Bądź przy mnie - Antonina Felix

Kup ebooka

6.06 zł
5.03 zł (5,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PROLOG

Jest piękny sierpniowy dzień. Słońce wpada przez szyby samochodu i ogrzewa moją twarz. Niestety, te promienie słońca nie są w stanie ogrzać chłodu, który zadomowił się w moim sercu po stracie najukochańszej babci. Zawsze, gdy przyjeżdżaliśmy w odwiedziny, piekła moje ulubione ciasto marcepanowe. Ilekroć przekroczyliśmy próg jej domu, w powietrzu czuć było aromat tego ciasta. Babcia mieszkała sama. Dziadek zmarł, gdy moja mama była malutka. Babcia wychowała więc córkę samotnie, twierdząc, że tylko raz w życiu oddała swoje serce mężczyźnie i nigdy nie odda go innemu, a męża ślubowała kochać do grobu. Wierzyła, że kiedyś, po śmierci, spotka go ponownie.

Pogrążeni w smutku i w wspomnieniach o babci Victorii, wracamy z pogrzebu. Tata siedzi z przodu samochodu. Jedną rękę ma na kierownicy, a drugą trzyma dłoń mamy. Co jakiś czas ociera jej mokrą od łez twarz. W ten sposób próbuje ją pocieszyć. Uśmiecham się na ten gest, bo mam nadzieję, że tak właśnie będzie kiedyś wyglądało moje małżeństwo. Mama pogrąża się w myślach o babci. Była nie tylko jej mamą, ale i najlepszą przyjaciółką. Dlatego ona sama stara się tak wychować Emmę i mnie, żebyśmy nie postrzegały jej tylko jako rodzica, ale też jako najlepszą przyjaciółkę, do której w każdej chwili można przyjść po radę. Wyciągam rękę, żeby poklepać mamę po ramieniu. Ona odwraca się w moją stronę i dotyka mojej dłoni, uśmiechając się delikatnie w geście zrozumienia. Nie potrzebujemy słów.

Coś wypada mamie z ręki. Nie może po to sięgnąć, więc odpina na chwilę pas. Obok mnie siedzi Emma, która również jest zamyślona. Nie wiem, czy myśli o babci Victorii, czy o Jessem, z którym zerwała, czy może jej myśli są skierowane zupełnie w inną stronę.

Nagle wszystko wokół nas zmienia się w jednej chwili. Cały mój świat wywraca się do góry nogami. Mrużę oczy, ponieważ oślepiające światło wypełnia wnętrze samochodu. Mama woła do taty:

- Richard!!! Uważaj!!! - W jej głosie słychać strach.

Moja siostra krzyczy przerażona. Samochód zjeżdża z drogi. Pojazd obraca się kilka razy. Słyszę dźwięk pękającego metalu, wybuchającą poduszkę powietrzną, w aucie unosi się dziwny zapach. Po chwili nastaje cisza - głucha cisza. Nie słyszę rodziców, siostra nie krzyczy. Mama leży na siedzeniu w dziwnej pozycji, a tata oparty na kierownicy. Boli mnie głowa, świat wiruje coraz bardziej. Po twarzy Emmy ścieka krew. Obraz przed moimi oczami rozmywa się. Zaczyna boleć mnie ramię, w które, jak się okazuje, powbijały się odłamki szkła. Cisza staje się przerażająca i przejmująca. Ogarnia mnie ciemność. Zniknęły ciepłe promienie, które chwile temu ogrzewały moją twarz. Wszystko wokół zlewa się w jedną ciemną plamę.

Jaka ironia losu - wracać z jednego pogrzebu na drugi... Tylko że ten ostatni może być mój. Słyszę jakieś głosy, ktoś coś krzyczy. Chcę wrócić do domu, do rodziców. Gdzie moja siostra? Co się dzieje? Dlaczego tak bardzo mnie wszystko boli? Cal pomóż! Proszę cię! Pomóż mi, tak jak wtedy, gdy stłukłam rękę.

Zanim pochłonie mnie znowu ciemność, w myślach wypowiadam słowa, które jeszcze nigdy nie opuściły moich ust: "Kocham cię, Calebie".

ROZDZIAŁ 5

Laura

Budzę się. Brakuje mi tchu, jest mi gorąco. Głowa mi pulsuje, a w gardle czuję suchość. Mam wrażenie, że za plecami dotykam czegoś twardego. Jakieś silne ramię obejmuje mnie mocno w pasie. Powoli otwieram oczy. Chwila, moment, to nie jest moje mieszkanie. Gdzie ja jestem? Znam to miejsce. To jest dom gościnny Harperów. Co ja tu robię?

Powoli wracają wspomnienia z ostatniej nocy. Przyjęcie, te wszystkie wścibskie oczy, Cal, taniec z nim, Lisa, plaża, Cal biegnący za mną. Za oknem wciąż jest ciemno. Dzięki wpadającemu do pokoju blaskowi księżyca, jest jasno. Spoglądam na zegarek obok łóżka, który wskazuje trzecia czterdzieści. Odwracam głowę i zamieram. Mam na sobie podkoszulkę Cala, a on śpi obok mnie w samych bokserkach.

- Nic się nie zmieniło. Nadal się kręcisz, a na dodatek mówisz przez sen - mówi Cal ściszonym głosem, ponieważ leży na brzuchu z głową wtuloną w poduszkę.

- Nie mówię?! - jestem oburzona.

- Owszem, mówisz.

W pewnym momencie coś mi przychodzi do głowy.

- Cal? Czy my...? To znaczy ...? Czy to...? - jąkam się.

- Wrrr... - warczy. - Jeśli pytasz, czy byłem złym chłopcem i przespałem się z tobą, gdy spałaś, to odpowiedź brzmi: nie. Nie pociąga mnie kochanie się ze śpiącymi królewnami. Wolę, żeby była świadoma.

Wow, czuję, jak na moich policzkach pojawia się rumieniec, a serce zaczyna bić szybciej.

- Dlaczego tu jestem? I kto mnie rozebrał?

Cal sennie podnosi rękę i wskazuje na siebie palcem. Przekręca się na bok, po czym ponownie obejmuje mnie w pasie. Przyciąga mnie jeszcze bliżej swojej klatki piersiowej. Czuję bijące od niego ciepło. Jest to dla mnie tak przyjemne uczucie.

- Mała - mówi po chwili w tył mojej głowy. Czuję we włosach jego ciepły oddech. - Mam za sobą długą podróż. Rozpakowaliśmy te wszystkie pudła do studia. Potem mama wysłała mnie po tort, bo dostawca nie dojechał, a na koniec usiłowałem gonić uparciucha. Bez urazy, mała, ale to chyba nie jest czas na zadawanie pytań.

Gdyby nie to, że jest ciemno, pewnie zauważyłby, że moje policzki pokrywa rumieniec. Zauważam, że T-shirt nie zakrywa moich blizn. Szybko próbuję je ukryć pod rękawem, ale to na nic - jest za krótki. Czuję na sobie jego spojrzenie. Na pewno brzydzi się mną. Kto przy zdrowych zmysłach chciałby być z kimś takim jak ja? Zaraz znowu się rozpłaczę, więc muszę się szybko ratować, uciekać, póki mam jeszcze kawałek serca. Bo jeśli teraz stąd nie wyjdę, to będzie tylko bałagan i wątpię, czy uda się ponownie to serce poskładać.

- Przepraszam - to wszystko, co mogę powiedzieć.

Próbuję podnieść się z łóżka, ale Caleb chwyta mnie mocniej w talii, przyciągając do swojej piersi.

- Co ty robisz? - pytam nieco zdezorientowana.

Cal warczy i wypuszcza głęboki oddech.

- Po pierwsze, mój ty mały uciekinierze, skoro oboje jesteśmy teraz obudzeni, wyjaśnimy sobie coś.

Podnosi się na jednej ręce, a drugą trzyma mój podbródek i obraca mnie tak, żebym na niego patrzyła. Patrzy w moje oczy, cały czas mówiąc.

- Jeśli chodzi o to.

Dotyka palcem mojej blizny, która zaczyna się na ramieniu, a kończy tuż nad biodrem. To odłamki szkła i metalu odcisnęły piętno na moim ciele tamtej nocy. Niektóre blizny są mniej widoczne, a inne wybrzuszone.

- Mała, ja już je znam i nie budzą we mnie obrzydzenia. Wiem, co się teraz dzieje w tej twojej ślicznej główce. Po pierwsze, w swojej pracy widzę co jakiś czas podobne blizny. A po drugie poza nimi dostrzegam coś innego.

Przełykam ślinę i niepewnie zadaję pytanie:

- To znaczy, co takiego?

Jego dłoń delikatnie muska mój policzek. Przez moje ciało przebiega przyjemny dreszcz.

- Widzę piękną kobietę. Taką, która wiele przeszła. Być może trochę się pogubiła. Jednak jest silna i przetrwa jeszcze niejedno w życiu. Gdy nie będzie miała już siły walczyć, wiesz, co się stanie?

Kręcę głową i myślę sobie, czy wszyscy muszą czytać we mnie jak w otwartej książce. Zakłada mi kosmyk włosów za ucho i wszystko zmienia się w mgnieniu oka. Wpatrujemy się intensywnie w swoje oczy. Czuję stado motyli w brzuchu, a moje gardło robi się nagle suche.

- My wszyscy nie pozwolimy ci upaść. Będziemy przy tobie, gdy po raz tysięczny będziesz chciała uciec. Sam dopilnuję, żebyś tego nie zrobiła.

W moim gardle pojawia się grudka, którą muszę przełknąć, a moje serce wyrywa się z piersi. Pojedyncze krople łez spływają z moich oczu.

- Nie płacz. To mnie zabija, gdy widzę twoje łzy.

Nasze twarze zbliżają się do siebie, a kiedy usta oddzielają jedynie milimetry, w moim brzuchu unoszą się motyle.

- Wiesz, co się teraz stanie? - pyta, a ja jestem bezwładna jak marionetka, którą trzeba pociągnąć za sznurki, żeby wywołać u niej jakikolwiek ruch.

Boję się odezwać, bo nie jestem pewna swojego głosu, jedynie kiwam głową. Cal składa na moich ustach pocałunek. Wargi Cala są miękkie, delikatne - smakują dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam Jego zapach otacza mnie, wdziera się do moich nozdrzy. Chłopak gwałtownie wciąga powietrze, gdy nasze języki stykają się. Moje ciało wyjechało chyba na wakacje, bo nie potrafię wykonać żadnego ruchu. Płonę w środku. Nigdy nie czułam się tak, jak teraz. Przykłada dłoń do mojej twarzy. Jest szorstka, ale to przyjemna szorstkość. Moje policzki mają teraz pewnie odcień karmazynu. Przesuwa dłoń wzdłuż mojego ciała, a następnie, nie przestając mnie całować, umieszcza obie ręce na moich biodrach.

- Lauro, co ty mi robisz? Chciałabym trzymać się od ciebie z daleka, ale nie mogę. Nie mogę cię zostawić - szepcze tuż przy mojej szyi, całując ją.

Mój mózg, podobnie jak ciało, chyba również wyjechał na urlop, bo nie chce mnie słuchać, doznania biorą górę. Wiem, że powinnam to przerwać. Caleb przyciąga moje biodra do siebie, a moje dłonie wędrują na jego tors, gdzie po lewej stronie znajduje się tatuaż - czarne serce w formie kłódki, od którego ciągnie się łańcuszek z koralikami, a na jego końcu, tuż pod piersią Cala, wytatuowany jest klucz.

Cal odrywa ode mnie usta i od razu czegoś mi brakuje - jakiejś części mnie. Bo on i ja powinniśmy stanowić całość. Moje spojrzenie znów wędruje w stronę jego tatuażu na sercu.

- Czy ma on jakąś symbolikę? - pytam, gdy mój palec sunie po czarnym tuszu.

- Tak... - przyciska swoje usta do mojej szyi i mówi, nie przerywając tańca swoich warg: - że tylko jedna osoba ma klucz do mojego serca.

Nagle odzyskuję świadomość, czuję się teraz tak, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Co ja robię? Boże, co my robimy? Przecież on ma Lisę. To do Lisy należy już jego serce. Choć go kocham, to nie jestem z tych dziewczyn, które biorą się za zajętych facetów.

- Przestań. Nie możemy. Proszę, nie rób nam tego? Nie możemy. - Głos, którym wypowiadam te słowa, w ogóle nie przypomina mojego. Jest niski, zachrypnięty. Pod powiekami czuję zbierające się łzy. Moje serce właśnie zostało złamane, po raz kolejny. Próbuję odepchnąć go od siebie.

To nie może być moja bajka. Bo w jego bajce jest już księżniczka.

ROZDZIAŁ 7

Caleb

Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłem. Patrzę na dziewczynę, która leży wtulona w moją klatkę piersiową. Po tym, jak w końcu wszystko sobie wyjaśniliśmy, zasnęliśmy przytuleni do siebie.

Są rzeczy, które musimy jeszcze wyjaśnić, ale dziś chcę się cieszyć pierwszym dniem z moją dziewczyną. Czekałem wiele lat, aby w końcu móc powiedzieć te dwa słowa - moja dziewczyna - w rzeczywistości, a nie w myślach.

Głaszczę Laurę po głowie i wdycham ich owocowy zapach, który tak bardzo do niej pasuje. Jej dłoń leży tam, gdzie zawsze było miejsce Laury - na moim sercu. Czuję, jak zaczyna się wiercić.

- Mała, jeśli chcesz, żebym był dżentelmenem, to przestań się wiercić.

- A może ja nie chcę, żebyś nim był? - Jej palec przesuwa się po mojej piersi.

Śledzi zarys tatuażu z kłódką. Unosi głowę i delikatnie całuje wytatuowane serce. Patrzymy sobie w oczy. Laura przygryza dolną wargę, a ja chwytam jej twarz w obie dłonie i przyciągam ją do swoich ust. Całuję ją powoli, by chwilę później ułożyć ją pod sobą. Unoszę ciało nad nią, nasze usta dzielą milimetry. Czuję szybkie bicie jej serca, może z podniecenia, a może to panika?

- Cal... ja... - Z jej ust wydobywa się szept.

- Co ty?

Ponownie zasłania oczy dłońmi, a ja znów odrywam jej ręce od twarzy. W końcu starałem się nie spieszyć.

- Hej nie chowaj się przede mną. Porozmawiaj ze mną. Musimy rozmawiać, żeby coś z tego wyszło. Co się dzieje?

Już myślę, że nie odpowie, ale w końcu zaczyna mówić ściszonym głosem:

- Jesteś moim pierwszym. Jeszcze z żadnym mężczyzną... żaden z nich... - Ponownie zakrywa twarz, na jej policzkach pojawia się słodki rumieniec.

Unoszę kącik ust. Ta mała kusicielka nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo łaskocze to moje ego. A moje bokserki są teraz wypchane przez moją męskość. Wiem, że ona z pewnością wyczuwa, jak bardzo jestem twardy. Na razie będzie lepiej, jeśli mój przyjaciel zostanie tam, gdzie jego miejsce.

- Laura, spójrz na mnie. - Mój głos jest spokojny.

Nie reaguje, więc proszę ją jeszcze raz:

- Laura, kochanie, spójrz na mnie, proszę.

Po raz kolejny zabieram jej ręce z oczu, ale widzę, że chce uciec głową w bok, przytrzymuję więc jej podbródek.

- Czy w ten słodki sposób chcesz powiedzieć, że będę miał zaszczyt być pierwszym mężczyzną, który będzie się z tobą kochał?

Na jej twarzy pojawia się jeszcze większy rumieniec i jednocześnie uśmiech.

- Tak... Nigdy nie chciałam tego robić z nikim innym. Tylko z tobą.

Cholera, teraz będę musiał wziąć zimny prysznic, a najlepiej dwa.

- Słuchaj, nawet nie wiesz, jak bardzo pieści moje ego i podnieca mnie to, że to miejsce - zsuwam rękę w dół po jej ciele, aż docieram do jej majtek - będzie tylko moje. Chcę, żebyś była absolutnie pewna, że tego właśnie chcesz i że to naprawdę mam być ja. Rozumiesz? Nie chcę, żebyś się do niczego zmuszała. Będę czekał wieczność, nawet jeśli będzie to oznaczało, że będę musiał brać dwa zimne prysznice dziennie. Będę czekał, aż będziesz gotowa. - Dotykam jej policzka.

Z kącika jej oka spływa łza, którą szybko scałowuję.

- Proszę, nie płacz już. To mnie naprawdę boli. Nie wiem, czym sobie na ciebie zasłużyłem. Co prawda w tej chwili jest mi to kompletnie obojętne.

- Kocham cię, Calebie Harper. - Teraz ona dotyka mojego policzka.

- To ja cię kocham, Lauro Smith, a w niedalekiej przyszłości ma nadzieję pani Harper. Nie ukrywam, Lauro, że pewnego dnia ożenię się z tobą i założymy rodzinę, ale teraz muszę wziąć zimny prysznic, a potem pójdziemy na obiad, bo umieram z głodu. A jeśli nic nie zjem, to mogę zamienić się w głodnego wilka i zjeść ciebie.

Zaczynam ją łaskotać. Śmieje się tym swoim słodkim, dziewczęcym głosem. To jest to, czego mi brakowało przez te lata. Wygląda wtedy jak nastolatka. Wstaję i daję jej szybkiego buziaka. Zatrzymuję się pod drzwiami łazienki, zdejmuję bokserki i zupełnie nagi mówię przez ramię:

- Chyba że chcesz się przyłączyć do mnie pod prysznicem?

Laura rumieni i chowa twarz w dłoniach, ale rozsuwa palce, tak że wszystko doskonale widzi. Uśmiecham się.

Jeden zero dla mnie.

ROZDZIAŁ 8

Laura

Kiedy Cal znika za drzwiami łazienki, zauważam na krześle swoją torebkę. Postanawiam sprawdzić telefon. Wczoraj wieczorem nie udało mi się nawet powiadomić Sarah. Przypuszczam, że sama widziała całe zajście na plaży.

Tak jak się spodziewałam, mój telefon jest pełen nieprzeczytanych wiadomości i nieodebranych połączeń od Sarah. Jest też jeden SMS z zastrzeżonego numeru. Prawdopodobnie była to pomyłka - ostatnio coś często się to zdarza.

"Hej gdzie jesteś?"

"Cal był nieźle wkurzony".

"Martwię się, zadzwoń!"

"Hej, czy wszystko w porządku?"

"Lisa opowiedziała mi, co się stało".

"Boże, Lauro, tak mi przykro".

"To nie jest tak, jak myślisz, ale mam nadzieję, że mój głupi brat ci to wyjaśnił".

"Mama powiedziała, że Cal cię znalazł?"

"Jakby co, to wiesz, gdzie jestem".

"Kocham cię".

Moje oczy znów zaczynają piec, gdy czytam te wszystkie wiadomości od Sarah. Zakrywam usta dłonią, by powstrzymać się od płaczu. Właśnie dotarło do mnie, że jestem ważna dla tych wszystkich ludzi wokół mnie, oni mnie kochają, a ja przez te wszystkie lata nie pozwoliłam im być częścią mojego życia. Jedyny kontakt, jaki miałam, to z Sarah. Chociaż ostatnio też się od niej odcięłam. Teraz widzę, że to był błąd. Szybko jej odpisuję.

"Jest świetnie. Ja też Cię kocham" - naciskam symbol trójkąta, wyślij.

Wreszcie - mówię sobie - coś zaczyna się zmieniać w moim życiu. Nie chcę już myśleć, że jest WSZYSTKO DOBRZE, ale że jest IDEALNIE. Teraz to słowo będzie dominować w moich myślach i ustach. Uśmiecham się sama do siebie.

- Hej, mogę wiedzieć, co wywołało ten uśmiech na twojej ślicznej twarzy?

- Podskakuję i kładę rękę na sercu.

Cal stoi w drzwiach łazienki z ręcznikiem owiniętym wokół talii, który zsunął się z bioder, odsłaniając brzuch i mięśnie w kształcie litery V.

- Czy mógłbyś się tak nie skradać?!

Podchodzi do mnie powoli. Kuca przede mną i bierze moje ręce w swoje. A ja mogę się przyjrzeć, jaki jest przystojny.

- Możesz mi powiedzieć, co się stało? Chyba nie zmieniłaś zdania o nas?

- Nie. Ja... I... - Znowu się jąkam. Boże, co się ze mną dzieje? Chrząkam i postanawiam wytłumaczyć mu to tak logicznie, jak tylko potrafię: - Rozmyślam o tym, że w końcu jest idealnie, a nie tylko dobrze. I że nie mogę w to wszystko uwierzyć. W nas. - Wskazuje ręką na mnie i na niego.

Cal się śmieje. Dotyka mojej twarzy, a ja wtulam się w jego dłoń. Widzę iskierkę w tych czekoladowych oczach.

- I to zaprząta tę główkę? To uwierz, bo to nie zniknie. Proszę, spróbuj uwierzyć w nas.

- Naprawdę chcę. Tylko że to mnie śmiertelnie przeraża.

- Co cię tak przeraża? Mówiłem ci, że nie chcę, żebyśmy się spieszyli.

- Boję się, że coś się stanie i znajdę się znów w tej ciemności. Tylko tym razem nie wiem, czy uda mi się z niej wydostać. Czy to mnie nie zniszczy?

- Nikt z nas ci na to nie pozwoli. Jesteś dla nas zbyt ważna. Ja ci na to nie pozwolę.

- A jeśli cię pociągnę za sobą?

- Wtedy nie będziesz już sama. I przejdziemy przez to razem. Spróbuj w to uwierzyć, dobrze? Zwłaszcza w to, że jesteś warta tego, by inni zobaczyli to, co ja widzę. Mimo tego całego syfu, który się wydarzył, jesteś silną dziewczyną, która pokona jeszcze wiele przeciwności losu. A ja zawsze będę przy tobie, bo naprawdę nigdzie się już bez ciebie nie ruszam.

- Kocham cię, Calebie Harper.

- Kocham cię, Lauro. - Cal wstaje, pochyla się i całuje mnie wkładając w ten pocałunek całą swoją miłość do mnie. - Dobra, idź, weź prysznic, bo nie ręczę za siebie - dodaje jeszcze - i będę musiał wziąć kolejny zimny prysznic. Poza tym jestem naprawdę głodny. Więc lepiej idź nim cię zjem.

- No cóż, nie możemy pozwolić, żeby wilk był głodny - mówię i biegnę do łazienki.

Biorę szybki prysznic. Na półce zauważam mój ulubiony żel pod prysznic o zapachu pomarańczy. Śmieję się pod nosem. Odkręcam wodę i ustawiam odpowiednią temperaturę. Wystawiam twarz w stronę strumienia wody, aby zmył wszystkie te czarne myśli, które kłębią się w mojej głowie, choć to i tak nie jest do końca możliwe. Mydlę swoje ciało, dotykając ramienia, na którym znajdują się blizny. To właśnie one nie pozwalają mi całkowicie oczyścić umysłu z tych wspomnień. które towarzyszą mi każdego dnia. Czy kiedykolwiek zapomnę? Czy ten ból kiedykolwiek odejdzie? Tego nie wiem, ale mam już osobę, która nie pozwoli mi ponownie upaść.

Kiedy wchodzę do pokoju. Cal stoi przy oknie, ubrany już w ciemne jeansy i białą koszulę z rękawami podwiniętymi do łokci. Ręce schował do kieszeni, a na jego twarzy zagościło zadumanie. Coś zajmuje jego myśli, bo nawet nie zauważa, kiedy podchodzę i kładę mu rękę na ramieniu.

- Cal, wszystko w porządku? - pytam niespokojnie.

Zamyka oczy i odwraca się do mnie. Wyjąwszy rękę z kieszeni, wsuwa mi niesforny kosmyk włosów za ucho. Wpatruje się w moje oczy i odpowiada blisko mojej twarzy.

- Ciekawe pytanie? Zwłaszcza że znam dziewczynę, która od czasu do czasu mówi: wszystko dobrze.

- Cal, przepraszam. Nie chcę, żebyś się tym martwił. Jest naprawdę świetnie.

Bierze głęboki oddech i po chwili wypuszcza głośno powietrze.

- Mam nadzieję. Gotowa? Chcę cię zabrać na obiad, a potem coś ci pokazać.

- Dobrze, ale musimy podjechać do mojego domu, bo mam tylko tę sukienkę, a poza tym - obniżam głos i mówię tak prowokacyjnie, jak tylko potrafię - nie lubię nosić wczorajszych majtek.

Oczy Cala ciemnieją.

- Czy chcesz powiedzieć, że pod tą sukienką jesteś naga?

Uśmiecham się lekko, unoszę brwi, chwytam torebkę i otwieram drzwi. Ostatnie co rejestruję to jego przekleństwa.

- Cholera... Ona chyba ma zamiar mnie zabić. Już czuję, że nie będę się z nią nudzić. -Wspomina coś jeszcze o podwójnym lodowatym prysznicu.

Wychodzę z domu z uśmiechem na twarzy.

ROZDZIAŁ 9

Laura

Kiedy docieramy do samochodu, Cal otwiera mi drzwi i szybko zajmuje miejsce kierowcy, ale nie odpala silnika od razu. Patrzy na mnie z iskrą w oczach, a jego twarz emanuje radością. Gdy zwleka z ruszenie zbyt długo, postanawiam wreszcie spytać:

- No, co? O co chodzi? No, jedź!!!

Cal uśmiecha się i wykonuje gest dłonią, wskazując na drogę. Dobrze wiem, o co mu chodzi. Cal potrząsa głową i mówi:

- Ty... Jesteś niemożliwa, mała! - Opiera się o zagłówek fotela i bawi się kluczykami od samochodu. Przekręca się lekko w moją stronę, wplata dłoń w moje włosy, a następnie wsuwa kosmyk za ucho. Spogląda mi prosto w oczy.

- Co ja mam z Tobą zrobić? - szepcze.

Zrobiło się nieco poważnie.

- Kochaj mnie, karm mnie i nie opuszczaj! - Używam tekstu z popularnego filmu o rudym, puszystym kocie.

Cal promienieje, przyciąga moją twarz bliżej i, gdy jest blisko moich ust, mówi głosem, od którego przechodzi mnie dreszczyk:

- Kocham cię, kusicielko.

Mam wrażenie, jakby moje usta pieściło piórko albo skrzydło motyla. Przymykam na chwilę oczy, bo ten pocałunek sprawia, że po moim ciele rozchodzi się przyjemne ciepło, które po chwili znika, a kiedy uchylam oczy, widzę, że Cal wpatruje się we mnie. Na moich policzkach pojawia się rumieniec. Oblizuję wyschnięte usta. Cal - mój chłopak, który był moim marzeniem z dzieciństwa - przykłada dłoń do mojego policzka, a ja wtulam się w niego. W końcu chłopak przerywa tę chwilę, poprawia się na siedzeniu i uruchamia samochód.

Cal wyjeżdża samochodem z terenu posiadłości Harperów i płynnie prześlizguje się przez ulice, co nie jest łatwe w ruchu ulicznym, który panuje o tej porze dnia.

Gdy parkuje tuż obok mojego samochodu jestem zdziwiona, że wiedział, dokąd ma jechać. Zauważa wyraz mojej twarzy.

- Dobra, zadaj to pytanie, bo widzę, jak trybiki obracają się w twojej głowie?

- Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam?

- Jak myślisz?

Cóż, mogłam się domyślić.

- Sarah?

Cal przytakuje. Kiedy wysiadamy, jego wzrok pada na samochód, obok którego zaparkował swojego range rovera, wypuszcza z siebie głośno powietrze w geście oburzenia.

- Boże, kto może prowadzić taki samochód? To nie powinno być nawet dopuszczone do ruchu drogowego. - Krzyżuje ręce na piersi i teraz ja jestem oburzona, bo obraża mój samochód.

- Hej, on ma uczucia, nie obrażaj mojego Fordka.

Tak nazwałam swojego forda. Fakt, że nie był już pierwszej młodości i może lakier trochę się łuszczył, widać było gdzieś rdzę, ale po pierwsze - na nic innego nie było mnie w tej chwili stać, po drugie - to jest mój pierwszy samochód i jestem do niego przywiązana. Wysiadamy z auta Cala. Chłopak podchodzi do mojego samochodu i patrzy na niego, jakby to był jakiś stwór albo coś, co go może czymś zarazić.

- Chcesz powiedzieć, że jeździsz tym czymś, pomimo że nie wiesz, czy na pierwszym lepszym zakręcie kierownica nie zostanie ci w dłoni albo, nie daj Boże, odpadnie podwozie?

- Hej czy ja się czepiam twojego samochodu? Nie!!! Więc proszę, szanuj mojego staruszka.

- Przecież on nadaje się na złom! A nie do jeżdżenia nim! - Pokazuje zderzak forda, który zaraz odpadnie.

- Cal, będziesz mnie teraz pouczał, czym powinnam, a czym nie powinnam jeździć?

Podnosi ręce w geście poddania się.

- Dobrze, dobrze. Kobieto, doprowadzasz mnie do szału. Choć na górę, abyś się wreszcie przebrała.

Kiedy wchodzimy do mieszkania, Cal milczy, a na jego twarzy gości smutek. Rozgląda się po moim małym mieszkaniu. Jest równie zdziwiony co przed chwilą moim autkiem. Mówię mu, że idę się przebrać i idę się do sypialni.

Zakładam w końcu majtki oraz kwiecistą sukienkę na ramiączkach i dżinsową kurtkę. A na nogi wsuwam czarne baleriny. Sukienka i kurtka ukrywają moje blizny. Dzień będzie gorący, ale nie mam wyboru. Związuję włosy w koński ogon i wchodzę do salonu, gdzie Cal siedzi na kanapie, nachylony do przodu z łokciami opartymi na kolanach i dłońmi przyciśniętymi do ust, jakby się modlił. Jest pogrążony w swoich myślach i nawet nie zauważa, jak wchodzę. Podchodzę do niego ostrożnie. Dotykam jego ramienia. Cal patrzy na mnie. Wygląda tak, jakby widział mnie po raz pierwszy. Jego spojrzenie wędruje od dołu do góry po moim ciele, aż zatrzymuje się na moich oczach.

- Wyglądasz pięknie - mówi stłumionym głosem.

Jest w nim coś jeszcze. Strach? Obawa?

- Dziękuję. Coś stało się? Odkąd zobaczyłeś mój samochód, milczysz. O co chodzi?

- Chodź, usiądź tutaj.

Chwyta mnie za rękę i sadza na swoich kolanach. Obejmuję go ramieniem i przeczesuję mu włosy.

- Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, co czuję do ciebie? Gdyby coś ci się stało, nie przeżyłbym tego. Nie chcę cię stracić. Nie po tym, jak nie miałem cię przez tyle lat. Każdy dzień bez ciebie był dla mnie torturą. Były inne dziewczyny, nie ukrywam, umawiałem się z nimi. Tylko że żadna nigdy nie została na noc i nigdy nie pozwoliłem innej kobiecie mieć miejsca w moim sercu. Bo ono jest już zajęte przez ciebie. Od dawna. Dlatego proszę cię, abyś zaczęła dbać o swoje bezpieczeństwo i nie narażała się niepotrzebnie. Bo bez ciebie nie będę już nic znaczył. Obiecaj mi, że pozwolisz mi zająć się swoim samochodem, żebym przynajmniej w tym przypadku miał pewność, że nic ci nie grozi. Nie wspominając o okolicy, gdzie mieszkasz.

Jak mogę mu odmówić po takich słowach. Mam ogromną bryłę w gardle i nie wiem, czy cokolwiek uda się mi powiedzieć, więc przytakuję.

Opieram głowę o jego ramię, a on obejmuje mnie mocniej. Jego dłoń sunie po moim nagim udzie aż do wewnętrznej strony. W tym samym czasie Cal kładzie drugą rękę na mojej szyi i przyciąga moją głowę do swoich ust. Chwyta mnie w okolicach talii i nawet nie wiem, kiedy, leżę na plecach, a nade mną zwisa Cal. Zostawia mokry ślad swoich ust na mojej szyi, obojczyku, czuję, że jego ręce są wszędzie. Pozwalam, by ta chwila mną zawładnęła. Jedyne, czego pragnę, to być blisko niego. Cokolwiek robi, niech nie przestaje. Moja podświadomość podpowiada mi, żeby to przerwać, ale moje ciało odmawia. Między nogami czuje przyjemne pulsowanie. Cal czule całuje moją twarz, szyję, odsuwa kurtkę. Jego dłoń wędruje w górę mojego uda, by po chwili znaleźć miejsce tego pulsowania. Przesuwa palcem wzdłuż obszycia moich majtek, zaczyna kreślić kółka, a ja myślę, że będę go błagać o więcej. Gdyby mnie teraz dotknął tam, doszłabym od razu. Przyciągam go jeszcze bliżej, biorę jego twarz w dłonie i całuję, jakby nie było jutra. Wyczuwam, jak jego męskość, która wyraźnie odznacza się w spodniach, napiera na mnie.

W końcu Cal zatrzymuje się i kładzie swoje czoło na moim. Nasze oddechy są teraz szybkie, płytkie, jakby ktoś nas gonił. Moje usta są spierzchnięte od pocałunków. Kiedy się odzywa jego głos, jest mocno zachrypnięty od naszych pocałunków.

- Musimy przestać. Bo inaczej nie będę mógł się zatrzymać. Co więcej, chcę być porządnym facetem. Poza tym nawet nie mam przy sobie prezerwatywy. Nie spieszmy się z tym. Uwierz mi, że bardzo tego chcę, ale wolałabym, żebyśmy najpierw pobyli ze sobą. Dobrze? Jesteś dla mnie czymś więcej niż przygodą.

Pozwoliłam, by moje doznania wzięły górę nad rozumem - przez moment chciałam, żeby doprowadził mnie na skraj uniesienia. Na moich policzkach pojawia się rumieniec. Dotykam swojego czoła i zamykam oczy.

- Nie mogę uwierzyć, że jeszcze chwilę temu... Prawie że błagałam cię, żebyś tego nie przerywał.

Powoli otwieram oczy i widzę brązowe tęczówki, które są teraz jeszcze ciemniejsze z powodu nagłego wybuchy namiętności między nami. Na twarzy Cala pojawia się łobuzerski uśmiech.

- Dobrze wiedzieć, że jestem twoim obiektem do zaspokojenia potrzeb.

Uderzam go dłonią w klatkę piersiową.

- Nie śmiej się ze mnie.

- Jakże bym śmiał, kochanie.

- Wariat.

- Ale zakochany wariat.

Cal podnosi się i podaje mi rękę, by pomóc mi wstać. Kiedy już jestem w pozycji pionowej, przyciąga mnie do siebie i daje mi słodkiego buziaka. Dotykam jego twarzy i również całuję go pospiesznie.

- Chodź, musimy stąd wyjść, inaczej nie wiem, czy nie zaciągnę cię do twojej sypialni. Wtedy będą nici z mojego opanowania.

- A może chciałabym, żebyś to zrobił?

Odsuwam się od niego, kierując się w stronę drzwi. Czuję się trochę zawiedziona, że nie poszedł dalej. Ma jednak rację, mówiąc, że mamy czas. Cal śmieje się, a potem rusza za mną.

- Coś mi mówi, że z tobą nie będzie mi się nudziło.