Audrey. Intymnie - Sean Hepburn, Wendy Holden

Kup ebooka

64.90 zł
51.92 zł (49,97 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRZEDMOWA

Sean Hepburn Ferrer

Zanim zgodziłem się napisać tę pełną, dogłębną opowieść o życiu Audrey Hepburn - mojej matki, osoby nazywanej często "kobietą w okularach" - musiałem wziąć pod uwagę, że na jej temat powstało ponad tysiąc innych książek. Niewiele kobiet, wyjąwszy może królową angielską, fotografowano równie często i - jak się okazuje - o niewielu gwiazdach tak chętnie pisano.

Oprócz biografii, komiksów, książek kucharskich, dzieł prozatorskich i ilustrowanych poradników lifestyle'owych znaleźć można też całe albumy wypełnione reprodukcjami okładek czasopism z moją mamą czy też zdjęciami kapeluszy, które nosiła. Wiele z tych książek zostało przetłumaczonych na liczne języki. Dacie wiarę, że na rynek trafiła nawet publikacja poświęcona wyłącznie jej szyi?

Moja pierwsza książka Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji powstała na kanwie trzydziestostronicowego pamiętnika, który napisałem ponad trzy dekady temu wkrótce po śmierci matki. Prowadziłem go z myślą o dzieciach, których miałem nadzieję pewnego dnia się doczekać. Wyobrażałem sobie, jak podnoszą wzrok na gigantyczny ekran umieszczony na jednym z tokijskich czy nowojorskich placów; jak spoglądają na reklamę zawieszoną na dworcu kolejowym w Mediolanie lub może na plakat zdobiący salon fryzjerski i widząc jej uśmiech, zadają sobie pytanie: "Jaka Audrey była naprawdę?".

Nikt - z pewnością nie mama, a już na pewno nie ja - nie mógł sobie nawet w przybliżeniu wyobrazić, jak wszechobecny stanie się jej wizerunek. Audrey Hepburn zerka na nas z bawełnianych koszulek, pojawia się na obrazach i kubkach, na rozkładówkach kolorowych magazynów. Doszło do tego, co przyznaję z niejakim zakłopotaniem, że przez pewien czas, podróżując z dziećmi, graliśmy w "Kto wypatrzy babcię w trzy minuty?". Najczęściej udawało się nam wszystkim. Do dzisiaj zresztą zabijam w ten sposób nudę samotnych wyjazdów, a zdjęcia dokumentujące kolejne odkrycia z radością przesyłam Karen, swojej żonie.

Choć moja matka jest wszędzie i spogląda na nas niemal zewsząd, najlepsze poświęcone jej książki nie są od dawna wznawiane. Sama uznałaby pomysł napisania swojej biografii za czysty absurd i stwierdziłaby zapewne - krzywiąc się z niesmakiem - że "potrzebne to światu jak dziura w głowie!". Nie mogła jednak przewidzieć, jak nienasycony apetyt na jej postać zawładnie całym światem. "Miałam zapał do pracy i zachowywałam się porządnie" - powiedziała pewnego razu, podsumowując własne życie. "Byłam uprzejma, normalna. Jak sądzę, ludzie wyciągali z tego jakiś określony wniosek. To wszystko".

Jako pośmiertny kustosz wizerunku mamy, jej nazwiska i dobrego imienia dostrzegłem jednak coś niebywałego: stopniową krystalizację jej mitu. Mitu ikony i legendy, przekraczającego nie tylko granice państwowe, lecz także międzypokoleniowe - od generacji poprzedniej, poprzez moją, aż po dzisiejszych dwudziestolatków, a nawet nastolatki. Odkąd ustawiłem Google Alert na frazę "Audrey Hepburn", moja skrzynka odbiorcza dzień w dzień puchnie od setek powiadomień dotyczących samego tylko anglojęzycznego internetu. Mogę sobie jedynie wyobrażać, jak często wspomina się mamę w innych językach.

Setki fotosów z filmów takich jak Śniadanie u Tiffany'ego, My Fair Lady czy Rzymskie wakacje przedstawiają ją jako uroczą młodą panienkę o uroczym uśmiechu, ubraną w niezmiennie urocze kreacje. Dziennikarze nieprzerwanie snują spekulacje, czy w planowanym podobno filmie biograficznym o mojej mamie główną rolę powinna zagrać piosenkarka Ariana Grande czy może jednak aktorka Lily Collins, wyłącznie dlatego, że obu zdarzyło się pojawić w klasycznych kreacjach z metką Givenchy.

W jaki sposób rodzi się tego rodzaju niegasnąca sława? Jakie genialne posunięcia marketingowe wywołały ten szał? Szczerze mówiąc, chciałbym powiedzieć, że to zasługa jakiegoś mojego przebiegłego planu. Prawda wygląda jednak tak, że nie mam z tym wiele wspólnego. Pamięć o mojej matce trwa także dzięki milionom dzieci i młodych ludzi, wdzięcznych za to, czego dokonała jako ambasadorka dobrej woli UNICEF-u.

O ile większe wrażenie wywarłaby na nich wszystkich, gdyby wiedzieli, że także Audrey prawdziwa - kobieta mająca za sobą bardzo trudną, pełną przeciwności drogę, obdarzona znacznie głębszą osobowością, niż sugeruje to jej popularny, wciskany szerokiej publiczności wizerunek - była zagorzałą rzeczniczką głodujących dzieci.

Jako jej najstarszy syn i najlepszy przyjaciel poczułem, że zmiana w sposobie, w jaki odbierano Audrey, nakłada na mnie pewne zobowiązanie. Zacząłem zadawać sobie pytania: czy naprawdę warto powiedzieć światu coś więcej o osobie, która za życia sprzeciwiała się wszystkim możliwym trendom, a po śmierci trwa w ludzkiej świadomości przez kolejne dekady? Czy przyszedł czas, by spróbować nowego podejścia? Przyjrzeć się jej życiu z odmiennej niż dotąd perspektywy? Na nowo przemyśleć najbardziej osobiste doświadczenia mojej mamy - przeżycia, które ukształtowały tę eteryczną, pozornie unoszącą się ponad światem istotę, a przecież na wskroś ludzką i wrażliwą?

Rozwiązanie podsunął mi Alan Nevins, mój przyjaciel i agent literacki. "Zauważ, że jak na razie nie powstała jeszcze żadna jej autoryzowana biografia" - przypomniał.

Zastanawiałem się, czy rzeczywiście byłby to rozstrzygający głos w dyskusji. Czy w ogóle da się na temat Audrey Hepburn powiedzieć coś ostatecznego? Przekroczyłem już sześćdziesiątkę i wkrótce nie będę mieć siły na ciągłe korygowanie wszystkich, nierzadko bardzo nierzetelnych opowieści o mojej matce. Mam na myśli między innymi relacje, wedle których cierpiała na poważne zaburzenia odżywiania, była siostrą Katharine Hepburn, najlepszą przyjaciółką Marilyn Monroe albo wyszła za mąż trzykrotnie.

Spodobała mi się myśl, że niniejsza książka mogłaby stać się tą, która trafi na szczyt stosu innych publikacji; że będzie czymś w rodzaju oficjalnego podręcznika historii mojej mamy, dostępnego dla wszystkich zainteresowanych i wzbogaconego jej własnymi słowami, zaczerpniętymi z niepublikowanych wcześniej listów. Poza tym czy można wyobrazić sobie lepszy moment, by ponownie zainspirować świat jej postacią? Wiele wskazuje na to, że znów grożą nam podobne światowe pożary jak te, w których cieniu narodziła się ta niezwykła kobieta.

Niczym doświadczony lekarz, świadomy, że pod żadnym pozorem nie wolno mu leczyć członków własnej rodziny, poprosiłem Alana o wsparcie. Zapytałem, kto mógłby najlepiej odegrać rolę filtra - obiektywnego narratora i przewodnika. Bez wahania zaproponował brytyjską autorkę Wendy Holden, swoją klientkę i przyjaciółkę. Ponieważ życie mojej matki pod wieloma względami zaczęło się od wojny i na wojnie skończyło, Wendy z miejsca przypadła mi do gustu. A to dlatego, że zanim napisała ponad czterdzieści książek - w tym liczne bestsellery - o ludziach ocalałych z pożogi drugiej wojny światowej, pracowała jako korespondentka wojenna.

Ponieważ mama często określała rolę ambasadorki UNICEF-u mianem swojej drugiej, choć znacznie ważniejszej kariery, uznałem za sensowne podjęcie współpracy z osobą, która nie będzie musiała się domyślać, czym są strach, głód i fetor śmierci. Ta książka jest w równym stopniu Wendy, co moja. Być może nawet bardziej jej.

Ktoś mógłby pomyśleć, że tego rodzaju tematyka - strach, głód, śmierć - niespecjalnie pasuje do Audrey Hepburn. A jednak to właśnie z tych bolesnych doświadczeń mogło narodzić się coś niezwykłego. Podobnie jak Anne Frank - dziewczyna, z którą matka mocno się identyfikowała i która stała się dla jej pokolenia tym, kim Malala Yousafzai jest dla współczesnej młodzieży - Audrey Hepburn starała się uczynić świat lepszym. Tragedia polega na tym, że w epoce kolejnych wojen i wciąż cierpiących dzieci, z dnia na dzień, z pokolenia na pokolenie, nie słabnie paląca potrzeba przypominania o postaciach, których blask potrafi rozjaśnić noc.

Dziedzictwo mojej matki opiera się na fundamencie, który wyniósł ją z dzieciństwa spędzonego pod niemiecką okupacją ku karierze aktorki owianej globalną sławą. Elegancja i uroda, czyniące z niej uniwersalną ikonę stylu, pomogły jej zyskać powszechne uznanie, a potem wzniosła się jeszcze wyżej dzięki wspaniałemu końcowemu rozdziałowi swego życia, poświęconemu działalności humanitarnej. Jestem przekonany, że gdyby w jej życiu zabrakło któregokolwiek z tych elementów, mama nie przetrwałaby w ludzkiej pamięci tak długo.

To właśnie ich wyjątkowe połączenie pozwala nam, bez względu na wiek i miejsce pochodzenia, poczuć dokładnie to samo - że owa nieśmiała dziewczyna, będąca na początku typową nastolatką z sąsiedztwa, która następnie z wielką odwagą ukazała się światu, przez cały czas pozostaje jedną z nas. Z kart tej książki dowiecie się, jak do tego doszło.