AR PLAC'H A ZAVAS BEURE MAD
[ballada bretońska]
Wstała dziewczyna w rannej porze,
Poszła warkocze pleść w komorze.
Przyszła mateczka i mówiła:
- Jaka-żeś piękna moja miła! -
- Że jestem piękna, cóż mi z tego,
Gdy mieć nie mogę chłopca mego? -
- Cicho, córeczko, nie płacz-że mi,
Za roczek męża ci znajdziemy. -
- Długi rok temu, który płacze,
Przyszłej ja wiosny nie obaczę!
Na wiosnę będę w chłodnej ziemi,
Niech-że się wtedy, kto chce, żeni.
Niechaj-że stanie, matko miła,
W pośród cmentarza ma mogiła.
W pośród cmentarza niechaj stanie,
Cztery wianuszki na kurhanie.
Z czterech róż niechaj będą stroje,
Dwoje róż czarnych, białych dwoje.
Więc para czarnych, białych para,
Aby o żalu powiadała.
Dwie róże białe, dwie pąsowe,
By powiadały mą żałobę.
Będą przechodzić młodzieńcowie,
Każdy nade mną pacierz powie.
Odmówi wieczny odpoczynek
Na ten ostatni upominek. -
Powiadał jeden panicz młody,
Kiedy przechodził między groby:
- Piękna dziewczyna w tym kurhanie,
Zgasła nic wiedząc, co kochanie;
Z tęsknoty za kochankiem młodym,
Z miasta Guincampu był on rodem. -
- Takie wyrazy z pod mogiły
Słuch mówiącego uderzyły:
- Idź swoją drogą, młody panie,
Niech ja w spokoju tu zostanę.
Idź młody panie, odejdź dalej,
Pozwól umarłym, żeby spali. -
BALLADY LUDOWE EUROPY ZACHODNIEJ I POŁUDNIOWEJ.
MARIVONIC
[ballada bretońska]
W czarnego miesiąca [listopada] pierwszym dniu
Wylądowali Anglicy w Durduff.
A ledwie wysiedli z okrętów na ląd,
Porwali młodziutką dziewczynę z tych stron.
Na imię jej było Marivonic,
W Plougaznou nad morzem jej ojciec żył.
Tak się odezwała ze łzami spół,
Gdy płynęła mimo ojcowski dwór:
- Bądź zdrowa mateczko, ojcze bądź zdrów,
Nigdy was w życiu nie ujrzę już!
Bracia moi, siostry, żegnam was,
Już mnie nie ujrzycie w żądny czas!
Przyjaciele moi, żegnajcie mi,
Już się rozstajemy po wszystkie dni! -
Tak Marivonic żegnała dom,
Nikt z ludzi nie ulżył jej rzewnym łzom.
Nikogo nic wzruszył jej smutny stan,
Tylko patron statku cieszył ją sam.
- Mała Marivonic, otrzej-że łzy.
Tu na twoje życie nie godzi nikt.
Dolę tutaj możesz szczęśliwą mieć,
Ale co do części. - to inna rzecz. -
- O panie Angliku, powiedz-że mi,
Mam-li tobie tylko powolna być? -
- Naprzód mnie samemu i służbie mej,
Potem mej załodze i w noc i w dzień.
Potem mej załodze na każdy czas,
Więcej stu żeglarzy jest tutaj nas. -
- O panie Angliku, bądź łaskaw dziś,
Pozwól wyjść na pokład na parę chwil.
- Przejdź się po pokładzie, skoro ci cno,
Tylko mi się pilnuj wpaść w morską głąb'. -
Mała Marivonic mówiła tak,
Gdy się przechadzała i tam i sam:
- O Mateczko boża, radę mi daj,
Czyli mam zeskoczyć w głąb' morskich fal?
Dla Ciebie, Maryjo, spełnić ten czyn,
Żeby nie przekraczać przykazań twych?
Jeżeli zeskoczę, czeka mię skon,
Jeżeli zostanę, czeka mię srom. -
Zrobiła, co szeptał Maryji głos.
Na głowę skoczyła w tę morską toń.
Jak kamień spłynęła na morski spód,
Maleńka ją rybka wyniosła z wód.
Podniósł się wiatr mocny z tych wodnych smug,
Poniósł martwe zwłoki przed ojca próg.
- Najdroższy mój ojcze, otwórz-że mi,
Mała Marivonic czeka u drzwi. -
- Czyli to być może, zwodzi-ż mię słuch,
Czy Marivoniki powrócił duch? -
Obleciała w koło trzy razy dom,
Potem ją na wieki ogarnął skon.