Sparta i Ateny
Sparta
Kształt terytorialny oraz ustrojowy Sparty w V wieku p.n.e.1 był
wynikiem długiego i skomplikowanego procesu, który rozpoczął się wraz z przybyciem plemion doryckich na Peloponez na przełomie II i I tysiąclecia p.n.e. Sparta, jaką znamy z okresu klasycznego, uformowała
się ostatecznie w VI wieku p.n.e. Właśnie wówczas ważny dotąd ośrodek
rzemiosła i kultury wszedł w okres izolacji od reszty świata greckiego,
a jego struktury polityczne i społeczne uległy całkowitemu skostnieniu.
Zamykanie się Sparty na wpływy zewnętrzne wiązało się z wojnami
zaborczymi, które doprowadziły do zajęcia w VII wieku p.n.e. Messenii.
Obszar państwa zwiększył się znacznie, osiągając około 8500 km2, co uczyniło Spartę największą polis
grecką2. Sercem państwa była Sparta, jak nazywano pięć
nieznacznie oddalonych od siebie wsi zamieszkałych wyłącznie przez
pełnoprawnych obywateli zwanych Spartiatami3. Na ich
potrzeby pracowali niewolni chłopi - heloci, których liczbę powiększyli
mieszkańcy podbitej Messenii, oraz wolni, ale pozbawieni praw
politycznych periojkowie. W jakimś sensie ci ostatni traktowani byli
jako bierni obywatele, na co wskazywałaby m.in. oficjalna nazwa
mieszkańców polis - Lacedemończycy - obejmująca tak Spartan, jak i periojków. Nie wiemy dokładnie, jak doszło do ustalenia się tego
podziału, ale można domniemywać, że jego początki sięgają końca II
tysiąclecia, gdy doryccy Spartanie zajęli Lakonię. Skoro jednak
istnienie ludności zależnej jest poświadczone również w innych częściach
Grecji, a mimo to właściwie nigdzie (poza Kretą) nie odgrywała ona
takiej roli jak w Sparcie, jej odmienność zaś utrwaliła się dopiero po
zajęciu Messenii, domyślamy się, że ten ostatni fakt w niemałym stopniu
przesądził o dalszych losach Sparty.
Pomyślność obywateli i całego państwa opierała się na licznej i utrzymywanej w bezwzględnym posłuszeństwie warstwie helotów. Wraz z osiągnięciem pełnoletności Spartanin otrzymywał od państwa dział ziemi
(kleros) uprawianej przez dziedzicznie przywiązane do niej rodziny
helockie. One dostarczały obywatelowi oraz jego bliskim wszystkiego, co
było niezbędne do życia.
Spartanin był raczej użytkownikiem, aniżeli właścicielem swoich helotów.
Służyli jemu, ale nie mógł nimi dowolnie rozporządzać, a państwo nie
pozostawiało stosunków obywatele-heloci tylko samym Spartanom. Jako
wspólnota użytkowników helotów polis spartańska podejmowała różne środki
mające oddalić niebezpieczeństwo buntu ludności zależnej. W razie, gdyby
któryś ze Spartan okazał się zbyt łagodny wobec swoich helotów,
naraziłby się nie tylko na potępienie ze strony innych, ale zostałby
również ukarany przez władze. Każdy obywatel mógł, a nawet powinien,
skarcić krnąbrnego helotę, w razie potrzeby wymierzając mu karę
cielesną. Ze względów bezpieczeństwa helotom kazano ubierać się w ściśle
określony sposób, dzięki czemu byli łatwi do rozpoznania. Chodziło o to,
aby wytworzyć w nich psychozę strachu, przekonując, że wszelki sprzeciw
skazany jest na niepowodzenie. Traktując helotów jak podludzi, Spartanie
sami stawali się w jakimś stopniu ofiarami terroru, na którym zbudowali
swoje państwo. Na polityce Sparty zawsze ważyła obawa rewolty helockiej,
która groziła rozsadzeniem całej struktury państwowej. Spartanie unikali
zbrojnego angażowania się na odległych terenach i wysyłania większości
wojska poza Peloponez właśnie ze względu na helotów.
Znacznie wyżej w hierarchii społecznej stali periojkowie. Zamieszkiwali
oni w osobnych osadach, korzystając z autonomii, w zamian za którą
zobowiązani byli do służby wojskowej (w odrębnych oddziałach) oraz
dostarczania Spartanom różnych wyrobów rzemieślniczych. Stosunki między
Spartanami a periojkami ułożyły się na zasadzie obopólnych korzyści. W przeciwieństwie do helotów periojkowie byli lojalnymi mieszkańcami
Sparty, o czym świadczy brak jakichkolwiek wzmianek źródłowych zarówno o środkach zaradczych podejmowanych przeciwko nim przez władze
spartańskie, jak i o buntach z ich strony.
Jedynymi pełnoprawnymi członkami polis byli Spartanie. Sami o sobie
mówili z dumą, że są "jednakowi" (homoioi), co do pewnego stopnia
musiało odpowiadać prawdzie. Ekonomiczną rękojmią równości były działy
ziemi, zbliżone do siebie raczej pod względem wydajności aniżeli
powierzchni. Uwolnieni od konieczności pracy na roli Spartanie zajmowali
się głównie doskonaleniem swych umiejętności wojskowych. Bezustanne
ćwiczenia indywidualne i zbiorowe stworzyły armię, która nie miała sobie
równych w Grecji i była gwarancją wewnętrznej stabilności państwa.
Spartanin był częścią zbiorowości, której elementy działały zgodnie dla
osiągnięcia wspólnego celu. Wszyscy obywatele podlegali tym samym
rygorom. Władze ingerowały w niemal każdą dziedzinę życia, tworząc
system nakazów i zakazów obliczonych na wychowanie posłusznego obywatela
oraz świetnie wyszkolonego żołnierza.
Zakres wolności jednostki określono niezwykle wąsko. Wolność obywatela
Sparty była w głównej mierze wolnością do służenia polis. Interes
osobisty musiał schodzić na dalszy plan. Nawet decyzja o losie dzieci
obywatela nie zależała od niego samego. Gdy narodził mu się syn, musiał
zanieść niemowlę przed oblicze starszyzny, która po dokonaniu oględzin,
wyrokowała o pozostawieniu chłopca przy życiu, uznając, że może wyrosnąć
w przyszłości na dobrego wojownika, lub o porzuceniu go w górach na
pewną śmierć, gdy starsi dopatrzyli się jakiejś ułomności. W domu
rodzinnym dziecko przebywało jedynie do siódmego roku życia, po czym
rozpoczynało żywot w grupie rówieśników, podlegając dyscyplinie i szkoleniu wojskowemu. Wychowanie spartańskie (agoge) w niewielkim tylko
stopniu obejmowało kształcenie umysłu. Jak się wydaje, poprzestawano na
elementarnej znajomości pisania i czytania4. W czasie agoge
młody człowiek stawał się prawdziwym Spartaninem. Człowiek, który jej
nie przeszedł, nie mógł zostać pełnoprawnym obywatelem. Po skończeniu
dwudziestego roku życia młodzieniec przechodził do grupy dorosłych, ale
nadal większość czasu spędzał w gronie mężczyzn. Obowiązkowym elementem
życia Spartan były wspólne posiłki, spożywane w mniej więcej
dwudziestoosobowych grupach (syssitie). Udział w nich był warunkiem
członkostwa we wspólnocie. Spartanin, który nie mógł dostarczyć
określonej ilości produktów przeznaczonych na wspólne posiłki, tracił
prawa obywatelskie. Wyżywienie było zresztą skromne. W całej Grecji
słynna była spartańska czarna polewka, symbol niewyszukanego gustu
kulinarnego Spartan. Plutarch opowiada anegdotę o królu Pontu, który
nabył kucharza lakońskiego i kazał mu przyrządzić spartańską potrawę.
Niezadowolonego króla miał kucharz dowcipnie poinformować, że aby
docenić jej smak, należy wcześniej wykąpać się w Eurotasie (Plut. Likurg
12, 7). Przynależność do poszczególnych syssitii była stała, a przyjęcie
do nich zależało od wyniku tajnego głosowania dotychczasowych członków
nad nowym kandydatem. Od udziału w syssitiach nie byli zwolnieni nawet
królowie (choć skądinąd nie przechodzili np. przez agoge). Gdy po
powrocie z jednej z wypraw wojennych król Agis chciał spożyć posiłek
wraz z żoną w domu i posłał po swoją porcję jedzenia do "stołówki",
odmówiono mu jej wydania (Plut. Likurg 12, 3).
Na życie rodzinne przychodził czas dopiero po ukończeniu trzydziestu
lat. Małżeństwo Spartanina nie było właściwie jego sprawą prywatną.
Państwo potrzebowało nowych obywateli i nawet w tej dziedzinie nie
pozostawiało obywatelom wiele swobody. Od króla Anaksandridasa, którego
żona nie mogła mieć dzieci, eforowie zażądali, aby ją odesłał i wziął
sobie nową małżonkę. Wobec sprzeciwu Anaksandridasa, który kochał swą
żonę i nie chciał jej odsyłać, pozwolono mu w końcu pozostawić ją,
nakazując jednocześnie wzięcie nowej w celu spłodzenia z nią dzieci
(Hdt. V, 39-41). Założenie rodziny było obywatelskim obowiązkiem. Młode
dziewczęta zamykano w ciemnym pomieszczeniu i wpuszczano tam kawalerów,
a dokonany w tych warunkach wybór nie mógł następnie zostać zmieniony w świetle dziennym, co niekiedy prowadziło do prawdziwych dramatów. Nie
było pobłażania dla tych, którzy nie kwapili się do założenia rodziny.
Starzy kawalerowie musieli w środku zimy biegać nago po rynku,
wyśpiewując szydercze piosenki na swój temat. Stary kawaler nie
korzystał z należnego starszym szacunku; młodsi od niego nie musieli np.
ustępować mu miejsca.
Za naczelną cnotę uznawano waleczność. Spartanin wracał z wojny "z tarczą", czyli zwycięski, lub "na tarczy", czyli martwy. Gdy stchórzył,
po powrocie stawał się obiektem prześladowań; musiał wdziać hańbiący
strój w kolorowe łaty, golić jedynie połowę wąsów, każdy napotkany
obywatel mógł go bezkarnie uderzyć. Tacy tchórze, tresantes, jak ich
nazywano, tracili też część praw obywatelskich. Ważniejsza jednak od
formalnych kar była atmosfera, w której tchórzostwo uchodziło za
największą hańbę. Z dwóch Spartan, którzy nie polegli wraz z Leonidasem
pod Termopilami, Pantites powiesił się, a Aristodemos zginął pod
Platejami, dokonując cudów waleczności, aby odzyskać dobre imię.
Ustrój polityczny Sparty odznaczał się daleko posuniętą prostotą. Władze
polis tworzyło dwóch królów, Zgromadzenie Ludowe, rada starszych oraz
eforowie.
Dwóch dziedzicznych królów z dynastii Agiadów i Eurypontydów stanowiło
pozostałość ustroju królewskiego. Otaczani byli wielkim szacunkiem i mieli duże znaczenie polityczne. Do ich najważniejszych uprawnień
zaliczamy sprawowanie naczelnego dowództwa w czasie wypraw
wojennych5.
Zgromadzenie (apella) zwoływano co miesiąc w celu omówienia spraw
bieżących. Apella nie określała jednak kierunków polityki Sparty. Jej
uczestnicy nie mieli nawyku dyskusji. Do dobrego tonu należało
lakoniczne wysławianie się, a więc krótkie, rzeczowe, bez zbędnych
upiększeń. Gdy Zgromadzenie przystępowało do wyboru urzędników,
głosowano za pomocą krzyku, którego intensywność oceniała grupa Spartan
zamkniętych w sąsiednim budynku. Przechodził ten kandydat, którego
przyjęto najgłośniejszymi okrzykami.
Zanim Zgromadzenie się w ogóle rozpoczęło, większość postanowień była
już podjęta. Wiele z nich podejmowała trzydziestoosobowa Rada Starszych
(geruzja), której członkowie zwoływali i przewodniczyli obradom apelli,
a nawet mogli je rozwiązywać, gdy obywatele skłaniali się ku szkodliwej
ich zdaniem decyzji.
Najwięcej mieli jednak do powiedzenia eforowie. Spośród ogółu obywateli
wybierano na rok pięciu eforów, powierzając im władzę nad Spartanami,
nadzór nad helotami, kontrolę nad królami, pieczę nad całą polis.
Spartanie nie mieli na co dzień wielkiego wpływu na politykę państwa. W ich imieniu rządziła wąska grupa rodzin, która potrafiła zapewnić sobie
dominującą pozycję we wspólnocie "jednakowych". Pod względem znaczenia w Sparcie byli niewątpliwie "równi" i "równiejsi".
Armia była siłą i dumą Sparty6. Przewaga wojowników spartańskich
nad pozostałymi Grekami wynikała ze specyfiki ich życia. Kiedy
sprzymierzeńcy pozostający pod rozkazami króla Agesilaosa narzekali na
szczupłość sił wysłanych przez Spartę, ten polecił usiąść wszystkim
żołnierzom, po czym nakazał wstać garncarzom, potem kowalom, a po nich
stolarzom, budowniczym i innym, aż do momentu, gdy prawie wszyscy
sprzymierzeńcy znajdowali się już na nogach (Plut. Ages. 26, 4-5). Nie
było wśród nich Spartan, co właśnie chciał pokazać Agesilaos. W przeciwieństwie do innych armii greckich, które tworzyli ludzie na co
dzień uprawiający całkowicie pokojowe profesje, spartańska składała się
z żołnierzy oddających się wyłącznie rzemiosłu wojennemu. Nie bez racji
nazywano ich "artystami wojny" (Xen. Lak. Pol. 13, 5). Maszerująca w zwartych szeregach w rytm narzucany przez fletnistę lub z pieśnią bojową
na ustach armia spartańska musiała budzić strach i podziw zarazem.
Armię spartańską tworzyło 6 mor (gr. mora), które stanowiły największą
jednostkę7. W skład dowodzonej przez polemarchę mory
wchodziło na początku V wieku 1280 żołnierzy rozdzielonych pomiędzy dwa
lochoi (lp lochos), liczące po 640 ludzi każdy. Na czele lochosu stał
lochagos, któremu podlegało czterech pentekonterów, dowódców
pentekostii, oddziałów złożonych ze 160 żołnierzy. Najmniejszą jednostką
była enomotia licząca w pełnym stanie 40 żołnierzy podlegających
rozkazom enomotarchy. W praktyce liczebność poszczególnych jednostek
ulegała zmianom związanym ze spadkiem liczby pełnoprawnych obywateli, a także z tym, że na konkretne wyprawy powoływano jedynie część roczników
przypisanych do enomotii. Gdy więc czytamy w źródle o morze, lochosie
lub enomotii, nie mamy nigdy pewności, o jaką dokładnie liczbę żołnierzy
chodzi. W okresie wojny peloponeskiej przeciętna liczebność enomotii
wynosiła prawdopodobnie 32 ludzi (Thuc. V, 68, 3). Mobilizację
przeprowadzano wedle roczników, a podstawą dla niej był stan enomotii,
do których przydzielano młodych obywateli wraz z osiągnięciem przez nich
20 roku życia. W skład armii wchodziły jako osobne jednostki oddziały
Skiritai, Hippeis i jazdy. Skiritai, których nazwa pochodzi być może od
okręgu Skiritis, prawdopodobnie byli periojkami, którzy z jakichś
powodów wystawiali uprzywilejowany oddział hoplitów, traktowanych na
równi z pozostałymi Spartanami. Skiritai sprawowali zwykle straż nocną w obozie spartańskim. Trzystu Hippeis, młodych ludzi wyznaczanych przez
tzw. hippagretai, tworzyło gwardię królewską. Nie jest dostatecznie
jasne, czy Hippeis byli całkowicie odrębną jednostką, czy też wchodzili
w skład jednej z mor. Z pewnością należy ich odróżniać od gwardii
przybocznej towarzyszącej królom w czasie wypraw wojennych (doryforoi).
Uważa się, że mimo swej nazwy Hippeis (gr. jeźdźcy) byli piechurami.
Właściwa jazda nie odgrywała w wojsku spartańskim większej roli. Być
może podobnie jak piechota była podzielona na 6 morai dowodzonych przez
hipparmostes, ale jej liczebność nie była stała, lecz zależna od
potrzeb. Spartiaci nie służyli w jeździe, byli natomiast dowódcami
poszczególnych oddziałów. Po raz pierwszy słyszymy o jeździe
spartańskiej w 424 roku, kiedy utworzono ruchome oddziały w związku z obecnością Ateńczyków w Pylos i koniecznością odpierania ataków
ateńskich z morza. W 394 roku w bitwie pod Nemeą uczestniczyła jazda
lacedemońska w sile 600 żołnierzy (Xen. Heli. IV, 2, 16).
W razie potrzeby na wyprawę zwoływano również periojków, a także
tworzone osobne oddziały niepełnoprawnych Spartan, tzw. neodamodeis
(począwszy od lat dwudziestych), a nawet helotów, którzy w tej roli
wystąpili po raz pierwszy w okresie wojny peloponeskiej, uczestnicząc w liczbie 700 w wyprawie Brazydasa do Chalkidyki w 424 roku. Zwykle
autorzy starożytni na określenie armii spartańskiej używają ogólnego
terminu Lacedemończycy, co sprawia, że nie bardzo wiemy, ilu właściwych
Spartan liczyła ona naprawdę. Z pewnością ich udział stawał się z upływem czasu coraz mniejszy, skoro liczba obywateli, sięgająca na
początku V wieku około 10 000, w końcu IV wieku spadła do 1000.
Idącemu na wojnę Spartiacie towarzyszył służący, zwykle helota, który
niósł tarczę oraz pozostały sprzęt bojowy z wyjątkiem samej broni.
Uzbrojenie Spartan nie różniło się zasadniczo od wyposażenia innych
armii greckich. W IV wieku można ich było odróżnić po widocznej z daleka
literze lambda na tarczy. W V wieku umieszczano na tarczach raczej
symbole indywidualne. Włócznie spartańskie miały długość od dwóch do
dwóch i pół metra, a więc były podobne do używanych przez innych Greków.
Jedynie mieczy mieli Spartanie używać nieco krótszych.
Sparta nie utrzymywała własnej floty. W wypadku prowadzenia działań
wojennych na morzu tradycyjnie do Spartan należało naczelne dowództwo
nad flotą wystawianą przez ich sojuszników. Wyznaczano wówczas na rok
nauarchę (nauarchos) oraz jego zastępcę, tzw. sekretarza (epistoleus).
Zwykle, choć nie zawsze, uwzględniano w tym wypadku kompetencje, co
tłumaczy kariery ludzi spoza właściwej elity władzy, takich jak Lizander
i Gylippos, w okresie wojny peloponeskiej.
Armią lądową dowodził jeden z królów, a gdy było to z jakichś
szczególnych powodów niemożliwe - członek rodziny królewskiej. W "sztabie" naczelnego wodza znajdowali się polemarchowie, trzech
specjalnie w tym celu wyznaczonych homoioi, a także fletniści, chirurdzy
i "ochotnicy".
Swej przewadze militarnej zawdzięczała Sparta hegemonię na Peloponezie.
Oparciem dla niej była ukształtowana jeszcze w VI wieku p.n.e. symmachia
spartańska, określana niekiedy nie całkiem trafnie jako Związek
Peloponeski. W źródłach starożytnych występuje ona pod nazwą
"Lacedemończycy i ich sprzymierzeńcy (symmachoi)". Poszczególnych
sprzymierzeńców łączyły ze Spartą odrębne sojusze, z których wynikało
jej przywództwo nad całą symmachią. W miastach sprzymierzonych rządziły
sprzyjające Sparcie oligarchie, co było dodatkowym gwarantem stabilności
sojuszu. Członkami symmachii były właściwie wszystkie państwa Peloponezu
z wyjątkiem skłóconego od dawna ze Spartą Argos. Po 480 roku Argos
przeżywało jednak okres osłabienia, a od 451 roku obowiązywał 30-letni
rozejm, który skutecznie chronił Spartan przed wrogimi akcjami z tej
strony. W chwili wybuchu wojny peloponeskiej Argiwi i Achajowie
zachowali neutralność, podczas gdy reszta państw Peloponezu stanęła po
stronie Sparty. Jej sojusznikami spoza Peloponezu byli Megarejczycy,
Beoci, Lokrowie, Fokejczycy, Amprakioci, Leukadyjczycy, Anaktoryjczycy.
Z reguły sprzyjali im też oligarchowie z miast pozostających pod wpływem
Aten, co miało w przyszłości ułatwić Spartanom prowadzenie wojny. Wraz
ze swoimi sojusznikami Spartanie mogli wystawić około 50 000 hoplitów
oraz co najmniej tyle samo lekkozbrojnych, pewną liczbę jazdy i około
setki trier. Na lądzie przewaga należała bez wątpienia do Sparty, ale
problem polegał na tym, że wszystkich sił nie można było użyć do
prowadzenia długotrwałych działań. Część swoich wojsk Spartanie musieli
zawsze pozostawiać w kraju, aby zapobiec ewentualnemu buntowi helotów, a sojusznicy spartańscy musieli przecież obrabiać również własne pola.
Symmachia nie miała wielkich rezerw finansowych i, co z tym związane,
środków na budowę floty, co dałoby możliwość zadania Atenom decydującego
ciosu na morzu.
Ateny
Zajmujące trzykrotnie mniejszy niż Sparta obszar Ateny były po niej
drugą co do wielkości, a zarazem najludniejszą polis grecką (około 35-45
000 dorosłych mężczyzn-obywateli w V wieku)8. Podobnie jak w Sparcie w Atenach mamy do czynienia z istnieniem trzech odrębnych grup
ludności. Najniższą z nich byli znajdujący się przeważnie w rękach
prywatnych niewolnicy9. W miarę bogacenia się społeczeństwa
coraz bardziej liczni, nigdy jednak nie wyręczali Ateńczyków, jak heloci
Spartan, w pracy. Niejednemu niewolnikowi wiodło się nie gorzej niż
przeciętnemu obywatelowi, a nieliczni dochodzili do dużych pieniędzy. W Atenach nie dało się odróżnić na ulicy obywatela od niewolnika; ubrani
podobnie, otrzymywali też takie samo wynagrodzenie za pracę, zapłata nie
zależała bowiem od statusu pracownika, lecz od charakteru zajęcia.
Niewolnikom powodziło się bardzo różnie, ale tym, co ich wszystkich
łączyło, była utrata wolności osobistej. Niewolnik należał całkowicie do
właściciela, którego praw państwo nie starało się ograniczać, zakazując
jedynie zabijania oraz pozwalając szczególnie brutalnie traktowanemu
niewolnikowi szukać azylu w jednej ze świątyń, gdzie mógł domagać się,
aby sprzedano go innemu panu.
Niewolnicy ateńscy pracowali na roli, w kopalniach, kamieniołomach, w zamożnych domach sprzątali, gotowali, opiekowali się dziećmi, robili
zakupy. Zdarzało się, że właściciel w zamian za udział w zyskach
pozwalał niewolnikowi na samodzielne prowadzenie sklepu lub warsztatu
rzemieślniczego. W najlepszej sytuacji znajdował się niewolniczy
personel ateńskich banków. Ich właścicielami zostawali nierzadko
wyzwoleni uprzednio niewolnicy, wynagradzani czasem za zasługi dla Aten
obywatelstwem.
Właścicielem niewolników było również państwo. Spośród niewolników
publicznych rekrutowała się służba świątynna oraz różni woźni,
archiwiści, rachmistrzowie. Porządku w mieście pilnowało trzystu
niewolników scytyjskich. Niewolnicy publiczni korzystali ze znacznej
swobody, otrzymywali wynagrodzenie, za które kupowali ubranie, żywność,
wynajmowali mieszkanie, mogli nawet zakładać rodziny.
Niewolnik mógł również - najczęściej uciuławszy odpowiednią sumę -
wykupić się, uzyskując od właściciela wyzwolenie. Wyzwolony niewolnik
przechodził do złożonej z osiadłych na stałe w mieście cudzoziemców
grupy metojków. Metojkowie nie uczestniczyli w życiu politycznym miasta,
nie mogli posiadać ziemi ani domu na własność, ale w sferze gospodarczej
korzystali z tych samych praw co obywatele. Podlegali podobnym, choć
nieznacznie większym niż obywatele, obciążeniom finansowym oraz
obowiązkowi służby wojskowej. Znaczna ich część zajmowała się handlem i rzemiosłem. Zostanie metojkiem zależało od indywidualnej decyzji
cudzoziemca, który też w każdej chwili mógł powrócić do swojego
ojczystego miasta.
Niezwykle rzadko zdarzało się, aby człowiek z zewnątrz uhonorowany
został obywatelstwem. Obywatelem ateńskim trzeba było się urodzić, przy
czym od połowy V wieku już nie tylko ojciec, ale również i matka musiała
być rodowitą Atenką. Obywatele ateńscy tworzyli zbiorowość liczną i wewnętrznie zróżnicowaną. Mimo różnic pochodzenia i zamożności wszyscy
byli sobie równi jako obywatele. Bycie bogatym nie dawało żadnych
szczególnych przywilejów, zobowiązywało natomiast do proporcjonalnych do
zamożności świadczeń na rzecz wspólnoty.
Polis ateńska nie ingerowała w życie prywatne obywateli. Wychowanie
dzieci, stosunki wewnątrz rodziny, zajęcia obywateli zależały od nich
samych. Od obywatela wymagano spełniania obowiązków finansowych
(bogatsi), wojskowych (wszyscy), uczestnictwa w kulcie bóstw
opiekuńczych polis oraz postępowania godnego Ateńczyka. Na utratę praw
obywatelskich narażał się ktoś, kto nie zapewnił na starość opieki
rodzicom, zaniedbał rodzinne groby, lekceważył kult bogów lub uprawiał
prostytucję. Polis oczekiwała od obywateli udziału w życiu publicznym,
ale nie zmuszała ich do niego. Powszechnie korzystano z wolności słowa,
zezwalającej na swobodne głoszenie wyznawanych poglądów. W niemałej
mierze także dzięki temu Ateny mogły stać się intelektualną stolicą
antycznej Grecji.
Oryginalność Aten i ich odrębność od Sparty ukazuje ustrój polityczny
tego miasta. Od czasów reform Klejstenesa w Atenach kształtowała się
powoli demokracja, która w drugiej połowie V wieku osiągnęła swą postać
dojrzałą. Jej istotą było równouprawnienie obywateli. Najwyższą władzą w państwie było Zgromadzenie Ludowe (eklezja), które decydowało o polityce
wewnętrznej i zagranicznej Aten. Wszyscy obywatele (politai) byli równi
wobec prawa, mieli jednakowy głos na Zgromadzeniu i jednakowe prawo do
sprawowania urzędów.
Ateńczycy nie sądzili jednak, że wszyscy są tacy sami i z tego powodu
zasługują na równe traktowanie. "Równość praw" (isonomia) nie wyrastała
z przekonania o równości naturalnej, lecz z uznania, że każdy winien
uzyskać równą z innymi szansę wykazania się. Dlatego urzędy, poza
nielicznymi, obsadzano w drodze losowania. Zakładano, że zwykły obywatel
nadaje się do pełnienia większości funkcji publicznych. Ateńczyk, który
ukończył trzydzieści lat i chciał objąć urząd państwowy, mógł więc
wysunąć swoją kandydaturę i, jeśli los mu sprzyjał, zostać urzędnikiem.
Wylosowanych czekał wprawdzie egzamin, ale nie pytano ich o kwalifikacje, sprawdzano jedynie, czy są obywatelami oraz właściwie
wypełniają swoje obowiązki finansowe, religijne i wojskowe. Owa loteria
urzędnicza była krytykowana już w starożytności i dziś pewnie niewielu
znalazłaby zwolenników. Niemniej państwo ateńskie, które korzystało z usług swoich losowanych urzędników, miało się zupełnie dobrze i upadło
po prawie dwustu latach istnienia wcale nie z ich powodu. Musimy
pamiętać, że choć losowano spośród tysięcy obywateli, tworzyli oni
społeczność stosunkowo jednorodną, łączył ich wspólny interes, wszyscy
żywo interesowali się sprawami polis, a uczestnictwo w Zgromadzeniu i sprawowanie urzędów dawało niezbędne minimum wiedzy o funkcjonowaniu
państwa. Wreszcie było to społeczeństwo odpowiedzialne, w którym
jednostka działająca na jego niekorzyść zostałaby nie tylko
napiętnowana, ale ukarana i pozbawiona wszelkiego znaczenia. Obywateli
ateńskich określa się niekiedy mianem polityków i choć jest to termin
techniczny zarezerwowany dla pewnej grupy ludzi, nie da się zaprzeczyć,
że obywatel-polites, bronił swojego państwa (polis) w czasie wojny jako
hoplita i kształtował jego politykę w czasie pokoju (i wojny),
zasiadając w Zgromadzeniu i sprawując funkcje urzędnicze.
Zgromadzenie Ludowe (eklesia) było najważniejszym organem władzy
państwowej. Kilka razy w miesiącu na niewysokim wzgórzu o nazwie Pnyks
odbywały się posiedzenia, w których uczestniczyło zwykle 3000-6000
obywateli. Mimo że przyjść mógł każdy, nawet wówczas, gdy zaczęto płacić
za uczestnictwo (IV wiek), frekwencja nie była zbyt wysoka. W ciągu
zwykle kilku godzin radzono nad bieżącymi problemami, a także
rozstrzygano różne zasadnicze kwestie. Podczas obrad Zgromadzenia mógł
zabrać głos każdy Ateńczyk, choć, co oczywiste, nie wszystkich słuchano
równie uważnie. Przemawianie przed wielotysięczną publicznością
stwarzało zapotrzebowanie na świetnych mówców, umiejących sobie radzić z niespokojnym tłumem. Nic też dziwnego, że właśnie w Atenach sztuka
wymowy osiągnęła wyżyny. Wybierając pomiędzy różnymi propozycjami,
zgromadzeni dawali wyraz swojemu stanowisku poprzez głosowanie. W odróżnieniu od członków współczesnych parlamentów Ateńczycy na eklezji
decydowali dosłownie o sobie. Opowiadając się za wyprawą wojenną,
Ateńczyk wiedział, że on lub jego bliscy wezmą w niej udział, co na ogół
zachęcało do kierowania się rozsądkiem, a nie emocjami lub prywatą.
Zgromadzenie nie było hałaśliwym wiecem, ale działającym wedle z góry
ustalonej procedury organem władzy. Nad stroną techniczną posiedzenia,
przygotowując je, a następnie uczestnicząc w realizacji części
postanowień, czuwała Rada Pięciuset. W jej skład wchodziło 50
przedstawicieli każdego z dziesięciu okręgów terytorialnych (tzw. fyl),
na jakie u schyłku VI wieku podzielono Attykę. Ze względów praktycznych
właśnie owe 50-osobowe komisje Rady (tzw. prytanie) wykonywały w jej
imieniu większość czynności. Co miesiąc starą grupę prytanów zastępowała
nowa. Codziennie losowano jej przewodniczącego, który przez 24 godziny
był kimś w rodzaju "głowy państwa". Jeśli na dany dzień wypadło
posiedzenie Zgromadzenia, pełnił również funkcję przewodniczącego. W jego ręku znajdowała się pieczęć państwowa i klucze od skarbca.
Jakkolwiek 365 razy w roku "głową państwa" był inny wylosowany Ateńczyk,
ani razu nie słyszymy o nadużyciach popełnianych podczas sprawowania
tego urzędu. We dnie i w nocy prytanowie czuwali w budynku o nazwie
Tolos, a każdy obywatel mógł zwrócić się do nich z żądaniem zwołania
nadzwyczajnego posiedzenia eklezji lub podjęcia innych działań, których
wymagał interes państwa. W pełnym składzie Rada Pięciuset zbierała się
dla omówienia programu posiedzenia eklezji lub przyjmując zagranicznych
posłów.
Mimo swej liczebności, Rada nie była właściwie niczym więcej niż bardzo
rozbudowanym kolegium urzędniczym i jako taka nie mogła wyręczać ludu w rządzeniu. Swoją władzę sprawował on poprzez udział w eklezji oraz w sądach.
Ze względu na swój charakter i znaczenie sąd ateński (heliaia) w niewielkim tylko stopniu przypomina sądy współczesne, mimo że jak one
zajmował się głównie rozstrzyganiem sporów. Spośród obywateli, którzy
zgłosili swoje kandydatury, co roku losowano 6000 sędziów, z tej zaś
grupy taką ich liczbę, jaka była w danym dniu potrzebna. Zwykłe procesy
odbywały się przed składami liczącymi 200-400 (sprawy prywatne) lub 500
(sprawy publiczne) sędziów. Niejednokrotnie w wypadku ważnych spraw
publicznych procesy toczyły się w obecności 1000, 1500, a nawet więcej
sędziów.
Sędziowie nie byli ekspertami w dziedzinie prawa. Cała ich wiedza
prawnicza brała się ze słuchania mów oskarżycieli i obrońców. Nie
zadawali pytań, lecz bezpośrednio po wysłuchaniu mów przystępowali do
głosowania. Dodajmy, że w Atenach nie było urzędu oskarżyciela
publicznego, obowiązek zgłaszania skarg w sytuacjach, w których szkodę
ponosiła wspólnota obywatelska, spadał na obywateli.
Ateńczykom i ich sądom wypominano niejednokrotnie stronniczość,
wyrokowanie na niekorzyść bogatych, wrogów demokracji, niesprawiedliwe
wyroki w procesach dowódców wojskowych. Nie ulega wątpliwości, że
przegrana kampania wojenna prawie zawsze kończyła się wytoczeniem
strategowi procesu o zdradę lub korupcję, a sędziowie w takich razach
ferowali na ogół surowe wyroki, skazując obwinionych na wysokie grzywny,
wygnanie, a nawet śmierć. Na "ławie oskarżonych" zasiadali często
politycy, płacąc za rzekomo lub naprawdę błędne wnioski. Na ogół nie
umiemy powiedzieć, kiedy winni byli politycy, a kiedy sędziowie
okazywali zbyt daleko posuniętą podejrzliwość. Z pewnością natomiast nie
powinniśmy zbyt pochopnie oceniać ateńskiego sądownictwa10.
Liczba ujawnianych przestępstw oraz związanych z tym procesów świadczy
nie tylko o zepsuciu, ale także o zdolności państwa do walki z nim.
Demokracja ateńska nie mogła się obyć bez urzędników, przygotowujących
obrady oraz realizujących postanowienia eklezji i sądów, a także
czuwających nad sprawnym funkcjonowaniem polis na co dzień. Urzędy
piastowano przez rok, zawsze kolegialnie, bez możliwości powtarzania, a urzędników wyłaniano poprzez losowanie spośród obywateli powyżej
trzydziestego roku życia. Swoją magistraturę traktowali Ateńczycy ze
sporą nieufnością. Zdawali się wychodzić z założenia, że nie należy
mnożyć pokus stojących przed tymi, którzy uzyskali jakąś władzę, lecz
tak określić warunki jej wykonywania, aby jak najszybciej wykryć
przestępstwo i usunąć, a następnie ukarać jego sprawcę. Ateńczycy gotowi
byli losować urzędników, ale nie mieli najmniejszej ochoty rezygnować z kontroli nad nimi, ryzykując utratę władzy w ogóle. Administrację
ateńską tworzyli amatorzy, którzy podlegali ciągłej rotacji, co
zmniejszało niebezpieczeństwo zasiedzenia się na urzędzie, a także
poprzez łączenie urzędników w zwykle 10-osobowe kolegia kładło tamę
ambicjom jednostek. Urzędnika, a nawet całe kolegium, można było w dowolnym momencie odwołać, jeśli zawiedli zaufanie społeczeństwa.
Co miesiąc zadawano zebranym na eklezji obywatelom pytanie, czy
urzędnicy właściwie wykonują swoje obowiązki. Obywatel mógł wówczas
zgłosić zastrzeżenia zarówno co do konkretnych urzędników, jak i całych
kolegiów. W głosowaniu obywatele wyrażali swój stosunek do zgłoszonego
wniosku, a głosując za nim przesądzali o odwołaniu urzędnika i skierowaniu jego sprawy do sądu. Urzędnik, który kończył swoją kadencję,
zdawał sprawozdanie przed specjalną komisją, a następnie przed 500
sędziami. Również wówczas Ateńczyk mógł złożyć skargę przeciwko
urzędnikowi. Szczególną wagę przykładano do sprawdzania uczciwości
urzędników. W razie ujawnienia przypadków łapownictwa lub malwersacji
kazano winnemu zapłacić grzywnę 10-krotnie wyższą od osiągniętego przez
niego zysku. Z drugiej strony urzędnik, który naraził państwo na straty
finansowe, np. wskutek niedbalstwa, musiał wyrównać poniesiony przez
wspólnotę uszczerbek. Nie dopuszczano natomiast możliwości, aby skutki
złego zarządzania funduszami publicznymi mieli ponosić obywatele, a nie
winni urzędnicy.
Większość urzędów obsadzano drogą losowania, ale dla pewnych funkcji
uczyniono wyjątek, wyłaniając kandydatów poprzez wybór. Odnosi się to
przede wszystkim do funkcji wojskowych wymagających zdolności, których
nie mógł mieć przeciętny obywatel. Dziesięciu strategów nie tylko
wybierano, ale również zrezygnowano w ich wypadku z zakazu reelekcji.
Strategowie zawiadywali niezwykle ważną dziedziną działalności polis, a poza tym obierała ich społeczność, wyrażając w ten sposób zaufanie, z czego wynikała szczególna ranga urzędu. Znacznym prestiżem cieszył się w Atenach również urząd archonta. Archontowie jeszcze w VI wieku kierowali
państwem, ale w V w. pozbawieni zostali poważniejszych uprawnień. Od
imienia jednego z nich, archonta-eponyma, nazywano rok, mówiąc, że coś
wydarzyło się za takiego to a takiego archonta11.
Z wyjątkiem strategów i niektórych innych urzędników ateńska
magistratura odgrywała rolę służebną wobec instytucji, poprzez które lud
sprawował władzę. Nie bardzo jednak umiemy sobie wyobrazić, jak
wielotysięczne Zgromadzenie mogłoby skutecznie funkcjonować, obywając
się bez ośrodka kierowniczego. Tworzyli go politycy-obywatele, którzy
częściej niż inni zabierali głos, służąc wspólnocie radą w sprawach
państwowych. Z reguły byli dobrymi mówcami, okazjonalnie sprawowali
różne urzędy, zwłaszcza stratega, ale ich pozycja zależała przede
wszystkim od stosunku ludu do ich własnych propozycji oraz ich opinii na
temat wniosków zgłaszanych przez innych. Wywodzili się przeważnie ze
środowiska arystokratycznego. Byli wśród nich zarówno zwolennicy
oligarchii, jak i demokracji. Choć jednak mówimy niekiedy o ugrupowaniach lub stronnictwach demokratycznych i arystokratycznych w Atenach, nie stali oni na czele żadnych partii. W Atenach istniały
wprawdzie niewielkie grupy skupiające się wokół wybitnych polityków,
nigdy jednak nie doszło do powstania partii politycznych w nowożytnym
tego słowa znaczeniu. Nie dysponując żadnymi strukturami organizacyjnymi
mogącymi ułatwić wywieranie wpływu na społeczeństwo, politycy musieli
umieć trafić do obywateli na Pnyksie, przekonać ich do siebie i swojego
programu. W demokracji ateńskiej nie było miejsca na bezbarwne postacie,
które chroniła siła stojących za nimi partii. Polityk musiał być
przekonywający i skuteczny. Gdy tracił zaufanie społeczeństwa, na ogół
jego przeszłe zasługi nie bardzo mu pomagały. O tym, kim jest dziś,
decydowała jego dzisiejsza popularność, którą wczorajsze zasługi mogły
zwiększać, ale nie służyły za usprawiedliwienie popełnionych błędów.
Ważne zmiany w obrębie ateńskiej elity politycznej zaszły w okresie
wojny peloponeskiej. Nowi politycy, wywodzący się z warstw
rzemieślniczych i kupieckich, zastąpili arystokratów. Przestali oni
zabiegać o urząd stratega i całkowicie poświęcili się działalności na
Zgromadzeniu. Kreując się na zwolenników ludu, zaciekle zwalczali tych,
których demokratyzm można było poddać w wątpliwość. Owi nowi politycy,
zwani demagogami12, znaleźli się niejako poza strukturami
państwa; korzystali przecież jedynie ze swoich praw obywatelskich, nie
piastowali urzędów, a przez to nie podlegali ogólnemu systemowi
kontroli. Zwielokrotniło to problemy związane z kwestią
odpowiedzialności politycznej. Ateńczycy nigdy nie uporali się z nią do
końca, ale starali się zabezpieczyć przed tymi, którzy stwarzali
zagrożenie dla interesu polis. Służył temu w V wieku ostracyzm -
procedura mylnie nazywana sądem skorupkowym, która umożliwiała usunięcie
z kraju na lat dziesięć polityka wskazanego przez 6000 obywateli. Po raz
pierwszy zastosowano ostracyzm w 488 roku, po raz ostatni około 417
roku, gdy zmowa polityków doprowadziła do skompromitowania procedury.
Zagrożeni ostracyzmem Alkibiades i Nikiasz (lub Fajakos) połączyli
wówczas swoje siły i poprzez umiejętną kampanię propagandową
doprowadzili do wygnania Hyperbolosa (Plut. Alcib. 13; Nic. 11).
Ateny V i IV wieku w stopniu większym aniżeli jakiekolwiek inne znane
nam z historii państwa były społeczeństwem obywatelskim. Prawidłowe
funkcjonowanie demokracji zależało od istnienia takiej właśnie
społeczności, połączonej więzami wspólnych interesów, dość mimo
wszelakich różnic jednorodnej ekonomicznie, w której istniała zgoda co
do spraw zasadniczych. Na przekór tym, którzy wierzą w jej
zadekretowanie przez Klejstenesa w końcu VI wieku, demokracja rodziła
się w Atenach wraz z kształtowaniem się społeczeństwa demokratycznego. O ile bowiem możemy bez trudu wskazać pewne wydarzenia posuwające naprzód
dzieło budowy demokracji w Atenach, o tyle trudno byłoby nam określić
dokładny moment jej powstania. Narodziny demokracji były rozłożone w czasie, początek procesu łączy się niewątpliwie z reformami Klejstenesa,
jego szczyt, ale nie kres, bo demokracja będzie się dalej rozwijać i zmieniać, przypada na czasy umownie określane mianem epoki Peryklesa. Do
najbardziej zadziwiających cech demokracji ateńskiej zaliczyć musimy jej
skuteczność. Swej przewagi dowiodła w okresie wojny peloponeskiej,
stając wielokrotnie przed szansą zwycięstwa, ostatecznie przegrywając
nie w wyniku słabości wojskowej lub ekonomicznej, lecz wskutek
rujnujących konfliktów wewnętrznych, które otwierały drogę dla rozgrywek
ambicjonalnych polityków, przedkładających interes osobisty ponad
interes polis.
Ateńczycy byli niezwykle dumni ze swego ustroju. W przemówieniu, które
miał wygłosić Perykles na początku wojny, znajdujemy zapewne poglądy
bliskie większości jego rodaków:
"Nasz ustrój polityczny nie jest naśladownictwem obcych praw, a my sami
raczej jesteśmy wzorcem dla innych, niż inni dla nas. Nazywa się ten
ustrój demokracją, ponieważ opiera się na większości obywateli, a nie na
mniejszości. W sporach prywatnych każdy obywatel jest równy w obliczu
prawa; jeśli zaś chodzi o znaczenie, to jednostkę ceni się nie ze
względu na jej przynależność do pewnej grupy, lecz ze względu na talent
osobisty, jakim się wyróżnia: nikomu też, kto jest zdolny służyć
ojczyźnie, ubóstwo albo nieznane pochodzenie nie przeszkadza w osiągnięciu zaszczytów. W naszym życiu państwowym kierujemy się zasadą
wolności".
W Atenach obywatelowi wolno było myśleć, co chciał, a mówić, co myślał.
Z tej wolności korzystali również cudzoziemcy. Inaczej niż Sparta, która
z nieufnością odnosiła się do obcych, posuwając się niekiedy do ich
wypędzania (ksenelasia), Ateny tolerowały obecność ludzi o różnych
przekonaniach. Wedle znanej anegdoty i w Atenach, i w Sparcie można było
krytykować Ateny, ale Spartę już tylko w Atenach. Atmosfera
intelektualna ściągała do Aten filozofów, poetów i mówców. Wedle
sławnego określenia Peryklesa Ateny stały się "szkołą wychowania
Hellady". Zakrojone na dużą skalę inwestycje budowlane sprawiały, że do
Aten przybywali również rzemieślnicy, artyści, malarze. Zachowane do
dziś pozostałości budowli wzniesionych za czasów Peryklesa na Akropolu
są świadectwem potęgi i umiłowania piękna charakteryzującego Ateny
tamtej epoki. Z punktu widzenia rozwoju kultury Sparta V wieku nie dała
światu właściwie nic, Ateny prawie wszystko.
Ówcześni krytycy Aten dowodzili, że ich bogactwo opierało się na
krzywdzie innych. Wolność, którą szczycili się Ateńczycy, rzeczywiście
nie przekraczała granic ich państwa. Na zewnątrz prowadzili politykę
imperialistyczną. Od 478 roku tworzyli swoją własną symmachię, zwaną
niekiedy Związkiem Morskim, a w starożytności znaną pod nazwą "Ateńczycy
i ich sprzymierzeńcy". Członkowie symmachii, do której należały
początkowo głównie miasta jońskie, a potem większość państw ze strefy
Morza Egejskiego, zawierali sojusze z Atenami, przy czym obydwie strony
zobowiązywały się mieć "tych samych przyjaciół i wrogów", co wskazuje na
zaczepno-odporny charakter sojuszu. Władze symmachii tworzyło z jednej
strony zgromadzenie sprzymierzonych (synodos), w którym każde państwo
rozporządzało jednym głosem, oraz Ateńczycy, którzy jako hegemon
sprawowali naczelne dowództwo nad flotą i określali wysokość daniny
(foros) oraz liczbę okrętów dostarczanych przez poszczególne miasta. Od
czasu przeniesienia skarbca związkowego z Delos do Aten w 454 roku
zupełnie otwarcie zaczęto traktować miasta sprzymierzone jak zależne,
ograniczając ich autonomię, tłumiąc przejawy niezależności, poddając je
eksploatacji finansowej. Upowszechniony przez zwolenników Sparty
wizerunek Aten jako państwa tyrana nie jest jednak do końca słuszny.
Rządy ateńskie nie były zapewne tak powszechnie znienawidzone, jak za
autorami starożytnymi sugeruje część historyków nowożytnych. Tracili na
nich z pewnością oligarchowie, ale lud odnosił się do Aten, które
popierały w miastach sprzymierzonych demokracje, z sympatią13.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki