Ballady ludowe Europy zachodniej i południowej - Anonim

Kup ebooka

8.00 zł
6.88 zł (8,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

AR PLAC'H A ZAVAS BEURE MAD

[ballada bretońska]

 

Wstała dziewczyna w rannej porze,

Poszła warkocze pleść w komorze.

 

Przyszła mateczka i mówiła:

- Jaka-żeś piękna moja miła! -

 

- Że jestem piękna, cóż mi z tego,

Gdy mieć nie mogę chłopca mego? -

 

- Cicho, córeczko, nie płacz-że mi,

Za roczek męża ci znajdziemy. -

 

- Długi rok temu, który płacze,

Przyszłej ja wiosny nie obaczę!

 

Na wiosnę będę w chłodnej ziemi,

Niech-że się wtedy, kto chce, żeni.

 

Niechaj-że stanie, matko miła,

W pośród cmentarza ma mogiła.

 

W pośród cmentarza niechaj stanie,

Cztery wianuszki na kurhanie.

 

Z czterech róż niechaj będą stroje,

Dwoje róż czarnych, białych dwoje.

 

Więc para czarnych, białych para,

Aby o żalu powiadała.

 

Dwie róże białe, dwie pąsowe,

By powiadały mą żałobę.

 

Będą przechodzić młodzieńcowie,

Każdy nade mną pacierz powie.

 

Odmówi wieczny odpoczynek

Na ten ostatni upominek. -

 

Powiadał jeden panicz młody,

Kiedy przechodził między groby:

 

- Piękna dziewczyna w tym kurhanie,

Zgasła nic wiedząc, co kochanie;

 

Z tęsknoty za kochankiem młodym,

Z miasta Guincampu był on rodem. -

 

- Takie wyrazy z pod mogiły

Słuch mówiącego uderzyły:

 

- Idź swoją drogą, młody panie,

Niech ja w spokoju tu zostanę.

 

Idź młody panie, odejdź dalej,

Pozwól umarłym, żeby spali. -

 

BALLADY LUDOWE EUROPY ZACHODNIEJ I POŁUDNIOWEJ.

MARIVONIC

[ballada bretońska]

 

W czarnego miesiąca [listopada] pierwszym dniu

Wylądowali Anglicy w Durduff.

 

A ledwie wysiedli z okrętów na ląd,

Porwali młodziutką dziewczynę z tych stron.

 

Na imię jej było Marivonic,

W Plougaznou nad morzem jej ojciec żył.

 

Tak się odezwała ze łzami spół,

Gdy płynęła mimo ojcowski dwór:

 

- Bądź zdrowa mateczko, ojcze bądź zdrów,

Nigdy was w życiu nie ujrzę już!

 

Bracia moi, siostry, żegnam was,

Już mnie nie ujrzycie w żądny czas!

 

Przyjaciele moi, żegnajcie mi,

Już się rozstajemy po wszystkie dni! -

 

Tak Marivonic żegnała dom,

Nikt z ludzi nie ulżył jej rzewnym łzom.

 

Nikogo nic wzruszył jej smutny stan,

Tylko patron statku cieszył ją sam.

 

- Mała Marivonic, otrzej-że łzy.

Tu na twoje życie nie godzi nikt.

 

Dolę tutaj możesz szczęśliwą mieć,

Ale co do części. - to inna rzecz. -

 

- O panie Angliku, powiedz-że mi,

Mam-li tobie tylko powolna być? -

 

- Naprzód mnie samemu i służbie mej,

Potem mej załodze i w noc i w dzień.

 

Potem mej załodze na każdy czas,

Więcej stu żeglarzy jest tutaj nas. -

 

- O panie Angliku, bądź łaskaw dziś,

Pozwól wyjść na pokład na parę chwil.

 

- Przejdź się po pokładzie, skoro ci cno,

Tylko mi się pilnuj wpaść w morską głąb'. -

 

 

Mała Marivonic mówiła tak,

Gdy się przechadzała i tam i sam:

 

- O Mateczko boża, radę mi daj,

Czyli mam zeskoczyć w głąb' morskich fal?

 

Dla Ciebie, Maryjo, spełnić ten czyn,

Żeby nie przekraczać przykazań twych?

 

Jeżeli zeskoczę, czeka mię skon,

Jeżeli zostanę, czeka mię srom. -

 

Zrobiła, co szeptał Maryji głos.

Na głowę skoczyła w tę morską toń.

 

Jak kamień spłynęła na morski spód,

Maleńka ją rybka wyniosła z wód.

 

Podniósł się wiatr mocny z tych wodnych smug,

Poniósł martwe zwłoki przed ojca próg.

 

- Najdroższy mój ojcze, otwórz-że mi,

Mała Marivonic czeka u drzwi. -

 

- Czyli to być może, zwodzi-ż mię słuch,

Czy Marivoniki powrócił duch? -

 

Obleciała w koło trzy razy dom,

Potem ją na wieki ogarnął skon.