Archiwum Ringelbluma. Antologia - Prof. Jacek Leociak, Marta Janczewska


Reflow text when sidebars are open.
(?-1943)
Działacz Poalej Syjon-Lewicy* oraz twórca i jeden z kierowników partyjnego klubu sportowego "Sztern" ("Gwiazda"). W warszawskim getcie działał nadal w partii, m.in. kolportował prasę podziemną, oraz współpracował z "Oneg Szabat", dla której opracowywał relacje. Ważnym wkładem Tytelmana było zebranie materiałów dotyczących folkloru getta. Chodził po ulicach, spisując anegdoty, żarty i słowa piosenek wykonywanych przez podwórkowych śpiewaków. Został zabity w getcie w 1943 roku. Okoliczności jego śmierci nie są znane.
Dokument został spisany odręcznie przez autora w języku jidysz, dwustronnie atramentem na pięciu kartach zeszytu. Strony zapisane są gęsto, dobrze wyrobionym charakterem pisma, widoczne są drobne skreślenia i uzupełnienia. Papier zachował się w bardzo dobrym stanie.
14 maja [19]41 - dzień w najwyższym stopniu pełen sensacji. Zaczęło się jeszcze wczoraj. Idący ulicą sprzedawca gazet szepnął możliwie cicho: "Kupcie gazetę! Warto, Hitler stracił swoją prawą rękę!...". W gazecie (w języku polskim) w umieszczonej na boku skromnej notatce, pisanej małymi literami, znajduję następujący meldunek: w sobotę Hess[1] - przywódca partii nazistowskiej - odleciał w podróż i ponieważ do dzisiaj jeszcze nie wrócił, uważa się go za zaginionego.
Podskakuję z radości i wykrzykuję na głos "kejn-jowdu"[2]. Muszę się podzielić radością. Jako że do getta wnosi się i czyta tam mało gazet, uważam za swój obowiązek opowiedzieć [o tym] każdemu, kogo tylko spotkam, i biegnę donieść znajomym i przyjaciołom. Dla wielu ta wiadomość jest jak drogi balsam. Ludzkie twarze, które już dawno zapomniały, co to śmiech, zaczynają się uśmiechać. No, bardzo dobrze! On traci swoich najlepszych lotników, najlepszych oficerów marynarki, może zaczyna się już wśród samych wodzów? Oby tak dalej!
Uspokoiwszy się nieco, zaczyna żydowski wyostrzony mózg myśleć: Co to znowu ma znaczyć, że się zagubił? Jeśli w akcji wojennej, to dlaczego naczelne dowództwo nie melduje o tym w dziennym sprawozdaniu? Jeśli natomiast prywatnie, to od kiedy to Niemcy są pustynią albo dżunglą, gdzie samoloty z przywódcami mogą się zagubić tak, że nikt o niczym nie wie?
Nic innego, tylko Hitler już znów ma głośną historię, noc [św.] Bartłomieja[3] dla wodzów nazistowskich, jak w kwietniu 1933[4]. Tym bardziej trzeba więc wypić za zdrowie!
Dzisiaj sensacja ta osiągnęła punkt kulminacyjny. Wszystkie niemieckie gazety podają oficjalny komunikat nazistowskiej partii, że Hess, biedactwo, zwariował i wbił sobie do głowy - niech Bóg broni - że on mógłby działać i przekonać angielskich mężów stanu, swoich przyjaciół, do zawarcia pokoju, i z tego powodu uciekł do Anglii. Również angielski komunikat krótko donosi o przybyciu Hessa.
Wszędzie gotuje się i wrze jak w kotle. Najbardziej w dużym budynku, w którym mieszczą się nasze biura, gdzie pracuje, działa i skupia się najlepsze i najpiękniejsze z politycznej, gospodarczej i kulturalnej części warszawskich Żydów, jak również resztki żydowskich intelektualistów. W całej Polsce huczy. Tu wrze jak w ulu, mówi się, dyskutuje i komentuje to wydarzenie. Naturalnie, każdy ma swój punkt widzenia. Zaprzysięgli pesymiści, którzy przez cały czas nie wątpili w niemieckie zwycięstwo, krzyczą najgłośniej, iż oni przewidzieli, że Hitler tak musi skończyć. Natomiast ci, którzy dopiero wczoraj twierdzili, iż trzeba się już szykować do zimowej akcji pomocy, stają się czołowymi rzecznikami sprawy i zaczynają najmocniej wierzyć w to, że już jutro rozpoczną się rozmowy pokojowe. Ale jednego wszyscy są pewni. Zaczyna się zmierzch Hitlera, który niedawno nałożył wieniec laurowy jako zwycięzca Grecji, Jugosławii i całych Bałkanów[5]. Dla Żydów jednak jasne jest jedno: Hitler, który cały czas krzyczał, że w 1918 [r.] Niemcy militarnie nie przegrały, tylko te wielkie podziały religijne w niemieckim narodzie doprowadziły do katastrofy, nie będzie miał argumentów na poparcie swojej wiary w zwycięstwo, bo po historii z Hessem już jest gwałtowne rozdarcie. Potężna szczelina w potężnej budowli! Po drugie, Hitler jako współczesny faraon określił się też jako Bóg, który nigdy nie może się pomylić, a tu jego książę, spadkobierca, jego najlepszy i najwierniejszy zastępca był po prostu wariatem albo zdrajcą!
Ludzie żartują w najlepsze. Żydowski niewyczerpany humor sypie dowcipami jak z rękawa, wszyscy są zgodni: "Od Hessa zaczyna się nadzieja, Hitler, ten parszywy pies, zdechnie...".
Opuszczam biuro w radosnym nastroju. Niestety, na ulicy nie widać żadnej zmiany. "Ulica" naszego zamurowanego getta jest nadal błotnista, zimna, wietrzna i ponura, dokładnie tak jak idący ulicami ludzie o czarnych jak ziemia twarzach, zaciągniętych żółtym pergaminem zmęczenia. Nikt nie jest zdolny napełnić ich nadzieją i wiarą. Głód ciśnie i męczy coraz mocniej i straszniej. Większość już dawno nie jadła chleba do syta, wielu z nich już od dawna nie czuło nawet smaku chleba w ustach.
Masy już w nic nie wierzą. Nawet słońce tego roku do nas nie przychodzi! Jeśli ono zaświeci, może nawet jutro - ja będę już w ciemnym grobie.
Na domiar złego nasz radosny dzień został zepsuty przez nowe nieszczęście: żydowska policja*, na wzór nazistowskich wojskowych, w środku dnia rozpoczęła pogoń za żydowską młodzieżą do obozów pracy przymusowej*. Całe ulice zostały zamknięte, szczególnie ulica Karmelicka, która jest jedyną arterią komunikacyjną. Znowu biegniemy jak ścigane psy. Kobiety i dzieci na ulicy pomagają się wymknąć, pokazując, gdzie się schować.
Idę wraz z Erlichem z Jugnt[6], tym samym, który dokładnie rok temu przybył ze mną ze Związku Radzieckiego. Opowiada mi, że już nie ma siły czuwać w nocy, spać na strychach i w sklepach, ze ściśniętym sercem, drżąc ze strachu. Poprzedniej nocy policjanci hycle odkryli pokoik, gdzie się chował, i musiał zapłacić kilkadziesiąt złotych, żeby go zwolnili. A teraz kobieta, która chce nas ukryć, a jej własny syn, możliwe, że jest z hyclów, może chcieć mnie złapać, żeby jeszcze raz wyciągnąć pieniądze albo przekazać w ręce chuliganów, którzy mnie zamęczą.
Staram się go uspokoić: - Idziesz przecież ze mną, nie odważą się do nas podejść. Żadnego okupu on nie wyrwie, a nie będzie chciał obciążyć dodatkowo swego konta bandyty.
Erlich jednak nie wierzy - w swój strach - i w moją siłę. Uciekając, dorzuca: "Dlaczego Szachna[7] nie miałby czegoś zrobić dla towarzyszy? Po co on tam siedzi, wśród tej bandy złodziei, krętaczy i szantażystów, dlaczego trwoni naszą wieloletnią, wyjątkową rewolucyjną tradycję?!".
W domu. Ledwo zdążyłem przekroczyć próg, a już wpada szwagierka Andzia z płaczem: złapano Abramka i odprowadzono do komisariatu. "Ratuj!" Na ulicy, pochlipując, opowiada: "Ela (mój brat) jest chory, ma spuchnięte nogi z niejedzenia. W poprzednim tygodniu ciężko pracowali (galanteria skórzana) i zarobili wszystkiego 30 złotych. Dlatego "pościli" co drugi dzień. Szymon - drugi, 18-letni syn - został zwolniony przez komisję, lekarz powiedział, że jeśli nie wyjedzie z Warszawy albo nie będzie miał opieki, stan jego serca grozi katastrofą". Jeśli jej teraz zabiorą Abrama, który zarabia od czasu do czasu na ulicy - "Co z nami wtedy będzie...".
Abramek jest na komisariacie. Na osobnym, zamkniętym podwórzu dużego byłego więzienia wojskowego znalazło się trzydziestu młodych ludzi otoczonych przez setkę policjantów. Co minutę przysuwa się inny policjant i tłumaczy [się]: "Gdyby on powiedział, że jest synem waszego brata, tobyśmy go nie zatrzymali, panie prezesie! Teraz nie możemy już nic zrobić, bo jest tu sam komisarz".
Komisarz, tęgi, niski osobnik z zabandażowanym okiem i czapką z dwiema gwiazdkami, sam tytułuje się "mecenasze" (jest to adwokat Lande, świeżo przechrzczony meches o renomie rozbójnika z lasu). Awanturuje się i krzyczy jak gabaj w synagodze, [a] porządek jak w chasydzkim sztiblu[8]. Wygląda to tak, jakby nie mógł sobie dać rady z przekupnymi facetami, bowiem z każdą minutą liczba zatrzymanych ciągle maleje, może irytuje go, że nie otrzymuje swojej doli?
Zbieram siły, przedstawiam się mu i pokrótce zwracam się do niego, żeby zwolnił Abrama, abym nie musiał interweniować u Zundelewicza[9]. Słysząc to nazwisko, informuje mnie krótko i ostro: "Przynieście mi słówko od adwokata Zundelewicza, to go zwolnię".
Nie mam tu nic więcej do roboty. Wychodząc, wygłaszam głośno żołnierskie "błogosławieństwo" nad kilkoma policjantami i dorzucam parę oszczędnych słów w specyficznej, koszarowej mowie.
Nie udaje mi się uspokoić Andzi, kiedy dwaj policjanci wyprowadzają Abrama. Wygląda na to, że zasługa Hessa mnie tym razem pomogła, towarzystwo szuka już zabezpieczenia...
16 maja [19]41
Zapewniam was, że nadchodzi wiosna - wykrzyknął w marcu tego roku Mussolini, największy pozer-artysta i demagog naszych czasów, dokładnie jak dzieci w pierwszym roku szkoły. Tak jakby (przepraszam za porównanie) koty w piwnicy i ptaki na dachach nie czuły i nie wiedziały w marcu, że nadchodzi wiosna.
Ten dotychczas wielki mówca na trybunie okazał się największym w polityce mówiącym mułem. W ciągu 20 lat przeganiał swój naród od jednej wojny do drugiej, najlepiej jak mógł ochraniał przed światową rzezią dzięki ówczesnej obrzydliwej, bezprzykładnej pierwszej w historii zdradzie politycznej, właśnie wobec Niemiec, z którymi Włochy były związane [sojuszem]. I również dzięki niekończącej się, ohydnej i podłej zdradzie robotniczych mas, z których się wywodził i czerpał siły[10]. Wszystko po to, żeby wyrosnąć na światową potęgę i "imperium", aby móc okłamywać masy ciągłym obiecywaniem pracy, chleba i pokoju, wszystko po to, by konkurować z komunizmem, nie dopuścić mas do władzy, do decydowania o własnym losie. I na koniec tak długo kombinował i rozmyślał, kogo oszukać, i tak długo wystawiał na licytacji wypróbowaną "zdradę", aż się wplątał w wojnę przeciw własnemu rebemu i mistrzowi, od którego się tego wszystkiego nauczył, i mając móżdżek jak koci kibel, zapomniał, że pod tym względem z pewnością Anglii nie prześcignie.
Duce, jak każdy tchórz, w blasku niemieckich zwycięstw na minutę zapomniał, że wojna przeciw Anglii nie jest [wojną] przeciw Abisynii[11], że włoscy żołnierze umieją ładnie śpiewać czy krzyczeć "Avanti", ale iść "naprzód" - pod tym względem nie są oni, podobnie jak ich Duce, wielkimi asami.
Toteż z włoskiego wojska tylko drwiono. Z jego sławnej floty morskiej ostały się resztki, z floty powietrznej nie ma żadnych pozostałości, a żyje się tylko dzięki wielkiemu i potężnemu wspólnikowi, u którego już od początku było się na garnuszku.
I jakby specjalnie 16 maja, według żydowskiego kalendarza jest już po Lag ba-Omer[12], a oznak wiosny żadnych. Słońce nie pokazało się na złość Ducemu, zadając mu cios poniżej pasa jak jakiemuś świętemu tureckiemu, o przepraszam, jak gdyby udawał Greka. Odwrotnie, dziś prawie całą godzinę padał gęsty śnieg i nie tylko w przyrodzie, ale także w polityce jest zimnawo. U wspólnika też nie wszystko jest w porządku. Coś zaczyna się kruszyć i drżeć, jakaś straszna Hess-toria. Czyż nie można zadrżeć z zimna?
Nic dziwnego, że nie bacząc na to, zajęto - nie moja to zasługa, ale niech radość spadnie na mnie - Grecję, Jugosławię, już całą Europę. Odebrano z powrotem Libię[13] i już są znowu w Egipcie[14], a Duce nic zgoła nie słyszy! Oj, można po prostu zupełnie zwariować! Niech Hess mówi! Churchill odzyskał mowę i grozi wielkimi rewelacjami. Okropność! Więc wiosna nie przyjdzie? Ale nasza wiosna, wiosna dla narodów, a nie dla führerów!
Właśnie po śniegu rozbłysło słońce w całej swej krasie. Nagle też pojawiła się plotka nie wiadomo skąd i z czego. Uliczny głośnik musiał obwieścić, że od odniesionych ran umarł Göring![15] "Czy to możliwe?" - pytają wszyscy. Każdy opowiada dokładnie, co słyszał z pewnego źródła. Nie ma wątpliwości. Opowiada się już o rosyjskim radiu, że ponoć wczoraj o tym donoszono. Wszędzie wielkie poruszenie. Przerywamy pracę, ręce jakoś nie rwą się do roboty! Jak tu można być spokojnym. Rewolucja jest już przecież pewna. Część już uważa, że teraz z pewnością Armia Czerwona przyjdzie do Polski, przecież nie pozwolą Anglikom opanować czerwonego Berlina. Drugi towarzysz krzyczy: "Oby nie przyszła "kiereńszczyzna""[16]. Pytano się: "Po co pracować w samopomocy, to już nie jest konieczne. Ta instytucja nie ma już racji bytu". Studzę gorące głowy i opowiadam im, że w poprzedniej wojnie Hoover musiał prowadzić swoją akcję ratunkową dla wygłodniałej Europy przez cały rok po zawieszeniu broni[17]. Oby tym razem nie trzeba było prowadzić jej przez 2 lata!
Tymczasem rodzą się legendy, bez liku i bez końca. Część przychodzi zobaczyć tylko, czy niemieccy żandarmi stoją jeszcze przy bramach getta. Część przychodzi z ulicy i opowiada, że Niemcy chodzą ze spuszczonymi oczami.
Czekam z niecierpliwością, by wybiec na ulicę. Ale ulica znów nie zmieniła swego wyglądu. Znów muszę przejść przez szpaler różnorodnych biedaków. Dalej mam przed oczami defiladę kalek i ułomnych: z odrąbanymi rękoma i nogami, przemarznięte i rozkładające się wszystkie członki. Prawda, stoją pojedyncze grupy i rozmawiają z tajemniczymi minami, ale gubią się one w ogólnej szarzyźnie potężnej maszerującej masy.
Łapię pierwszego napotkanego znajomego robotnika i pytam: "Nic nie słyszałeś?". "Nie" - odpowiada. "A jeśli nawet tak - dodaje - wiesz przecież, że ja już nie wierzę, że będzie dobrze. Na co mi te twoje historie? Ja nie chcę Hessa, ja chcę jeść! Göring nie jest łatwy, Goebbels nie jest szlachetny, a każdy nazista to sadysta[18]. Dopóki jest choćby jeden niemiecki żołnierz na świecie, będą istniały wysokie ciemne mury, które nam zamieniają najjaśniejszy dzień w ciemną noc!"
Tego samego dnia [przyjechały] samochody z niemieckimi żołnierzami, którzy łapali żydowskich młodych ludzi do pracy. I zgodnie ze zwyczajem porządnie ich pobili. Z częścią zabawiano się, obcinając im brody. Tego samego dnia strzelali przy niektórych bramach getta i znowu padły ofiary, ofiary naszych wielkich trudów i cierpienia.
Przełożyła Sara Arm
Dokument spisany ręką Nechemiasza Tytelmana, w języku jidysz, atramentem, dwustronnie, na ośmiu kartach z zeszytu. Charakter pisma jest niestaranny, a papier dokumentu zniszczony, pełen plam i przebarwień, choć całość tekstu zachowała się w dobrym stanie. Na papierze widać drobne poprawki, skreślenia i uzupełnienia.
1 czerwca [19]41
Zmarł tow. Chmielnicki. Kiedy Chil[20] odwiedzał go wczoraj, nie sądził, iż głód tak mocno trzymał go już za gardło, że w kilka godzin później całkiem go udusi.
Kiedy tow. Chmielnicki wyzionął ducha, dostałem wiadomość, że jego najstarszy syn już czwarty dzień leży w szpitalu. Przyniesiono go tam z obozu pracy przymusowej* skatowanego i nieprzytomnego. [Chil] mówi: "Chmielnicki nie umarł z głodu, często jadał w kuchniach* zupy, dostawał kilkadziesiąt złotych zapomogi, a czasem paczki żywnościowe. Jego życie rodzinne nie było spokojne, żona i dzieci go zadręczali, nawet bili, słowem - wykończyły go domowe troski".
Nie mogę się powstrzymać, by nie wybuchnąć przekleństwami i cisnącym się na usta złorzeczeniem: nieszczęsny idiota! Czyż tysiące bezdomnych i uchodźców nie dostają zup? Dlaczego więc umierają codziennie setkami? A co się stało z Kupermanem? To był przecież młody chłopak. Co się stało z tow. Gejerem? Z dziesiątką innych naszych kolegów? A ty sam - czy nie bywasz często opuchnięty, [nie dostajesz] tego pierwszego pozdrowienia od śmierci głodowej? Dlaczego twoja żona często mdleje? Nie widzisz, jak wyglądają twoje dzieci? Czyż nie dostajesz tego samego wsparcia co Chmielnicki, a mimo to zmuszony jesteś uciekać się do wyprzedawania swojej nędznej garderoby? Jak długo to wytrzymasz? Kolega Chmielnicki tyle lat przeżył ze swoją żoną, która mu urodziła i wychowała dzieci, doczekał też wnuków. Czasem sam, a często razem z żoną i dziećmi, cierpiał i chorował, ciężko harował na kawałek chleba, uczciwie, w najcięższych warunkach - jako pracownik spedycyjny - pilnował powierzonego mu dobytku [innych] gospodarzy czy w stowarzyszeniu - jako członek zarządu głównego albo w partii - jako członek komitetu warszawskiego, niezmiennie cichy, spokojny, szlachetny, rozsądny i pracowity. Służył wiernie i z oddaniem przez niemal trzydzieści lat, zawsze jako człowiek niesłychanie porządny i szlachetny, a tu nagle nadeszły mroczne ciemne czasy kanibalizmu. Najpierw uczyniono z Chmielnickiego złodzieja i oszusta, a po jego śmierci chcą obrzucić błotem pozostałości jego domu [rodzinnego], z żony zrobiono wariatkę, z dzieci zaś ojcobójców.
Dlaczego to robicie? Czy nie dręczy was sumienie? Cóż za podłość z waszej strony, ze strony tych, którzy mienią się [jego] przyjaciółmi! Nawet gdyby wszystko, co wygadujecie, było prawdą, powinniście milczeć, zagryźć wargi aż do krwi, niechby wam nawet serce miało eksplodować, i milczeć! Kto, jeśli nie wy, powinien zdawać sobie sprawę, że tylko głód doprowadza do tego, że ojciec skacze synowi do gardła i odwrotnie. Zwłaszcza że dobrze wiecie, iż nawet silny i potężny Chmielnicki, który był niegdyś w stanie mury przenosić, nie wytrzymałby na wodnistych zupkach ani na tych paru zdewaluowanych, rozdawanych od święta banknotach, za które można kupić zaledwie parę kilo ziemniaków!
Być może opowieść ta ma służyć pozbyciu się jego żony i dzieci, żeby nie trzeba było przydzielać jej zapomogi, należnej nawet po śmierci [męża]. Jakaż byłaby to nikczemność z waszej strony, koledzy!
2 czerwca [19]41
Na cmentarzu. Bardzo ładny, świąteczny dzień (Szawuot*), jednak ludzi bardzo mało, mniej niż przed wojną w takim dniu. Czyżby ludzie przestali umierać? Jeden z członków chewra kadisza[21], witając się, zaraz wyprowadza mnie z błędnego przekonania, które celowo sobie wmawiam: "Tak jest codziennie. Liczba zmarłych chowanych każdego dnia znacznie przewyższa liczbę tych, którzy przychodzą im towarzyszyć i oddać ostatnią posługę. Nawet rodowici warszawiacy nie mają dużych pogrzebów. Ludzie przyzwyczaili się także do śmierci! Rzadko zdarza się, by spośród żałobników zebrał się minjan* do odmówienia kadiszu*. Oby tylko znalazł się ktoś, kto zapewni nam pogrzeb na żydowskim cmentarzu" - dodaje z gorzkim uśmiechem. "Ilu zmarłych dzisiaj?" - pytam. "Prawie dwustu, może ich pan zobaczyć tam, w szopie".
Zjawia się kol. Benjamin Zaw. Kiwa głową zamiast powitania i wykrztusza z siebie: "Dziwna rzecz, pogrzeb kolegi, jak dojdziemy do pięćdziesięciu, będzie już swojsko".
- Zamknij tę głupią japę, durniu! Nie mam cierpliwości ani sił do twoich wyświechtanych i ohydnych dowcipów - wystrzeliłem z wściekłością, lecz natychmiast tego pożałowałem. Przecież Benjamin, biedaczek, w pierwszej kolejności ma na myśli siebie! Przyglądam się jego osobie: obdarty, obszarpany, brudny i zapuszczony znacznie bardziej niż zwykle, na nogach zamiast butów [rozłażące się] szmaty. Wydaje się, jakby cały się przykurczył. Oczy całkiem mu się zapadły.
- Nogi mi spuchły - mówi sam do siebie, jakby czytał mi w myślach - sznurowadła się nie zawiązują. Mój syn handluje na ulicy cukierkami, oddałem mu więc buty, które dostałem z Jointu*. Mówię panu, tylko on jeden zarabia jeszcze kilka złotych na kilo ziemniaków czy brukwi. Na święta nie miałem ani kawałka chleba. W domu nie zostało już nic na sprzedaż. Żyję z zupy i kolacji, które dostaję w kuchni. Moja żona i córka chodzą do rodziny na poczęstunek, choć nie zawsze się to udaje. Pościmy całymi dniami. Zapomoga z partii i paczka żywnościowa utrzymują nas jeszcze przy życiu, ale jak długo damy radę to wytrzymać? Nie wiecie, ile to jeszcze może potrwać? Jak tam Rosjanie? Mówi się, że w ten piątek rozpocznie się marsz na Rosję, że Ameryka przystąpiła już do wojny[22]. Jeśli nie - dodaje sekundę później - wszyscy jesteśmy straceni!
Mówi to z takim przekonaniem, iż nawet nie próbuję z nim dyskutować, podziwiam jego wylewność, z której nigdy nie był znany.
Pochówek Chmielnickiego przeciąga się. Dołącza [do nas] stary kolega Kohn[23], idę z nim do szopy, w której leżą trupy.
Przy szopie duży ruch, ciągle przychodzą z miasta transporty. Trupy przywożone są na rozmaitych wózkach ręcznych, na wózkach rowerowych, które przemalowano i dopasowano do potrzeb dzisiejszej "rozkwitającej gałęzi gospodarki". Wózki te prowadzi jeden lub dwóch rowerzystów, w ruch idą także stare wózki gminne* oraz wydobyte skądś tzw. polskie karawany. Krzyż znika z ich boków, a pojawia się wymalowana gwiazda Dawida. Każdy wóz przywozi od czterech do dziesięciu trupów złożonych w wąskich skrzyniach, upakowanych i poustawianych jak towary. Największe "dostawy" przychodzą z punktów* dla uchodźców. Kolejne miejsce zajmuje szpital żydowski i jego różne filie, także z ulic zabiera się rozmaite nieznane osoby, bywa, że czasem mijają 3-4 dni, nim zlitują się nad trupami, a na koniec z przepełnionych kamienic getta, w których wszędzie dzieje się to samo. Nie ma kamienicy nieposiadającej własnego legionu głodujących wygnańców z prowincji, bezdomnych pogorzelców czy wypędzonych z różnych części Warszawy, którzy przez getto stracili warsztaty oraz dachy nad głową, a na dodatek musieli porzucić tę odrobinę dobytku, na jaki pracowali przez całe życie.
Zmarłych przywozi się bez jakiejkolwiek asysty, jest nawet zakaz prowadzenia konduktów pogrzebowych ulicami [getta]. Woźnice - noszący czapki reprezentowanych przez siebie firm, zupełnie jak osoby reklamujące pensjonaty i hotele na stacjach kolejowych - wykonują swoją pracę szybko, dokładnie i z taką obojętnością, że sprawiają wrażenie automatów, które wyładowują zaszlachtowane gęsi czy cielaki. Do każdego trupa przywiązuje się kartkę z imieniem, a potem wnosi się go do szopy. Widzimy, że trupy są niemal wrzucane do szopy [i leżą] jak popadnie - na pryczach albo na gołej ziemi, jeden obok drugiego, jeden na drugim.
Jest trochę spokojniej. Wykorzystujemy to i ruszamy do szopy, w której dyrekcja cmentarza trzymała kiedyś wózki. Nie udaje nam się przekroczyć progu, dopada nas takie przerażenie i trwoga na ten straszliwy widok, że odruchowo się cofamy. Kol[ega] Kohn nie wytrzymuje i ucieka.
Ja nie mogę wyrzec się obowiązku oddania ostatniej posługi naszym największym bohaterom narodowym i męczennikom. Tak, te setki i tysiące ludzi, którzy leżeli i będą jeszcze leżeć w tej szopie, to najwięksi narodowi bohaterowie. Przystąpili bowiem do wielkich, strasznych zmagań i okrutnego zakładu, do zmagań z najstraszliwszym z wrogów, do okrutnego zakładu z własnymi zmysłami oraz członkami, z sercem, krwią i umysłem - z najczulszymi wnętrznościami.
W ciężkich zmaganiach z czterema jeźdźcami Apokalipsy[24] owi bohaterowie najsłabszego i najbardziej prześladowanego narodu pokonali trzech jeźdźców w ciężkiej walce wszystkich narodów i państw, [ale] zostali zwyciężeni przez ostatniego jeźdźca w zaciętej i tragicznej bitwie. Walka ta była tragiczna, gdyż nie wiedzieli nawet, kto miał największy udział w sprowadzeniu tego wroga na ich głowy.
Pierwszym, który uczynił z głodu generała, był tak zwany {...}, to on w imię "wolności, równości i braterstwa" wciągnął świat w diabelski taniec, wyhodował tego diabła i utrzymywał.
"Generał Głód" chciał zmusić do poddania się największą, najsilniejszą, niepokonaną armię świata znajdującą się w ręku szatana. Tymczasem ta niezwyciężona armia zamknęła wewnątrz murów owych bohaterów, którzy znaleźli się w jej niewoli, aby strzały przeznaczone dla niej padały na złapanych, a ją samą ominęły. To są bracia bohaterów zza oceanu, którzy chcieli przybywać z pomocą. Jednak potężny, znajdujący się na [ich] drodze kraj temu przeszkodził, choć jego flagi przesiąknięte są krwią części spośród tych bohaterów, a jego historia napisana ich krwią, kraj ten poprzysiągł na życie i śmierć pozostać z owymi bohaterami w przymierzu. Diabeł, owszem, wysyłał do tego kraju chleb, wzmacniał go i sycił, a im [bohaterom] nie dozwalał nawet chleba ich własnych braci. Wynalazł sobie fałszywy, pogański zakaz filantropii i trzymał się go. Wymyślił samopomoc, gdy wszystkie narody i państwa domagały się pomocy dla tego narodu. Byli i tacy kapłani tego nowego bożka (Molocha w innym wcieleniu), którzy jeszcze w owych nieszczęsnych i tragicznych chwilach wmawiali [sobie]: ofiary nie są daremne! Moloch musi mieć dzieci jako ofiary, najlepsze dzieci, wybrane dzieci na swoim ołtarzu. "Narody muszą spłynąć krwią". Europa musi zostać zniszczona, wtedy Moloch ustanowi swoje wielkie panowanie w radosnym, wspaniałym raju... Dla naszych bohaterów najtragiczniejsze było to, że na sędziów i strażników tego grobu dla zamurowanych żywcem wyznaczono najgorsze szumowiny. Pośród "starszyzny" oraz w "radach"* znaleźli się najgorsi bandyci i złodzieje. Jak najpaskudniejsi maruderzy ustawili się za ich plecami, wyrywali ostatni kawałek chleba z ust, aby kosztem ostatniej kropli ich krwi ogrzać się, najeść i wzbogacić, by nasycić się na długie lata pozostałościami tego ostatniego rabunku. Dlatego to straszliwe piekło wydaje się jeszcze bardziej bolesne.
A mimo to walczyli zaciekle aż do ostatniego tchnienia, aż do ostatniego wystrzału, choć dobrze wiedzieli, że lepszy miecz, śmiercionośna kula czy katowski stryczek niż głód! [Walczyli] zawzięcie, choć mieli tylko jedną broń, zardzewiały oręż, który posiada każdy naród i który wystawia na sprzedaż, lecz sam nie chce go używać ani się nań zdawać - bronią tą była nadzieja. Ta sama nadzieja, która w każdym narodzie jest matką głupców, dla najsłabszego, a zarazem najmądrzejszego narodu księgi stała się matką bohaterów!
Po co? Dla kogo jest ta nadzieja? Na kogo [liczy], skoro wszystko okazywało się oszustwem, prowadziło na manowce, zniekształcało się i zakłamywało? Trudno otrzymać odpowiedź od trutnia, który leci do swojej samicy, choć czeka go natychmiastowa śmierć, od łososia, który pokonuje niezwykle trudną drogę, aby złożyć ikrę i jednocześnie zakończyć żywot. Trudno też pytać żydowskich bohaterów, z jakiego powodu wciąż idą na męczeńską śmierć, dla kogo i w imię czego przez tyle pokoleń uświęcają siebie samych taką straszliwą śmiercią!
Naród znany ze swych słabych nerwów stanął do pojedynku o największą wytrzymałość na fizyczne cierpienie, walczył do ostatniej kropli krwi, by poprzez to cierpienie jeszcze raz otrzymać uświęcenie, osiągnąć ostateczne zbawienie. I oto leży przed nami niewielka część owych bohaterów, można ich oglądać i podziwiać.
Moje rozważania i rozmyślania zostają przerwane. Zjawiają się dwa piekielne diabły, by zrobić zdjęcia - dwaj wystrojeni, opici i nażarci oficerowie, główni kaci owych nieszczęśników. Chcą utrwalić na wieczną pamiątkę swoją wspaniałą i wzorową pracę, a przy tym, jak przystało na "prawdziwych rycerzy" dwudziestego wieku, bezczeszczą jeszcze bohaterów po śmierci, jakby ich hańba nie była wystarczająca za życia.
Ci bezczelni i aroganccy tymczasowi zwycięzcy nie przyjmują do wiadomości, że zwycięzca nie zawsze ma rację, że prawda nie zawsze jest po stronie silniejszego, a hańba po stronie bohatersko poległych!
Oni jednak nie muszą hańbić poległych, wyprzedziły ich już "[juden]raty"* i "starszyzny", które podejmują się tej roboty zupełnie dobrowolnie.
W szopie panuje półmrok, na całej długości i szerokości ustawiono prycze, na nich - tak jak na "punktach" - leżą już całkiem spokojni, ciasno ułożeni mężczyźni, kobiety i dzieci z przeróżnych grup wiekowych i klas [społecznych], pobożni i gładko ogoleni. Ta sama straszliwa śmierć zrównała wszystkich. Ci, dla których zabrakło miejsca, leżą na ziemi. Leżą spokojnie, nie wydają z ust żadnego dźwięku, są jednak inne "dźwięki", które zatykają nos, mieszają zmysły aż do omdlenia.
Wszyscy są zupełnie nadzy i bosi, z wyjątkiem kobiet, mających na sobie skrawki materiału, których nie można już nawet nazwać szmatami. Wyraz niektórych twarzy jest jeszcze taki jak na "punktach" albo na ulicy. Wszyscy mają otwarte oczy i usta, wygląda na to, że nie znalazła się żadna bratnia czy przyjacielska ręka, która by w tym ostatnim momencie zamknęła z czułością [ich] oczy.
Z otwartych szeroko ust wystają zdrowe, młodzieńcze zęby, jedyna część całego ciała, której głód nie zdołał wyniszczyć. Wyrażają one ogromny ból oraz sprzeciw i noszą na sobie znamiona odciśnięte przez ostatnie śmiertelne zmagania. Zęby te wiernie służyły swoim właścicielom. Najpierw oddawali złote, srebrne i platynowe koronki, potem chętnie sami powyrywaliby je sobie, gdyby ktoś chciał je kupić. Tak samo jednak jak żydowskie ręce i nogi, mięśnie i krew można było za życia dostać za darmo, podobnie żydowskie kości oraz zęby nie miały żadnej wartości.
Żydzi nie są przecież jak psy, konie czy woły, nad którymi za życia znęcają się, zabijając je, a po śmierci zjadają! Być może nastaną jeszcze czasy, gdy nasi współcześni kanibale przypomną sobie o tym jednym, jedynym prawie dżungli, o którym teraz zapomnieli - wówczas [Żydzi] nie będą musieli tak bardzo cierpieć.
Wystarczy jedno spojrzenie, by zobaczyć, w jakich męczarniach się znajdowali: wielu z nich ma głowy odrzucone mocno do tyłu, gardła obnażone jak do uboju, szyja jest przy tym tak cienka, że odnosi się wrażenie, jakby głowa mogła odpaść przy byle dotknięciu. [Patrząc] na te ciała, nie sposób wyobrazić sobie, że jeszcze kilka dni temu poruszały się i funkcjonowały. Gdyby nie włosy oraz wybałuszone oczy, można by je z łatwością wziąć za szkielety wykopane 20 lat po śmierci.
Oto leży szkielet, tylko po siwych włosach można poznać, że należał do starszego człowieka, nie sposób znaleźć na nim brzucha czy klatki piersiowej. Długa broda innego trupa spada na młodego chłopaka. Wydaje się, iż głód tak mocno ściskał mu wnętrzności, że przycisnął on do siebie ręce i nogi, których nawet śmierć nie potrafiła rozciągnąć i wyprostować. Rząd ogolonych głów, leżą jedna obok drugiej, jakby opowiadały sobie po cichu sekrety. Nie ma na nich ani odrobiny mięśni czy ciała. Czytam kartki przyczepione do [ich] rąk - 32 lata, 45, 28 i 29. Czyżby głód znękał ich do tego stopnia, iż skurczyli się i wychudli tak, że wyglądają jak mali chłopcy?! Obok nich leży człowiek wyglądający na potężnego atletę, tak jak wszyscy jest golusieńki, ale ma na stopach skarpetki, jedna ręka przy boku, 2. na piersi - całą swoją postawą sprawia wrażenie, jakby znajdował się na arenie albo na ringu i właśnie podawał rękę przeciwnikowi. Dokładniejsze spojrzenie rozwiewa tę halucynację, jest po prostu tak okropnie spuchnięty, a śmierć złapała go, jeszcze zanim jej pierwszy zwiastun zdążył ustąpić. Trzyma rękę płasko na sercu, jakby próbował je ze wszystkich sił powstrzymać przed zatrzymaniem się. Osoby, które go rozbierały po śmierci, z powodu opuchlizny nie były w stanie zdjąć skarpet. Nieco dalej leżą kobiety, jedynie po sukienkach oraz napisach na karteczkach przyczepionych do rąk daje się rozpoznać, że to starsze osoby. [Z daleka] można by je wziąć za bardzo młodych chłopaków. Być może ogolone głowy świadczą o przymusowych kąpielach i kwarantannach, które musiały być dla nich niemałą udręką. Szczęki, oczodoły i nosy są tak wyostrzone, że tylko skóra, popękana w wielu miejscach, trzyma je razem i odróżnia je od zwykłej czaszki. Nawet rodzony syn nie byłby w stanie rozpoznać twarzy swojej matki.
Kobiet jest znacznie mniej niż mężczyzn, dłużej wytrzymują głód, co jeszcze raz potwierdza teorię, że kobiety są w stanie lepiej znieść fizyczne cierpienie. Część ma zaciśnięte stopy i dłonie. Możliwe, że będąc w agonii, czuły takie same skurcze jak przy ciężkim porodzie, kiedy trzeba było kleszczami wyciągać dziecko z ich wnętrza.
Oto leży dziecko z głową na kolanach kobiety, wygląda to tak, jakby matka zasnęła razem z dzieckiem podczas usypiania. Dzieci mają akurat pozamykane oczy, jak gdyby cieszyły się, że nie muszą już oglądać świata, który dopiero zaczynały rozpoznawać i rozumieć, a już musiały wypić do dna całą jego gorycz i zło.
Z dzieci także zostały same szkielety i czaszki. Mimo częstych kąpieli wszystkie są brudne, nie jest to jednak błoto, lecz otwarte rany, które wciąż ropieją i krwawią, a także ślady po uderzeniach: czerwone, czarne i brązowe siniaki, jakich nie zdołała zakryć nawet trupio żółta barwa. Być może to podarunki od żandarmów przy murach, gdy próbowały szukać kawałka chleba po tamtej stronie.
Obok nich leżą szkielety kalek, bez rąk, bez nóg. Stracili części swoich ciał na polach pod Kutnem, Modlinem i Garwolinem[25], a może też podczas obrony Warszawy lub pod gruzami miasta.
Leży także szkielet z oczodołami bez oczu. Zdałem sobie sprawę, że to ślepiec, który, odkąd pamiętam, śpiewał na naszym podwórku ludowe piosenki. W uszach pobrzmiewa mi jeszcze jego ostatnia przyśpiewka:
"W Warszawie jadałem pomarańcze, w Białymstoku muszę iskać wszy. Do domu, bratku, do domu!".
Osobno leżą zabici w obozach [pracy]. Jak z krzyża zdjęci - ze wszystkich członków sączy się jeszcze krew, nie mają ani jednej niepołamanej kończyny. Po przywiezieniu ich skatowanych do szpitala i {...} imiona zrobiono im jeszcze sekcję zwłok, aby móc stwierdzić: "Zmarł śmiercią naturalną". Pozostawiono ich na pięć dni w celu załatwienia formalności i teraz czekają na żydowski pochówek.
Niecałe dwa tysiące lat temu poprowadzono syna narodu żydowskiego na ukrzyżowanie. O jego "drodze na Golgotę", ukrzyżowaniu i męczeńskiej śmierci oraz o jego grobie napisano całą Ewangelię. Jego życie i cierpienie stały się religią, przysięga się na jego rany, [dodają one] odwagi i siły setkom milionów ludzi, każdy jego krok przemienił się w symboliczną relikwię.
Miliony chrześcijan, wybaczcie mi moje porównania! Dla was każdy zmarły jest świętym. Spróbujcie jednak spojrzeć na cierpienie owych współczesnych świętych, którzy tyle razy byli skazywani na śmierć nie przez Piłata, lecz przez bandy żydowskich, polskich, ukraińskich i niemieckich katów, tyle razy byli krzyżowani, katowani i hańbieni!
Leżą jak zdjęci z krzyża. Już nie ludzie, lecz ciała. Jak gotowe mięso z jatki (przepraszam was, drodzy święci!). Nie sposób rozpoznać wśród nich syna Chmielnickiego, który był moim kolegą z klubu. Ze wszystkich sączy się krew, poranione głowy, ręce i nogi, część ma wydłubane oczy. Od nich czuć najbardziej mdlący odór. Wchodzą [grabarze], przerzucają trupy z jednego miejsca na drugie, wybierają sobie te pojedyncze, po które zgłosili się jeszcze krewni, wciąż mający możliwość zapłacenia kilku złotych za przygotowanie zwłok i osobny grób.
Wychodzę i ledwo oddycham. Ostre słońce tak razi w oczy, że muszę je zamknąć. Kol[ega] Kohn cierpliwie na mnie czekał. Muszę okropnie wyglądać, ponieważ czyni mi lekki wyrzut: "Po co pan tam wchodził?!". Podchodzi kamieniarz, który do tej pory opiekował się grobami mojej rodziny, i opowiada mi, że pracuje teraz przy pochówkach. "Wszyscy mający jakikolwiek związek z cmentarzem zostali do tego zaangażowani. Pracują w dzień i w nocy: zgodnie z zarządzeniem władz niemieckich wszystkie trupy znajdujące się na cmentarzu muszą zostać pochowane tego samego dnia. Większość grzebie się bez rytualnego obmycia zwłok, o całunie nie ma co wspominać. W nocy, tzn. po 9 wieczorem, bierzemy trupy tak, jak leżą w szopie - mężczyzn, kobiety i dzieci (wszystkich razem!) - i grzebiemy w wielkim, przygotowanym wcześniej dole. Tam, niedaleko, obok mauzoleum - mówi - znajduje się grób masowy. Tej nocy pogrzebaliśmy ponad sto trupów. Chodźcie, pokażę wam".
Po drodze opowiada nam, że zarabia 30 złotych dziennie, pracując na akord, a do tego są jeszcze "dodatki", dostaje 40 złotych napiwków. "Ma pan pensję ministra" - mówię. "Tak się panu wydaje? - odpowiada bardziej z wyrzutem niż ze zdziwieniem. - Jeśli mam chleb z odrobiną kartofli, to jest dobrze! Czy z tego można wyżywić 4 gęby? A jaka to ciężka praca, nie zdaje pan sobie sprawy! Cały dzień nosić, kopać i walać się w tym smrodzie, czy ja nie potrzebuję bochenka sam dla siebie! Ja chciałbym może i dłużej, ale {...} nie wytrzymam".
Znajduję się przy masowym grobie, a właściwie przy grobie braci, sióstr i dzieci.
Przełożyła Aleksandra Geller
(1899-1976)
Pisarka i dziennikarka. Jedna z trojga ocalałych współpracowników Ringelbluma. Więcej zob. Wstęp, s. LII.
Dokument został napisany po polsku, z niewielkimi wstawkami w języku jidysz. Składają się nań dwa pliki kartek o różnym formacie. Pierwszy plik to gładkie karty, wyrwane z brulionu, zachowane w bardzo dobrym stanie. Plik drugi to karty liniowanego papieru, na których widoczne są ślady uszkodzeń chemicznych i biologicznych. Sto dwadzieścia osiem zapisanych stron obejmuje okres od 4 sierpnia 1941 do 26 lipca 1942.
Warszawa, 4 VIII 1941
Śniły mi się tej nocy dwa sny, które bardzo łatwo zanalizować. W pierwszym śnie szłam ulicą {po}d ramię z wysokim panem. W śnie tym jest reminiscencja moich codziennych spacerów z {wyższą ode} mnie Manówną[1] odprowadzającą mnie zazwyczaj do Tłomackiego 5[2] i spotkanie z b[yłym] kierownikiem kuchni samowystarczalnej[3] na Zamenhofa[4]. Niespodziewanie serdecznie się mną ucieszył po dłuższym niewidzeniu, odprowadził mnie "pod ramię" do {r}ogu Karmelickiej i ta odrobina zdawkowej czułości męskiej nie omieszkała wyryć swój ślad w podświadomości mojej. Rezonans siedzącej tam w głębi tęsknoty, głodu, braku ramienia - dwojga ramion męskich.
Drugi sen o kocie. Ja tak bardzo przecież lubię koty. Asocjacja domu Łanowiec[5], świeżo prażonego mleka, ciszy wiejskiego popołudnia i tych wszystkich rzeczy, na których wspomnienie mogłabym się bez niczyjej pomocy rozpłakać, gdyby wrzesień 1939 nie zatkał był we mnie na tak długo - może na zawsze - źródła łez. Ale ten kot ze snu był niesłychanie brudny, sparszywiały, pokryty krwawym strupem, utarzany w kurzu, w sadzy i pełen pcheł. Siedział na mojej kołdrze i napawał mnie zmieszanym z litością paskudnym obrzydzeniem. I jeszcze we śnie zrozumiałam, czyja to maska - Damównej[6]. Musiałam wczoraj wezwać woźnego[7], żeby ją usunął z magazynu. Wdarła się tam i zaczęła łapać marchewki, cebule. Głównie jednak chodziło o to, że ocieka brudem, wszami, cuchnie. Ruina jej posuwa się naprzód w zastraszającym tempie. Zleciały już jej z nóg drewniane trepy przytrzymywane sznurkami i chodzi teraz ze stopami owiniętymi w białe gałgany, na które podarła pewnie jakąś ostatnią sztukę bielizny.
Charakterystyczne jest, że pięty pozostawiła przy tym gołe. Widocznie po tych trepach i salonowych pantoflach rannych bez zapiętków pojęcie obuwia zmodyfikowało jej się w ten właśnie sposób. Twierdzi, że nie posiada już nic z garderoby, że wszystko jej wykradziono. Może sama sprzedała niektóre rzeczy. Powiada, że tylko futro. To drugie, popielate, z Syjamu. Nosi więc od wielu tygodni powyciąganą dołem w nierówne ogony półwieczorową czarną żorżetową suknię, o szwach oblepionych gnidami, na głowie sukienną żółtą w brązowe pasy dżokejkę z jakiegoś może narciarskiego kostiumu i na ramieniu ściągającą ją do dołu nieodzowną kolekcję toreb i torebek ręcznych wypchanych pozostałymi jej jeszcze drobiazgami. No i oczywiście wierszami, kopiami projektów, którymi zasypuje różne instytucje. Elaboraty jej są coraz gorsze, asocjacje coraz luźniejsze, rymy czysto dźwiękowe. Projekt urządzenia w naszej kuchni[8] fabryki makaronu włoskiego dał jej np. ostatnio asumpt do wiersza na cześć duce i narodu włoskiego. Wychudzenie jej doszło do tej maksymalnej granicy, po której następuje wzrost objętości w postaci - spuchlizny. Mam wrażenie, że nogi jej i łydki weszły już w to stadium. Jeżeli nie pochodzi to jednak z nadmiernego chodzenia. Bo jednak głodu - w dosłownym znaczeniu - ona nie cierpi, zjadając dziennie w naszej i innych kuchniach nieograniczoną ilość zup, dostając paczki suchych produktów od dr Hellerowej i z innych źródeł. Spotykam ją we wszystkich miejscach, gdzie można coś podobnego dostać. Ponadto porywa, kradnie do jedzenia, co się da, żebrze i przejawia jeszcze sporo instynktu samozachowawczego, co razem wzięte nie wyklucza ewentualności, że pewnego dnia znajdą ją martwą na ulicy i zakopią ją we wspólnym grobie.
Braxmeier[9] nie przyszedł już dziś do kuchni. Przysłał z listem po zupę. Niezmienny w stylu i postawie. Puchlizna podeszła tak bardzo, że nie może się już podnieść. Te baby-pät[s]chhändchen[10] i nogi jak kłody. Postanowiłam zrobić wszystko, co się da, żeby człowieka tego uratować. Uważałabym to za największą klęskę i kompromitację dla naszej kuchni, gdybyśmy człowieka takiego jak on nie mogli utrzymać przy życiu. Na co zdała się ta cała robota nasza, skoro nie potrafimy uratować ani jednej danej osoby od śmierci głodowej. Teraz chodzi dlań nie o zupy. Musi mieć "mehr konstantes"[11], jak on to nazywa. Białka, tłuszcze, surowizny.
Warft epes arup, jidisze hercer, libe menczn! Hot rachmunes, hot mitlajd![12] - jeden śpiew. Melodeklamacja rozbrzmiewająca bez ustanku na ulicach, po podwórzach, w klatkach schodowych, nocą pod balkonami. Niektórzy są oryginalni, wprowadzają warianty własnego pomysłu. Mały chłopczyk woła: A krisz brojt, a bisele esn, ich bet enk zejer, zejer[13]. Inny: Tate gestorbn, mame gestorbn, jach honist kejnem[14]. Najpopularniejszy tekst brzmi: Jidisze kindo, jidisze herco, hot rachmunes[15] (z wariantem o uroczystym zabarwieniu: Hot mitlajd[16]), a dalej zależnie od tego, czy rozbrzmiewa na podwórku, na ulicy, czy w nocy pod balkonami, czy na schodach pod drzwiami mieszkań: Warft epes arup, łibe menczn, get epes, łibe menczn, gejt niszt azoj adurch, get epes arojs, abisełe esn, a fardart sztikełe brojt, wos ajner ken, łibe harcedike menczn, kochanedike menczn...[17]. I tak idzie ten śpiew głodowy, tak ściga każdego z mieszkańców dzielnicy od wczesnego ranka pod oknami na podwórku do późnej nocy pod balkonem, jeśli [kto] ma mieszkanie od frontu. Chóralny recital, którego nuty zapisane pozostaną w uszach tych, co go słyszeli, a żadną ze śmierci naszych potem nie umarli - do końca życia. Jest w tym całym żałosnym procederze niewątpliwy wpływ teatru żydowskiego. I który to z reżyserów żydowskich wprowadzających, w zmanierowanej częstokroć wersji, rytmiczne skandowanie czy inną pseudonowoczesną deklamację - który z nich przewidywał, gdzie dotrą i ujawnią się kiedyś w pocie czoła z aktora żydowskiego wydobyte tony. Ale tego, co włożył w tony te wielki reżyser Głód, nie powtórzy już potem chyba nikt. Ten film dźwiękowy kręci się sam i szkoda wielka dla historii, że nie zostaje utrwalony na żadnej taśmie. Trzeba nowego Goi, by ołówkiem swym wydostał plastykę twarzy opuchniętych z głodu, te pagóreczki po obu stronach nosa i te zastygłe jeziora oczu, ten koloryt skóry, te indywidualne zmiany i te zmiany typowe. Kto namaluje te półtrupki dzieci skamlących pod murem i tych produkujących się "zawodowców" dziecięcych wyspecjalizowanych w różnym kierunku. Wyobrażam sobie taki cykl: szmugler, artyści, łapacz paczek, symulant, trudna poza, a wreszcie finish: ta podłużna, przykryta papierem kupka, którą widziałam onegdaj na rogu Dzielnej i Karmelickiej. Te obute w zdarte gumowe boty zabłocone nożęta chłopięce z lekkim puszkiem na łydkach... Ktoś mi opowiadał, w jaki sposób odbywa się wyładowywanie ścierwa dziecięcego na cmentarzu. Te trupki są lżejsze i zaharowani w gorącym tym sezonie rzemieślnicy, woźnice, celebranci śmierci ciskają je sobie wzajemnie niczym paczki towaru, zręcznie chwytane w powietrzu. Te całkiem małe najlepiej chwycić za nóżkę... Widziałam kiedyś w klinice położniczej, jak wprawna pielęgniarka chwyciła równie piszczącego bachorka za tłustą nóżkę, dała mu parę klapsików po dupci i włożyła go do pachnącej rumiankiem kąpieli...
Dziecinni i niedziecinni, symulanci i niesymulanci, zawszeni i czyści, i nawet ci karmieni regularnie po kuchniach, zaszczepieni i wykąpani w myśl obowiązujących przepisów sanitarnych - jedna im wszystkim śmierć i jedna droga - do wspólnego dołu. A jak pięknie, jak wzniośle i litośnie ulica żydowska nazywa doły te, nie inaczej jak bridern-kejwer[18]. I przyzwyczajona do układów, do targów, do handlu nawet ze śmiercią targuje się jeszcze ta najbiedniejsza, ta już zdawałoby się doszczętnie rozbrojona, już nie o miejsce oddzielne - o nie - a bodaj w grobie mniej licznym. W ekstradole takim - dla sześciu, dla ośmiu... Także za to można chwalić Boga i z ulgą odetchnąć po "pogrzebie", o ile kto posiada na ziemi kogoś, który sprzeda na ten cel łachman spadkowy. Po tamtej wojnie Markisz[19] napisał Kupę[20], gdy kupy trupów żydowskich legły pod nożem pogromów petlurskich[21]. Kto wyśpiewa El mole rachmim[22] tym kupom grzebanym dzień po dniu na Gęsiej w Warszawie Anno Domini 1941?
Mir zenen do, mir zenen ojsgełejgt do, ałe, ałe
Jid alef tiszri, tow pej alef[23].
Muszę zapytać, jak nazywa się rok bieżący wedle żydowskiej rachuby. Sądzę, że i tu nietrudno będzie znaleźć poecie odpowiedni asonans.
W[arszawa,] 5 VIII 1941
Jeszcze o samorzutnym teatrze, o samokręcącym się filmie dźwiękowym ghetta. O tej parze głodomorów, których spotkałam wczoraj na Lesznie. Jeden z podwiązaną twarzą, kostiumy a la drugi akt Dybuka w Habimie[24]. Modyfikacja chronologiczna polegała tylko na tym, że spodnie z podciętą jedną nogawicą należały, zdaje się, ongiś do munduru żołnierza polskiego. Szli specjalnym, oryginalnym, zrytmizowanym marszem, jakby w jakimś dziwacznym tańcu, w którym co parę kroków stykali się plecami, wystawiając twarze na zewnątrz, i monotonnie, ponuro, rytmicznie powtarzali: hinger - nojt, hinger - nojt[25]...
Robili to bardzo dobrze, a przecież mieli w sobie coś z "drągów" teatru żydowskiego.
W[arszawa,] 20 IX 1941
Tyle razy już się zabierałam do pisania i zawsze jakoś ręce mi opad[a]ły. Ta apatia, to kiepskie samopoczucie, przeświadczenie, że nijak nie podołam, nie sprostam dać wyrazu tej rzeczywistości, którą obecnie przeżywamy. Obawiam się chwilami, że te strasznie ciekawe i straszliwe same w sobie obrazy życia, na które dzień w dzień patrzymy, zginą może wraz z nami, niby obrazy paniki na tonącym okręcie lub wśród żywcem płonących, lub żywcem pogrzebanych... I kto wie, czy pozostanie bodaj świadek tej klęski...
Dwie rzeczy tylko prosperują w zamkniętym mieście, dwie ważne bardzo rzeczy: miłość i śmierć.
O tej pierwszej teraz pisać nie będę, o dewaluacji kobiet, o ich natrętnym, niebywałym narzucaniu się mężczyznom, którzy opędzić się nie mogą, i to nie tylko tym oddającym się za kawałek chleba albo talerz zupy. Ale i tym podjudzanym przez będący w atmosferze lęk śmierci, przez głód życia i użycia na progu czyhającego grobu, zapomnienia o rzeczywistości, przez instynkt ucieczki przed zarazą, przed tą lub inną formą śmierci głodowej. Zawsze tak bywało, zdaje się, w okresie wojen, wielkich epidemii. Nie czyni się tego świadomie, nie filozofują na pewno wcale na ten temat te siedemnasto- i czterdziestoletnie gąski, luzujące się jedna po drugiej w ciasnych pokoikach kawalerskich. Każdy jako tako trzymający się jeszcze na nogach młodzieniec, każdy "policjant" żydowski stał się małym Sinobrodym, kawałkiem Casanovy. Jeżeli to jest miłość, jest to miłość błyskawiczna i krótka. Obserwuję te rzeczy u mojego sąsiada[26], który żyje w Kameradschafcie[27] z jedną dziewczyną, w N{achbarnschaf}cie[28] z drugą, a oprócz tego ma co tydzień stosunek z kilku innymi na przemian i nawiązuje coraz to nowe. Dowolną ilość. Nawet mały i słabowity kuzynek[29] mój lat czterdziestu ma już swoją "flamę", zakochaną w nim podobno na umór dwudziestolatkę, która oczywiście odwiedza go we wspólnym pokoju obu tych panów, a gdy akurat i tamten ma wizytę, posiłkują się dodatkowo pod moją nieobecność moim pokojem i prawdopodobnie tapczanem...
Ale miałam przecież pisać o śmierci. O śmierci spacerującej w biały dzień po ulicach zamkniętego miasta.
Upływa już trzeci tydzień, odkąd weszłam z tym fenomenem w bliższą styczność z okazji śmierci Braxmeiera. Zdążyłam się już sama przechorować od tego czasu, mdlałam przy tym dwukrotnie do całkowitej utraty przytomności i sama śmierci w oczy zajrzałam. Ale nie o to chodzi.
Śmierć Braxm[eiera] była dla mnie prawdziwym ciosem. Pozbawiła mnie ona całkowicie wiary w przydatność i celowość pracy mojej w kuchni.
Niejeden raz w ciągu ostatnich tygodni mówiłam o tym i nawet argumentem tym wydostałam była pieniądze i paczki, usiłując dać Braxm[eierowi] spóźnioną, jak się obecnie okazuje, pomoc. Mówiłam, że będzie to prawdziwym wstydem i klęską dla naszej kuchni, dla całego zresztą dzieła naszej samopomocy społecznej; mówiłam, że będzie to moim osobistym wstydem i klęską, jeżeli nie potrafimy jednego nawet człowieka - człowieka, na którym nam zależy - uratować od śmierci głodowej. Człowiek żywy dokument, człowiek, który wyszedł żywcem "stamtąd" i z jeszcze jednego "tamtąd", który jako jeden z 12 na sto wyszedł żywy i wytrzymał rzecz, od której tamci wszyscy pomarli - ten człowiek akurat nie wytrzymać ma naszego systemu pomocy. I jeszcze mówiłam, i to też, zdaje się, w taką wymówiłam godzinę, że stara Feldowa[30] jeszcze jego przeżyje. Młodszego od niej o lat co najmniej 25, atletycznej budowy, żelaznej konstrukcji, ongiś championa sportowego. I także to się sprawdziło. On, który nosił jej - konającej już prawie, spuchniętej strasznie - zupki w garczku i przynosił od niej polecenia i zamówienia na różne "luksusowe" artykuły spożywcze, komunikując nam takowe z arcypysznym a przedziwnie delikatnym humorem - on nie żyje, a ona wygrzebała się i przyła[zi] do nas po kilka razy dziennie.
Patrzałam na niego zawsze jak na postać z nienapisanego jeszcze dramatu. Der Mensch fun D[achau][31]. I takim właśnie pozostanie on na zawsze w mej pamięci. Kolosalna, atletyczna figura, coś z filmowego Golema[32], granatowe płócienne ubranie z mosiężnymi guzikami, kostium wyniesiony z jakiegoś więzienia czy obozu (miał sporo jednego i drugiego za sobą) i ten halt[33], to opanowanie, też może wyniesione "stamtąd". I tak jak znaliśmy go przez te dwa lata blisko, od października 1939, kiedy to jako jeden z pierwszych przybył do naszej kuchni - tak ani razu nigdy o nic się nie naprzykrzał, niczego nie żądał, zawsze tylko dziękował - Danke verbindlichst, danke vielmals[34] - i tą słodyczą zyskiwał sobie przedziwnie nawet ludzi najbardziej tępych i prymitywnych. Godzinami całymi wystawał w korytarzu, stuliwszy dłoń w dłoni, nie trząsł się z chłodu, nie przejawiał nigdy niecierpliwości, zawsze gotów do uśmiechu, do żartu, do politykowania. Sądzę, że był to jeden z tych nieznanych wielkich charakterów, i to zapoznane piękno zgubiło go. Nie umiał żebrać, nie potrafił upominać się i tak długo chodził po naszych instancjach, tak długo czekał na te różne obiecanki i wstawiennictwo to tego, to owego pana, jakiegoś doktora, któremu oddał niepospolite usługi w czasie bombardowania - tak długo czekał, aż stracił wszelką nadzieję, aż po ostatniej dziesięciodniowej przerwie w gotowaniu - spuchł i popadł w charakterystyczną dla spuchleńców i zarazem dla nich najbardziej niebezpieczną - apatię. Inni stają się dziecinni, histeryczni, widocznie zarówno obserwowanie dziwnych zmian we własnym ciele, jak i bezpośrednia ich irradiacja w {dzie}dzinę psychiczną wywołuje taką reakcję. Jedna kobieta, nosząca obiady do pralni, wciąż wskazuje na to, jak z jednej strony chudnie na ciele, a na twarzy i nogach robi się coraz tęższa. U niej na pierwszym planie jest pewnego rodzaju trwożne zdziwienie. Mąż jej umarł już zresztą z głodu i zapewne wie ona dobrze, co te wszystkie zmiany znaczą. Słyszałam, że po całkowitym opuchnięciu jest jeszcze jedno stadium - tuż przed śmiercią: kompletne ustąpienie spuchlizny, ponowne schudnięcie, ale to do wyglądu kościotrupa. Tak to sprawdza się filozoficzna teza, że żadna rzecz nie może się potęgować do nieskończoności.
Najgroźniejsza bywa właśnie ta apatia. Jest to podobne do chęci przysiądnięcia i podrzemania przez chwilę u ludzi zabłąkanych w śnieżycy, którym grozi zamarznięcie. Ileż razy tłumaczyłam to Braxmeierowi wtedy, kiedy już się nim zajęłam, kiedy go na gwałt jęliśmy dożywiać, a on wykazywał tak mało energii i żywotności, zaniedbywał chodzenie do lekarza, nie wykorzystał należycie listów, które mu dałam do TOZ-u[35].
- Pan musi chcieć żyć - krzyczałam na niego. Niejeden opuchleniec żebrze, płacze, szarpie się na wszystkie strony i stara się ratować jak może, mimo że ma mniej szans i pomocy od pana. Ja mogę panu pomagać, ale nie mogę być tym motorem psychicznym, zająć się panem wyłącznie niby niemowlęciem... Schimpfen sie mich, schimpfen sie mich nur tüchtig aus[36] - odpowiadał mi na to i uśmiechał się, tak jakby wszystko, co czynił dla swego zdrowia, czynione było raczej z grzeczności dla mnie, byleby mnie nie martwić. Apetyt jednak robił swoje i po paru tygodniach jedzenia mehr konstantes z naszego "personalnego" stołu oraz z tych paczek, które mu załatwiałam - poznać było pewną poprawę. Z twarzy puchlizna zeszła, żwawiej się poruszał i tylko ręce pozostały obrzmiałe jak poduszeczki i nazywał je Patschehändchen. Już to humor i świeżość umysłu nie opuszczały go ani na chwilę. Das Gehirn arbeitet[37] - konstatował często, jakby sam się temu dziwiąc. Katastrofa przyszła zupełnie niespodziewanie. Za dnia był u nas przez kilka godzin jak zwykle i skarżył się tylko na niezmierne pragnienie. Potem dowiedziałam się, że miał niedyspozycję żołądkową. To widocznie położyło go. [Tej sa]mej nocy sąsiedzi widzieli, że biegał na podwórze do ustępu. Zapewne dostał kurczów, wstawał kilkakrotnie i kładł się z powrotem w tej kuchence w parterowym mieszkaniu [przy] ulicy N.[38], gdzie miał pomieszczenie. Był za delikatny, by kogoś obudzić, słaby już jak mucha (Ich habe nicht mehr Kraft wie ein neugeborenes Kind[39]), z osłabionym sercem, zrobiło mu się niedobrze, może zemdlał, nikogo przy nim nie było i tak mu się machnęło mimochodem na tamten świat. Przecież ja sama - na pewno lepiej od niego odżywiona - zemdlałam dwukrotnie bardzo ciężko z powodu wcale nie tak dotkliwych kurczów przy ataku colitis[40], jaka u mnie nigdy nawet w ostrzejszej formie omdleń nie powodowała, i gdyby kuzynowie nie byli o czwartej nad ranem usłyszeli, że upadłam - kto wie, czy nie byłabym dziś tam, gdzie Braxmeier. Bylibyśmy tam mogli kontynuować bez przeszkód już, bez wiecznego braku czasu z mojej strony - te rozmówki korytarzowe, które on tak lubił.
Widziałam go po śmierci. Poszłam z S...[41] tam do jego mieszkania w [tej] zakazanej okolicy. Twarz odmłodzona, spokojna, oczy zamknięte, jakby umarł we śnie, charakterystyczna, do góry zaczesana, szpakowata czupryna. Sensacja i poruszenie na całym podwórku, gdzie był popularny pod nazwą "Der Dacz"[42] i [lubia]ny a szanowany dla swojej grzeczności, uważany za człowieka "lepszego", uczonego. Jego przyjaciele: szewc, który reperował mu za darmo obuwie, fryzjer, który go za darmo strzygł, golił itd. Wszyscy chwalili się przede mną, że u nich przesiadywał wieczorami, "herbatę" pił, politykował. Niektórzy mówili, że jak długo sami mieli - karmili go. Fryzjer o wyglądzie alfonsa z Azazela[43] chodził potem za mną i L...em[44] na cmentarz do szopy dla rozpoznania zwłok i targował się z nami w każdym razie, kiedy daliśmy mu za drogę tylko dwa złote... Przy śmierci jego nikt nie był. Kiedy gospodyni rano wstała, zdziwiona była, że on leży jeszcze i chrapie. Było to rzężenie...
Kiedy przyszli do kuchni z nowiną, personel nasz nie chciał mi od razu powiedzieć prawdy. I dobrze się orientowali. Wiadomość ta podziałała na mnie jak ciężki cios. Po raz pierwszy może od czasu bombardowania tak mocno zapłakałam. Żal człowieka i osobista depresja z powodu źle zrobionej roboty. Należało jednak może samej pójść z nim do TOZ-u, dopilnować, by dostał zastrzyki itd. Było to osobiste moje niepowodzenie, jedno z łańcucha nieudanych przedsięwzięć w stosunku do ludzi wyłowionych spośród tysięcy osób przewijających się przez naszą kuchnię. Potem chwyciłam się smutnej pociechy wyprawienia mu pogrzebu i załatwienia dlań zbytkownej rzeczy: własnego, osobnego grobu. I także ta rzecz nie udała się, i to z powodu drobnego niedociągnięcia, podobnie jak w samym dziele ratowania go od śmierci. Przez R...a[45], przez tego tępego głuptaka, który przez tępotę oraz kłamstwo zaprzepaścił całą robotę wtedy, kiedy ja pokonałam już była wszelkie trudności, kiedy miałam już wyrobioną ulgę umówioną dla funkcjonariuszy ŻTOS* i miałam już tę ulgową sumę 130 zł, częściowo od G...[46], reszta z dzielnicy, w kieszeni. Ten jołop miał za zadanie nie więcej jak zrobić w towarzystwie pogrzebowym tzw. zastrzeżenie, by zwłoki położono osobno, bo mają być pochowane w oddzielnym grobie. Było to w piątek. Chamiel [ten?] to zwolniony od pracy (wzięłam jego, a nie L...a[47], bo uważałam, że tamten jest zbyt młody na przykre wzruszenia, a ten przecież dojrzały, ojciec rodziny, działacz robotniczy ma więcej rutyny życiowej dla takich spraw) stał przez cały dzień do godziny siódmej wieczór przed domem i czekał na przyjazd wozu pogrzebowego. Wóz przyjechał w pół godziny po jego odejściu i nikt zastrzeżenia nie zrobił. Reszty dokonały trzy kłamstwa. Mnie powiedział, że poruczył sprawę komitetowi domowemu, który podjął się uiścić 5-złotową opłatę, tymczasem okazało się, że komitetu w tym domu wcale nie ma, po wtóre mówił, że poszedł stamtąd do towarzystwa pogrzebowego, a wcale tam nie był, po trzecie, jako że dnia następnego w sobotę pogrzeby nie odbywają się, a on ma wolny dzień, nabujał, że pójdzie na cmentarz, sprawdzi, gdzie leżą zwłoki, i upewni się co do "zastrzeżenia". Tego nie zrobił, natomiast był w kuchni i zostawił dla mnie wiadomość, że "zrobił, co potrzeba było, wszystko załatwione, s'et zan in ordnung"[48]. Tego samego zwrotu ten leń i markierant z przewróconą pseudopolitycznym wyszkoleniem głową używa, zapewniając mnie co do sprzątnięcia sali czy innej jakiejś roboty, po czym okazuje się, że porządek jest nieporządkiem, a potrzebną pracę musi za niego odrobić któraś z dziewcząt. Tak było i tu. W niedzielę rano, kiedy ja, niczego nie przeczuwając, szykowałam się do wyjazdu na cmentarz dla dopełnienia reszty formalności, okazało się, że towarzystwo pogrzebowe o niczym nie wie, a zwłoki prawdopodobnie zostały dnia tego nad ranem pogrzebane. We mnie znowu jakby piorun strzelił, ale pan R... wcale się nie przejął ani nic sobie nie robił z mojej irytacji. On ma swoje widzimisię w sprawie grzebania czy niegrzebania, a że nie chcąc sam oddać zmarłemu tej posługi, nie potrzebował mnie w błąd wprowadzać, kiedy było tyle czasu przez cały sobotni dzień, a że dzięki niemu stało się coś, co odstać się nie będzie mogło nigdy, przez całą wieczność - tego on się wcale nie wstydził. Pani T...[49] określiła ten postępek krótko i trafnie: motłoch!
I znowu nie dałam za wygraną, i znowu podjęłam się zadania beznadziejnego. Wzięłam rykszę, zabrałam już tym razem L... I pojechaliśmy szukać trupa wśród tych, co leżą jeszcze niepogrzebani w słynnej obecnie na całą Warszawę "szopie". A nuż jednak nie pogrzebano go jeszcze. W kancelarii stwierdziliśmy najpierw, że na liście pogrzebanych w piątek i niedzielę Braxmeiera nie ma. W piątek pochowano we wspólnym dole 18-tu, w niedzielę 69-ciu. Ponieważ nie było Br[axmeiera] wśród wiadomych nazwisk, należało przyjąć, że jest może wśród niewiadomych. Takich było w oba dnie trzech, wśród nich jednak dwu o znanych adresach: jeden z Krochmalnej i drugi, zdaje się, z Niskiej. Z ulicy N. ani D. nikt. Tylko jeszcze jeden niewiadomego nazwiska i niewiadomego adresu, "N.N. lat około sześćdziesięciu". I to był prawdopodobnie on. Jakkolwiek liczył, jak się okazało z papierów, lat 53, a wyglądał raczej na czterdzieści kilka. Być może, że dalsze zmiany pośmiertne przesunęły akcenty w fizjonomii ku biegunowi starości, a być też może, że kto miał mu się tam o świcie zaspany, kiedy napełniają warstwami trupów i wapna "bratnie mogiły" - kto miał mu się tam, N.N.-owi, tak dokładnie przyglądać...
Tak jest, musiał to być on, bo wszelkie nasze poszukiwania - robiliśmy to oboje bardzo sumiennie, zaglądając każdemu nieboszczykowi leżącemu w szopie w martwą twarz - nie dały żadnego rezultatu. Braxmeiera nie znaleźliśmy, nie widzieliśmy go, ale za to widzieliśmy dziesiątki innych Braxmeierów. Bo czyż nie są sobie wszyscy równi po śmierci - ałe glach[50] - jak chce mądry wariat zamkniętego miasta, którego najzabawniejsze i najpopularniejsze dowcipy dotyczą śmierci. Czyż nie są sobie wszyscy równi. Patrząc na dzieło śmierci, na śmiertelny przemysł cmentarza żydowskiego we wrześniu 1941, poczułam, jak dziecinnie nieważne jest to całe przedsięwzięcie oddania ostatniej posługi samotnemu człowiekowi, męczennikowi zabłąkanemu tu z dalekiej drogi. Nie wiem nawet, czy on sam tak bardzo by o to zabiegał, by nie leżeć jako N.N. w bratniej mogile z tyloma innymi, z którymi może i za życia stawał w ciasnej kolejce pospołu - po zupy, po kąpiel, po sacharynową kawę z trójdekagramową porcją chleba. Jakaż to różnica, z kim i jak się leży po śmierci, kiedy się już jest takim ogołoconym z ostatniej brudnej koszuli, nagim, sinawożółtym zezwłokiem...
Wtedy, kiedy szukałam z L... znajomego trupa w szopie, myślałam jednak tylko o tym, by go znaleźć, by trzymać zatkany nos, i nie oddawałam się żadnym refleksjom, ale teraz, w tej chwili, widzę cały obraz ponownie, wraz ze szczegółami, i nawet zdaje mi się, zdaje mi się, że czuję słodkawy, trupi zapach. Charakterystyczny, inny niż u ścierwa zwierzęcego, zapach ścierwa ludzkiego. Czyż nie znamy dobrze tego zapachu, czyż nie czujemy go niekiedy z własnej spoconej skóry, czyż nie rozpoznalibyśmy go od razu, bez żadnych objaśnień, nawet poczuwszy go pierwszy raz?
Zastanawiam się, co mnie w tej szopie i w całej tej rewii trupów najbardziej uderzyło. I teraz już wiem. To właśnie ich - nagość. Nie mogą być tak okropnie zhańbione, wystawione na pokaz ze {wszy}stkimi - intymnymi - zmianami pośmiertnymi, "odziane" w skórę zwierzęta; przybrani w ubranie normalne [niebosz]czycy chrześcijanie. Tutaj ta nagość, ta mieniąca się różnymi tonami, jakby różowawożółta, nagość. Nie wiem, kiedy się przyjęło to bezwstydne traktowanie trupów, ten bizojen hames[51] w gorącym sezonie śmierci.
I leżeli oto pokotem przed nami nieruchomi, bezwładni, martwi ludzie. "Przyzwoitych" miejsc jest w "szopie", podobno przed wojną służącej jako [stajnia] dla koni - ledwo jakich siedemnaście do dwudziestu. Są to umieszczone pośrodku długie nary z podniesionym nieco wezgłowiem, na których leżą wyciągnięci (ojsgegojdert[52]), porządnie przykryci czarnym papierem lepsi panowie, ci z należycie zrobionym "zastrzeżeniem", z karteczkami u grubego palca u nogi, z opłaconą już pod właściwym adresem kwaterą. Pewnie i za życia spali w oddzielnych łóżkach i siedzieli w bożnicy na własnych miejscach, więc teraz także nie zawadzają sobie wzajem, umościli sobie każdy swoje miejsce. Ciasno, bo ciasno, ale minimum jest. Leżą i udają, że nie widzą, starają się nie patrzeć na tych, co leżą pod ścianami, porzucani jedni na drugich, kto na wzdłuż, kto w poprzek, kto twarzą do sufitu, kto do podłogi, a kto zgoła w pozycji arcyakrobatycznej do niczego niepodobnej - w kupie. W kupach. Jakaś segregacja jeszcze i tu jest. Osobno mężczyźni, osobno kobiety. I także dzieci osobno. Tu i ówdzie jakiś trupek dziecięcy się stoczył. Jedno widziałam rozkosznie rozwalone, 2-3-letni bachorek ze zgiętymi w łokciach rączkami, z piąstkami, które jakby za chwilę miały przetrzeć oczęta w sennym przeciąganiu się... Tu i ówdzie słychać szelest papieru. To jakiś trup szuka wygodniejszej pozycji, usiłuje sobie może trochę kości wyprostować na osobności. Szelest ten nie wzbudził we mnie żadnej zgrozy i nie budzi jej we mnie obecnie, chociaż piszę o godzinie drugiej w nocy, sama w pokoju, a gabinet obok jest także pusty, bo obaj sąsiedzi moi śpią dziś poza domem. I nigdy już zapewne zgrozy trupy budzić we mnie nie będą. "Szopa" wyleczyła mnie z ostatnich rudymentów lęku przed nieboszczykami. Legenda o "duchach" pękła dla mnie raz na zawsze.
Na samym szczycie jednej z kup jakieś niesłychane torso, {nabrzmia}łe, sine, pośladkami do góry, piersi ni to kobiety, ni to mężczyzny, z wrażenia przypominające {nie}co krawiecki manekin. Może ktoś bez nogi, [a może] nogi są gdzieś pod spodem?
Na dworze przed szopą trupy prezentowały się cokolwiek inaczej. Sezon oczywiście w pełnym rozkwicie. Wszystkimi bramami i furtkami napływają wozy zaprzężone w konie, wózki ręczne, rowerowe, cudaczna dwuprzężna "ryksza" Pinkierta, którą podobno jeden aktor w kawiarni dowcipnie reklamował, śpiewając w imieniu Pinkierta (Modela)[53], że "kto moją rykszą raz pojedzie, żadną inną nie pojedzie już...". Rzemieślnicy, czeladnicy grobów, tędzy, kusi, w butach z cholewami, podtrzymujący się podobno chlaną codziennie okowitą, raźnie biorą się do wyładowania "towaru". (Sama widziałam, jak kancelaria cmentarna posługuje się w ewidencji i obrotach manipulacyjnych nieboszczyków bloczkami o napisie "Magazyn przyjmie", "Magazyn wyda"). Jednych zabierają do szopy, innych wprost do hali mycia, jednych taszczą lub wożą na drabinkowych noszach, innych w korytach, jeszcze innych bierze się po prostu we dwóch za ramiona i nogi, gestem tylekroć wystudiowanym przez malarzy na "zdjęciach z krzyża". Do młodszych osobników nie potrzeba po dwóch ludzi. Tak jest. Tym razem widziałam to na własne oczy. Widziałam, jak czeladnik cmentarny złapał kilkuletniego naguska za skórę w tym miejscu, gdzie tak workowato daje się ująć, między karkiem a łopatkami, i bimbającego mu się po drodze rozczapierzonymi rękami i nogami poniósł - jak kotka matka w zębach swoje młode - do szopy, by go tam cisnąć na jedną z "kup". Ale i "kupa" nie jest jeszcze szczeblem najniższym. Na dworze przed szopą widziałam w jednym korycie kilka na [w]pół przegniłych trupów koloru sinobrąz z rdzawymi piętnami, tak pomieszanych ze sobą członkami, że nie wiadomo było, co do kogo należy. Są to tacy, którzy umarli w ukryciu, za późno znalezieni, będący już w stadium rozkładu. Odór tego koryta był straszny, jednak ciekawość mnie zmogła, by i to zobaczyć. Zrazu zdawało mi się w mej krótkowzroczności, że leży tam tylko jedna osoba, ale L... zwrócił mi uwagę, bym się bliżej przyjrzała: spomiędzy rozkraczonych ud leżącego na brzuchu nieboszczyka wyzierała siwa głowa staruchy. Ktoś tam jednak jeszcze musiał leżeć w tym korycie, i to wyciągnięty na grzbiecie, bo oto z boku, spod papieru, wychyliła się sięgająca trawy rosnącej w tym miejscu, jakby przebierająca niezmiernie eleganckim ruchem wśród źdźbeł, elegancko zgięta w przegubie, smukła, blada ręka...
Zastanawiam się, co szczególnego jest w tej robocie przy trupach. Jest to robota smutna. Najbanalniejsze określenie, ale zdaje mi się najtrafniejsze. Nie ma tu ciągu dalszego[54].
Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.
American Jewish Joint Distribution Committee, AJDC (Amerykańsko-Żydowski Połączony Komitet Pomocy), potoczna nazwa Joint - żydowska organizacja charytatywna założona w 1914 roku. AJDC prowadził aktywną działalność w getcie warszawskim, do końca grudnia 1941 legalnie, potem w podziemiu, dostarczając do getta przesyłki żywnościowe i zasiłki pieniężne, a także wspierając działalność konspiracyjną.
aron ha-kodesz - szafa, w której przechowywane są zwoje Tory.
Befehlstelle - w warszawskim getcie sztab niemieckiej formacji Einsatz Reinhardt, która przeprowadzała akcję eksterminacyjną; siedziba mieściła się przy ul. Żelaznej 103.
Bełżec - obóz zagłady działający w ramach akcji "Reinhardt" od marca do grudnia 1942 roku, położony przy trasie kolejowej Lublin-Lwów. Zamordowano w nim około 600 tysięcy Żydów z Lubelszczyzny, Krakowa, Galicji Wschodniej oraz z innych regionów Polski i Europy.
bet ha-midrasz - szkoła studiowania tekstów religijnych dla uczniów w wieku od dwunastu do piętnastu lat, utrzymywana przez gminę lub przez osoby prywatne.
bon, bona - talon, kartka żywnościowa. W języku getta "oddać bon" znaczyło umrzeć, ponieważ wraz ze śmiercią posiadacza bonu przestawano wydawać reglamentowane produkty.
bóżnica - dom modlitwy, synagoga.
Bund (jid. Algemajner Jidiszer Arbeter-Bund in Lite, Pojln un Rusland - Ogólnożydowski Związek Robotniczy na Litwie, w Polsce i Rosji) - żydowska partia socjalistyczna działająca na terenie Polski od pierwszej wojny światowej do 1948 roku. Propagowała kulturową suwerenność Żydów w Polsce i odrzucała syjonizm.
CEKABE (Centrala Kas Bezprocentowych) - kasy pożyczkowe popularne wśród żydowskich drobnych przedsiębiorców już w XIX wieku. W roku 1926 AJDC założył Centralę Kas Bezprocentowych CEKABE. W 1937 kasy CEKABE istniały w osiemset siedemdziesięciu miejscowościach w Polsce.
CENTOS (Centrala Związku Towarzystw Opieki nad Sierotami i Dziećmi Opuszczonymi) - organizacja założona w 1924 roku. Prowadziła placówki opiekuńcze, w tym sierocińce i internaty, świetlice dla dzieci uchodźców i przesiedleńców, "kąciki dla dzieci" przy komitetach domowych i biblioteki. Zajmowała się też organizacją akcji charytatywnych na rzecz dzieci.
Centralna Komisja Uchodźców, CKU - organizacja sektora społecznego utworzona przez Wydział Ziomkostw ŻSS-KK. Zajmowała się pomocą społeczną, wyszukiwaniem mieszkań i miejsc pracy dla przesiedleńców, a także stanowiła dla nich sąd polubowny. Od stycznia 1941 roku sekretarzem CKU był Hersz Wasser.
chaluc (hebr. "pionier") - przygotowujący się do pracy w Palestynie, przede wszystkim na roli; zob. też He-Chaluc.
cheder - tradycyjna szkoła religijna dla chłopców żydowskich, którzy rozpoczynali naukę w wieku trzech, czterech lat.
Chełmno nad Nerem - obóz zagłady uruchomiony 8 grudnia 1941, w odległości około 60 km na północny zachód od Łodzi, był czynny do 7 kwietnia 1943, a następnie, po przerwie - w czerwcu i lipcu 1944. Zamordowano tu przeszło 200 tysięcy osób, głównie Żydów oraz Polaków (m.in. znaczną liczbę dzieci z Zamojszczyzny), Romów i jeńców radzieckich.
CISZO (jid. Centrale Jidysze Szul-Organizacje - Centralna Żydowska Organizacja Szkolna) - istniejąca od 1921 roku w Polsce organizacja oświatowa propagująca nauczanie w języku jidysz i wychowywanie w świeckiej kulturze jidysz.
Dror - socjalistyczno-syjonistyczna organizacja młodzieżowa. Odegrała ogromną rolę w ruchu oporu w gettach.
gmina (kahał) - forma organizacji społeczności żydowskiej, oznacza zarówno skupisko ludności żydowskiej, jak i władze gminy. W czasie okupacji Niemcy przekształcili zarządy gmin w judenraty.
Gordonia - syjonistyczna organizacja młodzieżowa związana z Poalej Syjon-Prawicą.
grajek - policjant żydowski, który dając łapówkę funkcjonariuszom niemieckim i polskim, ułatwia szmugiel; zob. szafa gra.
Ha-Szomer ha-Cair (hebr. "Młody Strażnik") - żydowska organizacja skautowska o orientacji lewicowej i syjonistycznej.
He-Chaluc - ponadpartyjny światowy ruch pionierski, przygotowujący młodzież do wyjazdu i pracy w Palestynie. W połowie lat dwudziestych XX wieku utworzono w Polsce organizację He-Chaluc ha-Cair (Młody Pionier), należącą do ruchu He-Chaluc, choć autonomiczną, adresującą swe działania do młodzieży poniżej osiemnastego roku życia.
Hotel Polski - hotel przy ul. Długiej 29 w Warszawie. Wiosną i latem 1943 roku Niemcy utworzyli tam ośrodek żydowskiej emigracji. Przez żydowskich agentów Gestapo sprzedawano dokumenty obywatelstwa państw południowoamerykańskich i certyfikaty palestyńskie, co miało umożliwić wyjazd z Warszawy. Część osób wywieziono do obozu w Vittel i wymieniono na jeńców niemieckich. Inne transporty wysłano do Bergen-Belsen i Auschwitz.
JIKOR - zob. Żydowska Organizacja Kulturalna.
JIWO - zob. Żydowski Instytut Naukowy.
Joint - zob. American Jewish Joint Distribution Committee.
Jom Kipur (też: Sądny Dzień, Dzień Pojednania) - święto o charakterze pokutnym obchodzone dziesiątego dnia miesiąca tiszri (wrzesień/październik), kończące obchody związane z żydowskim Nowym Rokiem (Rosz ha-Szana).
Judenrat - zob. Rada Żydowska.
Jüdische Hilfskomitee, JHK - zob. Żydowski Komitet Opiekuńczy Miejski.
kadisz - jedna z podstawowych i najczęściej odmawianych modlitw judaizmu. Wyraża wiarę w Boga i poddanie się Jego woli. Syn jest zobowiązany do odmawiania jej codziennie w synagodze przez jedenaście miesięcy od śmierci rodziców.
kahał - zob. gmina.
Kidusz ha-Szem (hebr. "uświęcenie Imienia [Bożego]") - męczeńska śmierć za wiarę.
kocioł na Miłej - ostatnia część Wielkiej Akcji Likwidacyjnej w warszawskim getcie; między 6 a 12 września 1942 wielka selekcja wszystkich pozostałych przy życiu mieszkańców getta. Wydawano wtedy "numerki na życie" kontrolowane podczas selekcji. Posiadacze numerków mogli pozostać w getcie i pracować, pozostałych wywieziono do Treblinki.
komitet domowy - w Warszawie podstawowa jednostka Sektora Społecznego ŻSS, przedstawicielstwo społeczności żydowskiej jednego budynku mieszkalnego, a czasami większej ich liczby, którego celem było inspirowanie i organizowanie pomocy wzajemnej wśród sąsiadów, pobieranie składek pieniężnych, przeprowadzanie zbiórek i kontrola rozdziału pomocy społecznej. Komitety domowe, powstające już w okresie września 1939 roku na bazie ochotniczych jednostek obrony przeciwlotniczej, zostały rozbudowane wiosną 1940 roku i podporządkowane Sekcji Pracy Społecznej ŻSS-KK. W getcie funkcjonowało ponad tysiąc komitetów. Działały do Wielkiej Akcji Likwidacyjnej.
kuchnie ludowe (społeczne) - kuchnie tworzone przez żydowskie organizacje opiekuńcze; mieszkańcom getta wydawano w nich darmowe lub nisko odpłatne zupy. Pierwsze kuchnie zorganizowano już w okresie oblężenia Warszawy.
kwarantanna - miejsca, w których czasowo izolowano mieszkańców getta w ramach walki z chorobami epidemicznymi. Do kwarantanny trafiali też wszyscy docierający do getta uchodźcy i przesiedleńcy.
łata (żółta) - zob. opaska.
mezuza - zwitek pergaminu z dwoma fragmentami Tory (Pwt 6,4-9 i Pwt 11,13-21), umieszczony w małym pudełeczku i zawieszony na drzwiach; ma wartość symboliczną i religijną.
midrasz - rodzaj mądrościowej opowieści, mającej na celu wyjaśnienie fragmentu Biblii hebrajskiej.
minjan (hebr. "liczba") - w judaizmie ortodoksyjnym i chasydyzmie grupa dziesięciu żydowskich mężczyzn po bar micwie (czyli po ukończeniu trzynastego roku życia); jest to liczba niezbędna do odprawienia niektórych modłów i obrzędów, takich jak czytanie Tory.
numerek na życie - zob. kocioł na Miłej.
obozy pracy przymusowej - obozy tworzone na terenach wcielonych do Rzeszy oraz na terenie Generalnego Gubernatorstwa: od sierpnia 1940 roku w dystrykcie lubelskim i krakowskim, a od wiosny 1941 również w dystrykcie warszawskim. Pracowali w nich, m.in. przy budowie dróg czy melioracji, podlegający przymusowi pracy Żydzi między czternastym a sześćdziesiątym rokiem życia. Większość więźniów wracała do getta z obozów w bardzo ciężkim stanie fizycznym i psychicznym. Więźniów często bito, w niektórych obozach przeprowadzano egzekucje. Z powodu braku ochotników do obozów od wiosny 1941 roku w getcie przeprowadzano łapanki, najczęściej nocą, przy pomocy Żydowskiej Służby Porządkowej i policji granatowej. Ich ofiarą padali zazwyczaj ci, których nie było stać na łapówki, a więc najubożsi mieszkańcy getta.
opaska - biała opaska z niebieską gwiazdą Dawida, którą na prawym ramieniu musieli zgodnie z zarządzeniem generalnego gubernatora Hansa Franka nosić od 1 grudnia 1939 wszyscy Żydzi w Generalnym Gubernatorstwie powyżej dwunastego roku życia. Żydzi na obszarze włączonym do Trzeciej Rzeszy nosili naszyte na ubrania żółte gwiazdy (łaty).
parówka - potoczna nazwa narzuconych przez władze niemieckie przymusowych dezynfekcji przeprowadzanych w getcie warszawskim w ramach walki z tyfusem. Podczas akcji dezynfekcyjnej domy, w których występowały wypadki tyfusu, izolowano, mieszkańców umieszczano w kwarantannie, a ich dobytek odkażano. W praktyce działanie takie miało niewielki wpływ na powstrzymanie epidemii tyfusu. Stało się za to źródłem korupcji, kiedy mieszkańcy getta, chcąc uniknąć kwarantanny i zniszczenia lub kradzieży dezynfekowanego majątku, płacili łapówki członkom kolumn.
patronat - najpopularniejsza i podstawowa forma skoordynowanej pomocy społecznej, organizowana samoczynnie lub na zlecenie biur dzielnicowych Żydowskiej Samopomocy Społecznej. W getcie zakładano patronaty nad kuchniami ludowymi, schroniskami dla uchodźców i przesiedleńców czy sierocińcami; organizacje te zajmowały się zbiórką funduszy i darów na ich rzecz.
Pesach (hebr. "przejście") - święto obchodzone na pamiątkę wyzwolenia Żydów z niewoli egipskiej. Pesach rozpoczyna się wraz z zachodem słońca w wieczór czternastego dnia miesiąca nisan (marzec/kwiecień) i trwa siedem dni w Izraelu, a osiem w diasporze. Wieczorem pierwszego dnia Pesach odbywają się tradycyjne wieczerze sederowe, podczas których odczytywany jest tekst o ucieczce z niewoli egipskiej - hagada paschalna. W trakcie święta zaostrzone są rygory koszerności i nie wolno używać zakwasu do pieczywa.
placówka - miejsce pracy przymusowej znajdujące się poza gettem, np. w fabrykach czy na stacjach kolejowych.
Poalej Syjon (hebr. "Robotnicy Syjonu") - partia socjalistyczno-syjonistyczna. W roku 1920 podzieliła się na Poalej Syjon-Lewicę (radykalniejsza) i Poalej Syjon-Prawicę.
policja żydowska - zob. Służba Porządkowa.
punkt - w warszawskim getcie potoczna nazwa schroniska dla uchodźców i przesiedleńców. W momencie największego napływu ludzi, na wiosnę 1941 roku, w getcie funkcjonowało sto sześćdziesiąt pięć punktów i mieszkało w nich około 17 tysięcy osób. Z braku innych pomieszczeń punkty tworzono w synagogach, kinach czy mieszkaniach prywatnych. Były one nieustannie przeludnione, panowały w nich katastrofalne warunki sanitarne i bardzo wysoka śmiertelność.
Purim - radosne święto obchodzone na pamiątkę opisanego w Księdze Estery ocalenia Żydów z rąk Hamana. Zwane też żydowskim karnawałem.
Rada Żydowska (Judenrat) - organ administracji społeczności żydowskiej wprowadzony przez Niemców na początku okupacji. Do jego obowiązków należał nadzór nad wypełnianiem rozporządzeń niemieckich na terenie getta, w tym dostarczanie robotników do prac przymusowych. Rady Żydowskie odpowiedzialne były też za zapewnienie porządku w getcie, za pomoc społeczną, szkolnictwo i opiekę zdrowotną. Radzie podlegała także Żydowska Służba Porządkowa. Rada Żydowska w Warszawie składała się z dwudziestu czterech członków (radców), na jej czele stał inżynier Adam Czerniaków. W mniejszych miejscowościach w skład Rady wchodziło dwunastu radców.
Rosz ha-Szana (Nowy Rok) - święto obchodzone pierwszego i drugiego dnia miesiąca tiszri (wrzesień/październik), rozpoczynające Jamim Noraim (dni pokuty). Tego dnia Bóg osądza uczynki ludzi i zapisuje dobrych do Księgi Życia, a złych do Księgi Śmierci.
sąd specjalny - zob. Sondergericht.
SD - zob. Sicherheitsdienst.
Sicherheitsdienst, SD - Służba Bezpieczeństwa Trzeciej Rzeszy; placówki SD były w każdej większej miejscowości na terenach okupowanych; funkcjonariusze przeprowadzali akcje terroru wobec okolicznej ludności.
Simchat Tora (hebr. "Radość Tory") - święto kończące roczny cykl czytania Tory i zapoczątkowujące nowy; w diasporze obchodzone dwudziestego trzeciego dnia miesiąca tiszri (wrzesień/październik).
Służba Porządkowa, SP - zwana też policją żydowską, organizacja tworzona w gettach polskich, oficjalnie podporządkowana Radom Żydowskim, faktycznie zaś władzom niemieckim. Do jej zadań należały: warta przy bramach getta, egzekwowanie przymusu pracy, uczestniczenie w działalności przeciwepidemicznej. W akcjach likwidacyjnych policja żydowska była wykorzystywana do eskortowania mieszkańców getta na place zborne. W Warszawie Służba Porządkowa stała się synonimem korupcji i nadużyć władzy.
Sobibór - obóz zagłady, działający od maja 1942 do 14 października 1943 w ramach akcji "Reinhardt" (niemiecki kryptonim zagłady Żydów w GG), usytuowany przy linii kolejowej Chełm-Włodawa. Zostało tu zamordowanych ok. 200 tysięcy Żydów, głównie z Polski, a także z Czechosłowacji, Niemiec, Austrii, Francji, Holandii, Danii, Litwy i Białorusi. 14 października 1943 w obozie wybuchło powstanie, w wyniku którego uciekło kilkuset więźniów, zabijając wielu ukraińskich i niemieckich strażników.
Sonderdienst (niem. "służba specjalna") - służba policyjna przy administracji niemieckiej GG powołana przez Hansa Franka w 1940 roku, niezależna od władz policyjnych. Członkowie Sonderdienst brali udział w ściąganiu kontyngentów, akcjach likwidacyjnych w gettach, w pacyfikacjach grup partyzanckich. W październiku 1942 roku została podporządkowana władzom Policji Porządkowej (Orpo).
Sondergericht (niem. "sąd specjalny") - wprowadzona przez Niemców jednostka sądownicza, powołana do rozpatrywania przestępstw przeciw ustawodawstwu wojennemu; przed jego obliczem odpowiadali Żydzi oskarżeni o nielegalne przebywanie po stronie aryjskiej, nienoszenie opaski, transakcje czarnorynkowe, utrzymywanie kontaktów płciowych z Niemcami etc.
SP - zob. Służba Porządkowa.
SS (Die Schutzstaffel der NSDAP, niem. "sztafety ochronne NSDAP") - bojówki NSDAP, powołane w 1925 roku i początkowo elitarne. Oddziały SS przeprowadzały deportacje z gett do obozów zagłady.
Sukot (też: Święto Szałasów, Święto Kuczek) - święto obchodzone piętnastego dnia miesiąca tiszri (wrzesień/październik), upamiętnia wyjście z Egiptu.
szafa gra - w żargonie gettowym: przekupywanie policjantów i żandarmów przy bramach getta podczas szmuglu. Określenie to pochodzi od szafy grającej, która włącza muzykę po wrzuceniu monety.
Szawuot (Święto Tygodni) - jedno z trzech świąt pielgrzymich, obchodzone szóstego (w diasporze także siódmego) dnia miesiąca siwan (maj/czerwiec), początkowo o charakterze rolniczym, później także jako upamiętnienie nadania Tory na Synaju.
Szma Israel (hebr. "Słuchaj, Izraelu") - jedna z głównych modlitw judaizmu, zawierająca uznanie jedności i jedyności Boga. Składa się z trzech fragmentów pochodzących z Pięcioksięgu: Pwt 6,4-9, Pwt 11,13-21, Lb 15,37-41. Odmawiana jest dwa razy dziennie, rano i wieczorem.
szomer - członek Ha-Szomer ha-Cair.
szopy - wielkie zakłady produkcyjne, organizowane w getcie od grudnia 1940 roku na polecenie Niemców i pracujące na potrzeby armii.
Talmud - opracowanie dorobku uczonych żydowskich żyjących w Babilonii i w Palestynie od III wieku p.n.e. do VI wieku n.e., na który składają się komentarze do Tory, wyjaśnienia przepisów prawnych, opowieści, midrasze; ma dwie części: Misznę i Gemarę; podstawa judaizmu rabinicznego (współczesnego).
tałes (talit) - szal modlitewny wykonany z białej tkaniny, z poprzecznymi, czarnymi lub granatowymi pasami i przymocowanymi na rogach sznurkami (cicit, cyces), zakładany podczas modlitwy w synagodze.
tefilin (filakteria) - dwa sześcienne pudełeczka zawierające kawałki pergaminu z odręcznie wypisanymi cytatami biblijnymi, przywiązywane za pomocą rzemieni do czoła i lewego przedramienia; jeden z atrybutów modlitewnych.
Tora (hebr. "nauczanie, prawo") - pierwsze pięć ksiąg biblijnych (Księga Rodzaju, Księga Wyjścia, Księga Kapłańska, Księga Liczb, Księga Powtórzonego Prawa); ostatecznie została skodyfikowana około 622 roku p.n.e. Nazwą Tora oznacza się także rodały - spisane na pergaminie zwoje Pięcioksięgu.
Towarzystwo Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej w Polsce, TOZ - organizacja założona w 1922 roku, zajmująca się profilaktyką zdrowotną. W getcie była podstawową instytucją koordynującą społeczną służbę zdrowia.
TOZ - zob. Towarzystwo Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej w Polsce.
Transferstelle (niem. "Urząd Transferu") - urząd, który od grudnia 1940 roku kontrolował obrót towarowy między gettem warszawskim a stroną aryjską. Do maja 1941 roku Transferstelle wchodziło w skład Wydziału Przesiedleń (Umsiedlung), później podlegało Urzędowi Komisarza ds. Żydowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej.
Treblinka II - największy w Generalnym Gubernatorstwie obóz zagłady, działał w ramach akcji "Reinhardt"; położony przy linii kolejowej Siedlce-Sokołów Podlaski; istniał od lipca 1942 do listopada 1943 roku. Liczba ofiar wynosi powyżej 800 tysięcy. W sierpniu 1943 doszło do powstania więźniów, w czasie którego czterystu z nich udało się zbiec.
trefne - produkty spożywcze rytualnie zakazane; przeciwieństwo koszerności.
"Trzynastka" - agentura Gestapo w warszawskim getcie, nosząca nazwę Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją. Nazwa pochodzi od siedziby przy ul. Leszno 13.
Umschlagplatz (niem. "plac przeładunkowy") - plac w Warszawie przy ul. Stawki wraz z bocznicą kolejową; miejsce przeładunku towarów wwożonych koleją do getta i z niego wywożonych. W czasie akcji eksterminacyjnych miejsce gromadzenia schwytanych ludzi przed ich wywiezieniem do obozów zagłady.
volksdeutsch (od niem. Volksdeutcher - etniczny Niemiec) - w czasie drugiej wojny światowej określenie osób, które mieszkały poza terytorium Rzeszy i podpisały niemiecką listę narodowościową - volkslistę.
wacha - brama prowadząca do getta. W getcie warszawskim obsadzona przez żandarma niemieckiego, policjanta polskiego i żydowskiego.
Werkschutz (niem. "straż fabryczna") - straż w szopach.
Werterfassung - przedsiębiorstwo niemieckie zajmujące się zbieraniem i spieniężaniem mienia po zamordowanych Żydach.
Zakład Zaopatrywania, ZZ - w warszawskim getcie agenda Rady Żydowskiej odpowiedzialna za aprowizację getta.
ziomkostwa - powstające w getcie warszawskim organizacje samopomocowe przesiedleńców i uchodźców pochodzących z jednej miejscowości.
ŻKOM - zob. Żydowski Komitet Opiekuńczy Miejski.
ŻOB - zob. Żydowska Organizacja Bojowa.
ŻSS - zob. Żydowska Samopomoc Społeczna.
ŻSS-KK - zob. Żydowska Samopomoc Społeczna - Komisja Koordynacyjna.
ŻTOS - zob. Żydowskie Towarzystwo Opieki Społecznej.
Żydowska Organizacja Bojowa, ŻOB - organizacja utworzona 28 lipca 1942 w warszawskim getcie przez He-Chaluc i organizacje afiliowane (Ha-Szomer ha-Cair, Dror i Akibę). Rozszerzona ŻOB została powołana 15 października 1942 przez organizacje: Ha-Szomer ha-Cair, Dror, Akibę, Gordonię, Bund, Poalej Syjon-Lewicę, Poalej Syjon-Prawicę i PPR. ŻOB liczyła około pięciuset członków; była głównym podmiotem organizującym powstanie w getcie warszawskim w kwietniu 1943 roku.
Żydowska Organizacja Kulturalna (Jidysze Kulturele Organizacje, JIKOR) - tajna organizacja kulturalno-oświatowa, założona w grudniu 1940 roku przez Menachema Lindera, popularyzująca kulturę i język jidysz; organizowała odczyty, przedstawienia i wystawy.
Żydowska Samopomoc Społeczna, ŻSS - oficjalna organizacja pomocy społecznej dla Żydów w Generalnym Gubernatorstwie, utworzona 29 maja 1940. Komitety ŻSS powoływano w miastach powiatowych i wydzielonych, a mniejsze delegatury w niemal każdym miasteczku zamieszkanym przez Żydów. Lokalne jednostki ŻSS zajmowały się tworzeniem i zaopatrywaniem schronisk dla uchodźców, sierocińców, domów starców, kuchni ludowych, rozdzielały produkty żywnościowe. Pod szyldem ŻSS działały różne organizacje społeczne i kulturalne, m.in. CENTOS, TOZ, ORT. ŻSS została zlikwidowana 29 lipca 1942; ponownie powołano ją w marcu 1943 roku jako Jüdische Unterstützungsstelle für das GG (JUS), działała jednak w bardzo ograniczonym zakresie.
Żydowska Samopomoc Społeczna - Komisja Koordynacyjna, ŻSS-KK - organizacja opieki społecznej dla Żydów w Warszawie, powstała we wrześniu 1939 roku jako Komisja Koordynacyjna Organizacji Społecznych i Opiekuńczych (KK), jednocząca wiele organizacji żydowskich. Od lutego 1940 roku używała podwójnej nazwy ŻSS-KK. Została rozwiązana 30 października 1940, jej funkcję koordynatora przejął ŻKOM, pozostałe ŻTOS.
Żydowski Instytut Naukowy (Jidiszer Wisnszaftlecher Institut, JIWO) - placówka naukowa, założona w 1925 roku w Wilnie, zajmująca się badaniami socjologicznymi, historycznymi, filologicznymi dotyczącymi społeczności żydowskiej w Europie, a także kolekcjonowaniem dokumentów i artefaktów. W 1940 roku centrala JIWO została przeniesiona do Nowego Jorku. Wywiezione przez Niemców zbiory Instytutu w dużej części odnalazły się po wojnie.
Żydowski Komitet Opiekuńczy Miejski, ŻKOM - warszawski oddział koncesjonowanej przez Niemców Żydowskiej Samopomocy Społecznej w Krakowie. W marcu 1942 roku do ŻKOM formalnie wcielono działające w getcie organizacje społeczne, m.in. CENTOS i TOZ. Władze niemieckie w odniesieniu do ŻKOM używały nazwy Jüdische Hilfskomitee (JHK).
Żydowskie Towarzystwo Opieki Społecznej, ŻTOS (od października 1940 do listopada 1941), później Żydowska Opieka Społeczna, ŻOS - organizacja wywodząca się z Komisji Koordynacyjnej Organizacji Społecznych i koordynująca pomoc społeczną w getcie warszawskim. Choć podlegała ŻKOM w Warszawie, a w marcu 1942 roku została do niego wcielona, w istocie pozostała niezależna. Pod szyldem samopomocy społecznej działały w getcie liczne organizacje podziemne.
Dokument zachował się w dwóch częściach. Obie (łącznie sześć kart) to rękopisy spisane przez Nechemiasza Tytelmana atramentem w języku jidysz. Tekst jest zniszczony - zwłaszcza druga część w wielu miejscach jest nieczytelna.
Do najpopularniejszych piosenek śpiewaków podwórzowych należą Mues[26] oraz Di bone. Pierwszą śpiewał aktor Norski-Nożyca[27] w teatrze Eldorado[28] na Dzielnej, a druga w różnych formach była śpiewana w lokalach restauracyjnych. Kto je stworzył, nie jest mi wiadomo, bo przecież, jak już wspomniałem, są one śpiewane w różnych wersjach, często także "z tańcami" przez różnych żebraków, mężczyzn i kobiety, i dzieci.
Ostatnio obie te piosenki śpiewał chłopiec na oko 13-, 14-letni, o przyjemnym głosiku, choć już z ową charakterystyczną "chripke" od nadmiernego nadrywania gardła. Chłopiec ten, bosy i w łachmanach, jest bardzo piękny. Jego promienna twarzyczka i piękne oczy rozbłyskują spośród łachmanów. I choć te pioseneczki już się słuchaczom trochę przejadły, to jednak ten chłopak ma "powodzenie" i stale dostaje od ludzi o "żydowskich sercach"[29] więcej niż inne żebrzące dzieci.
Nic dziwnego, że zapisując piosenki, zainteresowałem się właśnie tym śpiewakiem i jego pochodzeniem. I oto okazało się więc, iż jest on synem mojego znajomego warszawiaka, dobrze znanego w warszawskich kołach robotniczych. Nazywa się Jakub Lejbl Solnicki. Jedyny syn swych rodziców: Abrama Solnickiego i Chai Landau, teraz także zamieszkałych przy ul. Lubeckiego 11. Ojciec, nagrodzony Medalem Niepodległości i innymi odznaczeniami (miał na to dokumenty), był tramwajarzem (w remizie przy ul. Młynarskiej). Pracował jeszcze po wybuchu wojny, ale w końcu musiał opuścić tę posadę. Przez jakiś czas korzystał z zasiłków, pracował też na różnych "placówkach"*, aż do chwili, gdy zmogła go czerwonka... Matka w zamkniętym getcie długo nie wytrzymała i także zmarła z głodu... Jankiel Lejbl[30], któremu ojciec, oprócz [szkoły] "powszechnej", zapewnił też naukę w domu rebego[31] "łoszn-kojdesz"[32] i języka żydowskiego, pracował u krawca Herszmana (znajomego swego ojca przy ul. Gęsiej 45), jednak krawiec sam przymiera głodem. Teraz 16-letni Jankiel Lejbl (tyle ma lat), zeszmacony i wykluczony, kręci się po podwórkach, jak długo ma jeszcze siłę i dobry głosiczek, śpiewa i dostaje jeszcze parę groszy i "skurke" od chleba. I załapie coś do przegryzienia, żeby nie umrzeć z głodu, i ma gdzie przytulić głowę. Jak długo to wytrzyma? Gdy wziąłem go do domu, padał właśnie ulewny deszcz. Mały był przemoknięty jak kot, drżał na całym ciałku. Nosił przy sobie garnuszek na wypadek, gdyby mu ktoś podał coś gorącego, troszkę gorącej herbaty czy zupy. Śpiewając, prosi o "odrobinę farbrakechc", pozostałej po jedzeniu... jednym słowem - trochę odpadków.
Chłopiec wcale nie sprawia wrażenia otępiałego. Wie, co mówi. Zauważywszy, że zapisuję piosenki, kilka razy zwrócił mi uwagę, że coś opuściłem, żebym zapisał refren itd.
A może dałoby się coś dla tego chłopca uczynić?
Przełożyła Ruta Sakowska
SZMALEC[33]
Refren: Szmalec[34], szmalec to najlepsza rzecz
Wariant refrenu: Szmalec, szmalec to je miła rzecz
1. Nie posiadasz szmalcu, rade dla cie mam:
Weź pudło Pinkierta[35] i połóż sie tam.
2. Pręzesowa[36] ąę ma ondulacyje,
Dzieciaki nie majom nic na kolacyje.
3. A żydowska gmine furt[37] żąda danine,
Zauerkraut[38] da w zamian, no i sacharyne.
4. Hareśtantów dużo w żydowskiem hareście,
Żydowskiem odmanom[39] powodzi sie wreście.
5. Każden glyna to je zatracony łobuz,
Pożałujesz szmalcu, wyśle cie na obóz.
6. A jak nie masz szmalcu, nie susz sobie głowy,
Daj jem swoje bone* - i bywajże zdrowy.
7. Dziś każden rzemieślnik w dołku jak cholera,
Marny piekarzyna zaś nosa zadziera.
8. Piekarze mieszajom kleju w sroc[40] do chleba.
Jeść sie tego nie da, żuć już nie potrzeba.
9. Jeśli nie ma szmalcu, biada kapcanowi[41],
Odda swoje bone i żegnajcie powi.
10. Szczęściarz Pinkiert znowu ma dużego farta,
A bidaka dola funta kłaków niewarta.
11. Wszystkie te domowe nasze kumitety
Goniom nas do mietły, patrzom w nasze bety.
12. W każden dzień kąpiele parowe, gazowe[42].
Tysiąc plag dziś, Żydzie, spada na twom głowe.
13. A kiedy już sprzedasz kamizelke, gacie,
To pudło Pinkierta oczekuje na cie.
14. Jeśli nie masz szmalcu, wtedy biada ci.
Oddaj swoje bone, zamknom za tobom drzwi.
15. Pinkiertowi łatwo w wojnie zasmakować,
Martwego piekarza za kase pochować.
16. Blajman[43] nawet nie miał pojęcia bladego,
Że po nocy zrobiom zimnego trupa z niego.
17. Kapuchy dziś kwaszony i miodu z gminy łut,
Napchaj se, Żydzie, brzucho, żalić sie próżny trud.
18. Płacić szmalcem za gnój - to je tera mus.
Rosnom kupy śmieci wielkie jak kaktus.
Przełożyła Mirosława M. Bułat
BONA
Oj, di bon, ja nie chcze oddacz bone
Inżynier Adam Czerniaków[44] rzecze
Nie chce oddacz bone
Marzy mu sie wojny przetrwanie
A nie bony oddanie.
W życiu jego cisza i spokój
Niech mu wreście wdziejom biały grobowy strój[45].
Bierze piniondze w żydowskiej geminie
Niech go rychła i gwałtowna śmierć nie minie.
Można go już odziać w grobowy mundur biały
I nogamy do przodu niech leży położony cały.
Trzym sie, młody, przez życia całego trwanie
Niech ci do głowy nie przydzie bony oddanie.
Chłopcze, trzymaj się, trzymaj się fest
Trzymajmy się wszyscy, póki bona jest[46].
Oj, bona, bona, ja żem jeszcze młody
Nie w głowie mi bony oddanie
Marzy mi się wojny przetrwanie
Dajcie mi cosik, panowie i panie.
Ja nie chcę oddać bone
Ja proszę kawałeczek chleba
Bo Pinkiert jest cholera
Każdemu bone zabiera
Bo Pinkiert ten cholera
On co dzień nowy zakład pogrzebowy otwiera
I z tego majątek zbiera
Chłopcze, trzymaj się, trzymaj się fest
Trzymajmy się wszyscy, póki bona jest[47].
Przełożyła Mirosława M. Bułat
Ma ok. 12 lat (wygląda na osiem). Nosi podartą koszulkę ze spodenkami. Prosi {...} jedno oko przewiązane, w ręku - garnuszek (rekwizyt, bez którego żaden śpiewak ani żebrak nie ruszy się z miejsca. {...} Mues, w obecnym repertuarze - także pieśń o obozie.
Chłopiec śpiewa i opowiada swą historię, jest mądry {...} Mojsze, cwany jak przystało na dziecko ze Szczęśliwej bez szkoły {...} "Dziś mi dobrze poszło. Śpiewam przed cyrkułem[48]... Policjanci rozumieją piosenkę Obóz, jeden z nich dał mi pięćdziesiątkę, drugi i trzeci - po złotówce! Co za radość! Obyście zawsze mieli dosyć chleba, żeby nigdy nie zabrakło... Bądźcie zdrowi...
Mieszkamy z ojcem, matką, siostrą i dwoma braciszkami na Szczęśliwej 3 {...} w kuchni mieszka {...} spalona. Mieszkamy {...} Markus był woźnym w {...} magistrackich szkołach, początkowo {...} 36, potem Stawki 21, w końcu Dzika 9.
Ojciec potrafi wszystko. Mama mówi, że niezły fachura - w kieszeni dziura... Mój ojciec jest skrzypkiem, przed wojną przygrywał na weselach, a dziś gra na ulicy... Matka siedzi w domu. Siostra ma szesnaście lat, wkręciła się do szkoły na Gęsiej 43, ona obsługuje {...} do jedzenia. Dwaj braciszkowie {...} lat też chodzą tam do szkoły. {...} już za stary. Co ja {...} już chodziłem do czwartego oddziału. {...} Aż ojciec wieczorem powróci i bez pieniędzy na to, by coś ugotować. Jak złapię parę złotych, przynoszę matce {...} ja i matka do jedzenia... Piosenki o obozie nauczyłem się od pewnego Żebrockiego. Mieszka na {...} był w niewoli. Wysłano go na roboty do Bełżca[49].
Przełożyła Ruta Sakowska
PIOSENKA OBOZOWA
Kiedy tylko do Bełżca przywieźli mnie,
Nocą piękną, gdy księżyc po niebie szedł,
Wszystkie rzeczy od razu zabrali mi,
Do komanda[50] jakiegoś wpisali mnie.
Kiedy tylko w komandzie zjawiłem się,
Bić zaczęli, aż prawie opadłem z sił,
Że mam pecha, że wpadłem, wiedziałem, więc
Milczeć trzeba, myślałem, i więcej nic.
Kiedy świtem nasz apel zakończył się,
Lecz pod sznurek w szeregu staliśmy wciąż,
Trupie daszki na czapkach widziałem znów,
Czerń mundurów, aż we mnie drgał każdy nerw!
Zawołałem: z powrotem do siebie chcę,
Chcę do domu, co został daleko stąd,
Do pokoju, gdzie znany mi każdy kąt
I gdzie miło zobaczyć każdziutki sprzęt!
Minął tydzień i drugi, i jeszcze dwa,
W lazarecie, na wyrze mi przyszło gnić,
Każda noga z głębokich złożona ran,
A o domu to całkiem uciekła myśl...
Pomyślałem, to przecież się skończy tak,
Że w obozie ogarnie mnie śmierci cień,
Kto z was przeżyć potrafi, gdy mu się da
Sto pięćdziesiąt gram chleba na cały dzień.
Chłopiec śpiewa też Mues z nowymi strofami: "Bez mues nie ma nic" {...}
1. Niemcy już znowu zrobili
by Żydzi oddali futra.
Gmina ogłosiła w plakatach
by Żydzi oddali futra
2. Mężatki i panienki
Już ich frajerzy nie odprowadzą
Mues, mues...
Nasi szmuglerzy {...}
Jak tylko zjawi się żandarm
Mues, mues...
Na podstawie filologicznego przekładu Ruty Sakowskiej spolszczył Tadeusz Lewandowski
Chłopiec o przepięknym głosie, małe stworzonko na wygląd kilkuletnie, głos jeszcze {...}, urocze żydowskie oczęta, dziecko {...} rączki jak dwie małe linki, brudne jak i cała twarzyczka (poza oczami). Mimo wszystko schludnie odziany, w granatowym ubranku, troskliwie, jak widać, załatanym chyba przez opiekunkę. Towarzyszy mu siostra, trochę od niego wyższa, ale już owinięta w łachmany. Dziewczynka, choć jest lipiec, ma na sobie pikowaną spódnicę obwiązaną sznurkiem, przytrzymującym rozłażące się na wszystkie strony strzępy waty; pokryta, w odróżnieniu od brata, wysypką, wygląda jak jeden wielki kawałek łachmanu. Dziewczynka sama nie śpiewa, lecz po piosence pomaga wypłakać i wyżebrać trochę jedzenia, skórkę chleba itd.
- Dlaczego nie śpiewasz?
- Ja też umiem śpiewać, ale nie wolno mu przeszkadzać, on ma "głos"[51]...
Dzieci opowiadają mi swoją historię: chłopiec ma na imię Szłojme Wadowski, liczy lat dziesięć, dziewczyna Chana - lat trzynaście. Mają jeszcze sześcioletnią siostrzyczkę Rywkełe, przebywającą w sierocińcu na Dzielnej, i pięcioletnią Ides - w domu. Ojciec nazywał się Josł Drimlewicz, matka - Małka Wadowska. Po "zawieszenie broni"[52] ojciec za parę złotych sprzedał mieszkanie przy Ostrowskiej 8 i udał się do Białegostoku. Potem przyjechał, by ich zabrać do siebie, ale nie mógł już jechać dalej. Przed wojną był kupcem na Wołówce, a po wojnie nosił zieloną opaskę zbieracza szmat. Nie było {...} zachorował {...} błony sercowej[53] i zmarł. W niedługim czasie zmarła też matka. Teraz dzieci mieszkają u kuzynki Gołdy (nazwiska nie znają) {...} Stawki 73.
Przełożyła Ruta Sakowska
O RUSKIEJ WIOSCE[54]
Gdzieś pod ruską wioską
Nad błękitną rzeczką
Przystanął {...}
Piosenkę zanucił, o tę:
Za tobą zatęsknię,
W pamięci cię skryję,
Tyś moją rodiną[55]
I domem, gdzie żyję.
(ref.) Z harmonią siedział zamyślony,
Do późna w noc wyciągał tony.
Ach, ty matuszka, ty Rosija,
Za tobą tęskno,
póki żyję,
Za tą chatynką, za domeczkiem,
Za tym zielonym pagóreczkiem,
Za ruskim bratem, piosenką rzewną,
Za ruskim człekiem, duszą śpiewną.
*
Choć ludzi jak snopy
Wyrzyna się w polu,
Choć ludzka zwierzyna
Łowiona wśród drzew.
Zielenią i złotem
Przegląda się pole
W kędziorach owieczek
Skazanych na rzeź.
I nagle na świecie
Zaczęła się wojna.
W krąg ludzkie są bestie
Morderców trwa czas.
Na podstawie filologicznego przekładu Ruty Sakowskiej
spolszczył Tadeusz Lewandowski
Zachowany w ARG dokument jest jedynym źródłem wiedzy o autorze. Brak innych danych biograficznych na jego temat.
Dziennik spisany w brulionie w jedną linię, na dwudziestu siedmiu stronach, reszta zeszytu jest czysta. Pisany po polsku, czarnym atramentem, drobnym, ale wyraźnym charakterem pisma, starannie, prawie bez skreśleń. Charakterystycznym elementem zapisu jest operowanie wielkością liter. Widoczna jest rdza po zszywce łączącej karty zeszytu, ale cały dokument zachował się w bardzo dobrym stanie. W ARG znajdują się jeszcze dwa odpisy dziennika, sporządzone ołówkiem przez nieznanego z nazwiska kopistę.
1-IX-1939 - ?
1 września 1939
Z przekopanych ulic, rowów strzeleckich, z zasypanych piaskiem okien, z obwieszczeń mobilizacyjnych ułożyło się jedno, jedyne, okropne słowo:
Wojna!
Ulice to przycichają nagle, to hałas wybucha ze zdwojoną siłą. Przez miasto maszerują oddziały wojska. Długie. Nieskończone. Szare. Stuk. Buty. Furgony. Jadą. Ciągną się. Rytm. Niezmienny. Ram. Ta - to - tam. Ram. Ta - ta - tam. Szeregi Wojska. Ram. Ta - ta - tam. Buty. Nogi. Buty. Nogi. Ram. Ta - ta - tam. Ram. Ta - ta - tam. Bez końca. Bez początku. Szare nogi. Ram. Ta - ta - tam.
Dodatek nadzwyczaaaaaaa!!!
Przekroczenie graniiiii!!
Wypowiedzenie wooooooojny!!!
- Hallo! Hallo! Podajemy orędzie Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Prof. Ignacego Mościckiego: "Obywatele! Dziś o godzinie... wróg wypowiedział nam wojnę...".
I znów wraca rytm butów. I ciągnie się szary sznur bohaterów. Ram. Ta - ta - tam. Ram. Ta - ta - tam.
Buuuuuu!!!
Rozryczały się syreny nad miastem.
Buuuuuu!!!
Łkały olbrzymie ich szyje.
"Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy. Dla miasta Warszawy. Hallo! Hallo! Uwaga! Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy!"
Gdzieś wysoko, prawie niewidoczne, ukazały się trzy srebrne maszyny. Zwiastuny. Macki wyciągnięte nad miasto. Odezwały się zenitówki[1]. Metaliczne uderzenia, jak w blaszaną beczkę. Ogniste, czerwone pomarańcze lecą wymierzone na wroga.
Rzzzzzz! Rzzzzzzzz! Rzzzzz! Zaterkotały maszynowe karabiny. A przez odgłosy artylerii wciąż przebija się głuchy rytm. I wciąż chodzą jeszcze te tysiące nóg, tysiące butów wybiją krok na twardym bruku, tysiące kul czeka w lufach i tysiące bagnetów, stęsknionych wrogiej, podłej, antypolskiej krwi. Z murów, spomiędzy reklam, wygląda prostokąt plakatu propagandowego. Na chwilę przesłania go krwista czerwień obwieszczenia mobilizacyjnego. Rozpala się, rozpłomienia i gaśnie znów. Wszystko wraca na miejsce.
"Gwałt zadany siłą, musi być siłą odparty".
I tam też szare szeregi wojska wystukują swój miarowy krok. Ram. Ta - ta - tam. Ram. - Ta - ta - tam. Woj. Na. Woj. Na. Lewa. Lewa. Wojna!
Wojna weszła, wdarła się w miasto, wkroczyła w zamknięte ciche budynki, ożywiła przygnębionych ludzi, skruszyła więzy łączące ich z biurem czy warsztatem, rozruszyła to zwarte, zbite kłębowisko istot, tworzących ludność Warszawy. Zaskoczyła wszystkich.
Wypowiedzenie jej przyszło tak niespodziewanie, tak nagle, że wszyscy ludzie potracili głowy, jeszcze zanim w nie trafił niemiecki szrapnel.
Nikt nie wierzył, że Niemcy przyjmą wojnę po podpisaniu układu przez Polskę, Francję i Anglię. Tym większe było osłupienie tych dwunożnych istot wiercących się po mieście i przysłuchujących się tu i tam perorującym domorosłym politykom. Mimo wszystko wierzą, że Niemcy cofną się jeszcze. Bo tak im najwygodniej myśleć.
6 września 1939
Tylko warszawiak zna tę datę. I tylko warszawiak wie, co ona oznacza.
6 września 1939
"Rząd Polski zmuszony został do opuszczenia Warszawy. Pożądanym jest, aby wszyscy mężczyźni zdolni do noszenia broni opuścili miasto razem z wojskiem"[2].
6 września 1939
Plecak gotowy. Manierka u pasa. Tylko zabrać się i iść. Ale jednak jeszcze jestem tu. Jeszcze się ociągam. Przed DOK[3] stoi jeszcze sznur aut. Poczekam, aż wyjadą. Ulica przepełniona. Setki, tysiące ludzi przeciąga ulicą. To już nie są ludzie. To tylko automaty, bez mózgu, bez serca, bezmyślne i bezwolne na ludzkich nogach. Tysiące tych istot kieruje się w jedną stronę, przez tę małą uliczkę - Przejazd. Tysiące nóg depcze kamienie, jakby chciały wynieść, wcisnąć, wtłoczyć je w ziemię zmiażdżone już ciężarem uciekinierów.
To już nie ludzkie.
To są już tylko tysiące nóg poruszających się, migających przed oczami, tysiące nóg w butach, pantoflach, owiniętych szmatami, w spodniach, łachmanach, wysokich, niskich, ale wszystko to są nogi. Nogi, które niosą ciała. Ciała, które uciekają.
Przed czym? - Przed nieznanym.
Dokąd? - W niewiadome.
Przez całą noc trwał ten potworny exodus.
Przez całą noc oświetloną czerwonym blaskiem ognia ciągnęły zmartwiałe twarze bez wyrazu. Twarze ludzi. Tysięcy ludzi, którzy opuszczają miasto skazane na śmierć.
Jak szczury z tonącego okrętu, tak uciekały istoty dwunożne z palącego się miasta. Paliły się domy, bloki, ulice. Palili się ludzie. Paliło się wszystko bez ratunku. Bez kropli wody. To było nie ognisko potwornie wielkie, a jeden ocean. Ocean ognia. Ocean śmierci. Ocean utworzony przez złość i nienawiść ludzką, przez barbarzyństwo!
Ocean, w którym tonęliśmy, ale i myśleliśmy, żeby wciągnąć w niego i naszego mordercę. Obojętne, za karę czy przez zemstę. Obojętne, słusznie czy nie. Ważna jest jedna rzecz: zabić, zamordować naszego mordercę, zastrzelić. Nie! Spalić własnymi rękami, aby i on znał ten smak. Aby i on czuł, że umiera. Zniszczyć tę armię potworną, ten zalew morderczy spod znaku swastyki, tę falę barbarzyństwa.
25 września 1939
Od ósmej rano do szóstej po południu, przez 10 godzin, przez 10 wieków, słychać tylko jedno: szum motoru, świst spadających bomb, ostry, jakby najwyższa nuta raptownie zeskoczyła z linii, przenikliwy, morderczy, do szału doprowadzający, i później huk. Huk i odprężenie. Chociaż to oznacza, że jakiś dom został w gruzy obrócony, chociaż to oznacza kilkuset zabitych, mimo wszystko następuje odprężenie.
Jeszcze żyjemy. Jeszcze nie nasza kolej.
A później nowy świst i znów to oczekiwanie, ten hazard życiem, trafi - nie trafi, życie czy śmierć.
Chociaż później zobojętniało już to wszystko. Śmierć była pewna. Było to tylko kwestią tej czy innej chwili.
Przeżyłem wojnę.
Przeżyłem ten potworny miesiąc. Miesiąc makabryczny, miesiąc krwi, trupów i śmierci, miesiąc ognia.
Nie można oddać tego. Nie można wyobrazić sobie. To trzeba przeżyć. Przeżyć albo zginąć. Ja to przeżyłem. Nie wiem jak. Nie wiem kiedy. Nie wiem po co. Po co żyję, kiedy setki tysięcy ludzi, ludzi zdrowych, twórczych i wartościowych zginęło. Nie wiem, jak zostałem żywy w środku piekła, w morzu ognia, w deszczu bomb i szrapneli, w najgorętszym odcinku frontu.
26 września 1939 roku![4]
Ile makabryczności ma ta data!
Wyszedłem na ulicę dziwnie, nienaturalnie cichą. Dziwne! Ni świstu spadających, ni huku pękających bomb, ni szumu szrapneli. Za to wszędzie trupy, trupy, trupy...
Zwłoki ludzkie i końskie nie chowane od trzech tygodni, zgniłe, cuchnące. Nawet nie napoczęte przez wrony. Bo i ptaki opuściły to miasto skazane na zagładę. Nawet te żerujące na śmierci stworzenia wyniosły się. Na ulicach, w domach, na gruzach byłego pięknego miasta rozsiadła się jedna tylko wszechwładna pani: Śmierć.
Czaiła się - w niewypałach, gotowa była spaść nagle w cegle, mogła zakryć walącą się ścianą.
Poznać było Jej królestwo. O, poznać!
Na ulicach gruzy, cegły, kule, wszystko zakryte tylko trupami. Wszędzie przed oczami migotała czerwień. Czerwień surowa, czerwień krwi. Domów nie widać było. Domów nie było. Wszędzie tylko trupy. Trupy domów. Czerwone, postrzępione brzegi, zręby dawnych ścian i murów, okrwawione ceglanym pyłem, rozszarpane, zacięte, martwe.
Nad tym wszystkim, spod gruzów, spod skręconych upiornie żył - zwoi i drutów wystaje martwa noga. Noga, której jedyną częścią ruchomą jest nogawka poruszana wiatrem.
Wiatr ten zawitał nie wiadomo skąd i po co do nas, do trupów. Szkielet. Szkielet domu, jak objedzony z ciała, bez dachu, patrzy pustymi, spalonymi, czarnymi oczodołami okien. Sczerniałe od ognia i dymu mury nie ukrywały wnętrza, nie osłaniały tego, co się działo za nimi. Trup dziewczyny, nagi, wystawiał na pokaz młode kształtne ciało. Ten brzuch, wyraźnie zaznaczone piersi blade, ale bez żadnej rany, bez skazy. Tylko w biodrze widać było małą plamkę. Tędy wszedł odłamek szrapnela. I te oczy! Oczy!! Oczy otwarte, jakby rozdarte w śmiertelnym bólu i strachu, oczy bez dna, w których zachował się cały ból, cała bojaźń śmierci, oczy człowieka. Oczy, które żyły i opowiadały po śmierci, oczy, które żyć będą, póki będą wojny. Niedaleko inne zwłoki. Zwłoki mężczyzny, leżące zasypane cegłami i tynkiem, okrwawione. Zwłoki, w które jakaś siła potężna wbiła w poprzek płonącą belkę. Przez brzuch i piersi rzucony był kawał węgla drzewnego. I węglem było też ubranie, węglem było ciało. Tylko twarz zwrócona ku górze wprost do nieba, jak o pomstę krzycząca, kary się domagając, była nietknięta. Nie patrzyła, bo oczodoły i usta okryte były czarną masą - krwią. Zakrzepłą krwią, która została we wszystkich wgłębieniach, która wypełniła wszystkie zmarszczki twarzy.
Umarł Dante i nie zmartwychwstanie, ale gdyby nawet był, i on nie oddałby, nie odmalował tych tysięcy trupów ludzi, koni i domów, które wszystkie w niemej skardze leżały nieruchomo nagie, niezakryte, groźne. Wszystkie zdawały się niebu i ziemi zadawać jedno i to samo pytanie:
Za co? W imię czego? Jakim prawem?
Nadeszły Zaduszki. Na każdym skwerku, na każdym niebrukowanym kawałku ziemi, wzdłuż trotuarów, na jezdniach, na gruzach domów, wszędzie jarzyły się setki, tysiące świeczek. Tysiące ludzi powtarzało: "Za duszę...".
Ale nikt nie stawiał świeczek po trupach domów. Stały nieme, nieruchome, same szkielety wewnątrz puste albo rozpłatane do samych piwnic, ziejące czerwonymi ranami, z których jak jelita, jak żyły, wydobywały się druty i rury przewodów elektrycznych, gazowych i wodnych.
A potem stała się rzecz dziwna, rzecz prawie cudowna, paradoksalna! Spa[d]ł śnieg. A śnieg ten był biały! Po tylu trupach, po tylu strumieniach czerwonej, gorącej krwi, śnieg spadł biały. Bo to jest dzieło Matki - Natury. Tak musi być. Takie jest prawo.
Łomża, 17 X 39
"...Podczas ostrzeliwania miasta zostało zabitych kilkaset osób. Między innymi również Rachela..."
"Twój..."[5]
Cierpimy teraz, leje się krew nasza. Ale to nic. Ciężko będą pokutowały przyszłe pokolenia za hańbę, jaką okrył się naród niemiecki. Rumienić się będzie każdy Niemiec na wspomnienie XX wieku. Bo ten obłęd skończyć się musi. Opadnie nieuchronnie opaska nałożona na oczy narodu przez bandę zbrodniarzy i z ust 80 milionów ludzi wydobędzie się jeden potężny, niemilknący, który przez wieki przetrwa, głos:
Führer, Sieger des Judenkrieg[6], zdaj raport z tego, coś naczynił! Dlaczegoś nas oszukał? Dlaczegoś kłamał, uciskał i mordował? Dlaczegoś okrył nas trądem nieuczciwości i nieludzkości? Bądź potępion, bądź przeklęty po wszystkie czasy jako zbrodniarz i morderca! Zgiń i przepadnij jako wrzód ropiejący, który na czystym ciele brzydki ślad zostawił!
Nastanie czas, że otumaniona ludzkość zawoła:
Hitlerze! Staw się na sąd! Wytłumacz się z tego, coś zrobił! Czemu milczysz? Twórco ideologii faszystowskiej, ideologii krwi, tortury i pięści, dlaczego milczysz? Morderco, precz!
Krzyk ten złamie zbrodniarza. Zmiażdży, zdepcze, pognębi tego nieczłowieka, ten twórca na podobieństwo ludzkie stworzony, ale wyłącznie z mordu i złości złożony. Zniknie na zawsze nie wspominany przez nikogo.
Deszcz. Jesienny, przykry, mżący deszcz. Dzwoni o szyby, puka w okno, łka. Zegar pomaga mu cichym, monotonnym, nieprzerwanym tykaniem. Na bibliotece głowa Voltaire'a, zawsze taka sama, zagadkowo uśmiechnięta, zdaje się być z tego zadowolona. Cieszy się z płaczu świata, jak złośliwy satyr. Zdaje się daleka, z małego pokoiku, z wysokości biblioteki rozkazywać deszczowi. A deszcz słucha go, dzwoni i łka. Nic dziwnego. To już jesienna szaruga, od dawna spodziewana, nadeszła. Za oknem zmokłe, deszczem zalane miasto roztapia się we mgle. W niczym nie przypomina to świata tego samego, a jednak tak dalekiego: przeżytego lata. Dopiero przeżyte, a tak obce. Światła latarni i cienie tworzą fioletowe smugi i refleksy w ciemnym pokoju, tak dobrze znanym i tak nowym. To już noc. Prawdziwa noc-sowa. A przecież nie każda jest taka. W ciemnościach staje mi przed oczami las, dobrze znany las sosnowy, z którym tyle wspomnień łączy. Widzę zgrabną figurkę i delikatne, subtelne rysy twarzy mojej letniej królowej - Racheli. Widzę Jej twarzyczkę tak, jaką ją widziałem ostatnim razem. Pamiętam też tę noc, niedawną jasną noc, piękną groźnym majestatem lasu, noc, ostatnią noc miłości. Noc, w której tylko o miłości wiedzieliśmy i tylko o niejśmy myśleli.
Mógłbym z czystym sumieniem przysiąc, że to nie człowiek znajduje się koło mnie. Ta drobna figurka w białej sukience nie należy do Racheli. To Nimfa. Nimfa, która wydostała się z rzeki, a teraz ciągnie mnie do niej z powrotem. Pozostawione na brzegu ubrania roztopiły się w słabym świetle, znikły, zlały się z zielenią trawy. Zostały tylko widoczne dwa ciała błyszczące, jak ze srebra odlane, świecące kroplami wody, goniące się bez słowa. Nadzy i odświeżeni wyszliśmy na brzeg. Światło. Szary blask ostrzegał przed wschodzącym słońcem. Rachela zarzuciła mi ramiona na kark. Jej drobna, zgrabna, miniaturowa figurka przytuliła się do mnie mocno. Czułem na piersiach dwa wzgórki, czułem Jej ciepłe giętkie ciało przyciśnięte do mojego. Słyszeliśmy, jak rytm naszych serc zlewa się w jedno, jak równomiernie bije w obu piersiach jedno zespolone serce. Staliśmy tak przytuleni, objęci. Usta Jej znalazły się nagle tak blisko, takie były ponętne, kuszące...
Stało się. To był ten pierwszy i ostatni pocałunek. Rachela zarumieniona chwyciła suknię i pobiegła do lasu. Między drzewami migały jeszcze Jej nagie plecy. Nie wiedząc, co zrobię, zawołałem jeszcze:
Wróć!
A z lasu, czy mi się zdawało, czy był to szum drzew, odpowiedział głos:
Pamiętaj!
...Zza rzeki wynurzyło się złote słońce...
Tak, Rachel. Pamiętam. Pamiętam, cośmy sobie przyrzekli, i o tę ideę walczyć będę do śmierci, a nawet i po śmierci. W miarę i ponad miarę sił. Walczyć będę już nie z Tobą. Ciebie już nie ma. Ale walczyć będę z myślą o Tobie, w Twoim imieniu i dla Ciebie. Walczyć będę pod Twoim znakiem, pod znakiem Kultury i Miłości.
Walczyć będę o tę kulturę i humanitarność słowem i czynem. Walczyć będę z barbarzyństwem, ze zbrodniami, z morderczymi wojnami, z faszyzmem. Przyrzekam Ci to, Rachel. Przyrzekam walczyć i zwyciężyć, albo przyczynić się do zwycięstwa. Ślubuję.
X-39 - I-40
Czerwona flaga ze swastyką na ratuszu warszawskim.
Pierwszy samochód z niemieckimi oficerami. Zielone mundury i płaskie czapki rażą tu, biją w oczy nie tylko swoją nowością, ale wrogością. To są sprawcy tych zmian dookoła. Elegancki, wysoki, przystojny oficer odwraca niewybuchłą kulę armatnią, szrapnel i maluje jego fabrykę, serię, numer. Potem spogląda w głąb ulicy rozbitej, zburzonej, po obu stronach czerwonymi zrębami znaczącej dawne trotuary, wyjmuje mały aparat fotograficzny i uwiecznia na pamiątkę widoczek wojenny "aus Warschau"[7].
Jedno tylko pytanie dręczy go: wieso ist hier noch so viel Menschen?[8] Czyśmy źle trafili?
Bez końca płynie fala hełmów najeżona karabinami. Bez końca dudni miarowy krok tak rażący swym rytmem po wydarzeniach wcześniejszych. I w nieskończoność płynie triumfalna Horst Wessel Lied[9].
Opaski* z tarczą Dawida na ramieniu.
Ciemny pokój. Okna zabite deskami, dyktą, zawieszone dywanami. Brak szyb. Sufit bez tynku. Ściany sypiące się. Przy stole na środku pokoju kilka osób pakuje żyletki. Stosy żyletek. Piętrzą się papierki. Czerwień. Po stole uwijają się, jak węże, białe palce. Chaos. Kręci się. Stół wiruje. Po stole biegną palce. Lecą papierki. Tną nożyczki. Palce. Papierki. Nożyczki. Palce. Papierki. Nożyczki. Palce. Papierki. Nożyki. Palce. Krew.
Dzwonek. Ktoś wbiega. Cichy szept; sekrety.
- Niemcy szukają. Schowajcie się.
Mężczyźni znikają za drzwiami.
Stosy żyletek. Piętrzą się papierki. Czerwień. Po stole uwijają się jak węże białe palce. Chaos. Kręci się. Stół wiruje. Po stole biegną palce. Lecą papierki. Tną nożyki. Palce. Papierki. Nożyki. Palce. Papierki. Nożyki. Palce. Krew.
Dzwonek. Ktoś wchodzi. Ciężki krok. Drzwi otwierają się bez pukania, głośno, raptownie. Niemiec. Zielony mundur. A na stole czerwone papierki. I czerwona krew kapie.
- Was ist hier? Was macht Man?
- Wir packen Rasierklingen.
- Ah, so. Rasierklingen. Rasierklingen. Rasie...[10]
Podszedł. Ciężka łapa, tłusta, miękka, chwyta ze stosu jeden nożyk.
Stal. Krew. Ciche zadowolenie. Dają mu zapakowane dziesięć nożyków.
- Wo sind die Männer?
- Tu nie ma mężczyzn. Keine Männer. Auf wiedersen[11].
Punkt* dla uchodźców. 115 osób w bóżnicy*. Wzdłuż ścian rozstawiane prycze. Białe nowe deski. Ich ciągłość przerywa czarna plama. Stary człowiek, chory. Oczy otwarte szeroko, jakby dziwią się wszystkiemu, co się dzieje. Broda zakrywa piersi. Włosy długie, czarne, wpadające aż w granat. W długich pasmach spadają na ramiona.
Przez wysokie okna widać trotuar. I buty. Buty. Nogi. Chodzą. Migają. Nagle znika wszystko. Huk. Strzał. Daleki krzyk. Trzy pary nóg w wysokich butach. Trzask w drzwi. Trzej oficerowie wchodzą do punktu. Ludzie, milcząc, tłoczą się pod ścianą. Dzieci płaczą. Niemcom nie podoba się to.
- Alle Kinder raus![12] - pada rozkaz.
Chwilkę panuje ruch, bieg, tupotanie i znów cisza. Tyka tylko stary zegar z wahadłem i tarczą kutą ręcznie przez jakiegoś nieznanego mistrza dziesiątki lat temu. Cichy szmer tego muzealnego zabytku też widocznie przeszkadza. Kilkadziesiąt par oczu wpatruje się ze strachem w czarną lufę rewolweru, która wznosi się powoli na wysokość
- brzucha
- piersi
- głowy
- i wznosi się jeszcze wyżej na tarczę zegara. Huk. Drugi. Piąty. Cały magazynek rewolweru siedzi teraz w tym grzesznym zegarze. Grzesznym. Przeszkadzał władzom. Wahadło chwieje się jeszcze w obie strony jak człowiek ślepy albo pijany. Cisza. I jak błyskawica czarne niebo przecina ją bydlęcy, pijany wrzask:
- Raus von hier! Verfluchte Juden! Donn[erwetter]... ...Raus!!![13]
Drzwi były zastawione. Przy drzwiach stali ci przedstawiciele europejskiego narodu, die Kulturträger[14], z rewolwerami w rękach. Przedstawiciele rozbestwionej faszystowskiej bandy.
Okna odskoczyły, niby same otworzyły się. Przez otwory zaczęli uciekać ludzie. Uciec spod kul, które ciągle sypią się nad samymi głowami. Szybko. Głowa. Noga. Ktoś. Upadł. Ręka. Szyba. Brzęk. Pękła. Głowa. Rozcięta. Krew. Krew. Pustka.
W drzwiach stają trzy sylwety. Zielone. Na pryczy leży czwarta. Czarna. Oczy otwarte szeroko, jakby dziwią się wszystkiemu, co się dzieje. Broda zakrywa piersi. Włosy długie, czarne, wpadające aż w granat. W długich pasmach spadają na ramiona. Huk.
Na pryczy leży człowiek. Oczy otwarte, ciągle jeszcze z tym wyrazem niewymownego zdziwienia. Broda zakrywa piersi. Po długich pasmach włosów spływa, skapuje na podłogę i rozlewa się w wielką plamę czerwień.
Samochód ciężarowy. Niemcy. Łapią do pracy. Wóz do połowy zapchany ludźmi. Ale to jeszcze mało. Jeszcze dziesięciu, piętnastu.
Stary człowiek. Siwy. Z laską. Powoli idzie wzdłuż trotuaru. Laską miarowo uderza o bruk. Podszedł bliżej i nareszcie zobaczył. Drżącą ręką z pośpiechem sięga do kapelusza. Siwe włosy rozsypują się w nieładzie. Lecz nie uczynił tego dość szybko. Cienki rzemień szpicruty z rozmachem spada na jego twarz. Czerwona pręga. Drugi Niemiec podbiega, wyrywa mu laskę i uderza nią starca w głowę.
Na ulicy leży ciało. I dwie połowy laski. Niemiec woła przechodzącego człowieka z czerwonym krzyżem. Ten podchodzi. Klęka. Podnosi głowę leżącego.
- Dieser Leute braucht schon keine Hilfe[15].
Jego ręce są czerwone od krwi.
A Niemiec miał takie jasne, żółte rękawiczki...
Mury w poprzek ulic.
Wacha*. Na skrzyżowaniu ulic stoi żandarm. Pada śnieg. Na trotuarze tłum ludzi. Głowy odkryte. Oczy ze strachem wpatrują się w żandarma, we władcę życia i śmierci. Czekają na jego ruch, którym łaskawie pozwoli im przejść na drugą stronę ulicy. Ręka ze szpicrutą wykonuje dziwny, nieokreślony ruch. Zafalował tłum i biegiem chcą dostać się ludzie na drugą stronę.
Halt! Zurück![16]
Głowy pochylają się z rezygnacją i wracają ludzie na poprzednie miejsce. Trzy razy powtórzyło się widowisko, zanim łaskawy dyktator pozwolił dobiec do przeciwnego trotuaru. Pierwsze szeregi już dobiegły i uciekają w głąb ulicy, opróżniają miejsce dla następnych. Już ostatni ludzie dobiegają trotuaru. Ale spóźnili się. Huk. Strzał. Na jezdni leżą dwa ciała.
Dwóch Żydów mniej na świecie.
Mur. Granica ghetta. Z okna roztacza się widok na obie strony. W murze na dole jest otwór odpływowy, przez który przejść może dziecko. W kącie przy murze stoją dwaj żołnierze. A od strony żydowskiej, z ghetta, przychodzi matka z dzieckiem. To sześcioletnie dziecko jest żywicielem całej rodziny. Ten sześcioletni starzec przez ściek, przez rynsztok szmugluje do ghetta żywność dla rodziny. I teraz też zaopatrzony w pieniądze i worek schyla się i zaczyna pełzać przez otwór. Przetknąwszy głowę, zaczyna się rozglądać i spotyka się wzrokiem z czekającymi żołnierzami.
Dziecko szarpie się, rwie się z powrotem, ale tu stoi matka i pcha je za nogi tam, tam - po żywność.
Tramwaje bez numerów, z tarczami Dawida[17]. Tablice "Nur für Juden"[18].
Dorożki znikły z miasta. Zostały wyparte nie przez samochód, nie przez motory, a przez europejskich kulisów. Przez ryksze. Wózki rowerowe.
Na ulicy sznur ryksz. Jedna za drugą toczy się lekko po gładkiej jezdni. Czerwone. Zielone. Niebieskie. Jadą. Toczą się. Migają. Panie. W kapeluszach. Panowie. Wysokie buty. Suną. Szybko. Z tyłu rozlega się warkot samochodu. Samochód może być tylko jeden. Niemiecki.
Warkot. Trzask. Krzyk. Tłok. Samochód jedzie dalej. Na jezdni zostaje tylko kilka kół, desek, trochę gumy z poszarpanych opon. Kulisa już zabrano do szpitala. Bo zoologicznie kulis też jest człowiekiem.
Wóz ciężarowy zajeżdża pod dom. Mieszkania już obejrzane. Meble też. Młodzi lotnicy w otoczeniu volksdeutschów* pilnują "rekwizycji", a właściwie prostego rabunku. Mieszkanie ładnie umeblowane. Nowocześnie. Szafki niskie, oszklone. Lampa ręcznie kuta w metalu. Tapczany. Wszystko błyszczy. Biblioteka. Pokoje młodych małżonków jak z wystawy wnętrz.
Cztery ściany nagie, obdarte z wszystkich obrazów, poplamione ciemnymi prostokątami niewyblakłych miejsc, gdzie stały meble. Sufit tym bielszy w przeciwieństwie do zabłoconej, porysowanej podłogi. I przeraźliwa, pusta monotonna nuda i smutek.
Najruchliwsza ulica ghetta. Stary, wąski zaułek. Wąziutkie trotuary. Na jednym z nich leży podłużny kształt okryty gazetą i przyciśnięty kamieniami.
Ale trup na ulicy nie jest niczym nadzwyczajnym. Przechodzi się nad nim do porządku dziennego.
Europa 1941. Ryksze, konne omnibusy, ghetto, żółte łaty* lub inne znaki rozpoznawcze dla pewnych mniejszości, pięść, but i karabin... Jeżeli wykres kultury wahał się przez pewien czas, to rok 1941 jest linią pionową w dół[19].
Europa 1941 jest wstydem nie dla państw podbitych, nie dla barbarzyńskich niemieckich tłumów, ale dla całego świata, że do takiej hańby dopuścił, że nie unieszkodliwił olbrzyma, a pozwolił mu zbroić się, wojować i zapalić pół świata. Od roku 1939 znakiem chamstwa, znakiem zbrodni, znakiem ognia i miecza, mordu i pożaru, rabunku i zbójectwa będzie [narysowany znak swastyki].
Ktoś siedzi pod murem na ulicy. Szara postać. Czasem siedzi cicho, czasem prosi, czasem ogląda tylko przechodniów. Zawsze z oczu wyziera jednak głód. Głód śmiertelny. I coraz grubsze stają się nogi. To nie nogi, a potężne bryły mięsa rozdętego spuchlizną głodową. To kłody nabrzmiałe, to jakiś żywy, makabryczny przykład elephantiasis pedis[20]. A cała ta olbrzymia przestrzeń mięsa jest jedną ropiejącą, nabrzmiałą raną. Muchy rojem latają dookoła, siadają i spijają ściekającą krew z ropą. Oczy człowieka nieprzyzwyczajonego same odwracają się od tego widoku. Ale to nie daje się zrobić. Głowa tkwi nieruchomo, mięśnie stężały, powieki stają się za krótkie, żeby zakryć oko. Zostaje rana. Cała ulica jest raną. Ghetto jest cuchnącą, zaropiałą raną. Słońce jest raną. Nie daje o sobie zapomnieć. Potężnym wysiłkiem przezwyciężywszy ten bezwład, rzuca się człowiek w tłum, by patrzeć, by słuchać, by zapomnieć, by nie oglądać już tego widoku rany. I tłum pochłania wszystko. Zmienia w jedną falę, w jedną kroplę tego ludzkiego morza. Kręci nią i kołuje bez celu, bez kierunku, bez odpoczynku. Przeprowadza przed wystawami, gdzie: Chleb. Rowery. Kapelusze. Znaczki pocztowe. Fryzjer. Perfumeria. Cukiernia. Jatka. Wszystko tańczy przed oczami jakiegoś strasznego kankana, jakiś okropny danse macabre. Wszystko krąży. Wierci się. Kołuje w błędnym kole, by znów opaść, stanąć, zmieszać się i utworzyć znów zaropiałą, otwartą ranę. I wargi same jakoś układają się do krzyku o pomoc, o ratunek.
S.O.S.! S.O.S.! S.O.S.!!! S.O.S.!!!!!!!!!!!
Ratunku! Ludzie! Ludzie! LUDZIE!! LUDZIE!!!
Bydło, psiakrew!
XI 39 - VIII 41
Homo sum, nihil humani a me alienum puto[21]. Kłamstwo. Ludzkie uczucia są mi już obce. Obca jest miłość, obca jest litość. Serce skacze z radości na widok nekrologu: der fünfter und letzter Sohne gefallen für Vaterland[22].
Nekrolog pierwszego syna był nawet: für Führer und Vaterland. In stolzen Trauer - Mutter[23].
Wzruszające. Nie? Aż wam się płakać chce. Co? Gdybym mógł, dałbym wam niejedną okazję do okazania waszego miłosierdzia. Dałbym wam nie dziesięć, nie sto i nie tysiąc, ale miliony matek, które podpisywałyby się pod nekrologami: In stolzen Trauer. Uwielokrotniłbym Niobe, dałbym jej nie siedmiu, a siedemdziesięciu synów, ale ona zostałaby żywa. Z całym spokojem wystrzelałbym, zarzynałbym własnoręcznie tysiące ludzi, młodych ludzi, synów, mężów, braci i ojców, walczących für Führer und Vaterland. Po pracy poszedłbym a la recherche du temps perdu[24] na ich rzeź i na szklaneczkę wina.
8 X 42
Imię i nazwisko autora znamy jedynie z notatki Hersza Wassera, dołączonej po wojnie do dokumentu. Brak innych danych biograficznych na jego temat.
Oryginał, w języku polskim, na pisany jest czarnym atramentem, na kartkach w kratkę formatu A5, wyrwanych z zeszytu, drobnym, wyraźnym charakterem pisma. Kartki, chociaż pożółkłe, są w bardzo dobrym stanie. W ARG zachowało się jeszcze pięć odpisów dziennika: dwa egzemplarze sporządzone ręką Jechiela Górnego, trzy inne - przez nieznanego kopistę.
Dnia 12 marca [1941]
Schronisko, do którego zostaliśmy zaangażowani jako opiekunowie, mieści się w byłym budynku szkolnym. Liczba uchodźców wynosi 460, w tym lwią część stanowią starcy i dzieci. Pochodzą oni z miasteczek podwarszawskich, jak Mog[i]elnica[1], Jeżów[2], Bolimów[3]. Podopieczni nasi rekrutują się w 70% z byłych żebraków. Rozmieszczeni są na 10 salach. Śpią chwilowo na podłodze. Wyraz twarzy tych ludzi odzwierciedla ich przeżyte ostatnio cierpienia. Jedzenia żadnego nie otrzymują i kupić sobie też nie mogą, gdyż, na zarządzenie Władz, zamknięto bramę[4]. Na zapytanie nasze, że ludzie już od kilku dni nie mieli łyku ciepłej wody w ustach, odpowiedział nam Kierownik, że jesteśmy w stadium organizowania się. Kierownik nasz jest bardzo zaaferowany. Cały dzień biega po różnych Komisjach.
Dnia 14 marca
Nie wiemy, jak długo potrwa okres naszego organizowania się. Wody, światła i gazu nie ma. Kuchnie są połamane. Wychodki są zapchane. Na salach powietrze jest cuchnące i mdłe jak w komorze zagazowanej. Po zapoznaniu się z faktycznym stanem rzeczy przystąpiliśmy do naszej pracy, która polega na opiekowaniu się i zaradzeniu wszystkim chwilowym brakom.
Dnia 15 marca
Komisja przesiedleńcza[5] przysłała nam 100 prycz. TOZ* przydzielił dla naszego punktu lekarkę i siostrę, które po ogólnej wizytacji stwierdziły kilka wypadków tyfusu plamistego, ogólne zawszenie, świerzbę i ogólne osłabienie powodowane głodem. Zarządzono kąpiel, a dla sal, gdzie zdarzył się dur, kwarantannę. Żadnych medykamentów nie posiadamy. Patronat* przystąpił dziś do akcji dożywiającej. Przysłał nam dziś po kawałku chleba (7 dkg) i kawy (lury) dla każdego uchodźcy i na obiad dość rzadką zupę. Mamy przyrzeczenie, że menu to ma być zachowane i na przyszłość.
Dnia 16 marca
W związku z kąpielą byliśmy zmuszeni pracować całą noc. Sporządziliśmy kartotekę podopiecznych i kilka wykazów. Obiad wydaliśmy o godz. 12 w nocy, gdyż o tej porze wrócili z kąpieli. Wodę już mamy. Kuchnie dwie też zostały naprawione. 43 osoby zostały wysłane na kwarantannę*. W całym budynku została przeprowadzona ścisła dezynfekcja.
Dnia 18 marca
Dużo osób po kąpieli przeziębiło się i nabawili się różnych chorób. Ludzie jakoś się usadowili. Najgorsze, że nie posiadają pościeli i leżą w swoich łachmanach na twardych deskach. Co się tyczy aprowizacji - nadal szwankuje. Patronat zaprowadził z dniem dzisiejszym innowację. Żąda od każdego uchodźcy 10 gr za chleb. Wątpimy bardzo, czy uda się im to przeprowadzić. W każdym bądź razie odmówiliśmy się misji zbierania dziesięciogroszówek. Śmiertelność jest nadal duża. Mamy kilka skierowań do szpitala na oddział gruźliczy. Po porozumieniu się z kancelarią szpitala okazało się, że przyjęcia są wstrzymane. Dobrze jest znana ta odpowiedź biednym chorym. Zupa była dziś niemożliwie rzadka. Lekarstw nie posiadamy jeszcze. Lekarka twierdzi, że wszyscy wymrą tu z głodu. Nie wiemy, jak długo będzie brama zamknięta.
Dnia 19 marca
Dziś odwiedziła nasze schronisko delegacja Patronatu. Kilku Panów o dość miłej powierzchowności i jedna Pani. Do wnętrza sal goście nie wchodzili, obawiając się zarażenia. Podopieczni nasi zaczęli prosić tych Panów, aby zlitowali się nad nimi i nie żądali dziesięciogroszówek za chleb. W trakcie tego dialogu odezwała się Pani z Patronatu, że nie rozumie, jak ludzie mogą nie mieć 10 gr. W tym samym czasie na sali piątej umierał człowiek, pokornie, bez ratunku i płaczu bliskich. Nazajutrz lekarka wypisała na karcie zgonu przyczynę: śmierć głodowa.
Dnia 20 marca
Sala o 3-ch oknach, 70 osób, prycz 25. Ciżba brudnych, zawszonych, głodnych leży na tych norach, nie rozbierając się już cztery tygodnie. Wchodząc na salę, nie widzi się ludzi, lecz kłębowisko szmat. Przeważnie śpią ci ludzie w dzień i w nocy z silnego osłabienia. W kącie sali leży kobieta 35-cioletnia z dwojgiem małych dzieci. Po niezatartych rysach jej twarzy poznać, że była kiedyś ładna. Podobno przed wojną była dość zamożna. Dziś leży na wpół martwa w przesiąkniętym różnemi odorami pokoju i wygląda, może któryś z sąsiadów poczęstuje ją brukwią. Nic lepszego nie może od nich oczekiwać. Lekarka twierdzi, że kobieta nie jest chora, lecz z dnia na dzień słabnie z głodu. Wieczorem, kierując się już ku wyjściu, dolatują do nas krzyki z sali 7-ej. Ludzie nas informują, że to ta 35-cioletnia umiera. Prędko z siostrą spieszymy do pokoju, na którym wisi pięknie wystylizowanemi literami szyldzik: Ambulatorium. Obowiązkiem jest ratować człowieka konającego, lecz na półeczce tego lekarskiego pokoju stała tylko flaszka z jodyną. Kobieta umarła.
Dziś nie było chleba z powodu niezainkasowania dziesięciogroszówek. Na tym tle dochodzi do ciągłych zatargów między Patronatem a nami. Jesteśmy w przekonaniu, że ludzie ci nie są w stanie ponosić tego ciężaru. Podopieczni są bardzo rozgoryczeni. Patronat oświadczył nam, że na posiedzeniu "jointowskim"* dyrektor Giterman[6] wyraził się, że chleb jest obecnie luksusem. Ciekawa jest odpowiedź społeczników.
Dnia 21 marca
Zebraliśmy dziś na chleb od delegatów, którzy przybyli z wizytą do swoich ziomków. Z wszawicą nadal nie możemy sobie radzić. Ludzie nie mają odzieży, pościeli i mydła. Nie mamy do dyspozycji gotowanej wody. Znikoma tylko część jest w stanie sobie dogotować. Nie mamy drzewa. Dziś wysłano chłopca z 10-ej sali do szpitala. Podejrzenie na tyfus plamisty. Braciszek młodszy tego chłopca jest również chory. Trawi go silna gorączka. Nieszczęśliwy ojciec nie może się postarać nawet o trochę gotowanej wody. Kobieta nazwiskiem Sztyft zwariowała. W ghetcie łódzkim zostawiła męża i troje synów. Przed wojną była właścicielką dużego sklepu. Cały dzień śpiewa, a żadnych posiłków nie pobiera. W piwnicy na sali 12 zmarło panu Bolianowi dziecko 7-letnie. Wracając z kąpieli, chłopak się przeziębił, spuchł i przybrał niemożliwe rozmiary. Z braku medykamentów chłopak nie był leczony. Po kilku dniach zmarł.
Dnia 23 marca
W kancelarii panuje wielki ruch. Robi się wykazy podopiecznych. Listy te idą do różnych organizacji charytatywnych. Dzień w dzień odwiedzają nas goście z różnych Komitetów. Panowie ci zapisują stan liczebny naszego schroniska, śmiertelność, oglądają, szperają i piszą. ŻTOS*, Gmina*, Referat Uchodźców[7], Urząd Statystyczny[8], Komisja Przesiedleńcza, Centralna Komisja Uchodźców*, Panowie Cwajglowie[9], wszyscy żądają wykazy statystyczne z uwzględnieniem zawodu, wieku i stanu. Wszystkie te organizacje mają pomóc uchodźcom w tej ciężkiej chwili, mają ulżyć im dolę. Niepewne jest, czy dany osobnik jest woziwodą, czy koniokradem, natomiast pewne jest, że jest głodnym. Uchodźcy mieszkający w naszym punkcie twierdzą, że działalność tych komitetów ogranicza się do zainstalowania punktów śmierci i prowadzenia suchej statystyki.
Dnia 24 marca
Sytuacja się nie polepsza. Dziś znowu nie było chleba. Zawszenie jest okropne. Przewidujemy znowu kąpiel, ale to nie zmieni stanu rzeczy, gdyż nie ma bielizny, pościeli, odzieży, mydła i ciepłej wody. Przybyło do nas 5 niedorozwiniętych dzieci i 4 starców. Poziom umysłowy kalek nie pozwala na ustalenie personalji [!]. Ulokowaliśmy ich w separatce. Potrzebę fizjologiczną spełniają na pryczy. Okropny widok. Przyglądając się temu, stwierdzamy, że morderstwo przez litość może być usprawiedliwione. Postanowiliśmy jak najmniej się nimi opiekować, aby mogli jak najprędzej zakończyć swoje nieszczęsne bytowanie. Nie zanosimy kalekom jedzenia. Oddajemy ich porcję strawy zdrowym dzieciom, zamiast podtrzymywać w takim ciężkim okresie nieuleczalnych przy życiu.
Dnia 25 marca
Dziś dwóch umarło, zapewnie z głodu. Na sali 9-ej, gdzie umieszczeni są kalecy, jest strasznie brudno. Przydzieliliśmy tam jeszcze 4 osoby, które są w okropny sposób zawszone. Robactwo się z nich sypie. Nie ma nikogo, kto by sprzątał w tym pokoju. Leżą oni na pryczach bez pościeli, na wpół nadzy w bardzo zimnym pokoju. Jeden starzec i jedna kaleka po długich męczarniach umarli.
Dnia 26 marca
Od kilku już dni Patronat nam przysyła dla dzieci mannę. Do przydzielonej nam porcji dolewamy wodę, aby starczyło dla wszystkich dzieci. Po dokonaniu roztworu dziecku przypadają 3 łyżeczki od herbaty. Mleko również otrzymujemy. 3-4 szklanki dla 50 dzieci w wieku do lat 3-ch. Mleka nie ma codziennie. Na sali 7-ej zamieszkuje niejaki Aszkenajzer, ojciec trojga dzieci. Żona mu obumarła podczas wojny. Nie mogąc sobie radzić, zostawił swoje dzieci na pastwę losu w schronisku i sam uciekł. Najstarsza z nich, 7-letnia dziewczynka, opiekowała się swoim młodszym rodzeństwem. Rozpaczliwy był widok, jak mała karmiła swoich młodszych braciszków. Po paru dniach nieobecności Aszkenajzer się zjawił. Uczucie ojcowskie w nim przemogło. Ilekroć przechodzimy przez salę, Aszkenajzer spogląda na nas oczyma, które wyrażają pragnienie zemsty. Jego dzieci są głodne.
Dnia 27 marca
Dziś Patronat nam nie przydzielił chleba z powodu niewpłacenia 10-ciogroszówek. Taki stan rzeczy nie może długo trwać. Ludzie są rozgoryczeni. Potrzebujemy odzież. Jest to kwestia życiowa tych ludzi. Nie wiemy, jak długo potrwa tu okres zamknięcia. Lekarka twierdzi, że wypadki duru plamistego będą stale się powtarzały w tym ogólnym zawszeniu. Zarządziła kąpiel z prośbą o bezwzględne ścięcie wszystkim bez wyjątku włosów. Siostra dziś zauważyła u jednego chorego starca wszy w brwiach, najlepiej świadczy to o stanie higienicznym. Podłogi są myte codziennie. Dziś przydzielono dzieciom jajka mrożone, które już nie zdradzały świeżości. Doktór dziś wyprosiła trochę lekarstw w Centosie*.
Dnia 28 marca
Dziś znów "Kolega Pinkiert"[10] odwiózł z naszego punktu dwa trupki. Codziennie to samo. Kierownik oświadczył nam, że robi starania, aby bramę nam otworzono 1-go kwietnia. Ludziom to znacznie ulży. Wyjdą na żebry, a dzieci, zwłaszcza sieroty, będą zasilać kadry "bezprizornych" na ulicach ghetta warszawskiego. Uprzątnięto dużą salę piwniczną, do której przybędzie około 100 osób. Prawdopodobnie do kina, które mieści się w naszym podwórzu, przybędzie 800 uchodźców. Chleb był dziś. Zupa była możliwa.
1 Skrót ARG po raz pierwszy pojawił się przy nazwie biuletynu prasowego "Wiadomości", wydawanego od listopada 1942 do stycznia 1943 r. Oznacza Archiwum Getta, czyli konspiracyjną nazwę Archiwum Ringelbluma.
2 Zob. pierwszy zarys monograficzny tych zagadnień: D. Libionka, Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie. Zarys problematyki, Lublin 2017.
3 Początek specjalnego komunikatu o rozpoczęciu wojny, odczytanego przez Józefa Małgorzewskiego na antenie Polskiego Radia 1 września 1939 o 6.30 rano. Cyt. za: J. Chrobaczyński, "Nie okrył się niesławą naród polski". Społeczne aspekty września 1939 roku, Kraków 2002, s. 45.
4 [Wojdysławski], Wspomnienia, szkice i refleksje, w: Archiwum Ringelbluma, t. 5, s. 2-3. (Zastosowana tu lokalizacja - Archiwum Ringelbluma, t. 5 - jest skrótowym zapisem odsyłającym do kolejnych tomów [w tym przypadku - tomu nr 5] kompletnej edycji dokumentów ARG. Pełny zapis bibliograficzny wszystkich tomów edycji Konspiracyjnego Archiwum Getta Warszawy - Archiwum Ringelbluma czytelnik znajdzie w niniejszej antologii w części Bibliografia).
5 Zob. G. Zalewska, Ludność żydowska w Warszawie w okresie międzywojennym, Warszawa 1996, s. 53; A. Stankowski, P. Weiser, Demograficzne skutki Holokaustu, w: Następstwa zagłady Żydów. Polska 1944-2010, red. F. Tych, M. Adamczyk-Garbowska, Lublin-Warszawa 2011, s. 15.
6 N. N., Wspomnienia z września 1939 r. Obrona Warszawy, w: Archiwum Ringelbluma, t. 15, s. 23.
7 Scroll of Agony: The Warsaw Diary of Chaim A. Kaplan, transl., ed. A. I. Katsh, foreword I. Gutman, Bloomington-Indianapolis 1999, s. 400 (tłum. J. L.).
8 Ch. A. Kapłan, Dziennik 1939. Megila życia,tłum., oprac. B. Górecka, Warszawa 2019, s. 59.
9 E. Ringelblum, Notatki, w: Archiwum Ringelbluma, t. 29, s. 1-3.
10 W marcu 1938 r. polski Sejm uchwalił ustawę pozbawiającą obywatelstwa osoby przebywające poza krajem, które "utraciły więź z państwowością polską". Paszporty zachowywały ważność do 30 października. Polskim władzom chodziło o Żydów i komunistów. Niemcy nakazali polskim Żydom niezwłoczne opuszczenie terytorium Rzeszy, zanim jeszcze utracą oni obywatelstwo. Rozpoczęła się tzw. Polenaktion. W przygranicznym Zbąszyniu na polską stronę w nocy 28 października oraz następnego dnia Niemcy przegnali siedem tysięcy Żydów. Groziło to katastrofą humanitarną. Natychmiast zjawiła się na miejscu komisja żydowska z Jointu, której przewodził Emanuel Ringelblum. Nie tylko borykał się on z najbardziej palącymi problemami (zakwaterowanie, aprowizacja), lecz także dbał o wsparcie psychiczne dla wygnańców. Jego zasługą jest włączenie ich do działań samopomocowych, co zapobiegało nastrojom apatii i depresji. W grudniu 1938 r. Ringelblum pisał do przyjaciela: "W ciągu owych pięciu tygodni [...] założyliśmy całe miasteczko, z działami zaopatrzenia, usługami ciesielskimi, krawieckimi, szewskimi, fryzjerskimi, wydziałem porad prawnych, biurem emigracji i własną pocztą [...]" (cyt. za: J. Tomaszewski, Preludium zagłady. Wygnanie Żydów polskich z Niemiec w 1938 r., Warszawa 1998, s. 277-280). Pomoc okazali też - co trzeba podkreślić - mieszkańcy Zbąszynia i lokalne władze. W sumie w wyniku Polenaktion wygnano z Trzeciej Rzeszy około 17 tysięcy Żydów - (wciąż jeszcze) obywateli polskich.
11 Zob. W. Grabowski, Raport. Straty ludzkie poniesione przez Polskę w latach 1939-1945, w: Polska 1939-1945. Straty osobowe i ofiary represji pod dwiema okupacjami, red. W. Materski, T. Szarota, Warszawa 2009, s. 19-20; R. Żebrowski, Kampania wrześniowa (1939), w: Polski słownik judaistyczny,www.jhi.pl/psj/kampania_wrzesniowa_(1939) (dostęp: 8 VI 2019).
12 Zob. B. Engelking, J. Leociak, Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście, wyd. 2 zmien., popr. i rozszerz., Warszawa 2013, s. 69-72.
13 R. Auerbach, Pisma z getta warszawskiego, oprac. K. Szymaniak, wyd. 2, Warszawa 2016, s. 119.
14 I. Kacenelson, Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie, tłum., oprac. J. Ficowski, wyd. 2, Warszawa 1986, s. 41.
15 R. Auerbach, Dziennik (fragmenty) - w niniejszej antologii zob. s. 108.
16 R. Auerbach, Pisma z getta warszawskiego, s. 113.
17 E. Ringelblum, op. cit., s. 361.
18 A. Lewin, Dziennik, w: Archiwum Ringelbluma, t. 23, s. 145.
19 R. Auerbach, Dziennik (fragmenty), s. 95.
20 Ibidem, s. 107-108.
21 E. Ringelblum, op. cit., s. 299.
22 Zob. reportaż Pereca Opoczyńskiego Szmugiel w getcie warszawskim - w niniejszej antologii s. 730.
23 Część III antologii zawiera teksty dotyczące życia religijnego, medytacje religijne i modlitwy.
24 Zob. sprawozdanie świetliczanki Estery Karasiówny pt. Świetlica przy ul. Śliskiej 28 - w niniejszej antologii s. 309.
25 Zob. esej Stanisława Różyckiego Polscy pisarze oraz fragment innego szkicu tego autora To jest getto! (Reportaż z inferna XX wieku), pt. Życie kulturalne i towarzyskie - w niniejszej antologii s. 757.
26 Zob. Archiwum Ringelbluma, t. 11, dok. 65. Raport ten został przerzucony na stronę aryjską i trafił do Henryka Wolińskiego ("Wacława"), szefa podreferatu spraw żydowskich w referacie narodowościowym Wydziału Informacji Komendy Głównej AK, a także do Antoniego Szymanowskiego ("Brzeskiego"), pracownika Wydziału Informacji odpowiedzialnego za opracowywanie raportów o sytuacji w kraju na wewnętrzny użytek kierownictwa AK i Delegatury Rządu. Pośrednikiem w przekazaniu raportu mógł być Aleksander Kamiński, szef Biura Informacji i Propagandy okręgu warszawskiego ZWZ-AK i redaktor "Biuletynu Informacyjnego". Zob. A. Puławski, W obliczu Zagłady. Rząd RP na Uchodźstwie, Delegatura Rządu RP na Kraj, ZWZ-AK wobec deportacji Żydów do obozów zagłady (1941-1942), Lublin 2009, s. 25, 27.
27 Pisze o tym Maria Ferenc Piotrowska: "Czarna, ogromna chmura wisi nad nami i na pewno spadnie..." Żydzi w miastach i miasteczkach Generalnego Gubernatorstwa wobec wiadomości o akcji "Reinhardt", "Zagłada Żydów. Studia i Materiały" 13 (2017).
28 Archiwum Ringelbluma, t. 11, dok. 66. Raport dotyczył masowych mordów we wschodnich rejonach Polski jesienią 1941 r., deportacji skupisk żydowskich z Kraju Warty, likwidacji getta w Lublinie.
29 Jw., t. 11, dok. 67. Ruta Sakowska twierdzi za Herszem Wasserem, że raport w lipcu wysłano także do Londynu, ale nie ma potwierdzenia tej informacji w archiwach londyńskich (R. Sakowska, Dwa etapy. Hitlerowska polityka eksterminacji Żydów w oczach ofiar. Szkic historyczny i dokumenty, Wrocław 1986, s. 159; A. Puławski, op. cit., s. 451).
30 Zob. S. D. Kassow, Kto napisze naszą historię? Ukryte Archiwum Emanuela Ringelbluma, tłum. G. Waluga, O. Zienkiewicz, wyd. 2 popr. i uaktualn., Warszawa 2017, s. 497.
31 E. Ringelblum, op. cit., s. 371.
32 Ibidem, s. 396.
33 Ibidem, s. 372.
34 R. Auerbach, Szopomania, "Nasze Słowo" 1948, nr 18/19, s. 15.
35 Należy w tym miejscu poczynić ważne rozróżnienie. Otóż Biuro Informacji i Propagandy przy Komendzie Głównej AK (Woliński, Herbst, Widerszal) przygotowało obszerną informację o eksterminacji Żydów. Materiał składał się z dwóch części: z raportu Likwidacja getta warszawskiego oraz z sześciu załączników (była tam m.in. słynna odezwa Protest Zofii Kossak-Szczuckiej). Jan Karski nie był jego autorem, choć często dokument ten nazywany jest "Raportem Karskiego". Najprawdopodobniej Karski przekazał raport do Londynu (dotarł tam 24 listopada), ale trzeba pamiętać, że Karski nie był jedynym kurierem i do Londynu docierali też inni emisariusze. Natomiast zamieszczony w naszej antologii raport Likwidacja żydowskiej Warszawy jest dokumentem zupełnie innym. Został przygotowany w getcie warszawskim przez zjednoczone organizacje podziemne, jest datowany na 15 listopada 1942 i dotarł do Londynu w styczniu 1943, a zatem już po przywiezieniu tam materiałów na temat Zagłady przez Jana Karskiego. Zob. D. Libionka, ZWZ-AK i Delegatura Rządu RP wobec eksterminacji Żydów polskich, w: Polacy i Żydzi pod okupacją niemiecką 1939-1945. Studia i materiały, red. A. Żbikowski, Warszawa 2006, s. 48-49; Jan Karski - porozmawiajmy poważnie, wywiad Adama Leszczyńskiego z Adamem Puławskim, www.holocaustresearch.pl/index.php?show=525&strona=528 (dostęp: 15 III 2018).
36 I. Cukierman "Antek", Nadmiar pamięci. (Siedem owych lat). Wspomnienia 1939-1946, Warszawa 2000, s. 110.
37 G. Jarecka, Relacja pt. "Ostatnim etapem przesiedlenia jest śmierć" - w niniejszej antologii zob. s. 362.
38 D. Nowodworski, Relacja z pobytu w ośrodku zagłady w Treblince, w: Archiwum Ringelbluma, t. 13, s. 126 (tłum. z jid. S. Arm).
39 Zob. B. Engelking, J. Leociak, op. cit., s. 748.
40 W. Szlengel, Co czytałem umarłym. Wiersze getta warszawskiego, wybór, oprac. I. Maciejewska, Warszawa 1977, s. 139. Część wierszy Szlengla ocalała w Archiwum Ringelbluma, niektóre z nich znajdują się w antologii (Rzeczy; Telefon; Już czas! Czas!), część przetrwała w ukryciu za murami. Kontratak wraz z innymi wierszami Szlengla odkrył przypadkiem Józef Baranowski w Józefowie pod Warszawą. Maszynopisy były ukryte w podwójnym blacie stołu. Teksty te znajdują się w Archiwum ŻIH.
41 Archiwum Akt Nowych, XV 1-2, k. 314. Dziękuję prof. Dariuszowi Libionce za udostępnienie tego dokumentu.
42 Ulotka ŻOB z 23 kwietnia 1943. Wojna żydowsko-niemiecka. Polska prasa konspiracyjna 1943-1944 o powstaniu w getcie Warszawy, wybór, oprac. P. Szapiro, Londyn 1992, s. 224.
43 Tytuł raportu w oryginale: Es gibt keinen jüdischen Wohnbezirk - in Warschau mehr!. Tekst raportu - zob. J. Stroop, Żydowska dzielnica mieszkaniowa w Warszawie już nie istnieje!, oprac. A. Żbikowski, Warszawa 2009.
44 O genezie, organizacji i przebiegu akcji "Reinhardt" zob. D. Libionka, Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie, (szacunki dotyczące liczby ofiar: s. 236-238).
45 Zob. A. Stankowski, P. Weiser, op. cit.
46 G. Jarecka, Relacja pt. "Ostatnim etapem przesiedlenia jest śmierć", s. 362.
47 A. Lewin, Dziennik, s. 55 (zapis z 30 V 1942).
48 E. Ringelblum, Opracowanie pt. "Oneg Szabat" - w niniejszej antologii zob. s. 17.
49 Ibidem, s. 5.
50 Zob. S. Bergman, Szymon Dubnow 1.IX.1860 - 30.XI.1941, "Kalendarz Żydowski - Almanach 1991-1992", s. 163. Zob. też M. Gilbert, The Holocaust: The Jewish Tragedy, London 1990, s. 825 (tam formuła "Zapiszcie i utrwalcie").
51 E. Ringelblum, Opracowanie pt. "Oneg Szabat", s. 3. Opis powstania i działalności grupy "Oneg Szabat" oraz genezy i struktury ARG sporządził Ringelblum na przełomie grudnia 1942 i stycznia 1943 r., niedługo przed opuszczeniem zdziesiątkowanego po Wielkiej Akcji Likwidacyjnej getta. Dopiero z tej perspektywy, w obliczu zbliżającej się nieuchronnie Zagłady, uzyskał dystans, który pozwolił mu spojrzeć wstecz i nakreślić dzieje całego przedsięwzięcia.
52 Ibidem, s. 6.
53 Zob. Archiwum Ringelbluma, t. 11, s. XXIII.
54 R. Auerbach, Warszewer cawoes [Warszawskie testamenty], Tel-Aviv 1974, s. 171-172. Ciała kierownicze "Oneg Szabat" były rozmaicie nazywane: raz kolegium, raz egzekutywą, lecz zazwyczaj w różnych miejscach pojawia się podobny zestaw nazwisk. Do wymienionych już przez Rachelę Auerbach dochodzi jeszcze Daniel Guzik (przed wojną dyrektor finansowy AJDC [Jointu] w Warszawie). Wiadomości biograficzne o członkach "Oneg Szabat" czerpię z przypisów i wstępów do poszczególnych tomów edycji Archiwum Ringelbluma opracowanych przez zespół Żydowskiego Instytutu Historycznego, przede wszystkim z: Archiwum Ringelbluma, t. 11, s. XXIV-XXV; S. D. Kassow, op. cit., s. 263-359.
55 Archiwum Ringelbluma, t. 11, s. 2-4.
56 Ibidem, s. 10-48.
57 Precyzyjny opis znajdujących się w ARG dokumentów o charakterze spisów personalnych oraz ich interpretacja - zob. A. Bańkowska, T. Epsztein, wstęp w: Archiwum Ringelbluma, t. 11, s. XXIII-XXXIV. Dziękuję Aleksandrze Bańkowskiej za pomoc i wnikliwe uwagi dotyczące możliwości oszacowania liczby współpracowników "Oneg Szabat".
58 Przy sporządzaniu biogramów korzystałem z różnych źródeł, przede wszystkim z materiałów zawartych w przypisach przygotowanych przez zespół edytorski do poszczególnych tomów edycji Archiwum Ringelbluma oraz z materiałów wewnętrznych udostępnionych mi przez Aleksandrę Bańkowską, której w tym miejscu serdecznie dziękuję. Ważnym źródłem była też wspomniana książka Samuela D. Kassowa, Kto napisze naszą historię? Ukryte Archiwum Emanuela Ringelbluma.
59 E. Ringelblum, Opracowanie pt. "Oneg Szabat", s. 19.
60 M. M. Kohn, Dziennik - w niniejszej antologii zob. s. 205.
61 Przy pisaniu tej noty opierałem się nie tylko na wspomnianych już tomach Archiwum i książce Kassowa, lecz także na tekstach Karoliny Szymaniak: "Do ratowania rękopisów miałam więcej szczęścia..." Racheli Auerbach pisma z getta warszawskiego oraz Rachela Auerbach (1899-1976) - szkic biograficzny, w: R. Auerbach, Pisma z getta warszawskiego, s. 17-77, 258-270.
62 Zob. E. Prokop-Janiec, Międzywojenna literatura polsko-żydowska jako zjawisko kulturowe i artystyczne, Kraków 1992.
63 R. Auerbach, Brulion monografii kuchni ludowej (fragmenty) - w niniejszej antologii zob. s. 118. Całość - zob. eadem, Pisma z getta warszawskiego, s. 207-238.
64 J. Krzepicki, Człowiek uciekł z Treblinek... - w niniejszej antologii zob. s. 536.
65 R. Auerbach, Dziennik (fragmenty), s. 86. Całość - zob. eadem, Pisma z getta warszawskiego, s. 79-206.
66 G. Jarecka, Relacja pt. "Ostatnim etapem przesiedlenia jest śmierć", s. 362.
67 Artykuł opublikowany w książce: Księgowanie. Literatura, kobiety, pieniądze, red. I. Iwasiów, A. Zawiszewska, Szczecin 2014.
68 Przy pisaniu tej noty opierałem się, prócz wspomnianych już tomów Archiwum i książki Kassowa, na następujących pracach: J. S. Gurock, On Rabbi Shimon Huberband: From the Hebrew-Language Edition, oraz G. Hausner, przedmowa w: S. Huberband, Kiddush Hashem: Jewish Religious and Cultural Life in Poland During the Holocaust, transl. D. E. Fishman, ed. J. S. Gurock, R. S. Hirt, New York 1987; T. Kuberczyk, Życie religijne w getcie warszawskim w relacji rabina Szymona Huberbanda, w: Holocaust z perspektywy półwiecza. Pięćdziesiąta rocznica powstania w getcie warszawskim, red. D. Grinberg, P. Szapiro, Warszawa [1993].
69 Opieram się przede wszystkim na wstępie Moniki Polit do Pism Pereca Opoczyńskiego (Archiwum Ringelbluma, t. 31).
70 W antologii znajduje się jego reportaż Szmugiel w getcie warszawskim (s. 730).
71 Szkoła miała wielu wybitnych nauczycieli. Uczyli tam m.in. Emanuel Ringelblum; Jakub Gladstein - kompozytor i dyrygent chórów, prowadził chór organizacji młodzieżowej Cukunft (jid. "Przyszłość"), związanej z Bundem, zginął w 1942 roku w Treblince; Aleksander Hertz - socjolog doktryn społecznych i stosunków politycznych, sympatyk PPS, od 1940 w Stanach Zjednoczonych, w Instytucie Literackim w Paryżu wydał klasyczną książkę Żydzi w kulturze polskiej (1961), zmarł w 1983 roku w Nowym Jorku.
72 W antologii znalazły się fragmenty dziennika Lewina (s. 152).
73 E. Ringelblum, Notatki, s. 507. Relacja Die waren in Deutschland gefangen znajduje się w antologii (s. 424). Rozmówcą Fligelmana był prawdopodobnie Załman Frydrych, późniejszy członek ŻOB. Ringelblum był przekonany, że autorem jest Fligelman, ale pewne jest jedynie to, że Fligelman zrobił odpis tej pracy, natomiast jego autorstwo jest tylko domniemane. Dlatego w antologii wycofujemy się z jednoznacznego wskazania autora i kwalifikujemy jako N. N.
74 E. Ringelblum, Opracowanie pt. "Oneg Szabat", s. 19-20.
75 Ibidem, s. 15.
76 Ibidem, s. 20.
77 A. Lewin, Dziennik (fragmenty) - w niniejszej antologii zob. s. 152-153.
78 Ibidem, s. 160.
79 I. Lichtensztajn, Mój testament - w niniejszej antologii zob. s. 385.
80 N. Grzywacz, Brulion Nachuma Grzywacza - w niniejszej antologii zob. s. 216-217.
81 D. Graber, Kilka wrażeń i wspomnień. Mój testament - w niniejszej antologii zob. s. 231.
82 Archiwum ŻIH, 303/XX/568, k. 52.
83 Słynne archiwum getta wydobyto z pod gruzów Nowolipek, "Robotnik" z 20 IX 1946, nr 259, s. 3.
84 M. M. Borwicz, wstęp w: Pieśń ujdzie cało... Antologia wierszy o Żydach pod okupacją niemiecką, oprac. idem, Warszawa-Łódź-Kraków 1947, s. 42-43.
85 Teczka Władysława Wójcika. Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego.
86 A. Bańkowska, A. Haska, "...w podziemiach wymienionych domów zakopane są..." Poszukiwania Archiwum Ringelbluma, "Zagłada Żydów. Studia i Materiały" 12 (2016), s. 331-332.
87 D. G. Roskies, Against the Apocalypse: Responses to Catastrophe in Modern Jewish Culture, Cambridge, Mass. 1984, s. 209-223. Roskies pisze, że nie ma utworu bardziej nasyconego kulturowymi aluzjami niż Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie Kacenelsona, w której słychać zarówno starożytne, jak i współczesne głosy Zagłady - od Lamentacji i proroków aż po Chaima Nachmana Bialika (1873-1934), wieszcza nowożytnej poezji hebrajskiej i autora poematu o pogromie w Kiszyniowie (W mieście rzezi). Roskies również zebrał, opracował i wydał obszerną, liczącą sześćset pięćdziesiąt stron antologię tego typu literatury: The Literature of Destruction: Jewish Responses to Catastrophe, Philadelphia 1988.
88 Zob. E. Koźmińska-Frejlak, "Obecnie przed historykiem wyrasta cały szereg problemów..." Centralna Żydowska Komisja Historyczna - geneza i dokonania, w: S. Datner, Walka i zagłada białostockiego ghetta, Warszawa 2014, s. 7-10; S. D. Kassow, op. cit., s. 111-176.
89 Opracował zapiski prowadzone przez Ringelbluma w getcie: E. Ringelblum, Kronika getta warszawskiego. Wrzesień 1939 - styczeń 1943, wstęp, red. A. Eisenbach, tłum. z jid. A. Rutkowski, Warszawa 1983.
90 E. Koźmińska-Frejlak, op. cit., s. 8.
91 Ibidem, s. 8-9.
92 B. Keff, Churban Forszung, w: Listy do Oneg Szabat, red. A. Matysiak, Warszawa 2017, s. 54-55.
93 Zob. T. Epsztein, wstęp w: idem, Inwentarz Archiwum Ringelbluma, Warszawa 2011.
94 Zob. ibidem.
95 W ARG przechowały się doprowadzone do lipca 1942 r. trzy spisy ewidencyjne. Zob. Archiwum Ringelbluma, t. 11, dok. 8-10.
96 Zob. A. Bańkowska, A. Haska, op. cit., s. 319-320.
97 S. D. Kassow, op. cit., s. 373.
98 E. Ringelblum, Opracowanie pt. "Oneg Szabat", s. 10-11.
99 Zob. A. Bańkowska, W. Romanik, Podziemne Archiwum Getta Białostockiego. Archiwum Mersika-Tenenbauma, "Zagłada Żydów. Studia i Materiały" 9 (2013). Zob. też Jewish Creativity in the Holocaust: Exhibition of Jewish Creativity in the Ghettoes and Camps, under Nazi Rule (1939-1945), Yerushalayim 1979.
100 A. Bańkowska, W. Romanik, op. cit., s. 262-263.
101 Zob. S. D. Kassow, op. cit., s. 365-370.
102 Zob. K. Radziszewska, Centrum dokumentacyjne getta. Autorzy Kroniki i ich tekst, w: Kronika Getta Łódzkiego / Litzmannstadt Getto 1941-1944, t. 5: Suplementy, oprac., red. J. Baranowski et al., Łódź 2009.
103 To Live with Honor and Die with Honor!... Selected Documents from the Warsaw Ghetto Underground Archives "O. S." ("Oneg Shabbath"), ed. and annotated by J. Kermish, Jerusalem 1986.
104 Archiwum Ringelbluma. Dzień po dniu Zagłady, oprac. M. Markowska, Warszawa 2008.
105 Nawiązuję tu do tytułu pamiętników Johanna Wolfganga Goethego Z mojego życia. Zmyślenie i prawda (tłum. A. Guttry, t. 1-2, Warszawa 1957).
106 R. Zimand, Diarysta Stefan Ż., Wrocław 1990. Jeśli chodzi o analizę świadectw pisanych Holokaustu pod kątem ich językowej specyfiki i poetyki tekstu, to w polskiej literaturze przedmiotu wskażmy przede wszystkim na artykuł Jerzego Jedlickiego Dzieje doświadczone i dzieje zaświadczone (w: Dzieło literackie jako źródło historyczne, red. Z. Stefanowska, J. Sławiński, Warszawa 1978) oraz esej Romana Zimanda "W nocy od 12 do 5 rano nie spałem". "Dziennik" Adama Czerniakowa - próba lektury (Paryż 1979). Analizę literatury dokumentu osobistego powstającej w getcie warszawskim przeprowadziłem w książce Tekst wobec Zagłady. (O relacjach z getta warszawskiego), Wrocław 1997 (nast. wyd.: Toruń 2016). Zob. też mój tekst: Literatura dokumentu osobistego jako źródło do badań nad Zagładą Żydów. (Rekonesans metodologiczny), "Zagłada Żydów. Studia i Materiały" 1 (2005).
107 E. Ringelblum, Opracowanie pt. "Oneg Szabat", s. 17 (nie cały fragment jest w naszej antologii).
108 E. Ringelblum, Kronika getta warszawskiego. Wrzesień 1939 - styczeń 1943. Edytorzy ocalałych w ARG tekstów Ringelbluma stosowali wobec nich różne nazwy gatunkowe: "notatki", "dziennik", "pamiętnik", wreszcie - "kronika". W pełnej edycji wydanej przez ŻIH przyjęto najbardziej pojemne określenie: "pisma z getta". Zob. J. Nalewajko-Kulikov, wstęp w: Archiwum Ringelbluma, t. 29, s. XVIII.
109 Archiwum Ringelbluma, t. 29, s. 282.
110 Ibidem, s. 226.
111 E. Ringelblum, Notatki, s. 61.
112 Ibidem, s. 129.
113 A. Lewin, Dziennik, s. 28.
114 A. Lewin, Dziennik (fragmenty), s. 160-161.
115 A. Lewin, Dziennik, s. 134.
116 A. Lewin, Dziennik (fragmenty), s. 179.
117 E. Karasiówna, Świetlica przy ul. Śliskiej 28. Sprawozdanie, s. 315.
118 Raport pt. "Likwidacja żydowskiej Warszawy" (fragmenty) - w niniejszej antologii zob. s. 400-401.
I. SPIS WSZYSTKICH TOMÓW EDYCJI KONSPIRACYJNEGO ARCHIWUM GETTA WARSZAWY - ARCHIWUM RINGELBLUMA
Tom 1: Listy o Zagładzie, oprac. Ruta Sakowska, Warszawa 1997.
Tom 2: Dzieci - tajne nauczanie w getcie warszawskim, oprac. Ruta Sakowska, Warszawa 2000.
Tom 3: Relacje z Kresów, oprac. Andrzej Żbikowski, Warszawa 2000.
Tom 4: Życie i twórczość Geli Seksztajn, oprac. Magdalena Tarnowska, Warszawa 2011.
Tom 5: Getto warszawskie. Życie codzienne, oprac. Katarzyna Person, Warszawa 2011.
Tom 6: Generalne Gubernatorstwo. Relacje i dokumenty, oprac. Aleksandra Bańkowska, Warszawa 2012.
Tom 7: Spuścizny, oprac. Katarzyna Person, Warszawa 2012.
Tom 8: Tereny wcielone do Rzeszy: Okręg Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie, rejencja ciechanowska, Górny Śląsk, oprac. Magdalena Siek, Warszawa 2012.
Tom 9: Tereny wcielone do Rzeszy: Kraj Warty, oprac. Magdalena Siek, Warszawa 2012.
Tom 10: Losy Żydów łódzkich (1939-1942), oprac. Monika Polit, Warszawa 2013.
Tom 11: Ludzie i prace "Oneg Szabat", oprac. Aleksandra Bańkowska, Tadeusz Epsztein, Warszawa 2013.
Tom 12: Rada Żydowska w Warszawie (1939-1943), oprac. Marta Janczewska, Warszawa 2014.
Tom 13: Ostatnim etapem przesiedlenia jest śmierć. Pomiechówek, Chełmno nad Nerem, Treblinka, oprac. Ewa Wiatr, Barbara Engelking, Alina Skibińska, Warszawa 2013.
Tom 14: Kolekcja Hersza Wassera, oprac. Katarzyna Person, Warszawa 2014.
Tom 15: Wrzesień 1939. Listy kaliskie. Listy płockie, oprac. Tadeusz Epsztein, Justyna Majewska, Aleksandra Bańkowska, Warszawa 2014.
Tom 16: Prasa getta warszawskiego: Bund i Cukunft, oprac. Martyna Rusiniak-Karwat, Alicja Jarkowska-Natkaniec, Warszawa 2016.
Tom 17: Prasa getta warszawskiego: Poalej Syjon Lewica i Poalej Syjon Prawica, oprac. Eleonora Bergman, Tadeusz Epsztein, Maciej Wójcicki, Warszawa 2016.
Tom 18: Prasa getta warszawskiego: Ha-Szomer ha-Cair, oprac. Maria Ferenc, Ewa Koźmińska-Frejlak, Piotr Laskowski, Sebastian Matuszewski, współpraca Magdalena Siek (w przygotowaniu).
Tom 19: Prasa getta warszawskiego: Hechaluc-Dror i Gordonia*, oprac. Piotr Laskowski, Sebastian Matuszewski, Warszawa 2015.
Tom 20: Prasa getta warszawskiego: ugrupowania prawicowe, oprac. Marcin Urynowicz, Warszawa 2015.
Tom 21: Prasa getta warszawskiego: radykalna lewica niesyjonistyczna, oprac. Piotr Laskowski, Sebastian Matuszewski, Warszawa 2016.
Tom 22: Prasa getta warszawskiego: wiadomości z nasłuchu radiowego, oprac. Maria Ferenc Piotrowska, Franciszek Zakrzewski, Warszawa 2016.
Tom 23: Dzienniki z getta warszawskiego, oprac. Katarzyna Person, Zofia Trębacz, Michał Trębacz, Warszawa 2015.
Tom 24: Obozy pracy przymusowej, oprac. Marta Janczewska, Warszawa 2015.
Tom 25: Pisma rabina Kalonimusa Kalmana Szapiry, oprac. Marta Dudzik-Rudkowska, Warszawa 2017.
Tom 25a: Kazania rabina Kalonimusa Szapiro, red. Daniel Reiser (w przygotowaniu).
Tom 26: Utwory literackie z getta warszawskiego, oprac. Agnieszka Żółkiewska, Marek Tuszewicki, Warszawa 2017.
Tom 27: Żydowska Samopomoc Społeczna w Warszawie (1939-1943), oprac. Aleksandra Bańkowska, Maria Ferenc Piotrowska, Warszawa 2017.
Tom 28: Cwi Pryłucki. Wpsomnienia (1905-1939), oprac. Joanna Nalewajko, Warszawa 2015.
Tom 29: Pisma Emanuela Ringelbluma z getta, oprac. Joanna Nalewajko-Kulikov, Warszawa 2018.
Tom 29a: Pisma Emanuela Ringelbluma z bunkra, oprac. Eleonora Bergman, Tadeusz Epsztein, Magdalena Siek, Warszawa 2018.
Tom 30: Pisma Chaskiela Wilczyńskiego, oprac. Eleonora Bergman, Tadeusz Epsztein, Warszawa 2018.
Tom 31: Pisma Pereca Opoczyńskiego, oprac. Monika Polit, Warszawa 2017.
Tom 32: Pisma rabina Szymona Huberbanda, oprac. Anna Ciałowicz, Warszawa 2017.
Tom 33: Getto warszawskie, cz. 1, oprac. Tadeusz Epsztein, Katarzyna Person, Warszawa 2016.
Tom 34: Getto warszawskie, cz. 2, oprac. Tadeusz Epsztein, Warszawa 2016.
Tom 35: Emanuel Ringelblum, Żydzi w Warszawie. Część druga: 1527-1795, oprac. Paweł Fijałkowski, Warszawa 2018.
Tom 36: Aneksy i uzupełnienia (w przygotowaniu).
Tadeusz Epsztein, Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy. Inwentarz Archiwum Ringelbluma, Warszawa 2011.
II. ARCHIWUM RINGELBLUMA: WYBÓR OPRACOWAŃ
Aleksandra Bańkowska, Tadeusz Epsztein, wstęp w: Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy, t. 11: Ludzie i prace "Oneg Szabat", oprac. Aleksandra Bańkowska, Tadeusz Epsztein, Warszawa 2013.
Aleksandra Bańkowska, Agnieszka Haska, "...w podziemiach wymienionych domów zakopane są..." Poszukiwania Archiwum Ringelbluma, "Zagłada Żydów. Studia i Materiały" 12 (2016).
Artur Eisenbach, Ringelblum Emanuel (1900-1944), w: Polski słownik biograficzny, t. 31, Wrocław 1989.
---, wstęp w: Emanuel Ringelblum, Kronika getta warszawskiego. Wrzesień 1939 - styczeń 1943, wstęp, red. Artur Eisenbach, tłum. z jid. Adam Rutkowski, Warszawa 1983.
Maria Ferenc Piotrowska, "Two and a Half Years of War". Unfinished Research Project in Warsaw Ghetto, "Roczniki Historii Socjologii" 6 (2016).
Marta Janczewska, Archiwum Ringelbluma jako tekst globalny, w: Literatura polska wobec Zagłady (1939-1968), red. Sławomir Buryła, Dorota Krawczyńska, Jacek Leociak, wyd. 2 popr., Warszawa 2016.
Samuel D. Kassow, Kto napisze naszą historię? Ukryte Archiwum Emanuela Ringelbluma, tłum. Grażyna Waluga, Olga Zienkiewicz, wyd. 2 popr. i uaktualn., Warszawa 2017.
Listy do Oneg Szabat, red. Anna Matysiak, Warszawa 2017.
Ocalone z warszawskiego getta. Archiwum Ringelbluma / Salvaged from the Warsaw ghetto. The Archives of E. Ringelblum. Katalog wystawy Muzeum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Polsce, Warszawa 15 IV - 30 V 1993, oprac. Magdalena Sieramska, Warszawa 1993.
Ruta Sakowska, Archiwum Ringelbluma - ogniwem konspiracji warszawskiego getta, "Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego" 1989, nr 152 (cz. 1); 1990, nr 153 (cz. 2); 1990, nr 155-156 (cz. 3).
---, Biuro Informacji i Propagandy KG Armii Krajowej a Archiwum Ringelbluma, "Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego" 1992, nr 162-163.
---, Dwa etapy. Hitlerowska polityka eksterminacji Żydów w oczach ofiar. Szkic historyczny i dokumenty, Wrocław 1986.
---, Emanuel Ringelblum (1900-1944) und das Untergrundarchiv des Warschauer Ghettos, w: Oneg Schabbat. Das Untergrundarchiv des Warschauer Ghettos-Ringelblum-Archiv, 28 September 2000 - 21 Januar 2001, Börnegalerie in Museum Judengasse, Warszawa 2000.
---, Jak to było w rzeczywistości (na podstawie Archiwum Ringelbluma), "Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego" 2000, nr 194.
---, Wiadomości ARG i raport o Zagładzie. Status Archiwum Ringelbluma w getcie szczątkowym Warszawy, "Kwartalnik Historii Żydów" 2005, nr 1.
---, wstęp w: Archiwum Ringelbluma. Getto warszawskie, lipiec 1942 - styczeń 1943, oprac. Ruta Sakowska, Warszawa 1980.
Michał Szulkin, Dr Emanuel Ringelblum - historyk i organizator podziemnego archiwum getta warszawskiego, "Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego" 1973, nr 86-87.
Hersz Wasser, The Ghetto Archives - The Enterprise of Dr. Emanuel Ringelblum, w: A Commemorative Symposium in Honour of Dr. Emanuel Ringelblum and his "Oneg Shabbat" Underground Archives, Jerusalem 1983.
III. ANTOLOGIE TEKSTÓW Z ARCHIWUM RINGELBLUMA
Archiwum Ringelbluma. Dzień po dniu Zagłady, oprac. Marta Markowska, Warszawa 2008.
Ruta Sakowska, Dwa etapy. Hitlerowska polityka eksterminacji Żydów w oczach ofiar. Szkic historyczny i dokumenty, Wrocław 1986.
The Jewish Underground Press in Warsaw - Itonut ha-machteret ha-jehudit be-Varša. [Itonut ha-makhteret ha-yehudit be-Varshah], vol. 1-3, ed. Joseph Kermish, Jerusalem 1979-1984.
The Ringelblum Archive. Underground Archive of the Warsaw Ghetto, vol. 1: Warsaw Ghetto. Everyday Life, ed. Katarzyna Person, Warszawa 2017.
To Live with Honor and Die with Honor!... Selected Documents from the Warsaw Ghetto Underground Archives "O. S." ("Oneg Shabbath"), ed. and annotated by Joseph Kermish, Jerusalem 1986.
IV. HISTORIOGRAFIA ZAGŁADY: OPRACOWANIA W JĘZYKU POLSKIM
Yehuda Bauer, Przemyśleć Zagładę, tłum. Jerzy Giebułtowski, Janusz Surewicz, Warszawa 2016.
Christopher R. Browning, przy współpr. Jürgena Matthäusa, Geneza "ostatecznego rozwiązania". Ewolucja nazistowskiej polityki wobec Żydów. Wrzesień 1939 - marzec 1942, tłum. Barbara Gutowska-Nowak, Kraków 2012.
Artur Eisenbach, Hitlerowska polityka zagłady Żydów, Warszawa 1961.
Saul Friedländer, Czas eksterminacji. Nazistowskie Niemcy i Żydzi 1939-1945, tłum. Sławomir Kupisz, Anna Maria Nowak, Krzysztof Masłowski, Warszawa 2010.
Martin Gilbert, Holocaust. Ludzie, dokumenty, pamięć, tłum. Zbigniew Dalewski, Warszawa 2002.
Raul Hilberg, Sprawcy, ofiary, świadkowie. Zagłada Żydów 1933-1945, tłum. Jerzy Giebułtowski, Warszawa 2007.
---, Zagłada Żydów europejskich, t. 1-3, tłum. Jerzy Giebułtowski, Warszawa 2014.
Ian Kershaw, Hitler, Niemcy i ostateczne rozwiązanie, tłum. Robert Bartołd, Poznań 2010.
Michael R. Marrus, Holocaust. Historiografia, tłum. Agata Tomaszewska, Warszawa 1993.
Pamięć. Historia Żydów polskich przed, w czasie i po Zagładzie, red. Feliks Tych, Warszawa 2004.
Timothy Snyder, Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie, tłum. Bartłomiej Pietrzyk, Kraków 2015.
---, Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem, tłum. Bartłomiej Pietrzyk, Warszawa 2011.
Robert Szuchta, Piotr Trojański, Holokaust - zrozumieć dlaczego, Warszawa 2003.
V. ZAGŁADA ŻYDÓW NA OKUPOWANYCH ZIEMIACH POLSKICH: WYBÓR OPRACOWAŃ
Akcja Reinhardt. Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie, red. Dariusz Libionka, Warszawa 2004.
Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski, t. 1-2, red. Barbara Engelking, Jan Grabowski, Warszawa 2018.
Barbara Engelking, Jest taki piękny słoneczny dzień... Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942-1945, Warszawa 2011.
Erntefest, 3-4 listopada 1943. Zapomniany epizod Zagłady, red. Wojciech Lenarczyk, Dariusz Libionka, Lublin 2009.
Jan Grabowski, Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium dziejów pewnego powiatu, Warszawa 2011.
Dariusz Libionka, Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie. Zarys problematyki, Lublin 2017.
Polacy i Żydzi pod okupacją niemiecką 1939-1945. Studia i materiały, red. Andrzej Żbikowski, Warszawa 2006.
Teresa Prekerowa, Zarys dziejów Żydów w Polsce w latach 1939-1945, Warszawa 1992.
Prowincja noc. Życie i zagłada Żydów w dystrykcie warszawskim, red. Barbara Engelking, Jacek Leociak, Dariusz Libionka, Warszawa 2007.
Zarys krajobrazu. Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942-1945, red. Barbara Engelking, Jan Grabowski, wstęp Krzysztof Persak, Warszawa 2011.
VI. GETTO WARSZAWSKIE: OPRACOWANIA
Maria Ciesielska, Lekarze getta warszawskiego, Warszawa 2017.
Peter F. Dembowski, Chrześcijanie w getcie warszawskim. Epitafium dla zapomnianych, tłum. Joanna Lech, Włocławek 2008.
Barbara Engelking, Jacek Leociak, Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście, wyd. 2 zmien., popr. i rozszerz., Warszawa 2013.
Anka Grupińska, Ciągle po kole. Rozmowy z żołnierzami getta warszawskiego, wyd. 2 zmien., Wołowiec 2013.
Israel Gutman, Walka bez cienia nadziei. Powstanie w getcie warszawskim, tłum. Marcin Stopa, Warszawa 1998.
---, Żydzi warszawscy 1939-1943. Getto, podziemie, walka, tłum. Zoja Perelmuter, Warszawa 1993.
Dariusz Libionka, Laurence Weinbaum, Bohaterowie, hochsztaplerzy, opisywacze. Wokół Żydowskiego Związku Wojskowego, Warszawa 2011.
Joanna Nalewajko-Kulikov, Strategie przetrwania. Żydzi po aryjskiej stronie Warszawy, Warszawa 2004.
Gunnar S. Paulsson, Utajone miasto. Żydzi po aryjskiej stronie Warszawy (1940-1945), tłum. Elbieta Olender-Dmowska, Kraków 2007.
Katarzyna Person, Policjanci. Wizerunek Żydowskiej Służby Porządkowej w getcie warszawskim, Warszawa 2018.
Aldona Podolska, Służba Porządkowa w getcie warszawskim w latach 1940-1943, Warszawa 1996.
Teresa Prekerowa, Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom w Warszawie 1942-1945, Warszawa 1982.
Charles G. Roland, Courage under Siege: Starvation, Disease, and Death in the Warsaw Ghetto, New York - Oxford 1992.
Ruta Sakowska, Ludzie z dzielnicy zamkniętej. Z dziejów Żydów w Warszawie w latach okupacji hitlerowskiej, październik 1939 - marzec 1943, wyd. 2 popr. i rozszerz., Warszawa 1993.
Marcin Urynowicz, Adam Czerniaków 1880-1942. Prezes getta warszawskiego, Warszawa 2009.
VII. ANTOLOGIE LITERACKICH ŚWIADECTW ZAGŁADY
Laurel Holliday, Children's Wartime Diaries: Secret Writings from the Holocaust and World War II, London 1996.
Images from the Holocaust: A Literature Anthology, ed. Jean E. Brown, Elaine C. Stephens, Janet E. Rubin, Lincolnwood, Ill. 1996.
Last Letters from the Shoah, ed. Zwi Bacharach, Jerusalem 2004.
Męczeństwo i zagłada Żydów w zapisach literatury polskiej, oprac. Irena Maciejewska, Warszawa 1988.
Wiesława Młynarczyk, Świadectwa literackie, w: Wybór źródeł do nauczania o Zagładzie Żydów na okupowanych ziemiach polskich, wybór, oprac. zespół pod kier. Aliny Skibińskiej i Roberta Szuchty, Warszawa 2010.
Pieśń ujdzie cało... Antologia wierszy o Żydach pod okupacją niemiecką, oprac., wstęp Michał Maksymilian Borwicz, Warszawa-Łódź-Kraków 1947.
David G. Roskies, Noami Diamant, Holocaust Literature: A History and Guide, Waltham, Mass. 2012.
Salvaged Pages: Young Writers' Diaries of the Holocaust, ed. Alexandra Zapruder, New Haven - London 1982.
Słowa pośród nocy. Poetyckie dokumenty Holokaustu, wstęp, wybór, oprac. Agnieszka Żółkiewska, tłum. Marek Tuszewicki, Agnieszka Żółkiewska, Michał Koktysz, Warszawa 2012.
Stranger in Our Midst: Images of the Jew in Polish Literature, ed. with introd. by Harold B. Segel, Ithaca-London 1996 (cz. 4: World War II and the Holocaust; cz. 5: The Postwar Era: War and Holocaust Revisited).
Z otchłani. Poezje, red. Jan Wajdelota, Warszawa 1944.
(1900-1944)
Historyk i twórca Archiwum Getta. Więcej zob. Wstęp, s. XLIII.
Ringelblum napisał opracowanie w brulionie w kratkę (na okładce zeszytu wydrukowano portrety czterech królów z dynastii Piastów), w języku jidysz, czarnym atramentem, dwustronnie na dwudziestu siedmiu kartach (łącznie pięćdziesiąt cztery strony). Zdarzają się skreślenia i poprawki, charakter pisma jest pewny, a tekst wygląda na pisany pośpiesznie. Zeszyt zachował się w bardzo dobrym stanie, widać jedynie drobne ślady rdzy po zszywkach i gdzieniegdzie drobne przebarwienia papieru.
[Grudzień 1942 - styczeń 1943]
W ciągu 3? lat wojny grupa "Oneg Szabat" stworzyła Archiwum Getta. Ta dziwna nazwa wzięła się stąd, że narady tej grupy odbywały się w sobotę - dlatego całą instytucję, ze względów konspiracyjnych, nazwano "Oneg Szabat". Pierwsze podwaliny pod archiwum położyłem w październiku 1939. Atmosfera w Warszawie była wtedy bardzo przygnębiająca. Każdy dzień przynosił nowe restrykcje wobec Żydów. Obawiano się represji politycznych, drżano przed rewizjami natury politycznej. Lękano się kartoteki Komisariatu Rządu i Defensywy[1]. Strach panował przez długie miesiące, lecz okazał się bezpodstawny. Niemiec nie szukał pojedynczych "przestępców". Mierzył i godził w społeczność. Trafiał w całe grupy, różne zawody, ale nie w jednostki. W pierwszych miesiącach niemieckiej okupacji, szczególnie zaś w styczniu 1940, wśród inteligencji miały miejsce masowe aresztowania i prawdopodobnie również masowe egzekucje. Aresztowano na podstawie list z odpowiednich korporacji ([Naczelna] Izba Lekarska, Związek Inżynierów itd.). Aresztowania nie były połączone z dokładnymi rewizjami. Niemcy w ogóle nie prowadzili żadnych dochodzeń, rozstrzeliwali "w przyspieszonym trybie" wszystkich, którzy wpadli im w łapy.
Rewizje przeprowadzali co prawda, bardzo często i bardzo gruntownie, ale szukali czegoś zupełnie innego: waluty, złota, brylantów, kosztowności, towarów itp. Tego rodzaju rewizje odbywały się w ciągu całych 3? roku wojny i trwają po dziś dzień.
Zatrzymaliśmy się nad charakterem rewizji, ponieważ oddziaływało to na przetrwanie dokumentów rękopiśmiennych z czasów wojny. W pierwszych miesiącach ludzie byli strasznie sterroryzowani i drżeli ze strachu przed rewizjami. Palono wtedy wszystko, nawet niewinne książki, których i Hitler nie uważałby za trefne. Zniszczono wówczas większość socjalistycznych książek z bibliotek i prywatnych mieszkań, potem ucierpieli pisarze niemieccy, [znajdujący się] na emigracji, jak Tomasz i Henryk Mannowie, Feuchtwanger, Ludwig[2] i in. Ludzie bali się wówczas pisać, gdyż spodziewali się rewizji. Z czasem uspokoili się. Terror stale się wzmagał, lecz - jak już poprzednio wspomniałem - mierzono w całe grupy, warstwy. Co Żyd robi u siebie w domu, Niemców nic nie obchodziło. Więc Żyd wziął się właśnie do pisania. Pisali wszyscy: dziennikarze, literaci, nauczyciele, działacze społeczni, młodzież, nawet dzieci. Większość pisała dzienniki, w których oświetlała tragiczne wydarzenia przez pryzmat osobistych przeżyć. Napisano bardzo wiele, ale ogromna większość została zniszczona wraz z zagładą warszawskich Żydów w czasie wysiedlenia. Pozostał tylko materiał, który przechowywany jest przez "O[neg] Sz[abat]".
Przystąpiłem do zbierania materiałów o obecnych czasach jeszcze w październiku 1939. Jako kierownik Żyd[owskiej] Samopomocy Społecznej* (wtedy Komisji Koordynacyjnej Organizacji Społecznych i Opiekuńczych) miałem codziennie żywy kontakt z otaczającym życiem. Dochodziły do mnie wiadomości o wszystkim, co się działo z Żydami w Warszawie oraz na przedmieściach. Komisja Koordynacyjna była mutacją Jointu*, do którego niemal codziennie przybywały delegacje z prowincji i opowiadały o ciężkich przeżyciach ludności żydowskiej. Wszystko, czego się w ciągu dnia nasłuchałem zapisywałem wieczorem i zaopatrywałem w swoje uwagi. Z tych codziennych notatek zebrała się z czasem pokaźna książka o stu gęsto zapisanych kartkach, które są odzwierciedleniem tego okresu. Te codzienne notatki z czasem zamieniłem na tygodniowe, a później na miesięczne przeglądy [wydarzeń]. Postąpiłem tak wtedy, kiedy "Oneg Szabat" miał już liczny sztab współpracowników.
Już w pierwszych miesiącach po podjęciu przeze mnie pracy w "Oneg Szabat" przyciągnąłem do współpracy kilka osób, ale nie było z tego wielkiego pożytku. Dopiero w momencie wciągnięcia do współpracy młodego historyka, rabina Szymona Huber-banda[3], "Oneg Szabat" pozyskał jednego z najlepszych współpracowników. Niestety, rabin Huberband pisał swoje notatki w formie uwag na różnych księgach [religijnych], żeby sprawiały wrażenie komentarzy do tekstu. Dopiero później rabin Huberband dał się przekonać, że nie trzeba się bać notowania wszystkiego i że nie trzeba pisać w sposób zakamuflowany, jak to czynił początkowo.
W maju 1940 uważałem za celowe nadać tej nader ważnej pracy charakter społeczny. Dobrałem odpowiednich ludzi i dzięki temu praca rozwinęła się we właściwym kierunku oraz prowadzona była we właściwym zakresie. Sekretarzem "O[neg] Sz[abat]" został wyznaczony przez ówczesne gremium kolega Hersz W[asser][4], który pełni tę funkcję po dziś dzień. Kolega W., sam uchodźca z Łodzi, dzięki działalności społeczno-politycznej posiadł konieczne zrozumienie do tego rodzaju pracy. Jego codzienne kontakty z setkami delegacji uchodźców ze wszystkich zakątków kraju umożliwiły powstanie setek monografii miast, co stanowi najcenniejszy skarb "O[neg] Sz[abat]".
Finanse na właściwym poziomie utrzymywał [nasz] serdeczny towarzysz Menachem K[ohn][5].
W Warszawie zaczęło się rozwijać ożywione życie społeczne. Odbywały się odczyty, akademie i koncerty. To stworzyło grunt do rozszerzenia i pogłębienia działalności "O[neg] Sz[abat]".
Utworzenie getta, zamknięcie Żydów za murami zwiększyło szanse na pracę dokumentacyjną. Przekonano się, że Niemców mało obchodzi, co ludzie robią między sobą. Miały więc miejsce odczyty na takie tematy i przedstawiane [w takim świetle], że nie dałoby się o tym pomyśleć przed wojną. W każdym Komitecie Domowym*, w każdym lokalu stołówek, w każdym lokalu instytucji społecznych bez żadnych zakłóceń wygadywano wszystko, co tylko ślina przyniosła na język. Żydowscy gestapowcy byli zajęci wynajdywaniem bogatych Żydów, składów z towarami, szmuglu itp. Polityka mało ich interesowała. Doszło do tego, że nielegalne wydawnictwa wszystkich kierunków ukazywały się niemal zupełnie jawnie. Czytano je prawie otwarcie w kawiarniach, zbierano pieniądze na fundusze prasowe, polemizowano z wydawnictwami przeciwników - jednym słowem, postępowano niemal tak jak przed wojną. W warunkach takiej "wolności", która panowała wśród niewolników getta, nic dziwnego, że "O[neg] Sz[abat]" miał sprzyjające warunki rozwoju. Praca także rozrastała się. Dziesiątki ludzi zostało współpracownikami "O[neg] Sz[abat]", część jako stali, inni jako tymczasowi współpracownicy. Rosły stosy materiałów. Rozszerzono działalność, była ona jednak nadal zakonspirowana. Szukano sposobów nadania tej pracy legalnych form. W tym celu ogłoszono wśród kilkudziesięciu literatów, nauczycieli, w ogóle wśród inteligencji, konkurs z pewną liczbą nagród pieniężnych. Nagrody te, ufundowane z jednorazowej subwencji Jointu, wzbogaciły archiwum w wiele cennych prac, jak np. praca T[urko]wa[6] o teatrze żydowskim podczas wojny, monografia Estery M[angel][7] i jej męża, Sz-d, o żydowskim życiu we Lwowie za czasów radzieckich[8], dzieje rodziny żydowskiej podczas wojny pióra poetki Henryki Łazowertówny[9], praca rabina Huberbanda o obozie pracy w Kampinosie[10].
"O[neg] Sz[abat]" rozrósł się. Zgromadzono tyle cennych materiałów, że wszystkim nam wydawało się, iż nadeszła już pora jeśli nie na dokonanie syntezy, to w każdym razie na dokonanie pewnego podsumowania różnych zagadnień i ważniejszych zjawisk w żydowskim życiu. Gdyby plan został zrealizowany, byłby to nader cenny wkład do historii Żydów za czasów Hitlera. Na wielkie nieszczęście wykonana została tylko część zaplanowanej pracy. Zabrakło spokoju, który nieodzowny jest dla pracy o tak szerokim zakresie. Autorzy, którzy podjęli się opracowania tego lub owego rozdziału, nie mieli możliwości doprowadzenia swej pracy do końca. Niejeden z pisarzy poszedł na Umschlagplatz* (pani Słapakowa[11], rabin Huberband, [Stefa] Szereszewska[12]). Niejeden padł od kuli (Menachem Linder[13], Szmuel Bresław[14], Józef Kapłan[15]), niejeden przeszedł na tamtą stronę.
Plan ten nazywaliśmy popularnie "Dwa i pół roku", gdyż zamierzaliśmy dać zarys oraz podsumowanie żydowskiego życia w Warszawie w okresie tych 2? roku wojny. Praca podzielona została na trzy części: ogólną, gospodarczą, kulturalno-naukowo-literacko-artystyczną oraz [na] część poświęconą pomocy społecznej. Pracą, zainicjowaną z początkiem 1942, kierowało kolegium redakcyjne [złożone] z autora niniejszych słów, Menachema Lindera i Lipy L. B[lo]cha[16]. Piszący te słowa wziął pierwszą i trzecią część, Linder część gospodarczą, a Lipa B. pomoc społeczną. Praca miała nosić na wpół legalny charakter. Przyciągnięto do współpracy nowe siły, specjalistów z różnych dziedzin życia. Pracę zamierzono na ponad 100 arkuszy i miała ona stanowić jeden z najważniejszych dokumentów z czasów wojny. Podczas wielogodzinnych zebrań redakcji zastanawiano się nad tezami każdego tematu. Pragnęliśmy zwrócić uwagę współpracowników na poszczególne tendencje oraz nakreślić wytyczne dla danego tematu. Nie zamierzaliśmy bynajmniej w ten sposób narzucać autorom określonego podejścia. Opracowano tezy o Służbie Porządkowej* (policji żydowskiej), o korupcji i demoralizacji w getcie, o życiu społecznym, o szkolnictwie, ankiety o życiu i twórczości żydowskiego aktywu kulturalnego podczas wojny,o stosunkach polsko-żydowskich, szmuglu, ankietę o sytuacji w poszczególnych zawodach, o młodzieży, o kobietach itd.
Zorientowawszy się, że trudno wydostać od poszczególnych autorów zamówione u nich prace, przyjęliśmy zasadę, że każdy współpracownik zobowiązuje się do przekazywania nam surowych materiałów, które zebrał w związku ze swoją pracą, jak np. biografie młodych ludzi, na podstawie których miano napisać ogólne zbiorowe opracowanie o młodzieży. Zebrano w ten sposób interesujący materiał z różnych dziedzin naszej rzeczywistości w czasie wojny.
W czasie pracy wzbogaciliśmy się o duże doświadczenie [i nauczyliśmy się], jak należy wykonywać taką pracę. Wielu autorów było już bardzo zaawansowanych w swych pracach, ale w tym czasie, kiedy 2? roku miało się przekształcić w 3 lata pracy, nowe nieszczęście spadło na głowy Żydów warszawskich - nieszczęście, które kosztowało nas 300 000 ofiar - wysiedlenie.
Działalność "O[neg] Sz[abat]", podobnie jak życie społeczne i gospodarcze, została przerwana. Jedynie bardzo nieliczni towarzysze nie wypuścili w owych tragicznych dniach pióra z ręki i nadal pisali o tym, co się działo w Warszawie. Zbyt święte było bowiem to dzieło, zbyt mocno wrosło ono w serca współpracowników "O[neg] Sz[abat]", zbyt poważną funkcję społeczną spełniał "O[neg] Sz[abat]", aby można było całkowicie przerwać tę pracę. Zabrano się do rekonstruowania okresu przed wysiedleniem, zaczęto gromadzić materiały o rzeźni europejskiego żydostwa - o Treblince*. Usiłowaliśmy, na podstawie opowiadań tych, którzy powrócili z różnych obozów na prowincji, odtworzyć obraz przeżyć i cierpień Żydów w prowincjonalnych miastach w czasie wysiedlenia. Kiedy piszę te słowa, praca jest w pełnym toku i jeśli nam dadzą jeszcze trochę spokoju, osiągniemy to, że żaden ważniejszy fakt z życia Żydów podczas wojny nie zostanie ukryty przed światem.
Były dwie kategorie współpracowników "O[neg] Sz[abat]". Stali współpracownicy, którzy całkowicie poświęcili się tej pracy, oraz dorywczy, którzy raz jeden opisali swe przeżycia w czasie wojny lub wydarzenia w swym miasteczku czy mieście i na tym kończył się ich związek z "O[neg] Sz[abat]". Wszyscy dobrze rozumieli doniosłość wykonywanej pracy. Rozumieli, jak ważne jest, żeby dla przyszłych pokoleń pozostał ślad po tragedii Żydów polskich. Byli tacy, co uważali, że nagromadzony materiał już teraz służy do informowania świata o zbrodniach popełnionych na ludności żydowskiej. Byli i tacy dorywczy współpracownicy, którzy tak się wciągnęli w tę pracę, że zostali naszymi stałymi współpracownikami.
Nasi stali współpracownicy, w liczbie kilkudziesięciu, w przytłaczającej większości wywodzili się z inteligencji ludowej, większość z partii proletariackich. Umyślnie nie przyciągnęliśmy do tej pracy zawodowych dziennikarzy, ponieważ nie chcieliśmy, aby nasza działalność wykonywana była schematycznie. Pragnęliśmy, aby przebieg wydarzeń w każdym miasteczku, przeżycia każdego Żyda - a przecież każdy Żyd w czasie tej wojny jest odrębnym, indywidualnym światem - zostały oddane jak najprościej, jak najwierniej. Każde zbędne słowo, każde literackie koloryzowanie lub upiększanie kłuło w oczy, wywołując niesmak. Życie Żydów podczas tej wojny tak obfituje w tragedie, że zbędne jest wzbogacanie jej o zbyteczne słowa. Po drugie dochodziła tu kwestia zachowania tajemnicy, a jak wiadomo, jedną z głównych wad dziennikarzy jest to, że nie potrafią zachować tajemnicy. Może i z czasem przyciągnęlibyśmy do współpracy niektórych zdolnych dziennikarzy, ale zachciało im się utrzymywać kontakty z gestapowcem Gancwajchem[17] i chociaż te związki nie miały charakteru "zawodowego", jednak przekreślały ewentualność utrzymania z nimi jakichkolwiek stosunków.
Nasi dorywczy współpracownicy byli ludźmi z ludu, którzy w swoich rodzinnych miastach kierowali całym życiem społecznym. Po przybyciu do Warszawy wraz z masą 150 tysięcy uchodźców nadal przewodzili swoim ziomkom w tzw. ziomkostwach*, zorganizowanych przez Centralną Komisję Uchodźców* przy Żyd[owskiej] Samopomocy Społecznej. Ci przedstawiciele ziomkostw, po całym dniu ciężkiej pracy w komitecie przy rozdziale chleba lub udzielaniu innej pomocy, spisywali wieczorami, posługując się naszymi konspektami, dzieje swych miasteczek bądź opowiadali je naszym współpracownikom, którzy je potem opracowywali. Była to praca trudna i ciężka. W straszliwej ciasnocie w getcie uchodźcy mieszkali po prostu w niemożliwych do opisania warunkach mieszkaniowych. Utrzymanie konspiracji należało w takich warunkach do bardzo trudnych zadań. W mroźne dni zimowe było zimno, w większości domów żydowskich podczas ostatniej zimy nie było elektryczności. Pisanie połączone było doprawdy z ogromnymi trudnościami, a napisanie pracy o miasteczku wymagało [przecież] wysiłku przez okres długich tygodni i miesięcy. Kosztowało mnie wiele trudu przekonanie moich współpracowników, aby nie zrażali się tymi wszystkimi trudnościami, ale wykonywali swoją pracę. Dodajmy jeszcze do tego, że na początku obawiano się denuncjacji gestapowców, a obraz będzie pełny. Niejeden rękopis przeznaczony dla "O[neg] Sz[abat]" został zniszczony z powodu rewizji w kamienicy.
Jak wspomniano, naszymi współpracownikami byli głównie ludzie z ludu, [ale] były wśród nich osoby z talentem, których nakłanialiśmy do twórczości literackiej. Gdyby ci ludzie nie zginęli na skutek głodu, chorób lub wysiedlenia, wzbogacilibyśmy się o nowe pisarskie talenty. Pozyskalibyśmy nowe literackie siły w dziedzinie, która jest u nas tak uboga, tj. w dziedzinie pamiętnikarstwa. Jak wspomniano, naszymi współpracownikami byli w większości robotnicy, rzemieślnicy oraz in[ni], którzy strasznie głodowali w mieście bezdusznych Żydów, w Warszawie. "O[neg] Sz[abat]" musiał zatem troszczyć się o to, aby ludzie ci nie umarli z głodu. Zabiegano więc w instytucjach społecznych o paczki żywnościowe dla nich.
Z "O[neg] Sz[abat]", poza dorosłymi, współpracowała również młodzież, a nawet wyjątkowo dzieci. "O[neg] Sz[abat]" usiłował odtworzyć wszechstronny obraz życia Żydów podczas wojny. Chodziło o to, aby wiernie oddać obraz tego, co żydowskie masy ludowe przeżyły, o czym myślały i co przecierpiały. Dążyliśmy do tego, aby to samo wydarzenie, np. dzieje danego skupiska żydowskiego, zostało opisane przez dorosłego i przez młodego człowieka, przez pobożnego, który zawsze odnosi się do rabina, bóżnicy, cmentarza i innych religijnych instytucji, i przez świeckiego Żyda, który w swoim opisie podkreśla inne, nie mniej ważne sprawy.
Tyfus, który pochłaniał tysiące ofiar pośród żydowskiej społeczności Warszawy, bardzo się rozplenił wśród naszych współpracowników.Nic w tym dziwnego. Nasi ludzie pracowali wśród tysięcy uchodźców, którzy stanowili największy kontyngent chorych. Nasi ludzie nawiązywali kontakty z powracającymi z obozów pracy*, którzy głównie szerzyli tyfus wśród ludności. Nikt z nich nie był zaszczepiony na tyfus, gdyż nikt nie miał 500-600 zł na szczepionkę. I dlatego zachorowali na tyfus rabin Huberband, Hersz W[asser], Perec O[poczyński][18]. Wielu bardzo cennych współpracowników umarło na tyfus. Jednym z nich był Kampelmacher[19], kierownik polskiej szkoły dla dzieci żydowskich w Grodzisku[20]. Towarzysz K[ampelmacher] był w Grodzisku jednym z najaktywniejszych działaczy społecznych. W Warszawie nie znalazł sobie żadnej pracy. Dopiero w "O[neg] Sz[abat]" znalazł dla siebie odpowiednie pole do działania. Zamierzał napisać wielką monografię o przeżyciach Żydów w Grodzisku. Zaczął od opisywania sytuacji przed wojną. Pierwsze rozdziały napisane były bardzo żywo i interesująco. Za każdym razem, gdy mnie spotykał, Kampelmacher wyrażał wdzięczność za przywilej współpracy z "O[neg] Sz[abat]". Teraz ma cel w życiu. Pragnie całkowicie poświęcić się tej zbożnej pracy. Ubolewa tylko, że stracił tyle czasu i nie wiedział, że taka praca jest wykonywana. W czasie realizacji swych planów Kampelmacher zachorował na tyfus, którym zaraził się, będąc delegatem swego ziomkostwa, i już więcej nie wstał z łóżka. Tak zmarli też inni nasi współpracownicy. Z drżeniem serca staliśmy przy łóżku [Żyda] relacjonującego [wydarzenia z] Mariupola, od razu po pierwszym spotkaniu zachorował [on] na tyfus. To samo stało się z czerwonoarmistą z Orszy i z dziesiątkami innych. Nie ma się co dziwić. Powracający byli wycieńczeni przebytymi nieszczęściami i prześladowaniami i dlatego padali łatwo ofiarą bakcyla tyfusu. Tyfus, a następnie wysiedlenie były najstraszniejszymi wrogami "O[neg] Sz[abat]", z ich powodu ponieśliśmy najwięcej ofiar.
Wszechstronność była główną zasadą naszej pracy. Drugą zasadą, która nam przyświecała, był obiektywizm. Dążyliśmy do tego, aby w naszych pracach oddać całą prawdę, nieważne, jak gorzką. Nasze fotografie są wierne, bez retuszu. Omawialiśmy w naszych pracach np. stosunki panujące na terenach zajętych przez bolszewików. Posiadamy zarówno entuzjastyczne opisy od zwolenników nowego porządku, mamy też relacje, w których autor nie pozostawia suchej nitki na bolszewikach. Opisy te posłużą jako materiał przyszłemu historykowi do [zbadania], jak myślały pewne kategorie ludzi w okresie wojny.
Główne miejsce w naszych pracach zajmują zbrodnie popełnione przez Niemców na ludności żydowskiej. Znajdziecie jednak niemało materiału i o ludzkiej postawie Niemców. W opracowanych tezach, jak i w ustnych instrukcjach zwracano stale uwagę na to, że musimy być obiektywni nawet w stosunku do naszych największych wrogów i powinniśmy dostarczyć obiektywnego obrazu stosunku Niemców do Żydów.
Dotyczy to również stosunku Polaków do Żydów. Panuje u nas pogląd, że antysemityzm znacznie się wzmógł podczas wojny, że Polacy w większości są zadowoleni z nieszczęścia, które spadło na Żydów w miastach i miasteczkach w Polsce, itp. Uważny czytelnik naszych materiałów znajdzie setki dokumentów, które świadczą o czymś wręcz przeciwnym. W niejednym sprawozdaniu z miasteczka przeczyta, że ludność polska serdecznie odniosła się do żydowskich uchodźców. Dowiecie się o setkach przypadków, kiedy chłopi przez długie miesiące ukrywali i dobrze karmili uchodźców żydowskich z okolicznych miasteczek.
Aby zapewnić jak najpełniejszy obiektywizm, aby uzyskać jak najdokładniejszy i jak najwszechstronniejszy obraz wojennych wydarzeń w środowisku żydowskim, dążyliśmy do tego, aby to samo wydarzenie zostało opisane przez jak największą liczbę osób. Nietrudno jest historykowi, przez porównanie różnych opisów, wyłuskać prawdę historyczną, rzeczywisty przebieg wydarzenia.
Nasi współpracownicy pisali prawdę z jeszcze jednego powodu. Zapewnialiśmy wszystkich, że nasz materiał, z uwagi na to, iż dotyczy żyjących ludzi, nie zostanie wyzyskany obecnie dla dzisiejszych potrzeb. Materiał jest przeznaczony przede wszystkim do celów historycznych. Dlatego każdy powinien pisać teraz tak, jakby już było po wojnie. Nie powinien się lękać ani Niemców, ani Żydów z Gminy*, wymienianych w relacji o danym mieście. Z tego powodu materiały "O[neg] Sz[abat]" mają ogromne znaczenie dla przyszłego trybunału, który po wojnie pociągnie do odpowiedzialności winnych spośród Żydów, Polaków i nawet [!] Niemców.
Wojna bardzo szybko zmieniła życie Żydów w miastach i miasteczkach w Polsce. Jeden dzień był niepodobny do drugiego. Obrazy zmieniały się tak szybko, jak w kamerze kinematografu. Okres getta wydaje się warszawskiemu Żydowi, zamkniętemu obecnie w ciasnych murach swego szopu, po prostu rajem, a okres przed gettem wprost sielanką. Każdy miesiąc przynosił głębokie zmiany, które gruntownie przeobrażały życie Żydów. Dlatego ważne było uchwycić każde zjawisko na gorąco, kiedy jeszcze było świeże. Szop sprzed wysiedlenia w porównaniu z szopem po wysiedleniu to jakby świt wobec zmierzchu. To samo odnosi się do szmuglu, do życia społeczno-kulturalnego. Nawet ubiory Żydów były różne w rozmaitych okresach. "O[neg] Sz[abat]" starał się więc utrwalić na gorąco każde zjawisko, bo każdy dzień równał się dziesiątkom lat w poprzednich czasach. W przypadku wielu zjawisk to się nam udawało. Pomogły nam w tym bardzo dzienniki prowadzone przez niektórych kolegów, gdzie zanotowali oni nie tylko fakty i wydarzenia codziennego życia, lecz również oceniali zjawiska w getcie, które przyciągnęły ich uwagę.
Działalność "O[neg] Sz[abat]" była, jak już wspomniano, zakonspirowana. Trzeba było wynajdować sposoby zakamuflowania gromadzenia materiałów. Zachodziła obawa, że przy nawiązywaniu kontaktów z setkami uchodźców z prowincji można czasem wpaść na jednego z kilkuset agentów "Trzynastki", która w tym czasie przeżywała okres swojej "świetności". I tu szczęśliwie uniknięto niebezpieczeństwa, a to dzięki usilnej przezorności w czasie prac dla "O[neg] Sz[abat]". Naszą zasadą było: przed nawiązaniem kontaktu z daną osobą należy dowiedzieć się o jej charakterze, przeszłości polityczno-społecznej itp. Dopiero po zasięgnięciu tych informacji siadano do rozmów z tą osobą i wyciągano od niej potrzebne wiadomości. Niewiele ludzi wiedziało o prawdziwym celu przeprowadzanych z nimi rozmów. Bardzo często, zwłaszcza w ostatnich miesiącach przed wysiedleniem, nasi współpracownicy nie notowali od razu usłyszanych wiadomości w obecności rozmówcy, lecz później, po rozmowie. Taki sposób notowania pomniejszał wartość materiałów - nie było jednak innego wyjścia, jeżeli chcieliśmy należycie zakonspirować pracę.
Przy pisaniu monografii wprowadzaliśmy w błąd ludzi, utrzymując, że chodzi o zebranie informacji o danym mieście, bo jest to potrzebne dla pracy ziomkostwa. Ale większość ludzi udawała tylko, że nie zna prawdziwych intencji naszej pracy.
Konieczność zachowania konspiracji w działalności "O[neg] Sz[abat]" spowodowała, że jak szeroko zakrojona nie byłaby praca, była ona jednak niewielka w stosunku do ogromnych zbiorów w postaci wiadomości i faktów, które można i trzeba było zebrać w czasie wojny. Musimy pracować źle - było hasłem "O[neg] Sz[abat]", wszystko musi zostać zrobione, aby bogate zbiory "O[neg] Sz[abat]" nie zostały zdekonspirowane.
Z tego powodu unikaliśmy wszelkiego kontaktu z ludźmi z Gminy, nawet z najporządniejszymi spośród nich. Mury Gminy tak były przesiąknięte odorem gestapowskim, że baliśmy się jakiejkolwiek styczności z nimi. To doprowadziło do tego, że mamy bardzo mało oficjalnych materiałów z Gminy.
[...]
Współpracownicy "O[neg] Sz[abat]" stanowili i stanowią po dziś dzień jednolitą korporację, ożywioną jednym duchem, przepojoną jedną ideą. "O[neg] Sz[abat]" nie jest zrzeszeniem naukowców, którzy rywalizują jeden z drugim i wzajemnie się zwalczają, lecz jednolitą korporacją, bratnim związkiem, w którym wszyscy nawzajem sobie pomagają i dążą do tego samego celu. Przez długie miesiące przy jednym stole siedział pobożny rabin Huberband obok lewicowego p[oalej] s[yjonisty] Hersza W[assera] i ogólnego syjonisty Abrahama L[ewina][21]. Mimo to harmonijnie współpracowano. "O[neg] Sz[abat]" myślał o swych współpracownikach. Wiernym ojcem i troskliwym opiekunem był Menachem K[ohn], [człowiek] o gorącym, choć niedomagającym sercu, który uratował chorych na tyfus zarówno Hersza W[assera] i rabina Huberbanda, który pamiętał o chorym dziecku towarzysza G[utkow]skiego[22] i który mocno wspierał stale głodującego pisarza i dziennikarza Pereca O[poczyń]skiego. Cichy jak gołąb Daniel Fligelman[23] zginąłby dawno, gdyby nie bezustanna i serdeczna pomoc drogiego towarzysza Menachema. Ileż razy naprzykrzał mi się, żebym wyjechał z Warszawy po krwawej nocy kwietniowej w 1942[24]. Każdy współpracownik "O[neg] Sz[abat]" wiedział, że jego znój i męka, jego ciężki trud i cierpienia, jego narażanie się przez 24 godziny na dobę "trefną" pracą przy przenoszeniu materiałów z miejsca na miejsce - to wszystko dla wyższych idei, to wszystko w dniu wolności społeczeństwo właściwie oceni i wynagrodzi najwyższymi odznaczeniami, jakie będą w wolnej Europie. "O[neg] Sz[abat]" był wspólnotą braterską, zakonem braci, którzy na swym sztandarze wypisali: gotowość poniesienia ofiary, dochowania wierności jeden drugiemu i służbę dla społeczeństwa.
Przełożyła Agata Kondrat, na podstawie tłumaczenia Adama Rutkowskiego
1 zenitówka - potoczna nazwa działa przeciwlotniczego.
2 6 września wieczorem radio nadało oświadczenie premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego, który informował, że rząd polski opuszcza Warszawę. Przed północą płk Roman Umiastowski, szef propagandy w Sztabie Naczelnego Wodza, wezwał mężczyzn zdolnych do noszenia broni do udania się na wschód.
3 Dowództwo Okręgu Korpusu (DOK) - funkcjonujący w latach 1921-1939 terytorialny organ Ministerstwa Spraw Wojskowych, z siedzibą w Cytadeli Warszawskiej.
4 Prawdopodobnie dotyczy daty 28 września 1939, dnia kapitulacji Warszawy.
5 Bombardowanie Łomży rozpoczęło się 3 września 1939 i trwało do 11 września, kiedy wojska niemieckie zajęły miasto.
6 Führer, Sieger des Judenkrieg (niem.) - Wodzu, zwycięzco wojny żydowskiej.
7 aus Warschau (niem.) - z Warszawy.
8 Wieso ist hier noch so viel Menschen? (niem.) - Dlaczego tu jest jeszcze tylu ludzi?
9 Horst Wessel Lied (niem.) - pieśń Horsta Wessela. Po tym, jak Wessel (1907-1930) został w niejasnych okolicznościach zastrzelony przez komunistę, naziści uznali go za męczennika, a pieśń jego autorstwa (Die Fahne hoch - Flaga w górę) stała się oficjalnym hymnem NSDAP.
10 Was ist hier? Was macht Man?... Wir packen Rasierklingen... Ah, so. Rasierklingen. Rasierklingen. Rasie... (niem.) - Co tu jest? Co tu się dzieje?... Pakujemy żyletki... Ach tak, żyletki...
11 Właśc. Wo sind die Männer?... Keine Männer. Auf Wiedersehen (niem.) - Gdzie są mężczyźni?... Żadnych mężczyzn. Do widzenia.
12 Alle Kinder raus! (niem.) - Wszystkie dzieci, wychodzić!
13 Raus von hier! Verfluchte Juden! Donn[erwetter]... Raus!!! (niem.) - Wynocha stąd! Przeklęci Żydzi! Psiakrew... Wynocha!!!
14 die Kulturträger (niem.) - szerzyciele kultury.
15 Dieser Leute (właśc. Mann) braucht schon keine Hilfe (niem.) - Ten człowiek nie potrzebuje już żadnej pomocy.
16 Halt! Zurück! (niem.) - Stać! Z powrotem!
17 Tramwaj bez numeru, z gwiazdą Dawida, kursował w getcie między pl. Muranowskim a ul. Chłodną; od lutego 1941 r. zastąpił dotychczas przejeżdżające przez getto tramwaje.
18 Nur für Juden (niem.) - Tylko dla Żydów.
19 Wyrażenie w dół zostało zapisane pionowo.
20 elephantiasis pedis (łac.) - słoniowacizna; obrzęk kończyn spowodowany utrudnionym odpływem limfy.
21 Homo sum, humani nihil a me alienum puto (łac.) - Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce. Sentencja rzymskiego komediopisarza Terencjusza (II w. p.n.e.), która w dobie renesansu stała się dewizą humanistów.
22 der fünfter und letzter Sohne gefallen für Vaterland (niem.) - piąty i ostatni syn poległ za ojczyznę.
23 für Führer und Vaterland. In stolzen Trauer - Mutter (niem.) - za wodza i ojczyznę. W dumnej żałobie - matka.
24 a la recherche du temps perdu (fr.) - w poszukiwaniu straconego czasu. Nawiązanie do tytułu quasi-autobiograficznego cyklu powieściowego Marcela Prousta, po raz pierwszy opublikowanego we Francji w latach 1913-1927. Pierwsze pięć tomów cyklu wydano w Polsce w tłumaczeniu Tadeusza Boya-Żeleńskiego w latach 1937-1939.
W obrębie każdej części dokumenty ułożone są tak, by ukazywały dynamikę rozwijającej się Zagłady. W ten sposób poszczególne teksty w niniejszej antologii składają się na całościową opowieść o losie Żydów w czasie drugiej wojny światowej. Informacje o dokumentach podawane są w następującej kolejności: autor, tytuł; czas opisanych wydarzeń; sygnatura dokumentu w Archiwum ŻIH; lokalizacja w edycji ŻIH.
E. Ringelblum, Opracowanie pt. "Oneg Szabat" (fragmenty); październik 1939 - styczeń 1943; ARG II 263; t. 29, dok. 196e.
CZĘŚĆ I. LITERATURA DOKUMENTU OSOBISTEGO
DZIENNIKI
Warszawa
Wojdysławski, Wspomnienia, szkice i refleksje; 1 września 1939 - 8 października 1942; ARG I 471; t. 5, dok. 1.
M. Wasser, Dziennik opiekuna w schronisku dla uchodźców w getcie warszawskim; 12-28 marca 1941; ARG I 469; t. 5, dok. 14.
N. Tytelman, Dziennik; 14-16 maja 1941; ARG I 463; t. 23, cz. II, dok. 8.
---, Dziennik (fragment): Relacja z cmentarza na Gęsiej; 1-2 czerwca 1941; ARG I 497; t. 23, cz. II, dok. 9.
---, Z materiałów zebranych przez Nechemiasza Tytelmana; czerwiec-lipiec 1942; ARG I 1242a i ARG I 1243; t. 2, dok. 16.
R. Auerbach, Dziennik (fragmenty); 4 sierpnia 1941 - 16 kwietnia 1942; ARG I 405; eadem, Pisma z getta warszawskiego, oprac. K. Szymaniak, Warszawa 2015.
---, Brulion monografii kuchni ludowej (fragmenty); 26 lipca 1942; ARG I 406; eadem, Pisma z getta warszawskiego, oprac. K. Szymaniak, Warszawa 2015.
L. Czarnobroda, Relacja z likwidacji getta warszawskiego i dziennik; 22 lipca - 2 września 1942; ARG II 244; t. 23, cz. II, dok. 19.
A. Lewin, Dziennik (fragmenty); 22 lipca - 21 września 1942; ARG II 252; t. 23, cz. I, dok. 9.
M. M. Kohn, Dziennik; 6 sierpnia - 1 października 1942; ARG II 249; t. 23, cz. II, dok. 20.
N. Grzywacz, Brulion Nachuma Grzywacza; 20 lipca - 3 sierpnia 1942; ARG I 416; t. 23, cz. II, dok. 17.
D. Graber, Kilka wrażeń i wspomnień. Mój testament; 20 lipca - 3 sierpnia 1942; ARG I 415; t. 23, cz. II, dok. 16.
Poza Warszawą
J. Wolf, Dziennik od dnia rozpoczęcia wojny polsko-niemieckiej 31 sierpnia 1939 r. (fragmenty); 12 września 1939 - 27 marca 1940; ARG I 741; t. 6, dok. 129.
RELACJE
Warszawa
N. N., Relacja pt. "Anno 1940"; marzec 1940; ARG I 484; t. 5. dok. 49.
N. N., Relacja pt. "Pobyt w kwarantannie (Leszno 109)"; styczeń 1941; ARG I 488; t. 5, dok. 12.
Gazetka "Głos Domu Chłopców" (fragmenty); luty 1941; ARG II 235; t. 2, dok. 5.
D. Wajnerman [?], Sceny ze szpitala dla dzieci (fragment); marzec 1941; ARG I 490; t. 2, dok. 12.
D. Sztatman, Relacja z getta warszawskiego; lipiec 1941; ARG I 409; t. 33, dok. 10.
N. Koniński [?], Relacja o pogrzebie Żyda-katolika w getcie warszawskim; 10 sierpnia 1941; ARG I 429; t. 5, dok. 54.
M. Rubinsztein, P. J. Gedalja, C. Lajfer, Jakie zaszły u nas zmiany podczas wojny (fragmenty); wrzesień 1941; ARG I 676; t. 2, dok. 1.
E. Karasiówna, Świetlica przy ul. Śliskiej 28. Sprawozdanie (fragment); grudzień 1941; ARG II 228; t. 2, dok. 22.
H. Cejtlin, Odpowiedź na ankietę dotyczącą oceny sytuacji ludności żydowskiej w getcie warszawskim; początek 1942; ARG I 509; t. 26, dok. 5.
C. Słapakowa [?], Opracowanie pt. "Kobieta żydowska w Warszawie od września 1939 do chwili bieżącej [1942]" (fragmenty); 1939-1942; ARG I 597; t. 5, dok. 25.
J. Korczak, Podanie; 9 lutego 1942; ARG II 90; t. 2, dok. 26.
N. N., Wspomnienia pracownika kolumny sanitarnej (fragmenty); luty-czerwiec 1942; ARG I 527; t. 5, dok. 28.
I. Adamowicz [?], Relacja pt. "Polacy o Żydach"; po marcu 1942; ARG I 402, t. 5, dok. 55.
G. Jarecka [?], Relacja pt. "Ostatnim etapem przesiedlenia jest śmierć"; kwiecień-wrzesień 1942; ARG II 272; t. 33, dok. 10.
I. Lichtensztajn, Mój testament; 31 lipca 1942; ARG I 1450; t. 4, dok. 7.
G. Seksztajn, Testament i krótka biografia; 1 sierpnia 1942; ARG I 1456; t. 4, dok. 8.
N. N., Relacja pracownicy szopu z przebiegu selekcji w dniu 6 września 1942 w getcie warszawskim (ulice: Miła, Lubeckiego, Niska); 6 września 1942; ARG II 270; t. 23, cz. II, dok. 21.
Grupa "Oneg Szabat", Raport pt. "Likwidacja żydowskiej Warszawy" (fragmenty); kwiecień 1942 - 15 listopada 1942; ARG II 300; t. 11, dok. 68.
Poza Warszawą
N. N., Relacja pt. "...die waren in Deutschland gefangen" (fragmenty); wrzesień 1939 - marzec 1940; ARG I 1103; t. 15, dok. 30.
C. Klejnman, Relacja o wydarzeniach w Serocku we wrześniu 1939 r. (fragment); wrzesień 1939; ARG I 996; t. 8, dok. 38.
N. N., Relacja pt. "Kozienice" (fragment); wrzesień 1939 - listopad 1940; ARG I 810; t. 6, dok. 98.
I. Ch. Wilner, Relacja pt. "Mon retour de l'URSS"; październik 1939 - październik 1941; ARG I 845; t. 3, dok. 23.
H. Bursztyn, Relacja z ucieczki ze Lwowa; grudzień 1941; ARG I 865; t. 3, dok. 38.
Sz. B. Winer (J. Grojnowski), Relacja pt. "Świadectwo przymusowego grabarza Grojnowskiego Jakuba" (fragmenty); 5-19 stycznia 1942; ARG I 1115a; t. 13, cz. II, dok. 1.
N. N., Relacja pt. "Hrubieszów i inne miasteczka w czasie "akcji"" (fragment); 6-15 czerwca 1942; ARG I 769; t. 6, dok. 34.
J. Krzepicki, Człowiek uciekł z Treblinek... rozmowy z powracającym (fragmenty); 25 sierpnia - 13 września 1942; ARG II 382; t. 13, cz. II, dok. 13.
N. N., Relacja o ucieczce z getta na Majdanie Tatarskim; listopad 1942; ARG II 353; t. 6, dok. 22.
Finkelsztajnowie, Relacja pt. "Zagłada Łukowa"; 5 października - listopad 1942; ARG II 352; t. 6, dok. 54.
LISTY
Warszawa
M. Landau, Listy do Icchaka Gitermana; 16 sierpnia 1941 - 10 stycznia 1942; ARG II 213; ARG I 544; t. 27, dok. 164.
N. N., Wymiana listów między dawnymi przyjaciółmi, Polakiem i Żydem, mieszkańcem getta warszawskiego; marzec 1942; ARG I 551; t. 33, dok. 77.
H. Buki, Gryps wysłany w maju 1942 r. z więzienia przy ul. Gęsiej do p. Sutkier; maj 1942; ARG I 189; t. 12, dok. 47b.
Listy z Umschlagplatzu: Josef Kirman, List do Icchaka Gitermana; lato 1942; ARG II 212; t. 33, dok. 103.
Listy z Umschlagplatzu: N. N., List do [Aleksandra Lejba] Landaua ("Ostdeutsche" [OBW], ul. Gęsia 30); sierpień 1942; ARG II 291, t. 36 (w przygotowaniu).
Listy z Umschlagplatzu: N. N., List [27.07[?].1942] do Hersza Wassera (ul. Nowolipki 29 m. 16); 27 lipca [?] 1942; ARG II 528; t. 36 (w przygotowaniu).
"Cesia", Listy do N. N.; 1 sierpnia 1942; ARG II 279; t. 33, dok. 81.
D. Chołodenko, List do Icchaka Gitermana; 23 września 1942; ARG II 208; t. 27, dok. 175.
Poza Warszawą
N. N., List obozowicza z Wilgi do rodziców w warszawskim getcie; maj 1941; ARG I 1194; t. 24, dok. 78.
F. i Ch. Szneurson [Izbica], List do N. N. (ciotka i wuj); październik 1941; ARG II 345b; t. 6, dok. 45.
J. Szulman [Grabów], List do krewnych w getcie warszawskim; 21 stycznia 1942; ARG I 748b; t. 1, dok. 1.
N. N. [Lublin], List do N. N.; 24 marca 1942; ARG I 854; t. 6, dok. 24.
J. Szylska [Sosnowiec], List do Ludwika Hirszberga (Warszawa-getto); 27 maja 1942; ARG I 1017; t. 1, dok. 64.
D. Jonas [Gdańsk], List do Maximiliana Jezierskiego (Brwinów); 8 lipca 1942; ARG II 341; t. 8, dok. 6.
Listy płońskie: N. N.; 16 grudnia 1942; ARG II 358; t. 1, dok. 140.
Listy płońskie: Dawid; 16 grudnia 1942; ARG II 359; t. 1, dok. 141.
Listy płońskie: Laja; 16 grudnia 1942; ARG II 360; t. 1, dok. 142.
Listy płońskie: Gitla; 17 grudnia 1942; ARG II 361; t. 1, dok. 143.
Listy płońskie: Guta Fuks; 17 grudnia 1942; ARG II 339; t. 1, dok. 144.
Listy płońskie: Marek; 17 grudnia 1942; ARG II 340; t. 1, dok. 145.
CZĘŚĆ II. TEKSTY LITERACKIE
PROZA
N. N., Refleksje (z miesięcznika gdudu Tel-Amal); jesień 1940; ARG I 1307; t. 18, dok. 2 (w przygotowaniu).
J. Feld (Feldwurm), Sen matki; kwiecień-maj 1941; ARG I 1214; t. 26, dok. 72.
I. Cukierman, Reportaż z obozu w Kampinosie; kwiecień 1941; ARG I 1304; t. 19, dok. 4, "Dror-Wolność" nr 5 z maja 1941.
I. Berensztein, Eseje (wybór); 1941; ARG I 1210; t. 26, dok. 80.
---, Poematy prozą (wybór); lipiec [?] 1941; ARG I 1211; t. 26, dok. 81.
L. Goldin, Kronika jednej doby; sierpień 1941; ARG I 1219; t. 26, dok. 77.
P. Opoczyński, Reportaż pt. "Szmugiel w getcie warszawskim"; październik 1941; ARG I 437; t. 31, dok. 23.
Stanisław Różycki, Relacja pt. "To jest getto! (Reportaż z inferna XX wieku)" (fragmenty); listopad 1941 - 7 grudnia 1941; 455 ARG I; t. 33, dok. 14.
---, Opracowanie "Polscy pisarze (fragmenty)"; 1942; ARG I 659; t. 5, dok. 52.
N. N., Poprzez mury getta... (Listy do polskiego towarzysza); 1939 - listopad 1941; ARG I 1340; t. 16, dok. 4, "Za Naszą i Waszą Wolność" nr 9 z grudnia 1941.
J. Kirman, Z miasteczka uchodźców - Dzika i Niska; b.d.; ARG I 533; t. 26, dok. 82.
---, Mówię do Ciebie często, moje dziecko; styczeń 1942; ARG I 1310; t. 16, dok. 8, "Jugnt Sztime" nr 2-3 (15-16) z lutego-marca 1942.
M. Bernstein, List pożegnalny od młodego towarzysza (Hrubieszów); 13 czerwca 1942; ARG I 1308; t. 19, dok. 6, "Jedies" nr 7 z 13 czerwca 1942.
Sz. Szajnkinder, Cztery dziewczynki; lipiec 1942; ARG I 1237; t. 26, dok. 78.
J. Perle, "4580"; jesień 1942; ARG II 254; t. 26, dok. 86.
POEZJA
N. N., Getto; październik 1940; ARG I 1303; t. 19, dok. 3, "Dror" nr 4 z października 1940.
S. B. Szajewicz, [Październik]; b.d.; ARG I 1236; t. 26, dok. 68.
A. Suckewer, O bracie mój; b.d.; ARG II 399; t. 26, dok. 63.
K. Lis, Dlaczego milczysz, świecie?; b.d.; ARG I 1223; t. 26, dok. 64.
---, [Śpiewam pieśń o wierze w przyszłość]; b.d.; ARG I 1224; t. 26, dok. 65.
Władysław Szlengel, Rzeczy. Telefon; b.d.; ARG II 400; t. 26, dok. 48.
---, Już czas! Czas!; grudzień 1942; ARG II 401; t. 26, dok. 53.
I. Kacenelson, Biada tobie...; wiosna 1942; ARG II 393; t. 26, dok. 49.
---, Dzień mojego wielkiego nieszczęścia; 14 sierpnia 1942; ARG II 394; t. 26, dok. 51.
---, I dam zemstę moją nad Edomem...; wrzesień-październik 1942; ARG II 404; t. 26, dok. 69.
N. N., [Gdzie jest Bóg?]; b.d.; ARG II 403; t. 26, dok. 66.
J. Kirman, Oczy wciąż otwarte. Po blokadzie (Kronika); 1942; ARG II 396; t. 26, dok. 52.
R. Ofenberg, Wysiedlenie. Szop szczotkarski; wrzesień 1942; ARG II 398; t. 36.
CZĘŚĆ III. TEKSTY RELIGIJNE
K. K. Szapiro, Nakaz i ochotne spełnienie (fragment); 1934 - wrzesień 1939; ARG II 14; t. 25, dok. 3.
Sz. Huberband, Opracowanie pt. "Kidusz ha-Szem" (fragment); wrzesień 1939 - 18 kwietnia 1942; ARG I 56; t. 32, dok. 9.
N. N., Modlitwa - specjalnie ułożona na chwilę obecną; b.d.; ARG II 413; t. 26, dok. 84.
Antologia prezentuje wybór tekstów z Konspiracyjnego Archiwum Getta Warszawy (ARG)[1]. Twórcą ARG był Emanuel Ringelblum (1900-1944), przed drugą wojną światową wybijający się historyk żydowski i działacz społeczny, w getcie zaś faktyczny przywódca niezależnego sektora samopomocy. Mamy do czynienia z bezprecedensową kolekcją źródłową z czasów Zagłady. Historyczna i kulturowa wartość ARG jest nieoszacowana i wymyka się kwalifikacjom. Kolekcja archiwalna, tworzona według ścisłych zasad metodologicznych i realizowana jako projekt badawczy przez zespół fachowców dokumentalistów oraz ludzi nauki, literatury, kultury i społeczników, nie ma sobie równych w Europie. W żadnym bowiem miejscu okupowanej Europy, w żadnym skupisku żydowskim egzystującym pod niemieckim terrorem nie podjęto inicjatywy na tak wielką skalę. Archiwum Ringelbluma, gromadzone i opracowywane przez grupę, która nazwała siebie "Oneg Szabat" (czyli Radość Soboty, od dnia, w którym zazwyczaj się spotykała), powstało w getcie warszawskim, ale zebrana dokumentacja dotyczy nie tylko tego największego getta, lecz także innych wspólnot żydowskich. Z jego kart wyłania się panoramiczny obraz losu Żydów w czasie Zagłady. W 1999 roku Komitet UNESCO, w uznaniu niezwykłej wartości Archiwum Ringelbluma, podjął decyzję o umieszczeniu go na liście "Pamięć Świata" (Memory of the World).
Wstęp do antologii spełnia trzy podstawowe zadania. Po pierwsze - wskazuje na kontekst historyczny, w jakim ARG było gromadzone, opracowywane i w końcu pieczołowicie ukryte, prezentuje ludzi zaangażowanych w działalność dokumentacyjną, a także uzmysławia, jak duża część historii zagłady Żydów polskich jest tam utrwalona[2]. Po drugie - opisuje fenomen ARG jako szczególnego typu instytucji, jej tradycje ideowe i metodologiczne, zwraca uwagę na niezwykłe bogactwo tego zasobu archiwalnego. Po trzecie wreszcie - przedstawia koncepcję antologii oraz kryteria i motywacje, jakimi kierowali się edytorzy przy wyborze tekstów. Wstęp został podzielony na trzy części, odpowiadające zakreślonym powyżej zagadnieniom.
Część pierwsza przybliża kontekst historyczny. Przywołuje ona w najogólniejszym zarysie dzieje zagłady Żydów na ziemiach polskich. Porządkuje najważniejsze fakty i wydarzenia, do których w ten czy inny sposób odnoszą się ocalone w Archiwum Ringelbluma dokumenty. Nie stanowi jednak kalendarium i nie jest całościową narracją historiograficzną o zagładzie polskich Żydów. Cel był inny: pokazać los Żydów w okupowanej przez Niemców Polsce przez pryzmat świadectw zebranych w Podziemnym Archiwum Getta Warszawy, ponieważ znaczną część tej historii da się opowiedzieć dzięki tekstom tam właśnie zgromadzonym. Ostatnie dokumenty ARG pochodzą z początku lutego 1943 roku, więc nie mogły już objąć dalszego okresu: powstania w getcie warszawskim i tragicznego epilogu Zagłady - dlatego prezentowany we wstępie przebieg wydarzeń z konieczności wykracza poza ramy chronologiczne działalności grupy "Oneg Szabat". Zarysowany w tej części kontekst historyczny, potrzebny do uchwycenia swoistości Archiwum Ringelbluma, obejmuje również początek i koniec jego działalności, zabezpieczanie i ukrycie dokumentów oraz ich odnalezienie po wojnie. Dopełnia tę część historyczną opowieść o ludziach: krótkie biogramy wybranych współpracowników "Oneg Szabat", ukazujące ich różnorodne drogi życiowe, ideologiczny rodowód i rozmaite funkcje, jakie pełnili. Chodziło nie tylko o prezentację osób najbliższych i najbardziej znanych, lecz także o wydobycie z cienia tych, o których w publikacjach popularnych zazwyczaj się nie wspomina.
Część druga wskazuje na krąg najbliższych twórcom ARG inspiracji ideowych i metodologicznych. Odwoływali się oni do prac Żydowskiego Instytutu Naukowego w Wilnie (JIWO), z którym Ringelblum był ściśle związany jako członek Sekcji Historycznej i Komisji Historii Żydów w Polsce (agendy JIWO w Warszawie), do nurtu historiografii żydowskiej określanego jako Churban Forszung (czyli badań zniszczenia, katastrofy). Ta część zawiera też podstawowe informacje na temat różnorodności gatunkowej i tematycznej dokumentacji ARG, struktury organizacyjnej, rodzaju wykonywanej pracy i głównych kierunków działania "Oneg Szabat", z jego najważniejszym projektem badawczym - "Dwa i pół roku wojny". Zakres aktywności osób związanych z ARG był szeroki: od pozyskiwania, spisywania i redagowania relacji świadków, gromadzenia dokumentacji o charakterze autobiograficznym, urzędowym, konspiracyjnym, przez tworzenie samodzielnych opracowań poszczególnych zagadnień, aż do kopiowania dokumentów, porządkowania ich i ochrony. Wielu członków "Oneg Szabat" prowadziło również własne dzienniki i zapiski osobiste.
Część trzecia objaśnia przyjętą koncepcję, kryteria wyboru tekstów, zasady ich uporządkowania oraz specyfikę prezentowanej antologii, czyli to, co odróżnia ją od istniejących już wyborów dokumentów z ARG. Materiały zgromadzone w Podziemnym Archiwum Getta Warszawy są bezcennym źródłem historycznym, ale są także świadectwem doświadczenia Zagłady, rozumianym w kategoriach moralnych i egzystencjalnych. Są świadectwem doświadczenia radykalnie nowego, wobec którego dotychczasowe formy wyrazu zawodzą i wobec którego język wydaje się bezradny. Ukazanie tych wymiarów świadectwa to podstawowy cel antologii. Nie chodzi tu bowiem o wyczerpujące i reprezentatywne przedstawienie rozległego spektrum podejmowanych przez "Oneg Szabat" zagadnień ani o prezentację przykładów wszystkich rodzajów dokumentów archiwalnych. Konstytutywny dla koncepcji tej antologii jest sposób zapisu doświadczenia, gatunkowa formuła świadectwa, jego językowa nadorganizacja, szczególne uporządkowanie stylistyczne, kompozycyjne czy narracyjne. Wiele miejsca zajmują interpretacje wybranych treści zamieszczonych w antologii, co pozwala uchwycić ich gatunkową, językową czy narracyjną specyfikę i uzasadnia, dlaczego w zbiorze znalazły się te, a nie inne teksty.
Antologia składa się z trzech części wyodrębnionych według kryterium gatunkowego: literatura dokumentu osobistego, teksty literackie, teksty religijne.
"A więc wojna!"[3] Wojdysławski, którego imienia nie znamy, zaczyna swój prowadzony w języku polskim dziennik następująco:
1 września 1939
Z przekopanych ulic, rowów strzeleckich, z zasypanych piaskiem okien, z obwieszczeń mobilizacyjnych ułożyło się jedno, jedyne, okropne słowo:
Wojna!
[...] Gdzieś wysoko, prawie niewidoczne, ukazały się trzy srebrne maszyny. Zwiastuny. Macki wyciągnięte nad miasto. [...]
Wojna!
[...] Zaskoczyła wszystkich.
Wypowiedzenie jej przyszło tak niespodziewanie, tak nagle, że wszyscy ludzie potracili głowy, jeszcze zanim w nie trafił niemiecki szrapnel[4].
Tekst ocalał w Archiwum Ringelbluma.
Z chwilą wybuchu drugiej wojny światowej rozpoczął się najtragiczniejszy okres w dziejach społeczności żydowskiej w Polsce. Mało kto zdawał sobie wówczas sprawę, że będzie to ostatni akt wielowiekowej obecności Żydów na ziemiach polskich. W granicach Drugiej Rzeczypospolitej żyła wtedy największa społeczność żydowska w Europie (wyłączając tereny ZSRR). Szacuje się, że w 1939 roku liczba Żydów wynosiła około 3 milionów 300 tysięcy, co stanowiło mniej więcej 10% mieszkańców Polski. Międzywojenna Warszawa stała się zaś największym skupiskiem Żydów w Europie i drugim - po Nowym Jorku - na świecie. W roku 1938 w stolicy mieszkało blisko 370 tysięcy Żydów[5]. Oznacza to, że co trzeci mieszkaniec Warszawy był Żydem.
1 września 1939 na bezchmurnym niebie pojawiły się samoloty Luftwaffe. Wielu było przekonanych, że to ćwiczenia polskiego lotnictwa. Dopiero kiedy zaczęły spadać niemieckie bomby, iluzja prysła. Tym, którzy prowadzili wtedy dzienniki czy kronikarskie zapiski, sam moment wybuchu wojny jawił się w szczególnej aurze podwójności. Spodziewano się wojny, ale gdy stała się ona faktem, przyjęto ją z zaskoczeniem. Sporządzane wówczas na gorąco zapisy odsłaniają paradoks: urzeczywistnienie przeczucia, a jednocześnie niewiara w to, co się dzieje; zaskoczenie, a jednocześnie spełnienie tego, co oczekiwane. Skupmy się na tym, co zanotowali warszawscy Żydzi.
Piątek, 1 IX 39 r.
Wojna!
Mówiło się o niej wciąż, ciągle się jej spodziewano, w końcu przyszła z całą grozą i potęgą niszczycielską. Do ostatniej chwili byli tacy, którzy twierdzili, że wojny nie będzie. Tymczasem stało się inaczej, a stało się tak szybko, że trudno się było zorientować, co się właściwie dzieje.
Pierwszy alarm lotniczy. Wszystkich gnębi jedno pytanie: czy to próbny alarm, czy też prawdziwy pierwszy nalot nieprzyjacielskich samolotów? Nie, teraz to nie są już więcej ćwiczenia, w jednej chwili dla wszystkich staje się jasne, że wojna już się zaczęła. Wojna stała się faktem dokonanym. Teraz nie ma już po co się łudzić[6].
- tak nieznany autor rozpoczął swoje spisywane po polsku notatki relacjonujące oblężenie stolicy. Tekst ocalał w Konspiracyjnym Archiwum Getta Warszawy.
Chaim Aron Kapłan, wybitny pedagog i hebraista, prowadził dziennik od 1935 roku. Zapisy urywają się na dacie 4 sierpnia 1942. Ostatnie zdanie, jakie zapisał, brzmi: "Jeśli zakończę życie - co stanie się z moim dziennikiem?"[7]. Bruliony dziennika, przemycone na stronę aryjską, ocalały. Pod datą 1 września 1939 zanotował:
I tak stoimy dziś w przededniu nowej epoki w dziejach świata. Co prawda, wojna przyniesie zniszczenie kultury ludzkiej. Ale to kultura, która dożyła końca i zasługuje na zniszczenie. Nie ma wątpliwości, że nazizm hitlerowski zostanie wyeliminowany, bo koniec końców cywilizowane ludy powstaną w obronie wolności, z której niemiecki barbarzyńca chciał ograbić człowieczeństwo. Nie jestem pewny, czy nie polegniemy w tej krwawej wojnie. Po pierwsze - pociski wypełnione gazem trującym, zabijające wszystko, co żyje. Po drugie głód - z braku źródeł zarobkowania. Z czego będziemy się utrzymywać?[8]
Diarysta już pierwszego dnia rozpoznaje istotę tej wojny: rodzi się nowa era w historii świata, hitlerowski nazizm prowadzi do zagłady cywilizacji i chociaż w ostatecznym rachunku będzie pokonany, przyniesie niewyobrażalne żniwo śmierci. Proroczo wręcz brzmią słowa Kapłana o umieraniu z głodu i o trującym gazie.
Emanuel Ringelblum pojechał do Genewy na XXI Kongres Syjonistyczny, obradujący od 16 do 25 sierpnia 1939. Wojna stała już u bram Europy. Ringelblum bez wahania wrócił do Polski. W notatkach, które zaczął sporządzać od samego początku wojny, zapisał:
Wyjazd do Genewy. [...]
Kongres pod znakiem wojny. Strach przed odcięciem od kraju. [...]
Temperatura wzrasta [i] osiąga punkt kulminacyjny, gdy Niemcy zawierają pakt o nieagresji. [...]
Trudności z powrotem. [...]
Jedziemy w wagonie sypialnym 30 godzin do Warszawy.
Alarm. Myśleliśmy, że próbny.
Straszliwa dezorganizacja. Ogromne tłumy okupują stacje. Ludzie zwisają z pociągów, [jadą] na dachach. Niektórzy próbują dostać się do naszego wagonu. Antysemickie pozdrowienia w kraju. Nasze postanowienie powrotu do kraju podyktowane poczuciem obywatelskim[9].
Obowiązek moralny, misja, posłannictwo - to słowa klucze opisujące późniejszą działalność Ringelbluma. Od razu wiedział, co robić: pisać, notować, sporządzać dokumentację wydarzeń.
Ringelblum był świadomy również, jak radzić sobie w sytuacji katastrofy spowodowanej drakońską polityką antyżydowską Trzeciej Rzeszy. Doświadczenie w działaniach samopomocowych zdobył - i sprawdził się znakomicie - rok wcześniej w Zbąszyniu, gdzie tysiące polskich Żydów, wygnanych z terytorium Trzeciej Rzeszy, utknęło na granicy, ponieważ władze nie godziły się początkowo na ich wpuszczenie do Polski. Ringelblum kierował wtedy szeroko zakrojoną akcją samopomocową[10].
Separacja i izolacja. Getto. Polska stanęła wobec agresji niemiecko-sowieckiej i wojny na dwa fronty, broniąc się zaciekle przez cztery tygodnie. Kampania wrześniowa zakończyła się klęską. Na obu frontach poległo niemal 70 tysięcy żołnierzy (w tym około 7 tysięcy Żydów), ponad 130 tysięcy zostało rannych, a blisko 650 tysięcy dostało się do niewoli (w tym około 60 tysięcy Żydów)[11]. Na terytorium Polski ustanowiono dwie okupacje: niemiecką i sowiecką. Obie oznaczały terror i represje, jednakże na innych zasadach kształtował się w nich stosunek do Żydów. Trzecia Rzesza dążyła do "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej", jakkolwiek w 1939 roku najprawdopodobniej nikt jeszcze nie potrafił sobie wyobrazić, co to oznacza. ZSRR, głosząc hasła internacjonalistyczne, przyznawał Żydom - przynajmniej nominalnie - pełne równouprawnienie. W sowieckiej strefie okupacyjnej terror stosowano z pobudek klasowych, a nie rasowych. Żydzi byli więc prześladowani - na równi z innymi grupami - jako "kapitaliści", "burżuje", kupcy, rzemieślnicy, działacze polityczni, społeczni, religijni, ale nie jako Żydzi. Do wschodnich województw Rzeczypospolitej, które dostały się pod okupację sowiecką, napływały rzesze uchodźców z centralnej i zachodniej Polski, ogarniętej przez wojska niemieckie. Byli to w większości Żydzi, chroniący się przed niemieckimi prześladowaniami. Szacuje się, że od wybuchu wojny do początków 1940 roku na wschód uciekło około 200 tysięcy Żydów. Mieli oni oczywiste powody, aby bać się Niemców. Dobrze wiedziano, co się działo w Trzeciej Rzeszy.
Terror stosowany przez Niemców wobec ludności okupowanej Polski od początku różnicował Polaków i Żydów. Społeczeństwo polskie karmione było niemiecką propagandą antysemicką, a okupacyjne dekrety i rozporządzenia prowadziły do narastającej separacji i izolacji Polaków od Żydów. Grabież, upokarzanie, znakowanie obywateli polskich pochodzenia żydowskiego - to pierwsze elementy niemieckiej strategii. Od 1 grudnia 1939 wszyscy Żydzi z Generalnego Gubernatorstwa powyżej dwunastego roku życia musieli nosić białe opaski z niebieską gwiazdą Dawida na prawym rękawie ubrania. Na terenach włączonych do Rzeszy podobną funkcję pełniła żółta gwiazda przypięta z przodu i z tyłu do ubrania. Od stycznia 1940 roku Żydom zakazano zmiany miejsca zamieszkania. W większości miast przeprowadzono obowiązkową rejestrację Żydów, zablokowano ich konta, depozyty bankowe i oszczędności, skonfiskowano żydowskie majątki, przedsiębiorstwa objęto przymusowym zarządem komisarycznym.
Ostatni element separacji stanowiło utworzenie gett. Konieczność izolacji Żydów w gettach uzasadniano powodami zdrowotnymi - niemiecka propaganda przedstawiała Żydów jako roznosicieli chorób. W okupowanej Polsce powstało około sześciuset gett. Niektóre działały krótko - ich mieszkańców wywieziono do większych miast lub prosto na zagładę; w innych Żydzi byli zamknięci kilka lat. Za mury przywożono też Żydów spoza Polski, głównie z Niemiec, Czech, Austrii. Getta różniły się wielkością i stopniem odizolowania. Otaczano je wysokim murem, oddzielano parkanem, płotem, zasiekami z drutów kolczastych bądź jedynie określano granicę obszaru, której Żydom nie wolno było przekraczać.
16 listopada 1940 zostało ostatecznie zamknięte największe getto okupowanej przez Niemców Europy - getto warszawskie. W październiku 1939 roku w Warszawie było około 360 tysięcy Żydów. Do chwili zamknięcia getta do miasta przybyło około 90 tysięcy uchodźców żydowskich z ziem wcielonych do Trzeciej Rzeszy. W styczniu 1941 ludność getta liczyła około 400 tysięcy mieszkańców, a latem 1941 - w okresie największego zagęszczenia - sięgała do 460 tysięcy[12]. Władzę nad gettem sprawowali żelazną ręką Niemcy - panowie życia i śmierci Żydów Warszawy. Bezpośrednie zarządzanie masą stłoczonych za murami ludzi okupant oddał samym Żydom. Już 21 września 1939 wydano rozporządzenie o utworzeniu Judenratów, czyli Żydowskich Rad Starszych, mających reprezentować lokalne społeczności wobec Niemców, a przede wszystkim czuwać nad wykonywaniem poleceń hitlerowców. Judenraty dostarczały władzom okupacyjnym siłę roboczą do pracy przymusowej, płaciły nakładane raz po raz kontrybucje, organizowały życie wspólnot żydowskich w gettach, zobowiązane były dbać o warunki bytowe, aprowizację, opiekę społeczną, przyjmować rzesze przesiedleńców. Stanęły wobec zadań niewykonalnych: de facto ubezwłasnowolnione, miały sprawować funkcje samorządowe w sytuacji totalnego dyktatu niemieckiego. W ostatecznym rachunku Rady Żydowskie stały się jednym z instrumentów Zagłady przeprowadzonej przez Niemców.
4 października 1939 w okupowanej Warszawie Niemcy zatwierdzili Adama Czerniakowa na stanowisku przewodniczącego Judenratu. Strukturę warszawskiego organu, niezmiernie rozbudowaną, skomplikowaną i zmieniającą się w czasie, tworzyły liczne wydziały, komisje, referaty i agendy, obejmujące niemal wszystkie aspekty życia społecznego, ekonomicznego, religijnego. Na rozkaz władz niemieckich Judenrat utworzył Żydowską Służbę Porządkową (SP), zwaną powszechnie policją żydowską. Do czasu zamknięcia getta zwerbowano około tysiąca siedmiuset funkcjonariuszy. Pierwsi policjanci żydowscy pojawili się na ulicach 16 listopada 1940 przy dwudziestu dwóch bramach prowadzących do getta, gdzie pełnili straż razem z polskim policjantem "granatowym" i niemieckim żandarmem. Do obowiązków policji żydowskiej należało głównie patrolowanie granic getta oraz pilnowanie porządku na ulicach. Przychylny początkowo stosunek do SP zmienił się, kiedy wiosną 1941 roku policjanci wzięli udział w brutalnych łapankach mieszkańców getta, uchylających się od przymusowych wyjazdów do obozów pracy. Czarną kartą zapisała się policja żydowska podczas akcji likwidacyjnej między lipcem a wrześniem 1942 roku, czynnie uczestnicząc w wyłapywaniu, tropieniu i selekcji mieszkańców getta, doprowadzaniu ich na Umschlagplatz i ładowaniu do wagonów.
W styczniu 1940 roku ukonstytuowała się instytucja o nazwie Żydowska Samopomoc Społeczna - Komisja Koordynacyjna (ŻSS-KK), która stała się stopniowo ośrodkiem rozgałęzionej federacji autonomicznych komórek, jednocząc zarówno tradycyjne i działające już przed wojną stowarzyszenia opiekuńcze, jak i nowe organizacje. W kwietniu 1940 przy ŻSS-KK powstała Sekcja Pracy Społecznej, której przewodniczył Emanuel Ringelblum. Podlegały jej komitety domowe, które stały się później podstawowym ogniwem działalności opiekuńczej w getcie. Dzięki autorytetowi przedwojennego działacza społecznego i organizatora samopomocy (chodzi przede wszystkim o organizowanie akcji pomocowej w Zbąszyniu) Ringelblum mógł sprawnie pokierować niezależnym od Judenratu sektorem samopomocy w getcie warszawskim i stać się jednym z jego przywódców.
Działalność samopomocowa w getcie koncentrowała się wokół trzech wielkich problemów: głodu, napływu uchodźców oraz tragicznego losu dzieci.
Głód w dzielnicy zamkniętej był widoczny, nadawał jej niezatarte piętno: opuchłe ciała konających na ulicach, szkielety dzieci błagających o kawałek chleba, "chaperzy" atakujący przechodniów, wyrywający im z rąk i pochłaniający wszystko, co przypominało jedzenie. Wyniszczał całe rodziny, powalał młodych i silnych, siał coraz większe spustoszenie. Pomoc żywnościową w getcie niesiono przeważnie poprzez sieć różnego rodzaju kuchni społecznych ("ludowych") oraz organizując dożywianie w ramach akcji pomocy sąsiedzkiej prowadzonej przez komitety domowe. Szczyt działalności kuchni przypada między majem a wrześniem 1941 roku, kiedy wydawano około 120 tysięcy "zup" dziennie. Wśród dokumentów zachowanych w Archiwum Ringelbluma jest bardzo dużo świadectw doświadczenia głodu, dlatego w prezentowanej antologii znalazły się cztery teksty na ten temat: od rozważań Racheli Auerbach, kierowniczki kuchni dla literatów na ul. Leszno 40, "Esse" i jedzenie - przyczynek do fizjologii głodu, przez eseje Lejba Goldina Kronika jednej dobyi Icchaka Berenszteina Warszawa 1941, po opowiadanie Jehudy Felda Sen matki.
Najpierw do okupacyjnej Warszawy, a potem do zamkniętego już getta wciąż napływali Żydzi z ziem polskich wcielonych do Rzeszy, wysiedlani z gett prowincjonalnych Generalnego Gubernatorstwa, a wiosną 1942 roku także z terytorium Niemiec. Jest różnica między uchodźcą a przesiedleńcem. Uchodźcami ówcześni działacze opieki społecznej nazywali Żydów, którzy zostali wysiedleni z ziem wcielonych do Rzeszy, ale władze okupacyjne nie nakazały im osiedlenia w konkretnym miejscu. Mieli zatem prawo wyboru i przybywali najczęściej tam, gdzie były już skupiska żydowskie, przede wszystkim do Warszawy. Natomiast przesiedleńcami nazywano tych Żydów, którzy już w okresie późniejszym byli deportowani z miejsc swojego zamieszkania do miejsc koncentracji w określonych gettach. Wobec katastrofalnej sytuacji mieszkaniowej problem ulokowania dziesiątków tysięcy ludzi napływających za mury był nie do rozwiązania. Na potrzeby przesiedleńców adaptowano najróżniejsze pomieszczenia (zwane punktami dla uchodźców), których mieszkańcy masowo wymierali. O problemie uchodźców i przesiedleńców mówią trzy teksty zamieszczone w antologii: relacja nieznanego autora Pobyt w kwarantannie, dotycząca deportacji Żydów z Jeziorny pod Warszawą do getta, dziennik Mordechaja Wassera, opiekuna schroniska dla uchodźców w getcie warszawskim, oraz opowiadanie Josefa Kirmana Z miasteczka uchodźców - Dzika i Niska.
Panorama cierpienia, ostatecznego poniżenia i wyniszczenia dzieci żydowskich - to jeden z najlepiej utrwalonych w świadomości społecznej wizerunków getta. Dzieci okutane w łachmany, brudne, przemarznięte, opuchnięte z głodu, żebrzące z rozdzierającym lamentem na ulicach bądź konające bezgłośnie pod ścianami domów. Dzieci osierocone, bezradne, chore, porzucone i zdane na łaskę losu. Dziecięcy szmuglerzy, zaopatrujący mieszkańców zamkniętej dzielnicy w żywność i utrzymujący swe głodujące rodziny przy życiu. Paradoksalny obraz dziecka-starca wydaje się w sposób najpełniejszy, a zarazem najbardziej przejmujący symbolizować los dzieci getta. Oto Rachela Auerbach kreśli portret jednego z klientów swojej kuchni, dziewięcioletniego Hersza Leiba: "Te przesmutne oczy i ruchy człowieka dźwigającego brzemię życia. Twarz starego Żyda, twarz człowieka, który ma już za sobą wszystkie doświadczenia i wszystkie rozczarowania"[13]. Icchak Kacenelson tak opisuje dwuletnią dziewczynkę, niesioną na ręku w pochodzie Żydów gnanych na Umschlagplatz: "Patrzyłem i patrzyłem na nią - chudziutką, bladą, smutnooką, / Patrzyłem na nią, na dwuletnią, na starowinkę, babcię prawie, / Bo sto lat miała w swoim smutku, w powadze - jakże ciężkiej dla niej!"[14]. W getcie warszawskim było około trzydziestu sierocińców i internatów, w tym Dom Sierot Janusza Korczaka, przeniesiony z macierzystej siedziby na Krochmalnej za mury: najpierw na Chłodną 33, potem na Sienną 16. Pomimo nadludzkich wysiłków rzesz wychowawców, świetliczanek, działaczy społecznych - dzieci ginęły. "Oto raz widziałam na własne oczy - zapisuje Rachela Auerbach - trupa dziecięcego przykrytego płachtą plakatu "Miesiąc Dziecka" z napisem: "Ratujmy dzieci! Nasze dzieci muszą żyć!""[15]. W Archiwum Ringelbluma znajduje się ogromna dokumentacja dotycząca dzieci, od form jawnej i konspiracyjnej edukacji, systemu opieki i aprowizacji, przez rodzajowe scenki uliczne, aż po tragiczne obrazy nędzy, agonii i śmierci. W antologii zamieszczamy cztery teksty o dzieciach i doświadczeniu dzieciństwa w getcie: fragmenty gazetki "Głos Domu Chłopców", przygotowanej przez dzieci z internatu przy Gęsiej 6/8, relację Dory Wajnerman, pielęgniarki w Szpitalu Dziecięcym im. Bersohnów i Baumanów, fragmenty odpowiedzi na ankietę skierowaną do dzieci Jakie zaszły u nas zmiany podczas wojny oraz sprawozdania Estery Karasiówny, świetliczanki ze schroniska dla dzieci uchodźców przy Śliskiej 28.
Rzesza oddanych pracowników opieki społecznej zdawała sobie sprawę, że ich heroiczne wysiłki nie mogą przynieść pożądanych rezultatów. Rachela Auerbach notowała w swoim dzienniku: "cała działalność naszych instytucji dobroczynnych nazwana być powinna śmiercią na raty, rozkładaniem śmierci na raty. Należy sobie nareszcie to uświadomić, że uratować kogoś od śmierci nie możemy, nie mamy czym. Możemy tylko tę śmierć odwlec, przewlec, ale nie zapobiec jej"[16]. Emanuel Ringelblum pytał: "co czynić: dawać wszystkim po łyżeczce, wówczas nikt nie przeżyje, czy też pełnymi garściami, wtedy starczy tylko dla niewielu"[17].
Śmierć i trup - te wielkie tematy getta - to dla mieszkańców dzielnicy zamkniętej zjawisko powszednie, by nie rzec: spowszedniałe. Epidemie, głód i terror sprawiają, że śmierć wdziera się w życie codzienne, wypełnia myśli i rozmowy. Jest stale obecna w mieszkaniu i na ulicy, wszechogarniająca do tego stopnia, że staje się domeną przyzwyczajenia, obojętności. Umieranie odarte zostaje z resztek majestatu, godności i intymności. Ciała zmarłych leżące pod ścianami domów i na chodnikach, wśród gorączkowego ruchu przechodniów, wyładowane zwłokami wózki zakładu pogrzebowego Pinkierta, masowe groby kirkutu na Okopowej zasypywane wapnem - takie i podobne obrazy, notowane przez świadków na gorąco, stawały się już wtedy symbolicznymi wizerunkami getta. Sami mieszkańcy dzielnicy zamkniętej nazywali ją nieraz wielkim cmentarzem. Abraham Lewin używa formuły "martwe miasto" i natychmiast dodaje: "w pełnym znaczeniu tego słowa"[18], Rachela Auerbach pisze o "śmierci spacerującej w biały dzień po ulicach zamkniętego miasta"[19]. Wozy śmierci zmierzały z różnych stron ku cmentarzowi, a wykopane tam ogromne doły wypełniały się masą ciał. Cmentarz rozciągający się wzdłuż Okopowej, z bramą przy ul. Gęsiej, staje się w zapisach Racheli Auerbach jakimś trupim oceanem: "napływają zewsząd wozy śmiertelne pełne ładunku. [...] Wszystkimi drogami i dróżka{mi} opadającymi ku Gęsiej płyną ż{wa}wo czarne wozy i wózki. Co krok. Niby strumyki, dopływy do wielkiej rzeki, która wszystko pochłania..."[20]. Najbardziej spektakularnym pogwałceniem religijnych i kulturowych reguł są - wymuszone nadzwyczajną sytuacją - sposoby obchodzenia się ze zwłokami oraz deprecjacja pogrzebu. Według świadectwa Ringelbluma podczas masowych pogrzebów "wrzucają ich [tj. zmarłych] jak psy do grobów [...], w nocy rozkopują groby, wyciągają nieboszczykom złote zęby i ściągają z nich śmiertelne całuny"[21]. W Konspiracyjnym Archiwum Getta ocalały dwa dokumenty, w których cmentarna szopa staje się przedmiotem długiego, wnikliwego opisu. Oba są fragmentami dzienników, w obu odnajdujemy podobny motyw poszukiwania zwłok wśród stosu ciał. Autorem rękopisu w języku jidysz jest najprawdopodobniej Nechemiasz Tytelman, drugi tekst to pisany w języku polskim dziennik Racheli Auerbach. W antologii prócz wymienionych świadectw znajduje się jeszcze esej Icchaka Berenszteina W obliczu śmierci.
Żydzi na różne sposoby próbowali przetrwać. Oprawcy zgotowali swoim ofiarom los, który nie miał historycznego precedensu. Ofiary zaś tworzyły - równie bezprecedensową - historię oporu. Od 15 października 1941 Żydom groziła kara śmierci za samowolne opuszczenie getta, śmiercią karani mieli być też Polacy, którzy udzielali Żydom pomocy. W świecie, w którym praktycznie wszystko jest zabronione, w którym Żydowi zabroniono żyć, już sama decyzja, by przetrwać, jest aktem oporu. W sferze materialnej było to zdobywanie jedzenia i środków do życia, a więc szmugiel[22], handel uliczny, ale także wytwórczość, usługi, przemysł gettowy. W sferze duchowej - konspiracyjne życie religijne[23], edukacja[24], działalność polityczna, ale także rozrywka i kultura[25]: koncerty, recitale, spektakle teatralne.
Różnorodne sposoby przetrwania to właśnie dzieje żydowskiego oporu, przybierającego wielorakie formy, w tym jedną z najbardziej niezwykłych manifestacji oporu i niezgody na Zagładę, czyli Archiwum Ringelbluma.
Etapy Zagłady. Akcja "Reinhardt". Pierwsze zwiastuny Zagłady zaczęły napływać do getta warszawskiego jesienią 1941 roku. Uciekinierzy z Litwy i kurierzy żydowskich organizacji młodzieżowych przynosili wieści o pogromach i masowych egzekucjach na wschodnich terenach Polski. O okupacji sowieckiej w Wilnie, pierwszych niemieckich represjach oraz masowych mordach w Ponarach pod Wilnem mówi zamieszczona w antologii relacja Arie Wilnera - działacza Ha-Szomer ha-Cair, młodzieżowej organizacji skautowskiej o charakterze syjonistycznym. Wilner ("Jurek") odegra ważną rolę w Żydowskiej Organizacji Bojowej. Jako wysłannik ŻOB na stronę aryjską pertraktował w imieniu żydowskiego podziemia z AK i kupował broń. Aresztowany i torturowany, uwolniony przez ŻOB, walczył w powstaniu w getcie. Zginął 8 maja 1943 w bunkrze na Miłej 18 wraz z Anielewiczem i sztabem ŻOB, wezwawszy wcześniej wszystkich do zbiorowego samobójstwa. Na początku 1942 roku do getta warszawskiego przybył Szlama Ber Winer, uciekinier z obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem (Kulmhof), i złożył dla Archiwum Ringelbluma szczegółową relację o funkcjonowaniu tego pierwszego ośrodka eksterminacji Żydów działającego na masową skalę. Obszerne fragmenty owej wstrząsającej relacji zamieszczamy w antologii, rezygnując jednocześnie z publikacji raportu o obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem pt. Wypadki chełmińskie, opracowanego w połowie marca 1942 roku przez Hersza Wassera, sekretarza ARG[26]. Obóz został uruchomiony 7 grudnia 1941, ofiary były mordowane spalinami w ciężarówkach zamienionych w ruchome komory gazowe. Szacuje się, że zgładzono w ten sposób z górą 150 tysięcy Żydów.
Proces masowej i systematycznie prowadzonej eksterminacji Żydów z Generalnego Gubernatorstwa, określany kryptonimem "akcja "Reinhardt"", rozpoczął się w nocy z 16 na 17 marca 1942 (kiedy Niemcy zlikwidowali getto w Lublinie), zakończył zaś operacją "Erntefest"("Dożynki"), przeprowadzoną 3-4 listopada 1943. Wiosną 1942 roku z różnych stron zaczęły napływać alarmujące sygnały. Wieści o postępujących ze wzrastającą siłą i rozlewających się coraz szerzej akcjach likwidacyjnych szybko rozchodziły się wśród skupisk żydowskich i trafiały do Warszawy[27]. Informacje o mordach przynosiła docierająca do getta warszawskiego polska prasa konspiracyjna. Podstawowym zadaniem grupy "Oneg Szabat" stało się wówczas gromadzenie wiadomości o rozszerzającej się fali eksterminacji Żydów na ziemiach polskich pod niemiecką okupacją. W ramach działalności Archiwum Ringelbluma powstał referat prasowy, wydający tygodniowe biuletyny przeznaczone dla żydowskiej i polskiej prasy konspiracyjnej. Pisane ręcznie, ukazywały się od przełomu marca i kwietnia 1942 do rozpoczęcia Wielkiej Akcji Likwidacyjnej w lipcu tego roku. Redagował je Eliasz Gutkowski z "Oneg Szabat". Pojawiała się w nich tragiczna panorama likwidowanych kolejno skupisk żydowskich i informacje o losie ich mieszkańców. Wymieńmy przykładowo: Tłuszcz, Kołomyja, Biała Podlaska, Będzin, Tarnów, Włodawa, Zamość, Hrubieszów, Bełz, Radom, Zelów, Kock, Chmielnik Kielecki, Ostrowiec, Bełżec. W kwietniu 1942 roku Eliasz Gutkowski opracował raport na temat zbrodni niemieckich, zatytułowany Drugi etap[28]. Za mury, do mieszkańców getta, przychodziły też listy od krewnych i znajomych, którzy pisali - często w zaszyfrowany sposób - o rozlewającej się fali deportacji i mordów dokonywanych na obszarach na wschód od Warszawy. W antologii tę alarmującą korespondencję reprezentują: list napisany w jidysz przez nieznanego nadawcę z Lublina do nieznanego adresata w getcie warszawskim, datowany na 24 marca 1942; kartka pocztowa napisana przez Polkę Janinę Szylską z Sosnowca do Ludwika Hirszberga zamieszkałego w getcie warszawskim, informująca o wywiezieniu rodziny Cukierów; grupa listów z Płońska, którego mieszkańcy zostali deportowani do Auschwitz w grudniu 1942 roku. Spośród znajdujących się w Archiwum Ringelbluma licznych świadectw opisujących akcje likwidacyjne różnych skupisk żydowskich w antologii zamieszczamy relację z Hrubieszowa i okolicznych miasteczek z czerwca 1942 roku, relację Finkelsztajnów o zagładzie Łukowa oraz relację o ucieczce z getta na Majdanie Tatarskim - obie z listopada 1942 roku.
Ostatnim dokumentem "Oneg Szabat" o trwającej Zagładzie, sporządzonym przed rozpoczęciem Wielkiej Akcji Likwidacyjnej w getcie warszawskim, był obszerny raport autorstwa Emanuela Ringelbluma, Hersza Wassera i Eliasza Gutkowskiego, zatytułowany Gehenna Żydów polskich pod okupacją niemiecką[29]. Autorzy podsumowali dwa poprzednie raporty, czyli Wypadki chełmińskie i Drugi etap, uzupełnili materiał informacyjny i dodali szereg tabel. Obrazowały one wzrost cen na produkty spożywcze, liczbę rejestrowanych zachorowań na tyfus plamisty w Warszawie w 1941 roku, poziom śmiertelności po stronie aryjskiej i w getcie. Ostatnia tabela miała wstrząsającą wymowę: było to "zestawienie akcji "Ausrottung" za okres lipca 1941 r. do czerwca 1942" - z wyliczonymi precyzyjnie miejscami zbrodni i liczbą ofiar.
Do Wielkiej Brytanii dotarły dwa raporty "Oneg Szabat": Wypadki chełmińskie i Drugi etap oraz raport Bundu o zbrodniach niemieckich (najprawdopodobniej dzięki szwedzkim biznesmenom mieszkającym w Warszawie i krążącym na linii Polska-Szwecja)[30]. Na tej podstawie rozgłośnia BBC przygotowała dwie audycje. Pierwsza została wyemitowana 2 czerwca, druga 26 czerwca 1942. Na nią właśnie reaguje Ringelblum. W jego Kronice getta warszawskiego, ukrytej razem z innymi dokumentami ARG i ocalałej, czytamy:
Piątek, 26 czerwca 1942 r., jest dla "Oneg Szabat" dniem wielkich wydarzeń. Dziś przed południem radio angielskie nadało audycje dla polskich Żydów. [...] W ciągu długich miesięcy boleliśmy, że świat jest głuchy i niemy wobec naszej tragedii, nie mającej sobie równej w dziejach. [...] Wszystkie [nasze] interwencje dopięły, widocznie, w końcu swego[31].
Materiały nadane przez BBC przyjmuje Ringelblum z entuzjazmem i komentuje: "Grupa "Oneg Szabat" wypełniła w ten sposób wielkie posłannictwo historyczne, zaalarmowała przecież świat o naszym losie i może uratowała setki tysięcy polskich Żydów od zagłady"[32]. Euforyczne uczucie wypełnienia misji łączy się z nadzieją na odwrócenie katastrofalnego biegu rzeczy, nadzieją wiązaną z reakcją aliantów:
nasz trud i wysiłek, nasze poświęcenie i życie w ustawicznym strachu nie były daremne. Zadaliśmy wrogowi cios. [...] spełniliśmy nasz obowiązek. Sprostaliśmy wszystkim trudnościom i dopięliśmy swego. Nawet nasza śmierć nie będzie bezsensowna, jak śmierć dziesiątków tysięcy Żydów. Wymierzyliśmy wrogowi mocne uderzenie. Zdemaskowaliśmy jego szatański plan zgładzenia w tajemnicy Żydów polskich. Przekreśliliśmy jego rachuby i odsłoniliśmy jego karty. A jeżeli Anglia dotrzyma tylko słowa i wykona swe groźby, tj. zastosuje już obecnie odpowiednie środki, może będziemy ocaleni[33].
Wiemy dziś, jak srodze ta nadzieja została zawiedziona.
Wielka Akcja Likwidacyjna w getcie warszawskim. Od 22 lipca 1942 Niemcy rozpoczęli akcję wywożenia Żydów z warszawskiego getta do komór gazowych Treblinki. Według rozlepionego tego dnia obwieszczenia było to "przesiedlenie na Wschód", z którego zwolnieni mieli być m.in. Żydzi zatrudnieni w warsztatach działających w getcie (tzw. szopach), produkujących na potrzeby Wehrmachtu. Praca w szopie pozwalała mieć nadzieję na ratunek. Ludzie za wszelką cenę usiłowali więc zdobyć zatrudnienie. Rachela Auerbach nazywa to "szopomanią" i pisze: "Była to groźna epidemia psychiczna, która w ciągu dwu miesięcy więcej pochłonęła ofiar niż wielka epidemia tyfusu w ciągu dwu lat"[34]. Niemcy bowiem w ostatecznym rachunku nie zwracali uwagi na żadne legitymacje. Ci, którzy mieli taką możliwość, starali się przedostać na stronę aryjską. Ratunkiem przed wywózką, często skutecznym, była dobra kryjówka. Udawały się też niektórym ucieczki z samego Umschlagplatzu, dzięki ogromnym łapówkom. Kiedy pociąg ruszał z bocznicy kolejowej, pozostawała już tylko jedna droga - skok z wagonu. Wielu śmiałków ginęło od kul strażników, wielu pod kołami, inni leżeli ranni przy torach, czekając na śmierć. Ale byli tacy, których ucieczka z wagonu jadącego do Treblinki kończyła się powodzeniem. Radykalnie zmienił się wygląd getta. Hałaśliwe i zatłoczone dotychczas ulice, pełne przechodniów, handlarzy, żebraków, umierających z głodu, stały się martwe i puste. Sunęły nimi kolumny Żydów gnanych na Umschlagplatz. Jedyne, co po nich zostawało, to porzucone na ulicach rzeczy: tobołki, węzełki, walizki, sprzęty domowego użytku. Zmieniła się całkowicie atmosfera w getcie. Skończyła się codzienna krzątanina uwięzionych za murami, zabiegających o przetrwanie. Skończyła się pozorna stabilizacja - masowe wywózki wzbudzały grozę, lęk przed nieznanym i - u niektórych - przeczucie Zagłady.
Wielka Akcja Likwidacyjna była punktem kulminacyjnym w dotychczasowej historii getta warszawskiego. Okres eksterminacji pośredniej (głód, epidemie, straszliwe warunki bytowe) przeszedł w fazę eksterminacji bezpośredniej. W Archiwum Ringelbluma zostało po niej dużo świadectw, dokumentów, raportów. Teksty dotyczące tego wydarzenia zajmują w antologii najwięcej miejsca. Dzienniki Abrahama Lewina, Lejzora Czarnobrody i Menachema Mendla Kohna relacjonują dzień po dniu grozę Akcji. Niedokończony esej Gustawy Jareckiej Ostatnim etapem przesiedlenia jest śmierć nie tylko przedstawia wydarzenia, lecz także przytacza dokumenty oraz podejmuje próbę bilansu moralnego i refleksji nad tym, co zaszło. O uwolnieniu z blokady mówi list nieznanego autora, podpisanego pseudonimem "Cesia". Nachum Grzywacz i Dawid Graber wraz z Izraelem Lichtensztajnem ukryli 3 sierpnia 1942 pierwszą część Archiwum Ringelbluma. W antologii publikujemy zapiski Grzywacza i Grabera oraz ich testamenty, dołączone w ostatniej chwili przed zakopaniem metalowego pudła z dokumentami ARG. Zamieszczamy też testament Lichtensztajna i jego żony - malarki Geli Seksztajn. Relacja nieznanej pracownicy szopu dotyczy przeżyć podczas tzw. kotła na Miłej, czyli trwającej od 6 do 12 września 1942 gigantycznej selekcji wszystkich żyjących mieszkańców getta, podczas której wydawano tzw. numerki na życie (numerki życia), uprawniające do pozostania w getcie. Jehoszua Perle w eseju zatytułowanym 4580 przedstawia krajobraz po Akcji, a Icchak Kacenelson doświadczenie osobistej tragedii wpisuje w epicką wizję zagłady narodu w poemacie Dzień mojego wielkiego nieszczęścia. Rekonstrukcją przebiegu wydarzeń i podsumowaniem strat jest sporządzony przez zjednoczone organizacje podziemne getta w listopadzie 1942 roku raport Likwidacja żydowskiej Warszawy[35]. Wyjątkowy dokument stanowi długa i drobiazgowa relacja Jakuba Krzepickiego - uciekiniera z Treblinki, któremu udało się wrócić do getta. Opowieść Krzepickiego, opracowana przez Rachelę Auerbach i poprzedzona przez nią wstępem, posiada nieoszacowaną wartość naocznego świadectwa.
Część ofiar długo żywiła wiarę w ocalenie, pomimo całej grozy sytuacji i często wbrew logice wydarzeń. Zagłada była dla nich czymś radykalnie nowym, nie tylko wymykającym się rozumieniu, lecz także niemającym swojego odniesienia w historii, w znanym paradygmacie dawnych prześladowań i pogromów. Symptomatyczna pod tym względem jest wypowiedź Icchaka Cukiermana, który blisko czterdzieści lat po Zagładzie wyznawał:
W pierwszych dniach wojny [niemiecko-rosyjskiej] obawialiśmy się, że z posuwaniem się Armii Czerwonej będą miały miejsce "pogromy". Mieliśmy skojarzenia z pogromami z czasów I wojny światowej. [...] Przyznaję, że nie przypuszczałem wówczas, że jesteśmy skazani na całkowitą zagładę. Nie wyobrażałem sobie tego również po pobycie w obozie Kampinos. Ani po obozie, ani po koszmarach getta[36].
Gustawa Jarecka późną jesienią 1942 roku wiedziała już, czym w rzeczywistości było "przesiedlenie na Wschód". Autorka zwraca uwagę na zjawisko uporczywego trzymania się wiary w przeżycie:
Nawet po trzech latach wojny, po doświadczeniach zesłań, rozstrzeliwań i nagłych zniknięć ludzi, tok rozumowania nie ogarniał jeszcze tej możliwości. Mówiono: nie można wymordować setek tysięcy ludzi, większość nie chciała wierzyć, że można, i nie dawała się przekonać. Dziś, jesienią 1942, już wiemy. Być może, że taką wiedzę przypłaca się życiem. [...] Zdarzało się przecież, że szli zrezygnowani ludzie bez przymusu, wierząc, że gdzieś na innym odcinku spróbują żyć na nowo w jakiejś niesłychanie twardej, ale bądź co bądź realnej rzeczywistości. Tak maszerowali sami na dno piekła, które nosiło tutaj dziwaczną, niewiele mówiącą nazwę Umschlagplatzu [...][37].
Nawet w zatłoczonym wagonie zmierzającym do Treblinki ludzie nie wierzyli, że jadą na pewną śmierć. W Archiwum Ringelbluma przechowała się relacja Dawida Nowodworskiego, innego uciekiniera z obozu zagłady w Treblince. "W moim wagonie
- zabijcie mnie raczej...
71 osób ze wszystkich warstw, klas, różnego wieku, małe dzieci od 2-8 lat do lat 10, zamknięte wagony. Wagon - zamknięty na klucz. Nikt nie wierzył, że na śmierć. Z pewnością - na życie"[38].
W święto Jom Kipur, 21 września 1942, odszedł ostatni transport z Umschlagplatzu. Oznaczało to koniec Wielkiej Akcji Likwidacyjnej w getcie warszawskim. Według źródeł niemieckich w ciągu sześćdziesięciu dwóch dni akcji wywieziono 253 742 Żydów. Według źródeł żydowskich ludność getta zmniejszyła się o ponad 300 tysięcy[39]. Po wysiedleniu zaczął się okres tzw. getta szczątkowego, radykalnie okrojonego w stosunku do pierwotnego obszaru. Składało się ono z wydzielonych enklaw, w których mieszkali skoszarowani pracownicy oficjalnie działających szopów, zamienionych w swoiste obozy pracy. Pomiędzy nimi były tzw. tereny dzikie, na których nie wolno było przebywać. Dla ocalałych po Wielkiej Akcji Likwidacyjnej - a byli to przeważnie ludzie młodzi i samotni, którzy stracili rodziny i bliskich - stało się oczywiste, że tzw. przesiedlenie na Wschód oznacza śmierć i że przerwa w wysiedlaniu jest tylko tymczasowa. Świadomość tych faktów miała zasadniczy wpływ na dalsze losy getta. Bojowcy zdobywali broń, produkowali granaty i koktajle Mołotowa. Podzielili getto na sektory bojowe, szykowali się do walki partyzanckiej. Ludność cywilna budowała kryjówki, schrony i bunkry, gromadziła zapasy. Kiedy 18 stycznia 1943 Niemcy znów wtargnęli do getta, aby wywieźć kolejny kontyngent Żydów, po raz pierwszy napotkali - nieskoordynowany jeszcze i chaotyczny - zbrojny opór. Na ulicach rozległy się strzały. Od kul bojowców padli pierwsi Niemcy. Wywołało to wprost euforyczne nastroje wśród Żydów. Władysław Szlengel, niewątpliwie najpopularniejszy poeta getta warszawskiego, pisał wówczas: "Z Niskiej i z Miłej, z Muranowa / Wykwita płomień z naszych luf. / To wiosna nasza! To kontratak! / To wino walki uderza do głów!"[40].
Grupa "Oneg Szabat", tworząca Konspiracyjne Archiwum Getta - mimo utraty wielu współpracowników, wywiezionych do Treblinki, i dezorganizacji - w dalszym ciągu dokumentowała proces Zagłady. W listopadzie 1942 roku zaczął się ukazywać biuletyn prasowy "Wiadomości ARG", adresowany głównie do konspiracji polskiej. Periodyk wychodził aż do czasu akcji styczniowej 18-22 stycznia 1943.
Najpóźniejszy dokument drugiej części Archiwum Ringelbluma to "Biuletyn Informacyjny Żagiew" - nosi on datę 1 lutego 1943. Nie można więc opowiedzieć ani powstania w getcie warszawskim, ani kolejnych faz akcji "Reinhardt" poprzez świadectwa wytworzone w kręgu "Oneg Szabat", przez współpracowników Emanuela Ringelbluma opracowane i ukryte. Zarówno dziesięć metalowych pudeł z pierwszą częścią ARG, jak i dwie bańki po mleku z częścią drugą spoczywały już pod podłogą piwnicy domu przy ul. Nowolipki 68, kiedy wybuchło powstanie.
Powstanie w getcie warszawskim i koniec akcji "Reinhardt". Rankiem 19 kwietnia 1943 Niemcy rozpoczęli ostateczną likwidację getta w Warszawie. Do lipca 1942 roku na miejscu zmarło z głodu i chorób około 100 tysięcy, a między lipcem a wrześniem 1942 do komór gazowych w Treblince wywieziono około 300 tysięcy Żydów. W getcie szczątkowym, zamienionym na obóz pracy, pozostało jeszcze około 60 tysięcy. Wkraczających do getta Niemców powitały strzały. Pierwszego dnia powstania, tuż obok budynku obecnego Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, na rogu Zamenhofa i Miłej oraz Gęsiej i Nalewek żołnierze Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB) stoczyli pierwszy zwycięski bój z Niemcami. Nieco dalej, na pl. Muranowskim, walczyli żołnierze Żydowskiego Związku Wojskowego (ŻZW). Do boju z dwoma tysiącami uzbrojonych po zęby Niemców pod dowództwem generała SS Jürgena Stroopa stanęła garstka żydowskich bojowców - niespełna tysiąc młodych dziewcząt i chłopców. Pistolety i granaty domowej produkcji skierowali przeciwko niemieckim czołgom i działom, karabinom maszynowym i miotaczom płomieni. Dowódcą ŻOB, liczącego około 500 żołnierzy, był Mordechaj Anielewicz. Sztab znajdował się w bunkrze przy ul. Miłej 29, a następnie Miłej 18. Dowódcą ŻZW, liczącego około 260 żołnierzy, był z kolei Paweł Frenkel. Główna baza znajdowała się przy pl. Muranowskim. Prócz członków ŻOB i ŻZW walczyły także inne grupy bojowców. Po trzech dniach starć powstańcy opuścili wcześniejsze pozycje i wycofali się do bunkrów, skąd prowadzili potyczki partyzanckie. Schrony, przygotowane przez ludność cywilną, stały się bazą powstańców, miejscem oporu i walki. Niemcy podpalali dom za domem. Całe getto stanęło w płomieniach.
Dla miażdżącej większości mieszkańców getta powstanie rozgrywało się pod ziemią. Chronili się oni w przygotowanych wcześniej bunkrach. Panowały tam potworne warunki: skrajne przepełnienie, brak powietrza, niemożliwy do zniesienia żar z rozgrzanych ścian płonących kamienic. Stłoczeni pod ziemią ludzie musieli zachować absolutną ciszę, ponieważ Niemcy przeczesywali getto w poszukiwaniu ukrywających się, a do zlokalizowanych bunkrów wpuszczali gaz. Wydostających się z kryjówek Żydów ograbiali, część zabijali na miejscu, a resztę gnali na Umschlagplatz. Stamtąd wywożono ich do obozów w Trawnikach, Poniatowej, na Majdanku i do Treblinki.
Żydzi wiedzieli, że powstanie jest skazane na klęskę. Ich walka była przejawem heroizmu i rozpaczy, aktem zemsty i protestem przeciwko obojętności świata. Mordechaj Anielewicz w liście z 23 kwietnia 1943 do przebywającego po stronie aryjskiej Icchaka Cukiermana pisał: "Bądź zdrów, mój drogi. Być może jeszcze się zobaczymy. Najważniejsze, że marzenie mojego życia spełniło się. Dane mi było zobaczyć żydowską obronę w getcie - w całej jej wielkości i chwale"[41]. Tego samego dnia ŻOB wydała ulotkę:
Obywatele - Polacy, żołnierze wolności. [...] Wśród dymu pożarów i kurzu krwi mordowanego getta Warszawy - my - więźniowie getta - ślemy wam bratnie serdeczne pozdrowienia. [...] Lecz wiedzcie także, że każdy próg getta jak dotychczas, tak i nadal będzie twierdzą; że może wszyscy zginiemy w walce, lecz nie poddamy się, że dyszymy, jak i Wy, żądzą odwetu i kary za wszystkie zbrodnie wspólnego wroga - Walka toczy się o Waszą i naszą Wolność; o Wasz i nasz ludzki, społeczny, narodowy honor i godność. [...] Żydowska Organizacja Bojowa[42].
8 maja 1943 Niemcy odkryli bunkier przy ul. Miłej 18. Znajdowało się tam około stu dwudziestu bojowców wraz z Mordechajem Anielewiczem. Popełnili oni zbiorowe samobójstwo. 16 maja o godz. 20.15 Niemcy wysadzili w powietrze Wielką Synagogę na Tłomackiem. Był to symboliczny koniec powstania w getcie warszawskim. Generał Stroop zatytułował swój raport do Himmlera: "Żydowska dzielnica mieszkaniowa w Warszawie już nie istnieje!"[43].
Akcja "Reinhardt" - w ramach której zlikwidowano też warszawskie getto - położyła ostateczny kres wielowiekowej historii i kulturze polskich Żydów. W komorach gazowych Bełżca, Sobiboru i Treblinki poniosło śmierć około półtora miliona Żydów, w większości obywateli Drugiej Rzeczypospolitej, a także innych państw europejskich. Setki tysięcy straciły życie w gettach, w obozach pracy, podczas setek masowych egzekucji towarzyszących "akcjom deportacyjnym" i na skutek prowadzonych obław na uciekinierów, co określano często myśliwskim kryptonimem "Judenjagd". Ostatnim akordem trwającej kilkanaście miesięcy akcji była tzw. operacja "Erntefest". W dniach 3 i 4 listopada 1943 wymordowano Żydów znajdujących się w obozach pracy w Trawnikach i Poniatowej oraz na Majdanku. W trakcie egzekucji z przygotowanych wcześniej głośników rozbrzmiewała muzyka marszowa i popularne szlagiery. Łącznie w ciągu dwóch dni zamordowano około 42 tysięcy żydowskich więźniów - to największa jednorazowa egzekucja przeprowadzona w okresie drugiej wojny światowej. Akcja "Reinhardt" była masowym mordem na niespotykaną dotąd skalę, zorganizowanym z premedytacją, przeprowadzonym metodycznie i z niebywałym okrucieństwem[44].
Dokładna liczba ofiar Zagłady jest niemożliwa do ustalenia i skazani jesteśmy na szacunki i przybliżenia. Nawet zadomowiona już w społecznej świadomości liczba sześciu milionów wykracza poza swój historyczno-statystyczny charakter, nabierając wymiaru metafizycznego, symbolizując niedającą się ująć w żadne liczby, niepojętą w swym ogromie i wyjątkowości grozę Zagłady. Jeśli chodzi o straty wśród polskich Żydów, historycy szacują, że Zagłada pochłonęła nie mniej niż 2 miliony 700 tysięcy istnień ludzkich, a przeżyło nie więcej niż 425 tysięcy. Najwięcej ocalało tych, którzy wymknęli się Niemcom i przetrwali, często w strasznych warunkach, na terytorium ówczesnego ZSRR. W ukryciu na terenach okupowanej przez Niemców Polski przeżyło od 30 do 60 tysięcy[45].
Geneza Archiwum Ringelbluma. Wbrew oczekiwaniom, wbrew potocznym wyobrażeniom, nawet wbrew prawdopodobieństwu - świadectw z czasów Zagłady ocalało dużo. Jest zaiste zdumiewające, że tyle tekstów mimo wszystko przetrwało. Zgodnie z logiką "ostatecznego rozwiązania" powinien przecież zostać po nich popiół, tak jak po ich autorach. Pisane w obliczu stałego zagrożenia, były troskliwie przechowywane i chronione jak największy skarb, cenniejszy niż życie. Papier okazał się trwalszy niż ludzkie istnienie. Potop Zagłady pochłonął niemal wszystkich. Ci, którzy zdecydowali się spisywać świadectwa, chcieli utrwalić ślad po sobie. Zdawali sobie bowiem sprawę, że nie zdołają się uratować. Oto co pisała Gustawa Jarecka z głębi szalejącej w warszawskim getcie Wielkiej Akcji Likwidacyjnej:
Przed nami i za nami jest śmierć, można by powiedzieć, że obecne chwile oczekiwania dzieją się po wyroku, który już zapadł. Jeszcze przypadek może go odwrócić. W chwilach oczekiwania, które mają w sobie odwieczną nadzieję instynktu, chcemy utrwalić ślad po sobie[46].
Pragnęli też "zaalarmować i wstrząsnąć sumieniem świata" - jak notował w swoim dzienniku Abraham Lewin - realizując w ten sposób powinność zaświadczenia o zbrodni[47]. "Wstrząsnąć sumieniem świata" to zakładać, iż ujawniona wiedza o faktach wywoła nie tylko wstrząs moralny, ale i moralną przemianę; to wierzyć w możliwość przywrócenia zburzonego ładu. Łączy się z tym również wiara, że opisanie grozy wyniszczenia Żydów będzie nie tylko dokumentalną relacją, lecz także nauką i przestrogą. Ważniejszy niż ochrona własnego życia stał się obowiązek gromadzenia materiałów, które historykowi pozwolą opisać to, co się wydarzyło, a wymiarowi sprawiedliwości dostarczą dowodów pozwalających oskarżyć zbrodniarzy i postawić ich przed sądem. Do tego - najkrócej mówiąc - sprowadzała się misja grupy "Oneg Szabat" i Konspiracyjnego Archiwum Getta Warszawy: utrwalić ślad po zgładzonych, zostawić świadectwo ich życia, oporu i śmierci, przygotować dokumentacyjny materiał dla historyka i prokuratora. Emanuel Ringelblum zapisał: "materiały "O[neg] Sz[abat]" mają ogromne znaczenie dla przyszłego trybunału, który po wojnie pociągnie do odpowiedzialności winnych spośród Żydów, Polaków i nawet [!] Niemców"[48].
Ringelblum zaczął prowadzić zapiski kronikarskie już we wrześniu 1939 roku.
Jako kierownik Żyd[owskiej] Samopomocy Społecznej (wtedy Komisji Koordynacyjnej Organizacji Społecznych i Opiekuńczych) miałem codziennie żywy kontakt z otaczającym życiem. Dochodziły do mnie wiadomości o wszystkim, co się działo z Żydami w Warszawie oraz na przedmieściach. [...] Wszystko, czego się w ciągu dnia nasłuchałem, zapisywałem wieczorem i zaopatrywałem w swoje uwagi. Z tych codziennych notatek zebrała się z czasem pokaźna książka o stu gęsto zapisanych kartkach, które są odzwierciedleniem tego okresu. Te codzienne notatki z czasem zamieniłem na tygodniowe, a później na miesięczne przeglądy [wydarzeń][49].
Było dla niego jasne, że los Żydów pod niemiecką okupacją należy fachowo, metodycznie i systematycznie dokumentować. Podjęcie podstawowych zadań historyka i kronikarza wiązało się zarazem ze spełnieniem moralnej powinności. Lakoniczną formułę takiej właśnie najwyższej powinności moralnej, jaką kierowali się autorzy świadectw Zagłady, a jednocześnie najzwięźlej ujętą motywację ich pisania, wypowiedział Szymon Dubnow. Ten osiemdziesięciojednoletni historyk żydowski, zamordowany podczas likwidacji ryskiego getta 30 listopada 1941, idąc na śmierć, udręczony i katowany, miał według krążącej legendy zwrócić się do swoich rodaków z zawołaniem: "Zapiszcie i utrwalcie!... Ludzie, pamiętajcie! Ludzie, opowiadajcie, opisujcie!..."[50].
Od samego początku okupacji Emanuel Ringelblum myślał o stworzeniu ośrodka dokumentacyjnego. "Pierwsze podwaliny pod archiwum położyłem w październiku 1939" - zapisał, ale nie tylko o historyczną dokumentację tu chodziło[51]. Zdawał sobie sprawę, że klęska wrześniowa spowodowała szok. Chciał przełamać nastroje rezygnacji, zwątpienia, apatii, a także strachu przed represjami. Wiedział z doświadczenia, nabytego podczas akcji pomocy w Zbąszyniu, że najskuteczniejszym wsparciem psychicznym w kryzysie i załamaniu jest samoorganizacja, wspólne działanie. Skupił wokół siebie zespół ludzi, których zadaniem było zbieranie świadectw i przygotowywanie opracowań. "W maju 1940 uważałem za celowe nadać tej nader ważnej pracy charakter społeczny. Dobrałem odpowiednich ludzi i dzięki temu praca rozwinęła się we właściwym kierunku oraz prowadzona była we właściwym zakresie" - czytamy w jego zapiskach[52]. Nie wiemy dokładnie, kiedy ostatecznie ukonstytuowała się grupa, która w sposób systematyczny zaczęła prowadzić działalność dokumentacyjną. Według Menachema Kohna zebranie założycielskie zwołano 5 października 1940 w mieszkaniu Ringelbluma przy ul. Leszno 18 m. 31. Hersz Wasser natomiast ustala datę spotkania inaugurującego działalność ARG na 22 listopada 1940[53]. Miano wówczas ustalić koncepcję i założenia projektu dokumentacyjno-archiwalnego oraz przyjąć nazwę, pochodzącą od terminu spotkań: "Oneg Szabat" - "Radość Soboty".
Rachela Auerbach wspomina, że już na przełomie 1939 i 1940 roku istniał krąg ludzi zajmujący się gromadzeniem materiałów. Funkcjonował też komitet organizacyjny, a z niego wydzielił się organ wykonawczy ARG, który tworzyli Emanuel Ringelblum, dwóch sekretarzy - Hersz Wasser i Eliasz Gutkowski - oraz strażnik Archiwum - Izrael Lichtensztajn. Była jeszcze rada, do której wchodzili działacze różnych politycznych afiliacji, wspierając pracę Archiwum moralnie i finansowo. Do najaktywniejszych należeli Icchak Giterman, Aleksander Lejb Landau, Jehoszua Rabinowicz i Menachem Kohn. W późniejszym czasie jednym z najważniejszych filarów Archiwum stał się Szmuel Winter[54].
Wymienione tu osoby stanowiły trzon grupy "Oneg Szabat", krąg ludzi współdziałających był oczywiście większy, ale bardzo trudno jest jednoznacznie stwierdzić, ile osób współtworzyło Konspiracyjne Archiwum Getta. Istniały różne kręgi wtajemniczenia i zaangażowania, różny czas współpracy. Jedni związani byli z ARG od początku do końca, inni czasowo, jeszcze inni tylko okazjonalnie czy wręcz jednorazowo. Niektórych znamy wyłącznie z pseudonimów, o niektórych nie da się praktycznie niczego powiedzieć. Wiele tekstów jest anonimowych, autorów niektórych z nich da się zidentyfikować na podstawie poszlak (np. charakter pisma), ale autorstwo jest niepewne, inni zaś pozostają nieznani.
W ARG zachowały się dwa cenne dokumenty dające historykom wgląd w skład osobowy grupy. Jednym z nich jest lista adresowa zawierająca trzydzieści siedem nazwisk, sporządzona przez Hersza Wassera. Lista nie jest datowana i nie wiadomo, dlaczego powstała. Trudno ją uznać za spis członków "Oneg Szabat", nie ma na niej wielu współtwórców ARG, w tym samego Ringelbluma[55]. Drugi dokument to obszerna i bardzo skrupulatnie opracowana księga kasowa zespołu "Oneg Szabat". Prowadził ją między 9 listopada 1940 a 7 sierpnia 1942 roku Menachem Mendel Kohn. Zawiera ona zestawienia przychodów i rozchodów, imienne wykazy osób wynagradzanych za pracę dla ARG, ale też nazwiska darczyńców, adresy i notatki. Pojawia się tam osiemdziesiąt pięć osób, które otrzymywały honoraria za pracę dla ARG (brakuje jednak tak wybitnych postaci ARG jak Rachela Auerbach, Bluma Wasser czy Stanisław Różycki)[56]. I jeden, i drugi dokument łamie zasadę pełnej konspiracji, otwarcie podając dane personalne. Trudno powiedzieć dlaczego. Być może dokumenty te łączyły się z działalnością samopomocową, którą objęte były wymienione tam osoby, i nie miały bezpośredniego związku z ARG. Zachowały się też inne listy z nazwiskami oraz notatki osobowe, ale trudno je zinterpretować. W trakcie pracy nad inwentarzem zidentyfikowano pięćdziesiąt sześć różnych charakterów pisma w dokumentach (trzydzieści siedem połączono z nazwiskami, dziewiętnaście tylko wyodrębniono, lecz pozostały one anonimowe). Musimy również pamiętać, że były także osoby związane z "Oneg Szabat", które same nic nie napisały (nie redagowały, nie kopiowały i nie były autorami)[57]. Faktem jest, że nie dysponujemy pełną listą członków i współpracowników "Oneg Szabat". Jesteśmy zdani na szacunki i przybliżenia. Jak się wydaje, do szerokiego kręgu mogło należeć blisko sto osób.
Ludzie "Oneg Szabat". Zatrzymajmy się nad kilkoma postaciami z kręgu "Onet Szabat"[58]. Oto szesnaście sylwetek ludzi, którzy należeli do ścisłego grona "Oneg Szabat" - współtworząc i wspierając Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy. Chodzi zarówno o tych znanych, a nawet bardzo znanych, jak i o tych pozostających w cieniu. Teksty przez nich pisane bądź opracowywane zamieszczone są w naszej antologii. Poprzestańmy na tych wybranych portretach biograficznych, pamiętając jednak, że "wspólnota braterska" - jak nazywał "Oneg Szabat" Ringelblum - była znacznie liczniejsza. Pamiętajmy o tych, których w tej antologii nie ma, choć ich praca przyczyniła się do tego, że ARG jest największą i najcenniejszą na świecie kolekcją dokumentów na temat zagłady Żydów polskich, zgromadzoną, opracowaną i ukrytą jeszcze w czasie Holokaustu.
Emanuel Ringelblum urodził się w 1900 roku w Buczaczu w Galicji, w rodzinie kupieckiej. W roku 1920 ukończył gimnazjum w Nowym Sączu, a w 1922 rozpoczął studia historyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie w roku 1927 uzyskał doktorat na podstawie rozprawy Żydzi w Warszawie od czasów najdawniejszych do 1527 r., napisanej pod kierunkiem Marcelego Handelsmana. Uczył w prywatnym gimnazjum żeńskim Towarzystwa Opiekuńczego Jehudyjah (jid. "Żydówka") przy ul. Długiej 55. W roku 1926 wstąpił do American Jewish Joint Distribution Committee w Polsce (Joint). Icchak Giterman wciągnął go do pracy w Centrali Kas Bezprocentowych (CEKABE). Ringelblum był redaktorem jej organu "Folkshilf". Z ramienia Jointu kierował pomocą dla żydowskich wygnańców z Trzeciej Rzeszy w Zbąszyniu jesienią 1938 roku. Działał w Związku Zawodowym Nauczycieli Szkół Żydowskich w Polsce, Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich i Żydowskim Towarzystwie Krajoznawczym. Był jednym z założycieli Seminarium Historii Żydów w Polsce przy Żydowskim Domu Akademickim w Warszawie, powołanego do życia w 1923 roku. Blisko współpracował z powstałym w 1925 roku Żydowskim Instytutem Naukowym w Wilnie (JIWO), działając szczególnie aktywnie w Sekcji Historycznej JIWO i Komisji Historii Żydów w Polsce, która była agendą JIWO w Warszawie. Należał do warszawskiego Towarzystwa Miłośników Historii. Współorganizował również Koło Młodych Historyków Żydowskich (Junger Historiker Krajz) w Warszawie (1924-1939) i współredagował jego publikacje naukowe: "Junger Historiker" (1926 i 1929) oraz "Bleter far Geszichte" (1934 i 1938). Od czasów studenckich aktywnie działał w radykalnie marksistowskiej partii Poalej Syjon-Lewica. W okresie okupacji i getta współpracował z Komisją Koordynacyjną, przekształconą w 1940 roku w Żydowską Samopomoc Społeczną, przewodniczył Sekcji Pracy Społecznej. Uczestniczył w innych konspiracyjnych strukturach getta (Blok Antyfaszystowski, Żydowska Organizacja Bojowa). Od jesieni 1942 roku był formalnie zatrudniony w szopie Hallmanna (niemieckie warsztaty stolarskie), co zwiększało szansę uniknięcia deportacji. W lutym 1943 roku opuścił getto wraz z rodziną i ukrył się po stronie aryjskiej. W przeddzień wybuchu powstania w getcie wrócił za mury wraz z Herszem Wasserem. Został złapany przez Niemców i wywieziony do obozu w Trawnikach, skąd udało się go wydostać dzięki współpracy z polską konspiracją. Po powrocie do Warszawy od sierpnia 1943 roku ukrywał się z żoną i synem oraz innymi osobami w schronie "Krysia" na terenie gospodarstwa ogrodniczego przy ul. Grójeckiej 81, należącego do Mieczysława Wolskiego. Schron został zadenuncjowany 7 marca 1944. Wszystkich jego mieszkańców oraz właściciela posesji i jego siostrzeńca aresztowano. Po kilku dniach, prawdopodobnie 11 marca, Ringelblum został rozstrzelany w ruinach getta.
Hersz Wasser, najbliższy współpracownik Ringelbluma, urodził się w 1910 roku w Suwałkach. Był magistrem ekonomii po warszawskiej Wyższej Szkole Handlowej, którą ukończył w 1932 roku. Mieszkał i pracował w Łodzi jako księgowy. Od roku 1934 przez pięć lat był sekretarzem sekcji ekonomiczno-statystycznej łódzkiego oddziału Żydowskiego Instytutu Naukowego w Wilnie (JIWO). Działał w łódzkiej sekcji Poalej Syjon-Lewicy. W grudniu 1939 roku wraz z żoną Blumą uciekł z Łodzi i po koszmarnej podróży dotarł do okupowanej Warszawy. Ringelblum zwerbował go do pracy w Samopomocy Społecznej. Wasser został sekretarzem Centralnej Komisji Uchodźców, co dało rozległe kontakty i pozwoliło mu zgromadzić na ten temat bogaty materiał dokumentacyjny, którym zasilił zasoby ARG. Jego rola jako sekretarza "Oneg Szabat" jest nie do przecenienia: miał pieczę nad całym Archiwum, kontrolował napływ materiałów, porządkował je i katalogował. Umieszczał na dokumentach specjalny kod, który służył do sporządzania sprawozdań statystycznych z prac zespołu. Umożliwiały one ustalenie objętości zebranych materiałów dotyczących poszczególnych grup tematycznych, liczby opisanych miast, relacji i opracowań, liczby stron. Rekrutował współpracowników i przechowywał ich spisy personalne, czuwał nad finansami grupy. Gdy do getta zaczęły docierać wieści o akcji "Reinhardt", wraz z Emanuelem Ringelblumem i Eliaszem Gutkowskim sporządzał biuletyny "Oneg Szabat" i raporty o masowej eksterminacji Żydów. Podczas powstania w getcie został złapany, wsadzony do pociągu jadącego do Treblinki. Udało mu się wyskoczyć z wagonu i wrócić do Warszawy, gdzie po stronie aryjskiej ukrywał się z żoną. Przeżył wraz z nią wojnę i znając miejsce ukrycia Archiwum Ringelbluma, doprowadził do jego odnalezienia i wydobycia. Brał udział w pierwszych pracach konserwatorskich, weryfikował i porządkował ocalałe dokumenty, nanosił na niektórych notatki i wskazówki identyfikacyjne. Między kwietniem a wrześniem 1947 roku wysłał do JIWO w Nowym Jorku blisko dwieście dokumentów z kolekcji Archiwum, z czego około czterdziestu ma swoje odpowiedniki (dublety) w zbiorach ŻIH w Warszawie. W roku 1950 Wasserowie wyjechali do Izraela. Hersz Wasser zmarł w 1980 roku.
Eliasz Gutkowski urodził się w 1900 roku w Kalwarii Suwalskiej, mieszkał w Łodzi, gdzie pracował w szkołach powszechnych i średnich jako nauczyciel. W roku 1925 został absolwentem Państwowego Seminarium dla Nauczycieli Religii Mojżeszowej w Warszawie. Tam też, na Wolnej Wszechnicy Polskiej, uzyskał w 1938 roku stopień magistra filozofii w zakresie historii. Był członkiem Poalej Syjon-Prawicy. Działał w żydowskich organizacjach opiekuńczych i dobroczynnych. Wraz z żoną i rocznym synkiem przyjechał w grudniu 1939 roku do okupowanej Warszawy. Pracował w Żydowskiej Samopomocy Społecznej. Po powstaniu "Oneg Szabat" został drugim sekretarzem zespołu. Zajmował się kopiowaniem dokumentów, spisywał relacje uchodźców, przesiedleńców i więźniów obozów pracy. Pisał też o zagadnieniach ekonomicznych getta. Miał sporządzić opracowanie na temat młodzieży szkolnej getta. Znajdował się w dramatycznej sytuacji finansowej. Dołączone przez niego do Archiwum listy, podania i zaświadczenia obrazują bezskuteczne próby otrzymania lepiej płatnej pracy i sprowadzenia do Warszawy samotnej siostry, która głodowała w łódzkim getcie. Gutkowski zginął z żoną i czteroletnim synem, wychodząc z getta kanałami w kwietniu 1943 roku.
Izrael Lichtensztajn urodził się w 1904 roku w Radzyniu Podlaskim. Po studiach w Żydowskim Seminarium Nauczycielskim w Wilnie pracował jako nauczyciel gimnazjalny. W 1932 Lichtensztajn przeniósł się z Wilna do Warszawy, gdzie został dyrektorem szkoły im. Bera Borochowa na Nowolipkach 68. Działał w żydowskich organizacjach kulturalnych i sportowych. Był członkiem Poalej Syjon-Lewicy. Przez cały okres międzywojenny pełnił funkcję sekretarza redakcji czasopisma literackiego "Literarisze Bleter". W roku 1939 ożenił się z malarką Gelą Seksztajn. Po wybuchu wojny brał czynny udział w organizacjach samopomocowych wśród warszawskich Żydów. Jako członek CENTOS-u (Związek Towarzystw Opieki nad Dziećmi i Sierotami) organizował tajne i jawne nauczanie, które po zamknięciu getta dokumentował dla "Oneg Szabat". W getcie pracował jako nauczyciel, należał do kierownictwa szkoły i kuchni dziecięcej przy ul. Nowolipki 68. W piwnicach tej kamienicy na początku sierpnia 1942 roku, wraz ze swoimi uczniami Nachumem Grzywaczem i Dawidem Graberem, zakopał pierwszą część dokumentów z Podziemnego Archiwum Getta Warszawskiego. W jednej ze skrzynek znalazł się zdeponowany przez jego żonę zbiór prac: ponad trzysta akwarel i rysunków, a także testamenty obojga. Po Wielkiej Akcji Likwidacyjnej Lichtensztajn brał udział w przygotowaniach do walki zbrojnej. Zginął z żoną i córeczką w pierwszych dniach powstania w getcie, w kwietniu 1943 roku.
Icchak Giterman urodził się w 1889 roku w Hornostopolu (na dzisiejszej Ukrainie). Matka pochodziła z rodu potomków założyciela chasydzkiego ruchu Chabad. Podczas pierwszej wojny światowej współtworzył Żydowski Komitet Pomocy Ofiarom Wojny (JEKOPO) w Kijowie, a po wojnie organizował pomoc dla ofiar pogromów na Ukrainie, szczególnie ich emigracje do Stanów Zjednoczonych. W roku 1921 zamieszkał w Warszawie, gdzie został dyrektorem polskiego oddziału American Jewish Joint Distribution Committee. W ramach tej organizacji utworzył i rozbudowywał sieć kas pożyczek bezprocentowych (CEKABE). Wspierał też działalność Żydowskiego Instytutu Naukowego JIWO w Wilnie oraz wydawnictwa Kultur-Lige. Jesienią 1938 roku, we współpracy z Emanuelem Ringelblumem, niósł pomoc polskim Żydom wysiedlonym z Niemiec do Zbąszynia. Po wybuchu wojny Giterman wyjechał do Wilna, gdzie w ramach miejscowego oddziału Jointu starał się o wsparcie dla uchodźców z Polski. W trakcie podróży służbowej do Sztokholmu został internowany przez Niemców. Do Warszawy wrócił w kwietniu 1940 roku i znowu podjął pracę w biurze Jointu. Działał w Żydowskiej Samopomocy Społecznej, wspierał finansowo grupę "Oneg Szabat". Zdobył fałszywy argentyński paszport, ale zrezygnował z możliwości ucieczki. W getcie stracił żonę i syna. Po Wielkiej Akcji Likwidacyjnej organizował samopomoc w szopach, dofinansowywał Żydowską Organizację Bojową. Zginął 18 stycznia 1943, podczas tzw. akcji styczniowej, zastrzelony przez Niemców.
Aleksander Lejb Landau był inżynierem, właścicielem dobrze prosperującej fabryki mebli. Po wybuchu wojny Niemcy wprowadzili w fabryce zarząd komisaryczny i przekształcili ją w szop Ostdeutsche Bautischlerei Werkstatte, ale Landau zachował stanowisko kierownika. W getcie działał w Żydowskiej Samopomocy Społecznej, był ważnym protektorem "Oneg Szabat", wspierał finansowo Archiwum Ringelbluma i pomagał ludziom związanym z organizacjami samopomocy i z podziemiem. W czasie Wielkiej Akcji Likwidacyjnej latem 1942 roku wykorzystał swoją pozycję i jako szef warsztatów zatrudniał inteligentów, m.in. członków "Oneg Szabat", co dawało im - złudną niestety - szansę uchronienia się przed deportacją. W zbiorach ARG zachował się dziennik córki Landaua, Margalit (Emilki; 1926-1943), która była działaczką Ha-Szomer ha-Cair i członkinią ŻOB. Zginęła w pierwszym dniu tzw. akcji styczniowej, 18 stycznia 1943, rzucając granat na znak Mordechaja Anielewicza i dając tym samym sygnał do ataku na Niemców. Po śmierci córki Landau z żoną i synem uciekli na stronę aryjską i z fałszywymi paszportami zagranicznymi przeszli przez Hotel Polski, zostali wywiezieni do obozu w Vittel we Francji, a stamtąd do Auschwitz, gdzie zginęli prawdopodobnie w kwietniu 1944 roku.
Szyja (Jehoszua) Rabinowicz urodził się w 1888 roku w znanej rodzinie chasydzkiej. Był właścicielem wytwórni dachówek. Przed wojną wspierał kulturę żydowską, był jednym z mecenasów JIWO, gdzie najprawdopodobniej poznał Emanuela Ringelbluma. Wspomagał finansowo Konspiracyjne Archiwum Getta i był w jego zarządzie, chociaż sam nie uczestniczył w pracach Archiwum. Jako członek Bundu był nieformalnym łącznikiem między tą partią a grupą "Oneg Szabat". W styczniu 1943 roku Rabinowicz przedostał się na stronę aryjską, ale po denuncjacjach żony i córki musiał wrócić do getta. Udało mu się kupić paszport jednego z krajów Ameryki Południowej, przez Hotel Polski dostał się do obozu przejściowego w Bergen-Belsen, skąd w październiku 1943 roku został wywieziony do Auschwitz i tam zamordowany.
Menachem Mendel Kohn (Kon) urodził się w 1881 roku w Ostrołęce. Tam dorobił się majątku jako przedsiębiorca. Po wybuchu wojny przyjechał do Warszawy i zaczął działać w Samopomocy Społecznej, gdzie poznał Ringelbluma. Wszedł do zespołu "Oneg Szabat" i pełnił tam kluczową funkcję skarbnika. Prowadził księgę kasową, zdobywał i rozdzielał pomoc finansową dla współpracowników i ich rodzin. Był znany z ofiarności i bezinteresownego udzielania wsparcia potrzebującym. Otrzymywał za to wiele listów dziękczynnych oraz próśb o dalszą pomoc. Emanuel Ringelblum pisał o nim:
Wiernym ojcem i troskliwym opiekunem był Menachem K[ohn], [człowiek] o gorącym, choć niedomagającym sercu, który uratował chorych na tyfus zarówno Hersza W[assera] i rabina Huberbanda, który pamiętał o chorym dziecku towarzysza G[utkow]skiego i który mocno wspierał stale głodującego pisarza [...] Pereca O[poczyń]skiego[59].
Dla Konspiracyjnego Archiwum Getta napisał opracowanie Oblicze dziecka żydowskiego. Pełnił też funkcję kopisty. Podczas Wielkiej Akcji Likwidacyjnej prowadził dziennik, w którym na podstawie relacji uciekinierów opisał proces mordowania w Treblince. Jak wielu Żydów w obliczu Zagłady, również on sądził, że świat nie wie o niewyobrażalnej skali niemieckich zbrodni, a kiedy się dowie - zareaguje.
Świat nawet w fantazjach nie może sobie wyobrazić małej części morderstw, których hitlerowscy kaci dopuszczają się na nas, Żydach w Polsce. [...] Ale koniec końców - szeroki świat dowie się o gorzkiej prawdzie. Musi [zostać] i zostanie stworzona nowa forma zemsty na hitlerowskich katach[60].
Zginął w kwietniu 1943 roku podczas powstania w getcie.
Szmuel Winter urodził się w 1891 roku we Włocławku, w rodzinie rabina. Odebrał zarówno tradycyjne wykształcenie religijne, jak i świeckie. Ukończył wydział handlu we Frankfurcie. We Włocławku prowadził dobrze prosperującą firmę eksportującą zboża i nasiona, należał też do kierownictwa Żydowskiego Związku Kupieckiego. Interesował się folklorem i świecką kulturą żydowską. Badał dialekty jidysz. Przygotowywał pracę o dziejach Żydów z regionu kujawskiego. Był jednym z założycieli JIWO i został członkiem jego zarządu. Prowadząc interesy kupieckie, jednocześnie systematycznie publikował artykuły o żydowskim folklorze i języku na łamach "JIWO Bleter". Tam poznał Emanuela Ringelbluma i Icchaka Gitermana. Na początku wojny znalazł się w Warszawie wraz z żoną i trójką dzieci. Zaangażował się w prace Żydowskiej Organizacji Kulturalnej - JIKOR (Jidysze Kulturele Organizacje), powołanej w grudniu 1941 roku jako struktura nielegalna (półjawna). Jej założycielami i działaczami byli m.in. ludzie związani z "Oneg Szabat", tacy jak Rachela Auerbach, Icchak Giterman, Menachem Linder, Emanuel Ringelblum, Hersz Wasser. Organizacja ta miała na celu propagowanie wśród mieszkańców getta kultury i języka jidysz. JIKOR popierał tajne szkoły z językiem jidysz, uruchomił nielegalną bibliotekę, zorganizował konkurs na najlepsze prace literackie i naukowe o getcie. Winter należał do ścisłego gremium kierującego Konspiracyjnym Archiwum Getta. Był również zatrudniony w najważniejszej agendzie Judenratu - w Zakładzie Zaopatrywania. W sposób znaczący sponsorował działalność grupy "Oneg Szabat", czerpiąc fundusze zarówno z własnych zasobów, jak i z kasy Zakładu Zaopatrywania. W trakcie Wielkiej Akcji Likwidacyjnej latem 1942 roku starał się o pracę dla ludzi, których "Oneg Szabat" chciało uchronić przed wywózką. Jego żona i najmłodszy syn zginęli podczas wysiedlenia. Winter kontynuował działalność konspiracyjną. W okresie po akcji kierownictwo "Oneg Szabat" spotykało się w biurze Wintera i - pod pretekstem narad w sprawie dostaw dla kuchni ludowych - omawiało materiały archiwalne. Po tzw. akcji styczniowej w 1943 roku Winter stał się orędownikiem idei zbrojnego oporu i dołączył z Ringelblumem do komitetu zbierającego pieniądze dla Żydowskiej Organizacji Bojowej. W czasie powstania w getcie ukrywał się z synem Julkiem i córką Marysią w bunkrze przy ul. Franciszkańskiej 30. W kryjówce pisał dziennik. Kilka nadpalonych kartek z tego dziennika znaleziono tuż po wojnie w gruzach getta na ul. Świętojerskiej 34. Niemcy odkryli bunkier 3 maja 1943. Wszyscy ukrywający się zostali zamordowani.
Rachela Auerbach urodziła się 8 grudnia 1899 w Łanowcach na Podolu[61]. Tam w 1911 (lub 1913) roku ukończyła szkołę powszechną. Po przenosinach do Lwowa zdała maturę w 1921 roku w Prywatnym Żeńskim Gimnazjum Realnym im. Adama Mickiewicza i podjęła studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza w zakresie filozofii, psychologii i historii. Działała we władzach Towarzystwa Żydowskich Studentów UJK. W roku 1926 przerwała naukę ze względu na trudną sytuację materialną, uzyskała jednak absolutorium i napisała pracę dyplomową pt. Indywiduum i indywidualność. Obiektywne warunki oryginalności indywidualnej. W roku 1928 zdobyła uprawnienia do nauczania historii i propedeutyki filozofii w szkołach średnich. Od czasu studiów publikowała w prasie polsko-żydowskiej i jidyszowej. Debiutowała na łamach lwowskiej "Chwili", jednego z najważniejszych organów grupy pisarzy i publicystów tworzących krąg literatury polsko-żydowskiej[62], aczkolwiek nie podzielała ideowego przesłania tej grupy, podkreślając zawsze, że jidysz stanowi esencję kultury żydowskiej i że nowoczesna żydowska tożsamość powinna się kształtować na podstawie języka jidysz. Zaangażowała się w stworzenie czasopisma artystycznego "Cusztajer" (jid. "Dodatek"), którego pierwszy numer ukazał się w 1929 roku. Periodyk upadł po wydaniu trzeciego numeru. Auerbach pisała po polsku i w języku jidysz, tłumaczyła na polski żydowskich autorów. Poruszała się w transkulturowym obszarze pogranicza. Działała również w Towarzystwie Przyjaciół Żydowskiego Instytutu Naukowego (JIWO) we Lwowie, będąc do początku lat trzydziestych w jego władzach. Następnie przeniosła się do Warszawy. Po wybuchu wojny odrzuciła możliwość ewakuowania się razem z gronem dziennikarzy i została w oblężonej stolicy. Tuż po kapitulacji Warszawy Emanuel Ringelblum zachęcił Auerbach do pracy społecznej i powierzył jej zadanie zorganizowania kuchni. Wygrzebywała z gruzów zbombardowanych domów nadające się do użytku garnki, talerze, łyżki, a z magazynów Jointu znosiła ocalałe produkty spożywcze. Kuchnia została uruchomiona już w październiku 1939 roku. Początkowo mieściła się na Karmelickiej 5, potem na Granicznej 13, wreszcie w kamienicy przy ul. Leszno 40. Kierowana przez Rachelę Auerbach stołówka zaczęła od wydawania pięćdziesięciu porcji dziennie, by w lipcu 1942 dojść do dwóch tysięcy. W czasie Wielkiej Akcji Likwidacyjnej kuchnia została wcielona do szopu Toebbensa. W połowie 1941 roku Ringelblum wciągnął Auerbach do pracy w Konspiracyjnym Archiwum Getta Warszawy. Dla Archiwum napisała szkic na temat prowadzonej przez siebie kuchni[63], opracowała i poprzedziła wstępem relację Jakuba Krzepickiego, uciekiniera z Treblinki[64], prowadziła dziennik, który ocalał wśród świadectw ARG[65]. Uciekła na stronę aryjską w marcu 1943 roku i tam z ramienia Żydowskiego Komitetu Narodowego współpracowała z żydowskim i polskim podziemiem. Przez pewien czas ukrywała się na terenie Warszawskiego Ogrodu Zoologicznego u Jana i Antoniny Żabińskich. W ukryciu nie przestawała pisać, dokumentując dzieje getta warszawskiego i losy środowiska pisarzy i artystów żydowskich. Po powstaniu warszawskim została wysiedlona wraz z innymi mieszkańcami stolicy. Po wojnie osiadła w Łodzi i rozpoczęła pracę jako dziennikarka. Niestrudzenie apelowała o podjęcie poszukiwań Archiwum Ringelbluma. W tym czasie działała też w Związku Żydowskich Pisarzy, Dziennikarzy i Artystów, współpracowała z Centralną Żydowską Komisją Historyczną. Zbierała i opracowywała świadectwa ocalałych. W roku 1950 wyjechała do Izraela, gdzie w 1954 rozpoczęła pracę w Instytucie Yad Vashem, w którym stworzyła od podstaw dział świadectw. Przygotowywała dokumenty i listę świadków na proces Adolfa Eichmanna w 1961 roku. Była jedną z trzech osób z kręgu "Oneg Szabat" (oprócz Hersza Wassera i Blumy Wasser), które przeżyły wojnę. Sama na tym procesie zeznawała. Zmarła w Izraelu w maju 1976 roku.
Gustawa Jarecka urodziła się w 1908 roku w Kaliszu. Ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Przed wojną była pisarką lewicową i feministyczną, zdecydowanie krytyczną wobec społecznej i politycznej rzeczywistości Drugiej Rzeczypospolitej. Portretowała ludzi z nizin społecznych, mieszkańców robotniczej Woli i Muranowa. Zadebiutowała w 1932 roku powieścią Inni ludzie, wydaną w warszawskim wydawnictwie F. Hoesick. W tej samej oficynie opublikowała powieści Stare grzechy (1934) i Przed jutrem (1936). Ostatnia powieść Jareckiej to dylogia Ludzie i sztandary. Część pierwsza, Ojcowie, i część druga, Zwycięskie pokolenie - obie wyszły, kolejno w 1938 i 1939 roku, w oficynie Jakuba Przeworskiego, wydawcy, księgarza i antykwariusza pochodzenia żydowskiego. Jarecka napisała też powieść dla dzieci Szósty oddział jedzie w świat (1936). Publikowała również w czasopiśmie artystyczno-literackim "Nowa Kwadryga", redagowanym przez Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego. W getcie warszawskim znalazła się z dwójką dzieci. Udało się jej dostać pracę w sekretariacie Judenratu na Grzybowskiej 26/28. Wykorzystała swoją znajomość niemieckiego i umiejętność pisania na maszynie. Pracowała razem z szefem biura tłumaczeń Judenratu, Marcelem Reichem-Ranickim, późniejszym głośnym krytykiem literackim w Niemczech. Choć przed wojną nie miała kontaktu ze środowiskiem żydowskich działaczy społecznych i politycznych, Ringelblum zaproponował jej współpracę z Konspiracyjnym Archiwum Getta. Zdobywała dla ARG kopie dokumentów przechodzących przez sekretariat Rady Żydowskiej. Jako zatrudniona w Judenracie przetrwała Wielką Akcję Likwidacyjną. Wśród ocalałych dokumentów Archiwum znajduje się jej eseistyczna relacja z tego wydarzenia - Ostatnim etapem przesiedlenia jest śmierć, jedno z najbardziej poruszających świadectw z czasu deportacji warszawskich Żydów do Treblinki[66]. Tekst nie został ukończony. Warto zaznaczyć, że w swojej ostatniej powieści, Ludzie i sztandary, Jarecka pisała o życiu codziennym mieszkańców Muranowa, o ulicach żydowskiej Warszawy, o Chłodnej, Lesznie... Na tych ulicach widziała potem Żydów z getta warszawskiego, gnanych na Umschlagplatz, i w przejmujący sposób opisała ten pochód zmierzający ku zagładzie. Jako pisarka została po wojnie niemal zapomniana, choć wznowienia doczekała się jej powieść dla dzieci (2016), Stare grzechy (1959) oraz dwie części Ludzi i sztandarów (1947). Ostatnio przywołała jej twórczość Joanna Krajewska w szkicu "Trzeba stąd uciec i żyć od początku". Pieniądze w prozie społecznej Gustawy Jareckiej[67]. Zginęła najprawdopodobniej 18 stycznia 1943 podczas drugiej akcji wysiedleńczej (tzw. akcji styczniowej). Szła razem z dziećmi gnana na Umschlagplatz, w takim samym pochodzie śmierci, jaki już opisała w swojej relacji z lata 1942 roku. Obok szedł Marcel Reich-Ranicki z żoną. Im udało się wymknąć z kolumny. Gustawa Jarecka została. Nie wiadomo, czy nie zdołała, czy też nie chciała już uciekać.
Rabin Szymon Huberband urodził się w 1909 roku w Chęcinach pod Kielcami[68]. Wywodził się z rodziny o bogatych tradycjach religijnych i wychowywany był w atmosferze charakterystycznej dla środowiska chasydzkiego. Matka była córką Samuela Lewiego Hurwica, cadyka z Chęcin; ożenił się z córką rabina Jakuba Arie Glazera, sędziego religijnego w Piotrkowie, a jego drugą żoną była córka Jakuba Zylbersztajna, rabina okręgowego na Pradze. Starszy brat prowadził w Warszawie jesziwę, której założycielem i opiekunem był rabin Kalonimus Kalman Szapiro, cadyk z Piaseczna. Formacja duchowa i wykształcenie religijne Huberbanda szły w parze z szerokimi zainteresowaniami naukowymi i z dziennikarstwem. Pisał on artykuły na tematy żydowskiej etyki i prawa, zajmował się numizmatyką i historią medycyny, studiował stare księgi żydowskie i dokumenty z archiwów kahalnych. Jego prace zwróciły uwagę znanego historyka Majera Bałabana. Dzięki współpracy z pismem "Socjaler Medicine" poznał Emanuela Ringelbluma. Wojna zastała Huberbanda w Piotrkowie, gdzie mieszkał z rodziną od 1928 roku. Jeszcze we wrześniu 1939 od bomb niemieckich zginęli jego pierwsza żona, dziesięcioletni syn i teść. Wiosną 1940 roku Huberband przyjechał do Warszawy. Objął stanowisko kierownika działu religijnego Żydowskiej Samopomocy Społecznej. Był członkiem grupy "Oneg Szabat" i bliskim współpracownikiem Ringelbluma, który wyrażał się o nim z ogromnym szacunkiem i sympatią, podziwiając jego zdolności intelektualne, otwartość i umiejętność współdziałania z ludźmi o różnych poglądach. Huberband zasilił zbiory archiwalne pokaźnym zestawem tekstów (około czterdziestu prac, opracowań, tez), ale zapiski zaczął sporządzać jeszcze na progu wojny. Jego teksty są panoramą życia religijnego Żydów i szczególnych prześladowań, jakie dotknęły tę grupę ofiar. W antologii znajduje się pierwsza część jego traktatu religijnego, w którym w obliczu Zagłady dokonał znaczącego przeformułowania tradycyjnego rozumienia pojęcia "Kidusz ha-Szem". 18 sierpnia 1942, w czasie Wielkiej Akcji Likwidacyjnej, rabin Huberband wraz z żoną został zabrany z szopu szczotkarskiego na Świętojerskiej, zaprowadzony na Umschlagplatz i wywieziony do obozu zagłady w Treblince.
Perec Opoczyński urodził się w 1892 roku w Lutomierzu pod Łodzią[69]. Był synem chasyda, zwolennika cadyka z Góry Kalwarii. Choć otrzymał wykształcenie religijne, problemy finansowe nie pozwoliły mu na kontynuowanie nauki. Porzucił jesziwę we Frankfurcie nad Menem i w wieku osiemnastu lat zaczął pracować jako robotnik w fabryce wyrobów tekstylnych w Kaliszu. Podczas pierwszej wojny światowej został powołany do armii carskiej, był ranny na froncie i dostał się do obozu jenieckiego na Węgrzech. Po wojnie był prywatnym nauczycielem hebrajskiego w Kłodawie, ożenił się i z żoną wyjechał do Łodzi. W 1921 roku zaczął współpracę z łódzkim dziennikiem "Folksblat", wkrótce znalazł stałą pracę w gazecie "Lodzer Tageblatt". Był działaczem Poalej Syjon-Lewicy. W 1935 roku, po śmierci dwojga dzieci, które zmarły na polio, przeniósł się do Warszawy. Pracował w gazecie "Dos Naje Wort", organie Poalej Syjon-Lewicy. Pisał opowiadania i reportaże drukowane w prasie. Opublikował jedną książkę - Nawenad (jid. "Tułaczka") - tom prozy poetyckiej opartej na motywach chasydzkich. Mieszkał w niedostatku na ulicy Wołyńskiej 21. Kiedy powstało getto, Opoczyński znalazł się w jego najbiedniejszej części. Bardzo szybko włączył się w działania "Oneg Szabat". W ramach prac Archiwum pisał przede wszystkim raporty i reportaże dotyczące gettowej codzienności, szczególnie koncentrując się na najuboższych mieszkańcach dzielnicy zamkniętej. Materiałów do pracy dostarczała mu posada listonosza, którą zdobył dzięki wsparciu członków "Oneg Szabat". Pisał dużo, a jego teksty mają charakter reportażu literackiego[70]. Był oddanym, aktywnym i wydajnym pracownikiem ARG. W Archiwum zdeponował też pisane przed wojną opowieści chasydzkie i swój dziennik. Perec Opoczyński zginął prawdopodobnie w styczniu 1943 roku. Nie wiadomo, co stało się z jego żoną i synkiem.
Abraham Lewin urodził się w 1893 roku w Warszawie. Chociaż otrzymał tradycyjne wykształcenie - uczył się w chederze i jesziwie - już w młodym wieku opuścił środowisko religijnych Żydów. W roku 1916 podjął pracę nauczyciela języka hebrajskiego i nauk judaistycznych w prywatnym gimnazjum żeńskim Towarzystwa Opiekuńczego Jehudyjah (jid. "Żydówka") przy Długiej 55 w Warszawie. Była to ważna placówka oświatowa, w której łączono kształcenie dziewcząt w poszanowaniu tradycji żydowskiej i w duchu syjonizmu z naciskiem na wyrabianie postaw społecznego zaangażowania[71]. Podczas pracy w gimnazjum Lewin poznał swoją przyszłą żonę, Lubę Hotner. Działał w organizacjach syjonistycznych (Syjoniści Ogólni). W roku 1934 wydał książkę Kantonisten (jid. "Kantoniści"), obszerny szkic historyczny o problemie przymusowego poboru do carskiej armii za czasów Mikołaja I chłopców żydowskich. Publikacja była oparta na rozległym materiale źródłowym z rosyjskich archiwów oraz na świadectwach z epoki. We wstępie do książki Lewin dziękuje za pomoc i wsparcie Emanuelowi Ringelblumowi. Planował emigrację do Palestyny, jednakże ostatecznie nie zdecydował się na nią. Po wybuchu wojny pozostał w Warszawie. Wykładał wraz z żoną na podziemnych kompletach Jehudyjah. Pracował też w Żydowskiej Samopomocy Społecznej. Nie jest jasne, kiedy przyłączył się do działalności Podziemnego Archiwum Getta Warszawskiego. Jak wynika z jego dziennika, najpóźniej wiosną 1942 roku uczestniczył już w cotygodniowych sobotnich zebraniach ścisłego kręgu współpracowników "Oneg Szabat". Zasłużył się szczególnie jako kopista archiwizowanych dokumentów. Opatrywał je pseudonimem "Nowolipie" - od nazwy ulicy, przy której mieszkał w getcie. Przekazywał też do Archiwum wywiady z docierającymi do getta uchodźcami. Od marca 1942 do stycznia 1943 roku prowadził dziennik - jedno z najważniejszych świadectw z getta warszawskiego[72]. Ostatni zapis datowany jest na 16 stycznia 1943. Lewin zginął prawdopodobnie podczas tzw. akcji styczniowej - drugiej fali wysiedleń trwającej od 18 do 22 stycznia 1943. Jego dziennik został ukryty w lutym 1943 roku w drugiej części ARG.
Daniel Fligelman urodził się w 1920 roku w Aleksandrowie Kujawskim. Już w młodym wieku miał gruntowne wykształcenie, był oczytany w literaturze pięknej, znał języki obce, w tym łacinę. Do 1939 był studentem, prawdopodobnie kierunku humanistycznego. Po wybuchu wojny został wraz z innymi Żydami wysiedlony z Aleksandrowa Kujawskiego. Przez Włocławek, Kutno oraz getto w Łowiczu dotarł w połowie 1941 roku do getta warszawskiego. Zamieszkał przy Śliskiej 42. Pomagał grupie wysiedleńców z Aleksandrowa i przy tej okazji poznał go Hersz Wasser, pełniący wówczas funkcję sekretarza Centralnej Komisji Uchodźców przy Żydowskiej Samopomocy Społecznej. Wasser wciągnął go do pracy w Konspiracyjnym Archiwum Getta. Fligelman stał się szybko jednym z najaktywniejszych i najcenniejszych współpracowników ARG. Opracowywał relacje uchodźców i przesiedleńców z Kutna, Konina, Koła, Nieszawy, Włocławka, Gostynina, Rypina i Płocka. Przeprowadzał wywiady z robotnikami przymusowymi powracającymi z obozów pracy. Spisał relacje o mordowaniu Żydów na Wschodzie - w Wilnie i Słonimiu - w tym świadectwo z Ponar pozyskane od Jurka Wilnera. Zajmował się także zdobywaniem informacji o losach szmuglerów, działalności polskiej policji granatowej, stosunku przedstawicieli władzy lokalnej do Żydów, o postawie młodego Żyda-konfidenta niemieckiej żandarmerii. Napisał też relację opartą na własnych doświadczeniach wojennych w Aleksandrowie Kujawskim. W ARG pracował również jako kopista, wykonywał odpisy z listów i kart pocztowych nadchodzących do getta warszawskiego. Do niektórych relacji dodawał odautorskie komentarze. W Archiwum zdeponowano kilka relacji żydowskich jeńców wojennych w Niemczech. Ringelblum nie miał wątpliwości, że "najlepsza jest praca [spisana przez] Daniela Fligelmana pt.: Die waren in Deutschland gefangen (Byli w Niemczech w niewoli)"[73]. W innym miejscu pisał o nim: "Cichy jak gołąb Daniel Fligelman zginąłby dawno, gdyby nie bezustanna i serdeczna pomoc drogiego towarzysza Menachema [Kohna]"[74]. Jednakże nie udało mu się przeżyć. Zginął prawdopodobnie w lecie 1942 roku, w trakcie Wielkiej Akcji Likwidacyjnej.
Bernard (Berisz) Kampelmacher urodził się w 1889 roku w Stanisławowie. W czasie pierwszej wojny światowej służył w armii austriackiej. Po wojnie był nauczycielem w Sochaczewie i Grodzisku Mazowieckim, gdzie w 1928 roku został dyrektorem państwowej szkoły powszechnej. Podczas okupacji był członkiem Judenratu w Grodzisku i przewodniczącym Delegatury Żydowskiej Samopomocy Społecznej w tym mieście. Do getta warszawskiego przybył z grupą przesiedleńców ze swojego miasta. Pełnił funkcję przewodniczącego ziomkostwa Grodziska. Praca dla Konspiracyjnego Archiwum Getta stała się dla niego misją. Ringelblum wysoko go cenił i pisał w Kronice:
Za każdym razem, gdy mnie spotykał, Kampelmacher wyrażał wdzięczność za przywilej współpracy z "O[neg] Sz[abat]". Teraz ma cel w życiu. Pragnie całkowicie poświęcić się tej zbożnej pracy. Ubolewa tylko, że stracił tyle czasu i nie wiedział, że taka praca jest wykonywana[75].
W ARG zajmował się sprawami kształcenia w getcie, zbieraniem relacji od uchodźców i przesiedleńców. Napisał też studium o rodzinnym Grodzisku Mazowieckim. Podczas kontaktów z uchodźcami zachorował na tyfus i zmarł w początkach 1942 roku.
Współpracownicy Ringelbluma pochodzili z najróżniejszych środowisk, a pracę dla Archiwum łączyli przeważnie z działalnością społeczną i z konspiracyjną działalnością polityczną. Byli to ludzie nauki, literatury, kultury, pedagodzy, społecznicy, działacze polityczni. Byli wśród nich historycy, ekonomiści, inżynierowie, przedsiębiorcy, handlowcy, studenci. Byli przedstawiciele radykalnie lewicowego skrzydła partii syjonistycznej (Poalej Syjon-Lewica, do której należeli Emanuel Ringelblum, Hersz Wasser, Izrael Lichtensztajn, Nechemiasz Tytelman, Jechiel Górny) oraz rabin Szymon Huberband. Byli ludzie - jak Huberband - związani z bliskim Ringelblumowi Żydowskim Instytutem Naukowym JIWO w Wilnie (Menachem Linder, Jerzy Winkler, Szyja Rabinowicz, Szmuel Winter). Abraham Lewin był kolegą Ringelbluma ze szkoły Jehudyjah i jego współpracownikiem w warszawskiej filii JIWO.
Całe grono "Oneg Szabat" nazwie Ringelblum "wspólnotą braterską, zakonem braci". Na przełomie grudnia 1942 i stycznia 1943 roku pisał:
Każdy współpracownik "O[neg] Sz[abat]" wiedział, że jego znój i męka, jego ciężki trud i cierpienia, jego narażanie się przez 24 godziny na dobę "trefną" pracą przy przenoszeniu materiałów z miejsca na miejsce - to wszystko dla wyższych idei, to wszystko w dniu wolności społeczeństwo właściwie oceni i wynagrodzi najwyższymi odznaczeniami, jakie będą w wolnej Europie. "O[neg] Sz[abat]" był wspólnotą braterską, zakonem braci, którzy na swym sztandarze wypisali: gotowość poniesienia ofiary, dochowania wierności jeden drugiemu i służbę dla społeczeństwa[76].
Ukrycie i odnalezienie Archiwum Ringelbluma. W środę 22 lipca 1942 Abraham Lewin zapisał w swoim dzienniku: "Dzień trwogi i niepokoju. [...] Z żydowskich ulic wieje strachem. Panuje niewysłowiony smutek. W wielu miejscach są zabici. [...] Wysiedlenie ma się rozpocząć jeszcze dziś"[77]. Wielka Akcja Likwidacyjna odmieniła oblicze getta warszawskiego. Nic już nie było takie jak dawniej. Zburzony został rytm pracy Konspiracyjnego Archiwum Getta. Podstawowym problemem stało się teraz zabezpieczenie zgromadzonych dokumentów i walka o przetrwanie w potopie wysiedlenia. W osobistym ratunku ludziom z grupy "Oneg Szabat" pomagali jej najbardziej wpływowi współpracownicy, tacy jak Szmuel Winter z Zakładu Zaopatrywania przy Judenracie czy Aleksander Lejb Landau jako kierownik szopu Ostdeutsche Bautischlerei Werkstatte na Gęsiej 30, który zatrudniał wielu członków zespołu ARG. Ringelblum należał do ścisłego kierownictwa Żydowskiej Samopomocy Społecznej i dzięki temu w czasie wysiedlenia mógł poruszać się po ulicach, interweniował nawet na Umschlagplatzu w obronie uwięzionych tam działaczy. Od jesieni 1942 roku był formalnie zatrudniony w stolarskim szopie Hallmanna na Nowolipkach 59 i sam, używając swych wpływów, starał się pomagać innym. Załatwił np. rabinowi Huberbandowi miejsce w szopie szczotkarzy na Świętojerskiej 34.
W ósmym dniu akcji likwidacyjnej, 29 lipca 1942, Lewin wspomina o nadzwyczajnym zebraniu twórców Archiwum: "Posiedzenie członków "Oneg Szabat". Jego tragiczny przebieg. Omawiają kwestię własności i przeniesienia Archiwum do Ameryki, do JIWO, jeżeli wszyscy zginiemy"[78]. To niezmiernie ważny zapis. Z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze - oddaje on stan najwyższego napięcia i dramatyzm pierwszych dni akcji, a także to, że zebrani na posiedzeniu zdawali sobie sprawę, iż nadchodzi kres getta. Po drugie - ujawnia fundamentalną dla wszystkich członków "Oneg Szabat" troskę o ocalenie Konspiracyjnego Archiwum Getta, a także przyszłościowy projekt przekazania go do Żydowskiego Instytutu Naukowego (JIWO), który w 1940 roku został przeniesiony z Wilna do Nowego Jorku.
Archiwum postanowiono ukryć na terenie getta w piwnicy domu przy Nowolipkach 68. Akcją zabezpieczenia zbiorów kierował Izrael Lichtensztajn wraz z dwoma swoimi uczniami - Dawidem Graberem i Nachumem Grzywaczem. Na początku okupacji powstała tu zorganizowana przez Towarzystwo Ochrony Zdrowia (TOZ) kuchnia dla dzieci, gdzie prowadzone były tajne komplety. Od października 1941 roku zaczęła w tym miejscu działać jawna szkoła podstawowa im. Bera Borochowa, pod patronatem Centralnej Żydowskiej Organizacji Szkolnej (CISZO) i pod specjalną opieką partii Poalej Syjon-Lewica, której jednym z czołowych działaczy był Ringelblum. Członkiem kierownictwa szkoły był również Lichtensztajn. Oprócz lekcji organizowano różne imprezy kulturalne i oświatowe. W pomieszczeniach kuchni, a potem szkoły im. Borochowa mogły się odbywać niektóre konspiracyjne posiedzenia "Oneg Szabat", np. przy okazji wspólnego spożywania szabatowego czulentu. W naturalny sposób mieściła się tu więc baza organizacyjna i zaplecze Archiwum Ringelbluma. Na Nowolipkach 68 mieszkali też Izrael Lichtensztajn i jego żona Gela Seksztajn.
3 sierpnia 1942, kiedy na ulicach getta odbywały się blokady domów, a z Umschlagplatzu dwa razy dziennie odjeżdżały transporty, Lichtensztajn, Graber i Grzywacz zakopali dziesięć metalowych skrzynek z dokumentami, a także osobistymi depozytami członków "Oneg Szabat" (papiery rodzinne, dyplomy, prace naukowe, literackie, plastyczne, wycinki gazetowe z recenzjami itd.). Wszyscy trzej włożyli do środka swoje testamenty. "Materiał jest dobrze schowany - pisał Izrael Lichtensztajn. - Oby się tylko zachował, a wtedy będzie to najpiękniejsze i najlepsze z tego, czego dokonaliśmy w obecnych okrutnych czasach"[79]. Tekst testamentu osiemnastoletniego Nachuma Grzywacza jest uszkodzony:
10 minut po wpół do drugiej kończę moje pisanie. Chcielibyśmy zostać wśród żywych nie z powodów osobistych, ale dla zaalarmowania świata. [...]
Byłem członkiem organizacji bojowej, {...} kopać dół, by zakopać ten skarb, który wy będziecie czytać, {...} o tym ja, Lichtensztajn i D[awid] Graber. Do ostatniej minuty mieliśmy kontakt i ten zeszyt zapisałem i schowałem[80].
Dawid Graber miał dziewiętnaście lat. Wiedział, że nie przeżyje. Nie chciał żadnych podziękowań. Zaznaczał to kilka razy w swoim testamencie. Był szczęśliwy. Zapisał:
Chciałbym dożyć momentu, kiedy będzie można wykopać ten wielki skarb i wykrzyczeć prawdę. [...]
My jednak z pewnością nie dożyjemy tego [momentu] i dlatego właśnie piszę mój testament. Niech ten skarb dostanie się w dobre ręce, niech dożyje lepszych czasów, niech zaalarmuje świat o tym, co się stało w 20 wieku. [...]
Teraz możemy spokojnie umrzeć... Wypełniliśmy naszą misję... Niech historia nam wystawi świadectwo[81].
Część drugą Archiwum zapakowano do dwóch aluminiowych baniek na mleko i w lutym 1943 roku zakopano w tym samym miejscu. Nie znamy ani dokładnej daty, ani okoliczności tej akcji.
Hersz Wasser natychmiast po wyzwoleniu Warszawy wszczął poszukiwania Archiwum. W imieniu Wojewódzkiej Żydowskiej Komisji Historycznej zwrócił się 4 sierpnia 1945 z prośbą do Biura Odbudowy Stolicy o "wydanie zezwolenia na przeprowadzenie prac wykopaliskowych na terenie domów przy ul. Nowolipki 68 i Świętojerskiej 34 (teren b. ghetta w Warszawie)". W tym samym dokumencie pisał dalej: "Wyjaśniamy, że w podziemiach wymienionych domów zakopane są archiwa historyczne, dotyczące życia Żydów w okresie okupacji niemieckiej, a stanowiące własność Żydowskiej Komisji Historycznej w Warszawie"[82].
Prace poszukiwawcze i wykopaliskowe rozpoczęły się we wrześniu 1946 roku. "Robotnik" z 20 września 1946 zamieścił notatkę o wykopaniu pierwszej części Archiwum:
We wtorek, w godzinach popołudniowych, wykryto po długotrwałych poszukiwaniach na terenie warszawskiego getta miejsce, gdzie ukryte zostało słynne na całym świecie tzw. archiwum Blumentala [chodzi oczywiście o Archiwum Ringelbluma, Natan Blumental był wówczas dyrektorem Centralnej Żydowskiej Komisji Historycznej - J. L.]. [...]
Poszukiwaniami kierował inż. Marian Pliszczyński. Dom przy ul. Nowolipki 68, w podwórzu którego ukryte być miało archiwum, zniknął z powierzchni, zaś teren został tak zniekształcony gruzami, że trudno się było w ogóle zorientować w sytuacji. Ostatecznie jednak wczoraj udało się robotnikom natrafić na cenne skrzynie. W pierwszym etapie wydobyto ich 10[83].
Michał Borwicz, który był świadkiem odnalezienia Archiwum, tak opisuje ten moment:
Na koniec do podziemi terenu przy byłej ulicy Nowolipki, gdzie stała kiedyś kamienica oznaczona numerem 68, wbito się rodzajem komina, osiągniętego przez odrzucenie ławicy cegieł. W podziemiu dostępne tylko dwie komórki, których strop jakoś wytrzymał; reszta totalnie zasypana. W którym miejscu zakopano archiwum? Obecny przy pracach kol. Wasser był kiedyś przy ukrywaniu skrzynek. Wtedy jednak wchodziło się tam inaczej; to niweczy orientację. Po "podstęplowaniu" stropu zaczęło się rozkopywanie: wiedzieliśmy, że poszukiwane archiwum może się znajdować metr pod dolną powierzchnią. Łopaty wyrzucają jeden decymetr ziemi po drugim. [...] Nagle - łopata napotyka na "coś twardego". Po pewnym czasie ukazuje się pierwsza metalowa skrzynka. Potem już warstwami: osiem. W drugiej komorze - dwie dalsze[84].
Pierwsza część Archiwum Getta została odnaleziona 18 września 1946, ale nie znaczyło to jeszcze wtedy - ocalona. Materiały, ukrywane w skrajnie trudnych warunkach i w pośpiechu, nie mogły być należycie zabezpieczone. Nie zdołano już zalutować skrzynek. Dostała się do nich woda. Papier napęczniał, pokrył się grzybem, spłynęła emulsja ze zdjęć, rozpuścił się kiepski "wojenny" atrament. W tej mokrej posklejanej masie papierowej został zapisany przekaz, który należało odczytać. Pierwsze prace konserwatorskie odbywały się w budynku Szpitala Dziecięcego im. Bersohnów i Baumanów na Siennej, czyli w ówczesnej siedzibie Centralnego Komitetu Żydów Polskich.
W roku 1949 na terenie byłego getta rozpoczęła się budowa osiedla Muranów. W grudniu 1950 roku, podczas przygotowywania wykopu pod fundamenty nowego budynku, w tym samym miejscu, w którym odkryto pierwszą część Archiwum Ringelbluma, robotnicy Państwowego Przedsiębiorstwa Budowlanego "Budowa Osiedli Robotniczych" natrafili na dwie bańki po mleku kryjące część drugą. Dokumenty zachowały się w bardzo dobrym stanie. Dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego, Bernard Mark, wydał oświadczenie:
Niniejszym uprzejmie zawiadamiamy, że 1 grudnia br. została odnaleziona na terenie b. getta w Warszawie, długo dotąd i bezskutecznie poszukiwana, część podziemnego archiwum getta warszawskiego, tzw. Archiwum dr. E. Ringelbluma. Archiwum było zabezpieczone w dwóch dużych cynkowych bańkach hermetycznie zamkniętych, i w ten sposób stan dokumentów i materiałów jest b. dobry. [...] Pracownicy archiwalni Żydowskiego Instytutu Historycznego są obecnie w trakcie uporządkowania, segregowania i katalogowania odnalezionego zespołu archiwalnego celem udostępnienia go badaczom[85].
Nie wiemy, co się stało z trzecią częścią Archiwum Ringelbluma, zawierającą podobno materiały z okresu od lutego do kwietnia 1943 roku i zakopaną tuż przed wybuchem powstania w getcie na terenie szopu szczotkarzy przy ul. Świętojerskiej 34. Powstaje jednak pytanie, czy w ogóle istniała. Jej poszukiwania prowadzono i w 1949, i w 2003 roku (już na terenie ambasady Chińskiej Republiki Ludowej). Przez lata krążyły na ten temat różne hipotezy. Obecnie większość badaczy skłania się do wniosku, że jej nie było, że mamy do czynienia z legendą. Skrupulatnie przebadały tę problematykę Aleksandra Bańkowska i Agnieszka Haska. Autorki podają szereg przesłanek wskazujących na to, że "druga część Archiwum jest zarazem ostatnia. [...] Reasumując, na podstawie analizy relacji i dokumentów można postawić hipotezę, że trzecia część Archiwum nigdy nie istniała. To drugą część Archiwum planowano ukryć na Świętojerskiej, lecz ostatecznie pozostawiono ją na Nowolipkach"[86].
Tradycje badawcze. Działalność dokumentacyjna grupy "Oneg Szabat" - czyli zarówno zbieranie, pozyskiwanie i gromadzenie różnego typu świadectw i źródeł historycznych, jak i ich porządkowanie oraz naukowe opracowywanie - stanowiła realizację projektu badawczego w pełnym, nowoczesnym tego słowa znaczeniu. Decydujący wpływ na przyjęty sposób funkcjonowania ARG miała przedwojenna współpraca Emanuela Ringelbluma z Żydowskim Instytutem Naukowym w Wilnie (JIWO). Stamtąd płynęły inspiracje metodologiczne, tam wraz z innymi młodymi historykami żydowskimi Ringelblum wypracował model uprawiania historii. Do grona jego najbliższych współpracowników należeli ludzie związani z JIWO merytorycznie, tacy jak Hersz Wasser, rabin Huberband, Abraham Lewin, Szmuel Winter czy Rachela Auerbach, bądź wspierający JIWO finansowo - np. Icchak Giterman czy Szyja Rabinowicz. Można powiedzieć, że dla ludzi tworzących Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy duch JIWO stanowił podstawowy punkt odniesienia.
Tradycje, z których czerpała grupa "Oneg Szabat", były jednak o wiele starsze. Przeświadczenie, że historia żydowskiej diaspory, będąca pasmem powtarzających się w różnej formie i natężeniu prześladowań, pogromów, nieszczęść i katastrof, musi być dokumentowana, spisywana i przekazywana przyszłym pokoleniom, towarzyszyło Żydom od początku i ma swoje najgłębsze zakorzenienie w Biblii.
Tora i Talmud przynoszą nakaz świadczenia o niegodziwości. W Księdze Kapłańskiej czytamy, iż ciężko zgrzeszy ten, kto "mogąc zaświadczyć o przestępstwie, które widział lub znał, nie uczyni tego" (Kpł 5,1). Wiedza ta jest zobowiązaniem. Status świadka implikuje bowiem obowiązek dania świadectwa - poinformowania innych o tym, co się wydarzyło. Ten obowiązek ma wymiar zarówno moralnej, jak i religijnej powinności. Świadectwo wydawane przez ludzi Biblia ujmuje w kategoriach procedury prawnej bądź sporu prawniczego. Dawać świadectwo - to znaczy stwierdzać rzeczywistość jakiegoś faktu, nadając temu stwierdzeniu charakter wymagany przez przepisy prawa i poddając się jego regułom. Świadczenie jest zatem w tradycji żydowskiej ściśle związane z prawniczym procesem ustalania dowodów w celu dojścia do prawdy i osiągnięcia sprawiedliwości. Teksty, które powstawały w obliczu Zagłady, niosły więc za sobą ów biblijny wzorzec, bez względu na to, czy autor świadomie się do niego odwoływał, czy też koncentrował się na kronikarskim zapisie bieżących wypadków. Trud, jaki podjęli ludzie "Oneg Szabat", zdaje się ponawiać ten źródłowy pierwowzór: zostawić świadectwo klęsk i nieszczęść, opowiedzieć o zbiorowości wygnanej i prześladowanej, a także o indywidualnym cierpieniu. Archetypicznym piewcą zagłady jest Jeremiasz, wypłakujący swoje Treny, to jest Lamentacje nad zniszczoną Jerozolimą, upadkiem Świątyni, klęską, niewolą i pohańbieniem. Biblia przynosi wszystkim późniejszym świadkom nieszczęść narodu uformowaną już "retorykę męczeństwa" i "liturgię destrukcji" - by posłużyć się określeniem Davida G. Roskiesa, autora książki ukazującej, jak kultura żydowska zmaga się z doświadczeniem katastrofy i wyniszczenia[87].
Znaczący odłam żydowskiej historiografii, rozwijającej się dynamicznie od początku XX wieku aż po wybuch drugiej wojny światowej, tworzył nowożytną tradycję badań nad historią i kulturą Żydów[88]. Zapoczątkowany przez Szymona Dubnowa kierunek myślenia podkreślał znaczenie żydowskiej historii dla kulturowej modernizacji i kształtowania nowoczesnej tożsamości wschodnioeuropejskich Żydów. Podejście Dubnowa kontynuowali starsi mentorzy Ringelbluma - Ignacy Schiper i Majer Bałaban. Ringelblum był jednak ściśle związany z sobie najbliższymi historykami swego pokolenia - Rafałem Mahlerem i Filipem Friedmanem, skupionymi wokół Koła Młodych Historyków w JIWO (Junger Historiker Krajz). Do Koła należeli też ci historycy, którzy przeżyją wojnę: Artur Eisenbach[89], Józef Kermisz, Izajasz Trunk, i znajdą się potem w Centralnej Żydowskiej Komisji Historycznej. Istotną rolę w tym nurcie historiografii odgrywały prace, które wpisują się w obszar tzw. Churban Forszung (czyli badań zniszczenia, katastrofy). Ewa Koźmińska-Frejlak wskazuje na bezpośrednie zaplecze metodologiczne tych badań, które "zgodne były z postulatem głoszonym przez Szymona Dubnowa - nawołującego Żydów do pisania historii własnego narodu na podstawie wszelkiego rodzaju źródeł: materiałów urzędowych, ale i dokumentów osobistych, zarówno wytworzonych przez elity społeczne, jak i przeciętnych zjadaczy chleba"[90].
Badaczka zwraca uwagę, że w prowadzonych w ten sposób pracach istotny był udział ochotników, ""zamlerów" (zbieraczy) - gromadzących dane podobnie jak profesjonalni badacze czy znaczące w tamtym czasie osobistości żydowskiej kultury i polityki. [...] Powtarzające się wezwania do składania relacji, rozpowszechniane w okresie I wojny światowej apele [...] potwierdzały siłę pojedynczych głosów w tworzeniu wizji narodowej przeszłości. W przypadku zbieraczy folkloru - ogromną wagę podejmowanych przez nich działań dla podtrzymywania narodowej tożsamości. Zarazem wzmacniały i utrwalały one ideę gromadzenia świadectw jako kulturowo wypracowanej odpowiedzi na zewnętrzne zagrożenie"[91].
Dokumentowanie klęsk i dbałość, aby ich zapis przetrwał i budował pamięć pokoleń, stanowi więc w żydowskiej tradycji element długiego trwania (longue durée - by posłużyć się kategorią zaczerpniętą od francuskich historyków ze szkoły Annales). W kontekście tej tradycji fenomen "Oneg Szabat" rozważa Bożena Keff, twierdząc, iż Ringelblum i jego towarzysze uprawiali Churban Forszung:
Churban Forszung - to hasło Ringelbluma i jego współpracowników stanowi szczególne połączenie hebrajskiego słowa churban i słowa forszung, w jidysz. To badanie klęski, nauka o klęsce, o zagładzie. W żydowskiej tradycji kulturalnej - do pewnego momentu tożsamej z tradycją religijną - jest to gotowy na nowe treści kanał przekazu, wystarczy podnieść śluzę. Ci, którzy uczestniczą w Churban Forszung, reprezentują wszelkie możliwe orientacje polityczne, bo Churban Forszung jest ponadpartyjne, jako że i klęska była ponad wszelkimi podziałami. [...] Zapis Churban jest strategią przetrwania i sam jest przetrwaniem. Jest obroną wobec zbrodni na ludziach i na rzeczywistości, jest odpowiedzią na niszczącą propagandę, na demonizację i "insektyzację", na wypychanie poza ramy gatunku ludzkiego i na fizyczne niszczenie tkanki rzeczywistości[92].
Struktura zbioru. Zgromadzona w Konspiracyjnym Archiwum Getta Warszawy dokumentacja jest olbrzymia, liczy z górą 35 tysięcy stron różnego formatu w kilku językach, przede wszystkim jidysz i polskim. Jeśli chodzi o jednostki archiwalne, czyli dokumenty opatrzone osobnymi sygnaturami, nieznacznie przeważa język polski - w obu częściach ARG około 1470 dokumentów po polsku. W języku jidysz zaś w całym ARG jest około 1120 dokumentów. Wyraźną mniejszość stanowią teksty w językach niemieckim - około 370, i hebrajskim - około 80. Występują też takie języki, jak angielski, francuski, rosyjski, rumuński, ukraiński czy włoski, głównie w materiałach drukowanych. Język jidysz dominuje w tekstach o charakterze dokumentu osobistego, w relacjach, zapisach autobiograficznych, prywatnych, a także w utworach literackich. Podstawowy korpus materiałów stanowią oczywiście teksty powstałe w okresie od jesieni 1939 do lutego 1943 roku. Jednakże niektórzy członkowie "Oneg Szabat" przekazywali do Archiwum swoje papiery sprzed wojny. Na przykład Rachela Auerbach zdeponowała utwory literackie i dokumenty prywatne żydowskiego poety Icyka Mangera. W ARG znalazły się także jej przedwojenne teksty, m.in. praca z psychognostyki, złożona w Katedrze Filozofii Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, datowana 25 czerwca 1926, oraz garść artykułów prasowych. Są też powstałe przed 1936 rokiem wspomnienia i korespondencja Mojżesza Kaufmana oraz jego zapiski historyczne (m.in. o Żydowskiej Organizacji PPS w Warszawie). Gela Seksztajn ukryła w skrzynkach pierwszej części ARG swoje prace plastyczne sprzed wojny[93].
Mamy do czynienia z niezwykłym bogactwem treści i różnorodnością gatunkową. Większość tekstów to dokumentacja życia społecznego i zapisy o charakterze autobiograficznym. Część materiałów powstawała z inspiracji twórców ARG, którzy zamawiali opracowania zagadnień gospodarczych, demograficznych, społecznych i kulturalnych, przeprowadzali wywiady środowiskowe i sporządzali raporty, przekazywane później w świat drogą konspiracyjną. W Archiwum znalazły się także utwory literackie (proza - eseistyka - poezja) i teksty o charakterze religijnym. Gromadzono prywatne zapiski, notatki, kroniki i dzienniki, reportaże, opowiadania, sztuki teatralne i piosenki śpiewane na ulicach, listy, ulotki, prasę podziemną. Sporządzano monografie żydowskich miasteczek. Zbierano relacje jeńców wojennych, uchodźców, przesiedleńców, wracających z obozów pracy, a później również uciekinierów z obozów zagłady (Chełmna nad Nerem i Treblinki). Opracowywano biuletyny prasowe dla żydowskiej i polskiej prasy konspiracyjnej. Ankietowano dzieci i inteligencję, urządzano konkursy wypracowań. Opisywano działalność komitetów domowych, kuchni ludowych, służby zdrowia. Przechowywano sprawozdania i protokoły z działalności różnych instytucji samopomocowych, a także oficjalne dokumenty Judenratu, takie jak sprawozdania i zestawienia statystyczne. Znajdziemy w ARG rozporządzenia okupanta, legitymacje, obwieszczenia i druki reklamowe, bilety tramwajowe, opaski z gwiazdą Dawida, kartki aprowizacyjne, zaproszenia na imprezy kulturalne, papierki od cukierków i innych produktów wytwarzanych w getcie. Znajdziemy ponadto wykonane konspiracyjnie fotografie. Część dokumentów to oryginały, część zaś - odpisy, pracowicie przygotowane przez kopistów Archiwum.
Próbą uporządkowania tego gigantycznego zbioru jest inwentarz sporządzony przez Tadeusza Epszteina. Wraz z Eleonorą Bergman oraz Katarzyną Person kieruje on pracami specjalnego zespołu w Żydowskim Instytucie Historycznym, który zakończył już wieloletnią pracę nad trzydziestosiedmiotomową pełną edycją dokumentów Konspiracyjnego Archiwum Getta Warszawy. Epsztein sporządził inwentarz obu odnalezionych części ARG oraz opracował klasyfikację tematyczną. Dzieli ocalałą dokumentację na dziesięć grup tematycznych. Pierwsza - to dokumenty dotyczące samego ARG (spisy materiałów archiwalnych) i grupy "Oneg Szabat" (lista adresowa, księga kasowa, notatki dotyczące pracy zespołu). Druga grupa - to opracowania ogólne o sytuacji ludności żydowskiej podczas wojny. Do niej należą plany i konspekty przyszłych prac naukowych, opracowania i sprawozdania, a także biuletyny "Oneg Szabat". W trzeciej grupie znalazły się teksty dotyczące Warszawy i getta warszawskiego - dokumenty władz niemieckich, a także instytucji i organizacji żydowskich (jawnych i konspiracyjnych), opracowania zagadnień społecznych, ekonomicznych, edukacyjnych, dzienniki, kroniki, relacje, wspomnienia, korespondencja. Czwarta grupa zawiera materiały do dziejów skupisk ludności żydowskiej poza Warszawą. Piąta - to relacje z kampanii wrześniowej 1939 roku i obozów jenieckich. Szósta obejmuje materiały dotyczące obozów pracy, obozów przejściowych i obozów zagłady. Siódma - to teksty literackie. Grupa ósma mieści w sobie bogaty zbiór czasopism: prasę i inne druki konspiracyjne z terenu getta warszawskiego, polską prasę konspiracyjną, prasę żydowską z okresu kampanii wrześniowej 1939 roku, gazety oficjalne wydawane w Niemczech i na terenach okupowanych, a także prasę i druki żydowskie przedwojenne. Grupa dziewiąta została określona jako spuścizny. Należą do niej materiały zdeponowane przez Rachelę Auerbach, Mojżesza Kaufmana, Menachema Mendla Kohna, Izraela Lichtensztajna i Gelę Seksztajn, Henryka Wassera oraz Emanuela Ringelbluma. Ostatnią grupę stanowią trudne do sklasyfikowania varia[94].
Inne uporządkowanie proponują edytorzy pełnej edycji dokumentów ARG opracowanej w Żydowskim Instytucie Historycznym. W podziale materiału przyjmują oni kryteria mieszane: osobowe oraz tematyczno-geograficzno-formalne. Część tomów wyodrębniona została na podstawie klucza osobowego. Są to: dziennik Abrahama Lewina (t. 23), teksty religijne rabina Kalonimusa Kalmana Szapiry (t. 25), pisma Chaskiela Wilczyńskiego (t. 30), Pereca Opoczyńskiego (t. 31), rabina Szymona Huberbanda (t. 32), a także znajdujące się w zasobach ARG przedwojenne pisma Cwi Pryłuckiego (t. 28) i Emanuela Ringelbluma (t. 35). Część tomów skomponowano na zasadach formalno-gatunkowych. Na przykład w jednym miejscu zgromadzono dokumentację urzędową i korespondencję służbową związaną z działalnością Rady Żydowskiej w Warszawie w latach 1939-1943 (t. 12), odrębny tom zawiera materiały dokumentujące działalność grupy "Oneg Szabat" (t. 11), jeszcze inny pokazuje getto warszawskie z perspektywy dokumentacji statystycznej i ekonomiczno-gospodarczej, zawiera sprawozdania organizacji społecznych i politycznych, materiały dotyczące policji żydowskiej i kolaboracyjnej "Trzynastki" (t. 34). Siedem tomów prezentuje konspiracyjną prasę getta warszawskiego (t. 16-22). Osobny tom gromadzi dzienniki (t. 23). Mamy też tom z tekstami literackimi, czyli z powstającą w getcie poezją, prozą, eseistyką, dramatem, a także dokumentami życia artystycznego (t. 26). Oddzielne miejsce przeznaczono dla korespondencji. W jednym tomie opublikowano listy napływające z różnych stron do getta warszawskiego, dotyczące rozwijającej się akcji "Reinhardt" i nadciągającej Zagłady (t. 1), w innym zebrano listy Żydów z Kalisza i Płocka (t. 15). Kryterium geograficzne zastosowano również w innych tomach: są to relacje z Kresów (t. 3), z obszaru Generalnego Gubernatorstwa (t. 6), z terenów wcielonych do Rzeszy - Okręg Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie, rejencja ciechanowska, Górny Śląsk (t. 8) oraz Kraj Warty (t. 9). Inne tomy skomponowane są na zasadzie tematyczno-problemowej: tajne nauczanie w getcie warszawskim (t. 2), życie codzienne w getcie warszawskim (t. 5), obozy pracy przymusowej (t. 24), obozy zagłady: Pomiechówek, Chełmno nad Nerem, Treblinka (t. 13).
Metoda pracy. Wiemy mniej więcej, czym zajmowali się poszczególni współpracownicy i jakie czynności w ramach prac nad sporządzaniem Archiwum Ringelbluma wykonywano. Niezwykle ważne, można wręcz powiedzieć - fundamentalne dla działalności grupy archiwistów, było zbieranie i opracowywanie relacji. Wyróżniali się w tej pracy Daniel Fligelman, Szmuel Szajnkinder, ale relacje jeńców wojennych, uchodźców i przesiedleńców, przedstawicieli różnych zawodów odbierali też inni współpracownicy. Niezbędne dla funkcjonowania Archiwum i bezpiecznego przechowywania zbiorów było kopiowanie dokumentów (odręcznie i na maszynie do pisania). Znanymi z nazwiska kopistami byli Mordechaj Szwarcbard, Abraham Lewin, Natan Koniński. Autorzy relacji, ankieterzy zbierający wywiady i opracowujący teksty - np. Bluma Wasser, Jechiel Górny czy Gustawa Jarecka - również zajmowali się kopiowaniem. Rabin Szymon Huberband jest autorem opracowań dotyczących życia religijnego, ale spisywał także relacje innych. Działała też grupa anonimowych kopistów. Zasoby Archiwum były zasilane dziennikami takich diarystów, jak Rachela Auerbach, Abraham Lewin, Nechemiasz Tytelman, Lejzor Czarnobroda; utworami literackimi m.in. Icchaka Kacenelsona, Władysława Szlengla, Josefa Kirmana, Icchaka Berenszteina, Lejba Goldina, Jehoszuy Perlego; reportażami Pereca Opoczyńskiego i Stanisława Różyckiego, pisanymi dla ARG naukowymi opracowaniami, np. z dziedziny ekonomii, autorstwa Jerzego Winklera i Menachema Lindera.
Kluczowe dla utrzymania całej dokumentacji w należytym porządku i nadania jej profesjonalnego charakteru archiwalnego były działania dokumentacyjno-ewidencyjne. Zajmował się tym Hersz Wasser, sekretarz "Oneg Szabat", w późniejszym czasie pomagali mu Eliasz Gutkowski, a także Bluma, żona Wassera, i Jechiel Górny. Prace nad ewidencją materiałów archiwalnych rozpoczęły się jesienią 1941 roku. Dokumenty były w kilku kopiach, ale Wasser nanosił specjalne oznakowanie tylko na jednym egzemplarzu. Może to świadczyć o zamiarze podzielenia kolekcji, powziętym ze względów bezpieczeństwa. Przypuszczalnie chodziło o wyodrębnienie po jednym egzemplarzu wszystkich pozycji i ukrycie wydzielonego w ten sposób zbioru w osobnym miejscu. Ostatecznie do podziału zasobów ARG nie doszło. W zachowanych spisach materiałów archiwalnych znajdziemy krótką informację o treści dokumentu, kryptonim autora lub kopisty (identyczny kryptonim Wasser umieszczał na samym dokumencie) oraz liczbę stron[95]. Niekiedy teksty były podpisywane prawdziwymi nazwiskami, najczęściej jednak stosowano kryptonimy różnych rodzajów: od inicjałów, przez fragmenty nazwisk czy słowa pochodzące od nazwisk, imiona, nazwy ulic, na których kryptonimowane osoby mieszkały, po przezwiska. Emanuel Ringelblum występuje w tych spisach jako "Doktor" lub "Kwiatek".
Zabezpieczanie i ukrywanie dokumentów ARG rozpoczęło się na długo przed ich ostatecznym zakopaniem w piwnicy domu przy Nowolipkach 68. Niewielka część dokumentów nosi ślady dziurkowania. Oznacza to, że były one wpinane do segregatorów z oficjalną dokumentacją Żydowskiej Samopomocy Społecznej (a przypomnijmy, że Ringelblum należał do jej ścisłego kierownictwa). Biura ŻSS mieściły się w gmachu Biblioteki Judaistycznej na Tłomackiem, były odwiedzane przez tłumy interesantów, co stanowiło znakomitą przykrywkę dla działań konspiracyjnych, można się było tam spotykać bez wzbudzania podejrzeń. Zbiory gromadzono też w innych miejscach, nawet w domach prywatnych (Rachela Auerbach wspomina, że miała w swoim mieszkaniu pisane dla ARG opracowania). Od pewnego momentu materiały zaczęto przenosić do siedziby szkoły im. Borochowa na Nowolipkach 68. Zabezpieczeniem zajmował się nauczyciel tej szkoły Izrael Lichtensztajn[96].
Cezurą w działalności "Oneg Szabat" była jesień 1941 roku. W tym mniej więcej czasie codzienna, mozolna, niebezpieczna praca zdobywania i gromadzenia świadectw i dokumentów uzyskała nowy wymiar. Rozpoczął się etap stricte badawczy: ambitnie i kompleksowo zakrojone prace nad projektem "Dwa i pół roku" - panoramicznym, wielowymiarowym obrazem losów Żydów w getcie warszawskim, a także szerzej: na ziemiach polskich pod okupacją niemiecką. Nie zaprzestając zbierania i archiwizowania dokumentacji, przystąpiono do jej naukowego opracowania. Sporządzano konspekty i szkice prac naukowych, z myślą o dokładniejszym ich opracowaniu po wojnie. Wyodrębniono określone zagadnienia, sformułowano tezy badawcze, prace podzielono między kompetentnych merytorycznie członków "Oneg Szabat". Tak powstał zespół specjalistów. Ekonomista Menachem Linder, w czasie okupacji szef Wydziału Statystycznego Żydowskiej Samopomocy Społecznej, prowadził w ARG dział statystyczno-ekonomiczny. Jego współpracownikiem był ekonomista Jerzy Winkler, autor opracowań dotyczących zagadnień gospodarczych getta. Sprawami szkolnictwa zajmował się Izrael Lichtensztajn, a życie religijne Żydów pod niemiecką okupacją (nie tylko w getcie) opisywał rabin Szymon Huberband. Fragment jego traktatu Kidusz ha-Szem jest zamieszczony w antologii (s. 903). Problematykę pomocy społecznej podjął Eliezer Lipe Bloch, przed wojną dyrektor Keren Kajemet le-Israel (Fundusz Narodowy), w getcie jeden z przywódców Żydowskiej Samopomocy Społecznej. Bloch należał do partii Syjonistów Ogólnych, natomiast Ringelblum i większość jego bliskich współpracowników do Poalej Syjon-Lewicy. W obszarze tej problematyki znalazły się prace o komitetach domowych (Stefy Szereszewskiej, Celiny Lewin, Pereca Opoczyńskiego) czy Brulion monografii kuchni ludowej pióra Racheli Auerbach, we fragmentach opublikowany w antologii (s. 118). Folklor żydowski, a także szmugiel w getcie badał Nechemiasz Tytelman. Fragmenty jego dziennika i opracowania Śpiewacy podwórzowi są w antologii (s. 50). Należy zwrócić uwagę, że wśród tez badawczych projektu "Dwa i pół roku" znalazła się problematyka sytuacji kobiety żydowskiej w czasie wojny. Zagadnieniami tymi zajmowała się m.in. działaczka kulturalna i tłumaczka Cecylia Słapakowa.
Dramat polegał na tym, że jesienią 1941 roku, kiedy "Oneg Szabat" przystąpiło do realizacji swojego projektu "Dwa i pół roku", zaczęły napływać informacje o krwawych akcjach likwidacyjnych, o zagładzie lokalnych społeczności żydowskich. Ruszyła machina masowego mordu. Grupa "Oneg Szabat" znalazła się więc w sytuacji skrajnej. "Ścigając się z czasem, by zdążyć dokończyć "Dwa i pół roku", Ringelblum i jego współpracownicy stanęli przed nowym wyzwaniem - zbieraniem i rozprzestrzenianiem informacji o masowych mordach, których dokonywali Niemcy" - pisze Samuel Kassow[97].
Emanuel Ringelblum tak relacjonuje ówczesne działania ARG:
Praca podzielona została na trzy części: ogólną, gospodarczą, kulturalno-naukowo-literacko-artystyczną oraz [na] część poświęconą pomocy społecznej. Pracą, zainicjowaną z początkiem 1942, kierowało kolegium redakcyjne [złożone] z autora niniejszych słów, Menachema Lindera i Lipy L. B[lo]cha. [...] Podczas wielogodzinnych zebrań redakcji zastanawiano się nad tezami każdego tematu. Pragnęliśmy zwrócić uwagę współpracowników na poszczególne tendencje oraz nakreślić wytyczne dla danego tematu. [...] Opracowano tezy o Służbie Porządkowej (policji żydowskiej), o korupcji i demoralizacji w getcie, o życiu społecznym, o szkolnictwie, ankiety o życiu i twórczości żydowskiego aktywu kulturalnego podczas wojny, o stosunkach polsko-żydowskich, szmuglu, ankietę o sytuacji w poszczególnych zawodach, o młodzieży, o kobietach itd.
[...] Wielu autorów było już bardzo zaawansowanych w swych pracach, ale w tym czasie, kiedy 2? roku miało się przekształcić w 3 lata pracy, nowe nieszczęście spadło na głowy Żydów warszawskich - nieszczęście, które kosztowało nas 300 000 ofiar - wysiedlenie[98].
Archiwa w innych gettach. Archiwum Ringelbluma miało swój odpowiednik, chociaż w zdecydowanie mniejszej skali, w getcie białostockim[99]. Twórcą tego konspiracyjnego archiwum był Mordechaj Tenenbaum-Tamaroff, który przybył do Białegostoku w listopadzie 1942 roku z Warszawy jako wysłannik Żydowskiej Organizacji Bojowej. Tenenbaum był jednym z kurierów, którzy przynieśli za mury warszawskiego getta wiadomość o masakrach Żydów na Kresach. Wraz z Icchakiem Cukiermanem redagował oraz pisał artykuły do "Jedijes" (jid. "Wiadomości") - wydawanego w getcie warszawskim podziemnego czasopisma ruchu Dror He-Chaluc. Utrzymywał częste kontakty z Eliaszem Gutkowskim, współtwórcą Archiwum Ringelbluma. Tuż przed Wielką Akcją Likwidacyjną zdołał ukryć część archiwum w siedzibie ruchu przy Dzielnej 34. Zginął podczas powstania w getcie białostockim 20 sierpnia 1943. Współtwórcą archiwum getta białostockiego i głównym współpracownikiem Tenenbauma był Cwi (Hersz) Mersik (zmarł na tyfus w styczniu 1943 roku). Do zespołu archiwum należeli również: Gedalia Petluk, Jerucham Bachrach (przed wojną kierownik biblioteki naukowej przy gminie żydowskiej w Białymstoku), Aszer Trzanowicz (redaktor przedwojennego dziennika "Bialistoker Jiddiszer Kurier"), Pesach Kapłan (redaktor przedwojennego "Dos Naje Lebn"), Rafał Gutman oraz Szymon Datner - późniejszy historyk Holokaustu, w latach 1968-1970 dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, w getcie białostockim prowadził kronikę wydarzeń w języku hebrajskim na marginesie trzytomowego angielskiego wydania Dawida Copperfielda (kronika ta jednak zaginęła).
Archiwum getta białostockiego funkcjonowało od listopada 1942 do kwietnia 1943 roku. Dokumenty pisane są przede wszystkim w języku jidysz, ale także po hebrajsku i polsku. Obejmują okres od ataku Niemiec na Związek Sowiecki (część dotyczy września 1939 roku) do końca pracy archiwum. Większość stanowią relacje uciekinierów chroniących się przed akcjami likwidacyjnymi w różnych miejscowościach. Zachowały się również materiały na temat obozu zagłady w Treblince oraz świadectwa siedmiu ofiar Treblinki, znalezione w ubraniach przysłanych do sortowni w Białymstoku i przejętych przez współpracowników archiwum. Sporą część kolekcji stanowi dokumentacja Rady Żydowskiej w Białymstoku: protokoły posiedzeń z okresu sierpień 1941 - listopad 1942 roku, ponad czterysta raportów, zarządzeń, obwieszczeń. W archiwum znajdują się dokumenty związane z działalnością ruchu oporu w getcie białostockim, w tym dziennik Mordechaja Tenenbauma (obejmujący okres styczeń-marzec 1943), relacja o tzw. akcji lutowej 1943 roku (pierwszej przed powstaniem w sierpniu 1943 próbie zbrojnego oporu), ulotki wzywające do stawienia oporu i zapis dyskusji, która odbyła się po akcji lutowej wśród działaczy młodzieżowych na temat formy walki z Niemcami. Zbierano również materiały folklorystyczne i utwory literackie - te jednak ostatecznie się nie zachowały. Na przełomie kwietnia i maja 1943 dokumentacja została wyniesiona poza getto przez łączniczkę Bronkę Winnicką-Klibańską i zakopana w dwóch zalutowanych skrzyniach. Archiwum Getta Białostockiego Mersika-Tenenbauma jest obecnie częścią zbiorów Archiwum Yad Vashem; w Archiwum ŻIH znajdują się odpisy dokumentów.
Oba archiwa - Ringelbluma w Warszawie i Mersika-Tenenbauma w Białymstoku - wykazują pewne podobieństwa, ale są też między nimi znaczące różnice. Cel warszawskiego i białostockiego ośrodka archiwalnego był oczywiście identyczny: zachowanie pamięci o zamordowanym narodzie i przekazanie tej wiedzy potomnym. Autorki opracowania poświęconego archiwum białostockiemu wskazują na następujące odmienności. Po pierwsze - inaczej niż w warszawskiej grupie "Oneg Szabat", w Białymstoku brakowało profesjonalnych historyków i archiwistów. Po drugie - twórcy archiwum białostockiego byli przybyszami z zewnątrz i nie mieli kontaktów wewnątrz getta (Tenenbaum utrzymywał sporadyczne kontakty z życzliwym mu przewodniczącym Judenratu - Efraimem Baraszem), "Oneg Szabat" utrzymywało zaś mocne związki z politycznym podziemiem oraz z instytucjami społecznymi warszawskiego getta, nie wyłączając kontaktów z administracją Judenratu. Po trzecie - w Białymstoku archiwum funkcjonowało tylko pięć miesięcy, w Warszawie natomiast, w swej dojrzałej formule, ponad dwa lata[100].
Zgodnie z dyrektywą Churban Forszung dokumentację Zagłady starano się prowadzić również w innych gettach. W Wilnie żydowscy bibliotekarze i pisarze - np. Herman Kruk, Abraham Suckewer i Szmerke Kaczergiński - zbierali i zakopywali książki i dokumenty. Wiele z zakopanych wtedy materiałów udało się odzyskać po wkroczeniu Armii Czerwonej na te tereny. W Kownie też istniało tajne archiwum, ściśle współpracujące z Judenratem[101]. Specyficzna sytuacja była w Łodzi, wcielonej do Trzeciej Rzeszy i przemianowanej na Litzmannstadt. Na polecenie Chaima Rumkowskiego, przewodniczącego Starszeństwa Żydów, powołano Wydział Archiwum, zajmujący się sporządzaniem oficjalnej dokumentacji getta. Od roku 1941 jego pracownicy prowadzili Kronikę getta łódzkiego. Wydział Archiwum stanowił element oficjalnej, jawnej struktury administracji getta. Archiwum prowadzone było jednak na wpół konspiracyjnie i o powstającej regularnie Kronice Niemcy prawdopodobnie nie wiedzieli. O pracy archiwalnej wiedział Rumkowski i jego najbliższe otoczenie - mimo to działania były tolerowane. Kronika getta łódzkiego ma charakter oficjalny, ale zawiera przebogaty materiał na temat wszystkich aspektów życia w getcie. Część pracowników Wydziału Archiwum prowadziła dzienniki i prywatne zapiski (np. Józef Zelkowicz, Oskar Rosenfeld czy Oskar Singer)[102].
Literackość antologii. Edycja wyboru tekstów z Archiwum Ringelbluma w serii "Biblioteka Narodowa" jest przedsięwzięciem bez precedensu. Była już mowa o nieoszacowanej wartości historycznej i kulturowej, a także symbolicznej. Należy wszakże bardzo mocno podkreślić, że decyzja o włączeniu tekstów z Archiwum Ringelbluma do najstarszej serii wydawniczej w Polsce, istniejącej od 1919 roku, a więc utworzonej u progu niepodległej Rzeczypospolitej, ma wyjątkowy charakter. W tej serii ukazują się najwybitniejsze dzieła literatury polskiej i powszechnej, ustanawia ona i sankcjonuje kanon. Niniejsza edycja wprowadza Archiwum Ringelbluma do kanonu światowego i polskiego dziedzictwa. Napisałem "polskiego" nie dlatego, bym chciał w jakikolwiek sposób zawłaszczać tę unikatową kolekcję dokumentów Zagłady. Edycja w "Bibliotece Narodowej" uwypukla fenomen tej kolekcji, polegający m.in. na tym, że jej twórcy, wywodzący się z różnych orientacji politycznych i nurtów ideowych żydowskiej społeczności, urodzili się na obszarach dawnej Rzeczypospolitej, na tych ziemiach wzrastali, dojrzewali, uczyli się, studiowali i tworzyli. To jest właśnie ów fenomen Rzeczypospolitej, bezpowrotnie stracony. Zagłada uczyniła z Polski państwo jednorodne etnicznie i odcięła od dawnych tradycji spotkania kultur, pogranicza, dialogu. W Archiwum Ringelbluma, tak jak w dawnej Rzeczypospolitej, spotykają się różne języki, przede wszystkim polski i jidysz, a także niemiecki i hebrajski.
Opublikowane dotąd antologie ARG kierowały się odmiennymi kryteriami. Zredagowany przez Josepha Kermisha wybór To Live with Honor and Die with Honor!... ma układ problemowo-tematyczny, a edytor dba o historyczną reprezentatywność i ujęcie możliwie pełnego spektrum zagadnień odnotowanych w Archiwum Ringelbluma. Wybrane dokumenty pogrupowane są w działach gromadzących teksty o powstaniu i działalności "Oneg Szabat", o życiu codziennym getta, o losie dzieci, o konspiracji i różnych formach działalności społecznej, o stosunkach polsko-żydowskich, o kulturze i literaturze, o eksterminacji - by wymienić kilka przykładów wydzielonych zagadnień. Antologia przeznaczona jest przede wszystkim dla badaczy Zagłady[103]. Intencją opracowanej przez Ośrodek Karta publikacji Archiwum Ringelbluma. Dzień po dniu Zagłady nie było przedstawienie reprezentatywnego wyboru dokumentów ARG, lecz montaż fragmentów archiwalnych materiałów, skomponowanych tak, by tworzyły uporządkowaną chronologicznie narrację, coś w rodzaju kroniki Zagłady. Ten typ antologii skierowany jest do szerszej grupy czytelników i ma charakter zdecydowanie popularyzatorski[104].
Zasadą, jaką kierowaliśmy się przy wyborze tekstów z Konspiracyjnego Archiwum Getta Warszawy, nie była ich reprezentatywność wobec całego zbioru. Nie chodziło nam o przedstawienie przykładów wszystkich rodzajów dokumentów, które zostały zgromadzone, ani wszystkich tematów i problemów, jakie są tam opisywane i analizowane. Więcej, naszym głównym kryterium nie była też ich wartość stricte historyczna. Nie jest to bowiem antologia o charakterze czysto historycznym ani wybór tekstów źródłowych do badań getta warszawskiego i Zagłady. Dlatego też gigantyczny zbiór prasy podziemnej różnych nurtów (siedem tomów w edycji ŻIH) reprezentowany jest jedynie przez osiem tekstów, ale i tak siedem z nich to publikowana na łamach prasy proza i poezja. W antologii nie znalazła się cenna dokumentacja o charakterze biurokratycznym, opracowania statystyczne i gospodarcze, pisma i druki władz niemieckich oraz instytucji żydowskich, urzędowa sprawozdawczość, korespondencja i raporty. W tym ostatnim wypadku robimy jednak znaczący wyjątek, publikując w obszernych fragmentach raport zjednoczonych organizacji podziemnych getta pt. Likwidacja żydowskiej Warszawy (szczegółowe uzasadnienie tej decyzji podajemy w podrozdziale Interpretacje). W tym sensie antologia nie oddaje całego bogactwa ARG, ponieważ nie było to naszym zamiarem.
Prezentowana antologia Archiwum Ringelbluma kładzie przede wszystkim nacisk na ukazanie różnych sposobów zapisu doświadczenia Zagłady, rozmaitych form ekspresji tego doświadczenia i różnorodności gatunków, w jakich autorzy piszący tam i wtedy, tzn. w czasie trwania wojny i okupacji, to doświadczenie starali się wyrazić: od poezji i prozy, przez dzienniki, zapiski autobiograficzne, rozważania religijne, po relacje i listy. Staramy się też pokazać te teksty, które mając znamiona dokumentacji urzędowej, przez swoje ukształtowanie językowe i napięcie emocjonalne przełamują granice zapisu biurokratycznego. Niejednokrotnie teksty z tego zakresu gatunkowego przedstawiają podwójne uporządkowanie: mają stanowić zobiektywizowany materiał faktograficzny, ale stają się jednocześnie osobistym świadectwem autora czy autorów. Z jednej strony usiłują spełniać funkcje naukowo-dokumentacyjne i starają się, zgodnie z poetyką gatunku, realizować te cele w sposób zdyscyplinowany i metodyczny. Z drugiej strony natomiast autorzy - pozostając pod przemożnym ciśnieniem opisywanej rzeczywistości i nie mogąc (bądź nie chcąc!) oddzielić własnych emocji i ocen od przekazywanej treści - bezwiednie lub świadomie dają im wyraz. Surowa poetyka tekstów urzędowych o charakterze sprawozdawczo-informacyjnym, poddanych rygorom obiektywizmu i fachowości, nie wytrzymuje naporu rzeczywistości, z której ma zdawać sprawę. Protokolarny, z założenia zdepersonalizowany tok wypowiedzi zderza się z dążeniem do wyrażenia emocji, sądów, ocen, do zaznaczenia indywidualnego spojrzenia, do zamanifestowania własnej podmiotowości.
Innymi słowy, interesuje nas szczególny walor tekstu, który prócz wartości informacyjnej, prócz warstwy faktograficznej niesie jeszcze pewien naddatek, cechę szeroko rozumianej "literackości", czyli swoistego zagęszczenia języka, specyficznej organizacji stylistycznej, kompozycyjnej czy narracyjnej. Materiały zgromadzone w Podziemnym Archiwum Getta Warszawy są czymś więcej niż tylko źródłem historycznym - są świadectwem rozumianym jako zapis doświadczenia Zagłady, doświadczenia radykalnie nowego dla współpracowników "Oneg Szabat" i dla tych, których relacje dokumentowano. Z jednej strony domagało się ono utrwalenia, z drugiej - jakże często wymykało się utartym formom wyrazu i przekraczało granice języka. Świadectwo Zagłady staje się zapisem śladu istnienia drugiego człowieka. Istotą świadectwa jest manifestacja ludzkiej podmiotowości, a świadek to nie tylko ten, który wie, co się wydarzyło, lecz także ktoś, kto kieruje się moralną powinnością, aby o tym zaświadczyć, czyli prawdę o wydarzeniach przekazać innym. Nieodparta potrzeba dawania świadectwa była wyzwaniem podjętym przez twórców ARG bez wahania. Antologia prezentuje wybór tych tekstów, w których na różny sposób ujawnia się powinność świadczenia oraz fenomen świadectwa, zarówno w wymiarze faktograficznym, jak i językowym. Konstytutywny dla koncepcji antologii jest właśnie sposób zapisu i forma świadectwa.
Podstawową kategorię stanowi dla nas pojęcie literatury dokumentu osobistego. Powstałe na terenie socjologii humanistycznej określenie przeniósł na teren literaturoznawstwa Roman Zimand, tworząc termin "literatura dokumentu osobistego", obejmujący rozległy obszar pisarstwa autobiograficznego we wszystkich jego gatunkowych odmianach. Specyfikę literatury dokumentu osobistego wyznaczają trzy podstawowe właściwości: po pierwsze - płynność granic międzygatunkowych i łatwość ich przekraczania, mająca swe źródło w spersonalizowanej narracji; po drugie - rozmycie opozycji między "prawdą" a "zmyśleniem"[105], którego źródłem jest gra między referencyjnością tekstu a regułami kompozycyjnymi opowiadania; po trzecie - wielka różnorodność gatunków i odmian. Zimand wyróżnia dwa podstawowe bieguny literatury dokumentu osobistego: "świat pisania o sobie wprost" (czyli postawa wyznania) oraz "świat naocznego świadectwa" (czyli postawa świadka)[106]. Relacje, dzienniki, pamiętniki, wspomnienia, listy - tworzą wewnętrznie zróżnicowaną konstelację tekstów, która stanowi obszar rozległy, o zatartych i trudnych do uchwycenia granicach.
Jeśli uznamy, że teksty wchodzące w obszar literatury dokumentu osobistego są wyrazem pewnej postawy pisarskiej, to - mówiąc w uproszczeniu - da się ona wpisać w schemat dwubiegunowy. Z jednej strony - byłaby to postawa świadka, który przekazuje relację o świecie będącym domeną jego osobistego doświadczenia; z drugiej - postawa tego, który dokonuje intymnego wyznania, pisząc nie tyle o otaczającej go rzeczywistości, ile o sobie samym. Ten nieodłączny komponent subiektywizmu wywołuje nieufność tradycyjnych historyków i skłania ich do ostrożności w korzystaniu z tego typu źródeł. Dla przedstawianej tu antologii walor osobistego świadectwa i subiektywny charakter zapisu ma niezwykle istotne znaczenie.
Problem "obiektywizmu" i "subiektywizmu" źródeł dokumentujących doświadczenie Zagłady stanął przed historykami już podczas jej trwania. Ten wątek podejmował Emanuel Ringelblum. Omawiając tryb pracy grupy "Oneg Szabat" i zakres jej zainteresowań, Ringelblum przedstawiał też założenia i dyrektywy metodologiczne. Podkreślał dążenie do "obiektywizmu", "aby uzyskać jak najdokładniejszy i jak najwszechstronniejszy obraz wojennych wydarzeń w środowisku żydowskim", kładł nacisk na starania, by "to samo wydarzenie zostało opisane przez jak największą liczbę osób", by "wyłuskać prawdę historyczną, rzeczywisty przebieg wydarzenia". Znamienne, iż Ringelblum, tak dbając o obiektywizm, przyzwala na ujawnianie osobistych odczuć czy wręcz do niego zachęca: "Staraliśmy się zawsze, aby relacja o każdym wydarzeniu miała znamiona bezpośredniości, prawdziwego przeżycia. I dlatego materiały "Oneg Szabat" [...] są tak bardzo przepojone subiektywizmem"[107].
Interpretacje. Zatrzymam się nad kilkoma tekstami zamieszczonymi w tej antologii, które - każdy na swój niepowtarzalny sposób - przekraczają ramy formuły gatunkowej, do jakiej się odwołują, i odznaczają się swoistą nadorganizacją językową, szczególnym walorem literackim. Oprócz zamieszczonych w antologii utworów należących do obszaru literatury w ścisłym sensie tego słowa: poezji i prozy, a także eseistyki czy reportażu literackiego, szczególne miejsce zajmują tu teksty, w których zaciera się granica między subiektywną perspektywą indywidualnego świadectwa a zobiektywizowanym i zdepersonalizowanym dokumentem urzędowym, takim jak raport czy sprawozdanie.
Notatki kronikarskie Emanuel Ringelblum sporządzał od pierwszych dni wojny. Sam autor nie nazywał jednak swojego tekstu kroniką. Określenie to pochodzi od wydawcy polskiego tłumaczenia[108]. Zapiski miały charakter fragmentaryczny, brulionowy. Okoliczności pisania nie sprzyjały systematycznej pracy. Szkic prowadzonej z kimś rozmowy skreślony na papierowej serwetce odtwarzał autor w wolniejszej chwili wraz z uzupełnieniami. Pisał na dostępnych w danym momencie rodzajach papieru - są np. passusy utrwalone na pustych formularzach buchalteryjnych "Specyfikacja wydanych weksli, Nr", są fragmenty poczynione na kartach kratkowanego papieru, inne karty mają dziurki na marginesach i najwyraźniej przygotowane były do wpięcia w skoroszyt. Owa kronika Ringelbluma nie jest utrzymana w chłodnym i obiektywistycznym tonie, chociaż autor wznosi się ponad jednostkową perspektywę poznawczą. Swoim zainteresowaniem obejmuje krąg znacznie szerszy niż pole własnego bezpośredniego doświadczenia - los Żydów na całym terytorium Polski. Oddziela swoje obserwacje od rzeczy zasłyszanych, dane zdobyte samodzielnie od pochodzących z drugiej ręki. Czasem wskazuje na pewien dystans w stosunku do przekazywanych informacji, podkreślając swoją rolę pośrednika, zbieracza: "słyszałem, że"; "opowiadano mi"; "mówią, że"; "opowiadają"; "podaje się, co następuje". Innym razem ogranicza się do bezosobowej prezentacji, poprzedzając zapis kwalifikatorem typu: "scena"; "obrazek" czy "taki oto obrazek". Kiedy indziej wyraźnie zaznacza fakt naoczności: "na własne oczy widziałem taki oto obraz"[109] lub "widziałem taką scenę"[110]. Uderza migawkowość narracji, niesłychana ilość drobnych szczegółów, scenek, obrazów, które niekiedy rozsadzają ramy kronikarskiego zapisu. W miarę upływu czasu Ringelblum notuje coraz bardziej pośpiesznie, gorączkowo. Zapisy są z konieczności fragmentaryczne, nieuporządkowane, często nieopracowane redakcyjnie. Zwraca też uwagę niejednorodność stylistyczna. Styl kolokwialny i gwara getta zmieszane są z językiem analizy historycznej. Autor utrwala powiedzonka, żarty, przejawy gettowego folkloru. Miejscami stosuje swoisty szyfr, język ezopowy. Rozwija np. cały system kryptonimów na określenie Niemców. Najczęściej pojawia się słowo "Galeje" (czyli gestapo) i "tamci" (ogólnie - Niemcy), są też "władcy"; "żółci" (gestapo). Hitlera nazywa "Horowitzem" lub "Czapnikiem" (słowo "hitler" oznacza w języku jidysz: czapnik). Specyficzna, wymuszona względami konspiracji, jest quasi-epistolarna formuła Kroniki. Ringelblum rozpoczyna niektóre - szczególnie początkowe - partie tekstu zwrotami do adresata: "Moi Kochani!", "Kochany Ojcze!", "Kochany Dziadku!", "Mój Kochany Przyjacielu!", "Drogi Przyjacielu!". Powoduje to erozję obiektywistycznej, zdepersonalizowanej formuły dyskursu kronikarskiego.
Wątki osobiste, cały wymiar prywatności autora, są zasłonięte, ale dają się łatwo wyodrębnić. Ringelblum notuje bolesne dla siebie osobiście wydarzenia, jak napad polskich wyrostków: "Dziś, 30 [stycznia 1940], przeżyliśmy trudny dzień. W Ogrodzie Saskim banda polskich chuliganów w wieku od czternastu do piętnastu lat spostrzegła mnie z opaską. Ledwo żyw zdołałem przed nimi uciec. Droga była pusta. Nie było prawie ludzi"[111], czy otrzymaną od Niemców bolesną nauczkę za nieprzestrzeganie nakazu kłaniania się: "Dziś, 29 września [1940], dostałem w zęby za to, że się nie ukłoniłem [Niemcowi]"[112]. Kronikarz zbiorowości nie waha się zatem sięgać do osobistych doświadczeń. Ringelblum nie kryje się także ze swoimi emocjami. Nie stroni od soczystych epitetów. Mamy np. w Kronice szereg określeń Polaków. Neutralnie brzmiące i w tamtych czasach powszechnie stosowane określenie "chrześcijanie" używane jest przez Ringelbluma częściej w kontekstach wysoce dla Polaków niekorzystnych. Mamy też całą paletę mniej lub bardziej nacechowanych negatywnie epitetów dotyczących Polaków. Od stosunkowo niewinnych, takich jak "polskie wyrostki" czy "polscy chuligani", po sformułowania ostrzejsze, typu "polskie bandy", "młodzieżowe bandy rabusiów".
Dziennik Abrahama Lewina stanowi wielowątkowy wizerunek dzielnicy zamkniętej, utkany przede wszystkim z przeżyć i obserwacji autora, ale też z wielu innych dostępnych mu źródeł (jako członek grupy "Oneg Szabat" był niejako w centrum informacyjnym getta). Obraz getta budowany jest z realiów, których dostarcza bogata warstwa faktograficzna narracji. Z kreślonych pośpiesznie notatek, zredukowanych często do zdania czy strzępów zdań, charakterystycznych głównie dla gorączkowej relacji z Wielkiej Akcji Likwidacyjnej, wyłania się makabryczny świat. Dokumentalny zapis przerażającej rzeczywistości uzyskuje dodatkowy wymiar dzięki osobliwej aurze sennego koszmaru, który jest projekcją udręczonej psychiki autora i przenika na wskroś całe jego pisanie. W tym właśnie tkwi niezwykłość osobistego świadectwa Lewina. Jego getto to świat odbity przez mroczne zwierciadło duszy. Ten snop ciemnego światła jest stale obecny: raz na powierzchni, innym razem tuż pod powierzchnią zdań. Niekiedy jawny, to znów utajony, stanowi osnowę, w którą diarysta wplata zapisy kolejnych dni. Takie słowa jak "strach", "lęk", "groza" bardzo często pojawiają się na kartach dziennika. W ten sposób narracja nasycana jest jakby od wewnątrz, strojona według egzystencjalnego tonu opowiadającego. Ów ton to - przywołując tytuł głośnego dzieła S?rena Kierkegaarda - "bojaźń i drżenie". Strach jest atrybutem gettowej rzeczywistości, jest domeną powszechnego doświadczenia. Boją się wszyscy, więc Lewin mówi w imieniu zbiorowości: "Dusi i gniecie czarny strach" - zapisuje pod datą 16 maja 1942[113]. Chociaż formuły zbiorowego wyznania lęku przeważają liczebnie nad wyznaniami osobistymi, to przecież boi się przede wszystkim sam Abraham Lewin. Swoją bojaźń i drżenie notuje w dzienniku:
Środa, 29 lipca [1942]. Ósmy dzień "akcji". [...] Bywają chwile, kiedy jestem nieco spokojniejszy o mój los, czasem staję się trochę obojętny, ale nagle ogarnia mnie taki strach przed śmiercią, że jestem bliski obłędu[114].
Czwartek, 3 września [1942]. [...] Dziś był dzień nieszczęść. [...] Cudem ocaleliśmy z Orą. Boże, co to był za strach, co za uczucie bliskiej śmierci![115]
Zapisywaną dzień po dniu litanię strachu uzupełnia inny wątek - konstruowana również według litanijnego wzoru rozpaczliwa skarga, powtarzające się wyznania bólu i osobistego cierpienia: "Moja dusza nie może zaznać ukojenia. [...] czuję głęboki ból, który trwać będzie zawsze" - tak pisał Lewin po utracie żony, zabranej na Umschlagplatz w czasie blokady szopu na Gęsiej 30[116]. Autor wyrzuca sobie, że nie starczyło mu odwagi, by pójść za żoną, jak czynili to inni mężowie, że nie było w nim tyle miłości, by zginąć razem z nią. Miara wewnętrznego rozdarcia, jakiego wtedy doświadczył, zdaje się być już poza słowem, nie do wyznania, nie do opowiedzenia. Ale Lewin nie uchyla się od prób ukazywania własnej traumy. Chce zanotować w dzienniku i przekazać również to szczególnie intymne i wstydliwe doświadczenie klęski, upokorzenia, poniżenia.
Sprawozdanie Estery Karasiówny, świetliczanki w schronisku dla przesiedleńców przy ul. Śliskiej 28, jest datowane na 17 grudnia 1941. Biurokratyczna formuła suchej relacji z czynności wykonywanych w ramach zadań służbowych zostaje rozbita przez dynamikę osobistego wyznania. Karasiówna stara się respektować poetykę urzędowego tekstu użytkowego, stąd próby rzeczowego opisu wyglądu świetlicy, jej umeblowania, porządku dziennego, charakterystyka przebywających tam dzieci, zamieszczone na końcu wnioski i dezyderaty pod hasłem "co i jak usprawnić". Ale niemalże każde zdanie nasycone jest emocją, za każdym zdaniem stoją przeżycia autorki. Jej sprawozdanie nie stanowi bowiem beznamiętnej inwentaryzacji, lecz pełen powściągliwego zdziwienia i tłumionego przerażenia opis własnego doświadczenia. Kształt temu doświadczeniu nadają trywialne szczegóły codziennej gettowej nędzy: kubeł kaszy, spluwaczki zamiast talerzy, rozbite szyby, piecyk i rury, chleb z marmoladą, ręce pokryte świerzbem i sprawiające ból przy myciu. Sprawozdanie Karasiówny, pisane konsekwentnie w pierwszej osobie, przeradza się w publiczną spowiedź człowieka rozpaczliwie bezradnego, ale nie ustającego w walce o "wydźwignięcie z bagna 100 prawie dzieci - ludzi jasnego jutra"[117].
Raport zjednoczonych organizacji podziemnych getta dla rządu polskiego w Londynie i rządów sprzymierzonych, pt. Likwidacja żydowskiej Warszawy, został opracowany przez ścisłe kierownictwo "Oneg Szabat": Ringelbluma, Gutkowskiego, Wassera. Sporządzony fachowo, pełen wykresów, tabel, zestawień statystycznych i załączników, stanowił pierwszą próbę monograficznego ujęcia wciąż przecież trwającej wówczas Zagłady - jej przebiegu, mechanizmów, skutków. Przy bezcennych walorach merytorycznych raport w umiejętny sposób łączył sprawozdawczą narrację o faktach z niemal epicko zakrojoną opowieścią o tragedii narodu. Kolumny cyfr, dokumentacja źródłowa, zestawienia nazwisk, instytucji, miast i miasteczek - wszystko to wplecione zostało w dyskurs sięgający często po obraz poetycki i metaforę, nie stroniący od stylistyki emocji i patosu. Statystyka ofiar wysiedlenia, z podziałem na płeć i grupy wiekowe, z pedantycznym rozróżnieniem na śmierć naturalną, samobójstwa, postrzelenia - sąsiaduje z ekspresyjnymi, nasyconymi bólem i gniewem opisami ofiar prowadzonych na Umschlagplatz czy makabrycznymi scenami z Treblinki.
Pierwsze zdania raportu są swoistą ekspozycją dramatu, wstępem do eposu o polskich Żydach:
W blaskach niezrównanej złotej jesieni polskiej lśni i migoce warstwa śniegu. Śnieg ten to nic innego jak tylko pierze i puch z pościeli żydowskiej, zostawionej wraz z całym dobytkiem, od szaf, kufrów, walizek pełnych bielizny i odzieży aż do misek, garnków, talerzy i innych części gosp[odarstwa] domowego, przez 300 000 Żydów "ewakuowanych na Wschód". Bezpańskie rzeczy [...] leżą w nieładzie [...] pokryte owym "śniegiem" z okresu uwielokrotnionego mordu niemieckiego na Żydach Warszawy - wyprutymi wnętrznościami pościeli żydowskiej. [...]
Chyłkiem sunący wzdłuż ścian murów strzęp ludzki, obryzgane krwią kamienie bruku, dym unoszący się z tlejących i dogorywających ognisk ulicznych, ostra woń spalenizny - nadają właściwy koloryt temu miastu śmierci [...][118].
Konstrukcja owego fragmentu oparta jest na kontrapunkcie planu ogólnego i zbliżenia, na zderzaniu metafory z konkretem, plastycznego obrazu z liczbą, na łączeniu dwóch perspektyw widzenia: zbiorowej i jednostkowej, zobiektywizowanej i osobistej.
Kryteria uporządkowania tekstów w antologii. Tom, który oddajemy do rąk czytelników, prezentuje tylko drobną cząstkę zgromadzonej w Konspiracyjnym Archiwum Getta Warszawy dokumentacji. Żeby uzmysłowić sobie, w jakiej skali należy mierzyć dokonany tu wybór wobec całej zawartości ARG, warto ustawić obok siebie trzydzieści siedem wielkoformatowych tomów pełnej edycji ŻIH oraz ten jeden tom z serii "Biblioteka Narodowa". Proporcje są uderzające. Obie części Archiwum Ringelbluma liczą według nowego inwentarza około 3040 dokumentów (jednostek archiwalnych), w antologii zaś znalazły się jedynie 103 dokumenty, niejednokrotnie publikowane tylko we fragmentach. Stanowi to nieco ponad 3% całości. Jeśli chodzi o języki, to tekstów pisanych po polsku jest w naszym wyborze 74 (wobec około 1470 w obu częściach ARG), w jidysz - 26 (wobec około 1120 w całym ARG) i 3 po hebrajsku (wobec około 80). Najczęściej reprezentowanym w antologii gatunkiem są relacje, ale jest to gatunek rozumiany bardzo szeroko, o nieostrych granicach i hybrydowej strukturze (była o tym mowa wyżej). Trudno więc ustanawiać tu jakiekolwiek proporcje między liczbą tekstów uznanych przez nas za szeroko pojęte relacje i opublikowanych w antologii (jest ich dwadzieścia dziewięć) a liczbą relacji w obu częściach ARG. Zasoby archiwalne nie zostały jeszcze systematycznie przebadane pod kątem struktury gatunkowej, ponadto kwalifikacje pochodzące od samych autorów, a także edytorów i archiwistów są często płynne i nieprecyzyjne, co w przypadku tak synkretycznej formy gatunkowej jest zrozumiałe. Jeśli chodzi o dzienniki, sprawa wydaje się prostsza, ponieważ znamiona formalne dziennika czy kroniki można łatwo uchwycić: podział tekstu według zapisów dziennych. Antologia zawiera dwanaście dzienników publikowanych w całości bądź we fragmentach, wśród nich tylko jeden spoza Warszawy, pisany przez nieznanego autora z Głowna. W zbiorach ARG da się zidentyfikować co najmniej dwadzieścia pięć dzienników warszawskich, w tym notatki kronikarskie Emanuela Ringelbluma wrzesień 1939 - styczeń 1943 (fragment publikowany w antologii) i Kronika getta warszawskiego, wrzesień 1942 - styczeń 1943 Pereca Opoczyńskiego (nie ma jej w antologii). Dziennik zatem, w stosunku do innych gatunków, jest w antologii najlepiej reprezentowany.
Wobec ogromu tekstów o pierwszorzędnym znaczeniu, które zarazem niejednokrotnie były bardzo długie, nie udało nam się zachować podstawowej zasady edycji tekstu źródłowego, czyli opublikowania go w całości. Antologia ma określoną objętość i jest zawsze efektem wyboru i bolesnych nieraz kompromisów. Pracowaliśmy w nieustannym napięciu, dążenie do zachowania integralności źródła zderzało się z wymuszoną ograniczonymi rozmiarami antologii koniecznością jego skracania. W wielu przypadkach publikujemy teksty w ich integralnej postaci, jednakże zdarzały się sytuacje, kiedy zmuszeni byliśmy do dokonania wyboru konkretnego fragmentu bądź fragmentów. Na przykład z bardzo obszernej kroniki prowadzonej przez Ringelbluma wybraliśmy tylko fragment dotyczący działalności "Oneg Szabat", który potraktowaliśmy jako swego rodzaju wstęp do całej antologii, napisany przez twórcę Konspiracyjnego Archiwum Getta. Publikujemy jedynie fragmenty dzienników Racheli Auerbach i Abrahama Lewina. Niektóre relacje o kluczowym znaczeniu również musieliśmy skrócić, nawet tak fundamentalne jak relacja Jakuba Grojnowskiego (Szlamka) z obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem czy Jakuba Krzepickiego - uciekiniera z Treblinki. We fragmentach publikujemy też niektóre utwory literackie, np. eseje i poematy prozą Icchaka Berenszteina, reportaże literackie Stanisława Różyckiego czy poematy Icchaka Kacenelsona.
Antologia podzielona jest na trzy podstawowe części według kryterium gatunku. Część pierwszą stanowi literatura dokumentu osobistego (w tym: dzienniki, listy, relacje i formy pograniczne). W części drugiej zgromadzone są teksty literackie sensu stricto (w tym: proza, poezja, ale też eseistyka czy reportaż literacki). W części trzeciej znajdują się teksty o charakterze religijnym.
Wewnątrz poszczególnych części przyjęliśmy krzyżowy podział geograficzno-chronologiczny (jeśli chronologię da się ustalić). Wydzielamy każdorazowo blok tekstów dotyczących Warszawy (getta warszawskiego) i w obrębie tego "warszawskiego" bloku stosujemy uporządkowanie chronologiczne. Po bloku "warszawskim" następuje blok tekstów dotyczących innych rejonów okupowanej Polski i w obrębie tego bloku kryterium uporządkowania jest również chronologia. Kryterium chronologiczne traktujemy bez rygoryzmu, porządkuje ono układ tekstów jedynie orientacyjnie. Staramy się nie rozdzielać kilku tekstów jednego autora, nawet jeśli powstały one w różnym czasie i należą do innych obszarów gatunkowych. Podziały gatunkowe w obrębie literatury dokumentu osobistego są płynne i nieostre.
1 Rudolf Hess (1894-1987) - jeden z najbliższych współpracowników Adolfa Hitlera i do maja 1941 r. jego zastępca. 10 maja 1941 w niejasnych okolicznościach poleciał do Wielkiej Brytanii, gdzie został ujęty.
2 kejn-jowdu (hebr.) - oby wszystkich ich [tj. wrogów] to spotkało.
3 noc św. Bartłomieja - potoczne określenie rzezi hugenotów (francuskich ewangelików reformowanych), przeprowadzonej przez katolików w Paryżu w nocy z 23 na 24 sierpnia 1572. Nazwa wywodzi się od jednego z apostołów, św. Bartłomieja, którego święto liturgiczne obchodzone jest 24 sierpnia.
4 Przypuszczalnie autor miał na myśli tzw. noc długich noży, czyli akcję wyeliminowania konkurentów Adolfa Hitlera działających w Oddziałach Szturmowych (SA), których przywódcą był Ernst Röhm. Do wydarzenia tego doszło jednak w nocy z 29 na 30 czerwca 1934.
5 Tak zwana kampania bałkańska rozpoczęła się 6 kwietnia 1941, kiedy nastąpił atak Niemiec na Jugosławię i Grecję, i zakończyła się zwycięstwem państw Osi. Jugosławia ogłosiła kapitulację 17 kwietnia, a Grecja - 23 kwietnia.
6 Jugnt - organizacja młodzieżowa powiązana z Poalej Syjon-Lewicą. Jednym z jej działaczy był Emanuel Ringelblum, który należał nawet do komitetu centralnego.
7 Prawdopodobnie chodzi o Szachna Efroima Sagana (Zagana) (1892-1942), działacza, a później przywódcę Poalej Syjon-Lewicy, redaktora pisma partyjnego "Arbeter Cajtung". Po wybuchu wojny organizował on pierwszą kuchnię ludową* Jointu* przy ul. Zamenhofa 9, był pracownikiem Wydziału Pomocy Indywidualnej KK, przedstawicielem Poalej Syjon-Lewicy w radzie społecznej przy Joincie, przewodniczącym ŻTOS*, uczestnikiem konspiracji politycznej. Zginął w Treblince* w sierpniu 1942 r. razem z żoną i dziećmi.
8 sztibl (jid.) - pokoik modlitewny.
9 Bernard Zundelewicz - (1886-1943) - adwokat, były prezes Związku Drobnych Kupców, radca RŻ*, przez pewien czas odpowiedzialny za Służbę Porządkową; zamordowany 18 stycznia 1943.
10 Prawdopodobnie aluzja do tego, że w latach 1901-1914 Benito Mussolini był członkiem Włoskiej Partii Socjalistycznej, z której został usunięty za prowadzenie agitacji prowojennej.
11 Mowa o wojnie między Królestwem Włoch a Cesarstwem Etiopii (1935-1936), zakończonej zwycięstwem Włoch.
12 Lag ba-Omer - radosne święto żydowskie, przypadające na osiemnasty dzień miesiąca ijar (kwiecień/maj).
13 Przed wojną Libia była włoską kolonią.
14 Włoska ofensywa w Egipcie rozpoczęła się we wrześniu 1940 r.
15 Identyczną, błędną informację podały inne źródła.
16 Aleksander Kiereński (1881-1970) - rosyjski polityk. W lipcu 1917 r. został premierem Rządu Tymczasowego, a później także Naczelnym Wodzem. Jako dyktator okazał się jednak niezdecydowany, na froncie wojennym zaś poniósł klęskę (nieudana ofensywa wojsk rosyjskich przeciwko wojskom niemiecko-austriacko-węgierskim w czasie pierwszej wojny światowej). Obalony przez bolszewików w wyniku przewrotu październikowego w 1917 r., wyjechał do Francji, a następnie do Stanów Zjednoczonych. Tu prawdopodobnie "kiereńszczyzna" w znaczeniu rządów zdradzających interesy proletariatu.
17 Chodzi o działalność Amerykańskiej Administracji Pomocy (American Relief Administration, ARA), która po zakończeniu pierwszej wojny światowej dostarczała pomoc humanitarną - przede wszystkim żywność - do Europy, a później też do ZSRR. Herbert Hoover (1874-1964), późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych, był dyrektorem programu.
18 Gra słów jidysz, oparta na nazwiskach przywódców nazistowskich: Hesse - essn - jeść, Göring - gring - łatwy, Goebbels - nobels - szlachetny. Zachowano grę słów: nazista-sadysta.
19 Autor tego tekstu był dotychczas nieznany. Analiza edytorska wskazuje na autorstwo Nechemiasza Tytelmana.
20 Prawdopodobnie Jechiel Górny (1908-1943), uchodźca z Kalisza, współpracownik "Oneg Szabat".
21 chewra kadisza (aram. "święte bractwo") - bractwo świadczące bezinteresownie ostatnią posługę.
22 Atak Trzeciej Rzeszy na ZSRR nastąpił 22 czerwca 1941. Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny 8 grudnia 1941.
23 Być może Menachem Mendel Kohn. Zob. Wstęp, s. XLIX, oraz Dziennik, s. 195.
24 czterej jeźdźcy Apokalipsy - postacie z Apokalipsy św. Jana, które przybywają na koniach przed Sądem Ostatecznym. Ich imiona to: Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć.
25 Miejsca walk toczonych podczas wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. (Garwolin) oraz w trakcie wojny obronnej 1939 r. (Kutno, Modlin, Warszawa).
26 Jest to zapis wymowy regionalnej. Standardowa wymowa jidysz: "Moes" (forsa, pieniądze). Regionalizmy w wymowie zostały też podkreślone przez Tytelmana w zapisie całych piosenek, nie tylko tytułu.
27 Bolesław Norski-Nożyca (1911-1943) - popularny aktor warszawski, wykonywał w getcie m.in. śpiewki żebraków ulicznych.
28 teatr Eldorado - założony w grudniu 1940 r. w getcie warszawskim; wystawiał operetki osnute na motywach żydowskich.
29 "żydowskie serca" - jest to cytat z lamentów żebraków getta, które rozlegały się do późnej nocy: "Zlitujcie się, żydowskie serca".
30 Jankiel Lejbl - zdrobnienie od Jakuba Lejbla.
31 rebe (z hebr.) - nauczyciel w religijnej szkole początkowej.
32 loszn-kojdesz (hebr.) - święty język.
33 W oryg.: Mues - pieniądze (jid., pot.), por. przyp. 26, s. 73.
34 W całej piosence wymowa dialektalna, niestandardowa.
35 Pinkiert - zob. M. Wasser, Dziennik opiekuna w schronisku..., przyp. 10, s. 49.
36 Felicja Czerniaków (1883-1950) - żona przewodniczącego Rady Żydowskiej Adama Czerniakowa, pedagog, doktor filozofii, działaczka CENTOS-u*.
37 furt (pot.) - ciągle.
38 Zauerkraut (jid., z niem.) - kapusta kiszona.
39 Ordnungsdienst (OD) (niem.) - (żydowska) Służba Porządkowa*.
40 w sroc (pot., wulg.) - dużo.
41 kapcan (z jid.) - biedak.
42 Chodzi o parówki* i służbę przeciwepidemiczną.
43 Daniel Blajman (?-1942) - właściciel największej mechanicznej piekarni w warszawskim getcie, przewodniczący Związku Piekarzy. Zastrzelony przez Niemców w nocy z 17 na 18 kwietnia 1942.
44 Adam Czerniaków (1880-1942) - inżynier chemik, pedagog, działacz społeczny, autor książek o zagadnieniach technicznych, senator RP. 23 września 1939 został mianowany przez prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego przewodniczącym Gminy Żydowskiej. Od 4 października 1939 stał na czele Rady Żydowskiej. Popełnił samobójstwo 23 lipca 1942, w drugim dniu akcji eksterminacyjnej w warszawskim getcie - ponieważ nie chciał w niej współuczestniczyć. Autor dziennika opublikowanego pod tytułem Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego (Warszawa 1983).
45 Zgodnie z żydowskim obrządkiem pogrzebowym zmarłych chowano w białych kitlach (tachrichim).
46 W oryg. zwrotka w języku polskim. Powyżej w polskim tekście dwuwiersz w języku jidysz: "Jingl hałt doch, [h]ałt zich dos gance łebn / Zej du zołst di bone niszt awekgebn".
47 Powyżej w polskim tekście dwuwiersz w języku jidysz: "Jingl hałt doch, [h]ałt zich dos gance łebn / Zej du zołst di bone niszt awekgebn".
48 cyrkuł - komisariat policji, tu zapewne SP*.
49 Bełżec - kompleks obozów pracy przymusowej w pow. Tomaszów Lubelski, funkcjonujący od czerwca 1940 r. Więźniowie - Żydzi i Cyganie - budowali umocnienia wzdłuż linii demarkacyjnej z ZSRR. Od lutego 1942 r. działał tu obóz zagłady Bełżec*.
50 W oryg.: partie.
51 W oryg.: przeszkadzen i głos - zapis fonetyczny polskich słów.
52 W oryg. transliterowana fraza polska.
53 W oryg. zapis fonetyczny po polsku.
54 Tekst jest zlepkiem piosenek - rosyjskiej, zapamiętanej przez ojca chłopca w Białymstoku, i żydowskiej pieśni ludowej o pogromie.
55 rodina (ros.) - ojczyzna.
1 Defensywa - potoczna nazwa Oddziału II Sztabu Generalnego WP, zajmującego się do 1939 r. wywiadem i kontrwywiadem, w tym obserwacją obywateli polskich podejrzewanych o sympatie komunistyczne.
2 Emil Ludwig (właśc. Emil Cohn, 1881-1948) - pisarz niemiecki, autor popularnych psychologizujących biografii; od 1940 r. na emigracji w Stanach Zjednoczonych.
3 Szymon Huberband - zob. Wstęp, s. LVI.
4 Hersz Wasser - zob. Wstęp, s. XLV.
5 Menachem Mendel Kohn (Kon) - zob. Wstęp, s. XLIX, oraz Dziennik, s. 195.
6 Jonas Turkow (1898-1988) - reżyser i aktor scen żydowskich. W getcie kierował Centralną Komisją Imprezową, występował w teatrze Femina i w Nowym Teatrze Kameralnym. Po wielkiej akcji ukrywał się wraz z żoną, aktorką Dianą Blumenfeld, po stronie aryjskiej. Po wyzwoleniu był m.in. twórcą audycji radiowych w języku jidysz. W 1946 r. opuścił Polskę i wyjechał do Stanów Zjednoczonych, a następnie do Izraela. Opublikował dwa tomy wspomnień z czasów okupacji: Azoj iz es gewen (Buenos Aires 1948) oraz Noch der bafrajung (Buenos Aires 1959).
7 Estera Mangel (1895-1942) - doktor filozofii UJ, działaczka syjonistyczna, publikowała w warszawskim "Hajncie".
8 Brak takiego opracowania w ARG. Zachowały się inne relacje dotyczące Lwowa. Zob. Archiwum Ringelbluma, t. 3, dok. 30-36, 40, 42-43.
9 Brak takiego opracowania w ARG. Henryka Łazowertówna (1909/10-1942) - poetka; w getcie warszawskim współpracowała z ŻSS i "Oneg Szabat". Zginęła w czasie wielkiej akcji, ponieważ nie chciała opuścić matki na Umschlagplatzu.
10 Zob. [rabin Chitowski], Relacja "Kampinos", w: Archiwum Ringelbluma, t. 24, dok. 63.
11 Cecylia Słapakowa (1900-1942) - tłumaczka; w ramach prac "Oneg Szabat" zbierała materiały do monografii o kobietach żydowskich. Zob. Opracowanie pt. "Kobieta żydowska w Warszawie...", s. 323
12 Stefa Szereszewska - współpracowniczka ARG, autorka opracowania na temat komitetu domowego przy ul. Gęsiej 19; robiła także odpisy.
13 Menachem Linder (1911-1942) - pochodził ze Śniatyna, ukończył studia prawnicze we Lwowie; następnie aspirant JIWO*, skoncentrował się na badaniach położenia gospodarczego Żydów w Polsce; w późniejszym okresie przeniósł się do Warszawy, gdzie pracował w CEKABE*, został sekretarzem warszawskiego oddziału JIWO i redaktorem pisma JIWO "Di Jidisze Ekonomik", a także autorem wielu prac z dziedziny historii gospodarczej. Propagator języka i kultury żydowskiej. Po wybuchu wojny działacz ŻSS-KK, kierownik Wydziału Rejestracyjno-Statystycznego, następnie kierownik Wydziału Statystycznego ŻKOM*, działacz JIKOR*. Jeden z głównych twórców "Oneg Szabat", członek kolegium redakcyjnego projektu "Dwa i pół roku wojny". Został rozstrzelany w nocy z 17 na 18 kwietnia 1942.
14 Samuel (Szmuel) Bresław (1920-1942) - działacz Ha-Szomer ha-Cair*; w warszawskim getcie jeden z przywódców szomrowych i redaktor pism (głównie polskojęzycznych) wydawanych przez Ha-Szomer ha-Cair. Do połowy lipca 1942 r. skrupulatnie prowadził (razem z Mordechajem Anielewiczem) biuletyn z nasłuchu radiowego. Od 1942 r. współpracował z "Oneg Szabat". W ARG zachowało się kilka jego tekstów (m.in. wywiad z Ireną Adamowicz - zob. Relacja pt. "Polacy o Żydach", s. 355 oraz raport Kolumna dezynfekcyjna, w: Archiwum Ringelbluma, t. 5, dok. 29). Jeden z założycieli ŻOB*. Zamordowany 3 września 1942 przez Niemców na ul. Gęsiej, kiedy szedł zbadać miejsce przetrzymywania Józefa Kapłana, którego aresztowano tego samego dnia.
15 Josef (Józef) Kapłan (1913-1942) - działacz Ha-Szomer ha-Cair; w czasie okupacji umacniał struktury organizacji w wielu miejscowościach. Redaktor prasy podziemnej, współpracownik "Oneg Szabat". Pisał dziennik, którego nie zdążył przekazać do ARG. Jeden z organizatorów ŻOB. Latem 1942 r. zaczął pracę w kancelarii szopu* OBW. Aresztowany przez Gestapo na terenie szopu 3 września. Więziony na Pawiaku, zdołał przesłać towarzyszom gryps wzywający do stawienia zbrojnego oporu Niemcom. 11 września zabity w bramie kamienicy przy ul. Dzielnej.
16 Eliezer Lipe Bloch (1888-1944) - urodził się w Humaniu na Ukrainie. Był dyrektorem Keren Kajemet (Żydowskiego Funduszu Narodowego), gromadzącego środki finansowe na zakup ziemi oraz na zasiedlenie Palestyny. Jako zwolennik języka hebrajskiego współprowadził przed wojną Tarbut - sieć syjonistycznych szkół hebrajskich. W czasie wojny Bloch pracował w ŻSS, gdzie zaprzyjaźnił się z Emanuelem Ringelblumem. Według relacji Wassera był obecny na zebraniu założycielskim "Oneg Szabat" w mieszkaniu Ringelbluma. Do końca istnienia grupy Bloch należał do jej ścisłego kierownictwa, przy czym angażował się głównie w działalność koncepcyjną. Po rozpoczęciu projektu badawczego "Dwa i pół roku wojny" Bloch współtworzył komitet redakcyjny. Po tzw. akcji deportacyjnej latem 1942 r. pracował w szopie Hallmanna, gdzie stworzył z Ringelblumem organizację samopomocową. Przed powstaniem w getcie zbierał fundusze dla ŻOB. W czasie powstania został schwytany przez Niemców i wysłany do obozu pracy w Budzyniu pod Lublinem. Chociaż miał możliwość ucieczki z obozu, nie skorzystał z niej, bo z piętnastoma innymi Żydami (był wśród nich rabin Kalonymus Kalman Szapiro) złożył przysięgę, że niezależnie od okoliczności pozostaną razem. Latem 1944 r. Bloch został wysłany do obozu Mauthausen, gdzie zmarł.
17 Abraham Gancwajch (1904-1943) - przed wojną publicysta i dziennikarz, w getcie kierownik Urzędu do Walki z Lichwą i Spekulacją (tzw. Trzynastki*). Po likwidacji "Trzynastki" popadł w niełaskę Gestapo i ukrywał się po stronie aryjskiej. Prawdopodobnie rozstrzelany na Pawiaku.
18 Zob. Wstęp, s. LVII, oraz Reportaż pt. "Szmugiel w getcie warszawskim", s. 730.
19 Bernard (Berisz) Kampelmacher - zob. Wstęp, s. LXI.
20 W oryg. tu i w następnych zdaniach omyłkowo: w Grójcu.
21 Abraham Lewin - zob. Wstęp, s. LIX, oraz Dziennik..., s. 152.
22 Eliasz (Eliahu) Gutkowski - zob. Wstęp, s. XLVI.
23 Daniel Fligelman - zob. Wstęp, s. LX.
24 W nocy z 17 na 18 kwietnia 1942 Niemcy przeprowadzili na terenie getta egzekucję pięćdziesięciu trzech osób, z których część była związana z gettową konspiracją.
BIBLIOTEKA NARODOWA
Wydawnictwo "Biblioteki Narodowej" pragnie zaspokoić pilną potrzebę kulturalną i przynieść zarówno każdemu inteligentnemu Polakowi, jak i kształcącej się młodzieży
WZOROWE WYDANIA NAJCELNIEJSZYCHUTWORÓW LITERATURY POLSKIEJ I OBCEJ
w opracowaniu podającym wyniki najnowszej o nich wiedzy.
Każdy tomik "Biblioteki Narodowej" stanowi dla siebie całość i zawiera bądź to jedno z arcydzieł literatury, bądź też wybór twórczości poszczególnych pisarzy.
Każdy tomik poprzedzony jest rozprawą wstępną, omawiającą na szerokim tle porównawczym, w sposób naukowy, ale jasny i przystępny, utwór danego pisarza. Śladem najlepszych wydawnictw obcych wprowadziła "Biblioteka Narodowa" gruntowne objaśnienia tekstu, stanowiące ciągły komentarz, dzięki któremu każdy czytelnik może należycie zrozumieć tekst utworu.
"Biblioteka Narodowa" zamierza w wydawnictwach swych, na daleką metę obliczonych, przynieść ogółowi miłośników literatury i myśli ojczystej wszystkie celniejsze utwory poezji i prozy polskiej od wieku XVI aż po dobę współczesną, uwzględniając nie tylko poetów i beletrystów, ale także mówców, historyków, filozofów i pisarzy pedagogicznych. Utwory pisane w językach obcych ogłaszane będą w poprawnych przekładach polskich.
Z literatury światowej "Biblioteka Narodowa" wydaje wszystkie te arcydzieła, których znajomość niezbędna jest dla zrozumienia dziejów piękna i myśli ogólnoludzkiej.
Do współpracy zaprosiła redakcja "Biblioteki Narodowej" najwybitniejszych badaczy naszej i obcej twórczości literackiej i kulturalnej, powierzając wydanie poszczególnych utworów najlepszym każdego znawcom.
Kładąc nacisk na staranność opracowań wstępnych i objaśnień utworów, "Biblioteka Narodowa" równocześnie poczytuje sobie za obowiązek podawać najdoskonalsze teksty samych utworów, opierając się na autografach, pierwodrukach i wydaniach krytycznych.
Deklaracja z pierwszych tomów "Biblioteki Narodowej"
1 Mogielnica - miejscowość w pow. grójeckim. W 1939 r. mieszkało tam około trzech tysięcy Żydów. Podczas wojny społeczność powiększyła się o tysiąc pięciuset uchodźców. Zostali oni deportowani przez Niemców do Warszawy w dniach 27-28 lutego 1941.
2 Jeżów - miejscowość w pow. skierniewickim. 1 lutego 1941 tysiąc pięciuset siedemdziesięciu Żydów z Jeżowa, w tym około sześciuset uchodźców, przesiedlono do getta w Warszawie.
3 Bolimów - miejscowość w pow. łowickim. Około dwustu trzydziestu Żydów z Bolimowa deportowano do getta warszawskiego w marcu 1941 r.
4 Zamykanie bram i kwarantanna budynków mieszkalnych były pierwszym etapem walki z epidemią tyfusu.
5 Komisja do Spraw Przesiedleńczych powstała po 20 stycznia 1941. W jej skład weszli przedstawiciele Rady Żydowskiej* i ŻSS*. Rozwiązana została 15 listopada 1941.
6 Icchak Giterman - zob. Wstęp, s. XLVII.
7 Referat Uchodźców - organ RŻ.
8 Urząd Statystyczny - właśc. Wydział Statystyczny RŻ.
9 J. Cwajgel - inspektor ŻSS, pisał raporty z akcji pomocy przesiedleńcom.
10 Mordechaj Pinkiert (1892-1943) - właściciel dwóch największych gettowych zakładów pogrzebowych - "Ostatnia Posługa" i "Wieczność" (działały od przedwojnia); przedsiębiorcą pogrzebowym był także jego brat (?) Noach. Ich nazwisko stało się w getcie synonimem śmierci.
1 Chodzi o Helę Herman, sąsiadkę Racheli Auerbach z kamienicy przy ul. Przejazd 1, gdzie autorka mieszkała przed wybuchem i w pierwszych dniach wojny. Auerbach i Herman znały się wcześniej ze Lwowa. Herman została wywieziona w czasie akcji eksterminacyjnej latem 1942 r.
2 Przy ul. Tłomackie 5, gdzie przed wojną znajdowała się siedziba Centralnej Biblioteki Judaistycznej i Instytutu Nauk Judaistycznych, w trakcie okupacji mieściły się biura instytucji społecznych, m.in. centrala ŻSS*, organizującej działalność kuchni ludowych*.
3 Kuchnie społeczne w getcie dzieli się na kuchnie subwencjonowane w całości przez ŻSS (kuchnie ludowe i dla dzieci), kuchnie otrzymujące z centrali prowiant, ale wydatki rzeczowe i osobiste pokrywające we własnym zakresie (kuchnie środowiskowe), oraz kuchnie samowystarczalne, działające pod patronatem komitetów domowych* i ziomkostw*, zaopatrujące się same z przydziałów po stałej cenie.
4 Kuchnia taka znajdowała się przy ul. Zamenhofa 13 i była prowadzona przez syjonistów.
5 Łanowce - rodzinna miejscowość autorki, znajdująca się w pow. Borszczów koło Czortkowa (dzisiejsza Ukraina).
6 Alina Lan (właśc. Paulina Landau) - literatka, którą Auerbach poznała przed wojną we Lwowie u swej przyjaciółki, pisarki Debory Vogel. Autorka książki Kometa Halleya (Lwów 1934).
7 Pinches (Pinkus, Pinia) Szraga - pierwszy woźny w kuchni ludowej prowadzonej przez Auerbach, przed wojną grabarz.
8 Kuchnia ludowa nr 27, prowadzona przez Rachelę Auerbach przy ul. Leszno 40, działała od października 1939 do lipca 1942 r., później została przekształcona w kuchnię szopu* Walthera Caspara Többensa. Obiegowo określa się tę kuchnię mianem kuchni dla literatów, ponieważ stołowało się tam wielu pisarzy i publicystów.
9 Abraham Braxmeier (ok. 1888-1942) - sportowiec pochodzący z Karlsbadu, deportowany do Zbąszynia jako obywatel polski, wcześniej internowany w Dachau.
10 Baby-Patschhändchen (niem.) - drobne, pulchne dziecięce rączki.
11 mehr konstantes (niem.) - więcej treściwego, tj. stałego jedzenia, innego niż płyny.
12 Warft epes arup, jidisze hercer, libe menczn! Hot rachmunes, hot mitlajd! (jid., zapisane alfabetem hebr.) - Rzućcie coś, żydowskie serca, kochani ludzie! Miejcie litość, miejcie współczucie!
13 A krisz brojt, a bisele esn, ich bet enk zejer, zejer (jid., zapisane alfabetem hebr.) - Kruszynę chleba, trochę jedzenia, proszę was, bardzo, bardzo.
14 Tate gestorbn, mame gestorbn, jach honist kejnem (jid., zapisane alfabetem hebr.) - Tata umarł, mama umarła, nie mam nikogo.
15 Jidisze kindo, jidisze herco, hot rachmunes (jid., zapisane alfabetem hebr.) - Żydowskie dzieci, żydowskie serca. Zmiłujcie się.
16 Hot mitlajd (jid., zapisane alfabetem hebr.) - Miejcie zmiłowanie.
17 Warft epes arup, łibe menczn, get epes, łibe menczn... (jid., zapisane alfabetem łac.) - Rzućcie coś, kochani ludzie, dajcie coś, kochani ludzie, nie przechodźcie tak obok, wyjmijcie coś, trochę jedzenia, wyschnięty kawałek chleba, co kto może, mili, serdeczni ludzie, kochani ludzie...
18 bridern-kejwer (jid., zapisane alfabetem łac.) - bratnia mogiła.
19 Perec Markisz (1895-1952) - żydowski poeta, dramaturg i pisarz, współpracownik almanachu "Chaliastre"; współzałożyciel tygodnika literackiego "Literarisze Bleter"; od 1926 r. w Moskwie; w czasie wojny członek Komitetu Antyfaszystowskiego; w 1949 r. aresztowany przez władze ZSRR, sądzony w stalinowskim procesie żydowskich poetów; stracony 12 sierpnia 1952.
20 Mowa o poemacie Di Kupe (jid. kupe - stos). Fragmenty w polskim przekładzie - zob. P. Markisz, Stos, tłum. M. Tuszewicki, "Cwiszn" 2012, nr 3.
21 Odniesienie do pogromów antysemickich, które nastąpiły na Ukrainie w latach 1919-1920 za rządów Dyrektoriatu Ukraińskiej Republiki Ludowej pod przywództwem Symona Petlury (1879-1926). Szacuje się, że zginęło wówczas nawet 50 tysięcy Żydów.
22 El mole rachmim (hebr.) - Boże pełen miłosierdzia. Modlitwa śpiewana przez kantora podczas pogrzebu, odmawiana też w rocznicę śmierci i w innych momentach, gdy wspomina się zmarłych.
23 Mir zenen do, mir zenen ojsgełejgt do, ałe, ałe... (jid.) - dosł.: Jesteśmy tu, położono tu nas wszystkich, wszystkich, 11 tiszri 5681 [23 września 1920]. Swobodny cytat z poematu Di Kupe. Tiszri - nazwa miesiąca żydowskiego przypadającego na przełom września i października.
24 Habima (hebr. "scena") - teatr wystawiający sztuki w języku hebrajskim, założony w 1912 r. w Białymstoku. Od 1928 r. miał siedzibę w Tel Awiwie. Dramat Szymona An-skiego Dybuk (1914), o którym tu mowa, został po raz pierwszy wystawiony w tym teatrze w 1922 r. w reżyserii Jewgienija Wachtangowa. Było to jedno z najsłynniejszych przedstawień tego reżysera; wywarło ono znaczący wpływ na historię światowego teatru.
25 hinger - nojt, hinger - nojt (jid.) - głód - nędza, głód - nędza.
26 Chodzi o Bera Warma, który mieszkał we wspólnym pokoju z kuzynem autorki w jego mieszkaniu przy ul. Leszno 66. Warm był funkcjonariuszem SP*. Był informatorem Auerbach; na podstawie jego relacji sporządziła ona część notatek Dziennika dotyczących wydarzeń ulicznych, szczególnie szmuglu. Zginął po upadku powstania warszawskiego. Okoliczności jego śmierci nie są w pełni znane.
27 Kameradschaft (niem.) - koleżeństwo. Tu użyte ironicznie.
28 Nachbarnschaft (niem.) - sąsiedztwo. Tu użyte ironicznie.
29 Reuwen (Ruwen, Rubin) Feldszuh (pseud. Ben Szem, 1900-1980) - działacz syjonistyczny związany z prawicą, publicysta, pisarz i redaktor. Autor książki Pojln brent ("Polska gore", Buenos Aires 1960).
30 Bajla Strumpfeld - obywatelka polska, uchodźczyni z Niemiec.
31 Der Mensch fun Dachau (niem./jid.) - człowiek z Dachau. Braxmeier był więziony w Dachau przez rok.
32 Golem - występująca w legendach żydowskich istota z gliny, ulepiona na podobieństwo człowieka, ale pozbawiona duszy. Tu nawiązanie do filmu Der Golem w reżyserii Paula Wegenera (Niemcy, 1920).
33 halt (z niem.) - postawa.
34 Danke verbindlichst, danke vielmals (niem.) - Jestem wielce zobowiązany, po stokroć dziękuję.
35 do TOZ-u - tj. do kierownika administracji TOZ* Jehudy Feldwurma, pisarza, współpracownika Archiwum Ringelbluma.
36 Schimpfen sie mich, schimpfen sie mich nur tüchtig aus (niem.) - Niech Pani mnie zbeszta, niech mnie Pani zbeszta, ale solidnie.
37 Das Gehirn arbeitet (niem.) - Mózg pracuje.
38 Chodzi o ul. Ostrowską.
39 Ich habe nicht mehr Kraft wie ein neugeborenes Kind (niem.) - Nie mam więcej siły niż nowo narodzone dziecko.
40 colitis (łac.) - zapalenie jelita grubego.
41 Chodzi o woźnego Pinchesa Szragę.
42 Der Dacz (jid., w gwarze warszawskiej) - Niemiec.
43 Taką nazwę nosił pierwszy w Polsce teatr miniatur artystycznych grający w jidysz, założony w 1925 r. W getcie od maja 1941 r. działał teatr Nowy Azazel, wystawiający przy ul. Nowolipie 72.
44 Chodzi o Josefa Ehrlicha, młodszego z woźnych w kuchni przy ul. Leszno 40.
45 Skreślone: Szragę.
46 Chodzi o Icchaka Gitermana. Zob. Wstęp, s. XLVII.
47 Skreślone: Ehrlicha.
48 s'et zan in ordnung (jid.) - będzie w porządku.
49 Skreślone: Horowitzowa.
50 ałe głach, ale glajch (jid.) - wszyscy równi. Słowa te wykrzykiwał na ulicach getta Rubinsztajn (Rubinstein), prawdopodobnie najbardziej znany w getcie żebrak i uliczny filozof, który sam siebie nazywał "mądrym wariatem".
51 bizojen hames (jid., z hebr.) - zniewaga zmarłego, profanacja zwłok.
52 ojsgegojdert (jid.) - napuszeni, nadęci.
53 Model (Mordechaj) Pinkiert - zob. M. Wasser, Dziennik opiekuna w schronisku..., przyp. 10, s. 49.
54 Ustęp wydzielony poziomymi kreskami.
Niniejsza edycja oparta jest na trzydziestosiedmiotomowej edycji ARG, opracowanej w Żydowskim Instytucie Historycznym im. E. Ringelbluma (lista kolejnych tomów wraz z nazwiskami redaktorów - zob. Bibliografia), która powstała w ramach wieloletniego projektu edytorsko-badawczego ŻIH. Tam, gdzie było to konieczne, odczytania tekstu źródłowego zostały poprawione, a przypisy uzupełnione. W stosunku do edycji ŻIH i zgodnie z wymogami niniejszej edycji uproszczono oznaczenia edytorskie oraz przypisy.
Za podstawę edycji dokumentu przyjęto przede wszystkim oryginał, a w drugiej kolejności odpis sporządzony przez "Oneg Szabat". Jeśli dany dokument zachował się w kilku egzemplarzach, podstawą wydania jest egzemplarz najlepiej zachowany. W przypadku tekstów zachowanych w dwóch wersjach językowych (polskiej i jidysz) podstawą edycji jest wersja polska. Wszystkie podkreślenia w tekście pochodzą od autorów dokumentów. Ze względu na charakter tekstów pozostawiono pisownię oryginalną, w tym najbardziej charakterystycznych pojęć, np. ghetto. Uwspółcześniono natomiast interpunkcję oraz ortografię, o ile nie powodowało to zmiany stylu wypowiedzi.
Do wskazania ubytków tekstu i miejsc nieczytelnych zastosowano oznaczenie: {...}. Uzupełnienia i rozwinięcia ujęto w nawias kwadratowy, a opuszczenia redaktorskie oznaczone zostały jako [...].
Założeniem niniejszej edycji było opublikowanie tekstów w całości. Na opuszczenia decydowano się jedynie w przypadku tekstów najobszerniejszych.
Edycja każdego dokumentu rozpoczyna się od krótkiego biogramu autora lub zaznaczenia, że autorstwo dokumentu jest nieustalone. Następnie kursywą podany został opis fizyczny dokumentu. Ze skanami oryginalnych tekstów ARG czytelnik może się zapoznać na portalu internetowym www.cbj.jhi.pl.
W słowniku na końcu książki czytelnik znajdzie objaśnienia najczęściej występujących trudniejszych pojęć oraz istotnych nazw własnych. W poszczególnych dokumentach pierwsze wystąpienie danego pojęcia ze słownika oznaczono gwiazdką (*).
Konsultacje językowe z języka jidysz zostały sfinansowane przez Żydowski Instytut Historyczny im. E. Ringelbluma. Autorzy wyboru serdecznie dziękują za pomoc prof. Pawłowi Śpiewakowi, dyrektorowi Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma.