Ballada o świątkarzu - Emil Zegadłowicz

Kup ebooka

7.49 zł
6.14 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ballada o świątkarzu

WE WSI GORZENIU DOLNYM, TUŻ PRZY GRANICY GORZENIA GÓRNEGO, ŻYJE OSTATNI SNAĆ ŚWIĄTKARZ BESKIDZKI, JĘDRZEJ WOWRO, TWÓRCA CHRYSTUSÓW FRASOBLIWYCH, CHRYSTUSÓW W PIWNICY, CHRYSTUSÓW PRZY SŁUPIE, CHRYSTUSÓW UPADAJĄCYCH, ŚWIĘTYCH FLORJANÓW, JANÓW NEPOMUCENÓW I T. D. CHŁOP NIEMRAWY, SUMIASTY, GRANIATY, NAJSZCZERSZY ARTYSTA POLSKI DZIELĄCY WIELKOŚĆ SWEJ PROSTOTY Z SZEREGIEM BEZIMIENNYCH SNYCERZY LUDOWYCH. - GDY SZUKAM RZEŹBY POLSKIEJ WIDZĘ JEDYNIE STWOSZA, DUNIKOWSKIEGO I WOWRA (JUŻ JAKO GROMADNE POJĘCIE BEZPOŚREDNIEJ TWÓRCZOŚCI) - - LECZ SERCU NAJDROŻSZY WOWRO. - Z JĘDRKIEM ZNAM SIĘ BEZMAŁA ĆWIERĆ WIEKU - SZCZYCĘ SIĘ JEGO PRZYJAŹNIĄ; JEJ ZAWDZIĘCZAM ODKRYCIE TAJEMNICY TWORZYWA WOWROWEGO: ŁOCY BIEDA, GŁOWA I PALICE: CIEKAWOŚĆ PATRZĄCA I WIDZĄCA, MIŁOŚĆ POTRZEBUJĄCA, ROZUMIENIE RADOSNE I WIEDZA TECHNICZNA - A TO JUŻ JEST WSZYSTKO. - DROGI KUMOTRZE, KIEDYŚ, GDY JUŻ CIEBIE I MNIE ŚWIĘTA ZIEMIA BESKIDZKA POCHŁONIE, GDY GROBY NASZE ZAROSNĄ DZIEWANNĄ, ŻMIJOWCEM I BRATKAMI POLNEMI - MOŻE BĘDZIE MI POLICZONA ZA ZASŁUGĘ NIEJAKĄ TA O TOBIE KRONIKA WIERNA - PRZETO JUŻ DZIŚ CHCĘ RZEC TOBIE, KTÓRY JEJ - LITER NIEZNAJĄCY - CZYTAĆ NIGDY NIE BĘDZIESZ, ŻE WŁAŚNIE TOBIE PATRZY SIĘ ZAPOMLIWA PAMIĘĆ POTOMNOŚCI - BRACISZKU ŚWIĘTEGO FRANCISZKA - - -

- JUŻ WYŚPIEWAŁEM BALLADĘ, A CIĄGLE ZDA SIĘ MAŁO - WIDZĘ WCIĄŻ OCZY TWE BLADE I POKURCZONE CIAŁO I ŚWIĘTOŚĆ TWOJĄ WIDZĘ - POTROSZE I ZAZDROSZCZĘ, ŻE TO TAK Z BOGIEM W LIDZE JAK TY W TEM ŻYCIU NIE GOSZCZĘ -;- CHRZEŚCIJANINIE CICHY NIC NIE WIEDZĄCY O TEM, ŻE CHODZISZ TAK BEZ PYCHY POD PACHĄ Z SŁOŃCEM ZŁOTEM -!- -KTOŚ IDZIE - DO DRZWI PUKA - A! - WOWRO -!- BRACIE DROGI -!- PRZEŚWIĘTA DZIŚ NAUKA W BEZBOŻNE WESZŁA PROGI - - -

* * *

BOŻĄ SIĘ I KAPLICZĄ wierzby i topole - przychyla się do stóp ich bławatami pole - rozwidlają się drogi całe i niecałe - pod skrzyżowanie ino na tę bożą chwałę - kapliczki uwieńczone jakby na wesele - Bóg swe serce człowieczy w drewninowem ciele

- ktos tes to tak majstruje te przydrożne świątki dające pozór sielny na wsiowe porządki na porządki drogowe przyleśne upłazki na ścieżek śródwądolnych kręte wywijaski - - ka ino spojrzyć drogom idącemu wsiowom wszędy dojrzy figure tu starom tu nowom kazdo grubso topola, wierzba i przypłocie wprasa świentom opatrzność znużonej tęsknocie -

- Chrystusiki frasowne Matkiboski zielne Barbary Floryjany - i świente kościelne któryk się wypierają wszyśkie kalendorze cujne rozumiejące okazują tworze - - stróżują zadumaniem wiecznej tożsamości za swą istność darzący z przebrania miłości ścieżki, drogi, rozstaje, gadzinę, psy, koty, idących, wracających z zgarbionej roboty - obojętnych, wierzących - wszystkich w równej mierze nizają różańcowo na dzienne pacierze - - prostują życzliwości niestronniczej znakiem drogę krętą przed dzieckiem, kostera pijakiem - otaczają rąk wątłych niewidomym szańcem wertepy i bajora poprzed obłąkańcem - - błogosławią pogrzebom krzcinom i weselom złodziejskim zatrwożeniom - celom i bezcelom - - darzą równością wszystkich, którzy życia brzemię niosą z śmiechem czy wzgardą przez bezżyzną ziemię - tak każdy świątek obręb stróżstwa swego krzepi by dobrym było dobrze a złym jeszcze lepiej - a zaś nocą gdy śpienie nieprzebudzające zamyka jaskrom oczy na podmokłej łące by nie patrzyły na to co się zdarzyć może - - zsuwa się blady Chrystus po korze po korze a tuż za nim patronów wsiów beskidzkich wiela kuśdykuje jak ucznie do nauczyciela -

zbierają się w porójkę koślągi wielebne Katarzyny kwiaciaste, Magdaleny zgrzebne Floryjany, Kaźmierze, Izydory - inni którzy z jakichś powodów też tu być powinni - niepatrzeni niewidni wichrzą się kryjomie przy tej chałpie na górce przy drogi załomie kędy w żółtym migocie nikłego kaganka struga świątkarz kozikiem - - daleko do ranka - - lecą wiórka lecą z lipowego pniaka będzie zaś figurka i nieladajaka - - skąd się wzion stary Wowro nik nie wi - nik nie wi - ani go dąb pamięto ani las modrzewi - tak ci razu jakiegoś wzion się z - nikąd z - nagła - jedna spróchniała wierzba widać go zapragła - bo zaroz na dzień trzeci wystrugoł ji Boga - w te pędy się zbożyła wkrąg mamiąca droga - w wierzbie - z którą - pedali djeboł sie ożenił - wraz sie serce - i więcej: cały duch odmienił rozkwitła wybujała fujarkowem pręciem i jakiemś zadumanem wiecznem przedsięwzięciem wiatr co niegdyś wężowem żądlił w niej strachaniem dziś się modli weselnie srebrzystem śpiewaniem - i tak się to poczęło - a potem co kwilka na rozstajach przydrożach miedzach i wertepach wyrastały świątki jak wonne zioła ruty z marcinowej grządki -

zabożyły się drogi skapliczały miedze i wiodły odtąd wiernie w niezbadaną wiedzę - rozwidlają się drogi całe i niecałe - pod skrzyżowanie ino na tę bożą chwałę - patrzy Chrystus przykucły frasobliwy bardzo i chude pokutniki które ciałem gardzą - Barbary i Agnieszki z okrągłym rumieńcem otoczyły to okno prześwietlonym wieńcem - patrzą i dziwują się i głowami kręcą przegibują się w pasie i sercem się smęcą i patrzą nieruchomą źrenicą farbioną i westchnieniem drewniane wyskrzypują łono - - patrzą -

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.