Artyści 44. Gwiazdy w Powstaniu Warszawskim - Agnieszka Cubała

Kup ebooka

47.99 zł
35.99 zł (27,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przy­pi­sy

Wstęp

[1] Mira Zi­mi­ńska-Sy­gie­ty­ńska, Nie ży­łam sa­mot­nie, Wy­daw­nic­twa Ar­ty­stycz­ne i Fil­mo­we, War­sza­wa 1988, s. 7, 8.
[2] Zbi­gniew Ta­ra­nien­ko, Ha­zard, tre­ma, pa­sja ak­tor­ska. Roz­mo­wa z Ta­de­uszem Fi­jew­skim, w: te­atral­ny pl/va­ria/ha­zard-tre­ma-pa­sja-ak­tor­ska-roz­mo­wa-z-ta­de­uszem-fi­jew­skim,598.html (do­stęp: 12.03.2022).
[3] Na pod­sta­wie re­la­cji Ta­de­usza Fi­jew­skie­go.
[4] 1944 - na ba­ry­ka­dach, 1965 - przy pra­cy, "Za i Prze­ciw" 1965, nr 32.
[5] Wi­ęcej na te­mat lo­sów po­wsta­ńczych Ro­ma­na Pa­dlew­skie­go i Fran­cisz­ka Brod­nie­wi­cza w: Agniesz­ka Cu­ba­ła, Wiel­ko­po­la­nie w po­wsta­niu war­szaw­skim, Dom Wy­daw­ni­czy Re­bis, Po­znań 2022.
[6] Jan Cie­cier­ski, Zwy­czaj­ne ży­cie ak­to­ra, Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie, Kra­ków 1989, s. 357.
[7] Ibi­dem, 357-359.
[8] Ja­ro­sław Iwasz­kie­wicz, No­tat­ki 1939-1945, Wy­daw­nic­two Dol­no­śląskie, Wro­cław 1991, s. 57.
[9] Wie­sław Głęboc­ki, Ka­rol Mó­raw­ski, Kul­tu­ra wal­cząca 1939-1945, Wy­daw­nic­twa Szkol­ne i Pe­da­go­gicz­ne, War­sza­wa 1979, s. 229-230.
[10] Je­rzy Za­wiey­ski, Mel­po­me­na scho­dzi do pod­zie­mia, "Pa­mi­ęt­nik Te­atral­ny" 1963, z. 1-4, s. 125-126.
[11] Han­na Biel­ska-Po­re­da, Frag­ment wspo­mnień o dzia­łal­no­ści ar­ty­stycz­nej, w: Lud­no­ść cy­wil­na w po­wsta­niu war­szaw­skim, Pa­ństwo­wy In­sty­tut Wy­daw­ni­czy, War­sza­wa 1974, t. 1, s. 207-208.
[1*] Wszy­scy uczest­ni­czy­li pó­źniej w po­wsta­niu war­szaw­skim. (Wszyst­kie przy­pi­sy po­cho­dzą od au­tor­ki. Przy­pi­sy bi­blio­gra­ficz­ne znaj­du­ją się na ko­ńcu ksi­ążki).
[2*] Na­le­żał rów­nież do uczest­ni­ków po­wsta­nia war­szaw­skie­go.
[3*] Okre­śle­nia tego użył Jan Cie­cier­ski. Li­sta ta obej­mo­wa­ła ar­ty­stów, któ­rzy wy­ra­zi­li zgo­dę na grę w te­atrach jaw­nych lub wy­stępy w fil­mach pro­pa­gan­do­wych.
[4*] Pro­pa­gan­do­wy film Trze­ciej Rze­szy.
[5*] Wszy­scy wy­mie­nie­ni ar­ty­ści uczest­ni­czy­li pó­źniej w po­wsta­niu war­szaw­skim.
[6*] W ten spo­sób okre­śla­no ko­bie­ty na­le­żące do struk­tu­ry o na­zwie Po­moc Żo­łnie­rzo­wi, sta­no­wi­ącej sa­mo­dziel­ny re­fe­rat Biu­ra In­for­ma­cji i Pro­pa­gan­dy Ko­men­dy Głów­nej Ar­mii Kra­jo­wej (BIP KG AK). Pod­czas po­wsta­nia pro­wa­dzi­ły przede wszyst­kim na te­re­nie Śród­mie­ścia i Po­wi­śla go­spo­dy żo­łnier­skie. W miej­scach tych znaj­do­wa­ły się sto­łów­ki żo­łnier­skie, od­by­wa­ły się kon­cer­ty, msze, po­wsta­ńcze skrom­ne we­se­la czy spo­tka­nia przy ka­wie zbo­żo­wej.

Wstęp

W okre­sie dwu­dzie­sto­le­cia mi­ędzy­wo­jen­ne­go War­sza­wę na­zy­wa­no Pa­ry­żem Pó­łno­cy. I choć dziś wie­my, że okre­śle­nie to zo­sta­ło nada­ne nie­co na wy­rost, war­sza­wia­cy ko­cha­li swo­je mia­sto i byli z nie­go dum­ni. Dla­te­go gdy w roku 1945 Mie­czy­sław Fogg na gru­zach sto­li­cy do­szczęt­nie znisz­czo­nej w cza­sie po­wsta­nia śpie­wał Pio­sen­kę o mo­jej War­sza­wie, nie mo­gli po­wstrzy­mać łez wzru­sze­nia, ale i go­ry­czy.

Ale za­nim Hi­tler na­pa­dł na Pol­skę, za­nim roz­po­częła się za­gła­da mia­sta, sto­li­ca prze­ży­wa­ła swo­je naj­pi­ęk­niej­sze dni. W cza­sach gdy nie było te­le­wi­zji i in­ter­ne­tu, a ra­dio sta­wia­ło do­pie­ro pierw­sze kro­ki, całe ży­cie kul­tu­ral­ne kon­cen­tro­wa­ło się w mie­ście: w te­atrach, ki­nach i ka­ba­re­tach. Qui Pro Quo, Per­skie Oko czy Sfinks były miej­sca­mi wręcz kul­to­wy­mi - po­dob­nie jak sto­łecz­ne ka­wiar­nie, re­stau­ra­cje i dan­cin­gi ta­kie jak Mała Zie­mia­ńska, Ad­ria czy Oaza. Mo­żna było tam spędzić czas w to­wa­rzy­stwie przy­ja­ciół i zna­jo­mych, a przy oka­zji zje­ść na przy­kład świe­że ostry­gi albo mar­ce­pa­no­we ciast­ka, wy­pić pół czar­nej lub bu­tel­kę słyn­nej kap­ki, za któ­rą pła­ci­ło się po­ło­wę pen­sji urzęd­ni­czej. Ale przede wszyst­kim to wła­śnie tam spo­ty­ka­ło się ar­ty­stów!

Do sta­łych by­wal­ców kul­to­wych lo­ka­li na­le­ża­ły ta­kie sła­wy jak Fry­de­ryk Járo­sy, Tola Man­kie­wi­czów­na, Ina Be­ni­ta czy Jó­zef Węgrzyn[1*]. Nie­za­po­mnia­na Mira Zi­mi­ńska opi­sy­wa­ła tam­ten okres swo­je­go ży­cia sło­wa­mi:

Wpa­dłam w ob­jęcia cy­ga­ne­rii. Za­częło się ży­cie ar­tyst­ki, roz­pu­sta w opa­rach al­ko­ho­lu, wy­wia­dy, sza­le­ństwa, szal­bier­stwa, szy­ne­le, szyn­szy­le, be­sza­me­le, sza­to­brian­dy, sza­fi­ry, szan­ta­że sza­ty­nów, szym­pan­se[1].

Jesz­cze w sierp­niu 1939 roku War­sza­wa sta­no­wi­ła cen­trum ar­ty­stycz­ne­go ży­cia kra­ju. Tu­taj dzia­ła­ły naj­bar­dziej zna­ne sce­ny te­atral­ne, ka­ba­re­to­we i mu­zycz­ne, a ta­kże mie­ści­ły się naj­wi­ęk­sze wy­twór­nie fil­mo­we. Sto­li­ca ofe­ro­wa­ła naj­wy­ższe za­rob­ki i mo­żli­wo­ść naj­bar­dziej wszech­stron­ne­go roz­wo­ju za­wo­do­we­go. Umo­żli­wia­ła spe­łnie­nie ma­rzeń o suk­ce­sie, bla­sku sce­ny, bry­lan­tach, dro­gich fu­trach i eks­klu­zyw­nych au­to­mo­bi­lach. Za­pew­nia­ła do­stęp do me­diów, a co za tym idzie - rze­sze wiel­bi­cie­li.

Ten ko­lo­ro­wy, bez­tro­ski, ale i na­zna­czo­ny nutą de­ka­den­cji świat zo­stał bru­tal­nie znisz­czo­ny 1 wrze­śnia 1939 roku w wy­ni­ku na­pa­du Nie­miec hi­tle­row­skich na Pol­skę. Ar­ty­ści, tak samo jak resz­ta spo­łe­cze­ństwa, mu­sie­li zmie­rzyć się z nową rze­czy­wi­sto­ścią i włączyć w bieg co­raz bar­dziej dra­ma­tycz­nych wy­da­rzeń. Wi­ęk­szo­ść z nich po­dzie­li­ła losy ro­da­ków wal­czących na nie­mal wszyst­kich fron­tach dru­giej woj­ny świa­to­wej, prze­by­wa­jących na przy­mu­so­wych ro­bo­tach w Trze­ciej Rze­szy, gi­nących w obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych i je­niec­kich, get­tach, ła­grach, pod­czas ma­so­wych eg­ze­ku­cji prze­pro­wa­dza­nych przez nie­miec­kie­go i so­wiec­kie­go na­je­źdźcę.

Ci, któ­rym uda­ło się po­zo­stać w sto­li­cy, pró­bo­wa­li prze­trwać w trud­nych re­aliach oku­pa­cyj­nych. Nie­któ­rzy, chcąc po­zo­stać w zgo­dzie z wła­snym su­mie­niem i za­le­ce­nia­mi pod­ziem­ne­go Zwi­ąz­ku Ar­ty­stów Scen Pol­skich, zmie­nia­li za­wód. Pra­co­wa­li jako szkla­rze, han­dlow­cy, na bu­do­wach. Zna­la­zła się jed­nak garst­ka osób, któ­re zde­cy­do­wa­ły się na wspó­łpra­cę z wro­giem. Jed­nych skło­ni­ły do tego po­glądy po­li­tycz­ne, in­nych obiet­ni­ca wy­god­ne­go i do­stat­nie­go ży­cia. Nie­któ­rych zmu­szo­no szan­ta­żem. Byli też tacy, któ­rzy gra­li w te­atrze jaw­nym czy uży­cza­li swo­je­go gło­su nie­miec­kiej kro­ni­ce pro­pa­gan­do­wej, ro­bi­ąc to za zgo­dą czy wręcz na po­le­ce­nie wy­wia­du i kontr­wy­wia­du Zwi­ąz­ku Wal­ki Zbroj­nej. Nie­ste­ty w tej ostat­niej kwe­stii, jak się po la­tach oka­za­ło, nie­zwy­kle ła­two było o krzyw­dzące osądy lub utra­tę do­bre­go imie­nia, o czym bo­le­śnie prze­ko­nał się cho­ćby ak­tor An­drzej Sza­law­ski[2*].

Ja­kie role przy­szło ode­grać ar­ty­stom pod­czas po­wsta­nia war­szaw­skie­go? Jak to w ży­ciu bywa - bar­dzo ró­żno­rod­ne. Jed­ni wal­czy­li na ba­ry­ka­dach. Inni od­na­le­źli swo­je miej­sce w słu­żbach po­moc­ni­czych - pra­co­wa­li w punk­tach me­dycz­nych, łącz­no­ści, kwa­ter­mi­strzo­stwie, go­spo­dach żo­łnier­skich. Ko­lej­ni prze­by­wa­li w schro­nach i piw­ni­cach, sta­ra­jąc się prze­trwać ten trud­ny czas. Zna­le­źli się i tacy, któ­rzy swo­je losy zwi­ąza­li z "po­wsta­ńczą sce­ną".

W War­sza­wie pod­czas po­wsta­nia mo­żna było spo­tkać naj­wi­ęk­sze gwiaz­dy Dru­giej Rzecz­po­spo­li­tej, mi­ędzy in­ny­mi: iko­nę pol­skie­go te­atru Le­ona Schil­le­ra, wy­bit­ne­go sce­no­gra­fa An­drze­ja Pro­nasz­kę, naj­wi­ęk­szych aman­tów fil­mu: Fran­cisz­ka Brod­nie­wi­cza, Je­rze­go Pi­chel­skie­go, Zbi­gnie­wa Ra­ko­wiec­kie­go, naj­pi­ęk­niej­sze pol­skie ak­tor­ki: Elżbie­tę Barsz­czew­ską, He­le­nę Gros­sów­nę, Tolę Man­kie­wi­czów­nę, gwiaz­dy es­tra­dy: Ire­nę Kwiat­kow­ską, Mie­czy­sła­wa Fog­ga, Fry­de­ry­ka Járo­sy'ego, czy zna­ko­mi­tych mu­zy­ków: Geo­r­ge'a Scot­ta, Ste­fa­na Ki­sie­lew­skie­go i Ro­ma­na Pa­dlew­skie­go.

Na pierw­szej li­nii fron­tu lub w słu­żbach po­moc­ni­czych zna­le­źli się mi­ędzy in­ny­mi: Da­nu­ta Man­ce­wi­czów­na, Da­nu­ta Sza­flar­ska, Je­re­mi Przy­bo­ra. Na "sce­nach po­wsta­ńczych" wszyst­kich dziel­nic mia­sta ob­jętych wal­ka­mi wy­stępo­wa­li Mira Zi­mi­ńska, Jan Ekier, Jó­zef Węgrzyn. A wśród lud­no­ści cy­wil­nej w schro­nach i piw­ni­cach mo­żna było spo­tkać An­to­nie­go Fert­ne­ra, Wi­la­ma Ho­rzy­cę czy też Ada­ma Di­du­ra. Ro­bin­so­nem war­szaw­skim, któ­ry ukry­wał się do pó­źnej je­sie­ni w gru­zach mia­sta, był Wła­dy­sław Szpil­man. Ale to tyl­ko część dłu­giej li­sty ar­ty­stów, na któ­rych po­wsta­nie war­szaw­skie od­ci­snęło swo­je pi­ęt­no (zob. Aneks, s. 305).

Wspo­mi­na­jąc tam­ten czas, Ta­de­usz Fi­jew­ski, po­ja­wia­jący się w sierp­niu i we wrze­śniu 1944 roku na sce­nach Po­wi­śla i Śród­mie­ścia, stwier­dził:

Nie mo­żna tego na­zwać te­atrem. To po pro­stu - spo­tka­nie ak­to­ra z lu­dźmi do­tkni­ęty­mi nie­szczęściem, by po­móc im prze­trwać. Re­cy­to­wa­łem wier­sze i mo­no­lo­gi, Schil­ler grał na for­te­pia­nie i śpie­wał [...]. Często ak­tor­skie dzia­ła­nia prze­pla­ta­ły się z dzia­ła­nia­mi kon­kret­ny­mi, na przy­kład - ści­ąga­no kil­ka osób z ba­ry­kad, zmie­nia­no wal­czących, żeby inni mo­gli coś obej­rzeć. [...] W jed­nym ze szpi­ta­li w cza­sie wy­stępu mia­łem na­stępu­jące zda­rze­nie: część bu­dyn­ku ule­gła zbom­bar­do­wa­niu, cho­rzy wy­czo­łgi­wa­li się już po scho­dach - mu­sia­łem więc prze­rwać grę, spod gru­zów wy­do­by­wać po­wtór­nie ran­nych... Tro­chę po­dob­na sy­tu­acja - w szpi­ta­lu na Ja­snej. Mó­wi­łem tam ja­kieś mo­no­lo­gi czy wier­sze. W pew­nym mo­men­cie - po­twor­ny na­lot, bom­bar­du­ją nie­da­le­ko szpi­ta­la. Ran­ni zwle­ka­ją się z łó­żek, ucie­ka­ją. Mu­sia­łem in­ter­we­nio­wać, krzyk­nąłem: "Pro­szę o spo­kój!". [...] Gra­łem więc po­dwój­ną rolę - ba­łem się sam, ale mu­sia­łem opa­no­wać sy­tu­ację. Ina­czej do­szło­by do pa­ni­ki i wza­jem­ne­go tra­to­wa­nia[2].

Na­zwi­ska wie­lu przy­szłych twór­ców - tych, któ­rzy kszta­łci­li się wów­czas w ra­mach taj­ne­go Pa­ństwo­we­go In­sty­tu­tu Sztu­ki Te­atral­nej lub do­pie­ro szu­ka­li swo­jej ży­cio­wej ście­żki - mo­żna od­na­le­źć ta­kże wśród żo­łnie­rzy i lud­no­ści cy­wil­nej po­wsta­ńczej War­sza­wy. Z gro­na tego ar­ty­sta­mi zo­sta­li: Ali­na Ja­now­ska, Ma­łgo­rza­ta Lo­ren­to­wicz, Wie­ńczy­sław Gli­ński, An­drzej Ła­pic­ki, Zdzi­sław Ma­kla­kie­wicz czy Je­rzy Ste­fan Sta­wi­ński. Gru­pę tę war­to po­sze­rzyć o dzie­ci, któ­re bra­ły udział w po­wsta­niu war­szaw­skim, a po la­tach sta­ły się wiel­ki­mi gwiaz­da­mi pol­skie­go fil­mu i te­atru. Mowa tu o po­sta­ciach tak wy­bit­nych jak Be­ata Tysz­kie­wicz, Kry­sty­na Za­chwa­to­wicz-Waj­da, Ja­cek Fe­do­ro­wicz, Jan Ko­bu­szew­ski, Krzysz­tof Ko­wa­lew­ski czy Krzysz­tof Za­nus­si.

Nie mo­żna rów­nież za­po­mnieć o ope­ra­to­rach i mon­ta­ży­stach fil­mo­wych, przy­go­to­wu­jących ma­te­ria­ły do­ku­men­tal­ne, po­ka­zy­wa­ne w sierp­niu i we wrze­śniu 1944 roku w war­szaw­skim ki­nie Pal­la­dium przy uli­cy Zło­tej 7/9 w kro­ni­kach War­sza­wa wal­czy. Ze­spół ten pra­co­wał w ra­mach Biu­ra In­for­ma­cji i Pro­pa­gan­dy Ko­men­dy Głów­nej Ar­mii Kra­jo­wej pod kie­row­nic­twem re­ży­se­ra An­to­nie­go Boh­dzie­wi­cza. Do gru­py na­le­że­li mi­ędzy in­ny­mi: Je­rzy Za­rzyc­ki, Ste­fan Ba­gi­ński, Ro­man Ba­nach czy Wa­cław Ka­zi­mier­czak.

Pod­czas walk w sto­li­cy oka­zy­wa­ło się cza­sa­mi, że umie­jęt­no­ści ak­tor­skie mo­gły ura­to­wać ży­cie, o czym prze­ko­nał się na przy­kład Ta­de­usz Fi­jew­ski, któ­ry w pierw­szych dniach po­wsta­nia zna­la­zł się jako za­kład­nik w gma­chu Mu­zeum Na­ro­do­we­go wraz z dużą gru­pą lud­no­ści cy­wil­nej. W pew­nym mo­men­cie Niem­cy po­sta­no­wi­li ufor­mo­wać z poj­ma­nych war­sza­wia­ków tak zwa­ną żywą tar­czę dla ochro­ny swo­ich czo­łgów. Ak­tor ura­to­wał się tyl­ko dla­te­go, że zna­ko­mi­cie ode­grał - jak to okre­ślił - "etiu­dę umie­ra­jące­go na ser­ce". Po la­tach stwier­dził, że była to naj­lep­sza rola jego ży­cia, po­nie­waż hi­tle­row­cy mu uwie­rzy­li. (Z gru­py poj­ma­nych wów­czas osób ura­to­wa­li się wte­dy tyl­ko ran­ni i cho­rzy ewa­ku­owa­ni do szpi­ta­la)[3].

Po­dob­nym do­świad­cze­niem po­dzie­lił się An­drzej Ła­pic­ki, któ­ry wy­ko­rzy­stał swo­je umie­jęt­no­ści ak­tor­skie, by ukryć przed na­zi­sta­mi to, że na­le­żał do gru­py po­wsta­ńców poj­ma­nych na Mo­ko­to­wie w pierw­szych dniach sierp­nia. Ma­ria Ku­bic­ka z ko­lei uda­wa­ła wraz z ko­le­ga­mi od­dział nie­miec­ki, by do­trzeć szczęśli­wie do po­zy­cji po­wsta­ńczych. Tam­te chwi­le opi­sa­ła w ten spo­sób:

Przy­ja­ciel­skim ge­stem po­ma­cha­łam w stro­nę Niem­ców. To ich zdez­o­rien­to­wa­ło. Nie pa­dły strza­ły, my zaś szli­śmy przez pole, na któ­rym ka­żdy nasz krok trwał - jak nam się wy­da­wa­ło - wiecz­no­ść. Nie wy­trzy­ma­li ner­wo­wo nasi ko­le­dzy z rowu - wy­chy­li­li się i za­częli nam coś po­ka­zy­wać, wy­ma­chi­wać do nas... Kil­ka­dzie­si­ąt me­trów przed ro­wem huk­nęły strza­ły. Niem­cy swo­ją wście­kło­ść skie­ro­wa­li w stro­nę na­szych ko­le­gów, a my ostat­nie kil­ka­dzie­si­ąt me­trów prze­czo­łga­li­śmy się pod tym ogniem do rowu[4].

Nie­ste­ty pod­czas po­wsta­nia śmie­rć zbie­ra­ła ogrom­ne żni­wo, rów­nież wśród przed­sta­wi­cie­li świa­ta kul­tu­ry. Ar­ty­ści gi­nęli w bez­po­śred­nich wal­kach z wro­giem, pod­czas eg­ze­ku­cji do­ko­ny­wa­nych przez żo­łda­ków z bry­gad SS Bro­ni­sła­wa Ka­mi­ńskie­go i Oska­ra Dir­le­wan­ge­ra, w wy­ni­ku bom­bar­do­wań i ostrza­łu ar­ty­le­ryj­skie­go. W sierp­niu 1944 roku stra­ci­li ży­cie mi­ędzy in­ny­mi: Ma­ria Przy­by­łko-Po­toc­ka, Fran­ci­szek Brod­nie­wicz, Ma­riusz Ma­szy­ński, Jó­zef Or­wid, Ro­man Pa­dlew­ski[5] czy Zbi­gniew Ra­ko­wiec­ki.

Do sto­li­cy pod­czas oku­pa­cji przy­by­ło wie­lu ar­ty­stów wy­sie­dlo­nych z Wiel­ko­pol­ski, Po­mo­rza i Śląska, a ta­kże ucie­ki­nie­rów z Wil­na i ze Lwo­wa. W zwi­ąz­ku z tym War­sza­wa po raz ko­lej­ny sta­ła się cen­trum ofi­cjal­ne­go i pod­ziem­ne­go ży­cia kul­tu­ral­ne­go kra­ju. Nie­któ­rzy twier­dzą, że w przy­pad­ku ży­cia mu­zycz­ne­go ni­g­dy nie roz­wi­ja­ła się tak prężnie jak wów­czas.

Ro­man Pa­dlew­ski - gwiaz­da z Po­zna­nia, uczest­nik po­wsta­nia war­szaw­skie­go

Fran­ci­szek Brod­nie­wicz - gwiaz­da z Po­zna­nia, uczest­nik po­wsta­nia war­szaw­skie­go

Nie na­le­ży jed­nak sądzić, że ar­ty­ści w oku­po­wa­nym mie­ście byli szcze­gól­nie uprzy­wi­le­jo­wa­ni. Po­nie­waż wi­ęk­szo­ść śro­do­wi­ska nie na­wi­ąza­ła wspó­łpra­cy z wro­giem, re­zy­gnu­jąc z pod­pi­sa­nia tak zwa­nej Er­lau­bli­sty[3*], ak­to­rzy, kom­po­zy­to­rzy czy tan­ce­rze mu­sie­li ra­dzić so­bie z trud­ny­mi wa­run­ka­mi ży­cia co­dzien­ne­go. Jak stwier­dził je­den z nich, Jan Cie­cier­ski:

Ogrom­na wi­ęk­szo­ść ko­le­gów i ko­le­ża­nek pra­co­wa­ła wte­dy w ka­wiar­niach i re­stau­ra­cjach jako kel­ne­rzy, bar­ma­ni, szat­nia­rze. Część ak­to­rów dała nura na pro­win­cję, nie­któ­rzy za­jęli się han­dlem, a tyl­ko bar­dzo nie­licz­ni gra­li. [...] Ujął mnie po­stępek mego ko­le­gi Ta­de­usza Bia­łosz­czy­ńskie­go, któ­ry gdy Niem­cy moc­no za­częli na­ci­skać, aby za­grał w ich fil­mie pod ty­tu­łem He­im­kehr[4*], po­sze­dł do szpi­ta­la i pod­dał się ope­ra­cji wy­ci­ęcia zu­pe­łnie zdro­wej śle­pej kisz­ki. Prze­sie­dział w szpi­ta­lu kry­ty przez na­szych le­ka­rzy tak dłu­go, aż nie­miec­ki re­ży­ser zna­la­zł ko­goś in­ne­go[6].

Wie­lu przed­sta­wi­cie­li świa­ta ar­ty­stycz­ne­go wy­stępo­wa­ło na­to­miast w nie­zwy­kle po­pu­lar­nych ka­wiar­niach i go­spo­dach war­szaw­skich. W Bo­de­dze mo­żna było po­słu­chać Han­ki Brze­zi­ńskiej, Zbi­gnie­wa Kru­kow­skie­go czy Mie­czy­sła­wa Fog­ga. Le­gen­dar­na przed woj­ną Ad­ria sły­nęła z kon­cer­tów or­kie­stry Ol­gier­da Stra­szy­ńskie­go, wy­stępów so­lo­wych Lu­cy­ny Szcze­pa­ńskiej - na­zy­wa­nej sło­wi­kiem War­sza­wy - oraz po­pi­sów mu­zycz­nych Eu­ge­nii Umi­ńskiej, Ire­ny Du­bi­skiej czy Jana Ekie­ra. Ka­wiar­nia pro­fe­so­ra Bo­le­sła­wa Woy­to­wi­cza, tak zwa­ny Dom Sztu­ki, zna­na była mi­ło­śni­kom mu­zy­ki po­wa­żnej. Tu usły­szeć mo­żna było Zbi­gnie­wa Drze­wiec­kie­go, Ewę Ban­drow­ską-Tur­ską czy Wik­to­rię Cal­mę, na­to­miast u Lar­del­le­go od­by­wa­ły się zu­pe­łnie wy­jąt­ko­we - jak na pa­nu­jące wa­run­ki - "me­cze es­tra­do­we", roz­gry­wa­ne po­mi­ędzy or­kie­strą sym­fo­nicz­ną Ada­ma Do­łżyc­kie­go a jaz­zo­wą Geo­r­ge'a Scot­ta[5*].

Poza ka­wiar­nia­mi ży­cie ar­ty­stycz­ne oku­pa­cyj­nej War­sza­wy to­czy­ło się dwu­to­ro­wo. Z jed­nej stro­ny w te­atrach jaw­nych, zwi­ąza­nych z pro­pa­gan­dą nie­miec­ką, wy­sta­wia­no naj­częściej ni­skiej ja­ko­ści, ogłu­pia­jące sztu­ki i re­wie. O ich po­zio­mie naj­le­piej świad­czą ty­tu­ły przed­sta­wień: Pod fi­go­wym list­kiem, Ka­ja­ki i krza­ki czy So­lo­ne, pie­przo­ne. Z dru­giej stro­ny funk­cjo­no­wa­ło taj­ne ży­cie kul­tu­ral­ne, w ra­mach któ­re­go dzia­ła­ły Te­atr Woj­sko­wy i Te­atr Fron­to­wy, oba zwi­ąza­ne z Biu­rem In­for­ma­cji i Pro­pa­gan­dy Ar­mii Kra­jo­wej. Dzia­ła­ła rów­nież taj­na Rada Te­atral­na, do któ­rej na­le­że­li mi­ędzy in­ny­mi: Ed­mund Wier­ci­ński, Leon Schil­ler, Ka­rol Ad­wen­to­wicz, Do­bie­sław Da­mi­ęc­ki, Ste­fan Ja­racz czy An­drzej Pro­nasz­ko. Poza tym zor­ga­ni­zo­wa­no kon­spi­ra­cyj­ne na­ucza­nie dla przy­szłych wy­bra­ńców Mel­po­me­ny - kie­row­nic­two nad Pa­ństwo­wym In­sty­tu­tem Sztu­ki Te­atral­nej ob­jęła Ja­dwi­ga Tu­ro­wi­czo­wa, Iwo Gall wraz z żoną Ha­li­ną za­ło­ży­li Stu­dium Kszta­łce­nia Ak­to­rów, a kur­sy dra­ma­tycz­ne pro­wa­dzi­ła He­le­na Bu­czy­ńska.

Wspo­mi­na­jąc swo­je oku­pa­cyj­ne do­świad­cze­nia, ak­tor Jan Cie­cier­ski za­no­to­wał:

Po­dzi­wia­łem w tym cza­sie Ja­ni­nę Ro­ma­nów­nę, Mirę Zi­mi­ńską i Ma­riu­sza Ma­szy­ńskie­go, któ­rzy wy­stępu­jąc po ka­wiar­niach, po­tra­fi­li w wier­szach i pio­sen­kach prze­my­cać świet­ną po­li­tycz­ną sa­ty­rę albo we­zwa­nie do prze­trwa­nia. [...] Przy­jęto mnie do pod­ziem­ne­go te­atru żo­łnier­skie­go. Jak się pó­źniej zo­rien­to­wa­łem, na jego cze­le stał Boh­dan Ko­rze­niew­ski. O wcze­śniej­szej dzia­łal­no­ści te­atru nie wie­dzia­łem nic, w dal­szym ci­ągu we­dług za­sa­dy: nie wie­dzieć za dużo. To­też po­zna­łem tyl­ko naj­bli­żej wspó­łpra­cu­jących ze mną ko­le­gów, wie­dząc ta­kże, iż w chwi­li otwar­tej wal­ki mamy włączyć się do ar­mii i to, że mo­że­my wcze­śniej być skie­ro­wa­ni do lasu, do od­dzia­łów par­ty­zanc­kich. Zwierzch­ni­kiem ar­ty­stycz­nym tej gru­py był re­ży­ser Jó­zef Wy­szo­mir­ski, a wspó­łto­wa­rzy­sza­mi Ire­na Brze­zi­ńska (obec­nie Ga­ret), Da­nu­ta Sza­flar­ska, Sta­ni­sław Ja­śkie­wicz (wszy­scy oni wró­ci­li z Wil­na do War­sza­wy), Ta­de­usz Cy­gler, An­drzej Ła­pic­ki i Sta­ni­sław Bu­gaj­ski[7].

Na nie­zwy­kłą ska­lę or­ga­ni­zo­wa­no kon­cer­ty kon­spi­ra­cyj­ne. Je­den z nich od­był się 30 mar­ca 1942 roku w miesz­ka­niu Je­rze­go Wal­dorf­fa. Wy­stąpi­li pia­ni­ści Zbi­gniew Drze­wiec­ki i Jan Ekier, skrzy­pacz­ka Ire­na Du­bi­ska oraz śpie­wacz­ka ope­ro­wa Ewa Ban­drow­ska-Tur­ska. Sło­wo wstęp­ne wy­gło­sił Ja­ro­sław Iwasz­kie­wicz, któ­ry stwier­dził: "Zbie­ra­my się tu­taj w ta­jem­ni­cy, jak pierw­si chrze­ści­ja­nie w ka­ta­kum­bach, aby w ukry­ciu od­pra­wiać wspo­min­ki po na­szych wiel­kich ar­ty­stach"[8].

He­le­na Gros­sów­na - ak­tor­ka, pio­sen­kar­ka i tan­cer­ka

Lu­cy­na Szcze­pa­ńska - pio­sen­kar­ka na­zy­wa­na sło­wi­kiem War­sza­wy

Sko­ro tak bo­ga­te było oku­pa­cyj­ne ży­cie kul­tu­ral­ne sto­li­cy i tak wie­lu przed­sta­wi­cie­li świa­ta ar­ty­stycz­ne­go miesz­ka­ło w mie­ście jesz­cze w ostat­nich dniach lip­ca 1944 roku, nie po­win­no dzi­wić to, że wśród uczest­ni­ków walk i lud­no­ści cy­wil­nej po­wsta­nia war­szaw­skie­go mo­żna było spo­tkać tak wie­lu ak­to­rów, mu­zy­ków, pio­sen­ka­rzy, tan­ce­rzy czy słyn­nych kon­fe­ran­sje­rów. W zwi­ąz­ku z tym w wal­czącej sto­li­cy od­by­wa­ły się licz­ne wy­da­rze­nia ar­ty­stycz­ne. Kon­cer­ty, aka­de­mie i wie­czor­ni­ce or­ga­ni­zo­wa­no przede wszyst­kim w lo­ka­lach zgru­po­wań Ar­mii Kra­jo­wej i w go­spo­dach żo­łnier­skich pe­że­tek[6*]. Z cza­sem ar­ty­ści za­częli wy­stępo­wać rów­nież w szpi­ta­lach, schro­nach, na po­dwór­kach, w ogro­dach i miesz­ka­niach pry­wat­nych. O spe­cy­fi­ce tych wy­da­rzeń opo­wie­dzia­ła Mira Zi­mi­ńska, opi­su­jąca kon­cert swo­je­go ko­le­gi Jana Ekie­ra:

Cho­pin wte­dy to był ca­łkiem inny Cho­pin, inny niż w Fil­har­mo­nii i sa­lach kon­cer­to­wych. Tam była pu­blicz­no­ść ele­ganc­ka, pa­nie pach­nące, ufry­zo­wa­ne, ob­wie­szo­ne bi­żu­te­rią, pa­no­wie..., no wie­cie, jak wte­dy wy­gląda­ła pu­blicz­no­ść na kon­cer­cie sym­fo­nicz­nym. Tu był Cho­pin i ran­ni mło­dzi chłop­cy - żo­łnie­rze, Cho­pin i mo­gi­ły na ka­żdym po­dwór­ku, na ka­żdym skwe­rze. Cho­pin Ekie­ra był tu inny, jak za­wsze wiel­ki, ale bar­dziej dra­ma­tycz­ny. Nie było braw, była tyl­ko ci­sza, tyl­ko wiel­ka ci­sza. My­ślę, że je­śli Cho­pin wi­dział ten kon­cert w po­wsta­ńczym szpi­ta­lu na Po­lnej w War­sza­wie, je­śli wi­dział nas z nie­ba, to się z pew­no­ścią do nas uśmie­chał[9].

Przy­go­to­wy­wa­ne na ta­kie kon­cer­ty pro­gra­my obej­mo­wa­ły przede wszyst­kim pio­sen­ki przed­wo­jen­ne, oku­pa­cyj­ne i po­wsta­ńcze, de­kla­ma­cje, ske­cze, nie­kie­dy ta­kże krót­kie in­sce­ni­za­cje. Naj­wi­ęcej wy­stępów mia­ły na swo­im kon­cie Bry­ga­da Te­atral­na Le­ona Schil­le­ra, Gru­pa Te­atral­no-Mu­zycz­na Ta­de­usza Ochlew­skie­go i trio skła­da­jące się z Ja­ni­ny Anu­sia­ków­ny, Han­ny Biel­skiej-Po­re­dy i akom­pa­niu­jącej im Re­na­ty Ko­wa­lec. Dzia­łał ta­kże cie­szący się ogrom­ną po­pu­lar­no­ścią te­atrzyk Ku­kie­łki pod Ba­ry­ka­dą, a przed­sta­wie­nia dla dzie­ci i z ich udzia­łem na Żo­li­bo­rzu or­ga­ni­zo­wa­ła zwi­ąza­na przez lata z te­atrem Baj Ma­ria Kow­nac­ka. Na do­da­tek 15 sierp­nia 1944 roku, z oka­zji ob­cho­dów Dnia Żo­łnie­rza, wy­sta­wio­na zo­sta­ła spe­cjal­nie na­pi­sa­na na ten dzień Kan­ta­ta na otwar­cie Te­atru Na­ro­do­we­go, wy­re­ży­se­ro­wa­na przez Le­ona Schil­le­ra. Na Mo­ko­to­wie gru­pa wy­bit­nych ak­to­rów, do któ­rych na­le­że­li mi­ędzy in­ny­mi Ma­ria Przy­by­łko-Po­toc­ka i Jó­zef Węgrzyn, w bom­bar­do­wa­nych i ostrze­li­wa­nych do­mach przy­go­to­wy­wa­ła się na­to­miast do wy­sta­wie­nia War­sza­wian­ki. O tym przed­si­ęw­zi­ęciu tak opo­wie­dział Je­rzy Za­wiey­ski:

[...] przez czte­ry czy pięć dni zbie­ra­li­śmy się punk­tu­al­nie o 10 z rana i czy­ta­li­śmy tekst. Bre­za i ja mie­li­śmy ak­to­rom całą rzecz wy­ja­śniać, ale jak w ta­kich wa­run­kach, gdy co chwi­la albo były bom­bar­do­wa­nia, albo zno­szo­no ran­nych, zaj­mo­wać się ana­li­zą li­te­rac­ką? War­sza­wian­ka, któ­ra mó­wi­ła o tra­gicz­nych lo­sach po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go - mó­wi­ła wła­śnie o na­szym po­wsta­niu. - "Fran­cja pio­sen­kę nam prze­sy­ła" - wo­łał Chło­pic­ki - Węgrzyn, gdy rze­czy­wi­ście nie po­moc Za­chód nam przy­sy­łał, lecz pie­śni, ape­le do wy­trwa­nia, ho­łdy dla bo­ha­ter­stwa gi­nącej mło­dzie­ży. "Tu trze­ba wia­ry w po­wo­dze­nie" - sza­mo­tał się Chło­pic­ki - na co od­po­wia­dał Pac roz­dzie­ra­jącym bła­ga­niem: - "Usza­nuj po­ry­wy tej mło­dzie­ży, co się gar­nie ku nam świe­ża, czy­sta". Cały utwór mó­wił o na­szych tra­gicz­nych dniach sierp­nio­wych, o he­ro­izmie ofia­ry i osa­mot­nio­nych "sza­lo­nych". Po ty­go­dniu było już wia­do­mo, że nie wró­ci­my do prze­rwa­nych prób. Były one na nic i War­sza­wian­ka z Chło­pic­kim - Węgrzy­nem ni­g­dy nie zo­sta­ła ode­gra­na. Ale całe po­wsta­nie za­wa­rło się w gorz­kich i bo­le­snych sło­wach pie­śni "Oto dziś dzień krwi i chwa­ły". Lu­dzie z ka­na­łów, z ba­ry­kad, piw­nic byli praw­dzi­wy­mi ak­to­ra­mi no­wej au­ten­tycz­nej War­sza­wian­ki[10].

Or­ga­ni­zo­wa­ne przez ar­ty­stów kon­cer­ty, po­lo­nez Cho­pi­na gra­ny na pia­ni­nie znaj­du­jącym się w kwa­te­rze po­wsta­ńczej, we­so­ła pio­sen­ka za­śpie­wa­na chłop­com, któ­rzy wró­ci­li z wy­pa­du, czy też prze­czy­ta­nie kil­ku do­pie­ro co na­pi­sa­nych wier­szy na ko­min­ku har­cer­skim - ta­kie wy­da­rze­nia mia­ły, i to za­rów­no dla wal­czących żo­łnie­rzy, jak i to­wa­rzy­szących im cy­wi­li, ogrom­ne zna­cze­nie. Da­wa­ły uśmiech, ra­do­ść, mo­żli­wo­ść od­re­ago­wa­nia stre­su, krót­ką chwi­lę za­po­mnie­nia. Ta­kie wy­stępy przy­no­si­ły rów­nież dużo sa­tys­fak­cji sa­mym ar­ty­stom. Do te­ma­tu tego od­nio­sła się wy­stępu­jąca z du­żym po­wo­dze­niem na sce­nach po­wsta­ńczych ak­tor­ka Han­na Biel­ska-Po­re­da:

Po­wie­dział ktoś: "Je­że­li cho­ciaż jed­ne­mu czło­wie­ko­wi, któ­ry sły­szał nas w cza­sie po­wsta­nia, do­da­ły­śmy otu­chy, było mu lżej wal­czyć czy umie­rać, to cel nasz zo­stał osi­ągni­ęty. Drob­ny wkład na­szej pra­cy nie po­sze­dł na mar­ne, a trud sto­krot­nie się opła­cił". Oso­bi­ście po­mi­mo wie­lu cie­ka­wych ról, któ­re za­gra­łam i któ­re przy­nio­sły mi wie­le ra­do­ści, szczy­tem do­znań oso­bi­stych i ar­ty­stycz­nych po­zo­sta­ną kon­cer­ty z Po­wsta­nia War­szaw­skie­go[11].

Na kar­tach ni­niej­szej pu­bli­ka­cji przy­bli­żo­ne zo­sta­ły losy wy­bra­nych lu­dzi te­atru, fil­mu i es­tra­dy prze­by­wa­jących w sto­li­cy pod­czas pa­mi­ęt­nych dni sierp­nia i wrze­śnia 1944 roku. Po­zna­nie ich do­świad­czeń umo­żli­wia spoj­rze­nie na wie­le zna­nych po­sta­ci z zu­pe­łnie no­wej per­spek­ty­wy. Daje rów­nież szan­sę przy­po­mnie­nia za­po­mnia­nych lub dziś już wręcz nie­zna­nych ob­ra­zów, sma­ków, za­pa­chów i barw daw­nej War­sza­wy.

Ze względu na nie­zwy­kle sze­ro­ki za­kres oma­wia­ne­go te­ma­tu au­tor­ka ksi­ążki zmu­szo­na była do do­ko­na­nia se­lek­cji ma­te­ria­łu, skró­tów oraz su­biek­tyw­nych wy­bo­rów. Z tego względu nie­któ­re wąt­ki zo­sta­ły je­dy­nie za­sy­gna­li­zo­wa­ne, włączo­ne w bieg nar­ra­cji w stop­niu, w ja­kim do­ty­czy­ły lo­sów kon­kret­nych po­sta­ci.

Uzu­pe­łnie­niem ksi­ążki jest Aneks, obej­mu­jący kil­ka­set na­zwisk, któ­ry sta­no­wi pró­bę stwo­rze­nia li­sty/spi­su ar­ty­stów uczest­ni­czących w po­wsta­niu war­szaw­skim. Przy­go­to­wa­ny ma­te­riał nie ma jed­nak cha­rak­te­ru za­mkni­ęte­go i jest je­dy­nie przy­czyn­kiem do dal­szych ba­dań nad te­ma­tem.

Poza wspo­mnie­nia­mi sa­mych ar­ty­stów i ich naj­bli­ższych ma­te­riał źró­dło­wy do pu­bli­ka­cji sta­no­wi­ły zbio­ry Ar­chi­wum Akt No­wych, Ar­chi­wum Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skie­go, Ar­chi­wum Pa­ństwo­we­go w War­sza­wie, Bi­blio­te­ki Na­ro­do­wej, Bi­blio­te­ki Pu­blicz­nej m.st. War­sza­wy, Bi­blio­te­ki Pu­blicz­nej w Pia­secz­nie i Za­le­siu Dol­nym, Bi­blio­te­ki Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go, Cen­trum Kul­tu­ry w Pia­secz­nie, In­sty­tu­tu Te­atral­ne­go imie­nia Zbi­gnie­wa Ra­szew­skie­go, Ko­mi­sji Hi­sto­rii Ko­biet, Izby Pa­mi­ęci Ma­rii Kow­nac­kiej oraz do­ku­men­ty i ar­chi­wa pry­wat­ne. Cie­ka­we uzu­pe­łnie­nie te­ma­tu sta­no­wią rów­nież ma­te­ria­ły po­cho­dzące z pra­sy przed­wo­jen­nej, oku­pa­cyj­nej i po­wsta­ńczej, au­dy­cje po­wsta­ńcze Pol­skie­go Ra­dia i Sta­cji Nadaw­czej AK "Bły­ska­wi­ca", fil­my do­ku­men­tal­ne i ar­chi­wa Pol­skie­go Ra­dia.

Szcze­gól­ne po­dzi­ęko­wa­nia za po­moc, cen­ne uwa­gi oraz oka­za­ną życz­li­wo­ść i wie­lo­krot­nie udzie­la­ne wspar­cie au­tor­ka pra­gnie zło­żyć: Ma­rze­nie Bie­ga­le, An­nie Bor­kie­wicz-Ce­li­ńskiej, Syl­wii Choj­nac­kiej-Tu­zi­mek, Jac­ko­wi Da­mi­ęc­kie­mu, Be­acie Do­bkow­skiej, Ja­no­wi Ekie­ro­wi, Ja­ni­nie Fi­li­pec­kiej, Ali­cji Kar­li­kow­skiej, Krzysz­to­fo­wi Kop­fo­wi, To­ma­szo­wi Mły­nar­skie­mu, Sta­ni­sła­wo­wi Sie­radz­kie­mu, Han­nie Si­kor­skiej, Mar­ko­wi Stro­ko­wi, To­ma­szo­wi Strzem­bo­szo­wi, Ta­de­uszo­wi Su­mi­ńskie­mu, Da­nu­cie Sza­flar­skiej, An­nie Świer­czew­skiej-Ja­ku­bow­skiej, Ani­cie Te­ich­man, Ewie Urba­now­skiej, Agniesz­ce Wen­de-Wün­sche, Ma­rio­li Wie­czor­kie­wicz, Wie­sła­wo­wi Wi­siec­kie­mu, Kry­sty­nie Za­chwa­to­wicz-Waj­dzie oraz Wy­daw­nic­twu Wiel­ka Li­te­ra.

Za­pra­sza­my do za­ku­pu pe­łnej wer­sji ksi­ążki