Bałtyckie wraki Fuhrera - Henryk Mąka

Kup ebooka

25.00 zł
20.75 zł (19,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

Od Autora

Jest kilka powodów napisania i wydania tej książki.

Potrzeba PRZYPOMNIENIA zagłady hitlerowskiej floty transportowej na Bałtyku. Wydarzyło się to na przełomie 1944 i 1945 roku w pobliżu polskich brzegów! Potrzeba PODKREŚLENIA, że pod względem liczby ofiar były to największe tragedie morskie w dziejach świata. Jeśli bowiem powszechnie znana, wielokrotnie opisana w książkach i sfilmowana katastrofa brytyjskiego transatlantyku "Titanic" pochłonęła 1503 ofiary, zatopienie statku "Wilhelm Gustloff" spowodowało ich trzykrotnie więcej, statku "Steuben" trzy i pół razy więcej, a wskutek tragedii statku "Goya" życie straciło aż 6800 ofiar, czyli dokładnie cztery i pół razy więcej! Potrzeba WYJAŚNIENIA prawdziwych przyczyn i okoliczności tych zdarzeń, co wobec fałszowania ówczesnej rzeczywistości w Niemczech i niemieckich mass mediach (bezkrytycznie powtarzanych nieraz w Polsce) jest szczególnie istotne. Zwłaszcza w odniesieniu do transportowców Kriegsmarine, które przewoziły z zachodnich portów na wschód uzbrojenie i zaopatrzenie dla walczących tam wojsk, w drodze powrotnej natomiast z krajów nadbałtyckich i Prus Wschodnich zabierały chorych i rannych żołnierzy Wehrmachtu i Waffen SS, a z rejonu Gotenhafen (Gdyni) i Thorn-Bromberg (Toruń-Bydgoszcz) wyszkolone w specjalnych ośrodkach załogi U-Bootów oraz oddziały czołgistów i artylerzystów, które miały być wykorzystane w walkach nad Odrą i wokół Berlina. Te statki tylko przy okazji zabierały osoby cywilne: funkcjonariuszy NSDAP, gestapo i wyższych urzędników władz okupacyjnych, a także ich żony i dzieci.

Wcielone do III Rzeszy miasto Gdańsk odwiedził 16 września entuzjastycznie powitany Adolf Hitler. Z balkonu sopockiego "Grand Hotelu" obserwował walki z polskimi obrońcami Helu

Potrzeba przypomnienia i wyjaśnienia NAJSTRASZNIEJSZEJ TRAGEDII MORSKIEJ II wojny, jaką było zatopienie na wodach Zatoki Lubeckiej statków i barek wypełnionych więźniami hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Pamiętać przy tym trzeba o zasadniczej różnicy między pasażerami "Wilhelma Gustloffa", "Steubena", "Goi" itp. a "pasażerami" statków "Cap Arcona", "Thielbeck", "Athen" i prymitywnych barek. Polegała ona na tym, że ci pierwsi - apologeci nazizmu i wierni pretorianie Hitlera - wchodzili na owe statki dobrowolnie i w radosnym nastroju udanej ucieczki od frontowych walk, ci drudzy natomiast - więźniowie obozów koncentracyjnych pod nadzorem esesmanów - zapędzani byli pod pokłady statków kolbami karabinów i pałami kapo. Gdy wreszcie tysiące więźniów z Neuengamme, Stutthofu, Pölitz i innych hitlerowskich kaźni zostało "zaokrętowanych", ich prześladowcy perfidnie zawiadomili nacierających Anglików, że statkami zgromadzonymi na wodach Zatoki Lubeckiej chcą ewakuować się do Norwegii władze III Rzeszy. W tym czasie bowiem Norwegia nadal znajdowała się w niemieckich rękach i w oparciu o tamtejsze bazy morskie i lądowe umożliwiała rozpoczęcie planowanej hitlerowskiej kontrofensywy, co w sposób oczywisty przedłużyć mogło wojnę i rozlew krwi. Anglicy zadziałali więc szybko i z rozmachem. W rezultacie nalotu zniszczyli i zatopili tę armadę, powodując śmierć 8-9 tysięcy więźniów: Polaków, Rosjan, Francuzów, Ukraińców, Żydów, Czechów, a nawet Amerykanów, Szwajcarów i niemieckich antyfaszystów. Stało się to 3 maja 1945 roku, dosłownie na kilka godzin przed opanowaniem Lubeki, Neustadt i okolic przez brytyjskie wojska. Wreszcie ważne SPROSTOWANIE błędnych stwierdzeń niemieckich mass mediów, jakoby głównym celem operacji Hannibal było ratowanie kobiet i dzieci. Otóż zgodnie z rozkazami wielkiego admirała Karla Dönitza, popartych tajną dyrektywą kancelarii Führera, kolejność okrętowania ludzi na transportowce Kriegsmarine była następująca: 1) zwarte oddziały wojska wszystkich specjalności zdolne do walki nad Odrą i w obronie Berlina, 2) ranni i chorzy żołnierze wraz z personelem lekarskim i opiekuńczym, 3) zasłużeni funkcjonariusze NSDAP i dygnitarze hitlerowskiej administracji na okupowanych terytoriach, wraz z rodzinami, 4) inżynierowie i technicy oraz rzemieślnicy i majstrowie przemysłu zbrojeniowego, 5) uciekinierzy, głównie kobiety i dzieci. Przy okazji jeszcze jedno wyjaśnienie. Nie można stawiać znaku równości między KATASTROFĄ i TRAGEDIĄ morską, co w odniesieniu do wydarzeń na Bałtyku czynią niemieckie, a za nimi i polskie mass media. Z pewnością bowiem katastrofą było przypadkowe zderzenie "Titanica" z górą lodową w okresie pokoju, ale nie jest katastrofą, choć na pewno tragedią, celowe storpedowanie bądź zbombardowanie transportowców hitlerowskiej armii w czasie działań wojennych. To przecież nie to samo. I choć ofiar w tym drugim przypadku bywało bez porównania więcej, NIE WOLNO ich ze sobą porównywać, tak samo jak napastnika z ofiarą, czy wojny z pokojem.

Czytając tę książkę i oglądając zawarte w niej oryginalne ilustracje, po prostu trzeba o tym pamiętać. Zwłaszcza teraz, gdy za Odrą i dalej odradzają się pomysły, aby "wypędzonych" z ziem okupowanych i dawnych terytoriów III Rzeszy uznać za... ofiary ludobójstwa, porównywalnego z wojenną gehenną Polaków i holocaustem. Celowo zaciemnia się przy tym pojęcie ofiar agresji, by porównać je z sytuacją tych, którzy wojnę wywołali i przegrali, a dziś z premedytacją mylą skutki z przyczynami.

Temu oczywistemu manipulowaniu prawdą trzeba się sprzeciwiać. Stanowczo i konsekwentnie!

AUTOR