Rozdział 1
Dziecko umierało.
Oddech chłopca, na oko nie więcej niż siedmioletniego, powoli ustawał w jego piersi.
Mężczyzna powiódł wzrokiem dookoła, ale ulice o tej porze były puste. Nierówny asfalt wbijał mu się w kolana i dłonie, gdy nachylał się nad drobnym ciałem. Spojrzał na chłopca i ujrzał strużkę krwi wypływającą z kącika jego ust.
Mężczyzna miał wrażenie, że umiera wraz z nim, bo to, że chłopiec umiera, nie ulegało wątpliwości. Czuł ucisk w klatce piersiowej, serce biło mu w szalonym tempie, a jego własny oddech jakby dla kontrastu przyspieszył. Nie czuł porywistego wiatru ani padającego deszczu. Świat skurczył się do leżącej nieruchomo postaci i ulatującego z niej życia.
Nagle poczuł, że ktoś łapie go za ramię, chociaż nie widział, by ktoś do niego podchodził, nie słyszał też zbliżających się kroków. Po prawdzie szum krwi w uszach sprawiał, że nie słyszał niczego. Podniósł głowę i ujrzał starszego pana, który pochylił się i spojrzał mu w oczy.
- Proszę się odsunąć. Zrobię, co mogę.
***
Natan wstał i nieco się odsunął. Mężczyzna natomiast pochylił się nad chłopcem i przyłożył ucho do jego klatki piersiowej. Wyraz jego twarzy i ciężkie westchnienie nie wróżyły niczego dobrego. Natan rozejrzał się dookoła, ale nie zauważył ani samochodu, ani nikogo, kto towarzyszyłby mężczyźnie o tak późnej porze. Zresztą nic dziwnego, nawet we Wrocławiu o drugiej w nocy niektóre ulice pustoszeją. Pozostawało pytanie, co tu robił ten chłopiec i dlaczego wbiegł wprost pod jedyny jadący ulicą samochód? Nie jechał zbyt szybko, w sumie to przepisowo, a jednak chłopiec umierał przez niego. Ponownie spojrzał na mężczyznę i zaskoczony spostrzegł, że ten klęczy z twarzą wyrażającą pełne skupienie, oczy ma zamknięte, a dłonie uniesione kilka centymetrów nad klatką piersiową chłopca, która ledwie się unosiła. Dreszcz przerażenia przebiegł Natanowi po plecach, gdy zrozumiał, kim jest nieznajomy.
- Odsuń się od niego... - wysyczał wystarczająco głośno, żeby mężczyzna otworzył oczy i popatrzył na niego.
- Chcesz, żeby umarł? - zapytał tamten spokojnie. Powietrze pod jego dłońmi zaczęło falować, a delikatny, niebieski blask otoczył ciało chłopca.
- Chcę, żebyś się od niego odsunął... magu. - Ostatnie słowo Natan wypluł z pogardą.
Mężczyzna westchnął, ale nie przerwał czaru. Na jego czole perlił się pot, a żyły na dłoniach nabrzmiały.
- Jeśli mu nie pomogę, jeśli nie zatrzymam wewnętrznego krwotoku, to umrze. Tego chcesz? W imię nienawiści do mnie?
Natan wciągnął głośno powietrze i zawahał się. W końcu oderwał spojrzenie od maga i popatrzył na chłopca. Wciąż otaczał go niebieski blask, jego oddech stawał się mocniejszy, klatka piersiowa unosiła się miarowo, a krew przestała wypływać z ust. Minęło kilka kolejnych minut, podczas których mag wymawiał bezgłośnie kolejne zaklęcia, utrzymując chłopca w uzdrawiającym czarze. Jakaś myśl, krótka, ale brzemienna w skutki, pojawiła się w zmęczonym umyśle Natana i rozgościła niechciana. Coś szarpnęło go mocno za serce, nadzieja, że może jest szansa.
- Przeżyje? - zapytał w końcu cicho.
- Jeśli wezwiesz karetkę, to tak. Zatrzymałem krwawienie wewnętrzne i uzdrowiłem uszkodzone płuco i wątrobę. Reszta w rękach lekarzy - odparł zmęczonym głosem mężczyzna i wstał. Zachwiał się, magia zawsze wyczerpywała, zwłaszcza ta uzdrawiająca. Po chwili otrząsnął się jednak ze zmęczenia, po czym zdjął sztruksową marynarkę i przykrył nią nieprzytomnego chłopca.
Natan wybrał numer alarmowy, jednocześnie czujnie śledząc każdy ruch maga. Nienawiść do magów walczyła w nim z rozpaczliwą myślą, że jest jeszcze szansa na ratunek. Nie tylko dla chłopca, również dla niego samego.
- Pozwolisz, że nie zaczekam na karetkę, sądzę, że najgorsze już za nim, a ja...
- Nigdzie nie pójdziesz - odparł nieoczekiwanie nawet dla samego siebie Natan. - Widziałem, co zrobiłeś, i wiem, kim jesteś.
- Uratowałem życie dziecku, które TY prawie zabiłeś. Nic to dla ciebie nie znaczy? - zapytał spokojnie mężczyzna.
- Więcej niż ci się wydaje - oznajmił szczerze Natan. - Chłopiec przeżyje, ja dostanę najwyżej wyrok w zawiasach, ale ty... ty możesz tego nie przetrzymać.
Mężczyzna wzdrygnął się i otworzył usta, jakby chciał zaprzeczyć, ale zamknął je z powrotem i zrezygnowany opuścił głowę.
- Czego chcesz? Nic ze mnie nie wyciśniesz, bo nic nie mam. Ani pieniędzy, ani władzy. Nie handluję też na czarnym rynku. - Podniósł wzrok na Natana.
Ten pokręcił przecząco głową, a wtedy mag ujrzał pod rozpiętym kołnierzykiem koszuli czarne, przypominające układ krwionośny nici zaklęcia. Westchnął głośno i zrozumiał.
- Teraz pojmuję. Od dawna to masz?
Natan milczał, wpatrując się w maga. Było już za późno, żeby się wycofać, obaj wiedzieli o sobie za dużo.
- Od jakiegoś roku.
- Pogarsza się?
- Tak.
- Mogę spróbować ci pomóc, nie musisz mnie szantażować.
Natan zaśmiał się z drwiną, jego usta wykrzywiła pogarda.
- Doskonale znam wasze metody. To jeden z was poczęstował mnie tym! - warknął i szarpnął za poły koszuli, odrywając guziki, które poleciały we wszystkie strony. Na poprzecinanym czarnymi liniami torsie prawie nie było widać zdrowej skóry.
- Nie każdy był i jest zły - odparł cicho mężczyzna.
- Nie będę ryzykował. Potrafisz leczyć, chłopiec praktycznie już nie żył, a dzięki tobie zawrócił z tamtej strony. To sugeruje, że masz ogromną moc. Spróbujesz mnie uleczyć, a wtedy ja zapomnę, że się kiedykolwiek spotkaliśmy. Zamieszkasz w moim domu, z nikim się nie będziesz kontaktował, z nikim rozmawiał. Będziesz mnie leczył, a gdy ci się uda, wypuszczę cię i zapłacę, po czym zapomnę o sprawie.
- A jeśli mi się nie uda? - Mężczyzna dopiero teraz zaczął zdradzać oznaki zdenerwowania, jego ręce drżały nieznacznie. Z dala doleciał ich odgłos karetki pędzącej na sygnale.
- To nic nie ryzykujesz, ja umrę, a ty odejdziesz wolno, zadbam o to. Ale jeśli teraz spróbujesz uciec, wydam cię. Zaczną cię szukać, zaszczują, a każda osoba, którą kochasz, znajdzie się w niebezpieczeństwie.
Karetka była coraz bliżej, mężczyzna przełknął głośno ślinę. Natan popatrzył na niego, wiedząc, że postawił wszystko na jedną kartę.
W końcu mag kiwnął głową, a Natan wciągnął z sykiem powietrze, jakby ta milcząca zgoda jego samego zaskoczyła najbardziej.
- Idź do samochodu, usiądź z tyłu, a ja tu wszystko załatwię.
Niebieskie światła karetki rozświetliły okolicę, głośny sygnał ranił uszy. Mag wsiadł do auta, a Natan czekał, aż ambulans podjedzie i zatrzyma się koło niego. Z pojazdu wysiadło dwóch mężczyzn w średnim wieku i jeden młodszy, który z torbą w ręku podbiegł do chłopca i zadał Natanowi szereg pytań.
Mężczyzna opowiedział o tym, jak dziecko wtargnęło na ulicę wprost pod koła jego samochodu. Wiedział, że policja i tak by go znalazła, więc nie zamierzał kłamać na temat wypadku.
- Sam się zgłoszę na komisariat. Muszę odwieźć ojca do domu, ma alzheimera, wyszedł w nocy i się zgubił. To dlatego byłem tu o tej porze - skłamał bez mrugnięcia okiem Natan - Proszę, dałem wam wszystkie swoje dane, po co miałbym się ukrywać?
Kiedy chłopiec leżał już bezpiecznie na noszach, lekarz popatrzył uważnie na Natana, a następnie podszedł do jego auta. Zobaczył mężczyznę siedzącego nieruchomo i wpatrującego się przed siebie nieprzytomnym wzrokiem. Westchnął i odwrócił się do Natana, szukając w jego twarzy oznak oszustwa.
- Pewnie będę tego żałował - odezwał się w końcu zmęczonym głosem. - Ale chłopiec wymaga szybkiej pomocy, a policja nadal się nie zjawiła.
- Odstawię ojca i jeszcze tej nocy pojadę na komisariat.
- Jeśli pan tego nie zrobi...
- Wiem. Zdaję sobie sprawę z konsekwencji.
Lekarz kiwnął głową i ruszył do karetki. Wsiadł przez boczne drzwi, a kiedy zamknął je za sobą, Natan odetchnął z ulgą. Mag przyglądał mu się z zaciekawieniem.
Wsunął się na miejsce kierowcy i spojrzał na maga.
- Oddaj mi swój telefon - zażądał i wyciągnął rękę.
- Mam na imię Władysław - poinformował mag, podając posłusznie aparat.
Natan zabrał mu smartfon tknięty złym przeczuciem. Odblokował aparat, dziękując wszystkim bogom, że mag nie wprowadził PIN-u, i spojrzał na listę wiadomości. Ostatniego SMS-a wysłano do córki, kilka minut temu, gdy on rozmawiał z lekarzem. "Kochanie, stało się coś nieoczekiwanego. Nie mogę powiedzieć co. Jestem bezpieczny, ale ty nie. Ukryj się tam, gdzie szumią drzewa. Ojciec."
Po tym SMS-ie córka dzwoniła parę razy, a potem wysłała wiadomość:
"Odbierz natychmiast albo zrobię, co trzeba, i cię odnajdę!!! Wiesz, że potrafię!"
- Rzeczywiście potrafi? Jest taka jak ty? - zapytał Natan, spoglądając na Władysława.
Ten jedynie kiwnął głową, na jego twarzy malował się strach. Ale nie był to lęk o siebie, bał się o córkę.
Natan wybrał szybko numer i poczekał na połączenie. Odebrała po pierwszym sygnale.
- Tato, co się dzieje?! - krzyknęła spanikowana kobieta. - Gdzie jesteś?! Zaraz będę, tylko powiedz, dokąd mam jechać!
- Pani ojciec jest ze mną i dotrzyma mi towarzystwa przez jakiś czas. Jeśli zacznie go pani szukać, spotka go szereg przykrych rzeczy, których zapewne chciałaby mu pani oszczędzić.
- Kim jesteś? Czego od nas chcesz? - po chwili wahania zapytała, siląc się na spokój, którego zupełnie nie czuła.
- Pani ojciec mi... pomaga w pewnej sprawie. Gdy skończy, wróci do pani i reszty rodziny.
- Nie wierzę ci! - warknęła. - Nie przetrzymuje się kogoś wbrew jego woli, kiedy nie zamierza się go skrzywdzić.
- Jeśli zrobi to, o co go poproszę, to nikomu nic się nie stanie - odpowiedział z opanowaniem. - Obiecuję.
- Twoja obietnica nic nie znaczy! Ojciec jest chory, nie pomoże ci.
- Kłamiesz. Widziałem, jego moc i to, co potrafi.
- To spójrz jeszcze raz i zobacz, jak teraz wygląda. Może i ma potężną moc, ale nie może jej już używać. Jest chory, nie pomoże ci.
Natan zerknął na Władysława, z zaskoczeniem zauważając, jaki jest blady i jak mocno ma podkrążone oczy. Nie tylko ręce maga nadal drżały po niedawnym wysiłku, trzęsło się całe jego ciało, a oddech był przyspieszony i płytki.
- Hmm... Skoro on nie da rady, to może ty zajmiesz jego miejsce? Twój ojciec wspomniał, że jesteś taka jak on.
Mag drgnął zaskoczony i popatrzył na niego szeroko otwartymi z przerażenia oczami.
W słuchawce zapadła cisza. Natan wstrzymał oddech i czekał.
- Gaja, nie! - krzyknął mag, licząc, że córka go usłyszy.
- Zamilcz! - warknął do niego Natan i wrócił do rozmowy z kobietą. - To jaka jest twoja decyzja?
- Zgadzam się. - powiedziała cicho - Gdzie mam przyjechać?