Wstęp
Babciu, Dziadku, dziękuję Ci za zaufanie. To dla mnie wielki zaszczyt móc gościć w Twoim domu.
Babciu, Dziadku, poMocy! powstało rok temu jako kurs realizowany przez internet. Było to rozwiązanie dobre, choć nie idealne, bo nie każdy chciał lub mógł z niego skorzystać. Co więcej, słowo "kurs" sugerowało, że masz się czegoś nauczyć, a moją intencją nie było to, żeby Cię zmieniać! Chciałam raczej pokazać i wyjaśnić pewne kwestie, a równocześnie pozostawić Ci wolność wyboru. Mam nadzieję, że przygotowana na podstawie kursu książeczka, którą trzymasz teraz w dłoni, będzie dla Ciebie pięknym prezentem. Potraktuj ją, proszę, jako przewodnik po krainie bliskości i empatii widzianej oczami pokolenia dzisiejszych rodziców. Życzę Ci wielu odkryć, pięknych wzruszeń i mam nadzieję, że nie będzie to lektura jednorazowa, bo zechcesz do niej wracać, a może nawet posłać książeczkę w świat...
Zanim zaproszę Cię do lektury, przeczytaj, proszę, kilka informacji, które ułatwią Ci posługiwanie się książeczką.
W podtytule pojawiają się słowa "empatia" i "bliskość". W treści książki używam ich wymiennie z innymi wyrażeniami. Jeśli coś będzie niejasne, możesz skorzystać ze słowniczka zamieszczonego na końcu książki.
W książce znajdziesz fragmenty oznaczone gwiazdką, która sygnalizuje, że sięgamy trochę głębiej. Jeśli masz ochotę i gotowość dowiedzieć się czegoś więcej, zapraszam Cię do ich przeczytania. Możesz również je pominąć. Być może zechcesz wrócić do nich później. Jeśli są dla Ciebie niejasne, a chciałabyś/chciałbyś je zrozumieć, zapytaj swoich dzieci, na pewno wytłumaczą Ci te kwestie.
W trakcie lektury napotkasz również zadania do wykonania. Pod koniec rozdziału podaję możliwe odpowiedzi, jednak pamiętaj, że tutaj nie ma jednej, słusznej wersji, więc nawet jeśli Twoje propozycje będą się różniły od moich, to i tak będą OK.
Większym wcięciem oznaczyłam te fragmenty, w których dzielę się anegdotą, historią z życia wziętą. Mam nadzieję, że te przykłady umilą Ci lekturę i pomogą uwierzyć, że NVC i RB to nie naukowe teorie, a realna pomoc w zwykłych sytuacjach, z jakimi spotykamy się na co dzień.
Dziękuję, że mogę towarzyszyć Ci w tej przygodzie.
Basia Bielanik
Rozdział 2 Po co moje dzieci sięgają po takie sposoby? Czy to znaczy, że moje metody były niewystarczające?
Przez tysiące lat ludzie żyli podobnie, uczyli się życia i wychowywania dzieci od swoich przodków: od babci, rodziców, wielu pokoleń żyjących pod tym samym dachem albo blisko siebie. Potem nadeszły zmiany, lecz dzielenie się mądrością i doświadczeniem zachowało swoją wartość, mimo że ludzie zmieniali miejsca zamieszkania, przesiedlali się, podróżowali i tworzyli społeczności oparte na wspólnych wartościach i celach. Jednakże po drugiej wojnie światowej nastąpiła gwałtowna migracja ze wsi i miasteczek do ogromnych ośrodków miejskich oraz rozwój przemysłowy i technologiczny. W tych burzliwych czasach ludzie utracili dostęp do wiedzy i wsparcia wielopokoleniowej rodziny oraz bliższych i dalszych przyjaciół. Tracąc kontakt z przodkami, stracili również zwyczaje i tradycje, takie jak wspólne spędzanie czasu, wymienianie się doświadczeniami i uczenie się na cudzych błędach. By oszczędzić czas, ludzie zaczęli wybierać życie w izolacji. Ci, którym społeczność, w jakiej żyli, nie dała takiego wsparcia jak kiedyś rodzina, musieli sami radzić sobie z problemami. Spowodowało to ukrywanie spraw rodzinnych, swego rodzaju wstydliwość i poczucie, że te sprawy należy rozwiązywać we własnym zakresie, za zamkniętymi drzwiami. Często mało efektywnie, bo wiedzę przodków zastąpiono metodami zaczerpniętymi z książek. Pojawiło się przeświadczenie, że dobrze wychowane dziecko musi być super. A żeby mieć superdziecko, trzeba być superrodzicem. Jednak rzeczywistość weryfikuje takie pomysły. Pojawiło się poczucie winy i stres. Ludzie zamiast być szczęśliwi, bali się siebie wzajemnie. Wychowanie dzieci, kiedyś praca wielu pokoleń, stało się nieprzyjemne i wymagające dużo czasu, siły i poświęceń z obowiązku.
Przez ostatnie kilkadziesiąt lat w obszarze rodzicielstwa i wychowywania dzieci dokonało się wiele zmian. Przykładem jest coraz większy wkład mężczyzn, ojców w wychowanie dzieci. Jedną z najważniejszych zmian jest to, że zrozumieliśmy jako pokolenie, że wyrządzamy dzieciom krzywdę, jeśli:
- wyręczamy je,
- nadmiernie chronimy,
- ratujemy z opresji,
- nie spędzamy z nimi wystarczająco dużo czasu,
- kupujemy za dużo rzeczy,
- odrabiamy za nie prace domowe,
- marudzimy,
- stawiamy żądania,
- karzemy, a potem pełni poczucia winy staramy się im wynagrodzić nasze potknięcia.
To nie pomaga w budowaniu poczucia własnej wartości i nie przygotowuje dzieci do życia w społeczeństwie, które stawia przed nimi zupełnie inne wymagania, niż stawiano przed nami (również przed Tobą, Babciu, Dziadku), gdy byliśmy dziećmi. Pewnie pamiętasz jeszcze te czasy, kiedy dzieci bez mrugnięcia okiem wykonywały wszystkie polecenia. Kiedyś dzieciom nie przyszłoby do głowy pyskować czy niegrzecznie zwracać się do osób starszych. Znam wiele osób sfrustrowanych faktem, że zachowanie współczesnych dzieci nijak się ma do standardów wypracowanych w starych dobrych czasach. Z czego to wynika, że dzieci nie są dziś tak odpowiedzialne, ambitne, grzeczne i posłuszne jak kiedyś?
W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zaszły ogromne zmiany społeczne, które sprawiły, że dzisiejsze dzieci znacząco różnią się od swoich rówieśników sprzed kilkunastu lat. Na szczęście większa świadomość, wiedza i ogromne chęci mogą zniwelować negatywne skutki tych zmian. Mogą wyeliminować problemy, które pojawiły się wraz z rozpadem rodzin, dużą ilością czasu spędzanego przed telewizorem, komputerem oraz trudnościami piętrzącymi się przed samotnymi matkami. Dorośli nie są już dla swoich dzieci wzorem uległości i posłuszeństwa, bo również zachowują się inaczej niż kilka lat temu. Kiedyś mama bez szemrania wykonywała polecenia taty, bo tylko takie zachowanie było społecznie akceptowane. Dziś, w coraz mniej patriarchalnej rodzinie, obraz ojca wygląda zupełnie inaczej. Świat zmienił się dzięki ruchowi na rzecz praw człowieka, ale kiedy tata stracił kontrolę nad mamą, oboje stracili również kontrolę nad dziećmi. Mama przestała dawać przykład dzieciom, jak być uległym. Dziś dążenie do równouprawnienia, równości i poszanowania godności nie omija także dzieci. One z tego korzystają i chcą być traktowane z szacunkiem. Kolejna zmiana wynika z tego, że współczesne dzieci mają mniej okazji do uczenia się odpowiedzialności, ponieważ ich zaangażowanie w przetrwanie rodziny nie jest już kluczowe. W imię miłości dajemy dzieciom bardzo dużo, natomiast nie żądamy wiele w zamian, a to przyczynia się do budowania postawy roszczeniowej: Należy mi się. Często z powodu nadmiaru obowiązków, spraw do załatwienia lub po prostu braku świadomości nie przykładamy wagi do uczenia konkretnych umiejętności.
Teraz jednak wiemy, że ani nadmierna surowość, ani zbytnia pobłażliwość nie sprzyja kształtowaniu właściwych postaw u dzieci. Korzystne warunki pojawiają się wtedy, kiedy stwarza się dzieciom możliwość do przyswajania różnych kompetencji. Współcześni rodzice rezygnują z karania, lecz brak kar nie oznacza pozwalania dzieciom na wszystko. Stosujemy zasady naturalnej konsekwencji. Wychowanie - czyli wszystko to, co robimy dziś z dziećmi i dla dzieci - wynika z tego, co wydarzyło się wcześniej i w pewnym sensie jest nieodwracalne. Świat tak bardzo się zmienił, że nie ma już powrotu do tego, co było chociażby 30 lat temu. Kiedy ja sama byłam dzieckiem, zdarzyło mi się dostać w szkole linijką po rękach. Dziś zdarza się, że to nauczyciel ląduje z koszem na głowie. Obecnie wybieramy filary Rodzicielstwa bliskości, Porozumienia bez przemocy