Bajki nowe - Ignacy Krasicki

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Puhacze

Małżonka puhaczowa, męża swego godna, A więc płodna, Urodziła sześć sowiąt, puhaczków też nieco: Zrazu słabe, dalej lecą. Raz, gdy na zwykłe igrzyska, Ponad puste stanowiska, Nabujawszy się do sytu, Wróciły do swego bytu, Tojest w dziurę przy kominie: Pani matka w córce, synie, Wnukach, wnuczkach spoważniona, Przyjmując do swego łona, Jak to zawsze panie matki,

Rzekła: cóż tam moje dziatki? Cóż tam słychać? A więc wzdychać: Za naszych czasów wszystko coś szło sporzej, Teraz razwraz wszystko gorzej. W tej tak wielkiej troskliwości, Najmłodsze puhaczątko, faworyt Jejmości, Ozwało się: jakeśmy tylko wyleciały, Wszystkie ptaki zaniemiały: W kąty każdy jął się cisnąć, Żaden nie śmiał ani pisnąć, My tylko same bujały. Coś tam w krzaczkach ptaszek mały, Co go to zowią słowikiem, Odzywał się smutnym krzykiem; Ale i ten nieśmiał mruczyć, Skorośmy zaczęły huczyć. Po sercu (jakto mówią) matkę pogłaskało, Że się tak pięknie udało. Najbardziej, iż pieścioszek tak dzielnie wymowny. Myśląc jednak, iż trzeba dać obrok duchowny, Rzekła: choć wasz głos piękny, chociaż lot tak skory, Uczcie się, miłe dziatki, i z tego pokory. Dobrze to jest, iż cudzą ułomność przebaczem: Nie każdemu dał Pan Bóg rodzić się puhaczem.

Pasterz i Morze (z Fedra)

Ponad skały i rzeczki, Pędził pasterz owieczki; Gdy zeszło zorze, A ujrzał morze, Jak wspaniałe, dostojne, Jak w zaciszu spokojne, Jak się śklniły po wodzie Blaski słońca przy wschodzie; Zakochał się w żywiole. Więc rzekł: płynąć ja wolę, Niż się tułać po ziemi Z owieczkami mojemi. Przedał je więc i z stratą, A za to Nakupował daktylów, na okręt zgromadził. Płynął morzem, a gdy go wiatr przeciwny zdradził, W złą chwilę, Stracił okręt i daktyle. Więc do owiec nieborak: a gdy je pasł znowu, Zoczył morze: wspomniawszy na korzyść z obłowu, Rzekł, kłaniając się nisko, raz, drugi i trzeci: Mówię to i z przysięgą powtarzam waszeci, Bądź jeszcze pozorniejsze, Bądź jeszcze spokojniejsze, Śklnij się, jak chcesz, w pogodzie, I w zachodzie i w wschodzie; Wiem ja, co cię łagodzi, Wiem ja, o co tu chodzi: Chciałoby się daktylów?... nie uda się sztuka. Panie morze! ostróżny, kto się raz oszuka.