla. Arendował go zawsze żyd, który obdzierał jak mógł przejeżdżających"626.

Dla naprawy sytuacji, w miastach już przed rozbiorami władze powoływały Komisje Boni Ordinis, które pisały dramatyczne raporty o złym stanie cywilizacyjnym miast. "Przez pole furą od biedy można było jechać, a ulicami niektórych miast tylko pieszo lub konno dostawano się do rynku. Broniły wstępu do niego trzęsawiska i stosy gruzów i śmiecia. Uprzątnięcie więc tego rumowiska z ulic i rynków było najpilniejszym zadaniem, a następnie sporządzenie, względnie przywrócenie dawnych jakich takich bruków, jakiej takiej kanalizacji, by nieczystości z miasta spłynąć mogły. O przywróceniu natomiast zasypanych i od przeszło stu lat nieczynnych wodociągów nawet mowy być nie mogło i nie było"627.

Halina Szeflińska mówi o opłakanym stanie sanitarnym Sieradza w końcu XVIII wieku. Zdewastowane liczne budynki stanowiły siedlisko szczurów. Domy prawie wyłącznie drewniane, często wymagające remontu i grożące zawaleniem. Znacznie gorzej niż w mieście prezentowała się sytuacja na przedmieściach. Ulice zaniedbane, pełne błota wiosną i jesienią, nieodśnieżone i oblodzone zimą, wraz z podwórkami służyły za śmietniki i ścieki. Nie najlepszej jakości była woda z płytkich studzien628.

Podobnie sytuację sanitarną Poznania krytykowano przez całe XVIII stulecie i nie zmieniło się to również w 1793 roku. Już w opisie polskim z 1756 roku czytamy o popękanym ze wszystkich stron ratuszu, wymagającym naprawy bruku na rynku, kanałach zatkanych przez nieczystości i gruz, złych brukach, zrujnowanych domach i bramach. Stan poprawił się po 1779 roku, na skutek działania Komisji Dobrego Porządku, jak jednak wspominał spacerowicz po 1793 roku, zapadał się nawet w okolicach rynku po łydki w błocie i kale. Nawet na rynku zalegały kupy i hałdy nieuprzątniętych śmieci. Do sprzątania ulic zobowiązano chłopów z poznańskich wsi Górczyn, Jeżyce, Winiary, Wilda, Dębiec oraz Luboń i w końcu zaczęto to egzekwować. Nieczystości wywożono we wtorki, czwartki i niedziele wozami, których zbierało się nawet 20. Czystość zaniedbywali też jednak właściciele domów, kłopotów przysparzało, szczególnie w nocy, wylewanie nieczystości, takich jak zawartość nocników, na ulicę. Zanieczyszczanie miasta zaczęto karać mandatami w wysokości 5 talarów. Dla czyszczenia rynsztoków wyznaczony został przez władze "rynsztokowy" z gażą 5 florenów polskich tygodniowo. Z czasem rozpoczęto też brukowanie ulic. Mimo to w 1802 roku nadal narzekano, że przedmieście ulicy świętego Marcina, prowadzące z miasta na Berlin, jest w tak złym stanie, że wiosną i jesienią trudno nią przejechać i podróż grozi wywróceniem pojazdu, a koła zapadają się po osie w błocie. Jak zauważył Rodgero Prümers, miasto otaczały zrujnowane średniowieczne mury, co sprawiało fatalne wrażenie. Centralny punkt miasta tworzył rynek, od którego już wtedy odchodziły ulice Wrocławska, Wrońska, Szeroka i Wodna i 14 zaułków, wszystko wybrukowane, ale słabo i źle, domy pobudowane zbyt ciasno, bez dostępu światła i powietrza, jak to w urokliwym i malowniczym, lecz niezdrowym średniowiecznym stylu zabudowy. Na tle innych miast Poznań stwarzał pozytywne wrażenie i uważano go za najbogatszy rejon Wielkopolski. August Holsche, a podobnie wielu innych obserwatorów pisało, że Poznań jest miastem znacznym, z rozwiniętymi zawodami, a w obrębie murów wszystkie kamienice były murowane, co jak stwierdzał, w Polsce jest rzadkością. Należy zauważyć, że i tutaj najzamożniejsza część ludności miała głównie pochodzenie niemieckie629.

Znacznie lepiej wyglądała sytuacja Gdańska czy Berlina. W tym ostatnim wypadku Ludwig Formey zwracał uwagę, że domy są murowane trzy-, cztero-, a nawet pięciopiętrowe, zbudowane regularnie, obszerne, a nie zatłoczone niezdrowo i ciasno. Ulice szerokie, proste, a więc "zdrowe" dla mieszkańców. Domy posiadają rynny, które odprowadzają nieczystości i wodę z domów. Ulice i chodniki czyszczono na koszt publiczny, a nieczystości wylewano do Sprewy630. Warszawa tymczasem, o której już wspominałem, przedstawiała obraz opłakany631.

Stosunek do higieny osobistej pozostawał bardzo archaiczny i pełen przesądów. Leopold Lafontaine pisał, że od kąpieli w Wiśle stosowanej dla czystości można się pochorować i dostać biegunki oraz innych przypadłości. Wieczorem między 18.00 a 19.00 na czczo zezwalał się kąpać. Zalecał jednak kąpiele w domu w wannie. Wśród pisarzy oświeceniowych (Ludwik Perzyna) kładzie się duży nacisk na stosowanie kąpieli i mycie. Praktycznie jednak mydła używano cały czas dość rzadko, zwłaszcza w przypadku chłopów i stosowano raczej ług. Podobnie zwracał uwagę na fatalny czasem wpływ mody na zdrowie, jak dawne bez miary wielkie peruki dam, fiszbiny, wysokie obcasy - zwłaszcza w zaawansowanej ciąży, "sznurówki", czyli gorsety, które zduszając piersi, powodowały problemy zdrowotne. Problemów przysparzało także nienoszenie majtek przez kobiety aż do XX wieku, prowadzące do ustawicznych przeziębień. Lafontaine uważał, że w naszym klimacie jest to konieczne i sytuacja będzie trwała: "póki noszenie gatek nie stanie się powszechnym między niemi zwyczajem"632. Za poradą Lafontaine'a wiele jego pacjentek "przez noszenie gatek uczyniły koniec swym cierpieniom"633.

Lekarze prowadzili następnie walkę z pijaństwem, a z kolei rzeczywistych negatywnych skutków tytoniu jeszcze nie znano: "Lulka toż samo jest dla mężczyzn, co wachlarz dla dam" - pisał Lafontaine - "życzyłbym tylko sobie odzwyczaić Pana od palenia tytuniu zaraz po obiedzie"634. Jak pisał ten autor, palili nawet wieśniacy: "Wieśniacy przymuszeni pracą w upale na polu, gaszą sobie pragnienie lulką tytuniu"635. Wskazuje jednak, że dym wielu osobom przeszkadza, zwłaszcza damom i w oberżach dla palaczy powinny być osobne sale.

Podobny charakter miały charakterystyki kondycji biologicznej chłopów, za co winiono zwykle szlachtę. Chłop pańszczyźniany miał być wymizerowany, apatyczny, otępiały, pozbawiony ludzkich uczuć, pijany, leniwy, niezdolny do jakiegokolwiek samodzielnego, energicznego działania, brudny i śmierdzący. Bezmięsna i mało różnorodna dieta połączona z systemem propinacyjnym, rujnowała chłopom zdrowie, czyniąc z nich w rezultacie istoty mało użyteczne dla absolutystycznego państwa zarówno w kontekście podatników, jak i rekrutów. Friedrich Herzberg podkreślał też różnicę między polskimi chłopami a sprowadzanymi przez szlachtę zamożnymi kolonistami niemieckimi. Rzadko tylko ktoś pisze, że polscy chłopi byli zdrowi, dobrze zbudowani, o białych zębach. Tymczasem - jak uważali Prusacy - to chłop wytwarzał cały dochód narodowy, od jakości jego pracy zależą wpływy podatków państwa, on też miał bronić kraju lub podbijać kraje sąsiednie. Z tego względu Polskę postrzegano jako kraj, w którym przy republikańskim ustroju panuje jednocześnie nierówność posunięta do granic, samowola i ucisk większości przez nielicznych, podważający bezpieczeństwo całego organizmu państwowego636.

Kwestia wyżywienia, diety, trybu i stylu życia odgrywała wówczas w ocenach lekarskich ważną rolę. Fernand Braudel pisał zasadnie: "Przez całe wieki głód powraca z taką natarczywością, że staje się częścią ustroju biologicznego ludzi, jedną ze struktur ich życia codziennego. Drożyzna i ubóstwo to zjawiska powszechne nawet w uprzywilejowanej Europie [Zachodniej - p.m.]. Paru aż nazbyt dobrze odżywionych bogaczy niczego tu nie zmienia"637. Pruski lekarz Christoph Wilhelm Hufeland pisał więc: "Im człowiek naturze i jej prawom wierniejszy jest, tym dłużej żyje... Ludzie którzy za młodu jarzynami żyli, a rzadko mięsa kosztowali, najdłużej żyli". Spać należało według twórcy makrobiotyki 6-8 godzin, ale nie więcej i nie mniej638. Sytuacja na początku XIX wieku o tyle ulegała poprawie, że następowało upowszechnianie uprawy ziemniaków. W opisie powiatu babimojskiego z 1807 roku czytamy o wielkiej obfitości upraw ziemniaka, sprzedawanego do Wschowy i Sulechowa. A jednak wspomina się, że ziemniak traktowany jest nadal jako uprawa ogrodowa639.

Tadeusz Srogosz pisał, że w historiografii PRL-u nie różnicowano rozmaitego uwarstwienia ludności chłopskiej, nie widziano także odmienności regionalnych i społecznych640. Nie o to jednak przecież chodzi. Dotychczasowi badacze doskonale zdawali sobie sprawę z uwarstwienia wsi, jednak przytłaczającą większość gospodarstw stanowiły w najlepszym razie jednołanowe zagrody biednych chłopów poddanych, stanowiąc pars pro toto, których dotykały zwykłe dla epoki przednowoczesnej częste klęski nieurodzaju i dla których mięso to świąteczny rarytas. Gorsza jeszcze sytuacja panowała wśród nieposiadających własnej ziemi zagrodników i chałupników. Grupa kmieci zamożnych, z własnymi parobkami, była stosunkowo nieliczna i to jest istota problemu. Powszechnie znany jest proces ekonomicznego rozdrobnienia własności chłopskiej i pogorszenia jakości życia włościan z powodu wojen XVII i XVIII wieku, co skutkowało narastającą eksploatacją chłopów przez szlachtę, chcącą wyrównać sobie straty wojenne, dokręcając śrubę pańszczyźnianą641.

Kolejnym obszarem postrzeganym przez Prusaków jako zapalny była kwestia niezwykle wysokiej śmiertelności, w tym przede wszystkim zgony dzieci. Wokół dzieci koncentrował się też cały szereg działań państwa. Z jednej strony, nasilono starania o umasowienie szczepień ochronnych przeciwko ospie, która w istocie stanowiła jeden z najistotniejszych powodów masowej śmiertelności dzieci. Jakkolwiek już przed Jennerem pojawiły się w Anglii próby wariolyzacji, Jenner ją jednak spopularyzował, po raz pierwszy stosując w 1798 roku.

Następnie dużą wagę przywiązywano do stanu położnictwa. Do XVIII wieku ze względów obyczajowych przyjmowanie porodów spoczywało całkowicie w rękach akuszerek, które przekazywały swoją wiedzę z pokolenia na pokolenie. Krytykowano je w epoce oświecenia za przesądy i brak wiedzy642.

Dopiero pod koniec XVIII wieku akuszeria wkroczyła na uniwersytety jako przedmiot wiedzy naukowej oraz zaczęto zakładać szpitale, kliniki położnicze i szkoły położnicze dla dziewcząt. W Niemczech pierwszy szpital położniczy powstał w 1751 roku w Getyndze, a w Polsce w Krakowie klinika położnicza powstała w 1780 roku. W berlińskim Charite oddział położniczy rozpoczął działalność jednak już w 1727 roku, a szkoła akuszerska w 1751 roku. W praktyce jeszcze długo w XIX wieku uważano akuszerię za zajęcie kobiece, a lekarza wzywano tylko kiedy potrzebne było rozwiązanie operacyjne. Większość kobiet nie godziła się na oględziny przez położnika mężczyznę, bo uważała to za nieprzyzwoite643. O szkolnictwie położniczym pod zaborem pruskim piszę w innym tekście644.

Zwracano uwagę na znaczną liczbę naturalnych poronień, martwych porodów, wysoką śmiertelność okołoporodową dzieci i kobiet, szczególnie w okresie połogu. Jak wspominałem, dopiero po 1793 roku zaczyna się urzędowa rejestracja zjawisk demograficznych i sprawozdawczość rządowa. W 1806 roku w departamencie poznańskim na 15 tysięcy urodzeń 134 były martwe645. Nadzieję na zmianę złej sytuacji pokładano w kształceniu położnych, którymi chciano wyprzeć "baby", jak sądzono, zatopione w niezliczonych przesądach. Instytuty położnicze miały być również izbami porodowymi dla uboższych dziewcząt. W tym miejscu zaczynały się nowe próby rozwiązania problemu nieślubnych dzieci i regulacji urodzeń. Domy położnicze i pomoc akuszerska stwarzały tym kobietom wyjście z niezmiernie trudnej dotąd sytuacji. Z drugiej strony, powstały nowe regulacje prawne, które nie tylko zdejmowały penalizację z nieślubnej ciąży, ale też otwierały prowadzoną przez państwo kampanię oświatową na rzecz zaniechania piętnowania związków przedmałżeńskich, a zwłaszcza ich skutków jako haniebnych. Aby jednak uchwycić problem we właściwym kontekście, należy przypomnieć o zaostrzeniu kar za ukrywanie ciąży - bo każdą powinno się zgłaszać władzom. Przy porodzie obligatoryjnie miała być obecna położna, tyleż dla dobra dziecka, co matki. Gdyby bowiem dziecko w trakcie porodu lub wkrótce po nim umarło, matkę oskarżonoby o dzieciobójstwo. Podobnie zrezygnowano wprawdzie z barbarzyńskich kar za dzieciobójstwo i torturowania kobiet, wyeliminowano religijny kontekst procesu, zarazem jednak zwiększono opresywny nadzór, mający owe przestępstwa zlikwidować. Tak więc troska o dzieci miała też demograficzny charakter. Możemy również mówić o trosce o dzieci, kiedy wspomnimy o szczególnej wadze przykładanej do zwalczania chorób wenerycznych, nazywanych w Wielkopolsce "chorobą warszawską". Friedrich Herzberg wskazywał na ogromną rolę wojen XVIII wieku w jej upowszechnieniu przez żołnierzy różnych nacji646. Leopold Lafontaine pisał o tym jako dolegliwości: "Ten gorzki owoc rozpusty nie w samych tylko jak dawniej gości pałacach, ale i biednego kmiotka w prostej jego chatce, często odwiedzać przychodzi, a śmiertelny swój jad równie na bogacza, jak na nędzarza rozlewa. Każdy szarlatan, mistrz lub baba przywłaszcza sobie mniemaną w leczeniu tych chorób doskonałość. Z tej to przyczyny tyle ludzi bez nosa, oczu, zębów i innych członków postrzegać się zdarza"647.

Problem koncentruje się wprawdzie na domach publicznych i prostytutkach, jednak upowszechniał się dzięki przenoszeniu chorób wenerycznych przez wojsko i co istotne, przez wiejskie mamki na dzieci. W obrębie miast zabiegi sanitarne wprowadzane dla kontrolowania tego procederu koncentrowały się na rejestracji domów publicznych i kobiet zajmujących się prostytucją, kontroli lekarskiej, nadzoru i wydawaniem koncesji na prowadzenie domów publicznych oraz stosowaniem kar pieniężnych i więzienia o wymiarze 1-2 lata za łamanie tych przepisów prawnych. Nielegalne uprawianie prostytucji karano czterotygodniowym więzieniem. Prowadzono też akcję propagandową, ostrzegając dziewczęta z małych miast i wsi, aby z żądzy łatwego zysku i pracy w wielkim mieście Berlinie, nie dały się zwieść na złą drogę648.

Stereotypy etniczne

Różnego rodzaju oceny związane z poziomem sanitarnym kraju weszły, jako elementy składowe, do szerszych uogólnień na temat charakteru narodowego Polaków (National-Charakter)649. Jest niezwykle znamienne, że niektórzy historycy zajmujący się zagadnieniem stereotypów etnicznych, zwykli te wypowiedzi lekceważyć, traktować w kategoriach propagandowych inwektyw650. Wypowiedzi na temat "odoru" i jego powodów uważane są niesłusznie a priori jako celowe urąganie Polakom. Tymczasem w świetle wyobrażeń ówczesnych była to problematyka otwarta i nie uważano jej za niezręczną, a z pewnością za istotną. Tak też wypowiedzi pruskie miały w znacznym stopniu charakter merytoryczny i przekładały się następnie na plany i próby podejmowania działań zaradczych.

Niewątpliwie, na tle innych ziem polskich Wielkopolska i Pomorze Gdańskie, zwłaszcza zamożniejsza część Prus Królewskich, korzystnie się wyróżniały. Jadąc na wschód jeden z autorów, pisał: "coraz gorsi i mniej cywilizowani ludzie". Kontrast pojawiał się przy zestawieniu Mazowsza z Wielkopolską czy, ogólnie, Prus Nowowschodnich i Południowych651.

Heterostereotyp jest często negatywną wypowiedzią o "innych", budowaną w opozycji do autostereotypu652. Jeżeli więc w Polsce panowała polnische Wirtschaft653, to Prusy, zdaniem autorów wypowiedzi, stanowiły zapewne kraj cywilizowany. Kiedy śledzimy pruską i oświeceniową narrację o polskich stosunkach sanitarnych, aż się prosi, aby zapytać, na ile stereotypowy charakter miały te wypowiedzi. Przy tym jasno widać, że nakłada się tu na siebie kilka różnych stereotypów i zjawisk. Z jednej strony, negatywny pruski stereotyp o sąsiadach, czyli "obcych", polnische Wirtschaft; z drugiej strony negatywny ogólnoeuropejski oświeceniowy o zacofanej i feudalnej Europie Wschodniej654, przy tym obydwa stereotypy od siebie zależały i współdziałały; z trzeciej, funkcjonował analogiczny negatywny także oświeceniowy autostereotyp polski. Protestancka wrogość wobec katolików nakładała się tu na wrogość deistyczną i oświeceniową. Po czwarte wreszcie, świadoma pruska propaganda, dyskredytująca przed Europą także polskie elity szlacheckie jako despotów, gnębiących biednych chłopów, krytykująca panujący w Polsce bałagan, co zmierzało do wniosku, że Polacy nie są w stanie sami sobą rządzić655. Te wypowiedzi pruskie, jakkolwiek propagandowo nagłaśniane, były jednak w dużym stopniu szczere, na co wskazują również przeanalizowane ostatnio przez Bogdana Wachowiaka testamenty Hohenzollernów, gdzie znalazła się porcja kąśliwości Fryderyka II wobec polskiej szlachty oraz negatywna ocena Polski jako kraju feudalnego656. Z drugiej strony, nie powinniśmy popadać w przesadę z dyskredytowaniem pruskich ocen, ponieważ wprawdzie jednostronne, ale mówiły wiele prawdy o stosunkach sanitarnych na ziemiach polskich. Wskazuje na to porównanie z badaniami historyków cywilizacji prowadzonymi w oparciu o źródła nienarracyjne.

Część negatywnych opinii formułowali urzędnicy pruscy na ziemiach polskich, pochodzący z Pomorza, Śląska i Nowej Marchii. Podobna sytuacja miała miejsce w Galicji, którą zalali austriaccy urzędnicy opowiadający o "polskim barbarzyństwie"657.

Ostatecznie więc w wypadku pruskich opinii na temat włościan polskich opowiadam się raczej za poglądem Karla Poppera, który mówi, że stereotypy dają wiedzę czasami fałszywą, jednostronną, niekiedy tylko uproszczoną, które to uproszczenia są niezbędne do poruszania się w świecie658. Trzeba zwrócić uwagę - wskazuję na tę sprawę wielokrotnie - że oceny sytuacji sanitarno-medycznej Rzeczypospolitej już w czasach saskich i stanisławowskich były bardzo marne659. Pewne ożywienie i początek zmian przyszedł w epoce stanisławowskiej. W Krakowie przed reformą kołłątajowską na uczelni pracował tylko jeden profesor medycyny. Król zażądał uniwersałem w 1784 roku i ponownie w 1785 roku, aby wszystkie miasta i miasteczka wysłały uczniów na uczelnię krakowską. Powinno ich być 170, jednak zostało to zrealizowane tylko częściowo z powodu braku środków finansowych660.

Organizacja służby zdrowia i informacji statystycznych

Przede wszystkim należało zorganizować przepływ informacji o stanie kraju i jego mieszkańców, jakiego wcześniej w Polsce nie było. Służyła temu statystyka medyczna, polegająca na przekazywaniu skwantyfikowanych faktów od najniższych do najwyższych szczebli władz medycznych. Na ziemie polskie przeniesiony został z pewnymi modyfikacjami cały system pruskiej sprawozdawczości sanitarnej. 1 listopada 1793 roku zarządzono spis lekarzy i całej służby medycznej w prowincji661. Wobec powolnego sporządzania sprawozdań, powtórzono polecenie 16 listopada.

Według rozporządzenia z 16 listopada 1764 roku662 prowadzony miał być wykaz przyczyn zgonów, tj. przede wszystkim chorób będących powodem śmierci. Pierwszy taki spis w Prusach sporządzony został w Berlinie w 1737 roku, a od 1764 roku nabrał regularności663. Każdorazowo przyczyna zgonu miała być potwierdzona przez lekarza. Po pierwszym rozbiorze ten sposób postępowania przeniesiono na obszar Prus Zachodnich i Dystryktu Noteckiego, a po 1793 roku do Prus Południowych664. Tutaj odpowiedzialni za sporządzanie wykazów zgonów według chorób byli fizycy powiatowi665. System czterech tabel populacyjnych (A-D) podawał informacje o wieku zmarłych, porze roku, podczas której śmierć nastąpiła, o liczbie zmarłych, urodzonych, poślubionych i komunikowanych, stanie cywilnym (panny, kawalerowie, wdowy, wdowcy) i wieku poślubionych. W Prusach Południowych od roku 1799 przygotowywano co roku 15 grudnia sprawozdanie o stanie całej prowincji, w którym odrębną część poświęcono sytuacji zdrowotnej, tj.: 1) stan zdrowotny prowincji, 2) sprawy położnictwa, 3) choroby bydła.

Niezależnie od tego, Ober-Collegium Medicum et Sanitatis w roku 1803 zażądało odrębnych rocznych raportów z analizą chorób epidemicznych, topografii, żywienia, środków poprawy stanu zdrowotnego, śmiertelności, zarazy bydła, szczepienia przeciwko ospie666. Ze względów populacyjnych, statystyką przyrostu naturalnego interesowały się również najwyższe władze. I tak rozkaz gabinetowy Fryderyka II z 26 grudnia 1777 roku, a potem powtórnie z 11 lutego 1778 roku dopominał się od kamery667 w Kwidzynie wyjaśnienia powodów nadwyżki zgonów nad urodzeniami w roku 1776/7668.

Organizacja służby medycznej przebiegała na wzór pruski. W Prusach Zachodnich wprawdzie już w 1772 roku przystąpiono do jej systematyzacji669, jednak dopiero w 1776 roku, po przeegzaminowaniu przed Naczelnym Kolegium Medycznym w Berlinie, stanowiska objęło 11 fizyków powiatowych. W kolejnych latach obsadzono też stanowiska chirurgów powiatowych, przy czym uposażenie lekarza wynosiło 150 talarów, a chirurga 50 talarów. Prowincjonalne Collegium Medicum w Kwidzynie założone zostało dopiero w 1778 roku670. Do tego momentu jedynie dwie pruskie prowincje nie posiadały kolegium medycznego: Wschodnia Fryzja i Prusy Zachodnie.

Dokładnie ten sam scenariusz po 20 latach powtórzył się w Wielkopolsce. Po wkroczeniu na ziemie polskie, władze pruskie przystąpiły do organizacji służby medycznej. Reskryptem z 15 maja 1793 roku i rozkazem gabinetowym z 30 sierpnia 1794 roku powołano w Poznaniu Collegium Medicum et Sanitatis, podporządkowane naczelnym władzom medycznym w Berlinie671. Struktury prowincjonalne złożone były z dwóch przedstawicieli lekarzy, aptekarzy i chirurgów, którzy swoje funkcje pełnili społecznie. I tutaj wyznaczono fizyków i chirurgów powiatowych ze skromnym uposażeniem (100-200 talarów)672. Podobne władze powstały w pozostałych dwóch departamentach, chociaż obsada stanowisk nastręczała problemy673. Z jednej strony, brakowało lekarzy cywilnych, których można by obsadzić w nowo zajętych prowincjach. Następnie, w rezultacie inflacji na schyłku XVIII wieku, niezmieniane od lat 70. wynagrodzenia lekarzy liczyły 1/3 pierwotnej wartości. Przy tym wszystkim po obsadzeniu ziem polskich przez armię pruską pojawiła się spora grupa felczerów wojskowych i weteranów, którzy nielegalnie i po niższych stawkach świadczyli ludności swoje usługi. Leczeniem zajmowali się też nielegalnie kaci i położne. Mimo ogólnego braku lekarzy, ich usługi nie cieszyły się wielką popularnością, co Prusacy tłumaczyli słabą siłą nabywczą ludności674. Oficjalny przepis pruski z 1726 roku regulował to w ten sposób, że tylko felczerzy pułkowi mieli prawo prowadzić praktykę poza jednostką wojskową, natomiast kompanijnym zakazano takiej działalności. Władze pruskie traktowały również jako problematyczne zatrudnianie lekarzy pochodzenia żydowskiego, ze względu na panujący w prowincji antysemityzm, chociaż przecież wśród praktykujących medyków Żydzi stanowili znaczny odsetek675.

Kwestię zaniżonych taryf usług lekarskich Collegium Medicum odesłało do ministerstwa finansów, gdzie utonęła w powodzi pilniejszych potrzeb. Taksa za wizytę lekarską wynosiła wówczas 2-3 grosze, a jeżeli wypisywana była recepta, 4 grosze. Istniała też ustalona taksa kosztów podróży676.

Według wzoru pruskiego z 1767 roku Fryderyk II w rozkazie dla Prus Zachodnich z 1774 roku zabraniał uprawiania zawodu lekarskiego osobom nieposiadającym urzędowego zezwolenia. W związku z tym, w przypadku śmierci każdego pacjenta, nauczyciel lub zakrystian zobligowani byli do wskazania lekarza, który sprawował nad zmarłym przed jego śmiercią opiekę, by można go było ukarać, jeśli był to lekarz-szarlatan. Rozkaz dawał też porady, w jakich sytuacjach nadużywana metoda leczenia przez puszczanie krwi z byle powodu i przy wszystkich schorzeniach, może być stosowana677. Podobnie ostrzegał Leopold Lafontaine, który wskazywał, że krew puszcza się albo dla mody lub często profilaktycznie i wierzy się błędnie, że wyleczyć można w ten sposób każdą dolegliwość678.

Od 1794 roku żaden lekarz na obszarze Prus Południowych nie miał prawa prowadzenia praktyki bez złożenia egzaminu przed Collegium Medicum. Podobny przepis odnosił się do aptekarzy, chirurgów i balwierzy679. Atesty i koncesje rzeczywiście wprowadzano w teczce za lata 1794-1804 - mamy listy lekarzy z prowincji, którzy je otrzymali680. W 1793 roku zabraniano cyrulikom leczyć zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie, co oznaczało wchodzenie w kompetencje lekarzy. Do 1798 roku - jak wynika z urzędowego raportu - sytuacja ogólna jednak zasadniczo się nie poprawiła, ponieważ brakowało kandydatów na lekarzy z dyplomami i w praktyce zostawali nimi często synowie przysposobieni do wykonywania zawodu681. W okresie rządów Hoyma relacje bywały nieco bardziej optymistyczne - śląski minister donosił o znacznym postępie w stosunkach sanitarnych już w 1797 roku682. Chirurg warszawski Franciszek Mierczyński w 1803 roku przedkładał władzom pruskim pismo w sprawie posiadanych kwalifikacji. Tłumaczył się, że w czasach polskich przedstawianie świadectwa na papierze nie było konieczne, więc teraz nie posiada pisemnych zaświadczeń o wykonywanej wcześniej pracy i edukacji683.

Wolfgang Neugebauer ma sporo racji, traktując świat edyktów pruskich jako rzeczywistość papierową. Jest to jednak słuszne tylko w celu uniknięcia anachronizmu oceniania ówczesnych sytuacji wedle dzisiejszej miary. Poza tym działalność normatywna państwa na miarę ówczesnych możliwości dokonywała ogromnych zmian, zwłaszcza kiedy porównać to z sarmacką Polską. Tworzyły się instytucje, sieć pojęć i wyobrażeń. Edykty miały też pełnić rolę edukacyjną. W 1794 roku ogłoszono w Prusach Południowych normy dotyczące zachowań na wypadek ratowania ludzi w zagrożeniu życia684. Za dostarczenie do chirurga osoby duszącej się lub zmarzniętej przewiduje się tu 2,5 do 5 talarów nagrody, za uratowanie 5 albo 10 talarów. Inne obwieszczenie dotyczyło ratowania topielców, wisielców i zamarzniętych bez różnicy stanu685. Mówi się tutaj o walce z zabobonem, rozumowi hańbę czyniący. Zabobonem, który zwalczano, było stawianie topielców na głowie i toczenie po beczkach. "Można dla większego wabienia płuców dym tytoniowy dmuchać w usta"686. Propagowano natomiast równie wątpliwe sposoby, jak wdmuchiwanie dymu w odbyt dla uczynnienia brzucha, "do czego służy specjalna machina do wdmuchiwania dymu tytoniowego". Jeżeli jednak człowiek akurat takiej machiny przy sobie nie ma, to można wykorzystać do tego celu fajkę. "Namoczyć koniec cybucha olejem, wetknąć w zadek chorego, drugi koniec bierze człowiek w usta i wdmuchuje tam dym z innej lulki. Najskuteczniejszy jest brazylijski tytoń"687.

Kolejny edykt dotyczył odpowiedzialności właściciela za zachorowania psów na wściekliznę. Kiedy zauważy on u psa objawy choroby, natychmiast musi go zabić. Jeżeli jednak ten ucieknie i narobi szkód, winowajcę czeka mandat w wysokości 20 talarów. Nadto za zastrzelenie własnego psa właściciel zostanie zmuszony leśniczemu zapłacić dodatkowo 2 talary. Aby tego uniknąć, wszystkie psy powinny być na łańcuchach688.

Próby poprawy sytuacji sanitarnej miast

Wypada pokrótce zreferować główne posunięcia władz pruskich na poszczególnych obszarach polityki sanitarnej689. Po 1793 roku załatwiono wiele spraw związanych z porządkiem, stanem sanitarnym i bałaganem, a także oświetleniem ulic miejskich, stanem gospód oraz zagrożeniem przeciwpożarowym. W Poznaniu już Komisja Dobrego Porządku z 1780 roku zalecała stworzenie kasy przeciwpożarowej dla miasta, jednak nie zostało to zrealizowane. We Wronkach każdy właściciel płacił natomiast do takiej kasy 2 dobre grosze od komina690. Miasto miało też problem ze szwędającymi się stadami bezpańskich psów. Wszyscy właściciele powinni trzymać psy, również w nocy, na łańcuchach i odpowiednio karmić oraz zapewnić miskę z wodą. Stada zwierząt wyły po nocy - jak narzekano - nieobyczajnie kopulowały w najmniej odpowiednich momentach, jak podczas dostojnych przemarszów konduktów żałobnych i stanowiły zagrożenie dla mieszkańców. Dyrektor policji sądził, że trzeba wysłać dwóch żołnierzy, by wystrzelali bezpańskie psy, a regularnie psy wyłapywał kat miejski691. Podobnie negatywnie wyglądały oceny warunków sanitarnych stolicy: "Jechaliśmy w nadzwyczajnym błocie między dwoma rzędami niskich domków; z każdego wisiała niemal wiecha słomiana, godło wyszynku wódki; przed domem był wystawiony stragan, na którym widniały śledzie, obwarzanki, wódka i inne specyały chłopskie, obok niego stała beczka soli. Żyd w pantoflach, krótkich spodniach brudnych, połatanych pończochach, w czarnej długiej, jeszcze brudniejszej sukni (...) uwijali się koło towaru swego, zapraszali głośnym krzykiem, powracające z targu chłopstwo, które się wlokło długim szeregiem na wózkach małych, jednym koniem zaprzężonych. (...) Mijaliśmy zgraje wieśniaków takich, zapijających w owych zaimprowizowanych szynkach, niezważających na błoto, a rodzina żydowska usługiwała im na wyskok (...). Dalej snuło się bydło na przedmieściu, gęsi i kaczki kąpały się w kałużach, co kilka kroków siedział dziad, śpiewający pieśni pobożne, a wyciągający skorupę żółwianą ku podróżnym"692. Według statystyki z 1797 roku, na 197 ulic 98 nadal nie zostało wybrukowanych, a częściowo brukowanych osiem. W cyrkule staromiejskim sytuacja była znacznie lepsza, bo niewybrukowano jedynie czterech ulic693. Bruki robiły jednak wrażenie fatalne. Jak pisał Friedrich Schulz, z tych wszystkich ulic wygląda: "Może dziesięć świetnie, może pięćdziesiąt znośnie, reszta wcale nieprzyjemnie wygląda. Większość tych ulic jest wybrukowana, jeżeli nie całkowicie to pośrodku, ale bruk jest źle utrzymany. Podczas deszczu ulice toną w błocie, a o środkach przedsiębranych dla ich oczyszczania nie warto wzmiankować"694. Za brudem szła oczywiście "smrodliwa aura" stolicy, a obserwator warszawianin w 1791 roku referował, że oglądając ulicę przez okno, widzi: "babę siedzącą w błocie z mąką i kartoflami, dziada w rynsztoku śpiewającego i spódniczkę grodeturową panny Maryanny, dziegciem usmarowaną"695.

Już przed rozbiorami Komisja Brukowa posuwała prace do przodu i ulepszano kolejne ulice. Brukowano środek ulicy 10-14 metrów spadziście, aby woda spływała na boki i posypywano bruk grubo piachem, by nie naruszać bruku. Od 1784 roku zaczęto na niektórych ulicach kłaść chodniki na wzór Zachodu (trottoary), ale wąskie. Były to jednak dopiero początki. Boczne ulice w centrum, a nawet Aleje Ujzadowskie do końca stulecia nie miały bruków696. Uprzątanie padłych psów i koni z ulic należało do kata, chociaż było to zakazane i karane mandatem, a kat prawidłowo padlinę zabierać miał z domu697.

Po wprowadzeniu cenzury, wszystkie traktaty medyczne, zielniki czy artykuły w prasie miały uzyskać aprobatę Collegium Medicum, niezbędną do uzyskania zgody na druk698. Rozdzielono kompetencje chirurgów i lekarzy, określając, w wypadku jakich chorób niezbędna jest interwencja lekarza699. Podjęto środki mające na celu sanitarną kontrolę żywności, głównie chleba, mięsa, wody i alkoholu. Chodziło przede wszystkim o ich zanieczyszczenie przez szkodliwe dla zdrowia domieszki. Historycy zwracają uwagę, że problem stanowiła nie tyle ilość spożywanego alkoholu, co jego zanieczyszczenie, mieszanie gorzałki z piwem i zbyt szybkie picie bez jedzenia. Z pewnością nadużywanie wiązało się z kłopotami życiowymi i gorzałkę traktowano jak pocieszycielkę700.

Podobne starania odnosiły się do studzien miejskich. Nie udało się Prusakom zrealizować do 1806 roku planowanej zamiany studzien na pompy. Zmierzano do usunięcia poza obręb miasta garbarni i rzeźni oraz wprowadzenia nadzoru świeżości sprzedawanego w jatkach mięsa i śledzi. Podjęto starania o odpowiednią dbałość o porządek na cmentarzach. Zainteresowano się problemem bezpańskich, a zwłaszcza wściekłych, psów701. Odrębnym problemem pozostała sprawa czystości ulic. Dla zdobycia nadzoru nad prostytucją wprowadzono obowiązkową rejestrację prostytutek i domów publicznych z okresowymi kontrolami lekarskimi702.

Mimo ogólnych narzekań na stan bruków, remonty prowadzono okazjonalnie i wycinkowo. Największe szanse miały szczególnie zaniedbane ulice, którymi przejeżdżał król lub gdy na którejś z nich jakiś wysoki urzędnik doświadczył niefortunnej przygody703. Znacznie pilniejsza była pomoc dla pogorzelców i odbudowa spalonych budynków. Starano się także poprawić stan sanitarny więzień i szpitali704.

Nowy problem stanowiło zapewnienie odpowiednich warunków sanitarnych garnizonom wojskowym, co przy braku koszar i lazaretów oraz kiepskich warunkach mieszkaniowych nie było łatwe do zrealizowania. Na 15 tysięcy mieszkańców Poznania przypadało 2 tysięcy osób garnizonu, z czego 427 dzieci i 355 kobiet705. W zakresie zainteresowań polityki sanitarnej znajdowały się także sprawy opieki oraz nadzoru nad ubogimi i żebrakami, a więc przytułki i sierocińce nadzorowane przez odrębne Dyrektorium ubogich (Armendirektorium).

W 1804 roku w Poznaniu szczepienia ochronne przeciw ospie zaczął realizować doktor Francke706. Szczepiono tu nieodpłatnie każdą osobę, która się zgłosiła. Poza tym również wszyscy lekarze mieli bezpłatnie otrzymywać odeń szczepionki dla upowszechniania ich w swojej okolicy. I tak np. szczepienia dzieci w swoim majątku w Pługawicach prowadził osobiście Zerboni di Sposetti, prosząc też sąsiadów, aby wysyłali dzieci ze swoich majątków do szczepienia. W Warszawie już w 1801 roku szczepienia prowadził Jacek Dziarkowski. W Kaliszu w 1810 roku za darmo biedne dzieci zaszczepiali w formie akcji fizyk powiatowy Bednarczyk i chirurg powiatowy Leonard. Projekt ogłoszono przez obwołanie na rynku, a także na kościelnych ambonach w okolicy. Starania władz pruskich datują się od opublikowania 11 lipca 1801 roku cyrkularza dla wszystkich kolegiów lekarskich dotyczącego szczepienia ospy, gdzie zachęcano do tego lekarzy. 15 lipca 1802 roku wydano podobne rozporządzenie dla Prus Nowowschodnich. W całych Prusach w 1802 roku zaszczepiono przeciw ospie ogółem 17 740 osób. Starania te kontynuowane były w Księstwie Warszawskim, a za moment ważny uznać należy wprowadzenie obowiązkowych szczepień ochronnych w 1811 roku707.

Po przedstawieniu względnie optymistycznej oceny działań podejmowanych na polu polityki sanitarnej, wypada nieco zróżnicować ten osąd. Im bardziej więc oddalamy się od centrów administracyjnych ku prowincji, tym mniej różowy staje się obraz stanu faktycznego. Urzędowi lekarze nie otrzymywali wynagrodzeń, a ich kwalifikacje budziły wątpliwości708.

W trosce o zmniejszenie śmiertelności dzieci, zabiegano o uporządkowanie spraw położnictwa. W Prusach Zachodnich zorganizowano instytuty położnicze w Kwidzynie i Gdańsku709. W Prusach Południowych ośrodki położnicze założone zostały w Poznaniu, Warszawie i Kaliszu710. Te starania przebiegały bardzo powoli, wśród nieustannych narzekań na brak pieniędzy. W Poznaniu mówiło się o instytucie położniczym już w 1793 roku, a pierwsze kursy z 17 uczennicami w mieszkaniach prywatnych i piwiarniach odbyły się w 1799 roku. Niektóre uczennice zgłaszały się na kurs tylko po to, aby przez czas jego trwania otrzymywać środki na życie. Zresztą, jak się później okazało, zawód położnej w praktyce nie dawał wystarczających środków utrzymania. Za poród w Poznaniu płacono 2-4 grosze, a często do porodów położnych nie wzywano. Jeżeli chodzi o sam kurs, brakowało zajęć praktycznych, lekcje skracano do trzech dni w tygodniu po dwie godziny dziennie, stąd opinia o poziomie kursu była jak najgorsza. W 1803 roku w kursie brało udział już tylko siedem uczennic. W istocie rzeczy dopiero w 1806 roku szkoła rozpoczęła działalność we własnym budynku i przy znośnych warunkach.

Jeżeli przyjrzymy się sytuacji w Prusach Południowych w okresie 1793-1806, okaże się, że poza spektakularnymi posunięciami nie poprawiła się ona znacząco w makroskali. Stąd jeszcze 1 marca 1805 roku minister Voß zarządzał obsadzenie stanowisk akuszerek powiatowych (Kreishebammen), które miały być opłacane pensją w wysokości 25 talarów z wymogiem posiadania wykształcenia w instytucie położniczym w Poznaniu lub Kaliszu711.

Po III rozbiorze i utworzeniu Prus Nowowschodnich (Neuostpreussen), władze pruskie podjęły podobne działania, jak w pozostałych polskich prowincjach. I tutaj jednak ich skuteczność, przy szczupłości środków, mogła być tylko ograniczona. Każdy powiat - podobnie do Prus Południowych - otrzymał fizyka powiatowego. W 1806 roku w całej prowincji było zaledwie 17 urzędowo zaaprobowanych lekarzy, 87 szpitali i 4 zakłady położnicze. W 1806 roku zaplanowano w Białymstoku utworzenie instytutu szczepień przeciwko ospie.

Jeżeli moglibyśmy oceniać w sposób wymierny zasięg działań władz pruskich w zakresie poprawy stanu sanitarnego Wielkopolski, okazałoby się, że wyasygnowały one na politykę sanitarną nieznaczną w sumie kwotę 23,1 tysięcy talarów, odrębnie jednak liczono 7 tysięcy talarów na utrzymanie lazaretów, 10 tysięcy na wsparcie miejskich kas policyjnych, a 1,7 tysięcy na pomoc ubogim712. Stąd nie mogło być mowy o jakimś wielkim postępie w stosunku do roku 1793, ale zmiany pojawiały się i czasy Księstwa Warszawskiego przyniosły ich kontynuację.

Przy poszukiwaniu punktów odniesienia dla ocen pruskich warto wskazać, że władze również w rdzennych pruskich prowincjach posługiwały się podobnym językiem, odnajdywały podobne problemy i ostatecznie z surowych ocen w odniesieniu do stanu sanitarnego ziem polskich nie wynika przepaść w stosunku do prowincji pruskich. Dla ilustracji można wskazać choćby pismo kamery królewieckiej na temat możliwych posunięć dla poprawy sytuacji sanitarnej w Prusach Wschodnich. Wspomina się tu, że przyrost naturalny jest powstrzymywany przez niewiedzę i brak wykształcenia akuszerek, skąd wynikał postulat założenia instytutu położniczego w Królewcu. Nadmieniano, że korzyści przyniosłoby założenie również instytutu szczepień przeciw ospie. Jak fatalnie, przy braku kanalizacji, przedstawiał się stan czystości Paryża, wskazuje monografia Alaina Corbin, a przecież Paryż był w tym czasie stolicą cywilizacji europejskiej713.

Jeżeli więc można by coś uznać za kluczowe, to zainicjowanie pewnych ram prawnych, instytucjonalnych i finansowych właściwych nowoczesnemu państwu, wskazanie kierunków rozwoju i zapoczątkowanie go z nieco większym przekonaniem, niż to odbywało się dotąd.

Przykład galicyjski

Działania sanitarne różnych państw absolutnych były właściwie bliźniaczo podobne, na co wskazuje przykład zaboru austriackiego. Kameralistyka terezjańska, józefińska i pruska nauka o policji niczym się nie różniły714. Zaczął się ruch ustawodawczy oraz administracyjny, za którym początkowo wolno szły realne działania. Skierowano go jednak w pierwszym rzędzie na przeciwdziałanie epidemiom, bo to główne zagrożenie zbiorowe, wymagające solidarności. Za tym szła organizacja służby zdrowia w ogóle. Tak więc fakultety medyczne w Wiedniu i Pradze kontrolowały działalność lekarską dosyć teoretycznie. Lekarze byli coraz częściej na służbie państwa, ale pensje należały tutaj ciągle do rzadkości. Sprawami sanitarnymi w latach 1753-1776 kierowała Sanitarna Deputacja Dworska (Sanitätshofdeputation), która podlegała bezpośrednio cesarzowej Marii Teresie. W prowincjach znajdowały się władze sanitarne średniego szczebla. Wykształcenie balwierzy, łaziebnych i położnych pozostawiało jednak nadal wiele do życzenia i nie odpowiadało ustanowionym przez regulaminy normom, a nadzór administracyjny działał słabo. Liczba lekarzy z dyplomami na tle Zachodu również pozostawała niska715. W aktach archiwalnych można obserwować działania władz prowincjonalnych w Grazu. Składały się na nie raporty lekarskie, statystyki medyczne i raporty księgowe o wydatkach rządowych. Na przyklad w dolnej Styrii rozważano, co wpływa w największym stopniu na szerzenie się epidemii czy klęski nieurodzaju, zwykłe codzienne niedożywienie i głód czy zanieczyszczenia źródeł wody, a może braki w zakresie higieny716.

Austriacki patent sanitarny z 1773 roku w pierwszym rzędzie określał, że praktykujący lekarze mają posiadać odpowiednie przygotowanie, a więc muszą przedstawić komisji dyplomy. Jeżeli pracowali dotąd bez dyplomu, nie należy ich wyrzucać, ale powinni uzupełnić edukację medyczną. Lekarze nie mogą sami sporządzać leków, jeżeli na miejscu jest apteka. Cyrulicy nie powinni brać się do leczenia chorób podlegających kompetencjom lekarzy. Aptekarze, podobnie jak lekarze, mają przedstawić komisji swoje dyplomy i uprawnienia. Liczba aptek powinna być w mieście ograniczona, tak aby zapewnić godziwe dochody każdemu z aptekarzy, a klasztorne apteki mogą wykorzystywać leki tylko na własne potrzeby i nie wolno im ich sprzedawać, chyba że w okolicy nie funkcjonuje żadna apteka. Aptekarz powinien zatrudniać pomocnika do gotowania leków i w nocy zawsze kogoś do pilnowania apteki717. Lekarstwa mogą być sprzedawane tylko za okazaniem "recepty" wystawionej przez zatwierdzonego lekarza. "Szalbierzom, włóczęgom sposobnych materiałów do gotowania lekarstwa nie ma wydawać. Trucizny żadnej nikomu z apteki nie powinni wydać ani pozwalać"718. "Panowie lekarzów jak nazywają "nadwornych" mieć mogą ci jednak umiejętności lekarskiej sprawować nie mogą w tych miejscach, które prawem inszemu lekarzowi należą"719. Wysłany przez władze austriackie do Galicji lekarz, Polak Kurpiński, potwierdzał jak najgorsze diagnozy sytuacji sanitarnej prowincji i donosił: "Każdy szarlatan sprzedaje bez obawy swoje leki, chorzy giną bez pomocy na ulicy, żydzi pełnią u chrześcijanek czynności akuszerek". W Lwowie na ulicach pełno było wynędzniałych biedaków: "Jest hańbą dla chrześcijan, że zostawiają bez wszelkiej pomocy na ulicach i w gnojowiskach chorych nędzarzy, pokrytych robactwem i brudem". Podobnie prezentowały się sprawy, jeżeli chodzi o bydło hodowlane. Urzędnik austriacki w 1776 roku pisał: "Bydło rogate tu w kraju choruje i zdycha przez cały rok, a wysyłani urzędnicy niejednokrotnie stwierdzali, że zarazy żadnej nie ma. Bydło jest utrzymywanie źle i brudno, w licznych miejscach nie w budynku i to nawet w porze zimowej; latem idzie na bagniste pastwiska, a w zimie dostaje zamuloną paszę, poi się w kałużach i w ogóle jest tak licho pielęgnowane, że musi chorować i zdychać"720.

Galicyjski lekarz z Neapolu Franciszek Luz pisał o sytuacji służby zdrowia: "Tutaj Żydzi trudnią się medycyną i chirurgią, dobre akuszerki są nadzwyczaj rzadkie. Ileż to razy ja sam musiałem chodzić z pomocą do ubogich kobiet, które były w najwyższym niebezpieczeństwie życia wyłącznie skutkiem nieumiejętności akuszerek"721. W 1772 roku w 25-tysięcznym (1787) Lwowie pracowało sześciu lekarzy, wśród nich dwaj Francuzi: doktor Jan Mikołaj Noel, który stopień doktora medycyny otrzymał w 1757 roku w Paryżu, gdzie promował się również w 1751 roku doktor Jan Stanisław Combalusier. Polakiem był Wojciech Marcinkiewicz, który twierdził, że zgubił dyplom w Wiedniu, a studiował rzekomo w Monachium. Bardzo już wiekowy Marcin Mercenier również praktykował jako lekarz, a miał świadectwo majstra cyrulickiego z 1708 roku. Z kolei pochodzący z Pragi Jan Beranek dyplomu nie przedstawił, ponieważ zgubił go podczas moru. Studiować miał w Hale w Prusach, posiadał natomiast świadectwo doktorskie wystawione przez kolegium w Berlinie. Wreszcie, Józef Bilelmi pochodził z Trydentu, a dyplom otrzymał w Neapolu722. Na prowincji galicyjskiej dominowali Żydzi. W Jarosławiu działał jako lekarz Żyd z Kleve, który zdawał egzamin w Lejdzie; w Zamościu Moses Lewin, polski Żyd po studiach w Berlinie, w Brodach Samuel Rosenberg, Żyd wiedeński. Obok Żydów funkcjonował jeden lekarz Polak i jeden Niemiec723. Działali też chirurdzy, cyrulicy i znachorzy. Brat Empidyusz, bernardyn, zbierał jałmużnę po domach szlachty, a przy okazji puszczał jej krew oraz zajmował się leczeniem. Podobne praktyki występowały u bonifratrów, których w klasztorze mieszkało ośmiu i wszyscy uchodzili za "doktorów". Wspominano, że leczeniem zajmował się też były rzeźnik, czyli partacz, niejaki Andrzej724. Do porodów chodziły baby, przy czym ciężkie przypadki obsługiwali jednak lekarze i chirurdzy. Do porodów wzywano także cyrulików, a ci żydowscy oskarżani byli z ciemnoty o mordowanie matek i dzieci. Lwów miał dwie akuszerki, a poza nim kilkanaście, o których egzaminator mówił, że "są zupełnie surowe, niektóre z nich nie umiały nawet ochrzcić"725.

Kurpiński od razu podjął przygotowania do reformowania stosunków sanitarnych, najpierw rozpoczęcia nauczania w zakresie położnictwa. Akuszerki były prostymi kobietami ze wsi i zbyt biednymi, aby na własny koszt uczyć się położnictwa, więc Kurpiński sądził, że płacić za to musi szlachta i władze miejskie. Znaleziono odpowiednie miejsce na zajęcia, rozkazano zrobić ławki dla kursantek. Pieniędzy dla kursantek jednak nie dano i od 1773 roku do 1776 roku na trwający rok kurs położnictwa uczęszczała to jedna, to dwie kobiety, ale egzaminu nie zdała żadna726. W 1776 roku postanowiono, że sześciu fizyków będzie nauczać położnictwa w sześciu miejscach Galicji, ale nigdzie szlachta kobiet na edukację nie przysyłała727.

Potem Kurpiński myślał o stworzeniu szkoły medycznej, ponieważ brakowało bardzo lekarzy, przy czym powinni oni byli znać język polski. Chciał też do szkoły ściągnąć z Wiednia dwóch profesorów, do chemii i botaniki oraz anatomii. Należało założyć ogród botaniczny. Potrzebni byli fizycy z odpowiednią pensją "tak, żeby mogli żyć uczciwie". Kurpiński zamierzał ich sprowadzić z Wiednia, ale takich, "żeby choć trochę język polski znali"728.

W 1773 roku powołana została prowincjonalna komisja sanitarna, organ centralnej administracji zdrowotnej. Przewodniczył jej radca gubernialny, hrabia Wratislaw, a członkami byli medyk sztabowy von Friesel, Krupiński, Spaventi i Walz. Zadanie komisji stanowiło nadzorowanie realizacji ustawodawstwa sanitarnego i medycznego729.

W tym czasie przygotowanie do pracy chirurga przebiegało w ramach cechu, gdzie chłopcy wstępowali "do terminu", do chirurga. Po odebraniu edukacji, chirurg ucznia "wyzwalał" i ten szedł do szkoły chirurgów, gdzie odbierał edukację teoretyczną. "Partactwo", czyli praca poza cechem, było bardzo ścigane, ale mimo to częste730. Podjęto też organizację spraw weterynaryjnych.

531 Norbert Paul, Zum Zwecke der Verpflegung dürftiger Kranker, s. 93-94; Dariusz Łukasiewicz, Modernizacja przed modernizacją. Próby reform cywilizacyjnych w Prusach Południowych w latach 1793-1806, Studia Historica Slavo-Germanica, 26, 2006, s. 41-78.

532 Adelheid Simsch, Die Wirtschaftspolitik des preußischen Staates in der Provinz Südpreußen 1793-1806/7, Berlin 1984, s. 38.

533 Lech Trzeciakowski, Przedmowa, w: Samomodernizacja społeczeństw w XIX wieku. Irlandczycy, Czesi, Polacy, red. Lech Trzeciakowski i Krzysztof Makowski, Poznań 1999, s. 10.

534 Münch Ragnhild, Gesundheitswesen im 18. und 19. Jahrhundert, s. 22.

535 Christian Barthel, Medizinische Polizey und medizinische Aufklärung, s. 9-10, 18; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 159.

536 Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühe Neuzeit, s. 19; Tadeusz Srogosz, Problemy sanitarno-zdrowotne w działalności administracji Rzeczypospolitej w okresie stanisławowskim, Łódź 1993, s. 34-36.

537 Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühe Neuzeit, s. 10-11; Rainer Blaich, Die Epoche des Merkantilismus, Wiesbaden 1973; Otto Büsch, Militärsystem und Sozialleben im Alten Preußen, Berlin 1962; Eli Heckscher, Der Merkantilismus, Jena 1932, Bd. 1-2.

538 Carl Hinrichs, Preussentum und Pietismus, Göttingen 1971.

539 Leopold Krug, Abriss der Staatsökonomie oder Staatswirtschaftslehre, Berlin 1808, s. 27-29.

540 Freiheer vom Stein, opr. Erich Botzenhart, Walter Hubatsch, Stuttgart 1957, Bd. 1, s. 127-128.

541 Zenon Włoch, Stosunek Stanisława Staszica, s. 108-109.

542 Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühe Neuzeit, s. 10-11, 21; Wiktor Piotrowski, Choroby zakaźne w epoce polskiego oświecenia, s. 203-204; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 225.

543 Stanisław Olczak, Ospa prawdziwa, s. 355.

544 Tadeusz Srogosz, Problemy sanitarno-zdrowotne w działalności administracji Rzeczypospolitej, s. 42-43.

545 Fryderyk Schulz, Podróże Inflantczyka, s. 94-95.

546 Tamże, s. 94.

547 Tadeusz Srogosz, Problemy sanitarno-zdrowotne w działalności administracji Rzeczypospolitej, s. 296-297.

548 Fryderyk Schulz, Podróże Inflantczyka, s. 70-71.

549 Tamże, s. 71.

550 Wiesław Partyka, Lekarze zamoyscy w XVII-XVIII wieku, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 72, 2009, s. 62-63; Wiktor Piotrowski, Terapia okulistyczna w czasach saskich, w tegoż: Szkice z historii polskiej medycyny, Jawor 1997, s. 47.

551 Zenon Włoch, Stosunek Stanisława Staszica, s. 105.

552 Tamże, s. 106.

553 Tamże, s. 107.

554 Tamże, s. 107-108.

555 Hugo Kołłątaj, Stan oświecenia w Polsce w ostatnich latach panowania Augusta III, Wrocław 2003, s. 71-73.

556 Wiktor Piotrowski, Choroby zakaźne w epoce polskiego oświecenia, s. 205; Kazimierz Domagalski, Jan Frédéric Herrenschwand (1715-1798) - nadworny lekarz i doradca króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 61, 1998, s. 327-328; Michał Hanecki, Środowisko medyczne w czasach Stanisława Augusta, Archiwum Historii Medycyny, 36, 1973, s. 265 in.

557 Fryderyk Schulz, Podróże Inflantczyka, s. 50-73; Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala, s. 44, 50-51; Wiktor Piotrowski, Choroby zakaźne w epoce polskiego oświecenia, s. 205.

558 Fryderyk Schulz, Podróże Inflantczyka, s. 95.

559 Tadeusz Srogosz, Problemy sanitarno-zdrowotne w działalności administracji Rzeczypospolitej, s. 217-218.

560 Tamże, s. 295-296.

561 Tamże, s. 218.

562 Tamże, s. 219.

563 Tamże, s. 220-221.

564 Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala, s. 53-54.

565 Tamże, s. 246-247.

566 Tamże, s. 247.

567 Tamże, s. 248-249.

568 Dariusz Łukasiewicz, Dobre i złe adresy. Szkice z historii mieszkania od XVII do XXI wieku, Poznań 2017.

569 Zofia Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala, s. 280-281.

570 Tamże, s. 304.

571 Tamże, s. 332.

572 Tamże, s. 292-293.

573 Marian Łysiak, Organizacja opieki lekarskiej i sanitarnej w podprefekturze toruńskiej w okresie Księstwa Warszawskiego, Archiwum Historii Medycyny, 48, 1985, s. 71-72.

574 Tamże, s. 72-73.

575 Tamże, s. 74-75.

576 Tamże, s. 74.

577 Tamże, s. 78.

578 Tamże, s. 79.

579 Fryderyk Schulz, Podróże Inflantczyka, s. 16-17.

580 Michel Foucault, Narodziny kliniki, Warszawa 1999.

581 Heinrich Ch. Seidel, Eine neue "Kultur des Gebärens", s. 12-18.

582 Tadeusz Srogosz, Problemy sanitarno-zdrowotne w działalności administracji Rzeczypospolitej, s. 78, 82.

583 August Skalweit, Die Getreidehandelspolitik und Kriegsmagasinen Verwaltung Preußens 1756-1806, Berlin 1931, s. 186-189.

584 Stanisław Konopka, Medycyna w Polsce w połowie XVIII wieku w świetle listu Jacka Augustyna Łopackiego, Archiwum Historii Medycyny, 20, 1957, s. 162.

585 Dariusz Łukasiewicz, Uwagi o położeniu chłopów pod zaborem pruskim (Prusy Południowe i Zachodnie) w końcu XVIII i na początku XIX w., Przegląd Historyczny, t. CIII, z. 2, 2012, s. 303-331.

586 E. Stawiski, Kronika pewnej wioski od roku 1790 do 1842, Biblioteka Warszawska, 4, 1843, s. 653-671.

587 Tamże, s. 658.

588 Leopold Krug, Annalen der Preußischen Staatswirtschaft und Statistik, Halle und Leipzig 1804, Bd. 1; Ernst Klein, Geschichte der deutschen Landwirtschaft, Wiesbaden 1973, s. 13-15; Hugo Klinckmüller, Die Amtliche Statistik Preussens, Freiburg 1880, s. 42-43; Otto Behre, Geschichte der Statistik in Brandenburg-Preussens, s. 236-239; Kazimierz Zimmermann, Fryderyk Wielki i jego kolonizacja rolna, Poznań 1915, t. 2, s. 349-350; Vorschläge zur Verbesserung der Bauern in Südpreussen, opr. A. Koerth, Deutsche Wissenschaftliche Zeitschrift im Wartheland, H. 2, 1940, s. 277.

589 Franz Anton May, Entwurf einer Gesetzgebung über die wichtigsten Gegenstände der medizinischen Polizei, Mannheim 1809, s. 21.

590 August Carol Holsche, Geographie und Statistik von West-Süd-und Neu-Ostpreussen. Nebst einer kurzen Geschichte des Königreichs Polen zu dessen Zertheilung, Berlin 1804, Bd. 2, s. 422; Henryk Grossmann, Struktura społeczna i gospodarcza Księstwa Warszawskiego, Kwartalnik Statystyczny, 1925, s. 75.

591 Władysław Szumowski, Galicyja pod względem medycznym, s. 27.

592 Analizuję w pracach: Czarna legenda Polski, obraz Polski i Polaków w Prusach 1772-1815, Poznań 1995, s. 56-74; Warkocz znad Wisły. Pruski stereotyp brudnej Polski, czy prawda historyczna? Medycyna Nowożytna, 2, 2, 1995, s. 83-104.

593 Stanisław Konopka, Medycyna w Polsce w połowie XVIII wieku, s. 160.

594 Tadeusz Srogosz, Problemy sanitarno-zdrowotne w działalności administracyjnej Rzeczypospolitej, s. 50-51; Władysław Szumowski, Galicyja pod względem medycznym, s. 37.

595 Michel Foucault, Narodziny kliniki, s. 161-163.

596 Władysław Smoleński, Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII, s. 266-297.

597 Michał Hanecki, Środowisko medyczne w czasach stanisławowskich, s. 272; Tadeusz Srogosz, Problemy sanitarno-zdrowotne w działalności administracji Rzeczypospolitej, s. 48-49.

598 Friedrich Herzberg, Süd-Preußen und Neu-Ostpreußen, Berlin 1798, s. 159-160.

599 Das Jahr 1793. Urkunden und Aktenstücke zur Geschichte der Organisation Südpreußen, Hg. Rodgero Prümers, Poznań 1895, s. 262-263.

600 Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby. Od średniowiecza do współczesności, Warszawa 1997.

601 Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit in der Frühe Neuzeit, s. 16-17, 120.

602 AGAD, Biblioteka Ordynacji Zamoyskich 96, np.

603 Robert Jütte, Krankheit und Gesundheit, s. 53-54.

604 Tamże, s. 55.

605 AGAD, Generalne Dyrektorium Prusy Południowe, I, 1732, k. 205-210.

606 AGAD, Biblioteka Ordynacji Zamoyskich 96, np.

607 AGAD, Generalne Dyrektorium Prusy Południowe, I, 1745

608 O pokarmach i napojach chimicznie rozebranych, Nowy Pamiętnik Warszawski, 60, 1805, s. 316.

609 Tamże, s. 315.

610 Tamże, s. 317.

611 Tamże, s. 314-315.

612 AGAD, Generalne Dyrektorium Prusy Południowe, I, 1732, k. 205-210.

613 AGAD, Generalne Dyrektorium Prusy Południowe, III, nr 13a, bez paginacji; Statystyka zestawiająca lekarzy, chirurgów, położne, balwierzy, w: Opisy miast polskich 1793/5, opr. Jan Wąsicki, Poznań 1960-1962, t. 1-2.

614 Joseph Landsberger, Aus der Medizinalverwaltung Posens am Ende der vorigen Jahrhunderts, Zeitschrift der Historischen Gesellschaft für die Provinz Posen, 8, 1893, s. 323.

615 Die Sterblichkeit nach Todeursachen während des Jahres 1777, Otto Behre, Geschichte der Statistik in Brandenburg-Preussens, s. 150; Helga Schultz, Berlin 1650-1800. Sozialgeschichte einer Residenz, Berlin 1987, tab. 19.

616 Karolina z Potockich Nakwaska, Dwór wiejski, s. 16-19; Tadeusz Srogosz, Problemy sanitarno-zdrowotne, s. 50-51.

617 Tamże, s. 269.

618 Nils Freytag, Aberglauben im 19. Jahrhundert, s. 37-38, 51, 397-398; Barbara Duden, Historia ciała. Lekarz i jego pacjentki w osiemnastowiecznym Eisenach, Warszawa 2014, s. 88-92.

619 Leopold Lafontaine, Przedmowa, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 1, 1801, np.

620 Franciszek Giedroyć, Warunki higieniczne Warszawy w wieku XVIII, Warszawa 1912, s. 24-27.

621 Tamże, s. 36-37.

622 Max Beheim-Schwarzbach, Der Netzedistrikt zur Zeit der ersten Theilung Polens, Zeitschrift der Historischen Gesellschasft für die Provinz Posen, 7, 1892, s. 221.

623 Dariusz Łukasiewicz, Warkocz znad Wisły, s. 83-104; tegoż, Czarna legenda Polski, s. 56-74 (tu dalsze źródła i literatura); Tadeusz Srogosz, Trwałość i zmienność warunków zdrowotnych ludności chłopskiej w Rzeczypospolitej w XVIII wieku, Medycyna Nowożytna, 1/2, 1997, s. 89.

624 A.C. Holsche, Geographie, Bd. 1, s. 138; Bd. 2, s. 269; Bohdan Baranowski, Życie codzienne małego miasteczka w XVII i XVIII wieku, Warszawa 1975, s. 17; Clemens Mayer, Studien zur Verwaltungsgeschichte der 1793 und 1795 von Preussen erworbenen polnischen Provinzen, Berlin 1902, s. 10; Władysław Rusiński, Życie codzienne w Kaliszu w dobie Oświecenia, Poznań 1988, s. 17, 19, 22, 26-27, 29.

625 Fryderyk Skarbek, Pamiętniki Seglasa, Warszawa 1898, s. 56-57.

626 Franciszek Gajewski, Pamiętniki, Poznań 1913, t. 1, s. 12-13.

627 Tadeusz Korzon, Wewnętrzne dzieje Polski za Stanisława Augusta (1764-1794), Kraków-Warszawa 1897, t. 2, s. 303-305, 322; Jan Ptaśnik, Miasta i mieszczaństwo w dawnej Polsce, Warszawa 1949, s. 323-326; Henryk Samsonowicz, Maria Bogucka, Dzieje miast i mieszczaństwa w Polsce przedrozbiorowej, Wrocław 1986, s. 368-370, 440, 576-577; Jerzy Wojtowicz, Miasta epoki Oświecenia, w: Polska w epoce Oświecenia, red. Bogusław Leśnodorski, Warszawa 1971, s. 216-217.

628 Halina Szeflińska, Sanitarny warunki Sieradza w końcu XVIII wieku, Archiwum Historii Medycyny, 2, 40, 1977, s. 201-203.

629 Rodgero Prümers, Die Stadt Posen in südpreussischer Zeit, Zeitschrift der Historischen Gesellschaft für die Provinz Posen, 22, 1907, s. 163-164, 167-175; Richard Breyer, w: Geschichte der Stadt Posen, hg. G. Rhode, 1953, s. 81; Dariusz Łukasiewicz, Czarna legenda Polski. Obraz Polski i Polaków, s. 58-61; Moritz Jaffe, Poznań pod panowaniem pruskim, Poznań 2012, s. 78; Jerzy Wojtowicz, Miasto europejskie w epoce Oświecenia i Rewolucji Francuskiej, Warszawa 1972, s. 157.

630 Ludwig Formey, Versuch einer medizinischen Topographie von Berlin, Berlin 1796, s. 8-9.

631 Franciszek Giedroyć, Warunki higieniczne Warszawy, s. 6-7.

632 Leopold Lafontaine, O używaniu i nadużywaniu rzecznych, a mianowicie wiślanych kąpieli i nieco kąpieli powietrzney, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 1, 1801, s. 48-53; tegoż, O wpływie strojów damskich na ich zdrowie, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 1, 1801, s. 72-86; Tadeusz Srogosz, Trwałość i zmienność warunków zdrowotnych ludności chłopskiej, s. 92-93.

633 Leopold Lafontaine, O wpływie strojów damskich na ich zdrowie, s. 84.

634 Leopold Lafontaine, O paleniu tytuniu, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 4, 1801, s. 244-245.

635 Tamże, s. 245.

636 Friedrich Herzberg, Süd-Preußen und Neu-Ostpreußen, s. 113-116, 123; Bericht Officials Libor an die Kalischer Kriegs- und Domäinen-Kammer, 3.05.1799, Preußen und die katolische Kirche, opr. H. Granier, Leipzig 1902, s. 128-131.

637 Fernand Braudel, Kultura materialna, gospodarka i kapitalizm XV-XVIII w., Warszawa 1992, t. 1, s. 66-67.

638 Christoph Wilhelm Hufeland, Prawidła zdrowego i długiego życia, Lwów 1800, s. 6-7.

639 AGAD, Komisja Rządowa Przychodów i Skarbu, nr 804, k. 32-33.

640 Tadeusz Srogosz, Trwałość i zmienność warunków zdrowotnych ludności chłopskiej, s. 86, 88.

641 Dariusz Łukasiewicz, Uwagi o położeniu chłopów pod zaborem pruskim, s. 303-331.

642 Ludwik Gąsiorowski, Zbiór wiadomości do historii sztuki lekarskiej w Polsce, Poznań 1855, t. 4, s. 133.

643 Hans-Christoph Seidel, "Eine neue "Kultur des Gebärens". Die Medikalisierung von Geburt im 18. und 19. Jahrhundert in Deutschland, Stuttgart 1998; Eva Labouvie "Andere Umstände". Eine Kulturgeschichte der Geburt, 1998; Zbigniew Filar, Z dziejów poglądu na zakażenie połogowe, Archiwum Historii Medycyny, 24, 1961, s. 402; Zbigniew Łapiński, Powstanie i rozwój nowożytnego położnictwa w świecie, Archiwum Historii Medycyny, 1, 40, 1977, s. 28-30, 37; Władysław Szumowski, Galicyja pod względem medycznym, s. 72-73.

644 Dariusz Łukasiewicz, Szkolnictwo w Prusach Południowych (1793-1806) w okresie reform oświeceniowych, Poznań-Warszawa 2004, s. 231-237.

645 AGAD, Biblioteka Ordynacji Zamoyskich, 96, k. 8.

646 Friedrich Schulenburg-Kehnert, Eine Denkschrift des Ministers... über Südpreußen, Zeitschrift der Historischen Geselschaft für die Provinz Posen, 9, 1894, s. 137-138; K. Kassel, Aus Preussens Sanitätsreform in Polen, Historische Monatsblätter für die Provinz Posen, 7/8, 1916, s. 90-91; Friedrich Herzberg, Süd-Preußen, s. 135.

647 Leopold Lafontaine, Przedmowa, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 1, 1801, np.

648 Verordnung wider die Verführung junger Mädchens zu Bordels und zur Verhütung der Ausbreitung wenerischer Übel, 2.02. 1792, Novum Corpus Constitutionum Prussico - Brandenburgensium, Berlin 1796, Bd. 9, s. 765-776.

649 Na przyklad wspomina o nim August von Holsche, pojawia się także w urzędowej korespondencji, zob. Immediat-Bericht der Etats Minister Wöllner und Voß, 30.06.1793, Preußen und die katolische Kirche, opr. Max Lehmann, Bd. 7, Leipzig 1894, s. 52-53; por. Adold Warschauer, Die deutsche Geschichtsschreibung in der Provinz Posen, Poznań 1911, s. 29.

650 Do tego zagadnienia obszerna literatura dotycząca stereotypów etnicznych, zob. Tessa Hofman, Der radikale Wandel: Das deutsche Polenbild zwischen 1772 und 1848, Zeitschrift für Ostforschung, 1993, H. 3, s. 358-390; Stanisław Salmonowicz, Obraz Polski i Polaków w niemieckiej opinii publicznej w latach 1795-1815, Zapiski Historyczne, 4, 1993, s. 7-23; tegoż, Polacy i Niemcy wobec siebie. Postawy-opinie-sterotypy, 1697-1815, Olsztyn 1993; tegoż, Jerzy Forster a narodziny stereotypu Polaka w Niemczech XVIII/XIX w., Zapiski Hitoryczne, 4. 1987, s.135-147; Tomasz Szarota, "Pole", "Polen" i "Polisch" w słownikach niemieckich dialektów i zbiornicach przysłów, Sobótka, 2, 1986; Hubert Orłowski, Polnische Wirtschaft. Nowoczesny dyskurs o Polsce, Olsztyn 1998; Larry Wolff, Inventing Eastern Europe: The Map of Civilization on the Mind of the Enlightenment, Stanford, Calif.: Stanford University Press, 1996.

651 Aus dem Tagebuch eines sächsischen Offiziers, opr. S. Pietsch, Historische Monatsblätter für die Provinz Posen, 8/9, 1906, s. 120.

652 Hans Henning Hahn, Stereotypy narodowe., Głos na rzecz historycznych badań nad stereotypami, w: Stereotypy - tożsamość - konteksty. Studia nad polską i europejską historią, Poznań 2011, s. 31-70. W literaturze polskiej ciekawie o tej kwestii Ludwik Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej, s. 5-55.

653 Hubert Orłowski, "Polnische Wirtschaft". Nowoczesny niemiecki dyskurs o Polsce, Olsztyn 1998.

654 Larry Wolff, Inventing Eastern Europe: The Map of Civilization on the Mind of the Enlightenment, Stanford, Calif.: Stanford University Press, 1996.

655 Zob. Peter Blickle, Von der Leibeigenschaft zu den Menschenrechten. Eine Geschichte der Freiheit in Deutschland, München 2003; Historia Pomorza, red. Gerard Labuda, t. 2, cz. 3, Poznań 2003; Prusy w okresie monarchii absolutnej (1701-1806), red. Bogdan Wachowiak, Poznań 2010.

656 Bogdan Wachowiak, Polska - Rzeczpospolita Obojga Narodów w testamentach politycznych Hohenzollernów XVII-XVIII w., Roczniki Historyczne, LXXVI, 2010, s. 190.

657 Władysław Szumowski, Galicyja pod względem medycznym, s. 78.

658 Karl Popper, Wiedza obiektywna. Ewolucyjna teoria epistemologiczna, Warszawa 1992.

659 Władysław Smoleński, Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII, s. 272.

660 Michał Hanecki, Środowisko medyczne w czasach stanisławowskich, s. 265-267; por. Władysław Smoleński, Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII, s. 272-273.

661 Das Jahr 1793. Urkunden und Aktenstücke, s. 640.

662 Roman Turczynowski, Józef Kisielewicz, Księgi metrykalne jako źródło wiadomości o przyczynach zgonów w dawnych stuleciach, Archiwum Historii Medycyny, 31, 1968, s. 213-219.

663 Otto Behre, Geschichte der Statistik, s. 149.

664 Roczne zestawienie tabel urodzeń, zgonów, zwartych małżeństw, komunikowanych, zob. GStA Berlin-Dahlem, Gen.Dir. Westpreußen und Netzedistrikt, Tit. XLIII, Vol. 1 za lata 1773-1778. Tabele z 1799 r. nosiły nazwę General Verzeichniß von den Copulirten, Besterben und Communicanten in Cammer Departament...

665 K. Kassel, Ein arztliches Kulturbild aus Südpreußens, Historische Monatsblätter für die Provinz Posen, 11/12, 1915, s. 169-170.

666 Joseph Landsberger, Aus der Medicinalverwaltung, s. 322; Stanisław Olczak, Ospa prawdziwa, s. 355.

667 Kamera Wojenna i Domenalna. Pruska administracja państwowa i skarbowa na poziomie województwa.

668 Westpreußen unter Friedrich dem Großen, Hg. Max Bär, Leipzig 1909, Bd. 2, s. 366-368.

669 Max Bär, Westpreußen unter Friedrich dem Großen, Leipzig 1909, Bd. 1, s. 497-503.

670 Tamże, Bd. 1, s. 500.

671 K. Kassel, Ein ärztliches Kulturbild, s. 163, Joseph Landsberger, Medizinalwesen, w: Das Jahr 1793, Hg. Rodgero Prümers, s. 629-630, 636.

672 Tamże, s. 635-636.

673 Medicinal Anstalten für Südpreußen, GStA Berlin-Dahlem, IHA, Rep 7c, Nr 1a, Fasz 1, k.248; Urkunden und Akten zur Geschichte der preußischen Verwaltung in Sürpreußen und Neuostpreußen 1793-1806, Hg. Walther Hubatsch, Frankfurt a. M. 1961, s. 67; K. Kassel, Ein ärztliches Kulturbild, s. 162.

674 Das Jahr 1793, s. 634-635, 639-640; K. Kassel, Ein ärztliches Kulturbild, s. 162-163.

675 N/t rodziny Wolffów, zob. Jacob Jacobsohn, Dr. A.E. Wolff, erster südpreußischer Medicinalassesor in Posen, Historische Monatsblätter für die Provinz Posen, 3, 1916, s. 31-37.

676 K. Kassel, Ein ärztliches Kulturbild, s. 167, 169.

677 Paul Bräuel, Preussische Aufbauarbeit im Nordlichen Westpreußen 1772-1910, Jomsburg, 3, 1939, s. 145-146.

678 Leopold Lafontaine, O używaniu prezerwatywów, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 1, 1801, s. 34-36.

679 K. Kassel, Ein ärztliches Kulturbild, s.153-164; J. Landberger, Medicinalwesen, s. 632. Witold Jeszke, Szpitalnictwo, lekarze i stosunki sanitarne w powiecie gostyńskim od czasów najdawniejszych, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 19, 1948, s. 116-117.

680 AGAD, Generalne Dyrektorium Prusy Południowe, I, 14, np.

681 K. Kassel, Aus Preussens sänitätsreform, s. 89-90.

682 Das Jahr 1793, s. 219. Witold Jeszke, Szpitalnictwo, lekarze i stosunki sanitarne w powiecie gostyńskim, s. 116.

683 AGAD, Generalne Dyrektorium Prus Południowych, VI 3302, k. 6-9.

684 AGAD, Generalne Dyrektorium Prusy Południowe, I, 240, k. 119-120.

685 Tamże, k. 121-142.

686 Tamże, k. 121-142.

687 Tamże.

688 AGAD, Generalne Dyrektorium Prusy Południowe, I, 240, k., k. 342-349

689 Zob. też. Dariusz Łukasiewicz, Modernizacja przed modernizacją, s. 53-66.

690 Rodgero Prümers, Die Stadt Posen in südpreussischer Zeit, 22, s. 180-181.

691 Tamże, s. 78-80.

692 Franciszek Gajewski, Pamiętniki, t. 1, s. 13.

693 Samuel Szymkiewicz, Warszawa na przełomie XVIII i XIX wieku w świetle pomiarów i spisów, Warszawa 1959, s. 86-87.

694 Fryderyk Schulz, Podróże Inflantczyka, s. 58-59; por. Franciszek Giedroyć, Warunki higieniczne Warszawy, s. 6-7.

695 Tamże, s. 8.

696 Fortia de Piles, Boiseglin de Kerdu, w: Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, opr. Wacław Zawadzki, Warszawa 1963, t. 2, s. 677; Anna Berdecka, Irena Turnau, Życie codzienne, s. 72-73; Franciszek Giedroyć, Warunki higieniczne Warszawy, s. 25.

697 Tamże, s. 34.

698 K. Kassel, Ein ärztliches Kulturbild, s. 165.

699 Tamże, s. 169.

700 Tadeusz Srogosz, Trwałość i zmienność warunków zdrowotnych ludności chłopskiej, s. 90-91; Henryk Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego, s. 330-332.

701 Edict wegen des Tollwerdens der Hunde für Schlesien und Südpreußen, 28.05.1797, AGAD, GDPP, I, k.342-349; K. Kassel, Ein ärztliches Kulturbild, s. 170; Rodgero Prümers, Die Stadt Posen in südpreußischer Seit, I, s. 185-186; II, Zeitschrift der Historischen Gesellschaft für die Provinz Posen, 23, 1908, s. 77-78; Das Jahr 1793, s. 638.

702 Rodgero Prümers, Die Stadt Posen, II, s. 117-118.

703 Rodgero Prümers, Die Stadt Posen, I, s. 172-175; Opisy miast polskich, opr. Jan Wąsicki, Poznań 1960-1962, t. 1-2.

704 Rodgero Prümers, Die Stadt Posen, I, s. 187-189, 192; II, s. 102-114; Joseph Landberger, Aus der Medizinalverwaltung, s. 326-327.

705 Hugo Sommer, Posen als militarischer Standort in südpreußischen Zeit, Zeitschrift der Historischen Gesellschaft für die Provinz Posen, 26, 1912, s. 89-99.

706 Rodgero Prümers, Die Stadt Posen, II, s. 146-148; Hugo Sommer, Die Verhältnisse in ehemaligen kammer departament Warschau, s. 116, 120.

707 Stanisław Konopka, O początkach szczepienia ospy krowiej na ziemiach polskich, Archiwum Historii Medycyny, 35, 3, 1972, s. 303-308; Alfons M. Karaśkiewicz, Stosunki sanitarne i choroby epidemiczne w Bydgoszczy w latach 1801-1840, Archwium Historii i Filozofii Medycyny, 16, 1936-1937, s. 78; Antoni Jonecko, Urszula Jonecko, Pruski regulamin o szczepieniu ospy ochraniającej wydany w roku 1803 w języku polskim, Archiwum Historii Medycyny, 35, 1972, s. 285-302; Marcin Łysakowski, Spór na temat szczepienia ospy w Warszawie, Archiwum Historii Medycyny, 38, 2, s. 179-186. Stanisław Olczak, Ospa prawdziwa, s. 359.

708 H. Hockenbeck, Die Stadt Wongrowitz in südpreußischer Zeit, Zeitschrift der Historischen Gesellschaft für die Provinz Posen, 8, 1893, s. 251-306.

709 Józef Bitkowski, Położnictwo w Gdańsku od XVI do końca XIX wieku, Archiwum Historii Medycyny, 30, 3, 1967, s.175.

710 Dariusz Łukasiewicz, Szkoły położnicze, w: Szkolnictwo w Prusach Południowych, s. 231-237.

711 Joseph Landsberger, Aus der Medicinalverwaltung, s.326-327; Rodgero Prümers, Die Stadt Posen, II, s. 102-114.

712 Adelheid Simsch, Die Wirtschaftspolitik des preußischen Staates s. 244-247; Das Jahr 1793, s. 196-199, 308-309.

713 Alain Corbin, Pesthauch und Blütenduft. Eine Geschichte des Geruchs, Frankfurt a.M. 1988.

714 Johannes Wimmer, Gesundheit, Krankheit und Tod im Zeitalter der Aufklärung, s. 203-205.

715 Tamże, s. 204.

716 Tamże, s. 206.

717 Władysław Szumowski, Galicyja pod względem medycznym, s. 44-47.

718 Tamże, s. 47.

719 Tamże, s. 47.

720 Tamże, s. 109-110.

721 Władysław Szumowski, Galicyja pod względem medycznym, s. 34.

722 Tamże, s. 50-51.

723 Tamże, s. 52-53.

724 Tamże, s. 57.

725 Tamże, s. 60.

726 Władysław Szumowski, Galicyja pod względem medycznym, s. 88-89.

727 Tamże, s. 156-157.

728 Tamże, s. 71-73.

729 Tamże, s. 79.

730 Władysław Szumowski, Galicyja pod względem medycznym, s. 98-99.

Rozdział 5

Choroba i zdrowie w Królestwie Prus w XIX wieku (1806-1871)

Choroby epidemiczne

Wczesna nowożytność znajdowała się pod wielkim ciężarem chorób epidemicznych. W XIX wieku władze pruskie zwracały uwagę na ospę, cholerę, błonicę, płonicę, krztusiec, tyfus plamisty, czerwonkę i świerzb. W warunkach industrializacji i urbanizacji rosła liczba zachorowań na choroby weneryczne731. W XIX wieku słyszymy o dżumie już tylko ze względu na egipską wyprawę Napoleona, gdzie przeżył cało kontakt z tą chorobą - czarna śmierć nadal była groźna, ale poza Europą. Niemniej strach przed zarazą pozostawał ciągle silny i w XIX wieku przy wybuchu epidemii w Lewancie (1812), w Mołdawii (1816) i innych, władze medyczne w Prusach rozsyłały instrukcje postępowania na wypadek ataku, zdawało się odległej, choroby. W XIX wieku zagrożenie dla Prus stanowiła cholera, której epidemia przywędrowała z Indii do Rosji i Europy w latach 1829-1831 (40 tysięcy ofiar). Heinrich Heine dostarczył nam dramatycznego opisu jej skutków z Paryża, ale przeniknęła ona do wszystkich krajów kontynentu. Johann Heinrich Herbst opisywał przygotowania do epidemii cholery na Śląsku w Jeleniej Górze: "Azjatycka cholera zbliżała się coraz bardziej do naszych granic i choć podejmowano wszelkie możliwe środki zaradcze, nie dało się zapobiec jej przedostaniu na Śląsk i do Jeleniej Góry. Ogólne środki zapobiegawcze wywoływały raczej panikę, niż przynosiły uspokojenie. Na samym końcu ulicy 1 Maja urządzono w jednym z domów kwarantannę z 5 izbami chorych i pomieszczenie do okadzania, ustanowiono tam wartownika i wartowniczkę. Lekarz powiatowy, jeden z rajców i delegat miejski kierowali działaniami tej izby chorych. Miasto podzielone zostało na cztery okręgi sanitarne z dwoma komisjami okręgowymi, które obradowały codziennie i kontrolowały czystość ulic i domów. Zabroniono grzebania zmarłych na cholerę w grobowcach, stworzono dla nich oddzielne miejsce pochówku. Nie odbył się targ listopadowy. Strach przed cholerą kosztował miasto 500 talarów"732.

W Poznaniu cholera zaatakowała po raz pierwszy w 1831 roku, po czym powtórnie w roku 1837. Walkę z chorobą prowadziła Komisja zdrowia z dyrektorem policji Poznania, Hohbergiem, na czele. Miasto podzielone zostało na obwody zdrowia, kontrolowane przez lekarzy, którym podlegali mieszkańcy wyznaczeni na komisarzy zdrowia w celu kontrolowania sytuacji w swoich obwodach. Dla izolacji chorych na cholerę ustanowiono specjalny szpital. Ludność poinstruowano o objawach choroby i sposobie postępowania w razie zachorowania. Zakazano gromadzenia się mieszkańców na pogrzebach733. Jeden ze świadków opisywał przebieg wypadków: "Pierwsze przypadki cholery pojawiły się na przedmieściu Chwaliszewo. Już 9 dni cholera była na Chwaliszewie (siała postrach). Szpital choleryczny ciągle się więcej chorymi wypełniał, gdyby gwałtowność choroby nie była tak wielka, iż w kilka godzin nieszczęśliwym chorym wśród najokropniejszych boleści życie odbierała. W mieście samem nie wydarzył się wtenczas ani jeden przypadek. Wtem nagle w stronie przeciwnej Chwaliszewa, na przedmieściu świętego Marcina cholera śmierć i z nią razem postrach między ludźmi siać zaczęła, a powoli rozszerzyła się i na ulice miasta. Najwięcej wycierpiały Chwaliszewo i przedmieście św. Marcina. (...) Do epidemii na Chwaliszewie usposabiało niskie położenie (w stosunku do miasta) ubóstwo większej części ludności. W chatach (wiele domostw zasługuje na to miano) są znaczne ilościowo familje, większa część trudni się rybołóstwem piekarstwem i utrzymywanie szynków. Chwaliszewo jest miejscem zjazdów z rozmaitych stron i targów. Wyjątkami są ludzie zamożni. (...) Natomiast przedmieście św. Marcina jest jedynie przeznaczone na mieszkania i nigdy się nie staje miejscem zbiegu wielkiej ilości ludności i uważane jest za najzdrowszą część miasta dla górzystego położenia i wolnego przewiewu powietrzna"734.

Epidemia pozbawiła życia 369 mieszkańców Poznania na 777 zachorowań. W jej obliczu, poznaniacy żądali skutecznie sprowadzenia do miasta Karola Marcinkowskiego, który przebywał w Świdnicy, a miał duże doświadczenie w postępowaniu z cholerą735. Kolejny atak cholery uderzył w Poznaniu w 1837 roku. Zachorowało 758 osób, z czego 350 zmarło736.

W Niemczech i ponownie w Poznaniu (cholera przywleczona ze Szczecina koleją), zachorowało 2 400, a zmarło 1 008 osób. Poważna liczba zachorowań miała miejsce w roku 1848 (87 tysięcy), w 1866 roku, kiedy w Prusach zmarło na jej skutek 120 tysięcy ludzi i w roku 1871. W okolicach Poznania cholera szalała też w 1855 roku i ostatni raz w 1873 roku, na mniejszą skalę, zmarło bowiem tylko 40 osób. W 1831 roku śmierć poniosło 63,1% chorych na cholerę, w Berlinie w 1848 roku krwawe żniwo zbierał tyfus. Tyfus plamisty pojawiał się przede wszystkim w czasie wojny i głodu i rzeczywiście w początkach XIX wieku występował w całej Europie, także w Prusach okresu wojen napoleońskich (lata 1813-1814). Charakter epidemiczny miała też przenoszona przez muchy, brudną wodę i żywność, czerwonka. Od XIX wieku czerwonka atakowała w Niemczech rzadziej, przede wszystkim w okresie wojen. Wprawdzie szczepienia ospy wprowadzono już w XVIII wieku, ale nie miały one jeszcze charakteru przymusowego oraz masowego i stąd choroba ta zadawała jeszcze w XIX wieku dotkliwe ciosy. Najważniejszym powodem zgonów, w dużym stopniu uwarunkowanych socjalnie, była w XIX wieku gruźlica, która zabijała coraz rzadziej wraz z poprawą warunków życia ogółu. W Poznaniu w okresie 1881-1890 na gruźlicę umierało około 200 osób rocznie. W 1913 roku wystąpiły z tego powodu 392 zgony. Regulatywy z 1835 roku nakazywały izolowanie w szpitalach chorych na epidemie takie, jak cholera, tyfus, ospa i czerwonka, a rozwiązania takie wynikały bezpośrednio z doświadczeń epidemii cholery w 1831/1832 roku. Często zagrożenie to powodowało zakładanie szpitali w miastach737.

Mimo poprawy sytuacji zdrowotnej, życie ludzkie wówczas trwało krótko i zewsząd czyhały zagrożenia. Największa śmiertelność występowała we wschodnich prowincjach Prus, nie tylko w prowincji poznańskiej (1856/60 - 32,8 zgony na tysiąc mieszkańców), ale także w Prusach Wschodnich (33,3) i Zachodnich (33,3). W zachodnich i katolickich prowincjach Prus poziom zdrowotny ludności prezentował się podobnie jak w prowincjach wschodnich i protestanckich. W Nadrenii śmiertelność wynosiła 25,2, w Westfalii 25,0, na Pomorzu Zachodnim 24,8, a w Brandenburgii 24,5. Dopiero w 1874 roku w Rzeszy znane od XVIII wieku, ale będące sprawą prywatną, szczepienia na ospę stały się obowiązkowe. Już w 1802 roku powstał w Berlinie instytut szczepienia przeciwko ospie, a do 1817 roku w stolicy Prus zaszczepiono 25 tysięcy osób. Ze względu na istniejące wobec szczepień ogromne uprzedzenia, również wśród lekarzy prowadzono jednocześnie akcję oświatową, w rezultacie czego szczepienia bardzo się rozpowszechniły, mimo że częściowo należało za nie płacić. W powiecie bydgoskim w 1816 roku zaszczepiono 2 007 osób, a w okresie 1815-1831 - 16 800 na 39 900 ogółu ludności. W Prusach jeszcze w 1871 roku zmarło z powodu ospy 60 tysięcy ludzi, a rok później nawet 65 tysięcy. Po wprowadzeniu przymusowych szczepień w całej Rzeszy miało już miejsce tylko 65 przypadków ospy738.

Innowacje

Ciągle jeszcze anachronicznie puszczano krew, zalecano pocenie się, diety, środki na przeczyszczenie. W użyciu była nadal całkowicie błędna teoria humoralna, która opisywała chorobę jako zakłócenie soków. Powodzeniem cieszyła się makrobiotyka Christopha Wilhelma Hufelanda, który stanowił ważną postać w pruskiej medycynie początków XIX wieku. Pojawiły się magnetyzm i hipnoza, jak również do dzisiaj popularna homeopatia. Wprowadzono także szereg ważnych, racjonalnych innowacji - anestezjologia, antyseptyka, która spowodowała, że kobiety przestały masowo umierać na gorączkę połogową, ale dopiero powstanie bakteriologii w latach 90. zdecydowanie zmieni sytuację w zakresie antyseptyki. Medycyna niemiecka i pruska w drugiej połowie XIX wieku pełniła w świecie rolę wiodącą. Z punktu widzenia cierpienia pacjenta, zasadniczą rolę odegrało pojawienie się środków przeciwbólowych. Do tej pory wykorzystywano w tym celu opiaty, ale zwykłe rwanie zęba czy operacje chirurgiczne wykonywano bez znieczulenia, co dla pacjenta stawało się prawdziwą torturą.

Ogromny problem stanowił syfilis, szacuje się, że w pruskiej armii liczba zarażonych wynosiła 2,2-3,8%. Z dużym udziałem państwa, ale też władz komunalnych rozwijała się służba zdrowia, wzrastała liczba lekarzy miejskich i powiatowych. W większym stopniu zaczęto wykorzystywać sport i gimnastykę oraz diety dla utrzymania i poprawy zdrowia.

Liczba lekarzy w Prusach

Liczba lekarzy w Prusach wzrosła z 4 084 w 1825 roku do 7 420 w 1867, równocześnie jednak szybko zwiększyła się liczba ludności, w rezultacie czego jeżeli w 1825 roku na lekarza przypadało 3 001 mieszkańców, to w 1867 roku sytuacja się pogorszyła i było ich 3 231. Z perspektywy regionalnej najgorzej wyglądała sytuacja w Prusach Wschodnich, gdzie na jednego lekarza w 1825 roku przypadało aż 6 255 pacjentów, gdy w Brandenburgii 3 084, a w Nadrenii 3 199. W prowincji poznańskiej działało 4 859 medyków, a na Pomorzu 4 192. Te różnice w znacznym stopniu utrzymywały się na podobnym poziomie w roku 1867, a poprawę i wyrównanie się poziomu opieki lekarskiej w prowincjach odnotowały dopiero statystyki z 1910 roku, chociaż wówczas prowincja poznańska będzie się pod tym względem znajdować na ostatnim miejscu w Prusach. Na tle ogólnoniemieckim, Prusy nie miały jednak przodującego charakteru. W 1853 roku więcej lekarzy przypadało na 10 tysięcy mieszkańców w Badenii, a mniej w Bawarii. Lekarz stanowił ciągle jeszcze w poważnym stopniu zjawisko miejskie i elitarne. W 1849 roku z 5 595 lekarzy 80% żyło w miastach. Co ważne, we wschodnich prowincjach gęstość zaludnienia była mniejsza niż w zachodnich i co za tym idzie, droga pacjenta do lekarza znacznie dłuższa - jeżeli w 1853 roku na zachodzie Prus pacjent musiał przebyć do lekarza przeciętnie cztery kilometry, to na wschodzie aż 11 kilometrów. W powiecie Kolonia w latach 1820/24 tylko 20% zmarłych korzystało przed śmiercią z pomocy lekarskiej. Państwo regulowało honoraria i obligowało lekarzy do bezpłatnego leczenia ubogich.

Nowoczesny szpital

Na XVIII wiek przypadło powstanie, a na XIX właściwy okres rozwoju instytucji nowoczesnego szpitala, który nie zajmował się już, jak dawniej, biednymi i starymi (Hospital), lecz leczeniem chorych (Krankenhaus). Nadal jednak ważne składniki opieki nad ubogimi i chorymi to zapisy testamentowe. Na przyklad w Jeleniej Górze w 1840 roku wdowa po archidiakonie Glaubitzu zapisała pieniądze na ubogich i chorych przytułkowi dla biednych, szpitalowi Świętego Ducha. Kronika Jeleniej Góry podaje cały szereg takich zapisów testamentowych. Na przyklad w 1846 roku: "Pani doktorowa Tscherner, z domu Klein, zapisała kościołowi ewangelickiemu 100 talarów z przeznaczeniem na kazanie bożonarodzeniowe i 200 talarów na wyżywienie mieszkańców przytułku dla biednych i dla 12 wybranych, potrzebujących pomocy. Panna Charlotte Gabriel zapisała 200 talarów biednym, 200 talarów na szpital św. Ducha i 200 talarów na uczniów katolickich i ewangelickich"739. Takim szpitalem w fazie jeszcze niepełnego ukształtowania był Charité w Berlinie (1785-1800). Stopniowo wprowadzano kolejne innowacje, jak karty pacjenta, gdzie znajdowała się cała historia jego choroby, zatrudnianie lekarzy w szpitalu na etatach oraz bardziej precyzyjne dostosowywanie liczby personelu do liczby chorych. Określano szpital jako maszynę, która musi sprawnie działać. Dawniej motywowana religijnie opieka nad chorymi, teraz zaczynała być regulowana normami świeckimi w powiązaniu z adekwatnym wynagrodzeniem i warunkami pracy. Cały czas nie były to jeszcze uwarunkowania nam współczesne, skoro lekarz z Charité Ernst Horn mógł w 1808 roku wpaść na pomysł karania niezdyscyplinowanych pacjentów dziesięcioma uderzeniami chłosty. Takie średniowieczne jeszcze tradycje ulegały stopniowemu wyparciu, podobnie jak regulacja czasu dnia przez wspólne modlitwy i msze oraz kaplica stanowiąca centralny punkt szpitala. W to miejsce pojawił się obchód lekarski oraz koszarowy plan dnia z podziałem na godziny. Pacjent stanowił obiekt dyscypliny, a o jego prawach jeszcze nie mówiono. W Poznaniu inicjatywa założenia nowoczesnego szpitala pojawiła się w 1815 roku. Składali się na szpital poznaniacy, a Edward Raczyński ofiarował ogromną sumę 20 tysięcy talarów. Inicjatywę wsparł też namiestnik Wielkiego Księstwa Poznańskiego, książę Antoni Radziwiłł, oraz jego żona Luiza. Ostatecznie Szpital Sióstr Miłosierdzia powstał w 1823 roku. Składał się z czterech separatek i dwóch sal, z których każda mogła pomieścić 20-30 chorych. Obsługiwani byli przez dwóch etatowych lekarzy Niemców i sześć sióstr, kierowanych przez siostrę Petronelę Pyrzanowską. W 1828 roku przez szpital przewinęło się 1 028 chorych i przeprowadzono 24 poważniejsze operacje, z czego połowę stanowiły amputacje. Dopiero w 1829 roku dobudowano do szpitala salę operacyjną i gospodarczą, a w 1843 roku, dzięki hojności hrabiego Raczyńskiego, doprowadzono do szpitala wodę. W 1894 roku liczba łóżek wzrosła do 150, a w początku XX wieku do 250740. Poza tym szpitalem, w połowie XIX wieku utworzono w Poznaniu szpital wojskowy. Przy ulicy Grobla 26 w początkach XX wieku powstał duży szpital, gdzie przed pierwszą wojną światową było 600 łóżek, zawierający oddziały: chirurgiczny, chorób wewnętrznych, skórno-weneryczny, chorób dziecięcych i chorób umysłowych. W 1877 roku zaczął funkcjonować szpital chorób dziecięcych im. Świętego Józefa; w 1900 szpital położniczo-ginekologiczny. Następna inwestycja to szpital Sióstr Elżebiatanek przy ulicy Łąkowej na 100 łóżek i trzy oddziały (internistyczny, chirurgiczny, ginekologiczny), powstały w latach 1908-1910; szpital ewangeliczny w 1911. Wszystko to placówki publiczne, prywatnych też istniało kilka, ale niedużych741.

W 1825 roku funkcjonowało w Prusach 215 szpitali, w 1855 roku 685, a w 1867 roku 1129. Zdarzały się szpitale na 10 łóżek i już na początku XIX wieku takie na 600, jak berliński Charité. Jeden szpital przypadał już nie na 75 tysięcy (w 1822 roku) lecz na 25 tysięcy (w 1855 roku) mieszkańców. Następnie w 1825 roku w szpitalach w Prusach przyjęto 6,3 tysiąca chorych, gdy w 1867 roku 284 tysięcy, co oznacza dynamiczny rozwój opieki zdrowotnej, przy czym dominowała publiczna, najczęściej komunalna służba zdrowia. Z perspektywy całej Rzeszy Niemieckiej, jeżeli w 1877 roku na tysiąc mieszkańców przypadało 9 chorych leczonych w szpitalach, to w 1985 roku ta liczba wynosiła 174, a więc dwudziestokrotnie więcej. Jest to ważna informacja, bo mówi nam, że do 1871 roku opieka szpitalna odgrywała jeszcze marginalną rolę w zachowaniu zdrowia mieszkańców Prus. Liczba chętnych w tym czasie, w porównaniu do liczby łóżek i z późniejszym rozwojem, sytuowała się na stosunkowo niskim poziomie. Na ważności nie straciły wizyty lekarskie, szczególnie w domach zamożniejszych, gdzie nawet odbywały się operacje, bo przecież nie posiadano jeszcze późniejszego skomplikowanego sprzętu medycznego.

W tym czasie postępowały procesy sekularyzacji i centralizacji opieki zdrowotnej. Powstawały szpitale specjalistyczne, położnicze i dziecięce. Poród zaczynał się przenosić z domu do szpitala. Początkowo szpital uważano za miejsce dla ubogich chorych, jak wprost definiowała go encyklopedia z 1791 roku, stopniowo jednak objął swoim działaniem i zamożniejszych. Długo w szpitalach przeważały osoby samotne, te posiadające rodzinę chorowały raczej w domu. Zaskakujące, ale do późnych lat XIX wieku w szpitalach leżeli przede wszystkim dorośli, lecz młodzi ludzie z biedniejszych warstw (ogółem z warstw niższych 90-95%) - przede wszystkim czeladnicy, uczniowie rzemiosła, także służba i robotnicy z problemami zdrowotnymi, gdy dzisiaj są to przede wszystkim ludzie starsi, których wówczas, podobnie jak dzieci, prawie w szpitalach nie spotykało się. Finansowanie pobytu w szpitalu odbywało się często przez publiczną opiekę socjalną. W 1845 roku powstały też w Prusach Hilfskassen dla chorych, a od 1850 roku fabryczne kasy chorych. Specyfiką tych chorych w szpitalach, pochodzących z nizin społecznych, było, że u znacznej części z nich stwierdzano świerzb.

Zmieniała się opieka nad chorymi umysłowo, wobec których rezygnowano coraz częściej z łańcuchów, brutalności i nieludzkiego traktowania. Rola państwa w opiece medycznej miała duże znaczenie, ale ciągle jeszcze o charakterze bliskim absolutystycznej "policji medycznej" i bardzo odległym od nowoczesnej opieki zdrowotnej. Trzeba jednak pamiętać, że to właśnie w końcu XVIII wieku kameralistyka, populacjonizm i policja medyczna przeniosły odpowiedzialność za zdrowie mieszkańców z miasta na państwo i od tej pory - aż do dziś - już się ono od niej nie uwolni. Nowoczesna idea szpitala jako instytucji publicznej (Krankenhaus), pochodzi właśnie z tego czasu, podobnie ofensywy medycyny naukowej przeciwko medycynie ludowej, siedlisku zabobonów. Już Leibniz pisał, że "prawdziwa siła państwa leży w liczbie mieszkańców", za czym szła troska o ich zdrowie, który to pogląd zyskiwał na znaczeniu od XVIII wieku. Do ochrony zdrowia wykorzystywano nawet pastorów, którzy mieli propagować szczepienie ospy, uczyć młodzieży postępowania właściwego dla zachowania zdrowia, a rodziców ochrony potomstwa.

Organizacja służby zdrowia

W obszarze służby zdrowia w XIX wieku Kościół stopniowo spychano do defensywy, postępowała sekularyzacja majątku kościelnego. Cały czas funkcjonowały jednak szarytki, pełniące służbę w opiece nad chorymi, które w poznańskiem miały 16 domów zakonnych ze 123 siostrami. W 1877 roku doszło do upaństwowienia prowadzonego przez nie Szpitala Przemienienia Pańskiego w Poznaniu, jednak szarytki zachowały pracę przy zmienionych formach instytucjonalnych i prawnych742.

Przez całe stulecie liberałowie z uporem naciskali na wycofanie się państwa ze służby zdrowia, ich skuteczność była wszakże ograniczona. Od 1809 roku po epoce rządów Collegium Medicum et Sanitatis, zorganizowana została Sekcja Medyczna w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych pod kierownictwem Humboldta, który kierował jednocześnie szkołami i uniwersytetami. Dla kształcenia lekarzy wojskowych działała od 1811 roku Medyczno-Chirurgiczna Akademia dla Wojska, a praktycznego kształcenia lekarzy podjął się szpital Charité. Medycyny uczono też, oczywiście, już od średniowiecza na uniwersytetach, ale tam wykładano ją po łacinie, podczas gdy w akademii wojskowej po niemiecku. Zmieniło się to dopiero w 1840 roku, kiedy sprowadzony z Zürichu do Berlina profesor Schönlein przyjął pracę pod warunkiem, że wykłady będzie prowadził w języku niemieckim. W 1817 roku powołane zostało Ministerstwo Wyznań, w którym utworzono Oddział do Spraw Medycznych. Władze medyczne w XIX wieku ukierunkowane były jeszcze na zwalczanie epidemii. Lekarze urzędowi (fizycy) wyznaczani w miastach i powiatach przez władze medyczne już w XVIII wieku, w późnym XIX wieku nazywani byli lekarzami powiatowymi (Kreisärzte). W prowincjach służbą zdrowia kierowały Prowincjonalne Kolegia Medyczne jako część składowa administracji prowincjonalnej, kierowanej przez nadprezydenta. Kuriozum stanowiło utrzymywanie nadal w mocy anachronicznego edyktu medycznego z 1725 roku, zmienianego wprawdzie przez regulacje następujące po sobie w kolejnych dziesięcioleciach, ale całkowicie usunięto go dopiero w 1901 roku. Długo utrzymywała się różnica wykształcenia między lekarzami i chirurgami. Ci ostatni w minionych stuleciach byli cechowymi rzemieślnikami, nie musieli mieć studiów, teraz utworzono dla nich specjalne prowincjonalne szkoły chirurgów. W 1825 roku za lekarzy oficjalnie uznano stomatologów, wcześniej pełniących podrzędną rolę "wyrwizębów" (Zahnbrecher), służących zazwyczaj wyłącznie do ekstrakcji. Pierwsze w Prusach wykłady ze stomatologii, na Uniwersytecie Berlińskim, miały miejsce na przełomie 1827/28 roku W 1838 roku było w kraju jeszcze zaledwie 64 profesjonalnych dentystów, w 1858 roku 103. Do kolejnych unowocześnień należało utworzenie przy uczelniach klinik uniwersyteckich, gdzie w praktyce rozwijano naukę i prowadzono edukację. Kliniki powstały kolejno w Królewcu w 1809 roku, we Wrocławiu w 1811, w Bonn w 1819, a także w Berlinie, poza Charité. Jeżeli w 1820 roku liczba studentów medycyny w Prusach wynosiła 629 i stanowili oni 20% wszystkich studentów, to w 1870 roku już 2 094 (27,8%), przy czym kobiety na medycynę, jak i gdzie indziej, zaczęto przyjmować dopiero w roku 1908.

Na ziemiach polskich pod zaborem pruskim w wieku XIX służbą zdrowia kierowała administracja niemiecka. Radcy medyczni i sanitarni w rejencji bydgoskiej to np. sami Niemcy: doktor Johann Karl Friedrich Ollenroth (1816-1846), doktor Julius Behn (1841-1871), doktor Joseph Strahler (1871-1883) czy doktor Otto Peters (1883-1893)743.

Medycyna a demografia

Do XVIII wieku ważna dla demografii ginekologia, w ogóle nie stanowiła przedmiotu zainteresowania medycyny uniwersyteckiej, chociaż książki na ten temat powstawały, a lekarze ze specjalnością położniczą pojawili się dopiero w XIX wieku. Do tego czasu przyjmowaniem porodów zajmowali się rzadko chirurdzy, a prawie zawsze akuszerki przekazujące sobie z reguły pełną zabobonów wiedzę z pokolenia na pokolenie. Jeszcze do początków XX wieku ludowe akuszerki stosowały praktykowane od czasów Hipokratesa puszczanie krwi przed porodem jako środek wzmacniający. Większy problem polegał na tym, iż taki sam pogląd panował w medycynie oficjalnej, mimo że funkcjonował krócej, bo do połowy XIX wieku.

Liczba położnych w Prusach wzrosła z 10 486 w 1825 roku do 16 975 w 1876, przy szybkim wzroście liczby ludności oznaczało to jednak wzrost liczby ludności przypadającej na jedną położną z 1 169 na 1 514. W tym czasie w prowincji poznańskiej na jedną położną przypadało 2 825 mieszkańców. Sytuację paradoksalnie pogarszał fakt, że wzrastał poziom wiedzy i coraz więcej kobiet korzystało z pomocy medycznej. Niemniej w szpitalach jeszcze na przełomie XIX i XX wieku rodził zaledwie 1% kobiet, a pozostałe w domach. W Prusach w 1824 roku jeden lekarz ginekolog przypadał na 9 312 mieszkańców, w 1840 na 5 976 osób, a w 1852 roku na 4 573 osób. Przeważali jednak zdecydowanie położnicy w miastach, a wieś znajdowała się pod opieką akuszerek.

Bardzo poważnym problemem była ogromna śmiertelność okołoporodowa kobiet, na skutek czego kobiety bały się porodu. Dzisiaj ten problem wydaje się niezrozumiały, ponieważ 95% porodów odbywa się bez komplikacji. Kiedy się jednak weźmie pod uwagę, że kobieta w tamtym czasie rodziła średnio sześcioro-ośmioro dzieci, zagrożenie gwałtownie wzrastało. W 1877 roku 25% kobiet zmarłych między 20. a 40. rokiem życia utraciło życie na skutek komplikacji podczas ciąży, porodu i połogu, w Westfalii było ich zdecydowanie mniej, bo 14%, a w Berlinie 11,5%. Mimo to aż do końca XIX wieku śmierć okołoporodowa pozostała najczęstszą przyczyną śmierci kobiet. Oznaczało to, że do końca XIX wieku co dwudziesta matka traciła życie na skutek śmierci okołoporodowej, przede wszystkim na skutek gorączki połogowej. Od XVIII wieku do 1880 roku nie doszło w Prusach do większych zmian i zdecydowana poprawa nastąpiła w kolejnych latach na skutek upowszechnienia się antyseptyki, czyli mycia rąk i instrumentów przed badaniem, a nie po jego przeprowadzeniu, jak robiono wcześniej, co pozwoliło wyeliminować tragiczne skutki gorączki połogowej. Nadal jednak nie umiano tego schorzenia leczyć i dopiero wprowadzenie sulfonamidów w latach 1930/40 doprowadziło tu do przełomu. Berliński lekarz Boehr stwierdził w latach 70. XIX wieku, że gorączka połogowa zbiera wśród kobiet większe żniwo niż ospa i cholera razem wzięte.

Już Fryderyk II w 1774 roku rozkazał, aby aptekami w Prusach kierowali wyłącznie ludzie posiadający odpowiednie kwalifikacje. Sami aptekarze skarżyli się, że niemający koncesji kupcy sprzedają nielegalnie lekarstwa. W 1793 roku aptekarze otrzymali wydany dla siebie przez Collegium Medicum zbiór przepisów regulujących ich pracę. Zgody na otwarcie apteki do 1811 roku udzielał król osobiście, następnie przejęły ten obowiązek władze medyczne. W zaborze pruskim sprawa aptek została uregulowana w roku 1825744.

Rola państwa i instytucji publicznych w służbie zdrowia

Wybitny pruski lekarz Rudolf Virchow wskazywał na konieczność wzrostu roli państwa przy zwalczaniu chorób epidemicznych, w tym wypadku tyfusu. Dzięki niemu powstała norma cywilizacyjna naszego świata, że opieka lekarska nie jest związana ze stopniem zamożności, ale prawem każdego i troska o to należy do państwa. Tego rodzaju poglądy kształtowały się szczególnie od rewolucji 1848 roku. Virchow zapoczątkował też rozwój szpitala nowoczesnego, którego cechą było, że nie zajmował się tylko, jak dotąd, leczeniem chorych, ale także kształceniem lekarzy i rozwojem nauk medycznych. Dzięki Virchowowi chorowanie warstw niższych powiązane zostało z warunkami mieszkaniowymi, żywieniowymi i charakterem pracy, co badała nowo powstała dziedzina nauki "higiena społeczna" (Sozialhygiene). Od tego czasu wzrastało zainteresowanie państwa i samorządu tymi kwestiami, podczas gdy do tej pory traktowano je jako mało znaczące.

W praktyce opieka nad chorymi wychodziła z idei opieki nad ubogimi, cedowanej na lokalne gminy miejskie i wiejskie. W Prusach opiekowano się tymi biednymi, którzy mieszkali w danym rejonie przynajmniej przez rok i nie korzystali z pomocy opieki społecznej. To stawiało w niekorzystnej sytuacji pracowników sezonowych, jak służące, czeladników, robotników fabrycznych czy robotników dniówkowych. Właśnie w takim kontekście miasta organizowały szpitale w początku XIX wieku, w których koszt utrzymania pacjenta ponosiła do 2/3 gminna opieka społeczna finansowana z lokalnej gminnej czy rzemieślniczej albo fabrycznej kasy ubezpieczeniowej. Ubezpieczenia lokalne regulowano w Prusach przez ustawy z lat 1845 i 1854, a bismarckowska ustawa o ubezpieczeniach zdrowotnych z 1883 roku dla całej Rzeszy stanowiła ich rozwinięcie i wprowadzała to na masową skalę. W tle tych rozwiązań stały praktyki tradycjonalistyczne, cechowe oraz polityczne wobec ubogich, stąd znaczna część pacjentów nie opłacała pobytu w szpitalu z ubezpieczenia, ale finansowała go opieka społeczna. Ważną rolę w opiece zdrowotnej pełniły też Kościoły, katolicki i protestanckie, organizując własne placówki zdrowotne, szczególnie w obliczu zagrożenia pauperyzmem. Miasta zawierały kontrakty z zakonami żeńskimi albo protestanckimi diakonisami na opiekę pielęgniarską nad chorymi w miejskich szpitalach. Od lat 60. pojawiły się też świeckie siostry Czerwonego Krzyża745.

731 Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich pod pruskim zaborem w XIX wieku, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 1-3, 68, 2005, s. 9.

732 Kronika miasta Jelenia Góra na Śląsku do roku 1847 przez Johanna Karla Herbsta, Jelenia Góra 2007, s. 264; Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich, s. 7-8.

733 Jerzy Gerstenberger, Rościsław Stach, O epidemii cholery azjatyckiej w 1837 roku w Poznaniu, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 15, 1935, s. 40.

734 Tamże, s. 41-44; por. Włodzimierz Witczak, Lekarze polscy w Poznaniu, s. 22.

735 Jerzy Gerstenberger, Rościsław Stach, O epidemii cholery azjatyckiej w 1837 roku, s. 42.

736 Włodzimierz Witczak, Lekarze polscy w Poznaniu, s. 23.

737 Erwin H. Ackerknecht, Geschichte und Geographie der wichtigsten Krankheiten, Stuttgart 1963, s. 15, 22-28, 32-34, 42-43, 58, 94; Moritz Pistor, Grundzüge einer Geschichte der preussischen Medizinalverwaltung, s. 118-166; Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 274; Włodzimierz Witczak, Lekarze polscy w Poznaniu, s. 23-24.

738 Barbara Beyus, Familienleben in Deutschland, s. 374; Peter Marschlack, Bevölkerungsgeschichte Deutschlands im 19. und 20. Jahrhundert, s. 34; Reinhold Zilch, Gesundheitswesen, s. 682-683; Wolfgang Köllmann, Demographische "Konsequenzen" der Industrialisierung in Preußen, w: tegoż, Bevölkerung in der industriellen Revolution. Studien zur Bevölkerungsgeschichte Deutschlands, Göttingen 1974, s. 59; Joanna Schopenhauer, Gdańskie wspomnienia młodości, Gdańsk 2010, s. 122-129; Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich, s. 10.

739 Kronika miasta Jelenia Góra na Śląsku, s. 284.

740 Włodzimierz Witczak, Lekarze polscy w Poznaniu, s. 28.

741 Tamże, s. 30-32.

742 Bożena Urbanek, Idea opieki nad chorym na ziemiach polskich, s. 274.

743 Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich, s. 8-9.

744 Witold Jeszke, Szpitalnictwo, lekarze i stosunki sanitarne w powiecie gostyńskim, s. 122-123.

745 Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen, s. 32-45; Reinhard Spree, Quantitative Aspekte der Entwicklung des Krankenhauswesens im 19. und 20. Jahrhundert, w: tamże, s. 51-83; Alfons Labisch Das Allgemeine Krankenhaus in der kommunalen Sozial- und Gesundheitspolitik des 19. Jahrhunderts, tamże, s. 253-287; Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1800-1866, s. 141-145; Ragnhild Münch, Gesundheitswesen im 18. und 19. Jahrhundert. Das Berliner Beispiel, s. 48-58; Hans-Christoph Seidel, Eine neue Kultur des Gebärens, s. 57-65, 98-99, 134-135, 316-319; Christian Barthel, Medizinische Polizey und medizinische Aufklärung, s. 27, 151-159; Moritz Pistor, Grundzüge einer Geschichte der preussischen Medizinalverwaltung, s. 31-41; Alfons Labisch, Homo Hygienicus. Gesundheit und Medizin in der Neuzeit, s. 85-115; E. Shorter, Der weibliche Körper als Schicksal, s. 53-55; Hans-Heinrich Bass, Hungerkrisen in Preussen während der ersten Hälfte des 19. Jahrhunderts, St. Katharinen 1991; Norbert Elias, O procesie cywilizacji. Analizy socjo- i psychogenetyczne, Warszawa 2011, s. 121-288.

Rozdział 6

Zdrowie i choroba w Prusach 1871-1933

Znana historyczka niemiecka Ute Frevert trafnie scharakteryzowała proces formowania się nowoczesnej sytuacji w zakresie zdrowotności w Prusach746. Najpierw od XVI do XVII wieku następowało kształtowanie się państwa i jego aparatu biurokratycznego, w XVIII wieku rozciągając się na obszary społeczne oraz służbę zdrowia w postaci programu proponowanych przez kameralizm zaczątków etatystycznego interwencjonizmu w zakresie gospodarki i dobrobytu mieszkańców, a więc socjalnym. Ten rozwój dezintegrował struktury stanowe i wpływał na przyśpieszenie wzrostu demograficznego, do czego nie była gotowa gospodarka żywnościowa. Istniejący wcześniej system feudalnej pańskiej troski o poddanego, który znalazł się w kłopotach, został właściwie zdemontowany i nie pojawiło się nic na jego miejsce747. Wprawdzie industrializacja narastająca od lat 40. przynosiła rozwój, ale w okresie przejściowym warunki życia klas niższych, początkowo głównie rzemieślników, pogarszały się. Popyt na pracę stawał się, jako skutek migracji, o wiele większy niż podaż miejsc pracy, a za tym rosła warstwa biedoty żyjącej w nędzy. Jak pisał Frevert, rewolucja 1848 roku pokazała, że robotnicy nie będą bez oporu godzić się na tę społeczną, ekonomiczną i polityczną sytuację. "Doświadczenie społecznej nierówności i politycznego bezprawia powstającego społeczeństwa klasowego wzmocniło obszar społecznego konfliktu pracowników rzemiosła, którzy od lat 50-tych XIX w. walczyli o poprawę warunków pracy i życia w samodzielnych organizacjach. Równolegle do tego wzrastała wśród burżuazji świadomość konieczności reform społecznych, które klasowy konflikt przejmą i skanalizują rewolucyjny wybuch klasowego konfliktu"748. Z drugiej strony, życie tradycyjne, afektywne i "bezrefleksyjne", czyli zgodne z tradycją, charakterystyczne dla świata feudalnego, odchodziło w przeszłość. Pojawiało się narzucone przez fabrykę i szkołę, racjonalne, narzucone albo dobrowolne organizowanie życia i dyscyplina wytworzona, a nie odwieczna. Zdrowie w tym procesie zostało zdefiniowane już nie jak dawniej, jako prywatny problem, ale sprawa publiczna i zinstytucjonalizowana i tak też zdefiniowana została przez urzędników, lekarzy, przedsiębiorców, uczonych i władze.

Według obserwacji Thomasa Nipperdey'a, schyłek wieku XIX stał się okresem wzrostu świadomości zdrowotnej i dbałości o własną kondycję. Dzięki rozwojowi statystyki, nie tylko przecież w Prusach, poszerzała się wiedza na temat społecznego i demograficznego wymiaru problemów zdrowotnych. W Prusach Biuro Leopolda Kruga powstało w 1805 roku, we Francji Urząd Statystyczny to rok 1800, w Anglii spisy ludności zaczęły się w roku 1801. W 1877 roku została w Prusach wprowadzona statystyka działalności szpitali, zarówno prywatnych, jak i publicznych. W 1902 roku przeprowadzono gruntowną reformę statystyki medycznej. Stopniowo eliminowano wiadomości bajkowe, jak informacje o długowiecznych starcach żyjących po 200 lat, które dotąd były na porządku dziennym.

Nastąpiła też, jak to nazywa Michel Foucault, "medykalizacja", czyli proces pogłębienia i rozszerzenia opieki zdrowotnej na większą część populacji, poczucia prawa do opieki lekarskiej, połączonej jednak przecież z pewnym podporządkowaniem narzucanym ludności przez służbę zdrowia i państwo oraz z obowiązkami i mechanizmami związanymi z dbałością o zdrowie całej populacji, jak np. z obowiązkowymi szczepieniami. Medykalizacja odciskała się na wzorach kulturowych i społecznych życia, uwarstwieniu społecznym etc. Relacja lekarz-pacjent miała pewne aspekty nie tylko opieki i pomocy, ale też nadzoru i kontroli. Mary Lindemann pisała o "uciszaniu pacjenta", który stawał się coraz bardziej obiektem surowych, uporządkowanych i zuniformizowanych reguł życia szpitalnego. W mniejszym stopniu kierowano się informacjami pacjenta o samopoczuciu, a bardziej wiedzą lekarską. Spadło znaczenie persolnelu pomocniczego - pielęgniarek i położnych749.

Miało to być skutkiem ogólnego poszerzenia racjonalności postępowania oraz wzrostu urbanizacji z ludnością o nieco innej mentalności niż wiejska. Potem przyczyniało się do tego większe upowszechnienie szkolnictwa i alfabetyzacji, a także poprawa ogólnego poziomu wykształcenia. Lekarze, higieniści, czasopisma i gazety rozpowszechniały i intensyfikowały tę nową świadomość. Wzrosło ostatecznie także zaufanie do medycyny i jej możliwości oraz osłabła wiara w medycynę ludową, którą piętnowano i ośmieszano jako "zabobony" i "wstecznictwo"750.

Podobnie jak w innych obszarach życia i instytucji publicznych następowało rozpropagowanie lecznictwa i medycyny naukowej, które miały dotąd charakter elitarny i miejski oraz wymagały rozwijania instytucji publicznych, a więc państwowych i komunalnych w tym zakresie. Tak też działo się w wypadku ważnej współrzędnej stanu zdrowotnego - mieszkalnictwa, gdzie ogromne przyśpieszenie demograficzne i industrializacyjne rozsadzało ramy starej społeczności.

Kierunek strategiczny państwowej polityki medycznej stanowiły, jak przez całe wieki XVIII i XIX: nadzór, obserwacja i walka z epidemiami. Ute Caumanns i Michael Esch wskazują na przejście od epoki zaraz i głodu ze średnią wieku populacji 20-40 lat do czasów wygaszania epidemii z wzrostem przeciętnej długości życia z 30 na 50 lat751. Wraz z tym następował spadek śmiertelności niemowląt i szybki wzrost liczby ludności, stopniowo hamowany przez zmniejszenie liczby urodzeń. Nadal jednak warstwy uboższe miały poważne problemy żywieniowe, co skutkowało masowo występującą u dzieci krzywicą, spowodowaną awitaminozą, brakiem witaminy B, słońca i złymi warunkami życiowymi. Przejawiała się krzywymi, pałąkowatymi nogami i chwiejnym chodem. Rozwój medycznej statystyki i urzędowej sprawozdawczości o ruchu naturalnym ludności pozwolił w XIX wieku na orientację w głównych problemach zdrowotnych, zachorowaniach i ich przyczynach.

Zgony dzieci w Wielkopolsce według wybranych chorób zakaźnych w latach 1875-1876 (na tysiąc mieszkańców)

Ospa

Szkarlatyna

Odra i żernica

Dyfteryt

i krup

Koklusz

Choleryna

Biegunka

dziecięcia

Ch.

0

17,4

32,1

49,9

155,6

148,2

30,3

71,4

1

4,3

29,1

31,4

113,0

48,0

6,7

15,5

2

2,2

25,8

14,6

79,6

20,2

1,2

6,0

3-4

1,7

20,2

6,8

54,2

10,4

0,5

3,1

5-9

1,1

7,4

3,6

16,2

1,5

0,4

1,1

10-14

0,1

2,3

0,6

2,5

0,3

0,3

0,4

Dz.

0

13,3

25,8

41,1

122,2

139,9

29,9

62,6

1

3,7

19,3

25,3

97,7

52,7

4,7

15,0

2

1,2

21,3

15,2

75,4

20,1

1,8

5,5

3-4

0,5

19.7

9,2

49,9

11,4

1,4

2,1

5-9

0,5

8,4

2,6

16,0

1,9

0,3

1,4

10-14

0,3

1,8

1,2

13,0

0,4

0,1

0,2

Źródło: Mieczysław Kędelski, Umieralność i trwanie życia ludności Wielkopolski w XIX wieku, Poznań 1996, s. 114.

Zgony niemowląt w prowincji poznańskiej 1875-1900 (na 1 000 żywych urodzeń)

Rok

Ogółem

Miasta

Wsie

1875

205,0

226,9

197,8

1876

215,9

246,0

205,7

1877

222,9

233,2

219,5

1878

221,5

241,3

215,1

1879

208,3

223,9

203,3

1880

219,0

244,2

210.9

1881

214,3

237,1

206,8

1882

234,0

249,9

228,8

1883

225,2

244,9

218,8

1884

231,0

253,5

223,6

1885

192,8

245,5

178,8

1886

213,1

256,5

200,7

1887

215,8

233,5

210,2

1888

207,6

223,8

202,3

1889

208,1

229,1

201,1

1890

225,0

247,8

217,5

1891

196,1

217,0

189,8

1892

208,7

242,4

197,4

1893

217,1

238,0

210,3

1894

207,6

224,4

202,1

1895

217,9

244,1

209,5

1896

209,1

226,7

203,2

1897

221,3

238,9

215,4

1898

194,9

213,9

188,4

1899

210,9

230,7

204,1

1900

229,3

265,8

215,6

Źródło: Mieczysław Kędelski, Umieralność i trwanie życia ludności Wielkopolski w XIX wieku, Poznań 1996, s. 130.

Organizacja służby zdrowia i edukacja medyczna, weterynaria

Władze medyczne rozwijały się wraz z biurokracją państwową, ponadto postępowało ich zróżnicowanie i rozwój najpierw w obszarze komunalnym, a potem na poziomie władz Rzeszy. Już w 1817 roku powstała sekcja medyczna w ministerstwie wyznań, edukacji i spraw medycznych, która zajmowała się fizykami oraz urzędnikami policji. W 1825 roku przekształcona została w ministerstwo spraw wewnętrznych, gdzie włączono służbę zdrowia. W 1899 roku wydano ważną ustawę o organizacji lekarzy powiatowych i komisji zdrowotnych w Prusach.

W połowie XIX wieku istniał też wydział lekarski przy ministerstwie wyznań, który przejął od ministerstwa spraw wewnętrznych policję sanitarną. Na szczeblu prowincjonalnym, również w Prowincji Poznańskiej i na innych ziemiach polskich zaboru pruskiego, istniały Kolegia Lekarskie, kierowane przez radców medycznych, złożone z trzech lekarzy i łącznie trzech aptekarzy oraz weterynarzy. Na ich czele stał prezydent prowincji korzystający z porad radcy lekarskiego. Przy rejencji bydgoskiej była także komisja zdrowia. Komisje na podstawie egzaminu zawodowego i z przepisów prawnych udzielały koncesji na prowadzenie aptek i praktykę lekarzy, chirurgów, akuszerek a nawet balwierzy. W powiatach pracował fizyk powiatowy (lekarze urzędowi funkcjonowali też w Galicji i Kongresówce), którym mógł zostać tylko lekarz po specjalnym egzaminie, wykazujący się znajomością medycyny sądowej. Podlegali mu wszyscy lekarze w powiecie. W 1825 roku zlikwidowano rzemieślniczy oraz cechowy charakter chirurgów i od lekarzy wymagano odtąd ujednoliconego wykształcenia uniwersyteckiego. W Poznaniu znajdowała się w 1906 roku Izba Lekarska złożona z 12 osób, w tym 3 Polaków, 4 Niemców i 5 Żydów, jako że Żydzi tradycyjnie w Polsce parali się medycyną. Zarządzali Niemcy i nawet w Sądzie Honorowym znalazł się tylko jeden Polak. Przy ministerstwie wyznań istniała naukowa deputacja medyczna złożona w 1910 roku z 16 lekarzy, profesorów uniwersyteckich, pod kierunkiem państwowego urzędnika. Przygotowywali oni egzaminy i egzaminowali młodych lekarzy752.

Fizykiem powiatowym mógł zostać tylko lekarz, który posiadał równocześnie uprawnienia położnicze oraz chirurgiczne. Według ustawy z 1899 roku, fizyk powiatowy był w każdym powiecie i sprawował nadzór nad sytuacją medyczną i sanitarną, biorąc pod uwagę kwestie epidemii, sytuacji sanitarnej rzemiosła, kas chorych i nadzoru medycznego; od położnictwa, zdrowia niemowląt oraz małych dzieci po higienę szkolną, sprawy inwalidów, chorób psychicznych i epilepsji. Zwracano uwagę na nowy problem industrializacji, prowadzący do patologicznej sytuacji w obszarze zdrowotności w wyniku bardzo złej sytuacji mieszkaniowej, higienicznej, niedożywienia, infekcji i chronicznej awitaminozy, szczególnie w grupie matek i dzieci. W 1910 roku utworzono w każdym mieście urząd zajmujący się sprawami socjalnymi (Fürsorgeamt). Zgodnie z nowym prawem w 1901 roku w Prusach na miejsce 545 fizyków powiatowych i po usunięciu z urzędów chirurgów, wprowadzono 508 lekarzy powiatowych, z czego 15 z pełną pensją, 478 nie w pełni opłaconych, także 15 lekarzy sądowych oraz 30 asystentów powiatowych. W 1911 przewidywano działanie 519 lekarzy powiatowych, z czego 54 z pełną płacą. Ogółem lekarze publiczni, będący zarazem urzędnikami medycznymi na wszystkich szczeblach administracji, byli niewielką, skromną grupą - w pierwszej połowie XIX wieku pracowało ich zaledwie 350, a w początku XX wieku 600. Na poziomie Rzeszy powstały przede wszystkim wspólne władze medyczne zajmujące się problematyką epidemii. W 1876 roku ustalony został Reichsgesundheitsamt, który nie miał charakteru ministerstwa i funkcji kierowania służbą zdrowia, a zajmować się miał przede wszystkim ważną statystyką medyczną753.

Wprawdzie modernizacja pruska na ziemiach polskich, określana jako Hebungspolitik przynosiła w zakresie stosunków zdrowotnych pozytywne i szybkie zmiany, widoczne zwłaszcza na tle zaboru rosyjskiego, istniały jednak też znaczne deficyty. Dawna polityka wspierania biednych zmieniała się w politykę ograniczania biedy. Nowoczesna administracja medyczna Prus na ziemiach polskich podlegała zgermanizowaniu, co oznaczało brak możliwości kształtowania się etnicznie polskich, normalnych elit inteligenckich. Urzędnikami i lekarzami powiatowymi zostawali Niemcy. Ta sytuacja stawała się tym bardziej niebezpieczna, że w miastach poza strukturami państwowymi rosły w siłę przede wszystkim środowiska etnicznie niemieckie i żydowskie754. Według badań Witolda Molika, pierwsi Polacy z tytułami doktorów medycyny w Poznaniu pojawili się dopiero na przełomie drugiego i trzeciego dziesięciolecia XIX wieku. Karol Marcinkowski rozpoczął swoją działalność jako jednen z pierwszych, obok niego Józef Antoni Jagielski i Tomasz Huison. Dominacja niemiecka jednak w XIX wieku stopniowo słabła. Lekarze Polacy i Niemcy często się przyjaźnili, jak Karol Marcinkowski i Karl Schneider. Ponadnarodowy charakter miało założone w 1907 roku Stowarzyszenie Zawodowe Lekarzy Poznańskich, wolne od polsko-niemieckich sporów i awantur.

Populacja polska stopniowo zdobywała w Poznaniu przewagę i w 1910 roku stanowiła 57% mieszkańców. W XX wieku pojawiła się liczniejsza grupa Polaków po niemieckich uniwersytetach, w tym pierwsze Polki po 1906 roku. Stanisława Parczewska tytuł doktorski uzyskała na uniwersytecie w Monachium, Janina Żniniewicz w 1911 roku w Gryfii755. Lekarze ci posiadali często pochodzenie inteligenckie. Byli więc synami czy córkami lekarzy, ale nie tylko, także urzędników, oficerów, nauczycieli. Druga znacząca grupa pochodzenia lekarzy to ziemianie. W Rzeczypospolitej prestiż zawodu lekarskiego był niski i profesji nie traktowano jako przeznaczonej dla szlachty. Sto lat później się to zmieniło, ale nie do końca. Lekarzami zostawali synowie zubożałych ziemian albo dzieci z rodzin wielodzietnych, które nie mogły liczyć na odziedziczenie majątku, także mieszczanie, jak kupcy i rzemieślnicy756.

Liczba lekarzy Niemców, Żydow i Polaków w Poznaniu 1835-1912

Rok

Niemców i Żydów

Polaków

1835

20

5

1855

27

9

1872

32

13

1881

35

17

1897

70

35

1912

81

62

Źródło: Witold Molik, Polscy lekarze w dziewiętnastowiecznym Poznaniu. Portret demograficzno-społeczny grupy, w: Kronika Miasta Poznania, 2001, s. 88.

W 1835 roku jeden lekarz przypadał w Poznaniu na 1 200 mieszkańców, w 1872 roku na 1 340, w 1914 roku na 1 028. Liczba lekarzy wprawdzie rosła, ale wzrost liczby mieszkańców powodował, że sytuacja poprawiała się nie tak gwałtownie jak by się zdawało. Stolica Wielkopolski miała w 1872 roku 5 dentystów, w 1904 roku 17, a w 1914 - 26 stomatologów i 33 techników dentystycznych. Podobnie rosła liczba położnych. W 1835 roku pracowało ich w mieście 31, w roku 1872 - 38, a w roku 1914 - 41757.

Jak i w całych Prusach, uwaga władz medycznych także tutaj koncentrowała się na epidemiach. Jeszcze przed odkryciem przecinkowca cholery przez Roberta Kocha w 1883 roku zdawano sobie sprawę, że cholera upowszechnia się przez kontakt z ludźmi, skażoną wodą i produktami spożywczymi. Domy chorych władze poddawały dezynfekcji, a rodziny kwarantannie w szpitalach przez cztery tygodnie. Podobnie poważny problem w zaborze pruskim stanowiła ospa758. Na ziemiach polskich zaboru pruskiego w drugiej połowie XIX wieku następował szybki wzrost poziomu materialnego i zdrowotnego, zwłaszcza w porównaniu do stagnacji w zaborze rosyjskim, jednak wzrastał zarazem dystans cywilizacyjny w stosunku do prowincji niemieckich. Wskazują na to statystyki zdrowotne dotyczące śmiertelności, liczby lekarzy, łóżek szpitalnych i urodzeń759.

Jak wskazują badania Tomasza Krzemińskiego, stosunki sanitarne i higieniczne w pomorskich miasteczkach pozostawiały jeszcze wiele do życzenia, ale ulegały stałej i stopniowej poprawie, co wynikało z odpowiedniej polityki państwowej i komunalnej. Problemy z fetorem w połowie XIX wieku w Toruniu przypominały czasy średniowieczne. Nadal kwestiami zapalnymi były doły kloaczne, higiena osobista, niezmieniana bielizna i odzież, zapach rzeźni, garbarni oraz ulicznych kanałów i rynsztoków. Jeszcze w 1927 roku lekarz powiatowy w Kartuzach narzekał, że w mieście nie ma kanalizacji, a sytuacja sanitarna nie należy do zadowalających. Przegląd pocztówek ze zdjęciami bardziej reprezentacyjnych miast dokumentuje panujący ład i porządek. Oczywiste jest jednak to, że bałaganu się na pocztówkach po prostu nie fotografowało760.

Pruskie władze medyczne zajmowały się także nadzorem nad aptekami761. Należało do nich wydawanie koncesji oraz przeprowadzanie inspekcji, a także ustalanie cen na leki. Aptekarze podzieleni zostali na dwie klasy, stworzono urzędową księgę leków z ujednoliconymi nazwami, jako że dotąd funkcjonowały pod wieloma różnymi, często bardzo fantazyjnymi. Wyeliminowano z niej specyfiki bazujące na tradycyjnej wierze w cuda. Naukowy wykaz leków opierał się na ich składzie chemicznym oraz podawał sposoby oddziaływania. Już w 1799 roku wydana i zatwierdzona została przez Ober-Collegium Pharmacopea Borussica, następnie aktualizowana i uzupełniana do 1862 roku siedem razy, a potem w 1872 roku, kiedy to stała się podstawą księgi leków Rzeszy. Księga leków ukazała się w języku łacińskim, ale posiadała także tłumaczenie niemieckie. W 1914 roku zawierała ona aż 10 tysięcy produktów, co wspierała oczywiście rosnąca świadomość zdrowotna oraz rozwój ubezpieczeń zdrowotnych. Leki nie były jednak jeszcze testowane, weryfikowane i sprawdzane, nawet wyrywkowo, bo uznawano to za zbyt drogie. Stopniowo następowała poprawa w ministerialnym nadzorze farmaceutycznym, gdzie dotąd nie zatrudniano żadnego profesjonalnego farmaceuty i pojawili się tu tacy na przełomie stuleci. W 1898 roku właścicielem apteki Pod Czarnym Orłem w Koronie został przewodniczący Niemieckiego Związku Aptekarzy. W 1908 roku mianowano tajnym radcą medycznym762.

Ogromny postęp naukowy w medycynie od połowy XIX wieku zmieniał też pracę służby zdrowia. W początku XIX wieku dosyć popularna, bo uzasadniona, była niewiara w możliwości medycyny, nazywana "nihilizmem terapeutycznym". Zgodnie z tym Fracoise Broussais (1772-1838) pisał, że "medycyna jest to sztuka bawienia chorych złudną nadzieją"763. Medycynę ludową wypierano naukową, stopniowo poznawano etiologię coraz większej liczby chorób. Jak zauważył Reinhold Zilch, powstanie bakteriologii i naukowej higieny rozszerzyło obraz choroby o infekcje i pozwoliło zidentyfikować przyczyny wielu poważnych schorzeń oraz je zwalczać. Panowała moda, a nawet wręcz obsesja, mikrobów. W latach 40. miały miejsce znaczące odkrycia w dziedzinie anestezjologii, w 60. w zakresie antyseptyki, a w 80. aseptyki, co wywarło ogromny wpływ na chirurgię, gdzie wcześniej dochodziło często do infekcji. Kolejnym krokiem w ograniczeniu tych problemów stała się bakteriologia. Po odkryciu promieni X w 1895 roku wkrótce pojawiły się aparaty roentgenowskie. Wreszcie zwykły status chorobowy uzyskały choroby płciowe, które wcześniej traktowano raczej jako przestępstwo i grzech oraz hańbę i powód do wstydu. Pojawiły się też odkrycia Augusta von Wassermanna z 1906 roku i Paula Ehrlicha z 1909 roku764. W 1901 roku Austriak Karl Landsteiner odkrył grupy krwi, dzięki czemu transfuzje nie zagrażały już życiu biorcy. Już wcześniej intuicyjnie odczuwano znaczenie krwi i starano się ją jakoś sklasyfikować wedle barwy i gęstości na dobrą i złą765.

Wielkopolanina Roberta Kocha ściągnięto w 1880 roku do Berlina, w 1885 roku otrzymał katedrę w Muzeum Higieny, a w 1891 roku mianowany został kierownikiem Pruskiego Instytutu Chorób Infekcyjnych. Impulsem do tego stały się jego badania na temat gruźlicy i odkrycie szczepionki przeciwko tej chorobie766.

Rozwijała się również państwowa medyczna edukacja. Anglosasi dziwili się wyłącznie państwowemu charakterowi niemieckich studiów uniwersyteckich. Również fakt, że państwo niemieckie w takim stopniu łożyło na badania naukowe, wzbudzał zdziwienie. W Niemczech łączył się z tym niezwykle wysoki prestiż kariery naukowej, jej popularność oraz narastający stopniowo egalitaryzm studiów. Szybki przyrost liczby studentów w Prusach zaczął się tutaj po roku 1870, kiedy uczyło się ich 7 531, podczas gdy w roku 1880 już 10 371, w 1890 roku 13 278, w 1900 roku 15 960 oraz w 1909 roku 24 407. W okresie 1870-1906 nastąpiło podwojenie liczby studentów w stosunku do wielkości populacji, a poziom finansowania edukacji przez państwo w okresie 1870-1914 wzrósł o 465%. Studenci medycyny stanowili w tym czasie 1/3-1/5 ogółu studentów. Szybko przybywało instytutów medycznych, laboratoriów i klinik767.

Od połowy XIX wieku położnicze szkolnictwo medyczne w Prusach zaczęło pod względem poziomu rozwoju odstawać od najbardziej zaawansowanych krajów europejskich i występowały duże różnice między poszczególnymi regionami kraju. Wprowadzenie pruskich przepisów w 1866 roku na nowych obszarach kraju doprowadziło tam do regresu, a nawoływania położników o reformy rozbijały się o brak pieniędzy. Borykano się także z zaległościami w publikowaniu podręczników. Po połowie XIX wieku pierwszy ukazał się dopiero w 1878 roku, potem w 1892 roku768.

Odrębną trudność stanowiła kwestia rozwoju weterynarii, którą tutaj tylko markuję. Już w XVIII wieku odnotowywano problemy z chorobami zwierząt, jak wścieklizna u psów. Wówczas do kata albo policji miejskiej należało zastrzelenie chorego zwierzęcia. Zwalczanie przez władze wścieklizny w końcu XVIII wieku ograniczało się do wściekłych psów i krów. Dotyczyły tego edykty z lat 1784 i 1797. Kolejne przepisy zawierały edykty o zwalczaniu zarazy bydła z lat 1803 i 1804, potem o zwalczaniu wścieklizny z 1835 roku. W 1905 roku ukazała się ustawa o zwalczaniu chorób zakaźnych, w której sformułowano przepisy o postępowaniu z ludźmi ugryzionymi przez zwierzę chore na wściekliznę, a zlikwidowanie choroby stało się możliwe dzięki szczepionce wynalezionej przez Louisa Pasteura. Według ustawy z 1898 roku, głowa i szyja chorego zwierzęcia miały być przesłane ekspresową pocztą w lodzie do obdukcji do Instytutu Medycznego Chorób Zakaźnych w Berlinie (Institut für Infektionskrankheiten) zajmującego się tymi zagadnieniami769.

Polityka medyczna i medycyna społeczna

Zdrowie i chorobę postrzegano już powszechnie jako kwestie nie tylko indywidualne, ale i społeczne, wymagające określonej polityki państwa i publicznej, komunalnej lub państwowej służby zdrowia. Duże znaczenie dla Prus miała organizacja Deutsche Verein für Gesundheitspflege, do której należeli lekarze, higienicy, politycy komunalni i miejscy planiści. Rozwijał się intelektualny i społeczny ruch higieny społecznej, który prowadził też do analizy sytuacji w szkołach oraz wskazywał na przeciążenie fizyczne i duchowe uczniów wynikające z przeładowania treściami edukacyjnymi. Instytucje medyczne kontrolowały stan zdrowotny uczniów, stwierdzając, na przykład, problemy ze wzrokiem u wzrastającej liczby uczniów770. Coraz częściej obejmowano jako problemy z zakresu społecznego kobiety ciężarne, niemowlęta, alkoholików oraz gruźlików.

"Higiena społeczna" (Sozialhygiene) starała się zaradzić problemom złej sytuacji zdrowotnej robotników i ograniczyć negatywne skutki różnych zależności w tym zakresie771. Już od lat 60. XIX wieku głośna stała się działalność śląskiego lekarza Rudolfa Virchowa, chlubnie zasłużonego na polu medycyny i niechlubnie w zakresie działalności antypolskiej. Współzałożyciel ruchu higieny społecznej Alfred Grotjahn pisał w roku 1912, że jeszcze w połowie XIX wieku sprawy szpitalnictwa należały w Rzeszy do uznawanych za podrzędne i cedowano je na inicjatywę prywatną albo na Kościół, o ile nie dotyczyło to ważnych kwestii militarnych lub naukowych. Inny współzałożyciel ruchu higieny społecznej, Adolf Gottstein, w 1913 roku stwierdzał, że rozwój komunalnych szpitali w wielkich miastach jest najpomyślniejszym elementem higieny społecznej. Do znaczących postaci ruchu medycyny społecznej należał też Alfons Fischer772. Higiena społeczna i zrozumienie wymiaru publicznego zdrowia klas niższych nie należało do specjalności ani Prus, ani Niemiec. We Francji nazywano ją też "higieną przemysłową" i zaczęła występować w orzecznictwie sądowym dotyczącym niewywiązywania się fabrykantów z obowiązków wobec robotników. W sprawy te w coraz większym stopniu ingerowało francuskie ustawodawstwo państwowe. I tutaj zaczyna się dostrzegać zależności między otoczeniem i wysokością zarobków robotnika, a jego kondycją zdrowotną i psychofizyczną. "Alkoholizm biedaka" we Francji zaczyna być częściej postrzegany jako skutek, a nie przyczyna nędzy773.

Szpitale

Niemiecki historyk medycyny Alfons Labisch zauważył, że pojęcie "zdrowia publicznego" ma bardzo wczesny późnośredniowieczny rodowód, gdzie odnosiło się do rzeczywistości miejskiej i komunalnej. Istniały tam przepisy o charakterze medycznym, higienicznym, a także sanitarnym, które regulowały kwestie zabezpieczenia w wodę, czystości oraz porządku ulicznego, nadzoru nad praktyką lekarską, miejskimi szpitalami, jak również izolację chorych w czasie epidemii. Pokazywało to początki instytucji lekarza miejskiego, powiązanej też z pomocą dla ubogich774. Instytucja szpitala od XVIII do XX wieku przeszła drogę ogromnej przemiany. Z niezbyt znaczącej placówki dobroczynnej szpital zmienił się w podstawową formę opieki zdrowotnej775.

Według pruskich Sanitätsvorschriften Polizeilichen Vorschriften bei ansteckenden Krankheiten (1835) miasto miało obowiązek izolacji chorych zakaźnie, czy to w lazaretach, czy w domu chorego, co wynikało ze świeżych doświadczeń cholery w roku 1831. Z kolei według przepisów z 1894 roku gmin jednak nie zobowiązywano do zakładania szpitali776. Widać, jak epidemie np. cholery już od początku XIX wieku, ale też po 1871 roku, mobilizowały władze do akcji wykraczającej poza wymiar troski o jednostkowe zdrowie. Z powodu upowszechnienia się chorób zakaźnych, Düsseldorf założył szpital miejski, a w 1873 roku powstał również miejski szpital epidemiologiczny w berlińskim Moabicie777. Ustawa pruskiego parlamentu z 1905 roku, poprzedzona ustawą dla Rzeszy z 1900 roku, regulowała sposób zwalczania chorób zakaźnych w zakresie dyfterytu, zapalenia opon mózgowych, szkarlatyny, tyfusu i czerwonki. Odpowiedzialność za walkę ze schorzeniami spoczywała na gminie. Pruska instrukcja służbowa z 1909 roku nakazywała lekarzom powiatowym zabezpieczyć odpowiednie miejsce dla leczenia osób zarażonych. Przymusowa hospitalizacja miała miejsce w wypadku epidemii i chorób zakaźnych, jak syfilis778.

Po 1870 roku ogromny był obszar autonomii miejskiej, także w zakresie funkcji zdrowotnych779. Szpital komunalny to inwestycja bardzo kosztowna i zadłużenie miast w sporym stopniu wynikało z tych wydatków. W latach 1904-1906 w ośmiu największych aglomeracjach pruskich nakłady na budowę szpitali stanowiły 14,2% miejskich długów. Nakłady dziesięciu największych pruskich miast na szpitale objęły w 1908 roku ogromną sumę 20 milionów marek, a subwencja rządowa 12 milionów. Spore były też nakłady miast na ich bieżące funkcjonowanie. Wydatki roczne przeznaczone na funkcjonowanie szpitala w przeliczeniu na jedno łóżko wynosiły w 1872 roku w szpitalu w berlińskim Moabicie 2 500 marek, a Düsseldorfie 9 395 marek. Nakłady miast pruskich na wspieranie biednych oraz służbę zdrowia stanowiły w 1907 roku 7,6% wszystkich wydatków i wynosiły 150 milionów marek. Z kolei na dochody szpitali składały się te pochodzące z majątku własnego, fundacji oraz subwencji. Własne dochody w Düsseldorfie w 1908 roku pokrywały tylko 52% kosztów utrzymania szpitala, reszta wymagała subwencji, w Magdeburgu jednak radzono sobie bez dotacji, a w Kolonii i Berlinie Charlottenburgu subwencja stanowiła 2/3 wydatków szpitali. W 1913 roku koszty leczenia 56% chorych pokrywały kasy ubogich, 36,5% ubezpieczenia społeczne, 8,3% zapłacono prywatnie, a 1,2% w inny sposób. Większość szpitali przyjmowała chorych bez zwracania uwagi na sprawy konfesyjne, ale wiele placówek miało jednak charakter wyznaniowy, jak ewangelickie szpitale we Wrocławiu (1850), Bonn (1854) czy katolickie w Berlinie (1854)780.

W 1822 roku w Prusach istniało już 155 szpitali w nowoczesnym rozumieniu, do 1855 roku ich liczba wzrosła do 681. W 1871 roku Prusy posiadały 942 szpitale, a w 1913 roku 1 042781. Podobnie rosła liczba aptek. W 1867 roku działało ich w Prusach 2 213, a w 1879 roku 2 429782.

Placówki szpitalne miały różną wielkość i stan właścicielski, najczęściej jednak rozwijały się placówki komunalne. Berliński szpital Charité już w początku XIX wieku miał ponad 600 łóżek. Ogólnie rosła szybko zarówno liczba łóżek, jak i pacjentów. W interesującym nas okresie w Rzeszy wzrosła około dziesięciokrotnie783. W samych Prusach w 1846 roku było 88 tysięcy pacjentów szpitalnych, w 1877 roku już 211 tysięcy, a w 1913 roku liczba pacjentów szpitalnych wzrosła w tym kraju do 1,5 milona i było to znacznie więcej niż wynikałoby ze wzrostu liczby mieszkańców. W tym samym czasie wielokrotnie zwiększyła się też liczba łóżek szpitalnych. W przeliczeniu na 10 tysięcy mieszkańców wynosiła w Prusach w 1885 roku - 21,0; w 1900 roku - 29,9; natomiast w 1910 roku - 39,9. We wschodnich prowincjach Prus sytuacja prezentowała się w tym zakresie gorzej, ale również się poprawiała. W Prusach Wschodnich wskaźnik wzrósł w podanym wyżej okresie z 12,9 na 25,6; w Prusach Zachodnich z 15,8 na 26,6; w Prowincji Poznańskiej z 10,6 na 23,5. O wiele większy był w prowincjach zachodnich. W Westfalii zmienił się z 34,2 na 58,3, a w Nadrenii z 30,8 na 54,5784. W rzeczywistości od lat 70. liczba łóżek w szpitalach nawet przewyższała zapotrzebowanie, a czas pobytu w szpitalu ulegał stopniowo skróceniu. Rezygnowano także z hospitalizacji chorujących lekko (Bagatellkrankheiten).

Do szpitala trafiali przede wszystkim ludzie w wieku 10-30 lat, czeladnicy i uczniowie z rzemiosła, samotni, ubodzy czy niezamężne kobiety. Do pierwszej wojny światowej prawie wcale nie hospitalizowano dzieci oraz ludzi starych. Następnie w początkach XX wieku liczba dzieci przebywających w szpitalach zaczęła wzrastać. Jeszcze raz warto podkreślić występowanie bardzo znacznego odsetka kobiet jako pacjentów szpitalnych. Na schyłku wieku XIX 90-95% pacjentów należało do klas niższych i całkowitej biedoty, wcześniej kwalifikowanej do opieki społecznej (Armenfürsorge)785. Od wojny 1870 roku działał też Czerwony Krzyż. Tendencja rozwojowa w wieku XX zmierzała jednak ku rozciągnięciu oddziaływania szpitala na całą populację niezależnie od położenia społecznego i ekonomicznego786. Na większą skalę w dużych skupiskach ludności widoczna stała się zależność między chorobami, położeniem materialnym i warunkami mieszkaniowymi.

Podając konkretne przykłady rozwoju szpitalnictwa, powiedzieć trzeba, że w Berlinie szybki rozwój szpitalnictwa nastąpił po 1871 roku. Miasto to w 1909 roku dysponowało 26 publicznymi i 54 prywatnymi szpitalami, w sumie z 11 tysięcami łóżek, z których ponad 9 tysięcy przypadało na placówki publiczne. Pod opieką szpitali znajdowało się rocznie 122 tysięcy pacjentów. Do tego w miejscowościach podberlinskich znajdowały się kolejne ośrodki zdrowia - 78 z 6 800 łóżek i 52 tysiącami pacjentów rocznie. W 1890 roku w Berlinie na 245 mieszkańców przypadało 1 łóżko szpitalne, w 1909 roku na 200 (w 1982/3 w Berlinie Zachodnim 54:1, w Berlinie Wschodnim 78:1)787. W mieście funkcjonowały szpitale królewskie, kościelne i prywatne, najstarszy, to oczywiście założony jeszcze w 1710 roku szpital Charité. Budowano też chętnie drewniane baraki, które wszakże często nadawały się do użytku tylko latem. Pierwszy szpital w okresie cesarstwa, powstały w latach 1870-1874, to Miejski Szpital Ogólny we Friedrichshein dla 600 chorych z warstw niższych788. W Moabicie w 1872 roku powstał kolejny szpital miejski na bazie baraków zbudowanych ze względu na epidemie ospy, tyfusu i cholery; w latach 1887-1890 w Luisenstadt (obecnie Kreuzberg), a w 1906 roku duży szpital na 1 500 łóżek w szpitalu Wedding789.

Jeżeli chodzi o mniejsze ośrodki, przykładowo wspomnieć można o szpitalu w miasteczku Wągrowiec w Wielkopolsce, założonym w 1873 roku. Pomysł jego budowy został postawiony na sesji sejmiku powiatowego w 1871 roku z inicjatywy landrata Suchodolskiego. Powołano wówczas komisję szpitalną, na której czele stał Suchodolski i znajdowali się w niej również miejscowi notable: Ignacy Moszczeński, Stefan Kierski i burmistrz Alberti. W 1872 roku z upoważnienia sejmiku komisja zakupiła od małżeństwa Mojżykiewiczów grunt i zabudowania na sumę 9 tysięcy marek oraz przeznaczyła na wyposażenie 30 tysięcy marek. Szpital był niewielki i posiadał w trzech pokojach osiem łóżek na przyjęcie pacjentów, równocześnie jednak przyjmowano raczej nie więcej niż sześciu pacjentów. Ogrzewano go piecami kaflowymi i oświetlano lampami gazowymi. W 1878 roku wzniesiono nowy budynek szpitala w innym miejscu, również na skutek uchwały Sejmiku Powiatowego. Ten szpital był zdecydowanie większy, miał siedem sal i dwie separatki z 25 łóżkami, a w ciągu 1887 roku przyjął 132 chorych. W 1900 roku liczba chorych wzrosła do 204, a w 1915 roku do 459790. W latach 1913 i 1915 panowała w mieście epidemia szkarlatyny (płonicy) i należało dostawić na podwórzu barak na 15 łóżek. Obsługa szpitala składała się z jednego lekarza, 3-5 sióstr miłosierdzia oraz czterch osób obsługi. Łóżka były stare i drewniane z bardzo marnymi, niehigienicznymi siennikami, co stało się przedmiotem krytyki inspekcji w 1900 roku. W 1901 roku założono tu oświetlenie elektryczne, ale kiepskie, telefon pojawił się w 1911 roku. Ordynatorem od otwarcia został Polak, doktor Piotr Laskowski791. W Barlinku na Pomorzu Zachodnim szpital w bardziej nowoczesnym rozumieniu wzniesiono w 1834 roku. Z czasem budynek przestał odpowiadać potrzebom rozrastającego się miasta i w 1876 roku, za środki komunalne, zaczął powstawać kolejny, budowa z powodu braku pieniędzy jednak bardzo się ślimaczyła i szpital zaczął przyjmować chorych dopiero w roku 1917792.

W wyobrażeniach ludu szpital był przeznaczony dla ubogich i bano się go oraz unikano. Według polskiego historyka medycyny w zaborze pruskim Jaromira Jeszke, lud wiejski miał w XIX wieku utrwalone z epoki nowożytnej wyobrażenie szpitala - instytucji opieki dla ubogich. Oskar Kolberg pisał o Warmii: "Przy każdym niemal kościele bywa szpital dla dziadów, jako i mieszkanie dla wdów plebańskich"793. Pomoc charytatywną tym placówkom współmieszkańcy świadczyli przy okazji wesel, pogrzebów, odpustów czy wejścia w posiadanie większej sumy pieniędzy. Wśród ludu krążyły legendy o karach Bożych, spadających na nieuczciwych opiekunów tych instytucji. Zupełnie inaczej sytuacja prezentowała się z wrogim i nieufnym stosunkiem do medycyny naukowej, a udanie się do lekarza lub szpitala miano za ostateczność, kiedy zażegnywanie i wódka nie pomogły. W zaborze rosyjskim władze carskie wręcz wykorzystywały tę wrogość jako argument przeciwko zorganizowanej opiece zdrowotnej. W rezultacie jeszcze w XX wieku wieś szpitala nie zaakceptowała, nie tylko w Kongresówce, ale też w Wielkopolsce794.

W szpitalach najczęściej leczono przypadki chorób infekcyjnych, wypadki, choroby przewodu pokarmowego czy dróg oddechowych. Spadała liczba przypadków chorób skórnych, w tym świerzbu. Dolegliwości skóry wiązały się z zarażeniem młodych przez spanie we dwóch lub kilku w jednym łóżku i złe warunki mieszkaniowe, ciasnotę etc. Na początku XX wieku chorzy na te dolegliwości stanowili już tylko nikły odsetek przypadków w szpitalach795. Schorzenia przewodu pokarmowego stanowiły jeden z głównych powodów śmierci noworodków, niemowląt i dzieci. Porody cały czas jeszcze odbywały się w domu. Struktura chorób, na które cierpieli pacjenci szpitali w kolejnych dziesięcioleciach XIX wieku aż do 1875 roku nie ulegała zasadniczym zmianom796. Śmiertelność w szpitalach przez cały wiek XIX spadała z około 7% w 1800 roku do 6% w 1911 roku797.

Wiek pacjentów szpitalnych w Prusach w latach 1878, 1906798

Wiek

1878

1906

1-10

9%

15%

10-30

42%

56%

30-50

36%

27%

pow. 50

8%

2%

Lekarze

Lekarze byli w końcu XIX wieku bardzo dynamicznie rozwijającą się grupą zawodową, a jednocześnie poziom wiedzy medycznej doznawał ważnych przewartościowań, z czym też zmieniała się pozycja i status medyków. Jak zwraca uwagę Thomas Nipperdey, lekarze byli również najsilniejszą i specjalną grupą zawodową akademików. Wyróżniali się poza tym szczególnym charakterem, tajemniczością i tabuizacją swego zawodu oraz wyjątkowym etosem moralnym - już wówczas składano przysięgę Hipokratesa i odczuwano niekomercyjny i misyjny charakter zawodu. Jako postulat, rzecz jasna799. W zaborze pruskim lekarze w XIX wieku wyrośli na znaczące skrzydło patriotycznej polskiej inteligencji, która angażowała się w ruch narodowy. Upamiętnili się tacy poznańscy lekarze, jak Karol Marcinkowski, Teofil Matecki i Heliodor Święcicki800.

W 1900 roku powstał Verband der Ärzte Deutschlands, którego członkami w 1904 roku było 57%, a w 1911 roku 77% lekarzy.

Lekarze posiadali wysokie zarobki, które sytuowały ich jako inteligencką klasę średnią (Bildungsbürgertum), ale niższe od przedsiębiorców i właścicieli. W Berlinie i Brandenburgii w początkach XX wieku 1/5-1/4 lekarzy zarabiała 3 tysiące marek, 1/6 - 3 tysiące do 5 tysięcy marek. Przeobrażeniom ulegała też pozycja "lekarza domowego" mieszczan. Dawniej wynagradzany czasem za cały rok i za leczenie całej rodziny, obecnie otrzymywał już honorarium za każdą wizytę osobno, przy czym stawki honorariów za wizytę regulowano. W Poznaniu już w pierwszej połowie XIX wieku lekarzy zajmowali wysoką pozycję. Karol Marcinkowski miał znaczne dochody, jego roczne wpływy z praktyki prywatnej wynosiły około 10 tysięcy talarów, przeznaczał je w dużym stopniu na cele charytatywne i społeczne801. Nie stanowiło to wyjątku. Poznańscy lekarze - Bolesław Krysiewicz i Bronisław Szulczewicz bezpłatnie leczyli osierocone dzieci802. Dochody lekarzy poznańskich w latach 60. "obracały się w granicach od 1000 do 3000 talarów. Freudenreich miał 1000, Nieszczota 1600, Matecki 2400, Jagielski 3000"803. Józef Jagielski był właścicielem dwóch kamienic przy Placu Teatralnym (obecnie Wolności), a Ludwik Gąsiorowski kamienicy przy ulicy Piekary 16. Jagielski pieniądze miał z korzystnego ożenku oraz dzięki posadzie (przez pewien czas) inspektora w fabryce chemicznej we Wrocławiu. Własną kamienicę przy ulicy świętego Marcina 11 posiadał Teofil Matecki. Nie zdarzało się to jednak często, zwykle lekarze mieszkania wynajmowali, nawet obszerne. Młodsi lekarze, rozpoczynający praktykę, z reguły mieszkali w lokalach wynajmowanych. Dla rodziny problemem finansowym w tych czasach stawała się przedwczesna śmierć ojca i męża. Po śmierci lekarza - Ksawerego Zakrzewskiego - jego bliscy znaleźli się w tarapatach finansowych. Żona - Janina z Dygatów - udzielała wprawdzie korepetycji z francuskiego, ale nie wystarczało to na utrzymanie i musiała spieniężać fachową bibliotekę męża i jego instrumenty medyczne804.

W pracy z pacjentem coraz większą rolę odgrywał wywiad, gdy dawniej rozmowę ograniczano do minimum. Nadal jednak lekarza traktowano bardziej jak człowieka sztuki lub kapłana niż nauki i otaczała go pewna aureola niezwykłości. Dominowali lekarze ogólni, bez specjalizacji, co zmieniało się stopniowo i z czasem. Pierwsze specjalności, jakie się rozwijały, to okuliści, laryngolodzy, dermatolodzy i wenerolodzy, potem lekarze dziecięcy.

Następnie rosła liczba psychiatrów i placówek o tym charakterze. W 1909 roku ponad 20% lekarzy miało już specjalizację. Wraz z pojawieniem się kas ubezpieczeniowych kluczowi stali się należący do nich pacjenci oraz zabiegano o włączenie kolejnych grup instytucji do ubezpieczonych, przede wszystkim dzieci. W szpitalu w berlińskim Moabicie jeszcze na przełomie lat 1884/5 tylko 3,5% pacjentów leczono z kas chorych, w 1910 roku już około 50%. Były jeszcze dopłaty, tak jak w dawnych zakładach dla ubogich. W Berlinie w komunalnych zakładach opieki te koszty stanowiły 25% wydatków. Liczba lekarzy rosła szybciej niż pacjentów, a wraz z tym konkurencja. Sytuację znacznie pogorszyła forsowana przez liberałów ustawa uznająca lekarzy za zwykłych rzemieślników oraz akceptująca działalność oszustów i złodziei, czyli znachorów, jasnowidzów i uzdrawiaczy, a także wróżbitów805.

Liczba lekarzy w Prusach w latach 1825-1909

Rok/liczba lekarzy

Region

1825

1834

1846

1855

1867

1876

1887

1901

1909

Prusy

4 084

4 594

5 522

5 743

7 420

7 956

9 284

17 034

19 319

Prusy W.

186

214

270

317

343

319

396

682

694

Prusy Z.

141

148

218

261

252

257

301

512

528

Berlin

191

351

498

544

712

773

1 104

2 394

2 143

Brandenburgia

408

462

553

560

490

520

658

1 729

1 416

Pomorze Z.

202

254

326

359

351

360

399

687

662

P. Poznańska

214

221

266

300

278

277

352

543

613

Śląsk

788

842

993

988

865

965

1 108

1 856

1 964

Saksonia

827

767

836

820

659

673

777

1 280

1 342

Schleswig-H.

-

-

-

-

379

392

431

776

814

Hannover

-

-

-

-

777

783

812

1 328

1 455

Westfalia

465

502

568

546

557

638

677

1 215

1 497

Hesja-Nassau

-

-

-

-

572

647

735

1 333

1 533

Nadrenia

662

833

994

1 048

1 155

1 326

1 509

2 672

3 306

Hohenzollern

-

-

-

-

30

26

25

27

25

Źródło: Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 640.

Liczba mieszkańców przypadających na lekarza w Prusach w latach 1825-1910

Rok/liczba lekarzy

Region

1825

1834

1846

1855

1867

1876

1887

1901

1909

Prusy

3 001

2 940

2 918

2 995

3 231

3 236

3 050

2 024

2 079

Prusy W.

6 255

5 921

5 483

4 866

5 271

5 820

4 948

2 928

2 974

Prusy Z.

5 329

5 433

4 675

4 193

5 091

5 225

4 679

3 054

3 226

Berlin

1 153

755

820

823

987

1 251

1 191

789

967

Brandenburgia

3 084

3 000

2 999

3 226

4 109

4 153

3 560

1 798

2 890

Pomorze Z.

4 192

3 705

3 574

3 590

4 119

4 062

3 773

2 380

2 594

P. Poznańska

4 859

5 071

5 129

4 642

5 530

5 798

4 874

3 476

3 425

Śląsk

2 935

3 026

3 087

3 221

4 145

3 983

3 711

2 516

2 661

Saksonia

1 646

1 943

2 084

2 270

3 137

3 223

3 125

2 213

2 302

Schleswig-H.

-

-

-

-

2 590

2 740

2 669

1 789

1 991

Hannover

-

-

-

-

2 496

2 576

2 676

1 951

2 022

Westfalia

2 548

2 576

2 545

2 797

3 066

2 987

3 256

2 624

2 756

Hesja-Nassau

-

-

-

-

2 412

2 269

2 167

1 424

1 449

Nadrenia

3 199

2 872

2 780

2 847

2 992

2 869

2 879

2 156

2 154

Hohenzollern

-

-

-

-

2 154

2 556

2 669

2 473

2 840

Źródło: Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 640.

Na skutek dynamicznego rozrastania się służby zdrowia i pięciokrotnego wzrostu liczby lekarzy od początku XIX do początku XX wieku, pomimo ogromnego wzrostu demograficznego pacjentów przypadających na jednego specjalistę, liczba ludności spadła w Prusach o 1/3 - z 3 do 2 tysięcy Tak więc liczba lekarzy rosła znacznie szybciej niż ludności. Studia medyczne rozrastały się, zyskiwały popularność i prestiż. Od 1876 roku bezwzględna liczba lekarzy bardziej niż podwoiła się, co odpowiadało procesom w całych Niemczech. Przy tym pamiętać trzeba, że rozwój dużych ośrodków miejskich i wielołóżkowych szpitali zmniejszył względne zapotrzebowanie na medyków. Nie była to jednak poprawa równomierna i systematyczna, dynamika bardzo wzrosła dopiero w latach 80. XIX wieku. Trzeba brać tu pod uwagę dynamiczny wzrost liczby lekarzy wojskowych, których 1/3 prowadziła lekarskie praktyki cywilne.

Zmiany na lepsze zaistniały też we wschodnich prowincjach Prus. W Prusach Wschodnich liczba pacjentów przypadających na lekarza spadła dwukrotnie, w Prowincji Poznańskiej z 4 859 na 3 425, a w Prusach Zachodnich z 5 329 na 3 226. W zaborze rosyjskim lekarzy w stosunku do liczby pacjentów było 2-3 razy mniej. W Prowincji Poznańskiej i Prusach Zachodnich w 1881 roku praktykę prowadziło 572 lekarzy (w tym w roku 1896 25 lekarzy specjalistów), z czego jednak tylko 130 Polaków. Stomatologów w Regencji Poznańskiej 47, a akuszerek w 1896 roku było 282 w Regencji Poznańskiej i 242 w Bydgoskiej, aptek odpowiednio 79 i 45. Przy tym proporcje liczby lekarzy w stosunku do liczby pacjentów w Brandenburgii już na wstępie badanego okresu dwukrotnie przewyższały Prusy Wschodnie, Zachodnie, w Prowincji Poznańskiej oraz na Pomorzu Zachodnim. Zdecydowanie poprawiła się natomiast sytuacja na Śląsku. Trzeba powiedzieć, że Śląsk w tej kwestii nie różnił się specjalnie od prowincji Zachodnich Prus. Następnie w prowincjach wyżej rozwiniętych, czyli lepiej zindustrializowanych i zurbanizowanych już na początku XIX wieku wielkiego proporcjonalnego wzrostu liczby lekarzy nie odnotowano. Można więc powiedzieć, że prowincje wschodnie przez sto lat nadganiały zachodnie, ale z drugiej strony zwiększenie liczby ludności na wschodzie było mniejsze, bo miały miejsce duże migracje na Zachód za pracą. Generalnie jednak, w całych Niemczech Zachodnich lekarzy pojawiło się zdecydowanie więcej niż we wschodnich prowincjach Prus. Widać też odmienną sytuację w miastach, gdzie w Berlinie zagęszczenie lekarzy było kilkukrotnie wyższe niż w prowincjach terytorialnych, co wynikało z prostego faktu, że na wsi lekarze występowali nadal rzadko. W połowie XIX wieku 80% lekarzy żyło w miastach, skąd jednak na wieś mogli przecież dojechać. Na wsi na wschodzie Prus sytuacja prezentowała się jednak gorzej niż gdzie indziej. Na Pomorzu Tylnym na wsi jeden lekarz przypadał na 26 tysięcy pacjentów, w Münster na 3 tysiące. Także w statystykach ogólnych kraju, w wielkich aglomeracjach sytuacja była lepsza niż na wsi. Brak lekarzy odczuwano jednak nie tylko na poszczególnych obszarach wschodu Prus, ale i w jego częściach zindustrializowanych. Występował problem z dostępem robotników do opieki lekarskiej. W prowincjach wschodnich jeden lekarz nie tylko musiał obsłużyć więcej pacjentów, ale też na znacznie większym obszarze. Na tle krajów związkowych Prusy w analizowanej kwestii wypadały ani lepiej, ani gorzej niż większość terytoriów. Zdecydowanie trudniejsza sytuacja panowała właściwie tylko w Meklemburgii806.

Liczba położnych w Prusach wzrosła z 10 486 w roku 1825 do 16 975 w roku 1876, a w roku 1912 do 21 226. Jednak ze względu na wzrost liczby ludności sytuacja nie ulegała specjalnej poprawie, a raczej odwrotnie. W 1825 roku jedna położna przypadała na 1 169 mieszkańców, w 1876 roku na 1 514, a w roku 1912 na 1 892. Spadała jednak z kolei liczba urodzeń i ogromne były różnice regionalne. W Wiesbaden jedna położna przypadała na 731 osób, gdy w prowincji Poznańskiej na 2 825, a w Berlinie nawet na 3 012807. Przysięga akuszerki wydana przez ministerstwo w 1883 roku orzekała, że położna powinna "zachowywać się uczciwie i moralnie, być trzeźwą, powinna sumiennie wypełniać obowiązki swojego zawodu, powinna władzy słuchać i ściśle przestrzegać przepisów dotyczących jej zawodu. Powinna przy tym pamiętać, że od jej postępowania zależy zawsze zdrowie i życie dwojga ludzi. Powinna zatem we wszystkim co się tyczy jej zawodu być ostrożną, troskliwą chętną i powinna umieć ściśle dochować tajemnicy o ile na to pozwalają obowiązki zawodowe"808. Z kolei prawo karne obligowało przedsiębiorcę prywatnego prowadzącego placówkę położniczą do posiadania zezwolenia administracyjnego, akuszerki do świadectwa zdania egzaminu zawodowego oraz egzaminu sprawdzającego uzupełnianie wiedzy co trzy lata. Ważny punkt mówił, że niosąc pomoc kobiecie, akuszerka nie powinna zważać na jej zamożność, pozycję społeczną i nie opuszczać rodzącej dla innej pacjentki z chęci zysku oraz być powściągliwą w żądaniu zapłaty. Położną zobligowano ponadto do stanowczego zwalczania przesądów i zabobonów oraz do udzielenia dziecku, którego życie mogło być zagrożone, chrztu z wody, o czym miała zawiadomić odpowiedniego duchownego. Władzom administracyjnym należało zgłosić każde urodzenie z nieprawego łoża, spędzenie płodu, zatajenie ciąży, potajemny poród. Paragraf 218 Kodeksu karnego orzekał za aborcję karę pięciu lat więzienia809.

Szarlatani, znachorzy, medycyna ludowa

Ważną część nadzoru medycznego stanowiła kontrola produktów szarlatanów - rozmaitych specyfików, w tym ziołowych, o których rynek zdecydował, że są znakomite, ale będące zarazem pospolitym i zwykłym oszustwem. Szarlataneria w tym obszarze podlegała stopniowo coraz większej kryminalizacji. "Lekarzy pokątnych" (Winkel-Ärzte) surowo karano. Kodeks karny Rzeszy z 1871 roku powielał przepisy pruskiego Kodeksu karnego z 1851 roku który w paragrafie 199 wprowadzał zakaz działania szarlatanów (Kupfuscherei), ograniczając jednak kary, w tym zakres stosowania kary śmierci. W prowincjach zachodnich nadal znaczenie zachowywało ustawodawstwo francuskie (Code pénal). Niestety, pod wpływem liberałów powstała ustawa z 1869 roku - jak pisał z trwogą Thomas Nipperday "szczytowy punkt rynkowego liberalizmu"810 - podporządkowała ona lekarzy prawom o wolnym wykonywaniu zawodu w zakresie rzemiosła, podobnie jak szewców i stolarzy, co otworzyło ponownie drogę praktyki dla szarlatanów. Oszustwo i złodziejstwo w medycynie przestało być zakazane. To z kolei wywoływało opór i próby przeciwdziałania ze strony lekarzy, którzy obecnie obowiązkowo posiadali studia uniwersyteckie. W rezultacie w 1896 roku przywrócono zakaz pracy znachorów, uzdrawiaczy i szarlatanów oraz ich penalizację i włączenie kar za nie do kodeksu karnego.

W 1907 roku ukarano z tego powodu w Prusach 1 379 osób. W tej grupie znalazły się też jednak "wytwórczynie aniołków" (Engelmacherin), jak nazywano kobiety zajmujące się pokątnie i przy pomocy barbarzyńskich metod aborcją. Z kolei statystyka szarlatanów obejmowała w 1910 roku 4 191 osób (Kupfuscher), a medycyna ludowa dla części ludności Prus była nadal głównym sposobem leczenia811.

Ważne, żeby rozdzielić w tej enigmatycznej wizji medycyny pokątnej, archaiczną, często pogańską lub średniowieczną jeszcze medycynę ludową, od magii, wiary w duchy, okultyzmu, czarownice i medycyny paranaukowej, będącej wytworem zabobonów miejskich i na wskroś nowoczesnych. Obok mesmeryzmu, homeopatii czy kręglarstwa funkcjonował tu cały szereg tradycyjnych leczących wróżek i jasnowidzów812.

Religijność ludowa (Volksreligiosität) zawierała elementy medycyny, które wiązały się z tradycyjną, bardzo praktyczną postacią religijności. Lud oczekiwał od swojego Stwórcy konkretnych korzyści z wiary, także w postaci uleczeń na skutek modlitwy, pielgrzymek, również kontaktu z relikwiami. Kościół starał się rozwydrzenie form ludowej religijności kontrolować, jednak musiał je tolerować, a nawet akceptować najbardziej niedorzeczne, ale cieszące się wielką popularnością przejawy medycyny religijnej. Zalecał w każdym razie, aby stosować metody medycyny naukowej, a do religijnej odwoływać się dopiero, kiedy ta pierwsza zawiedzie813. Zarzuty ludowych przesądów medycznych wysuwano wobec różnych aspektów katolickich pielgrzymek, np. w Nadrenii, przez całe XIX stulecie i dalej w wiek XX. Protestanckie władze administracyjne prowincji do pielgrzymek odnosiły się z niechęcią, ale analizowane one były wedle regulacji z 1874 roku pod kątem zagrożenia dla porządku komunikacyjnego oraz ochrony innych wyznań. Podobnie problemy bywały z procesjami Bożego Ciała, które władze traktowały jako manifestacyjny przemarsz katolików. Gdzieniegdzie w 1877 roku wobec jednoczesnego występowania Święta Sedanu i narastania napięcia politycznego, procesja została przesunięta na kolejną niedzielę pod pretekstem złej pogody. Była też kwestia cudów zdarzających się w różnych miejscach, jak ukazanie się trzem 8-letnim dziewczynkom Matki Boskiej w butelce napełnionej wodą z cudownego źródła (Marpinger Wundquelle) w 1877 roku w młynie Marpingen w powiecie Mayen. Do butelki pielgrzymowało na Wielkanoc 4 tysiące pielgrzymów dziennie814. Władze kościelne po analizie cudu nie uznały. Komisje kościelne i proboszczowie często - tak zdarzyło się i w tym wypadku - stawiały opór ludowym cudom, uznając je za wymysły, jednak prowadziło to do oskarżeń o liberalizm i wysługiwanie się władzom pruskim za pieniądze. W zagrożeniu utraty zaufania, Kościół taktycznie godził się nierzadko dla dobra sprawy z objawieniami wielce wątpliwymi. Problemem pozostawały cały czas doniesienia o czarach oraz działalności diabła, co stawało się dla władz kościelnych coraz bardziej krępujące. Nils Freytag tę sytuację Kościoła nazywa "szpagatem", gdyż musiał godzić wymogi współczesnej wiedzy i rozumu z głębokimi przesądami wiernych, których mógł edukować tylko do pewnego stopnia815. Należy mieć świadomość, że cała ta sfera odznaczała się ważnymi aspektami leczniczymi w zakresie stabilizacji społecznego poczucia bezpieczeństwa816.

Do sfery oszustw medycznych należały liczne tzw. paranauki, jak homeopatia pomysłu Christiana Friedricha Samuela Hahnemanna (1755-1843). Polegała ona najpierw na leczeniu jak najmniejszymi dawkami leku, który np. podawany osobom w dużych dawkach chorobę wywoływał, następnie podobnego podobnym, w tym chorób serca ziarnami roślin w kształcie serca, żółtaczki żółtymi kwiatami etc. Głosiła też, że dolegliwość nie jest czynnikiem materialnym, ale rozstrojem siły życiowej. Aby ją wyzwolić, należało lek odpowiednio rozcieńczyć, co prowadziło do przysłowiowych dawek homeopatycznych. Ulubionymi medykamentami homeopatów były środki roślinne i minerały, esencje owoców, nalewki spirytusowe na owocach czy roztwory minerałów. Te esencje następnie odpowiednio rozcieńczano tak ogromnie, że samo ich zmierzenie budzi najwyższe wątpliwości i wydaje się kompletnym humbugiem. Na przyklad tzw. rozcieńczenie C5 oznaczało, że na 100 mililitrów leku przypada 0,0000000001 leku, przy tym im większe rozcieńczenie, tym większe wyzwolenie jego niematerialnej siły działania817. Rudolf von Virchow ten sposób myślenia skomentował z humorem i trafnie: "Jeżeli wyleję kufel piwa do Szprewy pod Berlinem, to, co z tego piwa zostanie w wodzie przy ujściu rzeki pod Szpandau. Nie godzien jest siedzieć w tej sali ten, kto z Panów zadaje się z homeopatią"818. Mimo przyjmowanych na początku XX wieku innowacji, farmakopea z połowy stulecia niewiele różni się od tej z 1899 roku, a i budzące największe rozbawienie zasady minimalnych ilości i maksymalnego rozcieńczania zachowały swoją wartość.

Osobno trzeba traktować sposób działania i funkcjonowanie medycyny ludowej, która opierała się nie na naukowym zrozumieniu choroby i funkcjonowania leku, ale jedynie dostrzeżeniu związku przyczyna - skutek między zastosowaniem leku naturalnego i jego działaniem. W niektórych wypadkach była to diagnoza słuszna, w innych nie. Z tego zakresu akceptację medycyny naukowej uzyskały tylko, a i to do pewnego stopnia, niektóre obszary, jak ziołolecznictwo819. Ludowe środki medyczne wykorzystywane na Pomorzu przez Kaszubów analizował Józef Torliński820. Zbieraniem ziół zajmowały się starsze kobiety oraz mężczyźni trudniący się znachorstwem, zioła poświęcone przez duchownego uzyskiwać miały większą moc leczniczą. Tradycja mówiła o ich zbieraniu wczesnym rankiem, o świcie i o rosie. Roślin używano w stanie świeżym, na przykład do okładów z liści, ale też w stanie sproszkowanym oraz do sporządzania naparów, wywarów, kąpieli. Jako proszki używane są do zasypywania rany. Faktycznie jednak nie znano mechanizmów działania ziół, więc stosowano je niejednokrotnie nietrafnie, nieodpowiednio i ich działanie miało charakter odwrotny od zamierzonego. W wiosce Selecece w krótkim czasie zmarły dwie osoby po zastosowaniu święconych ziół. Pewna kobieta dla złagodzenia bólów porodowych zażyła wielką ilość czarnej gorczycy i wkrótce zmarła. Mężczyzna Jafk, w sile wieku, dla złagodzenia bólów zażył dużą ilość wywaru datura stramonium, po czym zmarł. Menstruacji nie uważano wprawdzie za problem, jednak kobieta podczes okresu nie miała wykonywać ciężkich prac i unikała większego fizycznego wysiłku. Przy zbyt skąpym krwawieniu albo jego zatrzymaniu zalecano gorące kąpiele nóg, okłady na brzuch, picie wywaru z mydlin. Z kolei, kiedy chciała poronić, szukała właśnie jak najcięższej pracy, "skakania z wysokości", "dźwigania ciężarów" i podobnie stosowała najgorętsze okłady na brzuch, wkładała kawałek mydła do pochwy etc. Używanie tych wszystkich środków wskazuje, że człowiek jest istotą odporną na rozmaite próby zaszkodzenia sobie i że zapewne nie stosowano ich zbyt często. Dla uniknięcia ciąży stosowano coitus inter pedes, czyli stosunek między udami oraz coitus interruptus, czyli przerywany. Antykoncepcyjnie działać też miała herbata i wywar z tui. Rybacy, jak i wszyscy inni, chcieli mieć syna, co miało nastąpić dzięki osobliwym zwyczajom uprawiania seksu w wysokich skórzanych butach rybackich oraz skórzanej czapce rybackiej obszytej barankiem. Akuszerkę obecną przy porodzie nazywano "grótka". Połóg trwał sześć tygodni, kiedy położnica przez pierwsze dziewięć dni, dla zabezpieczenia przed urokiem i złym, ubrana miała być w czerwoną spódnicę. Podobnie, pierwszą kąpiel noworodka przygotowano z wywarem święconych ziół dla ustrzeżenia przed urokiem. Zamiast smoczka dawano dziecku żółtą potłuczoną brukiew owiniętą w szmatkę. Leworęczność uważano za chorobę i dla ochrony nowonarodzonemu dziecku koszulę ubierano po raz pierwszy przez prawe ramię821.

Epidemie

Nadal, jak w minionych stuleciach, po 1871 roku główny obszar problemów zdrowotnych stanowiły choroby epidemiczne, gdy w naszych czasach endemiczne, związane z rakiem, chorobami układu krążenia i serca. Już jednak na przełomie wieków XIX i XX uwidocznił się wzrost zachorowań w omawianym zakresie. Również władze medyczne uważały walkę z epidemiami za najważniejszą sprawę i zadanie państwa. Główny obszar zagrożenia upatrywano w wielkich miastach z zatłoczonymi i brudnymi mieszkaniami koszar robotniczych. Problem ten istniał również w innych krajach. Wcale nie lepiej oceniano Paryż tego czasu, gdzie mówi się o skandalicznych warunkach życia ludu, co sprowadzało się do zarzutu ciasnoty i marnych warunków higienicznych. W rezultacie w 1873 roku dur brzuszny spowodował w Paryżu 869 ofiar, a w 1882 roku 3 352. Epidemia cholery w 1884 roku zabiła 986 osób822.

W XIX wieku działania administracyjne w obliczu epidemii regulowała w Prusach ordynacja z 1835 roku. W miastach o ludności powyżej 5 tysięcy mieszkańców istniały stałe komisje sanitarne z dyrektorem miejscowej policji na czele, a w mniejszych ośrodkach, kiedy wymagały tego okoliczności. Komisja składała się z kilku lekarzy, reprezentantów samorządu gminnego czy miejskiego, a w miastach garnizonowych jednego lub kilku lekarzy823. Komisje dokonywały kontroli domów i mieszkań pod kątem zachowania czystości i warunków sanitarnych. Domy okadzano, a przy wystąpieniu zachorowań zamykano na klucz przez kontrolującego lekarza, tak aby nikt nie miał tam dostępu. Lekarz podejmował decyzję, czy chory mógł pozostać w domu, czy powinno się go zabrać do szpitala. Na domu wieszano tabliczkę z napisem np. "Cholera", a zwierzęta zabijano. Mieszkańcy izolowanych domów byli pod opieką miejskiej służby, która dwa razy dziennie sprawdzała ich potrzeby i uzupełniała zapasy pożywienia. Przedmioty przekazywano obcęgami w izolowanym metalowym pudełku, zostawianym i zabieranym z ławki przed domem824.

W 1874 roku szczepienie ospy stało się obowiązkowe w całej Rzeszy na mocy ustawy i odtąd zachorowania pod koniec wieku XIX występowały tylko sporadyczne, a przypadki zgonów się nie zdarzały. Pomorska prasa pojedyncze zachorowania znad granicy rosyjskiej odnotowywała w kategoriach ciekawostek. Podobnie jak w wypadku szkolnictwa, składek emerytalnych i zdrowotnych do kasy chorych, tak i tu "przymus" był zbawienny. W latach 1870-1873 miały miejsce ostatnie wielkie pandemie ospy w całej Europie, kiedy w samych Niemczech zmarło ponad 100 tysięcy osób. Warto przypomnieć, że 100 lat wcześniej ospa w głównej mierze powodowała zgony. Stosunek państwa do chorób zakaźnych regulowała kolejna ustawa z 1900 roku. W zakresie epidemii kluczową rolę odgrywały: dur brzuszny, czerwonka, tyfus, cholera, błonnica, płonnica oraz krztusiec. Epidemie wśród ubogich to przede wszystkim tyfus, czerwonka i świerzb825. Przed wprowadzeniem szczepień ochronnych i antybiotyków śmiertelność w wypadku zachorowań na tyfus (Typhus) wynosiła około 30%, a na tyfus plamisty (Fleckfieber) 50%. Na przyklad w roku 1876 najwyższa stopa zgonów występowała w wypadku tej choroby w Berlinie, Królewcu i Wrocławiu. Na przyczyny wskazywano warunki higieniczne i infekcje żołądkowo-jelitowe, co predysponowało duże ośrodki miejskie. Eberth w 1880 roku zidentyfikował bakterie tyfusu. I tutaj, jak w wypadku innych chorób po 1900 roku, kiedy stopa zachorowań była jeszcze wysoka, następował stopniowy spadek zachorowań, widoczny już około 1910 roku.

Epidemią siejącą spustoszenie od lat 30. do końca XIX wieku była też cholera. Skuteczną szczepionkę przeciw cholerze zaczęto stosować w 1895 roku dzięki odkryciom Roberta Kocha, który w 1883 roku rozpoznał przecinkowca cholery826. Poprawa warunków higienicznych i sanitarnych, a za tym mieszkaniowych w miastach, ograniczała ataki tyfusu, co stwierdzali lekarze np. dla szpitala uzdrowiskowego w Kołobrzegu na początku XX wieku827.

Chorobą, nie bez powodu najbardziej kojarzoną z wiekiem pary i elektryczności, była jednak gruźlica (Tuberkulose), zwana weiße Pest. Ona też stanowiła jedną z podstawowych przyczyn zgonów. Widać tutaj przesłanki myślenia lekarzy w kategoriach społecznych, a nie tylko indywidualną troskę o zdrowie. Wskazywali oni na znaczenie prewencji i wpływ biedy środowiska - warunków mieszkaniowych, pracy, wyżywienia - na zachorowania i bardzo wysoką śmiertelność. Statystyki z rejencji bydgoskiej wskazują, że w 1883 roku gruźlica stanowiła przyczynę 8% zgonów, a w 1889 roku - 10%, przede wszystkim wśród osób dorosłych. W 1876 roku w Prusach w grupie 30-50-latków, 1/3 zgonów spowodowała gruźlica, wśród 50-60-latków 1/4, W 1876 roku na 10 tysięcy mieszkańców średnio umierało na gruźlicę 30 osób, na Śląsku 20-40 osób, ale bardzo dużo w Koszalinie, bo 140 osób na 10 tysięcy. W zachodnich prowincjach Prus stopa zachorowań miała wyższy poziom niż we wschodnich, głównie w wielkich uprzemysłowionych miastach. Jeżeli chodzi o ubezpieczenia inwalidzkie w latach 1896-1899 mężczyzn robotników i pracowników handlu w wieku 25-35 lat, 50% stanowiły przypadki gruźlicy. Liczba zgonów z powodu gruźlicy obniżyła się w latach 1876-1910 o połowę828.

Zgony na gruźlicę w Prusach i Berlinie na 10 000 mieszkańców

Prusy

1876

1902

6.-10. rok życia

8,53

9,94

11-15

11,44

11,69

w Berlinie

6-10

10,69

12,55

11-15

10,47

12,97

Źródło: Jürgen Kuczynski, Geschichte des Alltags des deutschen Volkes 1871-1918, Berlin 1982, Bd. 4, s. 398.

Pojawiło się leczenie klimatyczne gruźlicy i sanatoria, które rozwijały się pod patronatem małżonki cesarza Wilhelma II, Augusty Wiktorii. Pierwsze sanatorium gruźlicze było jednak prywatne i powstało w 1854 roku, wyłącznie z przeznaczeniem dla osób zamożnych w Görbersdorf. Wierzono w świeże powietrze i terapię dietetyczno-higieniczną, ćwiczenia fizyczne wzmacniające muskulaturę i spacery. Następnie różne organizacje społeczne zakładały sanatoria, także dla osób niezamożnych. Publiczna placówka tego rodzaju przeznaczona dla kobiet powstała w latach 1904-1905, w Smukale pod Bydgoszczą, gdzie liczba łóżek szybko zwiększyła się z 40 do 120. Chorymi zajmował się tylko jeden lekarz i kilka pielęgniarek. Całe leczenie polegało bowiem na leżakowaniu, prostej farmakoterapii i leczeniu tuberkuliną uważaną błędnie za lek skuteczny. Pewne mylące pozytywne objawy, jak chwilowa poprawa samopoczucia, jednak następowały. Na sanatoria generalnie pozwolić sobie mogły tylko osoby zamożne. W 1911 roku działało w Rzeszy już 97 takich sanatoriów z 11 tysiącami łóżek. W 1897 roku w Bydgoszczy pojawił się pierwszy aparat roentgenowski wprowadzony tu do diagnostyki gruźlicy. W 1891 roku pod kierownictwem Roberta Kocha powstał w Berlinie instytut zajmujący się badaniami chorób zakaźnych829.

Choroby weneryczne

Industrializacja i urbanizacja powodowały wzrost zachorowań na choroby weneryczne i ich rozprzestrzeniane, zwłaszcza przez prostytutki. Prowadziło to do nieco moralizatorskich alarmów lekarzy, uważających rozmiary zjawiska za budzące niepokój. W 1900 roku w Prusach odnotowywano 41 tysięcy chorych na choroby weneryczne, z czego 11 tysięcy na kiłę. W Berlinie zapadało na ten typ chorób rocznie tysiąc młodych mężczyzn od 20.-30. roku życia. Liczba zarejestrowanych prostytutek w Berlinie w 1872 roku wynosiła 2 249, w 1882 roku 3 326, a w 1892 roku 4 216, po czym wzrost zatrzymał się aż do roku 1917, kiedy nierządnic żyło tu 6 078. Oczywiście należy pamiętać, że równocześnie zwiększała się liczba ludności. Także skala zjawiska była dużo mniejsza niż dzisiaj, a i to w sytuacji, w której seks przedślubny był bardzo utrudniony. W 1835 roku ustalono w Prusach przepisy dotyczące zwalczania chorób dróg płciowych. Jednocześnie rozwijano sprawozdawczość statystyczną, aby zorientować się w zakresie i strukturze zachorowań, a także kursy ostrzegające przed zachorowaniami m.in. na uczelniach humanistycznych i technicznych. W 1841 roku władze zakazały funkcjonowania domów publicznych, które swe podwoje otworzyły oficjalnie jeszcze za rządów Fryderyka II. Władca ów otoczył nierządnice opieką lekarską, aby nie zarażały armii królewskiej i nie osłabiały jej zdolności bojowej. Zjawisko prostytucji, jako nieuchronne, chciano kontrolować, nadzorować oraz regulować. Wiek XIX był jednak znacznie bardziej pruderyjny i restrykcyjny wobec tego rodzaju zachowań. Pruski Kodeks karny zasadniczo w całości przeniesiono jako prawo karne Rzeszy w 1872 roku. Leczeniem chorób płciowych, według rozporządzenia z 1851 roku, zajmować się mieli chirurdzy II klasy, a więc lekarze niższego szczebla. Długo choroby te nie podlegały pod ubezpieczenie zdrowotne i dopiero w 1893 roku ustalono, że są w nie włączone, a szpitale powinny przyjmować chorych. Zgodnie z regulacjami z 1897 roku prostytutki wszędzie miały być pod nadzorem policji oraz lekarza specjalnie do tego celu wyznaczonego, który badanie pacjentki przeprowadzał wyłącznie w gabinecie, a nigdy w mieszkaniu swoim ani kobiety830.

Kwestią interesowało się także stowarzyszenie kobiet (Frauenverein), a duńska ustawa na temat prostytucji i chorób płciowych wywołała w tym środowisku duże dyskusje. W rezultacie w 1907 roku minister spraw wewnętrznych przedłożył projekt ustawy na temat zwalczania prostytucji i chorób płciowych, gdzie restrykcjom i nadzorowi lekarskiemu, polegającemu na regularnych wizytach u lekarza (Sittenarzt), towarzyszyły jednak środki ułatwiające zajmującym się nierządem kobietom powrót do normalnego życia831.

Problem występował też w miastach nawet niezbyt wielkich, jak Bydgoszcz, Gniezno czy Inowrocław. Osobnym współczynnikiem zachorowalności były tu garnizony, gdzie choroby roznosili, jak od wieków, młodzi żołnierze, często dlatego, że przybywali z obszarów bardziej zagrożonych, wielkich aglomeracji. W 1888 roku w Gnieźnie zidentyfikowano 70 rekrutów, którzy chorzy już na rzeżączkę przybyli tu z Berlina i natychmiast zostali poddani hospitalizacji. Zachorowania w Poznaniu i Bydgoszczy na kiłę i rzeżączkę stanowiły w latach 1910-1913 podobny odsetek około 3-5% zachorowań na 10 tysięcy mieszkańców, natomiast, co normalne, zdecydowanie więcej w mieście portowym - Gdańsku, bo około 10-15%. Statystyki odnoszące się do chorób wenerycznych sporządzano jednak bardzo niedbale i powierzchownie, co wynikało z faktu, że problem należał do krępujących i wstydliwych oraz podlegał tabuizacji. Z zachorowaniami walczono przy pomocy represji policyjnych. Podejrzewano przede wszystkim kobiety z warstw niższych: służące, robotnice, kelnerki, które poddawano wyrywkowym kontrolom policyjno-lekarskim, polegającym na oglądaniu ciała w poszukiwaniu śladów choroby. Bez kontroli serologicznej oznaczało to wykrywanie jedynie części zachorowań. Kiłę leczono rtęcią, co dawało tylko pewien efekt psychologiczny, a dopiero w 1909 roku niemiecki bakteriolog, Paul Ehrlich wynalazł salwarsan, zawierający arsen, będący pierwszym w historii dosyć skutecznym lekiem na to schorzenie. Użyto go po raz pierwszy w 1909 roku jako lek przeciwko kile, w 1910 roku natomiast rozpoczęto w Niemczech produkcję Salwarsanu 606. Stał się najskuteczniejszym lekiem przeciw kile przed wprowadzeniem penicyliny. Rejestracja zachorowań, ukrywanie choroby etc. zgodnie z przepisami z 1883 roku wiązano z grzywnami i mandatami dla łamiących te, mające charakter represyjny, prawa. Karano też wynajmowanie prostytutkom mieszkań i stręczycielstwo. W 1884 roku w Bydgoszczy, Magdeburgu czy Szczecinie wprowadzono dla nierządnic opłatę na leczenie schorzeń zawodowych w wysokości 0,5 marki miesięcznie, co zapewniało tym kobietom darmową hospitalizację i leczenie. Zaraz pojawiły się wątpliwości, czy nie jest to pośrednia forma legalizacji tego rzemiosła, a radykałowie mówili, że państwo zajęło się stręczycielstwem i pojawił się Kuppeleiparagraph832. Po pierwszej wojnie światowej wzrosła liczba zachorowań na choroby płciowe, w związku z czym w 1918 roku wydana została ustawa o ich zwalczaniu.

Mówiło się też o demoralizacji proletariatu, upadku moralnym i zepsuciu, wiązanym z nowoczesnością. Wybitni uczeni i lekarze - dermatologowie pruscy tamtych czasów, jak Albert Neisser (1855-1916), Josef Jadassohn i Alfred Blaschko833, uczestniczyli w burzliwej i emocjonalnej publicznej dyskusji o zagrożeniach w tym zakresie, zwracając uwagę na złożoność problemu, wpływ złych warunków materialnych, mieszkaniowych, alkoholu, przesądów, niezrozumienia istoty chorób etc. Problem miał oczywiście wymiar międzynarodowy, związany z industrializacją i urbanizacją. W 1899 roku zorganizowano wielki międzynarodowy kongres medyczny w Brukseli, gdzie zastanawiano się, jak ograniczyć rozmiary zjawiska, a w 1902 roku w Berlinie odbyło się zebranie założycielskie Niemieckiego Towarzystwa do Zwalczania Chorób Płciowych. Już w 1904 roku liczyło ono 3 500 członków, a w 1912 roku 5 tysięcy. Wzrastała też szybko liczba lekarzy dermatologów i chorób płciowych z 6% wszystkich lekarzy w 1903 roku do 12% w roku 1937. W 1903 roku praktykowało w Prusach 160 specjalistów tego rodzaju, w 1914 roku 281, a w 1937 roku 1 069834.

Śmiertelność niemowląt

Wraz z postępem w zakresie wiedzy położniczej, postępem cywilizacyjnym, ale też zmianami obyczajowymi i powiększeniem dysproporcji materialnych między bogatymi a biednymi, wreszcie narastaniem trudności w zakresie funkcjonowania rodziny, wzrastała także liczba aborcji. Odwołując się do danych umiarkowanych, szacowane one były w 1890 roku na setkę na tysiąc urodzeń, w 1912 roku na 200-250 na tysiąc urodzeń, a w okresie Wielkiego Kryzysu, w 1930 roku, z oczywistych względów ekonomicznych, osiągnęły tragiczne rozmiary 500 aborcji na tysiąc urodzeń835. W odniesieniu do aborcji, aż do roku 1976 obowiązywał paragraf 218 Kodeksu karnego Rzeszy, który został skopiowany z pruskiego kodeksu z 1851 roku. W 1912 roku berliński położnik pytał sto robotnic o przerwanie ciąży: 41 zrobiło to przynajmniej raz, łącznie 76 zabiegów na 260 zajść w ciążę. Wiele aborcji wykonywanych u amatorek (Engelmacherin) kończyło się dla kobiet tragicznie.

Jednocześnie nadal dramatycznie przedstawiała się sytuacja w zakresie śmiertelności dzieci. Dla epoki nowożytnej dane pozornie są niższe niż dla późniejszego wieku XIX, co demograf Cezary Kuklo wywodzi z niepełnej rejestracji zgonów niemowląt w okresie wcześniejszym. Według niej, do XIX wieku umierało około 20% dzieci do 1. roku życia. W drugiej połowie XIX wieku parafialne dane demograficzne ruchu ludności wskazują raczej na 30% zmarłych do 1. roku życia, chociaż statystyka państwowa nadal podawała rząd wielkości 20%. Pamiętać jednak też warto, że i pod koniec XIX wieku zdecydowanie wyższe liczby pochodziły z wielkich industrialnych miast niż rejonów wiejskich. Miała miejsce ogromna nadśmiertelność kobiet w połogu i zgonów dzieci przy porodzie 30 na tysiąc w normalnych warunkach, a w wypadku kobiet pracujących w warunkach szkodliwych dla zdrowia 150-170 na tysiąc836.

Przy tym na początku XX wieku sytuacja stopniowo się poprawiała. Ute Caumanns i Michel G. Esch wskazują, że w badanych przez nich prowincjach Wschodnich Prus, śmiertelność niemowląt wahała się 10-50% (np. Legnica). Wysoki był też udział zgonów małych dzieci w Królewcu, Gdańsku czy Wrocławiu. Hans Medick wskazuje w oparciu o dokładną rekonstrukcję parafialną rodzin na odsetek 30% niemowląt zmarłych do 1. roku życia w Laichingen w Wirtembergii w okresie 1880-1884. Sytuacja i tak się poprawiła, bo od początku XIX wieku umieralność niemowląt kształtowała się na poziomie 40%. Ważny wpływ na poziom śmiertelności niemowląt miały nie tylko industrializacja i urbanizacja, ale też złe konsekwencje zdrowotne braku karmienia piersią i fatalne warunki mieszkaniowe, a więc kwestie higieny, warunków sanitarnych, chorób brudnych rąk etc. Problem stanowił tam brak bieżącej wody, trudno dostępnej dla rodzin mieszkających na wysokich piętrach czynszówek, z dostępem do wody tylko na podwórzu.

A gdzie indziej? Niezwykle wysoką umieralność niemowląt odnotowano w Szczecinie jeszcze dla lat 1896-1899 (31,2%), spadła ona jednak w latach 1911-1913 do poziomu 19,5%. W Toruniu w parafii katolickiej Świętych Janów poziom śmiertelności wzrósł z 11,3% w latach 1790-1800 do 33% w okresie 1860-1870 i potem spadł do 19,2% w latach 1911-1914. W staromiejskiej parafii ewangelickiej sytuacja wyglądała podobnie. W latach 1811-1820 śmiertelność wynosiła 17,4%, w okresie 1871-1880 osiągnęła poziom 28,2%, przy czym pod koniec badanego okresu wyniosła 20,8%. Wszędzie na początku wieku XX zaczyna się wydatna poprawa w zakresie spadku śmiertelności niemowląt. Caumanns i Esch na całym pruskim wschodzie stwierdzali już między 1876 rokiem a początkami XX wieku widoczne obniżenie ich śmiertelności. Jako przyczynę zgonów podawano, obok złych warunków materialnych, higienicznych, sanitarnych czy mieszkaniowych, niski poziom medycyny. Widać ogromne różnice między zgonami niemowląt wśród matek z różnych grup społecznych. Wśród służby odsetek był o około 10-15% wyższy niż u mieszczaństwa. Podobnie ze względu na złą sytuację materialną matek oraz piętno hańby i też tym spowodowane zaniedbania, znacznie częstsze były zgony dzieci nieślubnych. Na przyklad w Prusach w 1876 roku odsetek zgonów dzieci ślubnych wynosił 193/1 000 urodzeń, a nieślubnych 353/1 000. Do 1916 roku, mimo trudnych wojennych warunków, nastąpiła duża poprawa w obydwóch grupach 126/1 000 i 248/1 000. Wskazuje się jednak, jako przyczynę pierwszorzędną i najważniejszą śmiertelności niemowląt, brak karmienia piersią ze względu na masową pracę kobiet w fabrykach, co prowadziło do chorób przewodu pokarmowego. Dariusz K. Chojecki stwierdzał wśród przyczyn zgonów niemowląt wyraźnie schorzenia pokarmowe, jak nieżyty i biegunki, związane z zarzuceniem karmienia piersią z powodu pracy matki. Na ziemiach polskich działo się podobnie. W rejencji bydgoskiej w ostatniej ćwierci XIX wieku średnia zgonów niemowląt wynosiła 22%837.

Odsetek zgonów dzieci ślubnych i nieślubnych w Prusach do 1. roku życia

Dzieci ślubnych

Dzieci nieślubnych

1889

20,5

54,9

1890

22,8

54,4

1891

19,7

49,2

1892

21,6

54,8

1893

21,2

45,2

1894

20,1

45,9

Źródło: Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich pod pruskim zaborem w XIX wieku, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 1-3, 68, 2005, s. 23; por. jeszcze niższe dane William H. Hubbard, Familiengeschichte. Materialien zu deutschen Familie seit dem Ende des 18. Jahrhunderts, München 1983, s. 122.

Starość

Od połowy wieku XIX na całym zachodzie Europy długość oczekiwanego życia rosła. Do dzisiaj podwoiła się, ale głównie dzięki spadkowi śmiertelności niemowląt od początku XX wieku. Znacząco spadła śmiertelność wśród ludzi po 60. roku życia. Coraz częściej uważano, że starość zaczyna się nie po pięćdziesiątce, lecz po sześćdziesiątce. Także dzięki stopniowemu wypieraniu chorób epidemicznych, od ospy poczynając. Za to narastały w późnym wieku zachorowania na serce i choroby krążenia oraz raka, a także reumatyzm, schorzenia charakterystyczne już dla naszej współczesności838. Wskaźniki średniej długości życia stwarzają mylne wrażenie, że w przeszłości nie było zbyt wielu ludzi w wieku starszym, po 60. życia. Nie jest to prawdą. Chociaż seniorów żyło jednak zdecydowanie mniej niż obecnie, bo około 10% w Toruniu połowy XIX wieku839. Właśnie w tym czasie, między połową XVIII a końcem XIX wieku, starość zaczęła być przedmiotem bardziej ożywionej refleksji i działalności medycznej oraz socjalnej. Rozwój statystyki uświadomił rozmiary zjawiska.

Skok wzrostu długości życia nastąpił w okolicach 1900 roku, a szczególnie przed pierwszą wojną światową, kiedy średnia długość życia wzrosła o 10-15 lat z 35 na 50, z pewnymi odchyleniami na korzyść kobiet840. Opowieści o eliksirach młodości i alchemii zapewniającej długowieczność oraz baśniowe, pokrzepiające historie o długowieczności, a także namiętnie sporządzane od stuleci rejestry stulatków prawdziwych i rzekomych, zostały zepchnięte w sferę popularnych, ale jednak zabobonów, "paranauki" i obecnie New Age. Zastąpiły je bardziej realistyczne prace medycyny naukowej. Zmiany w zakresie medycyny naukowej pod koniec wieku XIX, przede wszystkim w Niemczech, stały się ogromne i przyczyniły się do zdecydowanej poprawy sytuacji. Jednak ewolucja wydłużenia życia dokonywała się i poza Prusami, we Francji, Szwecji czy Holandii, zdecydowanie jednak słabiej w Europie Wschodniej czy Południowej (Włochy)841.

Sytuacja zdrowotna warstw niższych

Przedstawiciele warstw niższych z naturalnych względów chorowali częściej i umierali szybciej842. Rola chorób epidemicznych, zwłaszcza wielkich epidemii, zmniejszała się, rosły problemy z chorobami infekcyjnymi. W latach 1877-1904 dla 13 najpoważniejszych powodów zgonów dziewięć stanowiły gwałtowne i chroniczne choroby infekcyjne, trzy - zgony z powodu przemocy. Stanowiły one w 1877 roku 54% wszystkich zgonów, w 1904 roku 56%. Z tego w 1877 roku na gruźlicę 14%, na choroby dróg oddechowych 11%, a 9% na choroby przewodu pokarmowego (Darmkrankenheiten). Umierano także z powodu chorób infekcyjnych, jak odra, różyczka, dyfteryt, krup, szkarlatyna, tyfus czy febra dziecięca (Kinderfieber). Ogólnie powiedzieć trzeba o bezradności medycyny wobec szeregu problemów wieku dziecięcego. Przykładowo, jesienią 1894 roku lekarz powiatu wejcherowskiego odnotował 55 zachorowań na szkarlatynę, z których 11 zakończyło się śmiercią. W Chełmnie między sierpniem 1913 roku a styczniem 1914 roku zaraziło się 115 osób, z czego 10 zmarło. W Skarzewach wiosną 1914 roku na szkarlatynę i dyfteryt cierpiało 100 uczniów843. Najwięcej zachorowań w Prusach w 1876 roku odnotowywano na kurcze (Krämpfe), bo 18,1% i potem w 1901 roku 13,7%. Następnie gruźlica 12,5% i 9,7%, śmierć ze starości 8,3% i 8,4%. W 1913 roku dominowały już choroby układu krążenia 9,5%, choroby przewodu pokarmowego 8,6%, śmierć ze starości 8,6%844. Gruźlica odgrywała też największą rolę w zgonach, które miały miejsce we wszystkich grupach wiekowych. W 1876 roku w grupie 30-40-latków gruźlica odpowiadała za 39% zgonów, w grupie 40-50-latków za 33,5%, 50-60-latków za 33,1%. W roku 1913 największą liczbę zgonów - 13,1% - powodowała nadal gruźlica. Poważny problem stanowił także tyfus: w 1876 roku 6% (30-40) zgonów, 5,1% (40-50), 3,8% (50-60). W 1913 roku w grupie 30-60-latków choroby serca i krążenia stanowiły już w 14,3% przyczynę zgonów, a rak w 8,3%. Oznacza to nowoczesny model zachorowań i zgonów w naszej kulturze. Trzeba dodać też, że znaczny odsetek przyczyn śmierci stanowiły samobójstwa: w 1876 roku w grupie 30-40-latków 3,4%; w grupie 40-50-latków 3,2%; a w 1913 roku w grupie 50-60-latków aż 5,3%. Wszystkie te dane dotyczą obszaru państwa pruskiego845. W strukturze zgonów występowały różnice między prowincjami zachodnimi a wschodnimi Prusami846. Warto wspomnieć o epidemii wirusowej grypy "hiszpanki", której kilka fal przeszło przez Prusy latem i jesienią 1918 roku. Jej działanie ułatwiało niedożywienie i osłabienie organizmów w ostatnim roku wojny. Liczba zachorowań i zgonów była tak duża, że na całe tygodnie zamykano szkoły i zakazywano publicznych spotkań847.

Zupełnie na marginesie medycyny akademickiej sytuował się bardzo poważny problem chorób zawodowych. Znano jednak statystyki śmiertelności wykazujące jasno, że robotnicy z powodu złych warunków pracy i chorób zawodowych żyli zdecydowanie krócej od klasy średniej. W 1877 roku profesor ekonomii z Halle, Conrad, podzielił pracowników na cztery klasy zdrowotne. Do pierwszej należało wyżej wykształcone mieszczaństwo i kupiectwo, do drugiej rzemieślnicy, do trzeciej niżsi urzędnicy oraz drobni sklepikarze, a do czwartej robotnicy. W ostatnich dwóch grupach, ale przede wszystkim wśród robotników zdecydowanie krótsza była średnia długość życia, wynikająca ze złych warunków pracy oraz problemów z wyżywieniem. Jedli zwykle jedynie ziemniaki, chleb i pili cienką kawę bez mleka, a na dokładkę wydawali pieniądze na alkohol, co zmniejszało możliwości finansowe na inne potrzeby. Zapomina się jednak zarazem, że fabrykanci czasami cenili wzrost produktywności powodowany przez alkohol w niewielkich dawkach, w różnych fabrykach robotnicy otrzymywali nawet dzienny przydział wódki, jak wojsko. W fabrykach Kruppa pracownicy dostawali np. 1/8 litra 40% wódki zbożowej gratis.

Wśród przyczyn zgonów dorosłych mężczyzn również wyodrębnił on cztery grupy. Cholera u robotników stanowiła aż 12,4% zgonów, ale w przypadku urzędników tylko 6,5%. Z kolei według badań wrocławskiego uczonego, Kaysera, na temat śmiertelności z powodu gruźlicy z lat 1874-1877 stanowiła ona 34% zgonów wśród wykształconej inteligencji, 39% wśród inteligencji technicznej, 53% wśród rzemieślników i 50% wśród robotników. Francuzi odnotowali to samo: w 1860 roku gruźlica spowodowała 233 na tysiąc zgonów wśród biedaków, a tylko 68 u ludzi zamożnych848. W sumie średnia długość życia robotników była o 1/3-1/2 niższa od klas wyższych. Nic dziwnego, że mówiono, iż jedyne pierwszeństwo, prymat i uprzywilejowanie ludności fabrycznej stanowiły epidemie i śmierć849.

Problem to także brud i brak higieny, panujący w fabrykach, a powiększany przez brak nawyków higienicznych u robotników. W pierwszym rzędzie trudności stwarzały choroby skóry, jak świerzb i wrzody. Ponadto robotnicy rzadko udawali się z problemami do lekarza. Wraz z powstaniem obowiązkowych kas chorych sytuacja stopniowo zaczęła się zmieniać, a stan zdrowia tej grupy ulegał poprawie850. Trzeba jednak pamiętać, że była to ludność wiejska pochodząca z masowych migracji, zatopiona mentalnie w najgłębszych zabobonach. Stabilność i bezpieczeństwo zapewniały religia oraz pogańskie przesądy, jak to nazywali lekarze, "prawdziwie turecka" wiara w przeznaczenie i "wolę bożą" oraz "karę za grzechy". Włościanie te wyroki niebios o życiu i śmierci przyjmowali cierpliwie i z pokorą, co stanowiło jeszcze wówczas najlepsze wyjście w tej sytuacji. Owszem znano i stosowano środki zielne, magię i rytuały, rodzinne sposoby przechodzące z pokolenia na pokolenie. W każdej wsi mieszkała "mądra kobieta" (weise Frau), pomocna w trudnych sytuacjach, a także owczarze i pasterze zajmujący się leczeniem, którym przypisywano szczególne zdolności i moce, nawet kat, którego proszono o pomoc w sprawach chirurgicznych. Wizyta u lekarza medycyny naukowej to dla chłopa koszt horrendalny, podobnie lekarstwa w aptece. Odporność finansowa rodziny na chorobę była generalnie niska, a ona sama stanowiła ogromny, często nieprzezwyciężalny problem, tak że leczenie najczęściej kończyło się u znachora851.

Kasy Chorych

W XIX wieku narastała obiektywna konieczność utworzenia zorganizowanego systemu opieki zdrowotnej. Wiązało się to ze zmianą wyobrażeń na temat zdrowia, z "pauperyzmem" oraz "proletaryzacją" ludności. Organizacja ruchu robotniczego i socjaldemokracji wokół kwestii robotniczej i problemów socjalnych, w tym zdrowotnych, wzbudzały zaniepokojenie elit, szczególnie aktywnością strajkową i powodowały restrykcje władz. Siła socjaldemokratów rosła szczególnie po zjednoczeniu dwóch partii socjaldemokratycznych w 1875 roku, kiedy ich programem stała się poprawa warunków płacowych, walka z wyzyskiem i nierównością polityczną. W aparacie państwowym na początku lat 70. decyzji o rozwiązaniu kwestii ubezpieczeń jeszcze nie było. Wówczas podjęto jednak decyzje o represjach wobec socjaldemokratów, powiązanych z reformami społecznymi. Konferowano z tajnym radcą i prawnikiem z ministerstwa handlu Theodorem Lohmannem (1831-1905) czy z Hermannem Wagnerem, specjalistami rządu w sprawach socjalnych. Było wiele konferencji, rozmów i spotkań, także międzynarodowych. Sprawę traktowano bardzo poważnie. Punkt węzłowy to stabilizowanie społeczeństwa wobec zagrożenia socjalistycznego przez rozwiązanie problemu pracy, związków zawodowych, mieszkań, kas chorych, ochrony pracy i innych852. Lohmann i Wagner w latach 1870-1880 wypracowali nowe rozwiązania w zakresie ubezpieczeń społecznych. Do zwolenników reform etatystycznych należało wielu urzędników i uczonych, na czele z Gustavem Schmollerem, którzy utworzyli w 1873 roku Verein für Socialpolitik i przedstawiali się jako opozycja wobec partii manchesterskiej853. Socjaldemokraci otrzymali zakaz działalności w 1878 roku i w ten sposób możliwości zwiększania przez nich wpływów zostały powstrzymane, a niezadowolenie mogło być skanalizowane przez reformy prowadzone przez "socjalistów z katedry", czyli socjalnych konserwatystów. Ci za Sismondim nie akceptowali amoralnego charakteru ekonomii Smithsa i chcieli wprowadzić komponent etyczny do gospodarki. Praca w niedziele i praca dzieci miały zostać zakazane, jej czas ograniczony. Pracodawca płacić też miał chorobowe, emeryturę oraz zasiłek dla bezrobotnych. Państwo powinno przeciwdziałać nędzy wzmagającej się w miastach i wspierać warstwy niższe przez interwencjonizm państwowy i etatyzm. Samo określenie Kathedersozialisten pochodzi od przeciwnika kierunku Heinricha Bernharda Oppenheima (1819-1880), który był zwolennikiem manchesteryzmu854.

Socjalni konserwatyści chcieli "poprawić położenie klas niższych, wykształcić i usynowić, aby w organizmie państwa i społeczeństwa zapanowała harmonia i pokój"855. Bez kas zdrowotnych, jak uważał Gustav Schmoller, robotnicy będą szukali jedynie drogi do strajku. Wskazywano, że kasy mogą odgrywać nie tylko rolę praktyczną, ale i ogromną rolę edukacyjną. Jak chciał Gustaw Schmoller, silne państwo stać powinno ponad interesami klasowymi oraz działać w interesie całego państwa i wszystkich obywateli: "(...) eine Starke Staatsgewalt, welche über den egoistischen Klasseninteressen stehend, die Gesetze gebe, mit gerechter Hand die Verwaltung leite, die Schwächen schütze, die unteren Klassen hebe (...)"856. Schmoller i jego organizacja tworzyła zaplecze dla reform socjalnych, w tym Kas Chorych. Kwestią Kas zajęto się już w 1874 roku, gdzie temat prowadził fabrykant Fritz Kalle z Nadrenii, który proponował wprowadzenie przymusu ubezpieczeń. Ostatecznie wprowadzenie Kas Chorych 15 czerwca 1883 stało się rozbrojeniem miny, mogącej wysadzić w powietrze kapitalizm, tak to w każdym razie wiele osób ówcześnie odczuwało857.

Asesor Hiltrop z Dortmundu głosił, że kasy stanowić będą narzędzie awansu klasy robotniczej. Fabrykant z Nadrenii Fritz Kalt zwracał uwagę na ograniczanie przez kasy wpływów socjaldemokracji, nawołującej do buntu i nieposłuszeństwa. Robotnik mający zapewnioną stabilność na wypadek choroby oraz stałą pracę był znacznie bardziej konserwatywny i powodowało to u niego zmniejszanie się ducha rewolucyjnego. Za Kasy musi jednak odpowiadać państwo, które ma do tego odpowiednie struktury i aparat, a także środki. Takie głosy były jednak odosobnione i wśród fabrykantów panowała wrogość wobec obowiązkowych ubezpieczeń, w najlepszym razie interesowali się kwestią ubezpieczeń przed wypadkami, które mylnie wydawały im się ważniejszą sprawą. Lekarz medycyny pracy, Ludwig Hirt, oceniał w 1877 roku, że jedynie 10% pracodawców troszczy się o zdrowie swoich pracowników. Jak wspomniałem, podobnie tylko nieliczni z lekarzy domagali się zmian i poprawy sytuacji zdrowotnej robotników oraz angażowali się w medycynę pracy. Większość uznawała zajmowanie się zdrowiem klas niższych za zbyt niedochodowe, słabo się orientowali w panującej tam sytuacji i nie mieli nawet kontaktu "z tymi obszarami".

Władze państwowe i medyczne wiedziały z kolei, że robotnicy niechętnie dobrowolnie wstępowali i wstępują do zdrowotnych kas ubezpieczeniowych i że konieczny jest w tej sprawie przymus858. Nawet Otto von Bismarck w 1871 roku rozdzielał wyraźnie niebezpieczną dla państwa agitację lewicową od jego zdaniem słusznych postulatów ruchu robotniczego, które mogły sprzyjać rozwojowi produkcji. W 1872 roku doszło do wielkiego spotkania 180 przedstawicieli świata gospodarczego, administracji i nauki w Eisenach, gdzie również omawiano soziale Frage859.

Należy przypomnieć, że ubezpieczenia dobrowolne w Prusach w tym czasie już istniały, ale nie rozwiązywały problemu z powodu niewielkiego zainteresowania. Formalnie wprowadzono je w 1845 roku, ale realnie kasy w poszczególnych firmach istniały już wcześniej. W fabryce Kruppa już w 1836 roku dla 80 robotników, a w fabryce Friedricha Harkorta nawet w 1820 roku860.

W okresie 1860-1874 liczba czeladników ubezpieczonych w dobrowolnych Kasach Chorych w Prusach wzrosła o 74%, robotników fabrycznych o 166,7%, a w kolejnych dziesięcioleciach nożyce te rozwierały się coraz bardziej861. Robotnicy w kasach otrzymywali pomoc lekarską i lekarstwa bez dodatkowych dopłat. Niezdolny do pracy z zaświadczeniem lekarskim dostawał od pracodawcy 40-60% pensji862.

Były to jednak paliatywy. Liberalny dogmat burżuazji gospodarczej (Wirtschaftsbürgertum), dotyczący wstrzymywania się od jakiejkolwiek ingerencji, długo blokował wszelkie możliwości działania i poprzestawano na akcentowaniu potrzeby odpowiedzialności robotnika za własne zdrowie i decyzji o posiadaniu dzieci. Wsparcia i pomocy mógł szukać tylko w Bogu i w swej wierze, a materialnego w kościelnej opiece nad ubogimi i chorymi. Jednocześnie stawało się jasne, że paternalistyczne wyobrażenia o opiece coraz mniej przystają do współczesności863. Politykę zakładania kas ubezpieczeniowych krytykowała liberalna burżuazja jeszcze w latach 60. XIX wieku, ale tworzono kasy prywatne i władze obligowały fabrykantów do ubezpieczania robotników z funduszu płacowego. W rezultacie w Prusach w 1872 roku było 776 563 robotników i czeladników ubezpieczonych w 4 763 kasach, tak więc były one bardzo niewielkie. Z tego do wolnych kas w 1873 roku występowało tylko 600-700 z 50 tysięcy pracowników. W prowincji poznańskiej w okresie 1885-1913 liczba Kas Chorych wzrosła ze 138 do 211. W rejencji bydgoskiej w 1910 roku na 763 tysięcy mieszkańców 167 tysięcy należało do Kas Chorych864.

Ustawa z 1883 roku zakładała składkę zdrowotną, którą w połowie płacił pracodawca, a w połowie pracownik. Kasy miały strukturę zawodową i fabryczną, a udział pracodawców w ich administracji zależał od wielkości struktury wkładu865. Jak uważa Ute Frevert, ustawa o ubezpieczeniach zdrowotnych sytuowała się między patriarchalną troską pańską a państwowym obowiązkiem wsparcia obywatela w potrzebie. W 1876 roku w powiecie Bielefeld na 31 przedsiębiorstw, w których pracowało 4 380 robotników, w tym 1 524 kobiet, 14 miało Kasy Chorych (Krankenkasse), w których ubezpieczało się 3 395 robotników. W jednej z fabryk tekstylnych w Bielefeld w latach 1872-1876 roku składki do kasy chorych pracodawcy stanowiły poniżej 1% pensji robotnika866.

W Poznaniu początkowo niektóre grupy zawodowe posiadały własne kasy. W 1820 roku powstała Kasa Drukarzy z drukarni Dreckera, a w 1843 roku Kasa Stowarzyszenia Drukarni Poznańskich. Kasę Zapomogowo-Pożyczkową miała Fabryka Machin i Lejarni Żelaza Hipolita Cegielskiego. Ustawa z 1883 roku objęła oczywiście i robotników poznańskich. Składka wynosiła 1,5-3,4% zarobków brutto, z czego 2/3 opłacał pracownik, a 1/3 pracodawca. Ubezpieczenie zapewniało zasiłek w wysokości 50% pensji do 26 tygodni choroby867.

746 Ute Frevert, Krankheit als politisches Problem 1770 - 1880. Soziale Unterschichten in Preußen zwischen medizinischer Polizei und staatlicher Sozialversicherung, Göttingen 1984, s. 13.

747 Tamże, s. 13-14.

748 Tamże, s. 14.

749 Tamże, s. 14-15; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, s. 181.

750 Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1866-1918, München 1990, Bd. 1, s. 151; Jean-Pierre Bois, Historia starości. Od Montaigne'a do pierwszych emerytur, Warszawa 1996, s. 235; Reinhard Spree, Quantitative Aspekte der Entwicklung des Krankenhauswesens im 19. und 20. Jahrhundert, w: Einem jeden Kranken in einem Hospitale ein eigenes Bett. Zur Sozialgeschichte des Allgemeinen Krankenhauses in Deutschland im 19. Jahrhundert, Hg. Alfons Labisch, Reinhard Spree, Frankfurt-New York 1996, s. 52-53; Aleksandra Bajorek, Długowieczność, s. 396.

751 Ute Caumanns, Michael G. Esch, Technischer Fortschritt und sozialer Wandel in deutschen Ostprovinzen. Wirkungen der industrieller Entwicklung in ausgewählten Städten und Kreisen im Vergleich (1850 - 1914), Rheinbreitbach 1996, s. 278.

752 Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 720-722; Jolanta Sadowska, Ochrona zdrowia publicznego na ziemiach polskich w zaborze pruskim, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 3-4, t. 63, 2000, s. 199-205; Gerhard Baader, Der Konflikt zwischen privater Wohlfahrt und staatlicher Gesundheitspflege im deutschen Kaiserreich, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 68, 1-3, 2005, s. 183-184; Michał Początek, Rola i czynności fizyków powiatowych w Wielkim Księstwie Poznańskim, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 75, 2012, s. 30.

753 Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 674-678. Gerhard Baader, Der Konflikt zwischen privater Wohlfahrt, s. 184-186.

754 Wypowiedzi, że sytuacja zdrowotna zaboru pruskiego nie ulegała poprawie, są całkowicie bezzasadne. Ulegała natomiast poprawie wolniej niż bardziej zaawansowane cywilizacyjnie obszary Prus. Zob. Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich, s. 8-9, 15; Gerhard Baader, Der Konflikt zwischen privater Wohlfahrt, s. 185-186.

755 Witold Molik, Polscy lekarze w dziewiętnastowiecznym Poznaniu. Portret demograficzno-społeczny grupy, w: Kronika Miasta Poznania, 2001, s. 89-90.

756 Tamże, s. 91.

757 Włodzimierz Witczak, Lekarze polscy w Poznaniu, s. 26.

758 Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich, s. 13.

759 Tamże, s. 15-16.

760 Tomasz Krzemiński, Codzienność mniejszych miast Pomorza Nadwiślańskiego końca XIX i pierwszych dziesięcioleci XX wieku, Warszawa 2017, s. 97-98, 101.

761 Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 718.

762 Tamże, s. 718-720.

763 Tadeusz Brzeziński, Naturalne i niekonwencjonalne metody leczenia, w: Historia medycyny, red. Tadeusz Brzeziński, Warszawa 2014, s. 412.

764 Alfons Labisch, Das Allgemeine Krankenhaus, s. 274-275; Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 637-638, 706; Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby, s. 235-237.

765 Wojciech Mądry, Poznańskie krwiodawstwo - historia i dzień dzisiejszy, Kronika Miasta Poznania, 4, 2007, s. 279-280.

766 Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 709.

767 Tamże, s. 661; Paul Weindling, Health, race und German politics between nationale unification und Nazizm 1870-1945, Cambridge 1989, s. 31-32.

768 Tamże, s. 668.

769 Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1866-1918, Bd. 1, s. 164; Mary Lindemann, Medicine and Society in Early Modern Europe, Cambridge 2010.

770 Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 706-707; Horst Matzerath, Urbanisierung in Preußen 1815-1914, Stuttgart 1985, s. 346, 340-341.

771 Alfons Labisch, Das Allgemeine Krankenhaus in der kommunalen Sozial- und Gesundheitspolitik des 19. Jahrhunderts, s. 265.

772 Tamże, s. 283.

773 Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby, s. 226.

774 Alfons Labisch, Das Allgemeine Krankenhaus in der kommunalen Sozial- und Gesundheitspolitik des 19. Jahrhunderts, s. 253.

775 Reinhard Spree, Quantitative Aspekte der Entwicklung des Krankenhauswesens im 19. und 20. Jahrhundert, s. 51.

776 Alfons Labisch, Das Allgemeine Krankenhaus in der kommunalen Sozial- und Gesundheitspolitik des 19. Jahrhunderts, s. 269.

777 Tamże, s. 271.

778 Sylvelyn Hähner-Rombach, Konfliktbereich Krankenversicherung: Auseinandersetzungen zwischen gesetzlichen Krankenkassen und Mitgliedern am Beispiel der Krankenhauseinweisung Ende des 19. Anfang des 20. Jahrhunderts, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 68, 1-3, 2005, s. 118; Gerhard Baader, Der Konflikt zwischen privater Wohlfahrt, s. 184.

779 Reinhard Spree, Quantitative Aspekte der Entwicklung des Krankenhauswesens im 19. und 20. Jahrhundert, s. 276-277.

780 Tamże, s. 280-281.

781 Reinhard Spree, Quantitative Aspekte der Entwicklung des Krankenhauswesens im 19. und 20. Jahrhundert, s. 59; Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 647; Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1866 - 1918, Bd. 1, s. 156.

782 Horst Matzerath, Urbanisierung in Preußen 1815-1914, Stuttgart 1985, s. 346.

783 Reinhard Spree, Quantitative Aspekte der Entwicklung des Krankenhauswesens im 19. und 20. Jahrhundert, s. 59.

784 Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen, s. 647, 649; Reinhard Spree, Quantitative Aspekte der Entwicklung des Krankenhauswesens im 19. und 20. Jahrhundert, s. 63-66, 73; Alfons Labisch, Das Allgemeine Krankenhaus, s. 156; Stefan Kowal, Społeczeństwo Wielkopolski i Pomorza. Nadwiślańskiego w latach 1871-1914, Poznań 1982, s. 32-33.

785 Reinhard Spree, Quantitative Aspekte der Entwicklung des Krankenhauswesens im 19. und 20. Jahrhundert, s. 63-66, 73; Alfons Labisch, Das Allgemeine Krankenhaus, s. 265; Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 647; Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1866 - 1918, Bd. 1, s. 156.

786 Reinhard Spree, Quantitative Aspekte der Entwicklung des Krankenhauswesens im 19. und 20. Jahrhundert, s. 76.

787 Michael Erbe, Berlin in Kaiserreich (1871-1918), w: Geschichte Berlins, Hg. Wolfgang Ribbe, Berlin 2002, Bd. 2, s. 717.

788 Tamże, s. 718.

789 Tamże, s. 718-719.

790 Tadeusz Nożyński, Źródła do dziejów Wągrowca. Szpital powiatowy w Wągrowcu (1873 - 1921), Wągrowiec b.d., s. 14-19.

791 Tamże, s. 19.

792 Sebastian Kulesza, Analiza chorób w mieście Barlinku, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 62, 4, 1999, s. 590.

793 Jaromir Jeszke, Szpital w świadomości ludowej XIX i XX wieku, w: Szpitalnictwo w dawnej Polsce, red. Jerzego Dąbrowskiego i Marii Kruppe, Warszawa 1998, s. 241-242.

794 Tamże, s. 242-243.

795 Reinhard Spree, Quantitative Aspekte der Entwicklung des Krankenhauswesens, s. 73; Alfons Labisch, Das Allgemeine Krankenhaus, s. 264-265.

796 Reinhard Spree, Quantitative Aspekte der Entwicklung des Krankenhauswesens, s. 74.

797 Tamże, s. 77.

798 Tamże, s. 69.

799 Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1866 - 1918, Bd. 1, s. 152.

800 Witold Molik, Polscy lekarze w dziewiętnastowiecznym Poznaniu, s. 88.

801 Włodzimierz Witczak, Lekarze polscy w Poznaniu, s. 179-181.

802 Tamże, s. 182.

803 Tamże, s. 181.

804 Tamże, s. 181-182.

805 Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1866 - 1918, Bd. 1, s. 153-157.

806 Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 640-644; Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1866-1918, Bd. 1, s. 151; Horst Matzerath, Urbanisierung in Preußen 1815- 1914, Stuttgart 1985, s. 341-342; Jolanta Sadowska, Ochrona zdrowia publicznego na ziemiach polskich w zaborze pruskim, s. 203.

807 Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 670.

808 Eleonora Matuszewska, Zarys historii zawodu położnej, s. 82.

809 Tamże, s. 82-83.

810 Nils Freytag, Aberglauben im 19. Jahrhundert, s. 45; Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1866 - 1918, Bd. 1, s. 153.

811 Thomas Nipperdey, Deutsche Geschichte 1866 - 1918, Bd. 1, s. 152; Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 718-720.

812 Nils Freytag, Aberglauben im 19. Jahrhundert, s. 13-16.

813 Tamże, s. 66-68.

814 Tamże, s. 104-106.

815 Tamże, s. 116-117.

816 Tamże, s. 108-109.

817 Tadeusz Brzeziński, Naturalne i niekonwencjonalne metody leczenia, w: Historia medycyny, red. Tadeusz Brzeziński, Warszawa 2014, s. 412-413.

818 Tamże, s. 414.

819 Jaromir Jeszke, Lecznictwo naturalne na pograniczu polsko - niemieckiej kultury medycznej, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 65, 2-3, s. 223-224.

820 Józef Torliński, Przesądy i zwyczaje lecznicze kaszubskich rybaków nadmorskich, Poznań 1938, s. 8-9.

821 Tamże, s. 19-25.

822 Michelle Perrot, Sposoby zamieszkiwania, w: Historia życia prywatnego, Wrocław 1999, t. 4, s. 366-369; Ute Caumanns, Michael G. Esch, Technischer Fortschritt und sozialer Wandel, s. 311-313.

823 Heinz Goerke, Die Bedeutung der Gemeindeverwaltung für die Bekämpfung der Pest, von Typhus und Cholera in Preussen, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 1-3, 68, 2005, s. 30.

824 Tamże, s. 30-31.

825 Ute Caumanns, Michael G. Esch, Technischer Fortschritt und sozialer Wandel, s. 278-279; Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich, s. 8-9, 13-14, 24; Jolanta Sadowska, Ochrona zdrowia publicznego na ziemiach polskich zaboru pruskiego, s. 201; Tomasz Krzemiński, Codzienność mniejszych miast, s. 107.

826 Heinz Goerke, Die Bedeutung der Gemeindeverwaltung für die Bekämpfung der Pest, s. 27; Ute Caumanns, Michael G. Esch, Technischer Fortschritt und sozialer Wandel, s. 283.

827 Dariusz K. Chojecki, Od społeczeństwa tradycyjnego do nowoczesnego. Demografia i zdrowotność głównych ośrodków miejskich Pomorza Zachodniego w dobie przyśpieszonej industrializacji w Niemczech (1873-1913), Szczecin 2014, s. 196.

828 Gerhard A. Ritter, Der Sozialstaat, s. 97.

829 Ute Frevert, Krankheit als politisches Problem 1770 - 1880, s. 220-223, 230; Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich, s. 8; Ute Caumanns, Michael G. Esch, Technischer Fortschritt und sozialer Wandel, s. 290-298; Gerhard Baader, Der Konflikt zwischen privater Wohlfahrt, s. 187-188.

830 Moritz Pistor, Grundzüge einer Geschichte der preussischen Medizinalverwaltung bis Ende 1907, s. 150-152; William H. Hubbard, Familiengeschichte, s. 113.

831 Tamże, s. 153.

832 Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich, s. 18-20.

833 Studiował we Wrocławiu i Berlinie, a praktykę lekarską prowadził we Berlinie w latach 1883-1922.

834 Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich, s. 18-20; Albrecht Scholz, Initiativen Niedergelassener Dermatologen bei der Bekämpfung der Geschlechtskrankheiten, Archiwum Historii i Filozofii Medycyny, 1-3, 68, 2005, s. 33-34.

835 Źródło: William H. Hubbard, Familiengeschichte, s. 115.

836 Jürgen Kuczynski, Geschichte des Alltags des deutschen Volkes 1871-1918, Berlin 1982, Bd. 4, s. 405.

837 Ute Caumanns, Michael G. Esch, Technischer Fortschritt und sozialer Wandel, s. 269-272; Agnieszka Zielińska, Przemiany struktur demograficznych w Toruniu w XIX i na początku XX wieku, Toruń 2012, s. 200-201, 214-215; Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich, s. 23; Dariusz K. Chojecki, Od społeczeństwa tradycyjnego do nowoczesnego. Demografia i zdrowotność głównych ośrodków miejskich Pomorza Zachodniego w obie przyśpieszonej industrializacji w Niemczech (1873-1913), Szczecin 2014, s. 206-207, 210-211; Hans Medick, Weben und Überleben, s. 356; Źródło: William H. Hubbard, Familiengeschichte, s. 120, 122.

838 Reinhard Spree, Der Rückzug des Todes - wurden wir gesünder?, Erfüllt leben in Gelassenheit sterben. Geschichte und Gegenwart, hg. Arthur E. Imhof, Rita Weinknecht, Berlin 1994, s. 101-103.

839 Ute Caumanns, Michael G. Esch, Technischer Fortschritt und sozialer Wandel, s. 259-260; Agnieszka Zielińska, Przemiany struktur demograficznych w Toruniu, s. 290-291.

840 Tamże, s. 245-246.

841 Jean-Pierre Bois, Historia starości, s. 313-319.

842 Reinhard Spree, Zu der Veränderungen der Volksgesundheit zwischen 1870 und 1913 und ihren Determinanten in Deutschland (vor allem in Preußen), w: Arbeiterexistenz im 19. Jahrhundert. Lebensstandard und Lebensgestaltung deutscher Arbeiter und Handwerker, Hg. Werner Conze, Ulrich Engelhardt, Stuttgart 1981, s. 235-236.

843 Tamże, s. 253-254. Tomasz Krzemiński, Codzienność mniejszych miast Pomorza Nadwiślańskiego, s. 107-108.

844 Reinhard Spree, Zu der Veränderungen, s. 280.

845 Tamże, s. 281.

846 Tamże, s. 283.

847 Tomasz Krzemiński, Codzienność mniejszych miast Pomorza Nadwiślańskiego, s. 112-113.

848 Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby, s. 212.

849 Ute Frevert, Krankheit als politisches Problem 1770 - 1880, s. 220-223, 230.

850 Tamże, s. 234-235.

851 Tamże, s. 272-273.

852 Eckart Reidegeld, Staatliche Sozialpolitik in Deutschland, Wiesbanden 2006, Bd. 1, s. 170-174; Sylvelyn Hähner-Rombach, Konfliktbereich, s. 118-119.

853 Ute Frevert, Krankheit als politisches Problem 1770 - 1880, s. 179.

854 J. C. L., Sismonde de Sismondi, Nowe zasady ekonomii politycznej, Warszawa 1955, t. 1-2.

855 Ute Frevert, Krankheit als politisches Problem 1770 - 1880, s. 180.

856 Tamże, s. 178.

857 Sylvelyn Hähner-Rombach, Konfliktbereich, s. 117.

858 Tamże, s. 180-190.

859 Eckart Reidegeld, Staatliche Sozialpolitik in Deutschland, s. 176-177.

860 Reinhold Zilch, Gesundheitswesen und Medizinalpolitik in Preußen 1817 bis 1911, s. 193, 199-201.

861 Tamże, s. 271.

862 Tamże, s. 278.

863 Ute Frevert, Krankheit als politisches Problem 1770 - 1880, s. 149-152.

864 Walentyna Krystyna Korpalska, Jakub Szmytkowski, Walka z chorobami zakaźnymi na ziemiach polskich, s. 21-22.

865 Ute Frevert, Krankheit als politisches Problem 1770 - 1880, s. 182.

866 Tamże, s. 193.

867 Włodzimierz Witczak, Lekarze polscy w Poznaniu, s. 34.

Rozdział 7

Zdrowotne aspekty żywienia

Głód i obfitość

Problem głodu jest kluczem do zrozumienia kwestii bardzo ważnych zdrowotnych aspektów żywienia w przednowoczesnej Europie868. "To głód podkreśla w krańcowy sposób wartość pożywienia" - pisał francuski historyk Georges Vigarello869. "Klęski głodu są tak poważne, że dosięgają czasem szlachty i możnych, to znaczy osób, które powinna chronić osobista zamożność"870. Dzisiaj już zapomniany w naszym świecie lęk przed śmiercią z głodu dawniej odgrywał rolę pierwszorzędną. Ważnym aktem miłosierdzia w Kościele było "głodnych nakarmić", a 1/3 posiadanego majątku Kościół przeznaczać miał na wsparcie ubogich. Problemy z głodem w naszym kręgu cywilizacyjnym były powszechne aż do wieku XIX, a od jego połowy stopniowo ograniczały się do wschodnich rejonów Europy. Pojęcie klęski głodu (Hungersnot) ukształtowało się jednak w średniowieczu w związku z suszami, klęskami nieurodzaju, związanymi z ówczesnym systemem rolnym. Zjawiska głodu wiązało się też z epidemiami i wojnami, które miały przyczynowo-skutkowy związek z nieurodzajami. Andrzej Karpiński stwierdzał znaczący wpływ epidemii na sytuację materialną chłopów i gospodarczą kraju871.

Warto pamiętać o nawiedzającej wówczas Europę pladze szarańczy. Znawca obyczajów epoki saskiej, ksiądz Jędrzej Kitowicz o szarańczy w roku 1748 odnotował: "Z Wołoszczyzny wyleciała na Ukrainę w niezmiernej liczbie, a potem się wysypała na całą Polskę, Litwę i prawie na całą Europę. (...) Na Ukrainie sprawiła głód, przybywszy tam na wiosnę i pożarłszy zboża jeszcze zielone; w niedostatku chleba lud żywił się żołędzią i pąkowiem drzew, ususzonym i wraz zmielonym. (...) Ciągnęła się niezmiernymi tłumami na kilka mil wszerz i wzdłuż, tak gęsto, iż ćmiła słońce na kształt chmury"872.

Obok tego kluczową rolę odgrywały zbyt niskie plony - 2-4 ziarna z jednego wysianego (bardzo częste w Polsce) - i brak pożywienia na przednówku873. Przejawem marnego żywienia był też powszechnie potwierdzany kiepski stan zdrowotny chłopów. Ignacy Krasicki pisał: "Kraj tutejszy bardzo nieludny, co różnym przyczynom przypisać można: najbardziej niewolnictwu, w którym rolników stan, który nazywają szlacheckim, trzyma. Mizeria, w której lud wiejski żyje, rzadko mu do ostatniej starości przychodzić daje; rzadko zaś widziałem, żeby wiele dzieci u rolników było, lubo biełogłowy w tym kraju są dosyć płodne i gdy się wypytywałem o przyczynę, tegom doszedł iż ospa i katary przy złym opatrzeniu większą połowę młodzieży tutejszej przed czasem zabiera"874. Hubert Vautrin pisał o żywieniu chłopów: "Ogranicza się ono u rolnika do chleba i potraw mącznych i niewiele inaczej wygląda to u poddanych zatrudnionych rzemiosłem. (...) Przysmakiem dla tych ludzi kasza skropiona jakimkolwiek tłuszczem, przy czym nie są zbyt wybredni co do jego jakości. (...) Nie jedzą ani mięsa, ani warzyw, oprócz buraków i pasternaku. Większość z nich ma ogrody warzywne, gdzie rośnie jedynie maj, proso, pasternak, buraki i ogórki"875.

Charakterystyka kondycji zdrowotnej chłopów sporządzona przez mieszczanina z Piły - Stanisława Staszica była bardzo przygnębiająca: "Widzę miliony stworzeń, z których jedne wpół nago chodzą, drugie skórą, albo ostrą siermięgą okryte, wszystkie wyschłe, znędzniałe, obrosłe, zakopciałe. Oczy głęboko w głowie zapadłe. Dychawicznymi piersiami bezustawnie robią. Posępne, zadurzałe i głupie, mało czują i mało myślą: to ich największą szczęśliwością. Ledwie w nich dostrzec można istotę rozumną. Ich zwierzchnia postać z pierwszego wejrzenia więcej podobieństwa okazuje do zwierza, niżeli do człowieka. Chłop - ostatniej wzgardy nazwisko mają. Tych żywnością jest chleb ze śruty, a przez ćwierć roku samo zielsko; napojem - woda i paląca wnętrzności wódka"876.

Dosadne przysłowie z XVII wieku głosiło: "Kto dobrze je, sra i śpi, nie obawia się śmierci"877. Przyczyny słabej wydajności rolnictwa były złożone. Zaliczały się do nich więc również braki w zakresie konserwacji żywności. Ograniczała się ona do suszenia, wędzenia, solenia i fermentacji. Wędliny są także sposobem konserwacji mięsa na pewien czas, a kiełbasy robili już Rzymianie. Ich solenie i suszenie pozwalało na przetrwanie przez jakiś czas, przy odpowiedniej temperaturze. Już też w starożytności przez solenie konserwowano ryby. Wbrew pozorom, mrożenie stosowano bardzo wcześnie przy pomocy utrzymywania przez lód temperatury w piwnicach, ale stosowały go wyłącznie elity.

Właśnie ze względu na niedobory w zakresie pożywienia bardzo je ceniono i też przez dłuższy czas to ilość, a nie jakość pożywienia stanowiła główny przejaw zamożności i pozycji społecznej. Historyk medycyny, Władysław Szumowski zwracał uwagę na to, ile jedzenia pochłaniała szlachta na ucztach i ich czas trwania, około 7-8 godzin. Znamienne było także spożywanie ogromnych ilości wina. Nie należą do rzadkości puchary mieszczące po 3-5 butelek wina wychylane jakoby duszkiem, o czym świadczą liczne opisy. Zupełnie fantastyczne opowieści mówią o ludziach, jak starosta Ilnicki, który po obfitych posiłkach trzy razy dziennie wypijał po sześć butelek wina. Jajecznica dla jednej osoby mogła być i z kopy jaj. "Pojemność dróg pokarmowych ludzi ówczesnych, jak i też naszych ojców, była wręcz nie do wiary"878. Bardziej realistyczny będzie pogląd, że niejednokrotnie napotykamy tutaj na trop męskich przechwałek ilościowych. Nie zmienia to faktu, że jedzono dużo. Historyk Władysław Czapliński pisał, że dla naszej szlachty sarmackiej jedzenie i picie stanowiło przyjemność najważniejszą, przy czym najwięcej kosztowały korzenie, ryby oraz wina. Bogata szlachta wydawała na codzienne posiłki ogromne pieniądze, bo w grę wchodziło żywienie dworzan, klientów, służby, licznej rodziny i krewnych. Podobnie magnat i poeta Krzysztof Opaliński krytykował współczesną szlachtę, że jedzenie stało się dla niej zbyt ważne. W rezultacie utopiła myśl w brzuchu. Inaczej to - jak relacjonuje - za przodków bywało, gdy nawet wśród rycerstwa dominowało jedzenie proste, a na stole stawiano misy z jedną łyżką, mięsem wołowym, jarzynami i grochem ze słoniną. Oczywiście to do pewnego stopnia mit złotego wieku, gdzie według schematu kulturowego przodkowie byli wzorem do naśladowania. Na wsi z jednej wspólnej misy jedzono w Wielkopolsce jeszcze do końca XIX wieku. Znajdowała się zwykle na ławie. Dopiero w okresie międzywojennym powszechnie, również na wsi wielkopolskiej, pojawiły się stoły i talerze879.

Otyłość długo budziła szacunek i podziw, a kto jadł mięso, tego uważano za bogatego. Żarłok to postać charakterystyczna i sławnych żarłoków pamiętano. Apetyt i obfite posiłki, a właściwie obżeranie się, uważano za przejaw zdrowia i tężyzny880. Wybitna historyczka, Maria Bogucka, stwierdza: "Korpulentna figura stanowi niechybną oznakę przynależności do grup uprzywilejowanych; wychudzenie spotyka się najczęściej wśród ubogiego plebsu. W średniowiecznej Florencji ujęto to w bardzo lapidarny sposób, nazywając wpływowych bogaczy - popolo grosso, ludzie tłuści, w odróżnieniu od popolo minuto, chude pospólstwo"881. Bohdan na dworze księcia Bazylego Ostrogskiego zjadał na śniadanie ćwiartkę skopu, pieczoną gęś, parę kurcząt, pieczeń wołową, ser oraz dwa chleby. Do tego wypijał trzy garnce miodu. Na obiad zjadał dwanaście sztuk mięsa, cielęciny, baraniny, wieprzowiny niemało, kapłona, gęś, prosię, trzy pieczenie, to jest wołową, baranią i cielęcą. Wina i miodu cztery garnce, oprócz piwa i gorzałki. Podobnie słynął z apetytu Mikołaj Rej882.

Jest oczywiste, że jakość i ilość pożywienia ma zasadniczy wpływ na stan zdrowia. Wraz z poprawą tej jakości, w przeszłości zwiększał się średni wzrost w populacji. Podobnie jest on odmienny na różnych obszarach. Wiemy, że w Polsce w czasach obowiązkowej służby wojskowej w wieku XX, poborowi z Polski wschodniej byli niżsi niż z zachodniej. W starożytnym Egipcie 5000 lat p.n.e. mężczyźni mierzyli średnio 167 cm wzrostu, a kobiety 157. Zbliżone wartości dały badania szkieletów w rzymskich Pompejach, Herkulanum, a także w społecznościach zbieracko-łowieckich Ameryki Północnej. Do naszych czasów odżywianie poprawiło się i na początku XXI wieku mężczyźni w Holandii mierzyli średnio 180 cm wzrostu (5 cm więcej niż Amerykanie), a kobiety 167 cm883.

Rozwój wyżywienia w Europie nie postępował też liniowo i jednostajnie od stanu gorszego do lepszego. W starożytności wspominano ciągłe okresowe zagrożenie klęskami głodu. Pamiętamy biblijne siedem lat chudych i tłustych oraz liczne wydarzenia związane z głodem w Biblii, jak cuda rozmnożenia chleba i ryb czy manna niebieska884. Konsumpcja klas niższych, czyli przytłaczającej większości, przebiegała na poziomie zaspokojenia elementarnych potrzeb, a sposób odżywiania ukazywał dramatyczne różnice majątkowe i społeczne. W średniowieczu tylko szlachta jadła mięso na co dzień. Klasowy charakter miała dziczyzna, bo to szlachta mogła polować i było ono oznaką jej bojowego stylu życia. We Francji ceniono drób, w tym perliczki, indyki, kapłony, kurczęta czy kury. Za drób uważano też gołębie i spożywano je masowo. Najwięksi panowie mieli ogrodzony teren ze zwierzyną, gdzie polowali. Najchętniej na kozła oraz sarny. Powszechnie jednak kłusowali włościanie, którzy łapali kuropatwy, zające i inne885. Biały pszenny chleb chłopi uważali za "pański" i wypiekali jedynie na święta. Biedni, czyli przede wszystkim chłopi i służba, jedli chleb czarny, żytni. Historyk francuski Fernand Braudel pisał słusznie, że jeszcze w Europie nowożytnej, a więc nie tylko na Wschodzie, w masie dominował pokarm roślinny886. Już 12 000 lat p.n.e. wypiekano pierwszą wersję pieczywa, czyli proste placki z grubej śruty z pokruszonego ziarna; z uwagi na prymitywne narzędzia do mielenia, mąka zawierała też dużo całych ziaren, otrąb, a nawet kawałki słomy. Mąkę zarabiano wodą i kładziono na rozgrzane kamienie, przysypując placki gorącym popiołem. Z czasem zaczęto dodawać drożdże i wypiekać chleb w piecach kopułowych. Już za Mieszka I znano żyto, owies, kury domowe, gęsi, kaczki, winnorośl, jabłonie, śliwy, wiśnie, brzoskwinie i czereśnie. Jeszcze Oskar Kolberg w drugiej połowie XIX wieku nadal opowiadał, że chłopi krakowscy zagniatają placki przed wyjściem w pole, gdzie popijają je maślanką887.

Tak więc tylko bogaci jedli chleb pszenny, ale i tylko zamożni spożywali chleb świeży, a nie stary. Modlitwa o dostatek chleba nie miała charakteru symbolicznego, ale dosłowny i chleb zastępowały często zupy (Suppe, Polenta), papki i breje z roślin strączkowych oraz zbóż888. We Francji chleb często rozdrabniano i dawano do bulionu. Także jedzono zupę, maczając w niej chleb. Wszelkie tereny uprawne nazywano nawet Brotland. Wszystkie dodatki do chleba określano zbiorczo, jako companatico (Zuspeise zum Brot)889. W Rzeczypospolitej epoki oświeceniowych reform czasopismo "Monitor" w 1774 roku podawało: "Pokarm w ogólności zawisł na czterech częściach, to jest na chlebie, jarzynie, owocach i mięsie"890. W epoce feudalnej cechy miały wyrabiać dla miasta określoną umową i wystarczająco dużo chleba, na które też ustalono odgórnie cenę, tak, aby nie kosztowało zbyt drogo. Także na wsi chłopi w domach od XVIII i XIX wieku często posiadali piece chlebowe, gdzie chleb wypiekali sami. Pieczywo to często nie było dobre, dostawało się od niego niestrawności, mieszano je z resztkami i nieczystościami891.

Stan niedoboru i wysoki status jedzenia powodował niezdrowo, że bogaci często się objadali, ale biedni również - kiedy tylko nadarzała się okazja - czyli zazwyczaj przy weselach, pogrzebach, w okresach świątecznych, kiedy mieli nieco więcej pożywienia. "Człowiek jest tym, co je" - Fernand Braudel przypomina dawne przysłowie, które oznacza, że jedzenie świadczyło w epoce feudalnej o pozycji społecznej i statusie. Dlatego tak bardzo ceniono mięso. "Europa natomiast w całości jest mięsożerna" - stwierdzał ten autor, co nie znaczy, że mięso jedzono, ale mięsa pożądano892. Jadły je elity i to w sposób żarłoczny, przesadny, Sarmaci wprawdzie dłużej niż Francuzi, którzy przeszli na konsumpcję jakościową. "Ostentacyjna ilość góruje nad jakością"893.

Jedzenia na cały rok zwykle nie starczało, powinno zaspokoić potrzeby do żniw, tymczasem problemem stawał się głód na przednówku. Dochodziło do tego, że zjadano wówczas rośliny typu perz, lebioda, komos, korzenie, plewy, niedojrzałe zboże etc. "W roku 1651 dla nieurodzaju panującego ludzie karmiąc się liśćmi i zielem puchli i na gościńcu padali martwi"894. Jedzono były też kasztany, brukiew, różne liście i korzenie ziół i chwastów. W 1715 roku na Żywiecczyźnie ludzie jedli z głodu "rzęsę leskową, sieczkę ze słomy i główki lniane, susząc mełli, także makuch tłukli, a jedli i krew bydlęcą, kwaśnice i trawsko różne. Dlatego ludzie byli chudzi, nędzni, szpetni, słabi i wiele ich dla głodu leda gdzie umierało, a najbardziej z ubóstwa"895.

Już dla Greków i Rzymian natura stanowiła przede wszystkim zagrożenie i budziła lęk. Przedstawiała się jako środowisko, które należało opanować, bo jest śmiertelnie groźne. "Czynienie ziemi sobie poddanej" nie traktowano więc jako przejaw agresji i arogancji, ale warunek przetrwania. Bano się puszczy, ciemności, nocy i po zmroku zamykano bramy miast w obawie przed światem zewnętrznym. Sprawa podstawowa to podporządkowanie natury potrzebom rolnictwa - uprawy roli, pasterstwa i hodowli. To, co nie należało do przetworzonej cywilizacji traktowano jako niższe i gorsze. Granicę antycznego miasta postrzegano w kategoriach granicy świata cywilizowanego, poza którą zaczynało się niebezpieczeństwo. Z miasta wprawdzie gospodarczo korzystano, pamiętać też trzeba o polowaniach, jednak na pierwszym planie istniała uprawiana i kultywowana ziemia896. Zupełnie inaczej funkcjonowały celtyckie i germańskie ludy barbarzyńskie, silnie związane z naturą i korzystaniem z świata nieprzetworzonego. Był to świat polowań, myślistwa, połowów ryb, hodowli leśnej świń, koni i krów, spożywania tłuszczu nie z śródziemnomorskiej oliwy z oliwek, ale masła oraz słoniny. Cywilizacja Rzymu i Grecji to cywilizacja chleba i wina, które u barbarzyńców (oni mieli miód i piwo) zyskały na popularności i pól nie uprawiali zbyt wiele, a korzystali głównie z mleka, sera i mięsa. Chleb i wino, to więc nie tylko chrześcijaństwo, ale także cywilizacja śródziemnomorska. Pitagoras miał twierdzić, że od chleba i wina zaczyna się cywilizacja897. Pisarze antyczni - Demokryt, Hezjod, Platon, Lukrecjusz, Wergiliusz - w początkach mitycznych człowieka widzieli ludzi szczęśliwych, którzy o nic nie muszą się troszczyć i żywią się owocami ziemi, a więc wegetarian898.

Okres średniowiecza, jak twierdził Massimo Montanari, około 1250 roku, był czasem większej obfitości mięsa i żywności niż późniejsze czasy nowożytne. Zbyt szybki przyrost liczby ludności spowodował potem pogorszenie sytuacji. Nie nadążała za nim produkcja żywności, a płaca realna uległa zmniejszeniu. Do XVIII wieku nie nastąpił też szybki postęp techniczny. Fernand Braudel zapewnia o obfitości mięsa u chłopów w średniowieczu, kryzys zaczął się około 1550 roku899. Podobnie, według Wilhelma Abla, konsumpcja mięsa na głowę w XIV/XV wieku wynosiła nawet 100 kilogramów rocznie, a w XVIII/XIX wieku spadła do 14 kilogramów. Za normalną dzienną ilość chleba w XIV-XVII wieku uważano 500-600 gramów, w wyjątkowych wypadkach 700-1000 gramów. Wzrost demograficzny XVIII wieku powodował, że sytuacja żywieniowa ponownie się pogarszała i wzrastała liczba przypadków klęski głodu. W 1700 roku w Europie żyło 125 milionów ludzi, 145 w środku XVIII wieku i 195 pod koniec. Jak stwierdzał historyk głodu w Prusach, Hans-Heinrich Bass - w XVIII wieku przy takim wzroście ludności system trójpolowy się wyczerpywał, coraz więcej łąk przekształcano w pola uprawne, a zatem zacieśniała się podstawa zaopatrzenia bydła w paszę. W rezultacie, leżące odłogiem pole wykorzystywano na pastwisko dla bydła albo i na uprawy innych roślin, jak konopie (Hanf). Poprawę przyniosło dopiero podwojenie produkcji rolnej w latach 1800-1850. Nastąpiło to przez rozszerzenie obszaru uprawowego, gdzie relatywnie wzrósł udział obszaru użytków rolnych w Prusach z 55% w roku 1800 do 67,9% w roku 1878900. Następnie miała miejsce restrukturalizacja upraw. Bydło częściej karmiono w oborze, aby uzyskać naturalny nawóz, a więc należało zadbać o uprawy paszowe dla bydła, takie jak koniczyna. Pojawiły się na masową skalę uprawy ziemniaków oraz buraków cukrowych, obsiewane na obszarze odłogu. Ziemniaki stanowiły element kluczowy, stając się pożywieniem biedoty oraz karmą dla świń i bydła oraz przyczyniając się do rozwoju hodowli trzody chlewnej. W 1800 roku ziemniaki stanowiły w Prusach 10% produkcji zbożowej, a w 1883 roku 71%901.

Tak szybkiego wzrostu wcześniej nie obserwowano. Ekonomista i kameralista J. H. G. von Justi pod koniec przeludnionego XVIII wieku stwierdzał, że nie można wymagać od wieśniaka przedsiębiorczości i dbania o poprawę własnej sytuacji materialnej, bo żyje w zbyt wielkiej nędzy i przygnębieniu. Ta nędza to też okresowe i stałe ubóstwo żywności. Obydwa rodzaje głodu różniły się od siebie902. W okresie 750-1100 historycy odnotowują 29 wielkich klęsk głodu, co oznaczało przeciętnie kryzys co 12 lat. Ta średnia nie odzwierciedla jednak zróżnicowania i dynamiki różnych okresów. W VIII wieku głód zdarzał się średnio co 8 lat, w IX wieku co 12 lat, w X wieku co 3 lata, a w XI wieku co 8 lat. We Francji w XVIII wieku miało miejsce 16 klęsk głodu903.

Klęski głodu w Niemczech po wojnie trzydziestoletniej

1660-1663

1691-1693

1698-1699

1709-1712

1724-1725

1739-1741

1755-1757

1760-1762

1766-1768

1770-1768

1770-1772

1780-1784

1787-1790

1793-1795

1799-1800

1805-1807

Źródło: Jürgen Kuczynski, Geschichte des Alltags des deutschen Volkes, Berlin 1983, Bd. 2 1650-1810, s. 271.

Klęski nieurodzaju i głodu prowadziły nierzadko do zamieszek, plądrowania piekarń i ludowych powstań, których między XVI i XVIII wiekiem były dziesiątki, zarówno w Anglii, jak i Francji oraz w Niemczech. Podczas rewolucji francuskiej wzrost cen i braki chleba w Paryżu prowadziły do poważnych zaburzeń, także w przypadku kobiet. Tak zdarzyło się 4-5 października 1789 roku904. Poza tym jednak okres 1680-1770 zapoczątkował zasadnicze zmiany w stylu żywienia w warstwach mieszczańskiej i szlacheckiej oraz na dworze. Zgodnie z tym, o czym wspominałem wcześniej, jako główny dodatek do mięsa pojawiły się ziemniaki, a w miejsce piwa, dawniej napoju codziennego, zaczęto pić kawę, herbatę i kakao, do czego wrócę później. Wśród słodyczy kluczowy składnik stanowiła czekolada. W Europie Środkowej, najpierw na północnym Zachodzie, zaczął się też popularyzować ryż i cukier. Już w okresie wojny trzydziestoletniej upowszechniało się za pośrednictwem żołnierzy palenie tytoniu. Długo między poszczególnymi obszarami występowały bardzo znaczne różnice w zakresie popularyzacji tych innowacji. Powiedzieć jednak można, że propagowanie nowinek żywieniowych wśród warstw niższych w Niemczech i nie tylko miało miejsce w okresie 1770-1880. Kartoflana zupa rumfordzka dla biedoty oznaczała, że około 1800 roku ziemniaki już staniały i stały się dostępne jako pożywne i tanie jedzenie biednych. W Wielkopolsce w XIX wieku popularność zyskała zupa z ziemniaków określana różnie, np. jako "ślepe ryby" czy "rzadkie pyrki". W okolicach Leszna jedzono zupę "niebecz", co znaczy, by nie płakać przy jej jedzeniu. Przyrządzano ją w ten sposób, że 6-8 ziemniaków krojono i wrzucano do dwóch litrów wody. Po ugotowaniu ucierano ziemniaki z kraszoną słoniną oraz zalewano mlekiem, maślanką lub śmietaną z mąką. Zdarzało się, że gotowano ją na wędzonce, kiełbasie albo innym mięsie. Była bardzo gęsta, bo stanowiła zwykle jedyną potrawę na obiad. Z ziemniaków gotowano też różne rodzaje klusek, bardzo w Wielkopolsce popularnych. "Plindzami" nazywano tutaj placki ziemniaczane z utartych surowych ziemniaków, do których podobnie jak dzisiaj dawano mąkę i jajko i smażono na oleju na patelni, a następnie jedzono z cukrem lub ze smażoną cebulą. Czasami spożywano też placki z gzikiem, czyli utartym serem z mlekiem. Natomiast zdecydowanie mniejszą popularnością w Wielkopolsce cieszyły się pierogi. Już w XVIII wieku mówiono o beczce kapusty kwaszonej albo świeżej w chłopskiej chacie i to trwało nadal w wieku XIX. Od końca XVIII wieku zwiększało się zużycie kawy i jej ersatzu z cykorii. Wraz ze zwiększeniem upraw buraka cukrowego rosło następnie spożycie cukru wśród warstw ludowych. Zmiany i postęp w XIX wieku na zachodzie Europy stawały się coraz szybsze. Margarynę wynalezioną w 1869 roku we Francji, dziesięć lat później sprzedawano w Niemczech905. Wprawdzie od połowy stulecia zniknęły tam klęski głodu oraz upowszechniła się uprawa tanich ziemniaków, ale realne płace nie rosły dla wszystkich i duże grupy ludności ze wzrostu nie korzystały. Okres pauperyzmu wiązał się z marną sytuacją żywieniową znacznych grup żyjących w nędzy robotników. Jak wszakże powiada Wilhelm Abel, głód występował nie tylko w rejonach przemysłowych, ale w jeszcze większym stopniu w rolniczych, wśród ludności bezrolnej i małorolnej906. Dotyczyło to również rolniczej Wielkopolski i Prus Wschodnich. Jak to komentował królewiecki profesor Schubert, 1/3 ludności wiejskiej Prus Wschodnich żywi się samymi ziemniakami i zrezygnowała z chleba jako głównego pożywienia. Najtrudniejsza była sytuacja licznej ludności małorolnej i robotników dniówkowych907.

Ostatnie ogólnoeuropejskie wielkie klęski głodu, to rok 1816/1817, a następnie głód lat 40. i ówczesna zaraza ziemniaczana. W Niemczech płaca realna od połowy XIX wieku do pierwszej wojny światowej przeciętnie się podwoiła. Fernand Braudel epokę po roku 1850 we Francji nazywa okresem tryumfu medycyny. Ogromne znaczenie miały zmiany technologiczne. Stopniowo w przeszłość odchodziła domowa produkcja żywności, narastało znaczenie mechanizacji, płodozmianu, chemii czy masowej produkcji żywności, pojawiły się konserwy, mrożenie żywności, nawozy sztuczne. Także zmiany w komunikacji, powstanie kolei, wynalezienie telegrafu i telefonu doprowadziły do globalizacji w zakresie produkcji i konsumpcji żywności, a w Europie upowszechniała się żywność z innych kontynentów. Na nowo zorganizowany został dzięki mechanizacji przemysł przetwórstwa mlecznego z produkcją mleka, serów, masła i śmietany, także piekarnictwo, browarnictwo, cukrownictwo z rafinowaniem cukru908. Sztuczne mrożenie stosowano w drugiej połowie XIX wieku, jednak dopiero w latach 30. XX wieku nauczono się to robić w sposób zachowujący walory smakowe produktów. Już w latach 50.-60. poprzedniego stulecia amerykańskie supermarkety wypełniały mrożonki909. W 1882 roku Ludwik Krzywicki pisał o rewolucji w transporcie żywności. W 1888 roku cztery wielkie rzeźnie w Chicago zabiły 2 miliony wołów na eksport. Mięso wówczas transportowano już w wagonach-chłodniach, umożliwiających przewóz na dużą odległość910.

Na wschodzie Europy, także w zaborze rosyjskim na przełomie XIX i XX wieku, ludności ciągle jeszcze doskwierały klęski głodu. W czasach kryzysu chłopi odżywiali się, jak w średniowieczu: "głód zaspokajali na wzór zwierząt korzeniami i wyschłą trawą, wreszcie otrębami (...)"911. Wspomnieć też trzeba o popularnej "wodziance", zupie złożonej z posolonej wody z pokruszonym razowym chlebem912.

Z perspektywy całości okresu międzywojennego 1918-1939 w zakresie poziomu życia miał miejsce pewien regres, uwarunkowany przez skutki wojny światowej i wielkiego kryzysu. Poprawa, a właściwie radykalny postęp, nastąpił po drugiej wojnie światowej, kiedy w latach 1950-1970 płace europejskie realne potroiły się, do czego doszły kredyty i sprzedaż ratalna. W ten sposób można było spłacać kupione na raty samochody, meble oraz domy. 2/3 samochodów w Niemczech po drugiej wojnie światowej kupowano na raty. Zwykli ludzie uzyskali dostęp do dóbr konsumpcyjnych, jakiego nigdy dotąd nie mieli. Dopiero teraz nastąpiło wejście Niemiec w fazę społeczeństwa dobrobytu i obfitości (die Wohlstand und Überflussgesellschaft). Stagnacja i lekki spadek nastąpiły od lat 70., a do tego stopniowo rozwierać się zaczęły nożyce dysproporcji między biedą i bogactwem. Głód stał się wszakże zjawiskiem należącym całkowicie do zapomnianej przeszłości i jeżeli chodzi o żywność raczej występował nadmiar, przesyt, a zatem także problemy z otyłością i odżywianiem się złej jakości jedzeniem albo w karmiących niezdrowo tańszych lokalach, zwanych fast foodami. Najsłynniejszy z nich, McDonald's powstał w Kalifornii, najpierw jako jedna restauracja dla podróżnych sprzedająca hamburgery, frytki i szejki mleczne. Od połowy lat 50. zaczął się boom sieci w postaci franczyzy. Amerykańskie fast foody rozwijały się przede wszystkim ze względu na powszechną pracę kobiet, a więc konieczność jedzenia poza domem, zwiększanie się odległości z domu do pracy (przedmieścia) oraz dzięki wyższemu kieszonkowemu, które zaczęła dostawać amerykańska młodzież. Jej grupy mogły teraz integrować się w restauracjach McDonald's. Poza kuchnią amerykańską pojawiły się w fast foodach kuchnie narodowe: chińska, włoska, grecka, meksykańska i konkretne potrawy: pizza, spaghetti, hot-dogi czy hamburgery. Jeżeli w roku 1800 niemiecka rodzina wydawała 80-90% zarobków na żywność, w 1900 roku 50%, to w początku XX wieku tylko 10-15%. Największy postęp dokonał się po 1945 roku. Warto też zauważyć, że w XX wieku pojawiły się innowacje techniczne umożliwiające szybkie przygotowanie posiłków w domu, mrożonki, półprodukty, kuchenki gazowe, elektryczne, mikrofalowe, miksery, blendery etc. Dezintegracji ulegały kulturowe funkcje posiłków stanowiące ważny element życia rodzinnego, które odbywały się przy dużym stole w jadalni, ale odżywianie stało się tańsze i praktyczniejsze913.

Swojskość i cudzoziemszczyzna

Styl ucztowania i jedzenia, a więc i skład posiłków zmienił się trochę w XVII, a bardziej w XVIII wieku wraz z modą na wyrafinowaną kuchnię francuską. Epoka rokoka przyniosła też ze sobą libertynizm arystokracji, swobodę obyczajową i wiele innowacji w zakresie żywienia914. Ignacy Krasicki pisał o francuskich wzorach miłości. Najpierw za Sasów - jak twierdził - należało być uprzedzająco grzecznym niewolnikiem damy i w tej uprzedzającej grzeczności obydwie strony się serdecznie nudziły. Za króla Stasia "po wsiach jeszcze kochały się damy po dawnemu", ale w życiu światowym królowała galantomia. "Rozwodzić się więc z afektami, wzdychać, płakać, cierpliwie oczekiwać, wyszło to z mody. Wstęp pierwszy czyni erfronterya, gesty wolne, dyskursa śmiałe, obmowa, chlubienie się z mniemanego szczęścia, strój wytworny ekwipaż gustowny, ekspens rozrzutna. (...) U najmodniejszych dam zastaniesz Wać Pan na gotowalni tuż przy węzełkach i bielidle księgi Pana Rousseau, filozoficzne dzieła Woltera i inne podobnego rodzaju pisma"915. Hugo Kołłątaj zauważał, że "gardził magnat nie mówiącym po francusku"916. W całej Europie pojawili się francuscy kucharze. "Przyjemność" wyszukana i wysublimowana stała się wśród elit elementem sztuki. Pojawiło się pojęcie smaku i znawstwa. Używanie życia przestało być brutalne i ilościowe, mniej się objadano, także mniej pito. Fryderyk Schulz pisał: "Francja od najdawniejszych czasów była ulubionym dla Polaków krajem. Dzieci posyłają często do Strasburga dla nauki, a do Paryża dla nabrania poloru i pięknych obyczajów"917. Łukasz Gołębiowski pisał przesadnie, ale oddając zmiany w stylu życia części szlachty, że za króla Stasia wielkie pijaństwa ustały. Sarmacka szlachta imponująca tacami i paterami z górami mięsiwa stała się niemodna, jednak nie zniknęła od razu i była nadal powszechna w XIX wieku. Nowy kierunek to jednak nie ilość, a dobry smak będący wyróżnikiem przynależności do klasy społecznej i wynikający z długiego czasu poświęcanego na zaznajamianiu się z dobrami konsumpcji, nie tylko z winem. Stół nie miał już być zawalony niedopieczonym albo przesolonym czy przesadnie doprawionym drogimi przyprawami mięsem. Teraz liczyła się jakość, różnorodność i ilość potraw jedzonych i próbowanych w niewielkich ilościach918. Ślązak z Milicza, mieszczanin i lekarz, Johann Joseph Kausch, widocznie odwoływał się już do tego cudzoziemskiego smaku, kiedy po wizycie w sarmackim domu narzekał na jakość jedzenia, gdzie mięso wydało mu się zbyt twarde, a wszystko za bardzo pieprzne i doprawione czosnkiem i cebulą oraz innymi przyprawami, jako że w polskiej kuchni drogie przyprawy przedstawiały dostatek i zabijały czasami nieświeży posmak i zapaszek919. Jako przejaw nowoczesności pojawił się francuski szampan, wypierając polskiego węgrzyna, który dla modnisiów stał się już nieco anachroniczny. Import francuskiego wina burgundzkiego i szampańskiego rósł w drugiej połowie XVIII wieku, a wino węgierskie wychodziło z mody. Coraz ważniejszy stawał się smak, kolor, rocznik, miejsce pochodzenia i gatunek wina920. Także Johann Joseph Kausch w końcu XVIII wieku zauważał modę francuską w polskim domu, gdzie nie piło się już tyle, co dawniej. "Na ogół nektar węgierski pozostaje jednak nadal najważniejszą narodową namiętnością. Trudno sobie wyobrazić ile kwart wina Polacy potrafią wypić: dziesięć, dwanaście i więcej wypijają niektórzy podczas jednego popołudnia. (...) Wszystkie procesy zaczynają i kończą się butelką. Kto poszukuje dla siebie patrona, kto ma do załatwienia jakąś sprawę w palestrze, rozpoczyna swą wizytę od butelki węgrzyna. Kto przez dłuższy czas uwikłany jest w procesy, musi przygotować się na wspaniałe uczty; gdzie zbiera się komisja i trwa przez wiele tygodni i miesięcy - tam węgrzyn leje się strumieniami. (...) Kto nie potrafi pić, ten prawie na pewno nie będzie potrafił załatwić swoich spraw. Można sobie wyobrazić jakie nieporządki wprowadza to do sądów. (...) Pobłażliwość, z jaką traktuje się to zło w Polsce rozpowszechniła się we wszystkich warstwach ludności bardziej niż gdziekolwiek indziej. Duchowni robią awantury, ponieważ nie uważa się tu za nieprzyzwoitość upić się do nieprzytomności; zarządca kupuje i sprzedaje w zamroczeniu, nie bardzo zdając sobie sprawę z tego, co robi; zaniedbuje się gospodarstwo; poddani są źle traktowani i urąga się pod każdym względem moralności. Jest rzeczą stwierdzoną, że jeszcze w naszych czasach większa część interesów załatwiana jest w oszałamiającym odurzeniu; skutki tego same rzucają się w oczy. Jestem przekonany, że dochód kraju mógłby się poważnie powiększyć, gdyby chłop i ekonom w jednakowym stopniu nie hołdowali temu złemu bóstwu"921.

W istocie rzeczy nawet hołdujący modzie na Francję pili w Polsce jednak nieco inne, słodsze szampany niż we Francji. Wybór węgrzyna lub szampana miał też charakter polityczny. Węgrzyn oznaczał tradycjonalistę Sarmatę, szampan kosmopolitę, zwolennika Oświecenia922. O modzie na kuchnię francuską (chociaż też włoską czy niemiecką) w wieku XIX pisała także Elżbieta Kowecka. Cytuje wiersz odnoszący się do tej kwestii:

"Indyk z sosem,

zraz z bigosem,

dawniej jedli Pany,

dziś ślimaki i robaki,

jak gdyby bociany.

Kto żabami żyje,

tego we dwa kije"923.

Opis dziennego próżnowania spędzonego na objadaniu się, nie przypomina już teraz sarmackiego ucztowania, jedzenie bowiem stało się zróżnicowane i dbano o smak, chociaż jak pisała Elżbieta Kowecka, kuchnia sarmacka aczkolwiek niemodna, na prowincji trzymała się jeszcze nieźle: "Dzień rozpoczynano od kawy ze śmietanką (...). Około godziny dziesiątej odwiedzić apteczkę, napić się po kieliszku anyżówki, kminkówki lub pomarańczówki i zakąsić pierniczkiem lub śliwką na rożenku, było rzeczą nieodzowną. O jedenastej gospodarz przepiwszy do gości dużym kieliszkiem ajerówki (...) dla zaostrzenia apetytu z kolei każdego częstował, po czym na lekką zakąskę zapraszał, ale ta zakąska składała się i z kołdunów, bigosu, kiełbas i zrazów, a dokoła półmiski z ruladą, rozmaitą wędliną i serem. Porter i piwo towiańskie gasiło pragnienie. O drugiej podawano do stołu. Obiad z kilkunastu potraw złożony poprzedzała wódka, a towarzyszyło wino. (...) Po obiedzie roznoszono kawę ze śmietanką, w parę godzin później frukta i konfitury, pomiędzy którymi w lecie ogórki z miodem, a w zimie orzechy i mak smażony w miodzie najgłówniejszą odgrywał rolę. O szóstej następowała herbata z ciastem, a wnet potem ochoczy gospodarz wołał: Panowie (...) zawód życia krótki, napijmy się wódki! O dziewiątej wieczerza złożona z pięciu lub więcej potraw z bojaźni, aby się z głodu nie przyśnili Cyganie. Koło północy chcąc nie na czczo pójść do spoczynku dawano wereszczakę, potem parę lampeczek krupniku, lub ponczyku wypić wypadało i to się nazywało podkurkiem"924.

Wojna sarmatyzmu z cudzoziemszczyzną toczyła się więc jak najbardziej na płaszczyźnie żywienia i pijaństwa. Ignacy Krasicki pisał: "Pijaństwo odbiera rozum i zdrowie. W tym treść wszystkiego złego zamknięta. Jeżeli albowiem zdrowie najcelniejszym jest dobrem w porządku zmyślnych rzeczy, rozum zaś nas od zwierząt różni i w tej, w której się widzimy ustanawia, naturalną być musi konsekwencją iż strata rzeczy takowych jak najszkodliwszą, tak najboleśniejszą być powinna. Gdyby pijak jakąkolwiek korzyść przeciwstawił przeciw tak wielkiej stracie, znośniejsza by rzecz była (...)"925. W oświeceniowym "Monitorze" żądał, aby ten organ reform trafił nie pod strzechy, ale "między kieliszki". Jak stwierdzał, "u nas w Polsce najwięksi pijacy w sobotę trzeźwi" i prosił, aby Sarmaci na sobotę odłożyli właśnie czytanie reformatorskiego "Monitora". Jego marzeniem jest, że chociaż jednego pijaka swoją publicystyką nawróci.

Tradycyjna wieś szlachecka wyśmiewała skąpstwo niezbyt obfitych francuskich posiłków, potrawy oraz francuskie wina. Poczęstowanie czymś takim szlachcic miał sobie za dyshonor. Ceniono wino węgierskie, francuskie uważano za dobre jako lekarstwo na ból żołądka i dla ludzi o słabych głowach. Wojski w Panu Tadeuszu skarżył się więc:

"węgrzyna żałuje,

a pije szatańskie,

fałszywe wino modne

moskiewskie szampańskie"926.

Chleb, czyli co jedzono

Niemieccy chłopi poddani w XVIII wieku jedli zwykle trzy posiłki dziennie. Śniadanie przed pracą, nazywano (Vogtland) Morgenbrot lub Morgensuppe, główny i ciepły posiłek - obiad i kolację. Przed każdym posiłkiem podawano zupę (Vorsuppe) na chudym mleku, ale najczęściej złożoną z podpiwku, co załatwiało problem braku ciepłego napoju. Chleb stał się jedyną ważną podstawą żywienia dopiero w XIX wieku. Wcześniej sytuacja była bardziej zróżnicowana. Jedzenie podczas pracy na polu stanowiły zwykle ciepłe papki, musy i breje z wodą lub mlekiem; krupy i kasze z owsa i jęczmienia i to już od średniowiecza proso, rośliny strączkowe, groch, rzadziej soczewica czy fasola. Papki, polewki i breje należały do ważnych składników chłopskiej diety w Polsce oraz w Niemczech już w średniowieczu, a potem w epoce nowożytnej. Duże znaczenie miały rośliny strączkowe. Bernard O'Connor w końcu XVII wieku pisał o grochu z dodatkiem słoniny i o kaszach z pszenicy, jęczmienia i prosa. W Lamencie chłopskim na pany z 1624 roku czytamy, że "chłopek ubogi co dnia pości"927. Nie była to polska specyfika. Fernand Braudel pisał: "Wierna tradycjom Europa aż do wieku XVIII żywi się kleikami i kaszami"928. W Wielkopolsce (1861), jak podawał Oskar Kolberg, nadal jedzono jarsko i bezmięsnie. O śniadaniach czytamy: "Żaden gospodarz, choćby najmajętniejszy, nie je nic innego tylko to, co jego czeladź i to wspólnie, z jednej misy. Potrawy mają u nich swój czas i przepisany porządek, jakim bywają dawane. Na przykład od pierwszego święta Wielkiej Nocy jedzą na śniadanie kartofle z gziczką (twarogiem rozrobionym mlekiem albo wodą) (...)"929. Od Matki Boskiej Siewnej (8 września) do Świętego Marcina (11 listopada) polewka z kartoflami, po czym groch z kwaśną kapustą i tartymi kartoflami aż do Wielkiej Nocy. Potrawy stałe i ciekłe jadano jeszcze wtedy łyżkami, a do zmieszania w dużym garnku służyła warząchew930. Alfons Oświęcimski w 1853 roku podawał, że pożywienie rolników rolnych w powiecie ostrzeszowskim stanowi: żur, polewka, ziemniaki i kapusta kiszona, kasza lub kluski, mięso jedynie w święta, a chleb rzadko - tylko przy chrzcinach i weselach, tak że kobiety piec go zapominały. Bezrolni wieśniacy stanowili aż 2/3 ludności wiejskiej. Kolejną znaczną grupą byli małorolni, a najmniejszą - posiadający pełne gospodarstwa931. Chłopi wielkopolscy w XVIII wieku mieli przy domach ogródki warzywne, gdzie hodowano kapustę, rzepę, brukiew, jarmuż, marchew, ćwikłę, pasternak, czosnek i cebulę, a także groch932. Rzeczywiście, ogromne było znaczenie białej kapusty, przede wszystkim w postaci kapusty kiszonej.

Podczas żniw jedzono podczas długiego dnia pracy także posiłek w polu933. W Westfalii i Nadrenii w 1800 roku chłopski parobek otrzymywał mięso codziennie albo trzy razy w tygodniu. W jednej z wsi odnotowano jadłospis złożony z papek i brei z mąki pszennej czy mleka (Weizenmehlbrei, Milchbrei), peklowanego mięsa oraz słoniny934. Jędrzej Kitowicz podaje, że w Rzeczypospolitej rzemieślnik czeladnikowi na śniadanie dawał kieliszek gorzałki za 3 grosze i za drugie tyle chleb z masłem935.

W XVIII wieku lekarz Stanisława Augusta, Leopold Lafontaine, właściwe składniki śniadania wiązał już ze zdrowiem i różnicował zależnie od szeregu czynników, kondycji zdrowotnej czy sposobu spędzenia poprzedniego wieczoru i nocy. Po spokojnej nocy Lafontaine na śniadanie zalecał kawę i herbatę. "Te zaś napoje szkodzą temu, kto noc przepędził na łonie swojej Dulcynei i znaczną żywnych soków poniósł stratę; kto na tańcach całą noc przepędził; taki Herkules powinien dla naprawienia sił swoich używać pokarmów nagradzających utratę soków, jako to kiełbasy, hultajskiego bigosu, kawał pieczeni, chleba z masłem, dobry kieliszek wina. (...) Dla hipochondryków i histerycznych kobiet (cierpiących z macicy) winna lub piwna polewka, albo parę filiżanek dobrego bulionu z grzankami lub kasza, lepiej służy jak herbata i kawa"936. Tak więc większe śniadanie miało być tylko dla osłabionych, a reszta powinna przetrzymać na kolacji na czczo do obiadu. Oczywiście różnicować należy ciężarną i dziecko, które się rozwija i ma dużo ruchu od człowieka, "co spokojne i nieczynne prowadzi życie, co tylko z krzesła na kanapę, z kanapy do stołu, od stołu do snu poobiedniego, a potem do gry i wieczerzy, odprawuie podróż, wcale może się obejść bez śniadania (...), kto zaś wstawszy siada na konia, jeździ, poluje, powinien pokrzepiające mieć śniadanie; równie i ten dobrze zasilić się powinien, co z rana damom wiele wizyt oddaje"937. Także różne zalecenia przy chorobach - przy żółtaczce dwa jaja na miękko. "Dla pijaków zaś najlepsze są kwaskowe śniadania. Nauczyłem się tego od jednego pana wojewody, w którego znajdywałem się domu. (...) Nazajutrz po bardzo niespokojnej nocy przyniesiono mi na śniadanie talerz pełen kwaśnej kapusty i kuropatwę. (...) Amatorom wódki, którzy ją z rana kilka razy na śniadanie, aż do zatopienia w niej swojego rozumu pijać zwykli, postanowiłem traktując o wódce, pełne skruchy powiedzieć kazanie"938.

W Polsce częstotliwość posiłków zmieniała się i wynosiła 2-4 razy dziennie. Odnotowuje się więc w środowiskach średniozamożnych obiady podawane wcześnie, między godziną 12.00 a 14.00 oraz kolację o 17.00-19.00. W drugiej połowie XVIII wieku podawało się w zamożnych domach często 3-4 posiłki. W szkołach KEN zalecano 4 posiłki dziennie. W Collegium Nobilium Stanisława Konarskiego śniadanie podawano o 7.00, obiad o 12.00, podwieczorek o 17.00 i kolację o 19.30. Chłopi i plebs miejski spożywali najczęściej trzy posiłki dziennie, biedni nie zawsze, a w okresie intensywnych prac polowych bogaci chłopi nawet cztery.

Kuchnia sarmacka

Kuchnie tradycyjne miały charakter klasowy i zróżnicowany społecznie. Przy czym odmienności interpretowano najpierw w brutalnych kategoriach cenowych i ilościowych, a od XVIII wieku jakościowych, wyrafinowania i smaku, który miał odróżnić subtelne elity od wulgarnego smaku plebsu. Ten efekt rozwinięty został w kuchni (cuisine) francuskiej XVIII wieku, a nawet już w XVII wieku, gdzie odróżniono kuchnię wysoką (haute) i niską. Kuchnia wysoka stanowi odpowiednik wysokiego krawiectwa (haute couture), przeciwstawionego masowym, gotowym ubraniom. Jedzenie, podobnie jak strój, mieszkanie, dwór czy pałac, stały się jednym ze środków imponowania, jak również ustanawiania hierarchii i dystansu społecznego. Bernard O'Connor stwierdził wprost wielokrotnie, że Polacy "kochają wystawne życie i z tego powodu utrzymują mnóstwo służących i zbrojnych oraz wielką ilość koni"939, Kuchnia rycerska i szlachecka, szczególnie polska, mająca zadziwiać niezwykłymi potrawami, była niezdrowa, tłusta i przesadnie obfita940. Podczas tłumnych uczt na stoły stawiano wielkie tace z górami porcji mięsa. Ten styl odpowiadał idealnie oskarżeniom Kościoła o obżarstwo i pijaństwo, gdy w tym samym czasie chłopi przymierali głodem. "Panowie tak w domach, jak na publicznych miejscach przebywając kochali się w wielkich stołach, dawali sobie na publice nawzajem obiady i wieczerze; do tych zapraszali przyjaciół, obywatelów, wojskowych i sędziackich; w domach zjeżdżali się do nich pobliżsi sąsiedzi; rzadki był dzień bez gościa; częste biesiady z tańcami i pijatyką. W całym kraju pędzono życie na wesołości i lusztykach, wyjąwszy małą garsztkę skromnych w napoju. Stoły zastawiano wielkimi misami, które u wielkich panów były srebrne, u mniejszych prócz wazów i serwisów cynowe, talerze także podług pana srebrne lub cynowe"941. E.A. Lehndorff zwrócił uwagę na męczącą przewagę ilości nad jakością: "podano trzydzieści dań, ale co jedno to gorsze"942. Cudzoziemcy w wiekach XVII i XVIII podkreślali, że je się w sarmackiej Polsce zwykle nie tyle mięso pieczone, co niedopieczone albo spalone, gotowane zaś w połowie surowe, zwracali uwagę na tłuste żywienie, ogromną ilość jedzenia i stosowanych przypraw, korzeni, soli. Ulrich Werdum pisał, że uczty trwają niezmiernie długo, bo potrawy przynosi się jedną po drugiej943.

Z kolei Johann Joseph Kausch - lekarz śląski z Milicza, który niejednokrotnie leczył polską szlachtę, podróżował po Polsce i znał jej problemy, zwrócił uwagę na życie nad stan i kontrast ogólnej biedy z wystawnością stołu i posiłku przy goszczeniu obcych, gdzie już przy pierwszym daniu na stół wjechało sześć półmisków944. Podobna sytuacja miała miejsce wcześniej i na Zachodzie.

Imponowanie bogactwem i obfitość kuchni oraz kielicha to w Sarmatyzmie do pewnego stopnia przejaw zapożyczeń z kultury Orientu945. O imponowaniu zbytkiem i rozrzucaniu pieniędzy przez Polaków pisał Fryderyk Schulz, ale i Polak Józef Wybicki946. Tego ostatniego oszołomił zbytek stołeczny: "Blask zbytku azjatyckiego w pałacach, strojach, powozach i stołach zadziwiał oko, gdy dusza nie przyuczona myśleć, tym wszystkim obudzoną nie była"947. Anglik O'Connor stwierdzał, że szlachta żywi się głównie mięsem i to pieczonym, niegotowanym oraz drobiem, który zwiększa ilość substancji lotnych w ciele, co podnosi wigor i żwawość Polaków948. Przystosowali się do tego i nasi Niemcy, bo jak pisał Kitowicz o kuchni Augusta III: "Jadał tłusto i wiele (...). Choć sam jeden obiadował zastawiano przed niego 20 potraw i po tym wety i cukry (...). Wina używał mało i tego szampańskiego, albo przynajmniej przedniego węgierskiego; lecz za niego pili dobrze jego dworscy. Zgoła, co się tyczy stołu ten był suty aż do zbytku, iż wszedł w przysłowie (kiedy kto miał dobry obiad) mówić: Jadłem dzisiaj jak król polski"949. Oszczędzanie nie uchodziło tu za zaletę. "Lepiej mieć za taler szkody niż za pół grosza wstydu" - twierdził znawca kulinarny Stanisław Czerniecki950. Kiedy w 1661 roku zorganizował magnackie wesele w Łańcucie Potockich, jedzenie przygotowywało 75 kucharzy, zużyto na potrawy 60 wołów, 5 tysięcy kapłonów, 8 tysięcy kur, 13 tysięcy ryb, 18 tysięcy jaj oraz 270 beczek węgierskiego wina. Płacił ojciec panny młodej, Jerzy Lubomirski. Władysław Czapliński raczej słusznie uznaje te liczby za charakterystyczne dla epoki przedstatystycznej znaczne przerysowanie, mające na celu olśnienie czytelnika951. Nie zmienia to faktu, że kuchnię sarmacką cechowała skłonność do przesady, obfitości, chęć do zadziwiania gości niezwykłością potraw952. Władysław Jeżewski, gdy mówił o kosztach szlacheckiego ucztowania i picia, stwierdzał: "Nie wspominam wina, tak wiele na nie pieniędzy wynidzie, głowa zaboli, gdy rachować przyjdzie. Nuż pomarańcze, figi, marcypany i insze rzeczy, migdały, kasztany, wiele do roku to wszystko kosztuje, któż to wyliczy, kto prędko zrachuje"953.

Szlachtę podczas uczty obsługiwali lokaje protektora albo zabierała ze sobą na uczty służbę, która stała za krzesłem pana i dopijała resztki, tak, że pod koniec imprezy miała już nieźle w czubie i się rozzuchwalała. Jedynie służba gospodarza, pilnująca, by nie rozkradziono sreber, musiała zachować trzeźwość. Jędrzej Kitowicz podaje jednak, że na koniec uczty i sama służba "jedni się porozsadzali z flaszami dokoła stołu, drudzy z tymiż pod stół powłazili"954. Na dworze szlacheckim wódkę trzymano w apteczce jeszcze w początku XIX wieku przede wszystkim pod postacią nalewek i likierów. Często trzymano też alembik do destylowania alkoholu na domowe potrzeby955.

Kuchnię szlachecką za Augusta II cechowało ograniczenie i niezbyt wielka wymyślność walorów smakowych, generalnie zatopionych w smakach ostrych, pieprznych, czosnkowych i cebulowych, a także słodko-kwaśnych. Półmiski, tace i patery zastawione miały być czubato. Podróżnik francuski z początku XIX wieku, Hubert Vautrin, o kuchni sarmackiej jeszcze z perspektywy początku XIX wieku pisał: "Zwłaszcza przy stole Polak lubi popisywać się swoim bogactwem i korzystać z niego. Dba więcej o wystawność stołu niż o wytrawny smak potraw, jest raczej żarłokiem niż smakoszem. (...) Głównie jednak wykwint stołu zasadza się na trunkach, które też przede wszystkim pociągają biesiadników"956. O kuchni szlacheckiej stwierdzał: "Dominuje smak kwaśny i słodki. Wymienię tu barszcz, rodzaj zupy złożonej z kawałków drobiu i wody zakwaszonej sfermentowaną jarzyną, buraczki kiszone jak kapusta, rosół, to jest zupa na mięsie z kaszą, pierogi (...)957. Na pierwsze danie podawano na przykład: Rosół, barszcz, sztuka mięsa, bigos z kapustą (...) gęś gotowana z śmietaną i z grzybami duszonymi, w kostkę drobną pokrajanymi, kaszą perłową zasypana (...), gęś czarna, flaki, cielęcina, kury, kurczęta, gęsi rumiane, indyki, kapłony, bażanty, baranina z czosnkiem, prosięta, nogi wołowe na zimno z galaretą, wędzonka wołowa, a w Wielkiej Polszcze baranina i wieprzowina (...), dalej jeszcze kiełbasy, kiszki z ryżem i wątrobiana: toż zwierzyna, zające, sarny, jelenie, daniele, dziki, przepiórki, kuropatwy, kaczki dzikie"958. Wszystko doprawiano korzeniami, a do tego jeszcze dodawano warzywa ogrodowe, jak marchew pasternak, rzepa, buraki, kapusta słodka. Na drugie danie podawano również mięso w sosach i na sucho, na trzecie cukry i owoce ogrodowe. Uczniowie KEN w 1776 roku na śniadanie mieli piwo grzane z masłem, serem, śmietaną lub jajkami zabielane. Przy tym piwo rozcieńczano wodą, nie dawano mięsa i "potraw grubych"959. O posiłkach chłopskich w tym czasie czytamy: "Bardzo wiele wieśniaków w tym kraju nie znają mięsa, a przynajmniej rzadko je jedzą - stwierdzał Kurcyusz. Chleb gruby, lada jaka kasza, barszcz, kwaśna kapusta i trunek najprościejszy są zwyczajnym ich posiłkiem".

Otyłość

Jak wspomniałem, w średniowieczu otyłość w oczywisty sposób oznaczała obfitość, bogactwo i zdrowie. To głód, a nie obżarstwo kojarzył się z biedą i chorobą, ale też głód stanowił wówczas realne zagrożenie. Krzepkie ciało wiązano nie ze szczupłością, ale z masywną sylwetką. Pochlebny opis, to "bardzo duży i gruby, i wiele jada". Człowiek postawny nie był jednak gruby, ale raczej masywny czy potężny. Niedźwiedź, zwierzę królewskie, wyglądał właśnie masywnie960. Co innego lekarze. Ci już dawno wiedzieli, że otyłość musi szkodzić. W Warszawie Leopold Lafontaine wskazywał (1801), że już Hipokrates zalecał ruch oraz pracę jako równowagę dla posiłku i obfitości jedzenia. Otyłość uważał za niebezpieczną dla zdrowia, podobnie do Celsusa, który przeciwstawiał się zarówno chudości, jak i zbyt dużej wadze. "Nadto mało" szkodzi równie co "nadto wiele" - powiadał. Średnio człowiek warzyć powinien 160 funtów (80 kilogramów), jednak są i ludzie "nadto otyli", którzy mają 200-400 funtów961. Oczywiście otrzymujemy przy tym szereg dziwnych informacji, jak to o tłustym księdzu, który mógł chodzić po wodzie, a nawet na niej usiąść bez zatonięcia962.

Obecnie sytuacja uległa odwróceniu i wysoki status społeczny wiąże się ze szczupłą sylwetką, a bieda z otyłością, która jest skutkiem spożywania niezdrowej, taniej żywności i braku ruchu. Jeżeli w 1960 roku 13% Amerykanów cierpiało na otyłość, do 2000 roku ten wskaźnik wzrósł do 30%. Otyłość w konsekwencji niesie ze sobą pogorszenie stanu zdrowia i przyśpiesza śmierć. Ze względu na narastanie tego problemu lekarze podejmują coraz bardziej usilne starania, aby te zjawiska ograniczyć963.

Średniowieczna kobieca piękność nie była otyła, ale nie mogła być chuda. Ówczesne zachwyty nad tłustymi kobietami należy traktować ostrożnie, wypowiedzi te oznaczały po prostu panie dosyć pulchne, pełne i obfite, ale nie pozbawione kobiecych kształtów, nieforemne bryły sadła. Tak więc piękność jest "tłusta, biała i miękka". Kobieta "gruba i tłusta" wzbudza zachwyt, jej "zadek" ma być obfity i rozległy. Podobnie w wypadku mężczyzn964. Również obserwacje w różnych kulturach etnologicznych wskazują na preferowanie obfitości kobiecej, bo kojarzy się z pożądaną płodnością, macierzyństwem, dobrym odżywianiem się. Historycznie ukształtowały się wzorce kulturowe kojarzące ludzi grubych z wesołością, bogactwem, a chudych ze smutkiem, nieszczęściem i nędzą965.

Już jednak w XVII wieku otyłość w pewnych środowiskach oraz wśród elit stawała się wadą i powodowała, że kobieta gruba uważała się za brzydką. Tę przesadną otyłość, wykraczającą poza zwykłą pulchność, kojarzono już z pogorszeniem stanu zdrowia i różnymi dolegliwościami. W średniowieczu bez wątpienia "masywna sylwetka mogła budzić podziw, jako oznaka władzy i dobrego urodzenia. Tak samo jak w świecie głodu mogą zachwycać krainy mlekiem i miodem płynące, 'gdzie jedzenia było w bród'. Miraże nieustannej sytości. Siła łączy się z obżarstwem. Obfitość chroni zdrowie. Społeczne 'uprzywilejowanie' przekłada się na cielesną okazałość. Niewątpliwie obraz ten jest dość złożony i spotyka się z krytyką. W kazaniach duchownych, w pełnych rezerwy wypowiedziach lekarzy, a także w wymogach życia dworskiego, niezmiernie nieraz drobiazgowych. Tym niemniej znamienny i natychmiast rozpoznawalny pozostaje obraz siły i pewności siebie przypisywany otyłości"966. W wiekach XVII i XVIII pojawiają się ataki na grubych ze strony Saint-Simona czy Samuela Pepysa. Otyłość kojarzy się już niektórym z brzydotą, słabością, niezdarnością, gnuśnością, bezwolnością, brakiem dynamiki, talentu i lenistwem. Pani de Sévigne obawia się przede wszystkim, że przytyje967. Duchowni odwoływali się już w stuleciach XIV-XV do grzechu obżarstwa i piętnowali żarłoków. W XIX wieku otyłość jest wiązana negatywnie ze sposobem myślenia, mentalnością i osobowością oraz nerwicą. Znacznie silniej stygmatyzowano ciało kobiece968. Tak też już w epoce nowożytnej pojawiły się początki walki z nadwagą. Najprostsza metoda polegała na ściskaniu ciała i maskowaniu otyłości przez gorsety, pasy wyszczuplające, oraz sznurowania969. Na początku XX wieku mówiło się o plażowiczach: "Czy widzieliście nad brzegiem morza łysych mężczyzn o obfitych brzuszyskach? Paradują tam sobie, wystawiają na promienie słońca swoją błyszczącą otyłość, nie uświadamiając sobie, jaki niesmak budzą u pozostałych"970. Już wtedy popularność zyskały wśród elit diety odchudzające, oczywiście rozmaite i często całkowicie przeciwstawne. Jedna więc opierała się na zaleceniu, aby pić jak najmniej wody, inna, by jak najwięcej.

Na początku XX wieku zaczynano wysyłać dzieci szkolne na kolonie nad morze i w góry, co miało je chronić przed gruźlicą oraz wzmocnić zdrowie. Mimo to jeszcze w XIX wieku nadal występowały oceny zróżnicowane, a postawność i masywna sylwetka kojarzyły się z autorytetem i władzą, zarówno w wypadku królów, jak i mieszczan971.

Dieta zalecana

Dietę i skład pożywienia już we wczesnej nowożytności traktowano ze zdrowotnego punktu widzenia, a tę właściwą elity uważały za podstawę zdrowia972. "Człowiek powinien być wstrzemięźliwy w jedzeniu i piciu, gdyż nadmiar napoju czyni go ociężałym i sennym"973. Gdzie indziej czytamy: "Wiem od najświatlejszych umysłów, że w skutek zbyt obfitego pożywienia siwieją włosy, albo przedwcześnie robią się szpakowate, a ciało staje się ociężałe i niezgrabne"974. Takie poglądy upowszechniały się jednak powoli i należały do bardzo elitarnych. Większą popularność zyskały natomiast obżarstwo i upijanie się winem do nieprzytomności dla uzyskania wymiotów, które służyć miały zdrowiu975.

Zgodnie z teorią humoralną zjawiska kojarzono przez podobieństwa. Szczególnie polecano mięso ptaków, które jest lekkie, bo zaznało powietrza i lotu, więc miało być lekkie dla żołądka. Wracając jednak do porządku kosmicznego i jego odzwierciedlenia w diecie. Składały się nań już od starożytności cztery żywioły: zimno, gorąco, suchość oraz wilgoć. Wiosna, jako pora roku wilgotna i gorąca, potrzebować miała pokarmów o takiej samej naturze. Nauka nie należała jednak do prostych. Na dietę wywierał wpływ znak urodzenia człowieka. Planeta Saturn oznaczała naturę chmurną, melancholijną, opieszałą i zatroskaną - do takiego temperamentu należało zastosować dietę976. Posiłki też uzależniano od rodzaju pogody. Oczyszczać i chronić przed gniciem miały przyprawy. O pieprzu czytamy więc: "Pieprz sprowadza kichanie i oczyszcza mózg z flegmy, zjada niedobre ciało i oczyszcza organy wyższe z zakrzepłych i lepkich smarków. Czosnek rozkłada tłuste humory i odrzuca je"977. Jadanie słonych potraw pomagało w wypędzaniu demonów i złych duchów, a także rozpędzało złe humory. Obfite przyprawy stosowano jednakże także na trawienie, któremu pomagały. Przyprawy działać miały przez wywoływany przez nie wstrząs organizmu, który nadawał mu krzepkość i siłę. Używano też ich często jako afrodyzjaka, jak w wypadku pieprzu, anyżku, czosnku, kminku czy gałki muszkatałowej. Za tym podobne właściwości przypisywano klaretowi, winu z korzeniami i przyprawami. Te leki z przypraw przeznaczone były tylko dla bogatych. Funt szafranu czy gałki muszkatałowej kosztował tyle co krowa i chłop albo zwykły mieszczanin nie mógł sobie na niego pozwolić. Cena funta pieprzu była niższa i odpowiadała cenie tłustego barana978.

Właściwości ozdrowieńcze przypisywano też wódce, którą w średniowieczu traktowano jak lekarstwo. Mnich Raymond Lulle mówił, że wódka jest "emanacją boskości". Już od antyku popularnym lekarstwem była driakiew, kilkadziesiąt rodzajów przypraw zalanych winem i wzbogaconych jadem żmii. Driakiew noszono w małych pojemniczkach na szyi, niczym amulety i stosowano przy wszelkich okazjach. Za lecznicze uważano złoto i kamienie szlachetne, a więc do wódki dodawano na przykład płatki złota, co miało mieć działanie lecznicze. Flegmie i gniciu żywej tkanki złoto przeciwstawiało swoją niepodlegającą rozkładowi materię. Symbolizowało też czystość. Nie tylko złoto, ale i monety, brylanty i inne kamienie szlachetne i półszlachetne moczono albo nawet rozproszkowywano w napojach, by uzyskać efekt leczniczy979.

Dieta z wolna zaczęła się upowszechniać w wieku XVI. Nie stanowiła ona jeszcze w żadnym razie popularnej praktyki, ale wśród elit zachodniej Europy mówiono już o niej dosyć często. Wenecjanin Cornaro ważył posiłki, przeznaczając dziennie na spożycie 500 gramów pożywienia i 14 uncji wina. O pożytkach płynących z diety mówił Campanella w Mieście Słońca. Umiar w jedzeniu elity Zachodu uważały już wówczas za korzystny dla zdrowia i przedłużający życie.

Jednym z nurtów mody stało się proste pożywienie, a wykwint uważano za przejaw zepsucia. Żyć należało na wsi, a nie w mieście. Pamiętamy dojenie krów przez królową Marię Antoninę w turystycznej wiosce założonej w Paryżu. Popularne wśród elit stały się sielanki pasterskie i przedstawienia arystokratycznych teatrów, w których księżne grały gęślarki i pasterki. Odchodzono od diety mięsnej, na rzecz owoców i warzyw. Jak pisał współczesny: "Mieszkańcy miast, którzy czynią z mięsa swoje główne pożywienie, spędzają żałośnie całe życie nękani różnego rodzaju chorobami". Wegetarianizmowi sprzyjało spostrzeżenie, że ograniczenie mięsa i wzrost składników roślinnych zmniejsza zagrożenie szkorbutem. Zauważył to Cook w 1765 roku podczas swoich podróży na Pacyfiku. Wegetarianizm uważano za powrót do natury.

W XIX wieku dzięki postępom wiedzy zaczęto analizować skład chemiczny pożywienia. Zidentyfikowano wydzielanie węgla oraz azotu. Rozróżniano składniki służące do spalania i do budowania tkanek. Mięso (zawierające azot) postrzegano teraz jako źródło energii, która potrzebna jest robotnikom do pracy. Zwiększano racje mięsa na stołówkach szkolnych, a także w wojsku i w szpitalach. W centrum uwagi znalazła się energia, jak również spalanie. Przy tym uważano, że im organizm jest aktywniejszy, tym skuteczniej się oczyszcza podczas spalania. W XIX wieku rozwijały się w szkołach ćwiczenia fizyczne, zaczynano budowę sal gimnastycznych. Przy istniejącym ówcześnie problemie gruźlicy szczególną uwagę przywiązywano do rozbudowy klatki piersiowej, bowiem jak sądzono, brak aktywności fizycznej miał prowadzić do rozwijania się gruźlicy.

Większy nacisk kładziono na czystość. Skóra przez pory pozyskiwać ma tlen, a to zapewniać lepsze spalanie i dawać energię organizmowi. Dawne zalecenia moralne i religijne odnoszące się do seksu zastępowano przez wskazania medyczne związane z pożądanym wydatkowaniem energii. Debay w podręczniku z 1850 roku zalecał młodym małżonkom współżycie cztery razy w tygodniu, między 30.-40. rokiem życia dwa razy w tygodniu, a między 40.-50. rokiem życia jeden raz. Wynikało to z rozumowania, że trzeba oszczędzać energię konieczną do przeżycia.

Fast foody

Wraz z demokratyzacją i egalitaryzacją społeczeństwa, a potem globalizacją i rozwojem kultury popularnej i masowej, a także produkcji maszynowej oraz fabrycznej na dużą skalę, pojawiały się również powszechne, popularne i ponadklasowe wzory niezbyt zdrowej konsumpcji żywności. Masowa i tania żywność zaczęła być sprzedawana w fast foodach, którymi raczyli się niezamożni i młodzież. Korzystanie w nadmiarze z tej kuchni powoduje otyłość oraz kłopoty z krążeniem, ciśnieniem, cukrzycą, problemy kardiologiczne, zbyt wysoki poziom cholesterolu i trójglicerydów. Do takich składników kuchni należą też chipsy, popcorn, hot-dogi, hamburgery, spaghetti, chińszczyzna, pizza, guma do żucia i lody.

Do tej masowej i wszechobecnej kuchni zaliczały się chipsy, które powstały w roku 1853 roku w Stanach Zjednoczonych. Historia wyglądająca na produkt wizerunkowy opowiada, że jeden z klientów w restauracji grymasił, że kucharz za grubo pokroił frytki. Wówczas obrażony kucharz znakomitej restauracji skroił ziemniaki w cienkie płatki, chcąc zrobić kapryśnikowi na złość. Temu powstałe w ten sposób chipsy bardzo jednak smakowały, a jego współbiesiadnicy kazali sobie podać to samo. Przez półwiecze takie chipsy występowały tylko w restauracjach jako drogi przysmak, bo ziemniaki obierano wtedy ręcznie. Sytuacja zmieniła się dopiero po wprowadzeniu maszyny do obierania ziemniaków w latach 20. XX wieku. Komiwojażer Herman Lay wpadł na pomysł wożenia chipsów do południowych stanów USA, a po 30 latach firma Lay's objęła swoją działalnością cały kraj.

Popcorn narodził się w starożytnej Ameryce Południowej, skąd też pochodzi kukurydza. I tutaj przekazy o genezie produktu zbijają z tropu brakiem rozsądku. Indianie prażyli więc rzekomo w ten sposób kukurydzę, że wieszali kolby nad ogniskiem i rozpryskujące się wokół niego ziarna zbierali. Inny sposób polegał na wsadzaniu ziaren do zasypanego piaskiem naczynia. Wybuchające ziarna wyskakiwały z piasku. Popcorn pojawił się już wśród pierwszych osadników w Ameryce Północnej dzięki Indianom, a pierwsze maszyny do prażenia kukurydzy wymyślono w latach 80. XIX wieku. Prawdziwą karierę popcorn zrobił jednak wraz z rozwojem kina, gdzie stał się popularną przekąską. Już w 1947 roku 85% amerykańskich kin miało stoiska z popcornem. Potem popcorn stał się stałym towarzyszem telewizji.

Hot dog składa się z dwóch elementów - kiełbaski i bułki. W 1852 roku we Frankfurcie zaczęły być produkowane frankfurterki, lekko łukowate, mocno przyprawione kiełbaski. Miejscowi nazywali je, ze względu na kształt, jamnikami. Pod tym pseudonimem trafiły one do Ameryki, gdzie pewien piekarz Charles Feltman, któremu interes nie szedł, przebranżowił się i zaczął sprzedawać frankfurterki w wydłużonej bułce z wózka, na którym kiełbaski trzymał w kociołku opalanym węglem drzewnym. Frankfurterki sprzedawał przybrane kiszoną kapustą i musztardą.

Podstawą hamburgera jest kotlet z siekanej wołowiny. Kotlet ten pochodzi od znanego u nas tatara, jadanego na surowo z jajkiem. Nazwa "tatar" pochodzi od Tatarów, którzy najeżdżali wschodnią Europę w średniowieczu. W Hamburgu ten tatar poddany został obróbce termicznej i nazwany "kotletem po hambursku". W drugiej połowie XIX wieku kotlet taki spopularyzowano w Ameryce, gdzie nazwano go skrótowo hamburgerem. Nie wiadomo, kto wpadł na pomysł sprzedawania go w formie kanapki, natomiast odnotowano go w tej postaci już w 1904 roku, kiedy sprzedawano hamburgery na światowej wystawie w Saint Louis. Światową karierę zrobił jednak dzięki firmie McDonald's.

Makaron pojawił się we Włoszech w XIII wieku, od kiedy przywieźli go tam z Dalekiego Wschodu bracia Polo Niccolo i Maffeo oraz syn tego pierwszego Marco. W ten sposób spaghetti pojawiło się w Europie. Z kolei gumę do żucia wynalazł dyktator Teksasu generał Antonio Lopez de Santa Anna, który w 1835 roku wypędzony został do Stanów Zjednoczonych. Wywiózł ze sobą zapas suszonej żywicy z drzew kauczukowych, którą lubił żuć. Jego sąsiad, Thomas Adams, postanowił zrobić na tym interes i zaczął sprzedawać gumę na porcje. Adams New York Gum pojawiła się w sprzedaży w 1871 roku w kulkach, które z czasem zamieniono na paski, które można było ciąć. Guma Adamsa nie miała smaku. Sycić ją zaczął ekstraktem smakowym używanym ówcześnie do produkowania syropu na kaszel aptekarz John Colgan. Prawdziwą karierę guma do żucia zawdzięcza jednak Williamowi Wrigleyowi, handlującemu początkowo mydłem. Gumą do żucia zajął się w latach 90. XIX wieku, sprzedając ją o smaku mięty, co spotkało się z wielkim entuzjazmem. Początkowo guma do żucia spotykała się z wrogością - nauczyciele twierdzili, że dzieci, które ją żują, przestają się uczyć, purytanie traktowali ją prawie jako grzech.

Starym wynalazkiem są lody. Pojawiły się już w Chinach 4000 lat temu. Owe lody robiono przez rozgotowanie w mleku ryżu w postać zbliżoną do budyniu i następnie jego schłodzenie w śniegu. Przepis na te lody przekazał Marco Polo w XIII wieku. Receptury używali bogaci rodacy Polo, których stać było na gromadzenie w chłodnej piwnicy przez cały rok zapasów naturalnego lodu.

868 Europa przednowoczesna, to popularny termin określający czasy do upowszechnienia kapitalizmu, demokracji, rozwoju industrializacji i społeczeństwa nowoczesnego (masowa edukacja, kultura masowa etc.).

869 Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby, s. 39; Fernand Braudel, Kultura materialna, gospodarka i kapitalizm, t. 1, s. 306-307; Jean Delumeau, Strach w kulturze Zachodu XIV-XVIII wiek, s. 182-183.

870 Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby, s. 39; Piotr Miodunka, Kryzysy żywnościowe a anomalie klimatyczne od XVII do połowy XIX wieku na przykladzie Małopolski, Historyka. Studia Metodologiczne, 46, 2016, s. 209-227.

871 Andrzej Karpiński, W walce z niewidzialnym wrogiem, s. 193-213, 219.

872 Jędrzej Kitowicz, Pamiętniki, czyli Historia polska, Warszawa 1971, s. 48.

873 Massimo Montanari, Der Hunger und der Überfluß. Kulturgeschichte der Ernährung in Europa, München 1999, s. 38-39.

874 Ignacy Krasicki, Wybór z "Monitora", Warszawa 1954, s. 24-25.

875 Tadeusz Sobczak, Wyżywienie, w: Historia kultury materialnej, Wrocław 1978, t. 4, s. 333.

876 Stanisław Staszic, Przestrogi dla Polski, s. 173.

877 Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby, s. 67.

878 Władysław Szumowski, Historia medycyny, s. 393-394.

879 Władysław Czapliński, Życie codzienne magnaterii polskiej w XVII wieku, Warszawa 1976, s. 113; Barbara Michalakówna, Pożywienie, w: Historia ludowa Wielkopolski, red. Józef Burszta, Poznań 1964, t. 2, s. 410, 440-441.

880 Felipe Fernandez-Amesto, Wokół tysiąca stołów, czyli historia jedzenia, Warszawa 2003, s. 188-189.

881 Maria Bogucka, Między obyczajem a prawem. Kultura Sarmatyzmu w Polsce XVI-XVIII wieku, Warszawa 2013, s. 179.

882 Roman Kaleta, Sensacje z dawnych lat, s. 130.

883 Barry William Higman, Historia żywności, Warszawa 2012, s. 316-319.

884 Massimo Montanari, Der Hunger und der Überfluß, s. 11.

885 Paul Delsalle, Drób, w: Codzienność dawnej Francji. Życie i rzeczy w czasach ancien régime'u, red. Michel Figeac, Wilanów 2015; Paul Delsalle, Dziczyzna, s. 101-102.

886 Fernand Braudel, Kultura materialna, gospodarka i kapitalizm, t. 1, s. 92; Piotr Kowalski, Chleb nasz powszedni. O pieczywie w obrzędach, magii, literackich obrazach i opiniach dietetyków, Wrocław 2000, s. 29; Barbara Michalakówna, Pożywienie, t. 2, s. 403-404.

887 Piotr Kowalski, Chleb nasz powszedni, s. 21-23; Barbara Michalakówna, Pożywienie, t. 2, s. 404.

888 Tamże, s. 42-45; Maria Bogucka, Między obyczajem a prawem, s. 184-185.

889 Massimo Montanari, Der Hunger und der Überfluß, s. 61; Madeleine Ferriéres, Chleb, w: Codzienność, s. 57-59.

890 Tadeusz Sobczak, Wyżywienie, s. 329.

891 Piotr Kowalski, Chleb nasz powszedni, s. 34-36.

892 Fernand Braudel, Kultura materialna, gospodarka i kapitalizm, t. 1, s. 94.

893 Tamże, s. 163.

894 Tamże, s. 330; Maria Bogucka, Między obyczajem a prawem, s. 186.

895 Tadeusz Sobczak, Wyżywienie, s. 330.

896 Massimo Montanari, Der Hunger und der Überfluß, s. 15-17; Jean Delumeau, Strach w kulturze Zachodu, s. 7-9.

897 Massimo Montanari, Der Hunger und der Überfluß, s. 17-19.

898 Tamże, s. 20.

899 Fernand Braudel, Kultura materialna, gospodarka i kapitalizm, t. 1, s. 164-167.

900 Hans-Heinrich Bass, Hungerkisen in Preussen, s. 47-48.

901 Tamże, s. 48-49. Fernand Braudel, Kultura materialna, gospodarka i kapitalizm, t. 1, s. 144-145; Barbara Michalakówna, Pożywienie, t. 2, s. 401, 412.

902 Jürgen Kuczynski, Geschichte des Alltags des deutschen Volkes, Berlin 1983, Bd. 2 1650-1810, s. 264-265; Wolfgang König, Kleine Geschichte der Konsumgesellschaft, s. 44-45; Massimo Montanari, Der Hunger und der Überfluß, s. 126, 155.

903 Massimo Montanari, Der Hunger und der Überfluß, s. 53, 71.

904 Massimo Montanari, Der Hunger und der Überfluß, s. 130-131; Restif de la Bretonne, Noce paryskie, Kraków 1981, s. 142-144.

905 Günter Wiegelman, Alltags- und Festspeisen in Mitteleuropa. Innovationen. Strukturen und Regionen vom späten Mittelalter bis zum 20 Jahrhundert, Münster 2006, s. 40-43; Tadeusz Sobczak, Wyżywienie, s. 329; Barbara Michalakówna, Pożywienie, t. 2, s. 418-419.

906 Wilhelm Abel, Massenarmut und Hungerkrisen im vorindustriellen Deutschland, Göttingen 1972, s. 7-9.

907 Tamże, s. 10-11.

908 Wolfgang König, Kleine Geschichte der Konsumgesellschaft, s. 42-43, 46-47, 96-98, 100-101, 119-120; Roman Rossfeld, Ernährung im Wandel: Lebensmittelproduktion und -konsum zwischen Wirtschaft, Wissenschaft und Kultur, w: Die Konsumgesellschaft in Deutschland 1890-1990, Hg. Heinz-Gerhard Haupt, Claudius Torp, Frankfurt-New York 2009, s. 27; Wilhelm Abel, Massenarmut und Hungerkrisen, s. 7; Fernand Braudel, Kultura materialna, cywilizacja i kapitalizm, Bd. 1, s. 172; Reay Tannahill, Historia kuchni, Warszawa 2014, s. 256-257.

909 Barry William Higman, Historia żywności, s. 167-168, 181-183.

910 Ludwik Krzywicki, Przewrót w produkcji środków żywności, w: Artykuły i rozprawy.

911 Piotr Kowalski, Chleb nasz powszedni, s. 37-38.

912 Tamże, s. 40.

913 Wolfgang König, Kleine Geschichte der Konsumgesellschaft, s. 42-43, 46-47, 96-98, 100-101, 119-120.

914 Pierro Comporesi, Der feine Geschmack. Luxus und Moden im 18. Jahrhundert, Frankfurt-New York 1992, s. 7.

915 Ignacy Krasicki, Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki, Wrocław 2005, s. 43

916 Hugo Kołłątaj, Stan oświecenia w Polsce, s. 9.

917 Fryderyk Schulz, Podróże Inflantczyka, s. 154.

918 Tamże, s. 12-13. Dorota Lewandowska, Od węgrzyna do szampana. Wino, smak i wyróżnienie w Polsce XVII-XVIII wieku, Przegląd Historyczny, 4, 2011, s. 710-711; Janusz Tazbir, Sarmatyzm i alkohol, w: Polska na zakrętach dziejów, Warszawa 1997, s. 176; Łukasz Gołębiowski, Domy i dwory, Warszawa 1830, s. 124-125.

919 Johann Joseph Kausch, Wizerunek narodu polskiego, s. 275.

920 Dorota Lewandowska, Od węgrzyna do szampana, s. 697, 708-798; Józef Burszta, Społeczeństwo i karczma. Propinacja, karczma i sprawa alkoholizmu w społeczeństwie polskim XIX wieku, Warszawa 1951, s. 36.

921 Johann Joseph Kausch, Wizerunek narodu polskiego, s. 277.

922 Dorota Lewandowska, Od węgrzyna do szampana, s. 712-713.

923 Elżbieta Kowecka, W salonie i w kuchni. Opowieść o kulturze materialnej pałaców i dworów polskich w XIX wieku, Poznań 2008, s. 172.

924 Tamże, s. 145-146, 172-173.

925 Ignacy Krasicki, Wybór z "Monitora", s. 30.

926 Elżbieta Kowecka, W salonie i w kuchni, s. 173.

927 Bernard O'Connor, Historia Polski, Wilanów 2012, s. 467; Barbara Michalakówna, Pożywienie, t. 2, s. 405, 409, 411.

928 Fernand Braudel, Kultura materialna, gospodarka i kapitalizm, t. 1, s. 120-121.

929 Oskar Kolberg, Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 1, Warszawa 1962, s. 79.

930 Tamże, s. 79-80.

931 Barbara Michalakówna, Pożywienie, t. 2, s. 416.

932 Tamże, t. 2, s. 410-411.

933 Jürgen Kuczynski, Geschichte des Alltags des deutschen Volkes, Bd. 2 1650-1810, s. 264-265.

934 Günter Wiegelman, Alltags- und Festspeisen in Mitteleuropa, s. 46, 49.

935 Tamże, s. 243.

936 Leopold Lafontaine, O śniadaniu, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 2, Warszawa 1801, s. 229-231.

937 Tamże, s. 232.

938 Tamże, s. 234-235.

939 Bernard O'Connor, Historia Polski, s. 474, 478-479.

940 Maria Bogucka, Między obyczajem a prawem, s. 179. Barry William Higman, Historia żywności, s. 263-264, 272-274.

941 Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, s. 224.

942 Ernst Ahasverus von Lehndorff, Dzienniki, w: Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, opr. W. Zawadzki, Warszawa 1963, t. 2, s. 35.

943 Ulryk Werdum, Dziennik podróży 1670-1672, Wilanów 2012, s. 68-69.

944 Johann Joseph. Kausch, Wizerunek narodu polskiego, s. 272-273.

945 Maja i Jan Łozińscy, Historia polskiego smaku. Kuchnia- stół - obyczaje, Warszawa 2013, s. 57; Jerzy Besala, Alkoholowe dzieje Polski, s. 613-721.

946 Fryderyk Schulz, Podróże Inflantczyka, s. 154-155; Józef Wybicki, Życie moje, s. 24-25.

947 Tamże, s. 25.

948 Bernard O'Connor, Historia Polski, s. 470.

949 Jędrzej Kitowicz, Pamiętniki, czyli Historia polska, s. 114-115.

950 Maja i Jan Łozińscy, Historia polskiego smaku, s. 64.

951 Tamże, s. 64. Władysław Czapliński, Życie codzienne magnaterii polskiej, s. 116.

952 Tamże, s. 124.

953 Maja i Jan Łozińscy, Historia polskiego smaku, s. 65.

954 Tamże, s. 66; Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, s. 236.

955 Elżbieta Kowecka, W salonie i w kuchni, s. 164-165.

956 Hubert Vautrin, Obserwator w Polsce, w: Polska stanisławowska, t. 1, s. 770.

957 Tamże, s. 772-773.

958 Tadeusz Sobczak, Wyżywienie, s. 331.

959 Tamże, s. 332.

960 Georges Vigarello, Historia otyłości. Od średniowiecza do XX wieku, Warszawa 2012, s. 18; Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby, s. 33; Barry William Higman, Historia żywności, s. 322-323.

961 Leopold Lafontaine, O otyłości, Dziennik Zdrowia dla Wszystkich Stanów, 3, Warszawa 1801, s. 259, 263-264.

962 Tamże, s. 265.

963 Tamże, s. 323.

964 Georges Vigarello, Historia otyłości, s. 20.

965 Barry William Higman, Historia żywności, s. 323-324.

966 Georges Vigarello, Historia otyłości, s. 7-8.

967 Tamże, s. 8-10.

968 Tamże, s. 11.

969 Tamże, s. 13-14.

970 Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby, s. 33.

971 Georges Vigarello, Historia otyłości, s. 12-13, 18.

972 Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby, s. 33.

973 Tamże, s. 34.

974 Tamże, s. 34.

975 Tamże, s. 38-39.

976 Tamże, s. 15-17.

977 Tamże, s. 23.

978 Tamże, s. 22-25.

979 Tamże, s. 21-23.