Balladyna. Lektura z opracowaniem - Juliusz Słowacki

Kup ebooka

8.99 zł

-
Proszę czekać

AKT PIERW­SZY

SCENA I

Las bli­sko je­ziora Go­pła - chata pu­stel­nika ustro­jona kwia­tami i blusz­czem. - Kir­kor wcho­dzi w ka­ra­ceń­skiej zbroi15, bo­gato ubrany, z or­limi skrzy­dłami...

KIR­KOR

sam

Rady za­się­gnąć warto u czło­wieka,

Który się kryje w tej za­ci­szy le­śnej;

Po­bożny sta­rzec - ma jed­nak w ro­zu­mie

Nieco sza­leń­stwa: ile­kroć mu pra­wisz16

O zam­kach, kró­lach, o kró­lew­skich dwo­rach,

To jak sza­lony od ro­zumu błą­dzi,

Miota prze­kleń­stwa, pieni się, na­rzeka;

Mu­siał od kró­lów do­znać wiele złego,

I z owąd zo­stał przy­ja­cie­lem gminu17.

stuka do celi

Puk! puk! puk!

GŁOS Z CELI

Kto tam?

KIR­KOR

Kir­kor.

PU­STEL­NIK

wy­cho­dząc z celi

Wi­taj synu...

Czego chcesz?

KIR­KOR

Rady.

PU­STEL­NIK

Zo­stań pu­stel­ni­kiem.

KIR­KOR

Gdy­bym pod­sta­rzał dzie­sią­tym krzy­ży­kiem18,

Może bym w smutne schro­nił się dą­browy;

Ale ja młody, pan czte­ro­wie­żowy19,

Prze­my­ślam dzi­siaj, jak by się oże­nić...

Po­radź mi, star­cze.

PU­STEL­NIK

Lat dwa­dzie­ścia z górą

Jak żyję w pusz­czy...

KIR­KOR

Cóż stąd?

PU­STEL­NIK

Więc oce­nić

Lu­dzi nie mogę - ani wska­zać, którą

Weź­miesz dzie­wicę.

KIR­KOR

Te, co roz­kwi­tały

Z dzie­ciń­stwa pącz­ków, gdyś ty żył na świe­cie,

Są dziś pan­nami... czer­wony li biały

Pą­czek na róży, taka bę­dzie róża...

Przy­po­mnij nie­gdyś naj­pięk­niej­sze dzie­cię,

Białą, jak w ręku aniel­skiego stróża

Kwiat li­li­jowy - niech jej sło­wik śpiewny

Za­zdro­ści głosu, a sy­no­gar­lica20

Wier­no­ścią zrówna... gdzie taka dzie­wica,

Wskaż mi, o star­cze? Mó­wią, że kró­lewny

Słyną wdzię­kami?

PU­STEL­NIK

Nieba! to ród węża.

Żona zbrod­niami po­dobna do męża,

Córki do ojca, a do ma­tek syny;

Jak w jed­nym gnieź­dzie skłę­bione ga­dziny.

O bog­daj pio­run!...

KIR­KOR

Nie prze­kli­naj.

PU­STEL­NIK

Młody,

Prze­kli­naj ze mną - oni klą­twy warci.

Bog­daj do­znali, co po­mór21 i głody!

Bog­daj pio­ru­nem na poły po­żarci,

Pa­da­jąc w ziemi pasz­czą roz­dzia­wioną,

Proch mieli płasz­czem, a węża ko­roną.

Bog­daj! - Klnąc zbójcę po­tar­ga­łem siły,

Wście­kłem się jako bry­tan uwią­zany.

Bo też ja kie­dyś by­łem pan nad pany,

Stu­ty­siącz­nemu na­ro­dowi miły,

Ży­łem w pur­pu­rze22, dziś no­szę łach­many;

Mu­szę prze­kli­nać. Mia­łem dzia­tek23 troje,

Nocą do kom­nat we­szli brata zbóje,

Ró­życzki moje trzy z ło­dygi ścięto!

Dzie­cinki moje w ko­ły­skach za­rżnięto!

Aniołki moje!... wszyst­kie moje dzieci!

KIR­KOR

Któż je­steś, star­cze?

PU­STEL­NIK

Ja... Król Po­piel trzeci...

KIR­KOR

schyla ko­lano

Królu mój!

PU­STEL­NIK

Któż mię z że­braki ro­ze­zna?...

KIR­KOR

Uzbra­jam chamy24 i lecę do Gne­zna

Mścić się za cie­bie...

PU­STEL­NIK

Mło­dzień­cze, roz­wagi!

KIR­KOR

Bez­pra­wie go­rzej od Moj­że­sza plagi25

Kala tę zie­mię i prę­dzej się sze­rzy;

Po­piel, ska­lany dzieci krwią nie­winną,

Nie­godny rzą­dzić tłu­mowi ry­ce­rzy.

Niech więc się sta­nie, co się stać po­winno,

Pod okiem Boga, na tej bied­nej ziemi.

PU­STEL­NIK

Czy ty skrzy­dłami anioła zło­temi

Z nieba zle­cia­łeś?

KIR­KOR

Na bar­kach or­licy

Para tych bia­łych skrzy­deł wy­ra­stała;

Gdy na ry­cer­skiej są na­ra­mien­nicy,

Bę­dzież-li ry­cerz mniej niż owa biała

Pta­szyna lu­dziom uży­teczny? - ma-li

Ga­dom prze­pusz­czać ry­cerz uskrzy­dlony

Orła pió­rami?

PU­STEL­NIK

O mężu ze stali!

Ty je­steś z owych, któ­rzy walą trony.

KIR­KOR

Ty wiesz, jak na­sza zie­mia wsze­te­czeń­stwem

Króla ska­lana. Wiesz, jak Po­piel krwawy

Pa­stwi się co­raz no­wym okru­cień­stwem...

Za­czer­wie­nione krwią wi­dzia­łem stawy:

Król żywi kar­pie cia­łem nie­wol­ni­ków.

Nie­raz wy­biera dzie­sią­tego z szy­ków

I tnąc w ka­wały, ulu­bio­nym ry­bom

Na żer wy­rzuca; resztę ciał wy­miata

Na dwor­skie pola i czer­wo­nym ski­bom26

Ziarno po­wie­rza. Są­siad zie­mię kata

Na po­śmie­wi­sko zwie Ru­sią Czer­woną.

Do­tąd ży­ją­cym pod Le­cha ko­roną

Bóg da­wał żniwo szczę­ścia nie­za­siane,

Lud żył szczę­śliwy; dzi­siaj nie­sły­chane

Po­mory, głody sy­pie Boża ręka.

Zie­mia upa­łem wy­su­szona pęka;

Wio­senne runa złocą się, nim ziarno

Czoła po­chyli, a wie­śniacy garną

Sier­pami próżne tylko włosy żyta.

Ta sama Pol­ska, nie­gdyś tak ob­fita,

Staje się co rok sza­rań­czy szpi­chle­rzem;

Nie­gdyś tak bitna, dziś bla­dym ry­ce­rzem

Z gło­dami wal­czy i z wid­mem za­razy.

PU­STEL­NIK

Ach jam prze­klęty! prze­klęty! trzy razy

Prze­klęty! wi­nien je­stem nie­szczęść ludu.

KIR­KOR

Jako, tyś wi­nien?...

PU­STEL­NIK

Z roz­licz­nego cudu

Ko­rona Le­cha sławną nie­gdyś była,

W niej szczę­ścia ludu, w niej kra­iny siła

Cu­dem za­mknięta... oto ja, wy­gnany,

Lud po­zba­wi­łem tej ko­rony.

KIR­KOR

Star­cze?...

PU­STEL­NIK

Ko­rona brata mego jak licz­many

Fał­szywa... moja pod spróch­niałe kar­cze

Lasu wko­pana... mia­łem ją do grobu

Po­nieść za sobą.

KIR­KOR

Skądże tej ko­ro­nie

Cu­downa wła­dza?

PU­STEL­NIK

Ku oj­czy­stej stro­nie

Wra­cali nie­gdyś od Be­tleem żłobu

Święci kró­lo­wie - dwóch Ma­gów i Scyta27.

Ów król pół­nocny za­szedł w na­sze żyta,

Za­błą­dził w zbożu jak w le­sie - bo zboże

Ro­sło wy­so­kie jak las w kraju Le­cha;

Więc za­błą­dziw­szy rzekł: "Wy­pro­wadź, Boże!"

Aż oto przed nim od­krywa się strze­cha

Kró­lew­skiej chaty - bo Lech miesz­kał w cha­cie. -

Wszedł do niej Scyta i rzekł: "Królu! bra­cie!

Idę z Be­tleem, a gwiazda błę­kitna

Two­ich bła­wat­ków cią­gle szła przede mną,

Aż tu za­wio­dła". - Lech rzekł: "Zo­stań ze mną.

Kra­ina moja szczę­śliwa i bitna,

Je­śli chcesz, to się tą zie­micą z tobą

Dzielę na poły". - Scyta rzekł: "Zo­stanę,

Lecz kraju nie chcę, bo zie­mie zła­mane

Roz­gra­ni­czają się krwią i ża­łobą

Dzieci i ma­tek". Więc ra­zem zo­stali;

Ale to długa po­wieść...

KIR­KOR

Mów! mów da­lej!

15 ka­ra­ceń­ska zbroja - zbroja z łu­sek na pod­kła­dzie ze skóry lub gru­bego ma­te­riału, przy­po­mi­na­jąca wy­glą­dem pan­cerz ro­baka na­zy­wa­nego ka­ra­ka­nem (lub pru­sa­kiem, ka­ra­cza­nem) - stąd na­zwa.

16 pra­wić - mó­wić.

17 gmin - lud, po­spól­stwo.

18 pod­sta­rzał dzie­sią­tym krzy­ży­kiem - gdy­bym miał pra­wie sto lat.

19 pan czte­ro­wie­żowy - możny, pan na zamku o czte­rech wie­żach.

20 sy­no­gar­lica - szla­chetna od­miana go­łę­bicy, przy­pi­sy­wano jej wier­ność jed­nemu part­ne­rowi.

21 po­mór - za­raza, śmierć.

22 pur­pura - ko­lor kró­lew­ski, ciem­no­czer­wony.

23 dziatki - dzieci.

24 cham - tu w zna­cze­niu: chłop, czło­wiek z ni­skiej klasy spo­łecz­nej.

25 Moj­że­sza plagi - plagi ze­słane na Egipt przez Moj­że­sza, wspie­ra­nego przez Boga; miały skło­nić fa­ra­ona do wy­pusz­cze­nia ludu Izra­ela z nie­woli do Ziemi Obie­ca­nej; opi­sane w Księ­dze Wyj­ścia.

26 skiba - wą­ski pas gleby utwo­rzony z uży­ciem pługa.

27 Scyta - miesz­ka­niec Scy­tii, czło­nek ple­mie­nia Scy­tów, któ­rzy na­je­chali m.in. obecne zie­mie pol­skie 700 lat p.n.e.; szlachta pol­ska wy­wo­dziła swoje po­cho­dze­nie od Scy­tów.

Bal­la­dyna

Tra­ge­dia w pię­ciu ak­tach

KO­CHANY PO­ETO RUIN!1

Po­zwól, że pi­sząc do cie­bie za­cznę od apo­logu2, który mi opo­wie­dziano nad Sa­la­miny3 za­toką.

Stary i ślepy har­fiarz z wy­spy Scio4 przy­szedł nad brzegi Mo­rza Egej­skiego, a usły­szaw­szy z wiel­kim hu­kiem ła­miące się fale, my­ślał, że szum ów po­cho­dził od zgiełku lu­dzi, któ­rzy się zbie­gli pie­śni ry­cer­skich po­słu­chać. - Oparł się więc na har­fie i śpie­wał pu­stemu mo­rza brze­gowi: a kiedy skoń­czył, za­dzi­wił się, że żad­nego ludz­kiego głosu, żad­nego wes­tchnie­nia, żad­nego pieśń nie zy­skała okla­sku. Rzu­cił więc harfę precz da­leko od sie­bie, a te fale, które śpie­wak mnie­mał tłu­mem ludz­kim, od­nio­sły złote pie­śni na­rzę­dzie i po­ło­żyły mu je przy sto­pach. I od­szedł od harfy swo­jej smutny Gre­czyn nie wie­dząc, że naj­pięk­niej­szy rap­sod nie w ser­cach lu­dzi, ale w głębi fal Egej­skiego Mo­rza uto­nął.

Ko­chany Iry­dio­nie!5 ta po­wiastka o fa­lach i har­fia­rzu za­stąpi wszelką do Bal­la­dyny prze­mowę6. Wy­cho­dzi na świat Bal­la­dyna z ario­stycz­nym7 uśmie­chem na twa­rzy, ob­da­rzona wnętrzną siłą urą­ga­nia się8 z tłumu ludz­kiego, z po­rządku i z ładu, ja­kim się wszystko dzieje na świe­cie, z nie­prze­wi­dzia­nych owo­ców, które wy­dają drzewa ręką lu­dzi szcze­pione. Niech na­pra­wiacz wszel­kiego bez­pra­wia Kir­kor pada ofiarą swo­ich czy­stych za­mia­rów; niech Gra­biec mi­łuje kuch­nią Kir­kora; nie­chaj po­wietrzna Go­plana ko­cha się w ru­mia­nym chło­pie, a sen­ty­men­talny Fi­lon szuka umyśl­nie mę­czarni mi­ło­snych i umar­łej ko­chanki; nie­chaj ty­siące ana­chro­ni­zmów prze­razi śpią­cych w gro­bie hi­sto­ry­ków i kro­ni­ka­rzy: a je­żeli to wszystko ma wnętrzną siłę ży­wota, je­żeli stwo­rzyło się w gło­wie po­ety po­dług praw bo­skich, je­żeli na­tchnie­nie nie było go­rączką, ale skut­kiem tej dziw­nej wła­dzy, która szepce do ucha ni­gdy wprzód nie sły­szane wy­razy, a oczom po­ka­zuje ni­gdy, we śnie na­wet, nie wi­dziane istoty; je­żeli in­stynkt po­etyczny był lep­szym od roz­sądku, który nie­raz tę lub ową rzecz po­tę­pił: to Bal­la­dyna wbrew roz­wa­dze i hi­sto­rii zo­sta­nie kró­lową pol­ską - a pio­run, który spadł na jej chwi­lowe pa­no­wa­nie, bły­śnie i roz­two­rzy mgłę dzie­jów prze­szło­ści.

Uśmiech­nij się te­raz, Iry­dio­nie, bo oto na­śla­du­jąc fran­cu­skich po­etów: po­wiem ci, że Bal­la­dyna jest tylko epi­zo­dem wiel­kiego po­ematu w ro­dzaju Ario­sta który ma się uwią­zać z sze­ściu tra­ge­dii, czyli kro­nik dra­ma­tycz­nych. Cie­nie już różne lu­dzi nie­by­łych wy­szły ze mgły przed­stwo­rze­nia i ota­czają mnie ciżbą9 gwa­rzącą: po­trzeba tylko, aby się ze­brały w od­dzielne tłumy, ażeby czyny ich uło­żyły się w po­sta­cie pi­ra­mi­dalne wy­pad­ków, a jedną po dru­giej garstkę na świat wy­py­chać będę; i spraw­dzą się może sny mego dzie­ciń­stwa. Bo ileż to razy pa­trząc na stary za­mek, ko­ro­nu­jący ru­inami górę mego ro­dzin­nego mia­steczka, ma­rzy­łem, że kie­dyś w ten wie­niec wy­szczer­bio­nych mu­rów na­sy­pię widm, du­chów, ry­ce­rzy; że od­bu­duję upa­dłe sale i oświecę je przez okna ogniem pio­ru­no­wych nocy, a skle­pie­niom każę po­wta­rzać dawne So­fo­kle­sow­skie10 "nie­stety!" A za to imię moje sły­szane bę­dzie w szu­mie pły­ną­cego pod górą po­toku, a ja­kaś niby tę­cza z my­śli mo­ich uno­sić się bę­dzie nad ru­inami zamku. - O! nie mów mi, że z dzwon­ków po­lnych więk­sza ozdoba ru­inom niż z tego wieńca my­śli, w który je ubie­rze po­eta: - bo choć róże ro­snące na ru­inach pa­łacu Ne­rona11 roz­wid­niały nam pięk­nie te gruzy: to jed­nak ja­śniej mi je oświe­cił ów duch Iry­diona, któ­re­goś ty pod krzy­żem w Ko­los­seum po­ło­żył i na­krył zło­tymi skrzy­dłami anioła.

Tak więc, kiedy ty dawne po­są­gowe Rzy­mian po­sta­cie na­peł­niasz wul­ka­niczną du­szą wieku na­szego; ja z Pol­ski daw­nej two­rzę fan­ta­styczną le­gendę, z ci­szy wie­ko­wej wy­do­by­wam chóry pro­roc­kie - i na spo­tka­nie two­jej czar­nej, pio­ru­no­wej, dan­tej­skiej chmury pro­wa­dzę lek­kie, tę­czowe i ario­styczne ob­łoki, pewny, że spo­tka­nie się na­sze w wyż­szej kra­inie nie bę­dzie walką, ale tylko grą ko­lo­rów i cieni, z tym smut­nym dla mnie koń­cem, że twoja chmura, więk­szym wi­chrem gnana i peł­niej­sza pio­ru­no­wego ognia, moje wietrzne i róż­no­barwne ob­łoki roz­trąci i po­chło­nie.

Do­nio­sły mi sylfy12, żeś po­wę­dro­wał te­raz od­wie­dzić Etnę czer­woną: po­sła­łem na­tych­miast Skierkę, aby ci na dro­dze wszyst­kie po­otwie­rał kwiaty i wszyst­kie gwiazdy nad tobą za­pa­lił; za to przez wdzięcz­ność, sta­nąw­szy na szczy­cie wul­kanu, spoj­rzyj na mórz roz­le­głe błę­kity i po­myśl, że nie­daw­nymi czasy przez te zwier­cia­dła wę­dro­wał okręt mój, jak ła­będź ża­glami na­kryty. Po­wiedz, czy nie doj­rzysz ja­kiego rysu na fali, ja­kiego śladu po znik­nio­nym okrę­cie? Księża wten­czas śpie­wali hymn do Naj­święt­szej Panny, a ja sta­łem z wle­pio­nymi w ogień Etny oczyma, smutny, że mnie fala znów tylko do Eu­ropy od­no­siła. Słu­chaj w ci­szy po­wietrz­nej, czy echo tego hymnu, który mi serce uci­szał, nie drga do­tąd w krysz­ta­ło­wej at­mos­fe­rze? Szu­kaj mo­jego śladu w po­wie­trzu i na fali, a je­śli o mnie na fali i w po­wie­trzu nie sły­chać, to znajdź mnie w sercu twoim i niech ja będę jesz­cze z tobą przez jedną go­dzinę. Wszak da­rem to jest Boga, że my umiemy my­ślą la­tać do sie­bie w od­wie­dziny.

Roz­pi­sa­łem się długo, a za­mie­rzy­łem był tylko na­pi­sać

Au­to­rowi Iry­diona

na pa­miątkę

Bal­la­dynę

po­święca Ju­liusz Sło­wacki

Pa­ryż, d. 9 lipca 1839 r.

Pro­ble­ma­tyka

Bal­la­dyna Ju­liu­sza Sło­wac­kiego jest utwo­rem nie­jed­no­rod­nym - au­tor po­łą­czył w nim róż­no­rodne style i te­ma­tykę. Dra­mat ten jest sil­nie in­spi­ro­wany dzie­łami Wil­liama Sha­ke­spe­are'a - za­równo Mak­be­tem, jak i Kró­lem Le­arem, Ry­szar­dem III i Snem nocy let­niej. Ak­cja roz­grywa się w prze­ciągu czte­rech dni w oko­li­cach je­ziora ­Go­pło i Gnie­zna. Czas ak­cji zo­stał okre­ślony jako "czasy ba­jeczne". Miej­sce ak­cji (oko­lice Go­pła i Gnie­zna) oraz nie­które po­staci (np. król Po­piel) wska­zują na zwią­zek z le­gen­dami o po­wsta­niu pań­stwa pol­skiego. Warto jed­nak zwró­cić uwagę, że Sło­wacki łą­czy ze sobą ele­menty z róż­nych epok hi­sto­rycz­nych. Le­gendy mie­szają się z cza­sami chrze­ści­jań­skimi, Kir­kor ma hu­sar­skie skrzy­dła, a Wdowa, matka Bal­la­dyny i Aliny, nosi suk­nię z ma­te­riału, który po­wstał pod ko­niec XVIII wieku - per­kalu, na­zy­wa­nego też cy­cem. Jest to oczy­wi­ście za­bieg ce­lowy, zgodny z ro­man­tycz­nym po­dej­ściem twórcy do dzieła. Istotna jest tu­taj swo­boda twór­cza, po­etyc­kie na­tchnie­nie, a nie wier­ność re­aliom i za­sa­dom. Jak pi­sze Sło­wacki w po­prze­dza­ją­cym tekst wła­ściwy, de­dy­ka­cyj­nym li­ście do Zyg­munta Kra­siń­skiego:

Wy­cho­dzi na świat Bal­la­dyna z ario­stycz­nym uśmie­chem na twa­rzy, ob­da­rzona wnętrzną siłą urą­ga­nia się z tłumu ludz­kiego, z po­rządku i z ładu, ja­kim się wszystko dzieje na świe­cie, z nie­prze­wi­dzia­nych owo­ców, które wy­dają drzewa ręką lu­dzi szcze­pione. Niech (...) ty­siące ana­chro­ni­zmów prze­razi śpią­cych w gro­bie hi­sto­ry­ków i kro­ni­ka­rzy: a je­żeli to wszystko ma wnętrzną siłę ży­wota, je­żeli stwo­rzyło się w gło­wie po­ety po­dług praw bo­skich, je­żeli na­tchnie­nie nie było go­rączką, ale skut­kiem tej dziw­nej wła­dzy, która szepce do ucha ni­gdy wprzód nie sły­szane wy­razy, a oczom po­ka­zuje ni­gdy, we śnie na­wet, nie wi­dziane istoty; je­żeli in­stynkt po­etyczny był lep­szym od roz­sądku, który nie­raz tę lub ową rzecz po­tę­pił: to Bal­la­dyna wbrew roz­wa­dze i hi­sto­rii zo­sta­nie kró­lową pol­ską - a pio­run, który spadł na jej chwi­lowe pa­no­wa­nie, bły­śnie i roz­two­rzy mgłę dzie­jów prze­szło­ści.

Już na wstę­pie au­tor za­zna­cza, że nie roz­są­dek, po­rzą­dek i za­sady będą przy­świe­cać temu utwo­rowi, a ra­czej róż­no­rod­ność, chaos, ale też na­tchnie­nie, in­stynkt.

Poza łą­cze­niem ze sobą ele­men­tów z róż­nych epok hi­sto­rycz­nych, w Bal­la­dy­nie łą­czą się także wątki fan­ta­styczne i re­ali­styczne, a oba po­rządki prze­pla­tają się. Go­plana, nimfa i kró­lowa je­ziora, za­ko­chuje się w czło­wieku, Grabcu. Ten jed­nak nie jest za­in­te­re­so­wany nimfą - jej nad­przy­ro­dzony urok ra­czej go od­stra­sza, niż przy­ciąga. Zde­spe­ro­wana Go­plana, do­wia­du­jąc się, że Gra­biec ro­man­suje z Bal­la­dyną, po­sta­na­wia na­mie­szać w ludz­kich lo­sach i kie­ruje do chaty Wdowy, gdzie miesz­kają Bal­la­dyna i Alina, hra­biego Kir­kora po­szu­ku­ją­cego żony. Chce od­cią­gnąć Bal­la­dynę od Grabca, ale jej in­ter­wen­cja w ludz­kie losy ma tra­giczne kon­se­kwen­cje - Bal­la­dyna mor­duje wła­sną sio­strę, a na­stęp­nie zo­staje pa­nią na zamku Kir­kora. Jej am­bi­cje się­gają jed­nak wy­żej, a żeby je zre­ali­zo­wać, ty­tu­łowa bo­ha­terka mor­duje ko­lejne osoby. Sta­ra­jąc się roz­ko­chać w so­bie Grabca, Go­plana speł­nia jego ży­cze­nie i za­mie­nia go w króla, jed­nak i to ma tra­giczne kon­se­kwen­cje. Skierka i Cho­chlik, słu­dzy Go­plany, kradną Pu­stel­ni­kowi cu­downą ko­ronę Le­cha i wrę­czają ją prze­mie­nio­nemu Grab­cowi. Ta ko­rona ścią­gnie na niego śmierć - jest sym­bo­lem pra­wo­wi­tej wła­dzy kró­lew­skiej, Bal­la­dyna za­bija więc by­łego ko­chanka, aby zdo­być ko­ronę. Wi­dząc kon­se­kwen­cje swo­ich czy­nów, Go­plana po­sta­na­wia od­le­cieć z klu­czem żu­rawi na pół­noc. Nie ozna­cza to jed­nak końca nad­przy­ro­dzo­nych in­ter­wen­cji - kiedy Bal­la­dyna wy­daje na sie­bie trzy­krotną karę śmierci, ude­rza w nią pio­run. Z po­rządku fan­ta­stycz­nego po­cho­dzi także ko­rona Le­cha - sym­bol pra­wo­wi­tej wła­dzy kró­lew­skiej. Poza ele­men­tami fan­ta­stycz­nymi po­ja­wiają się także mo­tywy za­czerp­nięte z ba­śni, ta­kie jak ry­wa­li­za­cja dwóch sióstr, do­brej i złej, ja­snej i ciem­nej - Aliny i Bal­la­dyny. Sam kon­kurs ze zbie­ra­niem ma­lin ma także po­cho­dze­nie ba­śniowo­-­lu­dowe, Sło­wacki za­czerp­nął ten mo­tyw z bal­lady Ma­liny Alek­san­dra Chodźki. Za­miana Grabca w króla dzwon­ko­wego, poza ele­men­tem ko­micz­nym, także zo­stała za­czerp­nięta z folk­loru. Po­dob­nie kla­rowny po­dział na po­staci do­bre (Alina, Pu­stel­nik, Kir­kor) i złe (Bal­la­dyna, Ko­stryn), a także nie­moż­ność unik­nię­cia kary.

Cen­tralną po­sta­cią dra­matu jest ty­tu­łowa bo­ha­terka - Bal­la­dyna. Cho­ciaż ciąg wy­da­rzeń uru­cha­mia Go­plana, kie­ru­jąc Kir­kora do chaty Wdowy, to am­bi­cja i duma Bal­la­dyny po­py­chają ją do ko­lej­nych zbrodni. Mimo wy­rzu­tów su­mie­nia i prze­śla­du­ją­cych ją wi­zji Bal­la­dyna nie cof­nie się przed ni­czym - mor­duje sio­strę, wy­ga­nia matkę z zamku, chcąc za­tu­szo­wać swoje chłop­skie po­cho­dze­nie, mor­duje Gra­lona, po­nie­waż po­dej­rzewa, że zna on jej se­kret, mor­duje Grabca, aby prze­jąć ko­ronę Le­cha, staje do ­bi­twy prze­ciwko swo­jemu mę­żowi, aby zdo­być Gnie­zno, zleca za­bój­stwo Pu­stel­nika, a na ko­niec mor­duje wcze­śniej­szego wspól­nika, Ko­stryna. Bal­la­dyna do­ko­nuje spe­cy­ficz­nego za­wie­sze­nia mo­ral­no­ści, zdaje so­bie sprawę, że jej czyny są złe, ale po­sta­na­wia "żyć tak, jakby nie było Boga", kie­ru­jąc się wła­sną am­bi­cją i pra­gnie­niami. Od mo­mentu ob­ję­cia wła­dzy kró­lew­skiej chce za­koń­czyć swoją "ka­rierę" mor­der­czyni i od tej pory po­stę­po­wać w spo­sób prawy: każe na­kar­mić że­bra­ków, god­nie po­cho­wać Kir­kora, zo­bo­wią­zuje się do wy­da­wa­nia spra­wie­dli­wych są­dów. Jed­nak mo­ral­no­ści nie można za­wie­sić i od­wie­sić - w fi­na­ło­wej sce­nie sądu Bal­la­dyna wy­daje na sie­bie trzy­krotny wy­rok śmierci i gi­nie ra­żona pio­ru­nem. Dra­mat do­ty­czy więc pro­ble­ma­tyki zła, mo­ral­no­ści, zbrodni i kary. Od­wrot­nie jed­nak niż w ba­śni, na­groda nie spo­tyka do­brych po­staci (Alina, Kir­kor, Pu­stel­nik i Wdowa giną), kara spada wy­łącz­nie na Bal­la­dynę, ale bo­ha­terka sama ją na sie­bie ściąga, wy­da­jąc na sie­bie wy­rok. De­cy­duje się po­stę­po­wać zgod­nie z za­sa­dami, spra­wie­dli­wie i wtedy wła­śnie musi przy­znać sama przed sobą, że za­słu­guje na karę, która zo­staje wy­mie­rzona na­tych­mia­stowo. W pew­nym sen­sie Bal­la­dyna jest po­sta­cią tra­giczną, choć nie w an­tycz­nym czy kla­sy­cy­stycz­nym ro­zu­mie­niu - nie ciąży nad nią fa­tum, a je­dy­nie nie­prze­wi­dy­walne ko­leje losu i jej wła­sna am­bi­cja po­py­chają ją do ko­lej­nych zbrodni. Dra­mat do­ty­czy tu­taj ludz­kiej na­tury, skłon­no­ści do zła, kiedy jedna zbrod­nia pro­wa­dzi do ko­lej­nej. Po­ka­zuje także me­cha­ni­zmy wła­dzy, któ­rej zdo­by­cie i utrzy­ma­nie wy­maga ko­lej­nych ofiar. Tra­gizm ujaw­nia się też w lo­sach Kir­kora - pra­wego ry­ce­rza, ide­ali­sty pra­gną­cego od­dać tron w ręce pra­wo­wi­tego władcy, go­to­wego na wiele po­świę­ceń. Wszyst­kie jego sta­ra­nia ob­ra­cają się na nice - zgod­nie z radą Pu­stel­nika szuka żony wśród chłop­stwa, aby unik­nąć dwor­skiej pod­ło­ści i in­tryg, ale żeni się z Bal­la­dyną. To­czy walkę z okrut­nym kró­lem Po­pie­lem IV, ale Pu­stel­nik, wła­ściwy król Po­piel III, zo­staje za­mor­do­wany, Kir­kor zo­staje zmu­szony do sto­cze­nia bi­twy z wła­sną żoną, a na ko­niec gi­nie. Na tro­nie za­siada bez­względna Bal­la­dyna, po­słu­gu­jąca się pod­stę­pem i za­bój­stwami, a nie szla­chetny Ki­ror, pra­gnący po­wrotu spo­koju i do­bro­bytu.

Nie na­leży jed­nak trak­to­wać Bal­la­dyny wy­łącz­nie jako tra­ge­dii, a sam utwór wy­myka się jed­no­znacz­nej in­ter­pre­ta­cji. W utwo­rze zna­la­zło się wiele scen i wąt­ków ko­me­dio­wych. Dra­mat ro­man­tyczny nie sto­so­wał się do za­sady de­co­rum, we­dług któ­rej styl po­wi­nien od­po­wia­dać te­ma­towi - pod­nio­sły dla tra­ge­dii, swo­bod­niej­szy dla ko­me­dii. Sło­wacki prze­plata tra­gizm i ko­me­dio­wość. Do ele­men­tów ko­me­dio­wych na­leży za­li­czyć re­la­cję Go­plany i Grabca - wznio­słej, po­etycz­nej nimfy za­ko­cha­nej w ru­basz­nym, pro­sto­dusz­nym chło­pie, który nie od­wza­jem­nia jej uczuć, ete­ryczna pani je­ziora nie robi na nim naj­lep­szego wra­że­nia. Opi­suje ją jako "stwo­rze­nie z mgły i ga­la­rety", "wy­wię­dły scha­bek", co wcale nie zraża za­ko­cha­nej nimfy, nie­usta­ją­cej w wy­sił­kach, aby roz­ko­chać w so­bie Grabca. Po­dob­nie gro­te­skowa jest prze­miana Grabca w króla dzwon­ko­wego, króla­-­-bła­zna - wy­daje roz­kazy i nowe, ab­sur­dalne za­rzą­dze­nia, tra­fia na ucztę na zamku Kir­kora i Bal­la­dyny. Ta prze­miana ma jed­nak tra­giczny fi­nał, Gra­biec-król zo­staje za­mor­do­wany przez Bal­la­dynę, która od­biera mu ko­ronę Le­cha. Tak tony ko­me­diowe, gro­te­skowe, mie­szają się w Bal­la­dy­nie z to­nami se­rio - gra­nica mię­dzy kon­wen­cjami zo­staje za­tarta, żart szybko ob­raca się w tra­ge­dię, a tra­ge­dia w żart. Po­dobny me­cha­nizm można za­ob­ser­wo­wać w wątku pa­ste­rza Fi­lona, po­szu­ku­ją­cego ide­al­nej mi­ło­ści. W kre­acji tego bo­ha­tera Sło­wacki szy­dzi z sen­ty­men­tal­nych i ro­man­tycz­nych wi­zji ide­al­nej mi­ło­ści, którą Fi­lon w końcu znaj­duje - w mar­twej Ali­nie.

Każdy z bo­ha­te­rów osta­tecz­nie po­nosi klę­skę - za­równo Kir­kor, jak i Bal­la­dyna, która umiera w fi­na­ło­wej sce­nie. Za­ra­zem ludz­kim lo­sem rzą­dzi przy­pa­dek, zbieg oko­licz­no­ści, ale też am­bi­cja i skłon­ność do zła. Klu­czo­wymi ka­te­go­riami do zro­zu­mie­nia nie­jed­no­rod­nej bu­dowy i wy­mowy Bal­la­dyny są iro­nia ro­man­tyczna oraz gro­te­ska. Iro­nia ro­man­tyczna okre­śla po­stawę twórcy wo­bec dzieła, w któ­rym do­mi­nuje fan­ta­zja twór­cza, a samo dzieło jest efek­tem gry, za­cie­ra­nia gra­nic mię­dzy fik­cją a praw­do­po­do­bień­stwem. Twórca ro­man­tyczny od­rzu­cał wszel­kie kon­wen­cje i re­guły, kreu­jąc dzieło na wła­snych za­sa­dach, w przy­padku Bal­la­dyny łą­cząc ze sobą ga­tunki, kon­wen­cje, tony gro­te­skowe i tra­giczne, fan­ta­stycz­ność i re­flek­sję o mo­ral­no­ści. Po pod­nio­słym fi­nale, w któ­rym umiera główna bo­ha­terka, na­stę­puje epi­log, w któ­rym dzie­jo­pis Wa­wel cha­rak­te­ry­zuje rządy kró­lo­wej Bal­la­dyny jako spra­wie­dli­wie, ku zdzi­wie­niu i nie­za­do­wo­le­niu Pu­blicz­no­ści, która staje się także bo­ha­terką dra­matu. W epi­logu Sło­wacki za­ciera gra­nicę mię­dzy swoim utwo­rem a jego in­sce­ni­za­cją, mię­dzy po­sta­ciami dra­matu a czy­tel­ni­kami, za­ra­zem iro­nicz­nie wy­śmie­wa­jąc kro­ni­ka­rzy i ich wi­zję hi­sto­rii, ale też ko­men­tu­jąc wła­sny utwór. Gro­te­ska po­lega na łą­cze­niu sprzecz­nych ele­men­tów, np. ko­mi­zmu i tra­gi­zmu, piękna i brzy­doty, da­ją­cych czę­sto ab­sur­dalny efekt. Nie ozna­cza to jed­nak, że Bal­la­dyna nie jest utwo­rem "se­rio" - jest zu­peł­nie se­rio, ale za­ra­zem z iro­nicz­nym, zło­śli­wym uśmie­chem jej twórcy, nie­li­czą­cego się z za­sa­dami i re­gu­łami.

Bal­la­dyna - naj­waż­niej­sze in­for­ma­cje!

dra­mat ro­man­tyczny czas i miej­sce ak­cji: oko­lice je­ziora Go­pło, Gnie­zno, czas ak­cji to bli­żej nie­spre­cy­zo­wane "czasy ba­jeczne" główni bo­ha­te­ro­wie: Bal­la­dyna, Kir­kor, Pu­stel­nik, Go­plana, Ko­stryn łą­cze­nie ga­tun­ków i kon­wen­cji, to­nów wy­so­kich i ni­skich: tra­ge­dii z ko­me­dią i gro­te­ską, ele­men­tów fan­ta­stycz­nych, ba­śnio­wych i re­ali­stycz­nych, po­wagi z iro­nicz­nym hu­mo­rem pro­ble­ma­tyka mo­ral­no­ści, ludz­kiej na­tury, do­bra i zła, spra­wie­dli­wo­ści wpływ przy­padku, zbiegu oko­licz­no­ści na ludz­kie losy

OSOBY:

Pu­stel­nik - Po­piel III wy­gnany

Kir­kor - pan zamku

Matka - wdowa

Bal­la­dyna, Alina - jej córki

Fi­lon - pa­sterz

Gra­biec - syn za­kry­stiana13

Fon Ko­stryn - na­czel­nik straży w zamku Kir­kora

Gra­lon - ry­cerz Kir­kora

Kanc­lerz

Wa­wel - dzie­jo­pis14

Paź

Po­seł ze sto­licy Gne­zna

Oskar­ży­ciel są­dowy

Le­karz ko­ronny

Pany - ry­ce­rze - służba zam­kowa - wie­śniacy - dzieci.

OSOBY FAN­TA­STYCZNE:

Go­plana - nimfa, kró­lowa Go­pła

Cho­chlik

Skierka

Za cza­sów ba­jecz­nych, koło je­ziora Go­pła.

1 po­eta ruin - Sło­wacki na­zywa tak Zyg­munta Kra­siń­skiego (1812-1859), au­tora Nie-Bo­skiej ko­me­dii i Iry­diona, któ­remu za­de­dy­ko­wał Bal­la­dynę.

2 apo­log - krótki utwór pi­sany prozą lub wier­szem, o cha­rak­te­rze ­dy­dak­tyczno-mo­ra­li­za­tor­skim, czę­sto ale­go­ryczny.

3 Sa­la­mina - grecka wy­spa w ar­chi­pe­lagu Wysp Sa­roń­skich.

4 Stary i ślepy har­fiarz z wy­spy Scio - Ho­mer, grecki pie­śniarz wę­drowny (aojd), epik, re­cy­ta­tor, au­tor Iliady i Ody­sei; uro­dził się praw­do­po­dob­nie w Smyr­nie (obec­nie Izmir) lub na wy­spie Chios (dawn. Scio).

5 Iry­dion - ty­tu­łowy bo­ha­ter dra­matu Zyg­munta Kra­siń­skiego, ­po­świę­co­nego po­staci grec­kiego bun­tow­nika prze­ciwko de­spo­cie He­lio­ga­ba­lowi; główny bo­ha­ter pra­gnie upadku Rzymu i w swo­jej ­ze­mście nie cof­nie się przed żad­nym dzia­ła­niem.

6 prze­mowa - tu w zna­cze­niu: przed­mowa, wstęp.

7 ario­styczny - łą­czący po­wagę z ko­mi­zmem, iro­niczny. Od­nosi się do wło­skiego pi­sa­rza, Lu­do­vica Ario­sta (1474-1533), au­tora Or­landa sza­lo­nego, po­ematu ry­cer­skiego, łą­czą­cego ele­menty fan­ta­styczne, przy­go­dowe, dy­gre­sje na­tury ogól­nej, styl wy­soki i ni­ski, iro­nicz­ność i po­wagę, który był istotną in­spi­ra­cją w twór­czo­ści Sło­wac­kiego.

8 urą­gać się (dawn.) - na­śmie­wać się, na­trzą­sać, szy­dzić.

9 ciżba - tłum.

10 So­fo­kles (496-406 p.n.e.) - je­den z naj­wy­bit­niej­szych tra­gi­ków an­tycz­nej Gre­cji, au­tor co naj­mniej 123 sztuk, w tym tzw. cy­klu te­bań­skiego (Król Edyp, Edyp w Ko­lo­nie, An­ty­gona).

11 Ne­ron (37-68) - ce­sarz rzym­ski, uwa­żany za ty­rana, de­spotę i okrut­nika; przy­pi­sy­wano mu pod­pa­le­nie Rzymu oraz liczne zbrod­nie na człon­kach swo­jej ro­dziny.

12 sylfy - w wie­rze­niach śre­dnio­wiecz­nych du­chy zwią­zane z ży­wio­łem po­wie­trza.

13 za­kry­stian - osoba nad­zo­ru­jąca za­kry­stię, od­po­wie­dzialna za przy­go­to­wa­nie przed­mio­tów nie­zbęd­nych do spra­wo­wa­nia li­tur­gii.

14 dzie­jo­pis - kro­ni­karz.