Bajki słowiańskie - M. Rościszewski

Kup ebooka

8.40 zł
6.97 zł (7,14 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

Co­py­ri­ght ?  Wy­daw­nic­two Witanet; 2013

Wszelkie prawa zastrzeżone

 

Do opracowania wykorzystano książkę:

- "Bajki słowiańskie"  Wyd.: J. Przeworski [1932] - Domena publiczna;

 

Skład tekstu, redakcja, opracowanie graficzne, pro­jekt okład­ki:  Ryszard Maksym

 

ISBN: 978-83-64343-12-4

 

Wydawca:

Wydawnictwo WITANET

ul. Brzoskwiniowa 11/1

62-571 Stare Miasto

tel.: #48 601 35 66 75

www.ebooki.c0.pl

wydawnictwo.witanet@wp.pl

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Książ­ka ani żad­na jej część nie mogą być pu­bli­ko­wa­ne ani w ja­ki­kol­wiek inny spo­sób po­wie­la­ne w for­mie elek­tro­nicz­nej oraz me­cha­nicz­nej bez zgo­dy wy­daw­cy.

Skład wersji elektronicznej:

1. BAJKI BOŚNIACKIE.

BRACIA BOHATEROWIE

W bardzo dawnych czasach, kiedy po wielkich miastach nie było jeszcze takich porządków, jak dzisiaj, często szerzyły się różne zarazy i ludziom strasznie dawały we znaki. Zarazy te nazywano powietrzem i jak po dziś dzień, tak i dawniej modlono się: "Od powietrza, głodu, ognia i wojny, zachowaj nas Panie!" Otóż przyszedł raz taki mór, taka bladolica choroba i do szczętu spustoszyła Mostar, stolicę Bośni i Hercegowiny, dwóch krajów słowiańskich, na półwyspie Bałkańskim.

Ze wszystkich mieszkańców Mostaru ocalała tylko jedna wdowa z dwoma synkami. Jeden miał na imię Chrysto, a drugi Dżuro. Wdowa nie mogła wyżywić chłopców. Pracy nie było, a chleb drogi. Co tu począć? Myśli i myśli biedaczka, aż postanowiła nareszcie oddać Chrysta w służbę Cesarzowi, a Dżura sułtanowi1.

Minęło lat dziewięć. Chłopcy wyrośli na silnych i urodziwych młodzieńców. Przez cały ten czas nie widzieli się ani razu ze sobą. Sułtan wydał wojnę cesarzowi. Na obszernej równinie zebrały się dwie armie nieprzyjacielskie i stoją naprzeciw siebie. Z armii cesarskiej wysuwa się dzielny, rosły jeździec, pędzi ku szeregom wroga i wyzywa rycerzy na pojedynek. Wyzwanie przyjmuje dziewięciu, ale jeden po drugim padają, zbryzgani krwią. Sułtana ogarnęła zgroza. Zginął sam kwiat jego wojska. Na dany rozkaz, heroldowie2 zaczynają objeżdżać szeregi i wołają:

- Czy nie masz między wami rycerza, którego wykarmiła matka - bohaterka? Jeśli jest silny z najsilniejszych, zuch nad zuchy, niech wyjdzie na bój za padyszacha3, a padyszach tj. sułtan, nagrodzi go złotem i mianuje go bejem.4

Słyszy Dżuro wezwanie i staje w namiocie sułtana. Sułtan kochał Dżura jak syna.

- Czy to prawda, mój ojcze, że uczynisz bejem tego, kto pokona wroga? - zapytał Dżuro.

- Prawda, synu, odparł padyszach.

Dżuro dosiadł swego czarnego jak węgiel konia, podjeżdża do wojska nieprzyjaciół i wyzywa rycerza na pojedynek. Rycerz wyjeżdża; krzyżują się oszczepy i - pęknięte, spadają na ziemię. Rycerze chwytają dzidy i dzidy starłszy się ze sobą, rozlatują się w drzazgi. Łapią za szable - i szable pękają na połowę. Rycerze zeskakują z koni i biorą się za bary. Tarcze trzeszczą i łamią się, pióra hełmów fruwają w powietrzu... Bój trwa dzień cały. Żaden ani raniony, ani pokonany.

Wyczerpani z sił, rycerze siadają do wypoczynku.

- Powiedz mi szlachetny rycerzu - rzecze Dżuro - z jakiegoś ty kraju? Kto jest twoją matką? Jaki naród wydał takiego bohatera?

- Słyszałeś może, iż kilka lat temu mór bladolicy o wężowych ślepiach spustoszył Mostar, mój gród rodzinny. Ocalała jedynie moja matka z dwoma synkami. Nie miała nas czym wyżywić i oddała mnie...

- Chrysto, bracie mój! - zawołał rozradowany Dżuro i porwał brata w objęcia.

Wojsko z obu stron patrzy i dziwi się. Wrogowie, którzy walczyli tak zawzięcie, ściskają się nagle. Oto usiedli na zielonej murawie, otwierają flaszki, piją wino, trącają się.

- Cóż teraz poczniemy? - zapytuje Dżuro

- Idź ty, bracie, do padyszacha, a ja pójdę do cesarza i poprosimy ich o zawarcie pokoju. Przecież dwaj bracia nie mogą podnosić ręki wzajem na siebie, choćby nawet na polu bitwy.

Idzie Dżuro do sułtana, Chrysto do cesarza, a zabiegi ich zostają uwieńczone sukcesem. Monarchowie zawarli pokój.

- Czymże wynagrodzimy braci - bohaterów? - pyta sułtan, wyciągając dłoń zgody do byłego wroga.

- Ty nagródź swego, jak uważasz, a ja - mianuję swego generałem - odparł cesarz.

- Nie, nie należy rozłączać braci. Ja dam im ziemię, a ty daj pieniędze.

I tak się stało. Chrysto i Dżuro otrzymali cały powiat na własność dziedziczną, udali się po matkę i zaczęli żyć, jak u Pana Boga za piecem.

Od nich to bierze początek ród, który po dziś dzień jest szanowany w całej Bośni.

IWO I ANICA

Turcy zajęli stolicę bośniacką; zakłuli wartowników i uprowadzili królewskie dieci. Cudnego chłopca lwa, odzianego w purpurę, odprowadzili do sułtana, złotowłosą Anicę - do sułtanki.

Oto już dziewięć lat, jak Iwo dręczy się w niewoli; Anica także tęskni, nie chce ani pić, ani jeść.

- Córko moja - powiada sułtanka - dlaczegoś taka smutna? Może masz mało pereł i złota, a może brak ci jedwabiu do haftu?

- Nie brak mi ani pereł, ani złota, ani jedwabiu do haftu. Brak mi brata, mego cudnego lwa - odpowiada Anica.

- Wstań o świcie, okryj się welonem i idź na łąkę, tam znajdziesz lwa.

Anica wstała o świcie, okryła się welonem i poszła na łąkę. Iwo spał na zielonej murawie. Blady, jak kora brzozowa. Anica pochyliła się nad nim i uroniła łzy na jego blade czoło.

- Dzięki Ci, Boże, za rosę, którą mi zsyłasz dla odświeżenia - szepcze chłopiec.

- To nie rosa, słodki mój Iwo; to łzy twej biednej Anicy.

Iwo ocknął się i padł w objęcia siostry.

- Iwo, mój drogi, czemuś taki smutny?

- Za rodziną tęsknię. Sił mi już brakuje.

- Czy to nie twój koń stoi tam przy drzewie? Jak mleko biały? Uciekajmy drogi braciszku!

Mkną jak strzała brat z siostrą. Trzy dni jadą, a trzy noce śpią w lesie na miękkim mchu.

O świcie dnia czwartego ujrzeli nareszcie pola rodzinne. Trzystu żniwiarzy sprząta zboże. Nie słychać pieśni... Żniwiarze wszyscy w żałobie... Brat i siostra stają przerażeni.

- Czemu jesteście tacy smutni? Dlaczego w żałobie? Jakie nieszczęście dotknęło was, drodzy ziomkowie? - pytają żniwiarzy.

- Nie ma dla nas radości od chwili, gdy Turcy zajęli naszą stolicę i porwali śliczne dziatki króla - czarnookiego Iwa i złotowłosą Anicę,

- Jesteśmy głodni - mówią młodzi podróżni - nakarmcie nas, zacni żniwiarze, a wkrótce radość do was zawita.

- Oto pałac naszego króla. Zastukajcie do bramy, a spotka was gościnne przyjęcie.

Iwo podnosi srebrny młotek i stuka do bramy. Bramę otwiera niewolnica w żałobie i wpuszcza jeźdźców. Dziedziniec dworski zarósł trawą i chwastem. Na gołym kamieniu, przed drzwiami, siedzi królowa i gorzko płacze. Na wieży, przy oknie, król stoi. Włosy ma bielsze od śniegu z gór bośniackich; policzki mu wyschły i oczy zapadły... Królowa patrzy na pięknych przybyszów i płacze jeszcze głośniej. Tak przypomnieli jej dzieci... Niewolnica w żałobie prowadzi gości na górę, do wielkiej sali... Na ścianie wisi bandura5, ozdobiona perłami. To bandura Iwa. Iwo ją poznał.

Król schodzi z wieży na spotkanie gości.

- Tato! Mamo! - wołają królewicz i królewna, rzucają się w objęcia rodziców.

Rodzice poznają nareszcie dzieci swoje. Już królowa nie płacze i król nie wzdycha. Wszyscy weseli dokoła. Żniwiarze jak dawniej śpiewają pieśni.

ŚMIERĆ GŁODOWA

Wieść okropna o zbliżaniu się Turków zgrozą przejęła wieś całą. Porzuciwszy domy, mieszkańcy uciekli w góry i gdzie kto mógł. Przez trzy dni i trzy noce Marko Klucz i jego rodzina nic nie jedli. W gardle im zaschło i język zdrętwiał. Ponury i milczący siedzi Marko na skale. U stóp jego Milica, jego żona. Biedaczka - dogorywa. Z rozpaczą wpatrują się w nią dwaj synowie.

Cisza dokoła. Nie słychać strzałów. Kule oszczędziły nieszczęśników, lecz nie oszczędził ich głód. Ciche tchnienie, istny powiew wiatru dobiega uszu Marka. Marko drgnął. To ostatnie tchnienie Milicy, jego żony.

W posępnej rozpaczy siedzi Marko z głową, wspartą na dłoni. Syn jego Jowo odszedł na ubocze, żeby łzy ukryć, Ale cóż, Łazo drugi syn jego? Co się z nim stało?... Twarz mu zbladła, upadł na kolana... Chwieje się, jak trzcina, poruszana wiatrem... Konwulsyjną ręką szarpie odzież na piersiach.

Szybko podbiega doń Jowo. Wyrywa sztylet, przecina sobie rękę i zbliża krwawiącą ranę do spieczonych ust brata... Życie, co już uciec miało, znowu wstępuje w młodzieńca. Wstaje też i Marko.

- Krzepcie się, chłopcy - powiada - Idziemy na wroga. Lepiej jest umrzeć na polu bitwy, niż za darmo paść tutaj.

Zwlókłszy się ostatnim wysiłkiem, wszyscy trzej wpadli na wroga i drogo sprzedali swe życie.

ŻEBRACZKA

Stara Bojana mieszkała w odległej chacie bośniackiej i żyła z jałmużny6. Otrzymawszy datek miała zazwyczaj mawiać:

- Efendi7, to, coś uczynił dla ubogiego, toś uczynił dla siebie.

W sąsiedztwie mieszka bardzo bogaty Turek. Ma on żoną i dwóch synów. Codziennie żebraczka chodzi do domu tureckiego beja i po otrzymaniu datku, mruczy bez zmiany:

- Efendi, to, coś uczynił dla ubogiego, to uczyniłeś dla siebie.

Sprzykrzyło się żonie beja słuchać ciągle jednego i tego samego.

- Kłamie stara - myśli Turczynka - wkrótce sama przekona się o tym.

Wzięła mąkę, ugniotła bułkę i wsypała do niej trucizny. Przyszła żebraczka, dostała bułkę i na odchodne, powtórzyła, jak zwykle:

- Efendi, to, coś uczynił dla ubogiego, to uczyniłeś dla siebie.

Tego samego dnia bej z synami udał się na polowanie. Skwar był wielki, chłopcy się zmęczyli, a spostrzegłszy Bojanę przed drzwiami chaty, postanowili u niej wypocząć.

Biedna staruszka, nie spodziewając się takiego zaszczytu, rozpłakała się z radości.

- O, złote moje dziatki, o, śliczne królewicze - mówiła - wypocznijcie sobie w chacie starej Bojany, a chata jej w pałac się zamieni.

Wpuściwszy chłopców, staruszka przyniosła świeżej wody źródlanej i z szafy wyjęła bułkę otrzymaną z rana.

- To upiekła wasza mamusia - rzekła z dumą - jedzcie, jasne gwiazdeczki moje!

Dzieci chciwie zabrały się do bułki i nasycone wróciły do domu. Tegoż dnia chwyciły ich straszne kurcze i obaj chłopcy umarli. Zrozpaczony ojciec posłał po żebraczkę.

- Czym nakarmiłaś moich synów? - zapytał gniewnie.

Bojana popatrzyła na niego zdziwionymi oczyma. Wszak dzieci spożyły chleb, upieczony przez ich matkę, czy więc mogły zachorować od tego?

I gorzko jęła opłakiwać zmarłych chłopców.

Ale matka zrozumiała wszystko... Ze zgrozą przypomniała sobie słowa żebraczki:

- Coś uczynił dla ubogiego, to uczyniłeś dla siebie!

SPIS BAJEK PEŁNEJ WERSJI

1. Bajki bośniackie:

Bracia bohaterowie Iwo i Anica Śmierć głodowa Żebraczka Złe oko

2. Bajki bułgarskie:

Tchórzliwy diabeł Wielki Wezyr Koło młyńskie Złote jabłko i dziewięć pawic

3. Bajka chorwacka:

Cudowna kłódka

4. Bajki czeskie:

Droga do szczęścia Złote źródło Wodnik pod skałą Wyszehradzką Jak wodnik chodzi po sprawunki Wodnik i furman Wodnik i rybak Wodnik i przewoźnicy

5.Bajki kaszubskie:

O trzech braciach Rozmowa zwierząt

6. Bajki łużyckie:

Pomyślny dzionek Diabeł i żebrak

7. Bajki morawskie:

Dlaczego psy z kotami prowadzą ciągłą walkę Dobry humor, to skarb Głupi Jasiek

8. Bajki Polskie:

Wilk i człowiek Lis i gęś Koń, wół, kogut Stolik "Nakryj się", złoty osioł i kij samobij Białośnieżka Chłop i bies Wydeptane trzewiki Wybredny parobek

9. Bajki rosyjskie:

Sprawiedliwa rózga Trzy pieśni Dobre dzieci