Atramentowe serce - Magda Wrz

Kup ebooka

12.12 zł
10.06 zł (10,30 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Lena i nawiedzony dom

Lena była samotną matką z dwójką dzieci, mieszkała w kawalerce. Pewnego dnia usiadła przed komputerem i zaczęła przeglądać domy na sprzedaż. W pewnej chwili natrafiła na dom, o jakim zawsze marzyła.

O dom będzie mój - pomyślała.

Nie zastanawiając się długo wykręciła numer agentki, która zajmowała się jego sprzedażą.

- Agencja nieruchomości - słucham.

- Dzień dobry, dzwonię w sprawie ogłoszenia, które znalazłam w internecie. Czy dom ze zdjęcia nadal jest na sprzedaż?

- Tak.

- Czy mogłabym go obejrzeć?

- Ależ oczywiście, jak pani chce to możemy udać się tam nawet dziś.

- Naprawdę?

- Jak najbardziej.

- Ale ja nie mam auta.

- Nic nie szkodzi ja panią zawiozę, proszę tylko podyktować mi swój adres.

Po podaniu agentce niezbędnych informacji Lena się rozłączyła i poszła do przedpokoju.

- Antek, Zosia, podejdźcie proszę do mnie!

Dzieci słysząc swoje imię natychmiast przybiegły do mamy.

- Mamusiu wołałaś nas? - zapytała Zosia.

- Tak, ponieważ zabieram was na wycieczkę.

- A dokąd?

- Zobaczycie, a teraz ubierajcie się szybciutko.

Zosia z Antkiem wciągnęli buciki, a następnie kurtki i czapki.

- Mamusiu jesteśmy gotowi, czy możemy już iść? - spytał Antoś.

- Zaraz podjedzie po nas pewna pani i razem z nią pojedziemy na miejsce.

Po tych słowach Lena ubrała się i wyszła z dziećmi na dwór. Po dwudziestu minutach na parking, przed blokiem, zajechało czarne BMW, z którego wysiadła elegancko ubrana kobieta.

Matka podeszła do niej ze swoimi dziećmi, przywitała się z pośredniczką, a następnie wszyscy wsiedli do auta i odjechali. Po trzech godzinach dojechali na miejsce, samochód zatrzymał się przed bramą. Agentka wysiadła z auta i otworzyła furtkę, która ledwo trzymała się w zawiasach.

Lena wraz z dziećmi podążyła jej śladem. Antek wyrwał się jednak matce i pobiegł przed siebie. Zosia zrobiła to samo.

- Dzieci, natychmiast do mnie wracajcie!

Ale one mamy nie słuchały. Lena więc przyspieszyła kroku, gdy dotarła na miejsce, okazało się, że stoi przed przepiękną willą.

- No i jak się pani podoba dom?

- Jest przepiękny.

- Mamusiu, gdzie my jesteśmy?

Kobieta kucnęła pomiędzy Antkiem i Zosią

- Co myślicie o tej willi?

- Jest śliczna mamusiu.

- To bardzo się cieszę, bo mama zamierza ją kupić.

- Super!

Agentka uśmiechnęła się do dzieci, po czym weszła po schodach i zatrzymała się przed dębowymi drzwiami. Wyjęła wielki żelazny klucz, włożyła go do zamka i przekręciła. Drzwi ustąpiły i wszyscy razem weszli do środka. Pośredniczka oprowadziła ich po domu. Na koniec stanęli na ogromnej werandzie z drewnianymi kolumnami, które strzegły wejścia. Lena stwierdziła, że to jest właśnie jej miejsce na ziemi.

Po powrocie do kawalerki, kobieta położyła dzieci spać, a następnie zaczęła pakować dobytek. Gdy skończyła, usiadła w fotelu i przesiedziała w nim aż do świtu. Kiedy tylko na niebie wzeszło słońce, poderwała się szybko, a bagaże postawiła przy drzwiach.

Następnie weszła do Zosi pokoju, obudziła dziewczynkę i ją ubrała, później to samo zrobiła z Antkiem.

- Mamusiu, co się dzieje?

- Nic moje skarby, biegnijcie do przedpokoju wciągnąć kurtki - poprosiła.

- Dobrze.

Dzieci prędko opuściły pomieszczenie, Lena zaś skierowała się do swojej sypialni i zamówiła taksówkę. Następnie podążyła do kuchni i przygotowała prowiant. Gdy skończyła obładowana pakunkami i bagażami, wyszła z dziećmi z mieszkania. Taksówka już na nich czekała. Cała trójka szybko zajęła swoje miejsca.

- Dokąd jedziemy? - zapytał kierowca.

- Do agencji nieruchomości - poprosiła.

- Robi się.

Po dotarciu na miejsce kobieta poprosiła taksówkarza, by na nią zaczekał, a sama z dziećmi pobiegła do środka. Gdy załatwiła, już wszystkie sprawy związane z zakupem, wróciła do taksówki i razem z Antkiem i Zosią pojechała do nowego domu.

Gdy wieczorem ułożyła już dzieci do snu, każde w swoim nowym pokoiku, powiedziała:

- No nareszcie mam czas dla siebie.

Usiadła w kuchni przy stole i patrzyła przez okno. Nagle usłyszała potworny huk, poderwała się z krzesła i wybiegła z domu. Obeszła całą posiadłość, ale nic nie znalazła, a gdy już miała wejść do środka, od niechcenia, zerknęła w stronę niewielkiego stawu, który w mroku był ledwo widzialny.

Niespodziewanie z wody wyłoniła się kobieta w białej koszuli nocnej i długich blond włosach.

- To się nie dzieje naprawdę - pomyślała.

Wystraszona wbiegła do domu i jak strzała wpadła na piętro, gdzie spały jej dzieci. Szybko wybudziła je ze snu i ciągnąc za ręce zabrała do własnej sypialni. Rodzeństwo tuliło się do siebie na jej łóżku. Lena podeszła do okna i zobaczyła zjawę kobiety, która przechadzała się po podwórku.

Potem usłyszała odgłos otwieranych drzwi, a następnie kroki na schodach, które stawały się coraz głośniejsze, aż w końcu ucichły. Drzwi w całym domu zaczęły niepodziewanie trzaskać, a okna otwierać się i zamykać.

Wystraszona złapała dzieci za ręce i wybiegła na dwór. Całą noc spędzili na pobliskiej plebanii. Następnego dnia wróciła z proboszczem, który pobłogosławił dom. Gdy skończył kobieta odprowadziła go do drzwi.

- Niech Bóg panią i pani dzieci błogosławi, ale ja na pani miejscu bym się stąd wyniósł.

- Co ksiądz ma na myśli? Włożyłam w tę willę wszystkie pieniądze i nie mogę się wyprowadzić.

- Zrobi pani, jak zechce, ale ten dom jest przeklęty.

Po tych słowach pośpiesznie się oddalił.

- Co on miał na myśli? - zastanawiała się.

Zamknęła drzwi, a z kuchni wzięła nóż i udała się na strych. Jeszcze tam nie zaglądała i chciała sprawdzić, czy to właśnie tam nastąpił wczorajszy wybuch. Początkowo drzwi nie chciały się otworzyć, ale naparła na nie ramieniem i ustąpiły. W środku panował straszny zaduch. Ruszyła w stronę okna, jednak nagle stanęła jak wryta w ziemię, bo przed oczami zamajaczyła jej postać wisielca, który niespodziewanie podniósł ku niej głowę. Spojrzał na Lenę, lecz zamiast gałek miał tylko puste, czarne oczodoły.

Kobieta wrzasnęła i rzuciła w niego nożem. Przeleciał przez wisielca i wbił się w ścianę tuż za nim. Nie czekając ani chwili dłużej, Lena jakby kopnięta prądem, wybiegła ze strychu. Wpadła do sypialni, złapała najpotrzebniejsze rzeczy i razem z dziećmi pospiesznie opuściła willę.

Domu jednak nie sprzedała. Nie chciała, żeby nowy właściciel przechodził przez to samo, co ona.

Po drugiej stronie tęczy

Tereny dzisiejszej Wirginii należały dawniej do wodza, który wraz ze swoim plemieniem zamieszkiwał te ziemie. Posiadał on osiemnastoletnią córkę. Dziewczyna miała kruczoczarne włosy i była niesłychanie piękna.

Figlarka (bo tak pieszczotliwie nazywał ją ojciec), od małego sprawiała kłopoty wychowawcze.

Pewnego dnia indianka wybrała się nad wodę. Pożegnała się z rodzicami i ruszyła na wycieczkę. Wolno szła przez las, podziwiając przyrodę i słuchając ptasiego śpiewu, dobiegającego spomiędzy koron drzew. Po dotarciu na plażę natychmiast zrzuciła z siebie sukienkę i nago weszła do wody.

- Fliper! - krzyknęła.

Po chwili przypłynął do niej jej przyjaciel delfin, który delikatnie szturchając dziewczynę, zapraszał ją do zabawy. Jak tylko zniknął pod wodą, Figlarka zanurkowała za nim i zaczęła swój taniec. Kiedy się wynurzyła, potrząsnęła głową, odrzucając włosy do tyłu. Krople wody na jej ciele lśniły w promieniach słońca, co sprawiało, że wyglądała jak morska bogini.

Po wyjściu z wody podeszła do miejsca, gdzie zostawiła sukienkę, ubrała się i ruszyła wzdłuż brzegu. W pewnym momencie w oddali dostrzegła wielki statek. Zaciekawiona podeszła bliżej, ukryła się za drzewem i zaczęła obserwować, jak marynarze budują wioskę otoczoną płotem z pali. Dowódcą tej całej eskapady był młody mężczyzna o kruczoczarnych włosach, z wąsem i kozią bródką.

Kobieta szybko pobiegła do osady, chcąc jak najszybciej opowiedzieć swojemu ojcu, co zobaczyła. Wpadła do namiotu, gdzie mężczyzna akurat oddawał się igraszkom ze służącą.

- Ojcze, ojcze! - krzyknęła Matoaka.

- Kochanie zostaw nas samych - poprosił wódz speszony faktem, że córka przyłapała go z kochanką i zobaczyła nagiego.

Służąca okryła się kocem i pośpiesznie opuściła namiot.

- I co jest takiego ważnego, że wpadasz tu jak po ogień, robiąc przy okazji strasznego rabanu?

- Na plaży biali rozbili obóz - rzekła dziewczyna.

- Co? Intruzi na naszej ziemi?! - Wzburzył się wódz, po czym wciągnął wyszywaną złotymi nićmi tunikę i wybiegł z namiotu.

- Straż, straż! - krzyknął.

Na zewnątrz zrobiło się ogromne zamieszanie, wszyscy biegali w tę i z powrotem. Przez trzy dni obradowali, co zrobić z niechcianymi przybyszami. W końcu podjęli decyzję, że trzeba ich zabić, więc o świcie wyruszyli z wioski. Przybyszów zamordowali, a kapitana pojmali.

Indianka wyszła na świeże powietrze i przysiadła na kamieniu, patrząc w księżyc.

- Zabiorę cię, kochany, na drugą stronę tęczy,

gdzie nie ma przemocy, a wszystkie słowa zostaną wypowiedziane... - śpiewała.

Nawiedzony zamek i skarb

Pewnego dnia arystokrata, który słynął z sadystycznych metod torturowania, wybrał się w rejs. Był już prawie u wybrzeża wyspy, do której zmierzał, gdy nagle rozpętała się straszliwa burza. Błyskawice cięły niebo niczym ostry miecz. Żywioł jednym ciosem roztrzaskał statek w drobny mak, a załogę rozrzucił na wszystkie strony świata.

Kapitan siedział w swojej szalupie i przez pięć dni wiosłował, aż dotarł na wyspę. Był tak wyczerpany, że gdy wysiadł, padł na piasek. Resztkami sił doczołgał się w cień palmy i plecami oparł o pień. Z niedowierzaniem rozglądał się wokół. Był zdziwiony, że nadal żył.

- Ja żyję! - krzyczał. - Naprawdę żyję, ale ze mnie szczęściarz.

Po odzyskaniu sił ruszył zwiedzać wyspę. Po powrocie na plażę upiekł nad ogniskiem złowioną rybę, po czym zasnął.

Rano wstał z postanowieniem, że przebada dżunglę. Przedzierał się przez nią, ścinając maczetą gałęzie. Gdy odpoczywał przy spróchniałym pniu, coś mu zalśniło. Wsadził doń rękę i znalazł butelkę z listem w środku. Szybko wrócił do szałasu, rozbił ją kamieniem i wyciągnął arkusz papieru. Po rozwinięciu okazało się, że jest to mapa oraz krótki list o treści:

"Zgodnie ze wskazówkami namalowanymi na mapie dojdziesz do ruin nawiedzonego zamku" - odczytał wiadomość. Wszystko zwinął, schował do kieszeni i wyruszył na przygodę życia. Po trzech godzinach marszu przez busz dotarł na miejsce, mordując przy okazji po drodze w drastyczny sposób jakiegoś tubylca. Nie miał wyrzutów sumienia - wręcz przeciwnie - czuł rozbawienie i satysfakcję.

Odkopał skarb i żyłby na zamku długo i szczęśliwie, lecz ktoś widział, jak postąpił podle postąpił z mieszkańcem wyspy i urządzono na niego zasadzkę. Przywiązali go do drzewa i podpalili. Płonął jak wielka pochodnia, a zadowoleni tubylcy tańczyli dookoła ognia, śpiewając swoją plemienną pieśń.

Adam i anielice

Adam był wysokim brunetem o błękitnych oczach. Mieszkał ze swoją dziewczyną, która pracowała jako modelka, a że uwielbiał podejmować spontaniczne decyzje, nie zastanawiając się długo, spakował rzeczy, po czym wyszedł z mieszkania. Na klatce spotkał Tinę.

- A ty dokąd się wybierasz? - zapytała zdziwionym głosem.

- Wyjeżdżam! - wykrzyknął i zbiegł po schodach.

Kobieta otworzyła ze zdziwienia usta. Kiedy mężczyzna znalazł się w aucie, odpalił silnik i ruszył w podróż. Po trzech godzinach dojechał na miejsce. Nad brzegiem rzeki rozbił namiot i poszedł spać.

Następnego dnia, z samego rana, udał się na spacer wzdłuż rzeki. Po dwudziestu minutach dotarł do niewielkiego pomostu, do którego była przymocowana łódź. Zziajany od wiosłowania dotarł na drugą stronę rzeki.

- O rany, ale tu pięknie!

Z miejsca wyskoczył z ubrań i zostając w stroju Adama, rozpalił ognisko.

Szkoda, że Tina nie może zobaczyć tego raju - pomyślał.

Nawet nie zauważył, jak zapadła noc. Ułożył się przy ognisku i zasnął. W środku nocy zbudziły go dziwne odgłosy. Otworzył oczy i zobaczył, że dookoła niego stały anielsko piękne kobiety z długimi jak u syreny włosami i badawczo mu się przyglądały. Jedna z nich pochyliła się w jego stronę i palcem przejechała po twarzy.

- Skoro już zawitałeś na naszą wyspę, nie wyjedziesz z niej żywy.

Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko; ani się obejrzał, jak został związany. Następnie tajemnicze rezydentki zaniosły go do pałacu, gdzie poddawały różnego rodzaju torturom, a na koniec zabiły.

Ciało Adama nigdy nie zostało odnalezione. Mieszkańcy uważają, że wyspa jest nawiedzona.

Legenda głosi, że na tej wyspie znajdował się zakon, który został założony przez wyznawczynie bogini Ateny, lecz ich spokój został zakłócony przez najazd misjonarzy, którzy niemal na siłę próbowali zmusić kobiety do przejścia na katolicyzm. Gdy odmówiły, zamordowano je, a świątynię zburzono.

Stalowy Paul

Paul był bossem lokalnej mafii i mieszkał w dużym domu w Las Vegas. Jego żona, piękna Amanda, pracowała w lokalnym klubie. Mieli siedemnastoletniego syna Wincentego, który chciał być jak ojciec, więc założył gang nieletnich buntowników.

Małżonkowie leżeli w swoim łóżku, oddając się miłosnym igraszkom. Sypialnia była urządzona z wielkim przepychem. W oknie wisiały satynowe firanki, a na marmurowym parapecie stał kwiatek. Kobieta niespodziewanie wyskoczyła z łóżka i udała się do łazienki. Była kompletnie goła.

'' Ale mam zgrabną żonę'' pomyślał szef.

Po chwili wróciła do sypialni. Miała na sobie czarną bieliznę i wyciągniętą z szafy minispódniczkę. Szybko uczesała włosy i pognała do pracy. Na odchodne mężczyzna przesłał jej całusa, trochę poleżał i też wstał. Założył szlafrok, po czym zszedł do kuchni, gdzie krzątała się gosposia.

- Dzień dobry, Dolores.

Kobieta, aż podskoczyła na dźwięk głosu swojego chlebodawcy.

- Ależ mnie pan wystraszył. Prawie dostałam zawału.

- Przepraszam nie chciałem pani wystraszyć.

Paul usiadł przy stole, kobieta postawiła przed nim talerz z jajecznicą.

- Smacznego.

Wincent przechodząc koło kuchni przywitał się z ojcem, po czym wyszedł z domu, wsiadł do wozu i ruszył przed siebie. Po pięciu minutach zajechał na miejsce spotkania, które miało się odbyć w opuszczonej fabryce. Jego ludzie już tam byli i na niego czekali. Ale ich klienta, Franka Krzywonosego nie było. Zjawił się dopiero po godzinie. Chłopak podszedł do limuzyny, z której wysiadł około pięćdziesięcioletni mężczyzna w okularach.

- Masz towar? - zapytał Wincent.

- Najpierw kasa.

Wincent kilka kroków odszedł, dwoma palcami przywołał do siebie Denisa. A ten przyniósł walizkę, z której wyjął pistolet P22 i bez najmniejszego ostrzeżenia oddał strzał. Tamci odpowiedzieli tym samym no i wywiązała się strzelanina. Pod eskortą kumpli uciekł z miejsca strzelaniny, ale został lekko ranny. Pod drzwiami swojej dziewczyny powiedział. "Wszyscy za jednego".

Atramentowe serce

Klara jest kobietą o trudnym charakterze, mieszka w pięknym pałacu na Jamajce. Nosi długą satynową suknię zdobioną w haftowane wzory. Księżna uwielbia przejażdżki po okolicy na swoim czarnym koniu. Pewnego popołudnia siada na tarasie i czyta książkę Atramentowe serce.

W pewnym momencie w oddali dostrzega przystojnego jeźdźca na białym koniu, który jest obwoźnym kupcem. Kobieta postanowi zastawić na niego pułapkę i wstaje z krzesła.

Schodząc po schodach niechcący zawadza czubkiem buta o wystającą płytkę i spada z nich twardo ląduje na ziemi.

- Ała, ale boli!

Przystojny kupiec to zauważa i natychmiast do niej podjeżdża.

- Pomóc pani? - pyta.

- Jak byłby pan tak dobry, bo chyba skręciłam sobie kostkę.

Mężczyzna zeskakuje z konia i klęka na jedno kolano. Dokładnie ogląda rzekomo skręconą kostkę, ale nic nie widzi.

'' Z tej księżnej jest z niezła symulantka, a do tego, jaka piękna '' myśli kupiec w duchu.

Wstaje z ziemi, otrzepuje kolano z piasku, po czym podaje Klarze dłoń. Kobieta chwyta go za nią i nieudolnie podnosi się. Mężczyzna na powrót dosiada swojego wierzchowca.

- Może napiłby się pan ze mną herbatki?

- Chętnie.

Po chwili siedzieli, już w salonie. Księżna w pewnym momencie wstaje i kuśtykając opuszcza pokój, zostawiając gościa samego. Pięć minut później wraca z pacą, na której stoją dwie filiżanki i ciasteczka.

- Muszę powiedzieć, że masz tu bardzo ładnie.

- Dziękuję.

- Herbatka była naprawdę bardzo smaczna, ale na mnie, już czas.

Po tych słowach kupiec wstaje ze swojego miejsca i wychodzi. Miesiąc później jest, już mężem księżnej Klary. Mieszkają razem w pałacu, ale ich szczęście nie potrwa długo.

Z samego rana wstaje w szampańskim nastroju. Podchodzi do okna i energicznym ruchem odsłania zasłony. Mężczyzna przewraca się na lewy bok i próbuje dalej spać, ale żona mu na to nie pozwala.

- Kochanie daj mi jeszcze trochę pospać.

- Nie ma nawet mowy no już wstawaj za pięć minut masz być na dole.

Kobieta z szafy wyciąga strój do jazdy konnej, który zakłada i wychodzi z pokoju. Mąż podrywa się z łóżka i wybiega za nią na korytarz.

- Lepiej się ubierz.

Mężczyzna znika za drzwiami ich sypialni, a po chwili pojawia się w jadalni ubrany w myśliwski strój. Po śniadaniu małżonkowie wyruszają na polowanie, z którego wraca tylko księżna.

Po trzech dniach ciało kupca zostaje odnalezione. Z tyłu głowy stwierdzono ślad postrzałowy. Pół roku udaje żałobę, żeby wśród sąsiadów i znajomych stworzyć wrażenie, że cierpi po stracie męża.

Żałoba jeszcze się nie skończyła, a księżna drugi raz staje na ślubnym kobiercu. Jej wybrankiem tym razem jest plantator bawełny.

Miesiąc później znów jest wdową. Jej mąż zjadł ulubioną potrawę zatrutą sproszkowanymi płatkami orchidei i zmarł.

Billi kapitanem drużyny sportowej

Billi był wysokim brunetem o brązowych oczach, nosił kurtkę bejsbolówkę, dziewczyny się w nim kochały, bo był kapitanem sportowej drużyny. Jeździł lamborghini, spotykał się też ze śliczną kelnerką, której ojciec budował mury oddzielające bogate dzielnice od slumsów.

Pewnego dnia musiał wyjechać ze swoimi kolegami na sportowe zawody do innego stanu, bardzo nie lubił tego robić.

Chłopak po powrocie do domu zmęczony położył się spać. Rano zszedł na śniadanie i usiadł przy stole. Ojciec przyglądał mu się z groźną miną, ale w końcu nie wytrzymał i wybuchł.

- Billi do diabła jesteś dorosłym mężczyzną znalazłbyś sobie robotę, a nie jak pajac uganiał się za piłką.

Wściekły Bill wyszedł z kuchni. Gdy rodzice zostali sami, porozumiewawczo się na siebie popatrzyli. Po chwili kobieta zabrała się za zmywanie naczyń.

- Ale nie musiałeś tak na niego naskakiwać. Dobrze wiesz, że ta piłka jest dla Billego jest wszystkim.

- Nic mnie to nie obchodzi ma pójść do pracy! Oraz znaleźć porządną dziewczynę, a nie jakąś lafiryndę. Która za plecami męża przyprowadza do domu kochanka.

Chłopak słyszał rozmowę rodziców gwałtownie otworzył drzwi.

- Zabraniam wam tak o niej mówić! - wykrzyknął.

Po tych słowach wybiegł z domu wsiadł do auta i pojechał w prostej linii do mieszkania Julii, ale jej nie zastał. Więc udał się pod budynek muzeum poświęconego Titanicowi.

Zaczekał, aż wyjdą podszedł do nich i oddał dwa strzały. Następnie spokojnie wsiadł do wozu i odjechał, po przyjeździe do domu.

Zamknął się w swoim pokoju, gdzie napisał list pożegnalny i się zastrzelił.