I
PALCE AURORY
Różanopalca Eos, o której tak często napomyka Homer, zwana przez Rzymian
Aurorą, uświetniła swoim dotknięciem już sam świt Archipelagu.
Gdy nasi współobywatele dowiedzieli się z audycji BBC, że M. Michajłow
dowiódł rzekomo, iż obozy koncentracyjne istniały w naszym kraju już w 1921 roku - wielu z nas (podobna była zresztą reakcja Zachodu) doznało
szoku: więc już wtedy? Więc już w 1921?
Oczywiście, że nie! Michajłow się myli, rzecz jasna. W 1921 roku obozy
koncentracyjne były już w rozkwicie (ba, nawet już przekwitały).
Słuszniej byłoby twierdzić, że Archipelag narodził się przy wtórze salw
Aurory.
Jak zresztą mogło być inaczej? Zastanówmy się chwilę.
Czyż Marks i Lenin nie twierdzili, że stary, burżuazyjny aparat przymusu
należy unicestwić - i w zamian stworzyć nowy? Aparat przymusu składa się
zaś z: armii (wcale już nas nie dziwi, że Armię Czerwoną stworzono w początkach 1918 roku, policji (milicja została odtworzona jeszcze
wcześniej niż armia), sądów (poczynając od 24 listopada 1917 roku), a także więzień. Czemuż to, proklamując dyktaturę proletariatu, miano
zwlekać z utworzeniem więzień nowego typu?
Bo też sprawa więzień, starych czy jakichś tam nowych, nie cierpiała
zwłoki. Już w trakcie pierwszych porewolucyjnych miesięcy Lenin domagał
się stosowania "najsurowszych, drakońskich wręcz środków w celu
podtrzymania dyscypliny".1 A czy owe drakońskie środki możliwe są bez
więzień?
Jakie innowacje w tej dziedzinie mogło wprowadzić państwo
proletariackie? Iljicz szukał nowych dróg po omacku. W grudniu 1917 roku
wysunął on, tytułem propozycji, taki oto zestaw kar: "konfiskatę całego
mienia... więzienie, wysłanie na front i roboty przymusowe dla każdego,
kto niniejsze prawo pogwałci".2 Możemy zatem stwierdzić, że naczelna
idea Archipelagu - roboty przymusowe - znalazła wyraz już miesiąc po
rewolucji październikowej.
Ale przyszłemu systemowi kar Iljicz poświęcił zapewne chwilę zadumy
jeszcze wtedy, gdy siedział spokojnie w Razliwie1 wśród zapachu zżętego
siana i brzęczenia trzmieli. Już wtedy wszystko sobie wykalkulował
i uspokoił nas, że "pokonanie wyzyskującej mniejszości przez większość,
złożoną z wczorajszych niewolników, jest sprawą stosunkowo tak łatwą,
prostą i naturalną, że pociągnie to za sobą o wiele mniejszy rozlew
krwi...
i o wiele mniejsze koszty ludzkie", niż gnębienie większości przez
mniejszość, co miało miejsce dotychczas.3
I jakie też były koszty ludzkiego tego "stosunkowo tak łatwego"
pognębienia wewnętrznego wroga od chwili wybuchu październikowej
rewolucji? Oto kilka liczb, znalezionych przez specjalistów od
statystyki. Profesor J. A. Kurganow: od 1917 do 1959 zginęło - nie
licząc strat poniesionych przez walczące armie, a biorąc pod uwagę
jedynie ofiary terroru, tłumienia buntów, głodu, wyniszczającego reżymu
w łagrach i doliczając do tego deficyt demograficzny, to jest spadek
liczby narodzin - dochodzi się do liczby 66,7 milionów ludzi (nie licząc
zaś owego deficytu - 55 milionów).
Historyk ekonomii M. Bernstam: w latach 1917-1956 ofiar terroru,
tłumienia buntów, przymusowych robót i sztucznie organizowanego głodu
było ponad 55 milionów.
Kto - swój czy obcy - nie oniemieje na widok tych liczb?
Ciekawe byłoby przytoczenie tutaj jeszcze kilku liczb, choćby dla
porównania. Ilu pracowników etatowych liczył w centrali ów budzący
strach carski III Oddział, którego ślad jak chlaśnięcie rzemieniem,
biegnie przez całe dzieje wielkiej literatury rosyjskiej? W chwili
utworzenia - 16 ludzi, w momencie największego rozkwitu - 45. Liczba
śmieszna, nawet jeśli wziąć pod uwagę Gub-Czeka z najdalszej prowincji.
Albo ilu też więźniów politycznych zastała w carskim Więzieniu Narodów
rewolucja lutowa? (trzeba pamiętać, że w dawnej Rosji do "więźniów
politycznych"
zaliczano także uczestników "eksów", tj. ekspropriacji i napadów na banki oraz wykonawców mordów politycznych). Wszystkie te dane gdzieś
przecież można znaleźć. Prawdopodobnie w samych Krestach takich więźniów
było ponad 50, a w Szlisselburgu 63 ludzi, prócz tego kilkuset wróciło z syberyjskiego zesłania i ciężkich robót (z Aleksandrowskiego Więzienia
Centralnego wyszło na wolność około 200 ludzi). A iluż to jeszcze
siedziało w gubernialnych więzieniach! A właśnie, ciekawe ilu?
Oto liczba dotycząca Tambowa, wzięta wprost z tambowskich gazet.
Rewolucja lutowa po otwarciu na oścież wrót tambowskiego więzienia
znalazła tam... 7 (siedmiu) więźniów politycznych. W Irkucku było ich
znacznie więcej - bo 20.
Owszem, guberni było ponad 40 (chyba zbędne jest przypominanie, że
między lutym a lipcem w ogóle nikogo nie wsadzano za politykę, po lipcu
zaś siedziały w więzieniach nieliczne jednostki, i to w sielskich raczej
warunkach).
Ale masz ci los: pierwszy rząd sowiecki był rządem koalicyjnym, część
resortów trzeba było jednak oddać lewicowym eserom; w ich rękach znalazł
się też nieszczęściem Ludowy Komisariat Sprawiedliwości. Kierując się
zgniłymi, drobnomieszczańskimi poglądami na sprawę wolności, komisariat
ten doprowadził system kar do zupełnej niemal ruiny, ferował wyroki, jak
się okazało zbyt łagodne, a nadto prawie nie stosował
w swojej praktyce przodującej zasady robót przymusowych. W lutym 1918
roku przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych, tow. Lenin, zażądał
zwiększenia liczby miejsc odosobnienia i wzmożenia represji,4 w maju
zaś, decydując się na konkretną ingerencję, zalecił,5 aby za łapownictwo
dawać nie mniej niż 10 lat więzienia, a ponadto 10 lat robót
przymusowych, w sumie więc 20. Skala taka mogła z początku wydawać się
manifestacją pesymizmu: jak to, więc nawet za 20 lat trzeba będzie
jeszcze stosować roboty przymusowe? Ale my już wiemy, że roboty te
okazały się nader praktycznym środkiem i że nawet po upływie lat 50
nie przestały być popularne.
Personel więzienny jeszcze wiele miesięcy po Październiku był wszędzie
carski, tyle że wyznaczono komisarzy więzień. Rozzuchwaleni
funkcjonariusze więzień stworzyli własny związek zawodowy
(Związek Pracowników Zakładów Karnych) i wprowadzili zasadę wyboru szarż
administracyjnych! (Jedyny to wypadek w całej historii Rosji!)
Więźniowie też nie pozostawali w tyle - mieli również własny samorząd
(Okólnik Komisariatu Sprawiedliwości z 24 IV 1918 roku: "wszędzie, gdzie
to możliwe, należy więźniów wdrażać do autokontroli i samorządu").
Takie aresztanckie sobiepaństwo ("anarchistyczne rozpasanie") nie
odpowiadało, rzecz naturalna, celom dyktatury przodującej klasy i niełatwo dawało się pogodzić z akcją oczyszczania rosyjskiej gleby ze
szkodliwych insektów. (O czym tu mówić, jeśli nawet więzienne kaplice
nie zostały zamknięte i nasi sowieccy aresztanci chętnie tam bywali w każdą niedzielę, choćby po to, by rozprostować kości!)
Carscy klucznicy
nie byli, rzecz jasna, elementem zupełnie dla sprawy proletariatu
straconym, w końcu był to fach ważny dla osiągnięcia bezpośrednich celów
rewolucji. Dlatego też należało "wytypować takich przedstawicieli
administracji więziennej, którzy nie całkiem zatwardzieli i otępieli od
drylu panującego w carskim więzieniu (ale co to znaczy "nie całkiem"?
Jak to stwierdzić? Że zapomnieli słów hymnu Boże, chroń nam cara?) i mogą jeszcze być wykorzystani do pracy w nowych warunkach"6
(na przykład potrafią sprawnie raportować: "Tak jest" i "Melduję
posłusznie, że nie!" albo szybko zamykać i otwierać zamki?). Ma się
rozumieć, że same te więzienne budynki, cele, kraty i rygle, choć na
pierwszy rzut oka wyglądały wciąż tak samo - w istocie otrzymały nową
treść klasową, wzniosły rewolucyjny sens.
Jednakże - aż do połowy 1918 roku - sądy siłą przyzwyczajenia i bezwładu
stosowały wobec wszystkich skazanych tylko i wyłącznie kary więzienia,
co hamowało proces destrukcji tych części starego aparatu władzy, które
miały związek z więziennictwem.
W połowie 1918 roku, a mianowicie dnia 6 lipca, miało miejsce
wydarzenie, którego znaczenie wcale nie wszyscy rozumieją, wydarzenie
określane jako "stłumienie buntu lewicowych eserów". Tymczasem zaś był
to przełom o znaczeniu chyba nie mniejszym niż przewrót 25 października.
25 października proklamowana była władza Sowietów-Delegatów, stąd też
termin - "władza sowiecka". Ale w trakcie pierwszych miesięcy charakter
tej nowej władzy jeszcze był poważnie zmącony przez udział
przedstawicieli innych, niebolszewickich partii. Aczkolwiek rząd
koalicyjny sformowany był tylko z bolszewików i lewicowych eserów,
jednak w składzie Wszechrosyjskich Zjazdów Sowietów (II, III i IV) i wybranych na nich WCIK (Wszechrosyjskich Centralnych Komitetów
Wykonawczych) trafiali się jeszcze przedstawiciele innych partii
socjalistycznych - socjalrewolucjonistów, socjaldemokratów, anarchistów,
ludowych socjalistów i innych. Stąd też WCIK nosiły niezdrowy charakter
"parlamentów socjalistycznych". W ciągu pierwszych miesięcy 1918
roku szereg zdecydowanych akcji (popartych przez lewicowych eserów)
pozwolił wszelako na usunięcie z łona WCIK reprezentantów innych
ugrupowań socjalistycznych (mocą decyzji większości członków tego
organu, na co dawała prawo swoista interpretacja procedury
parlamentarnej) bądź na niedopuszczenie do ich wyboru. Ostatnim z ciał
obcych, stanowiącym trzecią część owego gremium parlamentarnego (V
Zjazdu Sowietów), była partia lewicowych eserów. W końcu można było
pozbyć się również tego balastu. 6 lipca 1918 roku lewicowi eserzy
zostali co do jednego usunięci z WCIK i Sownarkomu. Tym samym władza
Sowietów-Delegatów (tradycyjnie zwana dalej władzą sowiecką) przestała stanowić
przeciwwagę w stosunku do woli partii bolszewickiej i przybrała kształt
Demokracji Nowego Typu.
Dopiero więc od tej historycznej daty mogła zacząć się na serio
przebudowa starego aparatu penitencjarnego i konstrukcja Archipelagu.7
Kierunek tej rekonstrukcji był zaś od dawna jasny. Przecież już Marks w Krytyce programu gotajskiego twierdził, że praca produkcyjna jest
jedynym środkiem poprawy przestępców. Oczywiście - jak to później
wykazał Wyszyński - "nie ta praca, co wysusza ludzkie rozumy i serca",
lecz owa "czarodziejka (!), która ma moc wydobywania ludzi z niebytu i dna nikczemności, czyniąc z nich bohaterów".8 A dlaczego nasz więzień
nie może się wałkonić w celi lub sylabizować w niej jakichś książeczek,
tylko powinien się trudzić? A dlatego, że w Republice Rad nie ma miejsca
na przymusowe próżniactwo, na "pasożytnictwo z urzędu",9 jakie w takim
na przykład Szlisselburgu licować mogło z carskim pasożytniczym
ustrojem.
Takie więzienne próżniactwo przeczyłoby po prostu samym zasadom opartego
na pracy ustroju Republiki Sowieckiej, zasadom uświęconym
przez konstytucję z 10 sierpnia 1918 roku: "Kto nie pracuje, ten nie
je".
Gdyby więc więźniowie nie mieli pracować, to - wedle naszej konstytucji
- powinni być także pozbawieni wiktu. Centralny Wydział Kar Ludowego
Komisariatu Sprawiedliwości,10 utworzony w maju 1918 roku, natychmiast
zapędził ówczesnych aresztantów do pracy ("zabrał się do organizacji
pracy produkcyjnej"). Ale dotyczące tej sprawy akta prawne zostały
ogłoszone już po lipcowym przewrocie, mianowicie 23 lipca 1918
roku, w "Tymczasowej instrukcji o pozbawieniu wolności":11 "Osoby
skazane na karę pozbawienia wolności, a zdolne do pracy, mają być w trybie obowiązkowym kierowane do pracy fizycznej".
Rzec można, że od tej oto instrukcji z 23 lipca 1918 roku (wszystkiego dziewięć miesięcy od Rewolucji Październikowej) zaczyna się
historia obozów, że tu rodzi się Archipelag. (Kto się ośmieli zarzucić,
że poród był przedwczesny?)
Potrzeba zaprzęgnięcia aresztantów do prac przymusowych (i tak zresztą
dla wszystkich już oczywista) naświetlona została na VII
Wszechzwiązkowym Zjeździe Sowietów: "praca jest najlepszym środkiem
mogącym zapobiec niszczącym skutkom [...] bezsensownych rozmów toczonych
przez więźniów, w których trakcie bardziej doświadczeni instruują
nowicjuszy12 (aha, o to więc chodziło!).
Wkrótce miały się też zacząć komunistyczne subbotniki2 i tenże
Komisariat Sprawiedliwości nakazał: "Konieczne jest wdrożenie (więźniów)
do komunistycznej, kolektywnej pracy".13 Postanowiono więc ducha owych
komunistycznych "subbotników" przeflancować do obozów pracy przymusowej!
Tak oto epoka pierwszego rozpędu nagromadziła z punktu mnóstwo zadań,
które rozwiązywać trzeba było później przez całe dziesięciolecia.
Zasady polityki pracy poprawczej włączone zostały na VIII Zjeździe
RKP(b) - w marcu 1919 roku - wprost do nowego programu partii.
Organizacyjne zaś podstawy dla objęcia obszaru Rosji Sowieckiej siecią
obozów stworzone zostały dokładnie w momencie wprowadzenia pierwszych
komunistycznych "subbotników", dni pracy ochotniczej (12 kwiecień-17 maj
1919 rok): uchwały WCIK, dotyczące obozów pracy przymusowej powzięto 15
kwietnia i 17 maja 1919 roku.14 Na ich podstawie obozy pracy przymusowej
miały być tworzone (staraniem gubernialnych Czeka) obowiązkowo w każdym mieście gubernialnym
(żeby było najwygodniej - w granicach zabudowy miejskiej albo w jakimś
klasztorze czy w którymś z okolicznych folwarków) i w niektórych powiatach (chwilowo jeszcze nie we wszystkich). Każdy obóz
miał
być obliczony na co najmniej 300 więźniów (po to, aby dochody z pracy
aresztantów mogły pokryć koszty utrzymania straży i administracji) -
i znajdował się w zarządzie gubernialnych organów ścigania.
Te pierwsze obozy pracy poprawczej wydają się nam teraz jakąś
abstrakcją. Wygląda na to, że ludzie, którzy w nich siedzieli, nic
nikomu nie opowiedzieli - bo brak jakichkolwiek relacji. W beletrystyce,
w drukowanych wspomnieniach, tam gdzie mowa o komunizmie wojennym,
napomyka się o rozstrzeliwaniu i więzieniach, ale o obozach nikt nic nie
pisze. Nie ma o nich mowy nawet między wierszami ani w uwagach poza
tekstem. Gdzie były te obozy? Jak się zwały? Jak wyglądały?
Instrukcja z 23 VII 1918 roku zawierała pewien brak, podkreślany zgodnie
przez wszystkich pracowników: nie było w niej żadnej wzmianki na temat
klasowego zróżnicowania więźniów, czyli wskazania, że jednych należy
traktować gorzej, innych zaś - lepiej. Ale zawierała ona przepisy o trybie wykonywanej pracy - i dlatego to i owo możemy sobie wyobrazić.
Ustalona była długość dnia roboczego: 8 godzin. Z rozpędu, z niedoświadczenia - postanowiono płacić więźniom za wszelkie prace,
wyjąwszy roboty porządkowe w obozie (potworność, pisać hadko)... 100% sumy
ustalonej przez związki zawodowe w odpowiednich umowach zbiorowych!
(Zmuszano do pracy zgodnie z konstytucją, ale też zgodnie z konstytucją
płacono, co prawda, to prawda). Z wypłaty potrącano jednak koszta
utrzymania obozu i straży. "Sumienni" mogli liczyć na ulgi: pozwalano im
mieszkać poza obozem, a przychodzić tylko do roboty. Za "szczególne
zamiłowanie do pracy" obiecywano przedterminowe zwolnienie. Na ogół zaś
brak było szczegółowych wskazówek co do régime'u obozowego i w każdym
obozie panowały inne porządki. "W okresie wznoszenia zrębów nowej władzy
i biorąc pod uwagę wielkie przepełnienie zakładów karnych (! - podkreślenie moje - A. S.), nie
sposób było myśleć o regulaminach, skoro całą uwagę poświęcano sprawie rozładowania więzień".15 Człowiek czyta te słowa tak,
jakby miał
w ręku babilońskie tabliczki z pismem klinowym. Ileż pytań musi sobie
zadać: co się właściwie działo w tych nieszczęsnych więzieniach? Jakie
to procesy społeczne wywołały takie przepełnienie? I czy za tym rozładowaniem kryło się rozstrzeliwanie czy wysyłanie do obozów? I co
to znaczy, że nie sposób było zawracać sobie głowy regulaminami? Czy to
znaczy, że Komisariat Sprawiedliwości nie miał czasu na zajmowanie się
ochroną więźniów przed samowolą lokalnych naczelników? Bo jakże inaczej
to rozumieć? Instrukcje w sprawach regulaminu nie istniały, a zatem w tych latach rewolucyjnej świadomości prawnej
każdy sobiepan mógł robić z więźniem wszystko, co mu strzeliło do łba?
Dowiadujemy się ze skromnej statystyki (zawartej w tym samym dziełku
zbiorowym Od więzień do zakładów wychowawczych), że praca w obozach
sprowadzała się w zasadzie do prymitywnych i ciężkich robót. W 1919 roku
zaledwie 2,5% więźniów pracowało w warsztatach, w 1920 - 10%. Wiadomo
też, że w końcu 1918 roku Centralny Wydział
Kar (też nazwa, ciarki przechodzą!) wszczął starania o utworzenie
kolonii rolnych. Wiadomo, że w Moskwie stworzono kilka brygad
więźniarskich zajmujących się remontem wodociągów, kotłowni i kanalizacji w uspołecznionych budynkach miejskich. (I ci zapewne
pracujący bez eskorty aresztanci snuli się ze swoimi śrubokrętami,
lutownicami i rurami po całej Moskwie, po korytarzach instytucji, po
mieszkaniach ówczesnych wybitnych osobistości, wezwani telefonicznie do
remontu przez ich żony - ale jakoś nie ma o nich wzmianki w niczyich
pamiętnikach, nie ma ich w żadnej sztuce, w żadnym filmie). A jeżeli
takich specjalistów wśród więźniów nie znajdowano? Wolno przypuszczać,
że ich wtedy umyślnie dosadzano.
Dalszych wiadomości o więzienno-obozowym systemie, tak jak on wyglądał
pod koniec 1922 roku, dostarcza nam - szczęśliwie ocalały i przeznaczony
dla X Zjazdu Sowietów - raport naczelnika wszystkich zakładów karnych
RSFSR towarzysza J. Szyrwindta.16 W roku tym po raz pierwszy połączone
zostały wszystkie zakłady karne ministerstwa sprawiedliwości i NKWD (oprócz specjalnych zakładów, podlegających GPU) w jeden
organizm zwany GUMZak - i umieszczone pod opiekuńczym skrzydłem
towarzysza Dzierżyńskiego. (Piastując pod drugim ze swoich skrzydeł
zakłady karne i śledcze GPU, nienasycony Dzierżyński chciał się
opiekować także całą resztą). GUMZak miał w swojej pieczy 330 miejsc
odosobnienia, w których znajdowało się ogółem 80-81 tysięcy pozbawionych
wolności osób. Przybyło ich w porównaniu z rokiem 1920: "W roku bieżącym
stwierdzić można stały wzrost liczby osób przebywających w zakładach
karnych". Ale z tej samej broszury dowiadujemy się (str. 20), że -
wliczając również więźniów GPU - liczba osób pozbawionych wolności nigdy
nie była mniejsza niż 150 tysięcy, a czasami dochodziła do 195 tysięcy.
"Liczba osób znajdujących się w miejscach odosobnienia staje się
wielkością coraz bardziej stałą" (str. 10), "Odsetek więźniów
pozostających w dyspozycji rewtrybunałów nie tylko się nie zmniejsza,
ale przejawia określoną tendencję do stałego wzrostu" (str. 13). W miejscach zaś niedawnych zamieszek i buntów ludowych - w centralnych,
czarnoziemnych guberniach, na Syberii, na północnym Kaukazie, nad Donem
- więźniowie śledczy stanowią 40-43% wszystkich uwięzionych, co świadczy
o istnieniu dobrych widoków na wzrost liczby łagrów.
W skład GUMZaku w 1922 roku wchodzą: domy pracy poprawczej (czyli
zakłady dla więźniów po wyroku), domy aresztu prewencyjnego (czyli
więzienia śledcze), więzienia etapowe, kwarantanny, izolatory (orłowski
izolator "nie jest w stanie pomieścić wszystkich niepoprawnych
przestępców", do tej kategorii zaliczają się też odrodzone "Kriesty",
które tak cudownie się otwarły w lutym 1917 roku), kolonie rolnicze
(gdzie się ręcznie karczowało krzaki i pniaki), domy pracy dla
niepełnoletnich i obozy koncentracyjne. Kwitnące więziennictwo! W więzieniach "na każde pięć miejsc przypada ponad sześciu więźniów, nadto
jest wiele takich domów poprawczych, gdzie na jedno miejsce przypada
ponad trzech ludzi" (str. 8). Dowiadujemy się sporo o stanie budynków
(więziennych i obozowych): doszły do takiej ruiny, że nie odpowiadają
najbardziej elementarnym standardom sanitarnym, "są tak zniszczone, że
[...] całe korpusy i nawet całe domy poprawcze trzeba było pozamykać"
(str. 17).
Sprawa wiktu: "W 1921 roku miejsca odosobnienia znalazły się w ciężkiej
sytuacji - nie było wystarczającej liczby przydziałów dla uwięzionych".
W 1922 roku, w związku z decentralizacją systemu finansowania, "sytuacja
materialna miejsc odosobnienia stała się nieomal katastrofalna" (str.
2), miejscowe komitety wykonawcze odmawiały wręcz wydawania żywności na potrzeby więźniów. W początkach roku GOSPlan (Państwowa Komisja
Planowania) przeznaczył 100 000 racji żywnościowych, przy liczbie
więźniów równej 150 000-195 000; normy wyżywienia zostały zmniejszone,
pewnych rodzajów prowiantu w ogóle nie wydawano (trzy czwarte więźniów
otrzymywało poniżej 1500 kalorii dziennie), a z dniem 1 grudnia 1921
roku wszystkie miejsca odosobnienia, prócz 15 więzień ogólnopaństwowego
znaczenia, w ogóle przestały otrzymywać planowe przydziały. "Więźniowie
głodowali" (str. 41).
Państwo bardzo a bardzo chciało mieć swój Archipelag, tylko nie miało
czym go żywić!
Płace za roboty już zostały obniżone. "Zaopatrzenie w odzież było
absolutnie niewystarczające [...] można się spodziewać, że przybierze
ono charakter katastrofalny" (str. 42). "Brak opału dał się odczuć
prawie wszędzie".
Ten stan rzeczy musiał się odbić także na sytuacji personelu. "Większość
nadzorców dosłownie ucieka z miejsc pracy, niektórzy zaś spekulują do
spółki z więźniami" (str. 43), a ilu ich jeszcze okradało uwięzionych!
"Obserwuje się znaczny wzrost liczby przestępstw służbowych wśród
personelu, bo głód zmusza ludzi do tego". Wielu strażników przeniosło
się na lepiej opłacane stanowiska. "Istnieją domy poprawcze, w których
został tylko komendant z jednym strażnikiem". (Można sobie wyobrazić, co
to za komendant). "Trzeba w takich wypadkach zatrudniać w charakterze
nadzorców nawet samych więźniów, wybierając tych, co się najlepiej
sprawują".
Trzeba też było mieć siłę ducha i wiarę w skuteczność komunistycznych
kar, jaką miał Dzierżyński, aby utrzymać ten wymierający Archipelag na
drodze ku świetlanej przyszłości, zamiast pozwolić mu rozejść się do
domów!
Ale obozy pracy przymusowej nie były wcale pierwszymi obozami w RSFSR.
Czytelnik już kilkakrotnie napotkał w cytatach z wyroków rewtrybunałów
(cz. I, roz. VIII) termin "obóz koncentracyjny" i mógł
pomyśleć, że to lapsus, że stosujemy tu nieopatrznie terminologię
późniejszej daty. Otóż nie.
W sierpniu 1918 roku, kilka dni przed zamachem Fanny Kapłan, Włodzimierz
Iljicz w depeszy do Eugenii Bosz17 i penzeńskiego gubernialnego komitetu wykonawczego (nie dawano tam sobie rady z powstaniem
chłopskim) napisał: "Osoby podejrzane (nie "winne" czegokolwiek, lecz podejrzane - A. S.) zamknąć w podmiejskim obozie
koncentracyjnym".18 (A prócz tego "[...] wprowadzić bezwzględny, masowy
terror" - a przecież nie było jeszcze odnośnego dekretu).
5 zaś września 1918 roku, dziesięć dni po wysłaniu tej depeszy, wydany
został Dekret Sownarkomu o Czerwonym Terrorze, podpisany przez
Pietrowskiego, Kurskiego i Boncz-Brujewicza. Prócz instrukcji dotyczącej
zbiorowych rozstrzeliwań, zawierał on również taką dyrektywę:
"Zabezpieczyć Republikę Sowiecką przed wrogami klasowymi przez
izolowanie ich w obozach koncentracyjnych"19 .
Oto więc, gdzie pojawił się po raz pierwszy - znajdując z punktu
zastosowanie i oficjalne uznanie - ów termin "obozy koncentracyjne",
który stał się jednym z podstawowych pojęć XX wieku, mającym zrobić
międzynarodową karierę! Oto więc, kiedy to miało miejsce: w sierpniu i wrześniu 1918 roku. Określenie to używane było już podczas pierwszej
wojny światowej, ale tylko w stosunku do jeńców i uciążliwych
cudzoziemców. Tu zaś po raz pierwszy zastosowano je do własnych
obywateli.
Zmiana sensu jest oczywista: obóz koncentracyjny dla jeńców nie jest
więzieniem, lecz koniecznym środkiem zapobiegającym ich rozproszeniu.
Podejrzani współobywatele mieli teraz być podobnie koncentrowani w celach zapobiegawczych, bez żadnego sądu. Jakiejś tęgiej głowie z łatwością też nasunęło się odpowiednie słowo - koncentracyjne! -
kojarzące się z drutem kolczastym, opasującym takie obozowisko ludzi
siedzących bez wyroku sądowego.
Zresztą zwierzchnik rewwojentrybunału tak pisze: "Uwięzienie w obozach
koncentracyjnych ma ten sam charakter co izolacja jeńców wojennych". To
znaczy, mówiąc otwarcie: to jest najazd, to są jego prawa, to są
działania wojenne tylko że przeciw własnemu narodowi.
O ile obozy robót przymusowych Komisariatu Sprawiedliwości zaliczone
zostały do ogólnych zakładów karnych, o tyle obozy
koncentracyjne nie należały bynajmniej do "zakładów ogólnych", ale
znajdowały się w bezpośredniej gestii Czeka i przeznaczone były dla
elementów szczególnie wrogo nastawionych i dla
zakładników. W późniejszym okresie posyłały ludzi do tych
obozów
również trybunały, to prawda, ale rozumie się, że spławiano tam nie na
podstawie wyroku sądowego, lecz na zasadzie posądzenia o wrogie nastawienie.20 Za ucieczkę z koncłagu wyrok
wzrastał
(również bez sądu!) DZIESIĘCIOKROTNIE! (Toć wtedy właśnie słyszało się
hasła: "Dziesięciu za jednego!", "Stu za jednego!" A więc jeśli ktoś
dostał pięć lat, uciekł i został złapany, to odsiadka jego przedłużana
była automatycznie do 1968 roku. Za powtórną zaś ucieczkę z koncentraka
należało się rozstrzelanie i nie trzeba wątpić, że przepisu tego
przestrzegano ściśle).
Na Ukrainie obozy koncentracyjne stworzono z opóźnieniem, dopiero w 1920
roku. Ale korzenie obozów sięgały głęboko, tylko że śladów tych miejsc
już nie pamiętamy. O większości pierwszych obozów koncentracyjnych nikt
już nam nigdy nie opowie. Tylko grzebiąc w resztkach wspomnień tych, co
nie wymarli, a niegdyś w pierwszych obozach siedzieli, można jeszcze coś
odszukać i ocalić.
Władze bardzo wtedy lubiły urządzać obozy koncentracyjne w dawnych
klasztorach: mocne, sklepione mury, solidne budynki - a wszystko stoi
pustką (przecież zakonnicy to nie ludzie, tak czy owak musiało się ich
wyrzucić). Tak więc w Moskwie obozy roztasowano w klasztorach:
Andronikowskim, Nowospasskim, Iwanowskim. W piotrogrodzkiej
"Czerwonej Gazecie" z 6 września 1918 czytamy, że pierwszy obóz
koncentracyjny "zostanie założony w Niżnim Nowgorodzie, w opuszczonym
klasztorze żeńskim [...]. Na początek planuje się wysłanie do
Niżniego Nowgorodu, do wymienionego obozu koncentracyjnego, 5 tysięcy
ludzi" (podkreślenie moje - A. S.).
W Riazaniu obóz również urządzono w byłym żeńskim klasztorze
(Kazańskim). Oto relacja o nim. Siedzieli tam kupcy, duchowni, "jeńcy
wojenni" (tak nazywano byłych oficerów, którzy nie wstąpili do Armii
Czerwonej). Ale byli też ludzie nieokreślonego stanu (tołstojowiec J.
Je-w, którego sprawę już opisaliśmy, też się tam znalazł). Przy obozie
istniały warsztaty: tkacki, krawiecki, szewski oraz (w 1921 roku już
taką nazwę nosiły) "roboty ogólne", polegające na pracach remontowych i budowlanych w samym mieście. Wyprowadzano ludzi pod eskortą, ale
samodzielnych rzemieślników, zależnie od charakteru zlecenia,
wypuszczano bez konwoju, dzięki czemu miejscowi mogli ich dokarmiać.
Mieszkańcy Riazania odnosili się z dużym współczuciem do tzw.
liszenników (oficjalnie zwano ich nie "więźniami", lecz "skazanymi na karę pozbawienia
wolności" - liszennyje swobody) . Gdy prowadzono ich w szeregach,
przechodnie nie żałowali jałmużny (sucharów, gotowanych buraków i kartofli), konwojenci zaś nie sprzeciwiali się temu i liszennicy
dzielili się żywnością sprawiedliwie. (Co krok obserwujemy tu jeszcze
obyczaje nie nasze i wpływy nie naszej ideologii).
Ci, co mieli najwięcej szczęścia, potrafili jakoś się urządzić w miejscowych przedsiębiorstwach i otrzymywali wówczas przepustki,
pozwalające im chodzić po mieście (na noc trzeba było jednak wracać do
obozu).
Żywiono ich w obozie tak oto (1921 rok): pół funta chleba dziennie (plus
drugie pół funta za wykonanie normy), rano i wieczorem porcja wrzątku, w południe chochla gorącej bryi (pływało w niej kilkadziesiąt ziaren kaszy
i kartoflane obierki).
Rozrywek dostarczały z jednej strony donosy prowokatorów (i związane z nimi aresztowania), z drugiej zaś popisy kółka teatralnego i chóru.
Dawano koncerty dla mieszkańców Riazania w sali byłego klubu
szlacheckiego, obozowa orkiestra dęta grywała w parku miejskim.
Liszennicy
coraz bardziej zżywali się z ludnością miejską, zacieśniały się
znajomości, co wreszcie przybrało niedopuszczalne formy - i właśnie
wtedy zaczęto
"jeńców" wysyłać do obozów specjalnych na Dalekiej Północy.
Brak surowości i rygoru w praktyce obozów koncentracyjnych posłużył jako
nauka na przyszłość, a brał się stąd, że dookoła obozów toczyło się w najlepsze normalne życie. Dlatego właśnie okazało się konieczne
stworzenie specjalnych obozów na Północy. Koncentracyjne zaś zniesione
zostały po 1922 roku.
Ten brzask ery obozowej zasługuje na to, aby przyjrzeć się lepiej
zmianom jego odcieni.
Po zakończeniu wojny domowej dwie armie pracy, stworzone przez
Trockiego, trzeba było zdemobilizować z uwagi na protesty
przetrzymywanych w szeregach żołnierzy. Ale fakt ten nie zmniejszył roli
obozów pracy przymusowej w życiu RSFSR, przeciwnie. W końcu 1920 roku w RSFSR
były 84 obozy rozmieszczone w 43 guberniach.21 Jeśli dać wiarę
oficjalnej (chociaż trzymanej w sekrecie) statystyce, to siedziało tam w tym czasie 25 336 osób, do której to liczby dodać trzeba 24 000 "jeńców"
wziętych podczas wojny domowej.22 Obie liczby, zwłaszcza ostatnia,
wydają się
sztucznie zaniżone. Jeśli jednak wziąć pod uwagę, że nie wchodzą tu
liczby uwięzionych w zakładach śledczych i karnych Czeka, gdzie
stosowano metodę rozładowania więzień, topienia barek
transportowych i innych sposobów masowej likwidacji i w ten sposób po
wielekroć zaczynano od zera, można uznać nawet te liczby za ścisłe.
I cóż?! W październiku 1923 roku, już na początku sielankowej epoki
NEP-u (i długo jeszcze przed kultem jednostki) siedziało: w 355
obozach - 68 297 osób pozbawionych wolności, w 207 domach poprawczych -
48 163 osoby, w 105 zakładach karnych i więzieniach - 16 765, w 35
koloniach rolnych - 2328, a ponadto - 1041 osób niepełnoletnich i chorych.23
Istnieje jeszcze inna wymowna statystyka: dotyczy przepełnienia w obozach (organizacja sieci obozów nie nadążała za wzrostem liczby
uwięzionych). Na 100 miejsc przypadało w 1924 roku - 112 więźniów, w 1925 - 120, w 1926 - 132, w 1927 - 177.24 Kto sam kiedyś siedział,
ten zaraz zrozumie, jak wyglądało życie codzienne w obozie (chodzi o miejsce na narach, miskę w stołówce albo o przydział fufajki) jeśli na
jedno miejsce przypadało 1,77 więźnia.
Twórcy tych nowych form uważali je za etapy śmiałej "walki z więziennym
fetyszyzmem" panującym we wszystkich krajach, z carską Rosją na czele, i nie pozwalającym na wymyślenie niczego innego prócz zwykłych więzień.
("Rząd carski, który cały kraj przekształcił w jedno ogromne więzienie,
z jakimś wyrafinowanym sadyzmem rozbudowywał
swój system więzienny").25
Na progu "okresu rekonstrukcji" (w 1927 roku) "rola obozów - no, jak
sądzicie? właśnie teraz po tylu sukcesach? - [...] nabiera jeszcze większego znaczenia w walce z najbardziej wrogimi
elementami, szkodnikami, kułakami, kontrrewolucyjnymi agitatorami".26
A więc Archipelagu nie pochłoną morskie głębiny! Archipelag ma istnieć
dalej!
Przed rokiem 1924 niewiele było na Archipelagu zwyczajnych kolonii
pracy. Przeważały w tych latach zamknięte zakłady karne, zresztą ich
liczba nie zmniejszy się też w latach następnych. (W referacie Krylenki
z 1924 roku zawarte jest żądanie zwiększenia liczby izolatorów
dla elementów niepracujących oraz dla szczególnie niebezpiecznych wywodzących się z mas pracujących, do której to kategorii zaliczono później samego Krylenkę. Ta jego
formuła włączona została w całości do tekstu Kodeksu Pracy Poprawczej z 1924 roku).
Wyłanianiu się każdego archipelagu towarzyszą niedostrzegalne
przesunięcia geologicznych warstw: z czasem dopiero ustala się kształt
ostateczny. Także w tym wypadku zaszła cała seria przesunięć i zmian w nazewnictwie, których zwykłym rozumem prawie że nie sposób ogarnąć. Na
początku panował pierwotny bałagan - zakłady karne znalazły się w gestii
trzech resortów. Są to: Czeka (tow. Dzierżyński), NKWD
(tow. Pietrowski), Komisariat Sprawiedliwości (tow. Kurski). W samym
NKWD zajmuje się więzieniami to GUMZak (Gławnoje Uprawlenije Miest
Zakluczienija, czyli Centralny Zarząd Miejsc Odosobnienia - zaraz po
październiku 1917 roku), to znów GUPR (Gławnoje Uprawlenije
Prinuditielnych Robot, czyli Centralny Zarząd Robót Przymusowych), to
znowu GUMZak.27
W Komisariacie Sprawiedliwości jest Zarząd Więzień (grudzień 1917 rok),
następnie Centralny Wydział Kar (maj 1918 rok) z całą siecią
gubernialnych wydziałów kar, które organizowały sobie nawet zjazdy
(wrzesień 1920 rok): w 1921 roku nazwę tę zmieniono na milszą dla ucha:
Centralny Wydział Robót Poprawczych. Rozumie się, że takie rozdrobnienie
kompetencji nie mogło przysłużyć się sprawie karania i poprawy
przestępców, toteż Dzierżyński wszczął starania o skupienie władzy w jednym ręku. Właśnie wtedy doszło do połączenia NKWD i Czeka, na co
bynajmniej nie wszyscy zwrócili uwagę: w dniu 16 marca 1919 roku
Dzierżyński, przewodniczący Czeka, został równocześnie Komisarzem Spraw
Wewnętrznych. W 1922 roku zaś zdołał wreszcie doprowadzić do objęcia
przez NKWD wyłącznego nadzoru nad wszystkimi zakładami karnymi, które
dotąd znajdowały się w gestii Komisariatu Sprawiedliwości (25 VI
1922).28
Równolegle trwała reorganizacja straży obozowej. Z początku były to
oddziały WOChR (Wnutrienniaja Ochrana Respubliki, czyli oddziały
Bezpieczeństwa Wewnętrznego), następnie - WNUS (Wnutrienniaja Służba,
tj. Służba Wewnętrzna), w 1919 roku zostały one połączone z korpusem
wojsk Czeka,29 a przewodniczącym ich naczelnego Wojensowietu został
również Dzierżyński. (I nie bacząc na to, wcale na to nie bacząc, aż do
1924 powtarzały się skargi na częste wypadki dezercji, na niski poziom
dyscypliny w tych szeregach).30 Dopiero w czerwcu 1924 roku dekretem
WCIK i Sownarkomu wprowadzone zostały w Korpusie Wartowniczym normy
dyscypliny wojskowej, rekrutacja zaś odbywać się miała poprzez kanały
Komisariatu Wojny.31
Ponadto w 1922 roku tworzy się także Centralne Biuro Ewidencji i Daktyloskopii oraz Centralny Ośrodek Hodowli Psów Służbowych i Pościgowych.
Tymczasem GUMZ SSSR zostaje przemianowany na GUITU SSSR
(Gławnoje Uprawlenije Isprawitielno-Trudowych Uczrieżdienii, tj.
Główny Zarząd Zakładów Pracy Poprawczej), a następnie na GUITK OGPU
(Gławnoje Uprawlenije Isprawitielno-Trudowych Łagierej OGPU - tj.
Zarząd Główny Obozów Pracy Poprawczej), a szef tej instytucji zostaje
jednocześnie mianowany komendantem Wojsk Wartowniczych ZSRR.
Ile tu kłopotów i zabiegów! Ileż to schodów, gabinetów, szyldwachów,
przepustek, stempli, tabliczek urzędowych!
GUITŁ zaś, syn GUMZaku, stał się właśnie ojcem naszego GUŁagu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
W miejscowości Razliw opodal Piotrogrodu Lenin ukrywał się (wraz z Zinowiewem) po wypadkach lipcowych 1917 roku; rząd Kiereńskiego groził mu aresztowaniem. (Przypisy oznaczone gwiazdką pochodzą od tłumacza). [wróć]
Wprowadzone na apel Lenina godziny dobrowolnej pracy przy robotach publicznych - po zakończeniu roboczego tygodnia. [wróć]