Rozdział 1
Wes
Docierając do końca korytarza, zauważyłem światło odbijające się w szybach jej gabinetu. Było późno i padałem z nóg, ale skoro zostawiła włączone lampy w całym tym cholernym budynku, jakaś kompulsywna część mojej osobowości nie pozwalała mi wyjść, dopóki ich nie pogaszę.
Idąc niespiesznie, wyciągnąłem z kieszeni kartę dostępu i skręciłem za róg, tylko po to, by nagle stanąć jak wryty, gdy przez szczeliny w żaluzjach dostrzegłem wnętrze jej gabinetu.
Najpierw zobaczyłem długie, opalone nogi skrzyżowane w kostkach i oparte o krawędź biurka. Potem ich właścicielkę. Winnie Winslow siedziała w fotelu i wpatrywała się w teczkę leżącą na kolanach, trzymając długopis między pełnymi, różowymi wargami. Jej zwykle idealnie ułożone blond włosy były w nieładzie, jakby co chwila przeczesywała je palcami, a śnieżnobiała koszula wysunęła się ze spódnicy.
Odruchowo podążyłem wzrokiem wzdłuż linii jej kusząco odsłoniętej skóry w poszukiwaniu czegoś więcej, a kiedy przeniosłem spojrzenie na twarz, dostrzegłem, że między jej ciemnymi brwiami pojawiła się zmarszczka.
Była na czymś skupiona. Nie potrafiłem jednak na tyle odczytać subtelnych zmian w jej mimice, by stwierdzić, czy była zdezorientowana, sfrustrowana, czy może jedno i drugie. I wtedy do mnie dotarło, że chciałbym umieć rozpoznawać jej nastrój.
Ta myśl sprawiła, że zmarszczyłem czoło.
Niech to szlag. Ostatnie, czego było mi teraz trzeba, to nieodpartej pokusy w miejscu pracy. Zwłaszcza wywołanej przez kobietę, która doprowadzała mnie do szału tylko tym, że siedziała i robiła swoje.
Im dłużej tam stałem, obserwując niespokojny ruch jej nóg ocierających się o siebie i patrząc, jak z jej ust wydobywały się krótkie, ciche westchnienia, tym bardziej się wściekałem.
Podziwianie jej tak skoncentrowanej było niemal rozkoszne. Jakbym mógł się nią nasycić, nie czując na sobie jej osądzającego spojrzenia, które zazwyczaj skłaniało mnie do pośpiechu i przejścia do rzeczy. Oczywiście na jej warunkach.
Wypełniało mnie niepohamowane pragnienie. Za każdym razem, gdy wydawało mi się, że zaspokoiłem już tę natrętną potrzebę, poruszała się, zmieniając pozycję i odsłaniając kolejny centymetr skóry - na udach lub między niesamowitymi piersiami. Po pięciu minutach bezwstydnego gapienia, kiedy para niemal buchała mi z nosa, wreszcie coś do mnie dotarło.
Cholera jasna. To, co robiłem, było chyba najbardziej niepokojącym zachowaniem, jakiego się w życiu dopuściłem. Co prawda Winnie Winslow trudno byłoby uznać za niewiniątko, ale w tej chwili właśnie nim była. Została po godzinach, mimo że jej za to nie płaciłem, i wpatrywała się w akta zawodników, statystyki, harmonogramy i Bóg jeden wie w co jeszcze, a wszystko to dla dobra mojego zespołu, podczas gdy ja stałem i obserwowałem ją przez szybę jak pieprzony psychopata.
Zdeterminowany nowo odkrytą pogardą do samego siebie, odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w kierunku, z którego przyszedłem. Zdążyłem zrobić zaledwie dwa kroki, gdy dopadła mnie karma, rozdzierając ciszę irytującym dźwiękiem telefonu - jakby uznała, że należy mi się kara za niestosowne zachowanie.
- Kurwa mać! - zakląłem, przekładając teczkę do drugiej ręki i sięgając do kieszeni po przeklętą komórkę. Była to tak wielka próba silnej woli, że miałem wrażenie, iż zaraz rozerwę garnitur na strzępy i zmienię się w Hulka. Najwyraźniej miałem jednak jakieś ukryte supermoce, bo powstrzymałem się przed ponownym zerknięciem w stronę jej gabinetu.
Gdy na ekranie pojawiło się imię dzwoniącego, musiałem się opanować, żeby odezwać się do słuchawki w miarę naturalnym głosem i nie wystrzelić serii przekleństw o tym, jak wielkim utrapieniem bywa czasem przyjaźń z nim.
- Czego? - rzuciłem, przykładając telefon do ucha i wciskając pod pachę teczkę z wysypującymi się dokumentami.
- Dlaczego jesteś niemiły? - zapytał Thatch. - Skarżysz się na to, jak odbieram, a sam robisz to jak pieprzony dupek. I to za każdym razem.
- Jestem zajęty. A ostatnim razem, jak dzwoniłeś, próbowałeś mnie wrobić w nocny wypad po zachcianki Cassie.
Roześmiał się. Kretyn.
- Obsługuję jedynie te ciąże, do których się przyczyniłem, a do powstania tego małego diabła nie przyłożyłem żadnej części ciała. Ominęła mnie też związana z nim zabawa.
Choć wielokrotnie słyszałem odgłosy ich zabawy. Te napalone, ekshibicjonistyczne świry nie potrafiły utrzymać na sobie ubrań bez względu na to, gdzie byli i ile osób mogło usłyszeć ich harce.
- Wes? - usłyszałem za plecami. Słodki, a jednocześnie zdecydowany głos Winnie sprawił, że mimowolnie zacisnąłem powieki. Oczywiście nie mogła zignorować mojej obecności.
- Och, cześć, Winnie - przywitałem się. - Nie wiedziałem, że jeszcze tu jesteś.
Kłamstwo.
- Uważaj, Winnie - powiedział mi do ucha mój piekielnie irytujący przyjaciel. - Nos Pinokia wbije się zaraz w twoją cipkę.
Z ogromnym wysiłkiem powstrzymałem chęć wyrzucenia z siebie wiązanki przekleństw, parsknięcia śmiechem, a może i nawet wybuchnięcia płaczem. Uchodziłem za oazę spokoju. Cholernego stoika. Do tego stopnia, że dorobiłem się reputacji mężczyzny o stalowych nerwach. Ostatnio jednak coraz trudniej mi panować nad swoimi reakcjami. A więc wybuch płaczu nie wydawał się już czymś zupełnie od rzeczy.
- Chcesz, żebym na coś zerknął? - zapytałem Winnie.
Thatch zakaszlał mi do ucha, po czym wymamrotał:
- Na jej cipkę.
Pokręciła głową, a następnie skinęła, jakby nie była pewna. Zmarszczyłem brwi, zaskoczony jej wahaniem. Choć znałem Winnie Winslow od niedawna, szybko się przekonałem, że rzadko bywa niezdecydowana. Z niezachwianą pewnością broniła swoich decyzji. I zdążyłem się już do tego przyzwyczaić.
Otworzyłem usta, by znów się odezwać, ale wtedy się wyprostowała. Jej długie nogi wydawały się jeszcze smuklejsze, a wszelkie oznaki garbienia momentalnie zniknęły.
- Tylko jeśli masz czas. Przeglądałam właśnie wyniki rezonansu magnetycznego Mitchella.
Minęło już kilka tygodni, od kiedy ponownie naderwał sobie mięsień dwugłowy uda. Zakładaliśmy, że wróci do gry w najbliższy weekend. Prawdę mówiąc, nie mogłem sobie pozwolić na to, by tak się nie stało. Nie powiedziała, żeby coś się w tej kwestii zmieniło, ale może faktycznie warto było rzucić okiem na te wyniki.
- Okej. Chętnie na nie spojrzę. Skończę tylko rozmowę i za chwilę do ciebie dołączę.
Przytaknęła i wróciła do gabinetu, przesuwając dłonią po framudze drzwi. Podążyłem za nią wzrokiem, obserwując, jak podchodzi do biurka, przegląda dokumenty, po czym wyciąga coś spod ich stosu. Następnie zaczęła się poprawiać, wsuwając koszulę z powrotem w spódnicę, a kiedy podniosła głowę i spojrzała w moją stronę, gwałtownie odwróciłem wzrok.
- No proszę. Kto by pomyślał, że spędzasz wieczory z panią Winslow. Czyżbyś zaczął rozrabiać?
Coś mi tu nie pasowało. Cała ta interakcja z Winnie wydawała się nieco dziwna, ale przez nadającego mi do ucha Thatcha nie mogłem tego rozgryźć.
- Nie wiedziałem nawet, że tu jeszcze jest, głupku - wyszeptałem gniewnie.
Parsknął tak głośnym śmiechem, że musiałem odsunąć telefon od ucha.
- Zdaje mi się, że mości pan aż nazbyt zaprzecza.
Pokręciłem głową i potarłem skroń, wciąż ściskając teczkę pod pachą.
- Co ty pierdolisz?
- Daj spokój, stary. Im szybciej się ze sobą prześpicie, tym szybciej polecimy razem na tropikalne wakacje. Będzie jak w Raju dla par.
- W tym filmie, w którym większość par się rozstaje?
- No dobra, może nie jak w Raju dla par. Tylko w znacznie lepszej porno wersji tego filmu. W końcu w porno nikt się nie rozstaje.
- Nie, no jasne, w porno nikt się nie rozstaje - odpowiedziałem, dając się niepostrzeżenie wciągnąć w jego absurdalny tok rozumowania. Thatch miał talent do sprowadzania rozmów na kompletnie niedorzeczne tory. Jego sekret tkwił chyba w tym, że z niezachwianą powagą gadał totalne bzdury. - Sytuacja bez ograniczeń.
- Jak przypadkowy anal.
- Właśnie. W prawdziwym życiu kobiety zrywają za takie akcje.
- Czy to dlatego między tobą a Winnie jest tyle napięcia? - zapytał nagle poważnym tonem. - Myślałem, że to przez to, że jeszcze się nie pieprzyliście, ale może chodzi o przypadkowy anal, co?
- Jezu Chryste! Nie. - Podniosłem nieco głos i oddaliłem się o kilka kroków od gabinetu Winnie, by upewnić się, że mnie nie słyszy. - Nie chodzi o żadne takie akcje. Nic takiego się nie wydarzyło.
- Aha, czyli to w tym tkwi problem. Muszę ci się przyznać, Wes, że nawet ja go nie miałem. A skoro Cassie nie chce się zgodzić na anala, to Winnie też pewnie ci na niego nie pozwoli.
- Nie chcę tego od niej!
Thatch znów parsknął śmiechem, a ja zacisnąłem powieki z frustracji.
- Czyli w grę wchodzi tylko cipka?
- Dobra, koniec rozmowy.
- Nie, zaczekaj! - zawołał, zanim się rozłączyłem. - Nie dzwonię przecież bez powodu.
- Nie pojadę po lody dla Cassie.
- Nie o to...
- I nie wiem nic o majtkach ciążowych.
Thatch wybuchnął śmiechem.
- Najwyraźniej wiesz więcej ode mnie, bo nie wiedziałem nawet, że istnieją...
- Nie załatwię jej smażonych pikli, a już na pewno nie przywiozę wam chińszczyzny.
- Zaczynam się poważnie zastanawiać, co ty właściwie o mnie myślisz, Whitney.
- Może i dobrze - stwierdziłem. - W sumie to sam nie wiem, co myślę, skoro wciąż się z tobą przyjaźnię, mimo że jesteś jednym z najbardziej absurdalnych ludzi, jakich w życiu spotkałem.
- To zasługa mojego kutonga.
- Co? - zapytałem, kompletnie zdezorientowany, w jaki sposób zeszliśmy na ten temat.
- Przyjaźnisz się ze mną ze względu na mojego kutonga.
Roześmiałem się.
- O nie, nie. Zapewniam cię, że moja przyjaźń nie ma nic wspólnego z twoim, cytuję: "kutongiem".
- Daj spokój. Wątpię, byś chciał się przyjaźnić z kimś, kto ma małego korniszona.
- Jestem prawie pewien, że wolę się przyjaźnić z kimś, kto nie opowiada mi o rozmiarze swojego penisa.
- Aha - zabrzmiał na zaskoczonego. - No to masz pecha.
- Rozłączam się, Thatch.
- Czekaj!
Dopomóż mi, Boże. Zerknąłem przez ramię, chcąc to zrobić z jak największą dyskrecją, i w rezultacie niczego nie zobaczyłem. Ewidentnie nie była to moja najmocniejsza strona.
- Chciałbym się tylko dowiedzieć, jakie środki bezpieczeństwa stosujecie na pokładzie waszego samolotu.
Gwałtownie zmarszczyłem brwi.
- Co?
Jego głos nagle spoważniał.
- Wiem, że Cassie ma robić zdjęcia podczas waszego wyjazdowego meczu...
Było do niego jeszcze kilka dobrych tygodni. Naprawdę musiałem się tym teraz zajmować?
- Thatch...
- Bardzo się staram nie wytykać jej tych wszystkich podróży i tej roboty, bo pewnie odcięłaby mi tego mojego kutonga, ale po prostu muszę to wiedzieć.
Nadal nie rozumiałem, o co mu chodzi.
- Nie łapię.
- Pytam, jakie macie procedury bezpieczeństwa w samolocie?
Spojrzałem w stronę gabinetu Winnie i tym razem ją dostrzegłem. Siedziała za biurkiem i wpatrywała się w podłogę. Zastanawiałem się, czy tak samo jak ja próbuje za wszelką cenę uniknąć kontaktu wzrokowego.
- No, Winnie z nami leci. A przecież jest lekarzem.
- Tak, tak. Racja. - Westchnął i po raz pierwszy w ciągu tej rozmowy nie miałem ochoty skręcić mu karku.
Wyróżniałem się wieloma cechami, z których spora część z pewnością nie była dobra, ale potrafiłem rozpoznać, kiedy coś naprawdę było dla niego ważne.
- Będzie dobrze - powiedziałem spokojnie.
- Wiem. Cholera. Nie mogę przestać się zamartwiać.
Zamknąłem oczy. Co za pieprzony mięczak. Kiedy się tak odsłaniał, nie potrafiłem się na niego złościć. Był z niego taki wrażliwiec.
- A to znaczy, że będziesz świetnym ojcem - stwierdziłem. Gdy nic nie odpowiedział, poczułem ucisk w klatce piersiowej. - Obiecuję, że Winnie o nią zadba. - Wiedziałem, że potrzebuje takiego zapewnienia, więc mu je dałem. - Jest bardzo kompetentna, a w razie czego zrobię wszystko, żeby Cassie była bezpieczna.
- Wiem.
- Thatch...
- Dobra, możesz już lecieć - przerwał mi. - Idź zrobić pani doktor anala.
Rozłączył się, zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć.
Pokręciłem głową, żeby się otrząsnąć, i skierowałem się do gabinetu Winnie. Nie zawracałem sobie głowy pukaniem, bo drzwi były otwarte.
- Thatch? - zapytała, unosząc brwi.
- Skąd wiedziałaś?
- Zawsze gdy z nim rozmawiasz, robi ci się tu zmarszczka - powiedziała, dotykając palcem miejsca między brwiami.
Roześmiałem się i pokręciłem głową, a następnie, sam nie wiem dlaczego, wyznałem:
- Ciąża Cassie bardzo go stresuje. Wydaje mi się, że wydzwania do mnie i do Kline'a, bo boi się, że mógłby ją przytłoczyć swoją troską.
Spojrzała mi prosto w oczy i po raz pierwszy, odkąd razem pracujemy, nie poczułem na sobie gorącej fali jej gniewu.