WE WSI GORZENIU DOLNYM, TUŻ PRZY GRANICY GORZENIA GÓRNEGO,
ŻYJE OSTATNI SNAĆ ŚWIĄTKARZ BESKIDZKI, JĘDRZEJ WOWRO, TWÓRCA
CHRYSTUSÓW FRASOBLIWYCH, CHRYSTUSÓW W PIWNICY, CHRYSTUSÓW PRZY
SŁUPIE, CHRYSTUSÓW UPADAJĄCYCH, ŚWIĘTYCH FLORJANÓW, JANÓW
NEPOMUCENÓW I T. D. CHŁOP NIEMRAWY, SUMIASTY, GRANIATY,
NAJSZCZERSZY ARTYSTA POLSKI DZIELĄCY WIELKOŚĆ SWEJ PROSTOTY Z
SZEREGIEM BEZIMIENNYCH SNYCERZY LUDOWYCH. - GDY SZUKAM RZEŹBY
POLSKIEJ WIDZĘ JEDYNIE STWOSZA, DUNIKOWSKIEGO I WOWRA (JUŻ JAKO
GROMADNE POJĘCIE BEZPOŚREDNIEJ TWÓRCZOŚCI) - - LECZ SERCU
NAJDROŻSZY WOWRO. -
Z JĘDRKIEM ZNAM SIĘ BEZMAŁA ĆWIERĆ WIEKU - SZCZYCĘ SIĘ JEGO
PRZYJAŹNIĄ; JEJ ZAWDZIĘCZAM ODKRYCIE TAJEMNICY TWORZYWA WOWROWEGO:
ŁOCY BIEDA, GŁOWA I PALICE: CIEKAWOŚĆ PATRZĄCA I WIDZĄCA, MIŁOŚĆ
POTRZEBUJĄCA, ROZUMIENIE RADOSNE I WIEDZA TECHNICZNA - A TO JUŻ
JEST WSZYSTKO. - DROGI KUMOTRZE, KIEDYŚ, GDY JUŻ CIEBIE I MNIE
ŚWIĘTA ZIEMIA BESKIDZKA POCHŁONIE, GDY GROBY NASZE ZAROSNĄ
DZIEWANNĄ, ŻMIJOWCEM I BRATKAMI POLNEMI - MOŻE BĘDZIE MI POLICZONA
ZA ZASŁUGĘ NIEJAKĄ TA O TOBIE KRONIKA WIERNA - PRZETO JUŻ DZIŚ CHCĘ
RZEC TOBIE, KTÓRY JEJ - LITER NIEZNAJĄCY - CZYTAĆ NIGDY NIE
BĘDZIESZ, ŻE WŁAŚNIE TOBIE PATRZY SIĘ ZAPOMLIWA PAMIĘĆ POTOMNOŚCI -
BRACISZKU ŚWIĘTEGO FRANCISZKA - - -
- JUŻ WYŚPIEWAŁEM BALLADĘ, A CIĄGLE ZDA SIĘ MAŁO - WIDZĘ
WCIĄŻ OCZY TWE BLADE I POKURCZONE CIAŁO I ŚWIĘTOŚĆ TWOJĄ WIDZĘ -
POTROSZE I ZAZDROSZCZĘ, ŻE TO TAK Z BOGIEM W LIDZE JAK TY W TEM
ŻYCIU NIE GOSZCZĘ -;- CHRZEŚCIJANINIE CICHY NIC NIE WIEDZĄCY O TEM,
ŻE CHODZISZ TAK BEZ PYCHY POD PACHĄ Z SŁOŃCEM ZŁOTEM -!- -KTOŚ
IDZIE - DO DRZWI PUKA - A! - WOWRO -!- BRACIE DROGI -!- PRZEŚWIĘTA
DZIŚ NAUKA W BEZBOŻNE WESZŁA PROGI - - -
* * *
BOŻĄ SIĘ I KAPLICZĄ
wierzby i topole -
przychyla się do stóp ich
bławatami pole -
rozwidlają się drogi
całe i niecałe -
pod skrzyżowanie ino
na tę bożą chwałę -
kapliczki uwieńczone
jakby na wesele -
Bóg swe serce człowieczy
w drewninowem ciele
- ktos tes to tak majstruje te przydrożne świątki
dające pozór sielny na wsiowe porządki
na porządki drogowe przyleśne upłazki
na ścieżek śródwądolnych kręte wywijaski -
- ka ino spojrzyć drogom idącemu wsiowom
wszędy dojrzy figure tu starom tu nowom
kazdo grubso topola, wierzba i przypłocie
wprasa świentom opatrzność znużonej tęsknocie -
- Chrystusiki frasowne Matkiboski zielne
Barbary Floryjany - i świente kościelne
któryk się wypierają wszyśkie kalendorze
cujne rozumiejące okazują tworze -
- stróżują zadumaniem wiecznej tożsamości
za swą istność darzący z przebrania miłości
ścieżki, drogi, rozstaje, gadzinę, psy, koty,
idących, wracających z zgarbionej roboty - obojętnych,
wierzących - wszystkich w równej mierze
nizają różańcowo na dzienne pacierze -
- prostują życzliwości niestronniczej znakiem
drogę krętą przed dzieckiem, kostera pijakiem
- otaczają rąk wątłych niewidomym szańcem
wertepy i bajora poprzed obłąkańcem -
- błogosławią pogrzebom krzcinom i weselom
złodziejskim zatrwożeniom - celom i bezcelom -
- darzą równością wszystkich, którzy życia brzemię
niosą z śmiechem czy wzgardą przez bezżyzną ziemię
- tak każdy świątek obręb stróżstwa swego krzepi
by dobrym było dobrze a złym jeszcze lepiej - a zaś nocą gdy śpienie nieprzebudzające
zamyka jaskrom oczy na podmokłej łące
by nie patrzyły na to co się zdarzyć może -
- zsuwa się blady Chrystus po korze po korze
a tuż za nim patronów wsiów beskidzkich wiela
kuśdykuje jak ucznie do nauczyciela -
zbierają się w porójkę koślągi wielebne
Katarzyny kwiaciaste, Magdaleny zgrzebne
Floryjany, Kaźmierze, Izydory - inni
którzy z jakichś powodów też tu być powinni -
niepatrzeni niewidni wichrzą się kryjomie
przy tej chałpie na górce przy drogi załomie
kędy w żółtym migocie nikłego kaganka
struga świątkarz kozikiem -
- daleko do ranka -
- lecą wiórka lecą z lipowego pniaka
będzie zaś figurka i nieladajaka -
- skąd się wzion stary Wowro nik nie wi - nik nie wi -
ani go dąb pamięto ani las modrzewi -
tak ci razu jakiegoś wzion się z - nikąd z - nagła -
jedna spróchniała wierzba widać go zapragła -
bo zaroz na dzień trzeci wystrugoł ji Boga -
w te pędy się zbożyła wkrąg mamiąca droga -
w wierzbie - z którą - pedali djeboł sie ożenił -
wraz sie serce - i więcej: cały duch odmienił
rozkwitła wybujała fujarkowem pręciem
i jakiemś zadumanem wiecznem przedsięwzięciem
wiatr co niegdyś wężowem żądlił w niej strachaniem
dziś się modli weselnie srebrzystem śpiewaniem -
i tak się to poczęło -
a potem co kwilka na rozstajach przydrożach miedzach
i wertepach wyrastały świątki
jak wonne zioła ruty z marcinowej grządki -
zabożyły się drogi skapliczały miedze
i wiodły odtąd wiernie w niezbadaną wiedzę -
rozwidlają się drogi
całe i niecałe -
pod skrzyżowanie ino
na tę bożą chwałę -
patrzy Chrystus przykucły frasobliwy bardzo
i chude pokutniki które ciałem gardzą -
Barbary i Agnieszki z okrągłym rumieńcem
otoczyły to okno prześwietlonym wieńcem -
patrzą i dziwują się i głowami kręcą
przegibują się w pasie i sercem się smęcą
i patrzą nieruchomą źrenicą farbioną
i westchnieniem drewniane wyskrzypują łono -
- patrzą -
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.