Działania wojenne na obszarze zachodnioeuropejskiego teatru działań wojennych (sierpień-grudzień 1944 roku)
Na przełomie lipca i sierpnia 1944 roku, w wyniku pomyślnie
przeprowadzonej operacji "Cobra", siły aliantów przełamały obronę
niemiecką w zachodniej Normandii. Dzięki temu zdołały wyjść na wolną
przestrzeń operacyjną i nadać swym działaniom formę walk manewrowych.
Podjęta przez Niemców 7 sierpnia próba odcięcia wkraczającej do Bretanii
amerykańskiej 3. Armii gen. George'a Pattona (operacja "Lüttich")
zakończyła się niepowodzeniem. Dodatkowo manewr ten zapoczątkował bitwę
pod Falaise, w wyniku której niemiecka Grupa Armii "B" została częściowo
okrążona i rozbita. W czasie jej trwania, 15 sierpnia, wojska
amerykańsko-francuskie wylądowały w południowej Francji, realizując
odciążającą dla frontu w Normandii operację "Dragoon". Dzień później
Hitler przyznał, iż bitwa o Francję została przegrana i nakazał
strategiczny odwrót za Sekwanę.
Duch bojowy i morale armii niemieckiej uległy poważnemu zachwianiu.
Pomimo zakończonego częściowym sukcesem wycofania się za Sekwanę, stany
osobowe poszczególnych jednostek były bardzo niskie. 7. Armia została
faktycznie rozbita, podobnie jak wszystkie dywizje szybkie walczące w Normandii w składzie 5. Armii Pancernej czy Grupy Pancernej Eberbacha.
Wojska te, pozbawione osłony powietrznej oraz zaopatrzenia, nie były
zdolne dłużej stawiać oporu w centralnej Francji. 19 sierpnia w Paryżu
wybuchło powstanie, które już po czterech dniach wsparły oddziały
francuskiej 2. Dywizji Pancernej gen. Jacques'a Leclerca oraz wojska
amerykańskie. 25 sierpnia, po kilku dniach negocjacji, niemiecki
komendant miasta, gen. Dietrich von Choltitz, poddał się wraz ze
sztabem. W tym samym czasie alianci sforsowali Sekwanę i kontynuowali
pościg za nieprzyjacielem. Także w południowej Francji sytuacja
rozwijała się dla nich pomyślnie. 26 sierpnia zajęto Tulon, zaś dwa dni
później wyzwolono Marsylię. Stacjonujące tam wojska niemieckiej Grupy
Armii "G", znacznie słabsze od nieprzyjaciela, cofały się pośpiesznie na
północ z obawy przed okrążeniem. Jedynie bezpośrednio nad kanałem La
Manche sytuacja była nieco bardziej skomplikowana, ponieważ walcząca na
tym obszarze 15. Armia niemiecka poniosła mniejsze straty. W oparciu o nadbrzeżny system "miast-twierdz" spowalniała ona natarcie aliantów.
Wobec wyraźnego rozprężenia po stronie niemieckiej, w obozie
sprzymierzonych zapanowała euforia. Spodziewano się rychłego zakończenia
wojny. Zaczęto nawet opracowywać operację "Rankin", której celem miało
być zajęcie Berlina przez desant powietrzny w chwili całkowitego
załamania się sił nieprzyjaciela. Pod koniec sierpnia gen. George C.
Marshall, szef Sztabu Generalnego amerykańskich wojsk lądowych, przesłał
do podległych mu dowódców depeszę zaczynającą się od słów: "Ponieważ w każdej chwili może dojść do zaprzestania działań w wojnie z Niemcami,
przewiduje się, że mogą zakończyć się one w okresie (...) między 1
września a 1 listopada 1944".
Na początku września siły aliantów zbliżały się już do Niemiec. Wzdłuż
kanału La Manche nacierała 21. Grupa Armii Bernarda L. Montgomery'ego, 1
września mianowanego na stopień marszałka polnego. Jej północne ramię
składało się z kanadyjskiej 1. Armii, natomiast południowe tworzyła
brytyjska 2. Armia. Dywizje piechoty 1. Armii zostały uwikłane w przewlekłe walki o porty z siłami wydzielonymi z 15. Armii, natomiast
dywizje pancerne prowadziły pościg za resztą tego niemieckiego
zgrupowania. Znacznie szybciej nacierała 2. Armia, już 3 września
zajmując stolicę Belgii, Brukselę. Zaledwie 24 godziny później wyzwolono
także miasto i port Antwerpię. Do 10 września Montgomery opanował
faktycznie całą północną Belgię, ale jego grupa armii była w tym czasie
rozciągnięta od Hawru po granicę belgijsko-holenderską. Ta sytuacja,
którą dodatkowo komplikowały problemy z zaopatrzeniem, wymusiła na
brytyjskim dowódcy krótką pauzę operacyjną.
Na południe od 21. Grupy Armii równie pomyślnie prowadziła swe natarcie
12. Grupa Armii gen. Omara Bradleya. W jej skład wchodziły amerykańskie
1. Armia gen. Courtneya Hodgesa i 3. Armia gen. Pattona. Już 2 września
7. Korpus Armijny 1. Armii, osłaniający południowe skrzydło natarcia
Montgomery'ego, przekroczył granicę belgijską. W ciągu kilku dni
żołnierze amerykańscy rozbili duże zgrupowanie niemieckie pod Mons,
następnie -?przez Namur i Li?ge -?dotarli do granicy III
Rzeszy1. 3. Dywizja Pancerna 7. KA przekroczyła ją 13 września w okolicach Akwizgranu. 1. Armia zajęła także siłami 7. i 5. Korpusu
lesisty masyw Ardenów. To właśnie tam 4. Dywizja Piechoty wyzwoliła
miasto St. Vith, atakując następnie z marszu umocnienia Wału
Zachodniego, nazwanego swego czasu przez Brytyjczyków linią Zygfryda.
Piechurzy 4. DP opanowali sieć bunkrów i faktycznie przeszli przez
niemiecki system obrony, ale wobec braków w zaopatrzeniu, tężejącego
oporu oraz nadmiernego rozciągnięcia swych linii zostali zmuszeni do
zastopowania natarcia.
Tymczasem na południe od Ardenów 3. Armia opanowała Reims, Verdun,
sforsowała Mozę i kontynuowała swą ofensywę w kierunku Metzu i Nancy. To
drugie miasto zostało wyzwolone przez wojska Pattona 15 września, kiedy
to dywizje prawego skrzydła jego armii skutecznie sforsowały Mozelę.
Jednocześnie 3. Armia dążyła do nawiązania kontaktu z siłami 6. Grupy
Armii gen. Jacoba Deversa, nacierającej z południowej Francji. Wojska te
3 września wyzwoliły Lyon, zaś osiem dni później połączyły się pod
Sombemon z oddziałami Pattona. W ten sposób ci Niemcy, którzy nie
zdołali do 11 września wycofać się na wschód, zostali odcięci i wkrótce
zmuszeni do kapitulacji. Wobec takiego rozwoju sytuacji na froncie
zaczynało być oczywiste, iż Wehrmacht utracił zdolność do stawiania
oporu, zaś jego agonia potrwa jeszcze najwyżej kilka tygodni. Z raportu
gen. Dwighta D. Eisenhowera, Naczelnego Dowódcy SHAEF (Supreme
Headquarters Allied Expeditionary Forces -?Naczelnego Dowództwa
Sprzymierzonych Sił Ekspedycyjnych), przygotowanego dla Połączonego
Komitetu Szefów Sztabów, a traktującego m.in. o stratach wroga,
wynikało, że do końca sierpnia (licząc od 6 czerwca) nieprzyjaciel
utracił ok. 400 000 żołnierzy zabitych, rannych i wziętych do niewoli,
przy czym blisko połowę tej liczby stanowili jeńcy. Aż 135 000 spośród
nich schwytano w sierpniu. Dodatkowo raport odnotowywał zniszczenie lub
zdobycie 1800 czołgów i dział pancernych, 20 000 innych pojazdów oraz
1500 dział potowych. Ponieważ w tym samym czasie na froncie wschodnim
armie niemieckie w samej tylko sile żywej poniosły dwukrotnie większe
straty, to skala pogromów, jakich doznały tamtego lata, daje się
porównać jedynie z klęskami Armii Czerwonej w 1941 roku. Co więcej,
raport Eisenhowera nie zawierał, bo nie mógł, danych na temat ciężkich
strat nieprzyjaciela z dwóch pierwszych tygodni września, przykładowo
cofająca się z południowej Francji 19. Armia straciła do połowy tamtego
miesiąca 1316 z 1480 pierwotnie posiadanych dział.
Jednak nie wszystko szło po myśli aliantów. O ile w pierwszym tygodniu
września cofające się w nieładzie wojska niemieckie nie były jeszcze
zdolne do odtworzenia stałej linii frontu, o tyle wspomniany już kryzys
zaopatrzenia coraz wyraźniej ograniczał śmiałe poczynania
sprzymierzonych. Prowadzące pościg dywizje oddaliły się o 500 km od
własnego zaplecza logistycznego, wciąż pozostającego w Normandii.
Działania wojenne zniszczyły francuską sieć kolejową wraz z obsługującym
ją taborem, przez co paliwo i amunicję dla nacierających dowożono prawie
wyłącznie ciężarówkami. Zadanie to wykonywała Strefa Komunikacji
dowodzona przez gen. Johna Lee, głównego kwatermistrza frontu
europejskiego. W celu zapewnienia stałego dowozu materiałów na front
Amerykanie utworzyli pod koniec sierpnia tzw. Red Ball Express,
jednokierunkowe drogi szybkiego ruchu zarezerwowane wyłącznie dla
pojazdów z zaopatrzeniem. Do ich obsługi wygospodarowano początkowo
kilka tysięcy ciężarówek, a gdy ich liczba okazała się niewystarczająca,
zaczęto je rekwirować nawet jednostkom liniowym. Pomiędzy 29 sierpnia a 15 września kierowcy "Red Ball Express" zdołali dostarczyć 135 000 ton
towarów. Jednak w tym samym czasie rozrastające się szybko siły
sprzymierzonych potrzebowały na każdy dzień działań ok. 25 000 ton
(zapotrzebowanie etatowe). Na skutek tego system zaopatrzeniowy był
przeciążony i nie nadążał za potrzebami. Teoretycznie jedna dywizja
aliancka pobierała codziennie 600-700 ton towarów, przy czym w zależności od sytuacji bojowej lwia część tego przydziału przypadała na
paliwo (pościg) lub amunicję (ciężkie walki). Całość wojsk lądowych
zgłaszała zapotrzebowanie dzienne na 4 miliony litrów benzyny! Do tego
dochodziła jeszcze konieczność dowozu żywności dla ludności dużych miast
Francji, zwłaszcza Paryża. Rozciągnięte linie zaopatrzenia sprawiały, iż
nawet pracujący 20 godzin na dobę kierowcy potrzebowali do pięciu dni na
wykonanie jednego pełnego kursu. Dodatkowo transportujące paliwo
samochody same zużywały spore jego ilości. Sytuacji nie poprawiał nawet
przeciągnięty po dnie kanału La Manche rurociąg PLUTO, ponieważ jego
końcówka znajdowała się w Chartres, skąd i tak paliwo musiano dalej
rozwozić ciężarówkami. Ograniczone możliwości miało także lotnictwo
transportowe. Lotniska we Francji były dopiero naprawiane, zaś
przyjmowanie na nich transportowców wiązało się z dodatkowymi problemami
logistycznymi. Użycie samolotów było uzależnione od pogody, a planowane
przez aliantów desanty spadochronowe wykluczały szersze zaangażowanie
samolotów w działania zaopatrzeniowe. Ponadto na liniach komunikacyjnych
zaczęły szerzyć się spekulanctwo i kradzieże, z którymi gen. Lee nie
mógł sobie początkowo poradzić (procederu tego nie udało się w pełni
zlikwidować przez całą wojnę). W takiej sytuacji wyraźną poprawę mogło
przynieść jedynie opanowanie głębokowodnych portów, położonych blisko
linii frontu.
10 września w Brukseli odbyła się narada wyższych dowódców alianckich,
poświęcona dalszemu sposobowi prowadzenia ofensywy. Jej efektem była
wydana trzy dni później dyrektywa gen. Eisenhowera, skierowana do
podległych mu wojsk. Naczelny Dowódca wskazywał w niej na konieczność
szybkiego opanowania portów nad kanałem La Manche, co miało poprawić
zaopatrzenie. Dodatkowo dalszą ofensywę należało prowadzić w ramach
"strategii szerokiego frontu", zatem atakować i ścigać nieprzyjaciela na
wszystkich kierunkach, niemniej pierwszeństwo w dostawach materiałowych
przyznano 21. Grupie Armii. Wojska Montgomery'ego, wzmocnione 1. Armią
Powietrznodesantową gen. Lewisa Breretona, miały uderzyć na Holandię w ramach operacji "Market-Garden", zaś po jej opanowaniu zaatakować od
północy Zagłębie Ruhry.
Nowa dyrektywa odzwierciedlała panujące wówczas w SHAEF optymistyczne
nastroje. Pomimo trudności z zaopatrzeniem, alianccy dowódcy wierzyli,
iż nieprzyjaciel został już pokonany, zaś jeszcze jedno silne uderzenie
doprowadzi do jego ostatecznego upadku. Eisenhower nakazał prowadzić
ofensywę szerokim torem właśnie z zamiarem niedopuszczenia do
stabilizacji frontu przez niemieckie niedobitki. Amerykańskie armie
miały "siłą rozpędu" wtoczyć się nad Ren i oczekiwać tam na rezultaty
operacji "Market-Garden". Tymczasem opór niemiecki tężał.
Specjalnym rozkazem Hitlera francuskie porty otrzymały status "twierdz"
i miały być bronione do ostatka. W przypadku niemożności kontynuowania
oporu należało je kompletnie zniszczyć. Modelowym przykładem realizacji
tego rozkazu była bitwa o leżący w Bretanii Brest. Już na początku
sierpnia zagroziły mu wkraczające na półwysep dywizje amerykańskiej 3.
Armii. Podstawą broniącego się tam garnizonu była 2. Dywizja Strzelców
Spadochronowych gen. Ramckego, legendy niemieckich spadochroniarzy,
weterana z Krety i Afryki Północnej. Gen. Bradley nakazał armii Pattona
opanować miasto wraz z portem, ale nie docenił zdolności organizacyjnych
gen. Ramcke, który zdołał na czas zorganizować skuteczną obronę.
Amerykanie rzucili do walki 8. KA gen. Troya Middletona, w składzie 2.,
8. i 29. Dywizji Piechoty (a początkowo także 6. Dywizji Pancernej).
Ciężkie boje trwały od 7 sierpnia do 20 września, kiedy to zlikwidowano
ostatni punkt oporu nie opodal miasta. Jednak zdobycie Brestu oznaczało
jedynie połowiczny sukces, ponieważ port został kompletnie zniszczony i nie nadawał się do użytku. Jego ruiny kosztowały aliantów 10 000
zabitych oraz rannych żołnierzy 8. KA. Chociaż Niemcy zostali rozbici,
zaś ich dowódca wzięty do niewoli, gen. Bradley był wstrząśnięty
fanatycznym oporem obrońców miasta. W trakcie szturmu przyznał, iż
wydanie rozkazu do ataku było błędem. Bitwa o Brest unaoczniła aliantom
bezsensowność szturmowania portów, które później dostawały się w ich
ręce w stanie całkowitego zniszczenia.
A jednak, pomimo bretońskiej lekcji, wrześniowa dyrektywa Eisenhowera
nakazywała zdobycie portów kanału La Manche. Była to konieczność,
ponieważ w rękach sprzymierzonych znajdował się jedynie częściowo czynny
Cherbourg, normandzki sztuczny port koło Arromanches (drugi sztuczny
port został zniszczony jeszcze w czerwcu przez sztorm), oraz pośpiesznie
naprawiane porty południowej Francji. Dlatego kanadyjska 1. Armia
zaatakowała silnie bronione porty na północy, ponosząc przy tym ciężkie
straty. Hawr został zdobyty 12 września, Boulogne -?22, a Calais -?28.
Za każdym razem w ręce aliantów wpadały zrujnowane, wysadzone bądź
zaminowane mola oraz doki nie nadające się do wykorzystania przez wiele
miesięcy. W tej sytuacji zrezygnowano z ataku na Dunkierkę, którą Niemcy
utrzymywali w swych rękach do 9 maja 1945 roku. Także Amerykanie
ograniczyli się do blokady pozostałych portów, leżących bezpośrednio nad
otwartym Atlantykiem. Według różnych danych, w "twierdzach" zamknęło się
od 95 000 do 200 000 żołnierzy niemieckich. Do końca wojny garnizony te
okupowały Wyspy Normandzkie, Lorient, St. Nazaire, La Rochelle, Verdon i właśnie Dunkierkę. Pomimo krytycznej sytuacji zaopatrzeniowej, nie
kapitulowały, utrzymując kontakt z ojczyzną za pomocą nielicznych
samolotów i okrętów podwodnych. Żołnierze z Wysp Normandzkich
przeprowadzili nawet wiosną 1945 roku kilka śmiałych akcji desantowych w Normandii, mających głównie na celu zdobycie prowiantu. Rozkaz Hitlera
dotyczący "twierdz" de facto uniemożliwiał siłom sprzymierzonych
korzystanie z portów Francji, stawiając je w obliczu drastycznego
kryzysu zaopatrzenia.
Problemy aliantów mógłby rozwiązać port w Antwerpii, zdobyty 4 września
przez brytyjską 11. Dywizję Pancerną w stanie prawie nieuszkodzonym.
Jednak Antwerpię, choć jest to pełnomorski port głębokowodny, łączy z morzem długa i wąska zatoka, będąca ujściem rzeki Skaldy. We wrześniu
1944 roku alianci, wciąż przekonani o rychłym zwycięstwie, zlekceważyli
znaczenie terenów flankujących wejście do portu i dali tym samym Niemcom
czas na ich umocnienie. Co prawda już w połowie września marszałek
Montgomery nakazał kanadyjskiej 1. Armii oczyścić ujście Skaldy,
niemniej był to rozkaz niemożliwy do wykonania w krótkim czasie. 1.
Armia wciąż walczyła o porty francuskie i do nowego zadania wydzieliła
początkowo jedynie dwie dywizje: polską 1. Dywizję Pancerną oraz
kanadyjską 4. Dywizję Pancerną. Dodatkowo jednostki te zaatakowały tylko
południowy brzeg zatoki, podczas gdy północny, z braku sił, nie był
niepokojony. Uderzyć na niego mogła brytyjska 2. Armia, ale marszałek
brytyjski wołał prowadzić w tym czasie operację desantową w Holandii.
Zakładał on, iż jeśli port w Antwerpii nie zostanie uruchomiony,
alternatywą dla niego może stać się ten w Rotterdamie. Kalkulacje te
okazały się błędne.
Obok zaciekłej obrony portów, także na głównym froncie oddziały
niemieckie zaczęły od drugiego tygodnia września wykazywać wzrost
możliwości bojowych. Już 20 sierpnia, a zatem w chwili, gdy
sprzymierzeni docierali do Sekwany, Hitler nakazał budowę u zachodnich
granic Rzeszy tzw. Twierdzy Zachód (Weststellung), na której miały
znaleźć oparcie armie cofające się z Francji. W myśl tego planu
przystąpiono do pośpiesznego przywracania do użytku fortyfikacji Wału
Zachodniego i części linii Maginota, umacniano linię Skaldy, Kanału
Alberta i Mozeli. Oczywiście zakres zrealizowanych do połowy września
prac nie był specjalnie imponujący, niemniej nawet te prowizoryczne
umocnienia oraz poddane pobieżnej renowacji bunkry okazywały się często
wystarczające do odparcia ataków, zwłaszcza gdy alianci zaczęli odczuwać
braki paliwa i amunicji. 4 września na stanowisko OBWest
(Oberbefehlshaber West -?Naczelnego Dowódcy Zachodniego TDW)
przywrócono marszałka polnego Gerda von Runstedta. Zastąpił on na tym
stanowisku marszałka Modela. Walter Model pozostał natomiast dowódcą
Grupy Armii "B", gdyż dotychczas pełnił obie te funkcje i wyraźnie
przerastało to jego możliwości. Niemieckie wojska, wzmacniane powoli
posiłkami z Armii Rezerwowej, przeszły w tym czasie restrukturyzację. W Holandii gen. Kurt Student, zasłużony twórca wojsk
powietrznodesantowych, otrzymał rozkaz sformowania 1. Armii
Spadochronowej. W ciągu kilkunastu dni, wykorzystując wywołany kryzysem
materiałowym (i przygotowaniami do nowej ofensywy) bezruch czołowych
dywizji brytyjskiej 2. Armii, zdołał on zorganizować prowizoryczny
front. Na zachód od wojsk Studenta walczyła 15. Armia gen. Gustava von
Zangena. Z armii tej wydzielono część sił do obrony portów na północnym
wybrzeżu Francji, podczas gdy reszta jej związków cofała się z północnej
Belgii do Holandii poprzez ujście Skaldy. Manewr ten, pomimo totalnej
przewagi sprzymierzonych na morzu i w powietrzu, powiódł się, co zresztą
zaskoczyło pozytywnie samych Niemców. Pomiędzy 6 a 23 września na
wschodni brzeg Skaldy ewakuowano co najmniej 65 000 żołnierzy, 225 dział
i ponad 5000 pojazdów mechanicznych. Jednocześnie na południe od 1.
Armii Spadochronowej pozycje obronne w okolicach Akwizgranu zajęła
odtworzona 7. Armia generała Ericha Brandenbergera. Jej możliwości
bojowe pozostawiały wówczas wiele do życzenia, ale świadomość obrony
własnej ojczyzny w oparciu o fortyfikacje Wału Zachodniego wzmogła wolę
oporu niemieckich żołnierzy.
Trzy wymienione powyżej armie wchodziły w skład Grupy Armii "B". Model
otrzymał rozkaz obrony ujścia Skaldy, Holandii i północnej Nadrenii,
przez którą wiodła najkrótsza droga do Zagłębia Ruhry. Należy jednak
nadmienić, że najkrótsza nie znaczyło najłatwiejsza. Obrońcom sprzyjały
fortyfikacje, liczne kanały, rzeki oraz kompleksy leśne, zatem teren
wybitnie niedogodny do wojny manewrowej. Walczącej na południe od wojsk
Modela Grupie Armii "G" również zaczynał sprzyjać teren. Do połowy
września Niemcy cofnęli się na linię Mozeli, mając za plecami jeszcze
lesiste Wogezy, a ostatecznie także -?na Ren i Wał Zachodni. Grupa Armii
"G" składa się w tym czasie z 1. Armii gen. Otto von Knobelsdorffa,
stojącej nad Mozelą od Luksemburga do Nancy, 5. Armii Pancernej gen.
Hasso von Manteuffla, osłaniającej północne Wogezy i 19. Armii gen.
Friedricha Wiese, walczącej w południowych Wogezach. 20 września nowym
dowódcą tej grupy armii został gen. Hermann Balck. Na poprzedzającej tę
nominację audiencji u Hitlera otrzymał on rozkaz utrzymania Alzacji wraz
z Lotaryngią za wszelką cenę. Ziemie te od 1940 roku były "integralną"
częścią Rzeszy (należały do Niemiec także w latach 1871-1919) i zdaniem
nazistowskiego dyktatora, utrata ich byłaby niewątpliwie poważnym ciosem
moralnym. Dlatego to właśnie tam skierowano trzy nowe brygady pancerne
wraz z dwiema dywizjami grenadierów pancernych (3. i 15.), ściągniętymi
z Włoch.
Gen. Balck objął nowe dowództwo w chwili, gdy armia niemiecka na
zachodzie po raz pierwszy od ponad miesiąca próbowała przejąć inicjatywę
na tamtym terenie. 18 września na zachód od Nancy rozpoczęła się
12-dniowa bitwa, toczona między częścią sil 3. Armii a 5. Armią
Pancerną. W jej trakcie Niemcy wykonali kilka gwałtownych kontrataków,
które zakończyły się dla nich niepowodzeniem. I chociaż po bitwie
pancernej pod Arracourt 111. Brygada Pancerna z armii von Manteuffla
została zredukowana przez alianckie myśliwce bombardujące oraz artylerię
do 80 ludzi i 7 czołgów, to jednak ta ofiara, podobnie jak załóg
nadbrzeżnych miast, nie była dla Niemców daremna. W trzecim tygodniu
września, wobec tężejącego niemieckiego oporu, nadmiernego rozciągnięcia
dywizji oraz drastycznego kryzysu materiałowego, prowadzona szerokim
frontem ofensywa aliantów załamała się.
Ostatnim akordem była dramatyczna operacja "Market-Garden". Jej plan
zaproponował i przeforsował, przy sprzeciwie Bradleya, marszałek
Montgomery, a wykonano ją siłami 1. Armii Powietrznodesantowej i brytyjskiej 2. Armii, wykorzystując większość rezerw materiałowych
pozostających w dyspozycji sprzymierzonych. U podstaw tej operacji legło
fałszywe założenie o utracie przez Niemców zdolności bojowej. Zresztą
głównym problemem aliantów nie była bynajmniej obecność w miejscu
lądowania 9. oraz 10. Dywizji Pancernych SS. 17 września, w pierwszym
dniu operacji "Market-Garden", te dwie dywizje miały siłę grup bojowych
i właśnie jako grupy bojowe występowały w ówczesnych dokumentach
niemieckich. W 9. Dywizji SS "Hohenstaufen" służyło wówczas jedynie
6000, a w 10. Dywizji SS "Frundsberg" zaledwie 3500 żołnierzy.
Prawdziwym problemem aliantów była szybkość reakcji nieprzyjaciela,
który natychmiast ochłonął z zaskoczenia, stawił twardy opór i skierował
na zagrożony kierunek znaczne uzupełnienia. Wraz z załamaniami pogody,
brakiem elastyczności dowódców dywizji 30 Korpusu idącego na pomoc
spadochroniarzom oraz trudnościami terenowymi przyczyniło się to do
niepowodzenia operacji. Do 26 września Niemcy oczyścili północne brzegi
dolnego Renu z wojsk brytyjskich, tym samym udaremniając zasadniczy cel
"Market-Garden". Pod koniec września w południowej Holandii siły
wydzielone 2. Armii brytyjskiej wbiły się klinem w pozycje niemieckiej
1. Armii Spadochronowej, ale nie zdołały sforsować Renu. W efekcie
wojska Montgomery'ego zostały wplątane w ciężkie, długotrwałe walki,
których celem było poszerzenie klina i wyparcie nieprzyjaciela za Mozę i Ren.
Pod koniec września alianccy dowódcy zdali sobie sprawę, iż wojna potrwa
dłużej niż dotychczas sądzono. Aby ustalić plany dalszych działań, gen.
Eisenhower zwołał dwie konferencje dowódcze -?jedną 22 września, drugą
18 października. Pierwsza z nich dotyczyła głównie znalezienia recepty
na trudności w zaopatrzeniu. Naczelny Dowódca podkreślił, że
"nieodzownym warunkiem wstępnym ostatecznego uderzenia w głąb Niemiec
jest uruchomienie portu głębokowodnego". Dyrektywę tę wykonać mogła
jedynie 21. Grupa Armii i częściowo już ją realizowała. Jednak
zaangażowanie marszałka Montgomery'ego w ciężkie walki w południowo-zachodniej Holandii odsuwało w czasie pełną koncentrację jego
sił na kierunku Antwerpii, zdaniem SHAEF najważniejszym (choć dopiero
teraz zwrócono na tę kwestię należytą uwagę). W październiku, kiedy
ambitny "Market-Garden" zakończył się fiaskiem, uparty marszałek ciągle
szukał rozstrzygnięcia nad Renem, co stało się nawet przyczyną ostrego
spięcia na linii Eisenhower-Montgomery, zakończonego utemperowaniem na
jakiś czas samowoli brytyjskiego dowódcy. Gen. Eisenhower pozostawał
zwolennikiem natarcia na szerokim froncie, choć podległe mu wojska
musiały już w tym czasie racjonować amunicję. Ponieważ niewielkie zapasy
pocisków do dział i paliwa nie pozwalały na natychmiastowe wznowienie
uderzeń, dla zaoszczędzenia materiałów wojennych SHAEF nakazało pauzę
operacyjną na południowym odcinku frontu. Jednocześnie aktywne
pozostawało skrzydło północne. 21. Grupa Armii miała stale prowadzić
ograniczone działania zaczepne -?aż do oczyszczenia ujścia Skaldy,
natomiast sąsiadująca z nią od południa 1. Armia amerykańska powinna
była okrążyć Akwizgran (Aachen), przełamać Wał Zachodni i podjąć próbę
dotarcia do Renu.
Poglądy co do sposobu prowadzenia działań jesienią 1944 roku
wykrystalizowały się ostatecznie na drugiej ze wspomnianych konferencji,
to jest 18 października. Ustalono, że celem podstawowym aliantów będzie
pobicie głównych sił niemieckich na lewym brzegu Renu i wyprowadzenie na
szerokim froncie wszystkich grup armii nad tę właśnie rzekę. Punkt
ciężkości nowej ofensywy znajdować się miał na północ od masywu Ardenów.
Na główną siłę uderzeniową wyznaczono 1. i nowo wprowadzoną do szyku 9.
Armię amerykańską, jednak równocześnie miały gwałtownie zaatakować 3.
Armia wraz z 6. Grupą Armii. Rozpoczęcie ofensywy wyznaczono na początek
listopada.
W celu wzmocnienia zgrupowań uderzeniowych dodatkowymi dywizjami,
podjęto decyzję o osłabieniu pozycji 12. Grupy Armii na jej centralnym
odcinku, to jest w Ardenach. Obszar ten miał być w najbliższej
przyszłości broniony jedynie skromnymi siłami, podczas gdy na południe i północ od niego planowano zgromadzić główne masy wojsk, gotowe przełamać
front i dotrzeć do Renu. Eisenhower oraz Bradley świadomie zdecydowali
się osłabić front w Ardenach, ponieważ sądzili, że nieprzyjacielskie
wojska nie są już zdolne do poważniejszych wystąpień zaczepnych. Zdaniem
obu generałów, nawet jeśli Niemcy zechcieliby przeprowadzić jakiś
kontratak, to odpowiednio wcześniej zostałby on wykryty przez wywiad lub
rozpoznanie lotnicze. Dodatkowo uznali, iż dzięki wysokiej mobilności
wojsk własnych zdołają go stosunkowo szybko zlikwidować. Jak stwierdził
w swych wspomnieniach gen. Bradley: "front w Ardenach został więc celowo
osłabiony, chciałem bowiem zapewnić powodzenie ofensywy zimowej".
Aby móc skutecznie przeprowadzić listopadową ofensywę należało posiadać
odpowiednie rezerwy materiałowe. Tymczasem coraz bardziej narastał
kryzys w zaopatrzeniu sił sojuszniczych. Na początku października sześć
nowych dywizji, które przybyły na kontynent jako kolejne wzmocnienia,
czekało bezczynnie w Normandii z braku środków transportowych,
umożliwiających dowiezienie ich na front. Formacje frontowe racjonowały
zapasy, zaś kwatermistrzostwo zaczęło alarmować o przewidywanych
terminach całkowitego wyczerpania amunicji. U brzegów Normandii na każdy
rozładowywany właśnie statek przypadało 35 oczekujących na rozładunek na
redzie. Pracę obsługi portów dodatkowo spowalniały silne sztormy
jesienne.
Pomimo rosnących problemów z zaopatrzeniem, sprzymierzeni wciąż lokalnie
atakowali, wciągając przeciwnika w przewlekłą walkę na wyniszczenie. W oparciu o przesadnie optymistyczne raporty własnego wywiadu, alianccy
generałowie uznali ówczesną sytuację Wehrmachtu za krytyczną. Dlatego
zdaniem SHAEF stały nacisk, nawet jeśli wymagał ogromnego wysiłku, był
koniecznością, bo nie pozwalał Niemcom na odtworzenie swoich rezerw
strategicznych. Owo przekonanie o bliskim załamaniu nieprzyjaciela było
główną przyczyną rezygnacji z zimowej pauzy operacyjnej i spowodowało
wydanie rozkazu przeprowadzenia nowej ofensywy. Dodatkowo obawiano się,
że czas pracuje na korzyść niemieckich konstruktorów, mających wkrótce
zakończyć prace nad "cudowną bronią". Nie sposób było bagatelizować ten
problem, zwłaszcza gdy na Londyn zaczęły spadać niemożliwe do
zestrzelenia rakiety V-2. Za kontynuowaniem ofensywy przemawiały ponadto
różnorakie względy polityczne.
Podczas gdy SHAEF kreślił nowe plany, na froncie toczyły się ciężkie
boje, początkowo głównie na północnym odcinku zachodnioeuropejskiego
TDW. Walki nad Skaldą trwały nieprzerwanie od połowy września. Do 23
września polska 1. Dywizja Pancerna i kanadyjska 4. Dywizja Pancerna
wyparły główne siły niemieckiej 15. Armii z południowych brzegów ujścia
Skaldy, niemniej ostatni punkt oporu po tej stronie zatoki padł dopiero
na początku listopada. Z kolei 1 października przystąpiono do
oczyszczania z nieprzyjaciela północnego brzegu. Natarcie na półwysep
Beveland Południowy, silnie umocniony przez Niemców, wykonała kanadyjska
2. Dywizja Piechoty. Walki były zażarte i przyniosły poważne straty po
obu stronach. W nocy z 25 na 26 października alianci wysadzili na
południu półwyspu desant morski (złożony ze wzmocnionych elementów
brytyjskiej 52. Dywizji Piechoty), co doprowadziło 30 października do
likwidacji niemieckiego garnizonu. Dzień później zaatakowano wyspę
Beveland Północny, a 1 listopada wykonano lądowanie na wyspie Walcheren,
będącej ostatnią niemiecką pozycją blokującą dostęp do ujścia Skaldy. Po
ośmiu dniach ciężkich starć wyspę zdobyto. W ten sposób zrealizowano
wreszcie dyrektywę z 22 września, nakazującą przechwycenie portu
głębokowodnego. Już wkrótce Antwerpia miała stać się głównym centrum
zaopatrzeniowym aliantów na kontynencie, chociaż rozminowywanie zatoki
potrwało aż do 28 listopada; dopiero tego dnia zawinęły do Antwerpii
pierwsze statki z materiałami wojennymi. Niemcy w dalszym ciągu
próbowali zakłócać dostawy, kierując na kanał La Manche silną grupę
U-bootów, minując ujście Skaldy oraz wysyłając tam ścigacze torpedowe,
motorówki wybuchowe i miniaturowe okręty podwodne. Działania te nie
przyniosły im jednak, mimo kilku spektakularnych akcji, większych
korzyści, zaś niemieckie straty były wysokie. Z kolei sam port w Antwerpii ostrzeliwano pociskami skrzydlatymi V-1 i rakietami V-2.
W tym samym czasie, gdy kanadyjska 1. Armia torowała sobie drogę do
morza, 2 października amerykańska 1. Armia uderzyła na Akwizgran. Ta
dawna stolica państwa Franków była pierwszym większym miastem niemieckim
zagrożonym przez Amerykanów, dlatego Hitler nakazał bronić go do
upadłego. Alianci zdawali sobie z tego sprawę i początkowo planowali
jedynie izolować miasto, podczas gdy główne siły po jego obejściu
kontynuowałyby atak na wschód. Jednak zawężenie pasa natarcia wymusiło
szturm. Amerykanie zaatakowali 1. i 30. Dywizją Piechoty oraz 2. Dywizją
Pancerną. 10 października nacierający okrążyli miasto. Wkrótce
rozgorzały ciężkie walki uliczne, zmieniając Akwizgran w stertę gruzu.
Niemcy wykonali kilka kontrataków w celu przerwania blokady, ale byli
zbyt słabi, toteż odparto je bez większych trudności. W efekcie 21
października miejski garnizon skapitulował. Jednakże twardy opór wojsk
hitlerowskich zablokował dalszy marsz aliantów na wschód. 1. Armia nie
zdołała przełamać reszty umocnień Wału Zachodniego oraz opanować lasu
Hurtgen, leżącego na południe od Akwizgranu. Bitwa o ten las, trwająca z przerwami już od połowy września, była jednym z najbardziej morderczych
starć całej kampanii. Amerykanie byli przekonani, że stały nacisk
wyczerpie obrońców, ale faktycznie ponieśli tam większe straty niż
Niemcy.
Na początku listopada siły sprzymierzonych kończyły przygotowania do
nowej ofensywy. Gen. Eisenhower skoncentrował gros wojsk uderzeniowych
na północnym skrzydle 12. Grupy Armii. Stojące tutaj 1. i 9. Armie miały
przełamać umocnienia niemieckie, zdobyć las Hürtgen, sforsować rzekę
Roer, następnie zaś dotrzeć do Renu na wysokości Kolonii, czyli na
wprost Zagłębia Ruhry. SHAEF liczyło, że jeśli główne siły
nieprzyjaciela zostałyby rozbite na zachodnim brzegu Renu, to powstałaby
korzystna sytuacja do sforsowania rzeki z marszu. Co ciekawe, tuż przed
ofensywą gen. Bradley nakazał 1. i 9. Armiom amerykańskim zamianę swych
pozycji. Dotychczas bowiem doświadczona w walkach 1. Armia zajmowała
stanowiska na północnym skraju amerykańskiej grupy armii, natomiast w październiku rejon Ardenów obsadziła 9. Armia gen. Williama Simpsona
(ten nowy związek taktyczny utworzono oficjalnie już 5 września, ale z powodu trudności przewozowych i powolnej koncentracji potrzebowano
jeszcze ponad miesiąca na wprowadzenie go do walki). Teraz na rozkaz
Bradleya właśnie 9. Armia skoncentrowała się na północy, mając za swego
lewego sąsiada brytyjską 2. Armię. Ten dziwaczny manewr wymusiła obawa,
aby marszałek Montgomery, stale ponawiający żądania podporządkowania mu
wszystkich sił lądowych, nie włączył w skład 21. Grupy Armii
doświadczonych wojsk gen. Hodgesa. Natomiast to, że w niedalekiej
przyszłości jakaś armia amerykańska przejdzie pod komendę brytyjskiego
marszałka, było już właściwie pewne. Wielka Brytania wyczerpała bowiem
źródła rekrutacji dla nowych dywizji i Montgomery nie mógł liczyć na
dalsze wsparcie. Już jesienią 1944 roku "wypożyczył" on od Amerykanów 7.
Dywizję Pancerną i 104. Dywizję Piechoty, angażując je w działania w południowej Holandii. Słabość Brytyjczyków, potęgowana ich wplątaniem
się w przewlekłe walki na południe od ujścia Renu, sprawiła, iż w dyrektywie z 2 listopada SHAEF powierzyło ich 2. Armii jedynie działania
pomocnicze na rzecz 12. Grupy Armii.
Tymczasem po zluzowaniu 9. Armii, w rejonie Ardenów pozostał ściągnięty
z Bretanii 8. Korpus gen. Middletona. Podlegający początkowo 3., a później przejściowo właśnie 9. Armii, teraz został podporządkowany 1.
Armii. Na barki gen. Middletona spadł obowiązek obsadzenia blisko 100 km
frontu dość szczupłymi siłami, ponieważ zdecydowana większość wojsk gen.
Hodgesa skoncentrowała się na północy. Korpus otrzymał rozkaz
prowadzenia działań obronnych. Odebrano mu przy tym doświadczone pod
Brestem dywizje, zastępując je nowo nadesłanymi ze Stanów Zjednoczonych
lub potrzebującymi odpoczynku.
W listopadzie opady deszczu w zachodniej Europie osiągnęły nie notowane
od lat natężenie. W wielu miejscach ulewy trwały trzy tygodnie bez
przerwy. Armie aliantów dosłownie ugrzęzły w błocie, lotnictwo zostało
uziemione, stale szwankowało zaopatrzenie. Pomimo to nakazano
kontynuować przygotowania do ofensywy, mającej w zamyślę Eisenhowera
wyprowadzić wreszcie sprzymierzonych nad Ren. Formalnie 1. i 9. Armie
miały zaatakować 5 listopada, natomiast 3. Armia -?10. dnia tego
miesiąca. Fatalna pogoda pokrzyżowała te zamierzenia i termin ataku
grupy północnej został odroczony. W zaistniałej sytuacji każda z armii
otrzymała rozkaz rozpoczęcia ataku niezwłocznie po polepszeniu się
warunków atmosferycznych, w ostateczności nawet bez wsparcia lotnictwa.
8 listopada jako pierwszy uderzył Patton. Jego przeciwnikiem była
niemiecka 1. Armia, której piechota już pierwszego dnia bitwy poniosła
duże straty od zmasowanego ognia artylerii. Pomimo wysokiego stanu wód
na Mozeli, 3. Armia sforsowała rzekę i rozpoczęła natarcie. W odpowiedzi
Niemcy, mający trzykrotnie mniej żołnierzy i zaledwie 100 pojazdów
pancernych, wyprowadzili serię gwałtownych kontrataków, ale wobec
przewagi nieprzyjaciela nie przyniosły one trwałej poprawy ich sytuacji.
18 listopada okrążony został Metz, trzy dni później opanowany przez
amerykańską piechotę. Jednakże garnizon miasta nie złożył broni i wycofał się do okolicznych starych francuskich fortów. Ich zdobywanie
trwało do 13 grudnia.
11 listopada na południe od wojsk Pattona zaatakowała 6. Grupa Armii;
najpierw amerykańską 7. Armią, a od 14. tego miesiąca także 1. Armią
francuską. W odpowiedzi gen. Balck nakazał stopniowy odwrót 19. Armii. Z powodu spóźnionego manewru jednej z dywizji nacierające czołgi
francuskie wyprzedziły uchodzącą piechotę i dokonały lokalnego
przełamania frontu. Sytuacja Grupy Armii "G" była bardzo ciężka,
ponieważ jeszcze w październiku zredukowano jej siły poprzez odebranie
5. Armii Pancernej i dwóch dodatkowych dywizji grenadierów pancernych.
Już 19 listopada wojska francuskiej 1. Armii wyszły nad Ren. 24
listopada także 7. Armia osiągnęła tę rzekę od Karlsruhe po Strasbourg.
Tego samego dnia 2. Dywizja Pancerna gen. Leclerca wyzwoliła drugie ze
wspomnianych miast. W zaistniałej sytuacji pod koniec listopada pobite
wojska niemieckie zostały zmuszone do opuszczenia Alzacji oraz
Lotaryngii i wycofały się za Ren oraz na linię Wału Zachodniego, na
południe od Zagłębia Saary. Udało się im jednak utrzymać, położony
pomiędzy Strasbourgiem a Miluzą, tzw. Występ Kolmarski. Alianci
początkowo zlekceważyli znaczenie tego przedmościa, co pozwoliło
skoncentrowanej tutaj części 19. Armii na jego umocnienie.
Na początku grudnia, w związku z wyczerpaniem atakujących dywizji,
dalsze natarcia sprzymierzonych na południowym odcinku
zachodnioeuropejskiego TDW zaczęły czasowo zamierać. Patton i Devers
odnieśli wprawdzie sukces, odrzucając na wschód Grupę Armii "G", jednak
nie zdołali jej zniszczyć. Walki na froncie miały przez cały czas bardzo
zażarty charakter. Chociaż obrońcy wyraźnie ustępowali atakującym pod
względem liczebnym, niemieckie 1. i 19. Armie wielokrotnie
kontratakowały. Pomimo to w pierwszych dniach grudnia Hitler
zdymisjonował ze stanowiska dowódcy 1. Armii gen. von Knobelsdorffa.
Powodem tego zdarzenia był fakt, iż 3 grudnia 95. Dywizja Piechoty 3.
Armii zdołała uchwycić nieuszkodzony most na rzece Saarze, i po jego
przekroczeniu jednym ze swych pułków wdarła się w umocnienia Wału
Zachodniego. Przełamanie Wału groziło krachem zamierzeń ofensywnych w Ardenach. Zdymisjonowano także szefa sztabu Grupy Armii "G", gen. von
Mellenthina, a ostatecznie w drugiej połowie grudnia również gen.
Balcka. Jednocześnie z załóg fortecznych nad Renem i 19. Armii
sformowano nową grupę armii, nazwaną "Oberrhein" (Górny Ren). Jej
dowódcą został Reichsführer SS Heinrich Himmler, dążący do skupienia w swych rękach jak największej władzy, mimo braku jakichkolwiek wojskowych
kompetencji.
12 listopada na północy działania zaczepne rozpoczęła 2. Armia
brytyjska. Jej trzy korpusy starały się zlikwidować ostatnie pozycje
niemieckie na zachodnim brzegu Mozy oraz, wspólnie z 9. Armią, oczyścić
z nieprzyjaciela dolny bieg rzeki Roer. Po miesiącu ciężkich walk,
toczonych w bardzo trudnych warunkach, wykonały jedynie pierwsze ze
wspomnianych zadań. Niemcy natomiast utrzymali w swych rękach rejon
Roermond. Ostatecznie w połowie grudnia marszałek Montgomery wstrzymał
dalsze, skierowane bezpośrednio na wschód ataki i przeprowadził
reorganizację swoich wojsk. Najistotniejszym elementem tego manewru było
wycofanie z frontu 30. KA i wyznaczenie go na odwód 21. Grupy Armii.
Marszałek planował skoncentrowanie korpusu w rejonie Nijmegen, co
wiązało się z przygotowaniami sił brytyjskich do nowych wystąpień
zaczepnych.
Wreszcie 16 listopada, w jedenaści dni później niż planowano, 1204
ciężkich bombowców amerykańskich oraz 1188 brytyjskich dokonało nalotu,
który zapoczątkował ofensywę 1. i 9. Armii. Działania wojenne miały tu
wyjątkowo dramatyczny przebieg. Niemcy bronili się wręcz fanatycznie,
skutecznie wykorzystując umocnienia i dogodny teren. Trudne warunki
pogodowe utrudniały użycie lotnictwa, czołgi wspierające piechotę tonęły
w błocie. Na prawym skrzydle ofensywy, w lesie Hürtgen, część walczących
tam dywizji jeszcze przed jej rozpoczęciem wyczerpała swe możliwości
zaczepne. Tak było na przykłada 28. Dywizją Piechoty gen. Normana
Coty'ego. Tylko do 13 listopada straciła ona w Hürtgen 7500 żołnierzy,
co sprawiło, że walczący z nią Niemcy ochrzcili ją mianem "dywizji
krwawego wiadra". Wyczerpana 28. Dywizja została przeniesiona w Ardeny
dla regeneracji sił. Nie lepiej powiodło się 4. Dywizji Piechoty. Jej
straty w "Krwawym Hürtgen" między 7 listopada a 3 grudnia wyniosły 7000
ludzi. Także tę jednostkę przeniesiono wkrótce w Ardeny w celu
reorganizacji.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki