Pojęcie związków w moim świecie
On:
Cześć, zanim zaproszę cię na kawę, chciałbym ci powiedzieć, że jestem w otwartym związku, żeby uniknąć ewentualnych rozczarowań.
Ja:
Twoja dziewczyna jest na wyspie?
On:
Tak, może przy dłuższej relacji mogłaby do nas dołączyć?
Wyłączyłam Tindera. Jestem hetero i nic na świecie tego nie zmieni. Lokalizacja dziewczyny była dość ważna. Mogła przebywać właśnie w Kanadzie. Rozumiem długodystansowe relacje. Często spotykam osoby, które w takich żyją, czasami sama w takich bywam, ale bez określonej terminologii, z nadzieją, że nasze drogi ponownie się splotą.
Na Bali trudno nazwać związki związkami. Może to seks relacje osób, które czują się ze sobą dobrze, gdzie zwykle otwartych jest większość furtek. Pary żyjące ze sobą na tradycyjnych zasadach mogłabym policzyć na palcach. To pozbawiona złudzeń społeczność. Wybudzona ze snu zwanego normalnym życiem. Pragnąca czegoś więcej, głównie intensywnych wrażeń.
Fundamentem Canggu i Seminyak są traumy, rozczarowania, uzależnienia, psychodeliki, czasami zaburzenia psychiczne oraz dużo piękna, pieniędzy lub talentu. Zwizualizować można to tylko w jeden sposób: serial Californication z odrobiną Las Vegas Parano, Kac Vegas i filmu Ruscy w tropikach, który należałoby nakręcić. Ubud to Jedz, módl się, kochaj w zestawieniu z Spirytual people i orgie, który czeka na swojego producenta. Wyspa pozwala Ci na nieskrępowaną realizację najskrytszych marzeń. Dla mnie za pierwszym razem była to irracjonalna, szalona i poniekąd romantyczna miłość do surfera z Kalifornii. Byłam wtedy świeżo po rozstaniu, nowa w świecie podróżników, naczytałam i naoglądałam się głupot.
Z czasem wybiłam sobie z głowy miłość, która współgra z moim nowym stylem życia i kończy się monogamicznym związkiem. To jak gonienie za skarbem Eldorado. Twoim największym życiowym przywilejem staje się wolność i niezależność.
Uczucia do osób, które na krótko pojawiały się w moim życiu, dawały mi szczęście i w żaden sposób mnie nie ograniczały. Ludzie przyjeżdżali i wyjeżdżali. Rozstania były raczej romantyczne, pozbawione złudzeń i pretensji.
- Cześć! Mogę się na chwilę przysiąść? - zapytałam dziewczynę siedzącą samotnie przy stoliku. Dopiero wróciłam na Bali. Nie byłam świadoma zmian, jakie zaszły na wyspie.
- Jasne. Mam na imię Sarah. Skąd jesteś?
- Kasia. Jestem z Polski.
- Ooo super. - Sarah wyciągnęła telefon i nagrała nim krótki filmik. - Dasz mi swój Instagram? - zapytała.
- Pewnie, staram się znaleźć jakiegoś fajnego kolesia. Wzięłam grzyby, pewnie niedługo zaczną wchodzić i potrzebuję mężczyzny, którego zabiorę do domu - powiedziałam, na co Australijka wytrzeszczyła oczy.
- OK, otagowałam cię. - Zręcznie uniknęła komentarza.
- Hm, co myślisz o tamtym? - Wskazałam na wysokiego bruneta stojącego przy barze z grupką kolegów.
- Fajny. - Sarah przytaknęła, ale wciąż nie była pewna, czy mówię poważnie.
- Dobra, to lecę. Miło było cię poznać. - Przytuliłam ją na pożegnanie i odeszłam.
Skierowałam się od razu w stronę baru.
- Cześć, w torebce mam worek grzybów. Jedziemy do mnie? - zapytałam.
- Yyyyyyy - odparł przystojniak.
Świetnie, jakiś zaburzony - pomyślałam.
- To jak? Ja już trochę wzięłam. Czekam na decyzję.
- Pracuję jutro, ale OK. Pojadę z tobą.
- Super! - odparłam, nie widząc w swoim zachowaniu nic dziwnego.
Takie Bali pamiętałam - wolne od wszelkich zahamowań. Szybko zrozumiałam, że po kilku miesiącach pandemii sytuacja odmieniła się radykalnie. Relacje damsko-męskie nawet na Bali, a może szczególnie tutaj, stały się bardziej skomplikowane. Ludzie, z którymi się umawiasz, nigdzie się nie wybierają. Często mają awersję do związków i monogamii. To zaburza wizję czegoś ulotnego, czym chcesz się nacieszyć. Ja na samym początku zaczynam myśleć o późniejszych konsekwencjach. Właśnie z tym kojarzą mi się związki. Z konsekwencjami. Inaczej jest z osobami, które tutaj utknęły. Pojawiło się nawet określenie w tutejszym słowniku: "corona people". To podróżnicy kilku tripów, którzy utknęli na wyspie tuż przed pandemią i natychmiast postanowili pozakładać grupy i połączyć się w pary.
Na Bali, a szczególnie w Canggu, funkcjonuje znacznie więcej takich określeń. Jednym z nich jest "Canggu Fuckboy", odnoszące się do młodych i przystojnych surferów. Liczba dziewczyn, z którymi sypiali w normalnych czasach, przekracza osiągnięcia Barneya z How I Met Your Mother. Niedawno ze Stanów wrócił mój znajomy, który stwierdził, że jest to obraźliwe i uprzedmiotawia mężczyzn. Całość nakreślił na swoim instastories, gdzie podał kilka przykładów ze swoich rozmów.
"Nie szukam teraz niczego poważnego. Byłam w związku przez 6 dni" - Brzmiała jedna z wiadomości. Prawdą jest, że to kobiety od zawsze miały na wyspie większy wybór. W wielu krajach bywa odwrotnie. Najlepszym przykładem jest Polska, gdzie dziesięć modelek przypada na jednego Andrzeja.
- Cześć, Kasia.
- Maria. Miło mi poznać. To mój chłopak, John.
- Długo już tu jesteś? - zapytałam śliczną Hiszpankę.
Jej cera wydawała się wręcz idealna. Nie nałożyła tuszu ani podkładu. Loki związała w kucyk, a srebrny kolczyk delikatnie pobłyskiwał na zgrabnym nosie. Uśmiechała się tak szeroko i szczerze, że automatycznie chciałam zostać jej przyjaciółką. Oczarowała mnie swoim naturalnym wdziękiem. Ja też go mam. Emanuję nim w trakcie tańca. Chodzi przede wszystkim o energię i uśmiech. Osoby wokół chcą wziąć to od ciebie. Zdarzało mi się pójść w publiczne miejsca ze skwaszoną miną. Moja atrakcyjność z 10 spadała do 5. Mogłabym wyrwać jakiegoś desperata, który chciałby znosić mój zjebany nastrój. Tak, lata randkowania pokazały mi, że poza atrakcyjnością fizyczną, równie ważna, a nawet ważniejsza jest atrakcyjność mentalna. W świecie pełnym fałszu i obłudy niezwykle istotna jest dobra i szczera energia.
- Przyleciałam zaraz przed coroną i tak już zostałam. Po miesiącu poznałam jego i też tak zostało. Ja mieszkam w Uluwatu, on w Canggu i widujemy się raz w tygodniu. - Roześmiała się ponownie.
- Jesteście bardzo ładną parą.
- Mamy swoje problemy, ale każdy ma własną przestrzeń.
- Tak, to jest chyba najważniejsze.
- Może dlatego ciągle jesteśmy razem. A ty masz chłopaka?
- Umawiam się - stwierdziłam.
- Ze wszystkimi?
- No nie ze wszystkimi. Prawie - roześmiałam się. Było to poniekąd prawdą.
- Używasz Tindera? Nie wstydź się! Wszyscy tutaj używają. To całkowicie normalne. - Przeszyła mnie wzrokiem w oczekiwaniu na wylewną odpowiedź. Dopiero się poznałyśmy, ale w naszej rozmowie nie było niczego dziwnego. Ludzie przywykli tu do otwartości.
- Umawiam się w tym momencie z trzema. Chyba. Tindera nie używam, ale zdarzało mi się - odparłam i wróciłam pamięcią do wczorajszej sytuacji. Po moim ciele przebiegł chłodny dreszcz mieszanych uczuć. Pulsował we mnie gniew i niepokój. Wiązało się to z surferem z Teksasu, którego historię opowiem w jednym z rozdziałów.