Ardeny 1944-1945 - Norbert Bączyk

Kup ebooka

35.90 zł
29.80 zł (28,22 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Działania wojenne na obszarze zachodnioeuropejskiego teatru działań wojennych (sierpień-grudzień 1944 roku)

Na prze­ło­mie lipca i sierp­nia 1944 roku, w wyniku pomyśl­nie prze­pro­wa­dzo­nej ope­ra­cji "Cobra", siły alian­tów prze­ła­mały obronę nie­miecką w zachod­niej Nor­man­dii. Dzięki temu zdo­łały wyjść na wolną prze­strzeń ope­ra­cyjną i nadać swym dzia­ła­niom formę walk manew­ro­wych. Pod­jęta przez Niem­ców 7 sierp­nia próba odcię­cia wkra­cza­ją­cej do Bre­ta­nii ame­ry­kań­skiej 3. Armii gen. Geo­rge'a Pat­tona (ope­ra­cja "Lüttich") zakoń­czyła się nie­po­wo­dze­niem. Dodat­kowo manewr ten zapo­cząt­ko­wał bitwę pod Fala­ise, w wyniku któ­rej nie­miecka Grupa Armii "B" została czę­ściowo okrą­żona i roz­bita. W cza­sie jej trwa­nia, 15 sierp­nia, woj­ska ame­ry­kań­sko-fran­cu­skie wylą­do­wały w połu­dnio­wej Fran­cji, reali­zu­jąc odcią­ża­jącą dla frontu w Nor­man­dii ope­ra­cję "Dra­goon". Dzień póź­niej Hitler przy­znał, iż bitwa o Fran­cję została prze­grana i naka­zał stra­te­giczny odwrót za Sekwanę.

Duch bojowy i morale armii nie­miec­kiej ule­gły poważ­nemu zachwia­niu. Pomimo zakoń­czo­nego czę­ścio­wym suk­ce­sem wyco­fa­nia się za Sekwanę, stany oso­bowe poszcze­gól­nych jed­no­stek były bar­dzo niskie. 7. Armia została fak­tycz­nie roz­bita, podob­nie jak wszyst­kie dywi­zje szyb­kie wal­czące w Nor­man­dii w skła­dzie 5. Armii Pan­cer­nej czy Grupy Pan­cer­nej Eber­ba­cha. Woj­ska te, pozba­wione osłony powietrz­nej oraz zaopa­trze­nia, nie były zdolne dłu­żej sta­wiać oporu w cen­tral­nej Fran­cji. 19 sierp­nia w Paryżu wybu­chło powsta­nie, które już po czte­rech dniach wsparły oddziały fran­cu­skiej 2. Dywi­zji Pan­cer­nej gen. Jacques'a Lec­lerca oraz woj­ska ame­ry­kań­skie. 25 sierp­nia, po kilku dniach nego­cja­cji, nie­miecki komen­dant mia­sta, gen. Die­trich von Chol­titz, pod­dał się wraz ze szta­bem. W tym samym cza­sie alianci sfor­so­wali Sekwanę i kon­ty­nu­owali pościg za nie­przy­ja­cie­lem. Także w połu­dnio­wej Fran­cji sytu­acja roz­wi­jała się dla nich pomyśl­nie. 26 sierp­nia zajęto Tulon, zaś dwa dni póź­niej wyzwo­lono Mar­sy­lię. Sta­cjo­nu­jące tam woj­ska nie­miec­kiej Grupy Armii "G", znacz­nie słab­sze od nie­przy­ja­ciela, cofały się pośpiesz­nie na pół­noc z obawy przed okrą­że­niem. Jedy­nie bez­po­śred­nio nad kana­łem La Man­che sytu­acja była nieco bar­dziej skom­pli­ko­wana, ponie­waż wal­cząca na tym obsza­rze 15. Armia nie­miecka ponio­sła mniej­sze straty. W opar­ciu o nad­brzeżny sys­tem "miast-twierdz" spo­wal­niała ona natar­cie alian­tów.

Wobec wyraź­nego roz­prę­że­nia po stro­nie nie­miec­kiej, w obo­zie sprzy­mie­rzo­nych zapa­no­wała eufo­ria. Spo­dzie­wano się rychłego zakoń­cze­nia wojny. Zaczęto nawet opra­co­wy­wać ope­ra­cję "Ran­kin", któ­rej celem miało być zaję­cie Ber­lina przez desant powietrzny w chwili cał­ko­wi­tego zała­ma­nia się sił nie­przy­ja­ciela. Pod koniec sierp­nia gen. Geo­rge C. Mar­shall, szef Sztabu Gene­ral­nego ame­ry­kań­skich wojsk lądo­wych, prze­słał do pod­le­głych mu dowód­ców depe­szę zaczy­na­jącą się od słów: "Ponie­waż w każ­dej chwili może dojść do zaprze­sta­nia dzia­łań w woj­nie z Niem­cami, prze­wi­duje się, że mogą zakoń­czyć się one w okre­sie (...) mię­dzy 1 wrze­śnia a 1 listo­pada 1944".

Na początku wrze­śnia siły alian­tów zbli­żały się już do Nie­miec. Wzdłuż kanału La Man­che nacie­rała 21. Grupa Armii Ber­narda L. Mont­go­mery'ego, 1 wrze­śnia mia­no­wa­nego na sto­pień mar­szałka polnego. Jej pół­nocne ramię skła­dało się z kana­dyj­skiej 1. Armii, nato­miast połu­dniowe two­rzyła bry­tyj­ska 2. Armia. Dywi­zje pie­choty 1. Armii zostały uwi­kłane w prze­wle­kłe walki o porty z siłami wydzie­lo­nymi z 15. Armii, nato­miast dywi­zje pan­cerne pro­wa­dziły pościg za resztą tego nie­miec­kiego zgru­po­wa­nia. Znacz­nie szyb­ciej nacie­rała 2. Armia, już 3 wrze­śnia zaj­mu­jąc sto­licę Bel­gii, Bruk­selę. Zale­d­wie 24 godziny póź­niej wyzwo­lono także mia­sto i port Antwer­pię. Do 10 wrze­śnia Mont­go­mery opa­no­wał fak­tycz­nie całą pół­nocną Bel­gię, ale jego grupa armii była w tym cza­sie roz­cią­gnięta od Hawru po gra­nicę bel­gij­sko-holen­der­ską. Ta sytu­acja, którą dodat­kowo kom­pli­ko­wały pro­blemy z zaopa­trze­niem, wymu­siła na bry­tyj­skim dowódcy krótką pauzę ope­ra­cyjną.

Na połu­dnie od 21. Grupy Armii rów­nie pomyśl­nie pro­wa­dziła swe natar­cie 12. Grupa Armii gen. Omara Bra­dleya. W jej skład wcho­dziły ame­ry­kań­skie 1. Armia gen. Court­neya Hod­gesa i 3. Armia gen. Pat­tona. Już 2 wrze­śnia 7. Kor­pus Armijny 1. Armii, osła­nia­jący połu­dniowe skrzy­dło natar­cia Mont­go­mery'ego, prze­kro­czył gra­nicę bel­gij­ską. W ciągu kilku dni żoł­nie­rze ame­ry­kań­scy roz­bili duże zgru­po­wa­nie nie­miec­kie pod Mons, następ­nie -?przez Namur i Li?ge -?dotarli do gra­nicy III Rze­szy1. 3. Dywi­zja Pan­cerna 7. KA prze­kro­czyła ją 13 wrze­śnia w oko­li­cach Akwi­zgranu. 1. Armia zajęła także siłami 7. i 5. Kor­pusu lesi­sty masyw Arde­nów. To wła­śnie tam 4. Dywi­zja Pie­choty wyzwo­liła mia­sto St. Vith, ata­ku­jąc następ­nie z mar­szu umoc­nie­nia Wału Zachod­niego, nazwa­nego swego czasu przez Bry­tyj­czy­ków linią Zyg­fryda. Pie­chu­rzy 4. DP opa­no­wali sieć bun­krów i fak­tycz­nie prze­szli przez nie­miecki sys­tem obrony, ale wobec bra­ków w zaopa­trze­niu, tęże­ją­cego oporu oraz nad­mier­nego roz­cią­gnię­cia swych linii zostali zmu­szeni do zasto­po­wa­nia natar­cia.

Tym­cza­sem na połu­dnie od Arde­nów 3. Armia opa­no­wała Reims, Ver­dun, sfor­so­wała Mozę i kon­ty­nu­owała swą ofen­sywę w kie­runku Metzu i Nancy. To dru­gie mia­sto zostało wyzwo­lone przez woj­ska Pat­tona 15 wrze­śnia, kiedy to dywi­zje pra­wego skrzy­dła jego armii sku­tecz­nie sfor­so­wały Mozelę. Jed­no­cze­śnie 3. Armia dążyła do nawią­za­nia kon­taktu z siłami 6. Grupy Armii gen. Jacoba Deversa, nacie­ra­ją­cej z połu­dnio­wej Fran­cji. Woj­ska te 3 wrze­śnia wyzwo­liły Lyon, zaś osiem dni póź­niej połą­czyły się pod Som­be­mon z oddzia­łami Pat­tona. W ten spo­sób ci Niemcy, któ­rzy nie zdo­łali do 11 wrze­śnia wyco­fać się na wschód, zostali odcięci i wkrótce zmu­szeni do kapi­tu­la­cji. Wobec takiego roz­woju sytu­acji na fron­cie zaczy­nało być oczy­wi­ste, iż Wehr­macht utra­cił zdol­ność do sta­wia­nia oporu, zaś jego ago­nia potrwa jesz­cze naj­wy­żej kilka tygo­dni. Z raportu gen. Dwi­ghta D. Eisen­ho­wera, Naczel­nego Dowódcy SHAEF (Supreme Headqu­ar­ters Allied Expe­di­tio­nary For­ces -?Naczel­nego Dowódz­twa Sprzy­mie­rzo­nych Sił Eks­pe­dy­cyj­nych), przy­go­to­wa­nego dla Połą­czo­nego Komi­tetu Sze­fów Szta­bów, a trak­tu­ją­cego m.in. o stra­tach wroga, wyni­kało, że do końca sierp­nia (licząc od 6 czerwca) nie­przy­ja­ciel utra­cił ok. 400 000 żoł­nie­rzy zabi­tych, ran­nych i wzię­tych do nie­woli, przy czym bli­sko połowę tej liczby sta­no­wili jeńcy. Aż 135 000 spo­śród nich schwy­tano w sierp­niu. Dodat­kowo raport odno­to­wy­wał znisz­cze­nie lub zdo­by­cie 1800 czoł­gów i dział pan­cer­nych, 20 000 innych pojaz­dów oraz 1500 dział poto­wych. Ponie­waż w tym samym cza­sie na fron­cie wschod­nim armie nie­miec­kie w samej tylko sile żywej ponio­sły dwu­krot­nie więk­sze straty, to skala pogro­mów, jakich doznały tam­tego lata, daje się porów­nać jedy­nie z klę­skami Armii Czer­wo­nej w 1941 roku. Co wię­cej, raport Eisen­ho­wera nie zawie­rał, bo nie mógł, danych na temat cięż­kich strat nie­przy­ja­ciela z dwóch pierw­szych tygo­dni wrze­śnia, przy­kła­dowo cofa­jąca się z połu­dnio­wej Fran­cji 19. Armia stra­ciła do połowy tam­tego mie­siąca 1316 z 1480 pier­wot­nie posia­da­nych dział.

Jed­nak nie wszystko szło po myśli alian­tów. O ile w pierw­szym tygo­dniu wrze­śnia cofa­jące się w nie­ła­dzie woj­ska nie­miec­kie nie były jesz­cze zdolne do odtwo­rze­nia sta­łej linii frontu, o tyle wspo­mniany już kry­zys zaopa­trze­nia coraz wyraź­niej ogra­ni­czał śmiałe poczy­na­nia sprzy­mie­rzo­nych. Pro­wa­dzące pościg dywi­zje odda­liły się o 500 km od wła­snego zaple­cza logi­stycz­nego, wciąż pozo­sta­ją­cego w Nor­man­dii. Dzia­ła­nia wojenne znisz­czyły fran­cu­ską sieć kole­jową wraz z obsłu­gu­ją­cym ją tabo­rem, przez co paliwo i amu­ni­cję dla nacie­ra­ją­cych dowo­żono pra­wie wyłącz­nie cię­ża­rów­kami. Zada­nie to wyko­ny­wała Strefa Komu­ni­ka­cji dowo­dzona przez gen. Johna Lee, głów­nego kwa­ter­mi­strza frontu euro­pej­skiego. W celu zapew­nie­nia sta­łego dowozu mate­ria­łów na front Ame­ry­ka­nie utwo­rzyli pod koniec sierp­nia tzw. Red Ball Express, jed­no­kie­run­kowe drogi szyb­kiego ruchu zare­zer­wo­wane wyłącz­nie dla pojaz­dów z zaopa­trze­niem. Do ich obsługi wygo­spo­da­ro­wano począt­kowo kilka tysięcy cię­ża­ró­wek, a gdy ich liczba oka­zała się nie­wy­star­cza­jąca, zaczęto je rekwi­ro­wać nawet jed­nost­kom linio­wym. Pomię­dzy 29 sierp­nia a 15 wrze­śnia kie­rowcy "Red Ball Express" zdo­łali dostar­czyć 135 000 ton towa­rów. Jed­nak w tym samym cza­sie roz­ra­sta­jące się szybko siły sprzy­mie­rzo­nych potrze­bo­wały na każdy dzień dzia­łań ok. 25 000 ton (zapo­trze­bo­wa­nie eta­towe). Na sku­tek tego sys­tem zaopa­trze­niowy był prze­cią­żony i nie nadą­żał za potrze­bami. Teo­re­tycz­nie jedna dywi­zja aliancka pobie­rała codzien­nie 600-700 ton towa­rów, przy czym w zależ­no­ści od sytu­acji bojo­wej lwia część tego przy­działu przy­pa­dała na paliwo (pościg) lub amu­ni­cję (cięż­kie walki). Całość wojsk lądo­wych zgła­szała zapo­trze­bo­wa­nie dzienne na 4 miliony litrów ben­zyny! Do tego docho­dziła jesz­cze koniecz­ność dowozu żyw­no­ści dla lud­no­ści dużych miast Fran­cji, zwłasz­cza Paryża. Roz­cią­gnięte linie zaopa­trze­nia spra­wiały, iż nawet pra­cu­jący 20 godzin na dobę kie­rowcy potrze­bo­wali do pię­ciu dni na wyko­na­nie jed­nego peł­nego kursu. Dodat­kowo trans­por­tu­jące paliwo samo­chody same zuży­wały spore jego ilo­ści. Sytu­acji nie popra­wiał nawet prze­cią­gnięty po dnie kanału La Man­che ruro­ciąg PLUTO, ponie­waż jego koń­cówka znaj­do­wała się w Char­tres, skąd i tak paliwo musiano dalej roz­wo­zić cię­ża­rów­kami. Ogra­ni­czone moż­li­wo­ści miało także lot­nic­two trans­por­towe. Lot­ni­ska we Fran­cji były dopiero napra­wiane, zaś przyj­mo­wa­nie na nich trans­por­tow­ców wią­zało się z dodat­ko­wymi pro­ble­mami logi­stycz­nymi. Uży­cie samo­lo­tów było uza­leż­nione od pogody, a pla­no­wane przez alian­tów desanty spa­do­chro­nowe wyklu­czały szer­sze zaan­ga­żo­wa­nie samo­lo­tów w dzia­ła­nia zaopa­trze­niowe. Ponadto na liniach komu­ni­ka­cyj­nych zaczęły sze­rzyć się spe­ku­lanc­two i kra­dzieże, z któ­rymi gen. Lee nie mógł sobie począt­kowo pora­dzić (pro­ce­deru tego nie udało się w pełni zli­kwi­do­wać przez całą wojnę). W takiej sytu­acji wyraźną poprawę mogło przy­nieść jedy­nie opa­no­wa­nie głę­bo­ko­wod­nych por­tów, poło­żo­nych bli­sko linii frontu.

10 wrze­śnia w Bruk­seli odbyła się narada wyż­szych dowód­ców alianc­kich, poświę­cona dal­szemu spo­so­bowi pro­wa­dze­nia ofen­sywy. Jej efek­tem była wydana trzy dni póź­niej dyrek­tywa gen. Eisen­ho­wera, skie­ro­wana do pod­le­głych mu wojsk. Naczelny Dowódca wska­zy­wał w niej na koniecz­ność szyb­kiego opa­no­wa­nia por­tów nad kana­łem La Man­che, co miało popra­wić zaopa­trze­nie. Dodat­kowo dal­szą ofen­sywę nale­żało pro­wa­dzić w ramach "stra­te­gii sze­ro­kiego frontu", zatem ata­ko­wać i ści­gać nie­przy­ja­ciela na wszyst­kich kie­run­kach, nie­mniej pierw­szeń­stwo w dosta­wach mate­ria­ło­wych przy­znano 21. Gru­pie Armii. Woj­ska Mont­go­mery'ego, wzmoc­nione 1. Armią Powietrz­no­de­san­tową gen. Lewisa Bre­re­tona, miały ude­rzyć na Holan­dię w ramach ope­ra­cji "Mar­ket-Gar­den", zaś po jej opa­no­wa­niu zaata­ko­wać od pół­nocy Zagłę­bie Ruhry.

Nowa dyrek­tywa odzwier­cie­dlała panu­jące wów­czas w SHAEF opty­mi­styczne nastroje. Pomimo trud­no­ści z zaopa­trze­niem, alianccy dowódcy wie­rzyli, iż nie­przy­ja­ciel został już poko­nany, zaś jesz­cze jedno silne ude­rze­nie dopro­wa­dzi do jego osta­tecz­nego upadku. Eisen­ho­wer naka­zał pro­wa­dzić ofen­sywę sze­ro­kim torem wła­śnie z zamia­rem nie­do­pusz­cze­nia do sta­bi­li­za­cji frontu przez nie­miec­kie nie­do­bitki. Ame­ry­kań­skie armie miały "siłą roz­pędu" wto­czyć się nad Ren i ocze­ki­wać tam na rezul­taty ope­ra­cji "Mar­ket-Gar­den". Tym­cza­sem opór nie­miecki tężał.

Spe­cjal­nym roz­ka­zem Hitlera fran­cu­skie porty otrzy­mały sta­tus "twierdz" i miały być bro­nione do ostatka. W przy­padku nie­moż­no­ści kon­ty­nu­owa­nia oporu nale­żało je kom­plet­nie znisz­czyć. Mode­lo­wym przy­kła­dem reali­za­cji tego roz­kazu była bitwa o leżący w Bre­ta­nii Brest. Już na początku sierp­nia zagro­ziły mu wkra­cza­jące na pół­wy­sep dywi­zje ame­ry­kań­skiej 3. Armii. Pod­stawą bro­nią­cego się tam gar­ni­zonu była 2. Dywi­zja Strzel­ców Spa­do­chro­no­wych gen. Ramc­kego, legendy nie­miec­kich spa­do­chro­nia­rzy, wete­rana z Krety i Afryki Pół­noc­nej. Gen. Bra­dley naka­zał armii Pat­tona opa­no­wać mia­sto wraz z por­tem, ale nie doce­nił zdol­no­ści orga­ni­za­cyj­nych gen. Ramcke, który zdo­łał na czas zor­ga­ni­zo­wać sku­teczną obronę. Ame­ry­ka­nie rzu­cili do walki 8. KA gen. Troya Mid­dle­tona, w skła­dzie 2., 8. i 29. Dywi­zji Pie­choty (a począt­kowo także 6. Dywi­zji Pan­cer­nej). Cięż­kie boje trwały od 7 sierp­nia do 20 wrze­śnia, kiedy to zli­kwi­do­wano ostatni punkt oporu nie opo­dal mia­sta. Jed­nak zdo­by­cie Bre­stu ozna­czało jedy­nie poło­wiczny suk­ces, ponie­waż port został kom­plet­nie znisz­czony i nie nada­wał się do użytku. Jego ruiny kosz­to­wały alian­tów 10 000 zabi­tych oraz ran­nych żoł­nie­rzy 8. KA. Cho­ciaż Niemcy zostali roz­bici, zaś ich dowódca wzięty do nie­woli, gen. Bra­dley był wstrzą­śnięty fana­tycz­nym opo­rem obroń­ców mia­sta. W trak­cie szturmu przy­znał, iż wyda­nie roz­kazu do ataku było błę­dem. Bitwa o Brest una­ocz­niła alian­tom bez­sen­sow­ność sztur­mo­wa­nia por­tów, które póź­niej dosta­wały się w ich ręce w sta­nie cał­ko­wi­tego znisz­cze­nia.

A jed­nak, pomimo bre­toń­skiej lek­cji, wrze­śniowa dyrek­tywa Eisen­ho­wera naka­zy­wała zdo­by­cie por­tów kanału La Man­che. Była to koniecz­ność, ponie­waż w rękach sprzy­mie­rzo­nych znaj­do­wał się jedy­nie czę­ściowo czynny Cher­bo­urg, nor­mandzki sztuczny port koło Arro­man­ches (drugi sztuczny port został znisz­czony jesz­cze w czerwcu przez sztorm), oraz pośpiesz­nie napra­wiane porty połu­dnio­wej Fran­cji. Dla­tego kana­dyj­ska 1. Armia zaata­ko­wała sil­nie bro­nione porty na pół­nocy, pono­sząc przy tym cięż­kie straty. Hawr został zdo­byty 12 wrze­śnia, Boulo­gne -?22, a Calais -?28. Za każ­dym razem w ręce alian­tów wpa­dały zruj­no­wane, wysa­dzone bądź zami­no­wane mola oraz doki nie nada­jące się do wyko­rzy­sta­nia przez wiele mie­sięcy. W tej sytu­acji zre­zy­gno­wano z ataku na Dun­kierkę, którą Niemcy utrzy­my­wali w swych rękach do 9 maja 1945 roku. Także Ame­ry­ka­nie ogra­ni­czyli się do blo­kady pozo­sta­łych por­tów, leżą­cych bez­po­śred­nio nad otwar­tym Atlan­ty­kiem. Według róż­nych danych, w "twier­dzach" zamknęło się od 95 000 do 200 000 żoł­nie­rzy nie­miec­kich. Do końca wojny gar­ni­zony te oku­po­wały Wyspy Nor­mandz­kie, Lorient, St. Naza­ire, La Rochelle, Ver­don i wła­śnie Dun­kierkę. Pomimo kry­tycz­nej sytu­acji zaopa­trze­nio­wej, nie kapi­tu­lo­wały, utrzy­mu­jąc kon­takt z ojczy­zną za pomocą nie­licz­nych samo­lo­tów i okrę­tów pod­wod­nych. Żoł­nie­rze z Wysp Nor­mandz­kich prze­pro­wa­dzili nawet wio­sną 1945 roku kilka śmia­łych akcji desan­to­wych w Nor­man­dii, mają­cych głów­nie na celu zdo­by­cie pro­wiantu. Roz­kaz Hitlera doty­czący "twierdz" de facto unie­moż­li­wiał siłom sprzy­mie­rzo­nych korzy­sta­nie z por­tów Fran­cji, sta­wia­jąc je w obli­czu dra­stycz­nego kry­zysu zaopa­trze­nia.

Pro­blemy alian­tów mógłby roz­wią­zać port w Antwer­pii, zdo­byty 4 wrze­śnia przez bry­tyj­ską 11. Dywi­zję Pan­cerną w sta­nie pra­wie nie­usz­ko­dzo­nym. Jed­nak Antwer­pię, choć jest to peł­no­mor­ski port głę­bo­ko­wodny, łączy z morzem długa i wąska zatoka, będąca ujściem rzeki Skaldy. We wrze­śniu 1944 roku alianci, wciąż prze­ko­nani o rychłym zwy­cię­stwie, zlek­ce­wa­żyli zna­cze­nie tere­nów flan­ku­ją­cych wej­ście do portu i dali tym samym Niem­com czas na ich umoc­nie­nie. Co prawda już w poło­wie wrze­śnia mar­sza­łek Mont­go­mery naka­zał kana­dyj­skiej 1. Armii oczy­ścić ujście Skaldy, nie­mniej był to roz­kaz nie­moż­liwy do wyko­na­nia w krót­kim cza­sie. 1. Armia wciąż wal­czyła o porty fran­cu­skie i do nowego zada­nia wydzie­liła począt­kowo jedy­nie dwie dywi­zje: pol­ską 1. Dywi­zję Pan­cerną oraz kana­dyj­ską 4. Dywi­zję Pan­cerną. Dodat­kowo jed­nostki te zaata­ko­wały tylko połu­dniowy brzeg zatoki, pod­czas gdy pół­nocny, z braku sił, nie był nie­po­ko­jony. Ude­rzyć na niego mogła bry­tyj­ska 2. Armia, ale mar­sza­łek bry­tyj­ski wołał pro­wa­dzić w tym cza­sie ope­ra­cję desan­tową w Holan­dii. Zakła­dał on, iż jeśli port w Antwer­pii nie zosta­nie uru­cho­miony, alter­na­tywą dla niego może stać się ten w Rot­ter­da­mie. Kal­ku­la­cje te oka­zały się błędne.

Obok zacie­kłej obrony por­tów, także na głów­nym fron­cie oddziały nie­miec­kie zaczęły od dru­giego tygo­dnia wrze­śnia wyka­zy­wać wzrost moż­li­wo­ści bojo­wych. Już 20 sierp­nia, a zatem w chwili, gdy sprzy­mie­rzeni docie­rali do Sekwany, Hitler naka­zał budowę u zachod­nich gra­nic Rze­szy tzw. Twier­dzy Zachód (West­stel­lung), na któ­rej miały zna­leźć opar­cie armie cofa­jące się z Fran­cji. W myśl tego planu przy­stą­piono do pośpiesz­nego przy­wra­ca­nia do użytku for­ty­fi­ka­cji Wału Zachod­niego i czę­ści linii Magi­nota, umac­niano linię Skaldy, Kanału Alberta i Mozeli. Oczy­wi­ście zakres zre­ali­zo­wa­nych do połowy wrze­śnia prac nie był spe­cjal­nie impo­nu­jący, nie­mniej nawet te pro­wi­zo­ryczne umoc­nie­nia oraz pod­dane pobież­nej reno­wa­cji bun­kry oka­zy­wały się czę­sto wystar­cza­jące do odpar­cia ata­ków, zwłasz­cza gdy alianci zaczęli odczu­wać braki paliwa i amu­ni­cji. 4 wrze­śnia na sta­no­wi­sko OBWest (Obe­rbe­fehl­sha­ber West -?Naczel­nego Dowódcy Zachod­niego TDW) przy­wró­cono mar­szałka polnego Gerda von Run­stedta. Zastą­pił on na tym sta­no­wi­sku mar­szałka Modela. Wal­ter Model pozo­stał nato­miast dowódcą Grupy Armii "B", gdyż dotych­czas peł­nił obie te funk­cje i wyraź­nie prze­ra­stało to jego moż­li­wo­ści. Nie­miec­kie woj­ska, wzmac­niane powoli posił­kami z Armii Rezer­wo­wej, prze­szły w tym cza­sie restruk­tu­ry­za­cję. W Holan­dii gen. Kurt Stu­dent, zasłu­żony twórca wojsk powietrz­no­de­san­to­wych, otrzy­mał roz­kaz sfor­mo­wa­nia 1. Armii Spa­do­chro­no­wej. W ciągu kil­ku­na­stu dni, wyko­rzy­stu­jąc wywo­łany kry­zy­sem mate­ria­ło­wym (i przy­go­to­wa­niami do nowej ofen­sywy) bez­ruch czo­ło­wych dywi­zji bry­tyj­skiej 2. Armii, zdo­łał on zor­ga­ni­zo­wać pro­wi­zo­ryczny front. Na zachód od wojsk Stu­denta wal­czyła 15. Armia gen. Gustava von Zan­gena. Z armii tej wydzie­lono część sił do obrony por­tów na pół­noc­nym wybrzeżu Fran­cji, pod­czas gdy reszta jej związ­ków cofała się z pół­noc­nej Bel­gii do Holan­dii poprzez ujście Skaldy. Manewr ten, pomimo total­nej prze­wagi sprzy­mie­rzo­nych na morzu i w powie­trzu, powiódł się, co zresztą zasko­czyło pozy­tyw­nie samych Niem­ców. Pomię­dzy 6 a 23 wrze­śnia na wschodni brzeg Skaldy ewa­ku­owano co naj­mniej 65 000 żoł­nie­rzy, 225 dział i ponad 5000 pojaz­dów mecha­nicz­nych. Jed­no­cze­śnie na połu­dnie od 1. Armii Spa­do­chro­no­wej pozy­cje obronne w oko­li­cach Akwi­zgranu zajęła odtwo­rzona 7. Armia gene­rała Eri­cha Bran­den­ber­gera. Jej moż­li­wo­ści bojowe pozo­sta­wiały wów­czas wiele do życze­nia, ale świa­do­mość obrony wła­snej ojczy­zny w opar­ciu o for­ty­fi­ka­cje Wału Zachod­niego wzmo­gła wolę oporu nie­miec­kich żoł­nie­rzy.

Trzy wymie­nione powy­żej armie wcho­dziły w skład Grupy Armii "B". Model otrzy­mał roz­kaz obrony ujścia Skaldy, Holan­dii i pół­noc­nej Nad­re­nii, przez którą wio­dła naj­krót­sza droga do Zagłę­bia Ruhry. Należy jed­nak nad­mie­nić, że naj­krót­sza nie zna­czyło naj­ła­twiej­sza. Obroń­com sprzy­jały for­ty­fi­ka­cje, liczne kanały, rzeki oraz kom­pleksy leśne, zatem teren wybit­nie nie­do­godny do wojny manew­ro­wej. Wal­czą­cej na połu­dnie od wojsk Modela Gru­pie Armii "G" rów­nież zaczy­nał sprzy­jać teren. Do połowy wrze­śnia Niemcy cof­nęli się na linię Mozeli, mając za ple­cami jesz­cze lesi­ste Wogezy, a osta­tecz­nie także -?na Ren i Wał Zachodni. Grupa Armii "G" składa się w tym cza­sie z 1. Armii gen. Otto von Kno­bels­dorffa, sto­ją­cej nad Mozelą od Luk­sem­burga do Nancy, 5. Armii Pan­cer­nej gen. Hasso von Man­teuf­fla, osła­nia­ją­cej pół­nocne Wogezy i 19. Armii gen. Frie­dri­cha Wiese, wal­czą­cej w połu­dnio­wych Woge­zach. 20 wrze­śnia nowym dowódcą tej grupy armii został gen. Her­mann Balck. Na poprze­dza­ją­cej tę nomi­na­cję audien­cji u Hitlera otrzy­mał on roz­kaz utrzy­ma­nia Alza­cji wraz z Lota­ryn­gią za wszelką cenę. Zie­mie te od 1940 roku były "inte­gralną" czę­ścią Rze­szy (nale­żały do Nie­miec także w latach 1871-1919) i zda­niem nazi­stow­skiego dyk­ta­tora, utrata ich byłaby nie­wąt­pli­wie poważ­nym cio­sem moral­nym. Dla­tego to wła­śnie tam skie­ro­wano trzy nowe bry­gady pan­cerne wraz z dwiema dywi­zjami gre­na­die­rów pan­cer­nych (3. i 15.), ścią­gnię­tymi z Włoch.

Gen. Balck objął nowe dowódz­two w chwili, gdy armia nie­miecka na zacho­dzie po raz pierw­szy od ponad mie­siąca pró­bo­wała prze­jąć ini­cja­tywę na tam­tym tere­nie. 18 wrze­śnia na zachód od Nancy roz­po­częła się 12-dniowa bitwa, toczona mię­dzy czę­ścią sil 3. Armii a 5. Armią Pan­cerną. W jej trak­cie Niemcy wyko­nali kilka gwał­tow­nych kontr­ata­ków, które zakoń­czyły się dla nich nie­po­wo­dze­niem. I cho­ciaż po bitwie pan­cer­nej pod Arra­co­urt 111. Bry­gada Pan­cerna z armii von Man­teuf­fla została zre­du­ko­wana przez alianc­kie myśliwce bom­bar­du­jące oraz arty­le­rię do 80 ludzi i 7 czoł­gów, to jed­nak ta ofiara, podob­nie jak załóg nad­brzeż­nych miast, nie była dla Niem­ców daremna. W trze­cim tygo­dniu wrze­śnia, wobec tęże­ją­cego nie­miec­kiego oporu, nad­mier­nego roz­cią­gnię­cia dywi­zji oraz dra­stycz­nego kry­zysu mate­ria­ło­wego, pro­wa­dzona sze­ro­kim fron­tem ofen­sywa alian­tów zała­mała się.

Ostat­nim akor­dem była dra­ma­tyczna ope­ra­cja "Mar­ket-Gar­den". Jej plan zapro­po­no­wał i prze­for­so­wał, przy sprze­ci­wie Bra­dleya, mar­sza­łek Mont­go­mery, a wyko­nano ją siłami 1. Armii Powietrz­no­de­san­to­wej i bry­tyj­skiej 2. Armii, wyko­rzy­stu­jąc więk­szość rezerw mate­ria­ło­wych pozo­sta­ją­cych w dys­po­zy­cji sprzy­mie­rzo­nych. U pod­staw tej ope­ra­cji legło fał­szywe zało­że­nie o utra­cie przez Niem­ców zdol­no­ści bojo­wej. Zresztą głów­nym pro­ble­mem alian­tów nie była by­naj­mniej obec­ność w miej­scu lądo­wa­nia 9. oraz 10. Dywi­zji Pan­cer­nych SS. 17 wrze­śnia, w pierw­szym dniu ope­ra­cji "Mar­ket-Gar­den", te dwie dywi­zje miały siłę grup bojo­wych i wła­śnie jako grupy bojowe wystę­po­wały w ówcze­snych doku­men­tach nie­miec­kich. W 9. Dywi­zji SS "Hohen­stau­fen" słu­żyło wów­czas jedy­nie 6000, a w 10. Dywi­zji SS "Frunds­berg" zale­d­wie 3500 żoł­nie­rzy. Praw­dzi­wym pro­ble­mem alian­tów była szyb­kość reak­cji nie­przy­ja­ciela, który natych­miast ochło­nął z zasko­cze­nia, sta­wił twardy opór i skie­ro­wał na zagro­żony kie­ru­nek znaczne uzu­peł­nie­nia. Wraz z zała­ma­niami pogody, bra­kiem ela­stycz­no­ści dowód­ców dywi­zji 30 Kor­pusu idą­cego na pomoc spa­do­chro­nia­rzom oraz trud­no­ściami tere­no­wymi przy­czy­niło się to do nie­po­wo­dze­nia ope­ra­cji. Do 26 wrze­śnia Niemcy oczy­ścili pół­nocne brzegi dol­nego Renu z wojsk bry­tyj­skich, tym samym uda­rem­nia­jąc zasad­ni­czy cel "Mar­ket-Gar­den". Pod koniec wrze­śnia w połu­dnio­wej Holan­dii siły wydzie­lone 2. Armii bry­tyj­skiej wbiły się kli­nem w pozy­cje nie­miec­kiej 1. Armii Spa­do­chro­no­wej, ale nie zdo­łały sfor­so­wać Renu. W efek­cie woj­ska Mont­go­mery'ego zostały wplą­tane w cięż­kie, dłu­go­trwałe walki, któ­rych celem było posze­rze­nie klina i wypar­cie nie­przy­ja­ciela za Mozę i Ren.

Pod koniec wrze­śnia alianccy dowódcy zdali sobie sprawę, iż wojna potrwa dłu­żej niż dotych­czas sądzono. Aby usta­lić plany dal­szych dzia­łań, gen. Eisen­ho­wer zwo­łał dwie kon­fe­ren­cje dowód­cze -?jedną 22 wrze­śnia, drugą 18 paź­dzier­nika. Pierw­sza z nich doty­czyła głów­nie zna­le­zie­nia recepty na trud­no­ści w zaopa­trze­niu. Naczelny Dowódca pod­kre­ślił, że "nie­odzow­nym warun­kiem wstęp­nym osta­tecz­nego ude­rze­nia w głąb Nie­miec jest uru­cho­mie­nie portu głę­bo­ko­wod­nego". Dyrek­tywę tę wyko­nać mogła jedy­nie 21. Grupa Armii i czę­ściowo już ją reali­zo­wała. Jed­nak zaan­ga­żo­wa­nie mar­szałka Mont­go­mery'ego w cięż­kie walki w połu­dniowo-zachod­niej Holan­dii odsu­wało w cza­sie pełną kon­cen­tra­cję jego sił na kie­runku Antwer­pii, zda­niem SHAEF naj­waż­niej­szym (choć dopiero teraz zwró­cono na tę kwe­stię nale­żytą uwagę). W paź­dzier­niku, kiedy ambitny "Mar­ket-Gar­den" zakoń­czył się fia­skiem, uparty mar­sza­łek cią­gle szu­kał roz­strzy­gnię­cia nad Renem, co stało się nawet przy­czyną ostrego spię­cia na linii Eisen­ho­wer-Mont­go­mery, zakoń­czo­nego utem­pe­ro­wa­niem na jakiś czas samo­woli bry­tyj­skiego dowódcy. Gen. Eisen­ho­wer pozo­sta­wał zwo­len­ni­kiem natar­cia na sze­ro­kim fron­cie, choć pod­le­głe mu woj­ska musiały już w tym cza­sie racjo­no­wać amu­ni­cję. Ponie­waż nie­wiel­kie zapasy poci­sków do dział i paliwa nie pozwa­lały na natych­mia­stowe wzno­wie­nie ude­rzeń, dla zaosz­czę­dze­nia mate­ria­łów wojen­nych SHAEF naka­zało pauzę ope­ra­cyjną na połu­dnio­wym odcinku frontu. Jed­no­cze­śnie aktywne pozo­sta­wało skrzy­dło pół­nocne. 21. Grupa Armii miała stale pro­wa­dzić ogra­ni­czone dzia­ła­nia zaczepne -?aż do oczysz­cze­nia ujścia Skaldy, nato­miast sąsia­du­jąca z nią od połu­dnia 1. Armia ame­ry­kań­ska powinna była okrą­żyć Akwi­zgran (Aachen), prze­ła­mać Wał Zachodni i pod­jąć próbę dotar­cia do Renu.

Poglądy co do spo­sobu pro­wa­dze­nia dzia­łań jesie­nią 1944 roku wykry­sta­li­zo­wały się osta­tecz­nie na dru­giej ze wspo­mnia­nych kon­fe­ren­cji, to jest 18 paź­dzier­nika. Usta­lono, że celem pod­sta­wo­wym alian­tów będzie pobi­cie głów­nych sił nie­miec­kich na lewym brzegu Renu i wypro­wa­dze­nie na sze­ro­kim fron­cie wszyst­kich grup armii nad tę wła­śnie rzekę. Punkt cięż­ko­ści nowej ofen­sywy znaj­do­wać się miał na pół­noc od masywu Arde­nów. Na główną siłę ude­rze­niową wyzna­czono 1. i nowo wpro­wa­dzoną do szyku 9. Armię ame­ry­kań­ską, jed­nak rów­no­cze­śnie miały gwał­tow­nie zaata­ko­wać 3. Armia wraz z 6. Grupą Armii. Roz­po­czę­cie ofen­sywy wyzna­czono na począ­tek listo­pada.

W celu wzmoc­nie­nia zgru­po­wań ude­rze­nio­wych dodat­ko­wymi dywi­zjami, pod­jęto decy­zję o osła­bie­niu pozy­cji 12. Grupy Armii na jej cen­tral­nym odcinku, to jest w Arde­nach. Obszar ten miał być w naj­bliż­szej przy­szło­ści bro­niony jedy­nie skrom­nymi siłami, pod­czas gdy na połu­dnie i pół­noc od niego pla­no­wano zgro­ma­dzić główne masy wojsk, gotowe prze­ła­mać front i dotrzeć do Renu. Eisen­ho­wer oraz Bra­dley świa­do­mie zde­cy­do­wali się osła­bić front w Arde­nach, ponie­waż sądzili, że nie­przy­ja­ciel­skie woj­ska nie są już zdolne do poważ­niej­szych wystą­pień zaczep­nych. Zda­niem obu gene­ra­łów, nawet jeśli Niemcy zechcie­liby prze­pro­wa­dzić jakiś kontr­atak, to odpo­wied­nio wcze­śniej zostałby on wykryty przez wywiad lub roz­po­zna­nie lot­ni­cze. Dodat­kowo uznali, iż dzięki wyso­kiej mobil­no­ści wojsk wła­snych zdo­łają go sto­sun­kowo szybko zli­kwi­do­wać. Jak stwier­dził w swych wspo­mnie­niach gen. Bra­dley: "front w Arde­nach został więc celowo osła­biony, chcia­łem bowiem zapew­nić powo­dze­nie ofen­sywy zimo­wej".

Aby móc sku­tecz­nie prze­pro­wa­dzić listo­pa­dową ofen­sywę nale­żało posia­dać odpo­wied­nie rezerwy mate­ria­łowe. Tym­cza­sem coraz bar­dziej nara­stał kry­zys w zaopa­trze­niu sił sojusz­ni­czych. Na początku paź­dzier­nika sześć nowych dywi­zji, które przy­były na kon­ty­nent jako kolejne wzmoc­nie­nia, cze­kało bez­czyn­nie w Nor­man­dii z braku środ­ków trans­por­to­wych, umoż­li­wia­ją­cych dowie­zie­nie ich na front. For­ma­cje fron­towe racjo­no­wały zapasy, zaś kwa­ter­mi­strzo­stwo zaczęło alar­mo­wać o prze­wi­dy­wa­nych ter­mi­nach cał­ko­wi­tego wyczer­pa­nia amu­ni­cji. U brze­gów Nor­man­dii na każdy roz­ła­do­wy­wany wła­śnie sta­tek przy­pa­dało 35 ocze­ku­ją­cych na roz­ła­du­nek na redzie. Pracę obsługi por­tów dodat­kowo spo­wal­niały silne sztormy jesienne.

Pomimo rosną­cych pro­ble­mów z zaopa­trze­niem, sprzy­mie­rzeni wciąż lokal­nie ata­ko­wali, wcią­ga­jąc prze­ciw­nika w prze­wle­kłą walkę na wynisz­cze­nie. W opar­ciu o prze­sad­nie opty­mi­styczne raporty wła­snego wywiadu, alianccy gene­ra­ło­wie uznali ówcze­sną sytu­ację Wehr­machtu za kry­tyczną. Dla­tego zda­niem SHAEF stały nacisk, nawet jeśli wyma­gał ogrom­nego wysiłku, był koniecz­no­ścią, bo nie pozwa­lał Niem­com na odtwo­rze­nie swo­ich rezerw stra­te­gicz­nych. Owo prze­ko­na­nie o bli­skim zała­ma­niu nie­przy­ja­ciela było główną przy­czyną rezy­gna­cji z zimo­wej pauzy ope­ra­cyj­nej i spo­wo­do­wało wyda­nie roz­kazu prze­pro­wa­dze­nia nowej ofen­sywy. Dodat­kowo oba­wiano się, że czas pra­cuje na korzyść nie­miec­kich kon­struk­to­rów, mają­cych wkrótce zakoń­czyć prace nad "cudowną bro­nią". Nie spo­sób było baga­te­li­zo­wać ten pro­blem, zwłasz­cza gdy na Lon­dyn zaczęły spa­dać nie­moż­liwe do zestrze­le­nia rakiety V-2. Za kon­ty­nu­owa­niem ofen­sywy prze­ma­wiały ponadto róż­no­ra­kie względy poli­tyczne.

Pod­czas gdy SHAEF kre­ślił nowe plany, na fron­cie toczyły się cięż­kie boje, począt­kowo głów­nie na pół­noc­nym odcinku zachod­nio­eu­ro­pej­skiego TDW. Walki nad Skaldą trwały nie­prze­rwa­nie od połowy wrze­śnia. Do 23 wrze­śnia pol­ska 1. Dywi­zja Pan­cerna i kana­dyj­ska 4. Dywi­zja Pan­cerna wyparły główne siły nie­miec­kiej 15. Armii z połu­dnio­wych brze­gów ujścia Skaldy, nie­mniej ostatni punkt oporu po tej stro­nie zatoki padł dopiero na początku listo­pada. Z kolei 1 paź­dzier­nika przy­stą­piono do oczysz­cza­nia z nie­przy­ja­ciela pół­noc­nego brzegu. Natar­cie na pół­wy­sep Beve­land Połu­dniowy, sil­nie umoc­niony przez Niem­ców, wyko­nała kana­dyj­ska 2. Dywi­zja Pie­choty. Walki były zażarte i przy­nio­sły poważne straty po obu stro­nach. W nocy z 25 na 26 paź­dzier­nika alianci wysa­dzili na połu­dniu pół­wy­spu desant mor­ski (zło­żony ze wzmoc­nio­nych ele­men­tów bry­tyj­skiej 52. Dywi­zji Pie­choty), co dopro­wa­dziło 30 paź­dzier­nika do likwi­da­cji nie­miec­kiego gar­ni­zonu. Dzień póź­niej zaata­ko­wano wyspę Beve­land Pół­nocny, a 1 listo­pada wyko­nano lądo­wa­nie na wyspie Wal­che­ren, będą­cej ostat­nią nie­miecką pozy­cją blo­ku­jącą dostęp do ujścia Skaldy. Po ośmiu dniach cięż­kich starć wyspę zdo­byto. W ten spo­sób zre­ali­zo­wano wresz­cie dyrek­tywę z 22 wrze­śnia, naka­zu­jącą prze­chwy­ce­nie portu głę­bo­ko­wod­nego. Już wkrótce Antwer­pia miała stać się głów­nym cen­trum zaopa­trze­nio­wym alian­tów na kon­ty­nen­cie, cho­ciaż roz­mi­no­wy­wa­nie zatoki potrwało aż do 28 listo­pada; dopiero tego dnia zawi­nęły do Antwer­pii pierw­sze statki z mate­ria­łami wojen­nymi. Niemcy w dal­szym ciągu pró­bo­wali zakłó­cać dostawy, kie­ru­jąc na kanał La Man­che silną grupę U-bootów, minu­jąc ujście Skaldy oraz wysy­ła­jąc tam ści­ga­cze tor­pe­dowe, moto­rówki wybu­chowe i minia­tu­rowe okręty pod­wodne. Dzia­ła­nia te nie przy­nio­sły im jed­nak, mimo kilku spek­ta­ku­lar­nych akcji, więk­szych korzy­ści, zaś nie­miec­kie straty były wyso­kie. Z kolei sam port w Antwer­pii ostrze­li­wano poci­skami skrzy­dla­tymi V-1 i rakie­tami V-2.

W tym samym cza­sie, gdy kana­dyj­ska 1. Armia toro­wała sobie drogę do morza, 2 paź­dzier­nika ame­ry­kań­ska 1. Armia ude­rzyła na Akwi­zgran. Ta dawna sto­lica pań­stwa Fran­ków była pierw­szym więk­szym mia­stem nie­miec­kim zagro­żo­nym przez Ame­ry­ka­nów, dla­tego Hitler naka­zał bro­nić go do upa­dłego. Alianci zda­wali sobie z tego sprawę i począt­kowo pla­no­wali jedy­nie izo­lo­wać mia­sto, pod­czas gdy główne siły po jego obej­ściu kon­ty­nu­owa­łyby atak na wschód. Jed­nak zawę­że­nie pasa natar­cia wymu­siło szturm. Ame­ry­ka­nie zaata­ko­wali 1. i 30. Dywi­zją Pie­choty oraz 2. Dywi­zją Pan­cerną. 10 paź­dzier­nika nacie­ra­jący okrą­żyli mia­sto. Wkrótce roz­go­rzały cięż­kie walki uliczne, zmie­nia­jąc Akwi­zgran w stertę gruzu. Niemcy wyko­nali kilka kontr­ata­ków w celu prze­rwa­nia blo­kady, ale byli zbyt słabi, toteż odparto je bez więk­szych trud­no­ści. W efek­cie 21 paź­dzier­nika miej­ski gar­ni­zon ska­pi­tu­lo­wał. Jed­nakże twardy opór wojsk hitle­row­skich zablo­ko­wał dal­szy marsz alian­tów na wschód. 1. Armia nie zdo­łała prze­ła­mać reszty umoc­nień Wału Zachod­niego oraz opa­no­wać lasu Hurt­gen, leżą­cego na połu­dnie od Akwi­zgranu. Bitwa o ten las, trwa­jąca z prze­rwami już od połowy wrze­śnia, była jed­nym z naj­bar­dziej mor­der­czych starć całej kam­pa­nii. Ame­ry­ka­nie byli prze­ko­nani, że stały nacisk wyczer­pie obroń­ców, ale fak­tycz­nie ponie­śli tam więk­sze straty niż Niemcy.

Na początku listo­pada siły sprzy­mie­rzo­nych koń­czyły przy­go­to­wa­nia do nowej ofen­sywy. Gen. Eisen­ho­wer skon­cen­tro­wał gros wojsk ude­rze­nio­wych na pół­noc­nym skrzy­dle 12. Grupy Armii. Sto­jące tutaj 1. i 9. Armie miały prze­ła­mać umoc­nie­nia nie­miec­kie, zdo­być las Hürtgen, sfor­so­wać rzekę Roer, następ­nie zaś dotrzeć do Renu na wyso­ko­ści Kolo­nii, czyli na wprost Zagłę­bia Ruhry. SHAEF liczyło, że jeśli główne siły nie­przy­ja­ciela zosta­łyby roz­bite na zachod­nim brzegu Renu, to powsta­łaby korzystna sytu­acja do sfor­so­wa­nia rzeki z mar­szu. Co cie­kawe, tuż przed ofen­sywą gen. Bra­dley naka­zał 1. i 9. Armiom ame­ry­kań­skim zamianę swych pozy­cji. Dotych­czas bowiem doświad­czona w wal­kach 1. Armia zaj­mo­wała sta­no­wi­ska na pół­noc­nym skraju ame­ry­kań­skiej grupy armii, nato­miast w paź­dzier­niku rejon Arde­nów obsa­dziła 9. Armia gen. Wil­liama Simp­sona (ten nowy zwią­zek tak­tyczny utwo­rzono ofi­cjal­nie już 5 wrze­śnia, ale z powodu trud­no­ści prze­wo­zo­wych i powol­nej kon­cen­tra­cji potrze­bo­wano jesz­cze ponad mie­siąca na wpro­wa­dze­nie go do walki). Teraz na roz­kaz Bra­dleya wła­śnie 9. Armia skon­cen­tro­wała się na pół­nocy, mając za swego lewego sąsiada bry­tyj­ską 2. Armię. Ten dzi­waczny manewr wymu­siła obawa, aby mar­sza­łek Mont­go­mery, stale pona­wia­jący żąda­nia pod­po­rząd­ko­wa­nia mu wszyst­kich sił lądo­wych, nie włą­czył w skład 21. Grupy Armii doświad­czo­nych wojsk gen. Hod­gesa. Nato­miast to, że w nie­da­le­kiej przy­szło­ści jakaś armia ame­ry­kań­ska przej­dzie pod komendę bry­tyj­skiego mar­szałka, było już wła­ści­wie pewne. Wielka Bry­ta­nia wyczer­pała bowiem źró­dła rekru­ta­cji dla nowych dywi­zji i Mont­go­mery nie mógł liczyć na dal­sze wspar­cie. Już jesie­nią 1944 roku "wypo­ży­czył" on od Ame­ry­ka­nów 7. Dywi­zję Pan­cerną i 104. Dywi­zję Pie­choty, anga­żu­jąc je w dzia­ła­nia w połu­dnio­wej Holan­dii. Sła­bość Bry­tyj­czy­ków, potę­go­wana ich wplą­ta­niem się w prze­wle­kłe walki na połu­dnie od ujścia Renu, spra­wiła, iż w dyrek­ty­wie z 2 listo­pada SHAEF powie­rzyło ich 2. Armii jedy­nie dzia­ła­nia pomoc­ni­cze na rzecz 12. Grupy Armii.

Tym­cza­sem po zlu­zo­wa­niu 9. Armii, w rejo­nie Arde­nów pozo­stał ścią­gnięty z Bre­ta­nii 8. Kor­pus gen. Mid­dle­tona. Pod­le­ga­jący począt­kowo 3., a póź­niej przej­ściowo wła­śnie 9. Armii, teraz został pod­po­rząd­ko­wany 1. Armii. Na barki gen. Mid­dle­tona spadł obo­wią­zek obsa­dze­nia bli­sko 100 km frontu dość szczu­płymi siłami, ponie­waż zde­cy­do­wana więk­szość wojsk gen. Hod­gesa skon­cen­tro­wała się na pół­nocy. Kor­pus otrzy­mał roz­kaz pro­wa­dze­nia dzia­łań obron­nych. Ode­brano mu przy tym doświad­czone pod Bre­stem dywi­zje, zastę­pu­jąc je nowo nade­sła­nymi ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych lub potrze­bu­ją­cymi odpo­czynku.

W listo­pa­dzie opady desz­czu w zachod­niej Euro­pie osią­gnęły nie noto­wane od lat natę­że­nie. W wielu miej­scach ulewy trwały trzy tygo­dnie bez prze­rwy. Armie alian­tów dosłow­nie ugrzę­zły w bło­cie, lot­nic­two zostało uzie­mione, stale szwan­ko­wało zaopa­trze­nie. Pomimo to naka­zano kon­ty­nu­ować przy­go­to­wa­nia do ofen­sywy, mają­cej w zamy­ślę Eisen­ho­wera wypro­wa­dzić wresz­cie sprzy­mie­rzo­nych nad Ren. For­mal­nie 1. i 9. Armie miały zaata­ko­wać 5 listo­pada, nato­miast 3. Armia -?10. dnia tego mie­siąca. Fatalna pogoda pokrzy­żo­wała te zamie­rze­nia i ter­min ataku grupy pół­noc­nej został odro­czony. W zaist­nia­łej sytu­acji każda z armii otrzy­mała roz­kaz roz­po­czę­cia ataku nie­zwłocz­nie po polep­sze­niu się warun­ków atmos­fe­rycz­nych, w osta­tecz­no­ści nawet bez wspar­cia lot­nic­twa.

8 listo­pada jako pierw­szy ude­rzył Pat­ton. Jego prze­ciw­ni­kiem była nie­miecka 1. Armia, któ­rej pie­chota już pierw­szego dnia bitwy ponio­sła duże straty od zma­so­wa­nego ognia arty­le­rii. Pomimo wyso­kiego stanu wód na Mozeli, 3. Armia sfor­so­wała rzekę i roz­po­częła natar­cie. W odpo­wie­dzi Niemcy, mający trzy­krot­nie mniej żoł­nie­rzy i zale­d­wie 100 pojaz­dów pan­cer­nych, wypro­wa­dzili serię gwał­tow­nych kontr­ata­ków, ale wobec prze­wagi nie­przy­ja­ciela nie przy­nio­sły one trwa­łej poprawy ich sytu­acji. 18 listo­pada okrą­żony został Metz, trzy dni póź­niej opa­no­wany przez ame­ry­kań­ską pie­chotę. Jed­nakże gar­ni­zon mia­sta nie zło­żył broni i wyco­fał się do oko­licz­nych sta­rych fran­cu­skich for­tów. Ich zdo­by­wa­nie trwało do 13 grud­nia.

11 listo­pada na połu­dnie od wojsk Pat­tona zaata­ko­wała 6. Grupa Armii; naj­pierw ame­ry­kań­ską 7. Armią, a od 14. tego mie­siąca także 1. Armią fran­cu­ską. W odpo­wie­dzi gen. Balck naka­zał stop­niowy odwrót 19. Armii. Z powodu spóź­nio­nego manewru jed­nej z dywi­zji nacie­ra­jące czołgi fran­cu­skie wyprze­dziły ucho­dzącą pie­chotę i doko­nały lokal­nego prze­ła­ma­nia frontu. Sytu­acja Grupy Armii "G" była bar­dzo ciężka, ponie­waż jesz­cze w paź­dzier­niku zre­du­ko­wano jej siły poprzez ode­bra­nie 5. Armii Pan­cer­nej i dwóch dodat­ko­wych dywi­zji gre­na­die­rów pan­cer­nych. Już 19 listo­pada woj­ska fran­cu­skiej 1. Armii wyszły nad Ren. 24 listo­pada także 7. Armia osią­gnęła tę rzekę od Karls­ruhe po Stras­bo­urg. Tego samego dnia 2. Dywi­zja Pan­cerna gen. Lec­lerca wyzwo­liła dru­gie ze wspo­mnia­nych miast. W zaist­nia­łej sytu­acji pod koniec listo­pada pobite woj­ska nie­miec­kie zostały zmu­szone do opusz­cze­nia Alza­cji oraz Lota­ryn­gii i wyco­fały się za Ren oraz na linię Wału Zachod­niego, na połu­dnie od Zagłę­bia Saary. Udało się im jed­nak utrzy­mać, poło­żony pomię­dzy Stras­bo­urgiem a Miluzą, tzw. Występ Kol­mar­ski. Alianci począt­kowo zlek­ce­wa­żyli zna­cze­nie tego przed­mo­ścia, co pozwo­liło skon­cen­tro­wa­nej tutaj czę­ści 19. Armii na jego umoc­nie­nie.

Na początku grud­nia, w związku z wyczer­pa­niem ata­ku­ją­cych dywi­zji, dal­sze natar­cia sprzy­mie­rzo­nych na połu­dnio­wym odcinku zachod­nio­eu­ro­pej­skiego TDW zaczęły cza­sowo zamie­rać. Pat­ton i Devers odnie­śli wpraw­dzie suk­ces, odrzu­ca­jąc na wschód Grupę Armii "G", jed­nak nie zdo­łali jej znisz­czyć. Walki na fron­cie miały przez cały czas bar­dzo zażarty cha­rak­ter. Cho­ciaż obrońcy wyraź­nie ustę­po­wali ata­ku­ją­cym pod wzglę­dem liczeb­nym, nie­miec­kie 1. i 19. Armie wie­lo­krot­nie kontr­ata­ko­wały. Pomimo to w pierw­szych dniach grud­nia Hitler zdy­mi­sjo­no­wał ze sta­no­wi­ska dowódcy 1. Armii gen. von Kno­bels­dorffa. Powo­dem tego zda­rze­nia był fakt, iż 3 grud­nia 95. Dywi­zja Pie­choty 3. Armii zdo­łała uchwy­cić nie­usz­ko­dzony most na rzece Saarze, i po jego prze­kro­cze­niu jed­nym ze swych puł­ków wdarła się w umoc­nie­nia Wału Zachod­niego. Prze­ła­ma­nie Wału gro­ziło kra­chem zamie­rzeń ofen­syw­nych w Arde­nach. Zdy­mi­sjo­no­wano także szefa sztabu Grupy Armii "G", gen. von Mel­len­thina, a osta­tecz­nie w dru­giej poło­wie grud­nia rów­nież gen. Balcka. Jed­no­cze­śnie z załóg for­tecz­nych nad Renem i 19. Armii sfor­mo­wano nową grupę armii, nazwaną "Ober­r­hein" (Górny Ren). Jej dowódcą został Reichsführer SS Hein­rich Him­m­ler, dążący do sku­pie­nia w swych rękach jak naj­więk­szej wła­dzy, mimo braku jakich­kol­wiek woj­sko­wych kom­pe­ten­cji.

12 listo­pada na pół­nocy dzia­ła­nia zaczepne roz­po­częła 2. Armia bry­tyj­ska. Jej trzy kor­pusy sta­rały się zli­kwi­do­wać ostat­nie pozy­cje nie­miec­kie na zachod­nim brzegu Mozy oraz, wspól­nie z 9. Armią, oczy­ścić z nie­przy­ja­ciela dolny bieg rzeki Roer. Po mie­siącu cięż­kich walk, toczo­nych w bar­dzo trud­nych warun­kach, wyko­nały jedy­nie pierw­sze ze wspo­mnia­nych zadań. Niemcy nato­miast utrzy­mali w swych rękach rejon Roer­mond. Osta­tecz­nie w poło­wie grud­nia mar­sza­łek Mont­go­mery wstrzy­mał dal­sze, skie­ro­wane bez­po­śred­nio na wschód ataki i prze­pro­wa­dził reor­ga­ni­za­cję swo­ich wojsk. Naj­istot­niej­szym ele­men­tem tego manewru było wyco­fa­nie z frontu 30. KA i wyzna­cze­nie go na odwód 21. Grupy Armii. Mar­sza­łek pla­no­wał skon­cen­tro­wa­nie kor­pusu w rejo­nie Nij­me­gen, co wią­zało się z przy­go­to­wa­niami sił bry­tyj­skich do nowych wystą­pień zaczep­nych.

Wresz­cie 16 listo­pada, w jede­na­ści dni póź­niej niż pla­no­wano, 1204 cięż­kich bom­bow­ców ame­ry­kań­skich oraz 1188 bry­tyj­skich doko­nało nalotu, który zapo­cząt­ko­wał ofen­sywę 1. i 9. Armii. Dzia­ła­nia wojenne miały tu wyjąt­kowo dra­ma­tyczny prze­bieg. Niemcy bro­nili się wręcz fana­tycz­nie, sku­tecz­nie wyko­rzy­stu­jąc umoc­nie­nia i dogodny teren. Trudne warunki pogo­dowe utrud­niały uży­cie lot­nic­twa, czołgi wspie­ra­jące pie­chotę tonęły w bło­cie. Na pra­wym skrzy­dle ofen­sywy, w lesie Hürtgen, część wal­czą­cych tam dywi­zji jesz­cze przed jej roz­po­czę­ciem wyczer­pała swe moż­li­wo­ści zaczepne. Tak było na przy­kłada 28. Dywi­zją Pie­choty gen. Nor­mana Coty'ego. Tylko do 13 listo­pada stra­ciła ona w Hürtgen 7500 żoł­nie­rzy, co spra­wiło, że wal­czący z nią Niemcy ochrzcili ją mia­nem "dywi­zji krwa­wego wia­dra". Wyczer­pana 28. Dywi­zja została prze­nie­siona w Ardeny dla rege­ne­ra­cji sił. Nie lepiej powio­dło się 4. Dywi­zji Pie­choty. Jej straty w "Krwa­wym Hürtgen" mię­dzy 7 listo­pada a 3 grud­nia wynio­sły 7000 ludzi. Także tę jed­nostkę prze­nie­siono wkrótce w Ardeny w celu reor­ga­ni­za­cji.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki