Bad Boys. Grzeszne święta. Tom 3,8 - Max Monroe

Kup ebooka

34.99 zł
29.04 zł (34,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa Autorstwa Kline'a Brooksa

Jakiś tydzień temu otrzymałem paczkę od Max i Monroe.

Zapakowana była byle jak, w porwany na brzegach papier, co bez dwóch zdań wskazywało na pośpiech jednej z członkiń tego uroczego duetu. Z pewnością pakowała ją, prowadząc samochód kolanem, jednocześnie otulając się płaszczem, by ukryć to, że znów nie włożyła stanika. W paczce znajdował się maszynopis noweli zatytułowanej Grzeszne święta, której na szczęście poświęciły znacznie więcej uwagi. Do strony tytułowej krzywo przyklejono ogromną różową karteczkę samoprzylepną. Na jej widok momentalnie zrobiło mi się niedobrze, bo wiedziałem już, że nie wróży to niczego dobrego.

Kline,

wiemy, że wolałbyś pozostać w cieniu i że opowiedziałeś nam o swoich ostatnich świętach w absolutnej tajemnicy, ale nie mogłyśmy się powstrzymać. Ta historia jest po prostu zbyt dobra, by trzymać ją w ukryciu, i musiałyśmy się nią podzielić z naszymi Czytelniczkami. A ponieważ jesteś najbardziej czarującym ze wszystkich bohaterów i ulubieńcem publiki, to czy zechciałbyś napisać dla nas przedmowę? Zastanów się nad tym, dobrze? Nie naciskamy. No, może troszkę. Ale tylko dlatego, że nasze Czytelniczki bardzo, ale to bardzo chciałyby przeczytać kilka słów od Ciebie. Wspomniałyśmy już, że jesteś naszym ulubieńcem? Zatem przeczytaj tę książkę i prześlij nam przedmowę do końca tygodnia. Mamy dość napięty harmonogram wydawniczy, a redaktorka ciśnie nas, że potrzebuje tego tekstu jak najszybciej. A, i promocja już ruszyła. Ale bez presji... tak jakby.

Przesyłamy mnóstwo miłości!

Max i Monroe

PS Umówiłyśmy Cię już na sesję zdjęciową na okładkę. Szczegóły podeślemy Ci mailem, ale wiedz, że zaliczka jest już wpłacona, a w przeciwieństwie do Ciebie nie jesteśmy miliarderkami.

PPS Twoja masażystka powiedziała, że lubisz delikatny nacisk, więc w zasadzie powinieneś nam podziękować, bo to prawie jakbyśmy Cię masowały.

Nie trzeba chyba dodawać, że nie zostawiły mi zbyt wielkiego wyboru. Kiedy Max i Monroe się na coś uprą, bywają nieugięte. To jak trafić do obozu jenieckiego prowadzonego przez komików - żarty nie mają końca i lecą tak długo, aż się poddasz albo padniesz trupem. A to, że wróciłem właśnie do biura z tej cholernej sesji zdjęciowej, jest tego najlepszym dowodem.

Kurwa mać, Thatch będzie miał niezły ubaw, kiedy ta okładka ujrzy światło dzienne.

Więc siedzę sobie teraz i próbuję wymyślić, co u licha napisać w tej przedmowie.

Przeczytałem Grzeszne święta w nadziei, że pobudzą moją kreatywność i pomogą mi sklecić kilka sensownych zdań. I mimo tej całej sesji zdjęciowej bawiłem się przy tej książce wręcz znakomicie. Może nawet lepiej niż wtedy, kiedy przez to wszystko przechodziłem.

Pewnie dlatego, że czytanie o tych wydarzeniach pozwoliło mi przez chwilę poudawać, że mnie to nie spotkało.

Max i Monroe nie szczędziły szczegółów i nie próbowały nawet niczego upiększać. Ani mnie, ani mojej rodziny, ani tym bardziej moich przyjaciół. Mogę Was jednak zapewnić, że gdy minął pierwszy szok, a lekkie symptomy stresu pourazowego ustąpiły, po tegorocznych świętach pozostało we mnie jedynie mnóstwo miłości.

Życie przypomina kolejkę górską, ale kiedy już znajdzie się tę jedyną osobę - albo, jak w moim przypadku, całą bandę kompletnych świrów - z którą chce się spędzać noce i dnie, każdy zakręt i wybój sprawiają, że jeszcze bardziej docenia się tę przejażdżkę.

Chodzi mi tu przede wszystkim o moją żonę, bo to ona jest całym moim światem. Każdego dnia staram się być mężczyzną, na którego zasługuje. A uwierzcie mi, że Georgia Brooks zasługuje na kogoś, kto uosabia wszystko, co dobre, uczciwe i szlachetne.

Nie wiem, czy jestem takim człowiekiem, ale ona sprawia, że każdego dnia chcę dla niej takim być.

Moja rozczulająco zabawna dziewczynka. Najbardziej kochająca i troskliwa matka, jaką mógłbym sobie wymarzyć dla naszych córeczek. Niesamowicie silna i ambitna kobieta, która po swojemu pnie się po szczeblach kariery i potrafi osiągnąć dosłownie wszystko, co sobie postanowi.

A przede wszystkim moja bratnia dusza, moja druga połówka.

Widać, że mam na jej punkcie bzika?

Mam, kurwa, nadzieję. Bo teraz, gdy wymieniłem już wszystkie zalety, które z pewnością chciałaby usłyszeć, pora spojrzeć prawdzie w oczy.

Moja żona jest kompletną wariatką.

Taką z najseksowniejszym tyłeczkiem i najbardziej olśniewającym uśmiechem, jakie kiedykolwiek widziałem. Nie zmienia to jednak faktu, że jest wariatką. Maniaczką organizacji i miłośniczką anala, zatem wychodzi na to, że nie różni się od swojej rodziny tak bardzo, jak by tego chciała. Najwyraźniej niedaleko pada jabłko od jabłoni.

A między nadążaniem za zachciankami mojej żony, prowadzeniem Brooks Media, wychowywaniem dwóch pięknych, energicznych dziewczynek oraz obserwowaniem, jak Max i Monroe przelewają na papier kolejne momenty z naszego życia, muszę stwierdzić, że ostatnie lata były istnym szaleństwem. Nie mówiąc już o tym, że rodzina Georgii trafiła do mediów, kiedy jej brat Will wystąpił w popularnym programie telewizyjnym Lekarz już przyjmuje i miliony widzów okrzyknęły go "Bezwstydnym Doktorkiem". Ta łatka przylgnęła do niego już na dobre.

To był istny chaos, a ostatnio, w okresie świątecznym, moja uroczo zwariowana żona zapragnęła ciszy i spokoju oraz idealnego Bożego Narodzenia bez żadnych cyrków ze strony swojej rodziny.

Tylko czym właściwie są idealne święta?

Skrupulatnie zaplanowaną przez Georgię kolacją z perfekcyjnie zapakowanymi prezentami, ogniem trzaskającym w kominku i świątecznymi piosenkami płynącymi cicho z głośników?

A może czasem spędzonym w gronie ludzi, których kocha się najbardziej?

Zrobiłbym wszystko, żeby tylko uszczęśliwić moją żonę, nawet jeśli oznaczałoby to podporządkowanie się jej szalonemu, dopracowanemu w najdrobniejszych szczegółach harmonogramowi. Jednak tym, którzy nie są aż tak oddani swoim partnerom, może się to wydawać niezrozumiałe.

Moje drogie, piękne Czytelniczki, zapraszam Was do przewrócenia strony i zanurzenia się w kolejnej historii z naszego życia. Takiej, która bez wątpienia wywoła uśmiech na Waszych twarzach, a w sercach pozostawi rozkoszne ciepło, które Max i Monroe potrafią tak dobrze wzniecić.

Ludzie, o których przeczytacie, nie są idealni, ale są moi.

Życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt.

Z wyrazami miłości

Kline Brooks

Rozdział pierwszy

It's the Most Wonderful Time of the Year,czyli nastał najbardziej szalony czas w roku

Georgia

Święto Dziękczynienia

- Czy podczas dzisiejszej kolacji mam się spodziewać standardowej ekipy? - zapytał Kline z fotela kierowcy z lekkim uśmieszkiem na ustach, co skwitowałam westchnieniem.

I było to ciężkie westchnienie, ważące jakieś tysiąc kilogramów więcej niż zwykle, czyli prawie tyle co grupa moich krewnych, z którą lada moment miałam się zmierzyć.

Po spędzeniu wczesnego popołudnia na świątecznym obiedzie u rodziców Kline'a czułam się tak, jakby ten dzień trwał już co najmniej ze dwadzieścia sześć godzin. Niestety dochodziła dopiero siedemnasta. A więc zostało jeszcze siedem godzin.

- Zważywszy, że to Święto Dziękczynienia z moją szaloną jak ce-ha-o-el-e-er-a rodziną, zakładam, że zjawi się cała ferajna. - Przekleństwa należało literować, w końcu za nami siedziały ciekawska pięciolatka i podatna na jej wpływ półtoraroczna siostrzyczka, gotowe powtórzyć wszystko, co tylko dotrze do ich uszek. Nasi przyjaciele, Thatch i Cassie Kelly, już i tak wystarczająco wzbogacili słownictwo dziewczynek.

Mój mąż zaśmiał się cicho, przez co poważnie zaczęłam rozważać wyciągnięcie z torebki nożyczek do paznokci i zadźganie nimi jego irytująco dobrego humoru.

Nie zrozumcie mnie źle, kocham swoją rodzinę, ale święta, niezależnie które, nie wypadały w ich gronie najlepiej. Przebrnięcie przez comiesięczne obiady było nie lada wyzwaniem, ale gdy w grę wchodzili też dalsi krewni, za każdym razem dochodziło do tragedii. Urwany palec, cofka z kanalizacji, pijackie wygibasy z choinką i indyk z frytkownicy, który niemal puścił dom z dymem. Wymieńcie, co chcecie, a my bez wątpienia już to przerabialiśmy.

- Mamusiu! Mamusiu! - zawołała Julia z tylnego siedzenia. - Minęło już dziesięć minut? Kiedy będziemy u Mimi i Papy?

Mimi i Papa, czyli moi rodzice, znani w szerszym gronie jako Dick i Savannah Cummings, należeli do ulubionych ludzi mojej starszej córki. Uwielbiała ich do tego stopnia, że bardzo często brała z nich przykład.

Kiedy zobaczyłam to po raz pierwszy, omal nie padłam na zawał.

- Jeszcze troszkę, kochanie - odpowiedziałam spokojnie, mimo że robiłam to już z piętnaście razy. To opanowanie było jedynie maską, bo aż się we mnie gotowało. Matka może udzielić określonej liczby odpowiedzi na to samo pytanie, zanim coś w niej bezpowrotnie pęknie. A kiedy te pozory przyzwoitości i kłamstwa trzymające mnie jeszcze w ryzach w końcu znikną, wszyscy w moim otoczeniu powinni się zacząć bać.

- Nie chce mi się już siedzieć w automodzie - jęknęła Julia, na co zgromiłam Kline'a spojrzeniem.

To wszystko twoja wina, mówiło. Uśmiechnął się tylko pod nosem. Głupol.

Co się działo z dzieciakami, gdy tylko wsiadały do samochodu?

Dlaczego ich poczucie czasu nagle dostawało takiego przyspieszenia?

W ich małych głowach dziesięć minut mijało w trzydzieści sekund.