1
- Veronica! Wstawaj, pospiesz się! - Budzę się, słysząc głos mojej matki, dobiegający z dołu.
Pieprzyć to. Nie mam ochoty dzisiaj iść do szkoły. Przykrywam głowę poduszką, z nadzieją na ponowne zapadnięcie w sen, ale nic z tego. Do pokoju wpada matka i jednym pociągnięciem zrywa ze mnie nakrycie. Jęczę niezadowolona.
- Wstawaj, słońce. - Próbuje tym razem innej taktyki. - Ostatnio robiłaś to samo. Wiem, że nie znosisz Winters, ale jeszcze trochę i da ci spokój.
Tak, moja mama to prawdziwy skarb, bo potrafi zrozumieć każdą sytuację; ale jednocześnie jest potworem, ponieważ nie daje się nabrać na moje prośby i zmusza mnie, żebym chodziła do szkoły. Nieważne, jak dobrze symuluję, ona i tak stawia za każdym razem na swoim. Tessa Jones jest lwicą, która walczy o młode. Kiedyś poszła do tej jędzy, żeby z nią porozmawiać i dowiedzieć się, dlaczego dostaję cały czas takie złe oceny, a ta ją tylko spławiła i powiedziała, że sama jestem sobie winna. SZMATA. Cały czas to powtarzałam, ale mama uparcie wierzyła, że jeśli do niej pójdzie, to coś wskóra. Tak, osiągnęła tym coś, a mianowicie, miałam bardziej przejebane niż dotychczas.
- Mamoooo... - jęczę jeszcze raz, z nadzieją na jej zmiękczenie, chociaż odrobinę. Nic z tego. Dalej uparcie trwa przy swoim.
Wygania mnie z łóżka, a ja włócząc nogami, udaję się do łazienki. Ospale wykonuję poranną rutynę, przygotowując się na kolejny, cudowny dzień w akademii. Zakładam mundurek, który, niestety, muszę nosić. Krzywię się, gdy zauważam, że zapomniałam zrobić pranie i nie mam już czystych ubrań szkolnych. Muszę sobie gdzieś zapisać, żeby zająć się tym zaraz po powrocie.
Jem szybko przygotowany dla mnie omlet, a po kilku minutach wybiegam z domu. Zaraz spóźnię się na metro. Dzień jak co dzień.
Szlag! Zupełnie się nie przygotowałam do dzisiejszej lekcji. To znaczy, przygotowałam się, ale nie w taki sposób, w jaki ta suka oczekuje. Uczyłam się, jednak ona coś wykombinuje, jak zawsze. Myśli, że jeśli jest nauczycielką, to wszystko jej wolno, ale tak jej się tylko wydaje. Od pierwszego roku mam z nią na pieńku. Małpa co semestr chce mnie usadzić i za każdym razem próbuje oblać na najmniejszym gównie. Gdyby była stara i zgorzkniała, to mogłabym jeszcze zrozumieć tę jej nienawiść do mnie. Jednak wydaje mi się, że jest lekko po trzydziestce, więc tym bardziej nie wiem, czemu akurat ja. Chciała, żebyśmy dzisiaj przygotowali jakąś prezentację, nawet nie pamiętam, na jaki temat miała być. Doszłam do wniosku, że nie ma sensu, abym nad tym ślęczała kilka godzin, bo ona zapewne i tak mnie obleje. Mogłabym iść z tym do dyrektora, jednak po co? Skoro ja jestem tutaj tylko na stypendium, a ona uczy. Zawsze, nawet gdy wiem, że jestem przygotowana, ona znajduje pretekst, aby mnie oblać.
Spoglądam na najlepszą przyjaciółkę, a zarazem moje przeciwieństwo. Samantha, cholerna, jebana, perfekcja, Brown. Poważnie, dziewczyna wcale nie musi się starać, a i tak wygląda zajebiście. Ma średniej długości blond włosy, niebieskie oczy, a do tego zniewalający uśmiech. Pełne wargi, które układają się w takie urocze serduszko, kiedy mówi. Jakby tego było mało, ma jeszcze pieprzyk na policzku, który sprawia, że wydaje się taka słodka i niewinna, przez co ludzie inaczej ją traktują. Patrzę na jej mundurek, który jest schludnie wyprasowany, a koszula i spódnica są dopasowane z krawatem. Potem spoglądam na swoją wersję. Koszula zbyt obcisła w biuście, spódnica wygnieciona, a czerwony krawat kompletnie nie pasuje, ale tylko on był czysty, bo przecież zapomniałam zrobić pranie. Spódnica to robota Lucasa, z którym zaliczyłam małą sesję obściskiwania w kantorku woźnego. Jakoś musiałam spuścić trochę tej ekscytacji, a on wydaje się zawsze chętny na takie małe zabawy. Zwłaszcza w szkole, mam dziwne wrażenie, że to go dodatkowo rajcuje. Nie wnikam, każdy ma swoje własne fetysze. Ja jeszcze swoich nie odkryłam i nie zamierzam tego robić, póki co.
- Czemu wyglądasz, jakby ktoś przed chwilą porządnie cię wytarmosił? - pyta szczera do bólu Sam.
Przewracam oczami, nie odpowiadam jej, bo przecież dobrze wie. To nie tak, że ja i Lucas jesteśmy parą, ale fajnie nam się razem spędza czas, no i on dobrze całuje. Podoba mi się i tak dalej, ale nie jestem pewna, czy chciałabym się z nim publicznie pokazywać, bo to jest kobieciarz, jednak dobrze się z nim bawię.
- Daj spokój, dobrze wiesz. Nie każ mi tego powtarzać - mówię zirytowana.
Podstawy zarządzania firmą to dodatkowy przedmiot w akademii, ale traktowany z ogromną powagą, zupełnie jakby był głównym, obowiązkowym. Myślę, że wpływ na to ma fakt, że to tutaj uczyło się wielu sławnych i bogatych biznesmenów, którzy teraz błyszczą na światowym rynku przedsiębiorców. Akademia Avalon-Note jest jednym z najlepszych prywatnych liceów na świecie i najlepsza w Nowym Jorku. Uczniowie, którzy tu chodzą, są obłędnie bogaci. Nie, chwila, to ich rodzice są nadziani, a oni tylko tym szpanują. Czuję się wśród nich jak kopciuszek, bo wszyscy doskonale wiedzą, że znajduję się tutaj tylko dzięki stypendium sportowemu, które dostaję od początku.
Gdyby nie siatkówka, dzięki której mogę się uczyć w tej szkole, w życiu bym się tutaj nie znalazła. Jestem dobra i zarząd Akademii to docenił, ja zabieram ich na szczyty, a oni płacą za moją edukację. Rodzice nie są biedni, ale czesne w tej szkole jest ogromne. Ciągle słyszę z tego powodu jakieś głupie docinki, jednak z roku na rok robi się ich coraz mniej. Dobrze, że mam już za sobą ponad połowę ostatniej klasy. W końcu uwolnię się od tych snobów.
No tak, pewnie można by pomyśleć, że jestem hipokrytką, bo przyjaźnię się z jedną z tych, którymi gardzę, otóż nie. Sam jest zupełnie niepodobna do wszystkich z tej szkoły. Nie jest toksyczna, jest szczera, uczciwa, pomocna i nigdy się na niej nie zawiodłam. Chciałabym móc powiedzieć również o sobie tyle dobrych rzeczy, ale niestety nie mogę, bo skrywam tajemnicę, której wyjawienie mogłoby wiele zniszczyć. Nie dotyczy to żadnej z nas, ale mam pewne informacje, które ktoś mściwy z wielką chęcią by wykorzystał. Jeśli Sam się kiedykolwiek dowie, że ja to wiedziałam, znienawidzi mnie. Może trochę teraz dramatyzuję, dobra, mocno dramatyzuję, co nie zmienia faktu, że to jest po prostu ważne.
- Eh, ciekawe co dzisiaj tym razem wymyśli panna zrzędząca, i za co tym razem dostanę jedynkę - marudzę, nie mogąc się doczekać, aż panna Winters wejdzie do sali.
Już mam przygotowane w głowie riposty, którymi ją poczęstuję, jak tylko coś do mnie powie, a zrobi to na pewno. Standardowo zajmuję swoją ławkę przy oknie na końcu pomieszczenia. Siedzę tam od samego początku. Ta jędza zawsze, gdy wchodzi do środka, kieruje wzrok w moją stronę. Myślę, jaką wymówkę dać jej na początek, gdy jako pierwszą mnie wywoła. A zrobi to, bo tak się dzieje dosłownie zawsze. Naprawdę, szczerze jej nienawidzę. To się nigdy nie zmienia, a wręcz mam wrażenie, że nawet z czasem się pogłębia.
- Założysz się, że znów jako pierwsza dostanę jedynkę? - rzucam do Brown.
- Nie muszę się zakładać, bo jestem tego tak samo pewna jak tego, że niebo jest niebieskie, a trawa zielona! - Śmieje się moja przyjaciółka.
Dobrze wiedzieć, że moja niedola tak ją bawi. Pora się uspokoić, bo za chwilę zaczynamy przedstawienie zwane moim życiem. Siadam wygodniej, gotowa na kabaret, który niedługo się zacznie. Dzwoni drugi dzwonek, oznaczający, że za chwilę wejdzie nauczyciel.
Jednak mija dziesięć minut, a nikt się nie zjawia.
- Czy to mój szczęśliwy dzień i małpa nie przyjdzie? - Obracam się w stronę Sam.
- Nie licz na to. Ona zawsze się zjawia - odpiera pewnie.
Faktycznie, drzwi w końcu się uchylają, ale to nie panna Winters w nich staje, a jakiś mężczyzna.
Jasna cholera.
Ten gość to chodząca perfekcja, czysty seks.
Ciemne blond włosy w artystycznym nieładzie, gęste brwi, które podkreślają kolor jego zielonych oczu. Wzrokiem sunę dalej i bacznie go obserwuję. Delikatny zarost na szczęce dodaje mu seksapilu. Zaraz padnę trupem. Czy tylko ja widzę te jego piękne, soczyste, pełne usta? Wyglądają obłędnie, aż chciałabym poczuć je na swoich... Co się ze mną dzieje? Nigdy nie leciałam na starszych, a facet na oko jest w wieku tej suki, Winters. Ciekawe, kim on jest?
- Dzień dobry, wybaczcie spóźnienie. Jestem Chris Evans i od dzisiaj będę waszym nowym nauczycielem.
Nawet głos ma seksowny.
O kurwa. To chyba najlepszy dzień w moim życiu.