Asztarte - Meryem Cepoulonis

Kup ebooka

40.38 zł
33.52 zł (34,32 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

6

Kilka dni później odbyła się uroczystość ślubna. W obecności Amenhotepa III i jego małżonki Teje podpisaliśmy kontrakt ślubny. Tym razem miałam na sobie tradycyjne szaty egipskiej księżniczki, a książę założył podwójną koronę. Tamtego dnia jak każdy władca umalował oczy. Z powodu gorąca, miał problemy z oddychaniem. W kontrakcie zawarto, że od tego momentu będę się nazywała Kiya i zostanę Wielką Małżonką Królewską księcia współregenta Naphurii zwanego również Amenhotepem IV. Zgodnie z obietnicą zawarto w nim także jeszcze coś, gdybym z jakiegoś powodu chciała rozwiązać małżeństwo, mogłam to zrobić. Odeszłabym wtedy do Tyru z równowartością otrzymanego w Egipcie majątku pod warunkiem, że w kraju zostaną moje dzieci. Państwo Egipskie zapewniało mi podróż powrotną oraz ogromną sumę pieniędzy jako odszkodowanie. Mogłam, też swobodnie kontaktować się z Tyrem. Był to precedens. Królowa Teje, na koniec podarowała mi złoty diadem z kobrą egipską w koronie. Pamiętam co szepnęła mi do ucha: "Zawsze będę po twojej stronie, cokolwiek się stanie, pamiętaj o tym". Kolejna osoba zapewniała mnie o swojej lojalności. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak bardzo groźne miały być te słowa. Niebawem miała pojawić się w moim życiu osoba, która miała zatruć moje szczęście i sprowadzić na mnie klątwę. Na razie miały być w moim życiu krótkie chwile szczęścia wraz z moim Amenhotepem IV; koregentem i następcą tronu.

- A jednak była w jego życiu inna kobieta? - zapytał twierdząco Commodus.

- Dziś sądzę, że cały czas była. Oszukał mnie, dlatego zaproponował mi odejście i odwlekał ślub. Wszyscy z pewnością o tym wiedzieli. Jednak ja nie mogłam odejść, albowiem byłby to świetny pretekst by zaatakować Tyr.

- Mówią, że była czarująca i piękna. Wiesz co ci powiem. Jeśli to prawda co mówisz, to twój mąż był durniem. Nikt i nic nie może się równać twym urokom pani.

- Serce nie sługa- odpowiedziała z przekąsem Asztarte, słysząc to Commodus roześmiał się.

- Pani wybacz, ale my władcy doskonale wiemy, że serce można zmusić do posłuszeństwa - Commodus wstał i podał jej rękę.-Pozwól mi odprowadzić cię do komnat- kobieta uśmiechnęła się kątem warg. Gdy przemierzali pałac gladiatorka zauważyła, że w cieniu kolumn bacznie obserwuje ich zasłonięta chustą kobieta. Asztarte domyśliła się, że to Brutia Crispina.

- Nie sądziłam panie, że twoja żona przebywa w pałacu- zapytała mężczyznę.

- Być może. Nie interesuje mnie to, ta kobieta może jest i piękna, ale pusta. Nie potrafi dać mi dziedzica.

- Sama tego nie zrobi, panie. Możecie popełnić ogromny błąd odtrącając tą kobietę. Tworzycie harem i to harem bez żadnych reguł, wcześniej czy później zawiążą się spiski.

- Co o tym wiesz? - zapytał zaciekawiony.

- Na razie jedynie mogę się domyślać. Za dużo przez te setki lat widziałam, by nie wiedzieć do czego może to prowadzić.

- Chcę cię jutro przedstawić mej rodzinie, abyś mogła ich lepiej poznać.

- Jak sobie życzysz panie. Z przyjemnością wejdę w to gniazdo os- w tym momencie po drugiej stronie korytarza ukazała się tajemnicza kobieta, która zmierzała do nich pewnym krokiem.

- Kim jest ta kobieta?! - zapytała nerwowo tajemnicza postać.- Nie dość że spędzasz całe dnie na arenie, to jeszcze sprowadzasz tutaj te swoje dziwki! - wykrzyknęła, a w jej oczach było widać gniew połączony z rezygnacją.

- Nie waż się tak do niej mówić! - wykrzyknął ze złością Commodus i podniósł rękę by uderzyć kobietę.Asztarte powstrzymała go w ostatniej chwili.

- Panie, to nie jest sposób. Stajecie się kimś takim jak on, a tego najbardziej się boicie- powiedziała spokojnym tonem patrząc mu w oczy.- Niech wspomnienia nie przysłonią ci zdrowego rozsądku. Sam powiedziałeś cezarze, że my władcy musimy się kierować przede wszystkim rozumem.

- Nigdy tak nie robił. To twoja wina! - wykrzyknęła kobieta.

- Nie pani, wyłącznie wasza. Sprowokowałyście męża poruszając drażliwy temat. Zapewne wiecie co mam na myśli? - Asztarte spojrzała na Bruttię z pogardą.-Radzę uważać pani na słowa.Jesteście jedynie żoną władcy, ja zaś choć nie wyglądam, to jestem władcą. Przybyłam z daleka na spotkanie z twym mężem i chcę zacisnąć stosunki dyplomatyczne z waszym państwem, również od twego zachowania zależy ma decyzja, a wasze sprawy rodzinne nie interesują mnie. Widzę przyszłość pani. Długo tu nie zostaniecie jeśli dalej tak będziecie postępować. Ciężkie czasy czekają cię pani. Wycofajcie się póki czas. Ten pałac jest pełny szczurów, a nie rasowych lwów. Czas to zmienić - Bruttia spojrzała się na kobietę z przerażeniem.Przyglądała się jej twarzy zastanawiając czy jest ślepa.

- Uprzedzę twe pytanie, pani. Widzę na to oko, choć jest białe. Niektórzy twierdzą, że blizna dodaje mi urody. Jednak do pewnych rzeczy oczy nie są potrzebne, by widzieć co się dzieje. Pomaga mi to w byciu władcą w męskim świecie, ale cóż może o władzy wiedzieć prawdziwa rzymska matrona, chyba, że jesteście pani niczym Livia Drusilla i usuniecie każdą przeszkodę na swej drodze- Bruttia zamarła. Stała niczym posąg i nie wiedziała co powiedzieć. Spojrzała z obrzydzeniem na swojego męża, po czym odwróciła się i udała do swoich komnat.

- To moją żonę już znasz, a miałem ci ją przedstawić jutro wraz z resztą mojej rodziny. Została jeszcze moja droga siostra Lucilla.

- Chcecie wiedzieć kto jest waszym wrogiem, panie. Własna żona jest jednym z nich- powiedziała spokojnie Asztarte.

- Niemożliwe Crispina nie byłaby do tego zdolna- powiedział Commodus, otwierając Asztarte drzwi do jej komnat.

- Ależ jest do tego zdolna, a co gorsza sami stworzyliście tego wroga.

- Nie wybierałem jej. Kochałem kogoś innego. Wiem co chcesz mi powiedzieć i masz racje. Nienawidzę jej, bo wybrał ją mój ojciec- kobieta przytaknęła skinieniem głowy. - Do zobaczenia jutro królowo. Wyśpij się, czeka nas długi wieczór. Poznasz mą rodzinę, a potem pragnę byś kontynuowała swoją opowieść.

- Dobrze panie. Miejcie zawsze pod poduszką sztylet- powiedziała Asztarte uśmiechając się. Zaczynała lubić tego bardzo nieszczęśliwego człowieka, choć wiedziała, że jego koniec jest już zapisany.

- W gnieździe os, zawsze go mam- odpowiedział mężczyzna, po czym oboje udali się do swoich apartamentów.

8

- Przeprowadzono testy ciążowe, Wielka Małżonko- Memose oznajmił odpoczywającej w otoczeniu dwórek Teje.- Wszystko wskazuje na to, że Amenhotep zostanie ojcem. Twój plan zadziałał.

- Dzięki bogom- kobieta złożyła ręce w dziękczynnym geście.

- Nigdy nie myślałam, że tego doczekam. To najlepsza informacja jaką mogłam otrzymać. Zwłaszcza teraz, gdy mój małżonek jest jedną nogą w grobie i przygruchał sobie nową żonę rodem z Mitanni.

- Pani, podobnie jak wszystkimi kochankami i nią się znudzi- odpowiedział Memose, a królowa Teje wskazała mu miejsce by usiadł.

- To samo mówiłeś Memose, kiedy zmusił własną córkę by poślubiła jego. Ten człowiek na starość stał się niebezpieczny. Powinien zniknąć, gdyby nie to, że jest naszym królem. Wszystko wskazuje na to, że sam niedługo dokończy żywota, a mimo to dalej tu jest. Mógłby umrzeć chociażby z otyłości. Dawno zakończyłabym jego żywot, ale czasy się zmieniają. Kapłani rosną w siłę. Ta nowa kobieta mi się nie podoba jest z Mitanni. Gdziekolwiek pojawia się ten lud wszczyna wojny. Jedynie brużdżą przeciw wszystkim i o wszystko mają pretensje. Przekaż wiadomość synowi iż zostanie ojcem.

Droga matko i bracie, niebawem, mój pan regent Egiptu Amenhotep IV otrzyma największy dar jaki mógł otrzymać z Tyru. Wszystko zdaje się potwierdzać, że po wielu długich miesiącach przebywania tutaj jestem w ciąży. Zgodnie z twoją wolą matko, modlę się codziennie do bogów... także do Boga twojego plemienia, aby był to syn. Tylko syn może uczynić nasze stosunki dyplomatyczne jeszcze lepszymi i zapobiec w przyszłości kolejnym najazdom na Tyr. Tylko syn może zapewnić mi pozycję w tym miejscu intryg i spisków. Miałaś rację matko, harem to miejsce, gdzie każdy dzień to walka o przetrwanie. Jestem jedynie żoną regenta, ale obserwuję do czego zdolne są kobiety by zwrócić uwagę jego ojca. Mój mąż jest szczęśliwy. Jego Majestat ostatnio ożenił się z nową kobietą z Mitanni, nie podoba mi się ta kobieta, zaczynam się jej obawiać. Jest bardzo piękna, inteligentna i skrywa jakąś tajemnicę. Królowa Teje jest również bardzo zaniepokojona przybyciem tej kobiety.

- Kobieta z Mitanni? To ona... jego pierwsza miłość. Jego ojciec wiedział o tym? - Commodus zapytał zaciekawiony.Asztarte wydawało się, że cezar na chwilę otrzeźwiał, jednak tak nie było.

- Z pewnością o tym wiedział. Chciał go ukarać, ale nie wiem za co. Wtedy jeszcze nie dopuszczano mnie do polityki.

- Co sądzisz o mojej rodzinie królowo? - zapytał zamroczony Commodus, który nie miał już siły siedzieć i położył się na łożu.

- Panie, powiem ci to jutro, dziś i tak wasza głowa tego pojmie- odpowiedziała spokojnie Asztarte.

- Ty też czegoś ode mnie chcesz? Wszyscy czegoś chcą? - wybuchnął gniewnie mężczyzna i chwycił ją za rękę.

- Obiecałeś mi coś, czyżbyś zapomniał? Tak chcę tego, ale teraz jesteście pijani, panie. Czyż nie mówiłam wam czegoś o pijaństwie? Wszyscy tylko nie ty- Asztarte powiedziała to bardzo stanowczym tonem. Commodusowi wydawało się, że zobaczył w jej oczach płomień. Kobieta wyrwała swoją dłoń z jego uścisku.

- Tą księgą mogę nie tylko cię uwolnić, mogę też uczynić ich posłusznymi mym rozkazom.

- Ta księga nigdy nie powinna znaleźć się w niczyich rękach. Nie macie pojęcia do czego może doprowadzić zawezwanie ich. To nie urocze figurki z waszych świątyń, a potężne istoty- powiedziała ze złością, po czym wstała.

- Co w tym czasie działo się w Tyrze?

- Jutro ci opowiem panie- zauważyła, że mężczyzna zasypia. Wykorzystała to i zaczęła przeglądać księgę. Kilka godzin później wróciła do swoich komnat.

9

- Zostaw to! Pokaleczysz się - Hazdrubal, wykrzyknął do zbierającej potłuczoną wazę młodej dziewczyny. Dziewczyna była bardzo ładna. Miała oliwkową karnację i kruczoczarne kręcone włosy, związane delikatnie przepaską. Szlachetne rysy twarzy świadczyły o tym, że nie pochodziła z byle jakiego rodu, a powagi dodawał prosty orli nos. Jej kolor skóry podkreślała jasna szata ze srebrnym obszyciem.

- Nic mi nie będzie, panie- odpowiedziała spokojnie nie przestając sprzątać. Hazdrubal podszedł do niej i chwycił ją za dłoń.

- Widzisz, już rozcięłaś swój nadgarstek- mężczyzna delikatnie przetarł swoim palcem ranę.

- Masz na imię Sheba? Widziałem cię już jakiś czas temu w naszym pałacu. Jestem Hazdrubal.

- Wiem kim jesteś, panie... Hazdrubal, książę Tyru, syn Salambo i wielkiego Hamilkara.

- Jak tutaj trafiłaś?

- Z Nabatei, panie- odpowiedziała dziewczyna.

- Oczywiście, czyli przybyłaś tutaj jako zakładnik mojego ojca. Wybacz w tym czasie byłem daleko stąd w Achai- kobieta porozumiewawczo kiwnęła głową.

- Przybyłam tutaj jako ofiara dyplomacji mojego i twojego ojca, aby...

- Aby zakończyć spór pomiędzy naszymi krajami, a także by wyszkolono cię na przyszłą panią Tyru, gdyby w przyszłości zaszła potrzeba zaciśnięcia naszych stosunków dyplomatycznych poprzez nasze małżeństwo - Hazdrubal dokończył za nią.

- Nie inaczej panie. Czy ta waza... czy ona?

- Nie martw się nie była zbyt cenna- uśmiechnął się dobrotliwie do dziewczyny.

Spoglądali na siebie kilka chwil. Wydawali się sobą oczarowani.Nie wiedzieli, że całą scenę obserwuje Salambo, która w końcu zdecydowała się wejść do komnaty.

- Witaj matko. Widzę, że mamy gościa- Hazdrubal wstał i skinął głową na przywitanie.

- Zgadza się. To nietypowy kolejny dar oczywiście od twego ojca Hamilkara. Znów postanowił unieszczęśliwić czyjąś duszę. On wie jak unieszczęśliwiać innych.

- Postarajmy się w takim razie aby czas, który spędzi u nas nie był dla niej bolesnym wspomnieniem.

- A ty oczywiście z przyjemnością to zrobisz? - Salambo roześmiała się. - Przybyła z niedaleka, ale jakby z innego świata. Całkowicie tu nie pasuje- ton królowej spoważniał.- Zostawię was samych i pójdę poszukać mego drogiego męża, pewnie zabawia się z jakąś tanią ladacznicą, która powinna co najwyżej zbierać wielbłądzie odchody, a nie zasiadać w pałacu.

Hazdrubal uśmiechnął się i mrugnął okiem do dziewczyny, po czym podszedł do niej i wyszeptał. -Nie martw się, nie zmuszę cię do niczego, wystarczy, że moja siostra jest gdzieś daleko na pustyni. Jak cię zowią pani?

- Sheba, panie, ale mam też inne imię Shaqilath.

- Brzmi pięknie cokolwiek znaczy.

Tak oto Hazdrubal stawał się mężczyzną, a ja kobietą. Nawet nie wiadomo kiedy staliśmy się dorosłymi ludźmi. Hazdrubal musiał czekać jeszcze wiele lat nim zasiadł na tronie, ale Shaqilath szybko udowodniła, że może być godnym następcą Salambo. Bardzo ją kochał. Mój ojciec oddawał się dość kiepskiej rozpuście. Kobiety, które sprowadzał nie nadawały się do niczego więcej niż do tych kilku minut podczas, których ich brzuchy wypełniały się darem od ojca. Nie stać go było nawet na to by sprowadzić prawdziwą porządną nałożnicę. Handel dalej nie szedł, Hamilkar nie miał do tego głowy. Staczał się. Dziś sądzę, że to wychodziło mu najlepiej. Moja matka dopełniła obietnicy, nigdy już nie legła w łożu z mym ojcem, a w polityce coraz bardziej popierała swój lud.

11

Minęło kilka dni za nim książę się obudził. Nastąpiło to chyba dopiero piątego dnia i to na krótką chwilę, potem mój małżonek znów zapadł w głęboki sen. Po trzech dniach mój mąż nie miał już temperatury i przestał majaczyć. Yousef codziennie przychodził tak jak obiecał. Zaprzyjaźniliśmy się, albowiem wiele nas łączyło. Mimo iż nasze ludy były często skłócone, to ta ziemia łączyła nas. Od prawieków byliśmy na niej. Nazywaliśmy ich nowym plemieniem pasterzy, ale tak naprawdę przybyli tam krótko po nas. Tworzyliśmy ten skrawek ziemi, a on tworzył nas. Kanaan był dobrem wspólnym, choć tak często o tym zapominaliśmy. Yousef opowiadał mi historię swojego narodu, o tym dlaczego poszukiwali ziemi i musieli się przemieszczać. Ja opowiadałam mu o wyprawach Fenicjan i dalekich krajach. Kobiety w haremie natomiast dziwiło to, że jestem cały czas ze swoim mężem. Cały czas odwiedzała nas Jej Wysokość. Gdy nie przebywała w komnatach u syna, składała ofiary bogom, by wyprosić jego szybki powrót do zdrowia. Z dnia na dzień coraz bardziej przywiązywałam się do tego człowieka o długich palcach i kościstej twarzy. Odkryłam, że nie mogłabym bez niego żyć... wtedy tak mi się wydawało... a jednak pewnego dnia musiałam się nauczyć żyć bez niego. Mój mąż wrócił do zdrowia. Tamtego dnia obudził się leżąc w moich ramionach, jakby nie wiedząc co się wydarzyło. Opowiedziałam mu całą historię. Tamtego pamiętnego dnia po raz pierwszy spotkał Yousefa. Człowieka, dzięki któremu zapamiętano na wieki "Dobrego Faraona". Któż by przypuszczał, że dzięki Świętej Księdze pewnego pasterskiego ludu i jednemu wpisowi mój mąż nie zostanie nigdy zapomniany. Wszyscy inni starali się wymazać go na wieki.

*

Commodus patrzył przez chwilę na kobietę z zaciekawieniem. Powoli odkrywał, że przestaje kontrolować ich wspólną grę, a robi to kobieta. Mężczyzna wstał z wygodnego triclinium i nalał sobie wina.

- Życie z Teje musiało nie należeć do najłatwiejszych - stwierdził nieśmiało. Asztarte po raz drugi zobaczyła w jego oczach lęk. Ten sam lęk widziała, gdy błagał ją by została.

- Przyznaję panie, że nie było. Teje była niczym Jokasta. Dopiero gdy nastała tamta kobieta, zaczęła patrzeć na mnie przychylniej i połączyłyśmy wtedy siły. Gdy Amenhotep odesłał Teje, odeszli też jej stronnicy, a to powoli prowadziło do upadku królestwa. Wybacz panie, że zapytam... skąd ta blizna na ustach, którą zasłaniacie zarostem? - zapytała kobieta poprawiając się na swoim siedzisku.

- Moja matka również była tyranem, ale też rozpustnicą. Choć o ojcu mogę powiedzieć to samo. Bliznę mam odkąd pamiętam, prawdopodobnie to jeden z moich wielu wrodzonych defektów. Cezar powinien być idealny nieprawdaż Asztarte, w końcu jest bogiem, a jednak nie czuję się bogiem. Natomiast ty prawie nim się stałaś- odpowiedział mężczyzna popijając wino i bacznie się jej przyglądając. Sądził, że pokaże mu jakieś moce, o których krążyły legendy jednak nic takiego się nie wydarzyło.

- Nie chciałbyś być na moim miejscu, zaprawdę nie ma nic gorszego, niż nie móc odejść z tego świata, ale śmiertelnik tego nie pojmie - powiedziała kobieta z nostalgią.

- Naprawdę widzicie przyszłość?

- Jeśli rozumienie prostych zachowań i wiedzę o tym następstwie czynu można tak nazwać to tak. Długo już jestem na tym świecie, miałam czas by opanować tą sztukę. Umiem rozpoznawać ludzkie intencje, choćby patrząc na wyraz czyiś oczu. Wiem też, że dzieje nasze kołem się toczą, a bogini Fortuna jest zmienna. Wszystko co czynimy wywołuje reakcje i jest ona zawsze zgodna z czynem, choć może nastąpić dopiero po wielu latach.

- Obiecałaś mi, że powiesz mi co sądzisz o mojej rodzinie? Kogo mam się bać, a z kim zawrzeć sojusz? Co odkryłaś królowo?

- Nie wszystko co powiem ci się spodoba panie- Aszarte wzdychnęła. Zastanawiała się jak powiedzieć mu prawdę, by go nie obrazić.

- Nie jesteś mą poddaną bym skazywał cię za to na śmierć. Mam dość życia w kłamstwie, chcę poznać prawdę, nawet jeśli jest bolesna. Tylko ty nie musisz przede mną udawać.

- Cóż panie to będzie długa historia- mężczyzna wrócił na triclinium i rozsiadł się wygodnie.

- Mamy całą noc- wskazał ręką w geście aprobaty.- Nigdzie nie jest napisane, że w dzień nie można spać.

- Chcecie wiedzieć kto jest waszym wrogiem panie? Własna żona jest jednym z nich- powiedziała spokojnie Asztarte.

- Bruttia jest piękna i inteligentna, owszem nie układa nam się ostatnio, ale nie miesza się do polityki.

- Uwierzcie mi panie, wasza żona miesza się i gardzi wami, nie ukrywa tego, inaczej by tak nie zareagowała na mój widok. Z pewnością nie działa sama. Z przyjemnością was zgładzi, gdy będzie miała ku temu okazję. Sami powiedzieliście, że jest piękna i inteligentna. Dzięki temu każda kobieta jest w stanie znaleźć sojuszników, a wy nie traktujecie jej dobrze- mężczyzna spojrzał na nią ze złością, jednak nie mógł zaprzeczyć.-Poza tym pomiędzy nią, a waszą siostrą istnieją dziwne stosunki. Być może wynikają z tego, że Lucillę traktujecie niczym własną żonę. Choć tak naprawdę nie wiadomo jak ją traktować, była żoną Verusa?

- Co masz namyśli? -zapytał zaciekawiony.

- Tego jeszcze całkowicie nie jestem pewna. Mogę na razie powiedzieć, że wasza małżonka jest zazdrosna o wasze względy wobec siostry. Zastanawiam się kto jest małżonką cezara?

- Asztarte! - mężczyzna uderzył pięścią o poręcz.

- Nie możecie mi nic zrobić- odpowiedziała spokojnie patrząc mu prosto w oczy.

- Egipskie małżeństwa pomiędzy parą królewską zawsze były kazirodcze, by zatrzymać władzę w rękach dynastii.

- Nie zawsze panie. Tak było aż do panowania mojego teścia, potem zmuszono do tego mego syna, ale kolejna dynastia zaprzestała ten proceder, powrócił za Ptolemeuszy. Poza tym tron najczęściej przejmowały dzieci zrodzone z innymi kobietami. Nie zapominajcie panie, że Rzym to nie Egipt.

- Nie tknąłbym jej, ona jest idealna, zawsze taka była. Jest taka piękna, mądra, ma taki cudowny uśmiech- słysząc to Asztarte złapała się za głowę.-Miałem bardzo wiele rodzeństwa, ale jedynie Lucilla zawsze była mi bliska. Ona jedyna zawsze mnie rozumiała. Kocham ją nad życie, zrobiłbym dla niej wszystko, a jej syn jest dla mnie niczym mój własny. Być może w tej kwestii też mam jakiś defekt, albowiem nie jestem w stanie spłodzić dziedzica.

- Lucius rzeczywiście was bardzo kocha. Traktuje was jak ojca, ale czy siostra was kocha? Mam wiele spostrzeżeń po wczorajszym dniu. Ponoć była ulubienicą ojca? - Asztarte zapytała wprost, doskonale znając odpowiedź na pytanie.

- Może nie oblubienicą, ale jedynie odnośnie Lucilli miał pewność, że naprawdę spłodził ją ze swoją żoną- Commodus nerwowo podrapał się po czole.

- Panie, nie muszę wam tłumaczyć jak funkcjonuje wasze państwo. Rzym jest obłudnikiem w swoich przekonaniach, lubi zamiatać pod dywan. Sami jesteście tego ofiarą, waszą biologiczną matkę zabito, by oddać was pod opiekę kobiety, która była legalnie poślubiona władcy, wyłącznie dlatego, że jej synowie umierali. To co w innych krajach nie jest niczym wyjątkowym tu jest również akceptowalne, ale pod warunkiem, że nie wychodzi na jaw. Oficjalnie Imperium nigdy nie przegrało żadnej wojny i nie zawiera sojuszy pokojowych.

- Nie będę zaprzeczał królowo. Sam podpisałem sojusz pokojowy, a o nieudanym podboju Irlandii nie wspominamy. Rzymianie nawet nie wiedzą, że do niego doszło.

- Tak funkcjonuje każda sfera życia. Bogate rzymianki sypiają z gladiatorami, niewolnikami, udają prostytutki w podrzędnych burdelach. Nie przeszkadza im to uchodzić za cnotliwe, dopóki ktoś nie powie o tym nagłos, lub owej damy nie nakryją in flagranti. To samo tyczy się bogatych mężczyzn jak i homoseksualizmu oraz posiadania wielu kochanek.

- Cóż Asztarte zaiste musicie istnieć od niepamiętnych czasów. Jesteś tu tak krótko pani i tak szybko odkryłaś prawdę o nas. Jesteś niczym wyrocznia. Żyjemy na dość dziwnych zasadach, wbici w swoiste ramy. Nikt z nas jawnie nie robi tego co naprawdę pragnie, albowiem w tyle naszej głowy coś mówi nam "a co ludzie na to powiedzą?".

- O toż to panie. Wierzę wam, że nie tknęliście siostry, ale sposób w jaki o niej mówicie, mówi mi wszystko o waszych skrywanych uczuciach do niej. Sami powiedzieliście, że Lucilla to mądra kobieta. Ja też tak uważam i sądzę, że domyśla się waszych uczuć, ale czy ich pragnie. Musi wam być ciężko z tym żyć. Kochacie własną siostrę tak jak powinniście kochać żonę- mężczyzna spojrzał na kobietę z zadumą. Nie zwracając uwagi na konwenanse wypił szybko kielich wina do dna. Przez chwilę wydawał się być gdzieś bardzo daleko ze swoimi myślami.

- To, aż tak widać? - zapytał po chwili milczenia. Asztarte nagle olśniło, że mężczyzna nie jest do końca szczery. Domyśliła się prawdy, ale wiedziała tak jak i Commodus, że nie powinna ona wyjść na jaw.

- Niestety, to aż tak widać- odpowiedziała Asztarte i również nalała sobie wina.- Panie, a Lucius jest synem Pompeianusa czy Verusa?

- Całe życie się nad tym zastanawiałem- odpowiedział mężczyzna z zastanowieniem.- Nie umiem ci udzielić na to pytanie odpowiedzi. Tak jak nie potrafię ci udzielić odpowiedzi na kolejne pytanie...nie wiem jak naprawdę umarł Verus. Mam swoje przypuszczenia. Lucius Verus zniknął dokładnie w tym momencie, gdy zaczął mieć więcej zasług wojennych niż mój ojciec. To dzięki jego śmierci ten potwór otrzymał pełnię władzy, a wiesz jacy byli do siebie podobni. Niczym krople wody.

- Wydaje mi się, że wiem. Widziałam ich wizerunki. Warto by się tego dowiedzieć, nieprawdaż panie- powiedziała Asztarte siadając z powrotem na swoim miejscu.

- A twój drugi syn... on był jego ojcem? - zapytał lekko skrępowany mężczyzna.

- Nie boję się tego pytania. Jeśli mamy ze sobą współpracować musimy być szczerzy. On nie był jego ojcem. Pompeianus nie jest waszym wrogiem. To odpowiedź na wasze pytanie- chcąc rozładować napiętą atmosferę kobieta uśmiechnęła się.- Uczucia cię zaślepiają panie. Uczucia to coś co potrafi zniszczyć największego człowieka. Jestem w Rzymie od kilku dni, ale co nie co słyszałam. Wasza siostra pragnie zemsty za śmierć ojca i szuka winowajcy, a może ma inne powody? - spojrzała na niego wymownie, jednak Commodus nic nie odpowiedział.- Wystarczy odwiedzić kiepskie przybytki by się tego dowiedzieć. Naprawdę chcecie mej pomocy? To może być bolesne doświadczenie. Możecie się stać tym kim ja się stałam. Pałac może stać się twierdzą samotności, a uczucia mogą umrzeć na zawsze. Staniecie się innym człowiekiem.

- Dalej chcę twej pomocy. Istnieje jeszcze jedna kobieta, na której mi zależy. Kiedyś gdy Bruttia odejdzie ożenię się z nią. Ją również kocham.

- Nawet Neronowi nie udało się poślubić swej Akte, a miał więcej władzy i potęgi od was. Rzym jest obłudny- mężczyzna wstał i oparł się o kolumnę. Na jego twarzy widać było smutek i zrezygnowanie. Po chwili podszedł do stołu, na którym leżały różne dokumenty i księga. Commodus podał ją Asztarte otwartą w połowie.

- Ponoć stworzył ją najmądrzejszy władca świata. Znałaś go, a więc czemu ci tego nigdy nie pokazał.

- Pokazał, ale za to płaci się ogromną cenę. Tak naprawdę jedynie kazał spisać to co było wiadome od wieków. Tym istotą się nie rozkazuje. Płaci ten, który przyzywa.

13

Hamilkar zasiadał wraz żoną w sali gościnnej swego pałacu. Obydwoje spożywali noszone przez służbę dania w pozycji półleżącej na przygotowanych do tego łożach. By zachować pozory para spędzała razem jedynie czas posiłków i przyjmowała razem ważnych gości. Hamilkar szybko znalazł pocieszenie wśród służących, a Salambo nie protestowała. Na samą myśl bycia dotykanym przez swego męża przechodziły ją ciarki.

- Panie, list od władcy Egiptu - oznajmił służący.

- Pokaż! Amenhotep III dawno nie pisał - Hamilkar wyrwał pospiesznie z jego rąk list.

- Może ten stary rozpustnik nie jest już w stanie pisać- skomentowała Salambo patrząc wymownie na męża.

- Panie, to od Jego Wysokości Regenta- odpowiedział sługa.

- Ciekawe co ma do powiedzenia? - zapytał sam siebie Hamilkar i otworzył list.

- Salambo! - wykrzyknął doniośle, tak by wszyscy przebywający w pałacu mogli go usłyszeć. - Nasza córka urodziła syna! - wykrzyknął radośnie, nie czytając do końca listu.

- Nareszcie, w tej kulturze aby przetrwać kobiecie jest potrzebny syn. Teraz moja córka jest bezpieczna. Pokaż ten list! - Hamilkar podał przesyłkę swojej żonie.

- Nie czytałeś dalej? - kobieta spojrzała na niego z przerażeniem.- Ona umiera... nasza córka umiera - wyszeptała.

- Jestem pewny, że moja księżniczka wyzdrowieje. To wyjątkowa dusza. Wojownik. Pozostaje mam jedynie zadbać o los Hazdrubala. Co myślisz o księżniczce z Nabatei?

- Czy słyszysz co do ciebie mówię człowieku?! Twoja córka umiera. Jeśli to cie nie obchodzi, to może dociera do ciebie, że twój największy sojusz polityczny się wali- kobieta z całej siły walnęła pięścią o oparcie swego łoża.- Jak możesz być tak spokojny?!

- Znam Asztarte i wiem, że jest silna.

- Ty, tak naprawdę nic nie wiesz. To cud, że Tyr jeszcze istnieje! - wykrzyknęła kobieta ze złością po czym wstała. - Zanieście mą potrawę do moich komnat. Nie mam ochoty spożywać posiłku z panem i powiadomcie Hazdrubala- powiedziała Salambo do służby.

- Co się zaś tyczy sojuszu z Nabateą. Nie jestem do końca pewna czy to dobry sojusz. To dziwny kraj.

- Co masz namyśli? - zapytał zaciekawiony mężczyzna.

- To pokaże czas mój panie. Jakie imię wybrał Amenhotep dla swojego syna?

- Semenkhkare.

- Semenkhkare, to dobre imię dla władcy. Jestem pewna, że Amenhotep będzie miał jeszcze wielu synów, ale to dzieci naszej córki zapiszą się w historii. Ten chłopiec będzie jednak nie historią Egiptu, a naszą- kobieta udała się do swoich komnat, pozostawiając Hamilkara ze swoimi myślami.

Tego dnia upał był nie do zniesienia, a gorący wiatr z Sahary pogarszał tylko odczucie gorąca. Purpurowa szata Hazdrubala powiewała na wietrze, gdy ten przechadzał się po ogrodzie. Gdy jeden ze służących powiadomił księcia, o tym co stało się Asztarte na krótką chwilę przysiadł na marmurowej ławce pod cedrem i rozmyślał. Nie zauważył nawet gdy koło niego stanęła Bat-Sheba. Wiatr zwiał z jej głowy chustę, odsłaniając piękne, kruczoczarne sięgające do bioder długie włosy.

Księżniczka speszona podniosła zieloną chustę i usiadła koło niego.

- O czym marzysz książę?

- Nie marzę, raczej wspominam i tęsknię za swoją siostrą, czasami mi jej brakuje, to ja powinienem tam pojechać. Dzisiaj mi jej brakuje- mężczyzna objął kobietę.

- Może ona jest tam szczęśliwa?

- Może, a może nie... a ty jesteś tutaj szczęśliwa?

- W pewnym sensie, Tyr jest na pewno piękniejszy i bardziej zielony niż pustynie Nabatei.

- Mogę sobie to jedynie wyobrazić...Chciałabyś tu zostać? - zapytał trzymając ją za rękę.

- Czemu nie to piękne miejsce. Tylko nie wiem czy będzie mi to dane- Bat-Sheba spojrzała mu prosto w oczy.

- To miejsce może też się okazać bardzo zdradzieckie. Uświadomiłem sobie dzisiaj coś ważnego. Trzeba mówić otwarcie o swoich uczuciach. Jeśli pragniesz tu zostać, to zostań moją małżonką, a wtedy zostaniesz w tym domu i w tym mieście na zawsze.Postaram się nie być takim małżonkiem jak mój ojciec- Hazdrubal spróbował pogłaskać Bat-Shebę po głowie, ale zaskoczona dziewczyna odsunęła się.

- Ta propozycja jest... miałabym zostać przyszłą panią Tyru? - zapytała nie dowierzając temu co przed chwilą usłyszała.

- Taaaak... i żyć z kimś takim jak ja. Nie podobam ci się?

- To nie o to chodzi, jesteś książę bardzo przystojnym mężczyzną, ale zaskoczyłeś mnie, nie wiem co powiedzieć.

- Bat-Shebo proszę przestań udawać. Choć nie dziś... nie udawajmy dziś.

- Taaak... - wydukała niepewnie dziewczyna.- Chce zostać z tobą, w tym mieście i w tym domu, i poniosę wszelkie tego konsekwencje.- Hazdrubal objął dziewczynę. Nie zauważyła, że mężczyzna płacze.

*

Wesele w Tyrze było jednym z największych wydarzeń w ziemi Kanaan. Książę Hazdrubal spowity w niebieską szatę ze złotym haftem na obrzeżach materiału prezentował się jak prawdziwy dostojny mąż. Księżniczka Bat-Sheba ukazała się zgromadzonym jak na pannę młodą przystało w czerwonej sukni ze słynnej purpury tyryjskiej. Jej kruczoczarne kręcone związane w kok włosy zdobił diadem z drogich kamieni. Zgodnie z tradycją plemion pustyni jej ręce wytatuowano henną. Bogate zdobienie rąk podkreślały jeszcze liczne bransoletki i pierścionki. Jednak najpiękniejszą kobietą była bez wątpienia królowa Salambo. Tym razem rozpuściła włosy, które zdobił ogromy złoty diadem wysadzany rubinami. Jej urodę podkreślała czarna szata zdobiona srebrnym wzorem z liści akantu. Nawiązywała w ten sposób do wzoru chusty przełożonej przez ramię Hamilkara, która odbijała się na tle białej szaty przepasanej srebrnym pasem. Choć synowa była bardzo podobnej urody do teściowej, to jednak Salambo święciła triumfy większe niż panna młoda. Przybyło wielu gości, a wieczorem przy zapalonych pochodniach władcy miasta wyszli na dziedziniec pałacu, aby przedstawić małżonkę księcia swojemu ludowi. Ludzie bili brawa pięknej przyszłej pani i wydawało się, że dla Tyru nadchodzą czasy pełne dobrobytu. W uroczystościach brało udział wielu znamienitych gości w tym również panowie z Tarshish, brakowało jedynie przedstawicieli Egiptu. Wieści stamtąd docierały coraz gorsze, a sam regent nie odzywał się. Mówiono, że żona regenta nie żyje. Inni mówili, że stary Pan Egiptu kończy swoje dni, a młodą matkę zamknięto, aby regent pojął nową żonę. Nie wszystko było prawdą... Regent Egiptu jak zwykle kiedy pojawiały się problemy uciekł się do swojej sprawdzonej metody. Zamknął się w izolowanym miejscu i udawał, że nie istnieje. Tym razem zrobił to wraz ze swym nowo narodzonym synem, którego nie odstępował na krok. To dzięki synowi poznał najnowszą żonę swojego ojca, która przychodziła do niego w odwiedziny, aby pobawić się z chłopem. Tak naprawdę znał ją dużo wcześniej. Poznał ją podczas jednej ze swoich tajnych misji w Mitanni i zakochał się. Nie śmiał odbierać ojcu tego co należało do niego, choć wiele lat wcześniej przeżył z kobietą płomienny romans. Nazywali ją Nefertiti, nikt nie przypuszczał, że kobieta niedługo będzie żoną regenta. Tym czasem Asztarte rzadko miała przebłyski świadomości. Czasem się budziła i można z nią było porozmawiać przez chwilę, by znów pogrążyć się w otchłani otępienia. Nie miała siły na nic, za to Nefertiti była pełna życia w szczególności gdy ukradkiem mogła spędzać czas z regentem pod pretekstem odwiedzin u następcy tronu. Jako ulubiona żona Amenhotepa III miała do tego pełne prawo. Wielka małżonka królewska zaczęła bacznie się przyglądać tej nowej znajomości swego syna. Amenhotep III rzeczywiście zmierzał do kresu swego żywota. Podpisał na siebie wyrok, gdy poślubił własną córkę.

14

To była wyjątkowa noc. Tej nocy egipskie ciemności przestały być mitem. Do pokoju, w którym przebywała chora Asztarte wpadało niewiele światła, a jednak jeden tajemniczy promień zdołał się przedostać do pomieszczenia, by dotknąć twarzy księżniczki. Kobieta nagle otworzyła oczy i poczuła coś niesamowitego w swoim ciele. Jakiś potężny ból przeszył całe jej ciało, krzyknęła i usiadła na łożu. Jej głos był na tyle donośny, że Merit szybko przybiegła do komnaty.

- Pani... Ty- wykrzyknęła z niedowierzaniem Merit i objęła swoją królową.

- Merit... Jak długo to wszystko się ze mną działo? Miałam straszny sen. Śniła mi się okrutna wojna, wielu poległych, morze krwi- na twarzy Asztarte było widać przerażenie.

- To tylko zły sen pani. Wiele dni nie było cię wśród nas, a potem byłaś, ale jakby ciebie nie było. Yousef przynosił leki, a pan odchodził od zmysłów.

- Chce go jak najszybciej zobaczyć?

- Pani jest późno w nocy, z pewnością nasz pan wraz synem śpi.

Amenhotep już dawno spał kiedy speszony służący wszedł do pokoju i delikatnie szturchnął leżącego na łożu swego pana, obok śpiącego dziecka.

- Panie! panie, obudź się!

- Daj mi spokój- odburknął Amenhotep.- Co mogło się stać w środku nocy. Obudzisz chłopca! - ryknął na sługę.

- Panie przybył Memose. Ma ważną wiadomość... ponoć twoja żona...

- Co z nią? - mężczyzna natychmiast otrząsnął się z letargu.- Mów, że człowiecze!

- Obudziła się i chce cię widzieć.

- Prowadź mnie do niej.

Nie bacząc na konwenanse ubrany jedynie w krótką spódniczkę Amenhotep, pospiesznie wybiegł z komnaty na wieści o swojej żonie, udając się wprost do haremu.

Kiedy wszedł do pomieszczeń swojej żony Asztarte siedziała na łożu ubrana w brązową długą szatę, która podkreślała kolor jej ciemnych rozpuszczonych włosów. Kobieta delikatnie uśmiechała się do niego. Widząc swoją żonę w dobrej kondycji Amenhotep objął swoją żonę i zaczął ją całować na oczach służby. Jedna łza spłynęła po jego policzku.

- Pani moja, ukochana, tak bardzo bałem się, że cię stracę- powiedział zapłakany mężczyzna.

- Jestem mój ukochany. Już zawsze będę przy tobie-Asztarte przytuliła go z całych sił.

- Bardzo cię kocham i obiecuję ci, że już nigdy przenigdy cię nie opuszczę, ani nie będę krył się z uczuciami do ciebie czy do kogokolwiek innego, choć jestem przyszłym panem najważniejszego kraju tego świata, jestem też człowiekiem i jak każdy śmiertelnik czy bóg kocham swoją rodzinę. Jeśli będzie trzeba ogłoszę to całemu światu.

- Wiem mój panie. Zawsze byłam, jestem i będę przy tobie.

17

Olbrzymia świątynia Karnaku wznosi się na przecięciu linii północ- południe oraz wschód- zachód dosłownie niczym pępek kraju. Budowla miała w ten sposób odzwierciedlać na ziemi niebiańską drogę Słońca. Tą symboliczną przestrzeń gdzie rzekomo krzyżowała się oś ziemska z niebiańską kazał wybudować mój teść. Całość świątyni otaczał ogromny ogród. Budowla zostało dodatkowo przystrojona z okazji koronacji nowego faraona. Kapłani korzystali na tym, że to właśnie tutaj następca tronu odbierał insygnia władzy i potwierdzenie praw do nabycia władzy nad państwem. Z czasem zaczęli wymuszać na następcach tronu i świeżo koronowanych władcach coraz to nowe przywileje dla siebie i swojej świątyni, przez co na znaczeniu zaczęły tracić inne ważne starsze miejsca kultu. Robili to grożąc buntem, bądź ogłoszeniem, że władca nie jest prawowitym następcą tronu, a to w praktyce doprowadzało do wojny domowej. Już mój teść próbował osłabić znaczenie świątyni, odwiedzając chociażby inne świątynie, głównie swojego ulubionego Atona, ale niewiele to zmieniło. Dopiero mój mąż zdecydował się na coś, co zapoczątkowało nową religię i jednocześnie doprowadziło do naszej zguby. Ceremonia była bardzo długa i poprzedzona długą recytacją pism. Zanim Amenhotep został namaszczony przez dwóch arcykapłanów przebranych za Horusa i Thota wręczyło mu pastorał Heka, bicz Nehaka oraz założono koronę władcy Górnego i Dolnego Egiptu. Potem arcykapłan podszedł do mnie i założył mi diadem z ureusem oraz naszyjnik z tradycyjnymi amuletami egipskimi. To wtedy dla Egipcjan oficjalnie stałam się Kiyą. Do mojej koronacji jednak nigdy nie doszło. Amenhotep IV jako koronowany władca państwa, pojawił się w drzwiach świątyni po kilku godzinach. Co nie przeszkodziło okolicznym mieszkańcom stać w szczerym słońcu w potwornym upale i wiwatować na cześć nowego władcy. W końcu nie każdy mógł w tym państwie widzieć na własne oczy, któregokolwiek z faraonów. Większość ludzi nawet nie wiedziała o tym, że ich władca umiera, a na tron wstępuje nowy. Po zewnętrznej stronie kompleksu Amona z czasem powstała świątynia, której budowę zlecił mój mąż, a potem także budynek ufundowany przez mego syna, który mieszkał tam pod ich kuratelą... ale kapłani chcieli jeszcze czegoś.

18

Królowa Teje powitała uściskiem swojego syna. Szybko zauważyła, że choć powinien się radować z tego, że został władcą, to się smuci. Królowa Matka szybko domyśliła się co trapi jej syna.

- Czego zażądali w zamian? Przecież zawsze czegoś żądają- zapytała wprost swego syna.

- Matko to trudne do wyjaśnienia-nowy władca zaczął się wykręcać od odpowiedzi.

- Arcykapłan Karnaku to potężny człowiek, nikt dotychczas mu się nie przeciwstawił.

- A ich żądania są coraz większe! - wykrzyknął Amenhotep, uderzając pięścią w jedną z kolumn.- Spójrz na tą świątynie, to nie kapłani, to prawdziwi władcy tego państwa... To oni decydują o tym kto, gdzie, kiedy. Nawet nie chce wypowiadać tego na głos.

- Mów, że! - wrzasnęła na niego zdenerwowana kobieta.

- Tego już za wiele, nie zgodzę się na to, przeciwstawię się im, nie poślubię jej, jest piękna ale jej nie poślubię. Za dobrze ją znam. Kiedyś bardzo ją kochałem. Być może dalej ją kocham. Wiem jak potrafi kusić. Wiem też do czego jest zdolna.

- Kogo masz poślubić?... Kogo masz poślubić?

- Ostatnią żonę twojego męża, a mojego ojca, księżniczkę Mitanni. Chcą w ten sposób osłabić twój wpływ na moją politykę.

- Nefertiti, nie możliwe! - kobieta złapała się za głowę i osunęła się na wyplatany fotel.- Wiesz, że twoja żona ci tego nigdy nie wybaczy. Ta kobieta ma coś w sobie, prędzej cię zniszczy. Zawsze domyślałam się, że coś czujesz do Nefertiti. Widziałam jak na nią patrzysz.

- Jednak Nefertiti mnie zdradziła. Przybyła tutaj i została żoną mego ojca, choć obiecała, że będzie moja. Kiedyś znów mnie pewnie zdradzi. Potem ojciec lub twój drogi Memose zdecydował się na sojusz z Kanaan. Kiya to piękna i mądra kobieta może mnie zrozumie inaczej dojdzie do buntu. Obiecałem jej, że będzie jedyną żoną władcy, ale nie zawarto tego w traktacie.

- I tak do niego dojdzie, choćbym sama miała stanąć jego czele. Nefertiti, nigdy nie uzyska mojego poparcia, a tym bardziej ludu. Lud podobnie jak i ja staniemy za twoją prawowitą małżonką matką syna. To ona powinna zostać Wielką Małżonką Królewską. Kiya ma poparcie w narodzie. Wspiera przytułki, a lud pasterzy po raz pierwszy nie stwarza problemów. Nie pozwolę...

- Matko, nie jesteś już panią tych ziem! - wykrzyknął Amenhotep.

- To prawda nie jestem panią tych ziem, a Kiya nią jest. Zaraz to ty pragniesz Nefertiti czy kapłani? Spałeś z nią, gdy twoja żona niedomagała?

- Kilka razy, cała ta sytuacja była dla mnie bardzo trudna, a ona powróciła. Widziałem jak bawi się z Semenkhkare i to zbliżyło mnie do niej, ale potem gdy Kiya wróciła do zdrowia już jej nie tknąłem.

- Też mi usprawiedliwienie- parsknęła kobieta.- Ta wsza potrafi się ustawić!

- Jest siostrą króla Mitanni. Mając do wyboru z ich wojowniczym ludem, a słabym Tyrem.

- Tyle lat podróżowałeś po świecie i nie nauczyłeś się nic. Tyr wcale nie jest słaby, ma liczne kolonie i powiązania handlowe. Myślisz, że ci ludzie nie odpowiedzą na jego zawołanie, to dlatego ojciec szantażował Hamilkara. Nie naszą winą jest to, że ten człowiek nie ma pojęcia jak bardzo jest potężny i przestraszył się.

Wierz mi może i ona zaakceptuje nową wybrankę twego serca, ale to kobieta z Kanaan. Będzie czekać latami i zada ci taki ból, że nasze państwo będzie klękać przed wszystkimi ludami tych ziem i ich sprzymierzeńców. Wspomnisz moje słowa. Gdyby nie ja w ogóle by cię tu nie było Wasza Wysokość-Teje opuściła komnatę króla trzaskając drzwiami. Spacerując po ogrodzie wiele rozmyślała o zaistniałej sytuacji. Nie zadawała sobie sprawy, kiedy doszła do komnat nowej królowej. O czym myślała wchodząc do pomieszczeń synowej? To wiedziała jedynie ona sama. O zemście na synu, czy o tym by mnie chronić? Tą wiedzę zabrała ze sobą do grobu. Myślę, że po prostu zdała sobie sprawę, że straci władzę i nagle z wroga stałam się przyjacielem. Musiałam z nią zawiązać sojusz by przeżyć.

- Asztarte- powiedziała cicho Teje, wchodząc do komnat synowej od strony ogrodu.

- Pani! - Asztarte skinęła głową.- Dawno nikt do mnie tak nie mówił.

- Wiem, moja droga, muszę ci o czymś powiedzieć.

- Usiądź pani- Asztarte wskazała jej wygodny pozłacany fotel.

- Jesteś wyjątkową kobietą, wiem to odkąd cię zobaczyłam. Zapewne jeszcze gdy przebywałaś w państwie Tyr dochodziły cię słuchy, że arcykapłani Karnaku mają ogromny wpływ na politykę tego państwa. Muszę ci o czymś powiedzieć co jest dla mnie bardzo trudne- Teje podświadomie złapała się za nos i wykrzywiła usta w grymasie.

- Coś się stało, pani? - zapytała zaniepokojona Asztarte.

- Tak stało się.

W zamian za uznanie mojego syna władcą kapłani żarządali czegoś od mojego syna, sądzę, że ktoś ich przekupił by tak zadecydowali, jednakoż jeśli mój syn nie spełni tej prośby, dojdzie do buntu. Nie mogę stracić jedynego dziecka- kobieta zaczęła rzewnie płakać.- Na razie nie możemy zrobić nic innego. Musimy czekać na odpowiedni moment, ale przysięgam ci, że pomogę tobie we wszystkim

- Pani, zaczynam się bać- Asztarte opadła ciężko na powyginaną w dekoracyjne ślimaki sofę.

- Arcykapłan zażądał, aby mój syn pojął za żonę Nefertiti ostatnią żonę mego męża. Mój syn poznał ją kiedy przebywał w Mitanni.

- Czy mam coś do powiedzenia- odparła twierdząco Asztarte.- Tak naprawdę zrobiłam już swoje, a twój syn może wiec wiele żon.

- Myślę, że jeszcze wiele dokonasz... Wiedz, że cokolwiek kiedyś zrobisz stanę po twojej stronie- Teje poklepała kobietę po ramieniu.Królowa matka wyszła tak szybko jak się zjawiła. Kiya długo siedziała patrząc w niebo po czym zaczęła pisać list. Swojej służce Merit rozkazała wezwać Yousefa. Na pytanie kobiety czemu, kobieta krzyknęła tylko, że Ma wykonać jej rozkaz. Rozpoczęła się wojna o przetrwanie.

Do Salambo pani Tyru,

Przesyłam ci pani spóźnione gratulacje z powodu ślubu mojego brata Hazdrubala. Jak zapewne wiesz matko, przez długi czas byłam chora po porodzie waszego wnuka, następcy tronu. Mój mąż został królem, ale ja nie zostałam królową. Mój mąż już dłużej mnie nie chce. Ponoć arcykapłani zmusili go ożenienia się z ostatnią żoną swego ojca, księżniczką Mitanii, którą tutaj zowią Nefertiti. Dawniej zwali ją Taduhepą. Proszę was jako kraj graniczący z Mitanni byście dowiedzieli się cokolwiek o tej kobiecie. Matko wiedz, że zrobię wszystko, by mój syn zasiadł na tronie, dlatego na razie muszę tu pozostać i czekać. Jestem już pewna, że okłamano ojca i wykorzystano nas w rozgrywce z Mitanni. Kemet w rzeczywistości bał się naszego położenia i sojuszników. Pragnę zemsty za wszelkie nasze krzywdy, choćbym miała sprowadzić tu wszelkie demony, o których mi opowiadałaś. Przysięgam Ci, że sprawię, iż to nie Kanaan padnie przed Egiptem, ale Egipt padnie przed Kanaanem. Liczę w tym na waszą pomoc. Moje serce dziś zamarło dla tych ziem i dla ich pana. Potem jedyne czego pragnę to wrócić do Tyru i zostać poddaną swego drogiego ojca i w przyszłości brata.

19

- Pani, zgodnie z twoją prośbą przybył człowiek z ludu pasterzy- powiedziała Merit wprowadzając człowieka do komnat królowej.

- Witaj Yousefie! - Asztarte uśmiechnęła się na widok znajomej twarzy.- Merit zostaw nas samych! - rozkazała kobiecie i wskazała mężczyźnie miejsce by usiadł.

- Pani, nie wiem czy powinniśmy...

- Powinniśmy Yousefie, albowiem jesteś człowiekiem, z tych samych ziem co ja. Uratowałeś mi życie i tego nigdy ci nie zapomnę. Czy mogę ci ufać? - kobieta spojrzała wymownie na siedzącego naprzeciwko niej mężczyznę.

- Choć różnie na zowią to jesteśmy ludami jednych ziem- odpowiedział mężczyzna.

- Właśnie jesteśmy ludami jednych ziem. Tych samych ziem. Nowy władca to dobry człowiek, ale tym krajem nie rządzi tak naprawdę on. Arcykapłani Karnaku rządzą nim, lub jak wolisz elity rządzą nim. Mój mąż chce mnie odesłać po tylu latach i pojąć nową żonę, którą wybrał mu arcykapłan. Choć wcale nie jestem pewna, że to arcykapłan wybrał mu nową żonę. Chcę żebyś wysłał ten list do mej matki i mojego ojca- kobieta podała mężczyźnie zwitek papieru.- Tu już nie mam przyjaciół, tylko tobie mogę ufać. Cokolwiek się stanie Tyr musi o tym wiedzieć.

- Pani cokolwiek się stanie, stanę po twojej stronie. Ty jako jedyna spojrzałaś na nas tutaj łaskawie, dzięki czemu zaczęto nas traktować lepiej, dla ciebie uczynię wszystko.

- Dziękuję ci.

- Uważajcie na siebie pani. Harem w każdej części świata funkcjonuje tak samo. Nowa królowa zrobi wszystko by was zniszczyć. Pan źle robi, albowiem to musi doprowadzić do wojny. Wielka małżonka królewska jest tylko jedna, a reszta kobiet to spadające gwiazdy jednej magicznej nocy- Asztarte uściskała mężczyznę na odchodne.

Czego najbardziej żałowałam tamtego dnia? Może gdyby on mi to powiedział, byłoby inaczej, ale on nigdy nie przyszedł i tego nie zrobił. Udawał, że wszystko jest tak jak powinno być, a przygotowania do ślubu i koronacji drugiej królowej trwały. Oddalałam się od niego, a on nawet tego nie zauważył. Nie chciał tego zauważyć. Tamtego dnia dla mnie umarł. Pamiętałam jednak co kiedyś mi przysiągł. Coś o czym zapomniał, a zapisano to w kontrakcie ślubnym. Wiedziałam już, że nic mnie tutaj nie trzyma. Ja i mój syn nie byliśmy tutaj chciani. Nasze życie stało się zagrożone. Arcykapłan z czasem zapragnął się pozbyć wpływów Yousefa i ziemi Kanaan, a może zapragnęła tego ona. Nie chciałam jednak do tego dopuścić. Wiedziałam, że jeśli ja całkowicie zniknę, on zleci wyrżnąć tych niewinnych ludzi, tylko dlatego, że są inni od elity tego państwa, choć ciężko pracowali na jego dobrobyt. Wykonywali prace, których nikt nie chciał. Czy Amenhotep był dalej we mnie zakochany? Czy już tylko w niej? Odkryłam, że znał ją długo wcześniej i to ona była tą, o której mówił. Kobietą, którą kochał wcześniej. Poznał ją tam, kiedy został wysłany z misją dyplomatyczną. Czy byłam dla niego tylko zapomnieniem? Miałam się tego niestety nigdy nie dowiedzieć. Może tak było lepiej.

20

- Ojcze! List z Egiptu od mojej siostry. Czytałeś go? Nigdy nie daruję mu tej hańby-Hazdrubal rzucił listem na stół przy, którym siedział ojciec, który właśnie odpowiadał na korespondencje dyplomatyczną.

- Jakiej hańby? O czym ty mówisz? Przecież Amenhotep IV został oficjalnie królem- Hamilkar spojrzał zdziwiony na swojego syna.

- Tak, ale Asztarte nie została królową. Twój zięć bierze sobie nową żonę. Nie zgadniesz czyją żoną była wcześniej... - Hazdrubal trzasnął pięścią w stół.- Obudź się ojcze! Wykorzystali nas i perfidnie zdradzili! - wykrzyknął ze złością.

- Synu! Co się dzieje? Czemu krzyczysz na ojca? - zapytała zdenerwowana Salambo, która słysząc jego wrzaski weszła do komnaty.

- Matko może ty wytłumaczysz ojcu co się stało. Amenhotep się żeni, a twoją córkę chce odesłać z powrotem. Nasz ojciec nie dość, że sprzedał swoją duszę, to jeszcze oddał im moją ukochaną siostrę tylko po to aby cierpiała. Ty to nazywasz traktatem politycznym ojcze? Nie zyskaliśmy dzięki temu mariażowi nic, a wyłącznie ból i cierpienie. Sprzymierzyli się z Mitanni, bo bardziej boją się ich niż nas. Nie zapomnę ci tego nigdy. Tak samo jak nie daruje tego królowi Egiptu.

- Uspokój się synu- powiedziała spokojnie kobieta.- A ty mój drogi mężu milcz! -mówiąc to kobieta wykonała znaczący ruch ręką.- Hazdrubal mówi rozsądnie, a twój ojciec drogi mężu gdziekolwiek jest przewraca się w grobie, mając takiego nieudacznika za syna. Od początku przeczuwałam, że coś jest nie tak.

- Plan, jakiż plan, matko? - Hazdrubal złapał się za głowę.- Sprzedaliście ją by zyskać Egipt? Co wyście sobie myśleli? Mamy dość sojuszników na świecie by ich rozgromić. Handel rozumiecie! Naszą siłą jest handel.

- Egipcjanie zawsze nas wykorzystywali. W tej chwili nie możemy jednak nic uczynić, choćby dla bezpieczeństwa Asztarte i jej syna. Hazdrubal wiem, że moja córka im tego nie daruje, ale my wszyscy podobnie jak i ona musimy czekać na właściwy moment. Choćby twój ojciec dalej chciał się przed nimi płaszczyć, to ja nie pozwolę już dłużej hańbić ani rodziny, ani tego państwa.

- To nie jest twoje... - Salambo zmierzyła go wzrokiem, była wściekła niczym lwica walcząca o własne dzieci.

- Milcz mężu! Już drugi raz to powiedziałeś, a nie mówiłeś tak gdy się ze mną żeniłeś. Dobrze wiesz, że gdyby nie ja... mój lud dawno rozniósłby to miasto w popiół, a twoje Tarshish by ci na pewno nie zdążyło pomóc. Nie miałbyś nawet tego pałacu, bo Tarshish jest tylko i wyłącznie związane z tobą poprzez handel purpurą i to też trzeba zmienić. Kopalnie złota z Tarshish są znane w całym naszym świecie. Jedna z córek moich sióstr zostanie tam wysłana. Nie będę już dłużej milczeć. Nie będę już dłużej czyścić twoich politycznych błędów, ani ja ani moje dzieci. Dosyć tego.Gdzie się podział książę, który dawno temu przybył do oazy Ludu Pustyni? - Hamilkar milczał. Nie potrafił odpowiedź na pytanie swojej żony.

*

- Powinienem do niego iść. Co prawda gwardziści stoją przy wejściu, ale nie chcę by był sam. Lucilla dostałaby szału, gdyby coś mu się stało.

- A wy nie dostaniecie szału, gdyby coś mu się stało. Bruttia najprędzej wpadnie w furię, gdy dowie się, że tu jest.

- Nie wątpię w to- Commodus uśmiechnął się do Asztarte.- Jutro zabiorę ją w to miejsce i obiecuję, że będę dla niej miły.

- Nie wystarczy zabrać ją tam i być miłym, gdy po powrocie do pałacu przestaniecie być mili- odpowiedziała kobieta z lekkim sarkazmem.- By rozwiązać wasz haremowy problem musicie spłodzić dziedzica. Pragniecie dualizmu, czyż nie? Dla dobra wszystkich to musi wreszcie stać się faktem dokonanym. Ona może się w końcu domyślić tak jak ja. Marku Aureliuszu Commodusie mówię do ciebie! - Asztarte powiedziała głośniej widząc, że mężczyzna odpłynął myślami.

- Nigdy tak się do mnie nie zwracaj słyszysz! - wykrzyknął, ze złością po czym walnął pięścią w ścianę.

- I co zrobisz? Przebijesz mi trzewia? Zrobiłeś to dzisiaj i jak widzisz nic mi nie jest. Zdaj sobie wreszcie z tego sprawę, że to o czym marzycie w Rzymie jest niemożliwe. Luciuszu Aureliusie, jeśli wolicie by tak się do was zwracano- mężczyzna tym razem ciężko wzdychnął. Po raz pierwszy w życiu na swojej drodze stanęła kobieta, która nie dość, że była nie do pokonania to jeszcze mówiła prawdę między oczy.

- Zwracaj się jak chcesz i nie musisz używać do mnie zwrotu "panie"". Jesteśmy sobie równi czyż nie królowo- mężczyzna chwycił ją za podbródek i bacznie się jej przyglądał.

- Dziś też nie zachowaliście się tak jak należało wobec tego dziecka. Wasza wojna z siostrą przenosi się na niego. Lucius bardzo was kocha, ale jednocześnie się boi. Powiedział mi to. Ten chłopiec was bardzo kocha, powiedział mi to, ale też się was boi. Nie jestem przykładem idealnej matki. Nie powinnam doradzać, ale to co wydarzyło się w namiocie odsuwa od was to dziecko. W ten sposób stracicie go. Wierzcie wiem jak łatwo jest stracić dziecko będąc u władzy. Gniew kierujcie do Lucilli nie na chłopca. Powinniście go przeprosić.

- Pojąłem już to dzięki twojej opowieści- Commodus mimowolnie objął kobietę.- Dziękuję. Może porozmawiamy jutro od rana.

- Jak sobie życzysz, aczkolwiek jutro muszę coś załatwić.

- Cóż takiego? - zapytał zaciekawiony mężczyzna.

- To niespodzianka.

21

- Pani, chciałbym z tobą porozmawiać, o czymś bardzo ważnym- powiedział Memose przechodząc, koło Asztarte pomiędzy ciemnymi korytarzami pałacu.

- Czego chcesz Memose? Wygląda na to, że moja władza nad twoim panem przemija, mimo dania mu męskiego potomka. Ty o tym doskonale wiesz- Asztarte uśmiechnęła się złowrogo do mężczyzny.- Nie zdziwiłoby mnie gdybyś to ty za tym wszystkim stał.

- Właśnie o tym chcę z tobą mówić pani. Chciałbym ci pomóc, w tym aby nie przeminęła- powiedział szeptem mężczyzna.-Nefertiti nie jest moim marzeniem.

- To się jeszcze okaże. Przypuśćmy, że ci wierzę.

- Może nie wszystko stracone pani. Nie przywiozłem cię tutaj tylko i wyłącznie dlatego, że widziałem w tobie dekoracje dla tronu naszego pana. Może nie będziesz już błyszczeć na głównych uroczystościach, ale dalej możesz rządzić. Ważna jest ta, która ma władzę, a nie ta, która błyszczy. Ty masz władzę pani, choćby dzięki temu, że dałaś mu syna.

- Nefertiti, też może urodzić mu synów.

- Pani, mogę sprawić, że ta kobieta nigdy nie urodzi żadnego syna. Jeśli ja pomogę tobie, ty pomożesz mnie.

- W czym? - zapytała stanowczym tonem Asztarte.

- Pomóż mi osłabić władzę kapłanów i uczyń mnie wezyrem.

- Wiesz, że droga do zostania wezyrem jest w tym państwie długa.

- Mam czas... leczy czy ty pani go masz?

- Nie szafuj słowami Memose. Gdybyście mogli zostalibyście władcą Kemet. Obawiam się, że wbrew pozorom mamy bardzo niewiele czasu, ale...

- Wiesz, że ona może kazać cię zgładzić.

- Wiem, ale ona o czymś nie wie... - powiedziała tajemniczo kobieta.

- Chyba nawet wiem jak ci pomóc Memose, ale pod jednym warunkiem.

- Jakim pani? - zapytał zaciekawiony mężczyzna.

- Jeśli możesz spraw aby zarządca majątku Potifara, człowiek o imieniu Yousef spotkał się ze mną i z naszym panem.

- Ten człowiek jest ważny w swojej społeczności. Słyszałem, że to człowiek z ludu pasterzy. Dawniej był niewolnikiem i zielarzem.

- Taak, ten człowiek jest bardzo ważny. Jeśli nasz pan posłucha kogoś jeszcze oprócz tej ... kobiety, to będzie to właśnie on.

23

- Panie, królowa jest ze swoim synem nie chce nikogo widzieć- Merit broniła dojścia do swej pani, która całkiem niedawno przeniosła się do oddzielnego skrzydła w pałacu.

- Zapewniam cię, że mnie zechce widzieć- odparł Memose i odepchnął Merit po czym biegiem udał się do komnat chłopca.

- Zarządco!... Nie można! - rozległ się za nim krzyk kobiety.

- Wybacz to nie może czekać... poskarż się Jego Wysokości, jeśli znajdzie przerwę pomiędzy nową i zarazem byłą małżonką, a także innymi obowiązkami, którymi się nie zajmuje! - wykrzyknął pędzący Memose. Kiedy otworzył drzwi komnaty ujrzał królową Asztarte siedzącą na wprost swojego syna, podczas gdy mały Semenhkhare bawił się figurką lwa.

- Pani! - zdyszany zarządca próbował wykonać ukłon, ryglując jednocześnie drzwi.

- Nie musisz...

- Zaraz tu przyjdą szpiedzy. Pałac jest teraz pełny szpiegów.

- Przestań! - wykrzyknęła Asztarte.- Zawsze był pełny szpiegów, a ty od niepamiętnych czasów byłeś jednym z nich. Teraz gdy Teje odeszła tęsknisz za swoją profesją? Nawet cię rozumiem.

- Pani nic nie rozumiesz. To poważna sprawa, ktoś chce umniejszyć twój wpływ na władcę. Yousef człowiek, o którego pytałaś... jest w więzieniu.

- Jak to w więzieniu? - zapytała z niedowierzaniem, oburzona Asztarte.

- Zulejka będąca żoną Potifara oskarżyła go o gwałt, podobno rozerwał jej szatę na oczach służby.

- Nie wierzę w to. Ta kobieta opowiada bzdury- odparła Asztarte.

- Ja też tak uważam pani, ale wydaje mi się, że masz szpiega wśród służby. Doszły mnie słuchy, że Zulejka zrobiła to za namową kogoś od królowej Nefertiti. Ktoś powiadomił nową małżonkę, że chcesz się z nim spotkać.

- Nigdy nie zaznam tu już spokoju. Amenhotep odesłał własną matkę, nie słucha nikogo, tylko czekać, aż za namową tej kobiety każe zabić własnego syna.

- Władca podatny jest na jej piękne słowa- odparł Memose uśmiechając się kątem ust.

- Piękne słowa czy piękny seks. To co robi z nim Nefertiti dociera aż tutaj- Memose roześmiał się.- Za wszelką cenę musimy go stamtąd wydostać, tylko ten człowiek ma jeszcze jakikolwiek posłuch u władcy.

- Pani, przede wszystkim musisz pozbyć się szpiega. Powiadam ci, to nie jest zbieg okoliczności.

- Weź to! To prezent ode mnie- powiedział Memose podając kobiecie małą złotą buteleczkę.

- Nie lubię prezentów od ciebie Memose- odparła kobieta.

- Jest bezbolesna i nie wyczuwalna w smaku. Może być ci potrzebna. W tym państwie królowa może być tylko jedna.

- Zdumiewające Memose. Niby komu mam to podać. Dziękuje ci za wiadomość i obiecuję, że skontaktuje się z tobą. Musisz już iść, nie powinni cię tu widzieć- powiedziała szeptem Asztarte.

- Jest jeszcze coś. Przyszedł prezent dla ciebie od brata z Tyru, spróbuje go wieczorem przekazać.

- To miła wiadomość. Będę czekać- Memose otworzył drzwi i udał się do wyjścia, przemierzając korytarze niczym duch.

- Wybacz mi synu, ale cokolwiek teraz będę czynić, zrobię to wyłącznie po to abyś przeżył. Nie ważne czy będą to czyny dobre czy złe. Tylko zasiadając na tronie staniesz się bezpieczny- wyszeptała Asztarte do syna głaskając go po policzku.

Dwóch wychudzonych służących, siłowało się z ogromną drewnianą skrzynią w przejściu pomiędzy korytarzem, a pomieszczeniami królowej Asztarte. Kiedy już przebili się przez przejście i ustawili skrzynie natychmiast schylili głowy przed królową. Asztarte nie sądziła, że Memose uda się tak szybko przekazać prezent. Odkąd wymogła na władcy oddzielne apartamenty wiele przesyłek kierowanych do niej nie docierało do jej rąk. Doskonale zdawała sobie sprawę, że to sprawka Nefertiti.

- Pani, Memose kazał przynieść tą skrzynię, ponoć to prezent od twego brata - powiedział jeden z tragarzy cichym głosem.

- Dziękuję - Asztarte podeszła do nich i każdemu wręczyła kilka monet.- Możecie odejść.

Kiedy mężczyźni odeszli, kobieta otworzyła skrzynię. W środku znajdował się list, a pod nim owinięty pakunek. Asztarte wyjęła list i zaczęła go czytać.

Ukochano siostro, przesyłam ci ten podarek, abyś pamiętała że masz we mnie zawsze sprzymierzeńca i brata. Ja i Tyr zawsze będziemy ci wierni. Tą zbroję wykuli ludzie z kraju Hatti. Jest zrobiona z nowego stopu metalu znanego tylko temu ludowi. Została zrobiona specjalnie dla ciebie. Mam nadzieję, że będzie pasowała na twoje ciało. Oby zawsze cię chroniła, gdy zajdzie taka potrzeba. Złożyłem ofiarę w świątyni Baala by twego męża spotkała sromotna klęska w działaniach. Nie uda im się zawładnąć Kanaan. Powoli z matką przejmujemy władzę. Hamilkar niebawem stanie się wyłącznie figurą. Otrzyma to na co zasłużył, za pogrążenie nas w chaosie.

Asztarte powoli rozwinęła tajemniczy pakunek. Jej oczom ukazał się przepiękny, bogato zdobiony metaliczny napierśnik. Nie zastanawiając się długo przymierzyła go. Był idealny, a jego bogate zdobienia, przedstawiające lwice walczącą z wojownikiem, dodawały jej dostojeństwa i powagi. Asztarte przejrzała się w lustrze. Wyglądała niczym amazonka. Postanowiła potajemnie zamówić pozostałe części uzbrojenia. Pospiesznie zdjęła metaliczne cudo po czym schowała je do skrzyni, by oczekiwało na gorsze czasy.

24

Zmęczona długim dniem Asztarte już od jakiegoś czasu odpoczywała na łożu, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Nie zdążyła nawet obrócić głowy w stronę drzwi, gdy w komnacie ujrzała Thuję.

- Pani nasz pan chce cię widzieć - oznajmiła Thuja.

- Tak późno. Co się stało?

- Wrócił z łowów, ponoć coś się wydarzyło.Jest dziwny, jakby pijany, bełkocze coś bez sensu.

- Do zabaw seksualnych ma przecież Nefertiti, która jest płodna niczym gundia.

- Gdy jest ciężarna odsyła go do innych kobiet- odparła Thuja.

- Doprawdy! - wykrzyknęła Asztarte śmiejąc się na głos. - Niesamowite jak go opętała. Nawet będący pod pantoflem Teje jego ojciec, w tej kwestii nie słuchał się żony.

- Może jednak warto się dowiedzieć o co chodzi pani- powiedziała spokojnie Thuja widząc, że jej pani nie ma zamiaru udać się do rozhisteryzowanego męża.

- Niech ci będzie- odparła Asztarte. Zarzuciła ciemnozielony płaszcz na białą suknię i udała się ze służącą do komnat męża. Było już bardzo ciemno, a oświetlone pochodniami dekoracje ścian wywierały wrażenie grozy. Kiedy weszły do komnat zobaczyły Amenhotepa na łożu i popijającego wino.

- Pani, ukochana moja! - wykrzyknął Amenhotep próbując wstać, by za chwilę się przewrócić.

- Co się stało mój panie? Widzę, że niedomagacie- powiedziała z ironią Asztarte próbując pomóc mu wstać.

- Widziałem coś dzisiaj niezwykłego. To nie do opisania. Wydawało mi się, że mówi do mnie. Przemówiło do mnie i rozkazało mi... muszę tak postąpić

- Cóż takiego może mówić do ciebie panie? Przecież to twe słowa są rozkazem i jednocześnie sensem istnienia w tej części świata.

- Ogromne Słońce wschodzące znad góry. Wyjątkowo piękne, musisz to zobaczyć.

- Nie może to poczekać, aż do dnia jutrzejszego. Wiesz panie, która jest godzina?

- Pani zostań ze mną, dawno nie spędziliśmy razem czasu- Amenhotep szarpnął Asztarte za rękę, gdy ta próbowała wyjść.

- Nie z mojej winy panie, albowiem byłeś zajęty..Wieści mnie doszły, że twoja nowa jest w ciąży. Nie lubię być zastępczym naczyniem na twe nasienie panie. Macie do tego inne kobiety, które z przyjemnością spędzą z tobą jedną noc- Asztarte spojrzała wymownie na jego kurczowy uścisk jej dłoni. Widząc jej reakcje mężczyzna natychmiast puścił kobietę.

- Ukochana! Usiądź ze mną i napij się- powiedział Amenhotep siadając na łożu.

- Oczywiście panie- Asztarte usiadła po czym nalała sobie i mężczyźnie wina. Zaaferowany towarzystwem żony Amenhotep nie zauważył jak do napoju dosypała środka nasennego.

- Kiedy zrozumiesz, że musiałem. Chcę zasnąć dzisiaj przy tobie.

- Oczywiście ukochany ... ze musiałeś- wyszeptała Asztarte.

Kompletnie pijany Amenhotep zasnął tuż przy swojej żonie. Asztarte podniosła się i przez chwilę popatrzyła z obrzydzeniem na pijanego męża.

- Śpij mój ukochany, obyś miał koszmary senne. Mam nadzieje, że ten lek działa, a wtedy nasz przyjaciel Yousef opuści więzienie i wróci do łask, a ty zajmiesz się nareszcie tym do czego stworzyli cię bogowie- wyszeptała mu do ucha, pocałowała go w usta i spokojnie wyszła.

Amenhotep obudził się z potężnym bólem głowy, gdy słońce już dawno było na horyzoncie. Zdenerwowany ocknął się jak tylko stwierdził, że w łożu nie ma jego żony.

- Straże! Gdzie moja żona? - wykrzyknął, na tyle mocno, by być słyszalnym przez zamknięte drzwi. Wrota otworzyły się natychmiast, a w ich świetle ukazał się ciemnoskóry strażnik.

- Wyszła panie wiele godzin temu. Przykazała by ci nie przeszkadzać - powiedział beznamiętnie.

- Chcę się widzieć z moją żoną! - wykrzyknął mężczyzna.

- Z którą panie? - zapytał strażnik.

- Nie denerwuj mnie! Oczywiście, że z panią Tyru i chce także, aby przybył ten człowiek z ludu pasterzy, którego zowią Yousef.

- To wcale nie jest oczywiste- burknął pod nosem strażnik.

- Co mówiłeś? - zapytał Amenhotep, który nie usłyszał słów mężczyzny.

- Mówiłem, że to niemożliwe panie, by Yousef przybył do pałacu.

- Jak to niemożliwe? - zapytał zdenerwowany władca.

- Słuchy chodzą, że jest w więzieniu z powodu żony Potifara... tej całej Zulejki. To bardzo długa historia. Wszyscy sądzą, że o tym wiecie panie, bo całe miasto o tym rozpowiada.

- Jak widzisz nie wiem! - wrzasnął na strażnika Amenhotep i walnął pięścią w łóżko, po czym złapał się za bolącą skacowaną głowę.- Natychmiast sprowadźcie go tutaj!

27

Do Asztarte księżnej Tyru, pani Egiptu,

ukochana siostro pragnę przekazać ci dobre nowiny. Kilka lat temu ty zostałaś matką następcy tronu przyszłego pana Egiptu, dnia którego piszę ten list zostałem ojcem. Moja żona urodziła córkę, nadaliśmy jej imię Sephora. Jest bardzo piękna i podobna do naszej matki. Na następcę tronu będę musiał jeszcze poczekać. Nasz ojciec podpisał długotrwałą umowę z państwem Tarshish, tak naprawdę doprowadziła do tego nasza matka, gdyż Pan Tarshish nie poważał zbytnio ojca. Pani Tyru jednak dała argument nie do odrzucenia. Państwo Tarshish zostało naszym sojusznikiem, co zapewni bogactwo nie tylko całemu naszemu państwu. Wiedz, że zawsze możesz do nas powrócić.

- Słyszeliście pani... - wykrzyknęła uradowana Thuja wchodząc do komnat swojej pani. - Ta kobieta, urodziła córkę... ma córkę... pani, jesteś najważniejszą kobietą w Egipcie, albowiem masz syna, a ta kobieta wkrótce przestanie się liczyć.

- Póki żyje będzie się liczyć- Asztarte lekko wzdychnęła.- Musiałoby wydarzyć się coś, co zachwiałoby wiarą władcy w jej uczucie. Wątpię by była tak głupia by znaleźć sobie kochanka, a po za tym to, że urodziła córkę nie oznacza, że kiedyś nie da mu syna.

- Myślę, że wypada pogratulować Wielkiej Małżonce Królewskiej- powiedziała służka do swej królowej.

- Zdecydowanie, to nie może czekać

Asztarte udała się wraz ze swoją służką do komnat Wielkiej Małżonki, aby zgodnie z panującymi zasadami pogratulować narodzin dziecka. Już od jakiegoś czasu Nefertiti przebywała wraz ze swoim mężem w jednej części pałacu, co było swoistym novum w haremie. Nawet królowa Teje wolała mieć swój oddzielny budynek w haremie niż mieszkać w jednych komnatach z władcą niczym plebs. Asztarte zapomniała jednak założyć bransolety na rękę, więc wróciła do swoich pomieszczeń. Kiedy weszła z powrotem zastała szperającą w jej rzeczach służącą, którą widziała raptem kilka razy, albowiem zajmowała się głównie innymi kobietami w haremie, które nie spotykały się z władcą, a były jedynie prezentem od sojuszników Egiptu. W przeciwieństwie do swego ojca Amenhotep IV był wierny jedynie dwóm kobietom.

- Co ty tutaj robisz?! - wykrzyknęła.- Jak śmiesz! Kto cię przysłał!

- Pani... ja... - przerażona kobieta zaczęła się jąkać. Asztarte szybko zamknęła drzwi do pomieszczenia, by dziewczyna nie mogła uciec. Podeszła do dziewczyny i uderzyła ją w twarz, na tyle mocno, że z jej nosa popłynęła krew.

- Donosisz, drugiej żonie faraona- Asztarte chwyciła dziewczynę za szaty i rzuciła nią na krzesło. Dziewczyna upadła obok. Powoli podniosła się i uklękła przed królową zanosząc się płaczem.

- Pani... ja, wybacz pani. Zmusiła mnie. Nie miałam wyboru, albowiem zagroziła śmiercią mej rodziny- Asztarte przytrzymała ręką jej twarz i popatrzyła prosto w oczy.

- Już więcej jej nic nie powiesz, a ja nie ubrudzę sobie tobą rąk.Przywitaj się z Anubisem. Straże! -wykrzyknęła na cały głos, a ciemnoskórzy Nubijczycy pojawili się natychmiast.

- Tak pani- mężczyźni skinęli głowami przed królową.

- Zaprowadźcie tę kobietę do lochu i strzeżcie jej. Próbowała ukraść moją bransoletę będącą prezentem od faraona. Przyznała się także do próby zabicia księcia. To ona podłożyła skorpiona. Wezwijcie do mnie Memose i Jahmesa. Natychmiast! - mężczyźni wywlekli trzęsącą się dziewczynę z komnaty królowej.Gdzieś w tle korytarza rozbrzmiewał głos, ciągniętej siłą kobiety, która błagała o litość królową.

*

Zaczynało się już ściemniać, gdy przybył Memose wraz z Jahmesem. Królowa Asztarte odpoczywała pod baldachimem, ustawionym w ogrodzie przy stawie po upalnym dniu i schwytaniu szpiega. W końcu nie złożyła gratulacji Nefertiti, ale stwierdziła, że nie ma takiej potrzeby. Wielka małżonka z pewnością ugotowała się z nerwów, gdy tylko dowiedziała się co spotkało dziewczynę. Nic nie mogła dla niej zrobić, albowiem gdy tylko Amenhotep dowiedział się o oskarżeniu o próbę zabicia Semnhkhare natychmiast wydał rozkaz zabicia służącej. Ubrana w czarną szatę zdobioną biżuterią Asztarte prezentowała się okazale siedząc na marmurowej ławie i spożywając daktyle. Mężczyźni podeszli do niej, a Memose pocałował ją w rękę.

- Witaj Memose- odpowiedziała kobieta wyrywając mu swoją dłoń z jego uścisku.

- Pani- odpowiedział mężczyzna. Królowa przez chwilę pomyślała, że nie ma w pałacu bardziej fałszywego człowieka niż Memose.

- Jahmesie- uśmiechnęła się królowa wymawiając jego imię.- Znowu dane jest nam się spotkać.

- Zaiste królowo dawno żeśmy się nie widzieli. Krążę teraz pomiędzy Tebami, a Memfis gdzie przebywa Jej Wysokość Teje.

- Mam nadzieje, że u niej wszystko w porządku.

- Owszem pani. Królowa Teje przesyła pozdrowienia.

- Przekaż jej pozdrowienia ode mnie gdy będziesz ją widział, a także to- Asztarte podała mężczyźnie list, który przykryła swobodnie leżącym na ławie zielonym płaszczem. - Do rąk własnych, oczywiście- mężczyzna porozumiewawczo się uśmiechnął.

- Mój drogi Memose, tak jak obiecałeś królowa nie urodziła syna.

- I nie urodzi go nigdy... są na to sprawdzone metody pani.

- Moja wdzięczność jest ogromna-Asztarte wstała i podarowała mu złotą bransoletę na której wygrawerowano jej postać.

- Pani, nie wiem co powiedzieć- powiedział mężczyzna nie mogąc ukryć swej radości.Asztarte zastanowiło z czego tak naprawdę może się on cieszyć.

- To znak mojej wdzięczności. Cóż jeszcze mogę dla ciebie zrobić?

- Wszystko w swoim czasie pani- odparł zagadkowo Memose co potwierdziło wszelkie obawy Asztarte względem tego człowieka.

- Dla ciebie też coś mam Jahmesie - powiedziała wyjmując identyczny prezent.

- Pani... ja, nie mogę... - Jahmes nie wiedział co ma zrobić, czy przyjąć podarunek czy go odrzucić.

- Jesteś teraz człowiekiem, który ma dojścia do więzienia. Na pewno doszły was słuchy o tym co się dziś stało- powiedziała Asztarte.

- Częściowo - odparł Jahmes.

- Rozumiem, że znaleźliście szpiega, o którym wam wspominałem pani- powiedział z delikatnym uśmiechem Memose.

- Zaiste Memose.

Jak domyślacie ta kobieta była na służbie Nefertiti. Trafiła dziś do więzienia za próbę zabicia księcia i kradzieży mej bransolety. Co prawda Jego Wysokość wydał rozkaz by ją zgładzić, ale wszyscy wiemy jak bardzo podatny jest na słowo Nefertiti. Nawet Yousef czasem nie jest w stanie nic wskórać.Chcę żeby znikła tak, jakby nigdy nie istniała i aby nasz pan nie dowiedział się o tym przynajmniej na razie, gdy już umrze nasz pan z pewnością za to podziękuje. Memose zapewne ci w tym pomoże Jahmesie?

- Pani, obydwoje zajmiemy się tą sprawą najszybciej jak się da prawda Jahmesie...

- Oczywiście ta sprawa nie może czekać. Nefertiti może próbować uwolnić kobietę.

- Z pewnością dziewczyna jest słaba i wygada wszystko na torturach, a po za tym może wykorzystać sytuację i wmówić władcy, że oskarżyłam ją za niewinność.

- Pani pozwolicie, że zostawię was samych- powiedział Memose kłaniając się nisko.

- Pozwolę Memose, pozwolę-kiedy Memose się oddalił, Asztarte wskazała Jahmesowi, miejsce koło siebie aby usiadł.

- Pani, nie wiem jak to wyrazić... - mężczyzna powiedział nieśmiało.

- Tęskniłeś za moim widokiem... widzę to w twoich oczach- odpowiedziała kobieta.

- Wiem, że nie powinienem... jesteś przecież żoną króla.

- Już tylko żoną na papierze.Masz prawo do uczuć. Przyznam ci się, że ja też tęskniłam- Asztarte pogłaskała mężczyznę po ramieniu i pocałowała go w usta. Jahmes bezwiednie odwzajemnił pocałunek.

- Nie tutaj Jahmesie- powiedziała szeptem.- Chodź ze mną-

Królowa zaprowadziła Jahmesa do zapomnianego pawilonu znajdującego się w tylnej części ogrodu. Od lat nikt nie zaglądał do tego miejsca, które powoli niszczało. Gdy weszli do środka szczelnie zabarykadowała drzwi i uśmiechnęła się do Jahmesa. Mężczyzna rozwiązał swoją przepaskę. Jego muskulatura i równe rysy twarzy, były dla niej zupełnie czymś innym niż ciało chorowitego faraona. Królowa zrzuciła czarną suknię. Oświetlona światłem księżyca wyglądała niczym bogini. Mężczyzna powoli zbliżył się do kobiety, objął ją i zaczął całować. Kochali się przez dłuższy czas, po czym oboje rozeszli się do swoich komnat.

To była niesamowita noc. Po raz pierwszy od dawna czułam się jak prawdziwa kobieta. Jahmes był bardzo namiętny i delikatny. Od dawna nie czułam się tak spełniona. Może nie był tak wyśmienitym kochankiem jak Amenhotep, ale jego przy mnie nie było. Amenhotep nie był urodziwy, ale był idealnym kochankiem. To muszę przyznać, jednak w przeciwieństwie do Amenhotepa, Jahmes był tylko mój. Mój drogi Jahmes. Wiele lat musiało jeszcze upłynąć za nim mogliśmy być razem. Z dnia na dzień kochałam go coraz bardziej, ale było inne uczucie niż to, którym darzyłam Amenhotepa. Czy kochałam ich obydwu? Czasem myślę, że tak. Choć każdego z nich w inny sposób. Następnego ranka po tej pamiętnej nocy czekała mnie dość dziwna niespodzianka. Po kilku miesiącach odwiedził mnie mój mąż. Był smutny i przygnębiony. Pocałował mnie w czoło, pogłaskał po policzku i wyszeptał: "Dziękuję ci za syna, Asztarte", po czym podarował mi piękny naszyjnik z drogich kamieni. Patrzył się na mnie przez chwilę kilka dni później złożył mi dziwną propozycję, której nie mogłam odmówić. Kto by przypuszczał, że w jego głowie narodził się tak szalony pomysł, który miał zmienić świat.