ARTEFAKTY - Marek Skalski

Kup ebooka

6.06 zł
5.03 zł (5,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

S E K U N D A

myślę o tym zdaniu z radia Stuttgart przygotowaliśmy dla niewiernych ogień płonący

kawiarniany szept, półmrok ukrywa szczegóły, jedynie wyraźnie widać zegar

podejrzanie duży zegar, ba, olbrzymi zegar na przeciwległej ścianie, jest dokładnie

dziewiętnaście sekund po dwudziestej - położenie wskazówek to jak celownik mercedesa

tak się zastanawiam, a co jeśli sekundnik przeskoczy o jedną kreskę, a mechanizm

zewrze elektryczne styki, te styki zainicjują zapalnik prawdziwej bomby tam w środku

gdyby tak ładunek wybuchowy rozsadził zegar na drobne ostre ponadczasowe kawałki

wskazówki poszybują w kierunku moich oczu, drzazgi i części metalowe powbijają się

w policzki i usta, a co jeśli runie ściana i przygniecie rozmawiających beztrosko ludzi

zasypie gruzem ich kawę i ciasteczko gratis, skąd wzięła się bomba w zegarze

dlaczego tutaj, w przemiłej kawiarence przy Königstraße o tej godzinie eksploduje

może umieścił ją szaleniec ale inteligentny, jakiś wschodni miłośnik zachodniej motoryzacji

skąd ta perfidia ze wskazówkami, nie odpowiem na to pytanie, w takiej chwili człowiek

przeważnie robi podsumowanie, żałuje, bo tyle jeszcze zostało do zrobienia, modli się

lub tylko woła matko boska, może nie zdążę nawet paść na podłogę jak uczą, bo zostało

za mało czasu do wybuchu, Chryste, na sekundę zamykam oczy, kawa o posmaku krwi

o niczym

powiedzieć coś o pustce

pustce prawdziwej i monumentalnej

gdzie nawet światło się nie załamuje

gdzie jeden-wielki-brak budzi rozpacz

a zaniechanie to klucz do sukcesu

chciałbym powiedzieć o pustce

o zwykłym braku czasu

oczach wpatrzonych za ścianę

pustce w kieszeniach i w głowie

próżnej butelce

w stanie pustki lustro robi grymasy

udaje, że nie jest lustrem

chciałbym powiedzieć o niczym

takim zwykłym przeciętnym nic-a-nic

gdzie echo odpowiada milczeniem

a słowo jest dopiero zygotą

nieświeże wiadomości

od czasu, gdy kiwanie głową przebiega poziomo

jedyną pewną rzeczą jest brak pewności

bardzo przykro jest, gdy najświeższa wiadomość

z kuchni to przeterminowany obiad z garmażu

jedyny świeży gulasz pędzi łąką na Animal Planet

pozostaje przylgnąć uchem do wolnej Europy

pod Gazą wdało się pustynne zakażenie

pełne obłożenie stolików przy grobie pańskim

ziomkowie Goldy proszą wzgórza na wynos

w tym roku już tylko jaja lecą na południe

pijana gorączka niedzielnych nocy

buduje zapory ogniowe pląsom języka

tylko drzewa ocieplają atmosferę spotkań

przy kominkach ordnung muss nicht sein

podciągamy paski o jedną dziurkę

żegnając spasionego kota gasimy światło

przysiadamy pod wielkim totemeM

w upodleniu pałaszując zaborczego wieśmaka

kończymy skecz hrabi w barze turystycznym

na koniec pójdziemy jak zwykle tam, gdzie

elektryczne gwiazdy mają zawsze komplet

zmyślenie

przed burzą

bąki tną a stare baby grymaszą

że gdzie im tam do Emmanuelle Seigner

ostentacyjnie walą packami po muchach

tymczasem mężowie przytulają weny

przed burzą wiatr nerwowo zamiera

wszelki przeciąg oddech wstrzymuje

wilgoć dziewczynom włosy wykręca

przelotne klucze wędrownych żurawi

otwierają kufry puchnących obłoków

gdy burza nadchodzi

autochtoni sprawdzają kurs obola

wszczynają serię wyuczonych bojaźni

wyciągając wtyczki ładowarek z gniazdek

wyzywają nadaremno imiona

z pierwszych stron nieświeżych gazet

tuż przed wszyscy popierdoleni poeci

wykupują dodatkowe ryzy papieru

wydzwaniają do wydawców

zmyślają tytuły

SIÓDEMKA PIK

Nieznany Pokój. Ustawiony pośrodku stół, na którym leży równo talia kart.

Ktoś ułożył karty idealnie; jedna na drugiej, by było widać tylko jedną.

Niezależny obserwator powie, że to zwykła talia kart. Być może taka

z wizerunkami nieznanych nam osób i znakami zwróconymi ku dołowi.

Widzę już, jak wyciągam rękę po kartę i czas się zatrzymuje.

Jeśli odkryję pierwszą kartę, a będzie na niej symbolika z przesłaniem,

wszystko stanie się wiadome - trzeba będzie z tym żyć aż do następnej odsłony.

A co, jeśli ta pierwsza karta zdeterminuje moje działania, wywróży,

odczytam jej znaczenie, wbiję sobie do głowy nieuchronność znaków?

Później już tylko będę czekał na wypełnienie przepowiedni, karmę,

na realizację zamówienia policzonych z dokładnością do sekundy dni.

Zapewne, gdy już wypełni się to, co wyznaczone przez pierwszą kartę,

łapczywie sięgnę po drugą. Chyba, że następnego "odkrycia" nie dożyję,

bo zabraknie dni. A może jako starzec podjadę na wózku do blatu stołu

w Nieznanym Pokoju i sięgnę po kartę z talii leżącej wyjątkowo równo...

Czy czas zatrzyma się ponownie, bym nie zdążył umrzeć?

pejzaż mojej twarzy

po południu sitowie bywa zatopione w myślach

konsekwentnie ignoruję wszelkie zmiany w pogodzie

ducha nie tracę jedynie ciało oddala się stopniowo

trzeba się wychylić by dowieść że ma się twarz

powierzchnia wody zmarszczona na myśl o konfrontacji

trochę wódki i punkt widzenia zgrabnie sięga dna

przyłapuję się na marzeniach o deszczu i burzy

po których powrócę tęczą w tygodniku wieczornym

czarno na białym uskrzydlone wersy miną się z prawdą

wydając łoskot guana kaczek dziennikarskich

nocą lampa przed wejściem zapala się automatycznie

przynajmniej wiem że ktoś na mnie czekał

strategiczne milczenie - zapachowa świeczka próbuje

odwrócić uwagę od pogorzeliska

pytasz gdzie w tym wszystkim jest haczyk

myślę że nawet nie dbam o to czy był

czoło gęstnieje od dymu na horyzoncie wbity wzrok

podświadomie wracam nad jezioro bo nocą nie widać

czy ma jeszcze warunki brzegowe